Jest to w pewien sposób dopełnienie poprzedniego tekstu:
http://www.nowafantastyka.pl/opowiadania/pokaz/34805
Nie jest to miniaturka miła, uprzedzam :)
Jest to w pewien sposób dopełnienie poprzedniego tekstu:
http://www.nowafantastyka.pl/opowiadania/pokaz/34805
Nie jest to miniaturka miła, uprzedzam :)
Krew krzepnie szybko. Zanim tu przybiegłam, zdążyła się zmienić w galaretowatą breję. Śmierdzi. Jest duszno. To sierpień. Południe.
Wysłałam twoją mamę do naszej córki. Niech nie patrzy.
Przyciskam ręcznik do twojej głowy. Próbujesz mnie odepchnąć. Rzucasz się, ale jesteś przytomny. Przyjechała karetka. Biegnę, żeby otworzyć im klatkę. Chcę szybko. Za szybko. Podłoga jest śliska od krwi. Przewracam się, od razu wstaję. Otwieram. Wracam do ciebie i słyszę ich kroki. Zaraz przyjdzie pomoc.
Zabierają cię. Żyjesz.
Upadam na podłogę. Wymiotuję. Sukienka lepi mi się do ciała. Pot spływa do oczu. Włosy kleją się do czoła. Wszystko tu śmierdzi. Ja też. Drżą mi ręce. Nogi mam miękkie. Opieram się o ścianę. Biorę głęboki wdech. Od razu po wydechu się podnoszę.
W łazience twojej mamy znalazłam wybielacz. Szoruję nim kafelki w kuchni. Czyszczę szafki i blat. Zakrwawione ręczniki wrzucam do worka. Otwieram okna i wietrzę mieszkanie.
Sukienka była czarno-biała. Teraz jest pełna czerwonych plam. Nie mam tu nic na zmianę. Wyprowadziłam się rok temu. Zabrałam naszą córkę. Nic to nie zmieniło.
Zdejmuję sukienkę i wchodzę pod prysznic. Zimna woda obmywa mi twarz. Dygoczę.
W szafie znajduję sukienkę twojej mamy. Jakoś pasuje. Zawsze miała dobry gust. Nasza córka jest dobrze ubrana, prawda?
Wychodzę. Mokre ręczniki są strasznie ciężkie. Potykam się o próg i przewracam. Siadam na podłodze klatki schodowej i zaczynam płakać. Boli mnie kolano.
Czemu to robisz? Dlaczego nie możesz być normalny? Ja tylko chcę spokojnego życia. Nie chcę ciągle sprzątać po tobie. Umrzyj wreszcie. Zapij się na śmierć. Daj nam żyć.
Wstaję. Wychodzę z klatki. Wyrzucam worki i idę do naszej córeczki.
Dzwoni telefon. Obcy numer. Odbieram.
To z pogotowia.
Nie przeżyłeś.