- Opowiadanie: marzan - Wyzwanie #50 Podróż do korzeni

Wyzwanie #50 Podróż do korzeni

Tym razem wyzwanie krótko sformułowane i bez obrazka – żeby nie sugerować rozwiązań.

 

Fragmenty wysyłamy do niedzieli 31 maja. Limit jest dość obszerny, ale wcale nie znaczy, że musicie go wykorzystać – więcej nie zawsze znaczy lepiej i zabawniej!

 

Dla tych czytających co drugą linijkę: istotą wyzwania jest stylizacja dialogu!

Oceny

Wyzwanie #50 Podróż do korzeni

Podczas przelotu nad słowiańską wioską podróżnik w czasie gubi nieodzowny element zakrzywiacza czasoprzestrzeni. Opisz scenkę, w której próbuje odzyskać zgubę. Skup się na stylizacji dialogu. Jako tło możesz wybrać dowolny moment pomiędzy VI a XVi wiekiem n.e. Fabuła zależy od Twojej inwencji, ale nie powinna zdominować tekstu. Obowiązuje limit 5.000 znaków.

Koniec

Komentarze

– Panie? Panie? Żyjecie?

 

Nim zdołałem otworzyć oczy, poczułem zapach obory.

 

Chłop był pomarszczony od słońca, o rękach żylastych – styranych ciężką pracą. Otarłem krew z czoła. Oprócz rozciętej skóry na głowie miałem złamaną rękę i kilka żeber, ale żyłem.

 

– Co to jest? Jakiś samolot? Czołg? Czy co?

 

Rozejrzałem się po wnętrzu kokpitu, zupełnie jakbym widział go pierwszy raz. Szybko sprawdziłem parametry – wszystko było sprawne, choć wahadłowiec międzyczasowy zarył się na dwa metry w ziemi. Wszystko oprócz przyłącza skokowego.

 

– Musiało odpaść, gdy walnął we mnie pocisk przeciwlotniczy – wymamrotałem.

 

– Nie wiem, po czyjej stronie walczysz – zaczął przytomnie chłop – ale na pewno będą szukać tego… no, tego, czymś przyleciał.

 

– Pomożesz mi?

 

– Rodakowi zawsze.

 

 

*

 

 

Zaniósł mnie do rozpadającej się chaty z oborą i jedną zabiedzoną krową. Odstawił mnie na łóżko i wrócił na miejsce katastrofy zamaskować wahadłowiec.

 

 

*

 

 

Lizałem rany, gdy chłop wpadł i od progu zaczął wrzeszczeć:

 

– Wojsko! Idzie wojsko!

 

– Spokojnie, to już koniec wojny.

 

– Skąd możecie to wiedzieć?! Przyjdą, podpalą, powieszą za ukrywanie szpiega!

 

– Chwila. – Spojrzałem na panel iPoda, który w gospodarzu wzbudzał jeszcze większy niepokój niż cała Trzecia Rzesza. – Na pewno to już koniec. A wiem to, bo… no cóż, musisz mi zaufać. Tak jak z tą jałowcówką.

 

Chłop przeniósł wzrok ze mnie na iPoda. Nie wyglądał na uspokojonego.

 

– Pomóż mi wstać. Zobaczymy, czy to czerwoni, czy brunatni.

 

 

*

 

 

Chłop stał z dłonią przy czole, osłaniał oczy przed słońcem. Ja, wsparty o jego ramię – żebra wciąż się zrastały.

 

– Iwany – rzucił chłop.

 

– Tylko trzech – dodałem.

 

– Stado prowadzą. Będzie ze trzy tuziny zdrowych, mlecznych muciek.

 

– Szybkoście porachowali – pochwaliłem gospodarza. – Pewnie zdobyczne.

 

– Szkoda. Przydałaby mi się taka choćby jedna zdrowa – westchnął chłop.

 

– Leć no szybko po te jałowcówki, co je schowałeś za oborą.

 

– Ale…

 

– Leć. Coś czuję, że możemy zrobić dobry interes.

 

Gdy zostałem sam, wyciągnąłem przewód i podłączyłem iPoda do interfejsu za prawym uchem. Zaaplikowałem słownik języka rosyjskiego, co prawie przypłaciłem utratą przytomności od nadmiaru danych.

 

– Źle wyglądacie – powiedział chłop, gdy znalazł mnie na trawie z krwawiącym nosem.

 

– To nic. Pomóż mi wstać.

 

Gospodarz odstawił flaszki, a gdy tylko mnie postawił na nogi, zawołałem:

 

– Towarzysze!

 

– Co robisz?! Zatłuką nas! – jęknął.

 

– Spokojnie. Ruski mało je, ale zawsze chętnie wypije.

 

 

*

 

 

Trzech Iwanów dyskutowało na boku. Podobały im się flaszki jałowcówki, ale mieli problem.

 

– Nie – rzucił brodacz w futrze, śmierdzący tanim tytoniem.

 

Towarzysz za nim, o brzydkiej, dość świeżej ranie na policzku, dodał, gładząc lufę pepeszy:

 

– Sztuki nam się muszą zgadzać.

 

Chłop drapał się w głowę, myślał, jak przerwać impas w negocjacjach. A ja patrzyłem na trzeciego Iwana – rudzielca z zawieszonym na szyi przyłączem skokowym, które służyło teraz jako błyskotka.

 

– Krowa z obory – wtrąciłem.

 

– Moja Jadzia? – dopytał chłop.

 

– Jest już stara, mleka nie daje, a im to jedno.

 

Brodacz pokiwał głową, podrapał się po tyłku, splunął:

 

– Tak. Jeśli macie krowę na wymianę, to pohandlujemy.

 

– Ale chcę jeszcze to. – Pokazałem palcem przyłącze, gdy chłop w podskokach ruszył po Jadzię.

 

Powstała konsternacja, gdy młody Iwan chwycił błyskotkę i pokręcił głową. Towarzysze szybko go oblegli, zaczęli tłumaczyć, a gdy to nie pomogło – użyli pięści. Nim gospodarz wymienił starą krowę na młodą i dorzucił jałowcówkę, ja już schowałem do kieszeni przyłącze skokowe.

 

 

*

 

 

– Jesteś pewny? – zapytał gospodarz.

 

– Już mi dość pomogłeś. Żebra prawie się zrosły. Czas odkopać mój wahadłowiec… mój samolot i ruszać do domu.

 

– Dziękuję. Ta krowa… – zaczął chłop – dzięki niej przeżyję zimę. Nie wiem, jak mogę jeszcze ci się odwdzięczyć.

 

Nim zdążyłem odpowiedzieć, kolby załomotały w drzwi. Do chaty wpadli ruscy, pijani w sztok jałowcówką. Nie strzelali, ale też nie szczędzili razów.

 

 

*

 

 

W baraku zapadła cisza. Gułag nocą był cichszy niż przestrzeń międzyczasowa.

 

Konający na szkorbut Wasyl zakaszlał i powiedział:

 

– Tak… teraz cię poznaję. Zabijesz. Za to, co wam zrobiliśmy?

 

– Nie – powiedziałem po chwili milczenia. – Co by to zmieniło? Już dziesiąty rok „zwiedzam” twój piękny kraj i pewnie tu umrę. Jesteś jedyną osobą, którą znam w tym… czasie.

 

Wasyl zakaszlał, zajęczał tak, że pomyślałem – to już koniec. Ale sięgnął pod poduszkę. Długo grzebał w sienniku, nim wyciągnął przyłącze.

 

– Mnie wsadzili tu – wycharczał – za to, żeśmy zjedli tę waszą krowę. Czysło się nie zgadzało oficerowi.

 

To były ostatnie słowa Wasyla. Wyciągnąłem brakujący element wahadłowca z jego już sztywnych dłoni.

 

 

*

 

 

Wahadłowiec jest tam, gdzie zarył w ziemię. Chłop podobno zmarł gdzieś na Syberii, więcej go nie widziałem. Teraz w miejscu jego chaty rośnie las, nieopodal wykopano sztuczny zbiornik wodny. Jestem już stary i bezzębny – wakacje w Rosji zrobiły swoje.

 

Zacząłem tę wyprawę, by zdobyć informacje, gdzie w trakcie historii popełniliśmy błędy. Czy zdobyta przeze mnie wiedza coś by zmieniła? Może. Ale po tych wszystkich latach nie mam już do czego wracać.

 

 

 

Wiek się nie zgadza, ale trudno :P reszta jest ok. Tekst jest na podstawie piosenki, zachęcam do zgadywania tytułu. 

 

 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Bardzie, witaj na pokładzie!

 

Zaiste, długi był to rejs, i nie będę pytał, jakie krakeny albo co gorsza syreny spotkałeś po drodze, ale cieszymy się z powrotu!

 

Tarnino, skoro o łapkach mowa…

 

Dog An Cat GIFs – Find & Share on GIPHY

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

smiley Dawać TARDIS i nie kręcić :D

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

To był urlop, zasłużony wypoczynek i jeszcze się nie skończył, więc jest to powrót, być może, chwilowy :). A po drodze spotkałem jedynie kalorie i długie godziny zmarnowane na nic nierobieniu ;) 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Dawać TARDIS i nie kręcić :D

 

Tarnino, bez zakrzywiacza czasoprzestrzeni też nie działa. Odzyskasz zakrzywiacz, będzie Tardis :P

Negocjacje z miejscowymi mogą być trudniejsze niż ze Strażnikami Rewolucji, ale chociaż język ten sam… czy na pewno? ;)

 

Bardzie, ja poza forum tracę kalorie. Jak tu piszę, to chociaż siedzę na tyłku. A tylko się oderwę, to w jakieś góry mnie ciągnie, dziś 11 godzin bez przerwy ;)

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

11 godzin chodzenia, to musi być bardzo męczące:). Też kiedyś, może, znajdę czas na wyjazd, gdy już przestanę odbijać się od ściany do ściany. Zarzucę plecak i zaśpiewam, jak kiedyś Kazik słowa Toma -

"Był wściekłym psem lecz pragnął grać

w Armii Zbawienia – byle co

– swój rybi puzon do dmuchania dam dziewczętom.

Choć tonął w mętnych falach snu

to krzyczał frunąc aż na dno -

urządzę sobie kurwa odlotowe świeto" ;)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Tarnino, bez zakrzywiacza czasoprzestrzeni też nie działa. Odzyskasz zakrzywiacz, będzie Tardis :P

XD

dziś 11 godzin bez przerwy ;)

Uuuu, ja też chcę… :)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Chronolokalizator implodował suchym, subkwarkowym trzaskiem. W polu interferencji temporalnej pozostał tylko jeden stabilny ślad: utracony induktor fazowy.

– Obiekt krytyczny poza kapsułą – stwierdził Kwantor. – Przejęcie lokalne.

– Neguję celowość dyplomacji fonetycznej z losowymi formami. Quarkusie, nie trwońmy rezerw temporalnych. Semantorze, zmapuj relacje hierarchiczne.

Puszka zasyczała kriogenicznie.

Trzy warstwy sygnału: tetrapody wertykalne, horyzontalne, aeralne.

Skanery foniczne skierowały się ku centralnemu placowi osady, gdzie w nahydrotyzowanym substracie kłębiły się tetrapody wertykalne.

– Nie tykaj, parchu! To moje, z mojego sadu!

– Z twego? Kto sadził? Kto szczepił?

– Widłami cię policzę, złodzieju!

– Spróbuj, a ziemia cię nie przyjmie!

– Moja mać sadziła, ojciec doglądał, jak o pierworodnego dbał!

– Bij w łeb! Brać, co z drzewa spadło na nasze! Moje! Moje!

Rejestr: jednostki wertykalne. Komunikacja własnościowo-agresywna. Semantyka zasobowa.

– A horyzontalne? – spytał Quarkus.

Semantor przekierował sensory ku dużej nieruchomej jednostce, wydzielającej rytmiczne drgania niskiej częstotliwości.

– Muuu…

– Mmmuu…

– Muuu…

Puszka syknęła obłokiem jonizującego gazu.

Błąd parsowania. Wykryto komunikację wielowarstwową. Dźwięki podstawowe sprzężone z mikrodrganiami ciała, ruchem sensorów bocznych.

Jednostka horyzontalna wyemitowała przeciągły pomruk i głęboki wyrzut gazu.

Wykryto kwintylny aktywny manipulator dystalny. Składnia nieliniowa. Klasyfikacja zmieniona: kwintopody horyzontalne.

– Przestańcie się żryć, chamy zatracone! Żywicielka ryczy, bo pożytku nie dali!

Jednostki wertykalne natychmiast przerwały wymianę emocji i rozpoczęły transfer energii do organizmu nadrzędnego.

Weryfikacja relacji kastowych zakończona. Tetrapody wertykalne pełnią funkcje usługowe wobec kwintopodów horyzontalnych.

– Zatem negocjujmy z kastą dominującą. – Quarkus skinął głową.

Kwantor uruchomił chwytaki antygrawitacyjne. Bezwirnikowe dyski śmignęły zgarniając paski energii, formując je w lewitujące bryły, które popłynęły ku modułowi absorpcyjnemu kwintopoda.

Tetrapody wertykalne zamarły.

– Bogowie!

– Jasne potęgi!

– Trygławie, zmiłuj się!

Wszystkie jednocześnie przeszły w tryb redukcji osi pionowej i przyłożyły sensory akustyczne do nahydrotyzowanej powierzchni.

– Fascynujące – mruknął Kwantor. – Emulują konfigurację posturalną jednostek nadrzędnych.

Kwintopod uniósł sensory werbalne, wchłonął porcję energii i odpowiedział przeciągłym:

– Mmmm-uuuuhhh…

– Semantorze, rozpocznij protokół dyplomatyczny.

Puszka zatrzeszczała.

Z tylnego emitera pneumatycznego wyrzucił serię rytmicznych detonacji.

– Prrrrrr-yyyyyy-kkkk!

Dekodowanie komunikatu: „Kąt fioletu w masielnicy rdzewieje hiperbolicznie”.

– Spróbujmy wizualizacji – zaproponował Kwantor.

Rozwinął świetlną projekcję induktora.

– O, Wielki Horyzontalny, poszukujemy artefaktu o analogicznym współczynniku refrakcji.

Semantor wyemitował serię gardłowych pomuczeń.

Kwintopod spojrzał obojętnie, obrócił się tylnym portem komunikacyjnym i wyemitował pojedynczą salwę gazową.

Algorytmy zinterpretowały odpowiedź jako odmowę negocjacji.

Przestrzeń przeciął wrzask:

– KRAAA!

Czarno-biały kwintopod aeralny runął z nieba, pochwycił pobłyskującą projekcję z dłoni Kwantora i wzbił się w wyższe rejestry trzeciej współrzędnej.

– Za nim!

Wystrzelili na antygrawitacyjnych podeszwach. Na szczycie wysokiego pylonu biologicznego kwintopod aeralny tkwił pośród błyszczących obiektów.

– Lokalne skupisko obiektów o podwyższonym współczynniku pożądania – wyszeptał Quarkus.

– Repozytorium podatkowe – uzupełnił Kwantor.

W głębi połyskiwał kwantowy induktor fazowy.

– Wdrożyć protokół handlowy – zdecydował Kwantor.

Skłonili się nisko. Na otwartej dłoni rozbłysły syntetyczne diamenty.

– O, Nadrzędny Koordynatorze. Prosimy o renegocjację daniny granicznej.

Semantor wydał serię piskliwych dźwięków:

– Kraaa! Krrr-a-a-ks!

Kwintopod aeralny przechylił moduł optyczny, zmierzył ich czarnym sensorem, po czym wypchnął zakrzywiacz ze skarbca i zagarnął największy z diamentów.

Transakcja autoryzowana. Algorytmy gratulują pełnej kompatybilności dyplomatycznej z dominatorem.

Kwantor wsunął induktor w slot chronometru.

– Kasta lotna utrzymuje dominację ekonomiczną.

– Czym handlują?

– Błyskiem.

 

"Puszka zasyczała kriogenicznie." – ciekawe, chciałbym to zobaczyć.

"Kwantor wsunął induktor w slot chronometru." – Wsadził ten dynks, w te one ustrojstwo ;).

Nagromadzenie dziwnych nazw przytłacza i właściwie nie wiem co chciałeś opowiedzieć. 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Bardjaskier: To nie ja, To UFOki wink

Właśnie coś tak podejrzewamłem ;)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

TheGuru, interesująca wizja i grafika w AI, i chyba ona tak naprawdę wydała mi się najbardziej interesująca. Troszkę również przegadane. Ale napewno miałeś dobry pomysł na scenke i grafike. 

 

Ciekawa fabuła, ale właśnie cytowany 

 

“"Kwantor wsunął induktor w slot chronometru."

 

albo

 

subkwarkowym trzaskiem” 

 

To trochę za dużo :) Połowy nazw nie da się znaleść nawet w google. Sugeruje zrobić słowniczek nazw, albo to jakoś wytłumaczyć. 

Kwintopod aeralny przechylił moduł optyczny, z

Co to jest Kwintopod?

 

@Bardzie, miło że wróciłeś :)

 

– Pomożesz mi?

 

– Rodakowi zawsze.

Uśmiechnąłem się :)

 

Fakt, że to nie te czasy, co było w wyzwaniu, ale i tak bardzo fajnie pokazany koncept. Jest w tym więcej absrudalnego humoru co osładzało lekturę ;) 

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

TheGuru – śmieszne, nawet gdzieś czytałem, że gdyby kosmici przylecieli na Ziemię, mogliby uznać krowy (lub dowolnych innych przedstawicieli inwentarza żywego) za dominującą formę życia, bo po prostu tyle ich jest. :)

Jedna rzecz psuje efekt – dlaczego ,,kwintopody”? Gdzie ta piąta kończyna? Ogon liczą?

Bardjaskier – WW2 to zdecydowanie nie jest moja ulubiona epoka historyczna, ale fabuła trochę mi się kojarzy z oldskulowymi komiksami (znaczy, czytałbym).

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Co to jest Kwintopod?

Gdzie ta piąta kończyna? Ogon liczą?

tak, jako element niewerbalny drugiego otworu werbalnego.

 

mogliby uznać krowy

a ja słyszałem, że za kilka milionów lat za dominująca formę zostaną uznane kury. jest ich teraz tak dużo, że ich kości będą najczęściej znajdowane.

Gdzie ta piąta kończyna? Ogon liczą?

Niezdeterminowanie teorii… devil

a ja słyszałem, że za kilka milionów lat za dominująca formę zostaną uznane kury. jest ich teraz tak dużo, że ich kości będą najczęściej znajdowane

Kości kur są kruche, więc niekoniecznie ^^ Kosmici fajni. Przeczeszę, jak będę miała chwilę smiley

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

A dzięki chłopaki.

"Kosmici fani" – a ty Tarnino mojego szorta to przeczytać nie łaska ;P, też chcę być przeczesany – to brzmi przyjemnie :P

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

też chcę być przeczesany – to brzmi przyjemnie

 

Tiny Pusheen's Toothbrush Grooming Moment – Gif Abyss

 

Guru: Podobał mi się pomysł. To mocna strona tekstu.

Sięgnięcie po humor zawsze jest ryzykowne. To pamiętam z Funtastyki – trudno jest napisać tekst tak, żeby każdy się śmiał.

Przy tym tekście może boków nie zrywałem, ale negocjacje z krową, a potem sroką wzbudziły we mnie wesołość. Wprawdzie sroka bardziej skrzeczy niż kracze, ale nie będę się czepiał, bo dopiero przy drugim czytaniu zwróciłem na to uwagę.

Zasadnicza część wyzwania, czyli stylizacja dialogu a owszem, była, ale miałem wrażenie niedosytu. Za to zauważyłem nad-poziom odpowiedzi na wyzwanie (a może tylko widzę co, co chcę zobaczyć?) – wypowiedzi kosmicznych gości również są stylizowane, a ich naukowy język komunikacji ma kontrastować z resztą – zgadłem? A nieistniejący zakrzywiacz być może stał się inspiracją i spowodował również wytworzenie wielu neologizmów.

 

To teraz plusy ujemne: grzązłem w tej naukowej stylizacji. Czytanie wymagała maksymalnego skupienia. Gdybym to czytał “na kolanie” mógłbym po prostu odpaść. Udało się, ale łatwo nie było. Brakowało mi lekkości.

 

Żeby krytyka mnie była tylko destruktywna – pomyślałem, że zamiast naukowców można było wysłać w misję dwóch pozaziemskich studentów, którzy nie do końca potrafią obsługiwać sprzęt. Jest większa szansa, że czytelnik znajdzie kogoś, z kim się utożsami. Dodatkowo komizm mógłby wynikać z zestawienia nadal “sztucznych” wypowiedzi SI kosmitów z potocznym językiem studentów.

Tyle w temacie “wujek dobra rada”, czyli naszym narodowym sporcie :P

 

Bardzie, do Twojego tekstu też wrócę, ale o bardziej ludzkiej porze, jestem skowronkiem :P

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Tarnino mojego szorta to przeczytać nie łaska ;P, też chcę być przeczesany – to brzmi przyjemnie :P

Ale nie dzisiaj :D

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Jasne sprawa, na przeczesywanie warto poczekać:) – choć wolałbym by przeczesała mnie kobieta, to nie będę wybrzydzał;). 

 

 

Edit.

 

To była odpowiedź do marzana :D więc umówmy się, że do pierwszego piktogramu jest dla T, a do drugiego dla M :P 

 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

marzan:

dzięki za wnikliwą analizę.

 

tak, chciałem stylizować na wielu poziomach, nawet chciałem więcej zdań poświęcić muczeniu i krakaniu ale doszedłem do wniosku, że stylizacja kosmicznego (celowo dziwna, absurdalna, niezrozumiała i bez sensu momentami) wystarczy.

 Czytanie wymagała maksymalnego skupienia.

zboczenie zawodowe ;-) mogłeś tylko przelecieć wzrokiem.

Mam tak kiedy oglądam film o kosmosie czy historii. Zamiast przyjąć konwencję wkurzam się na absurdy.

– Miła pani, wielce mi radośnie ujrzeć twe śliczne oczęta!

– Co? Gdzie jestem? Auu, głowa… co ja robię w oborze? AAA, pająk, zdejmij go!

– Niewiasto o słowiczym głosie, wiedz, iż nie w chlewie leżysz, aliż w mojej ubogiej izbie.

– Izbie? A te kury to dla ozdoby? Nieważne… Zatem racz nieco usunąć tę zarośniętą facjatę, bo powietrze tu jakieś gęste, dla dwójki może nie starczyć. I kim właściwie jesteś?

– Jam jest Zbyszko!

– Nie wal się tak w pierś, bo mi głowa pęka. Że niby co, z Bogdańca?

– Zbyszko z Kaczego Dołu!

– Aaa, więc to jest Kaczy Dół? Pięć chatynek wokół bajora? Kurczę, aż nie wierzę!

– Do kurczęcia–li powiadasz, pani? Znak to jawny, iż ci smok w głowie więcej pomieszał, niżem mniemał!

– Jaki smok?

– Ów smok, z którego żywota wyciągnąłem cię z wielkim usiłowaniem, ubiwszy pierwej tę bestyję okrutną!

– O rany, statek! Teraz pamiętam, coś huknęło w kadłub i zakrzywiacz się urwał! A ty co tak wytrzeszczasz oczy?

– Miła pani, poleż jeszcze w pokoju, bowiem język twój jako żmija ślepa błądzi!

– Poleż? Język? Ej, nie pozwalaj sobie za dużo, już ja takich znam!

– Mnie pas rycerski zdobi, przeto cnoty twojej nie tknę!

– Rycerz? Nie wierzę. A to, co ryczy, pewnie rumak bojowy?

– Odpoczywajże, pani, w pokoju, a ja krasulę wydoję i w skok do cię powrócę!

 

– Pokojem bym tego nie nazwała, co za chlew… Dobra, plecak jest! Cholera, transmiter walnięty!

 

– Wróciłem już, nadobniejsza!

– Słuchaj, rycerzu od siedmiu boleści, gdzie jest mój sta… to jest smok?

– Nie gniewaj się, pani, złość twą krasę psuje. O smoka się nie frasuj, nie żyje już gadzina, samem go zgładził! Jakom go ujrzał, łuk cisowy napiąłem, z którego jeszcze dziad mój Niemcom odpór dawał…

– Kamuflaż! Cholera, wiedziałam, że o czymś zapomniałam!

– Słów nie pojmuję, wszakże głos twój jako ptaszęcy śpiew. A co do bestii onej, strzałę wypuściłem i niechybnie w samo serce ugodziłem, bo lot zniżyła, a srebrne łuski z niej opadły.

– Gdzie? Gdzie upadły łuski?

– Do Kaczego Dołu, gdzieżby indziej?

– Znaczy się, do bajora? Szlag, jak to teraz wyciągnąć? Zbyszko, masz parobków?

– Parobkowie, niech ich Najświętsza Panna ma w opiece, wyruszyli w knieję po jagody…

– Dawno wyszli? Jak wrócą, trzeba wykopać rów, spuścić wodę, na pewno gdzieś tam jest! Ta łuska, ona jest magiczna. Jest mi bardzo potrzebna. I co ze smokiem? Albo najlepiej od razu do niego prowadź!

– Ze trzy lata będzie.

– Co?

– No, jako wyszli. Ale o gadzie powiadając: skoro na ziemię upadł, porwałem topór pruski, zdobyczny. W biegu Bogarodzicę począłem śpiewać, o wspomożenie prosząc, a dopadłszy, rąbałem mocno. Twarda była bestyja, ażem ostrze uszczerbił. Bojaźń mię zeszła, iż się ocknie, przeto Zdrowaś Maryja zmówiłem i ze wszech sił uderzyłem. Aliż brzuch się jej rozpadł i ciebie tam uwidziałem. Przeżegnawszy się, wlazłem w to ścierwo i jeszcze kilkakroć uderzyłem, bo z gadami nie masz pewności…

– Nie! Nie mogę tego słuchać! Mój sta… to jest mój smok! Ty brutalu, to był oswojony smok! Bez niego nie wrócę, utknę w tej dziurze!

– W Dole, nie w dziurze, o pani.

– Ty nic nie rozumiesz! Że też musiałam trafić właśnie na ciebie, smoki mu się zachciało bić!

– Nie rońże łez, niewiasto. Poczciwość mam, pod sam dom twój odwiodę, choćby mi przyszło krasulę wilkom na pożarcie zostawić.

– Nie! Tam się da dostać tylko w smoku, zakuty łbie! A teraz zejdź mi z oczu! Albo nie, sama pójdę, mam dość tego śmierdzącego chlewu!

 

 

Miesięcznik Archeologiczny, Uniwersytet Kaczodolski, Maj 2026

 

Kochankowie aż po grób

 

Najnowsze badania, przeprowadzone przez profesora Witolda Prabuckiego, zakończyły się sensacyjnym odkryciem. Użycie trójwymiarowego skanera rentgenowskiego dużej mocy pozwoliło prześwietlić wnętrze krypty założyciela grodu. Okazało się, że wewnątrz pochowana jest nie jedna, lecz dwie osoby, a zmarli nadal trzymają się za ręce. Profesor Prabucki wystąpił do władz z oficjalną prośbą o zgodę na ekshumację szczątków i pobranie materiału genetycznego.

Osoba Patrycji, domniemanej żony Zbyszka Mężnego jest owiana tajemnicą. Do tej pory wielu przypuszczało, że owa kobieta w ogóle nie istniała, a dzieci Zbyszka były raczej owocem mariażu z jednym z ościennych rodów szlacheckich, zawartego, kiedy gród wszedł w okres nieoczekiwanej prosperity. W końcu XIX wieku ugruntowała się teoria, iż Patrycja – z racji imienia o rodowodzie rzymskim – była uosobieniem owego sukcesu gospodarczego, który ostatecznie doprowadził do przejęcia przez Kaczodół roli ośrodka władzy Rzeczpospolitej. Jak wiemy, Patrycja występuje również w legendach, w których przy każdej pełni brodzi w pałacowym stawie w poszukiwaniu smoczej łuski.

Odkrycie zbiegło się w czasie z kolejnym startem orbitera międzyczasowego i pierwszym, w którym orbiterką jest kobieta. Patrycja Szczygieł zdradziła, że z uwagi na publikację wyników badań profesora Prabuckiego zmieniono docelową epokę, którą zbada misja. Pilotka jest dumna, że będzie mogła ostatecznie potwierdzić istnienie swej imienniczki.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Z pomysłem nie miałem problemu, ale archaizacja to droga pod górkę, nie czuję się mocny w te klocki :/

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Tłumaczenie części fabuły, w drugiej części tekstu, nadaje drugiego dna opowieści z finałem typowym dla paradoksu podróży w czasie. Spoko, choć streszczenia fabuły nie powinno się pochwalać ;). Dialog naszej podróżniczki z rycerzem – język z epoki wyszedł spoko, choć nie jestem znawcą, ani nie uważam by było to konieczne. Dialog komiczny, w przyzwoitym stylu :).

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Historical ficiton. Fajny pomysł. Co do stylizacji, jest ona gładka z elementem humoru, przyzwoicie się to zgrało. Sam pomysł również fajny.

 

Podobały mi się wstawki narratora do dzisiejszych czasów, oczywiście z mrugnięciem do dzisiejszej polityki :) 

 

Dialog był przyjemny dla loka :) 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Ze stylizacją jest wiele problemów. Szukałem złotego środka, zanim zabrałem się za Cuiavię. Trochę poczytałem i mądrzy prawią:

  1. Niemożliwe jest odtworzenie brzmienia języka Słowian we wczesnym średniowieczu.
  2. Bardzo trudne lub wręcz niemożliwe jest wierne odtworzenie języka mówionego, bo wszelkie próby stylizacji i tak opierają się o teksty późniejsze o kilkaset lat.
  3. Ludzie współcześni nie byliby w stanie porozumieć się z ludźmi sprzed tysiąca lat. Kto wie, co dziś opisują te słowa: nieć, świekier, dziewierz, zełwa, jątrew, cieść, szurzy, świeść, paszenog, czędo?

Zrezygnowałem z kilku słów autentycznie archaicznych, które dla współczesnego ucha brzmią jak współczesny rosyjski (młodzieniec -> maładiec).

Ponadto prawdopodobnie ówczesny język nie operował na pojęciach abstrakcyjnych. Rygorystyczna stylizacja musiałaby brzmieć opisowo i opierać się na tylu porównaniach, że żaden redaktor nie przepuściłby takiego tekstu (dużo "jak", "niby", "jako").

Największy problem miałem jednak z germanizmami, których Kujawianie w X wieku nie mogli jeszcze znać. Jak opisać chatę bez słów: dach, komin, mur? Albo jak opisać kunszt (!) rzemieślnika i nie użyć słowa mistrz? Unikam również współczesnych określeń czasu, takich jak godzina czy minuta.

Zebrałem wokół tego tak dużo materiału, że wystarczyło na bardzo obszerny wątek o języku w X wieku – mam nadzieję, że okaże się interesujący.

No właśnie, stylizacja języka nie ma sensu, moim zdaniem. Trudno się to czyta, trzeba sprawdzać znaczenie słów – same problemy. A takie Imię Róży, świetnie sobie radzi bez archaicznego język ( gdyby jeszcze uciąć z połowę łacińskich zwrotów, to by już było cacy :)). Andrzej też ciekawie rozwiązał sprawę, ograniczając język z epoki tylko do nisko urodzonych – a i tak, jak już jest, to w dość przystępnej formie. 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Ja najpierw napisałem dialog z pamięci “sienkiewiczowskiej”, ale później zajrzałem do tego, jak powinno być – no i oczywiście napotkałem na argumentacje, dlaczego Sienkiewicz źle archaizował. Znalazłem nieco porad dotyczących tego, jak mógł wyglądać język w wybranym okresie (około roku 1500). Trochę z tego uwzględniłem, ale nie wszystko, bo kiedy próbowałem pisać zgodnie z regułami epoki, gubił się w tym wszystkim humor, i może było poprawniej historycznie, ale tekst samego mnie “zatrzymywał”. Dialog miał być zabawny, więc wstawianie zbyt wielu “potykaczy” nie miało sensu. W końcu zostawiłem miks sienkiewiczowsko-historyczny, bo stwierdziłem, że ważniejsze, żeby był płynny, a czytelnik miał wrażenie, że jest w epoce, nawet jeśli nie zachowałem poprawności. Są te wszystkie “li” i “aliż”, ale jako ozdobniki, a nie konsekwentnie stosowana cecha.

Imię Róży sięga rzeczywiście tak dawno, że archaizacja byłaby trudna do przełknięcia – znów wybór poprawna książka albo dobra książka. Gdyby było napisane poprawnie historycznie – paradoks – czytelników byłoby znacznie mniej, co przekłada się na mniejsze zainteresowanie samą epoką.

U Sapka drażnią mnie nazwy geograficzne i kalki z niektórych nacji w Europie, jakby zabrakło pomysłów.. Język, no właśnie, jest przystępny i stwarza nastrój.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

I Sapcia Cię drażni, potrzymaj mi piwo – mówi Martin :D. Właśnie – być albo mieć ;). Ja jednak jestem z obozu, że historia ma cieszyć, a nie męczyć :) 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

U Sapka drażnią mnie nazwy geograficzne i kalki z niektórych nacji w Europie, j

Ale jednocześnie to robi klimat ;) Sapkowski fantasy w tych historiach robił kalke rzeczywistości i ponurą statyrę.

 

Co do stylizacji, ja jestem zdania, że ma robić klimat, trochę dawać smaczku, ale jestem zdania, że ma być zrozumiała dla wszystkich, nie tylko koneserów. Historia ma bawić, a nie robić z niej studium lingwistyki stosowanej. 

Od tego są osobne książki, popularno naukowe albo opracowania profesorów w swoich sztukach :)

 

W końcu zostawiłem miks sienkiewiczowsko-historyczny, bo stwierdziłem, że ważniejsze, żeby był płynny, a czytelnik miał wrażenie, że jest w epoce, nawet jeśli nie zachowałem poprawności. Są te wszystkie “li” i “aliż”, ale jako ozdobniki, a nie konsekwentnie stosowana cecha.

I do dobrych wniosków, żeś doszedł. :) 

 

Ja w swoich wieśku ide podobnie, że stylizuję gdzie mówi “gmin” a poważni ludzie już mówią rzaczej normalnie.

W swojej już autorskiej serii którą skrobie robić będę robił podobnie. Po za tym zajmuje to trochę czasu – taka pełna stylizacja.

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

 

Bar­dja­skier

Chłop był pomarszczony od słońca, o rękach żylastych – styranych ciężką pracą. 

Hmmm? Od słońca bardziej ogorzały, chociaż fotostarzenie i tak dalej, ale hmm. A z tym "styraniem" to dajcie se wszyscy siana :P https://wsjp.pl/haslo/podglad/113099/styrany/5269315/o-rekach 

Oprócz rozciętej skóry na głowie miałem złamaną rękę i kilka żeber, ale żyłem.

Widać, że Gallifreyanin, propriocepcja niespotykana na Ziemi XD

Jakiś samolot? Czołg? Czy co?

Czołg przed XVI wiekiem? Hę? O samolotach nie wspominając? Miał być słowiański chłop, nie Leonardo :D

Musiało odpaść, gdy walnął we mnie pocisk przeciwlotniczy

Na pewno odpadło. Hmmm. Wojna Czasu trwa? :D

Rodakowi zawsze.

Skąd wniosek, że to rodak? XD (TARDIS tłumaczy :D)

Zaniósł mnie do rozpadającej się chaty z oborą i jedną zabiedzoną krową. Odstawił mnie na łóżko i wrócił na miejsce katastrofy zamaskować wahadłowiec.

Może tak: Zaniósł mnie do rozpadającej się chaty z oborą i jedną zabiedzoną krową, zostawił na łóżku i wrócił na miejsce katastrofy, zamaskować wahadłowiec.

Spojrzałem na panel iPoda, który w gospodarzu wzbudzał jeszcze większy niepokój niż cała Trzecia Rzesza.

iPod? So last season :P

A wiem to, bo… no cóż, musisz mi zaufać.

Baaardzo przekonujące :P https://www.youtube.com/watch?v=l16PNLvV7PQ 

Zobaczymy, czy to czerwoni, czy brunatni.

W sumie co za różnica…

Chłop stał z dłonią przy czole, osłaniał oczy przed słońcem.

Hmmm.

Ja, wsparty o jego ramię – żebra wciąż się zrastały.

Orzeczenie, królestwo za orzeczenie! :D

Stado prowadzą. Będzie ze trzy tuziny zdrowych, mlecznych muciek.

A skąd oni je wytrzaśli?

Zaaplikowałem słownik języka rosyjskiego, co prawie przypłaciłem utratą przytomności od nadmiaru danych.

Do czego zaaplikowałem? Albo komu? Eeeech.

Ruski mało je, ale zawsze chętnie wypije.

Optymizm – grunt :P

 o brzydkiej, dość świeżej ranie na policzku

Z brzydką raną. Rana to nie cecha. Tak samo nie powiesz "o kapeluszu".

 Sztuki nam się muszą zgadzać.

… really?

 Do chaty wpadli ruscy, pijani w sztok jałowcówką. Nie strzelali, ale też nie szczędzili razów.

I dlatego, drogie dzieci, wiedza książkowa nie wystarczy. Zwłaszcza, jak się podróżuje w czasie.

przestrzeń międzyczasowa

Nieeuklidesowe :D

Jesteś jedyną osobą, którą znam w tym… czasie.

Po polsku: Tylko ciebie znam w tym… czasie.

Zacząłem tę wyprawę, by zdobyć informacje, gdzie w trakcie historii popełniliśmy błędy.

Może lepiej: Ruszyłem na tę wyprawę, żeby się dowiedzieć, w których punktach historii popełniliśmy błędy.

Holy hubris, Doctor XD O ile całość trochę… meh, o tyle wywrócenie na nice transhumanistycznego przekonania, że wystarczy w problem walnąć techniką, żeby się rozwiązał – pyszne. Dobry temat na coś dłuższego ^^

 

TheGuru

W polu interferencji temporalnej pozostał tylko jeden stabilny ślad: utracony induktor fazowy.

Hmm, induktor jest śladem?

Neguję celowość dyplomacji fonetycznej z losowymi formami.

Może jednak przypadkowymi :D

Puszka zasyczała kriogenicznie.

Yyyy… czyli jak? :)

tetrapody wertykalne, horyzontalne, aeralne

Dobra, ale oni liczą ogony przecież, nie?

Skanery foniczne

Sonary? :)

nahydrotyzowanym

Chyba jednak zhydratyzowanym.

Widłami cię policzę

?

Semantyka zasobowa.

A to ki diabeł? :D

jednostce, wydzielającej rytmiczne drgania

Drgania można wytwarzać, ale wydzielać jakby nie.

wyemitowała przeciągły pomruk i głęboki wyrzut gazu

Wyrzut to właśnie emisja, więc może: wyemitowała przeciągły pomruk i pewną objętość gazu.

Klasyfikacja zmieniona: kwintopody horyzontalne.

A, czyli dopiero teraz. Dobra, ale ptaki też mają ogony ^^

Bezwirnikowe dyski śmignęły zgarniając paski energii, formując je w lewitujące bryły

Hmm. Bezwirnikowe dyski śmignęły, zgarniając paski energii, by sformować je w lewitujące bryły.

Wszystkie jednocześnie przeszły w tryb redukcji osi pionowej

XD

rozpocznij protokół dyplomatyczny

Czy protokół można rozpocząć?

Z tylnego emitera pneumatycznego wyrzucił serię rytmicznych detonacji.

Kto? XD

„Kąt fioletu w masielnicy rdzewieje hiperbolicznie”.

XD

pochwycił pobłyskującą projekcję

Aliteratywne :D

wzbił się w wyższe rejestry trzeciej współrzędnej

Hmm. Rejestry? https://wsjp.pl/haslo/podglad/19994/rejestr 

Repozytorium podatkowe – uzupełnił Kwantor.

XD

Zadanie wykonane XD

Sugeruje zrobić słowniczek nazw, albo to jakoś wytłumaczyć. 

No, bez przesady XD

Co to jest Kwintopod?

Kwinto– pięcio, -pod nóg. (Serio?)

 element niewerbalny drugiego otworu werbalnego

XD

To pamiętam z Funtastyki – trudno jest napisać tekst tak, żeby każdy się śmiał.

To w ogóle możliwe? XD

Dodatkowo komizm mógłby wynikać z zestawienia nadal “sztucznych” wypowiedzi SI kosmitów z potocznym językiem studentów.

W zasadzie, na ile zrozumiałam cel zadania, to właśnie o to mniej więcej w nim chodzi… :D

 

marzan

wiedz, iż nie w chlewie leżysz, aliż w mojej ubogiej izbie.

Oj, napalony ten Zbyszko… :D

 którego żywota wyciągnąłem cię z wielkim usiłowaniem, ubiwszy pierwej tę bestyję okrutną!

I prąd go nie kopnął? XD

przeto poczciwości twojej nie tknę

A kiedy to się nazywało poczciwością? :)

No, jako wyszli.

Zapałki jeszcze niewynalezione XD

kilka kroć

A to nie powinno być łącznie?

Uniwersytet Kaczodolski

Inflacja instytucji nauki, hę XD

Najnowsze badania, przeprowadzone przez profesora Prabuckiego zakończyły się sensacyjnym odkryciem.

Najnowsze badania, przeprowadzone przez profesora Prabuckiego, zakończyły się sensacyjnym odkryciem. Albo bez przecinków ^^

 Do tej pory przypuszczano, że owa kobieta w ogóle nie istniała, a dzieci Zbyszka były raczej owocem mariażu z jednym z ościennych rodów szlacheckich

Znaczy, nie miał żony, ale jednak miał? :)

ostatecznie doprowadził do przejęcia przez Kaczodół roli ośrodka władzy Rzeczpospolitej

Aaaaa… XD

docelowy czas misji

Troszkę źle to brzmi.

Pilotka jest dumna, że będzie mogła ostatecznie potwierdzić istnienie swej imienniczki.

Pętle czasu ^^

Fajne, rozbudowalne ^^

Ponadto prawdopodobnie ówczesny język nie operował na pojęciach abstrakcyjnych.

Nie mieli też radia, witamin ani odrzutowców :P Każde pojęcie jest abstrakcyjne. Owszem (nie wnikałam w to), przynajmniej niektórzy specjaliści twierdzą, że język zaczyna się od dość konkretnych nazw w stylu: "kolor świeżo spadłego śniegu o świcie", "kolor świeżo spadłego śniegu o zmierzchu", "kolor świeżo spadłego śniegu w dzień", "kolor zadeptanego śniegu w dzień", "kolor śniegu po przejściu stada kóz o zmierzchu" itd, a potem dopiero one się łączą i robią bardziej abstrakcyjne: "śnieżnobiały", "brudnobiały" etc. Ale nie do końca jestem o tym przekonana.

No właśnie, stylizacja języka nie ma sensu, moim zdaniem. 

Ma, ale trzeba to umieć i nie przesadzać z tym. Zresztą archaizacja nie ma odtwarzać języka takiego, jakim był, tylko dawać pewne wrażenie. Obsesja mimesis rzuciła mi parę kłód pod nogi, wiem, co mówię ;)

Co do stylizacji, ja jestem zdania, że ma robić klimat, trochę dawać smaczku, ale jestem zdania, że ma być zrozumiała dla wszystkich, nie tylko koneserów.

Otóż to.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Bardjaskier

 

To ja :D

 

Chłop był pomarszczony od słońca, o rękach żylastych – styranych ciężką pracą. 

Hmmm? Od słońca bardziej ogorzały, chociaż fotostarzenie i tak dalej, ale hmm. A z tym "styraniem" to dajcie se wszyscy siana :P https://wsjp.pl/haslo/podglad/113099/styrany/5269315/o-rekach 

 

Dobra już przestaję, od jutra ;)

 

Oprócz rozciętej skóry na głowie miałem złamaną rękę i kilka żeber, ale żyłem.

Widać, że Gallifreyanin, propriocepcja niespotykana na Ziemi XD

 

Ogladałem film o kobiecie, która wypadła z samolotu i przeżyła. Była też taka, która przeżyła 3 katastrofy morskie :D – no tak, wychodzi na to, że facet nie miał prawa przeżyć. Następnym razem dam bohaterkę :D

 

Jakiś samolot? Czołg? Czy co?

Czołg przed XVI wiekiem? Hę? O samolotach nie wspominając? Miał być słowiański chłop, nie Leonardo :D

 

A napisałem, że naciągnąłem zasady :P

 

Musiało odpaść, gdy walnął we mnie pocisk przeciwlotniczy

Na pewno odpadło. Hmmm. Wojna Czasu trwa? :D

 

Ten Twój gryps, kto się w nim połapie:P

 

Rodakowi zawsze.

Skąd wniosek, że to rodak? XD (TARDIS tłumaczy :D)

 

Bo rozmawiają:D 

 

Zaniósł mnie do rozpadającej się chaty z oborą i jedną zabiedzoną krową. Odstawił mnie na łóżko i wrócił na miejsce katastrofy zamaskować wahadłowiec.

Może tak: Zaniósł mnie do rozpadającej się chaty z oborą i jedną zabiedzoną krową, zostawił na łóżku i wrócił na miejsce katastrofy, zamaskować wahadłowiec.

 

Może i lepiej:P No dobra lepiej :)

 

Spojrzałem na panel iPoda, który w gospodarzu wzbudzał jeszcze większy niepokój niż cała Trzecia Rzesza.

iPod? So last season :P

 

Co Ty z tym angielskim, a potem się zepuasz, że używam angielskich zwrotów;)

 

A wiem to, bo… no cóż, musisz mi zaufać.

Baaardzo przekonujące :P https://www.youtube.com/watch?v=l16PNLvV7PQ 

 

No właśnie – nie interesuj się bo kociej mordki dostaniesz ;)

 

Zobaczymy, czy to czerwoni, czy brunatni.

W sumie co za różnica…

 

A duża, bo na koniec czerwoni byli po naszej stronie… No chyba, że walczyłeś w po stronie szkopów. A były takie bitwy gdzie Polacy strzelali do siebie podczas wojny :/

 

Chłop stał z dłonią przy czole, osłaniał oczy przed słońcem.

 

Hmmm.

 

Wiadomo o co chodzi, no chyba, że – osłaniał się dłonią przed słońcem… czy jakoś tak:P

 

Ja, wsparty o jego ramię – żebra wciąż się zrastały.

 

Orzeczenie, królestwo za orzeczenie! :D

 

Ruscy ukradli :D

 

Stado prowadzą. Będzie ze trzy tuziny zdrowych, mlecznych muciek.

 

A skąd oni je wytrzaśli?

 

Pewnie dostali :D No jasne, że ukradli 

 

Zaaplikowałem słownik języka rosyjskiego, co prawie przypłaciłem utratą przytomności od nadmiaru danych.

Do czego zaaplikowałem? Albo komu? Eeeech.

 

Do interfejsu za uchem – było w tekście:P

 

Ruski mało je, ale zawsze chętnie wypije.

 

Optymizm – grunt :P

 

Nie, znajomość sąsiad;)

 

 o brzydkiej, dość świeżej ranie na policzku

 

Z brzydką raną. Rana to nie cecha. Tak samo nie powiesz "o kapeluszu".

 

Aj, no tak:/

 

 Sztuki nam się muszą zgadzać.

 

… really?

 

No tak w wojsku wszystko musi się zgadzać

 

 Do chaty wpadli ruscy, pijani w sztok jałowcówką. Nie strzelali, ale też nie szczędzili razów.

 

I dlatego, drogie dzieci, wiedza książkowa nie wystarczy. Zwłaszcza, jak się podróżuje w czasie.

 

Zwłaszcza wtedy:D

 

przestrzeń międzyczasowa

 

Nieeuklidesowe :D

 

No tak, chociaż… Nie jednak tak ;) 

 

Jesteś jedyną osobą, którą znam w tym… czasie.

 

Po polsku: Tylko ciebie znam w tym… czasie.

 

Noooo, eeech, oooooj – no tak się napisało, no :)

 

Zacząłem tę wyprawę, by zdobyć informacje, gdzie w trakcie historii popełniliśmy błędy.

 

Może lepiej: Ruszyłem na tę wyprawę, żeby się dowiedzieć, w których punktach historii popełniliśmy błędy.

 

Lepiej :)

 

Holy hubris, Doctor XD O ile całość trochę… meh, o tyle wywrócenie na nice transhumanistycznego przekonania, że wystarczy w problem walnąć techniką, żeby się rozwiązał – pyszne. Dobry temat na coś dłuższego ^^

A dziękuję, ale nie będzie dłuższe bo nie ma pola dla robaków, flaków i innych okropieństw ;D 

 

I dziękuję za wyczesanie :)

 

 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

To ja :D

Naprawdę? :)

no tak, wychodzi na to, że facet nie miał prawa przeżyć

Miał czy nie miał, zdiagnozował się sam jak Superman z rentgenem w oczach :)

A napisałem, że naciągnąłem zasady :P

Ale na końcu :P

Bo rozmawiają:D 

Wnioskowanie zawodne ^^

Co Ty z tym angielskim, a potem się zepuasz, że używam angielskich zwrotów;)

:P

A duża, bo na koniec czerwoni byli po naszej stronie… 

Tak jakby niezupełnie…

A były takie bitwy gdzie Polacy strzelali do siebie podczas wojny :/

Tak to jest, jak nam państwo rozbierają.

Wiadomo o co chodzi, no chyba, że – osłaniał się dłonią przed słońcem… czy jakoś tak:P

Wiadomo, o co chodzi, ale hmmmm :)

Ruscy ukradli :D

No, chyba :)

Pewnie dostali :D No jasne, że ukradli 

Tylko pytanie, skąd je ukradli :)

Do interfejsu za uchem – było w tekście:P

https://wsjp.pl/haslo/podglad/102545/zaaplikowac/5246016/program … wtf. To jakaś nowość…

No tak, chociaż… Nie jednak tak ;) 

Ano, tak :D

A dziękuję, ale nie będzie dłuższe bo nie ma pola dla robaków, flaków i innych okropieństw ;D 

Są gusta i guściki :)

heart

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Naprawdę? :)

Niech błędna składnia będzie najlepszym dowodem :)

 

Miał czy nie miał, zdiagnozował się sam jak Superman z rentgenem w oczach :)

Aaaaaa, dobra – trzeba było trochę skracać, a i tak mam 5001 :)

 

Ale na końcu :P

No tak, fakt jest fakt

 

Wnioskowanie zawodne ^^

Polak Polaka zawsze rozpozna tego nie trzeba tłumaczyć:P

 

 

Tak jakby niezupełnie…

Całkiem zupełnie – a że po wojnie pomylili sojusz z okupacją i pomoc z prześladowaniami, to już inna bajka :)

 

Tak to jest, jak nam państwo rozbierają.

No co ty przecież wygraliśmy wojnę;) – podobno :P

 

 

Wiadomo, o co chodzi, ale hmmmm :)

Uwielbiam hmmmmm :)

 

 

Tylko pytanie, skąd je ukradli :)

 

Z którego pola i jak nazywał się właściciel i jego sąsiedzi? :P

 

https://wsjp.pl/haslo/podglad/102545/zaaplikowac/5246016/program … wtf. To jakaś nowość…

Magia :P

 

 

Są gusta i guściki :)

Jeden lubi Chopina, a drugi jak mu skarpetki śmierdzą;P

 

 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

marzan – niby fajne, ale szkoda, że zakończyło się pętlą czasową. :P

 

Ponadto prawdopodobnie ówczesny język nie operował na pojęciach abstrakcyjnych.

Oj, a mogę spytać o źródło, bo mi się zapaliła czerwona lampka? W sensie, wiesz, to nie był język, który pojawił się ot tak, w próżni, i wyewoluował sam z siebie, tylko efekt tysięcy lat rozwoju z praindoeuropejskiego. Do tego czasu takie pojęcia powinny się już pojawić.

Jak opisać chatę bez słów: dach, komin, mur?

Kominów wtedy nie było. Jeden problem rozwiązany. :)

stylizacja języka nie ma sensu

Powtórzę to, co chyba już kiedyś mówiłem – idąc tym tropem, który tu zgłębiamy, jeśli akcja dzieje się w Chinach, to bohaterowie powinni mówić po chińsku. I bez przypisów, bo w rzeczywistości nie ma przypisów. :P

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

przeto poczciwości twojej nie tknę

A kiedy to się nazywało poczciwością? :)

 

Tarnino, no w tym sęk że akurat poczciwość mocno zmieniała znaczenie. Choć masz rację, że tutaj z wpychaniem poczciwości w tekst przesadziłem (w pamięci gdzieś tłucze się Rej i jego “Żywot człowieka poczciwego.” ). Bo i owszem, sprawdziłem, że w wybranej epoce może i dało by się tak powiedzieć, ale raczej do mężczyzny – w zamyśle zdanie miało znaczenie “nie zrobię nic, co wystawi twoją moralność na próbę”. Im głębiej szukałem, tym częściej znajdowałem odniesienia jedynie do mężczyzn stanu rycerskiego. 

Więc zmieniam na “cnoty”, co brzmi dobrze, jest zrozumiałe dla współczesnego czytelnika, natomiast ówczesny rozmówca miałby wątpliwości, ponieważ znaczenie “cnoty” również się zmieniało.

Bardzo dobry przykład tego, że archaizacja zbyt dokładna i wydumana wcale nie jest milsza dla ucha i oka.

 

A resztę zaraz pozmieniam, czyli te miejsca, gdzie coś było nie tak, a nie te, gdzie pojawił się uśmieszek :P

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

 Fragment Barda został już wyczesany (wcześniej w sumie też był ;) ), ale jeszcze wrażenia ogólne.

Archaizacji językowej nie ma, ale i tak czułem zderzenie dwóch sposobów myślenia. Przypomniał mi się ten odcinek “Dekalogu”, w którym lód się załamuje na stawie, pomimo tego, że obliczenia wskazywały na coś innego. Tutaj główny bohater myśli “nowocześnie” – jest takim czasowym turystą, przekonanym, że nic nie może mu się stać. A tu bach, zalicza zderzenie z historią. 

To dobra metafora – na razie żyjemy w spokojnym zakątku, wojny wybuchają wokoło, ale nie u nas. Nie mamy już strachu przed tym, co może przynieść ze sobą. Myślimy, że pewne obawy są archaiczne i można je wywalić do kosza.

Takie miałem przemyślenia. Każdy tekst, który skłania do myślenia, jest dobry laugh 

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Oj, a mogę spytać o źródło, bo mi się zapaliła czerwona lampka?

tak na szybko to Cywilizacja Słowian Janickiego, ale też gdzieś czytałem, że ludy niepiśmienne nie miały tak rozwiniętego języka jak te piśmienne. też mi coś chodzi po głowie, że ludy żyjące bliżej z naturą częściej używały opisów porównawczych do przyrody niż tworzyły zwroty im odpowiadające.

nie będę tego bronił ani sie przy tym upierał tym bardziej, że pod względem złożoności języka to “polszczyzna” z x wieku była bardziej złożona niż współczesna.

Marzan – tak trochę myślałem o into the Wild. Tam bohater też ma wiedzę, a co za tym idzie pewność siebie – czuć, że ma wszytko pod kontrolą ale do czasu gdy natura pokazuje mu gdzie jest jego miejsce w szeregu. Tu jest podobnie. Jak napisała Tarnina, wiedza a doświadczenie to dwie inne sprawy. I chyba dlatego czuć inność między chłopem (doświadczonym wojną), a podróżnikiem, który pozornie ma wszystko pod kontrolą:). A piosenka – nikt nie pokusił się na zgadywanie piosenki :D

 

Dzięki za recenzję:)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Jeden lubi Chopina, a drugi jak mu skarpetki śmierdzą;P

W sensie, wiesz, to nie był język, który pojawił się ot tak, w próżni, i wyewoluował sam z siebie, tylko efekt tysięcy lat rozwoju z praindoeuropejskiego. Do tego czasu takie pojęcia powinny się już pojawić.

Sęk w tym, że a) nie wiemy, jak powstał język (mamy różne hipotezy, ale nie wiemy) i b) "uuk, uuk" to nie język. Trochę trudno sobie wyobrazić ewolucję języka od zera – kiedy zaczynają się pojęcia? Kiedy składnia już jest, a kiedy jej jeszcze nie ma? Zresztą podział na składnię, semantykę i pragmatykę nie oznacza, że jest możliwa wypowiedź zawierająca tylko jedno, a reszty nie.

I bez przypisów, bo w rzeczywistości nie ma przypisów. :P

yes

Więc zmieniam na “cnoty”, co brzmi dobrze, jest zrozumiałe dla współczesnego czytelnika, natomiast ówczesny rozmówca miałby wątpliwości, ponieważ znaczenie “cnoty” również się zmieniało.

Oj, wiem, spróbuj użyć "cnoty" w znaczeniu pierwotnym… ludzie otwierają wszystkie otwory głowowe.

Bardzo dobry przykład tego, że archaizacja zbyt dokładna i wydumana wcale nie jest milsza dla ucha i oka.

Otóż to. I nie jedyny!

też gdzieś czytałem, że ludy niepiśmienne nie miały tak rozwiniętego języka jak te piśmienne

A co to znaczy "rozwinięty język"? W zasadzie im mniej w języku wyrazów o wysokim stopniu abstrakcji, tym więcej wyrazów w ogóle, bo każdy drobiazg trzeba nazwać inaczej. Ale tak ogólnie język jest fascynująco skomplikowanym zjawiskiem.

czuć, że ma wszytko pod kontrolą ale do czasu gdy natura pokazuje mu gdzie jest jego miejsce w szeregu

I to jest nośny, zawsze aktualny temat.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

wiedz, iż nie w chlewie leżysz, aliż w mojej ubogiej izbie.

Oj, napalony ten Zbyszko… :D

Tarnino, hm, nie wiedziałem, czy coś poprawiać, czy chodzi o skojarzenia ze staropolską partykułą aliż? Jako że jestem skowronkiem, postanowiłem wrócić do problemu rano. Przy śpiewie drozdów za oknem jedyne rozwiązanie, które widzę jest takie, że niekoniecznie Zbyszko jest napalony XD

A można było na legalu w poprzednim wyzwaniu :P

 

A piosenka – nikt nie pokusił się na zgadywanie piosenki :D

 

Bardzie, dużo tych tropów – gułag, krowy, wojna, pamięć. Kaczmarskiego na razie nic nie podpasowało, szukam dalej :)

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Tarnino, hm, nie wiedziałem, czy coś poprawiać, czy chodzi o skojarzenia ze staropolską partykułą aliż?

Nie, nie, takie ogólne wrażenie :P

A można było na legalu w poprzednim wyzwaniu :P

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nie, nie, takie ogólne wrażenie :P

 

On miał być rycerski i nieco naiwny, wczesne stadium Don Kichota… Ale pewnie co czytelnik, to inny Zbyszko ;)

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

smiley

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Marzan – już minąłeś się z poprawną odpowiedzią, więc by zaoszczędzić Ci czasu wrzucam link :) - https://youtube.com/watch?v=CqJzKr9EmA4&is=MoVYDi0osBUdx2a_

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

A, tego kawałka nie znałem, fajny!

Czyli jednak Kaczmarski, trzeba było głębiej sięgnąć!

 

Na razie wyszedł nam najbardziej merytoryczny odcinek wyzwań, nie tylko “ale fajne” ale po co, dlaczego i jak. Zobaczymy, kto jeszcze się odważy z tekstem!

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

tak na szybko to Cywilizacja Słowian Janickiego,

Nie czytałem tej książki, ale mój tata (historyk) wyrażał się na jej temat niepochlebnie. Powinienem w końcu zajrzeć. 

ale też gdzieś czytałem, że ludy niepiśmienne nie miały tak rozwiniętego języka jak te piśmienne.

Hmm… Indianie północnoamerykańscy, Polinezyjczycy, starożytni Celtowie, Inkowie (poniekąd)… Trzy kultury z bardzo dobrze rozwiniętą tradycją ustną i jedno wielkie imperium, a to tylko przykłady z głowy. Raczej nie stworzyliby ich bez ,,rozwiniętego” języka (zresztą, ,,rozwinięty” to w tym kontekście nieładne określenie – chiński jest ,,prymitywny” w porównaniu z polskim, a zobacz, gdzie byli Polacy, a gdzie Chińczycy, ot, choćby w X w.).

też mi coś chodzi po głowie, że ludy żyjące bliżej z naturą częściej używały opisów porównawczych do przyrody niż tworzyły zwroty im odpowiadające.

Możliwe, chociaż to mi zalatuje takim przesadnie romantycznym obrazem ,,szlachetnego dzikusa”.

 

Trochę trudno sobie wyobrazić ewolucję języka od zera…

Właśnie do tego zmierzam, że to się raczej nie wydarzyło. :)

 

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

a zobacz, gdzie byli Polacy, a gdzie Chińczycy, ot, choćby w X w.)

lubię te argumenty. coś później Chińczykom poszło nie tak i każdy z narodów europejskich ma większy wkład w rozwój ludzkości niż oni czy Hindusi laugh

 

mój tata (historyk) wyrażał się na jej temat niepochlebnie.

również słyszałem niepochlebne opinie. problemem jest chyba brak źródel. Janicki odrzuca dużą część naszego wyobrażenia o średniowiecznej słowiańszczyźnie argumentując, że większość to romantyczne fantazje o przodkach budowane na folklorze poddanym kilku setkom lat chrystianizacji…

nie będę bronił tej tezy. z racji braku źródeł każdy może mieć rację. faktem jest, że ówczesny język miał bardziej złożoną gramatykę niż obecny.

Raczej nie stworzyliby ich bez ,,rozwiniętego” języka (zresztą, ,,rozwinięty” to w tym kontekście nieładne określenie – chiński jest ,,prymitywny” w porównaniu z polskim

To nie jest określenie ładne ani nieładne, tylko bez znaczenia – "rozwinięty" sugeruje jakiś ideał języka, do którego język powinien się zbliżać, a o ile wiem, o takim ideale trudno sensownie mówić (chiński jest językiem analitycznym, polski fleksyjnym, ale języki fleksyjne tracą w toku ewolucji fleksję, więc jeśli tak postawić sprawę, to właśnie chiński jest "rozwinięty"). Pismo, według znanych mi teorii, powstało na potrzeby księgowe (w Mezopotamii) i magiczne (w Chinach) – nie wiem, jak było z pismem Słowian czy z futharkiem (czy powstały niezależnie?), ani z pismem Majów. Ono samo nie świadczy o żadnych szczególnych cechach języka, który ma zapisywać – tylko o potrzebach użytkowników.

Możliwe, chociaż to mi zalatuje takim przesadnie romantycznym obrazem ,,szlachetnego dzikusa”.

Tak, mnie trochę też.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

języki fleksyjne tracą w toku ewolucji fleksję

to jest fascynujące bo co to znaczy… języki te powstały jako złożone i się upraszczają?

 

dawno temu mnie, przekonanego, że polski jest rzekomo jednym z najtrudniejszych języków do nauczenia, zszokowała wiadomość, że istnieją języki które mają KILKADZIESIĄT przypadków, węgierski prawie dwadzieścia, oraz że istnieją języki, które mają kilka czasów przeszłych i przyszłych a nawet kilka teraźniejszych :-0

Kiedyś obiecuję wyzwanie z językiem wymyślonym. W końcu Tolkien albo LeGuin wątek języka traktowali bardzo poważnie. Zastanowię się tylko, jak sformułować wyzwanie, żeby nie powstał zupełny chaos – bo napisać kilka linijek losowych “krzaczków” nie jest sztuką.

Sztuką jest, kiedy wydają się losowe, ale mają znaczenie, a im głębiej wchodzimy w temat, tym więcej odkrywamy. Ale to nie dla czytelnika, który czyta na smartfonie między jednym przystankiem a drugim.

Bo zapomni wysiąść na przystanku :D

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

to jest fascynujące bo co to znaczy… języki te powstały jako złożone i się upraszczają?

Niekoniecznie się upraszczają – utrata fleksji musi być rekompensowana np. usztywnieniem szyku i pojawieniem się nowych przysłówków, żeby język pozostał semantycznie zupełny. Zasadniczo wszystkie języki, o ile faktycznie wywodzą się od wspólnego przodka, ewoluowały tak samo długo, a podział na te, których używają ludy nieznające radia, witamin i odrzutowców, i te, którymi posługują się lepsi i mądrzejsi, jest bezużyteczny, bo nie mówi nic o samych językach. W końcu Anglosasi też do niedawna nie mieli odrzutowców :)

Zastanowię się tylko, jak sformułować wyzwanie, żeby nie powstał zupełny chaos – bo napisać kilka linijek losowych “krzaczków” nie jest sztuką.

Losowe. Krzaczki. To. Nie. Język. Argh. Poinspiruj się: https://iplayif.com/?story=http%3A%2F%2Fwww.ifarchive.org%2Fif-archive%2Fgames%2Fzcode%2Fsuvehnux.z5 (mnie ta gierka jakoś nie odpowiada, chociaż nie mam pojęcia dlaczego, bo obiektywnie jest dobrze zrobiona, ale).

Sztuką jest, kiedy wydają się losowe, ale mają znaczenie,

Tekst znaczący jest nieodróżnialny metodami statystyki od losowego (jak twierdzi John Lennox, matematyk – aczkolwiek to też wymaga doprecyzowania, bo w pewnych aspektach jest odróżnialny). Języki naturalne rozwijają się historycznie, tak w ogóle (Tolkien dlatego zaczął układać historię i mitologię Śródziemia, że potrzebował historii, na której tle mogłyby się rozwinąć jego języki), a że znaczenia są arbitralne, cóż. Wiele rzeczy jest arbitralnych, jak się przyjrzeć.

 

Zawsze można wziąć jakieś nieodczytane pismo i pobawić się w archeologię… :D

 

ETA: A, i “czas” jest kategorią gramatyczną dotyczącą języków indoeuropejskich, ale innych już niekoniecznie. Są języki, w których nie ma rodzaju – a rzeczowniki klasyfikuje się np. według kształtu desygnatów. Są języki, które zaznaczają, skąd mówiący ma wypowiadaną informację. Różnie bywa ^^ Jest tego dużo, a ja wiem tylko, że nic nie wiem.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

nie wiem, jak było z pismem Słowian

Pisma Słowian nawet nie wymyślili Słowianie. ;) 

również słyszałem niepochlebne opinie. problemem jest chyba brak źródel.

Aaa. No to bez źródeł można powiedzieć wszystko. :)

polski jest rzekomo jednym z najtrudniejszych języków do nauczenia

Ta legendarna trudność polskiego polega na tym, że nasz piękny, szeleszczący, niemelodyjny język jest cholernie niekonsekwentny jeśli chodzi o gramatykę (chorwacki np., który też jest fleksyjny, okazuje się bardzo prosty, jeśli wkujesz na blachę wzory odmian; z polskim się tak nie da). Plus nietypowa fonetyka (’ź’, ‘y’). Nie wyobrażam sobie jego nauki od podstaw. XD

istnieją języki które mają KILKADZIESIĄT przypadków, węgierski prawie dwadzieścia

Tyle że to nie są, technicznie przypadki, tylko partykuły, i też wystarczy się ich nauczyć na pamięć (w ogóle upieranie się przy nazywaniu ich ,,przypadkami” jest dla mnie trochę dziwne, ale niech im będzie).

Kiedyś obiecuję wyzwanie z językiem wymyślonym.

To my już z góry prosimy o duuużo czasu. :P

podział na te, których używają ludy nieznające radia, witamin i odrzutowców, i te, którymi posługują się lepsi i mądrzejsi, jest bezużyteczny

Tajes.

 

Teraz zauważyłem, że to jublieuszowe, pięćdziesiąte wyzwanie. Sto lat! :D

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Pisma Słowian nawet nie wymyślili Słowianie. ;) 

Chyba że wymyślili XD

nasz piękny, szeleszczący, niemelodyjny język jest cholernie niekonsekwentny jeśli chodzi o gramatykę

Tam, niemelodyjny :P A angielski jest jeszcze bardziej niekonsekwentny :D

w ogóle upieranie się przy nazywaniu ich ,,przypadkami” jest dla mnie trochę dziwne, ale niech im będzie

Ludzie zwykle nazywają rzeczy podobne do tego, co znają, nazwami znanych rzeczy, chociaż one tylko z grubsza są podobne do tamtych rzeczy ^^ I dzięki temu mamy psy morskie, syreny oraz pomidory ("złote jabłka") :D

Teraz zauważyłem, że to jublieuszowe, pięćdziesiąte wyzwanie. Sto lat! :D

Faktycznie!

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Faktycznie!

 

Tak, wypijmy za błędy :D

Wyzwania przeszły już kryzys wieku średniego, teraz tylko spokojnie dożyć setki!

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Już jest 51 – ale ten czas leci ;P

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Nowa Fantastyka