Goodbye
Dotknął pustego miejsca na łóżku. Mruknął coś i otworzył oczy.
Duża sypialnia z oknem na wschód była pogrążona w ciemności.
Pewnie szykuje kawę, przemknęła mu myśl.
Zerknął w dryta.
04:00.
Zaklął.
Postawił nogi na zimnej, drewnianej podłodze.
Westchnął ciężko.
Czy ja mam jeszcze siłę udawać?
Pik.
Skrzywił się, ale zobaczył wiadomość.
Włosy mu się zjeżyły.
Anonimowy diabeł
M4K5 OR JERUZAL
M1K5 NSWS
Długo się temu przyglądał.
Skostniałymi palcami odpisał: kdc?
Mijała jedna, druga, kolejna sekunda.
A on już wiedział.
Dlaczego mi to zrobiłaś? Im? Therze?
Przełknął ślinę.
Spojrzał na drzwi.
Wstał z nogami jak z cementu.
Zajrzał w dokumentację obu Magulonek.
Skrzywił się.
Kurwa, nie zdążę.
Czy on już wie?
Cicho uderzył zaciśniętą pięścią w najbliższą rzecz.
Dobra, Pani Boże, niech i tak będzie. Odwdzięczysz mi się później.
W tym jednym momencie Damien Novida poczuł dużą iskrę nienawiści.
***
04:01, 07.05.2681 Czasu Uniwersalnego, 541 czasu lokalnego
Martha otworzyła oczy.
Stanie się.
Boże, obiecałeś.
Z ogromnym trudem usiadła i spojrzała na swoje leżące w pokoju obok dziecko. Miało tylko piętnaście lat i było przykryte różową kołdrą.
Ścisnęło jej się gardło, ale wstała i bardzo cicho przeszła do kuchni.
Zapaliła żółtawą żarówkę w suficie.
Pomieszczenie lśniło nienaturalną czystością.
Zawahała się, ale otworzyła chlebak.
Pusty.
Lodówka.
Stare mięso.
Spojrzała na górną szafkę i zadrżała. Chłód owinął jej ciało. Czuła mokre policzki.
Zawiodłam.
Jestem beznadziejna.
Zapragnęła położyć się na kafelkach i płakać.
Nie dziś, zacisnęła pięści i wzięła głęboki wdech.
Podeszła do łóżka Majami i położyła się obok niej.
– Mmm… – mruknęła dziewczyna przez sen. Przewróciła się na bok.
– Kochanie – powiedziała Martha niezwykłym głosem. – Obudź się. Musimy porozmawiać.
Jak na zawołanie nastolatka otworzyła siwe oczy.
– Mamo? – szepnęła zdziwiona.
– Nie mam śniadania. Bardzo cię za to przepraszam, kochanie.
– Ale nic się nie…
– Mam nadzieję, że niedługo zjawi się tu pewien człowiek. Dam mu coś dla Thery.
Majami zmarszczyła brwi.
Znowu kłamie?
– Mogę jej dać…
– Nie możesz. Dzisiejszy dzień będzie jednym z najtrudniejszych w twoim życiu. Ale… kochanie, pamiętaj, że zawsze cię kochałam, kocham i będę kochała. I jak długo będę mogła i potrafiła, tak długo będę przy tobie. Musisz być silna – zacisnęła rękę na dłoni Majami – dla kogo tam chcesz, dla siebie, dla mnie czy Thery. Ale musisz wytrzymać.
W oczach dziewczyny pojawił się strach.
Patrzyła rozszerzonymi źrenicami w matkę.
A ta ją przytuliła.
***
Słońca w kuchni jeszcze nie było.
Ale ciemność powoli odpływała.
Nie wiedziało o tym tylko jego umęczone serce.
Drakkir – siwowłosy mężczyzna o dobrze zbudowanej sylwetce – siedział na krześle.
04:15.
Skupił się na oddechu i wstał.
Jak w zwolnionym tempie.
Otworzył chlebak i wyjął cztery bułki.
Kocham was, błogosławię, bądźcie szczęśliwe.
Mantrował tak krojąc kajzerki, nakładając masło, wędlinę i pomidory.
Włożył do pojemnika śniadaniowego.
Zwyczajny, plastikowy.
Normalne śniadanie.
Patrzył na nie nieobecny.
– Proroku? – usłyszał za sobą męski głos.
Zszedł na bok.
Damien wziął pudełko.
Spojrzał na Drakkira.
Postaram się, uratuję je, chciał powiedzieć Novida.
Ale ile razy to mówił?
Kłamał w żywe oczy przyjacielowi?
Teraz słowa utknęły mu w gardle.
– Wiem – szepnął Drakkir, spoglądając w bok. – Każdy z nas to ma. Nie przejmuj się tym – mówił z wyraźnie ściśniętym gardłem. Cicho, smutno.
Damien wziął głęboki oddech.
– Dobrze – powiedział w końcu.
***
04:29
Martha wstała powoli i podeszła do kanapy. Spod jej spodu wyjęła cięższy model dryta, płaskiego kółka.
Stała jak skamieniała.
04:31.
– Dzień dobry – usłyszała przygaszony głos mężczyzny. Drgnęła gwałtownie i spojrzała w oczy Damiena.
Podał jej pakunek ze śniadaniem:
– Proszę, to od nas… Podziemia 2.0.
Cisza jak makiem zasiał.
Wyciągnął rękę.
Jeśli mu nie zaufam…, przeszło przez Marthę. A niech tam, kurwa, niech ten przeklęty bóg się o to martwi!
Z miną pełną odrazy położyła mu na dłoni dryta.
– Dziękuję – powiedział i pokrył się teleportacyjnym pyłem.
Martha spojrzała na córkę.
– Też nie wiedziałam – stwierdziła cierpko.
***
04:40.
Martha spoglądała na kanapki ze szklistym wzrokiem. Wyraźnie walczyła, by nie płakać. Najchętniej poszłaby do łazienki, ale nie opuszczę cię, póki mogę, pomyślała.
Majami przełknęła ostatni kęs swojej porcji.
Uśmiechała się.
– Bardzo smaczne – powiedziała. – Mamo… co ci jest? Znaczy… rozumiem, ale zjedz może trochę?
Kobieta wzięła głęboki wdech.
– Nie mogę – szepnęła. – Nie potrafię.
Nastolatka milczała chwilę.
– Mamo, poczułam się lepiej. Jakby… ktoś mnie…
Urwała.
Błogosławił.
To było jak ciepło… taty. Kiedy myślę o tacie.
Zamarła.
– Mamo? – spytała smutno.
Ta pokręciła głową:
– Kochanie, on zrobił wszystko, co mógł. Wybacz mu. Chociaż ty… zjedz moje – głos jej się załamał. Przesunęła kanapki w stronę córki. – Potrzebujesz więcej błogosławieństwa, niż ja.
– Mamo…
Majami wstała, podeszła do rodzicielki i ją przytuliła.
– Mamo, wszystko będzie dobrze.
Wytarła jej łzy.
Thera nas uratuje.
***
Jego gabinet znajdował się w głębi domu. Był mały i ciemny, ale mieścił biurko i krzesło.
Damien Novida miał na sobie ciemny garnitur i eleganckie mokasyny.
Mógł iść do pracy.
Ale była 05:00.
Holoekran z dryta wyświetlał się nad biurkiem i zawierał pliki z dokumentacją.
Gdybym je do nas zabrał?
Skrzywił się.
Boże, czuję, że tego nie chcesz.
Naraziłoby to nas.
Therę.
Wyprostował się.
Akcja byłaby za szybko przeprowadzona.
Kurwa mać.
Zacisnął pięści.
Spojrzał w drewniany sufit.
Godzina, a czuł się, jakby minęło czterdzieści.
Dlaczego mi to robisz? Dlaczego im to zrobiłaś?
Zacisnął zęby i włączył skierowanie do Obozu Resocjalizacyjnego Jeruzal.
UZASADNIENIE
M4K5 wykazuje się wzmożoną empatią i kreatywnością. Jest w wieku krytycznym dla rozwoju M. jest wysokie prawdopodobieństwo ze względu na rodziców posiadających zdolności M. Proszę o weryfikację obiektu. Ze względu na niepełnoletność wskazane jest odesłanie do OR.
WYKONALNOŚĆ: natychmiastowa
PODPIS: SHIRA NOVIDA
Nie znalazł błędu w piśmie.
Długo się w nie wpatrywał.
Co Martha zrobiła, że się tak odpłaciła?
Przełączył na drugie skierowanie.
UZASADNIENIE
M1K5 to Magulon. Empatia, ukrywanie swoich zdolności przed urzędnikami Federacji Jaweryjskiej, podawanie się za Gulona, odmawianie współpracy z urzędnikami, sabotaż energetyczny. Jako dowód załączam plik dźwiękowy. Obiekt należy skierować do zakładu karnego trzeciego poziomu.
WYKONALNOŚĆ: natychmiastowa
PODPIS: SHIRA NOVIDA
Czytał to dziesiąty, dwudziesty raz.
Zaschło mu w gardle, ale szklanka była pusta.
Teraz.
Włączył załącznik.
Szum.
– Mamo, uzdrowiłaś? – zapytała Majami.
– Tak, kochanie. Koty też zasługują na miłość. A ten… nas chroni, czujesz to? Ma taką piękną energię.
– Hmm – mruknął Damien i wsadził plik w program weryfikacyjny.
Zero AI.
To było dawno…, zmarszczył brwi.
Uważaj, kij ma dwa końce, Shiro.
Siedział chwilę.
Przesłał plik Anonimowemu Diabłu.
Dla nich za późno, ale zbudujemy coś dla Shiry.
Wstał ciężko i rozciągnął się.
06:30
Ciężkim krokiem wszedł do łazienki.
Spojrzał w lustro i zobaczył twarz ze smutnymi oczami. Jego krótkie, szaro-czarne włosy sterczały we wszystkie strony.
Pik.
Zerknął i przewrócił oczami.
Siwowłosy
Dentysta udaremniony.
Walnął pięścią w umywalkę.
– Kurwa – syknął.
Uderzył jeszcze raz, i ponownie, i jeszcze raz.
Wyprostował się.
Jeśli ona tak gra wobec przyjaciół, to jak zagra wobec mnie?
Przed oczami stanęła mu Thera.
Bez siniaków, za to ze wzrokiem pełnym strachu. Gestem nerwowym, niepewnym.
Bo się nie nauczy porządku, przypomniał sobie słowa żony.
Mam dość, bardziej poczuł, niż pomyślał.
Paznokcie wpijały mu się w skórę dłoni.
Westchnął w końcu.
Wziął głęboki oddech i znów się wyprostował.
Tym razem z uśmiechem.
W jego oczach pojawił się radosny, wdzięczny za wszystko blask.
Spokojnie zaszedł do kuchni.
– Kochanie, idę już – oświadczył pogodnie.
Thera siedziała za sztywno przy stole, jakby każdy ruch mógł ją złamać.
Podszedł do żony stojącej przy szafce kuchennej i pocałował ją, mocno ściskając.
A potem spojrzał na córkę.
– Musisz się zrelaksować – powiedział. – Zapraszam was obie na wieczór z lodami, co wy na to?
– Doskonały pomysł! – Shira objęła go ramionami. – Tak dawno nie wychodziliśmy razem!
– No więc nie musisz dziś gotować, kochanie – pocałował ją i wyszedł na korytarz. Pomachał, teleportował się.
Znalazł się w ciemnym, metalicznym korytarzu.
Miał ochotę rzygnąć.
Zamiast tego przybrał na twarz poważną, bezosobową maskę.
Wziął głęboki wdech i ruszył ku drzwiom.
Przyłożył dłoń do białej nakładki w nich i wszedł.
Zrobił dwa kroki w stronę gabinetu i zobaczył jasnowłosego mężczyznę w czarnym mundurze, zmierzającego w jego stronę.
– Transport specjalny za dwadzieścia minut do ZK3 nr 45 – oświadczył. – Jedna osoba, ale uznano, że to zagrożenie.
– Dowody? – spytał bez emocji. – I chcę wiedzieć wszystko o tym przypadku, zresztą jak zwykle.
– Hmm… nagranie z uzdrowienia kota, ale wygląda na dość stare.
– Prawdziwe?
– Tak, ale Gvara trochę się wkurzyła, bo to wygląda, jakby obiekt sobie przed nimi paradował i nic sobie z tego nie robili.
Zmarszczył brwi:
– A ta informacja jest mi po to, żeby?
– Poprosili o przeprowadzenie z obiektem przesłuchania. Oficjalne zrealizuje Yaniv Barak, ale chcą mieć pewność obiektywnych wniosków. On to zrobi o dziewiątej, pan godzinę później.
Skrzywił się.
Będzie zmęczona.
– Dobrze, przygotować P4.
***
Wiedziały tylko, że jest przed siódmą.
Martha mocno ściskała Majami siedzącą na jej kolanach. Czarne włosy nastolatki lśniły w słońcu.
– Masz piękne włosy – powiedziała rodzicielka.
Wciąż wstrzymywała się od płaczu.
Ale oczy miała zaczerwienione.
Będą wiedzieć, gdy na mnie spojrzą, pomyślała. Nienawidzę siebie.
– Wybacz mi – szepnęła – że nie umiałam cię ochronić. Wybacz, proszę.
– W porządku, mamo – odpowiedziała spokojnym, lekko drżącym głosem.
Czy ona, przeszło przez myśl Marthy.
– Nie bój się przeze mnie – powiedziała. – Proszę, żyj pełniej. Będziesz… dasz sobie radę.
Dziewczyna poważnie spojrzała w oczy matki.
Próbuje mnie oszukać, uświadomiła sobie.
– Mamo – zaczęła – przecież wiem, że umrę. Taka jest moja rola, przeznaczenie.
Marthcie zachciało się wyć.
Przytuliła Majami jeszcze bardziej.
***
Cisza.
06:56.
Boję się, pomyślała Majami. Czuła jak jej serce mocno, o wiele za mocno bije.
Ciekawe, co Thera robi?
06:57.
Nie bój się kochanie, Martha posłała myśl do córki. Wszystko będzie… kocham cię. Zawsze. Będę przy tobie w tej, czy innej formie. Zawsze.
06:58.
A może umrzeć teraz?, przeszło przez głowę Marthy. Zamarła.
Muszę się jeszcze raz spotkać z Therą, postanowiła Majami. Ona na pewno coś wymyśli.
06:59.
Błogosławiona cisza między niewiastami.
07:00.
Pukanie do drzwi.
– OTWIERAĆ! – wrzask zza nich.
Kobiety w kuchni się nie ruszyły.
– WYWAŻAMY!
Wszystko stanęło.
Martha zamknęła oczy.
Huk.
Trzech mężczyzn weszło do środka. Dwóch w czerwonych mundurach, jeden w czarnym. To on nakazał zdjęcie broni z domowniczek.
Wyszedł do przodu.
– Jesteście zatrzymane – oświadczył bezosobowo. Taka też była jego twarz. Jedynie blond włosy zaczesane na jeża sprawiały jakieś wrażenie. – W imieniu Federacji Jaweryjskiej, zatrzymuję was na mocy ustawy o Magulonach. Jeśli dokonacie sprzeciwu, mój oddział was wyeliminuje. Wstańcie.
Nie ruszyły się przez chwilę.
Mężczyźni ustawili broń w stronę kobiet.
Wtedy ta o wypłowiałych włosach kiwnęła głową.
Podniosły się ciężko, a stanęły jak na słomianych nogach.
Majami spoglądała na nich wielkimi, przerażonymi oczyma.
Thera, uratuj nas, pomyślała.
I poczuła się głupio.
– Najpierw OR – powiedział przywódca.
Panie Boże, jeśli jesteś miłosierny, pozwól mi na to, pomyślała Martha.
Wszystko zastygło.
Gvarzysta podszedł do kobiet i wyszarpnął Majami z objęć rodzicielki.
– Mamo! – jęknęła dziewczyna.
Trzymał ją mocno za ramię.
Żegnaj, pomyślała Martha. Kocham cię, córeczko.
Funkcjonariusz wraz z dziewczyną zniknęli.
Ostatnim, co zobaczyli pozostali gvarzyści było światło.
***
07:11.
Damien Novida siedział sztywno w swoim biurze. Szare, metaliczne ściany w dziwny sposób dawały mu poczucie bezpieczeństwa.
Zrobiła to. Dziękuję ci Boże.
Poczuł ulgę.
Pik.
Pik.
Pik.
Zerknął w dryta.
Anonimowy diabeł
Minuta ciszy dla Marthy Kierlich.
07:13.
Wrócił do powiadomień.
SYS24
PRZESŁUCHANIE OBIEKTU M1K5 ODWOŁANE
SYS24
DWÓCH FUNKCJONARIUSZY GVARY NIE ŻYJE. PROSZĘ PRZYGOTOWAĆ KWIATY NA ICH POGRZEBY.
Parsknął.
***
07:31.
Ledwo postawiła nogi w swoim prokuratorskim gabinecie, a drzwi się otworzyły.
Blady, zmieszany mężczyzna był wyraźnie zdenerwowany.
– Pani prokurator generalny… – zaczął.
Zaciął się.
– Tak?
Miała przed sobą stażystę.
I raczej nie był to jego dobry dzień.
– Wybuch w dzielnicy Nastrova. Zginęły trzy osoby, a budynek ma podniszczone fundamenty… szef kazał przekazać…
Pik.
– Przepraszam – odparła spokojnie i zajrzała do dryta.
Damien
Moje kondolencje
Pik.
SYS20
PLIK: M1K5
Zmarszczyła brwi i go otworzyła.
Zakręciło jej się w głowie.
Martha, coś ty zrobiła?
Rozejrzała się.
Ale nie zobaczyła niczego nowego.
Wzięła głęboki oddech.
– Kto się zajmuje sprawą? – spytała.
– Navidim Zafir.
– Dobrze, niech przyjdzie do mnie po zbadaniu terenu.
Młodzieniec skinął głową i wyszedł.
Shira Novida zawahała się.
Wiedziała, co podadzą w wiadomościach.
WYBUCH NIELEGALNEGO GAZU ZNISZCZYŁ TRZECIE PIĘTRO W BUDYNKU
Wzięła głęboki oddech.
Martho, wybuchłaś jak gwiazda. Czy jestem następna?
***
11:12.
Damien był wyraźnie zamyślony.
I spokojny.
Pik.
Anonimowy diabeł
Gra rozpoczęta.
Twój ruch.
Spojrzał na holoekran.
W TRAKCIE PRÓBY UJĘCIA MAGULONKI ŚMIERĆ PONIOSŁO DWÓCH FUNKCJONARIUSZY GVARY.
Niech się zacznie najważniejszy akt, pomyślał z mocą i zacisnął zęby.
Odpisał.
D1N8
Goodbye.
Przeczytałam i to wszystko, co mogę powiedzieć, albowiem nie zrozumiałam do miałaś nadzieję opowiedzieć. Sposób napisania tekstu także nie ułatwiał lektury. :(
– Kochanie – powiedziała Martha niezwykłym głosem… → Na czym polegała niezwykłość głosu?
…nastolatka otworzyła siwe oczy… → Co to znaczy, że oczy były siwe?
Jeśli mu nie zaufam…, przeszło przez Marthę. → Co przeszło przez Marthę?
Zbędny przecinek po wielokropku. Po wielokropku nie stawia się przecinka.
Martha spoglądała na kanapki ze szklistym wzrokiem. → Czy dobrze rozumiem, że na kanapkach był szklisty wzrok?
A może miało być: Martha spoglądała szklistym wzrokiem na kanapki.
Ta pokręciła głową: → Dwukropek jest zbędny, wystarczy kropka.
To było dawno…, zmarszczył brwi. → Zbędny przecinek po wielokropku.
– Transport specjalny za dwadzieścia minut do ZK3 nr 45 – oświadczył. → – Transport specjalny za dwadzieścia minut do ZK trzy numer czterdzieści pięć – oświadczył.
Liczebniki zapisujemy słownie, zwłaszcza w dialogach. Nie używamy skrótów.
– OTWIERAĆ! – wrzask zza nich. → Ktoś umiał wrzeszczeć wielkimi literami??? Wielkie litery nie sprawiają, że wrzask staje się głośniejszy, ale trzy wykrzykniki już tak. Proponuję:
– Otwierać!!! – wrzask zza nich.
– WYWAŻAMY! → – Wyważamy!!!
Ostatnim, co zobaczyli pozostali gvarzyści było światło. → Ostatnie, co zobaczyli pozostali gvarzyści było światło.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.