Młody człowiek w szarym mundurze zastukał trzy razy do drzwi gabinetu szefa. Gdy usłyszał stanowcze: – Wejść! – Młody żołnierz energicznie otworzył drzwi. Wszedł do środka, staną na baczność i zaczął wygłaszać wyuczoną frazę – Panie majorze, melduję się… Siedzący przy biurku łysiejący mężczyzna, również ubrany był w mundur, lecz jego uniform na pagonach przystrojony był gwiazdkami, a różnokolorowe baretki w okolicach lewej piersi świadczyły o dużym doświadczeniu i licznych zasługach. Oficer machnięciem ręki uciszył młodego człowieka. Po chwili skinął prawą dłonią, by ten usiadł na krześle naprzeciw niego. Ostro stwierdził: – Tyle razy ci mówiłem bar… – chciał użyć dosadnego określenia, lecz się powstrzymał i kontynuował – żeby nie pukać do drzwi, tylko wchodzić. To nie hotel albo burdel, tylko poważna jednostka wywiadowcza – starszy stopniem zakończył mentorskim głosem swój wywód. A potem zapytał – Z czym przychodzisz Młody? Młody żołnierz zameldował: – Melduję, że w końcu mam rozwiązanie. To po prostu rewelacja – mocno podekscytowany młody człowiek, z pewną ulgą w głosie, że w końcu mógł to zrobić, wyrzucił z siebie pospiesznie krótki komunikat. Wzrok przełożonego był jednoznaczny. Zdawał się on autorytatywnie twierdzić, że nie wierzy w jakiekolwiek rewelacje odkryte przez Młodego, lecz dla spokoju sumienia i uzyskania pewności w tej sprawie, zapytał – Gadaj, co to za rewelacje? Ten równie jak wcześniej, entuzjastycznie rozpoczął: – No w końcu mam. Rozkodowaliśmy to nagranie o kryptonimie XZ 1214. Nareszcie udało nam się je w znacznej części odczytać. Panie majorze, po tylu latach działań i starań różnych ekip. Nam się udało. Zastosowałem to nowe oprogramowanie, a tak właściwie wykorzystałem sztuczną inteligencję. To są zupełnie inne możliwości. Proszę posłuchać panie szefie – młody człowiek postawił na biurku miniaturowy japoński dyktafon i włączył go. Obaj siedzący bez słowa słuchali dźwięków płynących z urządzenia.
Jako pierwszy wybrzmiał mechaniczny, dziwnie zimny i nieprzyjemny głos. Trudno było jednoznacznie stwierdzić, czy należał do mężczyzny lub kobiety. Lecz to nie było najważniejsze. Głos zapytał: – MEL 1253, odbieracie? Na pytanie odpowiedział bardziej przyjemny i zdecydowanie męski, lecz jakby zmęczony głos: – Tak centrum, słucham. Na to ten mechaniczny kontynuował: – To się odzywajcie. Ta transmisja zwrotna w ramach waszej misji M 1253 jest naszym ostatnim kontaktem. Zaniepokojony mężczyzna zapytał: – To znaczy? – a potem kontynuował: – Nie zostało mi już wiele czasu -nie zakończyłem jeszcze kilku bardzo ważnych projektów. Potrzebowałbym jeszcze rok, a najlepiej dwa. Po prostu nie wyrobię się. Mechaniczny głos z irytacją zareagował: – Jak zwykle. Te wasze projekty! A czy choć trochę dotyczą one misji? Od początku prawie wszystko co robicie Mel, wykraczało poza cele misji albo nie miało z nimi nic wspólnego. Wasze działania nie były w orbicie celów misji. Co prawda Wysoka Rada kilkakrotnie dała się wam przekonać, a właściwie zmanipulować, że to niby rodzaj kamuflażu, ale ja wiem, że tak nie było i nie jest. Po prostu robicie, co chcecie. Moim zdaniem za daleko się posuwacie MEL 1253. Ale jak Rada wam pozwoliła, to ich problem. My z pionu operacyjnego inaczej, bardziej trzeźwo, patrzymy na różne sprawy. Mel się bronił: – Jak to za daleko? –– moim celem zawsze było, jest i będzie dobro misji. To, że przy okazji chciałem ich przygotować na to, co może przynieść im przyszłość, to zupełnie inna sprawa. Ale poniekąd czułem się w obowiązku, a Wysoka Rada mnie rozumiała i poparła mój punkt widzenia – perswadował mężczyzna używając prostej i dosadnej retoryki. Mechaniczny głos przerwał wywody mężczyzny i lekko podniesionym tonem ponownie przemówił: – MEL uspokójcie się, więcej słuchajcie, a mniej mówcie. Znam ja tę waszą metodę przekonywania. Mało, kto może dotrzymać wam kroku w tej kwestii. Ale nie ze mną takie zabawy. Znowu zaczynacie te wasze gierki. Wy zawsze zapominacie, kto tu wydaje rozkazy, a kto powinien je wykonywać. Nigdy nie chcecie pamiętać, że jesteście jedynie szeregowym Wysłannikiem na prawach Obserwatora. Tyle i aż tyle. Mel nie oddawał pola: – Tak też działam i się zachowuję, a do tego… – umilkł, bo Mechaniczny Głos ponownie mu przerwał – MEL, do czarnej dziury! Wysokiej Radzie możecie mydlić oczy, ale nie mnie. – Głos stwierdził beznamiętnie, lecz równie stanowczo – wy chyba czujecie się, a i zachowujecie, jak człowiek. A nigdy nim nie będziecie. Musicie zawsze pamiętać, że jesteście z innego, naszego, i ma się rozumieć lepszego świata. Mężczyzna w dalszym ciągu nie dawał za wygraną – To przesada i błędna interpretacja moich poczynań. Nie ma na to żadnych dowodów. A z resztą tłumaczyłem się przed Wysoką Radą i ta przyznała mi rację – spokojnie wywodził mężczyzna i dodał – chyba, że to Rada nie ma racji. Według was dowódco, oczywiście. Czuło się, że Mechaniczny Głos zagotował się, dlatego wyrzucił z siebie z impetem: – No, no mówiłem, żebyście nie próbowali być mądrzejszym ode mnie, waszego dowódcy. Powiem wam coś jeszcze, MEL, dla mnie, jesteście po prostu zdrajcą. Bo kto, jak nie zdrajca podaje obcym na tacy, tajemnice własnego świata. Zapominacie, że tu na Ziemi jest obca, potencjalnie niebezpieczna dla nas cywilizacja. Mel odpierał ataki: – Jakie tajemnice? Jakie zdradza? Możliwe, że przybliżyłem im pewne fakty i procesy, bo na tej podstawie mogłem poczynić obserwację, co do ich reakcji na moje przekazy. A okazało się, że moje przypuszczenia były słuszne. Ludzie niczego nie zrozumieli. Wszystko potraktowali jako coś, co może jest interesujące, ale jedynie, jako rozrywka. Nie potraktowali niczego poważnie – argumentował mężczyzna i dodał – A to chyba jest najcenniejsza wiedza, jaką zdobyliśmy o nich. Po prostu są tak zadufani w sobie, że nie potrafią właściwie interpretować oczywistych faktów, a nawet zagrożeń. Mechaniczny głos stwierdził: – MEL czy nie rozumiecie, że może kiedyś, gdy ludzie dotrą do naszego świata, to skorzystają z tych, jak to mówicie niepoważnie potraktowanych informacji. A wtedy to my możemy znaleźć się w niebezpieczeństwie – po chwili kontynuował – niezależnie też, jeżeli kiedyś nasz świat będzie gotowy wykorzystać przeciwko nim zaimplementowane przez nas technologie, to ludzie mogą być w większym stopniu odporni na nasze działania. I to przez was MEL. Mężczyzna ponownie się bronił: – Zaraz, zaraz. Wbrew pozorom wśród ludzi też od czasu do czasu rodzą się, co prawda bardzo nieliczne, inteligentne jednostki i dlatego przez wieki do wielu rozwiązań doszli sami. Irytacja Mechanicznego głosu sięgnęła zenitu, pewno, dlatego oznajmił: – MEL nie będę się z wami spierał. Tak jak mówię wasza misja i tak się kończy i wracacie do Centrum przed oblicze Wysokiej Rady. Już oni was ocenią i rozliczą– a potem głos uspokoił się i dodał – Ale za zdradzenie nazwy planety Solaris, to mam do was prywatnie wielkie pretensję…. W tym momencie urządzenie odtwarzające zamilkło.
Zaniepokojony oficer spojrzał na Młodego i warknął: – Co jest? Do cholery. Niespeszony podwładny odpowiedział: – Spokojnie szefie. Tu niestety zmienili sekwencję kodowania przekazu. Musieli mieć taki system, który, co pewien czas, dokonywał konwersji szyfrowania transmisji. Już nad tym pracujemy. Przełożony pytająco spojrzał na podwładnego. A potem wybuchnął: – No dobrze. Ale co to właściwie było? Jakieś dyrdymały. Zaskoczony podwładny głośno zastanawiał się: – Ja wiem? Czy o tym można powiedzieć dyrdymały? Z tego, co ustaliłem, był to zarejestrowany kontakt pomiędzy przedstawicielami obcej cywilizacji. Jeden z rozmówców był gdzieś na statku kosmicznym, prawdopodobnie zacumowanym w okolicach drugiej strony Księżyca. Drugi natomiast, to agent, przebywający tu na Ziemi. Przełożony słowem się nie odezwał, dlatego zachęcony tym faktem Młody kontynuował – Po rozpracowaniu podejrzewamy, że agentem mógł być podający się za człowieka mężczyzna, który posługiwał się dokumentami wystawionymi na nazwisko Stanisława Lema. Nota bene to znany polski pisarz SF. To ci dopiero idealny kamuflaż – zaakcentował młody i mówił dalej – Niestety nie możemy go zapytać, o co w tym wszystkim chodzi i z kim rozmawiał, bo od pewnego czasu został uznany za nieżyjącego. Chociaż w tym kontekście należałoby to nazwać zupełnie inaczej. Dlatego obecnie najintensywniej pracujemy nad precyzyjnym zlokalizowaniem miejsca, z którego emitowany był sygnał z tym mechanicznym głosem. Nie wykluczone, że mają bazę na ciemnej stronie Księżyca – z wyraźną ekscytacją zakończył młody żołnierz. Natomiast żołnierz starszy stopniem i wiekiem zmarszczył czoło i poczerwieniał. Była obawa, że ze złości lada chwila wybuchnie. A mówiąc po żołniersku, eksploduje. Na szczęście, to się nie wydarzyło, lecz za to niezwykle grubiańskim głosem wykrzyczał on do Młodego: – Ja wam dam pisarza SF. Tyle czasu pracujecie nad tą sprawą, żeby teraz przedstawić mi takie bzdury. Na kilometr widać, że ta rozmowa została przez was sfabrykowana. Jak się dowiem, że poszliście z tymi głupotami do mediów, to marny wasz los. A z ciepłą posadką, którą teraz zajmujecie, szybko się pożegnacie. Odmaszerować i weście się w końcu do roboty.
Młody żołnierz jak rażony piorunem wstał, wyprężył się i wyszedł z pokoju. Oficer opadł na swój fotel, a stopy umieścił na biurku. Lecz nie było mu dane długo odpoczywać. Po chwili na jego biurku odezwał się brzęczek telefonu. Major niespiesznie opuścił nogi na podłogę, a potem sięgnął po słuchawkę, podniósł ją i stanowczym, ciągle jeszcze podnieconym głosem wychrypiał do niej – Halo?! Lecz, gdy z drugiej strony usłyszał znany, Mechaniczny Głos, dalsze słowa ugrzęzły w jego wojskowej krtani. Głos stanowczo dopytywał się – Co tam u was, do czarnej dziury, się dzieje MK 1313? – a potem przeszedł do nieprzyjemnej tyrady oskarżeń i gróźb – Zapewnialiście, że wszystko macie pod kontrolą. Coś nam się widzi MK 1313, że nie radzicie sobie na tej wysuniętej, najbardziej newralgicznej placówce wywiadowczej. Nie wiem co zrobić. Będziemy musieli powiadomić Wysoką Radę. Niech Ona zadecyduje, co z wami zrobić. – a potem z niewielką empatią, Głos dodał – Może to już czas, aby was wygasić. Zasłużony oficer, a może raczej wywiadowca obcej cywilizacji, posłusznie słuchał i nie śmiał nawet się odezwać. Natomiast Głos kończąc połączenie, jakby do siebie zrezygnowany powiedział – Co ja mam z tym personelem na Ziemi. To chyba przez tą dziwną, nieposkładaną i najbardziej niestabilną w okolicy planetę wszyscy tam głupieją. Żołnierz w mundurze przystrojonym licznymi gwiazdkami i baretkami, jeszcze długo stał z słuchawką przy uchu. Wyglądał jakby był zapowietrzony i dlatego nie bronił się. Gdy w końcu się odezwał, połączenie już dawno zostało zerwane.
Mam nadzieję, że w końcu to opowiadanko chociaż odrobine przypadnie Wam do gustu.
Halo?! Lecz, gdy z drugiej strony usłyszał znany, Mechaniczny Głos, dalsze słowa ugrzęzły w jego wojskowej krtani. Głos stanowczo dopytywał się – Co tam u was, do czarnej dziury, się dzieje MK 1313? – a potem przeszedł do nieprzyjemnej tyrady oskarżeń i gróźb – Zapewnialiście, że wszystko macie pod kontrolą. Coś nam się widzi MK 1313, że nie radzicie sobie na tej wysuniętej, najbardziej newralgicznej placówce wywiadowczej. Nie wiem co zrobić. Będziemy musieli powiadomić Wysoką Radę. Niech Ona zadecyduje, co z wami zrobić. – a potem z niewielką empatią, Głos dodał – Może to już czas, aby was wygasić. Zasłużony oficer, a może raczej wywiadowca obcej cywilizacji, posłusznie słuchał i nie śmiał nawet się odezwać. Natomiast Głos kończąc połączenie, jakby do siebie zrezygnowany powiedział – Co ja mam z tym personelem na Ziemi. To chyba przez tą dziwną, nieposkładaną i najbardziej niestabilną w okolicy planetę wszyscy tam głupieją. Żołnierz w mundurze przystrojonym licznymi gwiazdkami i baretkami, jeszcze długo stał z słuchawką przy uchu. Wyglądał jakby był zapowietrzony i dlatego nie bronił się. Gdy w końcu się odezwał, połączenie już dawno zostało zerwane.
Może by i przypadło, a serio masz posklejane te dialogi :)
Patrz kilka razy co wrzucasz. Opisy zdają się być interesujące, ale ściana tekstu całkowicie odrzuca.
Może jak będę miał czas wieczorem to wygospodaruje czas, żeby przeczytać. Albo zapytam AI, żeby poprawił te dialogi i wtedy przeczytam :]
I to nie chodzi o tekst, a zlepki dialogowe które ci się robią z przeklejaniu z edytora do edytora.
Hint – GoogleDocs i Word przechodzą bez problemów, nie rozwalając enterów.
Z innych webowych edytorów, wiem, że potrafi to zepsuć.
Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"
Grochem o ścianę…
To moja ostatnia wizyta u Ciebie. Jeśli utrzymasz tempo i jutro też będziesz wrzucać opowiadania (więc wpadną w mój portalowy dyżur), to biorę na klatę niewykonanie normy i po prostu je ominę.
Są tu te same problemy, co wcześniej – ściany tekstu czy źle zapisane dialogi. Możesz to olać, Twoja wola, ale skoro wrzucasz opowiadania, to chyba zależy Ci na czytelnikach, a takim podejściem skutecznie ich zniechęcasz.
Those who don't believe in magic will never find it
OldGuard i Melendur 88
Dziękuję i przepraszam, że tak Was męczę. Nie napisałem tych tekstów wczoraj, dlatego po nie sięgam, lecz obiecuję, że jutro się powstrzymam od publikacji kolejnych. Rozumem, że forma utworu jest istotna, podnosi walory treści i zapewnia komunikatywność. O ile w ogóle można mówić takowe są. Czyli walorach tekstu. Moim błędem jest to, że najbardziej pochłania mnie w pisaniu pomysł i to co piszę. Dlatego nie skupiam się nad formą. A widzę, że to grzech, którego w żaden sposób nie odpuścicie mi.
I dobrze. Prawdę mówiąc, męczą mnie dialogi, w których wygłaszane przez bohaterów kwestie rozpoczynają się od myślnika. Doszedłem do przekonania, że lepiej jest poprzedzić każdą wypowiedź w pewnym sensie opisaniem w jaki sposób coś jest powiedziane. Wam to w żaden sposób nie odpowiada. Rozumiem. Nie pozostaje mi nic innego jak skorzystać z waszych rad, lecz jednocześnie robić wszystko w sposób, który również mnie odpowiada. Oczywiście nie jestem literatem, może nawet grafomanem, bo tego też nie mogę wykluczyć, ale do czasu, gdy pisanie sprawia mi przyjemność będę próbował robić to coraz lepiej. Znaczy uprawiać to moje grafomaństwo.
Pozdrawiam
I dobrze. Prawdę mówiąc, męczą mnie dialogi, w których wygłaszane przez bohaterów kwestie rozpoczynają się od myślnika.
Rozumiem, że cię męczą. No ale niestety żyjemy w kraju, jakim żyjemy, portal został założony przez polskiego wydawcę, przez Polaków no i piszesz w języku polskim, no i niestety wszyscy uczyliśmy się w tym najtrudniejszym a może najwspanialszym języku świata i na złość wszystkim, dialogi zaczynamy od półpauz etc.
Anglosasi mają cytaty dialogach. No my mamy to półpauzy od następnej lini. Był też taki jeden, tutaj na tym portalu, co zaczynał dialogi od tyld. Skończył tak, że w sumie już tu nie publikuje, bo czytać nie chciał i też domagał się oceny kontentu. Tylko, żeby ocenić kontent to jednak wymaga żeby tekst był czytelny. Obecnie nie jest.
Nauczeni jesteśmy czytać częsciowo. Fragmentami. Akapitami. To też zalecam ci, żebyś porobił akapity częściej.
O grafomanię cię nie posądzam, lecz mimo to postaraj się zrobić ten zapis dialogów tak, żeby inni przeczytali, bo tracisz czas na napisanie tych komentarzy, zamiast usprawnić tekst, by był łatwiejszy w odbiorze ;)
Jak poprawisz, przeczytam i ocenie fabułę.
Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"
Cześć,
Ściana tekstu faktycznie utrudnia czytanie i szybko męczy. Trudno się też połapać, co jest czym.
Również dołączam do prośby o przeredagowanie tekstu na bardziej „tradycyjną”, przyjazną czytelnikowi formę – taką, w której dialogi zaczynają się od nowej linii, a treść jest podzielona na akapity.
W obecnej formie dotarłem mniej więcej do połowy, więc trudno mi powiedzieć coś konkretnego o samym opowiadaniu.
Pozdrawiam
rr
melendur88 – i ja miałam problem z edytorem w swoich dwóch pierwszych tekstach. To może być problem nie tylko Jerzego, ale wielu nowaryszy i świeżynek :) Może warto o tym, co pisałeś w pierwszym komentarzu (że edycja może się posypać), napisać w dziale dla początkujących autorów? Tam jest o dialogach i innych ważnych sprawach. Może wystarczy zwrócić uwagę także na edycję?
Od trzeciego tekstu sprawdzam edycję (i nie tylko) w kopii roboczej, aż uzyskam oczekiwany efekt.
Pozdrawiam serdecznie :)
Moim błędem jest to, że najbardziej pochłania mnie w pisaniu pomysł i to co piszę. Dlatego nie skupiam się nad formą.
Szanowny Autorze, zapewniam Ciebie, że nie jest żadną sekretną ani też wielką sztuką jednoczesne z pisaniem nadawanie odpowiedniej formy tekstowi. Jasne, za pierwszym razem może to być trudne, za drugim też, ale te trudności znikają, w miarę nabywania wprawy.
Zwabił mnie tytuł. Coś o Lemie? Muszę przeczytać… Zrobiłem to i przyznaję, że pomysł na uczynienie z Mistrza agenta obcej cywilizacji podobał mi się. Zdekonspirowanie majora jako też agenta nie było złe… Wracając do Lema: wyciągał daleko idące wnioski z postępów nauki i technologii. Szkoda, że nie ma godnych siebie następców.
Pozdrawiam.