- Opowiadanie: Anonimowy bajkoholik - Wywiady na skale

Wywiady na skale

Luźna seria wywiadów. Można czytać wybiórczo.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

zygfryd89

Oceny

Wywiady na skale

ZIEMIA

 

– Już? Słychać mnie? Tak? Okej?

– … … …

– Mam cztery i pół miliarda lat i to mój pierwszy wywiad. Bardzo się cieszę.

– … … …

– Co mogę o sobie powiedzieć…

Na początku byłam dość chaotyczna. Stopioną skała z ambicjami i bardzo złym humorem. W okolicy każdy miał wielkie plany – chciał zostać Słońcem: świecić, grzać, stać w centrum wszystkiego. Mnie nie wyszło. Nie twierdzę, że mam żal, mówię tylko, że pamiętam.

– … … …

Nie będę ukrywać – nie dało się ze mną wytrzymać. Wirowałam, pękałam, wybuchałam. Wulkany stały się moim sposobem na rozładowanie napięcia i korzystałam z niego często.

Ale największa afera wydarzyła się z Theią.

Głupia, zarozumiała pinda weszła na mój teren. Młoda byłam, gorąca – dosłownie i w przenośni – i nie umiałam odpuszczać. Poszłyśmy na zwarcie. Wszystko płonęło, rozpadało się na tysiące odłamków i wirowało wokół nas. Dwie idiotki, które przesadziły z temperamentem. Klasyczna uliczna bijatyka, tylko bez ulicy. Chociaż wciąż na drodze – Drodze Mlecznej.

Ale los jest przewrotny.

Z tych szczątków zlepiła się srebrna kulka krążąca wokół mnie. Księżyc. Mój Księżyc. Patrzę na niego do dziś i myślę, że to całkiem ładna pamiątka.

Od tamtej pory staram się nie zadzierać z sąsiadami.

Potem zaczęła się faza towarzyska.

Komety, asteroidy i inne kosmiczne obieżyświaty wpadały z wizytą. Niezapowiedziane, jak to znajomi – gość w dom, bałagan w dom. Każdy z czymś przychodził. Wiecie, co przynosi się na imprezy, gdy jest się młodym… różne pierwiastki i chemia, ale głównie wód… to znaczy woda. Co zrobić, nie wybiera się prezentów, a z płynem na imprę zawsze wypada. Zebrałam go tyle, że sama byłam zaskoczona. Nie miałam serca odmawiać, skoro przybywali z takim zapałem z drugiego końca układu. Tak powstały oceany. Do dziś jestem z nich dumna. To moje najlepsze dzieło. Lubię je bardziej niż góry, choć one też mają swój urok. Takie moje zmarszczki. Dowód, że dużo przeżyłam.

Jakieś trzy i pół miliarda lat temu wydarzyło się coś dziwnego.

W oceanie drgnęło życie. Maleńka komórka, zupełnie bez pytania o zgodę, postanowiła się podzielić. Potem następna. I następna. Doceniam tę inicjatywę. To trochę tak, jakby ktoś przypadkiem zamieszkał w twoim domu, a potem okazało się, że nie rozumiesz, jak mogłaś bez niego trwać tyle lat. Od tamtej pory życie rozlało się wszędzie – w każdej szczelinie, na każdym kamieniu, w każdej kałuży. Schlebia mi to. Lubię być zamieszkana.

Przez długi czas byłam królestwem gadów i był to zdecydowanie mój ulubiony okres. Wielkie, spokojne stworzenia, które nikomu nie zawracały głowy filozofią ani polityką. Dinozaury miały klasę i styl. Żyłyśmy zgodnie.

Niestety wydarzyła się ta meteorytowa historia.

Spóźniony ziomek wpadł na imprezę, nie wiedząc, że już posprzątane. Huknął tak, że kurz zasłonił Słońce, zrobiło się zimno i ciemno… i po dinozaurach. Potrzebowałam kilku milionów lat, żeby dojść do siebie. Każdy ma prawo do żałoby.

Następnie pojawiły się ssaki. Mniejsze, bardziej nerwowe, wiecznie czujne. A wśród nich ludzie.

Szczerze mówiąc, na początku w ogóle ich nie zauważałam. Małe, słabe, bez pazurów, bez pancerza, właściwie bez niczego. Biegali po sawannach z miną, jakby wiedzieli, co robią. To było nawet urocze. A, i wiecie co? Oni też lubią Księżyc. Słodkie.

Szybko okazało się, że są niesamowicie obrotni. Ciągle coś kombinowali.

Najpierw był ogień. Poczułam to od razu – maleńkie, ciepłe punkty rozświetlające moje noce. Byłam poruszona.

Później rolnictwo. Zaczęli siać, nawadniać, przekształcać. Trochę łaskotało, ale tolerowałam to. Na swój sposób to nawet czułe.

Muszę jednak powiedzieć o jednej sprawie.

Miałam okres, kiedy potrzebowałam ciszy i dystansu. Nasze relacje się ochłodziły. No dobra, złapałam focha. Po prostu gorsze dni, każdemu się zdarza. Owinęłam się lodem po horyzont, zamilkłam, oddychałam. Takie moje wycofanie.

– … … …

– Tak, z trudem, ale przeżyli, co do dziś trochę mnie zadziwia. Opatulili się skórami i trwali. Skóry nie były może najlepsze, takie second-body, używane, z drugiej ręk… ciała. Ale zawsze to coś. Sprytne uparciuchy. Doceniam.

A potem odkryli węgiel i ropę. I zaczęło się dziać. Sprzątają ze mnie to czarne dziadostwo i – co przyznam w zaufaniu – jest nawet przyjemnie. Miłe, rozlewające się powoli ciepło. Jakby po tych wszystkich lodowcowych chłodach ktoś w końcu przykrył mnie grubym kocem i powiedział: „Leż, odpoczywaj, masz to na stałe”. Od tej pory nasze stosunki mocno się ociepliły. Czuję, że robią to z troski. Super są ci ludzie. Zobaczymy, jak długo to potrwa.

Buziaczki.

 

 

MARS

 

Wywiad usunięty 25.05.2026

 

 

WENUS

 

– … … …

– Tak, słyszałam, co tam te dwa dzieciaki wygadują. Ziemia ze swoim ośrodkiem adopcyjnym dla ssaków i Mars – ten przedwczesny emeryt, który ustatkował się tak szybko, że zapomniał, jak się żyje. Wiem, że dziś wszyscy patrzą na mnie jak na katastrofę chemiczną, ale proszę was, kiedyś też miałam ambicje. Chcecie wiedzieć, jak wygląda prawdziwy dramat? Usiądźcie wygodnie, tylko nie za blisko, bo stopię wam buty.

Na początku byłam najpiękniejsza. Serio. Wiecie, że jestem siostrą Ziemi? Tylko że ja byłam tą ładniejszą, bardziej utalentowaną i – nie oszukujmy się – zapowiadałam się lepiej. Naprawdę wszyscy mówili, że to ja będę lepszą wersją.

Ja również miałam oceany, przyjemny chłodek i błękitne niebo. Przez pierwszy miliard lat wyglądałyśmy prawie jak bliźniaczki w tych samych sukienkach. Potem Ziemia zaczęła się bawić w swoje tektoniczne fochy – wieczne przesuwanie mebli, pękanie, chowanie węgla pod dywan. Ja postawiłam na stabilność. Moja skorupa to monolit. Nie bawię się w dryfowanie kontynentów. Jak już coś postanowię, to się tego trzymam. Dosłownie. Ale potem podjęłam kilka radykalnych decyzji życiowych. Poczułam się zbyt pewna siebie. Za bardzo chciałam błyszczeć. Pragnęłam być gorąca i tajemnicza. Taką, o której mówi się szeptem.

Na początku było cudownie. Atmosfera gęstniała, robiło się cieplej, bardziej zmysłowo. Problem w tym, że w pewnym momencie przestałam fascynować, a zaczęłam dusić się sama sobą. Zamiast gorącą laską stałam się podstarzałą jesieniarą otuloną grubym kocem w listopadowy wieczór.

– … … …

– Tak. Może macie rację. Nie będę się wypierać, chyba wtedy naprawdę siadła mi psychika. Cały ten wulkaniczny temperament nie miał gdzie ujść. Ziemia ma swoje małe erupcje, trochę pary, trochę lawy i już jej lepiej. A ja duszę wszystko w sobie przez setki milionów lat, a potem funduję sobie totalny reset. Topię całą powierzchnię, zalewam lawą i zaczynam od nowa. To się nazywa radykalny peeling. Polecam, choć trochę piecze.

– … … …

– Moja atmosfera? Powiem tak. Ziemia ma tę swoją cienką, przezroczystą mgiełkę, przez którą wszystko widać. Arogancka bezwstydnica. Ja postawiłam na prywatność. Zbudowałam sobie gruby, żółty płaszcz z dwutlenku węgla i kwasu siarkowego. Nikt nie widzi, co mam w środku. Jest intymnie. No i to ciepło… Ziemia się cieszy, bo temperatura wzrosła jej o stopień czy dwa. Słodziutkie. U mnie jest stabilne czterysta sześćdziesiąt stopni Celsjusza. Dzień i noc. Na równiku i na biegunach. Można smażyć pizzę na kamieniu w kilka sekund.

– … … …

– Nie, nie potrzebuję tego do szczęścia. Ziemia zawsze była tą słodką idiotką. Wiecie, oceany, lasy, wieloryby, zachody słońca i te rzeczy.

Ja przynajmniej nie mam pasożytów budujących parkingi i galerie handlowe. Ona ma ludzi, Mars ma łaziki, za to ja mam charakter. Wysłali do mnie kiedyś taką jedną Wenerę. Twarda sztuka. Nawet wylądowała. Działała dwie godziny, ale ostatecznie nie wytrzymała ciśnienia. Od tamtej pory nie zaglądają. Chyba się obrazili.

– … … …

– Mam też swój mały bunt. Wszyscy w tym układzie kręcą się w jedną stronę, jak stado owiec. A ja kręcę się w drugą. Tak, na przekór. I to tak wolno, że mój dzień jest dłuższy niż mój rok. Wyobrażacie to sobie? Zanim obrócę się wokół własnej osi, zdążę oblecieć Słońce. Nigdzie mi się nie spieszy. Mam czas.

– … … …

– Co mogę powiedzieć na koniec? Ziemia myśli, że jest wyjątkowa, bo ma życie. Może i ma. Ale ja mam blask. Jestem trzecim najjaśniejszym obiektem na niebie. Jak już się zdarzy, że jej ludzie oderwą wieczorem wzrok od smartfonów i spojrzą w górę, to patrzą na mnie. Boginię. Trochę niebezpieczną, trochę wybuchową, totalnie nieprzystępną, ale nadal piękną.

– … … …

Może racja, że z tą atmosferą to słabe. Jak mówi pewna znajoma: „Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy”. Tyle że ludzie niby mają kodeksy, prawa i zasady, a i tak bez przerwy się żrą. Toksyczni.

 

 

MERKURY

 

Wywiad usunięty 25.05.2026

 

 

PLUTON

 

Wywiad usunięty 25.05.2026

 

 

 

PLANETA X

(tzw. hipotetyczna Planeta Dziewiąta)

 

 

– … … …

– Nie udzielam wywiadów, nie mogę dać się namierzyć.

– … … …

– Tak, mogę być gdzie chcę. Oficjalnie nie mam zakazu podróży ani czerwonej noty międzyplanetarnej. Szukają mnie, ale jeszcze nie międzynarodowo.

– … … …

– Wolę przebywać na orbitach, które są… przychylne grawitacyjnie.

– … … …

– Węgry? Nie wiem, o czym pan mówi.

– … … …

– Nie, to nieprawda. Nie chowam się przed żadnym prawem… fizyki.

– … … …

– Na razie cieszę się przestrzenią. Jest tu dużo miejsca i mało jurysdykcji.

– … … …

– … … …

– … … …

Koniec

Komentarze

Świetnie się czyta. Gratuluję pomysłu. Pozdrawiam serdecznie:)

Dzięki za przeczytanie i za szósteczkę :)

Również pozdrawiam serdecznie 

Zwierzenia planet okazały się całkiem zajmujące, ale zachodzę w głowę, kto je skłonił do snucia opowieści. :)

Sympatyczne. I walory edukacyjne są. :)

Dziękuję wam za przeczytanie i zostawienie komentarza heart

Kto skłonił planety do snucia opowieści? Nikt, same mówiły, wystarczyło posłuchać smiley

Serdecznie pozdrawiam

Hej, bardzo pomysłowy tekst! Czytając go, wiele razy się uśmiechnęłam.

Nasze relacje się ochłodziły. 

heart

Szkoda, że nie zdążyłam przeczytać pozostałych wywiadów. Mam nadzieję, że kiedyś tu wrócą, albo doczekają się osobnych opowiadań. 

 

Pozdrawiam serdecznie :) 

Hej, bardzo pomysłowy tekst! Czytając go, wiele razy się uśmiechnęłam.

cieszą mnie te słowa. Dziękuję. kiss

 

Szkoda, że nie zdążyłam przeczytać pozostałych wywiadów. Mam nadzieję, że kiedyś tu wrócą albo doczekają się osobnych opowiadań

pozostałe wywiady zostały usunięte, ponieważ opowiadanie nie cieszyło się zainteresowaniem, stąd pomysł skrócenia do szortu. Specjalnie dla Ciebie przywracam Boginię Wenus smiley

Bardzo przyjemne, dowcipne i pomysłowe. Czytało się bardzo dobrze. Tylko o co chodzi z tymi usuniętymi wywiadami? Kilka dni temu nie było fragmentu z Wenus, a teraz się pojawił?

Nowa Fantastyka