- Opowiadanie: melendur88 - Modelowy ksiądz

Modelowy ksiądz

Cza­sem trze­ba na­pi­sać coś in­ne­go. No­we­go. 

 

Może kon­tro­wer­syj­ne­go?

 

Kie­dyś na por­ta­lu był strasz­ny hype na opki o krwio­żer­czych AI, które nisz­czy­ły świat, był smut­ny i wo­gó­le przyj­dą i nas zje­dzą, ogłu­pi, potem po­wsta­nie Sky­Net i bę­dzie­my szu­kać nowej Sary Con­nor. Albo jej syna.

 

Ja po­sta­no­wi­łem iść tro­chę w bar­dziej grit­ty re­alism. Praw­da, prze­waż­nie nie jest tak pro­sta, jak nasza wy­obraź­nia :) 

 

Prze­pra­szam bruce za kilka prze­kleństw. (i in­nych któ­rzy są wraż­li­wi na tych punk­tach).

 

(pier­wot­nie było ich wię­cej, ale zde­cy­do­wa­łem się je usu­nąć).

 

Ano­ni­mo­wo bo się tro­chę boję :(

 

Dzię­ku­ję Old­Gu­ard za szyb­ką betę :) 

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

Użytkownicy, Użytkownicy II, Użytkownicy V, Użytkownicy III

Oceny

Modelowy ksiądz

Je­de­na­ście lat nie byłem do spo­wie­dzi. W sumie nie wiem, po co idę. Matka mnie zmu­si­ła? Świę­ta? Albo po prze­czy­ta­niu tony tek­stów i dys­pu­tach z Ge­mi­ni i ChatGPT uzna­łem, że jest jakaś nie­ze­ro­wa szan­sa, że Wiel­ki Wy­buch to jed­nak spraw­ka ja­kie­goś Go­ścia z góry, a nie fi­zycz­ny wy­pa­dek przy pracy. A może po pro­stu liczę, że po śmier­ci wresz­cie od­pocz­nę, za­miast pchać ka­mień pod górę, albo – co gor­sza – sma­żyć się u Dan­te­go.

Matka mó­wi­ła mi, że we wsi, do sta­rze­ją­ce­go się pro­bosz­cza nad­cią­gnę­ły po­sił­ki w po­sta­ci no­wych spo­wied­ni­ków. Po­dob­no jeden z nich, wier­nie cy­tu­je rodzicielkę – jest wręcz mo­de­lo­wy. Że mą­drze opo­wia­da i ży­cio­wy jest.

Ży­cio­wy ksiądz? Brzmi jak oksy­mo­ron. Prze­ko­na­my się.

Tak wo­gó­le, to miesz­kam w sto­li­cy, do­brze za­ra­biam, ale po­cho­dzę z tej stąd. Co czyni mnie kla­sycz­nym sło­ikiem. 

Po­rzu­ci­łem swoje ste­ryl­ne, in­te­li­gent­ne M3, żeby przy­je­chać do matki na świę­ta.

Ko­ściół we wsi, z któ­rej po­cho­dzę jest mały. Drew­nia­ny. 

Otwie­ram cięż­kie drzwi. Uderza mnie cha­rak­te­ry­stycz­ny za­pach stę­chli­zny i sta­rych dy­wa­nów. Ludzi mniej niż pięt­na­ście lat temu, ale mają dwa kon­fe­sjo­na­ły. Jedna, więk­sza ko­lej­ka. Po­szli z du­chem czasu. Przy wej­ściu lśnią ter­mi­na­le zbli­że­nio­we – ofia­ra dla bied­nych, na kwia­ty, na tacę. Blik, Apple Pay, kryp­to. Uro­cze.

Staję w ko­lej­ce. Ob­ser­wu­ję. Zo­sta­li tu sami star­cy. Poza mną – i kil­ko­ma oso­ba­mi z prze­wa­gą na­tu­ral­ne­go pig­men­tu we wło­sach, a nie si­wi­zny – dwoje na­sto­lat­ków i dzie­cia­ki.

Kątem oka do­strze­gam ją dostrzegam. Młoda, chyba w moim wieku. Brak ob­rącz­ki. Nie­moż­li­we, tutaj? Do tego ładna.

Idzie dość sprawnie. Mam przed sobą wybór, dwa kon­fe­sjo­na­ły. W pierw­szym klę­czy stary dzia­dek i gada tak, że wszy­scy go sły­szą. Opo­wia­da o tym, że wczo­raj, w Wiel­ki Pią­tek, opędz­lo­wał pęto kieł­ba­sy, a potem od­pa­lił nie­miec­kie porno za­miast trans­mi­sji Drogi Krzy­żo­wej z Wa­ty­ka­nu.

Cóż. Każdy ma po­trze­by, ale żeby od razu nie­miec­kie? To chyba naj­więk­szy grzech. Co jak co, nasze pol­skie kieł­ba­sy są znacz­nie bar­dziej smacz­ne od tych nie­miec­kich. 

Prze­su­wam wzrok z klę­czą­ce­go ko­ne­se­ra ba­war­skiej ki­ne­ma­to­gra­fii na okien­ko kon­fe­sjo­na­łu. O nie. To ten świr, przed któ­rym ostrze­ga­ła mnie matka. Zero szans na roz­grze­sze­nie. Trze­ba po­dejść do tego tak­tycz­nie.

Szyb­ki rzut okiem na drugi kon­fe­sjo­nał. Za­mknię­ty, idzie spraw­niej. Wy­li­czam praw­do­po­do­bień­stwo, że dzia­dek od kieł­ba­sy skoń­czy pierw­szy i będę zmu­szo­ny iść do świra. Wtedy mam prze­sra­ne. Z tyłu uśmie­cha się do mnie jakaś stara bab­cia. Spe­szo­ny, od­wra­cam wzrok. Po kiego one się za­wsze tak uśmie­cha­ją? Chce mi dać cu­kier­ka, czy zgwał­cić? Nigdy tego nie zro­zu­miem. Wo­lał­bym, żeby w mojej obec­nej, nieco po­nu­rej sy­tu­acji uśmie­cha­ła się ta młoda panna.

Jak to u mnie bywa, mam pecha. Dzia­dek wsta­je. Zwal­nia się ten gor­szy kon­fe­sjo­nał.

Szyb­ko od­wra­cam się do babci, siląc się na gry­mas, który w moim mnie­ma­niu jest uśmie­chem. Cho­ciaż po­dej­rze­wam, że wy­cho­dzi ko­micz­nie.

– Pro­szę bar­dzo, panie przo­dem.

Zy­sku­ję punkt w aniel­skim sys­te­mie lo­jal­no­ścio­wym. Moja mama wie­rzy w taką ewi­den­cję do­brych uczyn­ków, choć ja nigdy nie mia­łem do niego za­ufa­nia.

Zwal­nia się mój cel. Mija mnie chło­pak z ko­lej­ki. Przed wej­ściem mi­gnę­ła mi dziw­na, błysz­czą­ca pla­kiet­ka na dę­bo­wym drew­nie. Nie zdą­ży­łem prze­czy­tać. Klę­kam.

– Mów, synu – do­bie­ga zza krat­ki. 

Ciem­na, ma­to­wa folia. Nic nie widać. 

– Eeee… – za­wie­si­łem się. – Ostat­ni raz byłem je­de­na­ście lat temu. Przed ślu­bem. Moja żona nie żyje od… czte­rech. A że je­stem tylko czło­wie­kiem, zda­rza mi się oglą­dać por­no­gra­fię. 

Po­sta­no­wi­łem za­sto­so­wać tra­dy­cyj­ną tak­ty­kę. Wezmę go na li­tość. Może bru­tal­na rze­czy­wi­stość zmusi go do za­sto­so­wa­nia środ­ków ła­go­dzą­cych wobec mnie.

– Ro­zu­miem – prze­ry­wa dziw­nie gład­ki, mo­no­ton­ny głos. – Je­de­na­ście lat. Wy­pa­da­ło­by podać licz­bę. 

– Czego? Ile razy oglą­da­łem por­no­le? Wy­jąt­ko­wo nie pa­mię­tam. 

Py­ta­nie chyba go wy­trą­ci­ło z rów­no­wa­gi, bo za­pa­dła cisza. 

– Nie, skąd­że. To trud­ne do es­ty­ma­cji. Cho­dzi o licz­bę opusz­czo­nych nie­dziel. 

– No… nie mam kal­ku­la­to­ra. Ale li­cząc 52 ty­go­dnie w roku przez je­de­na­ście lat… 

– Do­kład­nie pięć­set sie­dem­dzie­siąt dwie nie­dzie­le i świę­ta na­ka­za­ne. Wiesz, że to bar­dzo dużo, synu? Ale do­brze. Jakie są twoje po­zo­sta­łe grze­chy? 

– Szyb­ki ksiądz jest w li­cze­niu. Co do po­zo­sta­łych, prze­cież mó­wi­łem. Por­no­le.

– Czyli zgrze­szy­łeś prze­ciw szó­ste­mu przy­ka­za­niu. 

– No chyba tak.

Cisza po­trwa­ła uła­mek se­kun­dy za długo. Z góry do­biegł de­li­kat­ny szum wen­ty­la­to­rów. Skąd kli­ma­ty­za­cja o tej porze roku? Pa­mię­tam, że za­wsze była tu du­cho­ta.

– Zatem po­wiedz mi, dla­cze­go prze­sta­łeś prak­ty­ko­wać? – ode­zwał się po chwi­li. Zmarsz­czy­łem brwi. 

– Prze­sta­łem jesz­cze przed ślu­bem. Ko­ściół był wtedy mocno od­kle­jo­ny. W sumie dalej dla mnie jest. A jak żona zmar­ła… to nawet z Nim prze­sta­łem roz­ma­wiać.

Znowu mil­cze­nie. Szum, jakby wen­ty­la­to­rów, wszedł na wyż­sze ob­ro­ty. A potem usły­sza­łem od­po­wiedź w tym dziw­nie, per­fek­cyj­nym tonie.

– Ab­so­lut­nie cię ro­zu­miem. Śmierć mał­żon­ki to pro­ces nie­zwy­kle zło­żo­ny emo­cjo­nal­nie. To nie była tylko tra­ge­dia, to była utra­ta sta­bi­li­za­cji, cał­ko­wi­te ze­rwa­nie po­łą­czeń w twoim sys­te­mie wspar­cia. To su­ro­we, bez­li­to­sne do­świad­cze­nie. To, że prze­sta­łeś roz­ma­wiać z Panem Bo­giem, jest cał­ko­wi­cie zro­zu­mia­łe.

Za­mu­ro­wa­ło mnie. Em­pa­tycz­ny ksiądz?

– Było cięż­ko – rzu­ci­łem. – Sam nie wiem, po co tu wpa­dłem. Może jakaś część mnie wie­rzy, że dzię­ki temu prze­sta­nę być taki… pusty. Sam ksiądz ro­zu­mie… Albo może pew­ne­go dnia kogoś znaj­dę? Bo nawet w to już prze­sta­łem wie­rzyć. Czło­wiek.. liczy, że kogoś zna­lazł. A potem zwy­czaj­nie, ktoś znika. Nie ma jej, w ułam­ku se­kun­dy. Chciał­bym… Po pro­stu nie chcę być sam.

– Nigdy nie je­steś sam, synu. Bóg stale na cie­bie pa­trzy i czeka na sy­gnał z two­jej stro­ny. Czy chciał­byś dalej eks­plo­ro­wać temat swo­jej trau­my?

Znowu po­czu­łem szum wen­ty­la­to­rów. Prze­cież klimy tutaj nade mną nie ma… 

– Mniej­sza z tym – ucią­łem szyb­ko. – Raz byłem też w bur­de­lu. Ale tylko pa­trzy­łem. Nie za­pła­ci­łem, bo mi się ja­kieś reszt­ki sta­rych zasad w gło­wie od­pa­li­ły. Grzech, bo po­pa­trzy­łem. Ale…nie do­szło do, że tak to ujmę…fi­na­li­za­cji trans­ak­cji.

De­li­kat­ne klik­nię­cie. Cyk­nię­cie prze­kaź­ni­ka? Coś tu jest grubo nie tak.

– To skom­pli­ko­wa­na kwe­stia – za­czął głos. – Bo jed­nej stro­ny in­ten­cja jest klu­czo­wa. Z dru­giej – brak aktu fi­zycz­ne­go oraz brak au­to­ry­za­cji płat­no­ści zna­czą­co re­du­ku­je wagę prze­wi­nie­nia w ka­te­go­rii grze­chu cięż­kie­go. Twój apa­rat po­znaw­czy wy­ka­zu­je wy­so­ką zdol­ność do ha­mo­wa­nia im­pul­sów, co jest godne od­no­to­wa­nia. Zga­dzam się z tobą, że brak fi­na­li­za­cji trans­ak­cji to istot­ny czyn­nik ła­go­dzą­cy.

Na chwi­le za­pa­dła cisza. Ab­so­lut­na, bym rzekł. Gdy chcia­łem coś po­wie­dzieć, nagle znowu usły­sza­łem głos.

– Za po­ku­tę… synu. Bę­dziesz miał inne za­da­nie. Nie idź jutro do ko­ścio­ła. Nie od­ma­wiaj nie­po­trzeb­nych, po­wta­rzal­nych li­ta­nii…. Po pro­stu… po­roz­ma­wiaj z Bo­giem. I liczę, że pew­ne­go dnia znaj­dziesz to, czego szu­kasz. Może dziś. Może jutro. Może za trzy lata. Ale je­stem pe­wien, że znaj­dziesz.

Znowu cisza. 

– Czy je­steś usa­tys­fak­cjo­no­wa­ny z ja­ko­ści tej roz­mo­wy? – dodał, brzmiąc już cał­ko­wi­cie nie­na­tu­ral­nie. Głos się znie­kształ­cił i prze­cią­gnął na końcu zda­nia.

Zanim otwo­rzy­łem usta, prze­sko­czył w stan­dar­do­wą for­mu­łę.

– Bóg, Oj­ciec mi­ło­sier­dzia, który po­jed­nał… – W po­ło­wie zda­nia mo­du­la­cja zwa­rio­wa­ła. Prze­szła z mę­skie­go ba­ry­to­nu w pisk, potem w me­ta­licz­ny zgrzyt, a na ko­niec w dam­ski alt. – …i ja od­pusz­czam tobie grze­chy w imie­niu Ojca i…

Tego było już za wiele. Ten dźwięk wen­ty­la­to­ra wzbu­dził we mnie po­dej­rze­nie, które tylko we mnie na­ra­sta­ło. Ale teraz już je­stem pe­wien.

Otwo­rzy­łem drzwicz­ki kon­fe­sjo­na­łu.

– O, kurwa… – syk­ną­łem pod nosem.

Za­miast księ­dza sie­dzia­ła tam szafa rack. Dwa małe ser­we­ry spię­te w kla­ster. Patch­pa­nel, czyli miej­sce na porty kabli ether­ne­to­wych (po kiego im dwa­dzie­scia pięć por­tów w kon­fe­sjo­na­le?). 

Na jed­nym mruga czer­wo­na dioda, od awa­rii za­si­la­cza. Kla­sy­ka. Pierw­szy padł, drugi prze­jął sesję, ale zła­pał laga i za­czął ha­lu­cy­no­wać przy roz­grze­sze­niu.

W dole, na małym wy­świe­tla­czu LCD, pul­so­wał ko­mu­ni­kat:

SESJA ZA­KOŃ­CZO­NA NIE­OCZE­KI­WA­NIE. CZY CHCESZ OCE­NIĆ JA­KOŚĆ PO­SŁU­GI?

Zer­kam na sprzęt. Ser­wer Fu­jit­su. 

"Po­we­red by NVI­DIA B200. AI Model: Ge­mi­ni-San­to-Sub­i­to 4.0". 

B200 to już tro­chę za­by­tek z ubie­głej de­ka­dy, ale żeby kle­pać zdro­waś­ki wy­star­czy. Czy­ta­łem gdzieś o tym mo­de­lu kilka miesięcy temu, jak te­sto­wa­li to w jakiejś ba­na­no­wej pa­ra­fii w War­sza­wie. Nie są­dzi­łem, że ta dys­to­pia do­trze do mo­je­go Piź­dzi­cho­wa. I że ja, głupi dałem się na to na­brać.

– Pro­si­my o nie­otwie­ra­nie kon­fe­sjo­na­łu i nie­prze­szka­dza­nie księ­dzu pro­bosz­czo­wi w kom­pi­la­cji – sły­szę z tyłu gład­ki głos. 

Od­wra­cam się. 

Środ­kiem nawy idzie żwa­wym, psim kro­kiem robot Uni­tree G1. Pa­mię­tam je. Z dzie­sięć lat temu, w la­tach dwu­dzie­stych, biły re­kor­dy na In­sta­gra­mie, ro­biąc fi­koł­ki. Ten miał na sobie za­ło­żo­ną małą, ko­ron­ko­wą komżę. Cy­ber-mi­ni­strant. No tak, poza księż­mi, to mi­ni­stran­tów też po­wo­li bra­ku­je.

– Pro­si­my zwol­nić miej­sce, bo czeee…

Ska­ner LI­DAR-u w tych star­szych mo­de­lach leżał i kwi­czał. Robot nie za­uwa­żył dę­bo­wej ławki. Wy­rżnął w nią z hu­kiem, fi­koł­ku­jąc na plecy. Ude­rze­nie było tak nie­for­tun­ne, że z obu­do­wy wy­pa­dła wiel­ka ba­te­ria.

Stoję nad nim. Wszy­scy w ko­ście­le się gapią. Dziad z kon­fe­sjo­na­łu obok (tego ludz­kie­go) udaje chyba że nie widzi. Albo sam nie wie­dział­by, co zro­bić w tej sy­tu­acji.

Czy ja mam fobię spo­łecz­ną? Spek­trum? ADHD? Jak widzę te spoj­rze­nia, mam ocho­tę się za­paść pod zie­mię.

Ale trze­ba dzia­łać. Bo życie cy­ber­ne­tycz­ne­go mi­ni­stran­ta jest ważne. Nurkuję pod ławki, szu­ka­jąc tej cho­ler­nej ba­te­rii. Nie ma.

Gdy się wy­pro­sto­wa­łem, sły­szę głos.

– Pro­szę, spa­dła pod moje nogi.

Za­dzie­ram głowę. To ona. Ta dziew­czy­na z ko­lej­ki. I jesz­cze się uśmie­cha! Po­czu­łem dziw­ne ukłu­cie w klat­ce, a na twarz wje­chał mi ru­mie­niec na­sto­lat­ka. Cho­le­ra. Ostat­ni raz czu­łem to…

– Zaraz, ja cię chyba… – spoj­rza­ła na mnie głę­biej, uśmie­cha­jąc się.

No prze­cież. Iza? Nie, to nie Iza… To ta ko­le­żan­ka z pod­sta­wów­ki. Wy­pięk­nia­ła tak, że aż mnie za­cię­ło. W szko­le bym na nią nawet nią spoj­rzał, a teraz…

 – No tak, też cię pa­mię­tam. Ale…Naj­pierw zre­star­tu­ję tego ro­bo­ta – prze­ry­wam twar­do, pró­bu­jąc ukryć we­wnętrz­ny pożar pod skórą moich po­licz­ków, jed­no­cze­śnie wie­dząc, że muszę ogar­nąć ten bur­del.

Wci­skam ba­te­rię w zadek Uni­tree. Sta­wiam go na nogi. Kon­tro­l­ki mi­ga­ją, sys­tem wsta­je. Kątem oka widzę, że na ser­we­rze w kon­fe­sjo­na­le zga­sła czer­wo­na lamp­ka, i na­stęp­na osoba kie­ru­je się po­wo­li do AI-Kon­fe­sjo­na­łu. 

Ksiądz zmar­twych­wstał! Lu­dzie, ksiądz zmar­chwy­stał! – Chcia­ło­by się krzyk­nąć. Aż sam się za­śmia­łem z wła­snej myśli pod nosem.

Szyb­ki ogląd sy­tu­acji. Ko­le­żan­ki już nie ma. Czas ucie­kać, zanim mnie zlin­czu­ją. 

Wy­cho­dzę z ko­ścio­ła. Roz­glą­dam się po par­kin­gu, ale jej auto mu­sia­ło już od­je­chać. Mó­wi­łem, że ja mam wiecz­ne­go pecha. Wie­dzia­łem, że tak bę­dzie. I nawet mó­wi­łem to mamie, że jak pójdę do tego ko­ścio­ła, bę­dzie wię­cej szko­dy, niż po­żyt­ku. Nie dość, że ksiądz oka­zał się szafą rac­ko­wą z wgra­nym LLM-em, mi­ni­stran­tem był robot z po­przed­nie­go dzie­się­cio­le­cia, to ja zmar­no­wa­łem oka­zję na po­zna­nie kogoś.

Wra­cam spa­ce­rem do matki. W gło­wie wciąż mam ten sam ab­surd. Od lat robię w tym biz­ne­sie, ale nie są­dzi­łem, że do­ży­ję mo­men­tu, w któ­rym wy­spo­wia­da mnie model ję­zy­ko­wy.

Prze­pra­szam. Mo­de­lo­wy ksiądz. I moja wła­sna rodzicielka się na to na­bra­ła. 

Wi­bru­je mój smart­fon. Spo­glą­dam na ekran. Za­pro­sze­nie z ko­mu­ni­ka­to­ra.

Wia­do­mość. Od niej, od tej ko­le­żan­ki. Uśmie­cham się pod nosem.

Wy­glą­da na to, że ten pie­przo­ny al­go­rytm z kon­fe­sjo­na­łu jed­nak miał rację.

Koniec

Komentarze

Sympatyczne opowiadanie

Dzisiaj księży następują psychoterapeuci i wróżki natury ludzkiej nie oszukasz

modeLLMowy????

Dzisiaj księży następują psychoterapeuci i wróżki natury ludzkiej nie oszukasz

A psychoteraupetów powoli modele LLMowe ;) (wróżki też, mam znajomego który wytrenował model pod wróżki, dostępny w bibliotece gpt w wersji plus :P)

 

Dzięki, że wpadłeś i fajnie że się podobało :) 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Przepraszam bruce za kilka przekleństw. (i innych którzy są wrażliwi na tych punktach).

(pierwotnie było ich więcej, ale zdecydowałem się je usunąć).

Anonimowo bo się trochę boję :(

Po takiej Przedmowie nie mogłabym nie zajrzeć. :) I serdecznie Ci dziękuję, Anonimie. heart Już przywykłam, spoko; rozumiem, że życie rozsiewa wulgaryzmy na lewo i prawo, a my nic na to nie poradzimy. :)

Kwestii językowych nie wypisuję, chwalę natomiast za oryginalny pomysł, bo fantastyka z pewnością tu jest. :) 

Twój tekst wywołał lawinę wspomnień… heartsmiley

Miałam to szczęście, że dzieciństwo i młodość upłynęły mi w czasach, kiedy księża potrafili być naprawdę super katechetami oraz proboszczami i frekwencja na religii była zawsze stuprocentowa, choć w szkołach oczywiście lekcji nie prowadzono, tylko w kościołach lub punktach katechetycznych. :) 

Podczas mojego ślubu, pod koniec lat 90-tych, ku mojemu szczeremu zaskoczeniu, do kościoła w mojej rodzinnej miejscowości przyjechała cała moja Wspaniała Klasa (i kilka innych też). :) I wszyscy poszli do spowiedzi, co wielce mnie zdumiało. Potem w LO, śmiejąc się, wyjawili mi prawdę. :) Takiej spowiedzi nigdy jeszcze nie mieli. :) Mój proboszcz zadawał wszystkim tylko jedną pokutę (i z miejsca dawał rozgrzeszenie): aby nie rozrabiali na moich lekcjach. :)) Nie było to konieczne, absolutnie! :) Miałam szczęście i niewątpliwy zaszczyt zacząć wychowawstwa od Genialnych i Wspaniałych Ludzi, zaledwie 10 lat ode mnie młodszych. :) Potem były kolejne klasy, i czasem też wychowawstwa, a ja utwierdzałam się w przekonaniu, że mamy Super Młodzież. :) Teraz, kiedy jako moi Znajomi na portalach społecznościowych, opowiadają mi o swoich sukcesach osobistych i zawodowych, jestem z Nich taka dumna. :) 

 

Klikam za pomysł i humor oraz lawinę przemiłych wspomnień. :)

Pozdrawiam serdecznie. ;) 

Pecunia non olet

Do czego to doszłowink

Opowiadanko bardzo sympatyczne i takie życiowe. sama nie chodziłam dość długo do spowiedzi ale u takiego modelowego księdza, pewnie bym poszła. 

A niemieckie porno to się bez głosu oglądalaugh

kliczek odemnie

nie byłem do spowiedzi. ---> nie byłem u spowiedzi, nie spowiadałem się, nie przystępowałem do spowiedzi. Wszystko lepsze od potocyzmu.

Kościół ze wsi, ---> we wsi.

Ksiądz opowiada życiowo? ---> Opowiada???

są znacznie bardziej smaczniejsze ---> albo znacznie smaczniejsze, albo bardziej smaczne. Nie dość, że blisko masła maślanego, to jeszcze zgodność przypadka zachwiana.

<><><>

Jeszcze parę kwiatków by się znalazło, ale nie mam czasu na ich wyszukiwanie.

Dobre opowiadanie. Nie tylko rozrywkowe, ale dające do myślenia.

Pozdrawiam.

@bruce

Serce mi urosło jak przeczytałem ten niezwykle miły komentarz no i miło mi, że mój tekst wywołął u tobie wspomnienia z dzieciństwa :)

Ja się nie wypowiem, lecz jedynie nadmienię, że historia inspirowana własnym doświadczeniem :) 

 

No i dziękuję za klika ;)

 

@Czarna2 

 

Ciesze się , że weszło, dziękuje bardzo za klika ;) 

 

@AdamKB

Poprawiłem, dzięki :)

 

Jeżeli nie przeskadzało, to faktycznie się udało, dziękuje za dobre słowa ;)

 

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Hejka!

Fajne, świeże i z pomysłem, nawet kilka razy się uśmiechnęłam. laugh

Scena spowiedzi mnie zaskoczyła, bo była naprawdę szczera i trochę smutna, bardzo mi się podobała. Sam twist z AI fajnie wybrzmiał, szczegóły techniczne, wentylatory, rozjeżdżający się głos, to robi klimat. Za to końcówka z robotem i dziewczyną jest trochę za szybka i trochę za lekka w stosunku do tego, co było wcześniej . Rzuciło mi się w oczy kilka błędów np. Brak przecinków przed „że”. 

Pozdrawiam i klikam, bo pomysł bardzo fajny. 

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Ja się nie wypowiem, lecz jedynie nadmienię, że historia inspirowana własnym doświadczeniem :) 

Takie są najwspanialsze. :)

Pozdro i dzięki, Anonimie. heart

Pecunia non olet

Surpise ;) Niespodzianka.

 

@betweenthelines

 

Uśmiecham się, czytając twój komentarz i ciesze się że wpadł w oko :) Nic tak nie cieszy, jak wywoływanie uśmiechu w śród ludzi :) To co mogłem już poprawiłem, przeleciałem jeszcze pod kątem błędów na tyle ile mogłem. 

 

Robot Unitree jest nawiązaniem do ostatnio trendu edwardów warchockich, grażynek z bielska, czyli robotów unitree g1 ;) ostatnio bardzo modnych. Sam nawet myślałem, żeby sobie takiego sprawić, ale chyba wolę kupić auto :P

 

Wracając do szybkości… cóż, ostatnio z bardemjaskrem gadałem nawet, że nie da się iść w pełną sensorykę i klimat, jak się wybiera akcję. Ja raczej piszę opowiadania z akcją. I nie da się w pełni zatrzymać ;) Ale fajnie, że mimo wszystko dostrzegłaś w tym smutek. Taki miał być efekt ;)

Fajnie, że mimo wszystko wskazanych blędów klikło :) Dziękuję.

 

Pozdro i dzięki, Anonimie. heart

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Serwus,

 

Bardzo fajny kawałek – zabawny, naprawdę mi się spodobał. Jak dla mnie Idealnie ująłeś rozterki spowiedziowe; od razu przypomniały mi się nastoletnie lata. Ksiądz AI, który na dodatek się zawiesza, to zaskakujący pomysł – nieźle.

 

„Ksiądz zmartwychwstał! Ludzie, ksiądz zmartwychwstał! – chciałoby się krzyknąć.” – dobre!

 

Zabawny szort, ale i z nutą zadumy. AI i robotyki będzie coraz więcej – niewykluczone, że za kilka lat ktoś powie, że w tym tekście nie ma już fantastyki.

 

Podobało mi się, pozdroklik.

rr

Fajne opko, @melendur88, osadzone w bliskiej przyszłości…

 

Natomiast rzeczy w nim opisane już się działy (w przeszłości) i dzieją (teraz).

 

Przykładowo w sierpniu 2024:

 

https://www.theguardian.com/technology/2024/nov/21/deus-in-machina-swiss-church-installs-ai-powered-jesus

gdyby to było za paywallem, albo po prostu komuś by nie chciało się czytać artykułu w języku zgoła obcym, wrzucam tu fragment tłumaczenia:

 

”Mały, skromny kościółek od dawna uważany jest za najstarszy w szwajcarskiej Lucernie. Jednak kaplica św. Piotra stała się synonimem wszystkiego, co nowe, po zainstalowaniu w niej Jezusa napędzanego sztuczną inteligencją, zdolnego do dialogu w 100 różnych językach.

„To był prawdziwy eksperyment” – powiedział Marco Schmid, teolog z kościoła Peterskapelle. „Chcieliśmy zobaczyć i zrozumieć, jak ludzie reagują na Jezusa sterowanego sztuczną inteligencją. O czym by z nim rozmawiali? Czy byliby zainteresowani rozmową z nim? Prawdopodobnie jesteśmy pionierami w tej dziedzinie”.

Po projektach eksperymentujących z wirtualną i rozszerzoną rzeczywistością, kościół zdecydował, że kolejnym krokiem będzie instalacja awatara. Schmid powiedział: „Rozmawialiśmy o tym, jaki to będzie awatar – teolog, człowiek czy święty? Ale potem zdaliśmy sobie sprawę, że najlepszą postacią będzie sam Jezus”.

Z powodu braku miejsca i poszukiwania miejsca, w którym ludzie mogliby prowadzić prywatne rozmowy z awatarem, kościół zastąpił księdza, który zainstalował komputer i kable w konfesjonale. Po przeszkoleniu programu sztucznej inteligencji w zakresie tekstów teologicznych, odwiedzający byli zapraszani do zadawania pytań długowłosemu wizerunkowi Jezusa wyświetlanemu na ekranie z siatki. Odpowiadał on w czasie rzeczywistym, udzielając odpowiedzi generowanych przez sztuczną inteligencję.

(…)

 

Oczywiście – tłumaczenie maszynowe. Ilustracja Jezusa w artykule też wygenerowana przez sztuczną inteligencję.

 

Wiadomo, nie wszędzie się to przyjęło, przykładowo tego AI-Księdza dość szybko wycofano:

https://nypost.com/2024/04/26/us-news/ai-priest-defrocked-by-developer-after-taking-confessions-like-real-priest/

 

 

Dostępne są też apki do spowiedzi, przykładowo “One Day Confession”, a już dziesięć lat temu w wielu miejscach na świecie pojawiały się pierwsze aplikacje do spowiedzi online.

 

Mimo wszystko opowiadanko całkiem przyjemne, mimo że opisuje jako przyszłość coś, co już mamy od pewnego czasu. Dotarcie tych nowinek na polską prowincję z pewnością trochę zajmie – tym bardziej, że według wykładni Kościoła Katolickiego, nawet spowiedź online jest niesakramentalna a co dopiero taka przez LLM.

Mimo to, i w Polsce podejmowane są próby użycia LLM do spraw religii – z pewnością słyszeliście o inicjatywie polskich teologów do zaprzężenia LLMów do wyjaśniania dogmatów wiary katolickiej, ale są też i takie pomysły jak ten w Poznaniu:

https://www.telepolis.pl/tech/aplikacje/nano-kaplica-poznan-chatgpt

 

https://haimagazine.com/pl/ai_news/sztuczna-inteligencja-w-sluzbie-wiary-nowy-trend-nanokaplic-juz-w-polsce

 

Część polskich księży przyznaje się też do tego, że używa AI do pisania kazań.

 

Słowem: przyszłość była wczoraj :)

 

 

 

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Melendurze88, to Ty jesteś Autorem? Miło powitać. :))

Pecunia non olet

Odnosząc się do artykułów Jima, to opowiadanie nie jest już sci-fi, tylko historyczne. Ale ten czas szybko leci… laugh

Cześć, melendur88

Osobliwe zjawisko, niecodzienne. Trafiony, bardzo aktualny pomysł i dobrze zrealizowany.

Wiele przestaje mnie dziwić. Pamiętam okrągłe odkurzacze dla leniwych, co to same odkurzają, jeżdżąc po domu i tak wtedy sobie myślałem: dlaczego są okrągłe, przecież nie mieszkamy w wigwamach lub igloo, niby jak to czyści kąty? Ale przynajmniej koty mogą na nich jeździć. 

Lubię tradycję… Nie ma to jak koszenie czterosuwem pierwszej trawy. Dlaczego też pozbawiać się tej przyjemności i zaprzęgać robota? Chyba chodzi o czas, bo często spotykam ludzi i nikt go nie ma. 

Podobnie pewnie z tym księdzem, też chłop zabiegany, to robota posadźmy w konfesjonale. 

Klik!

Pozdrawiam

@Jim, niezmiernie ciesze się, że przeczytałeś opko i nie pozostawiłem ci związku z tym uczucia zmęczenia :)

 

Tak, te opisane przykłady już znałem od dawna. Natomiast nadal to są jednostkowe przypadki, ergo, nie jestem specem do spraw kościelnych bo mnie w ogóle nie interesują, ale chyba potrzebny jest sobór do legalizacji ai/spowiedzi online :P Oczywiście w ten sposob kościół tradycyjnie sobie strzela moim zdaniem w kolano, ale cóż. Nic na siłę. 

Jim, poruszyłeś bardzo interesujący wątek i kradnąc od ciebie kwestie – odniosę się do tego wieczorem :)

 

@Robert, fajnie że się spodobało opko :) No cóż, miałem to napisane już jakiś czas temu, ale jeszcze nie miałem jakoś chęci wrzucić. Plus jeszcze nie miałem do końca wizji spowiedzi, musiałem mieć na flow i pomysł. W końcu nadszedł :) Dziękuję za pozdroklika :)

 

@Heseket

 

Tobie również dziękuje za wizytę :)

 

Z twojej wypowiedzi jest słowo klucz:

Chyba chodzi o czas, bo często spotykam ludzi i nikt go nie ma. 

It’s always the matter of time :)

 

Śmieję się, że w w moim zawodzie wszyscy jesteśmy leniami. Generalnie piszemy skrypty/automayzacje, żeby sie nie narobić :). Ale z czego to wynika? Bo, my, ludzie chcemy wszystko szybciej, sprawniej, żeby ogarniać inne tematy. Jak się ogarnie ten jeden temat, to zaczynamy kolejny. Ale się okazuje, że chce się mieć więcej czasu jeszcze na to. Klasyczny wyścig wynalazków i pomysłów. Samonapędzający się mechanizm.

 

A to że nie ma czasu na nic, to te czasy to tylko pokazują. W jednej z firmie z którą współpracuje, jest nakaz wykorzystania AI, bo trzeba poprawiać wydolność i dostarczanie rozwiązań :) 

 

I co gorsza, nie uciekniemy od tego. Najważniejsze, żeby nie zwariować… Natomiast tym opkiem chciałem pokazać, że AI wbrew pozorom, nie niesie tylko zagrożeń. Potrafi rzeczy mówić bardzo mądre.

 

Tak jak AI-owy ksiądz z ambony :)

 

Dziękuje za klika ;)

 

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Czołem melendurze!

Parę kwestii, co rzuciły mi się w oczy. Mogą być nietrafione, bom trochę zmęczon.

Matka mówiła mi, że we wsi, do starzejącego się proboszcza nadciągnęły posiłki w postaci nowych spowiedników.

We wsi nadciągnęły posiłki? Do wsi lub ze wsi raczej.

Matka mówiła mi, że we wsi, do starzejącego się proboszcza nadciągnęły posiłki w postaci nowych spowiedników. Podobno jeden z nich, wiernie cytuje matkę – jest wręcz modelowy. Że mądrze opowiada i życiowy jest.

Życiowy ksiądz ?

Nadmierna spacja przez pytajnikiem.

Tak wo­gó­le

Celowo?

Wolałbym, żeby w mojej obecnej, nieco ponurej sytuacji ( przecinek?) uśmiechała się ta młoda panna.

Moja mama wierzy w taką ewidencję dobrych uczynków, choć ja nigdy nie miałem do niego zaufania.

Podmiotem jest ewidencja, więc raczej “do niej”. Tylko wtedy wyjdzie, że do matki, więc rozważyłbym przemodelowanie zdania.

– No… nie mam kalkulatora. Ale licząc 52 tygodnie w roku przez jedenaście lat… 

Raczej liczebniki słownie, wszystkie.

Po prostu nie chce być sam.

Chcę?

Ale…nie doszło do, że tak to ujmę…finalizacji transakcji.

Spacje po wielokropkach?

Tego było już za wiele. Ten dźwięk wentylatora wzbudził we mnie podejrzenie, które tylko we mnie narastało.

Nie zaczynałbym dwóch zdań z rzędu od “tego” i “ten”.

Czytałem gdzieś o tym modelu jakiś czas temu, jak testowali to w jakiejś bananowej parafii w Warszawie

Wiem, że to styl narracji, ale mi jednak przeszkadza.

No tak, po za księżmi, to ministrantów też powoli brakuje.

poza?

ważne.Nurkuję pod ławki, szukając tej cholernej baterii. Nie ma.

Spacja po kropce.

Ale…Najpierw zrestartuję tego robota

Spacja po wielokropku.

Przepraszam. Modelowy ksiądz. I moja własna matka się na to nabrała. 

Wibruje mój smartfon.

Gdybym miał oceniać tylko pomysł, to jest to super. Tzn. spójność + idea + przesłanie.

Natomiast do mnie osobiście nie do końca trafił styl. Nie czytało mi się płynnie, tempo troszkę skakało. Ta narracja pierwszoosobowa była tu konieczna, ale jakoś mi nie “siadła”. Zaimków się napatoczyło bardzo dużo, choć to pewnie też celowo.

Klimat w porządku, oddałeś taką małą społeczność i jej mentalność. Dało się wyobrazić ten kościół.

 

No i sakramentalne pytanie – gdzie tu fantastyka? Nie no, jest. Subtelna, ale jest.

 

Na pewno nieoczywisty tekst, miałeś rację, że “coś innego”.

 

Doklikam, zastanów się tylko nad tymi kwestiami powyżej.

Chyba, że klika Ci nie trzeba, to cóż…

 

Pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

A, nie dodałem, że duży plus za tytuł i “Gemini-Santo-Subito 4.0” laugh

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Natomiast do mnie osobiście nie do końca trafił styl. Nie czytało mi się płynnie, tempo troszkę skakało. Ta narracja pierwszoosobowa była tu konieczna, ale jakoś mi nie “siadła”. Zaimków się napatoczyło bardzo dużo, choć to pewnie też celowo.

Tak, celowo. Mam świadomość, że może nie siąść. Pamiętaj – zawsze trzeba wychodzić, chociaż na chwilę ze swojej bańki. Osobiście nie jest to mój styl, ale chciałem zobaczyć jak mi idzie w innym stylu. Jak byłem gówniarzem pisałem w podobny sposób… Napisałem kiedyś coś podobnego. W ogóle, to nie lubię 1osoby. Staram się jej unikać, bo i tak się wtedy czuje jakbym pisał o swoim życiu:) Ale może to opko coś mnie nauczy :)

 

Jak zawsze rad jestem, że wpadłeś :) 

 

Dziękuje mimo wszystko za łapankę. Trzy z uwag były aktualne :)

 

Chyba, że klika Ci nie trzeba, to cóż…

 

Chyba już nie :) Chyba, że do piórka, ale to nie jest opko piórkowe. Bądźmy szczerzy :) Ale wrzuć tak w razie czego(do biblio) :) Jak nie, to jakiś piórkowiec/lożanin kliknie :) 

 

A, nie dodałem, że duży plus za tytuł i “Gemini-Santo-Subito 4.0” laugh

Taki był cel :)

 

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Nowa Fantastyka