- Opowiadanie: Nikto - Półtora dnia z życia inspektora Herringa

Półtora dnia z życia inspektora Herringa

Krótkie.  

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Półtora dnia z życia inspektora Herringa

 

 

Inspektor Herring wracał do domu, omijając cuchnące kałuże i śmieci. Wokół ciemniała noc, przedświtowa, duszna i wilgotna. Gdy zbliżał się do domu, poczuł mdłości.

– Hm. Po czym? Piłem to, co zwykle i tyle co zwykle.

Nudności jednak się nasiliły. Przyspieszył, wszedł do klatki schodowej, czując już torsje. Nie potrafił otworzyć drzwi, klucz ślizgał się w trzęsących i spoconych dłoniach. Wreszcie udało się je otworzyć, ale po przekroczeniu progu doznał ataku torsji i zwymiotował w przedpokoju. Osunął się na podłogę, wyczerpany. Otworzył oczy i zmartwiał. W wymiocinach poruszała się skolopendra. Patrzył oniemiały. Skolopendra podniosła łeb i wpatrywała się w niego czerwonymi ślepiami. Zaczęła rosnąć. Zauważył, że ślepia są częścią twarzy, żółtej, pomarszczonej twarzy jak u starca z bezzębną szparą ust. Skolopendra wpatrywała się w inspektora hipnotycznie. Wymiociny wokół niej zaczęły wirować. Wir się powiększał, skolopendra była już wielkości dorosłego człowieka. Herring zaparł się nogami o framugę, ale nie miał siły wstać. Wirująca dziura zbliżała się do niego. Nie miał się gdzie cofnąć. Wbił plecy w drzwi, odsuwając bezskutecznie nogami rozwirowaną mieszankę wymiocin i podłogi. Było coraz bliżej.

– A chuj tam – mruknął i runął w otchłań.

Otworzył oczy. Siedział za swoim biurkiem w komendzie. W biurze było pusto Spojrzał na biurko i mimo woli zauważył swoje spodnie, oblepione śluzem wymiocin.

– Pięknie kurwa pięknie – powiedział na głos, z lekkim przestrachem. Zachlałem się. Tak źle nigdy do tej pory nie było, żebym się porzygał i usnął. Na komendzie.

Poszedł się umyć, z obrzydzeniem spojrzał na swój zachlany ryj w lustrze. Podszedł do okna i zapalił. W dole sznur samochodów. To chyba wieczór jest, pomyślał, przed świtem byłby mniejszy ruch. Ale coś było nie tak. Przyjrzał się ludziom, idącym chodnikiem. To były skolopendry. Jedne niosły teczki, inne torby z zakupami. Naprzeciwko, przed drzwiami banku stały dwie skolopendry. Jedna z nich odwróciła łeb i spojrzała na Herringa. Widział wyraźnie czerwone ślepia. Bezzębny otwór gębowy poruszył się i druga skolopendra również spojrzała na niego. Wybiegł z komendy.

Ulicą szedł z opuszczoną głową, żeby nie patrzeć na nikogo. Wszedł do baru.

– Cześć Janusz.

– Cześć Marian. Daj portera, muszę się obudzić.

Herring przyglądał się barmanowi, znanemu od lat. Nie był skolopendrą. Odetchnął.

Pił piwo chciwymi łykami.

– Wszystko dobrze? Wyglądasz jak klient zimnego chirurga.

– Dobre. Uśmiałem się, ale wewnętrznie.

W połowie portera zaczął odczuwać spokój i powracające siły. Dopił szybko, położył dychę na blacie i skierował się do wyjścia.

– Porter od roku jest za piętnaście, wiesz o tym, co nie?

– Wiem – rzucił nie odwracając się i wyszedł z baru.

Rano szybkim krokiem przemierzył kilka przecznic, dzielących go od komendy.

Wszedł bez słowa, nie odpowiadając na powitanie dyżurnego. Kiedy otwierał drzwi od swojego biura, z korytarza usłyszał głos komendanta.

– Janusz, podejdź do mnie.

Oho, coś się wydarzyło. Komendant rzadko z nim rozmawiał, bo Herring przerastał go wiedzą, doświadczeniem i inteligencją.

– Cześć komendantowi.

– Siadaj.

Herring usiadł i spojrzał na komendanta, twardo i zimno, aby go onieśmielić. Komendant jednak nie poddał się spojrzeniu. Patrzył na Herringa wielkimi, czerwonymi oczami. Bezzębna, pomarszczone usta ułożyły się w poziomą kreskę.

Herring wyszedł oszołomiony. Usiadł za swoim biurkiem i poczuł, że drżą mu dłonie. Bezwiednie spojrzał na nie.

Zobaczył wiele bezpalcych, żółtych macek skolopendry.

Koniec

Komentarze

Moje uszanowanie!

 

Halo, czemu wszystko takie grube? 

 

Hm. Po czym? Piłem to, co zwykle i tyle co zwykle.

Nagła zmiana narracji, może wyodrębnij to jako cytat?

 

Osunął się na podłogę, wyczerpany.

Niepotrzebny przecinek.

 

Skolopendra podniosła łeb

Powtórzenie. Zmień może tę drugą skolopendrę na “stawonóg”?

 

Zaczęła rosnąć. Zauważył, że ślepia są częścią twarzy, żółtej, pomarszczonej twarzy starca z bezzębną szparą ust. Skolopendra wpatrywała się w inspektora hipnotycznie. Wymiociny wokół niej zaczęły wirować. Wir się powiększał, skolopendra była już wielkości dorosłego człowieka.

Tutaj trochę się chyba pogubiłeś z kolejnością przedstawień w tym opisie. Już widać starca, a jednak wciąż mowa o skolopendrze. 

 

Było coraz bliżej.

Była*

 

Siedział za swoim biurkiem w komendzie. Nikogo nie było, poza Herringiem.

Dziwnie to brzmi w takim szyku. Postaw może na prostotę, i daj “nikogo poza nim nie było”? 

 

Nie ma tragedii, doceniam wizyjność, jednak stwierdzę pewien przerost formy nad treścią. O cóż bowiem tu chodzi? Czy to opis delirium tremens? Nie doświadczyłem jeszcze, więc nie wiem czy wierny, może ktoś inny się wypowie.

 

Pozdrawiam serdecznie! 

 

 

 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Witaj. :)

Sugestie oraz wątpliwości, nasuwające się w związku z kwestiami technicznymi (zawsze – tylko do przemyślenia):

Półtora dnia z życia inspektora Harringa. Inspektor Herring wracał do domu, omijając cuchnące kałuże i śmieci. – mamy tytuł oraz pierwsze zdanie. I od razu, niestety, błędy rzeczowe: Czytelnik nie ma pojęcia, o kim piszesz: o „Harringu”, czy o „Herringu”? Wprowadzasz nazwę własną, ale nie dbasz o jej należyty, prawidłowy zapis. I z miejsca, całkiem niepotrzebnie, jest już „na dzień dobry” kilkanaście błędów rzeczowych, bo tyle razy padają obie formy zapisu tego nazwiska w tym krótkim szorcie.

 

Inspektor Herring wracał do domu, omijając cuchnące kałuże i śmieci. Wokół ciemniała noc, przedświtowa, duszna i wilgotna. Gdy zbliżał się do domu, poczuł mdłości. Hm. Po czym? Piłem to, co zwykle i tyle co zwykle. Nudności jednak się nasiliły. – narracja powinna być oddzielona od myśli bohaterów (dalej są i inne takie fragmenty)

Herring zaparł się nogami o framugę, ale nie miał siły wstać. Wirująca dziura zbliżała się do niego. Nie miał się gdzie cofnąć. – powtórzenia?

Siedział za swoim biurkiem w komendzie. Nikogo nie było, poza Herringiem. Spojrzał na biurko i mimo woli zauważył swoje spodnie, oblepione śluzem wymiocin. – i tu?

– Pięknie kurwa pięknie – powiedział na głos, z lekkim przestrachem. Zachlałem się. Tak źle nigdy do tej pory nie było, żebym się porzygał i usnął. Na komendzie. – błędny zapis dialogu i brak przecinków?

– Cześć Janusz. – przecinek przy Wołaczu?

– Cześć Marian. – i tu?

– Porter od roku jest za 15, wiesz o tym, co nie? – w dialogach liczebniki zapisujemy słownie

 

Pogrubioną czcionkę zmień na zwykłą. Rozbij zwarte akapity tekstu na mniejsze.

 

Jest pomysł, ale mam podobne odczucia, co Bartkowski.robertnie do końca kumam, o co kaman. Co się tam tak naprawdę wydarzyło? Świat pozmieniał się nagle, wraz z bohaterem? Czemu? Czyżby tylko wskutek jego picia? Brak zbyt wielu informacji.

 

Ponieważ to Twoje drugie opko, a usterek jest sporo, dam na wszelki wypadek namiary, jak Nowicjuszom: w dziale Publicystyka są super Poradniki, pomocne nam wszystkim, w tym: Drakainy – dla Nowych Użytkowników, ortograficzne, dialogowe, interpunkcyjne, myślowe itp. :) 

Pozdrawiam serdecznie. :) 

Pecunia non olet

Dziękuję za ciężką pracę.

Dziękuję za ciężką pracę.

laugh Na spokojnie, praca ciężka nie była, tutaj mamy czasem opowiadania na ponad 100 tys. znaków. :)

I ja dziękuję, pozdrawiam i powodzenia. :) 

Pecunia non olet

Kłaniam się

Nowa Fantastyka