- Opowiadanie: Alex Blackbird - SZOŁ

SZOŁ

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

Użytkownicy

Oceny

SZOŁ

Wie­dzia­łam, że coś jest nie tak w mo­men­cie, gdy otwo­rzy­łam oczy.

Ostry dźwięk dzwon­ka wy­bu­dził mnie z transu – to było nor­mal­ne. Prze­ra­że­ni lu­dzie spo­glą­da­ją­cy na mnie – już nie do końca. Jedna ko­bie­ta nawet pła­ka­ła. Pokój wy­glą­dał tak, jakby prze­szło przez niego tor­na­do: roz­bi­te lampy, smród dymu uno­szą­ce­go się znad gwał­tow­nie zga­szo­nych świec, prze­wró­co­ne krze­sła, roz­rzu­co­ne po pod­ło­dze książ­ki i pa­pie­ry. Jedna z cięż­kich za­słon, na wpół ze­rwa­na z kar­ni­sza, wpusz­cza­ła smugę dzien­ne­go świa­tła do za­ciem­nio­ne­go po­ko­ju. Blada twarz mo­je­go asy­sten­ta jasno wska­zy­wa­ła, że nie spo­dzie­wał się tego, co przed chwi­lą się tu wy­da­rzy­ło.

– Nigdy nie wi­dzia­łam cze­goś ta­kie­go! – za­wo­ła­ła jedna z ko­biet, prze­ry­wa­jąc pełną na­pię­cia ciszę. Wtedy resz­ta zgro­ma­dzo­nych za­czę­ła mówić jed­no­cze­śnie, pełna eks­cy­ta­cji. Jed­nym sło­wem: szoł się udał. Cała trój­ka klien­tów za­mó­wi­ła ko­lej­ną sesję.

– My­śla­łem, że ro­bi­my dziś to, co za­wsze – po­wie­dział An­drze­jek. Jego strach nieco zła­go­dził dźwięk Blika w służ­bo­wym te­le­fo­nie. Nie po­tra­fił jed­nak ukryć, że mimo wszyst­ko był zde­ner­wo­wa­ny.

– To już się prze­ja­dło. Czas na nowy pro­gram – od­par­łam, choć sama nie mia­łam po­ję­cia, co wła­ści­wie się stało. Pa­mię­ta­łam tylko, że za­mknę­łam oczy, uda­jąc spi­ry­ty­stycz­ny trans, a potem znów je otwo­rzy­łam – zu­peł­nie nie pa­mię­ta­jąc, co wy­da­rzy­ło się w ciągu ostat­nich pięt­na­stu minut. Za­wsze mie­li­śmy przy­go­to­wa­ny „szoł”, jak to na­zy­wa­li­śmy z An­drzej­kiem. Tego wła­śnie po­trze­bo­wa­li lu­dzie. Nikt prze­cież nie nie wie­rzył w duchy – nie po to lu­dzie przy­cho­dzi­li do mnie. To, czego na­praw­dę po­trze­bo­wa­li, to teatr i po­cie­sze­nie. A ja i An­drzej chęt­nie im to do­star­cza­li­śmy. Za od­po­wied­nią opła­tą, oczy­wi­ście.

– Jakim cudem udało ci się to wszyst­ko tak po­skła­dać? Masz tam ja­kieś sznur­ki czy coś?

– Nie, An­drzej… To było coś zu­peł­nie in­ne­go. To było… praw­dzi­we…

An­drze­jek spoj­rzał na mnie, za­stygł w pół ruchu, pod­no­sząc książ­ki z pod­ło­gi. Minę miał śmier­tel­nie po­waż­ną. Wpa­try­wał się we mnie tymi swo­imi sta­lo­wo-sza­ry­mi ocza­mi, nie­ru­cho­mo jak go­to­wy do ataku kot. Trwa­ło to tylko parę se­kund, potem wy­buchł gło­śnym śmie­chem.

– Dobra je­steś! Pra­wie mnie prze­ko­na­łaś. Ale na­stęp­nym razem mów mi za­wcza­su, jaki jest plan. Wiesz, że nie lubię nie­spo­dzia­nek – mruk­nął, prze­cze­su­jąc swoje czar­ne jak smoła, się­ga­ją­ce ra­mion włosy. – Wy­glą­dasz okrop­nie. Idź się ogar­nij Monia, zanim przyj­dą ci z pią­tej. A ja po­sprzą­tam ten ba­ła­gan. – Wes­tchnął cięż­ko, roz­glą­da­jąc się po po­ko­ju.

Po­szłam do miesz­ka­nia nad skle­pem i pa­dłam na wer­sal­kę. CO wła­ści­wie się stało? JAK to się stało? Nie­moż­li­we, żeby ten mały ry­tu­ał i ja­kieś sza­mań­skie mam­bo-jam­bo mogły do­pro­wa­dzić do tego, że nagle za­czę­łam do­świad­czać cze­goś, w co sama nie wie­rzy­łam, praw­da?

An­drze­jek przy­pro­wa­dził swo­je­go no­we­go chło­pa­ka w ze­szłym ty­go­dniu. Zwy­kle nie in­te­re­so­wa­ło mnie to, z kim on się pro­wa­dza, ani że nowa zdo­bycz bar­dzo chcia­ła mnie po­znać. Zwy­kle od­ma­wiam, gdy lu­dzie chcą mnie po­znać pry­wat­nie, ale chło­pa­czek miał do za­ofe­ro­wa­nia grzyb­ki – coś, czego nigdy wcze­śniej nie pró­bo­wa­łam. To był je­dy­ny powód, dla któ­re­go się zgo­dzi­łam.

Samo do­świad­cze­nie było nieco roz­cza­ro­wu­ją­ce. Je­dy­ne, co wi­dzia­łam, to An­drzej­ka i jego no­we­go lo­ve­bo­ja, jak beł­ko­czą coś bez ładu i skła­du, a ich twa­rze wy­krzy­wia­ły się i zmie­nia­ły w coraz to nowe, obce twa­rze. A potem wi­dzia­łam swoją na­uczy­ciel­kę od fi­zy­ki, która po­wta­rza­ła, jaka ze mnie tępa nie­doj­da, i że znów będę po­wta­rzać drugą klasę, bo nie zna­łam wzoru na przy­spie­sze­nie.

Moja głowa za­czę­ła opa­dać gdy mi­mo­wol­nie od­pły­wa­łam w ob­ję­cia Mor­fe­usza, kiedy usły­sza­łam cięż­kie kroki na scho­dach pro­wa­dzą­cych do miesz­ka­nia.

– Ci­szej tam, An­drzej! Pró­bu­ję spać! – krzyk­nę­łam w stro­nę drzwi. Ale hałas wcale nie ustał – wręcz się na­si­lił.

– A-An­drze­jek? – pi­snę­łam cien­ko. – To ty tam się tłu­czesz?

Hałas stał się ogłu­sza­ją­cy, jakby coś wiel­kie­go, cięż­kie­go i bar­dzo wkur­wio­ne­go bie­gło po scho­dach. Drzwi otwo­rzy­ły się rap­tow­nie, aż pod­sko­czy­łam na wer­sal­ce nie wie­rząc w to, co się dzie­je. Lo­do­wa­ty po­wiew wtar­gnął do ka­wa­ler­ki. W drzwiach jed­nak ni­ko­go nie było.

– Co jest, kurwa? – po­wie­dzia­łam gniew­nie, ale o mało się nie po­si­ka­łam, gdy drzwi po­now­nie za­mknę­ły się z hu­kiem.

Pa­dłam na ka­na­pę, pró­bu­jąc się scho­wać. Cięż­kie kroki za­czę­ły zbli­żać się do mojej małej, ża­ło­snej kry­jów­ki. Serce biło mi jak osza­la­łe, gar­dło za­ci­snę­ło się w cia­sny supeł. Nie byłam w sta­nie wy­do­być z sie­bie nawet dźwię­ku, żeby we­zwać pomoc. Coś tu było. Coś nie­wi­dzial­ne­go, a ja nie mia­łam dokąd uciec.

– Mo­oo-nia… – upior­ny szept wy­peł­nił ciszę.

„To nie może być praw­da” – po­my­śla­łam, na­cią­ga­jąc koc na głowę. „To musi być sen. Obudź się! Obudź się!”. Nic to jed­nak nie dało, bo prze­cież nie spa­łam.

– Mo­oo-nia… – szept, lo­do­wa­ty jak zi­mo­wy po­ra­nek, za­brzmiał mi pro­sto w uchu. Po­czu­łam, jak wło­ski na karku stają mi dęba. Wy­plą­ta­łam się spod koca i sko­czy­łam na równe nogi.

– Duchy nie ist­nie­ją! – wrza­snę­łam roz­pacz­li­wie, wy­cią­ga­jąc przed sie­bie pię­ści, go­to­wa zno­kau­to­wać każ­de­go, kto by się do mnie zbli­żył.

– Jakże to, wać­pan­na! Nie może to być! – od­po­wie­dział per­ło­wo­bia­ły je­go­mość w żu­pa­nie, który, jakby nigdy nic, sie­dział przy ku­chen­nym stole. Wtem wstał, zdjął z głowy fu­trza­ną czap­kę z so­ko­lim pió­rem i skło­nił się nisko. – Niech­że panna roz­wa­ży inne po­dej­ście do tejże spra­wy. Bar­dzom się na­tru­dził, żeby tu do panny się prze­do­stać.

Koniec

Komentarze

Cześć ;)

Trochę zatrzymały mnie powtórzenia, np. 

Tego właśnie potrzebowali ludzie. Nikt przecież nie nie wierzył w duchy – nie po to ludzie przychodzili do mnie – Chyba jedno “nie” za dużo, tak swoją drogą ;D

 

czy

 

Zwykle nie interesowało mnie to, z kim on się prowadza, ani że nowa zdobycz bardzo chciała mnie poznać. Zwykle odmawiam, gdy ludzie chcą mnie poznać prywatnie… 

 

Trochę gubi się przez to płynność ;)

Ogólnie moim zdaniem zbyt wiele razy powtarzasz te same informacje, a trochę szkoda, bo klimat umiesz zbudować całkiem fajny. Czytają czułem te duszną atmosferę ;D

Miałem nadzieję na mocniejsze zakończenie, ale nie czuję się jakoś zawiedziony! ;)

Powodzenia z kolejnymi tekstami! ;)

Pozdrawiam serdecznie!! ;)

Dzięki za komentarz @Dovio i za ciekawe uwagi. Pozdrawiam:)

Czytało się całkiem przyjemnie. Koniec jakby brakowało tam czegoś. No bo przyszedł sobie duch i nic z tego nie wynikło właściwie, ani jej nie pożarł, ani zabił i tylko trochę postraszył. Taki niedosyt został.

Tekst bardzo przyjemny, a nawet zabawny w momencie, gdy główna bohaterka widzi nauczycielkę od fizyki. I ta niepewność: coś się wyrwało spod kontroli w czasie seansu, a może zjedli za dużo grzybków?

Szort profilaktyczno-ostrzegawczy. Dzięki!

I w sumie, nie wiemy, co grozi bohaterce – niechciane spotkanie nastąpiło i resztę możemy sobie dopowiedzieć. To mi się akurat podoba.

Pozdrawiam!

Też się zgodzę, że przydałoby się coś na zakończenie jeszcze. Ale ogólnie jest to ciekawy pomysł i ta ironia w narracji… Pozdrawiam! 

Hej!

 

Z tego rozumiem, bohaterka podczas seansów próbuje przyzwać duchy, po czym, ku jej wielkiemu zaskoczeniu, duchy przychodzą. Czyli trzeba było nie komercjalizować wierzeń. Albo nie jeść grzybków ;)

Z uwag: przez króciutkie sceny i częste skoki w czasie bez żadnego wyraźnego oddzielenia, czasem czułem się zdezorientowany co do czasu/miejsca wydarzeń. (Chyba) nic mi nie uciekło, ale uczucie dezorientacji zostało.

 

Językowo bez fajerwerków, ale zaskakująco płynnie. Kilka uwag:

– A-Andrzejek? – pisnęłam cienko. – To ty tam się tłuczesz?

To ty się tam tłuczesz

Zasady z “się” są trochę skomplikowane, ale na ogół powinno być w zdaniu raczej wcześniej niż później (chociaż, poza niektórymi wyjątkami, nie na początku).

Drzwi otworzyły się raptownie, aż podskoczyłam na wersalce[,+] nie wierząc w to, co się dzieje.

Oddzielamy imiesłowy przysłówkowe (robiąc, zrobiwszy).

Bardzom się natrudził, żeby tu do panny się przedostać.

żeby się tu do panny przedostać.

 

Klikam i pozdrawiam :)

It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead

Czołem!

W sumie nieźle wypadło, pod kątem horroru nie mam uwag, napięcie, opisy, klimat, wszystko gra. Trochę brak mi mocniejszej klamry, by to była historia, a nie scenka, więc zgodzę się z przedpiścami – tak otwarte zakończenie sugeruje, jakby to miał być wstęp do kontynuacji.

 

Pozdrawiam!

 

 

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Tak po prawdzie to nie wiem, co tam się wydarzyło – czy Monia przestała nad czymś panować, czy może to skutek doświadczenia z grzybkami.

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia.

 

SZOŁ → Dlaczego szoł, a nie show? To słowo nie występuje w wersji spolszczonej.

 

Prze­ra­że­ni lu­dzie spo­glą­da­ją­cy na mnie – już nie do końca. → Co to znaczy, że ludzie nie spoglądają do końca.

 

nie spo­dzie­wał się tego, co przed chwi­lą się tu wy­da­rzy­ło. → Drugi zaimek jest zbędny.

 

Wtedy resz­ta zgro­ma­dzo­nych za­czę­ła mówić jed­no­cze­śnie, pełna eks­cy­ta­cji. → Raczej: Wtedy resz­ta zgro­ma­dzo­nych, pełna eks­cy­ta­cji, za­czę­ła mówić jed­no­cze­śnie.

 

Nikt prze­cież nie nie wie­rzył w duchy… → Dwa grzybki w barszczyku.

 

Wpa­try­wał się we mnie tymi swo­imi sta­lo­wo-sza­ry­mi ocza­mi… → Czy zaimki są konieczne? Czy mógł patrzeć tamtymi, cudzymi oczami?

 

potem wy­buchł gło­śnym śmie­chem. → …potem wy­buchnął gło­śnym śmie­chem.

http://okiem-filolozki.blogspot.com/2013/06/zniko-czy-znikneo-wybucho-czy-wybuchneo.html

 

mruk­nął, prze­cze­su­jąc swoje czar­ne jak smoła, się­ga­ją­ce ra­mion włosy. → Zbędny zaimek.

 

A ja po­sprzą­tam ten ba­ła­gan. Wes­tchnął cięż­ko, roz­glą­da­jąc się po po­ko­ju. → Zbędna kropka po wypowiedzi. Didaskalia małą literą. Winno być: A ja po­sprzą­tam ten ba­ła­gan – wes­tchnął cięż­ko, roz­glą­da­jąc się po po­ko­ju.

Tu znajdziesz wskazówki jak zapisywać dialogi.

 

CO wła­ści­wie się stało? JAK to się stało? → Dlaczego wielkie litery?

 

Zwy­kle nie in­te­re­so­wa­ło mnie to, z kim on się pro­wa­dza… → Zbędny zaimek.

 

Moja głowa za­czę­ła opa­dać, gdy mi­mo­wol­nie od­pły­wa­łam w ob­ję­cia Mor­fe­usza, kiedy usły­sza­łam cięż­kie kroki na scho­dach pro­wa­dzą­cych do miesz­ka­nia. → A może: Moja głowa za­czę­ła opa­dać i mi­mo­wol­nie od­pły­wa­łam w ob­ję­cia Mor­fe­usza, kiedy usły­sza­łam cięż­kie kroki na scho­dach pro­wa­dzą­cych do miesz­ka­nia.

 

– Ci­szej tam, An­drzej! Pró­bu­ję spać! – krzyk­nę­łam w stro­nę drzwi. Ale hałas wcale nie ustałwręcz się na­si­lił. → Unikaj dodatkowych półpauz w dialogach; sprawiają, że zapis staje się mniej czytelny. Proponuję:

– Ci­szej tam, An­drzej! Pró­bu­ję spać! – krzyk­nę­łam w stro­nę drzwi, ale hałas wcale nie ustał, wręcz się na­si­lił.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Blada twarz mojego asystenta jasno wskazywała, że nie spodziewał się tego, co przed chwilą się tu wydarzyło.

Się pasuje mi zaraz po co.

 

Poczułam niepokój, a dodatkowo udało Ci się połączenie komedii z horrorem, a to nie łatwe. 

Szkoda tylko, że nie nanosisz licznych poprawek, to technicznie niedoskonałego tekstu.

delulu managment

Blada twarz mojego asystenta jasno wskazywała, że nie spodziewał się tego, co przed chwilą się tu wydarzyło.

Się pasuje mi zaraz po co.

 

Poczułam niepokój, a dodatkowo udało Ci się połączenie komedii z horrorem, a to nie łatwe. 

Szkoda tylko, że nie nanosisz licznych poprawek, to technicznie niedoskonałego tekstu.

delulu managment

Nowa Fantastyka