- Opowiadanie: MordercaBezSerca - 1‰ Echo

1‰ Echo

Cześć,

Postapka w klimacie cuberpunka. Miało iść na konkurs pewnego wydawnictwa, ale mam ostatnio dość słabe doświadczenia z publikacjami nieforumowymi, więc zostaje z tym w domu :D.  

Tekst raczej dla fanów tematu, chociaż starałem się, żeby był czymś więcej niż tylko kolejnym akcyjniakiem. Bardzo jestem ciekawy Waszych opinii. 

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

1‰ Echo

 

Dźwięk odbił się od nagich ścian. Na chwilę wypełnił martwe blokowisko namiastką życia. Niczym ton wybity na bębenku dziecięcą rączką. Delikatne puknięcie, niewiele głośniejsze od oddechu. W ciszy zawieszonej pomiędzy wypalonymi karkasami budynków zabrzmiało to jednak wyraźnie i… obco.

Drapieżca drgnął i uniósł głowę. Przez chwilę nasłuchiwał, nie do końca pewny, czy dźwięk był tylko wytworem wyobraźni. Przez otwór po wybitym oknie wpadały ostatnie promienie zachodzącego słońca. Zwlókł się ze skołtunionego barłogu wciśniętego w kąt pokoju. Na czworakach, stawiając szeroko nogi i ręce, dopełzł do parapetu. Poruszał się ostrożnie, by nie potrącić przedmiotów rozłożonych pieczołowicie poprzedniego dnia na zakurzonej podłodze. Poprawił postrzępiony koc zsuwający mu się z nagich ramion, zacisnął palce na pokruszonych cegłach i wyjrzał na zewnątrz. Mgła ścieliła się tuż przy ziemi i sprawiała, że ruiny bloków przypominały poszarpane skały wyłaniające się i na powrót niknące w skłębionej, szarej toni. Echo już dawno umilkło. Wypalone blokowisko było tak samo martwe, jak poprzedniego dnia. Dnia, w którym tu przybył, w którym zdecydował, że dom, nawet zimny i na wpół zburzony, jest lepszy. Tak po prostu lepszy. Nie mógł sobie przypomnieć, dlaczego, ale gdzieś w głębi, w środku, coś podpowiadało mu, że tu przynależy. Że tutaj jest jego miejsce.

A teraz w to miejsce wkroczył ktoś inny. Ktoś obcy.

Drapieżca wysunął głowę daleko poza krawędź ściany. Próbował łowić dźwięki, szmery, niewyraźne widma, płynące ulotną falą, gdzieś od strony zachodniego horyzontu. Słońce już skryło się za ścianą odległego lasu, srebrnej wstęgi rzeki prawie nie było widać spod warstwy ciężkiej mgły. Nocne zimne i wilgotne powietrze przykrywało ruiny, jakby układając je do snu.

Drapieżca nie zamierzał spać. Mrok należał do niego. Zaparł się dłońmi o mur, podciągnął stopy obute w zniszczone wojskowe trepy i bez wysiłku przykucnął na chybotliwej krawędzi. Cegły zazgrzytały ostrzegawczo. Ta, na której oparł ciężar lewej ręki, obruszyła się w spękanej zaprawie i niebezpiecznie odchyliła w przód, ale drapieżca zaraz złapał równowagę i powoli, bezgłośnie pozwolił jej opaść na miejsce. Sięgnął przez biodro za plecy, do przytroczonej do pasa skorupy. Delikatnie odpiął ją z zaczepu i na wyciągniętej ręce podniósł wysoko nad głowę. Wyglądał teraz niczym wojownik chełpiący się skalpem wroga po zwycięskiej bitwie. Z pokruszonej półsfery zwisały fragmenty pasków i przewodów.

Drapieżca spojrzał w dół, na skłębiony całun okrywający gruzowisko pięć kondygnacji poniżej. Na połamane balkony, najeżone rdzawymi kolcami prętów zbrojeniowych. Na okopcone mury i na płaski dach budynku tonący w gęstniejącym mroku po drugiej stronie osiedlowej uliczki. Przez chwilę trwał w bezruchu, wyczekując na sobie tylko znany sygnał. Niebo pociemniało, a z łuny zachodu został tylko wąziutki pas jaśniejszego granatu. Zaraz miał zapaść zmrok.

Drapieżca przesunął wolną dłonią po łysej głowie. Palce przemknęły po bliznach i zatrzymały się dopiero u podstawy czaszki. Twarda metalowa płytka wystawała spomiędzy krawędzi dawno zagojonego, nierównego zrostu. Jego poszarpany brzeg poprowadził go dokładnie tam, gdzie chciał trafić. Opuszka wskazującego palca dotknęła na wpół spalonego przekaźnika…

Drapieżca drgnął. Przez moment czuł, jak elektryczne wyładowania rozchodzą się po całej czaszce. Jak pod ich dotykiem aktywują się kolejne połączenia naturalnych i sztucznych włókien nerwowych. Jak ciemność przed oczyma rozjarza się jasnymi plamami. Martwą zielenią, zimnym błękitem oraz kilkoma punktami żywej czerwieni i żółci. Mroczny świat zafalował, zatrząsł się, wreszcie znieruchomiał i… objawił swe sekrety.

Drapieżca ze spokojem czekał, aż dowie się wszystkiego. Cierpliwie wpatrywał się w jeden, jedyny punkt, drgający i kluczący w połowie odległości między zburzonym miastem a linią horyzontu. Tuż przy brzegu szerokiej rzeki. Gdy był już pewien, że to stamtąd dobiegł obcy dźwięk, zamknął oczy, opuścił rękę ze skorupą i pozwolił, by głowa bezwładnie opadła mu na pierś. Elektryczne mrowienie słabło. Kolorowe kształty i symbole zacierały się, bledły z każdą sekundą. Ciało, jeszcze przed chwilą spięte i gotowe do działania, wpadło w letarg.

Drapieżcą wstrząsnął dreszcz. Obluzowana cegła wysunęła się spod jego stopy i z chrzęstem oderwała od ściany. Stracił oparcie i na ułamek sekundy zawisł nad przepaścią. Skorupa wysunęła się z palców i stuknęła o mur. Zanim zdążył ją złapać, poleciała w dół, między pręty zbrojeniowe i złomy betonowych stropów. Cegły z łoskotem runęły na podłogę, a on zawisł na szeroko rozłożonych rękach, z palcami wczepionymi głęboko w szary tynk okiennych ościeży. Ból zerwanych paznokci i zdartej skóry uderzył u podstawy czaszki i rozlał się gorącą, lepką falą po całym ciele.

Drapieżca zajęczał. Wyszarpnął palce z pokruszonego muru i opadł lekko na zaścieloną pyłem podłogę. Podniósł dłonie do oczu, próbując przyjrzeć im się w gęstniejącym mroku. Fantomowy ból mijał. Tylko jego echo drgało widmowym poblaskiem, gdzieś na skraju świadomości. Opuszki, obrane z grubej warstwy brudu, odsłaniały chłodną, ceramiczno‑tytanową powierzchnię, gładką jak polerowany kamień. Zgiął i wyprostował po kolei każdy palec. Mechanizmy posłusznie, jeden za drugim, zamieniły je w ostre szpony, po czym na powrót nadały obły, niemal ludzki kształt.

Ludzki!

Drapieżca padł na kolana, między wypaczone drewniane klocki, spleśniałe pluszowe zabawki i zardzewiałe resorowe samochodziki, które z takim pietyzmem rozstawił poprzedniego wieczora. Słowo zakołatało w świadomości, trąciło jakąś dawno zapomnianą strunę. Wybiło zakazany dźwięk, który uleciał skowytem przez ściśnięte gardło. Zagryzł wargi i wciągnął spazmatycznie powietrze. Ręka sama powędrowała ku metalowej płytce u podstawy czaszki.

Drapieżca wyprężył się, znieruchomiał. Elektryczny dreszcz przeszył ciało niczym ostrze. Zacisnął szczęki tak mocno, że aż zachrzęściły zęby. Wreszcie nabrał głęboko powietrza i zamknął oczy. Wewnętrzny głos odezwał się niemym komunikatem. Głos zawsze wiedział co, kiedy i jak należało zrobić. Wystarczyło mu zaufać, iść za nim. Do celu. Do zwycięstwa. Według ustalonej listy priorytetów. Jasnej i klarownej. Opartej na procedurze.

Drapieżca wstał. Sztywnym, mierzonym krokiem podszedł do posłania. Odrzucił skołtunioną, podartą kołdrę i koc z nadrukowanym obliczem dawno zapomnianego komiksowego bohatera. Sięgnął po małą wojskową torbę i przytroczył ją sobie do pasa. Drugą ręką złapał za kanciasty, lśniący tłustą oksydą, masywny pistolet. Zgodnie z procedurą odwiódł zamek i sprawdził, czy w komorze tkwił pocisk. Broń poddała się bez sprzeciwu, a on, uspokojony, wsunął ją do kabury na prawym udzie.

Drapieżca mruknął z zadowoleniem, gdy wewnętrzny głos pochwalił go bezgłośnie. Wykonane polecania zalśniły zielenią i odpłynęły w czerń. Pozostałe nadal połyskiwały czerwienią, gdzieś w kącie świadomości. Drapieżca ruszył ku drzwiom. Plastikowy żołnierzyk chrupnął pod podeszwą buta, ale on nawet tego nie zauważył. Teraz liczyło się tylko zadanie. Zadanie, które przydzielił mu Głos.

<Odzyskać hełm bojowy HP-55>

<Rozpoznać zagrożenie>

<Zneutralizować>

Drapieżca wiedział, że to wszystko. Tylko tyle i aż tyle. Wystarczyło słuchać. Wykonywać. Działać zgodnie z procedurą. Wypadł na zasłaną gruzem klatkę schodową. Przesadził powyginaną poręcz, zeskoczył na betonową platformę dwie kondygnacje poniżej. Chwilę trwał w bezruchu, nasłuchując. Wypalony karkas miasta mógł wydawać się pusty, ale dobrze wiedział, że to nieprawda. Głos pochwalił za ostrożność. To dobrze. Dobrze, kiedy Głos chwali, ale zaraz może przestać i wtedy nie będzie dobrze. Trzeba działać. Działać zgodnie z procedurą.

Drapieżca popędził przez zwały cegieł, góry połamanego betonu, przez cmentarzysko bloków z wielkiej płyty. Przeskoczył ponad kłębowiskiem dźwigarów przemieszanych z arkuszami blachy falistej, które niegdyś stanowiły wejście do ogromnego hipermarketu budowlanego. Złapał za poszarpany kabel zwisający z przekrzywionego dźwigu budowlanego i w kilku ruchach wdrapał się na zardzewiałą, pogiętą kratownicę ramienia maszyny. Tu przystanął. Przez moment nasłuchiwał, łowił dźwięki ruin, które zatopione w nocnym powietrzu oddawały ciepło zgromadzone w ciągu dnia. Bez skorupy był prawie ślepy. Organiczne oczy, ułomność i pozostałość po dawnym życiu, nie radziły sobie zupełnie z gęstniejącą ciemnością.

Drapieżca warknął i zagryzł wargi. Czuł, że skorupa musiała upaść gdzieś niedaleko, że nie mogła stoczyć się w głąb rumowiska. Że powinna leżeć gdzieś na widoku i jeśli dobrze poszuka, to zobaczy błysk, refleks księżycowej poświaty odbitej w resztkach wizjera. Rozejrzał się bezradnie, przeskoczył na drugą stronę kratownicy i zwiesił się z konstrukcji głową w dół w desperackiej próbie zajrzenia pod okap zrujnowanego supermarketu.

Nic! przebiegło mu przez myśl. Nie ma!

Drapieżca już miał podciągnąć się na stalową konstrukcję i ruszyć dalej, gdy jego uwagę przykuł jeden drobny szczegół. Zmrużył oczy i przekrzywił głowę, tak by móc spojrzeć w dół pod nieco innym kątem. Przez chwilę trwał nieruchomo, próbując zrozumieć na co patrzy. Nagle rozwarł palce zaciśnięte na rurze kratownicy, złożył ramiona i runął w dół, prosto w rozpadlinę ziejącą między połamanymi płytami stropowymi. Ciemność na dnie rozpadliny była wilgotna i gęsta. Chłód i zapach zgnilizny. Ale to się nie liczyło. Liczył się tylko:

WRÓG!

Głos wył pod czaszką. Czuł go w głowie, w kościach, w mięśniach, w metalu i kompozycie, każdej cząstce ciała. Nie myślał. Działał. Pięści jak tłoki wbijały się raz po raz w leżący nieruchomo kształt.

WRÓG!

Kość chrupnęła pod uderzeniem. Głuchy do tej pory pogłos łomotania zmienił ton na nieco sztywniejszy, bardziej suchy.

Wróg…

Serce zwalniało. Zmysły ogłuszone nagłym wyrzutem syntetycznych hormonów wracały do normy. Drapieżca wstrzymał cios. Pobłyskująca metalem pięść zawisła na moment w powietrzu, po czym powoli rozwinęła się w dłoń i opadła na ziemię. Zaraz obok szczerzącej pożółkłe zęby, obranej do czysta czaszki okrytej czarnym hełmem z pękniętym wizjerem.

Wróg wyeliminowany.

Drapieżca westchnął głęboko. Komunikat spłynął spokojem na rozjątrzony umysł. Podniósł się na kolana i rozejrzał po rozpadlinie. Pogruchotany szkielet dawno zmarłego lotnika leżał rozciągnięty na stercie gruzu. Resztki spadochronu, zetlałe od mrozu i słońca, rozwleczone przez ścierwojady, zwisały z wystających prętów zbrojeniowych i zaścielały podłogę. Poza tym, nie było tu niczego wartego uwagi. Nie było zagrożenia. Nie było celu, więc po prostu wstał i zaczął się wspinać. Mięśnie ciągnęły bólem. Otarcia na skórze piekły, gdy przesuwał się po szorstkim betonie, ale Głos cały czas podpowiadał, uspokajająco prowadził do celu. Nie warto było się przejmować detalami.

Drapieżca wydostał się na powierzchnię, nabrał haust zimnego, krystalicznego powietrza. Było już zupełnie ciemno. Na czystym, hebanowym niebie lśniły punkciki gwiazd. Księżyc wyglądał sponad poszarpanych ruin połową sierpa. Po zgniłym fetorze rozpadliny, to było wszystko czego teraz potrzebował. Stał tak, z zadartą głową i patrzył w gwiazdy. To kłuło w sercu, ale jednocześnie przynosiło ulgę. Bo niebo było zawsze takie samo. Takie samo jak wtedy…

<Odzyskać hełm bojowy HP-55>, zajaskrawiło się w kąciku świadomości.

Instynkt i powinność. Obowiązek przede wszystkim, więc ruszył posłusznie w stronę wskazaną przez Głos. A Głos go pochwalił. Zgodnie z procedurą. Biegł przez ruiny, stawał, węszył, słuchał. Zaglądał metodycznie pod złomy betonu i sterty desek. Szukał. Szukał. Aż wreszcie znalazł.

Drapieżca drgnął, gdy sygnał skorupy pojawił się niespodziewanie. Hełm nadawał na granicy słyszalności. Transponder milkł i odzywał się rwanymi piknięciami, tylko po to, by za chwilę zamilknąć zupełnie. Ale Drapieżca nie zgubił tropu. Szedł, truchtał, a potem ruszył pędem przed siebie. Wyskoczył w górę, odbił się od przechylonej ściany gruzowiska, przesadził jednym skokiem ulicę, zaścieloną gruzem i wrakami spalonych samochodów. Wypadł spośród ostatnich bloków pomiędzy poczerniałe kikuty drzew parku, który niegdyś rósł na obrzeżach osiedla. Tam był cel. To tam prowadził Głos.

Cel stał na połaci wy. Mały, ubrany w za dużą zieloną kurtkę. Z dziurawą wełnianą czapką wciśniętą głęboko na uszy, spod której wystawała płowa czupryna. W poplamionych, połatanych spodniach wpuszczonych w cholewy butów nie do pary. Patrzący dużymi, wilgotnymi oczyma. Patrzący sponad zardzewiałej i odrapanej lufy. Patrzący prosto na niego. Dygoczący, uzbrojony i przerażony CEL.

Drapieżca zatrzymał się na skraju wypalonego trawnika. Rozgrzane biegiem mięśnie drgały pod skórą, hormony pompowane w krwioobieg paliły żywym ogniem, dłoń sama sięgnęła po zawieszony na biodrze pistolet i wyrwała go z kabury.

 Cel załkał. Drobna blada ręka oderwała się od kolby starej strzelby i uniosła ponad głowę w geście poddania. Zardzewiała lufa opadła ku brązowej trawie. Z ogromnych oczu popłynęły łzy.

Drapieżca wyszczerzył zęby i zacisnął mocniej dłoń na rękojeści pistoletu.

WRÓG!

Po plecach przebiegł dreszcz. Elektryczne wyładowania bombardowały mózg rozkazami, nakazami, groźbami.

WRÓG! WRÓG! WRÓÓÓG!

Głos wył w głowie kakofonią nakładających się na siebie komend. Wrzaski i krzyki. Płacz. Lament. Zawodzenie mordowanych. Już nie odległe, już nie stłumione. Znowu i znowu…

Drapieżca zaskomlał. Wymierzony prosto w Cel pistolet lekko zafalował, gdy mięśnie trzymającej go ręki zaczęły wiotczeć. Broń powolnym łukiem opadła najpierw o milimetr, potem następny, aż popłynęła na sam dół. Palce rozwarły się z kurczowego uchwytu i pozwoliły jej opaść na trawę. Głos umilkł. Ten w głowie ucichł zupełnie. Za to ten słyszany rozbrzmiał cichutko. Ledwie było go słychać. Słowa w niezrozumiałym języku, przerywane spazmem. Lękliwe i słabe.

A słabe znaczy złe, prawda?

Cel powolutku schylił się i podniósł z trawy parciany worek. Z wnętrza wyjął pęk powiązanych za łapki upolowanych kruków. Ptaki były małe i chude. Do tego strzelba przerobiła większość z nich na krwawą miazgę, ale mimo to musiały mieć sporą wartość, bo Cel odwiązał jednego i podał na wyciągniętej dłoni.

Drapieżca patrzył na niego nie rozumiejąc. Słowa zachęty jednak sprawiły, że mimowolnie sięgnął po dar. Cel uśmiechnął się nieśmiało i lekko skinął głową. Drapieżca powoli, z namysłem odwzajemnił gest. Przyciągnął dłoń z podarunkiem do siebie i przytulił do poznaczonej bliznami piersi. Nagle westchnął, jakby o czymś sobie przypomniał. Sięgnął do kieszeni na biodrze. Cel wzdrygnął się ze strachu, ale Drapieżca uspokajającym gestem pokazał, że wszystko w porządku. Po chwili wyciągnął metaliczną dłoń. Gdy ją otworzył, oczom Celu ukazał się mały, pordzewiały resorak wielkości pudełka zapałek.

Drapieżca podniósł trzymanego w jednej ręce ptaka i zrobił gest ku sobie, potem potrząsnął dłonią z zabawką i podsunął ją Celowi. Ten znowu się uśmiechnął i skinął głową. Delikatnie wziął samochodzik i obejrzał go dokładnie. Pociągnął nosem i znowu się uśmiechnął. Przez chwilę stali tak, w niezręcznej ciszy. W końcu Cel powolutku podniósł z ziemi strzelbę, zabrał worek i zrobił trzy kroki w tył. Drapieżca patrzył na niego wciąż trzymając przy piersi okrwawione truchło kruka. Patrzył, dopóki nie zniknął między rachitycznymi zaroślami. Patrzył, aż ostatnie gałązki przestały się poruszać. Pierwszy raz od dawna nie wiedział, co zrobić. Mógł odnaleźć Głos. Wystarczyło ruszyć tropem skorupy. To kwestia czasu, kiedy ją odnajdzie, a wtedy odnajdzie i jego. Albo… mógł ruszyć za Celem. Ruszyć nie po to, aby go wyeliminować, unieszkodliwić, zniszczyć, tylko… po to, żeby znaleźć cel u jego boku.

O świcie pierwsze promienie słoneczne rozświetliły połać brunatnej trawy. Obmyły złocistym światłem poczerniałe kikuty drzew. Wplotły palce w kłujące ostowate gałązki krzewów. Na koniec zamigotały na tłustej oksydzie szturmowego pistoletu.

 

Broni, która miał tam pozostać na zawsze.

 

 

Koniec

Komentarze

Miało iść na konkurs pewnego wydawnictwa

dobrze, że nie poszło. kolejny tekst opisany w ten sposób, czemu to ma służyć? autor od razu próbuje się pozycjonować “konkursowo”.

moim zdaniem tekst jest bardzo słaby warsztatowo.

 

 

Jeśli dłonie są ceramiczno-tytanowe, skąd „zerwane paznokcie”?

 

Bohater traci hełm, staje się „prawie ślepy”, a chwilę później przeskakuje przez poręcze, pokonuje dwie kondygnacje i wspina się na żuraw budowlany w ciemności.

Drapieżca zaskomlał. Wymierzony prosto w Cel pistolet lekko zafalował, gdy mięśnie trzymającej go ręki zaczęły wiotczeć. Broń powolnym łukiem opadła najpierw o milimetr, potem następny, aż popłynęła na sam dół. Palce rozwarły się z kurczowego uchwytu i pozwoliły jej opaść na trawę.

czyli co? cyborg zawiesza program bojowy, upuszcza broń bo… się wzruszył? 

Czołem MordercoBezSerca!

Lange nicht gesechen!

Konstrukcja tekstu jest ciekawa, bo z jednej strony postawiłeś na artystyczne opisy i akcję opisaną w taki sposób. Świat przez to jest dość obrazowy.

Zastanawiam się, czy nie lepiej wypadłoby jednak w narracji pierwszoosobowej. Chociaż ten schemat z zaczynaniem od “Drapieżca” każdego akapitu, jest niezły.

Przez ten styl narracji nie jestem też pewien, czy zrozumiałem akcję i czy główny bohater wypadł dla mnie wiarygodnie psychologicznie. Bo w sumie nie widzę jakiegoś przełomu, momentu, w którym się zbuntował i podjął inną drogę.

 

Nie powiedziałbym, aby było słabe warsztatowo (to tylko opinia, nie próba polemiki), ale nie wiem, czy konieczne każdy środek został dobrze dobrany do wymaganego (nomen omen XD) celu.

Ale widać też, że o cyberpunku coś wiesz, czego o sobie powiedzieć nie mogę, więc też być może nie wszystko doceniam należycie.

 

Pozdrawiam serdecznie!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Witaj. :)

 

Kwestie techniczne, które mnie zatrzymały przy czytaniu i sugestie oraz wątpliwości (zawsze – jedynie do przemyślenia):

Przeskoczył ponad metalowymi kłębowiskiem dźwigarów przemieszanych z arkuszami blachy falistej, które niegdyś stanowiły wejście do ogromnego hipermarketu budowlanego. – literówka?

Transponder milkł i odzywał się rwanymi piknięciami, tylko po to (przecinek?) by za chwilę zamilknąć zupełnie.

Wyskoczył w górę, odbił się od przechylonej ściany gruzowiska, przesadził jednym skokiem ulicę, zaścieloną gruzem (brak „i”?) spalonymi wrakami samochodów.

Mały, ubrany w za dużą (przecinek?) zieloną kurtkę.

Gdy ją otworzył (i tu?) oczom Celu ukazał się mały, pordzewiały resorak wielkości pudełka zapałek.

Patrzył jeszcze długo po tym (i tu?) jak ostatni potrącone gałązki nie znieruchomiały. – literówka?

Patrzył i nie wiedział (przecinek?) co zrobić.

Pierwszy raz od dawna nie wiedział (i tu?) co dalej.

Wplotły palce w kłujące (i tu?) ostowate gałązki krzewów.

 

Jak zwykle u Ciebie – genialne opisy: plastyczne, pełne reala i świetnie rozwijające wyobraźnię. :) Jestem pod wielkim wrażeniem. :)

Pokazany świat i „żyjący” w nim „ludzie”, przedstawieni na przykładzie Drapieżcy, a także Celu (swoją drogą – brawa za dobór nazw, tak bardzo treściwych i tak gorzko brzmiących), dosłownie powalają tragizmem i nieszczęśliwym losem, przerażają, dobijają, masakrują niesamowicie trudnymi do wyobrażenia sobie, wręcz makabrycznymi szczegółami. To straszny świat!crying

Koniec tekstu w moim odczuciu daje pewną, minimalną nadzieję. Porzucenie broni pokazuje, że pierwiastek ludzki wygrał w świadomości Drapieżcy, w jego psychice i „częściach” osobowości. Pytanie (retoryczne, bo jakżeby inaczej?) – na jak długo…

Kapitalnie sformułowany, symboliczny tytuł. :)

 

Pozdrawiam serdecznie, opko zrobiło na mnie mocne wrażenie, chciałabym zatem, by ktoś Mądrzejszy tu jeszcze zajrzał i dlatego daję dwa kliki, powodzenia przy nominacjach. :)

Zdrów! :)

Pecunia non olet

Klasyczne postapo, więc nie ma co się rozwodzić nad scenografią. Za to można, a nawet trzeba, zastanowić się nad postepowaniem Drapieżcy podczas spotkania z Celem i później. Dlatego, że logika nakazywałaby jednak odnaleźć hełm i podnieść pistolet. Ruszanie w drogę za Celem bez środków obrony własnej i Celu jest błędem nie tylko w przypadku scyborgizowanego byłego żołnierza, ale i w przypadku zwykłego człowieka, świadomego istnienia zagrożeń. To, że Drapieżca nagle się ,,uczłowieczył’’, moim zdaniem nie usprawiedliwia takiego błędu.

Hejka!

Opowiadanie jest dobrze napisane opowiadanie pod względem klimatu i konsekwencji świata. Od początku czuć napięcie i postapokaliptyczną pustkę, która nie jest pokazana jako samo tło, ale wpływa na odbiór całej historii. Duży plus za sposób stopniowego odsłaniania Drapieżcy oraz motyw Głosu, który buduje ciekawy konflikt między procedurą a czymś, co wygląda na resztki człowieczeństwa.

W moim odczuciu najlepiej wypada końcówka. Relacja z dzieckiem i decyzja bohatera są pokazane bez nadmiernego tłumaczenia, dzięki czemu wybrzmiewają naturalnie.

Jedyne, co mnie wybijało z rytmu, to to, że sporo fragmentów zaczyna się od „Drapieżca”. Miałam wrażenie, jakbym co chwilę zaczynała czytać od nowa, zamiast płynnie iść dalej. Poza tym to bardzo udany tekst.

Klikam i pozdrawiam.

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Hej, przeczytałam z dużą przyjemnością. Opowiadanie zostawiło mnie z poczuciem niedosytu, ale w tym dobrym sensie, jak scena wyszarpnięta z większej historii i namalowana słowami. Przekazałeś tu więcej emocji niż odpowiedzi, ale mam wrażenie, że właśnie taki był zamysł, i fajnie to zagrało.

Cześć,

Dzięki za przeczytanie i za komentarze. 

 

The Guru, 

dobrze, że nie poszło. kolejny tekst opisany w ten sposób, czemu to ma służyć? autor od razu próbuje się pozycjonować “konkursowo”.

Łoj tam, zaraz pozycjonować “konkursowo”. Zwyczajna próżność i desperacka próba podbudowania nadwątlonego ego. Nazywajmy rzeczy po imieniu :D.

 

moim zdaniem tekst jest bardzo słaby warsztatowo

Szanuję Twoje zdanie. 

 

Jeśli dłonie są ceramiczno-tytanowe, skąd „zerwane paznokcie”?

Paznokcie zrywa się zwykle z palców. Znajdują się na ich końcach. 

 

Bohater traci hełm, staje się „prawie ślepy”, a chwilę później przeskakuje przez poręcze, pokonuje dwie kondygnacje i wspina się na żuraw budowlany w ciemności.

Tak, nogi i ręce ma dalej sprawne. 

 

czyli co? cyborg zawiesza program bojowy, upuszcza broń bo… się wzruszył? 

Skoro androidy mogą śnić o elektrycznych owcach, to cyborgi mogą chyba mieć uczucia? 

 

Czołem, beeeecki

Zu lange, mein Gefährte, zu lange! :D

 

Zastanawiam się, czy nie lepiej wypadłoby jednak w narracji pierwszoosobowej.

Był zamysł i pewnie by się to dało zrobić, bo narracja i tak jest przyklejona do protagonisty, ale przyznam się szczerze, że tutaj wybrałem dystans. Czy się obroniło, nie wiem, ale chętnie się dowiem ;]. 

 

Chociaż ten schemat z zaczynaniem od “Drapieżca” każdego akapitu, jest niezły.

Zastanawiałem się, czy ktoś mi to wypunktuje in minus, czy jednak to zagra. Oryginalny pomysł był bardziej brawurowy, bo akapity miały być przeciwstawne – jeden zaczynał Drapieżca, a drugi Cel. Ale tutaj przyznaję, że zabrakło mi i cierpliwości i umiejętności, żeby to dało się czytać. 

 

Przez ten styl narracji nie jestem też pewien, czy zrozumiałem akcję i czy główny bohater wypadł dla mnie wiarygodnie psychologicznie. Bo w sumie nie widzę jakiegoś przełomu, momentu, w którym się zbuntował i podjął inną drogę.

O! I to jest konstruktywna krytyka, na jaką liczyłem :D. Szczerze dziękuję. Jak ciąłem dłużyzny w początku, to widocznie przyciąłem za dużo, żeby wyszło to wiarygodnie. Generalnie to “szukanie celu” i “obieranie drogi” trochę mi się rozmydliło w całym tekście. Zwrócę uwagę i przemyślę co z tym fantem zrobić. 

 

Cześć, bruce :]

 

Ślicznie dziękuję za babolarium :D. Nie nauczę się chyba interpunkcji do końca życia. Poprawię przed końcem weekendu. 

 

Jak zwykle u Ciebie – genialne opisy: plastyczne, pełne reala i świetnie rozwijające wyobraźnię. :) Jestem pod wielkim wrażeniem. :)

Miód na moje serce :D. 

 

Koniec tekstu w moim odczuciu daje pewną, minimalną nadzieję. Porzucenie broni pokazuje, że pierwiastek ludzki wygrał w świadomości Drapieżcy, w jego psychice i „częściach” osobowości. Pytanie (retoryczne, bo jakżeby inaczej?) – na jak długo…

To znaczy, że mi się udało co sobie wykoncypowałem :]. Przekaz może banalny i oklepany do bólu, ale przynajmniej czytelny :D. 

 

 

Kapitalnie sformułowany, symboliczny tytuł. :)

Echo wystrzału, echo krzyków we wspomnieniach, echo ludzkich uczuć. Tutaj nie jestem do końca zadowolony, bo trochę tego nie widać w tekście i trochę się boję, że tu też za dużo wyciąłem. 

Dzięki za pomoc i za kliki :D. 

 

Cześć Adamie, 

 

Fajnie, że klasyczne,  a nie oklepane ;].

 

Co do logiki, to z kim walczyć, jeśli z wrogów zostały już tylko zasuszone szkielety?

“Gdy człowiek trzyma w ręku kij, to zawsze znajdzie kogoś, kogo nim uderzyć” – podobno tak Ghandi tłumaczył na czym polega pacyfizm. Jak chcesz przestać zabijać, to zostaw pistolet na trawie. 

 

Dlatego, że logika nakazywałaby jednak odnaleźć hełm i podnieść pistolet.

I wtedy nic by się nie zmieniło. Hełm znowu połączyłby się z mózgiem Drapieżcy i kazał wykonywać procedury, które już dawno stały się bezprzedmiotowe. Wojna się skończyła. Wszyscy przegrali. 

 

Cześć, betweenthelines

 

Jedyne, co mnie wybijało z rytmu, to to, że sporo fragmentów zaczyna się od „Drapieżca”. Miałam wrażenie, jakbym co chwilę zaczynała czytać od nowa, zamiast płynnie iść dalej.

A jednak :D. Dziękuję i za grzechy swoje przyjmuję! Tak, przyznaję że koncept nietypowy, chociaż nie do końca oryginalny. 

 

Duży plus za sposób stopniowego odsłaniania Drapieżcy oraz motyw Głosu, który buduje ciekawy konflikt między procedurą a czymś, co wygląda na resztki człowieczeństwa.

Ok, czyli jednak było to widać. Już się bałem, że wcale nie wybrzmiało. 

 

W moim odczuciu najlepiej wypada końcówka. Relacja z dzieckiem i decyzja bohatera są pokazane bez nadmiernego tłumaczenia, dzięki czemu wybrzmiewają naturalnie.

Dzięki, wartościowa uwaga. Trudno mi czasem wyważyć, co jest dla Czytelnika nieczytelne, a gdzie zaczyna się łopatologia. Cieszę się, że tu zagrało.

 

Cześć, ośmiornico 

 

Dzięki za dobre słowo. Niedosyt, to chyba najlepszy komplement i motywacja do działania. 

 

 

Jeszcze raz Wszystkim serdecznie dziękuję za uwagi. Zabieram się za poprawki i korekty. 

 

Poza tym fajnie widzieć, że stara gwardia działa prężnie, a i nowych twarzy przybyło :D.

 

pozdro 

M. 

 

 

 

 

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

I ja dziękuję, MordercoBezSerca. :)

Kawał świetnego postapo. yes

Każda moja sugestia – tylko do przemyślenia; jako maniaczka przecinków, wstawiałabym je najchętniej co wyraz. ;) 

Wtrącę jeszcze do dyskusji:

 Cel załkał. Drobna blada ręka oderwała się od kolby starej strzelby i uniosła w górę w geście poddaństwa. Zardzewiała lufa opadła ku brązowej trawie. Z ogromnych oczu popłynęły łzy.

Cel się poddał. On pierwszy opuścił broń. Drapieżca byłby skończonym draniem, gdyby to wykorzystał. Oczywiście mógłby, wszak zwyrodnialców i bestii nie brakuje. Tu jednak mówimy o resztkach człowieczeństwa, bo to o nich traktuje opko i to całkiem inna bajka. :) 

 

Pozdrawiam serdecznie. :) 

 

Pecunia non olet

Ok. Wycofuję ostatni zarzutu. To jest ten tytułowy promil.

Cześć

Fajny kawałek. Czuć w nim postapo i klimat cyberpunka.

Nie do końca łapię koncept, dlaczego prawie każdy akapit zaczyna się od „Drapieżca”. Rozumiem, że to zabieg stylistyczny, budujący dramaturgię?

Niemniej opowiadanie mi się podoba.

Pozdrawiam i klikam.

 

burce,

Cel się poddał. On pierwszy opuścił broń. Drapieżca byłby skończonym draniem, gdyby to wykorzystał. Oczywiście mógłby, wszak zwyrodnialców i bestii nie brakuje. Tu jednak mówimy o resztkach człowieczeństwa, bo to o nich traktuje opko i to całkiem inna bajka. :) 

Dosłownie przed chwilą czytałem Twojego drabbla o Ameneh Bahrami i jak umiejętnie opisałaś, jak ważnym jest, żeby nie poddawać się i pozostać człowiekiem. Nadajemy na tych samych falach :D

 

Robercie,

Przyznaję, że koncept z akapitami jest udziwniony, ale bardzo chciałem coś takiego napisać. Napisałem i mam z głowy :D. Raczej nie będę stosował w przyszłości, bo tak naprawdę nie ma on wartości dodanej. 

Dziękuję serdecznie za klika :D. To już czwarty do brydża. 

 

 

Pozdro

M. 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Moje uszanowanie!

 

Czytanie dośc mocno mnie zmęczyło, zdania są potężnie obwarowane epitetami (bardzo dobrymi swoją drogą), co niestety utrudnia przebrnięcie. Wada to duża, ale nie skreślająca. Opisy świata same w sobie wyśmienite, uwielbiam takie klimaty. Pomysły z Głosem i funkcją Drapieżcy, choć prawie w ogóle przed nami nie rozwinięte, to arcyciekawe i nawet spójne dla tak skrajnego postapo. Zakończenie troszkę zagmatwane, i jakby nieco okrojone (czyżby ramy objętościowe wydawnictwa podcięły Ci skrzydła?), choć śmiem twierdzić, iż przesłanie zrozumiałem.

 

Bardzo podoba mi się oprawa i świat przedstawiony, wprowadziłeś mnie na moment w bardzo specyficzny, duszny klimat. Czuję przemożną chęć do napisania pewnej krótkiej formy. Gdy ją opublikuję, dodam na wstępie adnotację o inspiracji Twoim tekstem. Oczywiście niczego nie zerżnę, jednak format i klimat będą bliźniacze. Nie będziesz miał nic przeciwko? :D

 

Pozdrawiam serdecznie!!!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Cześć, przeczytałem, to skomentuję, ale nie grałem w cyberpunka, bo ten klimat mi nie podchodzi :/ Pewnie dlatego ta historia też tak sobie mi się spodobała. Błędy znalazłem te same co bruce: “metalowymi kłębowiskiem” i “ostatni potrącone”. Jestem w obozie przeciwników rozpoczynania akapitów Drapieżcą i ten moment odpuszczenia Celowi też mnie zastanowił, co to się podziało. 

Hej,

 

Co się na pewno rzuca w oczy to fakt, że praktycznie każdy nowy akapit zaczynasz od “drapieżca”. Staje się to szybko monotonne i przewidywalne. 

 

Ok, jest klasyczne postapo, klimaty, czyli które lubię. Dość oszczędnie pokazane w obrazach, bardziej przez to, co odczuwa bohater, ale sprawdza się w takiej konwencji. Tę konwencję psuję jednak trochę nierówny styl – czasami jest to mocno metaforyczny, wręcz nimi przeładowany, innym razem oszczędny w słowach. Wybijało mnie to z rytmu. Być może taki jest zamysł, bo ścierasz tutaj cyborga/żołnierza z protokołem w głowie z jego bardziej ludzką stroną, i te dwa style mają to jakoś oddawać, ale w moim odczuciu nie do końca to zagrało.

 

Wszystko jest bardzo fajne i wszystko już w sumie było :) Nie jest to problem sam w sobie, bo przecież wszyscy lubimy to, co już znamy. Tu nie trafiłam jednak na nic takiego, co sprawiłoby, że tekst wybiłby się ponad znane schematy i zaproponował w nich coś nowego.

Those who don't believe in magic will never find it

Dosłownie przed chwilą czytałem Twojego drabbla o Ameneh Bahrami i jak umiejętnie opisałaś, jak ważnym jest, żeby nie poddawać się i pozostać człowiekiem. Nadajemy na tych samych falach :D

Dzięki, MordercoBezSerca; o takich sprawach trzeba pisać, bo kto, jeśli nie my, Portalowicze, będziemy umieli uwrażliwić Czytelników? smiley

Pozro! heart

Pecunia non olet

Akruat jestem po serialu Fallout, cybera prowadziłem/grałem więc siadłem z zaciekawianiem.

 

W odróżnieniu od reszty “Drapieżca” nie wywołał we mnie negatywnych emocji, to był ciekawy zabieg, ciekawym były też sceny walki i oddzielone enterami komunikaty,sygnały itp – to na plus.

 

Natomiast ewidetnie się musiałeś sugerować właśnie Falloutem. bo moment

 

Twarda metalowa płytka wystawała spomiędzy krawędzi dawno zagojonego, nierównego zrostu. Jego poszarpany brzeg poprowadził go dokładnie tam, gdzie chciał trafić. Opuszek wskazującego palca dotknął na wpół spalonego przekaźnika…

 

https://fallout.fandom.com/wiki/Brain-computer_interface_chip

 

Ewidetnie nawiązanie, możesz dać taga fallout :) 

 

Ja mam sentyment do tych klimatów i troche mi… brakło tego czegoś. Troszkę nie do końca mi siadły przeciągnięte opisy, troszkę się wymeczyłem.

 

Patrzył, dopóki nie zniknął pomiędzy rachitycznymi zaroślami.

Po co rachityczne?

 

Może po prostu powykręcane? Pamiętam, że Gemini ai kiedyś mi to podpowiadał, jak mi sprawdzał tekst pod kątem błędów. 

 

Przekombinowane.

Ale widać też, że o cyberpunku coś wiesz, czego o sobie powiedzieć nie mogę, więc też być może nie wszystko doceniam należycie.

 

Cyberpunku i Falloucie mówiąc dokładniej :)

 

Ciekawe połączenie… przecybernetyzowany borg w świecie postapo. Ale kurde mnie jakoś mnie porwało. Dlaczego? Może dlatego, że czegoś się spodziewałem, jakiejś innej końcówki, która mnie zaskoczy? Z jednej strony moje klimaty, bo przegrałem w Cybera wiele razy (gram nawet za tydzień), prowadziłem, w Fallouta również się grało i komputerowego i RPG-owego, ale jednak sama scenka borga który się nagle ogarnia jest trochę dla mnie za mało.

 

Za mało po prostu całej opki:) Ale być może, ja nie do końca kupuje inwersyjnych zabiegów i takich melancholicznych w Cyberze? Nie wiem. 

 

Z przyjemnością czytnę coś dłuższego u ciebie z tych klimatów. 

 

Pomyślę jeszcze nad klikiem :) Bo tekst zły nie jest, ale po prostu mam mieszane uczucia.

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Cześć, Robercie

 

Czytanie dośc mocno mnie zmęczyło, zdania są potężnie obwarowane epitetami (bardzo dobrymi swoją drogą), co niestety utrudnia przebrnięcie. Wada to duża, ale nie skreślająca.

Tak, zgadzam się. Jestem świadom tej wady i staram się ją kontrolować za pomocą Brzytwy Ockhama, ale tu mi się chyba trochę stępiła ;]. Miałem w przeszłości tendencję do piętrowych epitetów i, kiedy się nie pilnuję, to stare nawyki wracają. Dzięki za zwrócenie uwagi :D. 

 

Zakończenie troszkę zagmatwane, i jakby nieco okrojone (czyżby ramy objętościowe wydawnictwa podcięły Ci skrzydła?), choć śmiem twierdzić, iż przesłanie zrozumiałem.

Tak, limit był ciasny, ale nie to było powodem. Zakończenie napisałem pod siebie, tzn. tak, jak sam lubię przeczytać w czyimś opowiadaniu – trochę niedopowiedzenia, trochę spekulacji, za to beż żadnej łopatologii. Po prostu nie mam cierpliwości do holliłudzkich heppi endów :D. 

 

Czuję przemożną chęć do napisania pewnej krótkiej formy. Gdy ją opublikuję, dodam na wstępie adnotację o inspiracji Twoim tekstem. Oczywiście niczego nie zerżnę, jednak format i klimat będą bliźniacze. Nie będziesz miał nic przeciwko? :D

Łooo Panie, ależ rżnij na zdrowie! XD To forum cierpi na chroniczny brak postapków i każde, nawet najkrótsze opowiadanko jest na wagę złota. Jak skończysz to upraszam się o PW z linkiem, na 100% przeczytam. Jeśli potrzebna beta, to też się zgłaszam. 

 

 

Cześć tlok303

 

nie grałem w cyberpunka, bo ten klimat mi nie podchodzi :/

Ja też nie :D. Dużo bardziej podchodzą mi filmy, książki i komiksy z tego gatunku. Akurat ta gra, nie mój dżem. 

 

Jestem w obozie przeciwników rozpoczynania akapitów Drapieżcą i ten moment odpuszczenia Celowi też mnie zastanowił, co to się podziało. 

Ok, notuję :]. Na razie jest mocna przewaga sceptyków akapitowej anafory ;D. Warto było sprawdzić jak to zostanie odebrane, ale chyba nie warto ciągnąć tego na siłę. 

Co do zakończenia, to się zgadzam, że jednak za dużo akcyjniaka, a za mało realizmu psychologicznego.

Wartościowe uwagi. Dzięki :].

 

 

Cześć OldGuard

 

Co się na pewno rzuca w oczy to fakt, że praktycznie każdy nowy akapit zaczynasz od “drapieżca”. Staje się to szybko monotonne i przewidywalne. 

Ok, przyjmuję bez uwag ;]. 

 

Tę konwencję psuję jednak trochę nierówny styl – czasami jest to mocno metaforyczny, wręcz nimi przeładowany, innym razem oszczędny w słowach. Wybijało mnie to z rytmu. Być może taki jest zamysł, bo ścierasz tutaj cyborga/żołnierza z protokołem w głowie z jego bardziej ludzką stroną, i te dwa style mają to jakoś oddawać, ale w moim odczuciu nie do końca to zagrało.

Tak, taki był plan – długo i sentymentalnie, z akcentami wybitymi krótko i dosadnie. Kiedyś opanuję tę technikę. Na razie jeszcze sobie nie do końca radzę z proporcjami, a zwłaszcza z przejściem między jednym typem narracji a drugim. Dzięki za zwrócenie na to uwagi.

 

Wszystko jest bardzo fajne i wszystko już w sumie było :) Nie jest to problem sam w sobie, bo przecież wszyscy lubimy to, co już znamy.

Wszyscy jesteśmy inżynierami Mamoniami XD. 

 

Tu nie trafiłam jednak na nic takiego, co sprawiłoby, że tekst wybiłby się ponad znane schematy i zaproponował w nich coś nowego.

Za swoje grzechy przyjmuję. Poza akapitami nie wpadłem tu na nic szczególnie odkrywczego, ale zawsze powtarzam, że ja to nieaspirujący jestem :D.

 

 

Cześć melendur88

 

Akruat jestem po serialu Fallout, cybera prowadziłem/grałem więc siadłem z zaciekawianiem.

O jaa, ale bym sobie bachnął sesyjkę fabularnego cybera, nie za długą taką :D. Jedna z tych rzeczy, które mnie w życiu ominęły. Kilka razy byłem widzem, jak znajomi grali w akademiku, ale nigdy sam nie uczestniczyłem. Może kiedyś, na emeryturze …

 

Ewidetnie nawiązanie, możesz dać taga fallout :) 

Nie chcę zabijać w Tobie oczarowania falloutem, ale motyw różnego rodzaju “mózgo-wszczepów” jest w s-f tak oklepany jak laserowe pistolety. 

Ale w fellka grałem i lubiałem. Zwłaszcza 1,2 i BOS Tactics. 

 

 

 

Patrzył, dopóki nie zniknął pomiędzy rachitycznymi zaroślami.

Po co rachityczne?

 

Może po prostu powykręcane? Pamiętam, że Gemini ai kiedyś mi to podpowiadał, jak mi sprawdzał tekst pod kątem błędów. 

Rachityczne i powykręcane to nie to samo. Skarlałe, chore, atroficzne – to są dosadne polskie  epitety ;] . Gemini jest hamerykancki i się nie zna :D. 

 

Za mało po prostu tego :) Ale być może, ja nie do końca kupuje inwersyjnych zabiegów i takich melancholicznych w Cyberze? Nie wiem. 

Ok, biorę to na klatę. Takich typowych akcyjniaków napisałem już kilka. Tym razem chciałem iść trochę ambitniej i zobaczyć co mi z tego wyjdzie. Nie chcę jeszcze klepać opowiadań od jednej sztancy. Mogę sobie pozwolić na szukanie innych dróg i próbowanie nowych rzeczy. 

 

Z przyjemnością czytnę coś dłuższego u ciebie z tych klimatów. 

Mamy umowę :D.

 

pozdro

M.

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

MordercaBezSerca

 

Tak, zgadzam się. Jestem świadom tej wady i staram się ją kontrolować za pomocą Brzytwy Ockhama, ale tu mi się chyba trochę stępiła ;]. Miałem w przeszłości tendencję do piętrowych epitetów i, kiedy się nie pilnuję, to stare nawyki wracają. Dzięki za zwrócenie uwagi :D. 

Haha, nie ma za co. Znam dobrze te pułapkę, często w nią wpadam, bo czuję przemożną, prymalną chęć oddania na papier wszystkiego, co akurat jawi mi się w głowie. No i potem mi na zdaniach rosną kwiatki…

 

Zakończenie napisałem pod siebie, tzn. tak, jak sam lubię przeczytać w czyimś opowiadaniu – trochę niedopowiedzenia, trochę spekulacji, za to beż żadnej łopatologii. Po prostu nie mam cierpliwości do holliłudzkich heppi endów :D. 

Wszystko rozumiem, acz nieśmiało stwierdzę, iż takowy holliłudzki heppi end właśnie miał tutaj miejscecool

 

Łooo Panie, ależ rżnij na zdrowie! XD To forum cierpi na chroniczny brak postapków i każde, nawet najkrótsze opowiadanko jest na wagę złota. Jak skończysz to upraszam się o PW z linkiem, na 100% przeczytam. Jeśli potrzebna beta, to też się zgłaszam. 

Dziękuję bardzo heartheartheart Zanotuję, by nie zapomnieć, i gdy nasmaruję tekst, wyślę do oceny! 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Tak, taki był plan – długo i sentymentalnie, z akcentami wybitymi krótko i dosadnie. Kiedyś opanuję tę technikę. Na razie jeszcze sobie nie do końca radzę z proporcjami, a zwłaszcza z przejściem między jednym typem narracji a drugim. Dzięki za zwrócenie na to uwagi.

Skoro był w tym zamysł, a nie przypadek, to już duży plus, bo starasz się, aby styl współgrał z opowiadaną historią. Fakt faktem, że mi te proporcje trochę zaburzały odbiór tekstu, ale doceniam pomysł ;) 

Those who don't believe in magic will never find it

Hej, krótkie ale treściwe. 

Bardzo dobry początek, tworzy fajną atmosferę, dobrze wprowadza w nieznany świat. 

Trochę jest niekonsekwencji – mamy zachód słońca, potem nocne powietrze, a potem bohater ogląda coś w promieniach zachodzącego słońca – generalnie noc przeplata się ze zmierzchem i słońcem. Trzeba by przejrzeć pod tym kątem. 

Trochę czepiania:

Ale drapieżca nie zamierzał spać. Mrok należał do niego. To też wiedział.

Wywaliłabym ostatnie zdanie.  To tylko sugestia, bo to żaden błąd, jedynie myślę, że zdanie jest niepotrzebne. 

 

Patrzył jeszcze długo po tym, jak ostatni potrącone gałązki nie znieruchomiały.

To nie jest dobre zdanie. 

 

Opko zasługuje, wg mnie na bibliotekę, więc gdy poprawisz babola, chętnie kliknę. :)

 

Hmmm. Nie porwało.

Do luftu taki żołnierz – zawiesił się na ścianie (w dwóch znaczeniach), zgubił właściwie bez przyczyny ważną część ekwipunku, jeśli nie wręcz siebie, nie potrafi odróżnić groźnego wroga od starej mumii, porzucił broń i wygląda na tego partyzanta, który kryje się w lesie dwadzieścia lat po wojnie.

Odnoszę wrażenie, że tak bardzo chciałeś wzruszać emocjami, aż ucierpiała logika.

No, nie przekonałeś mnie. Ale nie miałeś łatwo, bo nie przepadam za militariami.

Niczym nuta wybita dziecięcą rączką, uderzającą w zabawkowy bębenek.

Nie znam się, ale czy na bębenku wybija się nuty? Bo mnie się wydaje, że raczej rytm.

Babska logika rządzi!

Cześć JolkaK

 

Trochę jest niekonsekwencji – mamy zachód słońca, potem nocne powietrze, a potem bohater ogląda coś w promieniach zachodzącego słońca – generalnie noc przeplata się ze zmierzchem i słońcem. Trzeba by przejrzeć pod tym kątem.

 

Hmm? Nie widzę, ale może źle patrzę :D. Któryś konkretny fragment nie zagrał, czy po prostu jest tego za dużo?

 

Ale drapieżca nie zamierzał spać. Mrok należał do niego. To też wiedział.

Wywaliłabym ostatnie zdanie.  To tylko sugestia, bo to żaden błąd, jedynie myślę, że zdanie jest niepotrzebne. 

Masz raję – nic nie wnosi, a brzmi tak chłopko-rostropko. Tnę ;].

 

 

Patrzył jeszcze długo po tym, jak ostatni potrącone gałązki nie znieruchomiały.

To nie jest dobre zdanie. 

W tekście mi nie wybiło, ale jak zwróciłaś uwagę , to rzeczywiście nie brzmi najlepiej. Poprawię. 

 

Bardzo dobry początek, tworzy fajną atmosferę, dobrze wprowadza w nieznany świat. 

Super :D. Cieszę się, że przypadło do gustu. Dziękuję serdecznie za uwagi. Biorę się za korektę. 

 

 

 

Cześć Finklo,

 

Do luftu taki żołnierz – zawiesił się na ścianie (w dwóch znaczeniach), zgubił właściwie bez przyczyny ważną część ekwipunku, jeśli nie wręcz siebie, nie potrafi odróżnić groźnego wroga od starej mumii, porzucił broń i wygląda na tego partyzanta, który kryje się w lesie dwadzieścia lat po wojnie.

No właśnie taki, co nie zauważył, że się wojna skończyła. Trochę jak ci japońscy żołnierze, których znajdowano po jeszcze kilkadziesiąt lat po wojnie. W łachmanach, chorzy i wychudzeni, ale prawie zawsze z dokładnie wyczyszczoną i w pełni sprawną bronią. 

Z tą starą mumią chodziło mi o to, że dalej jest niebezpieczny, ale działa zupełnie na oślep. Gdy sygnał jest mocny, to atakuje bez namysłu i robi to, co głos mu nakazuje. Dopiero w ostatniej scenie się sprzeciwia i tak naprawdę zaczyna myśleć samodzielnie. Chciałem go pokazać jako takie brutalne, ale zepsute narzędzie. Ech, szkoda że to nie wybrzmiało :/ .

 

Odnoszę wrażenie, że tak bardzo chciałeś wzruszać emocjami, aż ucierpiała logika.

Miałem pomysł na klamrę opartą na dzieciństwie – pokój dziecięcy w pierwszej scenie i chłopiec w ostatniej. Uczuć miało nie być za dużo, przynajmniej poza tymi scenami, ale chyba mi się za bardzo rozlało. 

 

Niczym nuta wybita dziecięcą rączką, uderzającą w zabawkowy bębenek.

Nie znam się, ale czy na bębenku wybija się nuty? Bo mnie się wydaje, że raczej rytm.

Racja. Zmienię na ton. 

 

Niczym ton wybity dziecięcą rączką, uderzającą w zabawkowy bębenek. 

 

 

Ok, wiem na co zwrócić uwagę następnym razem :D. Teraz biorę się za poprawianie baboli.

 

Dzięki serdeczne za pomoc 

 

 

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Hej, Morderco, wracam! :)

 

Hmm? Nie widzę, ale może źle patrzę :D. Któryś konkretny fragment nie zagrał, czy po prostu jest tego za dużo?

Już tłumaczę. Przejrzałam na szybko początek: 

Przez otwór po wybitym oknie wpadały ostatnie promienie zachodzącego słońca.

Słońce już skryło się za ścianą odległego lasu, srebrnej wstęgi rzeki prawie nie było widać spod ciężkiego oparu mgły. Nocne zimne i wilgotne powietrze przykrywało ruiny, jakby układając je do snu.

płaski dach budynku tonący w gęstniejącym mroku po drugiej stronie osiedlowej uliczki.

Niebo pociemniało, a z łuny zachodu został tylko wąziutki pas jaśniejszego granatu. Zaraz miał zapaść zmrok.

Podniósł dłonie do oczu i przyjrzał się im w blasku zachodzącego słońca.

Nie wiem, czy dobrze widać, ale słońce jakby wraca, czasowo się to nie zgadza, zwłaszcza że akcja idzie jednak do przodu, mijają minuty, pojawia się mrok, nocne powietrze, a tu nagle  blask. Czytając miałam wrażenie, że coś mi tu nie gra, bo wyobraźnia podpowiadała ciemności, a tu oślepia mnie jeszcze słońce. 

Mam nadzieję, że trochę się rozjaśniło… (nomen omen) :D Jeśli nie, to daj znać. 

Super, że poszedłeś w korektę, to ja idę klikać! :) 

Pozdrawiam serdecznie! :) 

 

Oprogramowanie, które każe atakować trupa, jest bez sensu. Jeśli żołnierz ma przed sobą trzech żywych wrogów i dwa trupy, a skoncentruje się na jednym trupie, to zmniejsza szanse na przeżycie. To jak ewolucja – na rynku/placu boju szybko powinien zostać ten program, który prawidłowo ocenia zagrożenie.

Babska logika rządzi!

Finklo

 

Tak, pod warunkiem, że prawidłowo działa. To tak, jak ze sztuczną inteligencją – jeżeli ma za mało danych [ uszkodzone czujniki “skorupy”] i / lub zasoby obliczeniowe są mocno ograniczone [wyczerpanie i zużycie niekonserwowanego przez lata systemu, dodatkowo zapchanego przez dane], AI zaczyna lecieć po linii najmniejszego oporu. Wykonuje podstawowe dyrektywy, nie przejmując się szczegółami i niuansami.

Można to zaobserwować podczas próby zadania trudnego pytania np. Gemini AI na mocno obciążonym sprzęcie. Jeśli proces będzie trwał za długo, to program wypełni sobie luki na oko, bo podstawowym priorytetem jest szybkość odpowiedzi, a nie jej dokładność.

Dla żołnierza, zwłaszcza szturmowca działającego na linii frontu każdy, kto nie jest swój, jest wrogiem. Najpierw strzelaj, potem pytaj. Nie potrzeba mu więcej. 

Ma to sens ;] ?

 

 

JolkaK,

 

 

Podniósł dłonie do oczu i przyjrzał się im w blasku zachodzącego słońca.

Nie wiem, czy dobrze widać, ale słońce jakby wraca, czasowo się to nie zgadza, zwłaszcza że akcja idzie jednak do przodu, mijają minuty, pojawia się mrok, nocne powietrze, a tu nagle  blask. Czytając miałam wrażenie, że coś mi tu nie gra, bo wyobraźnia podpowiadała ciemności, a tu oślepia mnie jeszcze słońce. 

O jaaa, teraz widzę :D . Rzeczywiście wtopa. Zaraz ogarnę . 

Dzięki :D 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Aaaa, jeśli to problem zdegenerowanego sprzętu, to OK. Tylko tego nie widać.

I będę się upierać, że żołnierzowi może się przydać wiedza, do którego celu strzelać najpierw.

Babska logika rządzi!

Cóż, Morderco, w zasadzie bez entuzjazmu czytam podobne opowiadania, ale musze przyznać, że tę historię opowiedziałeś w sposób szalenie malowniczy, a lektura nie była przykrością. :)

Wykonanie pozostawia trochę do życzenia.

 

Na jedną krót­ką chwi­lę wy­peł­nił… → Czy dookreślenie jest konieczne? Chwila jest krótka z definicji.

 

Mgła ście­li­ła się tuż przy ziemi i spra­wia­ła, że ruin blo­ków przy­po­mi­na­ły… → Literówka.

 

Echo już dawno umil­kł. → Literówka.

 

nie było widać spod cięż­kie­go oparu mgły. → Masło maślane – mgła to opar.

Proponuję: …nie było widać spod warstwy ciężkiej mgły.

 

Palce prze­mknę­ły po szra­mach i bli­znach i za­trzy­ma­ły się do­pie­ro u pod­sta­wy czasz­ki. → Szrama i blizna to synonimy, znaczą to samo.

 

Opu­szek wska­zu­ją­ce­go palca do­tknął na wpół spa­lo­ne­go prze­kaź­ni­ka… → Opuszka  jest rodzaju żeńskiego, więc: Opu­szka wska­zu­ją­ce­go palca do­tknęła na wpół spa­lo­ne­go prze­kaź­ni­ka

 

Mrocz­ny świat za­fa­lo­wał, za­trzą­snął się… → Mrocz­ny świat za­fa­lo­wał, za­trzą­sł się

 

po­zwo­lił, by głowa bez­wład­nie opa­dła mu na pier­si. → Piersi mają kobiety, więc: …po­zwo­lił, by głowa bez­wład­nie opa­dła mu na pier­ś.

 

Pod­niósł dło­nie do oczu i przyj­rzał się im w bla­sku za­cho­dzą­ce­go słoń­ca. → Kilka zdań wcześniej napisałeś: Niebo pociemniało, a z łuny zachodu został tylko wąziutki pas jaśniejszego granatu. Zaraz miał zapaść zmrok. ->…więc skąd tu nagle blask zachodzącego słońca?

 

Drob­na blada ręka ode­rwa­ła się od kolby sta­rej strzel­by i unio­sła w górę w ge­ście pod­dań­stwa. → Masło maślane – czy mogła unieść się w dół? Czy to na pewno był gest poddaństwa?

Wystarczy: Drob­na blada ręka ode­rwa­ła się od kolby sta­rej strzel­by i unio­sła w ge­ście pod­dania.

 

po tym, jak ostat­ni po­trą­co­ne ga­łąz­ki nie znie­ru­cho­mia­ły. → …po tym, jak ostat­nie po­trą­co­ne ga­łąz­ki znie­ru­cho­mia­ły.

 

O świ­cie pierw­sze pro­mie­nie sło­necz­ne roz­świe­tli­ły po­la­nę. → Czy tam na pewno była polana?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ok, a to że on taki poharatany, bez kurtki, w bliznach nie sugeruje, tak chociaż trochę ? ;]

 

I będę się upierać, że żołnierzowi może się przydać wiedza, do którego celu strzelać najpierw.

Żołnierzom stojącym na warcie nawet w czasie pokoju mówi się “ lepiej, żeby cię dziesięciu sądziło, niż czterech niosło”.

Poza tym tutaj nie było dylematu – do którego? Był tylko jeden, bardzo słabo rozpoznany, w ciemności, na terenie , na którym wcześniej usłyszano strzał i wykryto sygnaturę cieplną. Teraz tego nie można zweryfikować, bo nasz wojak nie ma już podczerwieni. Ja bym na jego miejscu zaatakował. Najpierw wyeliminował potencjalne zagrożenie, wykorzystując element zaskoczenia, a dopiero potem dozbierał resztę danych i się zastanawiał czy było warto. W takie sytuacji mogą decydować ułamki sekund. Równie dobrze wróg mógł sobie w tej jamie spać, albo po porostu się ukrywać. 

 

Tak trochę, jak na polowaniu – jak nie wiesz czy to dzik, czy rowerzysta to strzelaj, bo skąd wiadomo , że dziki nie potrafią jeździć na rowerach :D.  

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Ok, a to że on taki poharatany, bez kurtki, w bliznach nie sugeruje, tak chociaż trochę ? ;]

A to jest standard po bitwie?

OK, czasami strzelanie przed zadawaniem pytań może mieć sens, ale i tak wydaje mi się, że lepiej, jeśli żołnierz rozróżnia między groźnym wrogiem a starym trupem.

Ale ja ze swoimi poglądami na polowania na wszelki wypadek nie chodzę. Jeszcze by mi dzik przydzwonił tym swoim rowerem…

Babska logika rządzi!

Cześć Reg,

 

Nawet nie wiesz jak szeroko się uśmiechnąłem, kiedy zobaczyłem charakterystyczny styl Twojego komentarza korekcyjnego :D ! Brakowało mi tego. 

Serdecznie dziękuję za poświęcony czas i jak zwykle skrupulatną korektę. W czasie Twojej pracy już poprawiłem część błędów, wskazanych przez innych komentujących. Pozwolę sobie skomentować kilka uwag: 

 Opuszka jest rodzaju żeńskiego, więc: Opuszka wskazującego palca dotknęła na wpół spalonego przekaźnika

O_o – jak by mi to ktoś inny napisał, to bym nie uwierzył. Zawsze mi się wydawało, że to je ten. :] 

 

 

Podniósł dłonie do oczu i przyjrzał się im w blasku zachodzącego słońca. → Kilka zdań wcześniej napisałeś: Niebo pociemniało, a z łuny zachodu został tylko wąziutki pas jaśniejszego granatu. Zaraz miał zapaść zmrok. ->…więc skąd tu nagle blask zachodzącego słońca?

Tak, tutaj JolkaK już mi zwróciła uwagę. Przeredagowałem chwilkę przed Twoim wpisem. 

 

po tym, jak ostatni potrącone gałązki nie znieruchomiały. → …po tym, jak ostatnie potrącone gałązki znieruchomiały.

Tutaj też za jej radą przeredagowałem cały fragment:

Patrzył, dopóki nie zniknął między rachitycznymi zaroślami. Patrzył, aż ostatnie gałązki przestały się poruszać.

Mam nadzieję, że brzmi bardziej naturalnie. 

 

O świcie pierwsze promienie słoneczne rozświetliły polanę. → Czy tam na pewno była polana?

Tu przyznam, że nie wiem co odpowiedzieć. Jak inaczej nazwać “łąkę” w parku, okoloną spalonymi kikutami drzew oraz odrastającymi zaroślami? Nie mam pomysłu na inne określenie :/ 

 

Cóż, Morderco, w zasadzie bez entuzjazmu czytam podobne opowiadania, ale musze przyznać, że tę historię opowiedziałeś w sposób szalenie malowniczy, a lektura nie była przykrością. :)

Dziękuję, i tym bardziej doceniam :) . Naprawdę brakowało mi pozytywnego vibe tego forum. Za długo tu nie zaglądałem. 

 

 

Finklo,

 

A to jest standard po bitwie?

Po jednej może nie, ale po kliku, kilkunastu albo całej kampanii żołnierz, jak każde narzędzie się zużywa.

 

 

OK, czasami strzelanie przed zadawaniem pytań może mieć sens, ale i tak wydaje mi się, że lepiej, jeśli żołnierz rozróżnia między groźnym wrogiem a starym trupem.

A do tego najlepiej, żebyśmy wszyscy młodzi, zdrowi i bogaci byli :P. A co jak się nie da rozróżnić, albo sytuacja jest tak dynamiczna, że nie ma na to czasu? 

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Nawet nie wiesz jak sze­ro­ko się uśmiech­ną­łem, kiedy zo­ba­czy­łem cha­rak­te­ry­stycz­ny styl Two­je­go ko­men­ta­rza ko­rek­cyj­ne­go :D ! Bra­ko­wa­ło mi tego. 

Morderco, i ja podobne wyznania czytam z wielką przyjemnością. :)

 

O_o – jak by mi to ktoś inny na­pi­sał, to bym nie uwie­rzył. Za­wsze mi się wy­da­wa­ło, że to je ten. :] 

No cóż, polska język ma w zanadrzu jeszcze wiele podobnych ciekawostek i pewnie zdoła Cię zaskoczyć nie raz i nie dwa. :)

 

Tak, tutaj Jol­kaK już mi zwró­ci­ła uwagę. Prze­re­da­go­wa­łem chwil­kę przed Twoim wpi­sem. 

Opowiadanie czytałam wczoraj i wczoraj robiłam łapankę, ale komentarz mogłam dodać dopiero dziś, stąd powtórzenia już wytkniętych usterek. :(

 

Tu przy­znam, że nie wiem co od­po­wie­dzieć. Jak ina­czej na­zwać “łąkę” w parku, oko­lo­ną spa­lo­ny­mi ki­ku­ta­mi drzew oraz od­ra­sta­ją­cy­mi za­ro­śla­mi? Nie mam po­my­słu na inne okre­śle­nie :/

W parkach mamy zazwyczaj kępy drzew i krzewów rozdzielane trawnikami.

Proponuję: O świ­cie pierw­sze pro­mie­nie sło­necz­ne roz­świe­tli­ły to, co kiedyś było trawnikiem

 

Raz jeszcze powtórzę, Morderco, że szalenie mi miło, iż mój komentarz wywołał Twój szeroki uśmiech. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A do tego najlepiej, żebyśmy wszyscy młodzi, zdrowi i bogaci byli :P

Amen. ;-)

Babska logika rządzi!

Raczej nie przepadam za postapo, niemniej czytało się to nieźle, bo jest sprawnie napisane. Jednak zabrakło jakiejś dramaturgii, gdyż dylemat moralny Drapieżcy, polegający na zaniechaniu zabicia Celu, to trochę za mało i wcale mnie nie wzruszył.

 

“…przez cmentarzysko po blokach z wielkiej płyty”. “Cmentarzysko” w dopełniaczu powinno być.

 

I mam zagwozdkę z tym Celem. Dziwne, że nikt tego w komentarzach nie podniósł. Piszesz go z dużej litery, choć przecież to nie imię. Niby wiadomo, że w neuronach Drapieżcy skonfigurowany jest jako cel, ale przecież Drapieżca nie ma prawa czy właściwie upoważnienia nadawania komuś imion. I dalej jest ustęp: “…oczom Celu ukazał się mały, pordzewiały resorak”. “Cel” z definicji nie ma oczu. Mimo że wiadomo już, że to chłopiec, który ma oczy. Ale napisałeś go z “imienia”, jakby miał tak na imię naprawdę, wtedy byłoby ok. Ale był nadal tylko celem, choć właściwie przestał nim być, skoro Drapieżca zrezygnował z zabicia go.

Ale może zagmatwanie to tłumaczę…

Hmmm… Czuję się (znowu) w obowiązku wtrącić do dyskusji, ponieważ mnie tekst stuprocentowo zachwycił i dałam mu nominację. :) 

Musimy pamiętać, że to postapo i czas wojny. Ekstremalne zachowania wszystkich bez absolutnie żadnego wyjątku (a nie – normalne/naturalne/logiczne/zwyczajne w czasach zwyczajnych, czyli pokojowych) to rzecz normalna właśnie. :) Każdy jest indywidualistą, każdy zachowuje się “po swojemu”. :) Zawsze w takich wypadkach sięgam do terminologii epoki romantyzmu – “bohater zindywidualizowany”. :) 

W moim odczuciu Drapieżca nie tylko zaniechał zabicia Celu. On zaniechał… bycia dłużej Drapieżcą. :) Tak najogólniej, jak tylko można. :) Według mnie na tym polega przesłanie opka. :) OGROMNE i wielopłaszczyznowe przesłanie! On stał się kimś (a nie – czymś!) innym. Człowieczeństwo w nim wygrało. :) 

 

Pozdrawiam Was serdecznie. heartsmiley

Pecunia non olet

Reg

 

W parkach mamy zazwyczaj kępy drzew i krzewów rozdzielane trawnikami.

Proponuję: O świcie pierwsze promienie słoneczne rozświetliły to, co kiedyś było trawnikiem

OK, tylko już widzę oczyma wyobraźni mej nieograniczonej, jak się tu zaraz zjawi jakiś Kapitan Maruda – Niszczyciel Dobrej Zabawy i zapyta: 

Jak to kiedyś było trawnikiem, to czym jest teraz?  ;]

 

A jakby tak: 

O świcie pierwsze promienie słoneczne rozświetliły porośnięty perzyną trawnik spalonego parku. 

Nie za dużo grzybków? 

 

 

Cześć, Agroeling

 

“…przez cmentarzysko po blokach z wielkiej płyty”. “Cmentarzysko” w dopełniaczu powinno być.

Przyznam szczerze, że mi zabiłeś ćwieka ;]. Dlaczego w dopełniaczu, a nie w bierniku? 

 

 

I mam zagwozdkę z tym Celem. Dziwne, że nikt tego w komentarzach nie podniósł. Piszesz go z dużej litery, choć przecież to nie imię.

Tak, to jest kwestia sporna. Od czasu do czasu się pojawiają nawet zażarte dyskusje po różnymi opowiadaniami, czy tak można i wypada :D. Jedni piszą, że tak nie wolno, bo to nie imię, ani nazwa własna. Inni powołują się na “personifikację”, albo że jest to przezwisko lub przydomek. Ja jestem zwolennikiem tej drugie opcji. Dla Drapieżcy [ tez z wielkiej litery], cel stał się Celem, gdy zobaczył w nim chłopca zamiast obiektu operacyjnego. Tak to uzasadniam :].

 

Można do sprawy podejść też, tak jak w tym starym memie :

 

Ale może zagmatwanie to tłumaczę…

A może, to ja zagmatwanie rozumiem :D ? 

 

 

bruce

 

On stał się kimś (a nie – czymś!) innym.

Dziękuję Ci, Honoratko! :D Po prostu przybiłaś gwoździa, którego ja nie umiałem. Dokładnie o to mi chodziło. 

Impulsem do takiego przedstawienia sprawy był filmik z tujuba, przedstawiający tzw pranki. Młodzi żołnierze, a może bardziej kadeci, bo wyglądali na nastolatków, są właśnie prankowani najczęściej przez rodzeństwo. Gdy taki żołnierz wraca na przepustkę do domu i zdarzy mu się zasnąć na kanapie albo na fotelu w salonie, to młody podchodzi cichutko z komórką, przykłada do ucha śpiącemu i na cały regulator puszcza dźwięk trąbki sygnałowej. Wtedy żołnierz zrywa się na równe nogi, większość po prostu wyskakuje w górę jak sprężyna i jeszcze w locie “staje” na baczność i dopiero po chwili dociera do niego , gdzie jest. Oczywiście śmiechu co niemiara, ale ja miałem dość smutne przemyślenia po tych filmikach. Jeśli takiego nastolatka, bo to zwykle byli bardzo młodzi ludzie, można zwarunkować do tego stopnia, że nawet wyrwany ze snu od razu reaguje instynktownie na bodziec, to co się będzie działo, gdy argumentacja bioinżynieryjna wejdzie nam w życie na pełną skalę? 

 

 Według mnie na tym polega przesłanie opka. :) OGROMNE i wielopłaszczyznowe przesłanie!

Oj, powiem szczerze, że zaczerwieniłem się po same uszy ;D. Aż takich aspiracji to nie miałem, ale dzięki :D. 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

OK, tylko już widzę oczyma wyobraźni mej nieograniczonej, jak się tu zaraz zjawi jakiś Kapitan Maruda – Niszczyciel Dobrej Zabawy i zapyta: 

Jak to kiedyś było trawnikiem, to czym jest teraz?  ;]

Morderco, odpowiedziałabym Kapitanowi Marudzie, że: Teraz jest to połać obrócona w perzynę. :)

 

A jakby tak: 

O świcie pierwsze promienie słoneczne rozświetliły porośnięty perzyną trawnik spalonego parku. 

Nie za dużo grzybków? 

Za dużo! Perzyna nie jest czymś, co rośnie. A skoro już mamy perzynę, zbędne jest dookreślenie, że park został spalony, bo gdyby nie spłonął, nie byłoby perzyny.

Może: O świcie pierwsze promienie słoneczne rozświetliły przestrzeń, teraz obróconą w perzynę.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

MordercoBezSerca – przyznaję, taki ze mnie polonista jak z koziej d… trąba. Oczywiście mi chodziło – “Cmentarzysko kogo czego. Ty napisałeś “Cmentarzysko po blokach z wielkiej płyty”

Gramatycznie się nie zgadza, tak jak jest np. Cmentarz Zasłużonych Wielkopolan (to niedaleko mnie), albo Cmentarzysko połamanych, pokiereszowanych bloków.. Nie może być cmentarzysko po czymś czy po kimś.

 

Ja wyłapuję tylko coś, co mi zgrzyta, tak jak mi zazgrzytał ten Cel. Twoje wyjaśnienie też niby można uznać za poprawne, ale chodzi o klarowność tekstu. Kiedy się okazało, że cel jest chłopcem, to lepiej byłoby pisać o nim już jako o chłopcu. Pamiętaj, ze czytelnikami Twojego tekstu nie są inni Drapieżcy, a inni… po prostu czytelnicy.

Agroeling

 

Gramatycznie się nie zgadza, tak jak jest np. Cmentarz Zasłużonych Wielkopolan (to niedaleko mnie), albo Cmentarzysko połamanych, pokiereszowanych bloków.. Nie może być cmentarzysko po czymś czy po kimś.

 

Teraz rozumiem :] . Dogadaliśmy się jak dwaj nie-poloniści :D. Zmieniam na: 

 

Drapieżca popędził przez zwały cegieł, góry połamanego betonu, przez cmentarzysko bloków z wielkiej płyty.

 

Kiedy się okazało, że cel jest chłopcem, to lepiej byłoby pisać o nim już jako o chłopcu. Pamiętaj, ze czytelnikami Twojego tekstu nie są inni Drapieżcy, a inni… po prostu czytelnicy.

O, ale dalej pokazujemy świat z perspektywy Drapieżcy. Myślę, że Czytelnik się połapie ;].

 

 

 

Reg

 

Krakoskim targiem proponuję tak:

O świcie pierwsze promienie słoneczne rozświetliły połać brunatnej trawy. Obmyły złocistym światłem poczerniałe kikuty drzew. Wplotły palce w kłujące ostowate gałązki krzewów.

 

I konsekwentnie w poprzednich akapitach określam ten teren jako połać brunatnej trawy. 

 

Ech, jak mi nie gra ta połać ;].  To powinno być to połacie, czyli powierzchnia dachu pokryta łatami, na którą kładzie się to poszycie,  czyli blachę lub dachówki. 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Krakoskim targiem proponuję tak…

Morderco, krakoskim targiem proponujesz nieźle. :)

 

I konsekwentnie w poprzednich akapitach określam ten teren jako połać brunatnej trawy. 

I tak może być, albowiem połać to duża częśc jakiejś przestrzeni, a zakładam, że w parku, kiedy jeszcze istniał, były rozległe trawniki. :)

 

Ech, jak mi nie gra ta połać ;].  To powinno być to połacie…

Nie, Morderco, znów będziesz zdumiony, ale tak się składa, że połać, tak jak opuszka, jest rodzaju żeńskiego – ta połać. ;) 

 

Nabieram ochoty na Twoje kolejne opowiadanie. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję Ci, Honoratko! :D

Cała przyjemność po mojej stronie. :))

Pecunia non olet

Reg,

 

Nie, Morderco, znów będziesz zdumiony, ale tak się składa, że połać, tak jak opuszka, jest rodzaju żeńskiego – ta połać;) 

Akurat tutaj nie będę zdumiony, bo już mi to tłumaczyłaś :D. Pięć lat minęło jak jeden dzień, a ja dalej pamiętam naszą rozmowę przy komentowaniu mojego opowiadania: 

Kowal. Szabla Marszałka 

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Bywają takie rozmowy, Morderco, że nawet mimo upływu czasu, pozostają w pamięci i to nierzadko na zawsze. Podziwiam Twoją pamięć! :D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka