- Opowiadanie: OldGuard - Sambor

Sambor

Lubię dribble, drabble i droubble i dość często po nie sięgam. Tym razem spróbowałam więc czegoś eksperymentalnego – opowiadania podzielonego na fragmenty/sceny zamknięte w 50 lub 200 słowach*.

 

*Okazuje się, że najtrudniejszy jest klasyczny drabble, więc scen na 100 słów nie stwierdzono :)

 

EDIT:

 

Reg w swoim komentarzu świetnie podsumowała ten tekst, więc (za jej zgodą :)) pozwoliłam sobie wrzucić to w przedmowę, bo dobrze oddaje sens opowiadania :)

 

“nigdy w pannach nie wygaśnie żądza spełnienia wielkiego uczucia, albowiem ich głód uczuć jest tym, czym głód krwi wampirów.”

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Sambor

24 XI 1868

Późny wieczór

Dziś jest noc, w której porzucę dawne życie i stanę się kimś zupełnie innym – wybranką i najwierniejszą towarzyszką pięknego Sambora o bladym licu i przenikliwym spojrzeniu. Sambora, który właśnie teraz czeka na stacji kolejowej.

Nie mogę jeszcze do niego dołączyć, bo za ścianą słyszę kroki ojca. Tatko o dobrym sercu i ciężkiej ręce nie pochwalałby mego wyboru, gdyby tylko o nim wiedział.

Dlatego nie zdradziłam się ani jednym słowem. Sambor zabronił, powiedział, że tylko w ten sposób możemy być na zawsze razem. A niczego bardziej nie pragnę niż w końcu się z nim połączyć.

Kroki za ścianą cichną. Szybko skreślam dla ojca kilka słów wytłumaczenia – znajdzie je rano na stoliku, gdy ja już będę daleko.

Gruba warstwa chmur zasnuwa księżyc, ale wciąż jestem w stanie dostrzec kontury drzew. O tej porze roku są całkiem obnażone, a ich nagie konary przywodzą na myśl kościste dłonie wyciągnięte w moją stronę. Na szczęście stacja kolejowa jest blisko, a z Samborem będę bezpieczna.

Ruszam pędem przez zmarznięte pola. Dobiegam do peronu, ale jest pusty i wymarły. Nagle czuję na ramieniu czyjś lodowaty dotyk.

– Pociąg nie nadjedzie – szepcze mi do ucha Sambor, a w blasku latarni nie dostrzegam jego cienia.

 

 

26 XI 1868

Kuryer Codzienny

Wczorajszego ranka nieopodal stacji kolejowej znaleziono zbezczeszczone zwłoki córki miejscowego czeladnika. Młoda niewiasta zginęła od głębokich ran, lecz na świeżym szronie nie odnaleziono śladów szamotaniny. Ojciec wyznał, że nieboszczka uknuła plan ucieczki z niejakim Samborem. Na dźwięk tego imienia, stojąca obok kobiecina trwożnie się przeżegnała.

 

 

24 XI 1898

Wieczór

Dziś jest noc, podczas której porzucę moje dawne życie i stanę się kimś zupełnie innym – kochanką Sambora i jego najwierniejszą towarzyszką.

Sambor to spełnienie marzeń o miłości, które znałam tylko z opowieści piastunki. Jako dziecko zasłuchiwałam się w tych historiach, a teraz jedna z nich stanie się moim udziałem. Wiem, że on kocha mnie bezgranicznie, a ja jestem gotowa oddać za niego życie. Jutro udamy się do Wiednia, gdzie będziemy cieszyć się szczęśliwym życiem aż do końca naszych dni.

Muszę tylko poczekać, aż matka zaśnie. Za ścianą słyszę jej ciężkie kroki. Mamcia o czystym sercu, ale całkowicie pozbawiona porywów duszy. Dlatego dziś ją opuszczam.

Nie zdradziłam się ani jednym słowem. Sambor mi to odradzał, powiedział, że tylko w ten sposób możemy być na zawsze razem. A niczego bardziej nie pragnę niż codzienności wypełnionej jego miłością.

Matczyne kroki milkną. Wyglądam przez okno. Księżyc w pełni oświetla mroczną noc. Ciemność mnie przeraża, ale park jest niedaleko, a z Samborem będę bezpieczna.

Zarzucam płaszcz na ramiona. Na stoliku zostawiam list, bo mimo wszystko mamcia powinna wiedzieć, dlaczego wybrałam nowe życie. Ruszam pędem. W parku czeka postać o bladym licu.

Padam mu w ramiona, ale zamiast ciepła czuję trupi chłód.

 

 

26 XI 1898

Kuryer Codzienny

Wczorajszego poranka odnaleziono szczątki młodej kobiety. Wstępne oględziny wskazują na mord zadany ręką kochanka, z którym nieszczęsna miała planować ucieczkę do Wiednia. Władze milczą, lecz śledczy drżą na widok ran, bo pomimo braku widocznych cięć, w ciele ofiary nie ostała się ani jedna kropla krwi.

 

 

24 XI 1908

Późny wieczór  

Dziś jest ta noc. Noc, podczas której porzucę moje dawne życie i stanę się kimś zupełnie innym – kochanką Sambora i jego najwierniejszą towarzyszką. Sambora, który skradł moje serce podstępem, nocnymi wizytami, natarczywymi prośbami i obietnicą zmiany losu. Nie mogłam dłużej się opierać jego czarowi.

Dziś nastąpi kres poprzedniego życia, lecz zamiast radości, czuję ogromną pustkę. Żal mi rodziców, których dotknie to odejście. Gdybym tylko mogła cofnąć czas, nigdy nie podniosłabym oczu, aby napotkać jego wzrok. To spojrzenie pochłonęło mnie bez reszty.

Listopadowa noc wdziera się do pokoju. Drżę. Z zimna czy ze strachu? Nie wiem. Pragnę jedynie, aby nastał już ranek. Sambor zabronił mi dzielić się myślami z kimkolwiek. Posłuchałam, bo nie umiem sprzeciwić się jego woli. Powiedział, że tylko w ten sposób możemy być na zawsze razem. A chcę tego mocniej niż czegokolwiek innego. Nawet mocniej niż zmiany przeszłości, w której nigdy go nie spotkałam.

Zza ściany dochodzi pochrapywanie ojca. Przed północą muszę być na stacji. Wyglądam przez okno, księżyc lśni złowrogo. Narzucam płaszcz, ale drżące ręce nie pozwalają dopiąć guzików. Przez łzy spoglądam na dom i ruszam ku przeznaczeniu.

– Dlaczego płaczesz? – pyta, a jego oddech nie skrapla się na mrozie. – Przecież chciałaś zmiany.

 

 

26 XI 1908

Kuryer Codzienny

Wczoraj rano odkryto ciało młodej kobiety, która zmarła bez śladu walki, z grymasem strachu zastygłym na wargach. Żandarmeria jest bezsilna, gdyż na miejscu zbrodni nie zabezpieczono żadnych śladów wskazujących na winowajcę. Doktor zanotował jednak osobliwy fakt – chociaż ciało było nienaruszone, skóra wydawała się całkowicie wyschnięta.

 

 

24 XI 2017

Sambor. Trafiłam na to imię przypadkiem, gdy ślęczałam w bibliotece nad zapiskami o historii rodzinnego miasta. Pojawiało się i znikało, jak krwawa nić snująca się przez stulecia. Czasami tak dawno, że mogło być tylko legendą, innym razem zapisywane w gazetach, ale zawsze w odniesieniu do martwych kobiet.

 

 

1968

Studentka pisała pracę o lokalnych wierzeniach i zabobonach. Księgi, które teraz przeglądam, noszą ślady jej zapisków. Małe i równe litery stawały się z czasem coraz bardziej niechlujne i niewyraźne. Sprawdziłam – zginęła w listopadzie i uznano ją za jedną z ofiar Wampira z Zagłębia.

1918

Pielęgniarka dzieliła się w pamiętniku trudami wojny. Dobra dusza, która starała się pomóc każdemu, ale gdy pod jej opiekę trafił blady i wychłodzony mężczyzna, nie była w stanie nic zrobić – stracił za dużo krwi. Mogła tylko trzymać go za rękę i szeptać uspokajające słowa. Data na jej mogile wskazuje, że zmarła dzień później.

1728

Młoda szlachcianka. Znaleziono ją w otoczeniu rozrzuconych jedwabiów. I chociaż z podróżnej skrzyni nie zniknęły drobne kosztowności, w tym pozłacany medalion z wygrawerowaną literą „S”, uznano, że to niedoszły kochanek połasił się na bogactwo, ale nie chciał zabierać ze sobą utrzymanki.

1698

Wiedźma na procesie miała przekląć swego oprawcę. Mówiono, że w ostatnich chwilach życia splunęła mu pod nogi i wyszeptała słowa, których nikt nie odważyłby się powtórzyć – że skazała go na życie dłuższe, niż powinno przypaść człowiekowi. Życie naznaczone wiecznym palącym głodem, którego nie ugasi przez wieki. Miejscowy kat, Sambor, tylko się roześmiał, ale gdy opuszczał topór, przypieczętował swój los.

 

 

24 XI 2018

Późny wieczór

Dziś jest ta noc. Noc, podczas której poznam rozwiązanie zagadki i dowiem się, kim jest tajemniczy Sambor. Poświęciłam mu kilkanaście ostatnich miesięcy życia. Całkowicie zawłaszczył moje myśli i sny, noce i dnie. Aż do dzisiaj.

Nie powinnam tu być sama. Każdy rozsądny człowiek zamknąłby księgi, zgasił światło i pozwolił tej historii umrzeć wraz z jej dawnymi ofiarami. A jednak stoję teraz na skraju miejskiego parku, w którym przed laty znaleziono jedną z zamordowanych kobiet. Zimno przenika mnie do kości, choć listopad nie jest w tym roku aż tak srogi. Ścieżka prowadzi w głąb między nagie drzewa. Ich konary kołyszą się lekko na wietrze.

– Znalazłaś mnie.

Odwracam się szybko. Zawsze wyobrażałam sobie tę chwilę inaczej. Myślałam, że będę gotowa, że zadam pytania i że zachowam kontrolę. Tymczasem serce na moment zastyga, a potem zaczyna bić szaleńczym rytmem.

Sambor stoi kilka kroków dalej. Blady i wysoki, o spojrzeniu, które przeszywa na wskroś. Jest dokładnie taki, jak opisywano go w listach.

– Poświęciłaś mi tyle czasu.

– Te kobiety…

– One wszystkie chciały tego samego co ty.

– Nie. Ja chcę tylko odpowiedzi.

Podchodzi bliżej. Jego obecność przytłacza.

– Odpowiedzi? Każda z nich była gotowa poświęcić wszystko, co znała, aby doświadczyć czegoś nowego.

 

 

26 XI 2018

Kurier Codzienny

Wczoraj w godzinach porannych odnaleziono ciało młodej kobiety na terenie miejskiego parku. Według wstępnych ustaleń nie stwierdzono udziału osób trzecich. Przyczyną śmierci mogło być wychłodzenie organizmu lub nagłe zatrzymanie akcji serca. Na miejscu zabezpieczono notatki zmarłej, lecz ostatni zapis urywa się w pół zdania – „Sam…”

Koniec

Komentarze

Powiem tak. Jako, że mimo iż czynnie nie pracuje w zawodzie po historii, to nadal uwielbiam dobrze napisane smaczki historyczne.

 

W krótkim szorciku świetnie zawarłaś:

 

Intrygę historyczną, wampira/truposza jak zwał tak zwał, przeszłaś przez kilka wieków i wszystko zmieściłaś 8250 znakach.

 

Jak ty to robisz?:) 

 

Klik. Nie robiłem łapanki, bo nie było sensu, skoro łyknąłem :)

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Cześć

Sambor, gagatek o bladym licu. 

Zaraz… zaraz… To wampir, tajemniczy mag, który wyssał soki życia z kobiet, czy kto to był? Trochę się pogubiłem. Jestem rozczarowany naiwnością pań, które skończyły żywot w tak okrutny sposób. Naprawdę wystarczyło spojrzenie tego typka? Czytanie o nim przez miesiące? 

O, rozpaczy!

Ten świat niszczy kochanków, wrażliwców poszukujących miłości. 

Życie, pełne zasadzek, zawirowań i ciekawości. A wiadomo, że ciekawość, to pierwszy stopień do piekła.

Klik!

Pozdrawiam

Witaj. :)

 

Z technikaliów wpadły mi w oko drobiazgi:

Kroki zza ścianą cichną.

Poświeciłam mu kilkanaście ostatnich miesięcy życia.

 

Klimacik horroru udziela się, narasta, świetnie współgra. :) A fabuła wciąga błyskawicznie! :) Bardzo dobra rzecz, brawa! :)

Pozdrawiam serdecznie, klik. :)

Pecunia non olet

Serwus,

 

Fajny szorcik. Dobry pomysł z powtarzającym się schematem – list, zbrodnia, notatka prasowa. Taka konstrukcja wciąga i buduje napięcie. Dobry klimat, czuć tajemniczość i lekką grozę. Mimo że już po drugiej iteracji wiadomo, co dokładnie się wydarzy, to fabuła jest wciągająca.

To są plusy, ale brakuje mi zakończenia. Czwarta ofiara idzie na spotkanie i ginie – to nie łamie schematu. Brakuje twistu albo innego rozwiązania, które coś po sobie zostawia.

Podział opowieści na dribble, drabble i droubble to fajny koncept i pokaz pewnych umiejętności, ale niczego istotnego nie wnosi – ani na plus, ani na minus. Ot, taka zabawa.

Mimo wszystko podobało mi się.

Pozdrawiam i klikam.

Minimalne czepialstwo poza dwoma literówkami, które już wypisała bruce:

A niczego bardziej nie pragnę, niż w końcu się z nim połączyć.

Wydaje mi się, że przecinek zbędny, bo konstrukcja porównawcza. Aż szperałem w necie, bo długo się wahałem :D

Sambor mi to odradzał, powiedział, że tylko w ten sposób możemy być na zawsze razem.

Hmm. Nie lepiej zamienić pierwszy przecinek na myślnik?

 

No, bardzo dosłownie wzięłaś pseudonim Zdzisława. Mimo że dość przewidywalne, to wciąga. Powtarzalność i rytm powodują, że niby wiemy co się wydarzy, ale jednak chcemy to przeczytać. Warsztatowo świetnie, czyli klasyk dla Ciebie. Zastanawiam się czy drugi rozdział jest potrzebny, jest praktycznie bliźniakiem pierwszego, zmienia się tylko ojciec na matkę i dworzec na park. W trzecim juz rzeczywiście mamy zmianę, wskazującą na to, że nawet jak kobieta nie chciała to on swoim urokiem(?), mocą(?) jakoś doprowadza do tego co chce. Fajny smaczek historyczny na plus. 

Zgadzam się trochę z Robertem, że zakończenie nie było satysfakcjonujące. Schemat taki sam, oprócz tego, że ta sama zaprowadziła się w sidła. Rozumiem, że chodziło o to, że nawet jak ktoś chciał go powstrzymać to nie był w stanie przeciwstawić się jego mocy, ale jednak spodziewałem się większego twistu, szczególnie biorąc pod uwagę, że tekst jest stworzony z drabbli, to powinien być twist na twiście haha. To oczywiście pół żartem, pół serio.

I co do konstrukcji z drabbli – hmm. Popisówka się udała, bo z pewnością nie było to łatwe, szacun, ale… przecież wszyscy wiemy, że jesteś bardzo dobra w drabble, dribble, drouble, a pewnie i w scrabble (XD), ale nie wiem czy to coś wniosło, bo największa moc drabbli, czyli twist, tutaj nie miała prawa bytu.

Ogólnie dobry, ciekawy tekst, pewnie byłbym bardziej zadowolony, gdyby nie to, że sam się źle nastawiłem po przedmowie, i myślałem, że będzie pełno twistów – więc to odbieram jako moją bardzo wielką winę. Oprócz tego i może zakończenia – bardzo dobrze mi się czytało, ciekawy eksperyment, z pewnością potwierdzający Twoje umiejętności i warsztat. Z chęcią polecę do biblioteki.

Pozdrawiam! 

You cannot petition the Lord with prayer!

melendur,

 

cieszy mnie, że Ci się spodobało i że jako historyk doceniasz te smaczki historyczne. To co prawda tylko dodatki, ale fakt faktem, że sobie sprawdzam zazwyczaj takie rzeczy, czy np w danym czasie już była kolej na Śląsku. 

 

Dzięki za wizytę i klika! heart

 

Hesket,

 

Jestem rozczarowany naiwnością pań, które skończyły żywot w tak okrutny sposób.

 

Hmm, jako osoba siedząca w tematyce true crime muszę przyznać, że to niestety dość częsty schemat. Oczywiście bez victim blaming, ale czasami tak to wygląda. 

 

Ten świat niszczy kochanków, wrażliwców poszukujących miłości. 

 

Dobry opis na Tindera, wykorzystam sobie :P

 

Dzięki za wizytę i klika. heart

 

Bruce,

 

poprawki wprowadzone

 

Klimacik horroru udziela się, narasta, świetnie współgra

 

Właśnie nie wiedziałam, czy oznaczać jako horror, ale cieszy mnie ta opinia.

 

Dzięki za wizytę i klika. heart

 

Robert Raks,

 

Czwarta ofiara idzie na spotkanie i ginie – to nie łamie schematu. Brakuje twistu albo innego rozwiązania, które coś po sobie zostawia.

 

W pierwszej wersji miała rozwiązać zagadkę i zabić Sambora, ale zdecydowałam się w końcu kontynuować schemat, gdzie ofiara z nim nie wygra, nawet jeśli wydawało jej się, że będzie kontrolować sytuację.

 

Podział opowieści na dribble, drabble i droubble to fajny koncept i pokaz pewnych umiejętności, ale niczego istotnego nie wnosi – ani na plus, ani na minus. Ot, taka zabawa.

 

Tak, bardziej ogranicza przy pisaniu, ale traktuję forum w dużej mierze jako miejsce do rozwoju, więc chciałam spróbować czegoś innego.

 

Dzięki za wizytę i klika. heart

 

MichaelBullfinch

 

zamienię przecinek, sama nie byłam go pewna – najwyżej będzie na Ciebie :P

 

Hmm. Nie lepiej zamienić pierwszy przecinek na myślnik?

 

pewnie tak, wynika to z tego, że świadomie ograniczam myślniki, bo miałam tendencję do ich nadużywania, ale wychodzi wpadanie ze skrajności w skrajność :P

 

No, bardzo dosłownie wzięłaś pseudonim Zdzisława.

 

Ostatnio słuchałam o nim ciekawego podcastu, więc wplotłam w tekst tę informację, bo lubię takie wstawki. 

 

Zastanawiam się czy drugi rozdział jest potrzebny, jest praktycznie bliźniakiem pierwszego, zmienia się tylko ojciec na matkę i dworzec na park

 

Też się nad tym zastanawiałam i dalej nie mam pewności, ale 2 pierwsze fragmenty wyciągnęłam z szuflady, więc chciałam im dać szansę ;) A poza tym w pisaniu podobno lepiej sprawdza się reguła 3. Założyłam, że taka monotonność pierwszych fragmentów dobrze pokaże schemat, a przy ich krótkiej formie jednak nie znudzi czytelnika.

 

Zgadzam się trochę z Robertem, że zakończenie nie było satysfakcjonujące. Schemat taki sam, oprócz tego, że ta sama zaprowadziła się w sidła. Rozumiem, że chodziło o to, że nawet jak ktoś chciał go powstrzymać to nie był w stanie przeciwstawić się jego mocy, ale jednak spodziewałem się większego twistu, szczególnie biorąc pod uwagę, że tekst jest stworzony z drabbli, to powinien być twist na twiście haha. To oczywiście pół żartem, pół serio.

 

Tu też się zgadzam poniekąd. I jak pisałam Robertowi, w początkowym drafcie faktycznie ostatnia kobieta pokonuje Sambora, ale w sumie potem doszłam do wniosku, że Van Helsing w spódnicy tutaj nie zagra. Ot, kolejna naiwna :P

 

I co do konstrukcji z drabbli – hmm. Popisówka się udała, bo z pewnością nie było to łatwe, szacun, ale… przecież wszyscy wiemy, że jesteś bardzo dobra w drabble, dribble, drouble, a pewnie i w scrabble (XD), ale nie wiem czy to coś wniosło, bo największa moc drabbli, czyli twist, tutaj nie miała prawa bytu.

 

Tak, to bardziej była zabawa, ale dość męcząca :P. I jeśli chodzi o całość, to tak, tego twistu nie ma, ale patrząc na pojedyncze twory, wydaje mi się, że spełniałyby założenia dribbli/droubbli same w sobie, bo każdy kończy albo twistem albo puentą (drabble nie musi mieć twistu, który obraca całośc o 180 stopni, ale wyraźnie mocniejsze zakończenie). 

 

Dzięki za wizytę i klika. heart

Those who don't believe in magic will never find it

Ciekawa historia, którą dobrze się czytało. Napięcie cały czas wzrastało i tylko koniec mało satysfakcjonujący, bo w głębi wierzyłam, że jednak dziewczyna go zdemaskuje. Ukryte smaczki, w postaci Marchwickiego, bardzo fajne.

Sambor to czysta forma zła, nieśmiertelna, ponadczasowa, nieuchwytna, wijąca sobie gniazdo w sercu wybrańców, którzy poddają się jej woli, stają się narzędziem w jej rękach… 

Przeczytałam z przyjemnością. Ważne to, co udało się ująć w słowa, ale także to, co ukryte “między wierszami”.

OldGuard, także dziękuję i pozdrawiam. kiss

Pecunia non olet

Zgrabne to, lecz powtarzalne.

Wiem, że tak miało być, już po drugiej repecie widziałem, że mam do czynienia raczej z zabawą formą niż treścią. Więc czytałem ten drób i drab z radością, ale nie taką od ucha do ucha.

Van Helsing nie, ale spryt – tak. Aż się o to prosi, żeby bohaterka dokonała zagrania “szach, mat”. Nie piszę o łowczyni wampirów, która po wszystkim przeładowuje kolejny srebrny bełt do kuszy i spluwa na rozwiewane przez wiatr prochy wampira. Wystarczy bohaterka, która sama zginie, ale zatrzyma ciąg zbrodni. Albo, co ciekawsze, przejmie rolę Sambora.

Czyli również tęsknie wypatrywałem twistu. Mogę tylko napisać, że zaskoczyłaś mnie brakiem twistu, więc w sumie… czuję się zaskoczony :P

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Czarna,

 

dzięki za wizytę! Doszłam do wniosku, że taka końcówka będzie bardziej wiarygodna, chociaż jak to bywa i w życiu, może i niesatysfakcjonująca :P

 

Alicja,

 

hej, to chyba nasze pierwsze spotkanie w komentarzach, fajnie, że wpadłaś. Pewnie historia z perspektywy Sambora miałaby większy potencjał. Kiedyś może to rozwinę :P

 

marzan,

 

mam do czynienia raczej z zabawą formą niż treścią.

 

Sam jesteś temu winien :P wyzwania weszły mi za mocno! 

 

Wystarczy bohaterka, która sama zginie, ale zatrzyma ciąg zbrodni. Albo, co ciekawsze, przejmie rolę Sambora.

 

Ciekawa myśl, może uda się to w kolejnej odsłonie w 2028 roku ;)

 

Czyli również tęsknie wypatrywałem twistu. Mogę tylko napisać, że zaskoczyłaś mnie brakiem twistu, więc w sumie… czuję się zaskoczony :P

 

A widzisz, klasyczny twist mógłby okazać się rozczarowujący, a tak to każdy podnosi ten zarzut w komentarzach. No ale jeśli kilka osób pisze, że to źle, nie będę się upierać, że jednak dobrze :P

 

 

Those who don't believe in magic will never find it

Hej. Ciekawa historia. Motyw z powtarzającymi się zabójstwami jest ciekawy, ale tutaj wypada (według mnie) dość płasko. Osobiście dodałbym jakiś motyw, który nadawałby historii napięcia i niepokoju; np śmierci dziewczyn stają się coraz bardziej drastyczne. Oczywiście, to tylko moja opinia. Pozdrawiam!

Kapibara

Fajne opowiadanie.

 

Mam osobistą słabość do struktur, więc konstrukcja tekstu podobała mi się. Podział na dribble i droubble wcale mi nie przeszkadzał – przeciwnie, świadomość, że autorka narzuciła sobie dodatkowe ograniczenie formalne, zwiększała przyjemność lektury.

Podobał mi się też powtarzalny rytm kolejnych odsłon historii. Jedyne, co może bym rozważył, to dodanie jeszcze jednego różnicującego detalu w pierwszych dwóch sekwencjach, oprócz zmiany ojca na matkę i miejsca spotkania. Ale to tylko uwaga na marginesie.

 

Czytało się bardzo dobrze.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Czołem Stara Gwardio!

Na dźwięk tego imienia, stojąca obok kobiecina trwożnie się przeżegnała.

To zdanie mi trochę nie pasuje na gazetę.

Nie zdradziłam się ani jednym słowem.

Wywaliłbym “jednym”.

Władze milczą, lecz śledczy drżą na widok ran, bo pomimo braku widocznych cięć, w ciele ofiary nie ostała się ani jedna kropla krwi.

Zmieniłbym na “mimo”, ponieważ “bo-po” brzmi niefajnie. Zrezygnowałbym też z “lecz” bo to nie przeciwstawne. 

 

Ciekawa konstrukcja tekstu, wyróżniająca. A lektura przyjemna.

Zazdroszczę częstotliwości publikowania :)

 

Pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Krzysztof Kapibara,

 

miło Cię tu widzieć. Pewnie masz rację, ale też na ile sposobów może zabijać wampir? :P

 

Berig,

 

cieszę się! To był eksperyment, którego raczej nie powtórzę, bo jest ograniczający, ale z drugiej strony chciałam sprawdzić, czy te dość różne formy da się jakoś połączyć. Da i z w miarę akceptowalnym efektem :P

 

beeeecki,

 

Na dźwięk tego imienia, stojąca obok kobiecina trwożnie się przeżegnała.

To zdanie mi trochę nie pasuje na gazetę.

 

Bo nie pasuję, ale musiałam tam coś wcisnąć pod dribble. Zresztą to też gazeta z XIX wieku, a wtedy pisali dość specyficznie.

 

Nie zdradziłam się ani jednym słowem.

Wywaliłbym “jednym”.

 

Wywaliłabym, ale wtedy nie będzie droubble :P

 

Ciekawa konstrukcja tekstu, wyróżniająca. A lektura przyjemna.

 

Cieszę się :)

 

Zazdroszczę częstotliwości publikowania :)

 

Wystarczy wstawać o 5:55 i brać zimne prysznice. I nie pić sojowej latte na mieście ;)

 

A tak serio to miesięcznie wystukuję 150-200k zzs albo i więcej, taka praca, więc średnio byłaby książka co kwartał :)

 

A co do publikowania, to tempo będzie spadać zdecydowanie, bo od “powrotu” na forum od zera napisałam tylko “Most Weschnień”. Cała reszta to drugie życie + rozwinięcie czegoś, co siedziało w wirtualnej szufladzie (ślady tego można znaleźć nawet tutaj – w jednym moim opku sprzed paru lat :P). Ale w tej szufladzie widać już dno i za chwilę nie będzie z czego czerpać :P

Those who don't believe in magic will never find it

Interesujący pomysł z tym zrobieniem historii z drabelków. Trochę zostałam z wrażeniem poszatkowania, ale nie było źle. Musiałaś się naliczyć przy pisaniu.

Zgadzam się z przedpiścami, że nie ma twistu.

Zastanawiam się, dlaczego S. atakuje co kilkadziesiąt lat.

Babska logika rządzi!

Ach, no widzisz OldGuard, ja nie drabblowiec, nie wziąłem pod uwagę, że tak liczymy znaki :)

A tak serio to miesięcznie wystukuję 150-200k zzs albo i więcej, taka praca, więc średnio byłaby książka co kwartał :)

Wiesz co, ja też sporo stukam, ale tym bardziej pisanie własne mnie później męczy. A co gorsza, żargon roboczy wplata się w twórczość… Nie mówiąc, że oczy wysiadają. Ale tą 5:55 mnie nie kupiłaś ;p

A co do publikowania, to tempo będzie spadać zdecydowanie, bo od “powrotu” na forum od zera napisałam tylko “Most Weschnień”. Cała reszta to drugie życie + rozwinięcie czegoś, co siedziało w wirtualnej szufladzie (ślady tego można znaleźć nawet tutaj – w jednym moim opku sprzed paru lat :P). Ale w tej szufladzie widać już dno i za chwilę nie będzie z czego czerpać :P

Poradzisz sobie ;). A fajnie, że jednak szuflada się nam pokazała, bo wiele tam dobra siedziało.

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Finkla,

 

Musiałaś się naliczyć przy pisaniu.

 

Word nie do końca chciał współpracować. Potem doszłam do wniosku, że pewnie i tak nikt z czytelników nie będzie sprawdzał, czy to faktycznie dribble/drabble, ale i tak policzyłam :P

 

Zgadzam się z przedpiścami, że nie ma twistu.

 

Rozumiem, że nie możemy uznać, że twistem jest brak twistu :P

 

Zastanawiam się, dlaczego S. atakuje co kilkadziesiąt lat.

 

Dla fabuły :P nie ma to jakiegoś uzasadnienia, ot, kolejna cegiełka do pewnej schematyczności w tekście.

 

beeeecki,

 

Wiesz co, ja też sporo stukam, ale tym bardziej pisanie własne mnie później męczy.

 

Ja sobie od tego roku specjalnie wydzieliłam godzinę z “pracowej” pisaniny na pisanie dla przyjemności. Nie udaje się tego utrzymać zawsze, ale pozwala przynajmniej kończyć teksty, bo kilka lat temu w dużej mierze polegałam na wenie. A to bardzo kapryśna baba.

 

 A co gorsza, żargon roboczy wplata się w twórczość.

 

Racja. Gdy robiłam głównie powtarzalne i nudnawe opisy albo jakieś techniczne rzeczy, mocno to rzutowało na pisanie hobbystyczne. Teraz mam bardziej kreatywne zlecenia, gdzie mogę iść w storytelling i widzę, że to też pozytywnie odbija się na własnej pisaninie. 

 

A fajnie, że jednak szuflada się nam pokazała, bo wiele tam dobra siedziało.

 

Ale nie masz pojęcia, ile tam grafomanii, która nie może ujrzeć światła dziennego, bo spaliłabym się ze wstydu :P

 

Those who don't believe in magic will never find it

Rozumiem, że nie możemy uznać, że twistem jest brak twistu :P

Noooo, teoretycznie możemy, ale ze wszystkich twistów ten jest najmniej twistowy. ;-)

Babska logika rządzi!

Wow! a ja jednak myślałam, że ostatnia ofiara pokona Sambora :) świetnie się czytało 

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Bardzo wciągające. Chętnie bym przeczytał powieść kryminalną z takim antagonistą. Wychodzi na to, że Sambor to ponadczasowe zło, którego nie sposób pokonać i trudno z nim walczyć. Coś jak w “To nie jest kraj dla starych ludzi”. Lubię ten motyw :)

bogjelen

Niezły heartbreaker z tego Sambora! Po tylu latach i wciąż miał branie. Hmm…, a może to kwestia wprawy? Zachował zdrowy dystans do swych kolejnych wielbicielek.

Jakby to wyglądało z jego strony, zastanawiam się…

“Ja tu tylko wpadłem na herbatkę, a córka gospodarzy nie spuszcza mnie z oka. Wychodzi człowiek raz na kilkadziesiąt lat do ludzi, żeby się przewietrzyć i zawsze to samo. Już widzę, że młoda chce ze mną uciec. I co niby miałbym z nią robić? Zestarzeje mi się i będzie gderać, że ja się dobrze trzymam i jak ja to robię, i że w ogóle jakiś dziwny jestem, i że złamałem jej serce, a mogłam wyjść za syna sąsiadów itp. To już lepiej zawczasu jej się pozbyć. A potem znów ukrywać się w jakiejś zatęchłej piwnicy… Co one we mnie widzą?”

Pozdrawiam! 

Teo Max,

 

wygląda na to, że inni też na to liczyli, a mój zabieg, że Sambor jest zawsze górą, nie wyszedł najlepiej :P Cieszę się jednak, że lektura była udana! 

 

bóg jeleń08,

 

Chętnie bym przeczytał powieść kryminalną z takim antagonistą

 

właśnie wczoraj czy przedwczoraj mnie olśniło, że powinno mi się to udać wykorzystać w innym tekście, więc pewnie powstanie, ale w bliżej nieokreślonej przyszłości :)

 

Dzięki, że wpadłeś!

 

Mehiko,

 

W końcu wszystkie fanki Edwarda ze Zmierzchu nie mogły się mylić :P Ale przyznaje, podsunąłeś ciekawy pomysł na Sambora w krzywym zwierciadle i pokazanie jego perspektywy 

Those who don't believe in magic will never find it

Czasy się zmieniają, edukacja itd., ale żądze biorą górę. Ludzie się nabierają na głupie reklamy, nawet jeśli zdają sobie sprawę, że są okłamywani. Oszuści typu Kalibabka nie są jakimiś geniuszami zbrodni, a potrafią przekabacić inteligentne kobiety.

Powtarzalność historii trochę nużyła, ale z drugiej strony tak jak z oszustwami na wnuczka, czy podobnymi, wszyscy znają mechanizmy, słyszą ostrzeżenia, dziwią się, że ktoś się nabrał, ale wciąż okazują się skuteczne. 

Pozdrawiam!

ciekawy pomysł na Sambora w krzywym zwierciadle i pokazanie jego perspektywy 

Koniecznie jako scenariusz. AI chętnie wskrzesi Leslie Nielsena na potrzeby ekranizacji :P

 

Poza tym wymyśliłem dla Ciebie prosty, acz skuteczny twist: bohaterka rozmyślnie zaraża się wścieklizną przed spotkaniem (musi znaleźć chore zwierzę i dać się pogryźć, ale chyba jest sprytna, prawda?) Sambor po spożyciu krwi zaraża się chorobą i już na wieczność pogrąża w szaleństwie – nie może umrzeć i nie może wyzdrowieć.

 

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

AP,

 

a propos oszustw na wnuczka, babcia mojej znajomej prawie ostatnio dała się nabrać. Dostała tel, że jej wnuczka wepchnęła dziecko pod samochód i siedzi w areszcie. Zachowała na tyle przytomności, aby zadzwonić do swojego syna, ale już nie do wnuczki. Koleżanka pyta potem, czemu nie dzwoniła do niej, a babcia na to: “no bo w więzieniu siedziałaś” xD

 

marzan,

 

no to byłby twist jak się patrzy, myślę, że nikt nie mógłby narzekać. Może spróbuję dograć wersję alternatywną zakończenia, ale nie wiem, czy uda się ten pomysł ograć w 200 słowach 

Those who don't believe in magic will never find it

Zdaje mi się, że wampir umie omamić dziewczynę, wykorzystać do cna i szukać nowej ofiary, a tych nigdy nie braknie, tak jak nigdy w pannach nie wygaśnie żądza spełnienie wielkiego uczucia, albowiem ich głód uczuć jest tym, czym głód krwi wampirów.

Przeogromna jest moc klątwy rzuconej przez wiedźmę w chwili śmierci…

Eksperyment się powiódł, dobrze się czytało. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

reg,

 

nigdy w pannach nie wygaśnie żądza spełnienie wielkiego uczucia, albowiem ich głód uczuć jest tym, czym głód krwi wampirów.

 

bardzo podoba mi się to podsumowanie – gdybym wpadła na równie zgrabne, umieściłabym je sobie w przedmowie! wink

 

Eksperyment się powiódł, dobrze się czytało. :)

 

cieszę się!

Those who don't believe in magic will never find it

OldGuard, jestem wręcz uradowana, że podoba się Tobie moje zdanie z komentarza. A jeśli uznasz za stosowne, możesz je wykorzystać gdzie zechcesz i kiedy zechcesz. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg,

 

w takim razie pozwoliłam sobie wykorzystać to od razu i umieściłam w przedmowie do Sambora! Dzięki! blush

Those who don't believe in magic will never find it

OldGuard, bardzo się cieszę, że sobie pozwoliłaś. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć OldGuard, Ależ to było dobre! Świetne wyważenie pomiędzy kroniką, zabawą formą, horrorem i psychologiczną refleksją, co bardzo doceniam. Chociaż temat smutno-straszny, świetnie się to czytało i wprawiło mnie w dobry humor na początek dnia:) dzięki :)

Reg

 

heart

 

Krzesimir

 

dzięki za wizytę i miłe słowa! Ciekawostka – szukając imienia dla bohatera, brałam pod uwagę też Krzesimir ;) Akurat Sambor mi literacko zabrzmiało tutaj lepiej, ale była to jedna z kilku opcji :)

Those who don't believe in magic will never find it

Nowa Fantastyka