Wiedziałam, że coś jest nie tak w momencie, gdy otworzyłam oczy.
Ostry dźwięk dzwonka wybudził mnie z transu – to było normalne. Przerażeni ludzie spoglądający na mnie – już nie do końca. Jedna kobieta nawet płakała. Pokój wyglądał tak, jakby przeszło przez niego tornado: rozbite lampy, smród dymu unoszącego się znad gwałtownie zgaszonych świec, przewrócone krzesła, rozrzucone po podłodze książki i papiery. Jedna z ciężkich zasłon, na wpół zerwana z karnisza, wpuszczała smugę dziennego światła do zaciemnionego pokoju. Blada twarz mojego asystenta jasno wskazywała, że nie spodziewał się tego, co przed chwilą się tu wydarzyło.
– Nigdy nie widziałam czegoś takiego! – zawołała jedna z kobiet, przerywając pełną napięcia ciszę. Wtedy reszta zgromadzonych zaczęła mówić jednocześnie, pełna ekscytacji. Jednym słowem: szoł się udał. Cała trójka klientów zamówiła kolejną sesję.
– Myślałem, że robimy dziś to, co zawsze – powiedział Andrzejek. Jego strach nieco złagodził dźwięk Blika w służbowym telefonie. Nie potrafił jednak ukryć, że mimo wszystko był zdenerwowany.
– To już się przejadło. Czas na nowy program – odparłam, choć sama nie miałam pojęcia, co właściwie się stało. Pamiętałam tylko, że zamknęłam oczy, udając spirytystyczny trans, a potem znów je otworzyłam – zupełnie nie pamiętając, co wydarzyło się w ciągu ostatnich piętnastu minut. Zawsze mieliśmy przygotowany „szoł”, jak to nazywaliśmy z Andrzejkiem. Tego właśnie potrzebowali ludzie. Nikt przecież nie nie wierzył w duchy – nie po to ludzie przychodzili do mnie. To, czego naprawdę potrzebowali, to teatr i pocieszenie. A ja i Andrzej chętnie im to dostarczaliśmy. Za odpowiednią opłatą, oczywiście.
– Jakim cudem udało ci się to wszystko tak poskładać? Masz tam jakieś sznurki czy coś?
– Nie, Andrzej… To było coś zupełnie innego. To było… prawdziwe…
Andrzejek spojrzał na mnie, zastygł w pół ruchu, podnosząc książki z podłogi. Minę miał śmiertelnie poważną. Wpatrywał się we mnie tymi swoimi stalowo-szarymi oczami, nieruchomo jak gotowy do ataku kot. Trwało to tylko parę sekund, potem wybuchł głośnym śmiechem.
– Dobra jesteś! Prawie mnie przekonałaś. Ale następnym razem mów mi zawczasu, jaki jest plan. Wiesz, że nie lubię niespodzianek – mruknął, przeczesując swoje czarne jak smoła, sięgające ramion włosy. – Wyglądasz okropnie. Idź się ogarnij Monia, zanim przyjdą ci z piątej. A ja posprzątam ten bałagan. – Westchnął ciężko, rozglądając się po pokoju.
Poszłam do mieszkania nad sklepem i padłam na wersalkę. CO właściwie się stało? JAK to się stało? Niemożliwe, żeby ten mały rytuał i jakieś szamańskie mambo-jambo mogły doprowadzić do tego, że nagle zaczęłam doświadczać czegoś, w co sama nie wierzyłam, prawda?
Andrzejek przyprowadził swojego nowego chłopaka w zeszłym tygodniu. Zwykle nie interesowało mnie to, z kim on się prowadza, ani że nowa zdobycz bardzo chciała mnie poznać. Zwykle odmawiam, gdy ludzie chcą mnie poznać prywatnie, ale chłopaczek miał do zaoferowania grzybki – coś, czego nigdy wcześniej nie próbowałam. To był jedyny powód, dla którego się zgodziłam.
Samo doświadczenie było nieco rozczarowujące. Jedyne, co widziałam, to Andrzejka i jego nowego loveboja, jak bełkoczą coś bez ładu i składu, a ich twarze wykrzywiały się i zmieniały w coraz to nowe, obce twarze. A potem widziałam swoją nauczycielkę od fizyki, która powtarzała, jaka ze mnie tępa niedojda, i że znów będę powtarzać drugą klasę, bo nie znałam wzoru na przyspieszenie.
Moja głowa zaczęła opadać gdy mimowolnie odpływałam w objęcia Morfeusza, kiedy usłyszałam ciężkie kroki na schodach prowadzących do mieszkania.
– Ciszej tam, Andrzej! Próbuję spać! – krzyknęłam w stronę drzwi. Ale hałas wcale nie ustał – wręcz się nasilił.
– A-Andrzejek? – pisnęłam cienko. – To ty tam się tłuczesz?
Hałas stał się ogłuszający, jakby coś wielkiego, ciężkiego i bardzo wkurwionego biegło po schodach. Drzwi otworzyły się raptownie, aż podskoczyłam na wersalce nie wierząc w to, co się dzieje. Lodowaty powiew wtargnął do kawalerki. W drzwiach jednak nikogo nie było.
– Co jest, kurwa? – powiedziałam gniewnie, ale o mało się nie posikałam, gdy drzwi ponownie zamknęły się z hukiem.
Padłam na kanapę, próbując się schować. Ciężkie kroki zaczęły zbliżać się do mojej małej, żałosnej kryjówki. Serce biło mi jak oszalałe, gardło zacisnęło się w ciasny supeł. Nie byłam w stanie wydobyć z siebie nawet dźwięku, żeby wezwać pomoc. Coś tu było. Coś niewidzialnego, a ja nie miałam dokąd uciec.
– Mooo-nia… – upiorny szept wypełnił ciszę.
„To nie może być prawda” – pomyślałam, naciągając koc na głowę. „To musi być sen. Obudź się! Obudź się!”. Nic to jednak nie dało, bo przecież nie spałam.
– Mooo-nia… – szept, lodowaty jak zimowy poranek, zabrzmiał mi prosto w uchu. Poczułam, jak włoski na karku stają mi dęba. Wyplątałam się spod koca i skoczyłam na równe nogi.
– Duchy nie istnieją! – wrzasnęłam rozpaczliwie, wyciągając przed siebie pięści, gotowa znokautować każdego, kto by się do mnie zbliżył.
– Jakże to, waćpanna! Nie może to być! – odpowiedział perłowobiały jegomość w żupanie, który, jakby nigdy nic, siedział przy kuchennym stole. Wtem wstał, zdjął z głowy futrzaną czapkę z sokolim piórem i skłonił się nisko. – Niechże panna rozważy inne podejście do tejże sprawy. Bardzom się natrudził, żeby tu do panny się przedostać.
Cześć ;)
Trochę zatrzymały mnie powtórzenia, np.
Tego właśnie potrzebowali ludzie. Nikt przecież nie nie wierzył w duchy – nie po to ludzie przychodzili do mnie – Chyba jedno “nie” za dużo, tak swoją drogą ;D
czy
Zwykle nie interesowało mnie to, z kim on się prowadza, ani że nowa zdobycz bardzo chciała mnie poznać. Zwykle odmawiam, gdy ludzie chcą mnie poznać prywatnie…
Trochę gubi się przez to płynność ;)
Ogólnie moim zdaniem zbyt wiele razy powtarzasz te same informacje, a trochę szkoda, bo klimat umiesz zbudować całkiem fajny. Czytają czułem te duszną atmosferę ;D
Miałem nadzieję na mocniejsze zakończenie, ale nie czuję się jakoś zawiedziony! ;)
Powodzenia z kolejnymi tekstami! ;)
Pozdrawiam serdecznie!! ;)
Dzięki za komentarz @Dovio i za ciekawe uwagi. Pozdrawiam:)
Czytało się całkiem przyjemnie. Koniec jakby brakowało tam czegoś. No bo przyszedł sobie duch i nic z tego nie wynikło właściwie, ani jej nie pożarł, ani zabił i tylko trochę postraszył. Taki niedosyt został.
Tekst bardzo przyjemny, a nawet zabawny w momencie, gdy główna bohaterka widzi nauczycielkę od fizyki. I ta niepewność: coś się wyrwało spod kontroli w czasie seansu, a może zjedli za dużo grzybków?
Szort profilaktyczno-ostrzegawczy. Dzięki!
I w sumie, nie wiemy, co grozi bohaterce – niechciane spotkanie nastąpiło i resztę możemy sobie dopowiedzieć. To mi się akurat podoba.
Pozdrawiam!
Też się zgodzę, że przydałoby się coś na zakończenie jeszcze. Ale ogólnie jest to ciekawy pomysł i ta ironia w narracji… Pozdrawiam!
Hej!
Z tego rozumiem, bohaterka podczas seansów próbuje przyzwać duchy, po czym, ku jej wielkiemu zaskoczeniu, duchy przychodzą. Czyli trzeba było nie komercjalizować wierzeń. Albo nie jeść grzybków ;)
Z uwag: przez króciutkie sceny i częste skoki w czasie bez żadnego wyraźnego oddzielenia, czasem czułem się zdezorientowany co do czasu/miejsca wydarzeń. (Chyba) nic mi nie uciekło, ale uczucie dezorientacji zostało.
Językowo bez fajerwerków, ale zaskakująco płynnie. Kilka uwag:
– A-Andrzejek? – pisnęłam cienko. – To ty tam się tłuczesz?
To ty się tam tłuczesz
Zasady z “się” są trochę skomplikowane, ale na ogół powinno być w zdaniu raczej wcześniej niż później (chociaż, poza niektórymi wyjątkami, nie na początku).
Drzwi otworzyły się raptownie, aż podskoczyłam na wersalce[,+] nie wierząc w to, co się dzieje.
Oddzielamy imiesłowy przysłówkowe (robiąc, zrobiwszy).
Bardzom się natrudził, żeby tu do panny się przedostać.
żeby się tu do panny przedostać.
Klikam i pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Czołem!
W sumie nieźle wypadło, pod kątem horroru nie mam uwag, napięcie, opisy, klimat, wszystko gra. Trochę brak mi mocniejszej klamry, by to była historia, a nie scenka, więc zgodzę się z przedpiścami – tak otwarte zakończenie sugeruje, jakby to miał być wstęp do kontynuacji.
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Tak po prawdzie to nie wiem, co tam się wydarzyło – czy Monia przestała nad czymś panować, czy może to skutek doświadczenia z grzybkami.
Wykonanie pozostawia sporo do życzenia.
SZOŁ → Dlaczego szoł, a nie show? To słowo nie występuje w wersji spolszczonej.
Przerażeni ludzie spoglądający na mnie – już nie do końca. → Co to znaczy, że ludzie nie spoglądają do końca.
…nie spodziewał się tego, co przed chwilą się tu wydarzyło. → Drugi zaimek jest zbędny.
Wtedy reszta zgromadzonych zaczęła mówić jednocześnie, pełna ekscytacji. → Raczej: Wtedy reszta zgromadzonych, pełna ekscytacji, zaczęła mówić jednocześnie.
Nikt przecież nie nie wierzył w duchy… → Dwa grzybki w barszczyku.
Wpatrywał się we mnie tymi swoimi stalowo-szarymi oczami… → Czy zaimki są konieczne? Czy mógł patrzeć tamtymi, cudzymi oczami?
…potem wybuchł głośnym śmiechem. → …potem wybuchnął głośnym śmiechem.
http://okiem-filolozki.blogspot.com/2013/06/zniko-czy-znikneo-wybucho-czy-wybuchneo.html
…mruknął, przeczesując swoje czarne jak smoła, sięgające ramion włosy. → Zbędny zaimek.
A ja posprzątam ten bałagan. – Westchnął ciężko, rozglądając się po pokoju. → Zbędna kropka po wypowiedzi. Didaskalia małą literą. Winno być: A ja posprzątam ten bałagan – westchnął ciężko, rozglądając się po pokoju.
Tu znajdziesz wskazówki jak zapisywać dialogi.
CO właściwie się stało? JAK to się stało? → Dlaczego wielkie litery?
Zwykle nie interesowało mnie to, z kim on się prowadza… → Zbędny zaimek.
Moja głowa zaczęła opadać, gdy mimowolnie odpływałam w objęcia Morfeusza, kiedy usłyszałam ciężkie kroki na schodach prowadzących do mieszkania. → A może: Moja głowa zaczęła opadać i mimowolnie odpływałam w objęcia Morfeusza, kiedy usłyszałam ciężkie kroki na schodach prowadzących do mieszkania.
– Ciszej tam, Andrzej! Próbuję spać! – krzyknęłam w stronę drzwi. Ale hałas wcale nie ustał – wręcz się nasilił. → Unikaj dodatkowych półpauz w dialogach; sprawiają, że zapis staje się mniej czytelny. Proponuję:
– Ciszej tam, Andrzej! Próbuję spać! – krzyknęłam w stronę drzwi, ale hałas wcale nie ustał, wręcz się nasilił.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Blada twarz mojego asystenta jasno wskazywała, że nie spodziewał się tego, co przed chwilą się tu wydarzyło.
Się pasuje mi zaraz po co.
Poczułam niepokój, a dodatkowo udało Ci się połączenie komedii z horrorem, a to nie łatwe.
Szkoda tylko, że nie nanosisz licznych poprawek, to technicznie niedoskonałego tekstu.
delulu managment
Blada twarz mojego asystenta jasno wskazywała, że nie spodziewał się tego, co przed chwilą się tu wydarzyło.
Się pasuje mi zaraz po co.
Poczułam niepokój, a dodatkowo udało Ci się połączenie komedii z horrorem, a to nie łatwe.
Szkoda tylko, że nie nanosisz licznych poprawek, to technicznie niedoskonałego tekstu.
delulu managment