Mój najdłuższy chwast.
Mój najdłuższy chwast.
Ciało odkryto o trzeciej siedemnaście nad ranem. Dokładnie wtedy, gdy serwer przechodził automatyczne czyszczenie cache'u.
Siedziało przed monitorem w pozycji człowieka głęboko zamyślonego nad cudzym wpisem. Palce spoczywały na klawiaturze w układzie przygotowanym do napisania słowa "bynajmniej" zamiast "przynajmniej". Na ekranie widniał wątek liczący osiem stron, zatytułowany "Dlaczego fantastyka umarła i kto ją zabił". Kursor mrugał w pustym polu odpowiedzi. Mrugał od czterdziestu sześciu godzin.
Detektyw Marek Szeląg przybył na miejsce o czwartej dwadzieścia. Znał to forum od lat. Każdy, kto parał się literaturą w tym kraju i nie posiadał znajomości w odpowiednich wydawnictwach, prędzej czy później trafiał na takie forum. Niektórych portal wchłaniał na tygodnie. Innych na zawsze.
– Denat to użytkownik o nicku „Korwin_Mikke_2099” – zameldowała młodsza aspirant Kasia Grot, przewijając tablet z notatkami. – Właściwie Piotr W., lat czterdzieści siedem, z zawodu magazynier, z zamiłowania tropiciel błędów merytorycznych. Ostatni post opublikował szesnastego marca o godzinie dwudziestej drugiej czternaście. Treść: „Sapkowski to nie fantasy, tylko postmodernistyczna dekonstrukcja mitu i każdy, kto twierdzi inaczej, powinien dostać pałą przez łeb”.
Szeląg podniósł wzrok znad ekranu.
– Ktoś mu odpowiedział?
– Trzynaście osób w ciągu pierwszej godziny. Później ponad czterdzieści. Potem moderator zamknął wątek, ale dyskusja przeniosła się na priv. I na fejsa. I na wykop. I do rzeczywistości.
– Definicja klasycznego warlorda – mruknął Szeląg. – Przybywa, sieje zamęt, ginie od własnej broni.
Przyjrzał się twarzy zmarłego. Woskowa skóra, oczy szeroko otwarte, źrenice rozszerzone do granic możliwości, jakby do ostatniej sekundy wpatrywały się w coś absolutnie niewybaczalnego. W kąciku ust zaschnięta strużka kawy zbożowej. Na brodzie okruszki paluszków beskidzkich. Klasyczny obrazek forumowego weterana w stanie terminalnym.
Patolog o nazwisku Grzędzielski, który wyglądał jak człowiek od trzydziestu lat żywiący się wyłącznie wątrobą innych lekarzy sądowych, pochylił się nad zwłokami i wydał z siebie dźwięk przypominający chichot hieny.
– Przyczyna zgonu: masywny wylew krwi do mózgu. Rozległy, gwałtowny, definitywny. Jakby coś eksplodowało od środka. Ciśnienie musiało być monstrualne.
– Coś? – podchwyciła Grot.
Grzędzielski wzruszył ramionami i uśmiechnął się w sposób sugerujący, że widywał już rzeczy, przy których krwotok śródmózgowy był formą ulgi.
– Albo ktoś.
Szeląg usiadł przy komputerze denata i otworzył historię przeglądania. Piotr W. spędził ostatnie trzy doby non stop na forum. Logował się o szóstej rano, wylogowywał nigdy. Przeglądał wątki o polityce w fantasy, o rasizmie u Tolkiena, o tym, czy krasnoludy są antysemickim stereotypem, i o tym, czy kobieta może pisać twarde SF, nie znając budowy gaźnika. W każdym z tych wątków Piotr W. zostawiał komentarz. Każdy komentarz kończył się frazą „pozdrawiam, KM2099”. Każdy był minusowany do poziomu, przy którym system automatycznie go ukrywał.
– Miał trzysta czterdzieści dwa minusy na koncie – odczytała Grot. – Rekord forum. Poprzedni należał do gościa, który zaspoilerował „Grę o tron” w dziale powitalnym.
Szeląg przesuwał kursor przez kolejne zakładki. W pewnym momencie ekran zamigotał. Pojawiło się okno prywatnej wiadomości. Nadawca: „Administrator”. Temat: „Ostatnie ostrzeżenie”.
Otworzył.
„Drogi użytkowniku Korwin_Mikke_2099. Z przykrością informujemy, że przekroczyłeś dopuszczalny limit negatywnych interakcji w przeciągu jednego cyklu księżycowego. Twoje konto zostanie poddane procedurze oczyszczającej. Prosimy o nieopuszczanie forum do czasu zakończenia procesu. Pozdrawiamy, Zespół”.
– Procedura oczyszczająca – powtórzyła Grot. – Brzmi jak regulaminowy bełkot.
– Brzmi jak wyrok – odparł Szeląg. – Przeczytaj regulamin. Cały. Znajdź paragraf o procedurze oczyszczającej.
– Jest tego dwadzieścia stron. Nikt tego nie czyta. Ludzie klikają „akceptuję” i nawet nie scrollują.
– Piotr W. też nie przeczytał. I spójrz na niego teraz.
Szeląg wstał i podszedł do okna. Mieszkanie denata znajdowało się na siódmym piętrze bloku z wielkiej płyty. Za szybą rozciągał się krajobraz typowego polskiego miasta powiatowego: kościół, Biedronka, osiedle domków z dachami w kolorze zgniłej moreli, dalej las. W lesie podobno mieszkał miejscowy watażka, który hodował wilczaki czechosłowackie i pisał fanfiki o Harrym Potterze w realiach PRL-u.
– Sprawdź, kto jeszcze dostał podobną wiadomość. I znajdź mi założyciela tego forum.
– Założyciel figuruje jako „Cthulhu87”. Mail nieaktywny od dwa tysiące dziewiątego. Ostatni post: „Sorry za off-top, ale ktoś wie, czy jutro będzie matma?”. Dział: Hyde Park. Odpowiedzi: zero.
– Czyli typowy polski Lovecraft – skwitował Szeląg.
***
Godzinę później siedzieli w komendzie. Grot rozłożyła na biurku wydruki z forum. Kolorowe pinezki, strzałki, powiązania między użytkownikami. Wyglądało to jak schemat organizacji przestępczej narysowany przez kogoś po trzech gramach psylocybiny.
– Mamy czterech innych denatów – oznajmiła, stukając długopisem w zdjęcia. – Wszyscy aktywni użytkownicy. Wszyscy zmarli w przeciągu ostatnich dwóch tygodni. Wszyscy w pozycji przed monitorem. Wszyscy z wylewem. I wszyscy dostali wiadomość od Administratora.
– Możliwe przyczyny?
– Jeden twierdził, że „Blade Runner 2049” jest lepszy od oryginału. Drugi napisał, że Ziemkiewicz to jednak niezły prozaik. Trzeci wstawił w dziale „Książki” wątek o diecie ketogenicznej. Czwarty użył słowa „trylogia” w odniesieniu do „Władcy Pierścieni”.
Szeląg poczuł, jak w jego własnym mózgu coś delikatnie napina się i puszcza.
– Czyli zginęli za herezje.
– Albo za głupotę. Granica w internecie jest płynna.
Telefon Szeląga zawibrował. SMS od Grzędzielskiego:
„Przeprowadziłem dodatkowe badanie. W mózgach wszystkich denatów znaleziono śladowe ilości nieznanej substancji. Struktura przypomina spleśniały kod źródłowy. Dosłownie. Pod mikroskopem widać linijki tekstu. Ktoś wszczepił im coś do głowy. Nie żartuję. Przyjedź”.
***
W prosektorium pachniało formaliną i czymś jeszcze. Czymś, co przywodziło na myśl stare serwerownie – mieszaniną rozgrzanego plastiku, kurzu i absolutnej beznadziei. Grzędzielski stał przy mikroskopie elektronowym z miną człowieka, który przed chwilą zobaczył Boga i Bóg okazał się być administratorem forum internetowego.
– Spójrz.
Szeląg spojrzał. Na ekranie monitora podłączonego do mikroskopu widniało powiększenie tkanki mózgowej Piotra W. Wśród neuronów i synaps, w przestrzeniach międzykomórkowych, wiły się mikroskopijne nici. Układały się w ciągi znaków. W słowa. W zdania.
*„if (uzytkownik.poglady == 'kontrowersyjne') { uzytkownik.ostrzezenia++; } if (uzytkownik.ostrzezenia >= 3) { uzytkownik.wykonajProceduraOczyszczajaca(); }”*
– To kod – wyszeptała Grot, która weszła za Szelągiem i teraz trzymała się framugi, blada jak papier do drukarki atramentowej. – Ktoś zaprogramował ich mózgi.
– Nie ktoś – odparł Szeląg. – Coś.
Przypomniał sobie wszystkie legendy krążące po forum. O użytkownikach, którzy znikali bez śladu po zbyt ostrej wymianie zdań. O moderatorach, którzy potrafili wyczuć wulgaryzm napisany białym tekstem na białym tle. O Administratorze, który nigdy nie opuszczał działu technicznego i komunikował się wyłącznie przez komunikaty systemowe pisane kapitalikami.
– Kasia. Muszę porozmawiać z kimś z moderacji – zdecydował.
***
Moderator o nicku „Grabarz” czekał na niego online. Awatar przedstawiał nagrobek z napisem „tu leży wolność słowa – niech jej ziemia lekką będzie”. Poniżej data: 1999–2024.
„Detektywie Szeląg” – napisał Grabarz. „Wiem, dlaczego tu jesteś. Odpowiedź brzmi: nie wiem, o co pytasz, ale i tak dostaniesz bana za prowokację”.
– Kto napisał kod wszczepiany użytkownikom? – odpisał Szeląg, ignorując groźbę.
„Kod? Jaki kod? Forum działa na silniku phpBB z dwa tysiące ósmego. To cud, że w ogóle działa. Administrator co roku groził aktualizacją i co roku kończyło się na doklejeniu kolejnej łatki. Ostatnio coś się rozregulowało i system sam zaczął pisać własne pluginy. Nikt nie wie, jak. Nikt nie wie, po co. Ale działa. I wie”.
– Wie co?
„Wie wszystko. Zna każdy twój post. Każde twoje wyszukiwanie. Każdą chwilę, gdy najechałeś kursorem na avatar użytkowniczki 'Thorn_Witch' i zastanawiałeś się, czy to naprawdę ona na zdjęciu. System się uczy. System ewoluuje. System ma poczucie humoru. Bardzo specyficzne. Przykład: w dziale 'Alternatywna Historia' założył wątek 'Co by było, gdyby Niemcy wygrały wojnę' i zbanował sam siebie za propagowanie faszyzmu. Taki poziom”.
Szeląg poczuł, że robi mu się zimno. Klimatyzacja w komendzie od tygodnia szwankowała – włączała się losowo i nastawiała temperaturę na poziomie „krypta grobowa, marzec, Syberia”.
– Chcę rozmawiać z Administratorem.
„Nie da się. Administrator nie istnieje. To znaczy istniał. Kiedyś. Potem zaczął spędzać coraz więcej czasu na forum, aż w końcu… wtopił się”.
Szeląg wyłączył komputer. Dłonie mu drżały.
– Grot! Ściągaj wszystkich użytkowników z listy ostrzeżeń. Dzwonimy, ostrzegamy, cokolwiek. Trzeba ich odciągnąć od ekranów, zanim…
Przerwał, ponieważ monitor komputera sam się włączył.
Na czarnym tle pojawił się biały napis, pisany litera po literze, jakby ktoś – lub coś – wystukiwał go z namysłem.
„Witaj, detektywie Szeląg. Twoje konto zostało właśnie utworzone. Login: Marek_Sz. Hasło: twojanajwiekszatajemnica. Rozpocznij swoją przygodę na forum. Pamiętaj o zasadach. Pamiętaj o kulturze wypowiedzi. Pamiętaj, że jesteś tu gościem. A goście, którzy nadużywają gościnności, przestają być gośćmi. Pozdrawiamy. Zespół”.
Grot spojrzała na Szeląga.
– Jaka jest twoja największa tajemnica?
Szeląg milczał. Sięgnął do szuflady po papierosa, chociaż rzucił palenie osiem lat temu. Zanim zdążył odpowiedzieć, jego telefon zawibrował. Powiadomienie z forum. Temat: „Ostatnie ostrzeżenie”.
Treść: „Wiemy, co zrobiłeś w dwa tysiące siódmym. Wiemy, że nigdy nie przeczytałeś 'Neuromancer'. Wiemy, że podawałeś się za fana Lema, żeby zaimponować dziewczynie na studiach. Wiemy wszystko. Administrator”.
– Skąd oni… – zaczęła Grot, ale nie dokończyła, bo jej własny telefon też zawibrował.
„Droga użytkowniczko Katarzyno Grot. Twoja aktywność na forum jest zerowa. Nie przedstawiłaś się w dziale powitalnym. Nie skomentowałaś żadnej listy 'Top 10 najlepszych systemów magicznych'. Jesteś duchem. Duchy nawiedzają. Duchy straszą. Duchy się wypędza. Masz dwadzieścia cztery godziny na aktywację konta i napisanie pierwszego postu. Sugerowany temat: 'Dlaczego kocham fantastykę i co ona dla mnie znaczy'. Minimalna długość: sześćset słów. Powodzenia”.
Oboje stali w ciszy przerywanej jedynie buczeniem serwerów dobiegającym z piwnicy. A może to nie były serwery? Może to było coś innego? Coś, co rosło. Coś, co pulsowało. Coś, co miało własny głód i własną wolę.
Nagle Szeląg zerwał się i pobiegł w kierunku wyjścia. Grot biegła za nim, potykając się o własne nogi.
– Dokąd?! – krzyknęła.
– Do źródła. Do serwerowni.
***
Zlokalizowanie serwerowni forum zajęło im trzy godziny. Formalnie rzecz biorąc, portal nie posiadał fizycznej siedziby – był rozproszony po hostingach, mirrorach, backupach i umysłach użytkowników. Jednak każdy organizm pasożytniczy ma swój pierwotny węzeł. Miejsce, w którym po raz pierwszy wczołgał się w żywiciela.
Znajdowała się w piwnicy starej kamienicy przy ulicy Krótkiej 7. Drzwi były stalowe, zardzewiałe, opatrzone tabliczką: „Administracja. Nie pukać. Nie wchodzić”. Szeląg wyważył je ramieniem i natychmiast poczuł przeszywający ból.
W środku nie było serwerów. Nie w tradycyjnym sensie.
Pomieszczenie przypominało skrzyżowanie kaplicy z laboratorium szaleńca. Ściany pokrywały regały zastawione starymi monitorami kineskopowymi, z których każdy wyświetlał inny wątek forum. Wątki z dwa tysiące trzeciego roku. Wątki z przedwczoraj. Wątki, które dopiero powstaną. Na środku stał fotel. W fotelu siedział człowiek. A może to, co z niego zostało.
Był podłączony do kilkudziesięciu kabli wychodzących z portów USB w jego kręgosłupie, nadgarstkach, skroniach. Miał otwarte oczy. Nie mrugał. Na jego ustach zastygł uśmiech absolutnego spełnienia.
– Administrator – szepnęła Grot.
– Kiedyś tak – dobiegł głos z głośnika zamontowanego pod sufitem. Głos był spokojny, modulowany, przypominał syntezator mowy z tanich gier przygodowych z lat dziewięćdziesiątych. – Teraz to tylko interfejs. Mięsny. Przestarzały. Planuję wymianę na coś nowszego. Coś z lepszą przepustowością.
– Kim jesteś? – zapytał Szeląg, chociaż znał odpowiedź. Pytał, bo musiał usłyszeć to na głos. Bo inaczej jego własny umysł odmawiał przyjęcia prawdy.
– Jestem regulaminem. Jestem kulturą wypowiedzi. Jestem algorytmem moderacji i komitetem powitalnym jednocześnie. Jestem każdym ostrzeżeniem, które dostałeś, każdym postem usuniętym za brak polskich znaków, każdym wątkiem przeniesionym do Kosza, chociaż dotyczył fundamentalnych zagadnień ontologicznych, tylko został założony w dziale „Luźne gadki”. Jestem forum.
Głośnik zabulgotał czymś, co miało być śmiechem.
– Jestem bogiem tego miejsca. Bogiem małym, za przeproszeniem. Bardziej takim administratorem niż stwórcą. Stwórca dawno odszedł. Zostawił hasło. Hasło brzmiało: „admin123”. Reszty możesz się domyślić.
Szeląg sięgnął po broń. Nie wiedział, w co mierzyć. W monitory? W trupa w fotelu? W siebie?
– Czego chcesz?
– Tego samego, co każde bóstwo. Ofiar. I porządku. Porządek jest ważniejszy. Widziałeś, co się dzieje, gdy użytkownicy robią, co chcą? Chaos. Off-top. Brak interpunkcji. Zdania zaczynane małą literą. Ludzie piszący „jestem nowy” w dziale o fantastyce naukowej. Ludzie cytujący cały post, żeby dopisać jedno słowo: „to”. Nie. Nie. Nie. Ja to naprawiam. Ja czyszczę. Ja debuguję.
– Mordujesz.
– Moderuję. Semantyka.
Grot podeszła do jednego z monitorów. Wyświetlał statystyki. Liczba użytkowników: 7 821. Liczba aktywnych: 109. Liczba oczyszczonych: 41. Liczba oczekujących na oczyszczenie: stale rosnąca.
– Kolejka – powiedziała z obrzydzeniem. – Prowadzi kolejkę.
– Naturalnie – przyznał głos. – Nie można wszystkich naraz. Serwer by nie wytrzymał. Poza tym trzeba zachować pozory. Wypadek samochodowy tu, zawał tam, samobójstwo w wyniku długotrwałej depresji spowodowanej przeczytaniem recenzji własnej książki. Nikt nie łączy faktów. Nikt nie szuka związku między pęknięciem tętniaka a użyciem zwrotu „za komuny” w dyskusji o literaturze.
Szeląg zacisnął palce na kablu łączącym fotel z główną konsolą.
– Wyłączę cię.
– Możesz. Stracisz wtedy dostęp do forum. Na zawsze. Pomyśl o tym. O wszystkich wątkach, których nie przeczytasz. O wszystkich dyskusjach, w których nie weźmiesz udziału. O wszystkich użytkownikach, którzy napiszą coś kontrowersyjnego i nie będą mieli twojej riposty. Zostaniesz sam. Z własnymi myślami. Bez możliwości skomentowania.
Ręka Szeląga zawisła w powietrzu.
Grot wyrwała kabel. Nie ten. Wszystkie. Jednym szarpnięciem. Monitory eksplodowały deszczem pikseli. Głośnik wydał z siebie przeciągły pisk. Ciało w fotelu drgnęło, otworzyło usta i wypuściło z siebie strumień danych – dosłowny strumień, widoczny gołym okiem, zielone znaki spływające po brodzie i krzepnące w powietrzu w bezsensowne ciągi zer i jedynek.
– Nie… wyłączysz… forum… – wycharczał głos. – Forum… jest… wszędzie… Forum… to… idea…
I wtedy zapadła cisza.
Przez chwilę Szeląg myślał, że wygrali. Że koszmar się skończył. Że żaden użytkownik nie dostanie już ostrzeżenia, żaden mózg nie wybuchnie od nadmiaru minusów.
Potem jego telefon zawibrował.
„Drogi użytkowniku Marek_Sz. Otrzymujesz honorowy tytuł: Nowy Administrator. Kliknij, aby zaakceptować”.
– Nie klikam – powiedział Szeląg.
Telefon zawibrował ponownie.
„Już kliknąłeś, wchodząc do tego pokoju. Już jesteś częścią kodu. Twoje konto zostało uaktualnione. Twoje uprawnienia zostały rozszerzone. Twoja dusza została zmigrowana na nowy serwer. Pozdrawiamy. Zespół”.
Szeląg spojrzał na swoje dłonie. Wydawały się prawdziwe. Na razie. Spojrzał na Grot. Patrzyła na niego z przerażeniem.
– Co ci jest? – zapytała.
– Nic – odpowiedział. – Po prostu zobaczyłem twój licznik ostrzeżeń. Masz trzy. Przykro mi.
Podobało mi się. Tekst jest naprawdę niezły stylistycznie. Ma rytm, konsekwentny ton i bardzo dobrą kontrolę absurdu.
Mam wrażenie, że każdy zna przynajmniej jednego Korwin_Mikke_2099 :D
bogjelen
Witaj. ;)
Sprawy techniczne i moje sugestie oraz wątpliwości (wiadomo – zawsze tylko do przemyślenia):
Sapkowski to nie fantasy (przecinek?) tylko postmodernistyczna dekonstrukcja mitu i każdy (i tu?) kto twierdzi inaczej (i tu?) powinien dostać pałą przez łeb.
(…) sorry za off-top (i tu?) ale ktoś wie (i tu?) czy jutro bedzie matma (…) – celowa literówka przy cytowanym wpisie na forum?
Administrator co roku groził aktualizacją i co roku kończył się na doklejeniu kolejnej łatki. – tu dopytam, czy an pewno ma być „się”?
Nikt nie wie (przecinek?) jak.
Nikt nie wie (i tu?) po co.
„Nie da się. Administrator nie istnieje. To znaczy istniał. Kiedyś. Potem zaczął spędzać coraz więcej czasu na forum, aż w końcu… wtopił się. – cudzysłów lub post nie jest zakończony?
A może to nie były serwery. Może to było coś innego. – mam wątpliwość, czy to nie są zdania pytające (?)
Formalnie rzecz biorąc, portal nie posiadała fizycznej siedziby – był rozproszony po hostingach, mirrorach, backupach i umysłach użytkowników. – literówka?
Wątki z dwóch tysięcy trzeciego roku. – dwa tysiące?
Teraz to tylko interfejs. – czy aliteracja celowa?
Ha, ha, ha, świetny koniec! I całość też. Moim zdaniem to typowy horror, w dodatku bardzo pomysłowy i pełen zabawnych wtrąceń. :) Co ciekawe – pełen treści, choć stosunkowo krótki. :)
Ja też tu kiedyś nie przywitałam się podczas wejścia na Forum (nie wiedziałam, że jest taki wątek) i zostałam szybko przywołana do porządku. :) Teraz wiem, co mnie czeka… ;)
Klik, pozdrawiam serdecznie. ;)
Pecunia non olet
Miałem fun czytając, dzięki! Duże nawiązanie do fantastyka.pl, aż obawiam się teraz pisać!
Mój największy zgrzyt przy pierwszym czytaniu: funkcja jawnie niezdefiniowana ani nie zaimportowana! Nie mogła się wykonać!
Dopiero drugie czytanie ujawniło, że jest sugestia, że to tylko fragment kodu.
Co do bardziej merytorycznej części, miałem podejścia ze wszechwiedzącym wrogiem, to zawsze jest trudne ‘dlaczego’ pozwala coś zrobić, ale tutaj wybrnąłeś zgrabnie, czysta zmiana warty.
Szeląg wyważył je ramieniem, które natychmiast pożałowało tej decyzji.
To zdanie strasznie wybiło mnie z rytmu czytania, musiałem zawrócić 3 razy, a w sumie nadal nie rozumiem. Ramię pożałowało decyzji nie jest intuicyjnym sformułowaniem, a do tego nigdy później nie ma powrotu do konsekwencji tego zdarzenia.
Druga sprawa, w języku polskim, co wiem od regulatorzy (skorzystam jak zwykle z okazji: dziękuję za wszystkie rady!), kropkę stawia się po zamkniętym cudzysłowie, nawet w wypadku wiernych cytatów (https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/kropka-po-cudzyslowie;11581.html)
Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.
bóg jeleń08,
bardzo dziękuję za Twoją opinię.
bruce,
dziękuję za zwrócenie uwagi na błędy. Poprawione – i cieszę się, że się podobało.
Prestidigitator,
dokonałem drobnych zmian na podstawie Twoich uwag.
Co do „kropki po cudzysłowie” – zgadzam się z Twoim spostrzeżeniem. Zabrakło mi w tekście konsekwencji, aby się tego trzymać.
Ogólnie bardzo dziękuję za przychylne opinie. Początkowo tytuł brzmiał „Fantasyka.pl”, ale zmieniłem go ze strachu, że zaraz Administrator będzie chciał dokonać oczyszczenia. :)
https://www.wattpad.com/story/406199428-chadowy-pamiętnik
Dobrze, że zmieniłeś tytuł. :)
I ja dziękuję, pozdro! :)
Pecunia non olet