- Opowiadanie: Arowana - Śluz i Wyrok Mokoszy

Śluz i Wyrok Mokoszy

W puszczy Brzozowian zabawa w chowanego nie kończy się odnalezieniem przyjaciela, lecz spotkaniem z głodem, który drzemie pod kożuchem rzęsy. Gdy bies ze starorzecza sięga po krew niewinnych, kapłanka Velesława musi zapłacić cenę, której nie przewidują żadne modlitwy. Czy wezwanie Mokosz to ratunek, czy początek wojny bogów?

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Śluz i Wyrok Mokoszy

I. Puszcza, która chłonie

Zabawa w chowanego była błędem. W puszczy Brzozowian drzewa nie pilnowały dzieci – one je chłonęły. Mila biegła przez paprocie, które cięły jej ramiona jak małe, zielone brzytwy. Śmiech Velesławy dawno ucichł, zastąpiony przez miarowe, dławiące bicie serca Mili.

Zgubiła się. Las wokół niej stał się obcy, wykrzywiony, pełen próchniejących pni, które przypominały szkielety olbrzymów. Mila intuicyjne parła tam, gdzie ziemia stawała się miękka i cuchnąca – wiedziała, że woda prowadzi do grodu. Nie wiedziała jednak, że prowadzi też prosto w objęcia tego, co gnije pod powierzchnią.

Velesława stanęła na polanie, a ból przeszył jej skronie niczym rozżarzona igła. To nie było przeczucie. To było szarpnięcie za samą duszę. Czuła chłód, który nie należał do lasu – metaliczny, śliski chłód głębiny. – Mila! – krzyknęła, ale las tylko odbił jej głos, dławiące go echem. Rzuciła się w stronę rzeki, a mrok między drzewami zdawał się gęstnieć z każdym jej krokiem.

II. Bies w starorzeczu

Mila dotarła do brzegu. Woda w tym miejscu była czarna, pokryta grubym kożuchem rzęsy i bąblami gazu bagiennego. Chciała obmyć twarz, ale gdy tylko nachyliła się nad taflą, z toni wyłoniła się twarz. Skóra Wodnika była przeźroczysta, napięta na czaszce niczym mokry pergamin, a z jego oczodołów wpatrywały się w nią dwie zgniłe śliwki pozbawione powiek.

Zanim zdążyła nabrać tchu, lodowata dłoń pokryta śluzem zacisnęła się na jej gardle. Bies wciągnął ją do wody jednym, potężnym szarpnięciem. Mila poczuła na sobie jego ciężar – mokry, zimny i cuchnący rybimi flakami.

Wodnik śmiał się, a był to dźwięk rzygania mułem. Jego palce wbijały się w jej młode ciało, zostawiając sine, piekące ślady. Wodorosty, ożywione jego wolą, oplotły nogi Mili niczym mokre powrozy, ciągnąc ją w dół, tam gdzie światło słońca zamieniało się w brudną zieleń.

Puść ją, ty ścierwo! – Velesława wypadła z gęstwiny. Jej oczy płonęły błękitem zimnego gniewu.

Wodnik uniósł Milę ponad wodę, trzymając ją za szyję jak trofeum. Wygiął bezwargie usta w drwiącym uśmiechu. – Zbyt późno, kapłanko… – zasyczał, a z jego szczelinowatych nozdrzy wypłynęła czarna maź. – Ta krew jest słodka. Będzie karmić dno przez sto lat.

III. Manifestacja Matki

Velesława poczuła, że jej własna moc to za mało. Padła na kolana, wbijając palce w błotnisty brzeg, szukając pomocy u jedynej siły, która mogła tu rządzić.

Wtedy powietrze stało się ciężkie od zapachu rodzącej ziemi i świeżego grobu. Obok Veli, wyłaniając się z samej darni, stanęła Mokosz. Nie była piękna. Miała postać kobiety o skórze z czarnego humusu, z włosami będącymi splotem korzeni i dżdżownic. Położyła dłoń na głowie Velesławy, a przez dziewczynę przepłynęło uderzenie tak surowej mocy, że krew zaczęła jej lecieć z nosa.

Velesława uderzyła dłońmi o taflę wody. – ZRYJCIE GO! – zawyła.

Wodorosty, które jeszcze przed chwilą służyły biesowi, nagle stwardniały. Ich łodygi pokryły się kolcami twardymi jak krzemień. Zamiast dusić Milę, rzuciły się na Wodnika. Dziesiątki zielonych pędów wbiły się w jego przeźroczystą pierś, rozpruwając śluz i wchodząc głęboko w trzewia. Bies zawył nieludzkim głosem, gdy rośliny zaczęły pić jego własną, mętną posokę.

Korzenie olch, potężne i sękate, wystrzeliły z dna, owijając się wokół gardła Wodnika. Zaciskały się z suchym chrzęstem, miażdżąc chrząstki demona. Wodnik próbował walczyć, ale ziemia i rzeka zwróciły się przeciwko niemu.

Mila została wypluta na brzeg, kaszląc mułem i krwią. Leżała w błocie, dygocząc, podczas gdy wodorosty ostatecznie wciągnęły biesa w głębinę, rozrywając jego ciało na strzępy pod powierzchnią.

IV. Próg grodu i ciężar bogów

Mokosz zniknęła, zostawiając po sobie jedynie ciszę i zapach mokrej gliny. Velesława dopadła do Mili, tuląc ją do siebie. Obie były umazane w czarnej mazi i krwi biesa. Velesława spojrzała na rzekę – wiedziała, że to nie była tylko walka o życie przyjaciółki. To był znak, że bogowie zaczęli używać ich ciał do własnej wojny.

Gdy wyłoniły się z cienia drzew przed grodem, słońce barwiło dym z palenisk na krwawy kolor. Strażnicy zamarli na widok pękniętych naczyń w oczach Velesławy. Na środku majdanu czekał Sambor. Stał nieruchomo, a w jego spojrzeniu tliło się bolesne zrozumienie, które wyniósł z nauk swojego ojca, starego wilka.

Mokosz wydała wyrok – powiedziała Velesława, a jej głos był chropowaty od zaschniętej krwi.

Sambor położył ciężką dłoń na jej ramieniu. Wiedział, że od tej nocy ogień w świątyni nie będzie już taki sam. Puszcza Brzozowian odebrała im niewinność, zostawiając w zamian moc, która była zarówno darem, jak i przekleństwem.

Koniec

Komentarze

4590 znaków, to jeszcze szort nie opowiadanie. Zmień tam sobie. Pogmatwałaś trochę z tymi potworami. Bies, a Wodnik to dwie różne istoty. Pozatym czytało się przyjemnie. Opisy walki ładne. Troszkę czuję niedosyt na końcu, tu bym troszkę rozbudowała. Pozdrawiam.

Witaj. :)

Całkowicie popieram zdanie CZARNEJ2. Widzę, że jesteś tu kilkanaście lat, lecz kategoria, dialogi oraz kolejne rozdziały są błędnie zapisane, zatem może warto spojrzeć znów do PORADNIKÓW. :)

Pomysł jest ciekawy i zachęca do poznania tego niezwykłego świata, ale został zbyt pobieżnie opisany, jakbyś pokazała streszczenie części rozdziałów jakiejś obszernej powieści fantasy. Dostrzegam też przesyt zdań ilością zaimków, szczególnie osobowych. 

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :) 

Pecunia non olet

Dziękuję za komentarz, to miał być szort. Pewnie rubryki pomyliłam. Odnosząc się do hierarhii mitologii słowiańskiej bies i czort to były potężne duchy zła i to pośrenictwem właśnie wodnika, południcy czy rusałki nękali śmiertelników. Mówi o tym praca Aleksandra Gieysztora, tu cytat "w sferze demonologii chrześcijaństwo dokonało uproszczenia: dawne duchy przyrody zostały zepchnięte do wspólnego worka z etykietą bies lub czart" i tak wodnik stał się biesem wodnym.

Dziękuję za komentarz, to miał być szort. Pewnie rubryki pomyliłam. Odnosząc się do hierarhii mitologii słowiańskiej bies i czort to były potężne duchy zła i to pośrenictwem właśnie wodnika, południcy czy rusałki nękali śmiertelników. Mówi o tym praca Aleksandra Gieysztora, tu cytat "w sferze demonologii chrześcijaństwo dokonało uproszczenia: dawne duchy przyrody zostały zepchnięte do wspólnego worka z etykietą bies lub czart" i tak wodnik stał się biesem wodnym.

@Arowana

Przeczytaj jeszcze raz co cytujesz. 

Pogrubię Ci:

w sferze demonologii chrześcijaństwo dokonało uproszczenia: dawne duchy przyrody zostały zepchnięte do wspólnego worka z etykietą bies lub czart

 

Jak słusznie zauważyła @CZARNA2

 

Bies, a Wodnik to dwie różne istoty.

 

To walczące z pogaństwem chrześcijaństwo je zrównało, nie Słowianie.

 

Co do samego tekstu… bądź łaskawa oznaczyć, z jakiej SI korzystałaś i na przyszłość, albo zainwestuj w lepszy model, albo dopracuj nieco prompt, albo – najlepiej – poddaj tekst wypluty przez sztuczną inteligencję przynajmniej minimalnej obróbce (jak sama nie umiesz, można wrzucić do innej sztucznej inteligencji, albo nawet do tej samej, by nieco to dopracowała).

 

Rozumiem, że korzystanie ze sztucznej inteligencji do tworzenia tekstów staje się powoli standardem, zresztą sam to przewidywałem parę lat temu – jednak mimo wszystko chciałbym zostać o tym poinformowany – nie unikniemy tego, podobnie jak telefonów od uroczej Klary Sobieraj.

 

Zobacz, jak sam zrobiłem z tekstem, który został wygenerowany (w dużej części) przez sztuczną inteligencję → Czosnek, gra paragrafowa ← nikt nie ma wątpliwości, że to SI, a i tak czytali.

 

Naprawdę – nie mam nic przeciwko tworzeniu tekstu przez SI – ale niech to będzie tekst dobrej jakości a nie po prostu pierwsze co bot wypluł w odpowiedzi na bardzo słaby prompt.

 

Pozdrawiam serdecznie i życzę bardziej udanych promptów w przyszłości!

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Szanowna Autorko, i ja dziękuję, pozdrawiam. :) 

Pecunia non olet

Arowana Zgodziłabym się jedynie z twierdzeniem, że bies i czort to złośliwe złe istoty. I tylko z nim.

Ponieważ bies to demon leśny zamieszkuje lasy, bagna. Istota z kopytami, rogami, krzaczastymi brwiami. Często kojarzony z czartami lub diabłami, zamieszkuje odludne tereny.

Wodnik lub utopiec zamieszkuje jeziora, stawy, studnie. Często przedstawiany jako zarośnięty wodorostami człowiek. Nęci ludzi świecidełkami by wciągnąć ich pod wodę.

Pierwsze słyszę o biesach wodnych.

Południca jak sama nazwa wskazuje, pojawiała się w lecie, w południe na środku pola, zwana również babą o żelaznych zębach. Uważano, że była to kobieta zmarła tuż przed ślubem.

Rusałka to demon wodny, podobnie jak często mylona z nią brzeginia, strzegąca brzegów i skarbów.

 

Chrześcijaństwo uprościło wiele starych wierzeń. Niektóre całkowicie wymazało. Na szczęście, teraz powolutku zostają one odnajdywane i to jest bardzo fajne.

 

 

 

 

 

Nowa Fantastyka