Kolejne wyzwanie, w którym ćwiczymy wyobraźnię – oraz pokazujemy, że każde nasze słowo jest coś warte! Zamykamy w niedzielę 26.04!
Złośliwcy mogą wybierać naprawdę nieudane akapity :)
Kolejne wyzwanie, w którym ćwiczymy wyobraźnię – oraz pokazujemy, że każde nasze słowo jest coś warte! Zamykamy w niedzielę 26.04!
Złośliwcy mogą wybierać naprawdę nieudane akapity :)

Przyłóż ucho do urządzenia, na którym piszesz opowiadania. Słyszysz te jęki? Tak, to niedokończone teksty, które błąkają się gdzieś w zakazanym folderze i bezskutecznie nawołują twórcę. Wybierz jedno z nich, wyrwij z niego dowolny akapit (albo grzecznie je o niego poproś), a następnie wklej tutaj. Akapit musi pochodzić z tekstu, który nie był jeszcze publikowany, nie powinien zajmować więcej niż 15 linijek!
Kolejna osoba dopisuje dalszy ciąg Twojej historii – objętość w granicach rozsądku, powyżej 6000 znaków jest już wielce nierozsądne :)
Następnie w osobnym komentarzu wkleja akapit ze swojego niedokończonego opowiadania i czeka, aż ktoś się nad nim zlituje (albo przynajmniej uśmierci w humanitarny sposób).
Nie ma złych pomysłów. Są takie, których po prostu nikt nie przytulał ;)
To wyzwanie bardzo dla mnie. 90% mojego pisania to fragmenty i rozgrzebane opka. Z niecierpliwością czekam też na inne wrzutki, które uda się Wam wyciągnąć z otchłani ;)
Those who don't believe in magic will never find it
Dobra, coś znalazłam, od dawna nie widzę potencjału na rozwinięcie, więc może ktoś uratuje temat :P
Lysanthir stał prosto, z rękami na biodrach i nikczemnym uśmiechem na twarzy. Przepływająca przez niego moc była prawie zbyt wielka, aby ją powstrzymać. Prawie, ale Zumra był podły, nie głupi. Wiedział, skąd bierze się jego władza i jakie asy trzyma w rękawie – nie zamierzał odpieczętowywać wyrwy.
Szczelina mogła być źródłem nieskończonej mocy, ale jej energie były chaotyczne, nieprzewidywalne i niebezpieczne. Aby czerpać z niej siłę, a jednocześnie trzymać ją w ryzach, trzeba było posiadać umiejętność przekształcania chaosu w materię. Mężczyzna wiedział, że może to zrobić prawie każdy – była to tylko kwestia woli i skupienia myśli. A jeśli złodziejskie życie czegoś go nauczyło, to właśnie cierpliwości i skupienia na celu, czego brakowało innym ludziom.
Those who don't believe in magic will never find it
Guess who’s back :)
…Kilka tygodni wcześniej.
Kiedy opadł kurz po spektakularnej, choć absolutnie nieplanowanej detonacji wieży przez księżniczkę Dziadumiłę, ukazał się widok zgoła daleki od architektonicznej sielanki. Okazało się bowiem, że fundamenty budowli skrywały prastarą studnię nieskończonej mocy, której gwałtowne uwolnienie zadziałało niczym strażniczy glif – zamykając króla wraz ze znaczną częścią dworu w obrębie górnego zamku z częścią dziedzińca pod pulsującą, nieprzeniknioną barierą. Jakby tego było mało, uwolniony z lochów minotaur, zamiast uciec w popłochu w pobliskie lasy, wchłonął część surowej, magicznej energii, co skutecznie podwoiło jego gabaryty i pozwoliło mu przejąć zrujnowany dziedziniec jako swój prywatny wybieg.
Korniwałd, wciśnięty w dublet z racji pełnienia zaszczytnej, od dwóch miesięcy, wysoce ryzykownej funkcji królewskiego namiestnika, masował skronie, spoglądając z bezpiecznego dystansu na magiczną kopułę. Dolny zamek Alledrogowa, w którym przebywał, był cały, choć atmosfera wewnątrz przypominała stypę. Obok niego Ragomira, formalnie nadworna czarodziejka, a w praktyce wybitnie bystra uzdrowicielka z wrodzonym darem do omijania kłopotów, metodycznie obierała jabłko niewielkim sztyletem, zdając się całkowicie ignorować ryki dobiegające zza magicznego pola. Miłodziad, który formalnie królem jeszcze nie był, bo los jego ojca za barierą pozostawał niepewny, znajdował się z nimi, w dolnym zamku.
– Musimy tam kogoś posłać. Wynajmiemy śmiałków, jakiegoś czarodzieja, następnie odbiją monarchę, zanim ten minotaur uzna, że król to idealna kolacja – zaczął Korniwałd. – Znam jednego kondotiera, który na wynajem, zbierze takich żądnych przygód i tak dalej.
– A nie lepiej po prostu znaleźć kogoś, kto tę barierę zniszczy i oszczędzi nam biegania po gruzach? – spytała Ragomira, popijając wino i patrząc w okno.
– Optymalizacja zasobów ludzkich, rozumiem. Ale tak bez cienia żalu? Nie szkoda ci miłościwego pana, który zapewne narobił w gacie z przerażenia? – Korniwałd uśmiechnął się ironicznie. – Pamiętaj, że król nas wyniósł na stanowiska. Musimy coś z tym zrobić. A i Moczyjowojwie nadal stanowią zagrożenie dla królestwa.
– Szczerze? I tak był stary, marudny i zaraz by umarł. Jest duże prawdopodobieństwo, że już nie żyje. – Ragomira wzruszyła ramionami, wyraźnie rozbawiona własną szczerością. – Martwiłabym się księżniczką, mój drogi – ciągnęła dalej Ragomira, z niesmakiem odkładając sztylet na blat. – Dziadumiła raczej nie wyparowała razem z wieżą.
– Wspaniale. Zajmij się i tą smarkulą, i barierą. – odparł Korniwałd, gładząc podbródek – Ja się zajmę zebraniem ludzi.
– Ale żebyśmy mieli jasność, namiestniku… – Przymrużyła oczy, posyłając mu chłodne spojrzenie – Ty masz tylko zebrać drużynę, a ja mam na głowie rozbrojenie magicznej anomalii i uganianie się za zbiegłą małolatą. Bądź łaskaw nie traktować mnie jak swojego sługi.
Korniwałd uśmiechnął się zawiadacko. Zrobił powolny krok w jej stronę, pochylając się nieznacznie, by spojrzeć prosto w jej chłodne, przenikliwie niebieskie oczy, które zawsze zdawały się kalkulować trzy ruchy do przodu. Wytrzymał jej spojrzenie.
– Piękna Ragomiro… – zaczął miękko, ze spokojem. – Ja ci po prostu oszczędzam polityki, której tak nienawidzisz. Biorę na siebie Miłodziada i cały ten arystokratyczny burdel, który właśnie spadł nam na głowy. Znajdę ci odpowiedniego czarodzieja do pomocy i kogoś, kto wlezie za tę barierę. Zadziałamy kilkutorowo: ty magia i smarkula, ja polityka i logistyka. I ogarniemy ten burdel.
Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Dół u stóp muru musiał niegdyś służyć jako stanowisko na kotły z wrzącym olejem, wykorzystywanym do obrony.
Trzymała się przed nim kilka kroków z przodu. Po chwili, machnęła dłonią. Mężczyzna podkradł się do niej najciszej jak potrafił, dając uprzednio znak reszcie grupy, by powoli skracali dystans. Czekała oparta o ścianę twierdzy, tuż obok ciężkich drzwi prowadzących do głównego budynku.
– Są dwie drogi – szepnęła. – Albo się wspinamy, albo wchodzimy do środka. Podejrzewam, że stamtąd prowadzi wejście na górę.
– No to idziemy schodami, to chyba jasne? – odparł cicho.
Ona jednak, jak można się było spodziewać, miała do tego planu swoje „ale”.
– Jasne… – westchnęła z nutą ironii. – Tylko że zauważyłam kilka plugastw. Jest bardzo wąsko i niebezpiecznie. Jeden fałszywy krok i lecisz w dół, prosto w przepaść.
Zapadła chwila napiętej ciszy. Wymienili krótkie, wymowne spojrzenia.
– Przygotować broń – rzucił w końcu, decydując się na ten znacznie bardziej spektakularny wariant.
Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"
Hm, widzę, że w wątku odbył się desant dwóch historii Melenedura, ale gdzie dalsze losy Lysanthira i Zumry z fragmentu OldGuard?
Bo ideą recyklomatu było rozwinięcie historii z akapitu poprzednika, a dopiero potem wklejenie swojej “sierotki”. A ja nadal nie wiem, czy Lysanthir i Zumra to jeden gość, czy imię i rasa – i co zrobi z nieskończoną mocą?
Teraz, żeby to naprostować, będzie trzeba rozwinąć i akapit Melendura, i akapit Oldguard. Ech, i kto to ogarnie?
Może coś mi się przyśni, ale liczę na inwencję pozostałych…
Hm, widzę, że w wątku odbył się desant dwóch historii Melenedura, ale gdzie dalsze losy Lysanthira i Zumry z fragmentu OldGuard?
ej, to był skok czasowy, mówiący o tym co było wcześniej :) to nadal da sie bez problemu pociągnąc, wymaga tylko – inwencji twórczej :)
“…Kilka tygodni wcześniej.”
Jedno nie wyklucza drugiego :)
Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"
marzan
Hm, widzę, że w wątku odbył się desant dwóch historii Melenedura, ale gdzie dalsze losy Lysanthira i Zumry z fragmentu OldGuard?
Spieszę na ratunek! Swoją drogą, świetny pomysł na wyzwanie!
A zatem OldGuard, jutro spodziewaj się kontynuacji swojego zarzuconego dzieła, bo już zacząłem coś klecić, ale no, czas spać!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
To ja właśnie ogarniam zdobywców twierdzy :)
Będzie bifurkacja, wątek rozdzieli się na dwa. Melendur rozłupał rzeczywistość. I dobrze, w końcu to fantastyka!