- Opowiadanie: Teo Max - Przypadek modelowy

Przypadek modelowy

Zależało mi, żeby tekst pokazać dzisiaj. Miesiąc temu wydarzyło się na świecie coś, przez co „urodziła” mi się bardzo natarczywa myśl „a co, jeśli..?”. Myśl ta jest też bardzo nieuprzejma wobec Człowieczeństwa i Ludzkości.

 

Tekst porusza motywy przemocy instytucjonalnej, wykorzystania, traumy i wspomaganej śmierci.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

Użytkownicy, Użytkownicy II, Użytkownicy III

Oceny

Przypadek modelowy

 

System nie miał twarzy.

Miał algorytmy, wskaźniki i pastelowe wykresy.

Nazywał się Program Autonomii Godnej.

Oficjalnie pomagał ludziom doświadczającym nieznośnego cierpienia.

W materiałach informacyjnych powtarzano jedno zdanie:

Każdy ma prawo zdecydować o swoim odejściu.

 

Analiza

W wieku jedenastu lat Lina przeszła obowiązkową analizę medyczną.

Pielęgniarka zaznaczyła coś czerwonym kolorem w jej elektronicznej karcie.

W kwietniu 2033 roku algorytm ocenił jej profil psychologiczny.

94/100.

Komentarz systemowy:

Wysokie ryzyko trwałych zaburzeń adaptacyjnych.

Silna tendencja do internalizacji poczucia winy.

Trzy tygodnie później przyszli po nią. Miła pani powtarzała ciepłym głosem:

– Kiedy rodzice przestaną mieć kłopoty, wrócisz do nich.

Matka płakała krótko. Ojca nie było.

Nastoletnia Lina stała w korytarzu w zniszczonych butach i patrzyła, jak pakują jej rzeczy do przezroczystego worka. W ręku trzymała pluszowego króliczka. Szarpała go za uszko.

 

Placówka „Nasz Dom”

W placówce było czysto i ciepło.

Trzy posiłki dziennie. Czyste ubrania. Podręczniki.

Tylko nikogo nie było.

Nie było mamy, która by przytuliła.

Nie było taty, który powiedziałby jej, że jest dla niego ważna.

Była cisza.

I echo kroków na długim korytarzu.

Przez pierwsze dwa lata prawie nie mówiła. Potem też niewiele. Czasem tylko rozmawiała z króliczkiem.

 

Kiedy miała piętnaście lat, trochę starszy chłopak przyszedł do jej pokoju. Nie był brutalny.

Powiedział tylko:

– Wszyscy tak robią.

Lina nie odepchnęła go.

Leżała nieruchomo, czując obce ciepło na skórze.

Przez chwilę – tylko przez chwilę – wydawało jej się, że ktoś jej potrzebuje.

 

Następnego dnia pani Elena usiadła naprzeciwko niej z łagodnym uśmiechem.

– Rozumiem, że czujesz się winna – powiedziała spokojnie.

– To trudne uczucie.

Chwilę milczała.

– Ale pamiętaj. Twoje ciało należy do ciebie.

Gdybyś naprawdę nie chciała, mogłaś powiedzieć „nie”.

Lina kiwnęła głową.

I uwierzyła.

 

Kiedy rodzice przestaną mieć kłopoty, wrócę do nich – powtarzała w myślach.

 

Od tamtej pory było już to normalne.

Z każdym kolejnym razem czuła się coraz bardziej brudna – i coraz bardziej przekonana, że sama tak wybiera.

W raporcie rocznym zapisano:

Pacjentka wykazuje wysoką tendencję do internalizacji winy oraz poszukiwania bliskości poprzez zachowania ryzykowne.

Kontynuować ścieżkę obserwacyjną.

 

Wspólny dom „Nasza przyszłość”

Gdy skończyła osiemnaście lat, przeniesiono ją do wspólnego domu dla młodzieży.

Powiedziano jej, że jest już dorosła. I nie musi wracać do domu. Że jest wolna.

Znalazła pracę jako sprzątaczka w centrum handlowym.

Później jako kelnerka na nocnej zmianie.

Minimalna pensja. Stały grafik.

Nikt nie pytał o plany na przyszłość.

 

W domu nadal było pusto.

Ludzie przychodzili i odchodzili.

Czasem ktoś zostawał na noc.

Przez kilka minut czuła, że jest komuś potrzebna.

 

Pewnego wieczoru, po szczególnie ciężkim dniu, jeden z chłopaków z domu przyszedł do jej pokoju.

Kiedy skończył, powiedział:

– No widzisz? Lubisz to.

Lina patrzyła w sufit.

Coś w niej pękło.

 

Skok

Następnego wieczoru wyszła na balkon czwartego piętra.

Wspięła się na balustradę. Zeszła. Pocałowała króliczka w to uszko, które zawsze szarpała.

Stała chwilę w chłodnym powietrzu.

Myślała tylko jedno:

Gdybym była inna. Gdybym umiała powiedzieć nie. Może to ja jestem kłopotem?..

Weszła raz jeszcze na balustradę. Skoczyli razem.

 

Szpital

Obudziła się w szpitalu.

Połamany kręgosłup. Sparaliżowane nogi. Ból neuropatyczny.

Piekący. Palący – jakby ktoś wbijał w kręgosłup rozgrzane igły.

Nawet leżenie bolało.

W głowie powtarzały się zdania, które słyszała przez lata:

Mogłaś powiedzieć nie. Gdybyś była inna…

Teraz ból fizyczny i ból winy stały się jednym.

 

Trzy tygodnie później przyszedł doktor Varga.

Usiadł przy jej łóżku i wziął ją za rękę.

– Nie chcę już tego bólu – powiedziała cicho. – Nie chcę.

Varga skinął głową.

– Rozumiem.

Milczał chwilę.

– Noszenie takiego ciężaru przez lata musi być nie do zniesienia.

Spojrzał na nią uważnie.

– Masz prawo powiedzieć: dość.

Lina poczuła ulgę.

Ktoś w końcu ją zauważył. I uszanował jej zdanie.

 

Kilka dni przed procedurą

W pokoju Liny nagle zrobiło się tłoczno.

Przyszła ekipa telewizyjna.

Pojawił się ojciec – po raz pierwszy od wielu miesięcy.

Trzymał ją za rękę i płakał przed kamerą.

Przyszła nawet kobieta, która przedstawiła się jako dawna przyjaciółka.

Dziennikarka mówiła miękkim głosem:

– Lino, wielu ludzi chce cię usłyszeć. Chcemy pokazać twoją odwagę.

Lina patrzyła na nich wszystkich.

Po raz pierwszy w życiu czuła się ważna.

Nawet ojciec patrzył na nią. Był przy niej.

 

Wieczorem, kiedy wszyscy wyszli, pomyślała ze zdumieniem:

Przez tyle lat byłam nikim. A teraz, kiedy powiedziałam, że chcę umrzeć… Nagle wszyscy mnie widzą.

To uczucie było bardzo miłe.

Bardzo, bardzo miłe.

 

 

26 marca 2042

Pokój był jasny.

Na stoliku stała waza z białymi kwiatami.

– Jesteś gotowa? – zapytał Varga.

– Tak – szepnęła.

– Chcę już przestać czuć… wszystko.

O 14:37 podano pierwszy lek.

O 14:51 drugi.

Lina zamknęła oczy.

– Dziękuję – powiedziała cicho.

 

Kampania

Trzy dni później kampania ruszyła pełną parą.

Jej twarz pojawiła się na plakatach w gabinetach psychologicznych.

Uśmiechnięta. Spokojna.

Lina wybrała godność.

Dzięki jej odważnej decyzji uratowano życie pięciu osób.

W materiałach edukacyjnych pisano:

Nie musisz dźwigać bólu przez całe życie.

Masz prawo powiedzieć: dość.

 

Archiwa

Kilka miesięcy później młoda dziennikarka uzyskała dostęp do archiwów Programu.

Znalazła teczkę Liny.

Pierwszy dokument pochodził z jej jedenastego roku życia.

STATUS BIOLOGICZNY:

Profil tkankowy A+.

POTENCJAŁ TRANSPLANTACYJNY:

Bardzo wysoki.

 

Kolejne dokumenty były bardziej szczegółowe.

Komentarze wychowawców przy każdym incydencie oznaczono jako:

wzmocnienie poczucia odpowiedzialności za własną krzywdę – efekt pozytywny.

Terapeuta Varga otrzymywał comiesięczne wytyczne:

Wzmacniać poczucie odpowiedzialności za doznane krzywdy. Jednocześnie oferować autonomiczne wyjście.

Plan transplantacyjny utworzono dziewięć lat wcześniej.

 

Na końcu raportu widniała adnotacja:

PRZYPADEK NR 4782-K – LINA V.

Status dawcy: zrealizowany.

Profil: A+.

WSKAŹNIK SUKCESU: 94%.

PRZYPADEK MODELOWY.

REKOMENDACJA:

Kontynuować wykorzystanie historii w kampaniach edukacyjnych.

 

Dziennikarka zamknęła plik.

Na ścianie jej gabinetu wisiał plakat.

Uśmiechnięta Lina patrzyła prosto w obiektyw.

Lina wybrała godność.

Pod spodem, drobnym drukiem:

A Ty?

 

Koniec

Komentarze

Serwus,

fajny, mocny szort. Ciekawy pomysł.

Podział na rozdziały i zaczynanie zdań od nowej linii wzmacnia emocjonalny ciężar i dramaturgię. Daje odczucie, że najgorsze rzeczy dzieją się między wersami. Ale z drugiej strony nie wiem, czy nie jest tego za dużo. Wydaje mi się, że dobrze to działa w mniejszej dawce, ale przy ciągłym stosowaniu jest ryzyko, że zabieg ten się „wyczerpie". Czy tu się wyczerpał? Nie wiem, to pewnie indywidualne odczucie każdego czytającego.

Niemniej sam pomysł na szorta jest dobry. Czuć emocje, osamotnienie, pewną niemoc. Podoba mi się.

 

„Miesiąc temu wydarzyło się na świecie coś, przez co „urodziła” mi się bardzo natarczywa myśl” – co to za wydarzenie?

„Myśl ta jest też bardzo nieuprzejma wobec Człowieczeństwa i Ludzkości.”nieuprzejma wobec Człowieczeństwa i Ludzkości – dobre!

 

Pozdrawiam i klikam

rr

Trochę ciężej mi się czytało ze względu na układ. Moim zdaniem mogłaś część tych rozdziałów w formie normalnych akapitów wrzucić.

 

Pomysł – dobry. Emocje czuć, niemoc z tekstu wylewa się, dając dystopijno-pesymistyczny obraz.

 

Natomiast zdecydowanie za dużo tej formy. Np. 

Archiwa

Kilka miesięcy później młoda dziennikarka uzyskała dostęp do archiwów Programu.

Znalazła teczkę Liny.

Pierwszy dokument pochodził z jej jedenastego roku życia.

STATUS BIOLOGICZNY:

Profil tkankowy A+.

POTENCJAŁ TRANSPLANTACYJNY:

bardzo wysoki.

To jest ok. 

 

Ale wszystko przed – zapisałbym w formie standardowej. 

 

Nie ukrywam, że mam pewien kłopot, bo historia opowiedziana i pomysł jest spoko, ale forma jego napisania trochę mi utrudniała czytanie. Zastanowię się jeszcze nad klikiem.

 

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Witaj. :)

Mocno dołujący tekst. Niestety, ale najstraszniejszym jest w nim fakt, że nie ma tu za grosz fantastyki, a horror/piekło/”taki los…” – sięgając do klasyki – “…ludzie zgotowali ludziom”. crying

Dlatego tak bardzo lubię typowe horrory – wiem, że wampir tak naprawdę nigdy nikogo nie zabije. W przypadku bestialskich ludzi już tej pewności nie mam… sad

 

Klik, pozdrawiam serdecznie. :)

Pecunia non olet

 Dzięki za uwagi:))

W zasadzie obydwaj, Robert Raks i melendur88, mówicie to samo – jeśli każde zdanie jest ważne, nie ma gradacji ważności; jeśli każde zdanie krzyczy emocją, nie wiadomo, co krzyczą. Trochę o tym wiedziałam, ale skoro zgodnie piszecie – wezmę pod uwagę. Usłyszałam też radę, żeby przeplatać te krótkie ważne zdania długimi. Wtedy „te ważne” będą mogły wybrzmieć. I da się czytać :) 

Mam nadzieję, że dobrze was zrozumiałam.

 

Pisałam ten tekst w niesmaku ducha (brakuje mi dobrego określenia). 26 marca poddano eutanazji 25-letnią Hiszpankę. Sama nie wiem, czemu się tak przejęłam. W końcu tyle różnych nieszczęść:(

W tym konkretnym przypadku (prawdopodobnie – sąd się jeszcze nie wypowiedział) załamano prawo. Lekarz prowadzący eutanazję był jednocześnie koordynatorem transplantacji. I jeszcze kilka pomniejszych problemów prawnych i etycznych. Kobieta nie była chora terminalnie. Mimo depresji sąd przychylił się do jej prośby o eutanazję, stwierdzając, że ma właściwe rozpoznanie rzeczywistości i rozumie konsekwencje. Potem napisała prośbę o „czas do namysłu” – sąd odmówił, stwierdzając, że nie ma właściwego rozpoznania, i napisała tę prośbę pod wpływem innych osób. Rodzina o nią walczyła. Przegrali – a na dodatek spotkali się z hejtem.

 

Bruce – przepraszam, że tekst jest dołujący. Chciałam pozbyć się swojego doła:((

Nie wiem, czy Cię dobrze rozumiem, że nie ma w moim szorciku fantastyki. Pomysł „człowiek jako zasób organów” jest roztrząsany w „Krokach w nieznane”, a ta seria wychodziła chyba w latach siedemdziesiątych. Chyba, że też niemiło pomyślałaś o ludziach :(

A skoro lubisz prawdziwe horrory, to czy czytałaś „Wampira” Władysława Reymonta? Po przeczytaniu jego baśni „Bunt” – trochę się boję :))

 

Pozdrawiam serdecznie. Bardzo dziękuję za uwagi.

Teo Max, moją opinią chciałam jedynie podkreślić, jak straszliwe rzeczy człowiek może wyrządzić człowiekowi. Wspomnianej powieści nie czytałam, ale też i “mój” wampir (taki stuprocentowy, wyłącznie fantastyczny) był jedynie przykładem. :) A podobne pozbywanie się doła jest ze wszech miar uzasadnione i usprawiedliwione. :)

Pozdrawiam serdecznie. heart

 

Pisałam ten tekst w niesmaku ducha (brakuje mi dobrego określenia). 26 marca poddano eutanazji 25-letnią Hiszpankę. Sama nie wiem, czemu się tak przejęłam. W końcu tyle różnych nieszczęść:(

W tym konkretnym przypadku (prawdopodobnie – sąd się jeszcze nie wypowiedział) załamano prawo. Lekarz prowadzący eutanazję był jednocześnie koordynatorem transplantacji. I jeszcze kilka pomniejszych problemów prawnych i etycznych. Kobieta nie była chora terminalnie. Mimo depresji sąd przychylił się do jej prośby o eutanazję, stwierdzając, że ma właściwe rozpoznanie rzeczywistości i rozumie konsekwencje. Potem napisała prośbę o „czas do namysłu” – sąd odmówił, stwierdzając, że nie ma właściwego rozpoznania, i napisała tę prośbę pod wpływem innych osób. Rodzina o nią walczyła. Przegrali – a na dodatek spotkali się z hejtem.

Potworne… crying

Pecunia non olet

Hejka!

Pomysł bardzo ciekawy, ale forma w jakiej został przedstawiony troszkę utrudniała odbiór.  Chętnie przeczytałabym w bardziej rozbudowanej formie, bo podoba mi się cały zamysł.

Pozdrawiam!

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Dzięki :) to zachęcające słowa. Jak trochę uspokoję ducha, zabiorę się do pracy nad tekstem. Pozdrawiam serdecznie :)

Cześć

Bardzo smutna historia. Dobrze napisany szort. Zastanawiam się, czy rozsypanie tekstu działa na korzyść. Mam na myśli porządek: zdanie pod zdaniem. 

Klik

Pozdrawiam

Dzięki:) Napiszę inaczej, to zobaczymy. Czasem mi się wydaje, że ten sposób lepiej oddaje ekspresję. Ale – raczej utrudnia czytanie (takie są zgodne opinie). Dzięki:) Pozdrawiam serdecznie

Cześć! ;)

Bardzo dobry, smutny tekst, trochę dający do myślenia. 

Podobał mi się pomysł, jak i zakończenie. Szkoda, że to tylko Short, bo chętnie bym przeczytał dłuższe opowiadanie w tym temacie ;)

Jedynie szkoda, że nie było tu za wiele horroru, ale myślę, że można to wybaczyć ;D

Pozdrawiam serdecznie! ;)

Hej!

 

Mnie również przejęła historia Noelii Castillo Ramos. Szczególnie, że sieć obiegły zdjęcia jej smutnej twarzy. A to, co musiała przeżyć w ośrodku dla młodzieży, trudno sobie wyobrazić.

Ty ubrałaś tę prawdziwą historię w szaty literackie. Udało Ci się stworzyć adekwatną do tematu atmosferę. Forma nieco nietypowa, ale rozumiem zamysł – seria suchych wiadomości w kontraście do głęboko emocjonalnej sytuacji. Trochę na siłę dodana fantastyka, choć dla mnie to nie stanowi problemu.

Za podjęcie trudnego tematu i umiejętne stworzenie mrocznej atmosfery polecam do biblioteki.

 Dzięki za miłe słowa:)

Dovio – masz rację, niewiele w tekście horroru:) ale coś musiałam wybrać i jednocześnie ostrzec tych, którzy nie czytają takich „paskudnych” tekstów. Może faktycznie jako opowiadanie będzie lepsze do czytania. Kiełkuje mi pomysł, może coś z tego będzie.

Kronos.maximus – tak, to literacka wersja historii Noelii. Napisałam, żeby pozbyć się niesmacznych myśli o ludziach… I tak – jeśli nie będziemy przyglądać się procedurom, jeżeli nie będziemy zadawać niewygodnych pytań ludziom, to niewinnym będzie działa krzywda. Temat traktowania ludzi jako zasobu organów poruszany jest w fantastyce wielokrotnie. Czytając historię Noelii w social mediach miałam nieodparte wrażenie, że właśnie się spełnia czarny sen. Mam nadzieję, że mylne:(

Tak, poza przeniesieniem historii w przyszłość i wymyśloną nazwą programu niewiele tam fantastyki :(

 

Dzięki za wsparcie :)

Pozdrawiam serdecznie :)

Rozumiem, Teo Max, że wydarzenie bardzo Cię poruszyło, że miałaś ogromną potrzebę podzielenia się odczuciami i przyjmuję wyjaśnienia zawarte w przedmowie, ale zastanawiam się, czy portal NF jest dobrym miejscem na prezentację „Przypadku modelowego”.

 

jej  rze­czy… → Wystarczy jedna spacja.

 

„Gdybym była inna. Gdybym umia­ła po­wie­dzieć nie. Może to ja je­stem kło­po­tem?..” → Tekstu napisanego kursywą nie ujmuje się w cudzysłów – albo kursywa, albo cudzysłów. Ten błąd pojawia się kilkakrotnie także w dalszej części tekstu.

Jeśli po pytajniku miał być wielokropek, brakuje mu jednej kropki. Wielokropek ma zawsze trzy kropki.

 

„Przez tyle lat byłam nikim. A teraz, kiedy po­wie­dzia­łam, że chcę umrzeć… Nagle wszy­scy mnie widzą.” → Jak wyżej.

Zaznaczam, że jeśli zdecydujesz się na wersję w cudzysłowie, kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu. Uwaga dotyczy też zapisu w dalszej części tekstu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Witaj :)

Dzięki za wyłapanie wpadek. To bezcenne.

 

Dzięki, że podzieliłaś się swoimi wątpliwościami, czy portal NF jest dobrym miejscem na prezentację “Przypadku modelowego”. Może znajdziesz czas, żeby rozwinąć tę myśl. Też miałam wątpliwości, może takie same. 

W przedmowie zaznaczam tylko, że pewne wydarzenie miało miejsce niedawno. I zrodziło myśli nieprzychylne wobec przyszłości Człowieczeństwa i Ludzkości. Moje odczucia nie mają tu nic do rzeczy. Myślę, że powinniśmy pilnować procedur i patrzeć na ręce ludziom, którzy je tworzą. Więc przeniosłam akcję w przyszłość i wymyśliłam system świadomie wykorzystujący pewne mechanizmy. 

Człowiek jako zasób organów nie jest tematem nowym w fantastyce. 

 

Pozdrawiam serdecznie :)

 

Teo Max, Twój tekst odebrałam jako swoisty komentarz odnoszący się do niedawnego wydarzenia, a spodziewałam się opowiadania fantastycznego, bo takiej twórczości oczekuję na tym portalu. Nieco się więc zawiodłam i to chyba wszystko, co skłoniło mnie do wyrażenia małych wątpliwości.

Powodzenia w dalszej pracy twórczej. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tak, zbieżność czasowa wydarzenia i mojego tekstu jest wadą. I logiczne, że odczytujesz to jako komentarz do rzeczywistości. Jednakże – przyszłość zaczyna się już dziś.

Dzięki za poświęcony czas.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

 

Bardzo proszę, Teo Max, i czekam na fantastyczne opowiadania. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć Teo,

 

Po przeczytaniu Twojego szorta dopadły mnie podobnie zatrważające myśli jak po obejrzeniu „Wyspy” z Ewanem McGregorem i Scarlett Johansson. Tamten film dotykał tego samego lęku: traktowania człowieka nie jako osoby, lecz jako zasobu – i był bez wątpienia science fiction. Twoje opowiadanie, choć prowadzi czytelnika do bardzo podobnych przemyśleń, jest dla mnie raczej publicystyką ubraną w kostium fantastyczny. Ale jest to publicystyka ważna, potrzebna i niepokojąco aktualna.

Lubię teksty, które zostawiają czytelnikowi coś do przemyślenia i nie dopowiadają wszystkiego za niego. Twój tekst to robi.

 

Podobnie jak inni, miałem kłopot z formą. Wiem, że istnieje szkoła mówiąca, że z samej treści powinno wynikać, gdzie czytelnik ma znaleźć akcenty i jakie one są. Ja nie jestem aż takim purystą. Uważam, że kursywa, pogrubienie, cudzysłów, nietypowe akapitowanie czy inne środki typograficzne mogą poprawić czytelność albo uatrakcyjnić tekst. Tyle że są jak przyprawy: odrobina potrafi wzmocnić smak, ale jeśli wrzuci się ich za dużo i zbyt wiele naraz, zaczynają dominować nad potrawą, czasem wręcz czyniąc ją niestrawną.

Ten nadmiar formalnych dodatków utrudniał mi czytanie. Natomiast pomysł, ciężar emocjonalny i finał są atutami Twojego szorta. Jeśli powstanie zapowiadana przez Ciebie wersja bardziej „opowiadaniowa”, spokojniejsza formalnie, chętnie do niej wrócę i zapewne kliknę z przekonaniem.

Kibicuję dalszej pracy nad tym tekstem.

 

Pozdrawiam.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Cześć, Teo Max!

Trafiłem na Twój tekst pierwszy raz, mam nadzieję, że podoba Ci się tutaj i zadomowisz się na Portalu. Zakładam, że podano Ci już linki do poradników, w razie jakichkolwiek wątpliwości nie wahaj się pytać, chętnie pomogę, jak zresztą każdy doświadczony użytkownik.

Szanuję, że poruszyło Cię to zdarzenie i postanowiłaś podzielić się przemyśleniami w formie literackiej. Warto, żeby fantastyka odnosiła się do rzeczywistości, nie była oderwaną bajeczką, taka ambicja dobrze rokuje na przyszłość. Jednak do realizacji tematu mam poważne zastrzeżenia, którymi postaram się podzielić w możliwie przystępnej formie.

Otóż po pierwsze: moim zdaniem jest nazbyt wyraźnie widoczne, że Twoja bohaterka jest w całości wzorowana na rzeczywistej zmarłej dziewczynie, tylko ze zmienionym imieniem i częścią otoczki. Przez to utwór może (niechcący, zakładam) sprawiać wrażenie, że nie ostrzega przed potencjalnym przyszłym zagrożeniem, tylko wpisuje się w burzę medialną dotyczącą konkretnego przypadku i dokłada do niej kolejny wyobrażony spisek. Przypuszczam też, że lektura mogłaby być dotkliwa dla jej bliskich, gdyby któryś akurat czytał po polsku i tutaj trafił.

Po drugie, samo formułowane przez Ciebie ostrzeżenie wygląda mi na pozbawione solidnego oparcia:

STATUS BIOLOGICZNY:

Profil tkankowy A+.

POTENCJAŁ TRANSPLANTACYJNY:

Bardzo wysoki.

Czy aby nie pomieszałaś układu zgodności tkankowej z grupami krwi? Kompatybilność grup krwi między dawcą a biorcą jest (w zasadzie) potrzebna do przeszczepienia, ale typ białek tkankowych prezentujących antygeny jest dziedziczony wielogenowo i jego opis jest dużo bardziej skomplikowany, bo mamy do czynienia z ponad 17 000 alleli w różnych kombinacjach, zob. https://en.wikipedia.org/wiki/Human_leukocyte_antigen. Co z tego dalej wynika, mówienie o “potencjale transplantacyjnym” nie ma sensu, kolejka oczekujących biorców jest długa i zdrowe narządy zawsze komuś pomogą.

Wyjątkiem może być jakiś monarcha absolutny czy dyktator o bardzo rzadkim haplotypie HLA, ktoś taki może starać się o w miarę zgodnego tkankowo niewolnika, żeby w razie potrzeby mieli mu od kogo pobrać organy do przeszczepu – słyszałem, że to się rzeczywiście zdarza, ale takie przypadki są siłą rzeczy jednostkowe.

Inny problem moralny zbliżonej natury to tzw. “rodzeństwo ratunkowe” – rodzice chorego dziecka potrzebującego przeszczepu mogą starać się o kolejne dobrane genetycznie tak, żeby mogło być dla niego dawcą (komórek macierzystych lub szpiku). Tutaj istnieje obawa przed nadużyciami i potrzeba mądrych regulacji – ten temat poruszył już w wydaniu dystopijnym Kazuo Ishiguro (Nie opuszczaj mnie) i pewnie trudno będzie lepiej, choć oczywiście wolno próbować.

 

W smutnym przypadku Noelii Castillo, jak wspomniałem, czytelnik mierzy się z potężnym nawałem doniesień medialnych i dezinformacji. Nie mogę powiedzieć, żebym to wszystko śledził, artykuł w enwiki sprawia na mnie wrażenie rzetelnego, ale naprawdę szczegółowe zbadanie sprawy mogłoby wymagać pomocy kogoś swobodnie czytającego po hiszpańsku.

W tym konkretnym przypadku (prawdopodobnie – sąd się jeszcze nie wypowiedział) załamano prawo. Lekarz prowadzący eutanazję był jednocześnie koordynatorem transplantacji. I jeszcze kilka pomniejszych problemów prawnych i etycznych.

Sąd wypowiedział się we wszystkich instancjach do Strasburga włącznie i odrzucił roszczenia wspieranego przez organizacje katolickie ojca do decydowania o życiu dorosłej córki.

Pacjent teoretycznie może wyrazić zgodę tylko na eutanazję, a nie na pobranie narządów (moim skromnym zdaniem byłby to postępek wyjątkowo obrzydliwy), może też ją w każdej chwili wycofać.

Kobieta nie była chora terminalnie. Mimo depresji sąd przychylił się do jej prośby o eutanazję, stwierdzając, że ma właściwe rozpoznanie rzeczywistości i rozumie konsekwencje.

Była trwale sparaliżowana. Doznawała trudnego do opanowania bólu. Opisałaś to przecież. Decyzja o eutanazji nie była uzasadniona depresją.

Potem napisała prośbę o „czas do namysłu” – sąd odmówił, stwierdzając, że nie ma właściwego rozpoznania, i napisała tę prośbę pod wpływem innych osób.

Nie wiem, z jakich źródeł korzystałaś, ale jak wyżej: pacjent może w każdej chwili zmienić zdanie co do planowanych zabiegów i po prostu powiedzieć o tym lekarzowi prowadzącemu, pisanie próśb do sądu nie ma tu nic do rzeczy.

A to, co musiała przeżyć w ośrodku dla młodzieży, trudno sobie wyobrazić.

Napaści, o których mówiła w wywiadzie, miały miejsce w późniejszym życiu – o ile wiem, wiarygodne doniesienia nie potwierdzają, by w ośrodku padała ofiarą prześladowań.

 

Właściwie nie wyraziłem powyżej własnego zdania w temacie eutanazji, bo nie ma to nic wspólnego ze stroną artystyczną i konstrukcyjną tekstu, choć pewnie jakoś przebija. Sądzę mianowicie, że zdrowy człowiek nie potrafi sobie wyobrazić cierpienia doznawanego przez nieuleczalnie chorych, których każda chwila jest przepełniona rozrywającym myśli bólem. Jeżeli nie umiemy im zaproponować skutecznej pomocy i poprawy stanu zdrowia, to nie mamy prawa wymagać, żeby dalej cierpieli w imię abstrakcyjnych ideałów. Zgadzam się natomiast, że może to się wiązać z ryzykiem nadużyć – wprawdzie niedokładnie takich, o jakich tutaj pisałaś – i antycypacja oraz konstruktywne odpieranie takich zagrożeń wydaje się wdzięcznym materiałem dla fantastyki bliskiego zasięgu.

Jeżeli chodzi o eksperymentalną formę utworu, zebrałaś już cenne informacje zwrotne od poprzednich czytelników. Dla mnie osobiście była znośna, w jakiejś mierze pasująca do tematu, ale na dłuższą metę musiałaby się okazać męcząca. Myślę, że warto ćwiczyć bardziej klasyczne prowadzenie opowieści.

Pozdrawiam serdecznie,

Ślimak Zagłady

Bardzo dziękuję za słowa wsparcia :)

chciałam odpisać wcześniej, ale Rzeczywistość miała inne plany :(

 

Berig

Dawno temu czytałam coś podobnego do mojego tekstu w „Krokach w nieznane”, a oglądając w social mediach losy Noelii, miałam wrażenie, że kiedyś czytałam proroctwo… eh, rozumiem Cię. To właśnie ta nieuprzejma myśl o Człowieczeństwie i Ludzkości :(

Tekst publicystyczny? No faktycznie, lepiej mi idzie w publicystyce :) ale to miało być opowiadanie. Tak, obiecuję poprawić tekst. Większości (a może wszystkim) nie odpowiada obecny układ. Dostałam konkretne rady i wskazówki. Dzięki.

 

Ślimaku Zagłady

Podoba mi się tu na Portalu i czuję się zaopiekowana. Nawet jeśli ktoś przeszedł się po moim tekście z czerwonymi flagami, nie zapomniał na koniec napisać coś pozytywnego i zachęcającego. Idealnie.

I po kolei o problemach w moim tekście.

Lina jest zbyt podobna. Niestety, tak. Szczególnie w takim krótkim odstępie czasu. Niestety raz jeszcze: takie historie z różnym smutnym zakończeniem są dość częste. Schemat: dysfunkcyjna rodzina, dom dziecka, kolejne traumy. Popracuję nad warsztatem, żeby nie było tak publicystycznie, a bardziej alarmistycznie.

Przy­pusz­czam też, że lek­tu­ra mo­gła­by być do­tkli­wa dla jej bli­skich, gdyby któ­ryś aku­rat czy­tał po pol­sku i tutaj tra­fił.” – to największy problem. Spróbowałam pisać utożsamiając się z osobą w depresji, czyli nie dostrzegając rodziny (i troski) przyjaciół, żadnego dobra. Wyszło jak oskarżenie rodziny :(

Nie pomyliłam zgodności tkankowej z grupami krwi. Po prostu – nie doceniłam problemu. Więc dzięki, że to wskazałeś. Wyobraziłam sobie, że za dwadzieścia lat zgodność tkankowa A+ będzie wskazywać potencjał dawcy jak grupa krwi O Rh-. Ale nie wytłumaczyłam tego.

W smutnym przypadku Noelii jest wiele pytań. Kolejne niestety – znam je tylko z social mediów.

Sąd wypowiedział się na temat, czy osoba w depresji ma dobre rozeznanie w sprawie swojej śmierci. Ale jednocześnie – w wielu kodeksach (być może w Hiszpanii też) depresja może być czynnikiem ograniczającym poczytalność. Dla mnie to sprzeczność. Noelia naprawdę napisała prośbę o „czas do namysłu” i naprawdę (!) sąd odrzucił, bo pisane „pod wpływem innych osób”. Na jakiej podstawie sąd uznał prośbę o eutanazję za autonomiczną? Nie wiadomo, po prostu tak uznał. Ale, czy nie widać wahania, braku ostatecznej decyzji, czyli – brak pewności, koniecznej dla podjęcia takiej decyzji? Kolejny zarzut – sędziowie wypowiadali się entuzjastycznie o eutanazji (nie o Noelii, tylko ogólnie), czyli wydali werdykt zgodny ze swoimi przekonaniami, a nie kierując się dobrem Noelii.

Kolejny problem. OK, sądy wypowiedziały się o eutanazji Noelii. Ale po jej śmierci kancelaria prawna (ta wynajęta przez rodzinę) złożyła doniesienie do prokuratury (i na ten temat sąd się jeszcze nie wypowiedział), że lekarz prowadzący eutanazję był jednocześnie koordynatorem transplantologii. A to jest złamanie prawa, bo eutanazja i transplantacja ma być wyraźnie rozdzielona. Plus nieetyczne. Dodam, że to właśnie ten lekarz (!) napisał prośbę o eutanazję, zaznaczając w tym piśmie, że Noelia zgadza się na donację organów. Ponoć tylko Noelia to podpisała. Dodam – (według social mediów) taką prośbę konsultują lekarze prowadzący, lekarze rodzinni itp. W przypadku Noelii – koordynator transplantologii.

Dlaczego powinno być oczywiste, że Noelia w każdej chwili może wycofać zgodę na donację i prośbę o eutanazję, a nie uczyniła tego? Podobno wycofała zgodę na donację, ale rodzina przed i w czasie eutanazji Noelii słyszała, że „procedury nie można zatrzymać, bo organy są już dedykowane”. Czy to fakt? Nie wiem. Ale znam osoby w depresji. Zwykle chcą zniknąć, przestać czuć. Widziałam fragment wywiadu, który przeprowadzono z Noelią kilka dni przed śmiercią (tłumaczone automatycznie, więc nie wiem, jak dobrze). Cóż, mam wrażenie, że jej psychoterapia to albo totalna porażka, albo celowe wzmacnianie traumy. A może to tylko moja projekcja.

Nie była osobą chorą terminalnie. Ból i depresja nie są chorobami terminalnymi. Zgoda na eutanazję wydana ze względu na depresję. Nie była sparaliżowana. Osoby sparaliżowane nie chodzą. Są filmiki zamieszczone przez jej ojca, pokazujące, jak Noelia chodzi na kulach (ma skąpe ubranie, więc myślę, że egzoszkielet byłby widać), nawet pokonuje schody. Osoby sparaliżowane nie chodzą.

A to, co mu­sia­ła prze­żyć w ośrod­ku dla mło­dzie­ży, trud­no sobie wy­obra­zić.” – to akurat nie jest moje zdanie, ale chyba też tak myślę.
Nie jestem zaskoczona, że instytucje chronią swoje dobre imię.
Jestem zaskoczona, że w ostatnich dniach mówiła o molestowaniu i gwałtach, których nigdy nie zgłosiła. Jeżeli faktycznie były, czemu nie zgłosiła? A jeśli nie było, czemu tak mówiła? Nie znam odpowiedzi.

Kompletnie nie wiem, czemu nie zgłosiła gwałtu zbiorowego, tego na kilka dni przed próbą samobójczą.

Te smutne pytania tworzą historię Noelii osobistą i jedyną, ale musiałam je pominąć w tekście.

Myślę też, że należy odróżnić zaniechanie uporczywej terapii od eutanazji. I nic nie mają tu do rzeczy abstrakcyjne ideały. Należy przyglądać się procedurom i ludziom, którzy je tworzą.

 

Dzięki, że dokonałeś tak szczegółowej analizy. Tekst muszę przebudować pod wieloma względami.

 

Dzięki za poświęcony czas.

 

Pozdrawiam ser­decz­nie :)

 

Podoba mi się tu na Portalu i czuję się zaopiekowana. Nawet jeśli ktoś przeszedł się po moim tekście z czerwonymi flagami, nie zapomniał na koniec napisać coś pozytywnego i zachęcającego. Idealnie.

To bardzo miłe! Muszę zapamiętać, że tak mocno zwróciłaś na to uwagę, bo faktycznie zdarzało mi się zapominać o tym, żeby w miarę możliwości napisać coś zachęcającego. Dziękuję też za zaproszenie do znajomych, pewnie już zauważyłaś, że na tym forum ma to bardzo ograniczone funkcje, ale doceniam gest.

to największy problem. Spróbowałam pisać utożsamiając się z osobą w depresji, czyli nie dostrzegając rodziny (i troski) przyjaciół, żadnego dobra. Wyszło jak oskarżenie rodziny :(

Przyznam, że nie myślałem o tym w ten sposób, choć to także istotna uwaga. Chodziło mi bardziej o to, że bliscy, którym zależało na niej jako na osobie, mogą czuć się jakoś dotknięci, że jest wykorzystywana jako pretekst do dyskusji publicystycznej i światopoglądowej. Jedno i drugie jest przyczyną, dla której warto pilnować, żeby historie i postaci były bardziej uniwersalne, mniej wzorowane na konkretnych przypadkach.

Po prostu – nie doceniłam problemu. Więc dzięki, że to wskazałeś. Wyobraziłam sobie, że za dwadzieścia lat zgodność tkankowa A+ będzie wskazywać potencjał dawcy jak grupa krwi O Rh-. Ale nie wytłumaczyłam tego.

Nie ma sprawy, myślę, że udało mi się chociaż pobieżnie wyjaśnić, dlaczego układ zgodności tkankowej jest dużo bardziej skomplikowany oraz z perspektywy całej populacji nie ma tak istotnych różnic genetycznych w “potencjale dawców”.

Myślę też, że należy odróżnić zaniechanie uporczywej terapii od eutanazji. I nic nie mają tu do rzeczy abstrakcyjne ideały. Należy przyglądać się procedurom i ludziom, którzy je tworzą.

Zgadzam się, że to rozróżnienie jest potrzebne. W debacie publicznej nieraz dostrzegałem ze strony przeciwników eutanazji odnoszenie się do abstrakcyjnych ideałów w typie “świętości życia”, natomiast oczywiście w Twoim tekście nie widać takiego stanowiska, piszesz o procedurach i o ludziach.

Te smutne pytania tworzą historię Noelii osobistą i jedyną, ale musiałam je pominąć w tekście.

Jasne, na pewno byłoby źle, gdyby tekst jeszcze bardziej o niej opowiadał, tak jak pisałem poprzednio. To utożsamienie jest na tyle silne, że trudno nie odnieść się do wcześniejszych wpisów na temat pierwowzoru bohaterki, niemniej staram się wyraźnie rozdzielać te dwa wątki, żeby było widać, że nie ma to związku z moją oceną jakości opowiadania.

Kolejne niestety – znam je tylko z social mediów.

Myślę, że social media nie są dobrym źródłem wiedzy w sprawie budzącej takie emocje. Dlatego podałem link do artykułu w anglojęzycznej Wikipedii, który z kolei zawiera odniesienia do licznych źródeł w postaci stron factcheckingowych i profesjonalnych mediów hiszpańskich. Jak mówiłem, też nie mam pełnego rozeznania, ale obawiam się, że do swoich przekonań o tym zdarzeniu zaczerpnęłaś mimowolnie wiele częściowych prawd i dezinformacji.

Serdecznie zachęcam, byś raczej sama zgłębiła te lektury, ale skrótowo już odniosę się do wyliczanych przez Ciebie wątpliwości: komisja lekarska (nie jest to decyzja pojedynczego lekarza) wypowiada się o tym, czy pacjent ma rozeznanie pozwalające na podjęcie decyzji o eutanazji oraz czy wyczerpano możliwości skutecznej pomocy medycznej. Sądy wypowiadały się o tym, czy decyzja komisji była zgodna z prawem hiszpańskim, a nie o swoich przekonaniach czy entuzjazmie. Tak, pacjent może wycofać taką prośbę w każdej chwili i nie wymaga to pisania podań do sądu, wystarczy zakomunikować lekarzowi. Przepisy nie wymagają choroby terminalnej. Według wiarygodnych źródeł Noelia Castillo cierpiała na paraplegię, czyli nieodwracalne porażenie dolnej połowy ciała. Niektóre takie osoby są w stanie z jakimś usztywnieniem nóg poruszać się o kulach, schody byłyby już dużym wyczynem. Nie wiem, czy to prawda, że jej lekarz prowadzący był jednocześnie koordynatorem transplantologii, ale gdyby nawet, nie wydałoby mi się to zbyt niepokojące, bo w Polsce (zakładam, że w Hiszpanii tak samo) taki koordynator nie ma osobistego interesu w doprowadzeniu do przeszczepu, to funkcja techniczna wiążąca się głównie z robotą papierkową. Ogółem w Europie te procedury związane z transplantacjami są solidnie dopracowane, dużo więcej niepokojących doniesień dotyczyło Stanów czy zwłaszcza Chin.

Pozdrawiam!

Ślimaku Zagłady musiałam sobie przemyśleć. Widzę, że muszę solidnie przebudować tekst. No i bardzo dobrze. Dzięki za podpowiedzi. Oczywiście, sprawdzę historię Noelii, ale wolałabym napisać historię nie o niej, lecz o tych procedurach i powiedziałabym, posthumanizmie.

Na razie mam tak. 1. Zmienić edycję / formatowanie, bardziej tradycyjne prowadzenie fabuły. 2. Minęło niewiele czasu, tekst zdaje się być bardziej publicystyczny niż opowiadanie. 3. Dla dobra Noelii i jej rodziny – inaczej prowadzić fabułę, „odrealnić” fakty mogące bezpośrednio zidentyfikować osobę. Tekst też na tym skorzysta. 4. Zgodność tkankowa – do analizy :)) tak wymyślić, żeby było proste i możliwe za 20 – 30 lat 5. Nikt tego nie poruszył, więc albo jest dobrze zrobione, albo kompletnie nie wyszło :(( pytanie – dlaczego ten system jest „taki zawzięty na Linę”? System nie jest zły ani dobry, on optymalizuje rzeczywistość :(( Lina nie chce cierpieć? ok., ale jej organy się przydadzą innym, którzy żyć chcą. To taki czarny sen Big Tech – sztuczna inteligencja krok po kroku steruje naszą rzeczywistością, optymalizuje. Człowiek staje się zasobem organów nie dlatego, że jeden człowiek jest zły, nie ma jakiejś mafii – system zarządza „dla dobra”. Ale mój tekst też nie ma być o sztucznej inteligencji, tylko o procedurach i o ludziach. Ci ludzie są tacy dość bezwolni, prawda? Być może nawet bezmyślni.

Mam taką smutną refleksję o prawie. Prawo nie znaczy sprawiedliwość (ani dobro), prawo znaczy porządek. I być może w porządku prawnym w przyszłości będzie eliminacja ludzi ze względów (..) – i w tym miejscu kilka punktów, na które na razie się oburzamy (niektórzy), a za parę lat mogą być normą. I pytanie, czy za parę lat człowiek będzie o tym decydował, czy jakiś system ustawi nam porządek.

Podsumowując – dużo pracy przede mną. Nie wiem, czy podołam. Ale co mi szkodzi spróbować :))

Dzięki, że pomagasz mi nie tylko dostrzec błędy, ale też przemyśleć, co chcę powiedzieć w tym opowiadaniu.

Może jeszcze ktoś zechce skomentować mój tekst. Potem, za jakiś czas, cofnę go do kopii roboczych. Chyba tak można? I wtedy wprowadzę zmiany.

 

Masz wspaniały nick, Ślimaku Zagłady.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Hej Teo,

Bardzo podoba mi się Twoje „dzielne” podejście do krytyki. Nie poddajesz się, nie obrażasz, tylko analitycznie spoglądasz na tekst i wyciągasz z komentarzy konkretne wnioski. Rozsądnie dajesz sobie czas, żeby odpocząć od tekstu, zebrać uwagi i dopiero wtedy wrócić do przebudowy.

Podoba mi się też, że dostrzegasz opiekuńczość tego forum. Mam podobne odczucie. NF jest miejscem, w którym dostajemy realną szansę na szlifowanie warsztatu – o ile chce się nam z tej szansy skorzystać.

 

Wracając do opowiadania: zobacz jak merytoryczną dyskusję udało Ci się nim wywołać. Poza wyrazami uznania dla tekstu pojawiła się rozmowa o sprawach naprawdę istotnych: procedurach, odpowiedzialności, granicach autonomii, ryzyku nadużyć i o tym, jak fantastyka może takie tematy przepracowywać.

To znaczy, że dotknęłaś ważnego tematu.

Jeśli uda Ci się wytrwać i przeredagować ten tekst, może powstać z niego coś nie tylko ciekawego literacko, ale też ważnego. Piszę to ze świadomością, że oranie własnego tekstu jest trudne, przynajmniej ja mam problem z żegnaniem się z pierwotną wersją czegoś, co już napisałem.

 

Trzymam kciuki.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Wow! Dzięki za miłe słowa :)

Nawet nie wiesz, choć może się domyślasz, jaką mam frajdę nie tylko z tego, że ktoś czyta moje teksty (hurra! mam czytelnika :)), ale nawet ma czas i ochotę, żeby skomentować. Bezcenne.

Tak, czuję się zaopiekowana. Poinformowana. Ale cały czas nie wiem, co tu oznacza tajemnicze słowo “klikam” :)) chyba coś fajnego, bo ludzie sobie dziękują :))

Też myślę, że temat “Przypadku modelowego” jest ważny. 

Ja w zasadzie wolę opowiadania zabawne, mogą być nawet głupie. Ale czasem coś tak mnie poruszy, że chciałabym zabrać głos całkiem na poważnie.

Dzięki raz jeszcze. Mnie też “boli” przepracowanie tekstu, ale wiem, jak bardzo to konieczne

 

Pozdrawiam serdecznie :) 

O klikaniu przeczytasz tutaj: BIBLIOTEKA – Nominacje. Na początku wątku znajdziesz wyjaśnienie, jak działa ten mechanizm, a na końcu możesz zobaczyć ostatnie głosowania użytkowników.

 

W skrócie: kliknięcie do biblioteki to pierwszy stopień docenienia opowiadania. Do biblioteki powinny trafiać teksty dostatecznie dopracowane, żeby inni mogli je z przyjemnością przeczytać. Żeby tekst trafił do biblioteki, musi uzyskać pięć kliknięć od pięciu różnych użytkowników.

 

Drugim, wyższym etapem jest nominowanie opowiadania do najlepszego tekstu miesiąca – tym zajmują się już Loża i dyżurni. W efekcie tekst może zostać nagrodzony Piórkiem.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Dzięki:)

Teo Max, z mojej strony też dzięki za tak miłą i ciekawą rozmowę! I oczywiście za komplement co do nicka – mogę bez większej przesady powiedzieć, że jak na razie to jedyny pseudonim, który mi się w życiu udał. Zgadzam się z Berigiem, że Twoje konstruktywne podejście do krytyki jest nader budujące i dobrze wróży dalszej ścieżce literackiej! Punkty, które wypisałaś, jak najbardziej mają sens.

Oczywiście, sprawdzę historię Noelii, ale wolałabym napisać historię nie o niej, lecz o tych procedurach i powiedziałabym, posthumanizmie.

Jasne, też starałem się to wyraźnie rozdzielić w poprzednim wpisie – skoro historia Cię poruszyła, warto ją lepiej poznać, ale jako materiał do przemyśleń, a nie do bezpośredniego wykorzystania w opowiadaniu.

4. Zgodność tkankowa – do analizy :)) tak wymyślić, żeby było proste i możliwe za 20 – 30 lat 5. Nikt tego nie poruszył, więc albo jest dobrze zrobione, albo kompletnie nie wyszło :(( pytanie – dlaczego ten system jest „taki zawzięty na Linę”? System nie jest zły ani dobry, on optymalizuje rzeczywistość :(( Lina nie chce cierpieć? ok., ale jej organy się przydadzą innym, którzy żyć chcą. To taki czarny sen Big Tech – sztuczna inteligencja krok po kroku steruje naszą rzeczywistością, optymalizuje. (…) Ale mój tekst też nie ma być o sztucznej inteligencji, tylko o procedurach i o ludziach.

Punkt 5 został moim zdaniem przyćmiony przez punkt 4. Chyba warto z niego w ogóle zrezygnować – to znaczy nie twierdzić, że organy Liny są wyjątkowo cennym materiałem w stosunku do ogółu populacji, z czego może być trudno wytłumaczyć się medycznie – a w zamian skupić się na tej optymalizacji, o której dalej piszesz. Łatwo wyobrażam sobie utylitarne AI psychoterapeutyczne, które wylicza (na podstawie mniej lub bardziej bałamutnych założeń), że dziewczyna i tak nie będzie miała dodatniej jakości życia, więc lepiej ją zmanipulować, żeby poprosiła o eutanazję i zgodziła się na dawstwo narządów. Szanuję też, że nie chcesz wskakiwać w modną tematykę sztucznej inteligencji i wolisz skupić się na ludziach i ich emocjach. Człowiek psycholog, który ufa wytycznym AI na tyle, żeby prowadzić “terapię” w taki sposób, mógłby być bardziej poruszający czy niepokojący, ale też dużo trudniejszy (dla mnie pewnie niemożliwy) do wiarygodnego napisania. To zawsze kluczowe decyzje autorskie, dotyczące najgłębszych warstw konstrukcji tekstu.

Może jeszcze ktoś zechce skomentować mój tekst. Potem, za jakiś czas, cofnę go do kopii roboczych. Chyba tak można? I wtedy wprowadzę zmiany.

Można, niektórzy tak robią, ale jeśli zmiany będą znaczne, można też zostawić ten tekst i za jakiś czas opublikować nowy na podobnych motywach (pewnie dając w przedmowie link do tego). Osobiście nie jestem fanem kasowania ani cofania do kopii roboczych, bo wtedy też ci, którzy się pod opowiadaniem udzielali, tracą dostęp do swoich komentarzy. Z drugiej strony tutaj byłoby to uzasadnione ze względu na omawiane poprzednio wątpliwości etyczne, chociaż nie chcę też zgrywać jakiegoś świętoszka, tak naprawdę prawdopodobieństwo, że przeczyta ten utwór ktoś, kogo mógłby on osobiście dotknąć, wydaje się zupełnie nikłe.

Pozdrawiam ślimaczo!

Dzięki, Ślimaku Zagłady, za miłą i owocną dyskusję.

No właśnie – taka krytyka jest dla mnie bezcenna. Naczytałam się, naoglądałam się poradników. Czas sprawdzić w praktyce swoje umiejętności. 

Dzięki za konkretne rady, bezcenne. Szczególnie – skoro zmiany nie będą kosmetyczne, to lepiej ten tekst niech wisi, a nowy dać z odpowiednim komentarzem. 

Nie wiem, czy wystarczy mi talentu i warsztatu, żeby osiągnąć to, co zamierzam, ale chcę spróbować.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

 

 

 

 

Nowa Fantastyka