- Opowiadanie: Koala75 - Problem

Problem

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Problem

Ode­bra­łem wia­do­mość gło­so­wą z Cen­tra­li:

– John, znik­ną­łeś nam z ekra­nów i nie da­jesz znaku życia. Je­że­li to ko­lej­ny kawał, wiesz co ci zro­bi­my, jak wró­cisz.

Dla­cze­go mnie nie widzą i nie sły­szą? – po­my­śla­łem. Le­cia­łem spo­koj­nie do bazy na Mar­sie. Nagle przed ra­kie­tą utwo­rzył się ogrom­ny czar­ny lej. W ułam­ku se­kun­dy zo­sta­ła we­ssa­na, a ja stra­ci­łem przy­tom­ność. Obu­dzi­łem się w swoim fo­te­lu przed pul­pi­tem. Ra­kie­ta stała na ja­kimś lą­do­wi­sku, a mną zaj­mo­wał się per­so­nel me­dycz­ny. Można to było po­znać po ich ubio­rach i czyn­no­ściach. Wy­glą­da­li­by cał­kiem ty­po­wo, lecz każdy miał dwie pary rąk. Isto­ta, która świe­ci­ła mi w oczy, była chyba “ko­bie­tą”, są­dząc po ry­sach twa­rzy, wło­sach i wy­pu­kło­ściach pod uni­for­mem, w ty­po­wych dla Zie­mia­nek miej­scach.

– Witaj na Asterr, nic ci nie bę­dzie, wszyst­kie pa­ra­me­try w nor­mie – ode­zwa­ła się do mnie z uśmie­chem.

Byłem w szoku. Ro­zu­mia­łem słowa, ale sens do­tarł do mózgu do­pie­ro po chwi­li.

– Gdzie… je­stem? Co się… stało? – wy­krztu­si­łem.

Le­kar­ka, jak się póź­niej oka­za­ło, po­wie­dzia­ła:

– Je­steś na pla­ne­cie w ga­lak­ty­ce, którą na­zy­wa­cie Ga­lak­ty­ką An­dro­me­dy. Kilku nie­od­po­wie­dzial­nych mło­dych na­ukow­ców otwo­rzy­ło lej cza­so­prze­strzen­ny i tak tra­fi­łeś do nas, na Asterr. Zo­sta­ną uka­ra­ni, a cie­bie prze­pra­sza­my i umoż­li­wi­my po­wrót na Zie­mię, je­że­li tego ze­chcesz.

– Muszę to prze­my­śleć – po­wie­dzia­łem i za­sną­łem. Po obu­dze­niu się, stwier­dzi­łem, że je­stem w domu Eve, tej le­kar­ki.

– Do­sta­łam po­le­ce­nie zaj­mo­wa­nia się tobą, Joh­nie, do­pó­ki po­zo­sta­niesz na Asterr.

Nie mia­łem nic prze­ciw temu, była sym­pa­tycz­na.

Wy­ja­śni­ła, że są na­szy­mi przod­ka­mi. Ob­ser­wu­ją dzia­ła­nia ludzi na Ziemi. Nie ujaw­nia­ją się, bo nie ak­cep­tu­ją cią­gle pro­wa­dzo­nych wojen i na­sze­go nisz­cze­nia pla­ne­ty. Roz­wa­ża­ją nawet in­ter­wen­cję.

Szyb­ko się za­przy­jaź­ni­li­śmy. Eve po­wie­dzia­ła, że fa­scy­nu­je ją, jak do­brze radzą sobie Zie­mia­nie, mając tylko dwie ręce. Mnie po­do­ba­ło się, gdy cza­sem uży­wa­li­śmy razem wszyst­kich sze­ściu.

Czas pły­nął. Po dwóch ziem­skich ty­go­dniach zo­sta­łem we­zwa­ny przed Radę Asterr. Padło py­ta­nie, któ­re­go się spo­dzie­wa­łem, cho­ciaż nie do końca:

– Czy chcesz wró­cić na Zie­mię, czy wo­lisz zo­stać u nas z Eve?

Byłem za­przy­się­głym sin­glem, ale na Asterr coś się we mnie zmie­ni­ło. Aulę wy­peł­nia­ła mie­szan­ka za­pa­chów ocze­ki­wa­nia, za­in­te­re­so­wa­nia, nie­pew­no­ści i znie­cier­pli­wie­nia. Od Eve wie­dzia­łem, że Aster­ria­nie re­agu­ją na emo­cje wzmo­żo­nym wy­dzie­la­niem okre­ślo­nych za­pa­chów i na­uczy­łem się je roz­róż­niać. Chyba roz­po­zna­łem w tej mie­szan­ce za­pach ocze­ki­wa­nia, swo­isty dla mojej przy­ja­ciół­ki.

– Nie chcę wra­cać – po­wie­dzia­łem gło­śno i wy­raź­nie.

Za­pach ogól­nej apro­ba­ty zo­stał zdo­mi­no­wa­ny za­pa­chem szczę­ścia Eve, a jej uśmiech był jak słoń­ce nad Asterr.

Cie­ka­wy pro­blem. Je­stem szczę­śli­wy z Eve. Czy kie­dyś będę pach­niał szczę­ściem? Tego się chyba nie można na­uczyć.

Koniec

Komentarze

Urzekła mnie Twoja historia ;-) 

Odnalazł miłość (i może szczęście), co prawda bardzo, ale to bardzo daleko, a jednak.

Klik!

Pozdrawiam

Cześć, z potencjalnych błędów to nie wiem, czy po "na planecie" nie powinien być przecinek przed w galaktyce. Historia ciekawa, ale ja miałem wrażenie jakby miała z 10k znaków tylko resztę wyciąłeś :)

Heskecie, dzięki za polecenie. Czasem przypadek decyduje. :)

Tloku, witam. Nie próbuję pisać opowiadań. Szortem może nie zanudzę. :)

Witaj. :)

Szybko się zaprzyjaźniliśmy. Eve powiedziała mi, że fascynuje ją, jak dobrze radzimy sobie, Ziemianie, mając tylko dwie ręce. Mnie z kolei podobało się, gdy czasem używaliśmy wszystkich sześciu. – tu tylko dopytam o owo zaskakujące używanie sześciu rąk przez Ziemian (?) – chodziło o przodków, którymi byli mieszkańcy Asterr?

 

Ciepła, pogodna i pełna sympatycznego klimatu opowieść. :)

Klik, pozdrawiam serdecznie. :) 

Pecunia non olet

Bruce, dziękuję za klika. Eve i John mają razem sześć rąk. Dorzucę “razem”, nie pisząc do czego używali. :)

Fajne opowiadanie!

Tak z ciekawości, myślę, że spokojnie mogłeś dać kategorię Science-Fiction, z jakiego powodu wybrałeś “inne”? 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Prestidigitatorze, pewnie zbyt dużą wagę przykładam do słowa “science”. “Inne” jest uniwersalne. :) 

No proszę, był problem, a po krótkim pobycie na Asterr, zniknął. Mam nadzieję, że Eve i Johnowi dobrze się wiedzie, że pięknie pachną. ;)

 

fa­scy­nu­je ją, jak do­brze ra­dzi­my sobie, Zie­mia­nie, mając tylko dwie ręce. ->A może: …fa­scy­nu­je ją, jak do­brze ra­dzą sobie Zie­mia­nie, mając tylko dwie ręce.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mnie z kolei podobało się, gdy czasem używaliśmy razem wszystkich sześciu.

No proszę :D

 

Bardzo fajny pomysł z zapachami. Eve zadowolona, John zadowolony, a i ode mnie można teraz wyczuć szczęście, bo mi się podobało! :D

Klikam i pozdrawiam.

You cannot petition the Lord with prayer!

Aaaa, już rozumiem, Misiu. :)

Pozdro! :)

Pecunia non olet

Cześć, Miś! 

 

– John, znikłeś nam z ekranów i nie dajesz znaku życia. Jeżeli to kolejny kawał, wiesz co ci zrobimy, jak wrócisz.

Znikł a nie zniknął, gdyż miał niedaleko ;] ? Wiem, czepliwy jestem :D. 

 

Przedni koncept z uczuciowymi zapachami. Ciekawe jak pachaniałoby takie solidne wnerwienie ;] ? Stawiam na siarkowodór z lekko oleistą nutką industrialną. 

Generalnie optymistyczne opowiadanko, w sam raz na słoneczny poranek :D. 

 

pozdro

  1.  

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Reg, wykorzystałem Twoją sugestię. Też mam nadzieję, że pięknie pachną. :)

Michaelu, dzięki za klika. Pachnij tak dłużej. :D

Bruce, to dobrze. ;)

Morderco, zmieniłem, ale autor wiadomości mógł, wkurzony, nie pilnować poprawności języka. Może był “techniczny”. ;D

 

Misiu, cieszę się, że mogłam się przydać. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, Twoje rady zawsze polepszają tekst. Dziękuję. :)

Miło mi, Misiu. :D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Życzę zapachu szczęścia. 

Sympatyczne opko.

Wyglądaliby całkiem typowo, gdyby nie mieli po dwie pary rąk.

Zgrzyta mi to zdanie. “Gdyby nie fakt, że mieli po dwie pary rąk”? Bo po “nie mieli” aż się prosi dopełniacz, ale on też tu chyba słabo pasuje.

Babska logika rządzi!

Misiu Macieju, Ty musisz być niepoprawnym optymistą w życiu niefantastycznym, nie znam ani jednego szorta w Twoim wydaniu w tonie minorowym albo horrorowym. 

autor wiadomości mógł, wkurzony, nie pilnować poprawności języka. Może był “techniczny”. ;D

Jako człek techniczny potwierdzam, że przy wkurzeniu level gramatyki też u mnie spada ;] 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Reg, mnie też. :)

Finklo, dzięki za życzenie. Wskazane zdanie zmieniłem. Może będzie lepiej. :)

Maćku, w realu i na forum jest dosyć horrorów, więc piszę, jak piszę. ;)

Morderco, jak widać, czytając mój tekst nie byłeś wkurzony. :)

Ciekawe, czym pozytywnie pachnę, bo dostałem wiadomość, że “Problem” dostał się do Biblioteki. Polecającym, dzięki. :)

Pewnie, że pozytywnie pachniesz. Gratuluję dostania się do Biblioteki. Nie ma za co. :)

Morderco, jak widać, czytając mój tekst nie byłeś wkurzony. :)

Zdecydowanie! Mój zapach oscylował wokół zaciekawienia z lekką nutką dociekliwości ;D

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Super tekst Koalo! Przyjemnie czyta się takie pogodne opowiadania. smiley

Aż szkoda, że to short. frown 

 

Gdyby był trochę dłuższy, to może przeczytalibyśmy, co wydarzyło się po 0,64 asterrańskiego sola (red. odpowiednik dziewięciu ziemskich miesięcy).

No i pozostaje jeszcze jedno intrygujące pytanie: czy to, co wtedy przyszło na (wszech)świat, miało dwie ręce i pachniało, cztery ręce, ale nie pachniało, czy może natura poszła na kompromis i skończyło się na trzech rękach? A jeśli tak, to ile było lewych? Bo jednak lepiej nie mieć dwóch lewych rąk (chyba, że się jest mańkutem). wink


PS. Po lekturze Twojego opowiadania kult Śiwy nabrał dla mnie znacznie więcej sensu.laugh

No tośmy sobie, ..., polatali!

Moje uszanowanie!

 

Bardzo zgrabne, jednak chyba nie do końca rozumiem przesłanie:((

Duży plus za genialny pomysł fantastyczno-fizjologiczny z zapachami ufoków!

 

Pozdrawiam serdecznie! 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Świetny tekst, naprawdę udało ci się wiele przekazać w tak małej ilości znaków :)

Tymczasowy lakoński król

Hej,

 

Szybko się zaprzyjaźniliśmy. Eve powiedziała mi, że fascynuje ją, jak dobrze radzą sobie

Bardzo ludzkie imię ;). Szkoda, że z radarów zniknął John, a nie “Adam” ;)

 

Szkoda, że nie wiemy za wiele o tych bohaterach. Mają dwie pary rąk, poza tym wyglądają ludzko i wydzielają zapachy zgodnie z emocjami. Pomysł ciekawy, prosi się o rozwinięcie, ale po tym szorciaku, mimo że sympatyczny, czuję niedosyt :)

Those who don't believe in magic will never find it

Tak po namyśle – istota, która podczas chowania się przed drapieżnikiem wydziela zapach strachu, ma przerąbane ewolucyjnie.

Babska logika rządzi!

Takie rzeczy w sumie istnieją – i u zwierząt, i najpewniej także u ludzi – nazywamy to feromonami. Termin kojarzy się głównie z erotyką, ale zjawisko obejmuje również inne sygnały, na przykład alarmowe czy związane ze strachem. Człowiek raczej nie odbiera ich już świadomie, ale sporo wskazuje na to, że wyłapuje je podświadomość. Jeśli ktoś się boi, jego pot niesie chemiczny sygnał strachu i to może udzielać się innym osobnikom tego samego gatunku, nawet jeśli nie wiedzą, skąd nagle ten niepokój. Za to osobniki innego gatunku, w tym agresorzy, nie zawsze muszą taki sygnał odczytać równie dobrze (no i dobrze).

No tośmy sobie, ..., polatali!

Nie znam się, ale wydaje mi się, że inne gatunki na obce feromony reagują słabo. Ale gdyby to był zapach w stężeniu wyczuwalnym świadomie… Ale to tylko taka luźna uwaga.

Babska logika rządzi!

Poruszyliście w komentarzach kilka ciekawych tematów. Nie znam odpowiedzi, z wyjątkiem na jeden. Lepiej, że szort budzi niedosyt i chciałby czytelnik więcej, niż tekst miałby znudzić. Poza tym, wszyscy na naszym forum są obdarzeni taką wyobraźnią, że… ;D

Zgadzam się, że jest tu bardziej bajkowo niż naukowo. Cztery ręce to z pewnością przydatna rzecz, tak samo jak cztery nogi z kabaretu ;) Sympatyczne.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Jerohu, cztery ręce czasem by się przydały, a w kabarecie wolałbym błyskotliwy pomysł. :) 

Słuchajcie, są dalsze informacje na temat relacji opisanej przez Koalę!

 

W indyjskim internecie znalazłem fotkę, chyba z wesela Eve i Johna. Wygląda, że zabawa była przednia. Niemniej, choć oboje małżonkowie sprawiają wrażenie szczęśliwych, pozostają pewne wątpliwości, czy doczekają dzieci. wink

No tośmy sobie, ..., polatali!

Bogowie znają różne sztuczki z zachodzeniem w ciążę. Czasami wystarczy połknąć matkę albo wrzucić odcięte genitalia do wody… Jeszcze nie wszystko stracone. ;-)

Babska logika rządzi!

Finklo&Berigu, może Asterrianie nie mają takiego kryzysu demograficznego, jak w Polsce i nawet jeżeli było wesele, nie są pożądane dzieci. ;) 

Opowiadanie o feromonach, mocniejszych i świadomych. Szczęśliwa miłość.

Ciekawe.

 

Nie pogniewasz się, jeśli podrzucę kilka skrótów i innych takich poprawek z mojego aktu widzenia/czytania? 

-> utworzył się ogromny, czarny lej.

-> Można to było poznać po ich ubiorach i czynnościach. do skasowania

-> Wyglądaliby całkiem typowo, ale  (lecz) każdy miał dwie pary rąk. 

-> wszystkie parametry w normie

-> Byłem w szoku, lecz rozumiałem słowa, chociaż sens dotarł do mózgu dopiero po chwili; nie wyjaśniałabym

-> i tak trafiłeś do nas, na Asterr; wywaliłabym, bo oczywiste

-> Wyjaśniła mi, że są naszymi przodkami, obserwują działania ludzi na Ziemi, lecz nie ujawniają się, bo nie akceptują ciągle prowadzonych wojen i naszego niszczenia planety. Rozważają nawet interwencję. ; połączyłabym

-> Eve powiedziała mi, że fascynuje ją, jak dobrze radzą sobie Ziemianie, mając tylko dwie ręce. Mnie z kolei podobało się, gdy czasem używaliśmy razem wszystkich sześciu.

 

pzd srd  :-)

a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Hej!

Najważniejsze, że dobrze się kończy :)

Pozdrawiam!

Serwus,

Zabawny szorcik, taki… sympatyczny.

Ciekawy pomysł z zapachami – trochę jak u zwierząt. Ciekawe, czy w tak „zapachowym” społeczeństwie ciężej byłoby kłamać? No i przy czterech pachach zużywaliby więcej antyperspirantów.

Wirtualny pozdroklik

rr

A po kilku latach synek zapyta:

– Tatusiu, a dlaczego ty masz dwie ręce, a mama cztery?

– Bo pracuje dwa razy więcej niż ja.

– Dziewczyny zawsze tak mają?

– Oczywiście.

– Kurczę, dobrze że jestem chłopakiem.

A po kilku wiekach:

Na sympozjum naukowym stwierdzono, że nieoczekiwane połączenie ras, do jakiego doszło wskutek pojawienia się Ziemianina na Asterr doprowadziło do powstania nowej, trzeciej rasy, w której przedstawicieli obu płci można odróżnić po liczbie rąk – mężczyźni mają jedną parę, kobiety dwie (dlatego faktycznie są trudne do odróżnienia od kobiet starej rasy asterskiej). 

Jeszcze później – wysłano na Ziemię misję, oczywiście złożoną z samych mężczyzn trzeciej rasy, żeby nie rzucali się za bardzo w oczy. Jeden z nich postanowił zostać. Urodziła mu się córka – z czterema rękami. Wszyscy wstrząśnięci okropną mutacją. Tylko ojciec zachowywał niezmącony niczym spokój.

– W naszej rodzinie to norma – rzekł.

 

Pozdrawiam i dzięki za fajny tekst!:)

 

Robercie, poruszyłeś ciekawy problem kłamstwa. Może nie kłamią? Dzięki za wirtualnego klika. :)

 

Mehiko, witam :). Zakładasz, że będą dzieci. Może na Asterr mają odwrotny niż my kryzys demograficzny i przeciwdziałają jak w Chinach. Gratuluję humoru. :)

No, to przed nami kolejny, tytułowy wręcz problem. Jeśli Asterrianie mają przeludnienie, to pewnie szukają miejsca do kolonizacji i nieoczekiwana wizyta Ziemianina przypomniała im ten kierunek. Rozważana interwencja z powodów humanitarnych otrzymuje kolejną motywację. Świeży małżonkowie otrzymują propozycję wyjazdu w podróż poślubną na Ziemię, gdzie mają rozejrzeć się w miejscowych warunkach i przygotować grunt pod inwazję. Dla ułatwienia misji mają lądować w Indiach, gdzie Eve ma odegrać rolę bóstwa, a jej mąż kapłana-proroka, zapowiadającego rychły powrót bogów. W Delhi entuzjazm, bo oto mamy naoczne potwierdzenie prawdziwości religii hinduistycznej. Konsternacja w obozie monoteistów. Chrześcijanie, muzułmanie i Żydzi łączą siły w zgodnej próbie zdyskredytowania Eve jako bogini i zdemaskowania hinduskiej “prowokacji”. Świat staje na krawędzi wojny, bo Delhi zapowiada, że będzie bronić bogini jak niepodległości – no i czeka na dalszą pomoc z nieba. Tymczasem grupa agentów, przeszkolonych przez CIA, Mosad i Hezbollah, podejmuje karkołomną próbę porwania Eve…

Pozdrawiam!:)

Cześć, Koala75.

 

Tekst sympatyczny. Nie też nic nalazłem nic, rażącego w oczy. Jedynie mam wrażenie, że można by wyciąć w niektórych miejscach nadmiarowe tłumaczenie.

 

Pozdrawiam!

Kapibara

Nowa Fantastyka