- Opowiadanie: CZARNA2 - 364 dni Belzebuba - Dzień 58

364 dni Belzebuba - Dzień 58

Nowa część przy­gód Bel­ze­bu­ba, do któ­rej pięk­ne ilu­stra­cje zro­bił He­sket. Wię­cej z jego twór­czo­ści znaj­dzie­cie na Fa­ce­bo­oku.

 

https://www.facebook.com/share/1CRJ7vxWia/

 

 

 

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

364 dni Belzebuba - Dzień 58

 

 

Bel­ze­bub wy­grze­wał się le­ni­wie na brze­gu drew­nia­ne­go stołu, a fu­trza­na łapka dyn­da­ła po­mię­dzy szcze­bla­mi. Otwo­rzył oko, sły­sząc czła­pa­nie Bal­bi­ny, która cięż­ko dy­sząc, skry­ła się w cie­niu.

Kocur przez chwi­lę leżał nie­ru­cho­mo, a potem od nie­chce­nia pac­nął psa w głowę. Bal­bi­na unio­sła łeb, roz­glą­da­jąc się. Kot scho­wał szyb­ko łapkę i uda­wał, że o ni­czym nie wie. Po chwi­li sy­tu­acja po­wtó­rzy­ła się i pies z wes­tchnie­niem po­ło­żył się na be­to­nie. Bel­ze­bub nie mógł jej już do­się­gnąć.

– Wiesz – mruk­nął kot. – Strasz­nie ci za­zdrosz­czę. Czu­jesz słod­kie, a ja pod tym wzglę­dem zo­sta­łem upo­śle­dzo­ny. A tak ko­cham sło­dy­cze. Krów­ki, cią­gut­ki, żelki i trup­ki… Wiesz które?

Spod stołu do­bie­gło zre­zy­gno­wa­ne wes­tchnię­cie, a Bel­ze­bub cią­gnął dalej.

– Te co sprze­da­ją na stra­ga­nach, przy cmen­ta­rzu, pierw­sze­go li­sto­pa­da. No to jest po­ezja. Jak je tro­chę roz­mięk­czysz, to tak faj­nie za­kle­ja­ją pasz­czę. – Kocur prze­cią­gnął się i ob­ró­cił na plecy, wy­sta­wia­jąc brzuch do słoń­ca.

– Tę­sk­nie za domem, za go­rą­cem z pie­ców, za­pa­chem siar­ki, lepką magmą bul­go­czą­cą w ko­tłach. Za płyn­no­ścią me­ta­lu, który wije się jak srebr­na rzeka, spły­wa­jąc le­ni­wie wzdłuż ko­ryt­ka i wrza­ska­mi po­tę­pio­nych, któ­rych ob­my­wa. Ten krzyk… – roz­ma­rzył się i przy­mknął oczy. – Kto raz go usły­szy, ten nigdy nie za­po­mni…

Bel­ze­bub za­strzygł usza­mi. W chwi­lę póź­niej Ha­li­na wy­szła z domu i za­ma­szy­stym kro­kiem su­nę­ła w ich kie­run­ku.

– Oto nad­cią­ga­ją pro­ble­my – mruk­nął kocur.

– Bel­ze­bub, przy­cho­dzi dziś moja ko­le­żan­ka. Znamy się od pod­sta­wów­ki…

– A co mnie to ob­cho­dzi?

– Nawet nie pró­buj gadać, bo pusz­ki z naj­tań­szą karmą bę­dziesz miał za­pew­nio­ne do od­wo­ła­nia. I whi­ska­sa, i co ty­go­dnio­we ką­pa­nie.

– Dobra – mruk­nął szyb­ko. – Ką­pa­niem mnie prze­ko­na­łaś. Będę mil­czał jak grób, a wła­ści­wie to pójdę spać i nawet mnie nie za­uwa­ży.

Ha­li­na zmarsz­czy­ła brwi, wie­trząc pod­stęp. Bel­ze­bub po­dej­rza­nie szyb­ko zgo­dził się na jej wa­run­ki. Pa­trzy­ła jak się prze­cią­ga by odejść do domu.

 

 

 

 

 

 

Bel­ze­bub spał w sza­fie, za­ko­pa­ny w swe­trach Ha­li­ny, kiedy ktoś otwo­rzył drzwi i ude­rzy­ła w niego ja­sność. Zmru­żył oczy i ziew­nął.

Ko­bie­ca twarz z rudą czu­pry­ną, za­glą­da­ją­ca do środ­ka nie na­le­ża­ła do Ha­li­ny.

– Nikt ci nie mówił, że nie grze­bie się w cu­dzych rze­czach? – ode­zwał się kocur.

Ko­bie­ta za­mar­ła z wy­cią­gnię­tą ręką, a jej twarz po­bla­dła.

– No do cie­bie mówię, ruda lam­pu­ce­ro.

– Kto tu jest? – za­py­ta­ła ko­bie­ta.

– Ja.

Unio­sła głowę i spoj­rza­ła w żółte zło­śli­we oczy o pio­no­wych źre­ni­cach. Cof­nę­ła się prze­ra­żo­na.

– No pa­trz­cie ją, za­ło­ży­ła sobie ró­ża­niec na szyję i szpa­nu­je, jaka to wier­na, a do rą­czek wszyst­ko się klei.

Bel­ze­bub wy­szcze­rzył się, kiedy ko­bie­ta ob­ró­ci­ła się na pię­cie i wy­bie­gła z po­ko­ju.

– Bo­żen­ko, co się stało? – zdzi­wi­ła się Ha­li­na, kiedy jej ko­le­żan­ka cał­kiem spa­ni­ko­wa­na za­kła­da­ła buty.

– Nic – od­parł Bel­ze­bub, kiedy drzwi za­trza­snę­ły się. – Do ko­ścio­ła po­le­cia­ła. Ponoć dia­bła wi­dzia­ła.

Koniec

Komentarze

Fajne opko :) Mocną twoją stroną są dialogi. Powoli się zaczynam w to wciągać :) 

 

Daje kliczka :)

 

Uwagi tech:

 

Płynnością metalu, który wije się jak srebrna rzeka spływając leniwie wzdłuż korytka i wrzaskami potępionych, których

A może “Za Płynnością metalu, wijącego się jak srebrna rzeka spływając leniwie wzdłuż korytka i wrzaskami potępionych, których obmywa”

 

Widzę dużą poprawę w kwestii interpunkcji i sprawdzania tekstu. Tak trzymać!

 

Ładne ilustracje @Hesket! Masz obserwajkę ode mnie :) 

 

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Cześć

Szort jak zwykle zabawny i od razu zrobiło się wesoło. Kto to widział zaglądać do czyjejś szafy? Szczególnie wtedy, gdy w środku śpi Belzebub.

Klik!

Pozdrawiam

Dzięki, melendur

Hejka!

Fajne, bardzo lekko się czytało. Belzebub totalnie skradł moje serce. wink 

Pozdrawiam i klikam. 

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Hej!

 

Wcześniejszych części nie czytałem, więc nie wiem, skąd Belzebub wziął się u Haliny. Fajny ten diabeł, który pilnuje zamiast kusić. Chyba że to przyspieszona, sympatyczna kara za grzechy ;)

 

Ostało się trochę literówek i przecinkologii:

Belzebub wygrzewał się na leniwie na brzegu drewnianego stołu, a futrzana łapka dyndała pomiędzy szczeblami.

Nadmiarowe.

Otworzył oko[,+] słysząc człapanie Balbiny, która ciężko dysząc[,+] skryła się w cieniu.

Imiesłowy przysłówkowe (robiąc, zrobiwszy itp.) oddzielamy przecinkiem. Być może jeszcze powinien być przecinek po “która”, ale to już sam nie jestem pewien.

Belzebub, nie mógł jej już dosięgnąć.

Bez przecinka.

Krówki, ciągutki, żelki i trupki…Wiesz które?

Zabrakło spacji.

Tęsknie za domem, za gorącem z pieców

Płynnością metalu, który wije się jak srebrna rzeka[,+] spływając leniwie wzdłuż korytka

 

Klikam i pozdrawiam :)

It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead

Nowa Fantastyka