- Opowiadanie: Prestidigitator - Opowieści z Verdis: (nie)Długa Droga w dół

Opowieści z Verdis: (nie)Długa Droga w dół

Chciałem zgłębić co się dzieje z osobami, które z jakichś powodów trafią do slumsów Verdis (mój świat sci-fi) i niestety wyszedł mi bardziej dramat społeczny / obyczajówka.

Jednocześnie mam postanowienie publikowania raz w miesiącu i niestety nie mam gotowego nic poza tym, więc lojalnie uprzedzam, że mało tu Sci-fi.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Opowieści z Verdis: (nie)Długa Droga w dół

Kara kręciła głową i szeptała „Nie możemy tak skończyć. Dlaczego akurat my?”, stojąc przed karykaturą domu, w której miały teraz mieszkać. Budynek wyglądał, jakby ktoś go już kiedyś zburzył i zapomniał posprzątać. Praktycznie tylko cud sprawiał, że chałupa nie zawaliła się pod własnym ciężarem. 

Jeszcze w niedzielę gotowały wspólnie obiad w mieszkaniu na uboczu miasta. Ceniły z córkami spokój, to był obszar poza zwykłym miejscem walk między bohaterami a złoczyńcami. W jednej chwili przyprawiały zupę, a w następnej rozdzierający uszy huk. Wszystkie okna eksplodowały, a fala ciepła podpaliła firany i meble. Ogień w parę sekund lizał tapety na ścianie i był nie do ugaszenia.

Stały teraz we trzy przy ścieżce i żadna z nich nie mogła się zdobyć na pierwszy krok. W końcu Marta wzięła mamę pod rękę, złapała siostrę pod drugą i zaczęły wspólny spacer. 

– Ja nie wiem, czy moje serce to wytrzyma, tam miałyśmy wszystko, tutaj zaczynamy od nowa. – Głos Kary łamał się co drugie słowo. – Przecież bohaterowie mieli nas chronić. Po to są. A teraz… A teraz…

Tym razem łzy popłynęły niezatamowane. Kobieta zachwiała się i tylko wsparcie starszej córki sprawiło, że nie upadła. Felicja wyrwała się z rąk siostry i podbiegła z drugiej strony matki. Wesołym głosem zaświergotała:

– Przejdziemy przez to razem mamo. Rząd na pewno nas tak nie zostawi. Znów będziesz mogła zmuszać nas do zabierania wszędzie tych twoich słynnych kanapek.

Kara uśmiechnęła się do dziewczyny zza zamglonych oczu. Mocniej ścisnęła ręce córek i wróciły do powolnego niczym marsz żałobny spaceru ku przyszłości.

 

*** 

 

Wyglądając z okna swojego nowego domu, Kara widziała zasadniczo wszystko, co działo się na granicznej ulicy dzielnicy robotniczej i jej dzielnicy slumsów. Kobieta nie była z tego powodu szczęśliwa. To była jedna z najbardziej uczęszczanych dróg, a każdy mógł też patrzeć, co dzieje się u nich w środku. Tylko co mogła zrobić? 

Znalazła stare doniczki i rozsadzała kwiatek, którego dostała od przyjaciółki. W nowych, za dużych naczyniach podzielona roślina wyglądała biednie. Dosłownie mały pęd ledwie wystający z ziemi. Ale przynajmniej będzie coś rosło. Po jednej doniczce na każdy parapet. Kobieta kiwnęła do siebie głową z zadowoleniem. 

Po eksplozji zostały przywiezione przez agentów do dzielnicy slumsów i zajęły pierwsze dostępne lokum. A Kara planowała zrobić z tego nieskładnego zbioru cegieł Dom. Może Rząd odbuduje kiedyś zniszczony blok. Nie zamierzała czekać. Ludzie w slumsach prędzej umierali, niż doczekiwali się starego życia. Poza tym praca fizyczna pomagała nie myśleć. Z determinacją zaczęła wycierać parapet.

„Trzeba doprowadzić to miejsce do użytku, dla córek”.

Z rozmyślań wyrwała ją Marta.

– Mamo, nie wiem, jak to powiedzieć, więc prosto z mostu. –Mimo zapewnień zrobiła jeszcze łyk wody, drugi, odstawiła szklankę. W końcu na jednym tchu wyrecytowała: – Musisz wrócić do pracy. Potrzebujemy pieniędzy. Jedzenia. 

Starsza kobieta pokiwała głową. Wiedziała, że sprzątanie ich nie utrzyma. Straciły wszystko i nie mogła sobie pozwolić na rozpacz, ale tak bardzo nie miała chęci znosić współczujących spojrzeń współpracowników. Spojrzeń, które z czasem przerodzą się w pogardliwe, przez to, gdzie musi mieszkać.

– A może poszukam czegoś bliżej? Planowałam zmianę, pamiętasz?

– Nie zepnie nam się to. Potrzebujemy twojej korpo wypłaty, przepraszam. 

Matka zerknęła na dziewczynę przez ramię, po czym oparła się ciężko na parapecie. Korporacja sterowana przez państwo miała bezpieczne etaty. Względnie. Musiała wytrwać. Dla rodziny.

– Moja praca na kasie nie wystarczy – kontynuowała dziewczyna, rozluźniając ramiona i masując szyję. – Felicja wyszła szukać. Minął tydzień, a już zaczyna brakować wszystkiego.

– Biedna Feli, od razu wrzucona w młyn – Kara mechanicznie zaczęła sprzątać ziemię z parapetu. – Z nowym adresem nie będzie łatwo, wszelkie normalne prace odpadają. 

– Takie życie. – Głos córki był ostry, jakby wypluła ostatnie słowa. Podeszła do matki, złapała za ścierkę i już opanowanym tonem dodała: – Daj, pomogę. 

 – Dziękuję, córciu. – Kara westchnęła przeciągle, błądząc wzrokiem po ludziach za oknem.

Wszystko będzie dobrze. Musi.

 

***

 

Felicja wróciła wczesnym rankiem z wypiekami na twarzy. Trzasnęła drzwiami tak, że pączki na niedawno przesadzonej roślince aż zadrżały.

– Mam gotówkę! Zjemy coś i może nawet opłacimy prąd! – krzyknęła od wejścia z ekscytacją godną osiemnastolatki. Machała przy tym plikiem banknotów.

Marta i Kara wstały jednocześnie. Do tej pory cicho rozmawiały przy stole kuchennym. 

– Jak… skąd? – wydukała starsza córka, patrząc na siostrę z otwartymi ustami.

– Znalazłam pracę. I to super dobrze płatną! 

Kara zmarszczyła czoło i ruszyła objąć dziewczynę.

– Gdzie córeczko? – Odsunęła ją na długość ramion, aby widzieć twarz. 

– Czy to istotne? – odpowiedziała i uciekła wzrokiem. – Można powiedzieć, że jestem trochę kelnerką. A my mamy wreszcie pieniądze! Może zjemy coś dobrego!

– Ja… – w matce zamarło serce. Od miesięcy dojeżdża do pracy i nie miały z tego większego pożytku oprócz podstawowego jedzenia i opłacenia co jakiś czas któregoś z rachunków. Gdzie można zarabiać aż tyle za zwykłe stanowisko kelnerskie? I dlaczego wróciła rankiem? – Córciu, może też się zatrudnimy? Co to za lokal? Gdzie? 

Felicja wytrzeszczyła oczy, po czym szybko przybrała obojętny wyraz. 

– To było bardziej dorywcze, nie sądzę, żeby było aż tyle zadań. – Kłamała. Kara widziała drgający kącik ust.

– Może chociaż tam do ciebie wpadniemy?

 – Nie wiem, to taki niszowy lokal. Może kiedyś was tam zabiorę.

„Co zrobiłaś, córciu?”, pomyślała matka ze strachem. Zaraz jednak uspokoiła się w myślach. Dobrze wychowała dziewczynki, nie zrobiłyby nic głupiego. Na pewno. 

Postanowiła na razie cieszyć się chwilą ulgi. Wyjęły z lodówki kurczaka, którego miały dzielić przez tydzień i zjadły na raz, świętując. 

Marta gratulowała siostrze i się uśmiechała, ale była też bardzo blada, a zaciśnięte pięści bielały na knykciach. Kara podejrzewała, że to po prostu lekka zazdrość i położyła dłoń na ręce córki. 

– Wszystko w porządku Martusiu? Wydajesz się przygaszona? 

– Tak. Jest ranek. To duże wieści. Nic mi nie jest. – Pokręciła głową i wstała gwałtownie od stołu, szurając krzesłem po podłodze. 

Felicja spojrzała na siostrę z uniesionymi wysoko brwiami, ale milczała, dźgając widelcem resztki po posiłku.

– Muszę iść do pracy, dzisiaj mam szesnastkę – kontynuowała Marta, zbierając naczynia ze stołu.

– Oj, no tak. To straszne, ale przynajmniej jutro wolne? Wstąpiłabyś do urzędu dowiedzieć się, czy coś będą już robić z naszym domem? 

– Jasne mamo. Postaram się też ogarnąć zawiasy, dawno mam to na liście. 

Córka szybko umyła jeszcze talerze, po czym ruszyła się szykować. 

 

***

 

Najgorsze w nowym życiu było, że nie spędzały już razem czasu. Kara martwiła się o córki, ale nie miała okazji porozmawiać. Młodsza pracowała głównie nocami i przez większość dnia spała, a ze starszą się rozmijały. Jedynie bardzo długie pędy roślinki na parapecie wskazywały, że czas nadal płynie i nie tkwią w niekończącej się pętli obowiązków i pracy.

Mimo natłoku kobieta ceniła wspólne niedzielne popołudnia. Gotowały wtedy jak za starych, dobrych czasów. Już od rana nie mogła spać, tego dnia miały świętować dwudzieste urodziny Feli. Postanowiły z tej okazji zaszaleć i upiec tort.

– Jak tam w tej twojej pracy – zapytała Kara młodszą córkę, gdy mieszały ciasto na biszkopt. – Może zwolniły się miejsca i dla nas? 

– Pytałam, ale nie bardzo. Ja dużo wnoszę i na razie nie musieli nikogo więcej zatrudnić. – Usta dziewczyny nie drgnęły, patrzyła matce prosto w oczy i się uśmiechała. – Dostałam nawet propozycję podwyżki. Wiązałoby się to z dodatkowymi obowiązkami, ale przynosiłabym może ze dwa razy więcej.

– To… byłoby zbawienne. – Kara zerknęła na nieotwartą kopertę leżącą na blacie kuchennym. Wiedziała, co tam znajdzie, kolejne wezwanie za czynsz. Czynsz! Za to, że zniszczyli im dom! I jeszcze odrzucali odwołania, których nie miała kiedy składać. Głośno sapnęła, ale zaraz się opanowała. Nie zepsuje urodzin frustracją. 

– To niesamowite córciu – kontynuowała. – Jeżeli postanowisz przyjąć ofertę, to serdeczne gratulacje. Z czym wiązałyby się nowe obowiązki?

– Zapewniałabym rozrywkę, w sumie. Myślisz, że powinnam to zaakceptować? – Popatrzyła na matkę, przerywając na chwilę pracę. 

Wzrok kobiet się skrzyżował. Kara wyczytała z oczu córki smutek, może rezygnację, ale odwróciła się, kontynuując mieszanie.

– Córciu, rób to, co cię uszczęśliwi. Ale nie powiem, przydałyby nam się dodatkowe pieniądze. Niby mamy na rachunki, ale ledwie starcza na jedzenie, a ja i Marta ciągle jesteśmy w dojazdach.

– Ja też dostałam ostatnio kolejne cięcie – wtrąciła nagle starsza córka. Do tej pory milczała, mieszając w skupieniu krem. – Mój szef leci w kulki, zna moją sytuację. Wie, że się nie zwolnię.

– To straszne! – Karę aż zatkało. Zauważyła, że Marta unika wzroku. – Trzeba to zgłosić do Administracji, naskarżyć! Zwykle coś robią, nie chcą, żeby ktoś się dorobił.

– Wczoraj o tym nie mówiłaś – zmarszczyła brwi Felicja. – A przecież nie miałaś zmiany.

– Nie, nie, nie trzeba skarżyć, sama to zrobię jak coś – wyrzucała z siebie Marta. Słowotok zlewał się prawie w jedno. – A poza tym już złożyłam skargę i dlatego pewnie dostałam cięcie. Nie mówiłam, bo nie chciałam martwić. Nie mogę kolejnego dostać, na razie wezmę po prostu więcej godzin, ale Feli, dobrze by było, gdybyś zaakceptowała podwyżkę, bo będę przynosić mniej.

Siostry popatrzyły na siebie i tym razem to młodsza opuściła głowę. Przez chwilę w kącikach oczu Felicji pojawiły się łzy, które zbiła gwałtownym mruganiem. Podniosła głowę i hardym głosem ogłosiła:

– Dobrze, macie rację. Zaakceptuję ofertę.

Marta uśmiechnęła się i odetchnęła. Do nosa Kary doleciał delikatny zapach… chmielu? 

„Jedno piwo pewnie jej nie zaszkodzi”.

 

***

 

– Od urodzin Feli zachowujesz się dziwnie Martusiu, co się dzieje? 

Kara kończyła właśnie rozsadzanie ich roślinki do nowych doniczek. Przypomniała sobie, jak prawie trzy lata temu dzieliła ją po raz pierwszy i poczuła dumę. Jej pielęgnacja działała! Otarła czoło, zdjęła fartuch i odwróciła się w stronę córki, która właśnie kończyła przygotowywać obiad.

– Czy to przez to, że twoja siostra już z nami nie jada?

– Niech sobie pracuje, więcej jedzenia dla nas – parsknęła Marta. Usiadła do stołu, gdzie dołączyła do niej matka. – Jestem zmęczona, tyle.

– Rozumiem cię, czasem muszę się zatrzymać, idąc na przystanek – bezwiednie pomasowała górę klatki piersiowej – bo zaczyna brakować mi tchu. Starzeję się.

– No co ty mamo, jesteś jeszcze młodziutka. Widziałam dzisiaj, jak skaczesz po tej kuchni jak młody źrebak.

Uśmiechnęły się do siebie i zaczęły chichotać niczym para nastolatek opowiadająca sobie nieprzyzwoite żarty. Stopniowo ich delikatny rechot przerodził się w pełnoprawny wybuch i kobiety aż łapały się za brzuchy, nie mogąc powstrzymać kolejnych fal niekontrolowanej wesołości. W pewnym momencie Marta spadła wręcz z krzesła, co spowodowało chwilę przerwy i jeszcze większy spazm u obu kobiet.

– Tego nam było trzeba. – Kara otarła łzę, gdy już trochę się uspokoiły. – Stary, dobry, porządny lek na wszystko, śmiech. 

– Muszę przyznać – odpowiedziała córka, zbierając się z ziemi. Podeszła przy okazji do kredensu, wyciągając z niego wino, o którego istnieniu Kara nie miała pojęcia. – Dobrze się tak pośmiać. Dawno już nie czułam się taka wolna. Chcesz? 

– Nie, dziękuję. Nasza sytuacja… Dobrze, że Fela dużo zarabia, bo inaczej byłybyśmy w ciemnicy.

Marta momentalnie się spięła. Całe rozluźnienie wyparowało i wyjrzała przez okno, udając, że nie usłyszała ostatniego zdania. Nalała sobie wina po same brzegi kubka i wypiła go jednym haustem, po czym powtórzyła to po raz drugi. Kara uniosła brwi i delikatnie chwyciła córkę za dłoń, gdy nalewała sobie trzecią szklankę. 

– Hej, hej, córuś, mów do mnie, co się dzieje. Jesteś zazdrosna o siostrę? 

– Może trochę – wymamrotała, krzywiąc się lekko. – Nie chcę być małostkowa, ale mam wrażenie, że wszystko ostatnio kręci się wokół niej.

– Spójrz na mnie. To nie prawda. Jesteśmy w tym razem, pamiętaj! Z czasem wszystko się ułoży, tylko odzyskajmy stary dom. 

– Tak, tylko że widzę, jak bardzo pieniądze nas pochłaniają, wyliczamy każdą złotówkę zamiast żyć! A poza tym powinnam zarabiać więcej niż Feli, jestem starsza.

– Ale to nie ma znaczenia, kto przynosi więcej, działamy razem! 

Młodsza kobieta tylko lekko się zgarbiła i wzruszyła ramionami. Wróciła do dźgania swojego posiłku widelcem i resztę obiadu odpowiadała już na zadane pytania krótko, bez widocznej chęci kontynuowania rozmów. 

Gdy zaczęła sprzątać ze stołu, każąc jednocześnie matce odpoczywać, do domu wróciła Felicja i od progu zawołała: 

– Patrzcie, co przyniosłam! 

Weszła na środek mieszkania w butach, roznosząc piasek i kawałki błota, na co Marta z otwartymi z oburzenia ustami wskazała dłonią. Kara nie zauważyła gestu, tylko wpatrzona była w papierową torbę, jak gdyby ta zawierała lek na wszystkie problemy.

Młodsza córka wyciągnęła na środek stołu nową gofrownicę, na co matka aż przyklasnęła.

– Córuś, od razu zróbmy gofry! Jak ja chciałam to znowu mieć w arsenale! – Wstała i zaczęła się krzątać. – Skąd masz taką maszynę?

– Kolega mi dał, opowiedziałam mu, że mieliśmy takie coś w dawnym życiu. – Felicja uśmiechnęła się promiennie. – Nawet trochę większą premię dostałam!

– To musi być dobry kolega! – Posłała Feli znaczący uśmiech, na co dziewczyna lekko się zarumieniła.

– Tak, Max jest super! To niby mój szef, ale… Może powinnyśmy za premię opłacić trochę czynszu? – Zmieniła szybko temat, co Kara zauważyła z rozbawieniem. Odkąd ojciec zniknął z ich życia, córka zawsze podobnie reagowała tak na starszych mężczyzn, którzy okazywali zainteresowanie. 

– To dobry pomysł córciu!

Rzuciły się we dwie do przygotowań ciasta, wyciągając miski i składniki.

– Feli, a ile masz tej premii? Opłaćmy czynsz i prąd na następny miesiąc, chociaż to będziemy mieć z głowy. Potem zostanie nam tylko woda, co wy na to? – Marta patrzyła na kobiety, zmywając cicho naczynia. Jej głos zmienił się całkowicie, brzmiała w nim teraz nuta napięcia, niepewności, a może… złości? Nie patrzyła w ich stronę. W skupieniu szorowała talerz za talerzem.

– Raczej myślałam, żeby opłacić czynsz i ewentualnie zostawić resztę na czarniejszą godzinę, co o tym sądzisz mamo? 

– Tak, przyda nam się coś mieć na zapas, żeby opłacić najpilniejsze rzeczy, dobry pomysł Feli. – Pocałowała młodszą córkę w czoło, nachylając się nad miską. – Martuś, pozamiatasz proszę podłogę, jak skończysz? Strasznie się tu naniosło.

Mieszając ciasto i słuchając opowiadań o Maxie, starsza kobieta obserwowała, jak Marta bierze szczotkę i zaczyna doprowadzać podłogę do porządku. Dziewczyna poruszała się metodycznie, ale zaciśnięte usta i nienaturalna bladość wskazywały, że się gniewa. Tylko Kara nie miała pojęcia za co. 

Ich spojrzenia się skrzyżowały i córka odwróciła wzrok z grymasem.

– Martuś, chodź, pomożesz nam z tymi goframi, bez ciebie nie damy rady! – wykrzyknęła Kara, siląc się na wesoły ton, chociaż coś ścisnęło ją w żołądku na całą tę scenę. 

Felicja na sekundę przerwała mieszanie ciasta, ale nic nie powiedziała. Starsza córka tylko wzruszyła ramionami i odłożyła miotłę.

– Głowa mnie boli, idę się przespać. 

– Ale zaraz będą gofry! Już pierwsza partia się piecze! 

– Nie dzisiaj.

Wyszła przygarbiona, nie oglądając się za siebie. Usłyszały trzask drzwi z głębi domu.

 

***

 

Kara leżała na kanapie, tej samej, którą parę miesięcy temu znalazły na śmietniku i przytargały do domu. Jeszcze niedawno taki mebel przyprawiłby kobietę o dreszcze, a teraz dziękowała losowi, że mogła wygodnie się położyć. Z głębi domu usłyszała drzwi pokoju młodszej z córek. Ach, czyli już koło południa.

Usiadła z jękiem, któremu towarzyszyły strzykające stawy i z zaniepokojeniem przyjrzała się roślince. Jedna część nie przyjęła przesadzenia zbyt dobrze i po paru miesiącach zaczęła umierać. Teraz ponad połowa liści była całkowicie pożółkła albo nabierała dziwnego koloru. 

Starsza kobieta westchnęła cicho. Obiecała sobie, że dzisiaj zajmie się kwiatem, ale chyba nie czuła się na siłach. Zaczęła się podnosić, akurat w momencie, gdy z korytarza wyłoniła się Felicja z jakimś starym, siwym mężczyzną.

– O. Mamo. Co tu robisz? – Córka wydawała się szczerze zdumiona. W sumie nic dziwnego, Kara powinna być w pracy albo w urzędzie. Jak codziennie odkąd się wprowadziły.

– Dostałam urlop i postanowiłam dać sobie odpocząć. – Zaczęła masować obolałe kolana. – Kim jest twój kolega? To ten słynny Max?

– Nie, w życiu! Nikim. Właśnie wychodził. – Felicja zarumieniła się i dosłownie wypchnęła mężczyznę za drzwi, tak, że potknął się na progu. Zerknął za siebie, marszcząc czoło, ale nic nie powiedział, tylko skierował się do dzielnicy robotniczej. – To dzisiaj jesteśmy w komplecie. Marta śpi, zostawiła uchylone drzwi.

– Ostatnie parę tygodni nie udało nam się złapać wspólnie nawet na parę godzin. – Kara postanowiła nie dopytywać o towarzysza córki. Ostatnio widywały się coraz rzadziej i nie chciała spędzić tego czasu na potencjalnej kłótni. A przecież kolegów można mieć w różnym wieku. – Co byś powiedziała, żebyśmy zrobiły wspólną kolację? 

– Nie mogę, mam… Max kazał mi być w pracy, ostatnio nie wyrabiam normy. Zaraz wychodzę. 

W głosie Felicji brzmiała nuta rozżalenia. Miała podkrążone oczy i siniak na policzku, przykryty warstwą pudru, co Kara spostrzegła dopiero teraz. Widząc stan córki, mocno ją przytuliła.

Młoda kobieta na chwilę cała się napięła, ale odwzajemniła uścisk. W końcu uśmiechnęła się smutno i pocałowała matkę w policzek.

– W niedzielę niestety też mnie nie będzie, przepraszam – rzuciła i zniknęła w korytarzu. 

Kara zacisnęła mocno powieki, tłumiąc napływające łzy. Zła na siebie i wszechświat, podeszła do czajnika, z zamiarem zaparzenia herbaty. Prawie upadła, gdy noga na chwilę zdrętwiała i odmówiła posłuszeństwa. Podparła się na krześle i czekała, aż kończyna znowu zacznie współpracować. Czuła, że organizm powoli się poddawał. Miesiące zlewały się w jedno. Nie pamiętała, kiedy ostatnio przespała całą noc. 

„Jestem tak zmęczona…”, pomyślała.

Aby się znów nie położyć i nie przeleżeć reszty dnia, poszła w stronę lokum starszej córki, którą to miała nadzieję namówić na wspólne spędzenie czasu.

Zaglądając przez drzwi, spostrzegła, że w pokoju panuje nieład, na który żadna z kobiet by sobie nigdy nie pozwoliła w dawnych czasach. Po podłodze walały się szklane butelki bez etykiet, natomiast sama Marta leżała na łóżku w poplamionym ubraniu. 

„Czy to są wymioty? Biedna córcia, musiała się czymś zatruć”.

Matce zrobiło się głupio. Wino. Butelki. Wymioty. Czemu oszukiwała samą siebie? Domyślała się, co się dzieje, widziała. Ale była taka zmęczona. Tak. Bardzo. Zmęczona. 

Złapała za klamkę i powoli pociągnęła drzwi ku sobie. Zawahała się tuż przed zamknięciem i rozmytym wzrokiem spojrzała jeszcze na córkę.

Wróciła na kanapę się przespać.

 

***

 

– Ma’o, jezd coś do jedzenia? – wybełkotała Marta, wtaczając się przez frontowe drzwi. 

Doniczka z roślinką zachybotała się lekko, gdy Marta szarpnęła drzwiami. Kara zatrzymała wzrok na kwiatku zdecydowanie dłużej, niż musiała. Niedawno wyrzuciła przesadzony rok wcześniej szczep, gdy został sam suchy badyl. Niestety, tej roślince liście też już zaczynały żółknąć od dołu.

– Martuś? Powinnaś się szykować do pracy! – Wstała, czując ze zgrozą przenikliwy ból w kolanach i ukłucie w okolicy mostka. Najszybciej, jak pozwalało na to obolałe ciało, pokuśtykała w stronę korytarza. – Jesteś pijana – zauważyła zrezygnowana.

– Nie mao, nie jestem. – Córka wyprostowała się, podnosząc palec wskazujący do góry, ale zepsuła efekt parsknięciem. – Co mi srobią, zwolnią mnie? I tak mi płacą sa mało. Powinnam sarabiać więcej od Feli. 

Kara poczuła ciarki przechodzące jej po kręgosłupie. 

– Córciu, już o tym rozmawiałyśmy. Wiesz, że to nie ma znaczenia? – prawie wyszeptała. – Jesteśmy w tym razem. Wytrwałyśmy prawie cztery lata, wytrwamy i kolejne czterdzieści!

– Widzę, jak ją traktujesz, nie szukasz… o… oszkasz mnie! – Czknęła i weszła do domu w zabłoconych butach, kierując się prosto do lodówki. – A to ja zafsze harowałam, zafsze sprzątałam wrasając do domu.

– Chodź, ogarniemy cię trochę i pojedziesz do pracy. Jesteś mi potrzebna. – Popatrzyła na córkę błagalnym wzrokiem.

Dziewczyna nie zwróciła na to uwagi. Złapała parę półproduktów i skierowała się do pokoju. 

– Mam dzisiaj na południe – mruknęła na odchodne, spuszczając głowę. – Przeciesz pójdę, musiałam trochę się pobawić, to nic.

Odeszła szybkim krokiem i trzasnęła drzwiami niczym zbesztana nastolatka. 

Starsza kobieta stała jak wryta na środku korytarza przez parę chwil. Za ścianą było cicho, potem rozległo się gwałtowne szperanie w szufladach. Szczęk. Cisza. Skrzypnięcie zawiasów.

Marta wróciła. Stała w progu z głową lekko odchyloną do tyłu, pocierając palcem nad ustami. Pociągnęła nosem raz, drugi, trzeci. Szybko. Urywanie. Rzuciła mimochodem krótkie „Przepraszam”, po czym zniknęła w pokoju już na dobre.

„Przeziębiła się”, pomyślała matka, patrząc na błotną ścieżkę. Chwyciła mopa i zaczęła szorować podłogę. 

Szorowała ją jeszcze długo po tym, jak było zupełnie czysto.

 

***

 

Kara kroczyła ścieżką do domu, pod rękę z Felicją, prowadzona niczym tego nieszczęsnego dnia prawie sześć lat temu. Ze smutkiem zauważyła przez szybę, że nikt nie zadbał o roślinkę. Stała teraz cała uschnięta. Sucha łodyga z paroma ledwie trzymającymi się brązowymi liśćmi.

Starsza kobieta rozmyślała ze złością o koleżankach z pracy, które zaczęły wyśmiewać ją za nieporadność. Z tego, że nie potrafi wyprowadzić się ze slumsów. Wizyta bohatera, którego walka spowodowała sytuację, w której się znalazła, przelała czarę goryczy. Została wytypowana, to ona powinna mu PODZIĘKOWAĆ, w obecności całej firmy, za jego trud w utrzymaniu bezpieczeństwa. 

Pamiętała, że stała przed tablicą, na której widniało jej nazwisko i nagle poczuła okropny ból w klatce piersiowej. Dalej wszystko zlewało się w jedną całość, ale miała przebłyski: podłoga, ambulans, strzykawki, stół operacyjny. Po przebudzeniu dowiedziała się, że dostała zawału i mimo iż była przed pięćdziesiątką, to lekarze twierdzili, że ledwie przeżyła i musi o siebie zadbać. 

Felicja otworzyła frontowe drzwi i weszły razem do środka, gdzie zastały chłopaka młodszej córki, wytatuowanego od stóp do głów Maxa. W ustach trzymał papierosa, który teoretycznie był niedostępny w sklepach. Kara pomyślała ze złością, że takim typom zawsze udawało się znaleźć używki, niezależnie od zakazów.

– Co ja mówiłam o paleniu w tym domu! – krzyknęła od progu osłabionym głosem.

– Max, zgaś to, nie denerwuj mamy! 

Chłopak popatrzył spod byka i ugasił niedopałek o rant kanapy. Karę aż zatkało z niedowierzania. Poczuła, jak zakłuło ją dopiero co operowane serce. 

– Wynoś się stąd gówniarzu! Co ty sobie myślisz! To nasz dom a ty tak go traktujesz! Ty… ty… – zakrztusiła się dymem papierosowym, który właśnie doleciał do nozdrzy i nie mogła odzyskać oddechu.

– Mamo nie! On nie ma gdzie się podziać. – Felicja podparła starszą kobietę i próbowała przekrzyczeć atak kaszlu. – Co ty robisz! 

– Doobra, zwijam się. Flexi dzisiaj w robocie na siedemnastą. 

– Przecież miałam mieć wolne na powrót mamy!

– Właśnie je straciłyście. 

– Max, błagam cię. – Złapała chłopaka za rękaw. Popatrzył z góry na ramię, ale odpowiedział:

– Niech będzie mała, na osiemnastą. Nie spóźnij się znowu, bo inaczej pogadamy. 

– Dziękuję, dziękuję, dziękuję!

Mężczyzna wyszedł, trzaskając za sobą drzwiami. Z głębi domu usłyszały krzyk:

– Ludzie tu śpią!

– Marta? A ty nie miałaś być w pracy? – odkrzyknęła Felicja.

Usłyszeli stuk butelek i kroki starszej córki.

– Zwolnili mnie. – Powiedziała tylko sucho i skierowała się w stronę lodówki. – Ale i tak chciałam to skończyć, marnowałam się tam.

– Marnowałaś się tam? – wycedziła słowa przez zaciśnięte zęby Felicja, jednocześnie przymykając oczy i lekko przechylając głowę. Zaraz jednak ponownie przyjęła neutralny wyraz twarzy, co ewidentnie wymagało mnóstwa siły woli. – Dobrze, zajmiesz się mamą. Ja muszę iść do pracy. 

Felicja odprowadziła matkę do kanapy po czym, nie czekając na potwierdzenie, ruszyła w głąb domu.

– Oj Martusiu, co my teraz zrobimy? Lekarz mi zabronił pracować, a ty straciłaś zarobek. – Starsza kobieta zrobiła pauzę, aby złapać oddech. – Źle się dzieje, dobrze, że jesteśmy chociaż razem.

– Feli przyniesie pieniądze, nasze wypłaty w porównaniu do niej to i tak nic – odpowiedziała Marta, jednocześnie szperając w kredensie.

– Skoro jesteś dzisiaj w domu, to co powiesz na wspólne gotowanie? – Kara, słysząc lekceważący ton córki, postanowiła zmienić trochę temat. – Zrobiłybyśmy coś dobrego i dla Feli by zostało, jak wróci.

– Nie mogę. – Dziewczyna wyciągnęła z kredensu małą, szarą paczuszkę i na wychudłej twarzy zagościł uśmiech. – Idziemy ze znajomymi do klubu, muszę odreagować.

– Rozumiem. – Matka starała się ukryć smutek, w końcu nie zawsze można mieć, co się chce. – Może chociaż zrobiłabyś zakupy? To sama bym coś ugotowała? 

Marta skrzywiła się i schowała zawiniątko do szlafroka.

– Nie dzisiaj. Idę się szykować. – Zniknęła prawie natychmiast, nie oglądając się. 

Siedząc ze swoimi myślami, starsza kobieta w końcu zasnęła niespokojnym, przerywanym snem. 

 

***

 

O świcie Kara obudziła się na dobre, nie mogła ponownie zasnąć. Pozycja siedząca okazała się bardzo niekomfortowa i wszystko ją bolało, zwłaszcza gojące się rany po operacji. W końcu zrezygnowana podeszła do kuchennego stołu i zastanawiała się, co ma zrobić. Lekarz kazał odpoczywać, ale od dawna nie miała czasu tylko dla siebie. Co ona właściwie lubiła robić, zanim się tu znalazły?

Nie pamiętała.

Rozglądała się dookoła, szukając inspiracji, aż w końcu stanęła przed lodówką. Prawie pusta, ale, jest twaróg, jajka, pewnie w szafce jakaś mąka. 

„Zrobię dziewczynkom ciasto!”, kobieta ucieszyła się na tę prostą myśl. Kiedyś uwielbiały wypieki. Zawsze kłóciły się o to, która zje więcej. 

Krzątając się cicho po kuchni, nuciła sobie wesoło piosenki. Tak, pamiętała. Lubiła to robić. Wolała oczywiście, aby dziewczynki też były zaangażowane, ale robienie czegoś z myślą o nich było satysfakcjonujące. 

Skończywszy przysmak, postawiła go na środku kuchennego stołu. Stanęła jeszcze w drzwiach wejściowych, upewniając się, że ciasto jest widoczne, widząc, że krzesła trochę zasłaniają widok, rozsunęła meble w kluczowym miejscu.

W końcu skinęła głową zadowolona i zaczęła powoli sprzątać. Musiała co jakiś czas odpoczywać, ale nie przejmowała się. Dopiero co przeszła operację i w końcu kondycyjnie wróci do normy, była tego pewna. 

Siedziała właśnie ze zmywakiem przy stole, robiąc sobie kolejną przerwę, gdy drzwi domu otworzyły się i do środka wpadła Marta. Dosłownie wpadła, straciła równowagę i jak długa wyciągnęła się w korytarzu. Kara aż podskoczyła i podbiegła do córki, przewracając przy tym krzesło.

– Martusiu, co się stało! – powiedziała trzęsącym się głosem, nachylając się nad młodszą kobietą.

Ta tylko zaczęła się śmiać. Śmiała się głośno i tak maniakalnie, że matka zamarła. Młodsza kobieta miała rozszerzone źrenice na tyle, że nie było widać tęczówki, a jej czoło pokrywał pot, mimo chłodu wpadającego przez otwarte drzwi.

Kara podjęła próbę podniesienia córki, którą miała nadzieję zanieść do pokoju. Starała się nie zważać na obłąkany rechot. Była jednak osłabiona po operacji i po kolejnych nieudanych próbach usiadła na ziemi. Zaczęła głaskać głowę Marty, próbując ją uspokoić. 

Po jakimś czasie w oddali zobaczyła Felicję powracającą z pracy.

– Feli, chodź, proszę – krzyknęła przy akompaniamencie ciągłego, ale słabszego już śmiechu. – Pomóż przenieść siostrę, nie dałam rady.

Młodsza córka, gdy zobaczyła rozgrywającą się scenę, podbiegła i dźwignęła siostrę z ziemi. Wspierając śmiejącą się dziewczynę z obu stron, próbowały zaciągnąć ją do pokoju. 

Kara kątem oka zauważyła, że oko Felicji jest zapuchnięte i lekko sine. 

– Kto ci to zrobił córciu! – Wyprostowała się, przez co bezwładna głowa Marty znalazła się tuż przy uchu Felicji, która się skrzywiła i odsunęła. 

– Co niby? – Na twarz przywołała uśmiech niewiniątka, który Kara tak dobrze pamiętała z dzieciństwa. – Aaaa, oko?

– Czy Max ci to zrobił? Zabiję sukinsyna! 

– Nie, nie, upadłam niefortunnie i uderzyłam się w oparcie krzesła – odpowiedziała pospiesznie i odwróciła głowę, zasłaniając limo. 

– Córeczko, wiesz, że możesz mi powiedzieć, o wszystkim? Pomogę ci.

– Wiesz, jak to jest, jako… kelnerka. Cały czas… – Felicja zaczęła się motać z wyjaśnieniami. Matka wyraźnie widziała, że nie chciała odpowiedzieć. Rozmowę przerwał skowyt.

Marta uniosła głowę do góry i zaimitowała wycie wilka. Z kącików jej ust zaczęła sączyć się piana. 

Kara wielkimi oczami popatrzyła na rozgrywającą się scenę. Były już pod pokojem, więc praktycznie wlekąc wychudzone ciało, rzuciły je na łóżko. Gdy tylko głowa Marty dotknęła poduszki, dziewczyna zaczęła się uspokajać, wycie stawało się cichsze, aż w końcu zastąpiło je ciche chrapanie. 

– Przekręć ją na bok. Idę po miskę, mamo. W razie jak wymiotuje, to może się zadławić. Pozycja bokiem minimalizuje ryzyko. 

Kara spojrzała na młodszą córkę i uniosła wysoko brwi. Zaraz jednak zajęła się przekręcaniem Marty zgodnie z instrukcją, co znowu okazało się niełatwym zadaniem. 

– Biedna, musiała się strasznie czuć po stracie pracy. 

– Taa, mając pracę, pewnie też się czuła strasznie – powiedziała sarkastycznie Felicja, wchodząc do pokoju z miską i okładem na oku.

– Feli! Nie bądź złośliwa, przecież wiesz, że zawsze mi pomagała, kiedy tylko mogła, ile tylko mogła, tak jak ty!

– A kiedy ostatni raz? – Czyżby wyczuła w głosie swojej małej dziewczynki gorycz? 

– Wiesz, że od przeprowadzki tutaj żadna z nas nie jest sobą. Ale wrócimy. Jestem pewna. Wreszcie odbudują nam blok i będziemy mogły…

– Mamo obudź się! – prawie wykrzyknęła Felicja. – Nikt nie przyjdzie nas uratować! Mamy w domu ćpunkę, a ja muszę sprzedawać…

Urwała. Tak gwałtownie, jak zaczęła. 

Kara popatrzyła na kobietę stojącą przed nią. I próbowała… ale… 

Czuła w uszach wybrzmiewający pisk. Cichy. Uciążliwy. Jakby ktoś uderzył ją pałką. 

Feli patrzyła z góry, z zaciętym i lekko przestraszonym wyrazem twarzy. Jej klatka piersiowa unosiła się szybko, w urywanym oddechu. 

Ich wzrok się skrzyżował i przez parę sekund trwały w ciszy, przerywanej jedynie lekkim chrapaniem starszej z córek. 

W końcu Kara odwróciła wzrok, wygładziła kołdrę. Nie mogła, nie teraz. Nie, gdy Martusia była w kryzysie. To poczeka. Nie straci dziewczynek. Nie może. Nie może! Dopiero co prawie straciła życie. A konfrontacja wszystko pogorszy.

– Nie mów tak o siostrze, nie jest… Nie jest ćpunką. Ma gorszy czas, musiała odreagować – wyszeptała w końcu matka. 

W pokoju nastała głucha cisza. Nawet śpiąca wydawała się czekać z zapartym tchem na dalszy rozwój wydarzeń. 

– Zawsze bronisz Marty. A ja… ja jestem dla was fabryką pieniędzy – powiedziała głucho Felicja. Pojedyncza łza popłynęła po jej policzku. Odwróciła się do wyjścia.

Zanim Kara zdążyła zareagować, młodsza córka wycofała się do pokoju. Nie było trzaśnięcia drzwiami. Cisza wwiercała się w umysł matki. Czy powinna za nią pójść? 

Długo jeszcze tkwiła przy Marcie. 

„Felicja na pewno zrozumie, nie może się gniewać wiecznie”. 

Przecież zawsze chodziło tylko o ich dobro. 

 

***

 

Starsza kobieta zasnęła. Nawet nie zauważyła kiedy. Obudziła się, znowu obolała, przy łóżku Marty, które teraz stało puste. Z jęknięciem podniosła się z ziemi i pokuśtykała w stronę kuchni. W domu nie było żadnego dźwięku. 

Wchodząc do pomieszczenia, zauważyła, że wszystkie szafki były pootwierane a część przypraw i składników leżała w bezładzie, porozrzucana na blacie i podłodze. Jakby ktoś w szale przeszukiwał i nie kłopotał się ostrożnością. O dziwo doniczka z ich uschniętą roślinką też leżała rozbita. Bezładny kopiec ceramiki i ziemi wyglądał na przekopany palcami, jak gdyby ktoś poszukiwał tam czegoś małego. 

Kara cicho westchnęła i podeszła do komody z przyborami do sprzątania. Ledwie powłóczyła nogami. Czuła, że nie to lekarz miał na myśli, każąc odpoczywać. Pozbierała i wyrzuciła rozbitą doniczkę, po czym zaczęła starannie ścierać rozsypaną mąkę i kasze. 

Gdy się zmęczyła, usiadła przy stole. Dopiero wtedy zauważyła kopertę, opartą o nieruszone przez nikogo ciasto, które z taką radością piekła tego poranka. Otworzyła list i zauważyła plik banknotów oraz kartkę, napisaną starannym pismem.

„Mamo.

Wyprowadzam się. Wynajmę coś. Może z Maxem. Nie doceniasz go, ale jemu na mnie zależy. Po prostu nie zawsze panuje nad emocjami. 

Zostawiam trochę gotówki. Schowaj ją dobrze, widziałaś, co Marta zrobiła z kuchnią. Dla niej już nie ma ratunku. 

Przepraszam, ale nie mogę tak dalej żyć.

Felicja

P.S. Kocham Cię”. 

Widać było, że postscriptum dopisane zostało później, w pośpiechu, jak gdyby zrobiła to w ostatniej chwili. 

Kara usiadła przy pustym stole i patrzyła się tępo w litery. W końcu złożyła list, schowała gotówkę do kieszeni i biorąc zmywak w garść, zaczęła wycierać blaty.

Koniec

Komentarze

Ciężki i mocny tekst. nie lubię takich ale przeczytałem do końca ciekawy jak się potoczą losy. w dobrym momencie to zakończyłeś. na początku zastanawiałem się czy informacje o pracy nie są zbyt oczywiste, może ta pierwsza informacja powinna być taka, że córka zgadza się na wizytę siostry i matki w jej pracy, ale nie teraz za miesiąc dwa kiedy wszystko się ułoży i będzie się pewniej w niej czuła to by mogło troszeczkę być nie tak bardzo oczywiste

Dzięki za komentarz! Pewnie masz rację, ciężko było wyważyć, gdzie dawać wskazówki i ile ich dać, mogłem trochę bardziej pociągnąć tajemnicę.

Na początku chciałem się skupić na mechanizmie wyparcia i pozostać w krótkim formacie. Co się oczywiście nie udało, bo dopisałem 2 sceny, aby staczanie się było mniej skokowe i tekst wyszedł 2k słów więcej niż planowałem. Być może powinienem pozostać bez tych dwóch dodatkowych scen, aby jednak położyć nacisk na plot ‘wyparcie’, dałeś mi do myślenia.

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Nowa Fantastyka