Z uwagi na piękną pogodę i nieustającą fascynację Lemem (zwłaszcza jego “nowomową”) postanowiłem na chwilę odrzucić ponure wieszczenie postapo i przedstawić matematyczną formę demokracji na wesoło:) Miłej zabawy:)
Z uwagi na piękną pogodę i nieustającą fascynację Lemem (zwłaszcza jego “nowomową”) postanowiłem na chwilę odrzucić ponure wieszczenie postapo i przedstawić matematyczną formę demokracji na wesoło:) Miłej zabawy:)
W Republice Rozsądku nie było już dawnej, prymitywnej zasady „jeden człowiek – jeden głos”.
Historycy wspominali ją z takim samym rozbawieniem jak płacenie gotówką, ręczne kierowanie samochodem i publiczne śpiewanie na trzeźwo.
Nowy system był sprawiedliwszy.
Głos każdego obywatela ważył dokładnie tyle, ile wynikało z jego przydatności dla społeczeństwa.
Profesorowie, inżynierowie, chirurdzy, pracownicy produkcji, programiści i ludzie regularnie płacący podatki mieli głosy ciężkie, szlachetne i odpowiednio wypolerowane. Artyści otrzymywali przeliczniki kulturowe, pod warunkiem że nie byli zbyt niezrozumiali. Osoby chore lub niepełnosprawne bez własnej winy miały przeliczniki kompensacyjne. Opiekunowie, nauczyciele i rodzice dostawali punkty za wkład długofalowy, choć system co kwartał prosił ich, aby nie przesadzali z cierpiętnictwem.
Na samym dole byli ludzie z kategorii N-0, urzędowo nazywani:
obywatele czasowo niewnoszący mierzalnej wartości wspólnej.
Nieurzędowo mówiono na nich: bezużyteczniki.
Bogdan Bąk był bezużytecznikiem z powołania, charakteru i umiarkowanie złej organizacji dnia.
Miał czterdzieści sześć lat, brzuszek obywatelski, dwa dresy wyjściowe i głos wyborczy o wadze 0,03, co oznaczało, że gdyby całe państwo głosowało nad kolorem papieru toaletowego w urzędach, jego głos miałby znaczenie mniej więcej takie jak westchnienie gołębia.
Bogdan nie był przestępcą. Nie był chory. Nie był nawet szczególnie zły. Po prostu nie pracował, ponieważ – jak sam mówił – „nie znalazł jeszcze stanowiska zgodnego z jego wewnętrznym tempem”.
System klasyfikował to jako:
dobrowolna bezproduktywność z elementami roszczeniowej werbalizacji.
Bogdan uważał, że brzmi to dumnie.
Każdego ranka, punktualnie o dziesiątej czterdzieści, schodził pod blok i siadał na ławce obok pana Edmunda, emerytowanego montera wind, który mimo osiemdziesięciu dwóch lat wciąż miał głos o wadze 2,71, bo kiedyś naprawił windę w szpitalu podczas porodu bliźniąt.
– I jak tam, Bogdan? – pytał pan Edmund. – Punktacja przyszła?
Bogdan wyciągał terminal, patrzył i prychał.
– Spisek.
– Ile?
– Zero przecinek zero trzy.
– O, stabilnie.
– Stabilnie to jest na cmentarzu. Ja jestem dyskryminowany przez algorytm.
Pan Edmund poprawiał czapkę.
– A co zrobiłeś w tym miesiącu dla społeczeństwa?
– Nie przeszkadzałem.
– To już policzyli.
– Za nisko.
Tego dnia sprawa była poważniejsza niż zwykle, bo zbliżało się Wielkie Głosowanie Kierunkowe. Obywatele mieli zdecydować, czy wprowadzić ustawę o Poniedziałkach Pozytywnej Komunikacji.
Projekt przewidywał, że w każdy poniedziałek do godziny dwunastej nie wolno będzie narzekać, wzdychać, mówić „kiedyś to było”, ani używać zdania „to się nie uda”.
Za naruszenie groziła kara edukacyjna: trzygodzinny webinar z młodym coachem odzianym w obcisłe szorty i sandały bez skarpetek.
Bogdan uznał projekt za akt terroru.
– To jest zamach na fundamenty cywilizacji – powiedział do pana Edmunda. – Człowiek bez prawa do poniedziałkowego narzekania staje się zwierzęciem.
– Zwierzęta też narzekają – odparł Edmund. – Mój kot narzeka, jak mu dam karmę za osiemnaście złotych zamiast za dwadzieścia cztery.
– I słusznie. Kot rozumie gospodarkę.
Bogdan postanowił odzyskać prawo głosu.
Nie bardzo wiedział jak, więc zaczął od rzeczy prostych.
Najpierw pomógł autonomicznemu kurierowi przejechać przez ulicę. Kurier stał przy pasach, bo jego czujniki wykryły liść, reklamówkę i własny lęk egzystencjalny. Bogdan podniósł liść, kopnął reklamówkę i powiedział:
– Jedź, synu.
Kurier ruszył, po czym po trzech metrach wjechał w fontannę.
System odjął Bogdanowi 0,01 punktu za „nieuprawnioną ingerencję w logistykę niskiego szczebla”.
Następnie Bogdan próbował sztuki.
Napisał wiersz pod tytułem Ojczyzna to nie apka i wrzucił go do publicznego obiegu kultury.
Po sześciu minutach otrzymał komunikat:
Utwór zakwalifikowano jako ekspresję emocjonalną bez wyraźnego wpływu kulturowego.
Przyznano: 0,002 punktu. Odjęto: 0,004 punktu za obciążenie czytelników.
Bogdan obraził się na poezję.
Potem próbował nauki.
Przez cały wieczór oglądał popularnonaukowy program o kwantach. Rano system uznał, że zasnął w dziewiątej minucie i przez resztę czasu generował jedynie „bierną obecność przy treści edukacyjnej”.
Przyznano mu 0,0007 punktu.
– Z tym krajem jest coś nie tak – powiedział do lodówki.
Lodówka odpowiedziała:
– W pana przypadku zalecam zwiększenie spożycia błonnika oraz aktywności zawodowej.
Bogdan odłączył ją od sieci.
Następnego dnia udał się do Punktu Rewaloryzacji Użyteczności Społecznej.
Kolejka zaczynała się przy wejściu, zawijała pod automatem z kawą, potem skręcała koło portretu Pierwszego Ministra Algorytmizacji i kończyła się przy kobiecie, która płakała, bo system uznał jej ręcznie robione aniołki za „dekoracyjną nadprodukcję sezonową”.
Bogdan stanął za nią i natychmiast poczuł się w swoim żywiole.
– Źle ta kolejka stoi – oznajmił.
Nikt nie zareagował.
– Powinna iść tamtędy, bo tu blokuje automat. Potem ludzie nie piją kawy, spada im cierpliwość, rośnie agresja, pani w okienku jest niemiła, wszyscy wychodzą z niższą punktacją i kraj się stacza.
Kobieta od aniołków spojrzała na niego z uznaniem.
– Pan ma rację.
– Ja często mam. Tylko system tego nie widzi.
Po pięciu minutach Bogdan przeorganizował kolejkę.
Po dziesięciu namówił automat, żeby wydawał kawę bez komunikatu „cieszymy się, że wybierasz efektywność”.
Po piętnastu wytłumaczył starszemu panu, że jeśli w formularzu wpisze „opieka nad wnukiem”, a nie „siedzenie z małym potworem”, to dostanie wyższy przelicznik.
Po trzydziestu minutach wyszła kierowniczka punktu.
– Kto tu zarządza ruchem obywatelskim?
Wszyscy wskazali Bogdana.
Bogdan podniósł ręce.
– Ja tylko narzekam konstruktywnie.
Kierowniczka przyjrzała mu się przez okulary.
– Nazwisko?
– Bąk. Bogdan Bąk.
Wprowadziła dane do terminala. Terminal zapikał. Potem zapikał drugi raz, jakby sam się zdziwił.
– O.
– Co „o”?
– System wykrył nieujęty wkład.
– Jaki?
– Redukcja napięcia kolejkowego. Poprawa przepustowości. Wsparcie semantyczne obywateli zagubionych formularzowo. Doraźne przywrócenie sensu automatu kawowego.
Bogdan wyprostował się.
– Czyli?
– Pańska waga obywatelska wzrosła do 0,41.
W kolejce rozległy się brawa.
Bogdan, który nigdy wcześniej nie dostał braw za nic poza trafieniem papierkiem do kosza z trzech metrów, poczuł coś dziwnego.
Godność.
Albo zgagę. Nie był pewien.
Od tego dnia zaczął działać.
Nie podjął pracy, bo nie chciał szokować organizmu. Zamiast tego założył obywatelski profil:
Bogdan Bąk – Narzekam, więc naprawiam.
Codziennie wybierał jeden element rzeczywistości i krytykował go publicznie, ale z propozycją rozwiązania.
Na początek: komunikaty w windach.
„Miłego dnia, obywatelu” zastąpiono po jego interwencji tekstem:
Winda jedzie. To wystarczy.
Społeczeństwo odetchnęło.
Potem zajął się urzędowym formularzem ZW-18, który zawierał pytanie: „Czy w poprzednim kwartale osiągnął Pan/Pani satysfakcję z roli społecznej?”. Bogdan zaproponował odpowiedź „Nie Państwa sprawa”.
Po dwóch dniach dodano ją jako opcję.
Następnie oprotestował aplikację zdrowotną, która po każdym posiłku pytała: „Czy to był wybór zgodny z najlepszą wersją Ciebie?”.
Bogdan odpowiedział publicznie:
„Nie wiem. To był schabowy.”
Wpis zobaczyło osiem milionów ludzi.
System przyznał mu 1,33 punktu za poprawę dobrostanu zbiorowego przez redukcję paternalizmu cyfrowego.
Po tygodniu Bogdan miał wagę 2,19.
Po dwóch tygodniach 4,82.
Po trzech tygodniach zaproszono go do programu publicystycznego Waga Państwa.
Prowadząca, osoba o głosie 8,11, zapytała go na wizji:
– Panie Bogdanie, jeszcze miesiąc temu był pan obywatelem kategorii N-0. Dziś pański głos waży więcej niż głos przeciętnego lekarza internisty. Czy to nie dowód, że system działa?
Bogdan poprawił dres wyjściowy.
– Nie. To dowód, że system tak źle działał, że nawet ja musiałem się nim zająć.
Publiczność wybuchnęła śmiechem.
System doliczył mu 0,76 punktu za „trafną ironię o skutku oczyszczającym”.
Prowadząca uśmiechnęła się nerwowo.
– Ale przyzna pan, że punktacja motywuje obywateli do wkładu?
– Mnie zmotywowała do narzekania zawodowego.
– To chyba dobrze?
– Proszę pani, jak państwo tworzy system, w którym największy awans społeczny robi człowiek mówiący, że wszystko jest głupie, to ja bym jednak zwołał zebranie.
Następnego ranka Bogdan obudził się z wagą 9,74.
Lodówka, którą podłączył z powrotem, przemówiła z szacunkiem:
– Dzień dobry, obywatelu wysokiej użyteczności. Czy życzy pan sobie śniadanie wspierające funkcje przywódcze?
– Parówki.
– To nie wspiera funkcji przywódczych.
– Ale wspiera Bogdana.
Lodówka milczała przez chwilę.
– Uwzględniam nowy paradygmat.
Wieczorem zadzwonił do niego przedstawiciel Komitetu Ochrony Poniedziałków Pozytywnych.
– Panie Bogdanie, zależy nam na pańskim poparciu.
– Chcecie zakazać narzekania.
– Nie zakazać. Ucywilizować.
– Panie, narzekanie ucywilizowane to jest raport kwartalny. Nikomu nie pomaga.
– Możemy zaproponować poprawkę. Narzekanie będzie dozwolone, jeżeli poprzedzi je zdanie: „Z szacunkiem dla wspólnego wysiłku”.
Bogdan aż wstał.
– Czyli w poniedziałek mam powiedzieć: „Z szacunkiem dla wspólnego wysiłku, ta zupa jest letnia”?
– Dokładnie.
– To nie jest narzekanie. To jest donos w przebraniu.
Rozłączył się.
Następnego dnia jego waga wzrosła do 12,02, bo nagranie rozmowy wyciekło i obywatele masowo poczuli się zrozumiani.
Władze zaniepokoiły się dopiero wtedy, gdy Bogdan przekroczył 15,00.
Była to granica zarezerwowana dotąd dla neurochirurgów, konstruktorów reaktorów, wybitnych matek sześciorga dzieci i jednego poety, który napisał haiku tak piękne, że przez dobę spadła sprzedaż alkoholu.
Do Bogdana przyszedł urzędnik specjalny.
Nosił garnitur, który wyglądał, jakby sam płacił podatki.
– Panie Bąk – powiedział. – Pański wzrost użyteczności budzi zainteresowanie Rady Stabilności.
– Mogli wcześniej interesować się kolejkami.
– Rada docenia pański wkład, ale obawia się, że pańska działalność może zachwiać systemem.
– To niech system usiądzie.
Urzędnik westchnął.
– Zaproponowano panu stanowisko.
Bogdan zmrużył oczy.
– Jakie?
– Pełnomocnik do spraw Konstruktywnego Niezadowolenia.
– Pensja?
Urzędnik podał kwotę.
Bogdan gwizdnął.
– Służbowy samochód?
– Autonomiczny.
– Czy można w nim narzekać?
– W trybie prywatnym.
– Nie biorę.
Urzędnik zamrugał.
– Dlaczego?
– Bo jak mnie zatrudnicie, to moje narzekanie stanie się polityką państwa. A polityka państwa to już nie narzekanie, tylko prezentacja w PowerPoincie.
Urzędnik zanotował coś w terminalu.
– System właśnie przyznał panu kolejne punkty za odporność na kooptację.
– Na co?
– Na niedanie się kupić.
– Aha. To proszę dopisać, że trochę żałuję.
W przeddzień głosowania waga Bogdana wynosiła 21,88.
Był najcięższym obywatelem w swojej dzielnicy.
Na klatce schodowej sąsiedzi traktowali go jak lokalne dobro narodowe. Pani z trzeciego piętra prosiła, żeby zagłosował przeciwko zakazowi suszenia prania na balkonach. Student z parteru chciał, by poparł legalizację drzemek w przestrzeni publicznej. Pan Edmund wręczył mu kartkę z postulatem przywrócenia prawdziwych klamek, bo „te dotykowe to są dla ludzi bez duszy”.
Bogdan wszystko zapisał.
Rano poszedł do punktu głosowania.
Przed wejściem stały kamery, komentatorzy i dzieci z wycieczki szkolnej. Nauczycielka tłumaczyła:
– To jest pan Bogdan Bąk. Przykład obywatela, który przeszedł drogę od bierności do wysokiej użyteczności społecznej.
Bogdan odwrócił się.
– Dzieci, zapamiętajcie: jak ktoś wam mówi, że jesteście przykładem, uciekajcie. Zaraz zrobi z was plakat.
Dzieci zapisały to w notatnikach.
System dodał mu 0,12 punktu za edukację nieformalną.
W kabinie głosowania terminal przywitał go uroczyście:
OBYWATELU BOGDANIE BĄK, TWOJA AKTUALNA WAGA WYNOSI 22,00.
DZIĘKUJEMY, ŻE TWORZYSZ SPOŁECZEŃSTWO.
Na ekranie pojawiły się pytania.
Bogdan odrzucił Poniedziałki Pozytywnej Komunikacji.
Poparł przywrócenie klamek.
Zagłosował za drzemkami.
Przy zakazie suszenia prania wstrzymał się, bo uważał, że majtki sąsiadów też mają swoje granice.
Na końcu pojawiło się pytanie dodatkowe, którego wcześniej nie zapowiadano:
Czy popierasz utrzymanie systemu ważenia głosu obywatelskiego jako podstawy sprawiedliwości społecznej?
Bogdan podrapał się po głowie.
Za nim, za szybą kabiny, kamery czekały. Państwo czekało. Lodówka pewnie też, bo była wścibska.
Mógł poprzeć system i zostać jego największym zwycięzcą.
Mógł go odrzucić, choć to właśnie dzięki niemu z człowieka o wadze westchnienia stał się kimś, kogo zapraszano do telewizji i komu automat z kawą mówił „pan pierwszy”.
Bogdan westchnął.
Terminal wyświetlił ostrzeżenie:
WZDYCHANIE NIE WPŁYWA NA TREŚĆ GŁOSU.
– Jeszcze zobaczymy – mruknął.
I kliknął:
NIE.
Przez sekundę nic się nie stało.
Potem terminal zamigotał.
Na ekranie pojawił się napis:
ANALIZA SKUTKU SPOŁECZNEGO GŁOSU.
OBYWATEL BOGDAN BĄK WŁAŚNIE PODJĄŁ DZIAŁANIE NA RZECZ UPROSZCZENIA SYSTEMU, OBNIŻENIA KOSZTÓW ADMINISTRACYJNYCH, REDUKCJI KONFLIKTÓW KLASOWYCH ORAZ PRZYWRÓCENIA CZYTELNOŚCI USTROJU.
Bogdan zmrużył oczy.
– Nie podoba mi się, dokąd to idzie.
Terminal kontynuował:
DZIAŁANIE O WYBITNEJ UŻYTECZNOŚCI HISTORYCZNEJ.
KOREKTA WAGI: + 4 781 992,16.
Bogdan zbladł.
ŁĄCZNA WAGA GŁOSU: 4 782 014,16.
W całym punkcie wyborczym rozległ się alarm, ale nie czerwony i straszny, tylko urzędowo zakłopotany.
Po trzech minutach ogłoszono wynik krajowy.
System ważenia głosu został zniesiony większością jednego Bogdana.
Następnego dnia wszyscy obudzili się w nowej rzeczywistości.
Każdy miał jeden głos.
Profesor, kasjerka, neurochirurg, poeta od haiku, pan Edmund, pani od aniołków, nawet ten facet z bloku obok, który całymi dniami testował dzwonki rowerowe.
Bogdan też miał jeden głos.
Bardzo mu się to nie spodobało.
– Jak to jeden? – pytał w urzędzie. – Przecież wczoraj miałem prawie pięć milionów.
Urzędniczka uśmiechnęła się.
– Sam pan zniósł system.
– Ale moje punkty?
– Nie istnieją.
– A użyteczność historyczna?
– Historyczna.
– Czyli nic z tego nie mam?
– Ma pan równość obywatelską.
Bogdan oparł dłonie na blacie.
– Proszę pani, ja nie po to obalałem niesprawiedliwy system, żeby teraz być traktowany jak wszyscy.
Urzędniczka popatrzyła na niego długo, po czym wybuchnęła śmiechem.
Za nią zaczęli śmiać się ludzie w kolejce. Potem ochroniarz. Potem automat z kawą, któremu ktoś nie wyłączył modułu empatii.
Aplikacja państwowa, choć formalnie pozbawiona prawa naliczania punktów, nie wytrzymała i wyświetliła ostatni, pożegnalny komunikat:
BOGDAN BĄK
WKŁAD SPOŁECZNY: NIEPOLICZALNY
KATEGORIA: NARODOWY BEZUŻYTECZNIK HONOROWY
Bogdan przeczytał to trzy razy.
Potem schował terminal do kieszeni, wrócił pod blok i usiadł obok pana Edmunda.
– I jak? – spytał Edmund.
Bogdan westchnął z głębi duszy.
– Panie Edmundzie, kiedyś to chociaż człowiek wiedział, ile jest wart.
Edmund pokiwał głową.
– Czyli co teraz?
Bogdan spojrzał na ludzi idących do pracy, na dzieci z plecakami, na automat podlewający klomb nie tam, gdzie trzeba, i na gołębia siedzącego na plakacie z napisem TWÓJ GŁOS SIĘ LICZY.
Uśmiechnął się powoli.
– Teraz? Teraz trzeba będzie pilnować, żeby się wszystkim za dobrze nie zrobiło.
I tego samego dnia założył nowy profil:
Bogdan Bąk – Narzekam dla równości.
Do wieczora obserwowało go pół kraju.
Druga połowa uznała, że nie warto.
Bogdan uznał to za zdrowy pluralizm.
Oj, żebyś tylko, Autorze, nie wykrakał… Obecny system jest do bani, ale taki jak u Ciebie to dopiero bomba korupcyjna.
A co do Lema – słabo Nim pachnie.
Pozdrawiam.
Dzięki za komentarz. Pozdrawiam:)
"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill
Lesnylutku, ponad piętnaście tysięcy znaków to już nie szort. Bądź uprzejmy zmienić oznaczenie na OPOWIADANIE. Na tym portalu szkorty kończą się na dziesięciu tysiacach znaków.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Bawiłam się świetnie przy lekturze Twojego tekstu, dzięki :), ale oby był złym prorokiem! Orwell pewnie byłby uradowany, że kontynuujesz, co może pójść źle…
Też kocham Lema.
Pozdrawiam serdecznie:)
regulatorzy – poprawione.
Teo Max – dziękuję za komentarz!:)
Pozdrawiam:)
"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill
regulatorzy – poprawione.
Teo Max – dziękuję za komentarz!:)
Pozdrawiam:)
"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill
OK, Lesnylutku. Dziękuję. :)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Dobrze się czyta, ale sugeruje wywalić wyboldowania. Trochę ich za dużo i tylko niepotrzebnie wybijają z rytmu. Jak dla mnie niepotrzebne. Ironiczne do pośmiania miejscami. Solidny tekst. Mimo wszystko system strasznie się wszystkim chwiał chyba aż za bardzo, by traktować to poważnie, ale to bez znaczenia. Kilkam.
Tymczasowy lakoński król
Dziękuję za komentarz. Może istotnie PRZEBOLDZIŁEM ;) PRZEMYŚLĘ;) Pozdrawiam :)
"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill
Serwus,
Fajne opowiadanie. Zabawne, ale też dające do myślenia. Ciekawy pomysł ze światem, w którym głosy mają różną wagę. Sam kiedyś zastanawiałem się, czy to sprawiedliwe, że wszystkie głosy znaczą tyle samo – temat do dyskusji.
Nie jestem lemistą i słabo się w tym odnajduję, ale z Lemem mi się to akurat nie skojarzyło. Miałem za to luźne skojarzenie z „Limes inferior” Zajdla, gdzie społeczeństwo było podzielone na klasy inteligencji i przydatności społecznej.
Podobało mi się, choć jak dla mnie tekst jest trochę przeładowany żartami. Odrobina odżarcenia mogłaby mu wyjść na dobre, ale to oczywiście kwestia gustu.
Ogólnie na plus, podoba mi się.
Pozdrawiam i klikam
rr
Dziękuję za komentarz. Odnosząc się do Lema – chodziło mi wyłącznie o jego upodobanie to nowomowy, tworzenia rozbudowanych nazw dla nowych instytucji. Co do ilości żartów, pewnie racja, ale chyba musiałem odreagować ilość ponuractwa, zawartego w moich dotychczasowych “wrzutkach” tutaj ;) Pozdrawiam serdecznie:)
"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill
Podobało mi się, ciekawy pomysł ustroju kraju;). Człowiek vs System to fascynująca tematyka. Pozdrawiam!
Dziękuję i pozdrawiam:)
"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill
Za mało narzekania w komentarzach. Czyżby nikt nie chciał podnieść sobie punktacji? Ludzie, obudźcie się!
Pozdrawiam:)
Właśnie! Proszę narzekać! Bądźcie prawdziwymi Polakami! ;)
"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill
Witaj Lesnylutku! Refleksja nad tematem głosowania podana z przymrużeniem oka. Przejście z wagi dwudziestu dwóch punktów na cztery i pół miliona trochę zbyt radykalne. I nastąpiło tzw. samozaoranie pana Bogdana. Nie wiem czemu, ale bohater skojarzył mi się z pewnym elektrykiem. ;) Humor dobry, minimalnie zbyt rozwlekłe w niektórych miejscach. Pozdrawiam i klikam do biblioteki.
Dziękuję i pozdrawiam:)
"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill
Głosowanie – arcyważna sprawa, ale to, co za sprawą Bogdana Bąka wydarzyło się w Republice Rozsądku, było tyleż szokujące, co miejscami zabawne. Podoba mi się pomysł i sposób przestawienia ciągu zdarzeń z udziałem Bogdana. :)
Idę do klikarni. :)
…i publiczne śpiewanie po trzeźwemu. → …i publiczne śpiewanie na trzeźwo.
…trzygodzinny webinar z młodym coachem w koszuli bez skarpetek. → Rozumiem, że poza rzeczonym webinarem koszule zazwyczaj miały skarpetki?
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Wiadomix przecież, że webinar na trzeźwo w skarpetkach nie przystoi! ;) Już poprawiam :)
"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill
Lesnylutku, od razu widać, że wiesz, co piszesz. ;)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
George Orwell na pewno to przeczytał gdzieś w niebie i załopotał skrzydłami;)
Z początku pomyślałam o jednym Ferdynandzie i nie zachęciłam się, ale potem wciągnąłeś mnie po uszy.
Historia okropna, ale równocześnie cudna.
delulu managment
Cieszę się, że się podobało:) Nie myślałem o łopotaniu Orwella, ale jeśli masz rację, to tym bardziej mi również rosną skrzydła! Pozdrawiam serdecznie:)
"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill
Cześć! Ależ to dobre! Ciekawa jakby sytuacja kafkowska, bohater niejako skazał się na sukces, a potem rozczarował nagłym pęknięciem balonika. Masa kapitalnych cytatów, ironia, nazwy własne. Połknąłem tekst z ogromną przyjemnością. Lem też myślę się nie obraził za wspomnienie w przedmowie. Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Cześć! Dzięki za komentarz, cieszę się, że Ci się podobało. Pozdrawiam :)
"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill
Oby nie… Oby nie … Ale za to podałeś na talerzu świetny sposób na to , żeby zbadać, przetestować i zhackować algorytm i system.
Bogdan oparł dłonie na blacie.
– Proszę pani, ja nie po to obalałem niesprawiedliwy system, żeby teraz być traktowany jak wszyscy.
Chociaż bezużytecznik nawet nie był chyba do końca świadom strzału w kolano. Nie ufajcie AI lubi sobie nieźle pofantazjować. Dzięki autorze, Twoje opowiadanie dało mi to mnóstwo “mięska” do przeanalizowania.
silimaure.blogspot.com
Dziękuję za Twój komentarz. Pozdrawiam serdecznie:)
"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill
Fascynujący świat.
Tekst nie kojarzył mi się z Lemem, bardziej z Zajdlem. W którejś książce (Paradyzji?) miał system, w którym przestrzegano praw jednostki, ale mniej pożyteczni ludzie liczyli się jak pół jednostki albo i to nie.
Piękna ewolucja bohatera, łącznie ze zwrotem akcji, kiedy to Bogdan strzelił sobie w kolano, a potem był bardzo zaskoczony, że zabolało.
Humor też na plus.
Będę na TAK, czyli.
Babska logika rządzi!
Racja z Zajdlem odnośnie fabuły. Lemem posiłkowałem się tylko jeśli idzie o neologizmy typu “Poniedziałki Pozytywnej Komunikacji”. Pozdrawiam :)
"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill
Hmmm. Język Lema raczej kojarzy mi się z lekkim archaizowaniem.
Babska logika rządzi!
A to już zależy do której części Lema się zajrzy:)
"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill
Też prawda. :-)
Babska logika rządzi!
Hejka!
Inteligentne, zabawne i spójne. 
Moje ulubione:
Lodówka odpowiedziała:
– W pana przypadku zalecam zwiększenie spożycia błonnika oraz aktywności zawodowej.
Bogdan odłączył ją od sieci.
Pozdrawiam!
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Hej, dzięki za komentarz! A lodówki niech nam życia nie układają, howgh!;)
"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill
Czołem ponownie,
Finkla troszkę mnie już zdradziła
– mój lakoniczny komentarz na plus był zapowiedzią nominacji do piórka.
Być może ten tekst ma wady, wynikające z przyjętej konwencji, ale w mojej ocenie w pełni zasługuje na ocenę Lożan, ponieważ operując w przyjętych ramach wycisnąłeś 110%. Przy okazji po prostu trafiłeś w mój gust i jestem wobec tego trochę bezbronny :)
Co ma największą wartość moim zdaniem, to wybrany sposób rozwoju fabuły. Jak napisałem wyżej, dla mnie to odwrócona sytuacja kafkowska, w której bohater czego nie zrobi, to zadziała na jego korzyść. To samo z siebie dawałoby do myślenia, ale ulepszyłeś schemat o zrzeczenie się (świadome bądź nie) przez bohatera swoich korzyści. A na końcu zafundowałeś puentę, która nie tylko mówi “narzekacz będzie zawsze narzekaczem”, ale moim zdaniem ma też lekki wydźwięk odwrotnego nawrócenia – w międzyczasie można było przecież stwierdzić, że bohater ma mimo wszystko cne intencje moralne. Bardzo dobrze i nieoczywiście wyszło.
To jedno. Dalej, spodobała mi się przyjęte tempo narracji, szybkie, ale bardzo spójne ze sposobem prezentacji świata.
Odnośnie struktury tekstu, zastosowałeś sporo nowych akapitów i zdań od nowej linijki – to również się w mojej ocenie sprawdziło, nadaje takiego klimatu relacji z wydarzeń.
Do tego wyposażyłeś narratora w cięty język i zaserwowałeś sporo zabawnych nazw własnych.
Swoich prywatnych punktów z tabeli nie daję jedynie za klimat, ponieważ nie ma aż tak narastającego napięcia.
To wszystko skłoniło mnie, aby tekst nominować do piórka i tym samym być na TAK. Gratuluję!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem! No zamurowało mnie, nie ma co kryć! Mogę jedynie skwitować to słowami Bogdana Bąka: (Co) teraz? Teraz trzeba będzie pilnować, żeby się wszystkim za dobrze nie zrobiło. ;) Czyli nie osiąść na laurach, zagryźć zęby i kontynuować wątek bohatera, który już ma na oku kolejny element systemu do przypadkowego zdemolowania;) Serdecznie dziękuję i pozdrawiam Lożę:)
"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill
Witaj. :)
I ostatecznie wrócono do starej, prymitywnej zasady głosowania. :))
Lekko, zabawnie, ze świetnie podanym humorem oraz oryginalnym pomysłem. :)
Znakomita satyra, dorzucam klik, choć wiadomo już, że jest nominacja. :)
Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :)
Pecunia non olet
Hej, dziękuję za przeczytanie, cieszę się, że się podobało:) Pozdrawiam:)
"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill
Wzajemnie. :)
Pecunia non olet
Hej!
Jestem wielbicielką humoru w fantastyce, jednak dość wybredną. Tutaj absolutnie mi podeszło, trafiło i zatopiło. Odświeżające i lekkie, a jednocześnie nie pozbawione głębszych treści! Sama historia Bogdana jest niełatwa, bardzo socjologiczna, ale też zaskakująco sam system okazuje się nad wyraz elastyczny i potrafi sam siebie zlikwidować. Fascynujące.
Ponieważ tekst narzekaniem stoi, a tu brakuje w komentarzach, to nadrabiam:
– To nie wspiera funkcji przywódczych.
– Ale wspiera Bogdana.
Cudne.
Kurczę, miało być narzekanie…
– Na niedanie się kupić.
Zmieniłabym. Bardzo niezgrabne. Do czego to zmierza, pytam się? Waga głosu wysoka, zaznaczam. Cały jeden.
I już.
Doceniajmy teksty z humorem, tak prędko odchodzą…
Dla mnie piórko, jak nic, ale nie wiem, czy waga głosu będzie wystarczająca. Będę na tak, może system się nie zawali. :)
Pozdrawiam!
Hej, dziękuję za komentarz i uwagi:) I zapraszam oczywiście do lektury “Zdrowie ujemne”, gdzie Bogdan rozmontowuje system opieki zdrowotnej:) Pozdrawiam :)
"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill
jak sam mówił – „nie znalazł jeszcze stanowiska zgodnego z jego wewnętrznym tempem”.
Ferdek Kiepski 2.0 XD
System klasyfikował to jako:
dobrowolna bezproduktywność z elementami roszczeniowej werbalizacji.
Hmm, czemu takie kwestie po dwukropku wrzucasz do nowego akapitu?
Winda jedzie.
Chyba cudzysłów się zapodział.
– Na niedanie się kupić.
Aj, brzydkie.
System dodał mu 0,12 punktu za edukację nieformalną.
Ale on musiał być bezużyteczny dla systemu wcześniej, jak za taką pierdołę dodano mu czterokrotność pierwotnej wartości! Dobre! XD
W całym punkcie wyborczym rozległ się alarm, ale nie czerwony i straszny, tylko urzędowo zakłopotany.
Nie za bardzo rozumiem, co to ma oznaczać.
Przybyłem, bo poprzednie Twoje teksty nawet do mnie trafiały, grzech by było nie przeczytać nominowanego. A chwała beeeeckiemu, że nominował, bo tekst warty przeczytania. I to na wielu płaszczyznach.
Nawet czysto komediowo całkiem bym się uśmiał, może nie każdy żart do mnie trafił, ale w ogólnym rozrachunku, muszę przyznać, że siedziałem roześmiany. No, a tutaj mamy więcej, niż komedię. Szpileczki wbijasz porządnie, dość celnie. Fajnie to poprowadziłeś.
I, mimo że, tekst skojarzył mi się z odcinkiem Świat według Kiepskich, a i bohater podobny, to jest to podszyte wieloma celnymi uwagami i obserwacjami, wcale nie takimi znowu płytkimi.
Skojarzyło mi się też z Zajdlem i jego Limes inferior, spodziewam się, że książką Ci dość bliską.
Opowiadanie pędzi, nie ma opisów, co najwyżej prześmiewcze, ale zastanawiam się, czy nie jest to właśnie plus. Skupiłeś się na konkretnym celu i wykonałeś go celująco. Mimo wszystko troszkę raportowo wyszło i jest to jedyna rzecz, która miejscami psuła mi odbiór.
Dzięki za ciekawą lekturę, mimo że miałem odrobinę wątpliwości, to zdecydowałem się dodać swoje pół TAK-a do głosowania piórkowego, bo bawiłem się przednio. Dobrze, że zdążyłem.
Powodzenia w głosowaniu. Pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!
Lesnylutku, długo się zastanawiałam, ale w końcu podęłam decyzję: idę do nominowalni! :)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Ło matko, to Bogdan Bąk dziś nie uśnie z wrażenia! Warto jednak walczyć z systemem! Dziękuję bardzo i pozdrawiam:)
"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill
MichaelBullfinch – dziękuję za uwagi!
System klasyfikował to jako:
dobrowolna bezproduktywność z elementami roszczeniowej werbalizacji.
Hmm, czemu takie kwestie po dwukropku wrzucasz do nowego akapitu? – w ogóle zauważyłem, że przy Bogdanie mam tendencję do szatkowania tekstu i wyciągania go wzdłuż, zamiast wszerz. W moim naiwnym mniemaniu przyspiesza to tempo czytania (sam dalej stwierdzasz, że opowiadanie pędzi), co w dzisiejszym świecie tik-tokowym może być jakąś tam szansą na przyciągnięcie kogoś do tradycyjnego słowa pisanego. Może się mylę, może korekta tekstu przed publikacją drukowaną mnie w tym zakresie wyprostuje:)
Winda jedzie.
Chyba cudzysłów się zapodział.
Wiadomix!
– Na niedanie się kupić.
Aj, brzydkie.
A to jakoś lubię, bo to z dowcipu o mandacie za NIEMANIE ŚWIATEŁ. Ale może istotnie brzydko się komponuje.
W całym punkcie wyborczym rozległ się alarm, ale nie czerwony i straszny, tylko urzędowo zakłopotany.
Nie za bardzo rozumiem, co to ma oznaczać.
Sam często mam tak, że jak piszę po nocach albo nad ranem, to później nie wiem, jaka klapka z Monty Pythona akurat mi się przy danym zwrocie zapaliła. Albo to oznaki początków schozofrenii. Będziemy obserwować ;)
Pozdrawiam serdecznie :)
"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill
No witamże :)
I cóż.
Podobnie jak w poprzednim Twoim tekście, który miałem przyjemność komentować, widzę tu miejscami przebłyski żartobliwego, lekkiego pióra. Uśmiechłem się był przy obywatelskim brzuszku, wścibskiej lodówce czy antyalkoholowym haiku, i w paru innych miejscach.
Były też elementy satyry, które do mnie trafiły. Bogdan pragnie równości, dopóki sam nie dostaje szansy stać się beneficjentem chorego systemu – bardzo trafna obserwacja, choć bez dalszego komentarza może prowadzić do bardzo różnych wniosków, w tym na manowce.
Ogółem jednakowoż, nie dołączę do zacnego grona zachwyconych czytelników.
Fabularnie utwór stoi nieco lepiej niż "Do ostatniego posła" – gdy pierwszy raz spotykamy Bogdana i jego obywatelski brzuszek, nie mamy jeszcze powodu spodziewać się, w którą stronę sprawa się potoczy, czyta się więc to lepiej niż tamten tekst. Zaczynamy co prawda również ekspozycją, ale nie tak długą i nie tak nachalną.
Nie mogę jednak powiedzieć, żeby tekst szybko robił się jakoś przesadnie ciekawy – nie widziałem w nim choćby symbolicznego napięcia (trudno uznać za takie niepewność co do przebiegu głosowania w temacie narzekania w poniedziałek), a ciułanie kolejnych punktów za kolejne narzekania szybko zrobiło się schematyczne, a schematyczność jest niestety wrogiem humoru.
Humor, jak już wspomniałem, ma jaśniejsze momenty, jednak zasadniczo gwoździem programu jest tu postać bezrobotnego z wyboru, archetyp w polskiej komedii zgrany do cna. Całość mogłaby śmiało być scenariuszem jednego z setek odcinków polsatowskich sitcomów. I o ile co do zasady uważam, że zgrane motywy są zgrane, bo są dobre, można jednakowoż przesadzić, a w ogóle komedia jest tu wyjątkiem, żart można zabić i ten jest martwy od wczesnych lat dwutysięcznych. Co najmniej.
Proza też mnie nie zachwyciła. Momentami mamy bardzo dziwne konstrukcje, np.
Po prostu nie pracował, ponieważ – jak sam mówił – „nie znalazł jeszcze stanowiska zgodnego z jego wewnętrznym tempem”
Cudzysłów w mowie zależnej?
System klasyfikował to jako:
dobrowolna bezproduktywność z elementami roszczeniowej werbalizacji.
Albo bardziej pospolite potknięcia:
Napisał wiersz pod tytułem Ojczyzna to nie apka i wrzucił go do publicznego obiegu kultury.
Skoro tytuł, to cudzysłów?
Ale nawet gdyby na technikalia przymknąć oko, ta proza niespecjalnie zachwyca. Zdania są proste, schematyczne (X zrobił Y, gdzie X to najczęściej Bodan), przesiąknięte najnudniejszymi orzeczeniami typu "mieć" i "być". Rozumiem, że tu mogła być jakaś celowość autora, ale mimo wszystko do mnie tiktokifikacja języka nie przemawia – być może staję teraz po złej stronie historii, ale no cóż.
Pozdrawiam!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
GaalicyjskiZakapior – dziękuję za komentarz. Wszystko rozumiem, ale: “uśmiechłem”? Rozumiem, że celowo nawiązujesz tu do mojej niespecjalnej prozy, prostych zdań i wątpliwych technikaliów;) A co do prostoty języka: początkowym założeniem było w ogóle oprzeć się o słownik używany do budowy “libretta” piosenek discopolowych, czyli maksymalnie 50 słów i dwóch czasowników z dwoma emocjonalnymi przedrostkami. Odejście od tej konwencji i tak uważam za duży progres językowy ;) Na co dzień moim niedoścignionym wzorem budowania złożonych wypowiedzi jest Proust w Poszukiwaniu straconego czasu, jednak uznałem, że na tym portalu lepiej będzie unikać zdań dłuższych niż definicja szorta;) Pozdrawiam :)
"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill
Rozumiem, że celowo nawiązujesz tu do mojej niespecjalnej prozy, prostych zdań i wątpliwych technikaliów;)
Nie, absolutnie to nie miał być żaden przytyk, przepraszam. Czasem się tak wygłupiam językowo po prostu.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Rozczarowujesz mnie tą odpowiedzią, liczyłem na ciekawszy pojedynek słowny:):)
"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill