- Opowiadanie: UnaBomba - Inicjatywa Bezpieczeństwa Pokoleniowego część 1

Inicjatywa Bezpieczeństwa Pokoleniowego część 1

Dziękuję marzanowi za betowanie, cierpliwość i rady :)

Rzadko piszę coś dłuższego i do tego w takiej tematyce, dlatego bardzo jestem ciekawa komentarzy. Jest to fragment, bo przewiduję zostać w tym świecie na dłużej.

Zapraszam do Virel, stolicy Vareth :)

Oceny

Inicjatywa Bezpieczeństwa Pokoleniowego część 1

Drukarka wypluła plik różowych kartek. Agentka Kord zapoznała się z odczytem w drodze do sali porodowej. Werdykt był jasny: Obciążony.

Zapukała i od razu chwyciła za klamkę. Po wejściu do pokoju poczuła przeciąg. Okno było otwarte. Na parapecie siedziała Marta Molt. W potarganych włosach, z nabrzmiałą od płaczu twarzą, w szpitalnej koszuli wyglądała strasznie. W objęciach trzymała dopiero co narodzonego syna zawiniętego w kocyk.

– Nie odbierzecie mi go!

Jej krzyk niósł się po całym szpitalnym skrzydle i przywołał pielęgniarki do sali numer dziewięć. Siedziała z jedną nogą przewieszoną przez ramę okna. Dziecko przeraźliwie płakało. Matka na zmianę je uspokajała i wykrzykiwała w stronę personelu groźby.

– Nie zbliżajcie się, bo skoczę!

Vera Kord miała dziesięcioletnie doświadczenie w Wydziale Prewencji Ciągłości i wielokrotnie była świadkiem takich sytuacji. Żadna nie zrobiła na niej większego wrażenia. Widziała w nich przede wszystkim bezsens i stratę czasu.

– Pani Molt, to jest piąte piętro. Ryzykuje pani życiem synka. Jeśli pani przeżyje, a dziecko nie, zostanie pani oskarżona o zabójstwo własnego dziecka. Tego pani chce?

Matka spojrzała w dół i wydawała się oceniać wysokość.

– Osłonię go.

Było to bardziej desperackie niż przemyślane.

Vera, nie wdając się w dyskusję, zaczęła przedstawiać odczyt.

– Aleksandra. Białaczka. Zgon w wieku jedenastu lat. Josef. Znaczne upośledzenie. Czterdzieści dziewięć lat w przytułku. Dalej mamy…

– Przestań! To nic nie znaczy!

Marta wciąż siedziała na parapecie, ale wydawała się już mniej napięta. Całowała synka po czole i uspokajała.

– Dalej mamy Szejmę. Wada genetyczna. Zmarła po roku. Odczyt wskazuje, że szanse na normalny rozwój pani synka wynoszą siedem procent. Pani syn jest zatem Obciążony i na mocy prawa ustanowionego przez Inicjatywę Bezpieczeństwa Pokoleniowego zostaje umieszczony na pięć lat w Ośrodku Separacyjnym dla dzieci. Po upływie pięciu lat kolejne badanie zweryfikuje, czy syn może wrócić do domu

Marta spojrzała jeszcze raz przez okno.

– Czy będzie tam bezpieczny? Będzie mu dobrze?

Poznała ten ton. Matki zadawały takie pytania dopiero wtedy, gdy się poddawały. W środy – a to był właśnie ten dzień – chodziła na kolację do restauracji swojego partnera. Chciała już mieć ten odczyt za sobą, wrócić do domu i szykować się na wyjście.

– W ośrodku dzieci mają zapewnioną profesjonalną opiekę. Naprawdę, nie ma pani się czym martwić.

Skinęła głową na najbliższą pielęgniarkę. Ta podeszła do Marty, powoli wzięła od niej dziecko. Vera uznała, że tu już nie ma nic do roboty. Wraz z pielęgniarką wyszły z pokoju. Na korytarzu czekał pracownik Ośrodka. Odebrał noworodka i karty z odczytu. Ruszył do wyjścia.

Vera uzupełniła dokumenty odbioru Obciążonego i poszła na parking. Czarny suv czekał na nią, tak jak zawsze, na miejscu numer siedem.

Marta Molt leżała zwinięta na szpitalnym łóżku. Timi mógł z nią zostać. Wystarczyło pięćdziesiąt tysięcy dolarów. To wszystko przez jej męża.

– Oboje jesteśmy Echami. Nie ma szans, że nasz synek będzie Obciążony.

A można było zapłacić Redaktorowi. Mówił, że szanse są zawsze pół na pół.

Do pokoju weszła salowa. Wyjęła worek z kosza, włożyła nowy. W tej pracy widziała już niejedną zapłakaną matkę. Podeszła do Marty i ujęła jej dłoń.

– Jeszcze urodzisz wiele dzieci. Któreś na pewno ci zostawią.

 

 

– Musculus rectus femoris.

– Łaskoczesz mnie.

– A dokładnie twój mięsień prosty uda.

– No więc łaskoczesz mój musculus uda.

– A tu, po wewnętrznej stronie mamy musculus gracilis. Twój piękny mięsień smukły.

Nigo rysował czarnym pisakiem po delikatnej skórze Very. Po kolacji udali się do jej mieszkania, gdzie mężczyzna zostawał na noc coraz częściej. Ich związek wciąż trwał w przyjemnej fazie zauroczenia. Vera obserwowała jego smukłą twarz. Lubiła te ostre rysy, bladą skórę i kontrastujące z nią czarne włosy. Nigo miał powolne ruchy, zwykle był mocno skupiony. Wydawał się zamyślony i nieobecny, ale wszystko zmieniało się po wejściu do kuchni. Tam przeobrażał się w prawdziwego maestro.

– Jesteś pewien, że w poprzednich wcieleniach nie byłeś chirurgiem? Albo rzeźnikiem?

Zachichotała jak nastolatka i wtuliła się w szeroką klatkę. W jego objęciach umysł, pełen analiz, dochodzeń i wniosków, zwalniał.

– Niestety cię zawiodę. Byłem tylko nudnym artystą.

– A teraz tworzysz dzieła sztuki z wołowiny. To jest dopiero sztuka. Zamieniać kawałek zwykłego mięsa w danie, od którego uginają się nogi.

– Zwykłego mięsa? Przecież ten każdy kawałek…

– Już dobrze, dobrze.

Przerwała mu pocałunkiem, bo dobrze wiedziała, że za chwilę zacząłby prawdziwy pean na cześć niezwykłości i indywidualności każdziutkiego skrawka mięsa.

– Zjadłbym cię, wiesz?

Mówiąc to, wodził opuszkiem palca po jej brzuchu.

– Tak? A od czego byś zaczął?

Przyciągnął Verę mocno do siebie i objął.

– Od twojego wielkiego i mądrego mózgu.

– Ale wiesz, że wielkość mózgu nie wpływa…

– No już, wykłady zostawiamy w pracy.

Kiedy Nigo brał prysznic, zmęczona Vera ze szklanką wody w dłoni stała przy oknie. Miała stąd piękny widok na centrum Virel. Dominował pięćdziesięciopiętrowy wieżowiec będący główną siedzibą Instytutu Rezonansu Dziedzicznego. To stąd przychodziły odczyty noworodków. Tu właśnie naukowcy analizowali Echo Kwantowe. Dzięki mapowaniu mózgu mogli sprawdzić, jaki ślad informacyjny zostawiły poprzednie świadomości. To tak ogromna szansa na optymalny rozwój jednostki, a niektórzy i tak się buntowali. Vera mimowolnie pomyślała o siedzącej na parapecie i krzyczącej wniebogłosy Marcie Molt. Zupełnie irracjonalne zachowanie.

Z zamyślenia wyrwał ją Nigo.

– Vlad dzwonił. Mamy jakąś awarię chłodziarek. Muszę jechać do restauracji.

– I musisz ty tam jechać? Nie mogą się tym zająć pracownicy?

– Lubię wszystkiego sam dopilnować. Przecież wiesz.

Kiedy wyszedł, wzięła szybki prysznic i poszła spać.

Nigo nie kłamał. Faktycznie jedna z chłodziarek przestała działać. Nie mógł jednak wysłać tam żadnego ze swoich pracowników. Tego mięsa chciał dopilnować sam. Polowanie zajęło mu kilka tygodni, a Katarina była wyjątkowo walecznym okazem.

 

 

Awans przyszedł niespodziewanie. Kapitan wręczył Verze decyzję o przeniesieniu jej do działu zajmującego się Cieniami Systemu. Z prostej, choć skrupulatnej i ambitnej, agentki od segregacji noworodków stała się agentką specjalną.

Pakowała do kartonu swoje rzeczy, kiedy podeszła Janna .

– Tylko pogratulować.

Vera nie usłyszała szczerości w jej głosie, ale i tak grzecznie podziękowała.

– Jednak opłaca się bujać po mieście z bogatym przystojniakiem.

Tego nie zamierzała zostawić bez komentarza.

– Zazdrość, małostkowość, głupota. Myślałam, że stać cię na więcej, agentko Amaro.

To mówiąc, Vera wzięła karton i ruszyła w stronę wyjścia. Nie zamierzała wdawać się w miałkie dyskusje. Może i Nigo miał jakiś wpływ na jej awans, ale nie umniejsza jej to jako agentce. Była dobra, skuteczna. Aby się rozwijać, powinna korzystać ze wszelkich sprzyjających jej okoliczności.

Na szóstym piętrze, w swoim nowym biurze, poznała partnera – agenta specjalnego Hasnovę. Zgarbiony, marszczył czoło i przechadzał się powoli, jakby właśnie wstał od sterty papierów, w których cierpliwie szukał przekrętów. Na widok Very szczerze i szeroko się uśmiechnął.

– Witam w naszej Jaskini!

Nie dostała zbyt wiele czasu na zapoznanie się z nowym miejscem. Na nowym biurku czekała już na nią teczka. Hasnova krótko przedstawił jej sprawy:

– Jozef Silber. Oficjalnie właściciel kilku aptek. Musimy przeanalizować cały jego cash flow. 

– O co jest podejrzewany?

Vera patrzyła na zdjęcie Silbera. Ostry nos, blada skóra, krótkie włosy. Gwiazda Dawida na klapie marynarki. Wygląd typowego urzędnika.

– Nieoficjalnie jest Redaktorem. Musimy to tylko udowodnić.

– Coś mamy na niego?

– Jest Żydem, nie? Musi więc coś kręcić.

W czasach, gdy światem rządziła logika i statystyka, religia odeszła na bardzo daleki plan. Żydzi byli ostatnią grupą, która deklarowała jakąkolwiek przynależność wyznaniową – przynajmniej oficjalnie. Buntowali się, gdy powoli odsuwano ich od stanowisk w bankach, finansach i polityce. W ich przypadku wskaźnik Obciążonych był po prostu bardzo duży. Przeszłe pokolenia dyskwalifikowały obecne. Została im jedynie religia, choć z biegiem czasu synagogi nie były już tak zapełnione. System zostawił ich selekcji naturalnej.

Praca przy tabelkach zajęła Verze kilka godzin. Czuła satysfakcję. Miała już kilka wniosków i chciała je przedyskutować z Hasnovą kolejnego dnia. W drodze powrotnej wstąpiła do restauracji Raus’House. Menadżer sali znał ją już dobrze. 

– Dzień dobry, pani Vero. Pan Nigo jest u siebie.

Leżał na kanapie. Spał. Podeszła i pocałowała go w czoło. Nigo nawet nie drgnął. Znalazła koc i troskliwie przykryła ukochanego. To musiał być intensywny dzień. Widziała, że pod paznokciami miał jeszcze zaschniętą krew. Biedny nawet nie dał rady ich dokładnie wyszorować.

Koniec

Komentarze

Cześć!

No i dobrze to wyszło. Obracam się w takich klimatach, są mi bliskie.

Wcześniej czy później ludzie będą mieli pokusę naprawiania naturalnych predyspozycji. Dziś jest to nieetyczne, bo źle się kojarzy. 

Bardzo ciekawy świat i chyba dość prawdopodobny.

Pozdrawiam!

Nie do końca łapię, o czym mowa – brak szerszego kontekstu. Cóż, fragment…

Grzebanie w genach faktycznie obecnie źle się nam dzisiaj kojarzy, ale, gdyby mieć pewność co do czystości celów i metod, plus, oczywiście, pełną wiedzę, co o czym decyduje, mogłoby owo grzebanie ustrzec przed taka czy inną własnoręcznie zmajstrowaną apokalipsą.

Piszę o genach, bo, cytuję: Dzięki mapowaniu mózgu mogli sprawdzić, jaki ślad informacyjny zostawiły poprzednie świadomości. Koniec cytatu. Pytanie: jak rozumieć ,,poprzednie świadomości’’? czyje świadomości? w jaki sposób pozostawiają ślady?

Czy serwis działa? Przy próbie dodania opowiadania pojawia się błąd 500

https://www.wattpad.com/story/406199428-chadowy-pamiętnik

Grzesiek,

dzięki za komentarz. Mam nadzieję, że kolejne części również przypadną do gustu :) o ile kiedyś uda się je opublikować :p

 

Adam,

Cóż, jest to fragment, więc nie mogłam skupić się na opisach działania tego świata. Na wszystko przyjdzie czas.

 

pankovski,

nie działa wrzucanie nowych tekstów i nie wiadomo, kiedy zadziała.

Nowa Fantastyka