- Opowiadanie: Grzesiek12 - Księżycowy kryształ

Księżycowy kryształ

   Kiedyś swoje teksty i listy do redakcji wysyłało się pocztą: pisało odręcznie adres i naklejało znaczek na kopertę, wrzucało list do skrzynki pocztowej, wiele dni czekając na odpowiedź, o ile w ogóle nadeszła. 

   Teraz, w epoce Internetu niemal natychmiast otrzymujesz komentarze: rady i oceny różnych osób. Czasy się zmieniają! 

   Moje kolejne opowiadanie dzieje się na Księżycu. 

   Właśnie odbyła się misja księżycowa Artemis. Powoli, ale skutecznie podbijamy kosmos. Co tam odkryjemy niezwykłego w przyszłości? Kosmos fascynował mnie od dzieciństwa. Czytywałem Juliusza Verne`a, który napisał aż dwie książki na temat podróży księżycowej: “Z Ziemi na księżyc” i “Wokół księżyca”. Ich bohaterowie lecą w kosmos wewnątrz pocisku armatniego. 

    Księżyc przestał być odległym, romantycznym marzeniem – staje się dla nas tak realny jak Ziemia. Człowiek kroczył po jego powierzchni. Literackie przewidywania Verne`a spełniły się w XX wieku. 

 

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Księżycowy kryształ

1. 

Sandra i Michael w ciężkich kombinezonach próżniowych z dużymi butlami tlenowymi na plecach penetrowali księżycową jaskinię, powstałą w lawowym tunelu starożytnego wulkanu. 

 Podziemną, skalną szczelinę oświetlało silne światło lamp. Uwidaczniało kamienne ściany, zwaliska skał i ciasny korytarz, w którym z trudem mieściło się dwoje odkrywców. W jaskini powstawało wiele tajemniczych cieni. 

Toporkami para odłupywała kawałki księżycowych materiałów do badań. Geologowie szukali ciekawych znalezisk, rudy i minerałów. W niskiej grawitacji księżycowej kruszenie twardych skał wymagało więcej siły, ale były one też mniej spoiste niż na Ziemi. Oprócz toporka, młoteczka mieli też wiertarkę i inne narzędzia. 

Zebrane odłamki oglądali uważnie i wkładali do plastikowych pojemników oraz foliowych torebek, oznaczonych flamastrami numerami próbek, nazwą miejsca badań i dokładną datą. 

– Musimy wracać. Kończy nam się tlen. – Michael położył rękę na ramieniu Sandry. Wskazał migającą na żółto kontrolkę na jej kombinezonie. 

– Zaczekaj! 

W odłupanym przed chwilą fragmencie ściany coś rozbłysło niebieską barwą. 

– Kryształ! – ucieszyła się dziewczyna. – Jaki piękny! Znaleźliśmy księżycowy skarb! 

 Ostrożnie uwolnili błękitny kryształ o wadze około pół kilograma i schowali go do dużego pojemnika, a potem szybko podążyli korytarzem do wyjścia. Ujrzeli jasne gwiazdy migoczące na księżycowym niebie, daleką Ziemię i Słońce. 

– Musimy wrócić do tej jaskini także jutro. Może jeszcze znajdziemy coś niezwykłego? 

Na zewnątrz stał ich księżycowy pojazd o dużych, grubych kołach, przystosowanych do trudnego terenu, z wzmocnioną konstrukcją. 

Wsiedli do niego, przypięli się pasami do foteli i pojechali w stronę bazy na Morzu Spokoju, odległej o trzy kilometry od jaskini. Tam będą mogli odpocząć, a potem dokładnie obejrzeć cenne znaleziska. Koła grzęzły w podłożu, podskakiwały na nierównościach. Zostawiały ślady w pyle. Amortyzatory pojazdu łagodziły wstrząsy. 

 

 2. 

 Tylko oni dwoje mieszkali w tej bazie. Kolejna placówka naukowa była oddalona o wiele kilometrów. Mogli się z nią kontaktować jedynie nadajnikiem radiowym, najwyżej raz dziennie. Antena znajdowała się na dachu kompleksu. Ich baza nazwała się Orfeusz-4. Poza nimi znajdowały się wewnątrz budowli, składającej się z kilku modułów mieszkalnych, naukowych, magazynów wyposażenia, narzędzi i chłodni z zapasami żywności, tylko komputery i roboty. Energii dostarczały im głównie panele słoneczne, które trzeba było często odkurzać z pyłu. Mieszkanie naukowców zostało wyposażone w systemy wytwarzania tlenu i wody, oczyszczania powietrza. Na betonowej płycie obok kompleksu stał na metalowych podporach lądownik, który mógł ich zabrać na statek kosmiczny, krążący po orbicie Księżyca. Silnik lądownika pozwalał na łatwe oderwanie się od powierzchni naturalnego satelity Ziemi. 

Ulubioną rozrywką Sandry i Michaela na Księżycu była wspólna kąpiel. Zmywali z siebie pot i nieprzyjemny zapach. Namydlali się wzajemnie pod prysznicem. Musieli jednak robić to pośpiesznie i sprawnie, żeby oszczędzać wodę. Ale krótka kąpiel i tak dostarczała im przyjemnych wrażeń. Sandra była smukłą blondynką o długich włosach opadających kaskadą na plecy, dużych, kuszących piersiach, opalonej skórze. Jej duże oczy były błękitne jak Ziemia widziana z Księżyca. Członek Michaela podczas wspólnych igraszek cały czas sterczał sztywno. Śmieli się beztrosko, obściskując się i pieszcząc namiętnie swoje ciała. 

Michael był nieco starszy od dziewczyny. Miał kruczoczarne włosy, krótko obcięte. Golił się starannie. Sandra nie lubiła zarostu. Księżycowa grawitacja sprawiała, że jego mięśnie wiotczały, mimo codziennych ćwiczeń na przyrządach w małej siłowni. 

Długi pobyt poza Ziemią odbija się na ludzkim zdrowiu, ale już za trzy ziemskie miesiące mieli ich zastąpić nowi naukowcy. Dostaną urlopy, odpoczną, wrócą do formy. Zamieszkają znowu wśród ludzi, w wielkim mieście. 

Przykro będzie się rozstawać. Na Księżycu zakochali się w sobie, mimo że na Ziemi zostawili innych partnerów. Będą się na pewno kontaktowali Internetowo i wspominali pobyt na srebrnym globie. 

Seks w mniejszej grawitacji był osobliwy, spowalniał ich ruchy jak pod wodą. Uprawiali go pod prysznicem i w kabinie sypialnej, nie zapominając wyłączyć kamer, które przesyłały obraz na Ziemię. Ich przełożeni pozwalali im na intymność. Musieli jednak codziennie przesyłać krótkie raporty z misji, informować o swoim stanie zdrowia i dokładnie wykonywać zadania. Reagować na polecenia z Ziemi. Samodzielnie dokonywać napraw. 

Ulubionym miejscem Sandry w bazie była niewielka oranżeria, w której uprawiała rośliny: jadalne warzywa: ogórki, marchew pomidory, dynie, ale też kwiaty. Rośliny dobrze rosły na Księżycu. Warzywa były dorodne, szybko dojrzewały. Troszczyła się o nie codziennie: o oświetlenie, podlewanie, nawożenie. Usuwała uschnięte pędy, liście, zgniłe owoce. Robiła staranne notatki. Sprawdzała, jak reagują na słabą grawitację. A nawet przyrządzała z nich smaczne potrawy dla nich obojga. Dobrze się czuła w otoczeniu zielonych roślin, dawały jej dużo radości, podnosiły na duchu na całkowicie martwym Księżycu.

W przyszłości podobne uprawy na większą skalę dostarczą pożywienia księżycowym kolonistom, którzy, być może, będą wydobywać tu surowce naturalne. 

 Udało się Sandrze wyhodować także piękną, czerwoną różę, o upajającej woni. Była z niej dumna. 

 Po skromnym posiłku, składającym się z gotowanego mięsa z puszek, zagryzanego ciemnym pieczywem z chłodni, i z kawy pitej w kubkach z logo ich bazy, w laboratorium geologicznym pochylili się nad kryształem znalezionym dziś w jaskini. 

– Czuję jakby ten kryształ hipnotyzował mnie swoim światłem. Jakby przenikał wprost do mojej duszy - mówiła z obawą Sandra, patrząc niepewnie na niezwykły artefakt. – Może nie powinniśmy go ze sobą zabierać? 

– Z pewnością jest bezpieczny. Nie radioaktywny – uspokajał ją Michael. – To ważne znalezisko, ale istotnie, jest trochę dziwny. Nieziemski. Ma kolor twoich oczu. 

– Nazwę go Księżycowym Sercem – Sandra dotknęła ręką chłodnego kamienia. 

 Chwilę potem pobladła i osunęła się bezwładnie na posadzkę. 

– Kochanie! – krzyknął Michael. – Co ci się stało? 

Przerażony, wziął dziewczynę na ręce i ostrożnie zaniósł do pomieszczenia medycznego. Ułożył na stole zabiegowym. Nie był lekarzem, ale umiał posługiwać się aparaturą medyczną. 

 

3. 

Puls dziewczyny był bardzo powolny, ale żyła. Zapadła w głęboki letarg. Na granicy życia i śmierci. Michael czuwał trwożnie przy przyjaciółce. Na razie nie alarmował Centrum Kontroli misji na Ziemi. To nic nie da. 

 Sandra ocknęła się dopiero po godzinie. Nieprzytomnie otworzyła oczy i rozejrzała się wokoło ze zdziwieniem. 

– Gdzie ja jestem? Kim jesteś? 

– To przecież ja, Michael! Jesteśmy na Księżycu! Nie pamiętasz? 

– Jak się tu znalazłam? A gdzie moje rodzinne miasteczko? Mój rodzinny dom, ogród, szkoła? 

– Daleko stąd, na Ziemi. Ale wkrótce tam wrócimy. Przylecą po nas promem, gdy skończy się nasza zmiana. 

Podał jej szklankę wody z musującą tabletką witamin wzmacniających. Drżąc, usiadła na stole. 

Minęło kilka godzin, zanim Sandra odzyskała orientację. Jej kolega długo musiał ją uspakajać i przypominać ich wspólny pobyt na Księżycu. 

– Miałam wizję – wyznała płaczliwie Sandra. – Wiem, że to wpływ kryształu. 

– Co widziałaś? Nie bój się, mnie możesz zaufać. Nie jestem przecież kontrolerem z Centrum Badawczego, tylko twoim kochankiem. 

– Zobaczyłam dziwne miasto. Znajdowało się na planecie krążącej wokół wielkiego, czerwonego słońca, setki lat świetlnych stąd. Jego budowle przypominały gigantyczne, piętrowe kopce termitów w różnych kolorach, o wysokości setek metrów, z wieloma małymi otworami wejściowymi lub wentylacyjnymi. Zostały zbudowane z jakiejś syntetycznej, bardzo twardej substancji o chropowatej strukturze. Między budynkami rosły dziwne rośliny, podobne do kryształów. Być może kwarcowych. Odbijały światło półprzezroczystymi wypustkami o różnych kształtach i barwach, rozszczepiały je tęczowo. 

Miasto było puste, jego mieszkańcy wymarli albo je opuścili. Z pewnością zamieszkiwały je istoty myślące, zdolne do używania narzędzi i skomplikowanych urządzeń technicznych, społeczne jak my, ludzie. Wiem, że ta wizja była prawdziwa. Kryształ przesłał ją z głębin kosmosu. To chyba jakieś urządzenie komunikacyjne. Nieznana ludziom, zaawansowana technologia. 

– W jaki sposób kryształ mógł to zrobić? 

– Przekaz był natychmiastowy. Może zadziałał na zasadzie kwantowego splątania odległych o lata świetlne cząstek, uwięzionych w krysztale i bardzo odległym nadajniku, które są wzajemnie zestrojone? 

– To niemożliwe! Jesteś tego pewna? 

- Chyba tak… – Sandra z wahaniem pokiwała głową. – Niezupełnie… 

– Dlaczego miasto obcych było niezamieszkane? 

Sandra wzruszyła ramionami powoli pijąc drinka owocowego z alkoholem, którego podał jej Michael. 

– Nie wiem, co mogło być przyczyną zagłady istot z tego miasta. Jakaś straszliwa choroba zakaźna? Może dobrowolnie albo przymusowo opuściły swój świat na statkach kosmicznych i przeniosły się gdzieś indziej, do jeszcze bardziej odległego układu gwiezdnego lub nawet do innej galaktyki? Albo wymarły, bo osiągnęły kres możliwości swojego rozwoju? 

W każdym razie ich miasto pozostanie na zawsze opuszczone. Jest już tylko martwym reliktem przeszłości. Świadectwem istnienia wspaniałej cywilizacji. 

– Ale skąd kryształ o niezwykłych właściwościach znalazł się na ziemskim Księżycu? 

– Trudno powiedzieć. Może dotarł tu jeszcze przed początkiem ludzkiej rasy na starożytnym statku kosmicznym? Arce z ginącego świata? 

– Ciekawe, w jaki sposób umie oddziaływać na ludzki umysł? 

 – Chyba zestraja się z falami mózgowymi, rezonując harmonicznie? Nie jestem pewna – zastanawiała się Sandra. 

 – Może działa na kobiety, bo są bardziej wrażliwe, mają w sobie więcej empatii – domyślał się Michael. – Powinniśmy zabrać nasze znalezisko na Ziemię, żeby dokładnie zbadali je naukowcy w instytucie pozaziemskim za pomocą specjalistycznego sprzętu. Ciekawe z jakich minerałów się składa, jak wygląda jego sieć krystaliczna pod mikroskopem? 

Jednak, gdy wrócili do laboratorium geologicznego, na stole już nie było świetlistego kryształu, a jedynie kupka drobnego proszku. 

Koniec

Komentarze

Ostatnio dużo księżycowych opowiadań. Tekst niezły, chociaż te sceny wspólnych kąpieli trochę mnie wybijały z rytmu (można było mniej wprost pokazać ich uczucie). Zagadka kryształu nie jest niezwykła, jednak sprawnie napisana.

Tymczasowy lakoński król

Lekko mi się czytało i tekst jest ogólnie dobry, ale…

 

Poniżej kilka krytycznych uwag, mam nadzieję że się przydadzą, ale nie bierz ich za bardzo do serca :)

 

gdyby tekst był dłuższy, to po scenie kąpieli nie czytałbym dalej.

Nadmiar przymiotników i idące za nim stwierdzanie oczywistości. Kiedyś czytałem biografię Kinga i ten pisał że jak się skończy pisać, powinno się usunąć 1/3 i trochę się z tym zgadzam.

W jednym miejscu piszesz o tlenie w butlach, z jednej strony tak jest w słownictwie potocznym, z drugiej w butlach jest sprężone powietrze, można uznać że bohater użył zwrotu potocznego, ale mi zgrzytnęło.

Informacje o życiu na stacji jak dla mnie tylko odbiegają od sedna.

W mojej, niewiele wartej opinii, ten treść nie pasuje do rozmiaru tekstu. Jeżeli chciałbyś zostawić tylko tę treść, która jest, wg. powinieneś to wcisnąć w formę Drabble. Jeżeli chcesz mieć pełnoprawne opowiadanie, to wg. powinieneś wydłużyć je x3, dużo bardziej rozwijając postaci i ich relację, pozwalając na ich poznanie, zżycie się z nimi.

 

Przy czym, tak jak pisałem, poza infodumpami czytało mi się dobrze i płynnie, a sama koncepcja jak z Prometeusza i nowszych filmów o Obcym jest bardzo przyjemna i do mnie przemawia.

 

Więc za mocne strony mogę wskazać płynność lektury i ciekawy pomysł. Za wadę – długość. 

Żegnaj! Życzę Ci powodzenia, dokądkolwiek zaniesie Cię los!

Dzień dobry!

 

Na początek powiem, że średnio się zgadzam z tym usuwanie tekstu, które sugeruje poprzednik. Opisy są pomocne w budowaniu nastroju i światotworzeniu jako takim. Natomiast uderzyło mnie kilka technikaliów, na które wydaje mi się mógłbyś zwrócić uwagę.

W niskiej grawitacji księżycowej kruszenie twardych skał wymagało więcej siły, ale były one też mniej spoiste niż na Ziemi

A to nie powinno być łatwiejsze?

– Musimy wrócić do tej jaskini także jutro. Może jeszcze znajdziemy coś niezwykłego? 

Jutro w warunkach księżycowych, to jakby za ziemski miesiąc…

 

Mogli się z nią kontaktować jedynie nadajnikiem radiowym, najwyżej raz dziennie.

A dlaczego raz dziennie? 

 

Sandra była smukłą blondynką o długich włosach opadających kaskadą na plecy, dużych, kuszących piersiach, opalonej skórze.

Skoro opalona, to świeżo przybyła z Ziemi, jak mniemam? 

 

Członek Michaela podczas wspólnych igraszek cały czas sterczał sztywno. 

Później piszesz, że mu mięśnie nieco zwiotczały. Całe szczęście nie wszystko odmawiało posłuszeństwa hihi ;-P

 

Seks w mniejszej grawitacji był osobliwy, spowalniał ich ruchy jak pod wodą

No niezupełnie. Woda hamuje ruchy ze względu na większą gęstość niż powietrze, do którego przywykliśmy. Na księżycu atmosfera jest co nieco rzadsza…

 

Nie bierz mnie zbyt poważnie, to wszak osobiste, subiektywne odczucia.

Pozdrawiam!

Czołem!

Zastrzegę, że sci-fi to nie moja bajka, może nie wszystko docenię albo wyłapię nieścisłość techniczną.

A wszystko co poniżej to moje sugestie i opinie – bynajmniej nie prawda objawiona, bo żaden ze mnie ekspert. Tak sobie rzucam, co moim zdaniem mogłoby ulepszyć tekst :)

Przybywam z komentarzem na żywo!

 

Sandra i Michael w ciężkich kombinezonach próżniowych z dużymi butlami tlenowymi na plecach penetrowali księżycową jaskinię, powstałą w lawowym tunelu starożytnego wulkanu. 

Pierwsze zdanko, więc szczególnie na warsztat. Bardzo dużo tu przymiotników. Moim zdaniem troszkę za dużo.

Uwidaczniało kamienne ściany, zwaliska kamieni i ciasny korytarz, w którym z trudem mieściło się dwoje odkrywców. W jaskini powstało wiele tajemniczych cieni. 

Powtórzonko. Również dużo przymiotników. Zaczynam podejrzewać, że coś może być na rzeczy ;)

Toporkami para odłupywała kawałki księżycowych skał do badań. Geologowie szukali ciekawych znalezisk, rudy i minerałów. W niskiej grawitacji księżycowej kruszenie twardych skał wymagało więcej siły, ale były one też mniej spoiste niż na Ziemi. Oprócz toporka, młoteczka mieli też wiertarkę i inne narzędzia. 

Powtórzonko. Jak również tzw. “infodump”

– Musimy wracać. Kończy nam się tlen – Michael położył rękę na ramieniu Sandry. Wskazał migającą na żółto kontrolkę na jej kombinezonie. 

Zasady zapisów dialogów sobie sprawdź. Gdy nie ma odgłosu paszczowego to dajemy kropkę na końcu wypowiedzi.

Na zewnątrz stał ich księżycowy pojazd o dużych, grubych kołach, przystosowanych do trudnego terenu, z wzmocnioną konstrukcją. 

Znów przymiotniki.

Wsiedli do niego, przypięli się pasami do foteli i pojechali w stronę bazy na Morzu Spokoju, odległej o trzy kilometry od jaskini. Tam będą mogli odpocząć, a potem dokładnie obejrzeć cenne znaleziska. Koła grzęzły w pyle, podskakiwały na nierównościach. Zostawiały ślady w pyle. Amortyzatory pojazdu łagodziły wstrząsy. 

To jest dość słaby akapit. Nagle wchodzi czas teraźniejszy, nie wiem dlaczego.

 

Nie dam rady jechać z takim skanerem przez cały tekst, więc uwagi możesz też śmiało stosować w dalszych częściach ;)

 

 Tylko oni dwoje mieszkali w tej bazie. Kolejna placówka naukowa była oddalona o wiele kilometrów. Mogli się z nią kontaktować jedynie nadajnikiem radiowym, najwyżej raz dziennie. Antena znajdowała się na dachu kompleksu. Ich baza nazwała się Orfeusz – 4. Poza nimi znajdowały się wewnątrz budowli, składającej się z kilku modułów mieszkalnych, naukowych, magazynów wyposażenia, narzędzi i chłodni z zapasami żywności, tylko komputery i roboty. Energii dostarczały im głównie panele słoneczne, które trzeba było często odkurzać z pyłu. Mieszkanie naukowców zostało wyposażone w systemy wytwarzania tlenu i wody, oczyszczania powietrza. Na betonowej płycie obok kompleksu stał na metalowych podporach lądownik, który mógł ich zabrać na statek kosmiczny, krążący po orbicie Księżyca. Silnik lądownika pozwalał na łatwe oderwanie się od powierzchni naturalnego satelity Ziemi. 

Znów bardzo brutalny infodump. W części drugiej stosujesz też sporo krótkich zdań do przekazywania informacji lub opisów – w tych wypadkach raczej sprawdzają się dłuższe, krótsze są do akcji.

Długi pobyt poza Ziemią odbija się na ludzkim zdrowiu, ale już za trzy ziemskie miesiące mieli ich zastąpić nowi naukowcy. Dostaną urlopy, odpoczną, wrócą do formy. Zamieszkają znowu wśród ludzi, w wielkim mieście. 

Przykro będzie się rozstawać ze sobą. Na Księżycu zakochali się w sobie, mimo że na Ziemi zostawili innych partnerów. Będą się na pewno kontaktowali Internetowo i wspominali pobyt na srebrnym globie. 

Ponownie przerzut na czasów.

Po skromnym posiłku, składającym się z gotowanej fasoli z puszek, zagryzanej ciemnym pieczywem z chłodni i z kawy pitej w kubkach z logo ich bazy, w laboratorium geologicznym pochylili się nad kryształem znalezionym dziś w jaskini. 

Wszystko, co w części drugiej jest do tego fragmentu, właściwie nie wnosiło nic do fabuły – trzeba te fakty jakoś przemycać zręczniej, bo to był taki klasyczny przykład nienaturalnie brzmiącego informowania Czytelników. Być może w powieści jeszcze by to się broniło, ale na 10k znaków to bardzo obciążające dla skąpej fabuły.

Michael czuwał trwożnie przy przyjaciółce. Na razie nie alarmował Centrum Kontroli misji na Ziemi. To nic nie da. 

Znów te czasy.

– Zobaczyłam dziwne miasto. Znajdowało się na planecie krążącej wokół wielkiego, czerwonego słońca, setki lat świetlnych stąd. Jego budowle przypominały gigantyczne, piętrowe kopce termitów w różnych kolorach, o wysokości setek metrów, z wieloma małymi otworami wejściowymi lub wentylacyjnymi. Zostały zbudowane z jakiejś syntetycznej, bardzo twardej substancji o chropowatej strukturze. Między budynkami rosły dziwne rośliny, podobne do kryształów. Być może kwarcowych. Odbijały światło półprzezroczystymi wypustkami o różnych kształtach i barwach, rozszczepiały go tęczowo. 

Oj nie brzmi to jak naturalna wypowiedź.

– Nie wiem, co mogło być przyczyną zagłady istot z tego miasta. Jakaś straszliwa choroba zakaźna? Może dobrowolnie albo przymusowo opuściły swój świat na statkach kosmicznych i przeniosły się gdzieś indziej, do jeszcze bardziej odległego układu gwiezdnego lub nawet do innej galaktyki? Albo wymarły, bo osiągnęły kres możliwości swojego rozwoju? 

W każdym razie ich miasto pozostanie na zawsze opuszczone. Jest już tylko martwym reliktem przeszłości. Świadectwem istnienia wspaniałej cywilizacji. 

Jest to trochę dziwne, że z przebłysku wizji zaczynają nagle wysnuwać takie wnioski. Tutaj przydałby się właśnie większy worldbuilding i zgrabne przemycanie faktów.

 

Kurczę, nie wiem o czym był ten tekst. Za mało się w nim działo. Zaczątek fabuły jest, ale jeśli masz ciąg dalszy, to znacznie lepiej – w mojej ocenie – byłoby to spiąć w jeden tekst, ten przyciąć i zrobić z niego wstęp. Po prostu mało fabuły, a dane fakty życia na Księżycu nie były aż tak ciekawie zaserwowane lub wyjątkowo kreatywne, by mnie samodzielnie przekonać.

Na plus – zdaje się, że dość poprawnie napisane, błędy są raczej wynikające z taktyki narracyjnej niż z istotnych wad w posługiwaniu się językiem.

Chyba chcesz nam opowiedzieć ciekawą opowieść kosmiczną sci-fi. Po przedmowie sądząc, może mieć taki klimat “klasyka”, eksploracja, inne światy, inne cywilizacje. I fajnie! Trzymam kciuki! To może się dobrze czytać! Ale zachęcam, abyś dawał nam więcej fabuły, akcji. Nawet jeśli zrobisz to gorzej, bo nie czujesz się w tym pewnie, to dalej będzie wciągało.

I zachęcam do betowania! Jeśli nikt się nie zgłasza, to ślij zaproszenia do bety, do mnie możesz.

 

Pozdrawiam i powodzenia życzę!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Ta ksieżycowość jest mocno pretekstowa.Nie poczułam SF, ani kosmosu, ani odległości. 

Jaskinia wypadła jeszcze gorzej, ale jestem geologiem, może dlatego mnie to raziło. 

Jednak opowiadając o czymś warto się przygotować, zgłębić temat. 

 

Nie zapisuj myśli jak dialogu, bo nie wiadomo o co chodzi. 

Poradnik do zapisu dialogów znajdziesz tu: https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

 

 

delulu managment

OK. Jest jakiś pomysł na historię.

IMO, trochę za dużo opowiadasz, zamiast pokazać.

Jakie znaczenie dla tekstu ma opis szklarni? Albo zabaw pod prysznicem? No, dobrze, to drugie już coś mówi o relacjach między bohaterami.

Główny twist jest bardziej magiczny niż naukowy. Trochę z kryształu wyszła wiadomość, która sama się niszczy po dostarczeniu. Ciekawy pomysł, ale dość dziwny, szczególnie w kontaktach z innymi rasami.

Zaskoczyła mnie fasola z puszki. Nie taniej wysłać liofilizowaną? Puszki są strasznie ciężkie.

Babska logika rządzi!

Hej!

 

Wydaje mi się, że dużo przyjemności sprawia ci tworzenie i opisywanie świata. Zajęcie to samo w sobie jest niestety ciekawe tylko dla tworzącego, no chyba że opis jest jakoś niesamowicie oryginalny.

Myślę jednak, że księżycowy klimat i opisy bazy dużo lepiej wypadłyby, gdyby były wplecione w historię. Np. opis szklarni mógłby towarzyszyć jakiejś akcji, która się tam dzieje, dzięki czemu dodawałby realizmu, a nie męczył.

 

Także czekam na bardziej rozbudowane przygody w równie rozbudowanym świecie i życzę jak najwięcej radości z pisania :)

 

Z kwestii technicznych:

W jaskini powstało wiele tajemniczych cieni. 

Ciągle szli i cienie nie są permanentne, więc raczej “powstawało”.

– Musimy wracać. Kończy nam się tlen[.+] – Michael położył rękę na ramieniu Sandry.

Nie ma czynności gębowej, więc kropka. W razie czego Ambush podlinkowała już poradnik do zapisu dialogów.

 Po skromnym posiłku, składającym się z gotowanej fasoli z puszek, zagryzanej ciemnym pieczywem z chłodni[,+] i z kawy pitej w kubkach

Bez przecinka pieczywo pochodzi z chłodni i z kawy.

 

Pozdrawiam :)

It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead

Dziękuję czytającym za wszystkie porady i zainteresowanie.

Starałem się napisać swoje krótkie opowiadanie w sposób przejrzysty i w miarę prosty, by było przystępne dla zwykłego czytelnika.

W opowiadaniu jest tylko dwoje bohaterów: kobieta i mężczyzna.

Toczy się ono w krótkim czasie.

Oglądam często programy popularnonaukowe w Internecie i w TVP Nauka.

Czytam sporo książek o nauce i fantastyczno – naukowych. Chętnie wracam do starych autorów.

Kupuję czasopisma o nauce.

Wolę używać własnej głowy, niż komputerowych wzorców. Korzystam z komputerów i z Internetu, ale odnoszę się do nich z dużą rezerwą.

Chcę, by, to, co napiszę było moje własne, wynikało z mojej specyficznej wrażliwości.

Wymyślałem różne historyjki już w dzieciństwie. Ilustrowałem je własnymi rysunkami, więc robię to od dawna.

 

Egzotyczny księżycowy kamień, jaskinia lawowa na Księżycu, para naukowców… no nie mogłem nie przeczytać…laugh

 

Dużą cześć poświęcasz na budowanie świata, opis bohaterów ich relacją a tytułowemu kamieniowi poświęcasz ledwo co uwagi, scena wizji jest taka oklepana. Kamień nie wpływa w żaden sposób na bohaterów, nie odmienia ich i znika co jest rozczarowującym zakończeniem.

 

z logicznych uwag:

Twierdzenie, że z sąsiednią placówką można kontaktować się „najwyżej raz dziennie” przy posiadaniu technologii umożliwiającej stały przesył obrazu wideo na Ziemię, jest niespójne. Nie mają światłowodów lub innej technologii przyszłości?

 

Jeśli baza posiada wydajną hydroponikę to dlaczego jedzą fasolkę z puszek.

Widzę tu pomysł na zajmującą historię, wiec mogę tylko żałować, że opowiadanie urywa się nagle i niczego nie wyjaśnia.

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia.

 

Pod­ziem­ną, skal­ną szcze­li­nę oświe­tla­ło silne świa­tło lamp. Uwi­dacz­nia­ło ka­mien­ne ścia­ny… → Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: Pod­ziem­ną, skal­ną szcze­li­nę oświe­tla­ły silne lampyUwi­dacz­nia­ły ka­mien­ne ścia­ny

 

W ja­ski­ni po­wsta­wa­ło wiele ta­jem­ni­czych cieni. → Na czym polegała tajemniczość cieni?

 

Ich baza na­zwa­ła się Or­fe­usz – 4. → Ich baza na­zwa­ła się Or­fe­usz-4.

 

Przy­kro bę­dzie się roz­sta­wać ze sobą. Na Księ­ży­cu za­ko­cha­li się w sobie… → Nie brzmi to najlepiej.

A może wystarczy: Przy­kro bę­dzie się roz­stać, na Księ­ży­cu za­ko­cha­li się w sobie

 

na cał­ko­wi­cie mar­twym księ­ży­cu. → …na cał­ko­wi­cie mar­twym Księ­ży­cu.

 

– Czuję jakby ten krysz­tał hip­no­ty­zo­wał mnie swoim świa­tłem. Jakby prze­ni­kał wprost do mojej duszymó­wi­ła z obawą San­dra… → W dialogach używamy półpauz, nie dywizów.

Ten błąd pojawia się wielokrotnie także w dalszej części tekstu.

Tu znajdziesz wskazówki jak zapisywać dialogi.  

 

– Co wi­dzia­łaś? Nie bój się, mi mo­żesz za­ufać. → – Co wi­dzia­łaś? Nie bój się, mnie mo­żesz za­ufać.

mnie czy mi? tobie czy ci? – Słownik języka polskiego PWN

 

Od­bi­ja­ły świa­tło pół­prze­zro­czy­sty­mi wy­pust­ka­mi o róż­nych kształ­tach i bar­wach, roz­sz­cze­pia­ły go tę­czo­wo. → Piszesz o świetle, które jest rodzaju nijakiego, więc: Od­bi­ja­ły świa­tło pół­prze­zro­czy­sty­mi wy­pust­ka­mi o róż­nych kształ­tach i bar­wach, roz­sz­cze­pia­ły je tę­czo­wo

 

Mia­sto było puste, jego miesz­kań­cy wy­mar­li albo go opu­ści­li. Z pew­no­ścią za­miesz­ki­wa­ły go isto­ty my­ślą­ce… → Tu piszesz o mieście, które też jest rodzaju nijakiego, więc: Mia­sto było puste, jego miesz­kań­cy wy­mar­li albo je opu­ści­li. Z pew­no­ścią za­miesz­ki­wa­ły je isto­ty my­ślą­ce

 

Chyba tak… z wa­ha­niem po­ki­wa­ła głową San­dra. – Nie­zu­peł­nie… →  Chyba tak…  Sandra z wa­ha­niem po­ki­wa­ła głową. – Nie­zu­peł­nie… 

 

żeby do­kład­nie zba­da­li go ba­da­cze w in­sty­tu­cie na­uko­wym za po­mo­cą spe­cja­li­stycz­ne­go sprzę­tu. → Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: …żeby do­kład­nie zba­da­li go naukowcy w in­sty­tu­cie za po­mo­cą spe­cja­li­stycz­ne­go sprzę­tu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za wszystkie porady, które powoli uwzględniam. Trudno uniknąć błędów i potknięć.

 

 

Bardzo proszę, Grześku12. Jestem pewna, że w przyszłości będzie coraz mniej wszelkich niedoskonałości. Powodzenia. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka