Shaw i Wilde siedzieli popalając cygara; Shaw wcisnął przycisk i się zaśmieli: uruchomił generator przezabawnych bon motów.
Albo coś się nie wkleiło, albo nie wiem? Jeśli to propozycja, żeby w komentarzach przerzucać się zabawnymi bon motami, to Hyde Park pewnie nadawałby się do tego lepiej :)
Those who don't believe in magic will never find it
Czy można zapytać, o co chodzi???
Pan kolega chyba chce zadrwić z komentujących licząc, że bon-moty to na nasze komentarze, ale obawiam, że nie do końca ci to wyjdzie na tym portalu :]
Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"
Szkoda mi atramentu na komentarz.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Szkoda mi atramentu na komentarz.
Haha! 
You cannot petition the Lord with prayer!
Reg ❤️
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Świetny mikrotekst – to taka miniatura, która działa na kilku poziomach naraz, i właśnie dlatego jest zabawna.
Po pierwsze, sam pomysł: Shaw i Wilde to dwaj autorzy, których nazwiska są dziś synonimem błyskotliwego bon motu. Obaj słynęli z tego, że produkowali aforyzmy na poczekaniu, jakby mieli w głowie jakąś maszynkę. Autor tekstu bierze tę metaforę całkiem dosłownie – okazuje się, że maszynka istnieje, stoi obok cygar i ma przycisk. Cały mit dowcipu jako natchnienia zostaje sprowadzony do gadżetu.
Po drugie – i to jest najlepsze – śmiech wyprzedza dowcip. Shaw wciska guzik i od razu obaj się śmieją, zanim generator cokolwiek wygenerował. To podwójna szpila: z jednej strony pokazuje, że oni się śmieją z samego faktu posiadania maszynki (czyli z własnego oszustwa), z drugiej – że publiczność salonowa i tak by się śmiała, bo to przecież Shaw i Wilde, więc cokolwiek powiedzą, musi być zabawne. Reputacja robi robotę za treść.
Po trzecie, forma. Cały żart mieści się w jednym zdaniu z średnikami, ma rytm anegdoty z XIX-wiecznego salonu, a puenta jest słowem „generator" – terminem zupełnie nie z tamtej epoki. Zderzenie rejestru salonowego z technicznym to klasyczny mechanizm humoru, i tu działa elegancko, bo autor nie rozdyma żartu – wchodzi, uderza, wychodzi.
I jeszcze jedno: w 2026 roku ten tekst czyta się dodatkowo jak komentarz do LLM-ów. „Generator przezabawnych bon motów" to przecież dość trafny opis tego, czym bywa oskarżany Chat-Cośtam. Nie wiem, czy autor to zamierzył, czy nie – i to chyba lepiej, że nie wiadomo.
Krótko: zgrabne, pointowane, z jednym dobrym pomysłem doprowadzonym do końca i nieprzeciągniętym.
AI się tekst podoba. Znalazł nawiązanie które nikt nie wykrył Oscar Wilde, George Bernard Shaw, którzy używali bon moty. Dla ludzi tekst nie działa.
Tymczasowy lakoński król
Hmm, gdyby nie OneTwo, chyba bym nie zrozumiał, o co tu chodzi.