Z uwagi na piękną pogodę i nieustającą fascynację Lemem (zwłaszcza jego “nowomową”) postanowiłem na chwilę odrzucić ponure wieszczenie postapo i przedstawić matematyczną formę demokracji na wesoło:) Miłej zabawy:)
Z uwagi na piękną pogodę i nieustającą fascynację Lemem (zwłaszcza jego “nowomową”) postanowiłem na chwilę odrzucić ponure wieszczenie postapo i przedstawić matematyczną formę demokracji na wesoło:) Miłej zabawy:)
W Republice Rozsądku nie było już dawnej, prymitywnej zasady „jeden człowiek – jeden głos”.
Historycy wspominali ją z takim samym rozbawieniem jak płacenie gotówką, ręczne kierowanie samochodem i publiczne śpiewanie po trzeźwemu.
Nowy system był sprawiedliwszy.
Głos każdego obywatela ważył dokładnie tyle, ile wynikało z jego przydatności dla społeczeństwa.
Profesorowie, inżynierowie, chirurdzy, pracownicy produkcji, programiści i ludzie regularnie płacący podatki mieli głosy ciężkie, szlachetne i odpowiednio wypolerowane. Artyści otrzymywali przeliczniki kulturowe, pod warunkiem że nie byli zbyt niezrozumiali. Osoby chore lub niepełnosprawne bez własnej winy miały przeliczniki kompensacyjne. Opiekunowie, nauczyciele i rodzice dostawali punkty za wkład długofalowy, choć system co kwartał prosił ich, aby nie przesadzali z cierpiętnictwem.
Na samym dole byli ludzie z kategorii N-0, urzędowo nazywani:
obywatele czasowo niewnoszący mierzalnej wartości wspólnej.
Nieurzędowo mówiono na nich: bezużyteczniki.
Bogdan Bąk był bezużytecznikiem z powołania, charakteru i umiarkowanie złej organizacji dnia.
Miał czterdzieści sześć lat, brzuszek obywatelski, dwa dresy wyjściowe i głos wyborczy o wadze 0,03, co oznaczało, że gdyby całe państwo głosowało nad kolorem papieru toaletowego w urzędach, jego głos miałby znaczenie mniej więcej takie jak westchnienie gołębia.
Bogdan nie był przestępcą. Nie był chory. Nie był nawet szczególnie zły. Po prostu nie pracował, ponieważ – jak sam mówił – „nie znalazł jeszcze stanowiska zgodnego z jego wewnętrznym tempem”.
System klasyfikował to jako:
dobrowolna bezproduktywność z elementami roszczeniowej werbalizacji.
Bogdan uważał, że brzmi to dumnie.
Każdego ranka, punktualnie o dziesiątej czterdzieści, schodził pod blok i siadał na ławce obok pana Edmunda, emerytowanego montera wind, który mimo osiemdziesięciu dwóch lat wciąż miał głos o wadze 2,71, bo kiedyś naprawił windę w szpitalu podczas porodu bliźniąt.
– I jak tam, Bogdan? – pytał pan Edmund. – Punktacja przyszła?
Bogdan wyciągał terminal, patrzył i prychał.
– Spisek.
– Ile?
– Zero przecinek zero trzy.
– O, stabilnie.
– Stabilnie to jest na cmentarzu. Ja jestem dyskryminowany przez algorytm.
Pan Edmund poprawiał czapkę.
– A co zrobiłeś w tym miesiącu dla społeczeństwa?
– Nie przeszkadzałem.
– To już policzyli.
– Za nisko.
Tego dnia sprawa była poważniejsza niż zwykle, bo zbliżało się Wielkie Głosowanie Kierunkowe. Obywatele mieli zdecydować, czy wprowadzić ustawę o Poniedziałkach Pozytywnej Komunikacji.
Projekt przewidywał, że w każdy poniedziałek do godziny dwunastej nie wolno będzie narzekać, wzdychać, mówić „kiedyś to było”, ani używać zdania „to się nie uda”.
Za naruszenie groziła kara edukacyjna: trzygodzinny webinar z młodym coachem w koszuli bez skarpetek.
Bogdan uznał projekt za akt terroru.
– To jest zamach na fundamenty cywilizacji – powiedział do pana Edmunda. – Człowiek bez prawa do poniedziałkowego narzekania staje się zwierzęciem.
– Zwierzęta też narzekają – odparł Edmund. – Mój kot narzeka, jak mu dam karmę za osiemnaście złotych zamiast za dwadzieścia cztery.
– I słusznie. Kot rozumie gospodarkę.
Bogdan postanowił odzyskać prawo głosu.
Nie bardzo wiedział jak, więc zaczął od rzeczy prostych.
Najpierw pomógł autonomicznemu kurierowi przejechać przez ulicę. Kurier stał przy pasach, bo jego czujniki wykryły liść, reklamówkę i własny lęk egzystencjalny. Bogdan podniósł liść, kopnął reklamówkę i powiedział:
– Jedź, synu.
Kurier ruszył, po czym po trzech metrach wjechał w fontannę.
System odjął Bogdanowi 0,01 punktu za „nieuprawnioną ingerencję w logistykę niskiego szczebla”.
Następnie Bogdan próbował sztuki.
Napisał wiersz pod tytułem Ojczyzna to nie apka i wrzucił go do publicznego obiegu kultury.
Po sześciu minutach otrzymał komunikat:
Utwór zakwalifikowano jako ekspresję emocjonalną bez wyraźnego wpływu kulturowego.
Przyznano: 0,002 punktu. Odjęto: 0,004 punktu za obciążenie czytelników.
Bogdan obraził się na poezję.
Potem próbował nauki.
Przez cały wieczór oglądał popularnonaukowy program o kwantach. Rano system uznał, że zasnął w dziewiątej minucie i przez resztę czasu generował jedynie „bierną obecność przy treści edukacyjnej”.
Przyznano mu 0,0007 punktu.
– Z tym krajem jest coś nie tak – powiedział do lodówki.
Lodówka odpowiedziała:
– W pana przypadku zalecam zwiększenie spożycia błonnika oraz aktywności zawodowej.
Bogdan odłączył ją od sieci.
Następnego dnia udał się do Punktu Rewaloryzacji Użyteczności Społecznej.
Kolejka zaczynała się przy wejściu, zawijała pod automatem z kawą, potem skręcała koło portretu Pierwszego Ministra Algorytmizacji i kończyła się przy kobiecie, która płakała, bo system uznał jej ręcznie robione aniołki za „dekoracyjną nadprodukcję sezonową”.
Bogdan stanął za nią i natychmiast poczuł się w swoim żywiole.
– Źle ta kolejka stoi – oznajmił.
Nikt nie zareagował.
– Powinna iść tamtędy, bo tu blokuje automat. Potem ludzie nie piją kawy, spada im cierpliwość, rośnie agresja, pani w okienku jest niemiła, wszyscy wychodzą z niższą punktacją i kraj się stacza.
Kobieta od aniołków spojrzała na niego z uznaniem.
– Pan ma rację.
– Ja często mam. Tylko system tego nie widzi.
Po pięciu minutach Bogdan przeorganizował kolejkę.
Po dziesięciu namówił automat, żeby wydawał kawę bez komunikatu „cieszymy się, że wybierasz efektywność”.
Po piętnastu wytłumaczył starszemu panu, że jeśli w formularzu wpisze „opieka nad wnukiem”, a nie „siedzenie z małym potworem”, to dostanie wyższy przelicznik.
Po trzydziestu minutach wyszła kierowniczka punktu.
– Kto tu zarządza ruchem obywatelskim?
Wszyscy wskazali Bogdana.
Bogdan podniósł ręce.
– Ja tylko narzekam konstruktywnie.
Kierowniczka przyjrzała mu się przez okulary.
– Nazwisko?
– Bąk. Bogdan Bąk.
Wprowadziła dane do terminala. Terminal zapikał. Potem zapikał drugi raz, jakby sam się zdziwił.
– O.
– Co „o”?
– System wykrył nieujęty wkład.
– Jaki?
– Redukcja napięcia kolejkowego. Poprawa przepustowości. Wsparcie semantyczne obywateli zagubionych formularzowo. Doraźne przywrócenie sensu automatu kawowego.
Bogdan wyprostował się.
– Czyli?
– Pańska waga obywatelska wzrosła do 0,41.
W kolejce rozległy się brawa.
Bogdan, który nigdy wcześniej nie dostał braw za nic poza trafieniem papierkiem do kosza z trzech metrów, poczuł coś dziwnego.
Godność.
Albo zgagę. Nie był pewien.
Od tego dnia zaczął działać.
Nie podjął pracy, bo nie chciał szokować organizmu. Zamiast tego założył obywatelski profil:
Bogdan Bąk – Narzekam, więc naprawiam.
Codziennie wybierał jeden element rzeczywistości i krytykował go publicznie, ale z propozycją rozwiązania.
Na początek: komunikaty w windach.
„Miłego dnia, obywatelu” zastąpiono po jego interwencji tekstem:
Winda jedzie. To wystarczy.
Społeczeństwo odetchnęło.
Potem zajął się urzędowym formularzem ZW-18, który zawierał pytanie: „Czy w poprzednim kwartale osiągnął Pan/Pani satysfakcję z roli społecznej?”. Bogdan zaproponował odpowiedź „Nie Państwa sprawa”.
Po dwóch dniach dodano ją jako opcję.
Następnie oprotestował aplikację zdrowotną, która po każdym posiłku pytała: „Czy to był wybór zgodny z najlepszą wersją Ciebie?”.
Bogdan odpowiedział publicznie:
„Nie wiem. To był schabowy.”
Wpis zobaczyło osiem milionów ludzi.
System przyznał mu 1,33 punktu za poprawę dobrostanu zbiorowego przez redukcję paternalizmu cyfrowego.
Po tygodniu Bogdan miał wagę 2,19.
Po dwóch tygodniach 4,82.
Po trzech tygodniach zaproszono go do programu publicystycznego Waga Państwa.
Prowadząca, osoba o głosie 8,11, zapytała go na wizji:
– Panie Bogdanie, jeszcze miesiąc temu był pan obywatelem kategorii N-0. Dziś pański głos waży więcej niż głos przeciętnego lekarza internisty. Czy to nie dowód, że system działa?
Bogdan poprawił dres wyjściowy.
– Nie. To dowód, że system tak źle działał, że nawet ja musiałem się nim zająć.
Publiczność wybuchnęła śmiechem.
System doliczył mu 0,76 punktu za „trafną ironię o skutku oczyszczającym”.
Prowadząca uśmiechnęła się nerwowo.
– Ale przyzna pan, że punktacja motywuje obywateli do wkładu?
– Mnie zmotywowała do narzekania zawodowego.
– To chyba dobrze?
– Proszę pani, jak państwo tworzy system, w którym największy awans społeczny robi człowiek mówiący, że wszystko jest głupie, to ja bym jednak zwołał zebranie.
Następnego ranka Bogdan obudził się z wagą 9,74.
Lodówka, którą podłączył z powrotem, przemówiła z szacunkiem:
– Dzień dobry, obywatelu wysokiej użyteczności. Czy życzy pan sobie śniadanie wspierające funkcje przywódcze?
– Parówki.
– To nie wspiera funkcji przywódczych.
– Ale wspiera Bogdana.
Lodówka milczała przez chwilę.
– Uwzględniam nowy paradygmat.
Wieczorem zadzwonił do niego przedstawiciel Komitetu Ochrony Poniedziałków Pozytywnych.
– Panie Bogdanie, zależy nam na pańskim poparciu.
– Chcecie zakazać narzekania.
– Nie zakazać. Ucywilizować.
– Panie, narzekanie ucywilizowane to jest raport kwartalny. Nikomu nie pomaga.
– Możemy zaproponować poprawkę. Narzekanie będzie dozwolone, jeżeli poprzedzi je zdanie: „Z szacunkiem dla wspólnego wysiłku”.
Bogdan aż wstał.
– Czyli w poniedziałek mam powiedzieć: „Z szacunkiem dla wspólnego wysiłku, ta zupa jest letnia”?
– Dokładnie.
– To nie jest narzekanie. To jest donos w przebraniu.
Rozłączył się.
Następnego dnia jego waga wzrosła do 12,02, bo nagranie rozmowy wyciekło i obywatele masowo poczuli się zrozumiani.
Władze zaniepokoiły się dopiero wtedy, gdy Bogdan przekroczył 15,00.
Była to granica zarezerwowana dotąd dla neurochirurgów, konstruktorów reaktorów, wybitnych matek sześciorga dzieci i jednego poety, który napisał haiku tak piękne, że przez dobę spadła sprzedaż alkoholu.
Do Bogdana przyszedł urzędnik specjalny.
Nosił garnitur, który wyglądał, jakby sam płacił podatki.
– Panie Bąk – powiedział. – Pański wzrost użyteczności budzi zainteresowanie Rady Stabilności.
– Mogli wcześniej interesować się kolejkami.
– Rada docenia pański wkład, ale obawia się, że pańska działalność może zachwiać systemem.
– To niech system usiądzie.
Urzędnik westchnął.
– Zaproponowano panu stanowisko.
Bogdan zmrużył oczy.
– Jakie?
– Pełnomocnik do spraw Konstruktywnego Niezadowolenia.
– Pensja?
Urzędnik podał kwotę.
Bogdan gwizdnął.
– Służbowy samochód?
– Autonomiczny.
– Czy można w nim narzekać?
– W trybie prywatnym.
– Nie biorę.
Urzędnik zamrugał.
– Dlaczego?
– Bo jak mnie zatrudnicie, to moje narzekanie stanie się polityką państwa. A polityka państwa to już nie narzekanie, tylko prezentacja w PowerPoincie.
Urzędnik zanotował coś w terminalu.
– System właśnie przyznał panu kolejne punkty za odporność na kooptację.
– Na co?
– Na niedanie się kupić.
– Aha. To proszę dopisać, że trochę żałuję.
W przeddzień głosowania waga Bogdana wynosiła 21,88.
Był najcięższym obywatelem w swojej dzielnicy.
Na klatce schodowej sąsiedzi traktowali go jak lokalne dobro narodowe. Pani z trzeciego piętra prosiła, żeby zagłosował przeciwko zakazowi suszenia prania na balkonach. Student z parteru chciał, by poparł legalizację drzemek w przestrzeni publicznej. Pan Edmund wręczył mu kartkę z postulatem przywrócenia prawdziwych klamek, bo „te dotykowe to są dla ludzi bez duszy”.
Bogdan wszystko zapisał.
Rano poszedł do punktu głosowania.
Przed wejściem stały kamery, komentatorzy i dzieci z wycieczki szkolnej. Nauczycielka tłumaczyła:
– To jest pan Bogdan Bąk. Przykład obywatela, który przeszedł drogę od bierności do wysokiej użyteczności społecznej.
Bogdan odwrócił się.
– Dzieci, zapamiętajcie: jak ktoś wam mówi, że jesteście przykładem, uciekajcie. Zaraz zrobi z was plakat.
Dzieci zapisały to w notatnikach.
System dodał mu 0,12 punktu za edukację nieformalną.
W kabinie głosowania terminal przywitał go uroczyście:
OBYWATELU BOGDANIE BĄK, TWOJA AKTUALNA WAGA WYNOSI 22,00.
DZIĘKUJEMY, ŻE TWORZYSZ SPOŁECZEŃSTWO.
Na ekranie pojawiły się pytania.
Bogdan odrzucił Poniedziałki Pozytywnej Komunikacji.
Poparł przywrócenie klamek.
Zagłosował za drzemkami.
Przy zakazie suszenia prania wstrzymał się, bo uważał, że majtki sąsiadów też mają swoje granice.
Na końcu pojawiło się pytanie dodatkowe, którego wcześniej nie zapowiadano:
Czy popierasz utrzymanie systemu ważenia głosu obywatelskiego jako podstawy sprawiedliwości społecznej?
Bogdan podrapał się po głowie.
Za nim, za szybą kabiny, kamery czekały. Państwo czekało. Lodówka pewnie też, bo była wścibska.
Mógł poprzeć system i zostać jego największym zwycięzcą.
Mógł go odrzucić, choć to właśnie dzięki niemu z człowieka o wadze westchnienia stał się kimś, kogo zapraszano do telewizji i komu automat z kawą mówił „pan pierwszy”.
Bogdan westchnął.
Terminal wyświetlił ostrzeżenie:
WZDYCHANIE NIE WPŁYWA NA TREŚĆ GŁOSU.
– Jeszcze zobaczymy – mruknął.
I kliknął:
NIE.
Przez sekundę nic się nie stało.
Potem terminal zamigotał.
Na ekranie pojawił się napis:
ANALIZA SKUTKU SPOŁECZNEGO GŁOSU.
OBYWATEL BOGDAN BĄK WŁAŚNIE PODJĄŁ DZIAŁANIE NA RZECZ UPROSZCZENIA SYSTEMU, OBNIŻENIA KOSZTÓW ADMINISTRACYJNYCH, REDUKCJI KONFLIKTÓW KLASOWYCH ORAZ PRZYWRÓCENIA CZYTELNOŚCI USTROJU.
Bogdan zmrużył oczy.
– Nie podoba mi się, dokąd to idzie.
Terminal kontynuował:
DZIAŁANIE O WYBITNEJ UŻYTECZNOŚCI HISTORYCZNEJ.
KOREKTA WAGI: + 4 781 992,16.
Bogdan zbladł.
ŁĄCZNA WAGA GŁOSU: 4 782 014,16.
W całym punkcie wyborczym rozległ się alarm, ale nie czerwony i straszny, tylko urzędowo zakłopotany.
Po trzech minutach ogłoszono wynik krajowy.
System ważenia głosu został zniesiony większością jednego Bogdana.
Następnego dnia wszyscy obudzili się w nowej rzeczywistości.
Każdy miał jeden głos.
Profesor, kasjerka, neurochirurg, poeta od haiku, pan Edmund, pani od aniołków, nawet ten facet z bloku obok, który całymi dniami testował dzwonki rowerowe.
Bogdan też miał jeden głos.
Bardzo mu się to nie spodobało.
– Jak to jeden? – pytał w urzędzie. – Przecież wczoraj miałem prawie pięć milionów.
Urzędniczka uśmiechnęła się.
– Sam pan zniósł system.
– Ale moje punkty?
– Nie istnieją.
– A użyteczność historyczna?
– Historyczna.
– Czyli nic z tego nie mam?
– Ma pan równość obywatelską.
Bogdan oparł dłonie na blacie.
– Proszę pani, ja nie po to obalałem niesprawiedliwy system, żeby teraz być traktowany jak wszyscy.
Urzędniczka popatrzyła na niego długo, po czym wybuchnęła śmiechem.
Za nią zaczęli śmiać się ludzie w kolejce. Potem ochroniarz. Potem automat z kawą, któremu ktoś nie wyłączył modułu empatii.
Aplikacja państwowa, choć formalnie pozbawiona prawa naliczania punktów, nie wytrzymała i wyświetliła ostatni, pożegnalny komunikat:
BOGDAN BĄK
WKŁAD SPOŁECZNY: NIEPOLICZALNY
KATEGORIA: NARODOWY BEZUŻYTECZNIK HONOROWY
Bogdan przeczytał to trzy razy.
Potem schował terminal do kieszeni, wrócił pod blok i usiadł obok pana Edmunda.
– I jak? – spytał Edmund.
Bogdan westchnął z głębi duszy.
– Panie Edmundzie, kiedyś to chociaż człowiek wiedział, ile jest wart.
Edmund pokiwał głową.
– Czyli co teraz?
Bogdan spojrzał na ludzi idących do pracy, na dzieci z plecakami, na automat podlewający klomb nie tam, gdzie trzeba, i na gołębia siedzącego na plakacie z napisem TWÓJ GŁOS SIĘ LICZY.
Uśmiechnął się powoli.
– Teraz? Teraz trzeba będzie pilnować, żeby się wszystkim za dobrze nie zrobiło.
I tego samego dnia założył nowy profil:
Bogdan Bąk – Narzekam dla równości.
Do wieczora obserwowało go pół kraju.
Druga połowa uznała, że nie warto.
Bogdan uznał to za zdrowy pluralizm.
Oj, żebyś tylko, Autorze, nie wykrakał… Obecny system jest do bani, ale taki jak u Ciebie to dopiero bomba korupcyjna.
A co do Lema – słabo Nim pachnie.
Pozdrawiam.
Dzięki za komentarz. Pozdrawiam:)
LL
Lesnylutku, ponad piętnaście tysięcy znaków to już nie szort. Bądź uprzejmy zmienić oznaczenie na OPOWIADANIE. Na tym portalu szkorty kończą się na dziesięciu tysiacach znaków.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Bawiłam się świetnie przy lekturze Twojego tekstu, dzięki :), ale oby był złym prorokiem! Orwell pewnie byłby uradowany, że kontynuujesz, co może pójść źle…
Też kocham Lema.
Pozdrawiam serdecznie:)
regulatorzy – poprawione.
Teo Max – dziękuję za komentarz!:)
Pozdrawiam:)
LL
regulatorzy – poprawione.
Teo Max – dziękuję za komentarz!:)
Pozdrawiam:)
LL
OK, Lesnylutku. Dziękuję. :)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Dobrze się czyta, ale sugeruje wywalić wyboldowania. Trochę ich za dużo i tylko niepotrzebnie wybijają z rytmu. Jak dla mnie niepotrzebne. Ironiczne do pośmiania miejscami. Solidny tekst. Mimo wszystko system strasznie się wszystkim chwiał chyba aż za bardzo, by traktować to poważnie, ale to bez znaczenia. Kilkam.
Tymczasowy lakoński król
Dziękuję za komentarz. Może istotnie PRZEBOLDZIŁEM ;) PRZEMYŚLĘ;) Pozdrawiam :)
LL
Serwus,
Fajne opowiadanie. Zabawne, ale też dające do myślenia. Ciekawy pomysł ze światem, w którym głosy mają różną wagę. Sam kiedyś zastanawiałem się, czy to sprawiedliwe, że wszystkie głosy znaczą tyle samo – temat do dyskusji.
Nie jestem lemistą i słabo się w tym odnajduję, ale z Lemem mi się to akurat nie skojarzyło. Miałem za to luźne skojarzenie z „Limes inferior” Zajdla, gdzie społeczeństwo było podzielone na klasy inteligencji i przydatności społecznej.
Podobało mi się, choć jak dla mnie tekst jest trochę przeładowany żartami. Odrobina odżarcenia mogłaby mu wyjść na dobre, ale to oczywiście kwestia gustu.
Ogólnie na plus, podoba mi się.
Pozdrawiam i klikam
rr
Dziękuję za komentarz. Odnosząc się do Lema – chodziło mi wyłącznie o jego upodobanie to nowomowy, tworzenia rozbudowanych nazw dla nowych instytucji. Co do ilości żartów, pewnie racja, ale chyba musiałem odreagować ilość ponuractwa, zawartego w moich dotychczasowych “wrzutkach” tutaj ;) Pozdrawiam serdecznie:)
LL
Podobało mi się, ciekawy pomysł ustroju kraju;). Człowiek vs System to fascynująca tematyka. Pozdrawiam!
Dziękuję i pozdrawiam:)
LL
Za mało narzekania w komentarzach. Czyżby nikt nie chciał podnieść sobie punktacji? Ludzie, obudźcie się!
Pozdrawiam:)
Właśnie! Proszę narzekać! Bądźcie prawdziwymi Polakami! ;)
LL