- Opowiadanie: blazejwilczynski - Skeleton

Skeleton

Hey!

Nazywam się Błażej Wilczyński. Piszę książki i tworzę grafikę. Gwarantuję zwroty akcji, suchary oraz dużo kolorków.

W wolnych chwilach gram na gitarze utwory zespołów: Metallica, The Police, Durry oraz Highly Suspect.

 

www.instagram.com/blazejwilczynski

www.behance.net/blazejwilczynski

www.wattpad.com/bobekpisze

 

 

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Skeleton

1 stycznia 2143 – 7:40.

 

 Otworzyłem oczy i już wiedziałem, że popełniłem błąd. Piętnaście minut snu po sylwestrowej imprezie to stanowczo zbyt mało, nawet z wbudowanym systemem regeneracji. Spojrzałem na holograficzny ekran znajdujący się nad moim lewym przedramieniem. Informował, że stężenie alkoholu we krwi wynosi 1,7 promila. Dziwne. Powinienem być jeszcze pijany, a czułem się, jakbym właśnie rozpoczynał pierwszorzędnego kaca.

 Krótko mówiąc, rok 2143 zaczynał się dokładnie tak, jak podejrzewałem.  Nazywam się Gustav Drag, a siedem godzin i czterdzieści minut temu skończyłem sześćdziesiąt trzy lata. Nie urodziłem się jednak pierwszego stycznia – ta data wydaje się po prostu praktyczniejsza. Całe miasto imprezuje w dzień twoich urodzin, więc nie trzeba organizować pseudo snobistycznego bankietu, na którym dostaje się masę niepotrzebnych prezentów. Później naprawdę ciężko to wszystko sprzedać.

 Oczywiście nikt z uczestników dzisiejszej imprezy sylwestrowej nie wiedział, że mam urodziny. Całe szczęście. Musiałbym wypić jeszcze większą liczbę niechcianych kolorowych drinków z osobami, które nie mają pojęcia, jak to robić. 

 Rozejrzałem się po apartamencie, który zarezerwowałem równo pół roku temu z myślą o tej krótkiej, noworocznej drzemce. Okno rozpościerało się niemal na całą ścianę. Mogłem obserwować budzące się powoli do życia Shadow Vale. Zazwyczaj rozżarzone jaskrawym światłem neony były teraz przygaszone, zupełnie jakby też chciały odreagować tę noc. 

 Wiem. Mogłem uruchomić program zainstalowany w jednym z kilku moich wszczepów, a po chwili idealnie skomponowana mieszanka mikroelementów zostałaby zaaplikowana dożylnie, praktycznie niwelując kaca.

 Mimowolnie się uśmiechnąłem. W przeciwieństwie do tych wszystkich tanich pozerów, którymi wypełnione jest Shadow Vale, lubiłem poimprezowy zjazd. Pomagał mi się skupić i trochę rozmywał codzienny widok serwowany przez to miasto.

 Zaciągnąłem się papierosem. Kolejny holograficzny ekran pojawił się nad moją lewą dłonią, informując o zagrożeniach związanych z papierosami starego typu.

 Westchnąłem. Łamię ten program chyba od piętnastu lat, a i tak co roku moduł wraca do ustawień fabrycznych. Naprawdę nie mogłem się doczekać napisu „Hacked by Gustav Drag”, który na pewno pojawi się tutaj już wieczorem.

 – Lecz najpierw musi się skończyć ten urodzinowo-noworoczny dzień – powiedziałem cicho do siebie, kierując się w stronę wyjścia i narzucając ulubiony, granatowy płaszcz.

 – Czas powitać Shadow Vale w 2143 roku – na razie za dnia, zupełnie jakby to był prosty samouczek w grze wideo. 

 Tym razem powiedziałem to o wiele za głośno, jednocześnie mocno zatrzaskując drzwi. 

 

***

 

 Po wyjściu z budynku uderzyła we mnie fala zimna, a powoli pojawiające się płatki śniegu zaczęły układać się w nietypowy krajobraz. Miasto skąpane w wyblakłych promieniach słonecznych, bez sztucznych świateł – w dodatku pokryte białym puchem. Walka z efektem cieplarnianym sprawiła, że śnieg stał się już nieodłącznym elementem zimowej scenerii. 

 Zazwyczaj zatłoczone ulice wydawały się teraz całkowicie pozbawione życia, mimo że w zasięgu mojego wzroku było przynajmniej kilkanaście osób. Wszyscy wyglądali jednak na całkowicie zagubionych, zupełnie jakby nie mogli się pogodzić z faktem, że sylwestrowa noc dobiegła końca. Mała poprawka. Czteroosobowa grupka pijanych kolesi zdawała się dopiero rozgrzewać i znajdowała się w tak zwanym „punkcie limbo”, lepiej znanym jako: „do jakiego klubu idziemy teraz?”.

 Uśmiechnąłem się z rozrzewnieniem, tęskniąc za takimi problemami. Następnie skręciłem w Black Scarlet Lane, kierując się w stronę metra. Nie do końca wiem, dlaczego, ale nadal lubię poruszać się po mieście publicznymi środkami transportu. Może to moje staroświeckie podejście, ale w czasach, gdy czas przebywania w wirtualnym świecie zaczyna mieć niebezpieczną przewagę, lubię poczuć przysłowiowe „krew, pot i łzy”. Czy cokolwiek nadaje się do tego lepiej niż metro?

 Przystanąłem obok ruchomych schodów prowadzących na stację. Ogromne projekcje holograficzne obwieszczały, że rok 2143 może być najlepszym w twoim życiu. Niestety, o ósmej rano to naprawdę mało przekonujące. Bardziej wzruszył mnie mniejszy hologram informujący, że do odjazdu pociągu zmierzającego w stronę Suburbii zostało dziewięćdziesiąt sekund. Przyspieszyłem kroku i przeszedłem przez magnetyczną bramkę, która skanowała moje DNA, aby sprawdzić, czy nie jestem poszukiwany przez sławetną policję Shadow Vale. Na szczęście włamałem się do ich systemu kilkanaście lat temu i folder „Gustav Drag” był aktualnie kolorowy i pełen marzeń. Zupełnie jak neonowy park rozrywki, który otwarto jakiś miesiąc temu w centrum miasta z okazji nadchodzących Świąt.

 Usiadłem obok młodej kobiety z wysoko postawionym irokezem. Miała na sobie skórzaną kurtkę z iluminującymi ćwiekami. Mój system obronny wyświetlił mi na siatkówce informację o tytanowym wszczepie zastępującym jej lewe przedramię. Zignorowałem ten fakt. Nie wydawała się specjalnie niebezpieczna – jeśli coś takiego można powiedzieć o jakimkolwiek mieszkańcu tego radosnego przybytku. Dla pewności przeskanowałem drobinki jej potu nowymi receptorami wbudowanymi w palce (niedawny nabytek od mojego prywatnego biomechanika Sigmunda). Wynik badania nie był zaskakujący. Mieszanina alkoholu i kilku rodzajów narkotyków. Impreza sylwestrowa musiała być naprawdę udana.

 Mogłem się teraz wygodnie rozsiąść, nie zastanawiając się, czy jej tytanowe przedramię nie zechce sprawdzić wytrzymałości mojej tchawicy. Tak, wiem. Witamy w Shadow Vale. 

 Wagon ruszył, a ja zająłem się skanowaniem reszty podróżnych. Było ich dzisiaj dużo mniej niż zazwyczaj, co dało się łatwo wytłumaczyć posylwestrowym dniem wolnym. Mój wzrok niemal natychmiast przykuł łysy mężczyzna ubrany w pstrokatą marynarkę. Jednak to nie strój mnie zainteresował. Tętno podejrzanego stale przyspieszało, a serce co jakiś czas wykonywało dodatkowy skurcz. Klasyczna tachykardia z ekstrasystoliami.

 Włączyłem skaner skalibrowany przez Sigmunda, który wykrywał uzbrojenie. Nawet odpowiednio zakamuflowane, to znaczy przechowywane w futerałach z odpowiednio skomponowanej mieszaniny stopów. Była to ostatnio prawdziwa plaga, z którą nie radził sobie mój skaner pracujący w trybie czasu rzeczywistego. Musiałem tylko wybrać konkretną osobę i przez kilka sekund naświetlać ją niewidzialną wiązką promieni. 

 Wynik skanowania tylko potwierdził moje przypuszczenia. Mężczyzna miał przy sobie Krawlera kalibru dwudziestu trzech milimetrów. To jednak ta mało zaskakująca informacja.

 Problem był inny. Pistolet znajdował się wewnątrz wszczepu zastępującego jego lewą nogę, a mój podstawowy system obronny nie miał o tym pojęcia. Nie natknąłem się jeszcze na implanty zbudowane ze stopów, które były niewykrywalne z poziomu bazowego skanowania. Dwie myśli natychmiast przeszyły mi głowę. Pierwsza. Muszę jeszcze dzisiaj powiedzieć o tym Sigmundowi. Druga – znacznie ważniejsza.

 Muszę się dowiedzieć, kto to zbudował.

 To powodowało kolejny problem. Ściągnięcie mężczyzny w wagonie metra nie wchodziło w grę. Za dużo świadków, za dużo kamer plus gorąca linia policyjna, do której podpięty był każdy pociąg. System bezpieczeństwa metra został zmodernizowany kilkanaście lat temu po ogromnej liczbie incydentów, których afterparty przenosiło się zazwyczaj do kostnicy. A tam naprawdę słabo się tańczy.

 Tętno mojego podejrzanego przestało już wzrastać, osiągając poziom pozwalający reklamować stany przedzawałowe. Oznaczało to, że może on w każdej chwili opuścić wagon. I dokładnie wiedziałem, co planuje zrobić. Każda firma zajmująca się handlem mało legalnymi produktami, takimi jak ten niewykrywalny wszczep, zanim wprowadzi go na rynek, robi rozeznanie za pomocą tak zwanych stesserów. Są to kryminalne płotki, którym obiecano spłatę długów w zamian za przeprowadzenie bardzo ryzykownych operacji sprawdzających nowy produkt. „Nielegalne beta testy”, jak lubi nazywać je Sigmund, nie narzekają na brak chętnych. Waluta w tym mieście jakoś nigdy za bardzo nie śmierdziała. Albo przynajmniej ja nie czułem.

 Mężczyzna w pstrokatej marynarce idealnie pasował na stessera, bo nawet ktoś słabo zorientowany w temacie broni wiedział, że w mieście trudno o większy szmelc od tego Krawlera. A sam wszczep był wart kilka naprawdę solidnych walizek kredytów.

 Zlecenie zapewne polegało na sprawdzeniu zabezpieczeń w konkretnych budynkach oraz na ustaleniu, czy i po jakim czasie broń znajdująca się w jego wszczepie zostanie wykryta. Nie mogłem na to pozwolić, ale zdawałem sobie sprawę, że nie będzie to takie proste. Stesserzy mają zazwyczaj blisko siebie niemal niewidoczną ochronę. Zawodowców, którzy w przypadku zdemaskowania ewakuują ich z miejsca zdarzenia. Oczywiście nie zależy im na samej osobie, ale na produkcie, który testuje. W dodatku stesserzy prawie nigdy nie sypią swoich mocodawców. Jak już wspominałem, to płotki, na których można znaleźć bardzo dużo haków, a ich wykorzystanie byłoby dla nich znacznie bardziej dotkliwe niż odsiadka w przytulnym więzieniu.

 Ktoś mógłby teraz spytać, skąd tyle wiem o stesserach. Odpowiedź jest bardzo prosta. Sam ich zatrudniam. Teraz powinno paść kolejne pytanie – dlaczego? W tym przypadku odpowiedź też nie jest zbyt skomplikowana. Zajmuję się handlem. A co jest najbardziej chodliwym towarem w Shadow Vale?

 Tak, jestem handlarzem broni.

 

***

 

 Przymknąłem oczy, żeby sprawdzić, jakie ważne budynki, tym samym posiadające najbardziej zaawansowane zabezpieczenia, znajdują się w pobliżu naszej trasy. Skupiłem się na bankach, komisariatach, budynkach rządowych i siedzibach firm, które zatrudniają powyżej tysiąca pracowników. Po chwili ta informacja wyświetliła się na elastycznych matrycach wbudowanych na wewnętrznej stronie moich powiek – jako interaktywna mapa.

 Najbliżej znajdował się południowy komisariat policji oraz siedziba korporacji Marsh Investments. Zgodnie z rozkładem powinniśmy się tam znaleźć za około trzy minuty, czyli miałem niewiele czasu, aby zająć się stesserem. W dodatku doskonale wiedziałem, że gdzieś w pobliżu znajdują się jego ochroniarze. Jeśli tylko się zorientują, że coś grozi ich podopiecznemu, będą starali się mnie zneutralizować. Oczywiście źle by się to dla nich skończyło, ale publiczność w wagonie oraz system monitoringu nie są wtedy moimi najlepszymi przyjaciółmi.

 Wbrew pozorom wagon metra mógł okazać się jednak całkiem pomocny, ponieważ każdy wyposażono w elektromagnetyczne kajdanki. Wprowadzono je, ponieważ wielu osobom udawało się oszukać bramki kontrolne. Jednak szyfrowanie własnego sygnału, będąc poszukiwanym, było niesamowicie wyczerpujące, a do centralnej kartoteki naprawdę niewielu umiało się włamać. Nie żebym się chwalił.

 Wystarczyło teraz zhakować identyfikator stessera i dodać tam informację, że jest rozchwytywany przez policję za poważne oszustwa finansowe. System bezpieczeństwa niemal natychmiast to wykryje, po czym zrobi użytek ze wspomnianych wcześniej kajdanek. Na kolejnym przystanku będzie już czekać komitet powitalny, który zabierze go na przemiłe przesłuchanie pełne pytań, zagadek oraz lekkich tortur. Te ostatnie dziwnym trafem nigdy nie lądują w protokole.

 Rozejrzałem się po wagonie, sprawdzając, czy nic mi nie zagraża, zanim wejdę do sieci. Musiałem się spieszyć z dwóch powodów. Stesser mógł wysiąść już na najbliższym przystanku, ale co ważniejsze – kiedy byłem w sieci, mój system obronny nie działał w pełni swoich możliwości.

 Zaszyfrowałem sygnał i po chwili byłem już w jego systemie plików. To dziwne uczucie. Gdybym miał je do czegoś porównać, byłby to świadomy sen bardzo rozciągnięty w czasie, pełen kolorów i kształtów, które bez odpowiedniego przeszkolenia wydają się nie mieć sensu. Stopniowo zaczyna się dostrzegać strzępy informacji, by później poruszać się tu lepiej niż w rzeczywistości. Tak. Wielu ludzi całkowicie się tu zgubiło, zupełnie jak na pierwszej imprezie z alkoholem. Jednak taki sposób jest znacznie szybszy i bardziej efektywny niż standardowe wpisywanie komend przy pomocy terminala. Po kilku sekundach wiedziałem, że mężczyzna nazywa się Öscar Scout i aktualnie przebywa na warunkowym zwolnieniu. Milutko. Nie musiałem nawet nic wymyślać, wystarczyło tylko trochę nagiąć te warunki.

 Uśmiechnąłem się i przez ułamek sekundy zastanawiałem się, czy ten uśmiech był tylko wirtualnym impulsem, czy moja twarz naprawdę na niego zareagowała. Szybko skarciłem się za takie marnowanie czasu. Dopisanie linijek kodu, które zawierały informacje o przestępstwie, zajęło niemal pół minuty. Zdecydowanie za długo, jednak nie mogłem popełnić błędu. Zmienne musiały idealnie się zgadzać z tymi używanymi przez policję. Inaczej niemal natychmiast zorientowaliby się, że to włam. Na koniec napisałem prosty program, który połączył się z systemem operacyjnym Öscara i zaczął tworzyć niekończącą się pętlę. To akurat było zabezpieczenie przeciwko mocodawcom stessera. Nie będą w stanie określić, skąd nastąpiła intruzja.

 Otworzyłem oczy i głęboko wciągnąłem powietrze – było dokładnie takie, jak się spodziewałem. Gorzkie i rozpływało się w ustach. Powroty do rzeczywistości stały się coraz trudniejsze dla mojego organizmu. Przełknąłem ślinę i wystarczyło teraz odczekać kilka sekund, zanim policyjna baza danych zsynchronizuje się z systemem metra. Nigdy nie trwa to dłużej niż…

 Już nieważne. 

 Światła wagonu nagle zaczęły migotać jaskrawą czerwienią, a z głośników popłynął syntetyczny głos nakazujący zachować spokój – w wagonie znajdował się poszukiwany przestępca. Oczywiście po chwili dodano, że na najbliższym przystanku zajmie się nim policja. Szczerze mówiąc, dawno nikt mnie bardziej nie uspokoił, zwłaszcza w sylwestrowy poranek.

 Czekałem teraz na prawdziwego bohatera dzisiejszego przejazdu. Kajdanki. Ich pojawienie zazwyczaj rozpoczyna się spokojnie. Ot, po prostu kolejne źródło światła, które nikogo zbytnio nie interesuje, bo zlewa się z resztą. Jednak taki stan rzeczy trwa tylko przez chwilę. Po chwili mkną przez pół wagonu, z gracją omijając innych podróżnych, by w końcu zakleszczyć się na ciele podejrzanego.

 Stesser nie pozostał wyjątkiem. Jego ręce, nogi i szyję niemal natychmiast objęły stalowe obręcze. Co więcej, kajdanki wytwarzały własne pole grawitacyjne, blokując jakiekolwiek ruchy. Nie mogłem czekać, aż Öscar otrząśnie się z szoku i zrozumie, co właśnie się wydarzyło. Miałem jeszcze jedno ważne zadanie do wykonania. Namierzyć jego ochroniarzy. Zazwyczaj to właśnie oni zawierają najwięcej informacji.

 Znowu zamknąłem oczy. Włamałem się do systemu monitoringu metra i zacząłem przechwytywać transmisje ze wszystkich sześciu kamer w wagonie. Obraz pojawiał się na wewnętrznej stronie powiek, więc mogłem wszystko dokładnie obserwować – bez wzbudzania podejrzeń. Wiedziałem, że ochroniarze są tutaj. Nie wiedziałem tylko, ilu. Zazwyczaj jest ich dwóch, ale ten testowany wszczep wydawał się na tyle wartościowy, że nie zdziwiłbym się, gdyby ich liczba była większa.

 Podpiąłem obraz z kamer pod algorytm, który skanował twarze, a następnie rozpoznawał ich emocje i znajdował powiązania między nimi.

 Czekałem, aż procedura wykluczy podróżnych, którzy są zaniepokojeni całą sytuacją. Ta grupa stanowiła większość, a jednocześnie wiedziałem, że ochroniarze potrafią stłumić strach. Odfiltrowanie grupy spanikowanych pasażerów nie rozwiązywało jednak całkowicie sprawy. Dużo osób po sylwestrowej nocy było w takim stanie, że zalany migotającym światłem wagon oraz informacja o poszukiwanym przestępcy nie robiły na nich najmniejszego wrażenia. Dzisiejszej nocy widzieli znacznie gorsze rzeczy. Lub je robili.

 Wciąż obserwowałem wszystkie sześć streamów i pojawiające się symbole na twarzach – efekt działania programu. Zakląłem w myślach. Zostało mi naprawdę niewiele czasu, aby namierzyć ochroniarzy. Na szczęście po kilkunastu sekundach aplikacja ich znalazła, ponieważ trzy osoby co jakiś czas spoglądały na siebie, by później kierować wzrok na Öscara. Przełknąłem gorzką ślinę. Znowu musiałem wejść do sieci.

 Pierwszy cel. Mężczyzna z finezyjnie splecionymi włosami, który stał na samym końcu wagonu. Przez głowę przeleciała mi głupia myśl – jego fryzjer musi za nim cholernie tęsknić. W dodatku razem z krawcem, bo jego płaszcz zdobiły wielobarwne, iluminujące ćwieki. Może trzeba później rozważyć zmianę zawodu, skoro ochroniarze mogą sobie pozwolić na takie rzeczy.

 Drugi cel. Kobieta o azjatyckich rysach, której ciało niemal w całości pokrywały tatuaże. Aż nadto przyciągała uwagę, bo nosiła przezroczystą kurtkę narzuconą na dopasowany gorset. Mogłoby się wydawać, że krzykliwy ubiór nie pasuje do profesji ochroniarza, jednak w tym mieście tak dużo osób próbuje się wyróżnić, że tak naprawdę nikogo to nie obchodzi.

 Trzeci obiekt. Wysoki i muskularny Latynos w idealnie skrojonym, białym garniturze. Strój uwypuklał godziny spędzone na siłowni – albo działanie nielegalnych odżywek. Zapewne jedno i drugie.

 Wiedziałem teraz, jak cała trójka wygląda w rzeczywistości, więc byłem niemal pewny, jakie kształty i barwy będą reprezentować w sieci. Potrzebowałem tylko kilku sekund, żeby u każdego z nich podpiąć niewielki program, który bardzo utrudni zlokalizowanie mojej skromnej osoby. 

 Pociąg zaczął zwalniać, a ja spojrzałem na Öscara. Był tak przerażony, że unikał nawet spojrzeń ochroniarzy. Bez wątpienia ten, kto zlecił mu sprawdzenie wszczepu, musiał być znacznie bardziej przerażający od policji.

 Mimowolnie się uśmiechnąłem. To w sumie nic trudnego. 

 Trójka ochroniarzy powoli przemieszczała się w stronę Öscara, ale chyba tylko po to, aby dać mu złudne poczucie bezpieczeństwa. Nie mogli mu pomóc. Świadkowie, monitoring i jednostka policji czekająca na najbliższym przystanku. Zbyt duże ryzyko. 

 Tak naprawdę próbowali znaleźć mnie.

 Domyślili się, że ktoś włamał się do systemu stessera i dopisał do jego kodu informację o tym, że jest poszukiwany, przez co ich wynagrodzenie stało teraz pod wielkim i neonowym znakiem zapytania.

Gustav Drag nie zostawia jednak w sieci zbyt wielu śladów, a jeśli już, prowadzą one do uroczego miejsca o nazwie „Ślepa Uliczka”.

 Wagon zatrzymał się, lekko szarpiąc, a jaskrawe światło przybrało szpitalno-mleczny odcień. Wszyscy pasażerowie wagonu wpatrywali się teraz w stessera. Niektórzy rozpoczęli transmisję wideo poprzez wbudowane w źrenicach obiektywy, co próbowała blokować Azjatka z zespołu ochroniarzy. Była naprawdę dobrym hakerem. Relacji zrobiło się jednak zbyt dużo, więc po chwili zrezygnowała, wypowiadając kilka japońskich przekleństw.

 Nagle z głośników rozległ się ten sam irytujący głos nakazujący zachować spokój i odsunąć się od poszukiwanego. Tłum zrobił to z wyraźną niechęcią, bo jak to mówią, „jeśli komuś przytrafi się wypadek, ciesz się, że ciebie to nie dotyczy, ale jednocześnie bij się łokciami o najlepsze miejsca. W końcu twój stream musi być jak najlepszej jakości”.

 Dobra. Może nie ma takiego przysłowia, ale mogę zagwarantować, że ma stuprocentową skuteczność.

 Drzwi wagonu powoli się otworzyły, a powietrze przecięły fioletowe wiązki z policyjnych karabinów szturmowych. Znam ten model aż za dobrze, mam nawet kilka egzemplarzy ukrytych w kuchni. Uśmiechnąłem się. Raczej nie nadaję się do zabawy – „pokaż mi swoje kulinarne talenty, a powiem ci, kim jesteś”.

 Czterech policjantów powtórzyło tę samą formułkę, co syntetyczny głos sprzed kilkunastu sekund. Dodatkowo wezwali do zachowania spokoju i odsunięcia się od poszukiwanego. Oczywiście zadziałało to w jedyny możliwy sposób. Ludzie zrobili jeden, symboliczny krok do tyłu, a liczba transmisji zaczęła lawinowo rosnąć. Dobitnie potwierdził to mój system monitorujący podstawowy ruch w sieci.

 Jeden z funkcjonariuszy opuścił nagle broń, a z przedramienia, które niewątpliwie było wszczepem, wyciągnął dwa stalowe cylindry. Gdy oddalił je od siebie, między nimi pojawiła się delikatna, niebieska poświata.

 Przecież to nosze – pomyślałem i w ułamku sekundy zrozumiałem, co będzie dalej. Już nie musieli go skuwać.

 Policjant przyłożył dłoń do ucha zupełnie bladego Öscara, a ten niemal natychmiast stracił przytomność. Jego mięśnie całkowicie zwiotczały, a ciało zachowało się jak model ragdoll w grze wideo. Było to łatwe do przewidzenia. Impuls paraliżujący to jedna z ulubionych zabawek policjantów z Shadow Vale.

 Gliniarz dyskretnym gestem przywołał do siebie dwóch funkcjonariuszy, którzy w błyskawicznym tempie pomogli mu ułożyć stessera na noszach. 

 Skierowałem wzrok na trójkę ochroniarzy. Starali się nie okazywać żadnych emocji, jednak mój system monitorujący nie kłamał. Ich tętna przekroczyły wartość normatywną o około pięć procent – dla nich oznaczało to naprawdę spore zdenerwowanie.

 Skupiłem się znowu na policjantach opuszczających wagon. Öscar bezwładnie spoczywał na noszach, nieświadomy tego, że od kilkunastu minut go obserwowałem. Nie wiedział również, że zostawiłem u niego niewielki program, który co kilkanaście sekund będzie przesyłał mi zaszyfrowaną informację o jego położeniu. Dzięki temu dowiem się, w którym komisariacie go umieszczą. Mogę się założyć, że prezent gwiazdkowy przyjdzie do mnie tydzień po czasie – albo niemal o rok za wcześnie.

 Syntetyczny głos nakazał odsunąć się od drzwi, które powoli się zamknęły. Pociąg ruszył, a ja mogłem wrócić do skanowania reszty pasażerów. W końcu do Suburbii zostały jeszcze trzy przystanki.

 Naprawdę nie rozumiem ludzi, którzy nie lubią jeździć metrem.

 

Koniec

Komentarze

Witaj. :)

Widzę, że jesteś tu od kilku miesięcy, ale to Twoje pierwsze opowiadanie. ;) Gratuluję zatem debiutu i zachęcam do spojrzenia w dział Publicystyka, gdzie są – pomocne nam wszystkim – PORADNIKI, w tym: interpunkcyjny, ortograficzny, dialogowe, myślowe, Drakainy – dla Nowicjuszy. :)

Nie wiem tylko, jak się do Ciebie zwracać, bo w Przedmowie przedstawiasz się jako „Błażej”, tak też brzmi Twój nick, lecz w profilu masz zaznaczone: „kobieta”. To celowe?

 

Kwestie językowe i sugestie oraz wątpliwości (zawsze – tylko do przemyślenia):

Otworzyłem oczy i natychmiast zorientowałem się, że to błąd. Piętnaście minut snu po sylwestrowej imprezie to stanowczo zbyt mało, nawet z wbudowanym systemem regeneracji. – powtórzenie?

Zazwyczaj rozżarzone jaskrawym światłem neony były teraz przygaszone, zupełnie jakby też chciały odreagować tę noc. Wiem. Mogłem teraz uruchomić program zainstalowany w jednym z kilku moich wszczepów, a po chwili idealnie skomponowana mieszanka mikroelementów zostałaby zaaplikowana dożylnie, praktycznie niwelując kaca. – i tu?

Zazwyczaj zatłoczone ulice wydawały się teraz całkowicie bez życia, mimo że w zasięgu mojego wzroku było przynajmniej kilkanaście osób. Sprawiali jednak wrażenie całkowicie zagubionych, zupełnie jakby nie mogli się pogodzić z faktem, że sylwestrowa noc dobiegła końca. – składniowy i logiczny? – skoro mowa o „osobach” (rodzaj żeński), to może: „sprawiały, nie mogły”?

Może to moje staroświeckie podejście, ale w czasach, gdy czas przebywania w wirtualnym świecie zaczyna mieć niebezpieczną przewagę, lubię poczuć przysłowiowe krew, pot i łzy". – stylistyczny/powtórzenie?

Włączyłem skaner skalibrowany przez Sigmunda, który wykrywał uzbrojenie. Nawet te odpowiednio zakamuflowane, to znaczy przechowywane w futerałach z odpowiednio skomponowanej mieszaniny stopów. – składniowy i ortograficzny? – „uzbrojenie” jest rodzaju nijakiego

Tętno mojego podejrzanego przestało już wzrastać, osiągając poziom mogący reklamować stany przedzawałowe. Oznaczało to, że może on w każdej chwili opuścić wagon. – stylistyczny/powtórzenie?

Stesserzy mają zazwyczaj blisko siebie niemal niewidoczną ochronę. Zawodowców, którzy w przypadku zdemaskowania mają za zadanie ewakuować go z miejsca zdarzenia. – tu też?

Te ostatnie dziwnym trafem nigdy nie trafią do protokołu. – i tu?; a zatem pod kątem usterek stylistycznych trzeba starannie przejrzeć i poprawić całość, ja już reszty takich przykładów nie wypisuję

Nie (przecinek?) żebym się chwalił.

Na kolejnym przystanku będzie już czekać komitet powitalny, który zabierze go na przemiłe przesłuchanie pełne pytań, zagadek oraz lekkich tortur. – czy ta (i inne, np.: Uśmiechnąłem się i przez ułamek sekundy zastanawiałem się, czy ten uśmiech był tylko wirtualnym impulsem, czy moja twarz naprawdę na niego zareagowała ) aliteracja jest celowa?

Stesser mógł wysiąść już na najbliższym przystanku, ale (przecinek lub myślnik?) co ważniejsze – kiedy byłem w sieci, mój system obronny nie działał w pełni swoich możliwości.

Może trzeba później rozważyć zmianę zawodu, skoro ochroniarze mogą sobie pozwolić na takie rzeczy. – mam wątpliwość, czy to nie jest zdanie pytające?

 

Świetnie dozowane napięcie, opis wydarzeń pełen zaskakujących zwrotów akcji, dodatkowo przeplatany żartobliwymi wtrąceniami i znakomity pomysł na fantastykę SF plus postać głównego bohatera – to największe atuty Twojego opowiadania. :)

 

Klikam do Biblioteki, pozdrawiam serdecznie. ;) 

Pecunia non olet

Podobało mi się, lubię takie cyberpunkowe klimaty. Historia ciekawa i dobrze opowiedziana. Pozdrawiam!

Jeszcze jeden genialny superhiperultramegahaker, jednocześnie przestępca. Do kompletu wszczepy, kamery, hologramy, całe instrumentarium, czyniące z człowieka coś bliższego cyborgowi niż człowiekowi, którym był. No i samo miasto, w którym mieszkają i żyją sami dziwacy, przestępcy i narkomani… Mnie to nie rusza, bo w barszczu same grzyby, bez przypraw…

Co, rzecz jasna, nie wyklucza, że innych czytelników zachwyci.

@Bruce Dziękuję za uwagi :) Postaram się jeszcze raz przeredagować całość.

@Grzesiek_W Dziękuję za miłe słowo.

@AdamKB Jasne, rozumiem :)

Dzięki, pozdrawiam, powodzenia. :)

Pecunia non olet

Nowa Fantastyka