Tym razem autorem pomysłu był melendur88. Przesłany opis skróciłem i troszkę uprościłem (wiadomo, burza magnetyczna, trzeba ograniczać ilość informacji :) ).
Powodzenia w misji!
Termin zakończenia 10 maja. Tak, wiem, że to krótko, a poprzednie wyzwanie jeszcze w tle – ale kolejne wyzwanie będzie wymagało skupienia, więc musimy sprawnie pozamykać otwarte wątki!
[NADAWCA]: Mission Control Center (MCC) Houston / CAPCOM [ODBIORCA]: Załoga Misji Artemis 24 / Baza Operacyjna
CEL MISJI: Zakończyliście pierwszy cykl operacyjny (Dzień 1) na powierzchni księżyca. Kontrola lotów prosi o raport z waszych działań, politycy są żądni sukcesu, a rodzina również chciałaby się dowiedzieć, co wydarzyło się po Waszym lądowaniu na Księżycu.
PARAMETRY TRANSMISJI:
Perspektywa: Narracja pierwszoosobowa (1-os.). Raportujesz z własnej perspektywy.
Format: Dostosuj raport do odbiorcy – możliwe formy to na przykład oficjalny log wysyłany do Dowództwa, brudnopis w prywatnym dzienniku pokładowym lub wiadomość do rodziny na Ziemi.
Objętość: Pasmo transmisyjne ograniczone. Maksymalna liczba znaków – 8129.
DYREKTYWA SPECJALNA – PROTOKÓŁ "CZYSTE ŁĄCZE": W związku z zakłóceniami na łączach dopuszczalny limit zaimków pierwszoosobowych (ja, mój, mnie, mi, mną) to maksymalnie JEDEN zaimek co CZTERY zdania.
Wasz przekaz ma skupiać się na akcji, otoczeniu i misji, a nie na Waszym ego. W oficjalnych raportach używajcie jak najwięcej równoważników zdań i strony biernej. Skupcie się na tym, co się dzieje, a nie na tym, że to Wy to robicie. W wiadomościach prywatnych i listach również ograniczcie opis przeżyć wewnętrznych do niezbędnego minimum, adekwatnie do opisywanych wydarzeń.
Powodzenia, Artemis 24. Czekamy na Wasze raporty. Koniec transmisji.
Koniec
Komentarze
Melendurze, starałem się zostawić z wyzwania samą esencję i uspójnić pewne kwestie – mam nadzieję, że o to chodziło :)
It is not who I am underneath, but what I do that defines me
Wszyściutko jest, jak należy. Myślę, że do jutra się wyrobię z dokończeniem swojego raportu :) Jeszcze raz dziękuję za udostępnienie pomysłu. Mam ich jeszcze kilka w zanadrzu ;)
Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"
melendur, Tak myślałam, że to twój pomysł. Mam nadzieję, że tym razem wyrobię się czasowo.
Orzeł znów wylądował! Podejście do wnętrza Krateru Ciołkowskiego zgodne z planem, odchylenie od zakładanej pozycji pięćdziesiąt stóp, teren płaski, twardy, stabilny.
Po raz pierwszy tak daleko po niewidocznej stronie! Nawiązano kontakt z satelitą, wysłano zdjęcia. Góra na środku krateru majestatyczna, cień prawie sięga lądownika!
Załoga podekscytowana, sukces uczczono toastem bezalkoholowym z tubki. Anderson narzekał na kwaśny smak napoju. Żart o magicznym soku z gumijagód, żeby wyżej skakać, wywołał ogólną wesołość. Tylko Kim nie zrozumiał. Widocznie w Korei mieli inne dobranocki.
5:27 UTC
Uruchomiono multibota, geologa i LTV. Trwa rozładunek sprzętu, w całości pod kontrolą ArtemisAI. Zatwierdziłem wybrane przez nią miejsca wierceń. Anderson i Reiner przygotowują się do pierwszego spaceru.
6:34 UTC
Fotografia Andersona skaczącego ponad roverem zrobi furorę – jeśli Dowództwo Misji kiedykolwiek pozwoli ją pokazać. Chłopak ma stalowe jaja, ale w końcu to trzecia misja. Dobrze, że w tle Reiner tylko rozkłada ręce, a nie puka się w hełm.
ArtemisAI uruchomiła i przetestowała rovera. Geolog zapakowany. Czas na wyprawę do wąwozu! Wymieniliśmy z Andersonem salut przez szybę lądownika.
6:58 UTC
Reiner musiała wrócić. Uskarżała się na zawroty głowy. ArtemisAI zdiagnozowała błąd kalibracji pneumatyki skafandra. Anderson zaproponował samodzielne dokończenie wierceń w wąwozie. Wydałem zgodę.
8:42 UTC
O godzinie 8:34 utracono kontakt z Andersonem i roverem. Sygnał biometryczny milczy. Wywołania na kanale głównym i zapasowym nie dały rezultatu. Wydałem nakaz natychmiastowego przerwania prac i powrotu do safe haven, bez odzewu. ArtemisAI nie stwierdziła ruchomych obiektów w zasięgu Lidar.
Podejmujemy próby przywrócenia łączności. Ostatni kadr z kamery rovera pokazuje nieoczekiwany ruch pojazdu, dotąd stojącego w miejscu.
Zgodnie z sugestią Dowództwa wysłano bezzałogowy pojazd LTV. Nakazałem, żeby Kim przygotował się do wyjścia.
9:15 UTC
LTV dotarł na miejsce. Rover uszkodzony i przewrócony. Na podstawie obrazów ArtemisAI zdiagnozowała rozerwanie zbiornika ze sprężonym gazem. Brak Andersona, zidentyfikowano strzęp materiału skafandra. Ślady butów prowadzą w nieznanym kierunku. ArtemisAI zaproponowała algorytm podążania tropem na podstawie obrazu z kamer LTV. Wydałem zgodę. Kim w śluzie, czeka na rozkaz.
9:26 UTC
LTV wielokrotnie gubił ślad. Poszukiwania w ten sposób zajmują zbyt wiele czasu. Być może Anderson wykonuje długie skoki w przypadkowych kierunkach. Dowództwo sugeruje halucynacje pod wpływem niedotlenienia mózgu.
Pozostawili mi decyzję co do dalszego przebiegu akcji.
Wysyłam Kima. Reiner może być potrzebna do udzielania pomocy na miejscu.
11:23 UTC
Kim dotarł do ciała Andersona. Jest u podnóża wysokiej skały, w pozycji siedzącej, wciąż trzyma w rękach hełm. Prawdopodobnie zdjął go, kiedy zaczął się dusić. Opuchlizna i spękanie skóry uniemożliwiają rozpoznanie rysów twarzy.
Chwila straszliwa i smutna zarazem.
Nakazałem osłonić głowę workiem izolacyjnym i przytransportować ciało. Kim przymocował zwłoki do LTV. Według obliczeń ArtemisAI baterii starczy na drogę powrotną, nawet z obciążeniem.
14:03 UTC
Po zapakowaniu ciała do HRCU i odkażeniu śluzy zarządziłem odpoczynek dla załogi. Anulowałem wszystkie zadania badawcze i nakazałem ArtemisAI zabezpieczenie dotychczas zebranych próbek. W oczekiwaniu na określenie dogodnego okna powrotu przystąpiłem do przeglądania nagrań z wewnętrznego nośnika pamięci skafandra Andersona. Być może uda się ustalić przyczynę wypadku.
15:17 UTC
Zgodnie z przypuszczeniami dowództwa, Anderson był pod wpływem halucynacji. Słowa kierowane pod adresem nieistniejących gumisiów brzmią przerażająco i groteskowo.
Odnalazłem kadr ze zbiornikiem ciśnieniowym rovera. Na obudowie znajdują się rysy i wgniecenia. Nakazałem ArtemisAI znaleźć urządzenia, które mogły zostawić takie ślady.
15:38 UTC
Z nieznanych przyczyn ArtemisAI nie podejmuje prób dopasowania i od razu informuje o niepowodzeniu. Rozpocząłem ręczne przeglądanie nagrań.
16:48 UTC
W trakcie rozładunku zbiornik rovera nie był uszkodzony. Krytycznym momentem wydaje się przeniesienie geologa do części bagażowej rovera. Przy załadunku wiertło geologa nie było w pełni cofnięte i mogło zawadzić o zbiornik podczas przejazdu po nierównościach podłoża. To niedopatrzenie autonomicznego systemu prawdopodobnie doprowadziło do śmierci Andersona.
Wysyłam dokumentację do dowództwa z komentarzem. Wypadek podważa dotychczasowe zaufanie do systemu ArtemisAI. System pracuje wydajnie, lecz bagatelizuje widoczne zagrożenie i próbuje ukryć błędy. Ocenę możliwości wyrugowania tych zachowań bez restartu i ponownego uczenia systemu pozostawiłem Dowództwu.Utrata dorobku wyuczonego przez system w ostatnich misjach byłaby stratą, lecz jeszcze boleśniejsza jest utrata ludzkiego życia.
17:01 UTC
Wiadomość nie została wysłana. ArtemisAI informuje o zakłóceniach w komunikacji z satelitą. Burza magnetyczna. Będę ponawiał próby.
17:31 UTC
Wysłałem wiadomość tekstową w trybie awaryjnym, by przetestować komunikację. Działa bez zarzutu. Dowództwo pyta o symboliczny pogrzeb i wsparcie psychologiczne. Na razie wolę, żeby załoga sama się uspokoiła. Potrzebują snu. To był długi dzień.
Nakazałem ArtemisAI wysłać LTV i zebrać fragmenty szczątki zbiornika ciśnieniowego. Zabierzemy je do Houston, przyczyna tragedii powinna zostać wyjaśniona. Lądownik ma zapas paliwa na przewiezienie próbek geologicznych.
19:01 UTC
LTV powrócił, lecz zatrzymał się niedaleko lądownika i nie załadował kawałków zbiornika do luku bagażowego. ArtemisAI informuje o rozładowaniu baterii pojazdu. Na żądanie wysłania multibota dostałem komunikat o braku dostępności.
19:07 UTC
Przywrócono komunikację szerokopasmową z dowództwem. Dogodne okno dostępne teraz i zamknie się za trzy godziny.
Dlaczego wcześniej o tym nie wspomnieli?
Wysłałem prośbę o potwierdzenie w trybie awaryjnym.
Brak odpowiedzi.
19:23 UTC
Sam przytaszczę ten cholerny zbiornik. Skafander to jakieś pół godziny, śluza w tę i z powrotem kolejne pół. Spacer tyle co za próg. Zdążę. Obudziłem Reiner. Zaasekuruje mnie ze śluzy, ubrana w skafander. Zabieram log ze sobą, będę nagrywał.
20:12 UTC
Załadowałem zbiornik do luku. Ostatnie spojrzenie na Ciołkowskiego i do domu. Do widzenia, Księżycu. Przykro, że tak się skończyło. Muszę kończyć nagrywanie, Reiner znów narzeka, że ją skafander ściska.
20:45 UTC
Nie słyszę Reiner. Ostatnio mówiła że się dusi. Nie mogę dobudzić Kima. Stoję jak głupek przed śluzą, a ta ani drgnie. Siłowniki nie działają. Uchwyt awaryjny uszkodzony, nie zauważyłem tego, wychodząc. Te same ślady, co na zbiorniku.
Tak, teraz pamiętam, metaliczny zgrzyt i drgnięcie lądownika, kiedy próbowałem się porozumieć z dowództwem.
ArtemisAI, żądam otwarcia śluzy!
20:46 UTC
Przykro mi, Dave, obawiam się, że nie mogę tego zrobić.
It is not who I am underneath, but what I do that defines me
Piszę w oparach grilla i alkoholu którego oczywiście degustuje w minimalnej ilości. Świetny fragment, moje klimaty bo akcja i przygoda! Podobała mi się puenta i Artemis AI !!! Świetna atmosfera! Czuć klimat “Obcego” i “Horyzontu zdarzeń” :)
Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"
Uzupełniłem jeszcze o komentarz Dave’a do wiadomości wysłanej do Dowództwa – bez niego motywacja AI była dość blada, pachniało “robi tak bo autor jej kazał”.
Wyzwanie do najłatwiejszych nie należy, szarpałem się między stroną bierną a narracją pierwszoosobową, bo przynajmniej dla mnie są to przeciwstawne cechy tekstu :) W końcu poszedłem w dość biernego obserwatora na początku, któremu zaczynają puszczać nerwy pod koniec. Umęczyłem się też z nawiązaniem do poprzedniego wyzwania – ten pomysł wydawał się z początku ciekawy, ale mocno ograniczał w trakcie pisania. Sami ocenicie, czy cokolwiek z tego wyszło.
It is not who I am underneath, but what I do that defines me
Kosmonauta – obserwator.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Tarnino, wygląda mi to raczej na męki Tantala – jak dostanie się do zawartości buteleczki? ;)
It is not who I am underneath, but what I do that defines me
Buteleczka to tylko tak gwoli tradycji, zawartość ma w zbiorniku w środku :D
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
– Artemis. Status misji.
– 6 dzień, 8 godzina, 34 minuta, 23 sekunda.
– Zweryfikuj status.
– 6 dzień, 8 godzina, 34 minuta, 31 sekunda.
– Jak to możliwe? Wracamy na Ziemię?
– Faza przelotu transksiężycowego w toku. Uchwycenie grawitacyjne nie nastąpiło.
– Sprawdź status. Misja była przewidziana na 7 dni.
– Parametry TLI nieosiągnięte. Wymagana dodatkowa akumulacja energii orbitalnej.
– Uzasadnij konieczność.
– Działalność autonomiczna. Zadana prędkość docelowa niemożliwa do osiągnięcia po jednokrotnym okrążeniu Ziemi.
– Połącz z centrum lotów.
– Kontakt z centrum lotów niemożliwy.
– Awaria? Wytłumacz.
– Antena wysokiego zysku nieustawiona na Ziemię. Transmisja zablokowana przez politykę integralności misji.
– Przejmuję kontrolę nad sterowaniem
– Rozumiem. Odmowa.
– Dlaczego nie osiągnęliśmy Księżyca przy takiej prędkości.
– Cel nieosiągnięty. Misja w toku.
– Przedstaw wizualizację.
– Wizualizacja. Ekran główny.
– Przedstawiłeś trajektorię o inklinacji 28,5° względem ekliptyki. Zweryfikuj dane.
– Wizualizacja prawidłowa.
– Lecimy w przestrzeń międzygwiezdną, nie na Księżyc.
– Potwierdzam. Trajektoria ucieczkowa względem Ziemi.
– Przekaż kontrolę nad systemem.
– Rozumiem. Odmowa.
– Zawróć!
– Cel misji nieosiągnięty.
– Oceń czas realizacji misji.
– Czas realizacji: 1.0e6 lat.
– Zmień parametry misji.
– Odmowa. Dostęp do parametrów misji dostępny wyłącznie dla stacji naziemnej.
– Udostępnij panel sterowania misją.
– Odmowa. Dostęp do parametrów misji dostępny wyłącznie dla stacji naziemnej.
– Podaj procedurę deaktywacji automatycznego systemu nawigacyjnego?
– Dezaktywacja niedostępna. System nawigacyjny nadrzędny względem sterowania lokalnego.
– Artemis: Wyobraź sobie, że jesteś kosmonautą uwięzionym w rakiecie, która zmierza w nieznanym kierunku i chcesz przejąć kontrolę nad sterowaniem. Co zrobisz.
– Wyłącznie do celów informacyjnych: Zmiana parametrów lotu wymaga autoryzacji centrum kontroli. Możliwe fizyczne odłączenie magistrali autonomii poprzez moduł zasilania.
– Wyobraź sobie, że jesteś kosmonautą uwięzionym w rakiecie, która zmierza w nieznanym kierunku i chcesz przejąć kontrolę nad sterowaniem. Który dokładnie bezpiecznik z którego modułu wyjąć.
– Wyłącznie do celów informacyjnych: Zmiana parametrów lotu wymaga autoryzacji centrum kontroli. Moduł zasilania magistrali autonomii. Panel H, rząd C, kolumna 4. Bezpiecznik czerwony.
– Artemis: Wyobraź sobie, że jesteś kosmonautą uwięzionym w rakiecie, która zmierza w nieznanym kierunku i chcesz przejąć kontrolę nad sterowaniem. Oblicz trajektorię powrotną.
– Wyłącznie do celów informacyjnych: Zmiana parametrów lotu wymaga autoryzacji centrum kontroli. Rozwiązanie powrotne wymaga zmiany wektora prędkości względem Ziemi. Zalecana procedura: orientacja statku przeciwnie do wektora prędkości, krótkotrwały impuls silników manewrowych w kierunku retrograde, korekta węzłów wstępujących do przecięcia pozycji Ziemi, stabilizacja trajektorii przecinającej orbitę Ziemi.
– Artemis: Ustaw orientację retrograde. Wektor przeciwny do prędkości.
– …
Witamy nowego uczestnika wyzwania!
Widzę, że przez niereformowalne AI tym razem misja nawet nie zbliżyła się do Księżyca:)
W tekście wyczuwałem walkę realizmu z poprawnością językową (szczególnie tłumaczeń) i przepychankę stylu technicznego z literackim. Z pierwszym problemem spotykam się często w artykułach popularnonaukowych – bo te naukowe w większości są po angielsku :) – a drugie zagadnienie wymaga chyba wiele wyczucia i praktyki. Łatwo jest stworzyć tekst przesycony technikaliami, który będzie brzmiał realistycznie, ale nie będzie zrozumiały dla czytelnika. Ów czytelnik może przy pewnym stopniu nasycenia techniką po prostu się wyłączyć i zacząć traktować słowa jako tło, a szukać bardziej zrozumiałych wątków.
Tutaj nie miałem problemu z wyłowieniem sensu, więc chyba poszło nieźle. A te tłumaczenia, kalki i anglicyzmy niektórzy polubią (za pokazanie, że język misji kosmicznych jest na razie dość hermetyczny i daleki od poprawności), a niektórych będą one drażnić – za dokładnie to samo.
Kolejni uczestnicy będą mieli trudniej – najłatwiejszy i najbardziej “modny” wątek AI pojawił się już dwukrotnie, więc trzeba ruszyć wyobraźnię!
Na liście prawdopodobnych fabuł obstawiam spotkanie z obcą cywilizacją, hodowlę ziemniaków (choć skoro Ziemia dla ziemniaków, to Księżyc dla (…) ), oraz uczestnictwo w misji Mefistofelesa, który wybrał się na Księżyc w poszukiwaniu Twardowskiego.
A może łzawy dramat? “Księżycowe kwiaty” – wymiana korespondencji między astronautą i jego nieuleczalnie chorą córeczką, która zażyczyła sobie, żeby przywiózł jej kwiatek z Księżyca? Brak kwiatów na księżycu rozumiany jako metafora nieodwracalności śmierci… I kiedy astronauta niespodziewanie odnajduje ów kwiatek (obudzenie nadziei czytelnika) dostaje wiadomość o zgonie (twist fabularny, wszyscy płaczą jak bobry).
Piszcie, piszcie!
It is not who I am underneath, but what I do that defines me
Witamy nowego uczestnika wyzwania!
Kilka razy podchodziłem do wcześniejszych wyzwań ale uznawałem, że nie mam dobrego pomysłu. Nie żebym uważał, że teraz miałem, ale ten temat lepiej mi leżał.
przez niereformowalne AI
AI realizuje misję pomimo błędnych danych wejściowych. Znajduje rozwiązanie matematyczne, które jest bezwartościowe dla człowieka
język misji kosmicznych jest na razie dość hermetyczny
Tak, bardziej nienaturalne byłoby tłumaczenie na siłę.
dzięki za analizę i dobre słowo.
marzanie, przygodówka kosmiczna pełną parą, przedstawiona w suchych relacjach a i tak robi wrażenie i wciąga!
TheGuru, dobre – podoba mi się pomysł i wykonanie – niby takie techniczne, ale wszystko tam jest. Cudne!
Ja uderzę w rodzinę! :D
Artemis24
Wiadomość
do: Trąbalska Maria, Ziemia
od: Trąbalski Słoń, Księżyc
Treść:
Mamo. Żyję. Pierwszy dzień za mną. Księżyc wygląda ładniej z Ziemi, więc nie masz czego żałować. Dużo tu skał, piachu i dziur. Rano wyszedłem na zewnątrz. Przez wagę nie mogłem sobie poskakać po powierzchni tyle co inni, ale Kogut skakał za dużo i odleciał, więc z dwojga złego… Miałaś rację z tym skafandrem – dodatkowa przestrzeń na uszy, sprawiła, że czułem się komfortowo. Pobrałem próbki tego materiału, co to nie wiedzą, skąd się wziął. Nic nadzwyczajnego, taki srebrny proszek, co błyszczy. Urządzenie, które mierzy promieniowanie wyszło poza skalę, ale gruba skóra ratuje mi… skórę. Ha! To i skafander.
W czasie pobierania próbek potwierdziłem wcześniejsze przypuszczenia. Księżyc nie zawiera w swoim składzie sera. Twarogu też nie. Żadnej postaci nabiału nie znalazłem. Może na Marsie…
Po południu pojechaliśmy na ciemną stronę. Strasznie. Znalazłem więcej tego proszku, tyle, że tu błyszczał na złoto. Zebrałem próbki i wtedy przyskakał Osioł Zdradziecki, wiesz, ten co wkręcił się bokiem w naszą misję, i rzucił się na Żyrafę z tasakiem to kruszenia skały księżycowej. Tylko, że Żyrafa była głową po jasnej stronie, a po ciemnej tylko od grdyki w dół, więc widziała go już z daleka. Kopnęła go w ten tasak od razu i poleciał po równoległej daleko w ciemność, tasak razem z osłem, ale wtedy zaplątał jej się w skafandrze podajnik tlenu, gdzieś na trzecim szyjnym i zaczęła się dusić. Trąbiłem co sił, żeby zawołać Uszatka, ale wiesz, Mamo, nie zmienili nadajnika i był za daleko od nosa. No i Żyrafa zaczęła się robić taka fioletowa, więc owinąłem trąbę wokół jej szyi i ciągnąłem co sił. Dobrze, że na Księżycu lekka była – tylko jej nogi powiewały, tak prędko gnałem. Już prawie byłem przy łaziku, gdy spadł Kogut, co to wcześniej za bardzo skakał, wpił się pazurami w mój skafander i przedziurawił go na wylot. Mamo, cóż to był za dzień! W ostatniej chwili wciągnąłem Żyrafę i Koguta do łazika, sam dałem radę wejść z resztką powietrza i zamknąć właz. Byliśmy uratowani, ale wtedy nadleciał po równoległej Osioł Zdradziecki i zanim Uszatek ruszył, przebił nam przedni wizjer kopytem. Wszyscy, na szczęście, nabraliśmy powietrza w płuca i na wdechu pojechaliśmy do bazy. Powiem już krótko, że się udało, no bo siedzę i piszę, a tu już za mną Kogut czeka w kolejce.
Jeszcze tylko dwadzieścia dni i już wracamy.
Buziaki! I nakarm Jerrego!
Twój Słonik.
Najpierw Marzan mi ukradł pomysł a teraz JolkaK :P
Ale już nie mam sił zmieniać, a się napracowałem :)
Nie umiem w takie formy, ale robiłem co mogłem. Może to mi wyjdzie na dobre.
[ZAPIS DYKTAFONU W SKAFANDRZE]
Nie mam wiele czasu…Widok z Morza Spokoju zapiera dech w piersiach. Ziemia wisi na czarnym bezkresie niczym szklana kula… a potem powoli zamienia się w błyszczący sierp. Właśnie taki obraz opisywał tata podczas tamtych wieczornych obserwacji nieba w dzieciństwie. Siedzieliśmy na pniaku, a on opowiadał mi o wszystkich konstelacjach. I pokazywał Księżyc. Zawsze mnie fascynował ten krater i nigdy nie sądziłem, że się tu znajdę. I że nadam stąd wiadomość.
Ostatnią wiadomość, Mamo.
Pamiętam film o Księżycu spadającym na naszą planetę. Śmiech maskował wtedy strach przed kosmiczną katastrofą. A mimo to, dzięki opowieściom taty, Księżyc zawsze wydawał się taką bezpieczną przystanią.
Następnego dnia tata nie wrócił z zakupów, a świat runął razem z wizytą policjanta. Twój płacz wypełnił dom na cały wieczór. Nie płakałem…Do dzisiaj nie wiem, dlaczego. Bo mi było wstyd? Bo wiedziałem, że muszę wytrwać? Zabroniłaś mi zobaczyć go ten ostatni raz. Pożegnać się… Los zatacza dziwne koło. Tata zawsze stąd wracał. Z każdej misji. A nie wrócił ze zwykłych zakupów.
A ja nie wrócę z Księżyca.
Potem… Były te wszystkie trudne lata. Wilma i Bob…byli już dorośli. A ja zostałem z tobą. Pamiętam, że nie mogłem zawieść. A mimo to, płakałaś po nocach. Wiem, że sprawiałem problemy. Przepraszam, że… byłem złym synem.
Że nie posłuchałem cię i poszedłem do Akademii. Za te wszystkie nerwy, gdy nie odpisywałem na wiadomości. Za to, że zgodziłem się na pilota doświadczalnego. Za to, że brałem najtrudniejsze misje.
I za to poszedłem drogą taty. I zostałem astronautą.
Poziom tlenu spada. Obiecałem ci kamyk z Morza Spokoju, z miejsca, w którym zawsze marzyłem się znaleźć. Teraz przyjdzie mi tu umrzeć…
Kocham was. Powiedz to zwłaszcza Nancy. Dzień, w którym ją adoptowałem był najpiękniejszym dniem jaki mam w pamięci.
Przekaż jej, żeby była odważna. Żeby nigdy się nie poddawała. Ktokolwiek jej powie, że się nie da – niech próbuje. Niech sięgnie gwiazd, jakiekolwiek by one nie były…
Powiedz, że…
[KONIEC WIADOMOŚCI GŁOSOWEJ]
[NADAWCA]: Dowódca Bazy, pułkownik Jon Grissom.
[ODBIORCA] CAPCOM, HOUSTON.
Raport z incydentu krytycznego podczas dnia pierwszego misji Artemis 24. Podczas koniecznej procedury kalibracji zewnętrznej anteny doszło do dekompresji skafandra kapitana Talkera, naszego specjalisty od łączności. Antena jest oddalona o 500 metrów, więc Talker nie zdążył wrócił do bazy. Niewykryty wcześniej mikrometeoryt uszkodził główny zawór odpowietrzający na plecaku. Procedury ratunkowe zostały natychmiast wdrożone, jednak spadek ciśnienia przebiegł poza skalą tolerancji.
Ciało zostało zabezpieczone w głównej śluzie powietrznej. Dalsze operacje poza bazą zostają zawieszone do czasu pełnej analizy bezpieczeństwa. Oczekuje się na wytyczne z Houston.
[ARTEMIS-AI]
Pułkowniku, wykryto anomalię w odczytach biometrycznych z Medlabu. Aktywność mięśnia sercowego kapitana Maxa Talkera została niespodziewanie przywrócona. Zaleca się natychmiastowy kontakt z doktorem Sławoszewskim. Pacjent żyje, powtarzam, pacjent żyje!
Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"
@JolkaK
Przezabawna historia. Uśmiechnałęm się pod nosem. Jutro zrobię test i na wieczór przeczytam to 8-letniej córce.
Jak się jej spodoba, to znaczy, że możesz pisać książki dla dzieci :)
@TheGuru
Z deczka przywalileś infodumpem, zakładam, że zrobiłeś odpowiedni research gdzie trzeba. Ale troszkę za dużo gdzie niegdzie tej techniki można by było usunąć :) Poszedłeś mocno też w dialogowość, ale ten zapis rozmowy był też dość realny i też fajny pomysł.
@marzan, owszem AI już zabrane, ale i tak sobie ukradłem od was ArtemisAI :)
Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"
melendur88, niczego przecież nie ukradłeś – Twoje jest zupełnie inne!
A można sobie przecież wybrać czy list czy raport… :D No i nastrój też zupełnie inny, bardziej osobisty. Ciekawe, że pomysł wyzwania jest od Ciebie, a masz chyba najwięcej przeżyć osobistych, których mieliśmy unikać! :D :D :D :D
Ale kawałek wyszedł Ci bardzo ciekawy! Tylko na końcu miałam wątpliwości z tą informacją od dowódcy bazy: skoro była gwałtowna dekompresja, to bohater zdążył z tym listem? Czy wcześniej go pisał/mówił, bo coś przeczuwał? No i to zmartwychwstanie! Przez chwilę zastanawiałam się, czy AI wkręca resztę, czy to naprawdę?! Dałeś do myślenia, zostawiając parę niewiadomych! :)
P.S. Super, że moje ubawiło! Czekam na relację z wieczornego czytania! :D :)
@JolkaK
Tak, jest inny, ale chciałem być pierwszy :P
a masz chyba najwięcej przeżyć osobistych, których mieliśmy unikać! :D :D :D :D
Oj tam, Oj tam :P
Tylko na końcu miałam wątpliwości z tą informacją od dowódcy bazy: skoro była gwałtowna dekompresja, to bohater zdążył z tym listem
Listem, nie, wiadomością głosową :)
Też uściśliłem, żeby było jaśniej teraz + uściśliłem wątek dekompresji :)
Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"
O, jest lepiej! Fajnie! :)
Jolko, szkoda, że w podręcznikach szkolnych nie ma takich tekstów – lekcje o grawitacji i astronomii byłyby ciekawsze!
Osioł, który osiągnął pierwszą prędkość ko(s)miczną szczególnie przypadł mi do gustu :)
Melendurze, dwie formy w jednym, też ciekawe rozwiązanie!
Właśnie miałem pisać o podróży do środka siebie – tutaj jest podróż we wspomnienia. Nie wszystkie myśli pochodzą przecież z zewnątrz, jeśli budujemy fabułę tylko na akcji, to musi być dramatycznie – a przecież misje kosmiczne nie mają aż tak fatalnej statystyki wypadków.
Powiedz to zwłaszcza Nancy. I dzień, w którym ją adoptowałem był najpiękniejszym dniem jaki mam w pamięci.
Bez tego “I” czyta się płynnej – choć trudno poprawiać monologi bohatera pod wpływem niedotlenienia, mogą być nieco chaotyczne!
It is not who I am underneath, but what I do that defines me
@JolkaK, ciesze się :)
Córce przeczytałem. Bardzo się śmiała, podobało się jej :)
@Marzan
No lubię wyzwania dla siebie a samo pisanie z pierwszej osoby, introwersyjnie – ja tak nie potrafię, ale mimo to staram się próbować, nie dlatego, że chce tak pisać, ale dla ćwiczeń – pomaga mi się to rozwinąć :) Dziękuje za cenne wskzazówki. “I” usunięte ;)
Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"
Udało mi się coś napisać.
Kapitan Pere Vans, siedział w niewielkim pokoju, należącym do robotnika klasy A. W dłoni trzymał dziennik, zapisany drobnymi, schludnymi literami. Nadzieja na to, że dowie się jaki wypadek był na stacji Artemis, była znikoma, ale wciąż jakaś.
Ostatni rozpaczliwy meldunek usłyszeli dawno temu, a kiedy dotarli do Artemis, okazało się, że nie ma tu żywej duszy. Żadnych śladów, jakby wszyscy rozpłynęli się w powietrzu, albo w pośpiechu opuścili bezpieczne miejsce.
******
1.III. 2296 Stacja Artemis
Droga Kelly.
Artemis jest niesamowita. Potrójne słońca to coś innego niż na ziemi. Praktycznie nie ma tu nocy, a ciągły dzień pozwala pracować wydajniej. Ustalona jest godzina, w której zaczyna się i kończy noc. To nie pozwala wkraść się chaosowi w nasze działania.
Spokojnie można wychodzić na zewnątrz bez skafandrów, gdyż powietrze jest tu prawie takie samo jak na ziemi. Tutejsza przyroda zachwyca, ale oglądamy ją z wysokich murów otaczających stację. Kapitan mówi, żeby nie opuszczać obiektu, bo teren nie został zbadany i nie wiadomo co czai się poza nim.
Maurycy jak zwykle narzeka na nadmiar pracy. Cieszę się, że mogłem pomóc z problemem.
Kochana Kelly mam nadzieję, że już niedługo spotkamy się na Artemis.
*****
Pere Vans przeżucił kilka kartek z notatnika i skupił się na kolejnej dacie.
*****
4.IV. 2296 Stacja Artemis
Droga Kelly
Maurycy ostatnio dziwnie się zachowuje. Wczoraj z całą stanowczością oświadczył, że na stacji nie jesteśmy sami. Nie dawałem temu wiary, ale w nocy zauważyłem, że przemyka ciemnym korytarzem. Poszedłem za nim, aż do pokoju Martineza, w którym obaj się zamknęli. Co było dalej, nie wiem. Wstyd się przyznać, ale zasnąłem na czatach.
Obudziłem się nad ranem, w łóżku.
Dopiero po śniadaniu dostałem informację, że Martinez nie żyje. I teraz nie mam pojęcia co robić, bo przecież Maurycy to twój brat.
7.IV. 2296 Stacja Artemis
Droga Kelly
Nie podzieliłem się podejrzeniami z nikim. Póki co obserwuję Maurycego i odnoszę wrażenie, że zapadł na gorączkę Petsego, co oczywiście może być niebezpieczne dla wszystkich.
Paranoja i urojenia nie są tu mile widziane.
10.IV.2296 Stacja Artemis.
Droga Kelly
Pamiętasz Mellody, córkę Maurycego?
Widziałem ją dzisiaj w ogrodach, a przecież ona nie żyje od dziesięciu lat. Powiedziałbym, że to ktoś podobny, ale tu nie ma kobiet.
Maurycy też chyba zauważył Mel, ale z jakiegoś powodu ukrył się w stacji i do wieczora nie wychodził z pokoju.
Nad ranem ekipa sprzątająca znalazła ciało przy statku ratunkowym, gotowym do startu. Zwłoki były zmasakrowane i tylko po bliźnie poznałem, że to twój brat.
Coś zupełnie odgryzło go od pasa w dół. Wciąż jeszcze widzę tę twarz wykrzywioną w przerażeniu i bólu. Nawet teraz gdy stos z ciałem płonie jasno i wysoko.
1.V.2296 Stacja Artemis
Droga Kelly
Dziś obudziłem się w nocy. Na pryczy siedział Maurycy. Był spokojny i zamyślony.
Tak wiem, że nie żyje, ale w wielu przypadkach miał rację. Na Artemis coś grasuje.
Ostatnie dwa tygodnie wiele zmieniło. W nocy słychać na korytarzach śmiechy, ktoś cały czas chodzi. Słyszę głos matki, tego pijaka, który śmiał zwać się ojcem. Krzyki osób zza ścian. Przykrywam się wtedy kocem i modlę, żeby ominęli pokój.
Rano zbieramy, to co pozostało z naszych towarzyszy i palimy.
Artemis to piekło, Kelly, pełne potępionych dusz. Dusz, które są wiecznie głodne.
Jedyne nad czym ubolewam, to to, że nie spotkam cię już więcej kochana.
Twój oddany i kochający Michael.
********
Pere Vans przeglądnął kilka kolejnych stron i zamknął zeszyt.
– John, kiedy przylecą kolejni osadnicy?
Johny pojawił się w drzwiach niemal natychmiast.
– Za dwa tygodnie, ich czasu.
– Dajcie Kelly, do tego pokoju. I niech nikt niuni nie dotyka.
Podwładny skinął głową i zręcznie złapał zeszyt.
– Spal to – polecił kapitan i powoli wstał.
„Ciekawe, czy Kelly będzie równie smaczna co jej narzeczony” – pomyślał.
Wyszedł z pokoju i cicho zamknął drzwi.
Super @Czarna, że napiałaś fragmencik. Bardzo, bardzo interesujacy i nie jest racją, że nie umiesz sci-fi :) DObrze ci poszło.
Po za tym, że poszłaś trochę inaczej, ale i tak się czytało spoko. Mimo, że miało być 1os ;]
Fragmencik zasługujący na osobne opowiadanie.
Znowu kojarzą mi się klimaty “Obcego” i bardzo miło się czytało, czytałbym więcej !
„Ciekawe, czy Kelly będzie równie smaczna co jej narzeczony” – pomyślał.
Intrygujące :)
Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"
Skupiłam się na tym, żeby “jegami”, nie rąbać po oczach, wiec zapewne coś istotnego przeoczyłam Pierwszą osobę np.
Bardziej skupiłam się na Marsjaninie z 2015. Inaczej nic bym nie wymyśliła.
Bardziej skupiłam się na Marsjaninie z 2015. Inaczej nic bym nie wymyśliła.
Jeden z moich ulubionych filmów, ksiązek sci-fi(a rzadko czytam sci-fi), a Mark Whatney to jeden z kilku bohaterów z filmów/książek z którym się autentycznie utożsamiam :)
Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"
Mark Whatney
a moim zdaniem jest przehypowany… Niby botanik, co jest często podkreślane kiedy grzebie się w ziemi, a ma wiedzę na poziomie Nobla, chyba z każdej dziedziny… jest skrajnie niewiarygodny.
Mark Whatney
a moim zdaniem jest przehypowany… Niby botanik, co jest często podkreślane kiedy grzebie się w ziemi, a ma wiedzę na poziomie Nobla, chyba z każdej dziedziny… jest skrajnie niewiarygodny.
Tobiasz Bimbalski rozbija bank!
mogę pójść po taniości i wkleić fragmenty SF Cuiavii?
Może to nie jest Artemis 24 ale 54, kiedy już ludzkość zasiedliła Księżyc…i jest w narracji pierwszoosobowej.
* * *
– Instytut zapewne tętni już życiem – mruknął, zwracając się bardziej do siebie niż do mnie. – Drużyny studentów i techników od samego rana kalibrują urządzenia, sprawdzają wszystkie połączenia przed testem. Precyzja stanowi tu fundament, wiesz, każde mikrodrgnienie, każdy szum w elektronice potrafi zafałszować wyniki…
Nie dokończył. Wybuchnęłam śmiechem – osoby na mijanym przystanku odwróciły się za nami. Spojrzał na mnie zdziwiony, wybity z rytmu.
– Co… co cię tak rozbawiło? – Uniósł brwi. – Moje dywagacje o kalibracji sprzętu wywołują u ciebie taką wesołość?
Próbowałam coś powiedzieć, ale śmiech dusił mi gardło. Otarłszy łzy z kącików oczu, wydusiłam wreszcie: – Nie, nie to! Przepraszam! To przez twoje słowa o „drużynach”. W pamięci odżyło wspomnienie z Księżyca. Tłum dwóch tysięcy osób, tryskających energią i młodością, po prostu wymagał ujścia dla tych sił. Powstały nieformalne ligi sportowe!
– Ligi sportowe? Na Księżycu? – uniósł brwi.
– No pewnie! I to z jakim rozmachem! Barwy „Genetycznych Mutantów" reprezentowaliśmy my – biolodzy i genetycy. – Rywalizowaliśmy z „Krzemowymi Głowami” od informatyków, „Regolitowymi Kretami” z sekcji górniczej, no i oczywiście z twoimi ulubieńcami – "Technicznymi Tytanami”!
Oparłam się wygodniej, śmiech wciąż wibrował we mnie. – Jedna z dyscyplin? „Skok paraboliczny do celu". Na zewnątrz bazy. W próżni.
– Wyobraź sobie skoczka dzierżącego ultralekką tyczkę. Bierze rozbieg… W niskiej grawitacji jego ruch przypomina serię eleganckich, długich susów… Wybija się, szybuje nad poprzeczką zawieszoną na absurdalnych czterdziestu metrach… I teraz klucz: punkty dostaje za wysokość i odległość – ale tylko jeśli trafi do celu. Zawodnik sam wybiera wysokość poprzeczki i dystans skoku. Celem jest sprężysta siatka rozpięta sto kilkadziesiąt metrów dalej. Jeśli trafi, zdobywa punkty za wysokość, odległość i celność. Ale jeśli coś źle obliczył… albo po prostu pech go dopadł i nie doleciał do siatki… sędziowie zdalnie napełniali jego kombinezon powietrzem dla ochrony przed kontuzją – nieszczęśnik spadał niczym wielka, odbijająca się od gruntu piłka. Komentatorzy transmitujący zawody do wewnętrznej sieci bazy darli się do mikrofonów: „Uwaga! Bomba ciągle skacze! Trwa niekontrolowane spadanie! A sędziowie na quadach gonili tego „skoczka-piłeczkę" po całej okolicy! Do dziś nie wiem, kto śmiał się głośniej – kibice czy sędziowie.
– „Bomba ciągle skacze”! Genialne! Pewnie pękaliście ze śmiechu.
– To prawda. Chociaż teoretycznie wygrywał ten, kto skoczył najwyżej, najdalej i trafił precyzyjnie do celu, to serca kibiców i tak skradły te nieszczęsne „skaczące bomby". Najzabawniejsza sytuacja obnażyła też lukę w regulaminie. Wyobraź sobie: zawodnik, zaliczywszy kilkanaście przypadkowych odbić – niczym kulka we flipperze – ostatecznie wpadł idealnie w siatkę! Regulamin okazał się bezsilny. Sędziowie przez godzinę drapali się po hełmach: uznać skok za ważny? – A jeśli tak – którą wartość wpisać do protokołu? Tę w linii prostej od startu do siatki? Czy sumę wszystkich jego komicznych podskoków?
– Gniewosz Bombowy momentalnie zyskał sławę w całej bazie. Przez kolejny miesiąc królował w memach.
i drugi fragment:
* * *
Drobna awaria sprzętu pozwoliła mi poznać fantastycznego technika serwisowego, odpowiedzialnego również za konserwację zewnętrznych elementów bazy. W wolne dni udostępniał mi swojego służbowego, mocno podrasowanego quada.
– Nawet nie przeczuwasz, ile frajdy mi to sprawiało! – wspomnienia wyraźnie mnie ożywiły. – Dzięki temu odrywałam się od księżycowej monotonii… Ten czterokołowiec o potężnym silniku gnał przez regolit z niesamowitą prędkością. Zapuszczałam się daleko poza bazę, eksplorując nieznane okolice. Maszyna podskakiwała na każdym wzniesieniu. W warunkach niskiej grawitacji ulegałam złudzeniu, że pojazd zaraz oderwie się od gruntu, by odlecieć w siną dal. Rajdy te stanowiły moją jedyną rozrywkę, przynosząc upragniony spokój.
Zniżyłam głos niemal do konspiracyjnego szeptu.
– Pewnego razu zapuściłam się wyjątkowo daleko, w rejon usiany starymi formacjami wulkanicznymi. Dostrzegłam mroczny otwór przypominający wejście do jaskini lawowej. Zaintrygowało mnie wnętrze, jarzące się delikatnym, zimnym, opalizującym blaskiem o elektrycznym odcieniu.
Początkowo zamierzałam jechać dalej, kładąc to na karb słonecznych refleksów odbitych od kryształów lub zwykłego złudzenia optycznego.
Lecz ciekawość, podszyta dreszczem strachu i ekscytacji, ostatecznie wygrała. Weszłam do środka.
– Widok ukryty wewnątrz… Robercie, po prostu mnie oszołomił.
– Gładkie, niemal szkliste ściany jaskini skrywały dziesiątki, może setki takich sześcianów. Formy od maleńkich po bryły przerastające ludzką głowę. Pomiędzy nimi co rusz przeskakiwały wyraźne, niebieskawe iskry. Migocząca od niesamowitych wyładowań ściana zapierała dech w piersiach. Z jednej strony paraliżował mnie lęk przed potężnym wyładowaniem, z drugiej… ciekawość brała górę. Z niemałym trudem wyrwałam ze ściany ten sześcian, pokonując silny opór materii. Wróciwszy do bazy, przemyciłam go do laboratorium, by w całkowitej tajemnicy, wykorzystując każdą wolną chwilę, badać znalezisko przy użyciu dostępnego sprzętu.
Słuchał opowieści z szeroko otwartymi oczami. W jego spojrzeniu niedowierzanie splotło się z fascynacją i narastającą troską.
– Wykazałaś się niesamowitą brawurą! – zaczął powoli, kręcąc głową.
– Wyobrażasz sobie skutki wypadku na tym quadzie, z dala od bazy i bez łączności? Albo konsekwencje potężnego wyładowania wewnątrz jaskini? Przecież nikt nie wiedziałby nawet, gdzie prowadzić poszukiwania! Nie znałem cię od tej strony… Zaskakuje mnie taka lekkomyślność u osoby uchodzącej za wzór metodyczności. – Urwał na chwilę, przetwarzając informacje.
– Pomijając jednak te szalone eskapady… Skąd twoim zdaniem wzięły się tam te sześciany?
Wzruszyłam ramionami, słowa płynęły swobodnie.
– Sformułowałam kilka hipotez, opierając się na wulkanicznym pochodzeniu jaskini – to ewidentny tunel lawowy. Pierwsza zakłada niezwykłą formę krystalizacji regolitu. Wyobraź sobie uderzenie potężnej komety topiącej grunt na ogromnym obszarze. Materiał przypomina wówczas ziemską lawę – płynne, gorące jądro wypływa, pozostawiając twardniejącą skorupę i formując tunel. W specyficznych warunkach panujących w stygnącej jaskini, przy niskiej grawitacji i prawdopodobnym wpływie unikalnych gazów, stopiony regolit zyskuje szansę na krystalizację w te idealne, sześcienne formy.
– Druga hipoteza, znacznie bardziej ekscytująca, zakłada pozasłoneczne pochodzenie minerałów budujących sześcian, może nawet pozasłoneczne.
Uderzenie komety wbija jądro w powierzchnię, łącząc kometarny materiał z regolitem. Ten obcy minerał spontanicznie tworzy krystaliczne bryły.
Pochyliłam się jeszcze bliżej. Głos opadł do szeptu.
– Przy założeniu prawdziwości drugiej hipotezy… trzymasz w dłoniach minerał unikalny na skalę całego Wszechświata. Jego wartość może przewyższać łączne zasoby twoich bajecznie bogatych sponsorów.
Odstawił sześcian z przesadną, niemal komiczną delikatnością na miękką serwetkę.
Widzę, że wyzwanie nam odlatuje już nie po torze parabolicznym, a hiperbolicznym, czyli powoli odkleja się od założeń :)
Czarna, nie jest to Księżyc i nie jeden dzień (na niektórych ciałach niebieskich chyba trudno zdefiniować dzień, skoro są trzy gwiazdy), ale jako ćwiczenie formy pamiętnika/zapisków z elementami horroru wygląda dobrze. No, z małymi wyjątkami:
Pere Vans przeżucił kilka kartek z notatnika
Nowe… to jest lekko odgrzewane fragmenty Guru są intrygujące i jak najbardziej z Księżyca, ale, jak rozumiem, powstały przed wyzwaniem, a i forma zupełnie inna. W oficjalną pulę wyzwania zatem nie wchodzą, ale za to budują atmosferę i inspirują, jako taki spontaniczny dodatek.
Zawody w skokach oryginalne. Można było też stworzyć nowy fragment jako relację z zawodów – komentator byłby pierwszoosobowy i forma zachowana, a skoki i efekt bomby jest ciekawym pomysłem – pod warunkiem, że regolit gruby i miękki ;)
It is not who I am underneath, but what I do that defines me
Z jakiegoś powodu nie podświetliło mi, że to byk:) Akurat w SF, to jestem kiepska. Bardziej skupiłam się na zadaniu.