- krótko przedstawia wizytę w specyficznym zakładzie, której przynajmniej w jakimś stopniu każdy z Was doświadczył – w tym zakresie mogę jedynie zachęcić do dzielenia się swoimi ciekawymi i przerażającymi przygodami :)
- stanowi zapowiedź do tekst, który niedługo mam w planach wrzucić – ma mnie także motywować, by wreszcie go dokończyć, także pewien ciąg dalszy powinien nastąpić ;)
- kontynuuje przygody postaci w moim uniwersum, ale spokojnie, żaden to fragment!
Zapraszam do krótkiej lektury!
Jakby kogoś zaciekawiło, to o bohaterce można przeczytać jeszcze tu:
Z dyndającego szyldu uśmiechał się malunek białych zębów. Utrwalona żywicą farba nie utraciła blasku mimo wielu lat – nie naruszyły jej także wiatr i deszcz, które tego popołudnia zamknęły przedmieścia w uścisku. „Magister Detheld Harreth – alchemia eksperymentalna jamy ustnej” głosił napis nad malunkiem.
Wnętrze zakładu rozjaśniało kilka świec, a dym lawendowych kadzidełek smużkami wzlatywał pod kasetonowy sufit. W każdym z kwadratów namalowano inny obrazek, jakby projektant spodziewał się, że ktoś faktycznie będzie je długo oglądać.
Gospodarz zakładu, Magister Harreth – zacny elf w sile wieku – ślęczał nad zlewką, do której, po przebyciu labiryntu różnorako pogiętych szklanych rurek, wolno skapywał biały płyn. Każdą kroplę elf odprowadzał wzrokiem jak kochankę. Nieruchomy, wyglądał jak kolejny dystyngowany mebel, a parę takich ustawiono w pomieszczeniu – od rozkładanego fotela z miękkim oparciem i zawijanymi podłokietnikami oraz dziwnie wystającą wajchą z tyłu oparcia, przez dwa sekretarzyki pełne szufladek i skrzyneczek, po wielką i małą soczewkę, za którą umieszczono kilka palących się świec. Całości dopełniały narzędzia rodem z sali tortur oraz kolekcja niewielkich form odlewniczych, trzymanych pod kloszami.
Spokój cichego, deszczowego popołudnia na miejskiej rubieży przerwał dźwięk dzwonka oznaczający przybycie klienta. Szacowny Magister Harreth podniósł wzrok, praktycznie się nie ruszając zza biurka, przy którym tak uważnie destylował ciecz.
– Uzdrowiciela! Uzdrowiciela! –
Niemal zwierzęcy ryk podziałał na elfie uszy Magistra jak witriol.
– To nie lecznica, na wszelką magię! – rzucił poirytowany Magister.
W międzyczasie intruz zdążył położyć coś na fotelu, co najwyraźniej było jego kolegą. Magister z niechęcią spojrzał na ciągnące się po podłodze ciemnawe plamy.
– Tym bardziej nie jest to umieralnia! – warknął, żałując, że zrywał się z lekcji magii bitewnej, by warzyć eksperymentalne substancje na bazie zupy dyniowej. Jakże teraz przydałaby się wiedza w zakresie tych zaklęć! Ale cóż… alchemik musiał pozostać wierny materii, a magię stosować jedynie jako uzupełnienia w równaniach chemicznych. Nic tak nie katalizowało procesów, jak odrobina siły nie z tego świata!
– Mój towarzysz… Ona go… Przypatrz się tylko! Przecie się na tym znasz! Możesz zaradzić! – biadolił intruz. Po akcencie sądząc, był, o zgrozo, ze wschodu, co z kolei oznaczało, że głowę miał zbyt zapchaną rycerskimi ideałami, żeby zmieściło się w niej cokolwiek innego. A do tego pewnie i pustą sakiewkę. W głowie Magistra zaczął kiełkować intrygujący pomysł.
– Masz przecie bandaże i leki! – „Klient” zaczął chwytać narzędzia położone na otwartym sekretarzyku. Dla Magistra było to równe z obmacywaniem jego żony, choć nosiła ona imię Alchemia.
Gospodarz zakładu wstał znad destylatora i płynnym krokiem podszedł do niechcianego gościa. Kątem oka ocenił stan rannego towarzysza – rozcięty łuk brwiowy i zakrwawiona twarz wyglądały przerażająco, ale były niegroźne. Za to rozbite usta i połamane zęby zaintrygowały Magistra znacznie bardziej.
– Drogi krajanie – rzekł niechętnie, splatając dłonie za plecami. – Źle trafiliście. To zakład sztuki, tutaj wykonuję utwory, których malarze i pieśniarze mogą zazdrościć, bo nigdy mnie nie dościgną. Moje dzieła są wiecznie żywe i stale pracujące. Nie uzdrowię twojego towarzysza, ale to nawet dobrze, że do mnie trafiliście… – zawiesił głos i uśmiechnął się odsłaniający linię nieskazitelnie równych i białych, niemal błyszczących zębów. – Wybacz na momencik! – krzyknął nagle i podbiegł do biurka, skąd właśnie dobiegało piszczenie parowego kurka oznajmiające upływ odmierzonego czasu.
Mamrocząc pod nosem, elf przeciągnął kolbę z wydestylowaną białą mazią nad naczynie z gorącą wodą. Równocześnie drugą ręką odnalazł fiolkę z parafiną i dodał kilka kropel. Gość wyglądał na zdezorientowanego. Przez chwilę zdawało się nawet, że dobędzie miecza. Wreszcie rozdziawił gębę i zamarł na chwilę.
– Mój druh…
– Dostaniesz dwa worki złota za jego ułamane zęby – rzucił w pośpiechu Magister. Z doświadczenia wiedział, że o ile wymiana ząb za ząb uchodzi za sprawiedliwą, o tyle złoto za ząb za jeszcze sprawiedliwszą.
– Hę?
– Dwa, jeśli dasz mi je teraz. A jeśli, wszelka magio, chroń mnie, nie wziąłeś ich z miejsca zdarzenia, to wszak ma on pozostałe połowy w gębie! A dla mnie im świeższe, tym lepsze.
Gość chwilę się wahał, ale zdradził go błysk w oku. Rycerz podszedł do jęczącego towarzysza i szlachetnie oraz z honorem pogrzebał mu w ustach.
– Co najmniej cztery połówki! – doprecyzował Magister. – Jeśli ich brak, to wajcha ci może pomóc.
Gość zamrugał, pomyślał, aż wreszcie westchnął, patrząc na niewystarczające dwie połówki, które zachowały się gdzieś w odmętach jamy ustnej kolegi. Z krzywym uśmiechem sięgnął po szczypce leżące na sekretarzyku. Ranny coś wymamrotał, choć niewiele widział przez krew zalewającą mu oczy, ale wtedy wspomniana wajcha została pociągnięta, a oparcie i podłokietniki eleganckiego fotela wydobyły z siebie obręcze, które zacisnęły się na kostkach, nadgarstkach i czole siedzącego.
Po chwili, pełnej wrzasków, zgrzytów i trzasków, Magister otrzymał cztery połówki krzywawych zębów.
– Co tak długo!? Mistrz miecza, a nie poradzi sobie ze szczypcami, co?! – fuknął i natychmiast wrzucił uzębienie do przygotowanej zlewki z mazią mieszanki kwasów.
Rozpoczął się taniec przy sprzęcie laboratoryjnym polegający na równoczesnym podgrzewaniu, sprawdzaniu i mieszaniu dwóch substancji, by wreszcie pipetą pobrać jedną i dodać do drugiej, a następnie zamknąć w malutkiej foremce odlewniczej. Wszystko przeplatane stosownymi zaklęciami, których formuły Magister układał podczas wagarów ze wszystkich wykładów dotyczących magii bitewnej, osobowej i leczniczej. Czymże one były wobec gracji alchemii?
Po zakończeniu procesu Magister odetchnął i otarł chusteczką pot z czoła.
– Zrobiliśmy coś wielkiego – powiedział, klepiąc oszołomionego klienta w ramię, a ukradkiem sięgając drugą ręką po pałkę, zwaną też „składnikiem perswadującym”, choć tylko przez niego. – To znaczy, ja zrobiłem. Ty za swoje zasługi…
Ponownie rozległ się dźwięk dzwonka, a wilgoć i chłód z zewnątrz wdzierając się do środka zgasiły dwie świecie. Magister zamarł.
– Delikatny materiał eksperymentalny! Uszkodzenie grozi anihilacją całego miasta! – ostrzegł, wyciągając ręce przed siebie, z kolei rycerz sięgnął do pasa po miecz.
Do zakładu weszła zakapturzona postać ociekająca kroplami deszczu. Chwilę stała w milczeniu, patrząc to na zatrwożonego Magistra dzierżącego pałkę, to na rycerskiego gościa, który zadrżał na jej widok.
– Toż to ona! Wiedźma! – zakrzyknął, dobywając miecza.
Przybyszka parsknęła pod nosem. Rozległo się kilka huków i trzasków, właściwych wyładowaniom magicznym, i rycerz wylądował pod ścianą, z płaszczem przyszpilonym do podłogi własnym mieczem.
– Ja nie miałem z nimi nic wspólnego, jak zresztą widzisz – oznajmił Magister, pokazując pałkę w ręce. – Z pewnością zaszło między wami jakieś nieporozumienie i miałaś powód, chociaż mogłaś użyć mniej prymitywnych środków niż magia bitewna, ale… – zawahał się, patrząc na groźne spojrzenie „wiedźmy” – …muszę coś sprawdzić.
Rzucił się do biurka i zaczął schładzać napełnioną formę w przygotowanym uprzednio suchym lodzie. Magister zdawał się całkowicie zapomnieć o wszystkim, co miało miejsce w zakładzie, skupiony jedynie na dziele, wpatrzony w każde, nawet minimalne drgnięcie formy, otoczonej dymem parującego lodu.
– Tak. A ty jesteś? – mruknął, rzucając jej zaintrygowane spojrzenie, a jednocześnie usilnie próbując zwiększyć tempo chłodzenia.
– Ffiedźma.
I wtedy ujrzał ją na nowo. Odwrócił się, a spod kaptura, w ciemnym obrazie twarzy, na pierwszym planie jamy ustnej, dostrzegł miejsce idealne, stworzone dla jego mistrzostwa. Wielką, obrzydliwą dziurę ziejącą w miejscu dwóch górnych siekaczy.
– Do tego będziemy potrzebować znacznie więcej materiału żywego – powiedział podekscytowany Magister. – Całe szczęście sprowadziłaś dwa niemal pełne komplety. A ja, chwalmy wszystkie domeny magii, mam więcej tych komfortowych foteli, by owe komplety pozostały na miejscu.
Kącik ust nieznajomej drgnął w minimalnym uśmiechu.
Tej nocy Magister Harreth, zaprzęgając do pracy całą swoją wiedzę i doświadczenie oraz eksperymentalną alchemię i równania magiczne, stworzył największe dzieło w dziejach jam ustnych.
Koniec
Komentarze
Cześć,
no to jedziemy!
Niespecjalnie lubię opowiadania “dentystyczne”, ale zobaczymy, co przygotowałeś ;)
Kątem oka zidentyfikował rannego towarzysza – rozcięty łuk brwiowy i zakrwawiona twarz wyglądały przerażająco, ale były niegroźne
Na pewno o identyfikację tutaj chodziło, a nie np. o ocenę stanu?
Inspiracja?
Lekkie, całkiem przyjemne, ale nie trafi na pewno na podium ulubionych opek Twojego autorstwa ;) Ostatni zjazd czy Zbrodnia Ikara są wyżej ;)
Those who don't believe in magic will never find it
Czołem OldGuard!
Niespecjalnie lubię opowiadania “dentystyczne”, ale zobaczymy, co przygotowałeś ;)
A kto lubi? XD (poza dentystami)
Na pewno o identyfikację tutaj chodziło, a nie np. o ocenę stanu?
Fakt.
Inspiracja?
W sumie to nie, ale śmiechłem :). U mnie zresztą bohaterka nie wymawiała dotychczas tylko “w”, choć powinna większej ilości literek, ale wtedy nie szłoby już się domyśleć, co mówi.
Lekkie, całkiem przyjemne, ale nie trafi na pewno na podium ulubionych opek Twojego autorstwa ;) Ostatni zjazd czy Zbrodnia Ikara są wyżej ;)
Absolutnie mnie to nie dziwi. Tekst to bardziej motywator dla mnie i taki hmm… mirkoprequel do tego, co piszę właśnie, równocześnie z wyjaśnieniem dla osób, które czytały poprzednie teksty, dlaczego bohaterka już mówi normalnie.
Ale dotychczas nikt nie wspomniał o Furafic Farku, więc jesteś pierwsza!
Dzięki wielkie za wizytę, pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Hejka!
Od pierwszych zdań czuć ten dziwny, trochę mroczny, groteskowy świat, który wciąga.
Najbardziej kupił mnie oczywiście sam pomysł z alchemią jamy ustnej, jest jednocześnie obrzydliwy, zabawny i oryginalny. Magister Harreth to świetna postać, totalny świr, ale konsekwentny i wiarygodny w swoim szaleństwie, a jego traktowanie ludzi jak materiału buduje klimat, którym skutecznie odwiodłeś mnie od pomysłu uczęszczania do tego typu specjalistów haha.
Podoba mi się też humor, taki suchy i absurdalny, a momentami wręcz trochę czarny – a ja lubię takie smaczki. Końcówka zostawiła mnie z myślą „ej, jeszcze trochę poproszę”.
Dodam jeszcze, że czytając to, trafiło u mnie na bardzo życiowy moment. Jestem właśnie na etapie wypadania mleczaków u córki, więc temat zębów mam ostatnio na tapecie non stop, łącznie z wizytami u dentysty. Ja należę do tych osób, które po takiej wizycie najlepiej wynieść na noszach i podłączyć pod tlen, a córka? Na pierwszym wierceniu powiedziała dentystce, żeby przestała, bo ją to łaskocze… A niby mówią, że jaka matka, taka córka.
Klikam i pozdrawiam!
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Witaj. :)
Przy czytaniu zatrzymały mnie technikalia (sugestie i wątpliwości co do nich – zawsze tylko do przemyślenia):
Nieruchomy, wyglądał jak kolejny dystyngowany i ekstrawagancki mebel, a kilka takich ustawiono w pomieszczeniu – od rozkładanego fotela z miękkim oparciem i zawijanymi podłokietnikami, przez dwa sekretarzyki pełne szufladek i skrzyneczek, po wielką i małą soczewkę, za którą ustawiono mechanizm kilku palących się świec. – powtórzenia?
– Wybacz na momencik! – krzyknął nagle i podbiegł do biurka, skąd właśnie dobiegło piszczenie z mechanizmu przesypanej klepsydry. – i tu?
A jeśli, wszelka magio (przecinek?) chroń mnie, nie wziąłeś ich z miejsca zdarzenia, to wszakże ma on pozostałe połowy w gębie!
A dla mnie (przecinek lub myślnik?) im świeższe, tym lepsze.
– Co tak długo to trwało! – czy tu celowo bez pytajnika?
Rozległo się kilka huków i trzasków, właściwych dla wyładowań magicznych, i rycerzy wylądował pod ścianą, a miecz przyszpilił mu płaszcz do podłogi. – literówka?
Odwrócił się (przecinek?) a spod kaptura, w ciemnym obrazie jej twarzy, na pierwszym planie ust, dostrzegł miejsce idealne, stworzone dla jego mistrzostwa.
Znakomity humor, wyjątkowo barwni bohaterowie oraz świetny pomysł, za które klikam. ;)
Pozdrawiam serdecznie. ;)
Pecunia non olet
Cześć,
Najsamprzód, to co mi zgrzytnęło przy czytaniu :D
Utrwalona żywicą farba nie utraciła blasku mimo wielu lat, nie mógł jej zaszkodzić także wiatr i deszcz, które zamknęły przedmieścia w uścisku tego popołudnia.
Tzw szalejące podmioty. Dla mnie jest ich trochę za dużo w tym jednym konkretnym zdaniu. Zwłaszcza, że jest to otwierający akapit, w którym Czytelnik dopiero zaznajamia się z tekstem. Dałbym tu coś prostszego, ale to subiektywna mojsza opinia :D.
wyglądał jak kolejny dystyngowany i ekstrawagancki mebel,
Mnie te terminu kojarzą się przeciwstawnie – w sensie, że coś jest dystyngowane, czyli eleganckie i klasyczne, a ekstrawaganckie, to bardziej efekcjarskie i zalatujące kiczem. Przynajmniej tak bym ich użył ;]
Szacowny Magister Harreth podniósł wzrok, praktycznie się nie ruszając zza biurka,
Nazwałbym go zdecydowanie wcześniej, bo w tym miejscu złapałem lekką czkawkę o kim mowa.
stanowiący dla elfich uszu Magistra zbrodnię równą wlewaniu wody do kwasu.
He, he – pamiętaj chemiku młody… :D , w tym świecie jest odwrotnie niż u nas?
poinformował z takim entuzjazmem,
j.w. entuzjazm kojarzy mi się z pozytywną emocją, a on tutaj był bardziej poirytowany, więc może np. egzaltacja?
Mistrz miecza, a amator szczypców, co?!
Tu też musiałem przeczytać dwa razy, bo amator w pierwszej chwili skojarzyło mi się z miłośnikiem, np. amator kobiecych wdzięków :D. Poza tym elf jest dystyngowany, więc chyba powinien powiedzieć szczypiec, a nie szczypców?
Rzucił się do biurka jak wojownik do walki i zaczął schładzać napełnioną formę w przygotowanym uprzednio lodzie o temperaturze, której nie osiągał żaden inny alchemik wśród elfów.
Tutaj też się musiałem mocno skupić, żeby złapać o co chodzi :D. Dużo infów w tym zdaniu.
Całe szczęście sprowadziłaś dwa niemal pełne komplety.
W sensie, że to ona przyprowadziła rycerza i tego pobitego? Bo mi się wydawało, że się sami przywlekli. No chyba, że to ona ich wcześniej załatwiła.
Ok, a z tematów zdecydowanie na plus, to w tak krótkim opku dałeś naprawdę sporo klimatu. Zręcznie poprowadzony opis pracowni, zwłaszcza wiarygodne zasady działania sprzętu laboratoryjnego. Dystyngowany elf alchemik ze swoimi nawykami i natręctwami dobrze wybrzmiał. Rycerz na jego tle trochę mniej, za to ffiedźma pomimo zdawkowego opisu pozwala się bardzo łatwo wyobrazić.
Humor niewymuszony i dobrze wyważony ;]. Nie próbujesz na siłę bawić Czytelnika, tylko puszczasz mimochodem oko i całkiem dobrze to wychodzi.
Narazie – kllik. Podobało mi się, ale nie bez zgrzytów.
Wrócę z głębszym komentarzem jutro/wieczorem dzisiaj.
Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"
betweenthelines
cześć, dzięki za wpadnięcie! Dzięki za docenienie tekstu :)
Magister Harreth to świetna postać, totalny świr, ale konsekwentny i wiarygodny w swoim szaleństwie, a jego traktowanie ludzi jak materiału buduje klimat, którym skutecznie odwiodłeś mnie od pomysłu uczęszczania do tego typu specjalistów haha.
Heh, właśnie sam jestem, choć już jakiś czas, po dość szerokim procesie dentystyczno-ortodontycznym, a o swojej dentystce mogę się wypowiadać tylko w superlatywach. Co nie przeszkadza mi stwierdzić, że ona myśli i funkcjonuje trochę inaczej niż przeciętny człowiek. I ta myśl też mnie zainspirowała do takiej, a nie innej postaci Magistra.
Dodam jeszcze, że czytając to, trafiło u mnie na bardzo życiowy moment. Jestem właśnie na etapie wypadania mleczaków u córki, więc temat zębów mam ostatnio na tapecie non stop, łącznie z wizytami u dentysty. Ja należę do tych osób, które po takiej wizycie najlepiej wynieść na noszach i podłączyć pod tlen, a córka? Na pierwszym wierceniu powiedziała dentystce, żeby przestała, bo ją to łaskocze… A niby mówią, że jaka matka, taka córka.
O właśnie takie historie chciałem usłyszeć pod tym szortem :). Chyba dobrze, że córka to tak znosi, bo to w końcu jej jama ustna. Dzieci to w ogóle odporne stworzenia są, my dorośli przy nich to czasami mięczaki :)
Dzięki za fajny wpis!
bruce
dziękuję za łapankę, Królowo Przecinków, wieczorkiem naniosę wszystko!
Dzięki za klika, cieszę się, że rozbawiło :)
Mordercobezserca (kurczę w wołaczu się nie rymuje, powinno być MordercoBezSerco )
Dzięki za takie precyzyjne pochylenie się nad tekstem.
Tzw szalejące podmioty. Dla mnie jest ich trochę za dużo w tym jednym konkretnym zdaniu. Zwłaszcza, że jest to otwierający akapit, w którym Czytelnik dopiero zaznajamia się z tekstem. Dałbym tu coś prostszego, ale to subiektywna mojsza opinia :D.
Nie znałem tego określenia, a jest bardzo dobre, jak sama uwaga zresztą.
stanowiący dla elfich uszu Magistra zbrodnię równą wlewaniu wody do kwasu.
He, he – pamiętaj chemiku młody… :D , w tym świecie jest odwrotnie niż u nas?
Wyłapane, elegancko. Działa tak samo, bo wlewanie wody do kwasu byłoby zbrodnią, więc zasada (nomen omen XD) jest odwrotna – zawsze kwas do wody. Generalnie to była trudność tekstu, bo to taki mniej więcej mój poziom wiedzy chemicznej w tej zasadzie jest :)
Pełna zgodna z pozostałymi, naniosę wieczorkiem.
Ok, a z tematów zdecydowanie na plus, to w tak krótkim opku dałeś naprawdę sporo klimatu. Zręcznie poprowadzony opis pracowni, zwłaszcza wiarygodne zasady działania sprzętu laboratoryjnego. Dystyngowany elf alchemik ze swoimi nawykami i natręctwami dobrze wybrzmiał. Rycerz na jego tle trochę mniej, za to ffiedźma pomimo zdawkowego opisu pozwala się bardzo łatwo wyobrazić.
Zwłaszcza ta wiarygodność mnie cieszy. Jest to tylko szort, więc postaci nie muszą wybrzmieć bardzo mocno.
Humor niewymuszony i dobrze wyważony ;]. Nie próbujesz na siłę bawić Czytelnika, tylko puszczasz mimochodem oko i całkiem dobrze to wychodzi.
To się cieszę, że Czytelnik w Twojej osobie mimochodem ogarnia smaczki!
Może jeszcze przy wdrażaniu poprawek coś dodam.
Natenczas, pozdrawiam!
Czołem melendurze!
Dzięki i czekam na wizytę pełną!
Pozdrowionka dla Wszystkich!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
z taką egzaltacją albo może – z takim zapałem. Jakoś entuzjam brzmi zbyt współcześnie :)
Lekkie, całkiem przyjemne – dobrze to opisała @OldGuard. Muszę siąść do tych poprzednich w wolnym czasie ;)
Generalnie bardzo fajnie operujesz językiem, gdzieniegdzie (jak wyżej wspomniałem), inaczej bym pewne zdania widział, troszkę nawet w moje klimaty gdzie jest pewna ironia a nawet i absurd. Fajnie, że wróciłeś do swoich klimatów, bo moim zdaniem lepiej i naturalniej sie w nich czujesz. Raport z dnia potępienia chociaż masz nominację(betowałem, dobre opko), to uważam, że pisałeś trochę na siłę. A ten tekst i twoje uniwersum to jest twoje naturalne środowisko i w tym powinieneś pisać bo robisz to dobrze. Widać to i czuć już od pierwszego akapitu.
Pisz w nim, nie szukaj kwadratowych jaj, absrudalne fantasty to jest twój klimat.
Napewno siądę do twoich wcześniejszych tekstów, jak znajdę czas ;)
(chociaż wiem, że NF premiuje teksty `głębokie`) .
We mnie czytelnika będziesz miał.
Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"
Krótkie nawet zabawne opowiadanie, kilka fajnych zabaw językiem. Treści nie za wiele, ale można się na koniec uśmiechnąć.
Tymczasowy lakoński król
Drodzy,
poprawki wdrożyłem – dziękuję za nie. Tekst był wstrząśnięty niebetowany, zawsze to ciekawy eksperyment. Przy okazji próbowałem pamiętać poprzednie uwagi, m.in. walcząc z imiesłowami.
Panie, Pan to wszędy tego wiedźmina dostrzegasz! :)))
Ale za radą MordercyBezSerca zmieniłem ten kawałek. Zresztą tak jak poniżej.
z taką egzaltacją albo może – z takim zapałem. Jakoś entuzjam brzmi zbyt współcześnie :)
Prawda. Zresztą przy każdym tekście w komentarzach mam “mądre słowo moment”, w którym ktoś mi przypomina lub informuje mnie o istnieniu danego słowa. To był ten moment w wersji przypomnienie.
(osobą, która przeważnie daje mi ten moment jest Reg, Finkla chyba również doedukowała mnie parokrotnie. Zresztą, wszyscy mnie edukujecie ).
Muszę siąść do tych poprzednich w wolnym czasie ;)
Nie powiem, że zapraszam, ale zapraszam serdecznie ;)
inaczej bym pewne zdania widział, troszkę nawet w moje klimaty gdzie jest pewna ironia a nawet i absrud.
Wiem, ja z natury operuję ironią, więc lubię też ciętego narratora. Najchętniej jednak odklejam go od bohaterów i wolę by miał dystans, trochę sobie z nich kpił. Ale nie zawsze mam ochotę to bardziej rozwijać. Niemniej takie przełamanie czwartej ściany jest mi najbliższe.
Fajnie że wróciłeś do swoich klimatów, bo moim zdaniem lepiej i naturalniej sie w nich czujesz. Raport z dnia potępienia chociaż masz nominację(betowałem, dobre opko), to uważam, że pisałeś trochę na siłę. A ten tekst i twoje uniwersum to jest twoje naturalne środowisko i w tym powinieneś pisać bo robisz to dobrze. Widać to i czuć już od pierwszego akapitu.
HA! Widzicie, wszyscy, którzy mi mówicie, że jakieś tamte bzdety, co wyskrobałem są lepsze/mojsze niż opka z mojego uniwersum?! Jam po to się zarejestrował i po to przyszedłem na Portal, by dać świadectwo swojego uniwersum! Dziękuję Melendurze, to był komentarz, którego potrzebowałem, przelew przyjdzie w terminie wskazanym na fakturze, tak jak się umówiliśmy.
A tak naprawdę, to Melendur ma rację, niemniej, a) rozumiem zdania innych, własny świat ma swoje oczywiste wady w prezentacji pozapowieściowej i jest mniej atrakcyjny dla Czytelnika sporadycznego b) trudno w nim unikać fragmentów, nie obrażając Czytelników stałych lub nie ignorując Czytelników jednorazowych.
Ale wszystkie opinie są niezmiernie cenne – wgl okoliczność, że ktoś wypowiada się o moim warsztacie, jakbym faktycznie był jakimś pisarzem jest schlebiająca. A wszystkie, wszystkie opinie są ogromnie wartościowe i je niezmiernie doceniam
Pisz w nim, nie szukaj kwadratowych jaj, absrudalne fantasty to jest twój klimat.
Napewno siądę do twoich wcześniejszych tekstów, jak znajdę czas ;)
(chociaż wiem, że NF premiuje teksty `głębokie`) .
We mnie czytelnika będziesz miał.
Chłopie, żebyś mnie nie wzruszył, co? Naprawdę, doceniam, jak już pisałem, my, ludzie własnych uniwersów musimy się wspierać :). Choć mój absurd wywodzi się raczej ze zdystansowanego dark fantasy, ale no :)
A co do tekstów “głębokich”, czy klasyczne fantasy z własnych uniwersów nie jest głębokie? Mniej w nim kawy na ławę, to fakt, światotwórstwo przykrywa warstwę emocjonalną, ale da się. A że są mniej piórkowe itp., no są, ale szczerze, jest to dla mnie w pełni zrozumiałe.
Ale ciekawe spojrzenie.
Wielkie dzięki i pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
OneTwo,
witaj, dziękuję za wizytę :)
Dostaniesz osobny komentarz, bo na końcu poprzedniego wyglądałoby jak doklejone do osobnego wywodu, a każdy wpis jest dla mnie odrębną radością, bo ktoś przeczytał i to jest najważniejsze.
A jeśli się uśmiechnąłeś, to cel spełniony!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
a dym z palonych lawendowych kadzidełek smużkami oplatał kasetonowy sufit
Minimalizm :)
za którą ustawiono mechanizm kilku palących się świec.
Trochę niezręczne, bo świece są elementem mało mechanicznym. Podręcznikowo to “zespół świec”, ale to z kolei zbyt techniczne, “kompozycję świec” zbyt artystyczne, “baterię świec” archaiczne – ale tak mówiono jeszcze w XIX wieku. Jednym słowem zadałeś mi ćwieka :)
„Klient” zaczął chwytać narzędzia położone na otwartym sekretarzyku, a to dla Magistra byłoby równe z obmacywaniem jego żony, gdyby nie nazywała się ona „Alchemia”.
Zdanie ma duży ładunek humoru, ale jest trochę przekombinowane. Może rozdzielić na dwa zdania? i drugie na przykład “Dla każdego szanującego się Magistra byłoby (…)
To zakład sztuki, tutaj wykonuję utwory, których malarze i pieśniarze mogą zazdrościć, bo nigdy mnie nie dościgną
Nie lepiej “zakład artystyczny” ?
i miałaś powód, chociaż mógł być bardziej subtelny niż tak prymitywna magia bitewna
Trochę przekombinowane.
układał podczas wagarów ze wszystkich lekcji i wykładów dotyczących magii bitewnej, osobowej i leczniczej.
Lekcja to również wykład. Może “ze wszystkich wykładów i ćwiczeń”? Teraz to się nazywa laboratoria :)
Odwrócił się a spod kaptura, w ciemnym obrazie jej twarzy, na pierwszym planie ust,
Metafora pomysłowa i zabawna, ale trudno się to czyta. Jest dla mnie jasne… a może ciemne?… że porównujesz twarz do obrazu, okolonego ramą kaptura. Ilekroć to czytam, potykam się.
Całość bardzo zgrabnie napisana, lekko się czyta. Mnóstwo dobrego humoru, w zasadzie każdy żart do mnie trafiał. Językowo, poza miejscami przekombinowanymi, też pomysłowe. Ma unikalny styl, dobór słów, także tych rzadziej używanych. Już komuś to pisałem w komentarzu – wolę teksty pisane specyficznym dla autora stylem, nawet jeśli oznacza to szorstkość, niż “przezroczyste”. Maniery pisarskie mi nie przeszkadzają. Biblioteka w pełni zasłużona :)
It is not who I am underneath, but what I do that defines me
Cześć beeeecki!
Zły, przewrotny dentysta!
Jego miłość do alchemii całkiem dobrze oddana. Wydaje mi się jednak, że jest za krótkie opowiadanie, aby wygrać wszystkie niuanse, mianowicie, wykształcenie dentysty i jego wysokie mniemanie o sobie, okrucieństwo naukowca, rycerskie ideały – chętnie o tym bym przeczytała więcej. Tylko problemy z uzębieniem wiedźmy całkiem zrozumiałe – a to z powodu szerszego kontekstu opowiadanego uniwersum :)
Pozdrawiam!
Osz Ty bezczelny Marzanie, piszący komentarz w trakcie, kiedy ja je piszę!
Po tym wyrafinowanym i grzecznym powitaniu – dziękuję Ci za wizytę, cieszę się, że zaglądasz, bo naprawdę dużo ciekawych spostrzeżeń zostawiasz i bardzo chętnie czytam Twoje wpisy.
Trochę niezręczne, bo świece są elementem mało mechanicznym. Podręcznikowo to “zespół świec”, ale to z kolei zbyt techniczne, “kompozycję świec” zbyt artystyczne, “baterię świec” archaiczne – ale tak mówiono jeszcze w XIX wieku. Jednym słowem zadałeś mi ćwieka :)
Przepraszam za ćwieka… Ale bateria świec brzmi nieźle, tylko pewnie zostałaby opacznie zrozumiana przez Czytelnika. Tak mi się wydaje…
Zdanie ma duży ładunek humoru, ale jest trochę przekombinowane. Może rozdzielić na dwa zdania? i drugie na przykład “Dla każdego szanującego się Magistra byłoby (…)
Rozbiłem na dwa zdania, ale w konstrukcji mniej więcej jak obecnie.
Nie lepiej “zakład artystyczny” ?
Sztuka pasuje mi bardziej, bo oddaje coś szerszego niż artyzm (sztuka bardziej kojarzy mi się też z rzemiosłem niż artystyczność, co równocześnie nie wyklucza artystyczności sztuki). Chyba? W tym miejscu, gdzie definicja sztuki odwołuje się do “talentu” jako takiego warsztatu nabytego przez doświadczenie.
Lekcja to również wykład. Może “ze wszystkich wykładów i ćwiczeń”? Teraz to się nazywa laboratoria :)
A zostawiłem wykłady samo. No napisałbym, że uciekał z “labów”, ale brzmiałoby podejrzanie ;)
Metafora pomysłowa i zabawna, ale trudno się to czyta. Jest dla mnie jasne… a może ciemne?… że porównujesz twarz do obrazu, okolonego ramą kaptura. Ilekroć to czytam, potykam się.
Metaforę zostawiam, bo mi się podoba, ale masz rację, zresztą nie można zostawić Cię potykającego się (tutaj następuje nawias, aby “się” nie było na końcu zdania). Stwierdziłem, że po pierwsze, usta to raczej wargi, a nie dziąsła, więc zastąpiłem jamą ustną, co ma sens jako fachowe pojęcie z perspektywy Magistra. Po drugie, sformułowanie “pierwszym planie ust” było jednak uproszczeniem i zmieniłem na “pierwszym planie złożonym z…”. Nie wiem, czy jest lepiej, na pewno jest inaczej, więc teraz może potkniesz się chociaż w inny sposób :)
Ma unikalny styl, dobór słów, także tych rzadziej używanych.
Tego się nie spodziewałem usłyszeć, bo akurat o swoim zasobie słów mam złe zdanie. Tym bardziej cieszy, gdy mówi to osoba, o której zasób słownictwa oceniam baaaardzo wysoko, bo widzę, jak często grzebiesz za źródłosłowami.
Już komuś to pisałem w komentarzu – wolę teksty pisane specyficznym dla autora stylem, nawet jeśli oznacza to szorstkość, niż “przezroczyste”. Maniery pisarskie mi nie przeszkadzają. Biblioteka w pełni zasłużona :)
No i miło mi to słyszeć. A nawet jak nie zawsze wszystko trafi, zostaje przecież humor! Always look on the bright side of life.
Dziękuję ślicznie za Twój wpis i pozdrawiam serdeczniutko!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Chalbarczyk, która równie okrutnie co Marzan piszesz komentarze w trakcie, kiedy ja piszę moje
baaaardzo cieszy mnie Twoja wizyta, bo widzę, że wracasz do moich tekstów, a to znaczy, że aż tak nie odpycham!
Zły, przewrotny dentysta!
Przewrotny to znakomite słowo. W dentystach jest coś przewrotnego, tak ogólnie :)
Jego miłość do alchemii całkiem dobrze oddana. Wydaje mi się jednak, że jest za krótkie opowiadanie, aby wygrać wszystkie niuanse, mianowicie, wykształcenie dentysty i jego wysokie mniemanie o sobie, okrucieństwo naukowca, rycerskie ideały – chętnie o tym bym przeczytała więcej.
No wiem, wszystko tu trochę na raz. Ale da się chyba pogrupować, co na pierwszym, co na drugim planie.
Tylko problemy z uzębieniem wiedźmy całkiem zrozumiałe – a to z powodu szerszego kontekstu opowiadanego uniwersum :)
No kto czyta, ten wie! A Ty czytasz, więc wiesz!
Dzięki śliczne za wizytę!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Serwus, beeeecki, przez nie trzy ani pięć, ani tym bardziej przez dwa, tylko cztery „e”.
Fajne opowiadanko z humorem. Proste, łatwe i przyjemne.
Przypomina mi jakąś scenkę z Pratchetta, (a to już blisko do Pythona) więc tym bardziej było miło.
Trochę brakowało mi jedynie jakiegoś przewrotnego, zaskakującego albo zabawnego zakończenia, przez co szort bardziej przypomina scenkę z czegoś większego. Ale że wspominasz o tym w przedmowie, że to zapowiedź więc jest OK
Podoba mi się, więc pozdroklik.
rr (przez dwa „r”)
Czołem Robercie!
Serwus, beeeecki, przez nie trzy ani pięć, ani tym bardziej przez dwa, tylko cztery „e”.
– Księga Pseudonimów Użytkowników, rozdział B, werset od siedem do dziewięć
Przypomina mi jakąś scenkę z Pratchetta, (a to już blisko do Pythona) więc tym bardziej było miło.
Faktycznie u Prachetta bywają takie specyficzne zakłady i lokacje służące jakiemuś konkretnemu celowi. Ot choćby sklepy międzygalaktyczne. Wszystkiego nie czytałem, ale nie wątpię, że wątek dentystyczny się gdzieś pojawił.
Trochę brakowało mi jedynie jakiegoś przewrotnego, zaskakującego albo zabawnego zakończenia, przez co szort bardziej przypomina scenkę z czegoś większego. Ale że wspominasz o tym w przedmowie, że to zapowiedź więc jest OK
Tak, dziękuję za wyrozumiałość, nie zamierzałem zmieniać planety tym szortem, grunt to żeby był strawny :)
Dzięki wielkie za wizytę!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
„Faktycznie u Prachetta bywają takie specyficzne zakłady i lokacje służące jakiemuś konkretnemu celowi. Ot choćby sklepy międzygalaktyczne.” – Tak, u Sera Terrego Pratchetta było mnóstwo takich rzeczy. Twój gabinet dentystyczny i postacie świetnie by się tam wpisały. Czekam zatem na resztę, którą jak piszesz: „niedługo mam w planach wrzucić” – zapowiada się obiecująco.
Czekam zatem na resztę, którą jak piszesz: „niedługo mam w planach wrzucić” – zapowiada się obiecująco.
Ugh, poczułem tą presję… Ale dziękuję za wiarę!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
cieszę się, że zaglądasz, bo naprawdę dużo ciekawych spostrzeżeń zostawiasz
No ja też się cieszę niezmiernie z całej serii opowiadanek utrzymanych na dobrym, acz ciągle rosnącym poziomie. Mi też serce rośnie, jak je czytam. Mam nadzieję, że szykuje się coś większego (wiem, że dokręcam śrubę, albo kołowrót łoża Inkwizycji, ale trudno – im lepiej piszesz, tym bardziej wybredni są czytelnicy :) )
No i w wyzwaniach tygodniowych Twój humor też by się przydał ;)
It is not who I am underneath, but what I do that defines me
Właśnie wiem, zbieram się do tych wyzwań, bo są kuszące wielce i się nie mogę dozbierać. Jednak dla mnie optymalniejsze byłyby wyzwania dwutygodniowe, bo na razie nadążam jeno ze śledzeniem Waszych wpisów :(
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Brawa za klimat! Świetnie budujesz groteskowo-mroczny ton z domieszką humoru. Czuć inspirację konwencją fantasy, ale z własnym skrzywieniem (dentystyczno-alchemicznym, co jest bardzo, bardzo, bardzo świeże). Klikamy!
skąd właśnie rozległo piszczenie z mechanizmu przesypanej klepsydry.
Piszczenie mechanizmu? Nie lepiej skrzypienie, czy coś?
Czołem!
Bardzo zabawny, wciągający tekst. Miałem przez chwilę wizję doktora Dundersztyca XD
Nienawidzę dentystów, czytając czułem ten specyficzny zapach, a dyskomfort towarzyszył mi, mimo że się uśmiałem i zainteresowałem. Czyli klimat na plus.
Ale najbardziej to jestem ciekaw tego, co dopiero ma się wydarzyć, skoro mówisz, że szort jest zapowiedzią kolejnej części. W takim razie czekam :D
Pozdrawiam i dobijam do biblioteki!
You cannot petition the Lord with prayer!
Fajna, bo nietypowa, tematyka. A przy tym bliska każdemu…
Rzeczywiście, w tym może być coś z Pratchetta. Nie przesadnie dużo, ale jednak.
Czytało się przyjemnie.
chodził na wagary, by ważyć eksperymentalne substancje na bazie zupy dyniowej.
Ale ważyć czy warzyć?
schładzać napełnioną formę w przygotowanym uprzednio lodzie o temperaturze.
To zdanie wydaje się urwane. O jakiej temperaturze – ciekłego azotu?
Babska logika rządzi!
Hej, cóż za miła lektura o niemiłej tematyce! :)
Bardzo dobrze mi się czytało, ten typ humoru mi podchodzi. :)
z wściekłym zatrwożeniem spojrzał
No nie potrafię sobie tego wyobrazić – dla mnie albo zatrwożony albo wściekły. Ale może mam kiepską wyobraźnię. :D
Rzucił się do biurka jak wojownik do walki i zaczął schładzać napełnioną formę w przygotowanym uprzednio lodzie o temperaturze.
Czegoś tu chyba zabrakło.
Wirtualny kliczek! :)
Pozdrawiam serdecznie! :)
Z pewnym poślizgiem, ale jestem.
Maćku,
dziękuję za bardzo miłe słowa! Faktycznie, w fantasy czuję się raczej najlepiej, a skoro napisałeś “groteskowo-mroczny”, to już w ogóle miód na moje uszy!
Michaelu,
Piszczenie mechanizmu? Nie lepiej skrzypienie, czy coś?
Raczej widziałem to jako informację, że piasek się przesypał. Coś, jak czajnik z kurkiem, tylko może nie wyjaśniłem jak to działa.
Bardzo zabawny, wciągający tekst. Miałem przez chwilę wizję doktora Dundersztyca XD
Ten to dopiero był Magister
Dziobaka jeszcze nie było, ale nigdy nie wiadomo, gdzie się chowa.
Nienawidzę dentystów, czytając czułem ten specyficzny zapach, a dyskomfort towarzyszył mi, mimo że się uśmiałem i zainteresowałem. Czyli klimat na plus.
Amen. Tzn ja akurat “nie nienawidzę”, bo doświadczenia mam, mimo że spore, to pozytywne, ale no specyficzność takich osób jest niewątpliwa.
Ale najbardziej to jestem ciekaw tego, co dopiero ma się wydarzyć, skoro mówisz, że szort jest zapowiedzią kolejnej części. W takim razie czekam :D
Zaczynam się skłaniać do zmiany priorytetów z “po pierwsze zapowiedź, po drugie motywacja dla mnie, by to w końcu napisać”, na “po pierwsze motywacja dla mnie, by to w końcu napisać, po drugie zapowiedź” :). Ale tak. Będzie ciąg dalszy.
Dzięki śliczne za wizytę i kliczek!
Finklo,
Fajna, bo nietypowa, tematyka. A przy tym bliska każdemu…
A dokładnie tak, taki był zamysł. Zęby jednakowoż ma prawie każdy.
Rzeczywiście, w tym może być coś z Pratchetta. Nie przesadnie dużo, ale jednak.
Czytało się przyjemnie.
Też nie uważam, że bardzo dużo, może czasem pewien sposób ironizowania. Absurdu raczej mniej.
Ale ważyć czy warzyć?
Ooooo ale wyłapała… Że tak powiem, “teraz już rozumiem, dlaczego to Pani jest szefem”
schładzać napełnioną formę w przygotowanym uprzednio lodzie o temperaturze.
To zdanie wydaje się urwane. O jakiej temperaturze – ciekłego azotu?
Kurczę no miałem ten ciekły azot z tyłu głowy, ale nie wiem, czy on tak pasuje do fantasy. Ale Jolka, też zwróciła na to uwagę, więc coś być musi. Myślałem o suchym lodzie, który może nie schłodzi tak od razu, ale też ma tak do -80 jeśli dobrze pamiętam.
Jolu (vel “Jolku” ;) ),
dzięki za wizytę, cieszę się, że podeszło!
z wściekłym zatrwożeniem spojrzał
No nie potrafię sobie tego wyobrazić – dla mnie albo zatrwożony albo wściekły. Ale może mam kiepską wyobraźnię. :D
Widziałem to tak, że, o ile wcześniej gościa raczej ignorował, o tyle tutaj po przejął się jego działaniem, co spowodowało gniew. Zresztą, gniew i strach chodzą w parze, często gniewem zasłaniamy swój strach. Chyba… :)
Czegoś tu chyba zabrakło.
A no tak, prawda. Lekko zmieniłem :)
Dzięki wielkie!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
I ja dziękuję , z tymi przecinkami – to mania po prostu, wszędzie bym je wstawiała…
Pozdrawiam serdecznie. ;)
Pecunia non olet
Proszę bardzo. Tak mi się przypomniało, że tytuł na początku przeczytałam “Fledźma”. I to mnie zaciekawiło! :D Nigdy nie wiadomo, dlaczego czytelnik do Ciebie przyjdzie! :D :D :D
Że tak powiem, “teraz już rozumiem, dlaczego to Pani jest szefem”
Dementuję. Nie jestem żadnym szefem. W ogóle nie mam psyche odpowiedniej do szefowania.
Lód. No, ciekły azot słabo pasuje do fantasy. Może skroplone powietrze wygląda mniej współcześnie? Albo jakiś termin z mitologii, gdzie w piekle jest bardzo zimno. W nordyckiej mieli sporo lodu.
Babska logika rządzi!
bruce
cóż, dlatego jesteś Królową Przecinków!
Jolu,
niezbadane są ścieżki Czytelników, ale grunt to sprowadzić ich do swojego tekstu, choćby przypadkiem!
Finklo,
no może nie masz “delulu management” w stopce, ale wiesz…
Lód. No, ciekły azot słabo pasuje do fantasy. Może skroplone powietrze wygląda mniej współcześnie? Albo jakiś termin z mitologii, gdzie w piekle jest bardzo zimno. W nordyckiej mieli sporo lodu.
Marzan się zna na mitologiach! Ale suchy lód (napisałem najpierw “suchy lud” XD) może dałby rady, ciepłe to to nie jest, a jak fajnie dymi.
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Ale suchy lód też słabo pasuje do fantasy. Chociaż dymi zacnie.
Babska logika rządzi!
Powiem tak, jak na to, że suchy lód znany był już w naszym XIX wieku, to mi pasuje. Jakkolwiek mój świat ma w sobie elementy stricte średniowieczne, tak jednak alchemia i nauka, zwłaszcza elficka, ma sens być trochę do przodu, tym bardziej w zakresie fizyki substancji. Na tyle, na ile się w tym orientuję, suchy lód wymaga sprężania i rozprężania CO2, a taki proces można wesprzeć magią o dokładnie takim działaniu :)
Zapewne obrażam teraz elementarną fizykę gazów, ale poruszamy się w okolicach moich maksymalnych zdolności w tym zakresie ;p.
No i dymi zacnie…
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
No dziń dybry!
Po tytule od razu zgadłam, że chodzi o kontynuację Płomiennej harmonii :)
W każdym z kwadratów przedstawiono inny obrazek, jakby spodziewając się, że ktoś faktycznie będzie je długo oglądać.
Ale kto miałby się tego spodziewać? Kasetony? Chyba trochę przesadzona ta personifikacja.
poinformował z taką egzaltacją, jakby wygłaszał trzystustronicowy traktat o właściwościach zdrowotnych spożywania szyszek jodłowych.
Za długie i w ogóle…
W międzyczasie intruz zdążył położyć coś, co najwyraźniej było jego kolegą, na fotelu.
Szyk:
→ W międzyczasie intruz zdążył na fotelu położyć coś, co najwyraźniej było jego kolegą.
Magister z wściekłym zatrwożeniem
Nie potrafię połączyć w głowie wściekłego zatrwożenia.
Po akcencie sądząc, był, o zgrozo, ze wschodu, co również oznaczało, że głowę ma pełną rycerskich ideałów, na tyle, że nie zostało w niej wiele miejsca na cokolwiek innego.
Za długie i przekombinowane to zdanie.
I czemu nagle czas teraźniejszy?
→ Po akcencie sądząc, był, o zgrozo, ze wschodu. Oznaczało to, że głowę miał pełną rycerskich ideałów i raczej nie zostało w niej wiele miejsca na cokolwiek innego.
Źle trafiliście. To zakład sztuki, tutaj wykonuję utwory, których malarze i pieśniarze mogą zazdrościć, bo nigdy mnie nie dościgną. Moje dzieła są wiecznie żywe i stale pracujące. Nie uzdrowię twojego towarzysza, ale to nawet dobrze, że do mnie trafiliście…– zawiesił głos i posłał uśmiech odsłaniający linię nieskazitelnie równych i białych, niemal błyszczących zębów. – Wybacz na momencik!
Dlaczego raz mówi w drugiej osobie liczby pojedynczej, a raz w mnogiej?
skąd właśnie rozległo piszczenie z mechanizmu przesypanej klepsydry.
nie musi tu być zaimek się?
Po chwili pełnej wrzasków, zgrzytów i trzasków,
sięgnął drugą ręką po pałkę, zwaną też przez niego „składnikiem perswadującym”.
Czyli Fryss już nie będzie seplenić? :O
Zacny szorcik, milordzie.
Doceniam jak zwykle u Ciebie odczuwalny humor i kwiecisty język (choć czasem było zbyt kwieciście). Wirtualny klik leci.
Po tytule od razu zgadłam, że chodzi o kontynuację Płomiennej harmonii :)
Dokładnie takich ludzi nam trzeba :)
Ale kto miałby się tego spodziewać? Kasetony? Chyba trochę przesadzona ta personifikacja.
Raczej był podmiot nieokreślony, ale zmienię.
poinformował z taką egzaltacją, jakby wygłaszał trzystustronicowy traktat o właściwościach zdrowotnych spożywania szyszek jodłowych.
Za długie i w ogóle…
Nigdy nie jadłaś szyszek? Jakoś to zmienię, żeby nie wyszło na tanie silenie się na humor.
Nie potrafię połączyć w głowie wściekłego zatrwożenia.
z wściekłym zatrwożeniem spojrzał
No nie potrafię sobie tego wyobrazić – dla mnie albo zatrwożony albo wściekły. Ale może mam kiepską wyobraźnię. :D
Jolka, czy to Ty?
Ale skoro Was są już dwie, to jednak coś należy zrobić.
I czemu nagle czas teraźniejszy?
Tu zgoda.
Dlaczego raz mówi w drugiej osobie liczby pojedynczej, a raz w mnogiej?
A tu nie :) – wydaje mi się, że może tak mówić, bo zwraca się do jednej osoby, ale opisuje czynność, w której ta osoba brała udział z kimś innym. Natomiast “wybacz” jest już wtrętem do rozmowy z tą konkretną osobą. Dla mnie to ma ręce i nogi.
nie musi tu być zaimek się?
Musi.
Czyli Fryss już nie będzie seplenić? :O
Tak wyszło. Niech ma dziewczyna coś dobrego z życia.
Zacny szorcik, milordzie.
Dziękuję, milady :)
Doceniam jak zwykle u Ciebie odczuwalny humor i kwiecisty język (choć czasem było zbyt kwieciście). Wirtualny klik leci.
Teraz taki kwitnący okres mamy, to i kwiaty są.
Dzięki!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Jolka, czy to Ty?
Ale skoro Was są już dwie, to jednak coś należy zrobić.
Holly, wydało się! :D Teraz już wszyscy wiedzą, że Ty to ja a ja to Ty! A mówiłam, żeby się pilnować. Tak, mamy dwie głowy, ale jedno ciało (ponętne, oczywiście) i wieczorami możemy dzięki temu same ze sobą grać w bierki.
:D
Ja to chciałem żartować, że jesteście jedną osobą, co tak dobrze prowadzi dwa konta, że nikt się nie połapał dotychczas, ale dwie głowy powiadasz… No jest to zdecydowanie bardziej przekonujące i wiarygodne, zwłaszcza argument z bierkami mnie kupił.
To teraz czekam aż zagracie (same) ze sobą w wątku szachowym
A tak ogólnie to śmiechłem bardzo, więc dziękuję
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Na portalu fantastycznym nie prostych odpowiedzi i normalnych autorów… wszyscy tylko udają, że są ludźmi, także ten…. wątek szachowy, powiadasz? Hmmm :D
:D
nie imały się jej także wiatr i deszcz, które tego popołudnia zamknęły przedmieścia w uścisku
Hmmmmm… imanie z uściskiem jakoś nie tenteges…
dym z lawendowych kadzidełek smużkami oplatał kasetonowy sufit
Klasa. Ale raczej dym kadzidełek, nie dam też głowy za to oplatanie.
W każdym z kwadratów przedstawiono inny obrazek, jakby projektant spodziewał się, że ktoś faktycznie będzie je długo oglądać.
? Obrazek namalowano (jego temat przedstawiono).
Magister Harreth – zacny elf w sile wieku, ślęczał
Albo: Magister Harreth – zacny elf w sile wieku – ślęczał; albo: Magister Harreth, zacny elf w sile wieku, ślęczał. A "magister" to tytuł zawodowy lub naukowy, ale nie imię ("dla przyjaciół – Megi" XD) i ma być małą literą.
ślęczał przy dwóch fiolkach, których kolby połączono destylatorem, przypatrując się kapiącej, białej cieczy z taką czułością, jakby była jego kochanką
Źle się parsuje, nie tylko dlatego, że aparatura nijak nie przypomina żadnej, którą widziałam (zob. tu: https://commons.wikimedia.org/wiki/Category:Distillation_apparatus normalnie "Mały bimbrownik") :P fiolka to taka mała buteleczka, a kolba to ta taka duża i dziwnokształtna. Najlepsze, co mogę zrobić (zakładając, że szkło borokrzemianowe zostało wynalezione, bo magia – i żadnych wymówek, że Conan Doyle budował lovecraftowskie aparatury ;D): ślęczał nad zlewką, do której wolno, wolniutko skapywał biały płyn, naturalnie po przebyciu labiryntu różnorako pogiętych szklanych rurek. Każdą kroplę elf odprowadzał wzrokiem jak kochankę.
Nieruchomy, wyglądał jak kolejny dystyngowany mebel, a parę takich ustawiono w pomieszczeniu
zza biurka, przy którym tak uważnie destylował ciecz
Stół laboratoryjny już się nie zmieścił? XD (Elfy też podlegają BHP!) A swoją drogą, na czym on tę kolbę podgrzewa? Bo lampka spirytusowa daje bogate możliwości skopania czegoś, nie, żebym podpowiadała ;)
– Uzdrowiciela! Uzdrowiciela! – rozległ się niemal zwierzęcy ryk stanowiący dla elfich uszu Magistra zbrodnię równą wlewaniu wody do kwasu.
Niepaszczowe, a lanie wody do kwasu to nie zbrodnia, to tylko głupota (no, przekroczenie przepisów BHP): – Uzdrowiciela! Uzdrowiciela! – Niemal zwierzęcy ryk podziałał na elfie uszy Magistra jak witriol.
W międzyczasie intruz zdążył na fotelu położyć coś
Szyk sugeruje, że najważniejszy jest tu fotel: Tymczasem intruz zdążył położyć na fotelu coś.
na strużkę ciemnawych plam zostawionych na posadzce
Plamy nie płyną, więc może: na szereg ciemnawych plam znaczących posadzkę?
na lekcjach magii bitewnej chodził na wagary
Czyli nie chodził na te lekcje, więc może: zrywał się z lekcji magii bitewnej.
by warzyć eksperymentalne substancje na bazie zupy dyniowej
XD To może maggi bitewnej? XD
Jakże teraz przydałoby się delikwentów wypchać za drzwi ową nienaturalną siłą!
??? W sumie tylko osłabiałoby efekt żartu, nawet, gdyby było poprawne.
alchemik musiał pozostać wierny materii, a magię stosować jedynie jako uzupełnienia w równaniach chemicznych
?
Nic tak nie katalizowało procesów
Katalizuje, to prawda ogólna (w tym pięknym świecie z elfami…).
Po akcencie sądząc, był, o zgrozo, ze wschodu, co również oznaczało, że głowę miał pełną rycerskich ideałów, na tyle, że nie zostało w niej wiele miejsca na cokolwiek innego.
Ciach: Po akcencie sądząc, był, o zgrozo, ze wschodu, co z kolei oznaczało, że głowę miał zbyt zapchaną rycerskimi ideałami, żeby zmieściło się w niej cokolwiek innego.
„Klient” zaczął chwytać narzędzia położone na otwartym sekretarzyku. A to dla Magistra byłoby równe z obmacywaniem jego żony, gdyby nie nazywała się ona „Alchemia”.
Mącisz. „Klient” zaczął chwytać narzędzia leżące na otwartym sekretarzyku. Jakby obmacywał żonę Magistra! A imię jej Alchemia.
płynnym krokiem przeszedł do niechcianego gościa
Hmm.
Za to Magistra zaintrygowały znacznie bardziej rozbite usta i połamane zęby.
Szyk: Za to rozbite usta i połamane zęby zaintrygowały Magistra.
posłał uśmiech
Komu go posłał?
piszczenie z mechanizmu przesypanej klepsydry
Gdzie klepsydra ma mechanizm? XD
elf przeciągnął kolbę z wydestylowaną białą mazią nad naczynie z wrzącą wodą
I wszystko pękło i oblało cały warsztat, koniec :P
Równocześnie drugą ręką odnalazł fiolkę z regulatorem i dodał kilka kropel.
? Gdzie fiolka (mała szklana buteleczka) ma regulator? Chodzi Ci o pipetę? Naczynie z kranikiem? I kilka kropel czego?
Wreszcie rozdziawił gębę, z której wydobył się gniewny głos.
Hmmm.
złoto za ząb, za jeszcze sprawiedliwszą
Tu bez przecinka.
to wszakże ma on pozostałe połowy w gębie!
Hmmm. Raczej: wszak.
A dla mnie, im świeższe, tym lepsze.
Pierwszy przecinek skasuj.
pogrzebał mu w buzi
… w ustach. Wyjątkowo surrealistycznie jest słyszeć, jak (mniemany) naoczny świadek zabójstwa dokonanego być może w obronie koniecznej opowiada o "buzi" ofiary, jakby był osiemdziesięcioletnią babcią, a ofiara jego wnusiem, i podobne wrażenie mam tutaj. Jasne, humor tekstu jak na razie opiera się na kontrastach, ale bez przesady.
Jeśli ich brak, to wajcha ci może pomóc.
? jaka wajcha i od kiedy wajcha jest taka uczynna?
Rozpoczął się taniec przy sprzęcie laboratoryjnym polegający na równoczesnym podgrzewaniu, sprawdzaniu i mieszaniu dwóch substancji
BHP! XD
magii bitewnej, osobowej i leczniczej
Chcę wiedzieć, na czym polega magia osobowa? :D
powiedział, klepiąc oszołomionego klienta w ramię, a ukradkiem sięgnął drugą ręką po pałkę, zwaną też przez niego „składnikiem perswadującym”.
Albo: powiedział, klepiąc oszołomionego klienta w ramię, i ukradkiem sięgnął drugą ręką po pałkę, zwaną też „składnikiem perswadującym”, choć tylko przez niego; albo: powiedział, klepiąc oszołomionego klienta w ramię, a ukradkiem sięgając drugą ręką po pałkę, zwaną też „składnikiem perswadującym”, choć tylko przez niego.
wilgoć i chłód z zewnątrz wdarły się do środka, gasząc dwie świecie.
Imiesłowy! Wdzierając się do środka, zgasiły; albo wdarłszy się do środka, zgasiły.
Magister wstrzymał działanie.
Mało fantasy. Może: Magister zamarł.
Delikatny materiał eksperymentalny!
Bardziej doświadczalny, ale chodzi tu o przestraszenie profana, więc.
jego nowy towarzysz
?
Chwilę stała w milczeniu, patrząc to na zatroskanego Magistra dzierżącego pałkę, to na rycerskiego gościa, który zadrżał na jej widok.
Zatroskanego?
zakrzyknął, wymachując mieczem
Hmm?
Przybyszka przewróciła oczami
Było to widać spod kaptura?
Rozległo się kilka huków i trzasków, właściwych dla wyładowań magicznych, i rycerz wylądował pod ścianą, a miecz przyszpilił mu płaszcz do podłogi.
Tniemy: Rozległo się kilka huków i trzasków, właściwych wyładowaniom magicznym, i rycerz wylądował pod ścianą, z płaszczem przyszpilonym do podłogi własnym mieczem.
pokazując na pałkę w ręce.
Pokazując pałkę w ręku.
miałaś powód, chociaż mógł być bardziej subtelny niż tak prymitywna magia bitewna
Magia bitewna to środek do osiągnięcia celu, a nie powód.
Rzucił się do biurka jak wojownik do walki
Hmm.
Magister wydawał się zupełnie zapomnieć o wszystkim, co miało miejsce w zakładzie, skupiony jedynie na dziele, patrząc na każde, nawet minimalne drgnięcie formy, otoczonej dymem parującego lodu.
Magister zdawał się zupełnie zapomnieć o wszystkim, co miało miejsce w zakładzie, skupiony jedynie na dziele, wpatrzony w każde, nawet minimalne drgnięcie formy, otoczonej dymem parującego lodu. (… czemu ta forma drga?)
powiedziała dziwnym głosem, prawie nie otwierając ust.
"Dziwny głos" niewiele wnosi, i tak widać, że kobitka ma… problem :)
rzucając jej zaintrygowane spojrzenie, a jednocześnie usilnie próbując zwiększyć tempo chłodzenia.
To on jest zaintrygowany, nie jego spojrzenie, a tempo chłodzenia trudno zwiększać, bo prawa fizyki. Chociaż mamy tu magię…
na pierwszym planie złożonym z jamy ustnej
Złożony, to ten plan mógłby być, gdyby tam było jeszcze coś, a tak?
Wielką, obrzydliwą dziurę ziejącą w miejscu dwóch górnych siekaczy.
Dziewczyna bez zęba na przedzie? XD
mam więcej tych komfortowych foteli
Comfy chairs? :D Ale widać, że naciągasz słownik do żartu.
by owe komplety pozostały na miejscu.
??? Dzięki liczbie foteli komplety pozostaną na miejscu? O to chodzi?
Okeeej, dziwne to jest :D Ale całkiem do śmiechu. Jeśli ktoś lubi szalonych alchemików, a ja lubię ;)
… nie? Dlaczego nie lejemy wody do kwasu? Bo pryska nie ta ciecz, którą lejemy, ale ta, do której lejemy. Proste. Zwłaszcza, że wiele kwasów miesza się z wodą egzotermicznie i może nawet zawrzeć, co zwiększa pryskanie.
amator w pierwszej chwili skojarzyło mi się z miłośnikiem, np. amator kobiecych wdzięków :D
Bo to jest pierwotne znaczenie :D
Poza tym elf jest dystyngowany, więc chyba powinien powiedzieć szczypiec, a nie szczypców?
Tak ^^
zwłaszcza wiarygodne zasady działania sprzętu laboratoryjnego
Ludzie, przestańcie chwalić, jak się nie znacie, bo będę niemiła :P
Co nie przeszkadza mi stwierdzić, że ona myśli i funkcjonuje trochę inaczej niż przeciętny człowiek.
For science!
Działa tak samo, bo wlewanie wody do kwasu byłoby zbrodnią, więc zasada (nomen omen XD) jest odwrotna – zawsze kwas do wody.
Nie zbrodnią, lecz głupotą XD patrz wyżej. Zbrodnią (przez niektórych uważaną za świetny żart…) jest namawianie niedoświadczonych, żeby nalali wody do łaźni olejowej. NIGDY TEGO NIE RÓBCIE, TO GROZI POPARZENIAMI! (Wybacz głośność, ale komunikat ważny).
to taki mniej więcej mój poziom wiedzy chemicznej w tej zasadzie jest :)
To było spytać :D
Zresztą, wszyscy mnie edukujecie laugh
I po to jest to forum! :D
Podręcznikowo to “zespół świec”, ale to z kolei zbyt techniczne, “kompozycję świec” zbyt artystyczne, “baterię świec” archaiczne – ale tak mówiono jeszcze w XIX wieku. Jednym słowem zadałeś mi ćwieka :)
Ha.
Ale bateria świec brzmi nieźle, tylko pewnie zostałaby opacznie zrozumiana przez Czytelnika.
Niestety, chyba by została – właśnie przez tę archaiczność…
No napisałbym, że uciekał z “labów”, ale brzmiałoby podejrzanie ;)
Na polibudzie mówiło się "z laborek" :)
Faktycznie u Prachetta bywają takie specyficzne zakłady i lokacje służące jakiemuś konkretnemu celowi. Ot choćby sklepy międzygalaktyczne.
… sklepy? Pamiętam firmę budującą planety i retrofrenologa (bardzo mi się podoba ^^), ale sklepu międzygalaktycznego nijak :D
im lepiej piszesz, tym bardziej wybredni są czytelnicy :) )
Argh, świadomość tego faktu spędza mi sen z powiek… XD
Raczej widziałem to jako informację, że piasek się przesypał. Coś, jak czajnik z kurkiem, tylko może nie wyjaśniłem jak to działa.
Okej, tylko jak to ma działać? Skoro się przesypał, to już się nie sypie, czyli nic się nie rusza… może klepsydra się kiwa na ośce i trąca dzwoneczek? Ale to nie zapiszczy… chyba zostaje Ci magiczna mysz :D
Zaczynam się skłaniać do zmiany priorytetów z “po pierwsze zapowiedź, po drugie motywacja dla mnie, by to w końcu napisać”, na “po pierwsze motywacja dla mnie, by to w końcu napisać, po drugie zapowiedź” :)
Eeeech… ale grunt, żeby napisać…
Kurczę no miałem ten ciekły azot z tyłu głowy, ale nie wiem, czy on tak pasuje do fantasy. Ale Jolka, też zwróciła na to uwagę, więc coś być musi. Myślałem o suchym lodzie, który może nie schłodzi tak od razu, ale też ma tak do -80 jeśli dobrze pamiętam.
Ale wytworzyć go w świecie fantasy też nie tak łatwo. Produkcja suchego lodu wymaga zrozumienia pewnych elementarnych praw fizyki, które odkryto jakoś w XVII czy XVIII wieku. Ciekły azot otrzymali Wróblewski z Olszewskim pod koniec XIX. Nie wystarczy Ci zwykły lód z solą?
Zresztą, gniew i strach chodzą w parze, często gniewem zasłaniamy swój strach. Chyba… :)
Tak, ale trwoga to taki szczególny rodzaj strachu.
Może skroplone powietrze wygląda mniej współcześnie?
wydaje mi się, że może tak mówić, bo zwraca się do jednej osoby, ale opisuje czynność, w której ta osoba brała udział z kimś innym
Yup ^^
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Ahhhhhh Tarnino
Bardzo się cieszę, mogąc Cię wreszcie gościć u siebie (nie, nie hostuję serwera).
Generalnie mógłbym za Bohdanem Chmielnicki powiedzieć po prostu tak:
Dobre. Bardzo dobre. Ale my napiszemy tak:
Hmmmmm… imanie z uściskiem jakoś nie tenteges…
I już w pierwszym zdaniu padło słynne hmmmm. Legenda
Klasa. Ale raczej dym kadzidełek, nie dam też głowy za to oplatanie.
Jak o tym pomyślę, to sufit, choćby i kasetonowy, trudno jest opleść. Zmusiłaś mnie do krytycznego myślenia, niefajnie ;p
A "magister" to tytuł zawodowy lub naukowy, ale nie imię ("dla przyjaciół – Megi" XD) i ma być małą literą.
To oczywiście wiem. Jeśli w tym momencie założyłaś, że tytułuję się “Magistrem” (Megi to faktycznie XD) całe życie, to uspokajam – nie. Tutaj chciałem to zastosować jako swego rodzaju nazwę własną, czy też “imię” – pewnie znasz na to lepszą nazwę. Być może mogłem w związku z tym nie wprowadzać imienia i nazwiska i wtedy wielka litera przeszłaby łagodniej. Zastanowię się.
Źle się parsuje, nie tylko dlatego, że aparatura nijak nie przypomina żadnej, którą widziałam (zob. tu: https://commons.wikimedia.org/wiki/Category:Distillation_apparatus normalnie "Mały bimbrownik") :P fiolka to taka mała buteleczka, a kolba to ta taka duża i dziwnokształtna. Najlepsze, co mogę zrobić (zakładając, że szkło borokrzemianowe zostało wynalezione, bo magia – i żadnych wymówek, że Conan Doyle budował lovecraftowskie aparatury ;D):
Ja się przyznam, że być może niewiele widziałem, a fakt, nie chciałbym swoich braków wiedzy zawsze tłumaczyć magią. Twoja propozycja ma sens, a przy procesach, w których potrzebne jest odpowiednie środowisko termiczne lub ciśnienie, widzę działającą magię, która pozwala kształtować materię nieco sprawniej niż czyniono to w odpowiednich czasach w naszej rzeczywistości. Zresztą żaden to nowy pomysł, bo fantasy tego typu jest dość :).
i żadnych wymówek, że Conan Doyle budował lovecraftowskie aparatury ;D):
A bo miał tytuł szlachecki, to mu od razu wolno.
Stół laboratoryjny już się nie zmieścił? XD (Elfy też podlegają BHP!) A swoją drogą, na czym on tę kolbę podgrzewa? Bo lampka spirytusowa daje bogate możliwości skopania czegoś, nie, żebym podpowiadała ;)
Że Bezpieczeństwo Hamuje Pracę? Poza tym prywatny zakład na przedmieściach, zapewne JDG, któż się przejmie, jak chłop się zabije? A jak zabije pacjenta… cóż, kto się przejmie? XD
A czym podgrzewa, zakładam, że ogniem z paliwem na bazie żywicy i pewnie alkoholu. W formie palnika z knotem i otworami powietrznymi? Tak to sobie widziałem, może i miałoby to zdolność podgrzania o jakie mi chodzi.
Niemal zwierzęcy ryk podziałał na elfie uszy Magistra jak witriol.
Zacna sugestia, kradnę. Choć z tą wodą do kwasu to miał być taki trochę śmieszek no…
Szyk sugeruje, że najważniejszy jest tu fotel: Tymczasem intruz zdążył położyć na fotelu coś.
Bo fotel jest najlepszym przyjacielem człowieka. Przynajmniej pracującego w biurze :).
Muszę pisać za każdym razem, że masz rację? Przecież i tak to wiesz
XD To może maggi bitewnej? XD
Kurna, sprawiałaś, że pomyślałem o memie, którego nie mogę znaleźć. To jest dopiero zbrodnia.
Mogę tylko powiedzieć:
*gdy twoi komentujący nie przestają opowiadać dowcipów*:
I nawiązując ww., można by wtedy zrobić Megi Maggi Bitewnej!
??? W sumie tylko osłabiałoby efekt żartu, nawet, gdyby było poprawne.
A tu nie rozumiem. Poza tym, że szyk jest kopnięty, a podmiot wątpliwy, to zgoda.
Ciąg dalszy też mi pasuje, choć rozumiem, że może być nieprecyzyjny. Natomiast zważywszy, że chemia operuje na substancjach, wydaje się uzasadnionym, że magia, która, już nie wnikając w taki, czy inny system, który mam w głowie, operuje bardziej na energii, więc o ile mogą się uzupełniać, to mogą też konkurować jako formy uprawiania nauki. Powiedzmy.
Mącisz. „Klient” zaczął chwytać narzędzia leżące na otwartym sekretarzyku. Jakby obmacywał żonę Magistra! A imię jej Alchemia.
Tu się nie do końca zgodzę. Bardziej pasuje mi moja wersja, choć ją lekko zmieniłem.
I wszystko pękło i oblało cały warsztat, koniec :P
Amen . Ale przy odpowiednim zahartowaniu nie musiałoby pęknąć. Ale woda już nie wrze, nie wrzyj i Ty, Tarnino :)
? Gdzie fiolka (mała szklana buteleczka) ma regulator? Chodzi Ci o pipetę? Naczynie z kranikiem? I kilka kropel czego?
Bardziej chodziło mi o substancję, która spowolni stygnięcie, np. parafinę.
… w ustach. Wyjątkowo surrealistycznie jest słyszeć, jak (mniemany) naoczny świadek zabójstwa dokonanego być może w obronie koniecznej opowiada o "buzi" ofiary, jakby był osiemdziesięcioletnią babcią, a ofiara jego wnusiem, i podobne wrażenie mam tutaj. Jasne, humor tekstu jak na razie opiera się na kontrastach, ale bez przesady.
Zgoda. Myślałem o tym, ale “usta” kojarzyłem z wargami. No cóż.
? jaka wajcha i od kiedy wajcha jest taka uczynna?
Nigdy nie spotkałaś uczynnej wajchy?
W tym miejscu czyniona jest kropka. Wrócę z dalszą częścią odpowiedzi, natenczas Morfeusz wzywa.
Ale już teraz – tradycyjne, polskie dziękuję :)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Historyjka tyleż zabawna, co absurdalna. Czytało się nieźle choć muszę zauważyć, że to z pewnością nie jest szczyt Twoich możliwości. Poczekam na tekst, który wzbudzi we mnie prawdziwy entuzjazm, a przypuszczam, że to nie będzie długie czekanie. ;)
…i szlachetnie oraz z honorem pogrzebał mu w buzi. → Buzię mają dzieci, a to chyba nie było dziecko.
Proponuję: …i szlachetnie oraz z honorem pogrzebał mu w ustach/ w jamie ustnej.
…oznajmił Magister, pokazując na pałkę w ręce. → …oznajmił Magister, pokazując pałkę w ręce.
Pokazujemy coś, nie na coś.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Tarnino,
ciąg dalszy:
BHP! XD
Czy byłabyś zatem usatysfakcjonowana, gdyby puentą był incydent BHP? Bo w takim razie powinien kiedyś taki tekst powstać (może Twój? ).
Chcę wiedzieć, na czym polega magia osobowa? :D
W zamyśle – dotyczy ingerencji w organizmy, przede wszystkim myślące i mogące wpływać na ich tok myślenia (niekoniecznie substancje, bardziej wpływ magią na chemię i fizykę organizmu oraz ich przełożenie na proces myślowy i wolicjonalny). Tak to sobie wymyśliłem, ale trochę na gruncie tego, że w tym świecie prowadzę autorskie RPG, gdzie potrzebna była klasyfikacja zaklęć.
Imiesłowy! Wdzierając się do środka, zgasiły; albo wdarłszy się do środka, zgasiły.
Ale mnie inni biją za imiesłowy. Że ponoć niefajne one.
Bardziej doświadczalny, ale chodzi tu o przestraszenie profana, więc.
A tak! Profan, fajne słowo. Profan bufan hyhy
Magister zdawał się zupełnie zapomnieć o wszystkim, co miało miejsce w zakładzie, skupiony jedynie na dziele, wpatrzony w każde, nawet minimalne drgnięcie formy, otoczonej dymem parującego lodu. (… czemu ta forma drga?)
Troszku zmieniłem, bo byłaby aliteracja. Drżenie to może nieodpowiednie słowo na zaciskanie się formy, ale nie wiem, czy ruch brzmi lepiej.
To on jest zaintrygowany, nie jego spojrzenie, a tempo chłodzenia trudno zwiększać, bo prawa fizyki. Chociaż mamy tu magię…
Magia to moim zdaniem dobry katalizator. Oczywiście nie na rympał i nie wszędzie.
Dziewczyna bez zęba na przedzie? XD
Finally! Kolejny tekst z tą bohaterką i mamy wyłapane skromne nawiązanie! Brawo!
??? Dzięki liczbie foteli komplety pozostaną na miejscu? O to chodzi?
Że dzięki fotelom komplety zębów zostaną na miejscu, bo można nośniki tychże, czyli dwóch nieboraków, skutecznie zatrzymać. O to.
Okeeej, dziwne to jest :D Ale całkiem do śmiechu. Jeśli ktoś lubi szalonych alchemików, a ja lubię ;)
Striggerowałem Cię tym tagiem “alchemia”? Cieszę się :)
… nie? Dlaczego nie lejemy wody do kwasu? Bo pryska nie ta ciecz, którą lejemy, ale ta, do której lejemy. Proste. Zwłaszcza, że wiele kwasów miesza się z wodą egzotermicznie i może nawet zawrzeć, co zwiększa pryskanie.
No właśnie tyle to pamiętałem :)
Ludzie, przestańcie chwalić, jak się nie znacie, bo będę niemiła :P
Nie bądź! Złość piękności szkodzi! Ja mogę się kajać, jeśli trzeba (już trochę się pokajałem).
jest namawianie niedoświadczonych, żeby nalali wody do łaźni olejowej. NIGDY TEGO NIE RÓBCIE, TO GROZI POPARZENIAMI! (Wybacz głośność, ale komunikat ważny).
PODBIJAM WAŻNY KOMUNIKAT!
To było spytać :D
Aleśmy się jeszcze nie spisali pod moimi tekstami akurat. Teraz żebyśmy to zrobili, to Cię kiedyś poproszę o betę. Zresztą tu niebetowałem i akurat złośliwie przyszłaś no…
Na polibudzie mówiło się "z laborek" :)
Orek et laborek XD
… sklepy? Pamiętam firmę budującą planety i retrofrenologa (bardzo mi się podoba ^^), ale sklepu międzygalaktycznego nijak :D
Kurczę, postaram się znaleźć, ale teraz mam książki w pudłach remontowych. Było coś takiego.
Okej, tylko jak to ma działać? Skoro się przesypał, to już się nie sypie, czyli nic się nie rusza… może klepsydra się kiwa na ośce i trąca dzwoneczek? Ale to nie zapiszczy… chyba zostaje Ci magiczna mysz :D
A na razie mi się odechciało kombinować nad taką pierdółką, ale może wrócę.
Eeeech… ale grunt, żeby napisać…
No właśnie Tarnino… Wiesz, że jak napiszesz tekst o tytule TARDIS, będziesz wtedy miała TARDIS?
Ale wytworzyć go w świecie fantasy też nie tak łatwo. Produkcja suchego lodu wymaga zrozumienia pewnych elementarnych praw fizyki, które odkryto jakoś w XVII czy XVIII wieku. Ciekły azot otrzymali Wróblewski z Olszewskim pod koniec XIX. Nie wystarczy Ci zwykły lód z solą?
To akurat wiem (brawo dla mnie). Dlatego ciekłego azotu nie chciałem angażować. Ale suchy lód –
No właśnie. Ale to nie jest niemożliwe przy magii pozwalającej operować na ciśnieniu i temperaturze (a zatem także aparaturze lepiej wytworzonej) bardziej współczesnych niż wskazywałyby czasy ala średniowiecza.
Bo chodzi o trwałą cechę? Ale może być tak i tak, bo narracja jest w sumie w czasie przeszłym.
A takżem myślał właśnie :)
No i fajnie, przeżyłem!
Dzięki Tarnino, bardzo mnie cieszy Twoja wizyta!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Reg,
osobno, żeby nie zniknęło.
Cieszę się, że wpadłaś, dziękuję za korekty.
Historyjka tyleż zabawna, co absurdalna.
Takaż i miała być :)
Czytało się nieźle choć muszę zauważyć, że to z pewnością nie jest szczyt Twoich możliwości.
Zdecydowanie, nie chciałbym, żeby ten tekst uznać za mój szczyt, bo i już o wiele lepsze teksty pisałem tutaj i mam nadzieję napisać.
Poczekam na tekst, który wzbudzi we mnie prawdziwy entuzjazm, a przypuszczam, że to nie będzie długie czekanie. ;)
Ehh, zobaczymy z tym czekaniem, bo o ile pierwsza połowa jest napisana, to druga czeka. A tu zaraz mogą dojść obowiązki administracyjne na Portalu no i zobaczymy… Ale postaram się, skoro czekasz
Dziękuję!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Bardzo proszę, Beeeecki. Miło wiedzieć, że ucieszyła Cię moja wizyta.
Ehh, zobaczymy z tym czekaniem, bo o ile pierwsza połowa jest napisana, to druga czeka. A tu zaraz mogą dojść obowiązki administracyjne na Portalu no i zobaczymy…
Cierpliwości ci u mnie dostatek, więc nie turbuj się i piszac stawiaj na jakość, nie na tempo, zwłaszcza że będziesz musiał podołać nowym obowiązkom, ale jestem dziwnie spokojna, że ze wszystkim świetnie sobie poradzisz. :)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Dzięki Reg
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Bardzo się cieszę, mogąc Cię wreszcie gościć u siebie (nie, nie hostuję serwera).
Jakbyś hostował, to by mnie znienacka nie wywalał XD
I już w pierwszym zdaniu padło słynne hmmmm. Legenda laugh
Polecam się ^^
Zmusiłaś mnie do krytycznego myślenia, niefajnie ;p
Tutaj chciałem to zastosować jako swego rodzaju nazwę własną, czy też “imię” – pewnie znasz na to lepszą nazwę
Mmmm. Nazwa własna to nazwa własna. Czasami niby tak się robi, ale…
przy procesach, w których potrzebne jest odpowiednie środowisko termiczne lub ciśnienie, widzę działającą magię, która pozwala kształtować materię nieco sprawniej niż czyniono to w odpowiednich czasach w naszej rzeczywistości
Magia rozwiąże wszystkie problemy XD
Bezpieczeństwo Hamuje Pracę?
XD
W formie palnika z knotem i otworami powietrznymi?
Wygląda nieźle.
Bo fotel jest najlepszym przyjacielem człowieka. Przynajmniej pracującego w biurze :).
Strach się bać :D
*gdy twoi komentujący nie przestają opowiadać dowcipów*:
XD
I nawiązując ww., można by wtedy zrobić Megi Maggi Bitewnej! laugh
Aż się chce powiedzieć: mega! XD
A tu nie rozumiem. Poza tym, że szyk jest kopnięty, a podmiot wątpliwy, to zgoda.
O to chodzi, że ja nie rozumiem :D
Natomiast zważywszy, że chemia operuje na substancjach, wydaje się uzasadnionym, że magia, która, już nie wnikając w taki, czy inny system, który mam w głowie, operuje bardziej na energii, więc o ile mogą się uzupełniać, to mogą też konkurować jako formy uprawiania nauki. Powiedzmy.
Eeee… jak bardzo masz ochotę na długą rozmowę o filozofii przyrody? ;)
Ale woda już nie wrze, nie wrzyj i Ty, Tarnino :)
Staram się :)
Bardziej chodziło mi o substancję, która spowolni stygnięcie, np. parafinę.
… wtf. Substancję, która ma dużą pojemność cieplną, może, ale i tak – wut?
Nigdy nie spotkałaś uczynnej wajchy? laugh
Chyba mnie wajchy nie lubią XD
Bo w takim razie powinien kiedyś taki tekst powstać (może Twój? laugh).
bardziej wpływ magią na chemię i fizykę organizmu oraz ich przełożenie na proces myślowy i wolicjonalny
Oooj, założenia materialistyczne ;)
Ale mnie inni biją za imiesłowy. Że ponoć niefajne one.
Fajne, tylko trzeba umieć je stosować ^^
Troszku zmieniłem, bo byłaby aliteracja.
A, kurczę…
Drżenie to może nieodpowiednie słowo na zaciskanie się formy, ale nie wiem, czy ruch brzmi lepiej.
Trudno orzec, kruca bomba…
Oczywiście nie na rympał i nie wszędzie.
I tę sentencję należy wypisywać złotymi zgłoskami na każdej ścianie :)
Kolejny tekst z tą bohaterką i mamy wyłapane skromne nawiązanie! Brawo!
XD
Że dzięki fotelom komplety zębów zostaną na miejscu, bo można nośniki tychże, czyli dwóch nieboraków, skutecznie zatrzymać. O to.
Okeeej… :D
Striggerowałem Cię tym tagiem “alchemia”?
Złość piękności szkodzi!
Mnie już nie zaszkodzi :D
Zresztą tu niebetowałem i akurat złośliwie przyszłaś no… laugh
A na razie mi się odechciało kombinować nad taką pierdółką, ale może wrócę.
Magiczna mysz, tak tylko mówię ;)
Wiesz, że jak napiszesz tekst o tytule TARDIS, będziesz wtedy miała TARDIS?
Eeee… XD
Ale to nie jest niemożliwe przy magii pozwalającej operować na ciśnieniu i temperaturze (a zatem także aparaturze lepiej wytworzonej) bardziej współczesnych niż wskazywałyby czasy ala średniowiecza.
Byle się kupy trzymało :D
No i fajnie, przeżyłem!
To wolnym będziesz, bo kto poległ wolnym już ;D
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Hej! Zabawna historia. Podobał mi się szczegółowy opis wnętrza zakładu i całego alchemiczno-dentystycznego “osprzętu”. Historia się domknęła, ale martwię się o los dwóch przybyszy. Pozdrawiam!
Tarnino,
Jakbyś hostował, to by mnie znienacka nie wywalał XD
Chyba, że byłbym uprzedzony…
Czasami niby tak się robi, ale…
Dlatego wciąż myślę, ale skłaniam się do zostawienia “Magistra”. Może w imię “nic nie zmieniajmy, to na pewno będzie lepiej” XD
Magia rozwiąże wszystkie problemy XD
Staram się, by aż tak nie było.
Ale… well… YES
Aż się chce powiedzieć: mega! XD
Megi Mega Maggi Bitewnej… tytuły na opowiadania tworzą się same.
O to chodzi, że ja nie rozumiem :D
Odkryłem. Przez podmiot wątpliwy.
Eeee… jak bardzo masz ochotę na długą rozmowę o filozofii przyrody? ;)
Tzn mogłoby się to obrócić w monolog, ale też zapewne byłabyś lepszą rozmówczynią dla samej siebie w tej materii. Niemniej, jeśli w tym miejscu chcesz dać jakiś statement, to jestem otwarty (tylko nie pal bulli od papieża, bo to już było kiedyś ).
Niemniej, o ile widzę magię jako naturalne wsparcie dla alchemii (patrz: możliwość osiągnięcia lepszego środowiska termicznego lub ciśnieniowego bez rozwiniętego sprzętu ala XIX wiek), o tyle wydaje mi się, że jest różnica między ślęczącym na substancjach chemikiem, a ciskającym fireball’e czarodziejem, choć ten drugi również może uprawiać magię jako naukę, zresztą wyłącznie tak bym to widział. Konkurencję, o której wspomniałem, rozumiałbym bardziej tak, jak rywalizować ze sobą może wydział chemii i wydział fizyki jednej uczelni.
… wtf. Substancję, która ma dużą pojemność cieplną, może, ale i tak – wut?
Sorry
Nie no, ok. Po prostu zastanawiałem się nad czymś, co stabilizuje termicznie.
Wpadnę :). Przynajmniej głupiutkie pisałaś dawno, a nie obecnie. Nie każdy ma taki przywilej…
Fajne, tylko trzeba umieć je stosować ^^
No i jak to ma GalicyjskiZakapior napisane: “Dlaczemu nasz język jest taki ciężki”
I tę sentencję należy wypisywać złotymi zgłoskami na każdej ścianie :)
Na ścianach na pewno – branży budowlano-wykończeniowej również się przyda. Bazując na moim doświadczeniu ostatnich dni, dla branży malarzy wnętrz (uznając, że ona istnieje) również XD.
To wolnym będziesz, bo kto poległ wolnym już ;D
Tak, a
choćby Portal użytkownikom kazał wstać: już dusza
Użytkownika, tam raz pierwszy, Portalu nie słusza
Pozdrowionka na majóweczkę!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Kronosie!
Dzięki za wizytę, cieszy mnie, że się spodobało, ot taki skromny tekścik :). Cóż, los przybyszy… Nie będą musieli myć zębów zapewne do końca życia…
Dzięki, pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Może w imię “nic nie zmieniajmy, to na pewno będzie lepiej” XD
Bracie! ^^
Megi Mega Maggi Bitewnej… tytuły na opowiadania tworzą się same.
Może jakiś dungeonpunkowy mech? XD
tylko nie pal bulli od papieża, bo to już było kiedyś
Spoko, ja niepaląca :P
Konkurencję, o której wspomniałem, rozumiałbym bardziej tak, jak rywalizować ze sobą może wydział chemii i wydział fizyki jednej uczelni.
Mmmm, no, fizyka jest jednak podstawą chemii (co nie znaczy, że chemia musi być do niej redukowalna). Czy magia może być podstawą alchemii? Czemu nie. Ale potrzeba do tego więcej metafizyki, niż przeciętny autor uskutecznia (czytaj: w ogóle jakiejkolwiek XD).
Po prostu zastanawiałem się nad czymś, co stabilizuje termicznie.
A to w Twoim zamyśle znaczy coś konkretnego, czy po prostu fajnie brzmi? XD "Stabilizowanie" to powstrzymywanie rozkładu, termicznego w tym przypadku, np. skrobia stabilizuje termicznie witaminę C. Czy spowalnianie stygnięcia jest w ogóle możliwe? Hmm, nie wiem. Kombinowałabym z pojemnością cieplną, ale właśnie z fizyki miałam regularnie same pały :)
Przynajmniej głupiutkie pisałaś dawno, a nie obecnie.
Ale obecnie nie piszę nic… znaczy, próbuję, tylko nie wychodzi… znaczy, no…
“Dlaczemu nasz język jest taki ciężki”
Albowiem.
dla branży malarzy wnętrz (uznając, że ona istnieje) również XD.
No, przecież, że istnieje.
Pozdrowionka na majóweczkę!
Nie będą musieli myć zębów zapewne do końca życia…
To można bardzo różnie interpretować…
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Siema.
Tekst jest lekki i przyjemnie się go czyta, ale będąc szczerym – niezbyt mnie wciągnął.
Na plus na pewno postacie – bardzo dobrze i wyraźnie zarysowałeś im charaktery, przez co szybko można je polubić.
Nie wiem, jak to opisać, ale brakuje mi tutaj czegoś takiego “większego”, bo obecnie mam wrażenie, że nic konkretnie nie wybrzmiewa z tekstu.
Oczywiście, to tylko moja opinia.
Pozdrawiam!
Kapibara
Czołem Krzysztofie!
Rozumiem, że nie wciągnęło, bo i nie bardzo ma co tu wciągać. Coś “większego” będzie w “większych” tekstach, jeśli kiedy Wena da je napisać :)
Mimo wszystko, fajnie, że odebrałeś tekst pozytywnie.
Dzięki za wizytę i pozdrawiam!
Tarnino!
Może jakiś dungeonpunkowy mech? XD
Kurna, gdyby tylko teksty powstawały tak łatwo jak pomysły no…
Tzn. powstałaby niezła hiperinflacja tekstów…
Spoko, ja niepaląca :P
XD. Są jeszcze niepalący, praktykujący
A to w Twoim zamyśle znaczy coś konkretnego, czy po prostu fajnie brzmi? XD "Stabilizowanie" to powstrzymywanie rozkładu, termicznego w tym przypadku, np. skrobia stabilizuje termicznie witaminę C. Czy spowalnianie stygnięcia jest w ogóle możliwe? Hmm, nie wiem. Kombinowałabym z pojemnością cieplną, ale właśnie z fizyki miałam regularnie same pały :)
Pewnie też bym miał, gdyby się ona nie skończyła na gimnazjum (na przekór tego, że ¾ moich babć i dziadków było fizykami)
Raczej miałem na myśli jakąś izolację, która spowalnia utratę ciepła. Tzn. w sumie przyczynia się to do zwiększenia pojemności cieplnej układu… czy jakoś tak.
Ale obecnie nie piszę nic… znaczy, próbuję, tylko nie wychodzi… znaczy, no…
Napisz jakiegoś szorta, tam się nie można za bardzo zakićkać (nie mogę polecać drabbli, gdy sam ich nie piszę, bo to nieuczciwa reklama by była). Poza tym, piszesz teksty w komentarzach, co chyba każdy docenia lub doceniać powinien (tak wiem, gilotyna Hume’a, czy coś takiego).
No, przecież, że istnieje.
Osobnego PKD nie mają. Ale no, na pewno są dość dystynktywni, by mieć standardy branżowe (jak palenie petów w czyichś mieszkaniach).
Teraz mogę już pomajówkowo pozdrowić – jak ten czas leci w dobrym towarzystwie
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Kurna, gdyby tylko teksty powstawały tak łatwo jak pomysły no…
Argh, nie zaczynaj :D
Raczej miałem na myśli jakąś izolację, która spowalnia utratę ciepła.
No, to zupełnie co innego.
Tzn. w sumie przyczynia się to do zwiększenia pojemności cieplnej układu… czy jakoś tak.
Eeee… czy jest na sali fizyk? :D
Napisz jakiegoś szorta, tam się nie można za bardzo zakićkać
Kurdyban, też na to wpadłam >< natychmiast się rozrosło jak rdestowiec japoński. Czy tam inne kudzu. Aż się boję ruszać pomysł na bardzo alegoryczny szort, który tymczasem mi wpadł (i którego i tak nikt nie zrozumie XD). Może mam zespół Sandersona (nieumiejętność pisania krótko) a może nie mam za grosz talentu. You decide.
Teraz mogę już pomajówkowo pozdrowić – jak ten czas leci w dobrym towarzystwie
Ten facet, co to jego książka leży i czeka na przeczytanie, a w tej chwili jego nazwisko mi uciekło, co jest niepokojącym objawem, więc on powiedział, że jak miesiące uciekają, a dni się dłużą, to niedobrze. A może odwrotnie.
TARDIS pilnie kupię lub wydzierżawię.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Eeee… czy jest na sali fizyk? :D
Powinna być rubryka przy rejestracji profilu “zawód wyuczony”, tak jak w sądzie do świadka jest pytanie. I wtedy każdy by wiedział z czym do kogo.
Może mam zespół Sandersona (nieumiejętność pisania krótko) a może nie mam za grosz talentu. You decide.
A to jest bardzo ciekawe spostrzeżenie. U kogoś w komentarzu pisałem kiedyś, że mi Sanderson nie siadł właśnie przez to, że jest zbyt dobrze napisany XD. Tzn. zbyt dokładnie facet wszystko przemyślał w swoich książkach i strasznie przeciążony wstawałem od nich, nie kwestionując jego kunsztu pisarskiego, zwłaszcza w kontekście światotwórstwa, po prostu takie przeładowanie odczuwałem, jakby mi wolną wolę odbierał. Ale może z kolei ja jestem za głupi.
You decide.
(teraz możemy wzajemnie zadecydować na swoją korzyść i barterkiem się rozliczymy yay)
No ale nie osobne, bo ich ze szklarzami dali. A są tacy co mają swoje osobne :)
TARDIS pilnie kupię lub wydzierżawię.
W sumie, dlaczego ja tego nie dałem do bingo. A to co ten facet powiedział, to mądre całkiem jest i takie trochę aktualne.
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...