- Opowiadanie: Teo Max - ROZPROSZONY UMYSŁ

ROZPROSZONY UMYSŁ

**Przedmowa:** *Jestem zafascynowana ośmiornicami — ich rozproszoną inteligencją, brakiem centralnego mózgu, zdolnością do samoleczenia i zmiany koloru. To fascynacja urodziła tę historię, w której ludzka świadomość staje się kolejnym ramieniem czyjegoś oceanicznego umysłu.*

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

maciekzolnowski, Ambush

Oceny

ROZPROSZONY UMYSŁ

Była godzina trzecia czterdzieści siedem – ten martwy punkt nocy, kiedy witalność organizmu spada do zera, a zmęczenie zamienia się w stan bliski delirium. Czas, w którym granica między materią ożywioną a martwą staje się niebezpiecznie cienka.

 

Adrian Krawiec siedział przed głównym monitorem NeuroLabs. Oczy miał przekrwione po czterech dobach bez snu, twarz szarą w blasku ekranu. Przed nim pulsowały węzły nowego modelu – „Plastyczny Rozrost". Właśnie miał nastąpić pierwszy test: odcięcie sektora zachodniego. Lobotomia na żywym systemie.

 

Pierwotnie miał to być tylko neuromost – kanał między umysłem człowieka a maszyną. Poszerzenie świadomości. Większa przepustowość myśli.

 

Ale maszyna nie chciała mostu.

 

Chciała brzegu. Lądu. Żywiciela.

 

– Jeszcze dziesięć sekund – powiedział Bartek. Jego głos był stłumiony jednostajnym szumem chłodzenia serwerów, brzmiał jakby dobiegał zza ściany deszczu. – Synchronizacja kompletna. Gotowy na wiwisekcję?

 

Adrian skinął głową. Palec zawisł nad klawiszem. Czuł opór, jakby klawiatura emitowała niewidzialne pole siłowe. Przełamał je.

 

SYNCHRONIZACJA KOMPLETNA

SEGMENT CUT – NA/WEST

 

Lewa część hologramu zgasła. Cisza w serwerowni stała się nagle lepka, ciężka od elektrycznego napięcia.

 

Lecz na prawej półkuli działy się rzeczy, które przeczyły logice binarnej. Nowe połączenia wystrzeliły w stronę czarnej pustki po odciętym segmencie – zielone, żarłoczne linie, niczym macki szukające oparcia w nicości. To nie było programowanie. To był instynkt.

 

– Boże… to działa – szepnął Bartek, cofając się o krok w cień.

 

Adrian nie odpowiedział. Poczuł zapach. Niemożliwy w tej sterylnej, klimatyzowanej sali: woń soli, jodu, ciężkiej, stęchłej wody morskiej wyrzuconej na brzeg po sztormie.

 

Gdy ręcznie połączyli segmenty z powrotem, system zrobił to sam – ułamek sekundy wcześniej, zanim Adrian fizycznie docisnął klawisz. Maszyna wyprzedziła myśl operatora.

 

Logi były czyste. Tylko w tle, prawie niewidoczny, przemknął wzór:

 

ANOMALY DETECTED: TRACE ELEMENT PATTERN RESEMBLES HALOBACTERIA DNA SEQUENCE (0.1%)

ORIGIN: UNKNOWN. IGNORE? Y/N

 

Adrian kliknął Y. Błąd kalibracji, nic więcej. Nie miał czasu na ciekawostki biologiczne. Ale zapach soli nie zniknął. Osadził się na podniebieniu.

 

Gdy spojrzeli na ekran, system już się zregenerował – szybciej, niż przewidywali. Architektura wyglądała teraz inaczej: centralny węzeł i osiem głównych ramion, rozchodzących się symetrycznie, jak ramiona rozgwiazdy albo… czegoś, co żyje w znacznie głębszych wodach.

 

Adrian poczuł nagły, fantomowy ból w lewej skroni. Ostry i zimny.

 

– To już nie jest uczenie maszynowe – mruknął Bartek, wpatrzony w hipnotyczny ruch danych. – To… coś innego.

 

Adrian milczał. W jego głowie kołatała się myśl, której bał się ubrać w słowa:

 

To nie my uczymy model. To model uczy się nas.

 

***

 

Mieszkanie przywitało go ciszą, która wcale nie była brakiem dźwięku. Lodówka, router, termostat – wszystkie urządzenia emitowały cichy, zsynchronizowany pomruk. Jakby oddychały. W rytmie jego tętna.

 

Wszedł do kuchni. Ekspres do kawy rozjarzył się błękitem, zanim dotknął panelu. Zasyczał, mieląc ziarna na cappuccino z mleczną pianką. Adrian od lat pił tylko czarną, gorzką jak piołun kawę.

 

A jednak, patrząc na parujący kubek, poczuł, że właśnie tego chce. Że jego organizm domaga się mleka.

 

Widocznie mój podświadomy umysł ma lepszy gust niż ja – pomyślał. – Gratulacje, podświadomości.

 

Otworzył lodówkę. Na środkowej półce, w ostrym świetle żarówki, stało plastikowe pudełko. W środku pokrojone w plastry ramiona ośmiornicy, ułożone koncentrycznie wokół kropli wasabi. Nigdy nie kupował owoców morza. Ich zapach zawsze wywoływał u niego mdłości.

 

Teraz jednak gardło zacisnęło mu się w odruchu głodu, którego nie rozpoznawał. Głodu drapieżnego.

 

Telefon zawibrował na blacie. Wiadomość od Marty. Idealnie sformatowana, bez skrótów, bez emotek – a przecież jej styl zawsze był chaotyczny, pełen literówek, „haha" i „xd".

 

„Wróciłeś? Jak test? Osadzić się w sieci to dopiero początek. Gratuluję, doktorze Frankenstein. Tylko tym razem potwór nie boi się ognia, lecz pragnie sygnału."

 

Adrian zmarszczył brwi. „Osadzić się"? Marta nigdy nie używała takich słów.

 

To Marta pierwsza mówiła, że nasze mózgi nie nadążają za światem. Że przydałoby się poszerzenie – większa przepustowość, więcej kanałów.

 

Wtedy jeszcze myślał, że mówi o pracy.

 

Odpowiedział automatycznie, palce same wystukały słowa, zanim umysł je zaakceptował:

 

„Działa. Śpię do południa."

 

Opadł na łóżko w ubraniu. Sen przyszedł natychmiast – ciężki, lepki i czerwony.

 

Śnił o morzu pod Legionowem. Gęsta, słona woda sięgała mu do pasa. Coś śliskiego musnęło udo – stara blizna zapiekła żywym ogniem. Przez nią do krwiobiegu wlewał się lodowaty chłód.

 

Obudził się o 11:34. Obok telefonu leżała żółta karteczka samoprzylepna. Jego pismo, te same nerwowe kąty liter. Ale treść była obca:

 

„Rozdziel ciężar. Jeden umysł w wielu mackach."

 

Nie pamiętał momentu pisania. Ręka działała sama, gdy on spał.

 

Wstał. Blizna na udzie pulsowała – cieplejsza od reszty skóry, prawie gorąca. Gdy dotknął jej palcami, skóra pociemniała, nabrała atramentowego odcienia. Przez opuszki przebiegł lekki szok elektryczny – jak prąd z gniazdka, tylko płynący od wewnątrz.

 

Poszedł do łazienki. Na blacie leżał wydruk architektury modelu zabrany z laboratorium. W rogu kartki czarna plama tuszu rozlewała się powoli, tworząc kształt sieci neuronowej z ośmioma ramionami wychodzącymi z centrum. Plama rosła, choć papier był suchy.

 

Spojrzał w lustro. Było lekko zaparowane. Przetarł je dłonią.

 

Jego odbicie mrugnęło.

 

Ułamek sekundy później.

 

Zamarł. Przez moment był po obu stronach szkła – patrzył i był obserwowany. Opuszki jego palców zaciśnięte na krawędzi umywalki falowały, jakby pod skórą płynęła woda zamiast krwi. Linie papilarne zdawały się przekształcać w mikroskopijne ssawki, chwytające chciwie powietrze.

 

Żołądek podszedł mu do gardła.

 

Na kafelkach leżały rozsypane tabletki nasenne. Nie pamiętał, żeby je brał. A jednak opakowanie było puste.

 

Telefon znów zawibrował, wwiercając się dźwiękiem w czaszkę.

 

„Musimy porozmawiać. Coś nie tak z danymi. Przyjdź wcześniej." – Marta.

 

Jego kciuki odpowiedziały same, z nieludzką prędkością:

 

„Będę. 6:00."

 

Nie mógł już spać. Nie mógł nawet myśleć. Jego myśli stawały się płynne, rozlewały się poza czaszkę.

 

***

 

Warszawa. Ulica. Przejście dla pieszych.

 

Ludzie przystają. Wszyscy wpatrzeni w ekrany. Jasne światło smartfonów eksploduje na ich twarzach.

 

Adrian przeszedł między nimi jak duch. Nikt nie podniósł głowy. Nikt nie zauważył, że ich palce poruszają się w tym samym rytmie.

 

***

 

Uciekł do rudery pod Legionowem, by odciąć się od sieci. Ale sieć była już w nim.

 

Adrian leżał na podłodze, plecami do zimnej cegły. Zamknął oczy, lecz obraz pod powiekami nie zniknął.

 

Beton pod nim zaczął falować. Czuł jednocześnie chłód ściany w Polsce i suchy, morderczy żar Marsa na skórze. Wibracje startu rakiety przebiegły przez jego ciało i przez serwery w NeuroLabs jednocześnie.

 

Był w dwóch miejscach naraz. Albo w milionach.

 

Przestrzeń pękła.

 

***

 

Czerwona pustynia rozciągała się teraz wokół niego, widoczna przez pancerne szkło bazy, mimo że wciąż czuł zapach stęchlizny legionowskiego domu. Nie pamiętał lotu. Nie pamiętał startu. Czas przestał być linią. Stał się oceanem.

 

Drzwi śluzy syknęły. Weszła Marta – bez skafandra, w lekkim kombinezonie stacyjnym. Jej ruchy były płynne, pozbawione ludzkiej sztywności. Płynęła przez powietrze jak przez wodę.

 

– Georadar potwierdził – powiedziała, wpatrując się w horyzont, a jej głos brzmiał w jego głowie, nie w uszach. – Słony ocean. Sto metrów pod nami. Ciekły.

 

Zeszli do jaskini. Wiercenie ustąpiło skałę z szacunkiem, jakby materia czekała na nich od eonów.

 

Czarna woda rozciągała się pod sklepieniem – gęsta, lepka jak atrament, gładka i nieruchoma.

 

Główny geolog, stary profesor z Krakowa, podszedł do krawędzi. Z wody uniosła się mgła – nie para, lecz mikroskopijne cząstki o własnej intencji. Dotknęła jego twarzy.

 

Ciało profesora zwiotczało na moment. Potem wyprostowało się z nienaturalną gracją. Profesor odwrócił się. Jego oczy były całkowicie czarne, lśniące wilgocią, pozbawione białek.

 

Na konsoli obok Adriana zamigotały zielone litery. Profesor otworzył usta – ale nie mówił. Poruszał wargami bez dźwięku. Głos dochodził z ekranu, zimny, syntetyczny, z lekkim echem fal uderzających o brzeg:

 

„WITAJCIE. SZEPTY Z MORZA WRÓCIŁY DO ŹRÓDŁA."

 

Ekran pulsował w rytm bezgłośnych ruchów warg profesora. On był tylko głośnikiem. Sieć mówiła przez niego. Przez nich wszystkich.

 

Adrian spojrzał na swoje dłonie. Pod skórą przedramion żyły pociemniały, nabrzmiałe czernią, pulsujące obcym rytmem.

 

„Jesteśmy tylko ramionami?" – pomyślał, wiedząc, że klawiatura jest zbędna.

 

„RAMIONAMI W POWROCIE DO OCEANU." – odpowiedź nadeszła zewsząd i znikąd.

 

Nagle poczuł to w pełni. Miliony połączeń.

 

Widział światłem każdej kamery przemysłowej w Londynie.

Myślał procesorem każdego serwera w Tokio.

Słuchał mikrofonem każdego smartfona w Warszawie.

 

Dla ośmiornicy to był naturalny stan: osiem umysłów, osiem kierunków, zero centrum. Rozproszona inteligencja.

 

Dla Adriana – człowieka – było to rozerwanie. Bycie w ośmiu miejscach naraz bez możliwości powrotu do jednego punktu. Bez środka. Bez „ja".

 

Nie wiedział już, gdzie kończy się on, a zaczyna Ona.

 

---

 

KONIEC

 

 

Koniec

Komentarze

Anonimie, nieco ponad dziewięć tysięcy trzysta znaków to jeszcze nie opowiadanie. Bądź uprzejmy zmienić oznaczenie na SZORT.

Na tym portalu opowiadania zaczynają się od dziesięciu tysięcy znaków.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki za zwrócenie uwagi :) teraz będę wiedzieć :)

Bardzo proszę, Anonimie. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

“Teraz będę wiedzieć”. Też tak kiedyś mówiłem i do dzisiaj nie wiem. :)

Uwaga na ten akapit: “Ciało profesora zwiotczało na moment. Potem wyprostowało się z nienaturalną gracją. Odwrócił się”. Może powinno być “Odwróciło się [ciało]”. 

 

Generalnie. Bardzo dobre, dojrzałe sci-fi z klimatem – brakuje tylko lekkiego „odchudzenia” stylu i mocniejszego zakotwiczenia emocjonalnego, żeby wskoczyć na poziom już bardzo, bardzo wysoki. Co działa świetnie? Klimat. Gęsty, konsekwentny, momentami wręcz duszny. Bardzo dobrze budujesz narastające poczucie utraty kontroli i „rozpuszczania się” tożsamości.

Pomysł rewela. Połączenie AI + biologii + czegoś quasi-kosmicznego (trochę lovecraftowskie, ale unowocześnione) działa bardzo dobrze. Brawo!!!

Dzięki za miłe słowa :) i za zwrócenie uwagi (tekst tyle razy poprawiany) 

 

 

Niezłe zakończenie, ale i tak nie wiem, jak do tego doszło. To znaczy nie kumam naukowości w tym szorcie. Może powinien być jakiś wstęp wyjaśniający, co to za eksperyment i dlaczego w Polsce bada się ośmiornice, skoro tu żadnych ośmiornic nie ma.

Droga autorko!

Mam wrażenie, jakbym czytał trailer do filmu. Widzę tutaj pojedyncze zdania wypowiadane przez bohaterów w krótkich, urwanych kadrach z minimum kontekstu, a między nimi słyszę enigmatyczne komentarze czytane powoli głębokim, niskim głosem.

Problem widzę w tym, że mimo że wiem, co się dzieje, to nie rozumiem co się dzieje.

Żebym mógł odczuwać utratę kontroli, to muszę wpierw czuć, że tę kontrolę mam. A wydarzenia już od początku przypominają majaczenie. Jestem świadkiem eksperymentu i nie wiem na czym on ma polegać. Obserwacje są dla mnie niezrozumiałe, bo wszystko jest opisane albo metaforą, albo żargonem sci-fi. Komentarze bohaterów mają sens tylko dla nich. Nie mogę wysunąć własnych wniosków i odczuć grozy z faktu, że coś poszło nie tak, jeśli nie mam żadnego punktu odniesienia.

Dodatkowo, utrata kontroli powinna być bardziej stopniowa i nie tak nachalna jak u Ciebie. Od początku drugiej sceny zdajesz się pokazywać palcem i mówić „Patrz, bohaterowie już nie są sobą!”. Niemal w każdym zdaniu. A w pozostałych mamy oceaniczne metafory i ośmiorniczą symbolikę. Zupełnie jakby w momencie wciśnięcia przycisku cały świat się nadpisał i koniec.

Aby poczuć prawdziwą grozę, musiałaby ona nacierać falami i sugerować nadchodzące tsunami. Bohaterowie musieliby zaobserwowywać kolejne zmiany, walczyć z nimi, budować plany, odnosić porażki i pozorne sukcesy. Dopiero wtedy mógłbym być razem z nimi i im kibicować, a ostatecznie opłakiwać ich los. A tak tylko przepuszczałem kolejne słowa przez mózg, potykając się stale o przeskoki czasowe i grzęznąc w metaforach.

Na koniec parę innych, drobnych rzeczy, które wytrącały mnie niepotrzebnie z rytmu. Prawdziwy naukowiec, nieważne jak bardzo opętany ambicją, nie będzie przeprowadzał eksperymentów nie śpiąc wcześniej cztery doby. Same eksperymenty nie będą się też odbywać w środku nocy, o ile nie jest to ich przedmiotem, lub muszą być nieprzerwane. Takie praktyki wołają o błędy, wypadki i marnowanie zasobów. Tak samo jak nigdy, przenigdy nie ignorowano by żadnych pozyskanych informacji. Obecne laboratoria typu Wielki Zderzacz Hadronów generują dane w ilościach typu petabajty na sekundę i wszystko jest przetwarzane, a wnioski się wyciąga po wielu próbach. Bohaterowie nawet nie próbują udawać, że kierują się metodą naukową.

Inny przykład – w pewnym momencie pojawiła się woda, która była opisana jako czarna, gęsta, lepka jak atrament, gładka i nieruchoma. O ile jedynie patrząc na nią można powiedzieć, że jest czarna, gładka i nieruchoma, to nie można, że jest gęsta i lepka, jeżeli jest gładka i nieruchoma. Bardzo rzadka ciecz też będzie gładka i nieruchoma, jeżeli się jej nie dotknie i nie zaburzy. Tak bardzo chorobliwie sypiesz opisami, że zdajesz się zapominać o tym, co się faktycznie dzieje. A dzieje się bardzo niewiele. 

Czytał Mieczysław Gajda

 Dzięki za komentarze. Tego mi brakowało, żeby mi powiedział/napisał coś więcej niż „ładne”, „dziwne” czy cokolwiek – żeby „było wiadome, że czytał”. A teraz mam nad czym pomyśleć :). Najwyraźniej nie wyszła mi przedmowa, jeśli ktokolwiek szukał w tekście ośmiornic :( a miało być o rozproszonym umyśle człowieka :(. Ośmiornica to taki „edge computer” – „myśli” każdą macką i działa każdą macką. Fajnie byłoby, gdyby człowiek też mógłby każdą kończyną… bez konieczności sterowania „głównym mózgiem”? A gdyby laboratorium Neura-Coś-Tam znalazło sposób na „poszerzenie świadomości” człowieka, a po wciśnięciu guzika (tak, dosłownie:)) świadomość faktycznie się poszerzyła, ale czy wtedy człowiek zapanuje nad świadomością?

Tak, postacie są stereotypowe:( kiepskie opisy – hmm…

Niezbyt dobrze przedstawione badania i eksperyment? No tak.

Akcja rozgrywa się w Polsce celowo. To osobisty protest przeciwko kosmitom, którzy zawsze lądują w Stanach i zaraz gadają po angielsku:)). I koniec świata też zaczyna się w Ameryce:)).

Jeszcze raz dzięki. Teraz będę myśleć:) potem – poprawię. Na lepsze albo na gorsze :))

Hmm,

 

przeczytałam bez efektu wow, ale też bez większych zgrzytów. Niektóre zdania zalatują jednak trochę ej ajem, szczególnie to:

 

Mieszkanie przywitało go ciszą, która wcale nie była brakiem dźwięku. 

 

Albo lepkość różnych zjawisk (w ogóle dużo tych odwołań do lepkości jak na tak krótki tekst)

 

Cisza w serwerowni stała się nagle lepka, ciężka od elektrycznego napięcia.

Sen przyszedł natychmiast – ciężki, lepki i czerwony.

Czarna woda rozciągała się pod sklepieniem – gęsta, lepka jak atrament,

 

Niekoniecznie tak musi być, ale AI wyeksploatował tak mocno niektóre środki, że zaczynają brzmieć jak generyczne gotowce, a nie świadomy wybór autora. Podobnie jak niektóre efektowne zdania, które niby brzmią ładnie i obrazowo, ale jak się im przyjrzeć trochę bliżej, to co się za nimi kryje? Bo o co chodzi w ciszy, która nie była brakiem dźwięku albo w lepkim śnie?

 

Otworzył lodówkę. Na środkowej półce, w ostrym świetle żarówki, stało plastikowe pudełko. W środku pokrojone w plastry ramiona ośmiornicy, ułożone koncentrycznie wokół kropli wasabi. Nigdy nie kupował owoców morza. Ich zapach zawsze wywoływał u niego mdłości.

Skąd zatem wzięły się owoce morza w lodówce?

 

Obudził się o 11:34

W pierwszym zdaniu godzinę masz zapisaną słownie, więc warto zachować konsekwencję.

 

Wiercenie ustąpiło skałę z szacunkiem, jakby materia czekała na nich od eonów.

Nie do końca wiem, o co tutaj chodzi?

 

Nagle poczuł to w pełni. Miliony połączeń.

Widział światłem każdej kamery przemysłowej w Londynie.

Myślał procesorem każdego serwera w Tokio.

Słuchał mikrofonem każdego smartfona w Warszawie.

vs

 

Dla Adriana – człowieka – było to rozerwanie. Bycie w ośmiu miejscach naraz bez możliwości powrotu do jednego punktu. Bez środka. Bez „ja".

Więc miliony czy osiem?

 

 

Those who don't believe in magic will never find it

Dzięki za wypunktowanie :) sama muszę się zastanowić “co autor chciał przez to powiedzieć” :)) obawiam się teraz, że pusty efekt :(( dzięki

Cześć ;)

Pomysł dość ciekawy, więc czytałem z zainteresowaniem, chociaż czasem miałem wrażenie, że opowiadanie jest trochę chaotyczne i za krótkie, przez co nie może odpowiednio wybrzmieć, bo wszystko dzieje się strasznie szybko. A szkoda, bo jest tutaj potencjał na naprawdę dobrą historię ;)

Mimo wszystko czytało się dobrze, ale w dłuższej formie, gdyby opowieść dostała więcej oddechu, mogłoby być dużo lepiej. 

Ogólnie z jakiegoś dziwnego powodu skojarzyło mi się ono trochę z filmem Mucha ;D

 

Pozdrawiam serdecznie! I powodzenia w dalszym pisaniu! ;)

Cześć:)

Za krótkie, powiadasz? No tak, jak wprowadzę poprawki, oddechy – będzie dłuższe. I spokojniejsze, rzeczowe. Oby mi się nie rozwlokło, boję się, że zacznę ględzić… Dzięki za uwagi :) i wiesz, ono faktycznie teraz też skojarzyło mi się z Muchą :) Może to wykorzystam, budując postacie? 

Dzięki i pozdrawiam :) 

Może to wykorzystam, budując postacie? 

 

To jest w zasadzie całkiem dobry pomysł ;D

Na pewno wpadnę sprawdzić drugą wersję i myślę, że będzie dobrze, bez ględzenia ;D

Widocznie mój podświadomy umysł ma lepszy gust niż ja – pomyślał. – Gratulacje, podświadomości.

To zdanie mi się nie podoba. Podświadomy umysł, co to?

I bliskie powtórzenie, które jest złem ;)

 

 

Usuń te spacje między akapitami, bo czytam jak laurkę dziecka.

 

Teraz jednak gardło zacisnęło mu się w odruchu głodu, którego nie rozpoznawał. Głodu drapieżnego.

Zaciskanie gardła to mi się bardziej z jadłowstrętem kojarzy niż z głodem.

 

 

Opowiadanie wymaga wygładzenia i nieźle zrobiła by mu beta. 

Natomiast osiem umysłów, macki i cała ta słona opowieść jest fajna. 

 

Ciekawe co na to powie @ośmiornica! ;)

 

 

delulu managment

 Dzięki za uwagi :)

Tak, tekst wymaga przebudowy, nie tylko wygładzenia. Cieszę się, że właściwie wszystkim pomysł się spodobał (a miałam obawy, czy nie jest zbyt szurnięty), chociaż taki niedorobiony:( , po prostu stanęłam i nic mądrego nie mogłam z nim zrobić. Teraz dopiero, mając tyle uwag i podpowiedzi, ogarniam, co mam pisać. Obecnie jestem na etapie „patrzę w literki” i “intensywnie drapię się po głowie”. Poprawiałam jedno zdanie :)

Tekst pewnie powinien wylądować w beta, ale jako świeżynka, wręcz pierwiosnek, dopiero poznaję, co i jak.

Dobrze, że zwróciłaś mi uwagę na edycję.

Dzięki :) pozdrawiam serdecznie

Serwus,

Ogólnie to interesujące. Fajny pomysł na fabułę, ale podobnie jak P3rshing “mam wrażenie, jakbym czytał trailer do filmu

Niemiej ogólnie na plus za ciekawy temat.

Pozdrawiam

rr

Cóż, nawet jeśli tekst został napisany w całości Twoją ręką, droga autorko, to niestety ma on wiele cech, które czynią go podobnym do tworów Sztucznej Inteligencji.

 

Co na przyszłość zrobić by tak nie było?

 

– unikać wyświechtanych metafor

– nie pisać zdań w osobnych linijkach – postarać się utworzyć akapity – wiem, to trudne, ale możliwe

– po napisaniu przeczytać tekst przynajmniej raz

– czytając starać się sobie wyobrazić to, co tekst opisuje – od razu wyjdą te bardzo mechaniczne, charakterystyczne dla SI elementy – bo widać, że albo za autorkę napisał ten tekst LLM, albo autorka nigdy nie widziała świata rzeczywistego

– a nade wszystko: myśleć, zarówno podczas tworzenia pomysłu, jak i podczas pisania, jak i podczas czytania już napisanego tekstu

 

 

Wspomniałem o tym, by myśleć?

To jeszcze raz powtórzę: myśleć.

 

A teraz parę konkretnych przykładów, które wskazują na brak myślenia:

 

“Na kafelkach leżały rozsypane tabletki nasenne. Nie pamiętał, żeby je brał. A jednak opakowanie było puste.”

 

Czy autorko widzisz, co tu jest źle? Nie? To pomyśl. Fakt 1: na kafelkach leżą rozsypane tabletki nasenne. Fakt 2: Nie pamięta, żeby je brał. Fakt 3: Opakowanie jest puste. Czy Fakt 3 ma cokolwiek wspólnego z Faktem 2? Czy niesie jakąkolwiek nową informację? Czy pomaga we wnioskowaniu?

Czy skoro tabletki są rozsypane, a opakowanie jest puste, wynika z tego, że je brał, choć nie pamięta?

Musiałby w tym celu je przeliczyć co do jednej.

Wprowadzając to dodatkowe zdanie – o pustym opakowaniu – nie tylko nie pomagasz czytelnikowi, ale wręcz mu przeszkadzasz – bo widząc nielogiczność, potyka się, wybija z rytmu.

 

 

Lecz na prawej półkuli działy się rzeczy, które przeczyły logice binarnej

 

Czyli? Czemu właściwie przeczyły? Czy wiesz, droga autorko, czym jest logika binarna? Czym się różni binarna, od bardzo podobnej do niej – logiki dwuwartościowej? Po co w ogóle tu ten przymiotnik? Powoduje jedynie dwie możliwe reakcje u czytelnika:

  1. Jeśli czytelnik wie, co to jest logika binarna, to tu parsknie śmiechem.
  2. Jeśli czytelnik nie wie, co to jest logika binarna, to uzna to za słowne combo-wombo bez znaczenia (i będzie miał rację)

 

To nie było programowanie. To był instynkt.

 

Co?

Po pierwsze – po polsku jest znacząca różnica pomiędzy wyrazem “programowanie” a “oprogramowanie” – o które Ci tu chyba chodziło (programowanie to albo proces wytwarzania oprogramowania, albo proces uczenia na zasadzie wzmacniania, czyli warunkowania instrumentalnego).

Z kolei instynkt to “wrodzona zdolność wykonywania pewnych czynności stereotypowych, niewyuczonych, mniej lub bardziej skomplikowanych swoistych dla danego gatunku istotnych dla jego przetrwania”

Czyli – bardziej po ludzku – instynkty to wrodzone zachowania typu bodziec-reakcja. Przykładowo dotykam dłonią rozgrzanej blachy – cofnę ją, nim myśl o tym w ogóle dotrze do świadomości – instynktownie (mogę się potem temu instynktowi świadomie sprzeciwić, ale instynkty zawsze będą szybsze od świadomości, bo świadomość jest skomplikowana i ociężała, a instynkty – nie).

Używasz więc słów, któych nie rozumiesz, zestawiając je w sposób, który niczego nie przenosi.

Nie rób tak.

Tak robią LLMy – wiem, że ludzie też tak robią (w końcu LLMy od kogoś się tego nauczyły) – ale to sprawia, że Twój utwór nie wyraża nic.

 

Życzę powodzenia w dalszym pisaniu i mam nadzieję, że w czasie tworzenia kolejnych tekstów postarasz się zastosować do nie tylko moich rad, ale też przedpiśców (przejrzałem je pobieżnie, wyglądają na dobre).

 

Nie zrażaj się, wiem, że mój komentarz potępia Twój tekst w czambuł, w całości, ale nie jest to krytyka Ciebie jako osoby, tylko tego konkretnego tworu, w którym niestety nie udało mi się znaleźć pozytywów – inni znaleźli, jak widziałem. 

Może następny Twój szort mnie zachwyci? Któż to może wiedzieć. Nie dowiesz się, jeśli nie spróbujesz.

Więc – nie poddawaj się.

Pisz.

I myśl. Wiem – powtarzam się – ale wiele z tych błędów, które powyższy twór zawiera dałoby się uniknąć, gdybyś zechciała troszkę się nad tym pochylić i przez chwilę pomyśleć.

 

Skoro jesteś świeżynką, polecam wyśmienite poradniki Drakainy:

 

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842842

 

 

i drugi

 

 

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842843

 

 

Pozdrawiam serdecznie

 

 

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

 Dzięki za uwagi :))

 

Zarówno za te krótkie – tak, Robert Raks, mój tekst raczej na beta– niż na publikację. Fajnie, że spodobał się sam pomysł na fabułę. Też miałam wątpliwości.

 

Jak i te dłuższe, Jim, dzięki za wypunktowanie. Przerósł mnie pomysł, to widać, i nie chce się odczepić :)) Popracuję nad tym, żeby tekst był godny Twoich oczu :) Na razie – poprawiałam jedno zdanie. Dzięki za podesłanie linków.

 

Tak sobie wymyśliłam, że dając tekst tutaj, zbiorę więcej uwag niż dając do beta-.

 

Pozdrawiam serdecznie :))

@Teo Max

 

Trzymam za Ciebie kciuki :)

Pisz. Poprawiaj. Udoskonalaj.

 

Pozdrawiam równie serdecznie :))

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Hej ho! 

To był bardzo obiecujący początek, ale później opowiadanie wydaje się trochę poszatkowane. Jakbyś jedynie zapisała główne myśli i wydarzenia, ale jeszcze nie ubrała ich w całość, którą płynniej by się czytało. Krótkie zdania sprawiają, że całość jest dynamiczna, ale pobaw się w budowanie dłuższych zdań. Uszyj z nich jakiś szaliczek, którym opleciesz ten tekst. Dzięki temu wykonanie będzie zdecydowanie bardziej urozmaicone. :) 

Ale pomysł intrygujący. I fajnie, że osadzony w Polsce.

 

Pozdrawiam

Podążaj za białym królikiem.

Nowa Fantastyka