Odebrałem wiadomość głosową z Centrali:
– John, zniknąłeś nam z ekranów i nie dajesz znaku życia. Jeżeli to kolejny kawał, wiesz co ci zrobimy, jak wrócisz.
Dlaczego mnie nie widzą i nie słyszą? – pomyślałem. Leciałem spokojnie do bazy na Marsie. Nagle przed rakietą utworzył się ogromny czarny lej. W ułamku sekundy została wessana, a ja straciłem przytomność. Obudziłem się w swoim fotelu przed pulpitem. Rakieta stała na jakimś lądowisku, a mną zajmował się personel medyczny. Można to było poznać po ich ubiorach i czynnościach. Wyglądaliby całkiem typowo, lecz każdy miał dwie pary rąk. Istota, która świeciła mi w oczy, była chyba “kobietą”, sądząc po rysach twarzy, włosach i wypukłościach pod uniformem, w typowych dla Ziemianek miejscach.
– Witaj na Asterr, nic ci nie będzie, wszystkie parametry w normie – odezwała się do mnie z uśmiechem.
Byłem w szoku. Rozumiałem słowa, ale sens dotarł do mózgu dopiero po chwili.
– Gdzie… jestem? Co się… stało? – wykrztusiłem.
Lekarka, jak się później okazało, powiedziała:
– Jesteś na planecie w galaktyce, którą nazywacie Galaktyką Andromedy. Kilku nieodpowiedzialnych młodych naukowców otworzyło lej czasoprzestrzenny i tak trafiłeś do nas, na Asterr. Zostaną ukarani, a ciebie przepraszamy i umożliwimy powrót na Ziemię, jeżeli tego zechcesz.
– Muszę to przemyśleć – powiedziałem i zasnąłem. Po obudzeniu się, stwierdziłem, że jestem w domu Eve, tej lekarki.
– Dostałam polecenie zajmowania się tobą, Johnie, dopóki pozostaniesz na Asterr.
Nie miałem nic przeciw temu, była sympatyczna.
Wyjaśniła, że są naszymi przodkami. Obserwują działania ludzi na Ziemi. Nie ujawniają się, bo nie akceptują ciągle prowadzonych wojen i naszego niszczenia planety. Rozważają nawet interwencję.
Szybko się zaprzyjaźniliśmy. Eve powiedziała, że fascynuje ją, jak dobrze radzą sobie Ziemianie, mając tylko dwie ręce. Mnie podobało się, gdy czasem używaliśmy razem wszystkich sześciu.
Czas płynął. Po dwóch ziemskich tygodniach zostałem wezwany przed Radę Asterr. Padło pytanie, którego się spodziewałem, chociaż nie do końca:
– Czy chcesz wrócić na Ziemię, czy wolisz zostać u nas z Eve?
Byłem zaprzysięgłym singlem, ale na Asterr coś się we mnie zmieniło. Aulę wypełniała mieszanka zapachów oczekiwania, zainteresowania, niepewności i zniecierpliwienia. Od Eve wiedziałem, że Asterrianie reagują na emocje wzmożonym wydzielaniem określonych zapachów i nauczyłem się je rozróżniać. Chyba rozpoznałem w tej mieszance zapach oczekiwania, swoisty dla mojej przyjaciółki.
– Nie chcę wracać – powiedziałem głośno i wyraźnie.
Zapach ogólnej aprobaty został zdominowany zapachem szczęścia Eve, a jej uśmiech był jak słońce nad Asterr.
Ciekawy problem. Jestem szczęśliwy z Eve. Czy kiedyś będę pachniał szczęściem? Tego się chyba nie można nauczyć.
Urzekła mnie Twoja historia ;-)
Odnalazł miłość (i może szczęście), co prawda bardzo, ale to bardzo daleko, a jednak.
Klik!
Pozdrawiam
Cześć, z potencjalnych błędów to nie wiem, czy po "na planecie" nie powinien być przecinek przed w galaktyce. Historia ciekawa, ale ja miałem wrażenie jakby miała z 10k znaków tylko resztę wyciąłeś :)
Heskecie, dzięki za polecenie. Czasem przypadek decyduje. :)
Tloku, witam. Nie próbuję pisać opowiadań. Szortem może nie zanudzę. :)
Witaj. :)
Szybko się zaprzyjaźniliśmy. Eve powiedziała mi, że fascynuje ją, jak dobrze radzimy sobie, Ziemianie, mając tylko dwie ręce. Mnie z kolei podobało się, gdy czasem używaliśmy wszystkich sześciu. – tu tylko dopytam o owo zaskakujące używanie sześciu rąk przez Ziemian (?) – chodziło o przodków, którymi byli mieszkańcy Asterr?
Ciepła, pogodna i pełna sympatycznego klimatu opowieść. :)
Klik, pozdrawiam serdecznie. :)
Pecunia non olet
Bruce, dziękuję za klika. Eve i John mają razem sześć rąk. Dorzucę “razem”, nie pisząc do czego używali. :)
Fajne opowiadanie!
Tak z ciekawości, myślę, że spokojnie mogłeś dać kategorię Science-Fiction, z jakiego powodu wybrałeś “inne”?
Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.
Prestidigitatorze, pewnie zbyt dużą wagę przykładam do słowa “science”. “Inne” jest uniwersalne. :)
No proszę, był problem, a po krótkim pobycie na Asterr, zniknął. Mam nadzieję, że Eve i Johnowi dobrze się wiedzie, że pięknie pachną. ;)
…fascynuje ją, jak dobrze radzimy sobie, Ziemianie, mając tylko dwie ręce. ->A może: …fascynuje ją, jak dobrze radzą sobie Ziemianie, mając tylko dwie ręce.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Mnie z kolei podobało się, gdy czasem używaliśmy razem wszystkich sześciu.
No proszę :D
Bardzo fajny pomysł z zapachami. Eve zadowolona, John zadowolony, a i ode mnie można teraz wyczuć szczęście, bo mi się podobało! :D
Klikam i pozdrawiam.
You cannot petition the Lord with prayer!
Aaaa, już rozumiem, Misiu. :)
Pozdro! :)
Pecunia non olet
Cześć, Miś!
– John, znikłeś nam z ekranów i nie dajesz znaku życia. Jeżeli to kolejny kawał, wiesz co ci zrobimy, jak wrócisz.
Znikł a nie zniknął, gdyż miał niedaleko ;] ? Wiem, czepliwy jestem :D.
Przedni koncept z uczuciowymi zapachami. Ciekawe jak pachaniałoby takie solidne wnerwienie ;] ? Stawiam na siarkowodór z lekko oleistą nutką industrialną.
Generalnie optymistyczne opowiadanko, w sam raz na słoneczny poranek :D.
pozdro
Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!
Reg, wykorzystałem Twoją sugestię. Też mam nadzieję, że pięknie pachną. :)
Michaelu, dzięki za klika. Pachnij tak dłużej. :D
Bruce, to dobrze. ;)
Morderco, zmieniłem, ale autor wiadomości mógł, wkurzony, nie pilnować poprawności języka. Może był “techniczny”. ;D
Misiu, cieszę się, że mogłam się przydać. :)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Reg, Twoje rady zawsze polepszają tekst. Dziękuję. :)
Miło mi, Misiu. :D
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Życzę zapachu szczęścia.
Sympatyczne opko.
Wyglądaliby całkiem typowo, gdyby nie mieli po dwie pary rąk.
Zgrzyta mi to zdanie. “Gdyby nie fakt, że mieli po dwie pary rąk”? Bo po “nie mieli” aż się prosi dopełniacz, ale on też tu chyba słabo pasuje.
Babska logika rządzi!
Misiu Macieju, Ty musisz być niepoprawnym optymistą w życiu niefantastycznym, nie znam ani jednego szorta w Twoim wydaniu w tonie minorowym albo horrorowym.
autor wiadomości mógł, wkurzony, nie pilnować poprawności języka. Może był “techniczny”. ;D
Jako człek techniczny potwierdzam, że przy wkurzeniu level gramatyki też u mnie spada ;]
Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!
Reg, mnie też. :)
Finklo, dzięki za życzenie. Wskazane zdanie zmieniłem. Może będzie lepiej. :)
Maćku, w realu i na forum jest dosyć horrorów, więc piszę, jak piszę. ;)
Morderco, jak widać, czytając mój tekst nie byłeś wkurzony. :)
Ciekawe, czym pozytywnie pachnę, bo dostałem wiadomość, że “Problem” dostał się do Biblioteki. Polecającym, dzięki. :)
Pewnie, że pozytywnie pachniesz. Gratuluję dostania się do Biblioteki. Nie ma za co. :)
Morderco, jak widać, czytając mój tekst nie byłeś wkurzony. :)
Zdecydowanie! Mój zapach oscylował wokół zaciekawienia z lekką nutką dociekliwości ;D
Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!
Super tekst Koalo! Przyjemnie czyta się takie pogodne opowiadania. 
Aż szkoda, że to short.
Gdyby był trochę dłuższy, to może przeczytalibyśmy, co wydarzyło się po 0,64 asterrańskiego sola (red. odpowiednik dziewięciu ziemskich miesięcy).
No i pozostaje jeszcze jedno intrygujące pytanie: czy to, co wtedy przyszło na (wszech)świat, miało dwie ręce i pachniało, cztery ręce, ale nie pachniało, czy może natura poszła na kompromis i skończyło się na trzech rękach? A jeśli tak, to ile było lewych? Bo jednak lepiej nie mieć dwóch lewych rąk (chyba, że się jest mańkutem). 
PS. Po lekturze Twojego opowiadania kult Śiwy nabrał dla mnie znacznie więcej sensu.
No tośmy sobie, ..., polatali!
Moje uszanowanie!
Bardzo zgrabne, jednak chyba nie do końca rozumiem przesłanie:((
Duży plus za genialny pomysł fantastyczno-fizjologiczny z zapachami ufoków!
Pozdrawiam serdecznie!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Świetny tekst, naprawdę udało ci się wiele przekazać w tak małej ilości znaków :)
Tymczasowy lakoński król
Hej,
Szybko się zaprzyjaźniliśmy. Eve powiedziała mi, że fascynuje ją, jak dobrze radzą sobie
Bardzo ludzkie imię ;). Szkoda, że z radarów zniknął John, a nie “Adam” ;)
Szkoda, że nie wiemy za wiele o tych bohaterach. Mają dwie pary rąk, poza tym wyglądają ludzko i wydzielają zapachy zgodnie z emocjami. Pomysł ciekawy, prosi się o rozwinięcie, ale po tym szorciaku, mimo że sympatyczny, czuję niedosyt :)
Those who don't believe in magic will never find it
Tak po namyśle – istota, która podczas chowania się przed drapieżnikiem wydziela zapach strachu, ma przerąbane ewolucyjnie.
Babska logika rządzi!
Takie rzeczy w sumie istnieją – i u zwierząt, i najpewniej także u ludzi – nazywamy to feromonami. Termin kojarzy się głównie z erotyką, ale zjawisko obejmuje również inne sygnały, na przykład alarmowe czy związane ze strachem. Człowiek raczej nie odbiera ich już świadomie, ale sporo wskazuje na to, że wyłapuje je podświadomość. Jeśli ktoś się boi, jego pot niesie chemiczny sygnał strachu i to może udzielać się innym osobnikom tego samego gatunku, nawet jeśli nie wiedzą, skąd nagle ten niepokój. Za to osobniki innego gatunku, w tym agresorzy, nie zawsze muszą taki sygnał odczytać równie dobrze (no i dobrze).
No tośmy sobie, ..., polatali!
Nie znam się, ale wydaje mi się, że inne gatunki na obce feromony reagują słabo. Ale gdyby to był zapach w stężeniu wyczuwalnym świadomie… Ale to tylko taka luźna uwaga.
Babska logika rządzi!
Poruszyliście w komentarzach kilka ciekawych tematów. Nie znam odpowiedzi, z wyjątkiem na jeden. Lepiej, że szort budzi niedosyt i chciałby czytelnik więcej, niż tekst miałby znudzić. Poza tym, wszyscy na naszym forum są obdarzeni taką wyobraźnią, że… ;D
Zgadzam się, że jest tu bardziej bajkowo niż naukowo. Cztery ręce to z pewnością przydatna rzecz, tak samo jak cztery nogi z kabaretu ;) Sympatyczne.
Total recognition is cliché; total surprise is alienating.
Jerohu, cztery ręce czasem by się przydały, a w kabarecie wolałbym błyskotliwy pomysł. :)
Słuchajcie, są dalsze informacje na temat relacji opisanej przez Koalę!
W indyjskim internecie znalazłem fotkę, chyba z wesela Eve i Johna. Wygląda, że zabawa była przednia. Niemniej, choć oboje małżonkowie sprawiają wrażenie szczęśliwych, pozostają pewne wątpliwości, czy doczekają dzieci. 

No tośmy sobie, ..., polatali!
Bogowie znają różne sztuczki z zachodzeniem w ciążę. Czasami wystarczy połknąć matkę albo wrzucić odcięte genitalia do wody… Jeszcze nie wszystko stracone. ;-)
Babska logika rządzi!
Finklo&Berigu, może Asterrianie nie mają takiego kryzysu demograficznego, jak w Polsce i nawet jeżeli było wesele, nie są pożądane dzieci. ;)
Opowiadanie o feromonach, mocniejszych i świadomych. Szczęśliwa miłość.
Ciekawe.
Nie pogniewasz się, jeśli podrzucę kilka skrótów i innych takich poprawek z mojego aktu widzenia/czytania?
-> utworzył się ogromny, czarny lej.
-> Można to było poznać po ich ubiorach i czynnościach. do skasowania
-> Wyglądaliby całkiem typowo, ale (lecz) każdy miał dwie pary rąk.
-> wszystkie parametry w normie
-> Byłem w szoku, lecz rozumiałem słowa, chociaż sens dotarł do mózgu dopiero po chwili; nie wyjaśniałabym
-> i tak trafiłeś do nas, na Asterr; wywaliłabym, bo oczywiste
-> Wyjaśniła mi, że są naszymi przodkami, obserwują działania ludzi na Ziemi, lecz nie ujawniają się, bo nie akceptują ciągle prowadzonych wojen i naszego niszczenia planety. Rozważają nawet interwencję. ; połączyłabym
-> Eve powiedziała mi, że fascynuje ją, jak dobrze radzą sobie Ziemianie, mając tylko dwie ręce. Mnie z kolei podobało się, gdy czasem używaliśmy razem wszystkich sześciu.
pzd srd :-)
a
Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.
Hej!
Najważniejsze, że dobrze się kończy :)
Pozdrawiam!
Serwus,
Zabawny szorcik, taki… sympatyczny.
Ciekawy pomysł z zapachami – trochę jak u zwierząt. Ciekawe, czy w tak „zapachowym” społeczeństwie ciężej byłoby kłamać? No i przy czterech pachach zużywaliby więcej antyperspirantów.
Wirtualny pozdroklik
rr
A po kilku latach synek zapyta:
– Tatusiu, a dlaczego ty masz dwie ręce, a mama cztery?
– Bo pracuje dwa razy więcej niż ja.
– Dziewczyny zawsze tak mają?
– Oczywiście.
– Kurczę, dobrze że jestem chłopakiem.
A po kilku wiekach:
Na sympozjum naukowym stwierdzono, że nieoczekiwane połączenie ras, do jakiego doszło wskutek pojawienia się Ziemianina na Asterr doprowadziło do powstania nowej, trzeciej rasy, w której przedstawicieli obu płci można odróżnić po liczbie rąk – mężczyźni mają jedną parę, kobiety dwie (dlatego faktycznie są trudne do odróżnienia od kobiet starej rasy asterskiej).
Jeszcze później – wysłano na Ziemię misję, oczywiście złożoną z samych mężczyzn trzeciej rasy, żeby nie rzucali się za bardzo w oczy. Jeden z nich postanowił zostać. Urodziła mu się córka – z czterema rękami. Wszyscy wstrząśnięci okropną mutacją. Tylko ojciec zachowywał niezmącony niczym spokój.
– W naszej rodzinie to norma – rzekł.
Pozdrawiam i dzięki za fajny tekst!:)
Robercie, poruszyłeś ciekawy problem kłamstwa. Może nie kłamią? Dzięki za wirtualnego klika. :)
Mehiko, witam :). Zakładasz, że będą dzieci. Może na Asterr mają odwrotny niż my kryzys demograficzny i przeciwdziałają jak w Chinach. Gratuluję humoru. :)
No, to przed nami kolejny, tytułowy wręcz problem. Jeśli Asterrianie mają przeludnienie, to pewnie szukają miejsca do kolonizacji i nieoczekiwana wizyta Ziemianina przypomniała im ten kierunek. Rozważana interwencja z powodów humanitarnych otrzymuje kolejną motywację. Świeży małżonkowie otrzymują propozycję wyjazdu w podróż poślubną na Ziemię, gdzie mają rozejrzeć się w miejscowych warunkach i przygotować grunt pod inwazję. Dla ułatwienia misji mają lądować w Indiach, gdzie Eve ma odegrać rolę bóstwa, a jej mąż kapłana-proroka, zapowiadającego rychły powrót bogów. W Delhi entuzjazm, bo oto mamy naoczne potwierdzenie prawdziwości religii hinduistycznej. Konsternacja w obozie monoteistów. Chrześcijanie, muzułmanie i Żydzi łączą siły w zgodnej próbie zdyskredytowania Eve jako bogini i zdemaskowania hinduskiej “prowokacji”. Świat staje na krawędzi wojny, bo Delhi zapowiada, że będzie bronić bogini jak niepodległości – no i czeka na dalszą pomoc z nieba. Tymczasem grupa agentów, przeszkolonych przez CIA, Mosad i Hezbollah, podejmuje karkołomną próbę porwania Eve…
Pozdrawiam!:)
Cześć, Koala75.
Tekst sympatyczny. Nie też nic nalazłem nic, rażącego w oczy. Jedynie mam wrażenie, że można by wyciąć w niektórych miejscach nadmiarowe tłumaczenie.
Pozdrawiam!
Kapibara