- Opowiadanie: marzan - Wyzwanie #51 Kim jest właściciel mieszkania?

Wyzwanie #51 Kim jest właściciel mieszkania?

Kolejne wyzwanie “kreatywne” - a jednocześnie kolejny sprytny zabieg, który pozwala na uzyskanie efektu “pokaż, nie opisuj” i zaprezentować bohatera w intrygujący sposób.

Termin wyzwania upływa w niedzielę 7 czerwca!

Oceny

Wyzwanie #51 Kim jest właściciel mieszkania?

Włamujesz się do mieszkania. Masz czas, bo domowników nie będzie przez parę godzin. No właśnie, kim oni są? Czy to rodzina z dzieckiem, a może CEO wielkiej korporacji? Student w kawalerce, a może jesteś w norze typa spod ciemnej gwiazdy? Albo jeszcze inaczej i trafiłeś do mieszkania czarownicy, łowcy potworów lub błędnego rycerza?

Twoim zadaniem jest pokazać to poprzez rzeczy, które widzisz w środku, sposób, w jaki jest urządzona przestrzeń i detale codziennego życia. W miarę opisu czytelnik powinien dowiedzieć się, kim jest właściciel, a także poznać jego osobowość, nawyki, lęki, pasje.

Koniec

Komentarze

O, bardzo ciekawe ćwiczenie :) może coś jutro sknocę ;)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Powtórzę za przedmówcą – przydatne, ale też niesamowicie łechtające istotę szarą ćwiczenie. Rozpoczynam zatem prace.

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Aż mnie korci, żeby podjąć się wyzwania :-) 

 

laugh

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Fajne wyzwanie. W sumie, zbliżone do tego, które sama bym ogłosiła, gdybym miała okazję.

Postaram się coś wymyślić i nabazgrać w temacie.

Babska logika rządzi!

Dołączę się do głosów piszących “jakie fajne wyzwanie” cheeky 

 

I to dobry moment, żeby wrócić do regularnego publikowania w wyzwaniach :))

Those who don't believe in magic will never find it

Oprócz tematu i zadania – coś jeszcze powinnam wiedzieć? Ilość słów? termin? 

 

Pozdrawiam serdecznie :)

 

Teo Max

Zwykle w Wyznaniach fragmenty powyżej 6000. znaków były uważane za długaśne, a 10.000 znaków za wręcz niestosowne ;)

Termin w przedmowie – tydzień z niedzielą włącznie!

Jak to z pisaniem bywa, jeśli ktoś wpadnie na koncept z serii “wow” i nie zmieści tego w limicie, a wszyscy czytający będą wzdychać “wow!” nie przeskoczymy tego. Zawsze można wyeksportować fragment do poczekalni!

Z założenia ćwiczymy tu pewne formy, oczekujemy szybkiej odpowiedzi i dyskusji, więc dyskusja “cegiełki” robi się trudniejsza. 

 

Dołączę się do głosów piszących “jakie fajne wyzwanie”

 

OldGuard, wyzwanie wciąga niczym czarna dziura, łapie i nie wypuszcza. To pewnie część chytrego planu, żeby reszta porzuciła pracę nad własnymi projektami. Ciekawe, kto mógł coś takiego wymyślić?

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Dięki:) “pokaż, nie opisuj” to dla mnie wyzwanie. A poza tym włamać się… czemu nie?

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Ogląda telewizję. Val spojrzał na zegarek – oczywiście, dochodziła siedemnasta, a więc transmitują „Randkę w ciemno”. Odstawił szklankę z kawą na stolik – między miskę z „Krówkami” a książką „Węzły i sploty”.

Wstał. Oparcie krzesła gamingowego zatrzeszczało. Przeciągnął się i przyjrzał sfatygowanej sztucznej skórze. Tu i tam puściły szwy, spod materiału wystawała gąbka. Lewy podłokietnik, z miękkiego tworzywa, miał wydrapany paznokciem rower. Wiele czasu spędził na tym krześle – tyle ekscytacji, czekania, napięcia.

Sięgnął do szafki pod dwoma czterdziestocalowymi telewizorami. Otworzył szufladę po prawej. Wnętrze było wyłożone kocykiem. Mała kołderka w słoniki upchana pod bokiem, a poduszeczka w kratkę wepchnięta do wnętrza. Nigdzie nie było Tomiego. Wsadził dłoń między guziki koszuli i podrapał się po piersi. Miał jeszcze chwilę do reklam.

Sięgnął do kolejnej szuflady – radio, linka alpinistyczna, baterie, latarka. Otworzył srebrnym kluczykiem drzwiczki poniżej – katalogi z „Militaria.com”, pułapka na myszy, pałka teleskopowa, trutka na gryzonie, lubrykant i ręczniki papierowe. Ruszył do łazienki.

W muszli klozetowej woda zmieniła kolor na ciemnopomarańczowy, w umywalce leżały rękawiczki foliowe i opakowanie po farbie rozjaśniającej pigment. Włosy, które ściął przed farbowaniem, zebrały się wokół odpływu. W wannie znalazł mydło płaskie niczym opłatek, paznokcie i smugi osadu na ściankach po ostatniej kąpieli.

Zerknął na zegarek. Za chwilę wejdą reklamy. Zacisnął powieki i uderzył się pięścią w czoło.

– Tooooomi!

Pukanie do drzwi.

Podbiegł. Wziął głęboki wdech, nim chwycił klamkę. Otworzył.

– Przepraszam, ale ten miś chyba wypadł panu, gdy szedł pan z praniem. – Podstarzała sąsiadka spod czwórki ściskała Tomiego.

– Możliwe, dziękuję. – Odebrał maskotkę, z trudem nadając ruchom niedbałego tonu.

– Nie wiedziałam, że ma pan dzieci…

Zatrzasnął drzwi.

Usiadł, a fotel zatrzeszczał.

– Prawie się spóźniłeś – powiedział, gdy usadowił Tomiego w otwartej szufladzie.

Nie było jej przed telewizorem. Val szybko odnalazł sypialnię. Przyciągnął konsolę. Oblizał środkowy palec i położył na panelu dotykowym ze strzałkami. Obserwował, jak jeden z szesnastu obrazów dzielących oba ekrany telewizorów, powoli się przesuwa.

– Widzisz, znalazłem ją. – Wskazał misiowi odpowiedni widok na ekranie. – Powiększyć? Nie trzeba? Dobrze, nie przeszkadzam zaraz się zacznie. 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

– Jak tu zimno.

Chucham w dłonie, ale to jakoś specjalnie nie pomaga. Od tygodnia ciągle pada śnieg. Teraz jest dwanaście na minusie. Muszę się gdzieś schować i ogrzać. Bezdomny nie ma łatwo – możecie wierzyć albo nie.

Wchodzę do mieszkania. Potrafię pokonać zamki. Jestem niczym magik. Zamykam za sobą cicho drzwi, żeby sąsiedzi nie słyszeli. To nie moi sąsiedzi i Boże… jak się cieszę. W końcu ciepełko, które wkrada się w każdy zakamarek mojego zziębniętego ciała i zmrożonej duszy.

A co to?

Na stole biustonosze, na lampie zawieszone białe majteczki. Na ścianie portrety dziwne portrety.

Przechodzę wolno do salonu. Otwieram szafkę. Jakieś ubranka dla karłów. Jestem w kuchni. W kredensie filiżanki, też jak na moje oko za małe.

Zerkam przez okno na ulicę. Śnieg nie odpuszcza i spada z czarnego nieba, tańczy i kręci piruety.

Słyszę śpiew:

Hej ho, hej ho, zabawnie by się szło.

Rzucam się pod łóżko, ale okazje się być za małe, żebym mógł się schować. Gramolę się z trudem i zahaczam kurtką o wystającą sprężynę.

Do mieszkania ktoś wchodzi.

Widzę czerwone, koślawe cichobiegi.  

Człap, człap, człap, człap – dobiega do mych uszu.

 – A kogo my tu mamy? – ktoś pyta i ściąga mi buty.

Nie do wiary! Zaczyna łaskotać!

Nie mogę przestać się śmiać. Błagam, żeby odpuścił, a on łechce – mały zbereźnik, kolekcjonujący damskie fatałaszki! Nóżkami przebiera nakręcony!

 Titti, tiri, tiri – podśpiewuje.

Próbuję podnieść łóżko, ale jak na złość, niczym przykręcone do podłogi. Zanoszę się śmiechem.

Niech mi ktoś pomoże!

Błagam!

Dobrze, że na łaskotkach się skończyło ;) – zbereźne krasnoludki, tego jeszcze nie czytałem :). Zadanie wykonane ale chyba trochę skrótowo – coś Ci chyba za bardzo w głowie te krasnale siedziały ;P

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

:-) Zdecydowanie

Bardzie, intrygujące przedmioty. Do tej pory próbuję poskładać elementy układanki, bo linka, militaria i farbowanie pasują do szpiega/stalkera, ale gość nie bez powodu ma ten fotel i ekrany.

Tommy to bohater brytyjskiego serialu animowanego, choć w pierwszej chwili skojarzył mi się ze znacznie bardziej wulgarnym Tedem. Skoro nazywa się Tommy, to zgaduję, że gość jest angolem.

Tradycyjnie szukam dalej ;)

 

Heskecie, wyzwanie rzeczywiście skupione na krasnoludku, ale opis mieszkania jest i zachęca czytelnika do zgadywania. A co ten zbereźnik zrobił ze śpiącą królewną, hę?

żeby mogło mnie skutecznie zmieścić pod sobą. Hm, mało zgrabne. 

Zachodzę się śmiechem > Zanoszę się śmiechem

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Dzięki, marzan

Poprawiłem błędy.

Pozdrawiam

 Jeden z identycznych bloków na osiedlu z wielkiej płyty. W sam raz na początek. Zamek Yeti – łatwizna. Wchodzę do… O ja cię kręcę… To znów wygląda jak zamek. W stojaku na parasole stoi okuta żelazem pochwa od miecza.

Dobra, co na to teoria? W książce „Włamania dla opornych” znajduję rozdział o tym, gdzie szukać hajsu. No wiadomo, że w zamrażalniku lodówki. Nawet w czerwonej ramce to napisali.

Kuchnia… Za drzwiami z pękniętą matową szybą zlepioną taśmą… Skrzyp… Wchodzę. Na blacie leżą rozbite, przygotowane na patelnię schabowe. Obok nich potężny dwuręczny miecz, utytłany w bułce tartej i jajku. Na nasadzie ostrza, spod zaschniętego żółtka, przebija grawer: trzy splecione runy i znak młota. Krasnoludzka robota z Mahakamu, najwyższa półka. Nie stępi się od krojenia cebuli i mrożonego mięsa jak noże z marketu.

Teraz lodówka… W środku wielki emaliowany gar z napisem markerem: „Smalec z trola (ostrożnie, zgaga!)”. Obok, w słoiku po majonezie, moczy się woreczek z suszonymi ziołami i etykietą: „Czarne ziele na eliksir zdrowia od niziołkowej zielarki (brać max połówkę, bo goni do kibla)”. Zamrożonej gotówki nie widać.

To może w salonie? W rogu pokoju, na starym fotelu leży rzucona niedbale ciężka kolczuga. Na brzuchu rozcięta i związana sznurówką od trampka – znak, że właściciel potrzebował miejsca na jakieś czterdzieści dodatkowych kilogramów.

Kartkuję następny rozdział „Włamań dla opornych” – w zielonej ramce napisali, że banknoty są między kartkami książek. Regał jest, ale zamiast książek tylko kasety VHS z tytułami po niemiecku i słoik z nalepioną kartką. Wódką pachnie, bo pokrywka nieszczelna… W środku pływa jakieś wielkie, zębate oko. A na karteczce: „Oko smoka. Nie spożywać zalewy, nawet jak Żabka zamknięta”.

Jest! Jest! Szkatułka. Nie muszę zaglądać do podręcznika. To jasne, że schował tam to, co ma najcenniejszego. Muszą tam być kosztowności, talary i dukaty. Przecież żaden król nawet za zabicie smoka nie dałby ręki córki i połowy królestwa facetowi z taką nadwagą. Po co poddani mają gadać, że się z danin tak utuczył? Jeszcze się wkurzą, rewolucję zrobią, króla zetną i jakiegoś prezydenta wybiorą… Żaden król nie lubi rewolucji. Wniosek jest prosty: za rezygnację z połowy królestwa i ręki córki na pewno monarcha dobrze zapłacił.

Pójdę po ten miecz z kuchni… Szkatułka solidnie wygląda, ale to ostrze powinno sobie poradzić… Wsuwam w szczelinę pod pokrywą. Heh, nawet niezamknięta… Żadnych dukatów, talarów, magicznych ani niemagicznych pierścieni… Jest za to pożółkły pergamin z wielką czerwoną pieczęcią z wosku. Nadanie ziemi? Rozwijam…

DECYZJA

Na podstawie art. 24 ust. 1 ustawy z dnia 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, po rozpatrzeniu wniosku z dnia 12 kwietnia br., Zakład Ubezpieczeń Społecznych

PRZYZNAJE:

świadczenie emerytalne z tytułu osiągnięcia powszechnego wieku emerytalnego oraz zakończenia czynnej służby militarnej w charakterze: Likwidacja Zagrożeń Gadziogłowych i Smokopodobnych.

I. Od dnia 1 maja 2026 r. ustala się emeryturę w kwocie zaliczkowej.

II. Podstawa wymiaru świadczenia, z uwagi na brak możliwości udokumentowania okresów składkowych i nieskładkowych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej przed rokiem 1999 i brak imiennych raportów z urzędów emerytalnych innych Królestw, wynosi 0,00 zł. W związku z powyższym, na mocy art. 85 wyżej wymienionej ustawy,

wysokość świadczenia podwyższa się do kwoty najniższej emerytury, która wynosi:

1 780,96 zł brutto (słownie: jeden tysiąc siedemset osiemdziesiąt złotych 96/100).

POUCZENIE: Od niniejszej decyzji przysługuje prawo wniesienia odwołania do Sądu Okręgowego – Sądu Pracy i Ubezpieczeń Społecznych, za pośrednictwem tutejszego Oddziału ZUS, w terminie miesiąca od dnia doręczenia decyzji. Wytopiona woskowa pieczęć królewska oraz certyfikaty dworskie nie stanowią podstawy do zwolnienia z podatku dochodowego od osób fizycznych.

Z upoważnienia Kierownika Sekcji

(nieczytelny podpis urzędnika)

 – Pytasz mnie, Pietka, jaki był najgłupszy włam w moim życiu? Nie ten do jubilera w Kazaniu. Nie ten do kantoru w Tomsku. Nawet nie ten, przez który jestem pół roku tutaj z tobą. Najgłupszy był ten, z którego wyszedłem biedniejszy o trzy ruble. Nie śmiej się. Dolej jeszcze.

Też bym się śmiał, gdyby mi ktoś to opowiedział. Byłem wtedy młody. Ale nie głupi. Tylko biedny.

Pewnego jesiennego wieczoru dostałem cynk. W Kazaniu żył człowiek pracujący dla samego cara. Tak mówili. Papiery państwowe. Ministerialne pieczęcie. Tajne projekty. Pomyślałem: nareszcie. Trafiłem na grubą rybę.

Wszedłem przez okno od podwórza. Nie było nawet zasuwki. Od razu pomyślałem, że trafiłem pod zły adres. Ludzie, którzy mają pieniądze, pilnują okien. Dolej, Pietka.

Cisza. Przeczekałem chwilę w ciemności. 

Księżyc wpadał przez okno i oświetlał kuchnię. W powietrzu czuć było zapach mydła i sadzy. Stół był wyszorowany do białości. Przy stole stały zniszczone krzesła. Na oparciu jednego z nich wisiała dziecięca kurtka, starannie załatana na łokciu.

Na stole leżała mosiężna trąbka do ucha. Wyślizgana od palców. Pomyślałem, że gospodarz albo stary, albo głuchy. Westchnąłem. Biedota. Szkoda czasu.

Otworzyłem kredens. Kilka talerzy. Pięć łyżek – ani jednej srebrnej. W szufladzie znalazłem dwa ruble, kawałek sznurka i ołówek obgryziony niemal do połowy.

Już miałem wychodzić, gdy zauważyłem list z pieczęcią. Dwugłowy orzeł. Państwowy. Powoli usiadłem. Zdziwiłem się. Człowiek mający do czynienia z urzędami cara nie powinien mieszkać w takiej norze, pomyślałem. No, polej.

Poszedłem cichutko do jednego pokoju. Stało biurko, ogromne. Jakby zajmowało pół mieszkania. Blat niemal uginał się pod papierami. Mapy. Rysunki. Obliczenia. Na środku biurka stał dziwny model. Długi. Srebrzysty. Z płetwami u dołu. Wyglądał jak ryba, której ktoś kazał latać. Albo jak pocisk, któremu ktoś dorobił okna. Obok – sfatygowana książka o podróży na Księżyc. Cała w notatkach. Wszędzie liczby. Strzałki. Rysunki. Jakby właściciel prowadził kłótnię z autorem.

Na rozłożonych kartkach rozpoznawałem mapy. Ale linie nie biegły przez miasta. Szły w górę. Przez chmury. Przez coś podpisanego „warstwa rzadka”. I dalej. W czerń. Pokręciłem głową. Szaleniec. Polej, Pietka, no lej.

W szufladach znalazłem kosztorysy. Podania. Prośby o fundusze. Odmowy. Kolejne prośby. Na jednym z pism ktoś czerwonym atramentem napisał: „Projekt nierealny.” Na drugim: „Brak podstaw naukowych.” Na trzecim po prostu: „Odrzucić.” Pamiętam, że wtedy pomyślałem: Przynajmniej urzędnicy są rozsądnymi ludźmi.

Tak. Myliłem się. Nie śmiej się, Pietia. Nie dziś – czwarty października to niezwykły dzień. Nie czytałeś? No, to wiesz.

Potem znalazłem list. Krótki. Pisany kobiecą ręką. „Kostia. Załatałam twój płaszcz. Nie kupuj nowego. Mały codziennie pyta, kiedy go zabierzesz. Mama.” Spojrzałem na płaszcz wiszący za drzwiami. Spojrzałem na te papiery. I nie umiałem stwierdzić, czy coś jest tu warte…

I wtedy usłyszałem trzask drzwi. Schowałem się za regałem. Serce waliło mi jak młot. Do pokoju wszedł mężczyzna. Wysoki. Chudy. Przygarbiony. Pod pachą niósł rulon papierów. Spojrzał na biurko. Na niedomkniętą szufladę. Na krzywo leżące kartki. Podniósł głowę. Pogładził się po głowie. Nagle skrzypnęła podłoga pod moimi nogami. Zamarłem. A on stał tak przez dłuższą chwilę. Potem uśmiechnął się lekko.

Usiadł przy stole. Wyjął ołówek i zaczął pisać. Wtedy zrozumiałem. Nie słyszał. A moje serce biło tak głośno, że powinna je usłyszeć cała ulica.

Po chwili weszła starsza kobieta.

– Konstantynie Edwardowiczu – zaczęła mówić. Podeszła i dotknęła jego ramienia. Dopiero wtedy odwrócił głowę. – Jutro płacicie czynsz. Pięć rubli.

Wpatrywał się w ruch jej ust. Skinął głową. Kobieta wyszła.

Przez kilka minut patrzyłem jak siedzi. Jak kreśli kolejne linie. Oblicza. Jak człowiek, który spieszy się bardziej od czasu. Z duszą na ramieniu wyszedłem. Nie usłyszał mnie.

Wróciłem do kuchni. Otworzyłem szufladę. Leżały tam dwa ruble. Dorzuciłem swoje trzy. I wyszedłem przez to samo okno.

Przestań się śmiać, Pietka. Dolej.

Wiem, jak to brzmi. Przez całe życie włamywałem się do domów ludzi bogatszych ode mnie. Ale tylko raz włamałem się do domu człowieka szukającego drogi do gwiazd.

Marzan ale też inni :) 

 

Przygotowując się do zadania chciałem zostawić jak najwięcej tropów. Zaczynamy dość prosto – telewizor, krówki, kawa, fotel i dziwne imię. Dalej mamy latarkę, lubrykant, magazyn z militariami pałka teleskopowa i środki do walki z gryzoniami oraz dziwną szufladę. Na tym etapie wiemy, że nasz bohater jest dziwny ale jeszcze nie niepokojący. Łazienka daje szerszy obraz – zmiana koloru włosów to krok dalej, on nie tylko jest przygotowany na coś ale już to robi. No i brud – paznokcie, włosy, mocz w ubikacji. Wiemy już, że ma dziwne hobby, ale też, że je realizuje, jest paranoicznie przywiązany do Tommiego ale też jest fleją. Gdy pojawia się Tomi i odkrywamy kamery śledzące kobietę – powinniśmy otrzymać obraz człowieka zaburzonego, który nazywa się imieniem Aktora, jaki i swojego misia ale w spolszczonej wersji :). I tu sfatygowany fotel, z wydrapanym rowkiem na podłokietniku, powinien wrócić i uświadomić czytelnikowi, jakie emocje towarzyszyły Valowi i ile poświęcał czasu na swoje "hobby" ;). Nie chcę tu tłumaczyć szorta – niech sam teraz martwi się o siebie, ale chciałem pokazać jak myślę o budowie sceny. Czyli szczegóły, które naprowadzają ale nie wyjaśniają wszystkiego, a na końcu coś co nadaje im nowego znaczenia lub potwierdza podejrzenia. I budowanie tajemnicy przed wyjaśnieniem, tu w postaci zgubionego misia. Poszukiwania dają nam też okazję do zwiedzania mieszkania. Czyli nie wprawiamy bohatera w ruch bo chcemy pokazać kim jest Val – wprawiany go w ruch bo Val szuka Tomiego i czytelnik szuka go razem z bohaterem, a przy okazji dostaje informacje o postaci :).

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

@Teo Max Ekstra napisane. Ok, ale nie piszę więcej, żeby nie psuć zgadywanki. Pozdrawiam!

Grzesiek_W

 

 

 Jeden z identycznych bloków na osiedlu z wielkiej płyty. W sam raz na początek. Zamek Yeti – łatwizna. Wchodzę do… O ja cię kręcę… To znów wygląda jak zamek. W stojaku na parasole stoi okuta żelazem pochwa od miecza.

Ten początek wydaje się trochę oderwany od reszty – trochę jakby koncepcja się zmieniła w trakcie pisania, a początek został po staremu 

Regał jest, ale zamiast książek tylko kasety VHS z tytułami po niemiecku i słoik z nalepioną kartką.”

 

Heh ciekawe czy młodsze roczniki będą wiedziały co się kryje za tym zdaniem ;)

 

Przecież żaden król nawet za zabicie smoka nie dałby ręki córki i połowy królestwa facetowi z taką nadwagą. Po co poddani mają gadać, że się z danin tak utuczył? Jeszcze się wkurzą, rewolucję zrobią, króla zetną i jakiegoś prezydenta wybiorą…

 

Tu chyba o jedno zdanie tłumaczenia za dużo. 

 

Ciekawe, że na razie włamanie zostało potraktowane bardzo dosłownie, ale to nie problem – właściwie nie widzę większych problemów. Tekst w swojej formie jest konsekwentny – lekki, zabawny, prześmiewczy z twistem ZUSowskim :). hmmm, czy wrzucanie całego pisma to dobry pomysł, można by to skrócić, bo już od pierwszych zdań wiemy co jest w piśmie ;), ale za to pismo bardzo profesjonalne, aż zadrżałem w trakcie czytania :D 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Teo Max

 

Nie śmiej się. Dolej jeszcze.

Też bym się śmiał, gdyby mi ktoś to opowiedział.

Może – Też bym się śmiał, gdyby mi ktoś to opowiedział. Dolej jeszcze.

 

Na stole leżała mosiężna trąbka do ucha. Wyślizgana od palców. Pomyślałem, że gospodarz albo stary, albo głuchy. Westchnąłem. Biedota. Szkoda czasu.

Może: Na stole leżała mosiężna trąbka do ucha. Wyślizgana od palców. Westchnąłem – biedota. Szkoda czasu.

 

Trąbka już właściwie mówi wszystko :)

 

Poszedłem cichutko do jednego pokoju. Stało biurko, ogromne.

Może: Poszedłem cichutko do jednego pokoju, gdzie stało ogromne biurko.

 

Na środku biurka stał dziwny model. Długi. Srebrzysty.

Może: Na środku biurka stał dziwny model – długi, srebrzysty.

 

Do pokoju wszedł mężczyzna. Wysoki. Chudy. Przygarbiony.

Tu podobnie – Do pokoju wszedł mężczyzna – wysoki, chudy, przygarbiony.

 

Wróciłem do kuchni. Otworzyłem szufladę. Leżały tam dwa ruble. Dorzuciłem swoje trzy. I wyszedłem przez to samo okno.

 

Na tym etapie wiemy już o dwóch rublach. Można krócej, by zostawić nieco przestrzeni dla wyobraźni. 

 

Wróciłem do kuchni. Ale nim wyszedłem przez to samo okno. Zostawiłem trzy ruble na blacie. – coś w tym stylu 

 

Tu zaczynamy od retrospekcji i to jest ciekawy zabieg, bo nie tylko poznamy co się wydarzy ale już wiemy jakie to przyniosło konsekwencje i gdzie po historii znajduje się nasz bohater. To dobry zabieg, bo po lekturze czytelnik automatycznie wraca myślami do początku :). 

 

Za to zabrakło mi konsekwencji w myśleniu bohatera bo tu: 

 

Pokręciłem głową. Szaleniec. Polej, Pietka, no lej.

 

mamy informację, że nasz bohater raczej wątpi w starca. Ale na końcu dorzuca się do czynszu. Może lepiej wrzucić coś w stylu zachwytu i niedowierzania, a na koniec refleksja i wsparcie naukowca. 

 

Tak czy inaczej ciekawy szort :) 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Bardzie, w ramach zgadywania stawiałbym na wątek z filmu i Vala Kilmera. Pewne rzeczy jednak mi nie pasują:

 

– W filmie “Święty” bohater zawsze był czyścioszkiem – trochę siki nie pasują. Zmieniał wygląd (włosy – myślałem, że ten mocz to raczej zmyłka i jest to farba do włosów). Jedna z kamer była ukryta w misiaczku. Zatem pewne rzeczy pasują, ale pewne nie. Święty nie zaniedbałby mieszkania. Nie kojarzę, żeby tam miś miał imię.

– Skoro jesteśmy przy Valu Kilmerze, to motyw podglądania był jeszcze w filmie “Dozorca”. Tam było nieco więcej nieporządku, ale za to nie pasują przebieranki.

Fotel gamingowy nieco mnie zmylił, bo myślałem, że ma to naprowadzić na grę, a z gier jestem cienki.

 

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Chyba bardzo nie chcesz widzieć w Valu człowieka, który zaczyna przechodzić od podglądania do odwiedzania i chcesz go jakoś uczłowieczyć -ok, jest to jakaś interpretacja ;). Ale zamysł był inny. Imię bohatera i jego misia to też sprawa mało istotna, choć to właśnie o Kilmerze myślałem nadając mu to imię :). 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Badjaskier

Poprawiałam – większość według twoich wskazówek. Co prawda tekst miał naśladować mowę, ale po tych poprawkach wygląda lepiej :) 

Zmieniłam też zakończenie. A właściwie – uzupełniłam o coś w rodzaju motywacji, bo pierwsza wersja w tym miejscu faktycznie rozjeżdża się z logiką. Teraz powinno być lepiej. 

Zastanawiałam się, czy trąbka do ucha nie powinna zostać zauważona pod koniec tekstu. Tylko – wtedy każdy czytający będzie się zastanawiał, czemu Konstanty nie usłyszał włamywacza. 

Dzięki za podpowiedzi:)

 

Cieszę się, że się podobało. Pozdrawiam serdecznie :)

 

Wklejam poniżej poprawioną wersję. Zdaje się być niemal innym tekstem :) a poważnie – mam jakiś techniczny problem :)) mam nadzieję, że nie łamię regulaminu:)

wersja poprawiona

 

 

 – Pytasz mnie, Pietka, jaki był najgłupszy włam w moim życiu? Nie ten do jubilera w Kazaniu. Nie ten do kantoru w Tomsku. Nawet nie ten, przez który siedzę pół roku tutaj z tobą. Najgłupszy był ten, z którego wyszedłem biedniejszy o trzy ruble. Nie śmiej się. Też bym się śmiał, gdyby mi ktoś to opowiedział. Dolej jeszcze.

Byłem wtedy młody. Ale nie głupi. Tylko biedny.

Pewnego jesiennego wieczoru dostałem cynk. W Kałudze żył człowiek, który pracował dla samego cara. Tak mówili. Papiery państwowe. Ministerialne pieczęcie. Tajne projekty. Pomyślałem: nareszcie. Trafiłem na grubą rybę.

Wszedłem przez okno od podwórza. Nie było nawet zasuwki. Od razu pomyślałem, że trafiłem pod zły adres. Ludzie, którzy mają pieniądze, pilnują okien. Dolej, Pietka.

Cisza. Przeczekałem chwilę w ciemności. 

Księżyc wpadał przez okno i oświetlał kuchnię. W powietrzu czuć było zapach mydła i sadzy. Stół był wyszorowany do białości. Przy stole stały zniszczone krzesła. Na oparciu jednego z nich wisiała dziecięca kurtka, starannie załatana na łokciu.

Na stole leżała mosiężna trąbka do ucha. Wyślizgana od palców. Pomyślałem, że gospodarz albo stary, albo głuchy. Westchnąłem – biedota. Szkoda czasu.

Otworzyłem kredens. Kilka talerzy. Pięć łyżek – ani jednej srebrnej. W szufladzie znalazłem dwa ruble, kawałek sznurka i ołówek obgryziony niemal do połowy.

Już miałem wychodzić, gdy zauważyłem list z pieczęcią. Dwugłowy orzeł. Państwowy. Powoli usiadłem. Zdziwiłem się. Człowiek mający do czynienia z urzędami cara nie powinien mieszkać w takiej norze, pomyślałem. No, polej.

Poszedłem cichutko do jednego pokoju. Tam stało biurko, ogromne. Jakby zajmowało pół mieszkania. Blat niemal uginał się pod papierami. Mapy. Rysunki. Obliczenia. Na środku biurka stał dziwny model – długi, srebrzysty. Z płetwami u dołu. Wyglądał jak ryba, której ktoś kazał latać. Albo jak pocisk, któremu ktoś dorobił okna. Obok – sfatygowana książka o podróży na Księżyc. Cała w notatkach. Wszędzie liczby. Strzałki. Rysunki. Jakby właściciel prowadził kłótnię z autorem.

Na rozłożonych kartkach zobaczyłem mapy. Ale linie nie biegły przez miasta. Szły w górę. Przez chmury. Przez coś podpisanego „warstwa rzadka”. I dalej. W czerń. Pokręciłem głową. Szaleniec. Polej, Pietka, no lej.

W szufladach znalazłem kosztorysy. Podania. Prośby o fundusze. Odmowy. Kolejne prośby. Na jednym z pism ktoś czerwonym atramentem napisał: „Projekt nierealny.” Na drugim: „Brak podstaw naukowych.” Na trzecim po prostu: „Odrzucić.” Pamiętam, że wtedy pomyślałem: Przynajmniej urzędnicy są rozsądnymi ludźmi.

Tak. Myliłem się. Nie śmiej się, Pietia. Nie dziś – czwarty października to niezwykły dzień. Nie czytałeś? No, to wiesz.

Potem znalazłem list. Krótki. Pisany kobiecą ręką. „Kostia. Załatałam twój płaszcz. Nie kupuj nowego. Mały codziennie pyta, kiedy go zabierzesz. Mama.” Spojrzałem na płaszcz wiszący za drzwiami. Spojrzałem na te papiery. I nie umiałem stwierdzić, czy coś jest tu warte…

I wtedy usłyszałem trzask drzwi. Schowałem się za regałem. Serce waliło mi jak młot. Do pokoju wszedł mężczyzna – wysoki, chudy, przygarbiony. Pod pachą niósł rulon papierów. Spojrzał na biurko. Na niedomkniętą szufladę. Na krzywo leżące kartki. Podniósł głowę. Pogładził się po brodzie. Nagle skrzypnęła podłoga pod moimi nogami. Zamarłem. A on stał tak przez dłuższą chwilę. Potem uśmiechnął się lekko.

Usiadł przy biurku. Wyjął ołówek i zaczął pisać. Wtedy zrozumiałem – głuchy. A moje serce biło tak głośno, że powinna je usłyszeć cała ulica.

Po chwili weszła starsza kobieta.

– Konstantynie Edwardowiczuzaczęła mówić. Podeszła i dotknęła jego ramienia. Dopiero wtedy odwrócił głowę. Jutro płacicie czynsz. Pięć rubli.

Wpatrywał się w ruch jej ust. Skinął głową. Kobieta wyszła.

Przez kilka minut patrzyłem, jak siedzi. Jak kreśli kolejne linie. Oblicza. Jak człowiek, który spieszy się bardziej od czasu. Z duszą na ramieniu wyszedłem. Nie usłyszał mnie.

Wróciłem do kuchni. Stanąłem przy oknie, a blask księżyca łagodnie oświetlał podwórze. Gwiazdy na niebie migotały, jakby chciały mi coś powiedzieć.

Eh, Pietka. Poczułem coś. Nie wiem co, ale w grdle miałem gulę, jakbym miał się rozpłakać. A oczy jakieś wilgotne. Eh, ja też miałem marzenia. Zawróciłem i otworzyłem szufladę, tę gdzie leżały dwa ruble. Dorzuciłem od siebie trzy. I wyszedłem przez okno.

Przestań się śmiać, Pietka. Dolej.

Wiem, jak to brzmi. Przez całe życie włamywałem się do domów ludzi bogatszych ode mnie. Ale tylko raz włamałem się do domu człowieka szukającego drogi do gwiazd.

Bar­dja­skier Dziękuję za komentarz. I cieszę się, że ogólnie Ci się podobało. Zajrzałem do tych wyzwań pierwszy raz wczoraj i trochę miałem obawę, czy spełniam warunki regulaminowe. To było ciekawe dla mnie, bo takie szybkie ćwiczenie i chciałem, żeby było w całkiem innym klimacie niż zwykle się obracam. Jasne, że w tych paru miejscach można było skrócić, ale tekst ma niecałe 4K znaków więc jeszcze do tych 6K daleko. A krótsze pismo z ZUS może nie wywołałoby takich dreszczy ;)

Pierwsze zdania – to też miał być zwrot klimatu w nieoczekiwaną stronę w nieoczekiwanym miejscu. Zwykle takie coś jest na końcu.

No i sam jestem ciekawy odbioru tych VHS na półce ;) Zobaczymy czy ktoś zapyta ;)

Pozdrawiam! 

To chyba są te filmy, o które wstyd się pytać… ;-)

Babska logika rządzi!

Wyszło dobrze, tak jak pozostałe teksty :). Ale co wy z tym regulaminem :D, pewnie was reg i bruce przeciwiczyły… i dobrze :D. Generalnie w skracaniu nie chodzi o mniej tekstu ( choć też;)), bardziej o to by przekazać więcej przez mniej znaków – bo to się lepiej czyta :) ( jeśli dobrze się zastosuje :p) 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Finkal – tak, to te same, które wsadza się do innych okładek. I nagle Ania z Zielonego Wzgórza gada po niemiecku;D

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

@Finkla Jak ktoś nie wie czego ma się wstydzić to zapyta i będzie wiadomo, że naprawdę nie wie ;) 

Sama oczywiście nie oglądałam, ale koledzy opowiadali. ;-)

Bardzie, Ani też unikałam jak ognia, więc mogłabym nie zauważyć różnicy. Wspominałam kiedyś, że nie cierpię romansideł?

Babska logika rządzi!

A Angielski Pacjent, a Fortepian, a Dracula – to są świetne romansidła! Bo dobre romansidło nie jest złe ;P

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Z wyżej wymienionych oglądałam tylko “Drakulę”. Chyba oglądałam, bo znam głównie z książki. Ja naprawdę jestem mocno literkowa.

Babska logika rządzi!

To z książek Wywiad z wampirem jest taki romansowy. Lestat kocha Luisa, Luis kocha tą małą, Armand też kocha Luisa, a Luis kocha ludzką naturę, a Lestat kocha też siebie – dużo miłości;). 

 

No i z wyżej wymienionych to też są ekranizacje książek;P

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Wszystkie cztery teksty są bardzo dobre. Jestem pod wrażeniem.

Bardzie, jakaś dodatkowa podpowiedź?

Teo, czy na pewno chodzi o Kazań, a nie Kaługę?

AP – podopowiedzi? Do czego? A, i miło Cię widzieć :) 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Cześć, cześć! Ciebie też.

Po odpowiedzi domyślam się, że niepotrzebnie doszukuję się jakiegoś kolejnego dna. Zmylił mnie chyba ten dialog z marzanem

AP – oczywiście, że Kaługa :) dzięki :) poprawione

AP – mnie też zmylił :D A tak serio to chyba wszystko jest jasne ale z tymi czytelnikami to nigdy nic nie wiadomo;)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Szarpnął za klamkę. Nie ustąpiła. Kroki się zbliżały, słyszał echo za plecami. Twardy, miarowy, nieustępliwy odgłos. Oddech szalał, serce tłukło mu się w piersi, lecz stąpnięcia prześladowcy zachowały stały rytm, ani szybszy, ani wolniejszy.

Pobiegł dalej. Kolejne drzwi, znów zamknięte. Kopnął, lecz drewno tylko odpowiedziało głuchym łoskotem. Obejrzał się za siebie, zakasłał nerwowo, spróbował ostatni oraz i pognał dalej.

Następne skrzydło – ciężkie, dębowe, zupełnie nie pasowało do bloku. Już miał je ominąć – skoro nie dał sobie rady z poprzednimi, dlaczego te miałyby ustąpić? Mimo tego zatrzymał się wpół kroku, a potem naparł barkiem. Niedomknięty zamek szczęknął, zapiszczały zawiasy.

Wpadł do środka. Coś brzęknęło. W półmroku wymacał stalowy łańcuszek i rygiel. Docisnął wrota do ościeżnicy, drżącymi dłońmi wsunął blokadę na miejsce.

Odgłos kroków ucichł. Dysząc ciężko, osunął się po płycie drzwi. Usiadł na chłodnej podłodze i ukrył twarz w dłoniach.

Nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Przed oczami wciąż jawiła mu się delikatna twarz, okolona długimi, jasnymi włosami i wpatrzone w niego oczy. Dłonie, które szukały jego palców do ostatniej chwili. A on odtrącił je i patrzył, jak najpierw ubranie, a potem ciało rozpada się w proch. Materiał sukni płowiał i darł się na strzępy pod własnym ciężarem, pękały szwy, resztki nici sypały się wzdłuż piersi, bioder i kolan niczym brudny popiół wyrzucony z paleniska. Gładka skóra żółkła i wysychała, policzki się zapadały, nos zmienił w dziób ptaka.

Tylko oczy błyszczały do samego końca. Został mu w pamięci ich obraz. Zerwał się do ucieczki, przerażony, że zaklęcie dosięgnie i jego.

Zamarł. Ten, kto rzucił zły czar, nadal był za drzwiami. Czy prześladowca słyszał jego oddech, a może nawet czuł myśli? Zapomnieć, to jedyny sposób. Nie myśleć o niczym. Wtedy go nie znajdzie.

 

Nie wiedział, jak długo tkwił skulony na progu. Kiedy wreszcie odsłonił twarz, w półmroku zobaczył zarys zamku. Budowla z drewnianych klocków wznosiła się na samym środku pokoju. Podniósł się i powoli podszedł do konstrukcji. Przez dłuższy czas przyglądał się misternie ułożonym blankom, okienkom sklejonym z zapałek, studni z kamyczków i ozdobom z muszli. Zbliżył palce do budowli, ale nie odważył się jej dotknąć, jedynie wodził dłonią wzdłuż konturów – choć korciło go, by poprawić przekrzywioną chorągiewkę.

Podszedł do półek z zabawkami. Sam nie wiedział, jak i kiedy odnalazł ręką sznurek od lampy i pociągnął. Ciepły, żółty blask rozświetlił pomieszczenie, a cienie gwiazdek naklejonych na abażur zatańczyły na ścianach. Klocki uporządkowane według wielkości i koloru stały równymi rzędami, wszystkie dosunięte do lewej strony. Figurki stały w szeregu: wojownicy z mieczami, łucznicy, konni, nawet mały dobosz. Szarzy na swojej półce, brązowi na drugiej, przed każdą armią król i generałowie. Na kolejnym regale leżały książki: od małych do większych, od grubych do chudych, z obrazkami i z samym tekstem.

Minął puste łóżko i pojemniki, każdy z naklejoną karteczką i piktogramem: koszulki, skarpetki, spodenki, buty. Jedynie w kącie pokoju panował nieład, leżały tam wielkie, miękkie poduszki, ułożone w coś, co przypominało gniazdo. Przykucnął przy nich i bezwiednie pogładził palcami plusz.

Zgasił światło i przeszedł do kolejnego pokoju. Na środku stało masywne drewniane biurko. Trzy ściany zajmowały szafy z książkami, sięgające od podłogi aż do sufitu. Uszeregowane według tematyki, autorów, lat wydania. Na czwartej ścianie, naprzeciw skórzanego fotela, stała niższa szafka z ciemnego orzecha. Na półkach zobaczył figurki, tym razem ręcznie malowane: orkowie, elfy, krasnoludy, rycerze i smoki zastygłe w scenach walki. Nad nimi kartonowe pudła, ozdobione fantastycznymi obrazami. Ściana była obwieszona dyplomami: spojrzenie prześlizgiwało się po tekście kolejnych wyróżnień i w końcu trafiło na dwie książki, ułożone na samym środku blatu. Wydane na cienkim papierze i w miękkich okładkach, z pogiętymi rogami stron i złamanymi grzbietami nijak nie przypominały całej reszty księgozbioru, a jednak znalazły się na najważniejszym miejscu.

 Tuż za nimi stało zdjęcie, zrobione wieczorem nad leśnym jeziorem: kilkoro młodych ludzi, siedzących przy ognisku. Większość patrzyła w obiektyw i uśmiechała się – oprócz chłopaka w kraciastej koszuli, który utkwił spojrzenie gdzieś w przestrzeni i dziewczyny o jasnych włosach, odwróconej twarzą w jego stronę.

Światło zamigotało, jakby przepaliła się żarówka. Zmarszczył nos i czoło, zasłonił twarz dłonią, przygarbił plecy. Sam nie wiedział, kiedy znalazł się w kolejnym pokoju. Najpierw poczuł nieprzyjemny zapach: pleśń, przepocone ubrania, mdły odór łoju i moczu. Z pozoru pomieszczenie wyglądało podobnie, lecz od razu dostrzegł nieład: książki leżały na biurku i podłodze, wymieszane z talerzami, sztućcami, kubkami, a nawet skarpetkami i bielizną. Przez bałagan wiodły jedynie dwie wąskie ścieżki: do fotela i do niskiej szafki. Bezskutecznie szukał zdjęcia, aż wreszcie pod stopami zachrzęściło potłuczone szkło.

Przyklęknął. Na wyblakłej fotografii nie było obozu nad jeziorem, tylko starszy mężczyzna i kobieta, przytuleni do siebie. On patrzył gdzieś w bok, ale jej lśniące oczy zerkały wprost w obiektyw.

Skrzypnęły drzwi. Dziwne, że wcześniej ich nie zauważył. Nienaturalnie wąskie, jakby ledwo można było się przez nie przecisnąć. Podniósł się z klęczek i podszedł do nich. Nie miały klamki, lecz uchyliły się, kiedy tylko do nich podszedł.

Ścisnął w dłoni potłuczoną oprawę ze zdjęciem, nie zauważywszy nawet, że z palców kapie krew.

Przeszedł przez próg.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Dialog – niepotrzebnie doszukiwałem się konkretnej postaci, a w końcu doszedłem do wniosku, że u Barda jest po prostu zgrabnie przedstawiony zwyrol w okresie poprzedzającym zapewne atak na swój obiekt. Zresztą sam sposób się liczy, bo jest angażujący czytelnika, i to bardzo ;) 

 

P.S. Na serio Val Kilmer miał kamerę ukrytą w pluszowym misiu w “Świętym” i podglądał bohaterkę na wielu ekranach, więc wszystko nieźle pasowało – tylko tutaj był taki zdegenerowany i Nieświęty ;)

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

:D Nie widział Świętego :) Ale faktycznie wszystkonsie zgadza. 

 

A szort, mistyczny. Opis pomieszczenia, hak zarzucony ze zdjęciem, czarodziej, ucieczka i zaklęcie wszystko dobrze działa ale czy coś wyjaśnia? Mam wrażenie, że tekst jest wyrwany z dłuższego fragmentu – nie twierdzę, że jest. Ale na końcu miałem takie – gdzie reszta tekstu! Motywy z figurkami, to prawie jakbyś zaglądał do mojej sypialni ;P, bo tam trzymam swoje. 

 

No i drzwi, zastanawiam się czy mogą wpuścić, czy może lepiej ustąpić – nie wiem, jeśli mam być szczery :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Bardzie, dla bohatera to jest całość. Tylko tyle mu zostało. Więc cieszę się, że tak to odebrałeś, efekt strzępków/urywków zamierzony :P

A drzwi ustępują, ale to akurat jest w przemyśleniu bohatera, więc może je personifikować. Ale jeśli reszcie to będzie zgrzytać, zmienię – w końcu tekst ma być pisany do gładkiego czytania, a nie na pokaz, co wychodzi w wielu wyzwaniach :)

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Jasna sprawa :). Scena mi się podobała, mroczna, klimatyczna – moje klimaty :). Choć bardziej mi leży dosłowność niż metaforyczne sceny :). Ale naszczescie należę do mniejszości.

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Rozważałem jeszcze opisanie włamania mało “ogarniętych” zbójców do chatynki Diuka Gabuara (bo ktoś im powiedział, że to diuk), ale po pierwsze ukradłbym OldGuard bohatera, a po drugie nie mogę uderzać w komizm w każdym wyzwaniu, też potrzebuję odmiany. Jak już mamy taką fajną piaskownicę, można próbować nowych rzeczy/

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

I o to właśnie chodzi – też może spróbuję napisać coś na śmieszno :).

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Postaram się wpaść później, na razie tylko:

miecz, ubrudzony w bułce tartej i jajku

Ubrudzony bułką tartą i jajkiem. Albo utytłany w bułce tartej i jajku. A poza tym fragmencik EPICKI :D Pełen realizm :D

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

@Tarnina Dzięki, rzeczywiście. Poprawione. Cieszę się, że Ci się podobało. Pozdrawiam!

To jeszcze o pozostałych fragmentach:

 

Teo Max: historia jest bardzo “klimatyczna”. Od początku pojawia się stylizacja na określoną epokę, i choć w umysłach fantastów taki początek może sugerować równie dobrze steampunk, to ładnie buduje nastrój. Dialog bohaterów od razu wprowadził zagadkę, która zachęciła mnie do czytania – chciałem się dowiedzieć, dlaczego bohater stracił trzy ruble.

Zatem gładko kupiłeś czytelnika, a potem było już tylko lepiej. W całym domu “wisi” jakaś tajemnica, zapowiedź wynalazków, a jednocześnie bardzo dobrze pokazujesz bezskuteczność starań naukowca i wywołujesz współczucie. Podobało mi się to, że od razu mogłem się zidentyfikować ze złodziejaszkiem, a potem tylko patrzyłem mu przez ramię, i trudno było nie poczuć tego, co on – współczucia. Więc jest nie tylko nastrojowo, ale i chwyta za serce, czyli prowadzisz czytelnika tam, gdzie chcesz. Ładnie zamknięta historia. Aż się prosi, żeby to opublikować w jakąś rocznicę… nie psuję innym zgadywania.

 

Grzesiek_W, ta historia pointą stoi, ale jaką – też zaczyna się ciekawie, i choć nie chwyciła mnie tak mocno, to każdy nowy szczegół zachęcał, by czytać dalej. Fragmenty “instruktażowe” wnoszą dużo humoru i lekkości, a to kolejny element “wciągający” – jeśli raz zostałem rozbawiony, czytam dalej w nadziei na więcej zabawy. W międzyczasie, tzn. przed twistem fabularnym, dostałem jeszcze sporo kreowania rzeczywistości, czyli społeczeństwo feudalne funkcjonujące w nowoczesnych realiach, elementy baśniowe zgrabnie splecione z rzeczywistością.

No i twist z emeryturą jest przezabawny!

 

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Dzięki :) marzan, za miłe słowa.

Jak przyjdzie rocznica – szorcik się przyda

@marzan Dzięki za komentarz. Fantasy to raczej obcy dla mnie świat, a blok z wielkiej płyty to naturalne środowisko, więc w ramach wyzwania spróbowałem to połączyć ;). Cieszę się, że Ci się podobało. 

O rany, jeśli każdy stopień na drugie piętro skrzypi jak zdrajca obudzę cały dom. Stopy szeroko, na krawędzie, co drugi poziom…

Udało się. Cicho. Co dalej…?

Sześcioro drzwi. Pięć zamkniętych na wielkie mosiężne zamki, szóste z klamką w kształcie A.

Jeśli mechanizm zazgrzyta, jeśli zawiasy jękną – zawracam.

Otworzyły się bezszelestnie.

Co tak pachnie? Atrament, stare książki i jeszcze coś, nie potrafię tego nazwać.

Mapy na ścianach. Krain, w których nigdy nie byłem… a może to plan gabinetu. Tę poznaję. Mapa naszego parku, a może nie, nasz nie ma tylu furtek.

Motyle. Czy to z nich powstają kropki?

Klucze. Setki kluczy.

Od czego zacząć?

Od biurka.

Lupa. Kolorowe pióra. Muszę uspokoić oddech, bo je zdmuchnę… Srebrna szkatuła… zamknięta… który klucz ze ściany pasuje?

Otwarte pudełka. Duże ze stertą guzików w każdym rozmiarze i wzorze. Nie widzę dwóch jednakowych.

Jest!

Złota tabakierka z tęczowymi kropkami. Ile mogę zabrać, żeby nikt nie zauważył?

Od razu nakleję sobie na twarz żeby ich nie zgubić. Nikt nie będzie miał więcej!

 

Udało się! Jeszcze tylko muszę wrócić zanim ktoś mnie zauważy.

 

A tam co? Pudełka po cygarach, wyłożone aksamitem. Po co? Dwie drobniutkie laleczki. Czy one śpią?

One…. one żyją. Jedna wbija we mnie wzrok. Paraliżuje mnie.

Guru, zapewniłeś bardzo dobrą zabawę w świetnym stylu, nawiązującym do oryginału.

Ładny, skondensowany opis, ma wszystko, co jest potrzebne w zadaniu.

A ponieważ rozwiązałem zagadkę, potwierdzam, że nawiązań jest dużo i są zgrabne. Każde zdanie wprowadza dodatkowy trop, nie ma w tym tekście zbędnych ozdobników.

To teraz niech inni się bawią ;)

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

@TheGuru Też mam pewną teorię gdzie to włamanie miało miejsce. I rzeczywiście, każde zdanie jest tu potrzebne.

Guru – konkret, z mety wbijamy do chaty i buszujemy. Ale miałem coś takiego, że udzielił mi się tajniacki klimat włamywacza – zupełnie jakbym skradał się razem z nim. To przez zdania, które nie są dialogiem ale są kierowane wprost do czytelnika. Tak, że ma się wrażenie, że włamywać właśnie do nas kieruje wszystkie spostrzeżenia:). Dobrze to wyszło, bez kleksa ;) 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

dzięki za dobre słowa.

podszedłem do wyzwania jak do warsztatów literackich. Strasznie się męczę z perspektywą piewszo osobową w czasie teraźniejszym i ciągle nie daję rady zrobić jej w 100% i uciekam w relację, której nie powinno być.

 

Marzan:

Z przyjemnością sobie ją odświeżyłem, bo nie pamiętałem wielu szczegółów. Pierwszy raz czytałem jako powieść w odcinkach w Świecie Młodych ;-).

 

Swoje historie piszesz ot tak z palca, czy musisz przy nich przysiąść?

 

Nie mam punktu zaczepienia by rozwiązać twoja zagadkę. W pierwszej chwili myślałem, że to Rainman, ale z każdym zdaniem odchodziłem od pomysłu… no nie wiem Incepcja?

 

Grzesiek_W

dzięki.

Niektórzy to się nigdy nie nauczą, żeby odkładać na starość. A wystarczyło dukat od każdej strzygi odłożyć…

 

Bardjaskier

dzięki. Ale, że jak bez Kleksa ;-)

Nie mam pojęcia co to za psychol u ciebie ;-)

 

Teo Max

Gdyby Rosjanie tak pisali to czytałbym ;-). Pomimo konkretnych wskazówek nie odgadłem, ale pomógł wujek ;-)

TheGuru

Wątek rosyjski tej postaci bardzo mnie zabolał:( a on sam NIGDY nie powiedział o sobie, że jest Rosjaninem albo obywatelem Związku:( mówił o sobie, że jest obywatelem świata – a jak inaczej mógłby zaprotestować?

O jego niepełnosprawności dowiedziałam się dość niedawno. To imponujące, jak dał sobie radę w życiu.

Pozdrawiam serdecznie :) także wujka :)

Nie mam punktu zaczepienia by rozwiązać twoja zagadkę. W pierwszej chwili myślałem, że to Rainman, ale z każdym zdaniem odchodziłem od pomysłu… no nie wiem Incepcja?

 

U mnie jak u Barda, to nie jest konkretna postać, ale zgadywanie, jakie ma cechy i kim był/jest poszło dobrze – tak, ma trochę z Rainmana, to świetny strzał. Incepcja z rozwarstwieniem świata to odleglejsze skojarzenie. On jest na coś chory w momencie, kiedy go widzimy.

 

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Niektórzy piszą o konkretnych postaciach, inni wymyślają swoje własne, ale w tym wyzwaniu mamy na razie bardzo różnorodne teksty, co cieszy. Czekamy na nieśmiałych!

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Najpierw naskrobię coś swojego, bez czytania komentarzy, by się nie sugerować, a potem do nich zaglądnę:

 

 

Matko Przenajświętsza, co za bałagan!

Tylu butów rozrzuconych w korytarzu nigdy nie widziałam. Przeważają głównie czerwone szpilki o niebotycznie wysokich obcasach. Już wiem, że właścicielka mieszkania feministką raczej nie jest.

Szukam salonu lub czegoś, co przypomina gabinet. Wspaniale byłoby znaleźć laptop. Albo dwa…

Staję w pierwszych drzwiach i zastygam. Znajdującej się pod oknem kanapy prawie nie widać, tak obficie jest zasypana ciuchami. Mebel wygląda, jakby wybuchła na niej cekinowa bomba – trudno dopatrzyć się jakiejkolwiek części garderoby pozbawionej tych ozdobników. Stojące obok biurko również zmieniło swoje przeznaczenie i przeistoczyło się w dodatkową szafę. Czarna lampka z IKEI została zapędzona w róg przez licznych intruzów w formie tuszu do rzęs, eyelinera, podkładu czy też biżuterii w postaci grubych, pozłacanych łańcuchów.

Ktoś tu bardzo dba o swój wygląd. Szkoda, że nie dba też o wygląd mieszkania… Byłoby łatwiej znaleźć mi coś, co nadaje się do opchnięcia w lombardzie.

 

Spoglądam w lewą, niezbadaną jeszcze przeze mnie stronę i znajduję ogromny regał, idealnie wypełniający ścianę. Oprócz uschniętych kwiatków i ramek ze zdjęciami, zostały wyeksponowane nawet jakieś książki. Podchodzę bliżej, by tylko utwierdzić się w pierwszym wrażeniu, jakie wyrobiłam sobie o właścicielce. Ile ta dziewczyna ma lat? Raczej mieszka sama, więc nie może być nastolatką. A jednocześnie wystawiła na pokaz całą sagę Zmierzchu, jakby było się czym chwalić. “Patrzcie, czytam! Co prawda jakąś fekaliadę, ale czytam…”

Skanuję wzrokiem kolejne półki i zatrzymuję się na zdjęciu przedstawiającym dwie młode dziewczyny. Obejmują się, obie pokazują dłonie w geście symbolizującym wiktorię, solidarność, czy cokolwiek, co teraz ten gest w zetkowym świecie znaczy. Może oświadczają, ile mentalnie mają lat. Obie są skąpo ubrane, nie pozostawiły wyobraźni zbyt wiele pola do popisu. Jedna z nich ma na sobie małą czarną, ledwo zasłaniającą tyłek, a druga swoją cekinową sukienką musiała zawstydzić nawet flesz aparatu. To pewnie ona, właścicielka mieszkania. Przybliżam zdjęcie do siebie.

Liczne zmarszczki na twarzy i kobiece kształty sugerują, że trochę życia ma już za sobą, choć jest zadbana. Tylko te usta niepotrzebnie nadmuchane. Gdyby nie to, byłaby naprawdę ładna.

Odkładam ramkę na półkę. Taka stara baba, a nastolatkę udaje. Wstyd.

 

Spojrzeniem napotykam się na pudełko, którego przeznaczenia nie umiem rozpoznać od razu. Otwieram je. Wnętrze zaskakuje: armia prezerwatyw czeka w gotowości, by chronić właścicielkę przed niechcianą ciążą i chorobami. Ilość sugeruje, że kobieta robi to często. Co za puszczalska zdzira.

Gdzie jest ten cholerny laptop? Przecież musi go mieć, nawet zdziry potrzebują komputera.

Podchodzę do kanapy i przekopuję się przez cekinowe wysypisko. Jest! Lenovo, wygląda na całkiem nowe, powierzchnia nawet nie jest porysowana.

Otwieram pokrywę, by sprawdzić dla pewności, czy sprzęt w ogóle działa. Pojawia się okno logowania, to dobrze. Jakie może być hasło? 12345. Ha, weszło. Ale z niej idiotka. Do tego jeszcze puszczalska.

 

Moim oczom ukazuje się dokument w formacie PDF. Przez chwilę nie rozumiem, na co patrzę.

Zuzanna Melańska, 42 lata. Na dole jakaś pieczątka. Po środku opis.

• Rozpoznanie zasadnicze: Glejak wielopostaciowy (Glioblastoma), IV stopień w skali WHO.

• Lokalizacja guza: płat czołowy prawy.

• Kod ICD-10: C71.9 Nowotwór złośliwy mózgu, nieoperacyjny.

 

Nie mogę się ruszyć. Przez dłuższą chwilę widzę tylko ekran i ten dokument.

W końcu zamykam pokrywę i odkładam laptopa na bok.

Wstaję z kanapy i automatycznymi ruchami zasypuję z powrotem komputer pozostałościami po cekinowej bombie.

Odechciało mi się kraść cokolwiek. Los już jej ukradł życie, nie muszę dokładać swojej cegiełki.

 

Wychodzę z mieszkania, zamykam delikatnie drzwi, schodzę powoli po schodach.

Mam nadzieję, że dziś się będziesz dobrze bawić, Zuzanno. Naprawdę mam taką nadzieję…

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Bardzie, szczerze mówiąc, nie zrozumiałam Twojego fragmentu :P To było mieszkanie, do którego bohater się włamał? Czy może śledzi kogoś ze swojego mieszkania?


Heskecie,

 

Na ścianie portrety dziwne portrety.

Hę? Chyba brakuje tam przecinka?

 

Czyli bohater jest Królewną Śnieżką? Nieźle :)

 


Grzesiek_W,

 

kasety z tytułami po niemiecku mnie rozbawiły haha :P to już wiemy dużo o właścicielu mieszkania :)

 

Końcówka mnie pokonała, biurokracja, bleee!

 


 

Do reszty odniosę się wkrótce :)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Holly, już dziś jakości Twoich tekstów nie komentuję, ale możesz wymyślić dla mnie pokutę za tamten komentarz – coś, co Cię podniesie na duchu :P

 

Napiszę tylko, że na miejscu złodziejaszka/szki z fantazją postąpiłbym jak u Teo Maxa – obrabowałbym kantor w innej dzielnicy i podrzucił prezent, niech się dziewczyna bawi!

Mniej romantyczna wersja jest taka, że długo tego laptopa nie będzie używać…

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Holly, już dziś jakości Twoich tekstów nie komentuję, ale możesz wymyślić dla mnie pokutę za tamten komentarz – coś, co Cię podniesie na duchu :P

To może jutro. Czy jest tak źle, że już mam NIC kompletnie nie pisać?

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Jak napiszę dobry komentarz – to pomyślisz, że Cię pocieszam.

Jak napiszę zły – że chcę wtrącić w otchłań rozpaczy.

A najgorzej taki, jaki chcę napisać, bo będą obie rzeczy naraz.

 

No dobrze, bo do jutra paznokcie obgryziesz z niepokoju i znów będzie moja wina :)

Bo to jest ładny opis, ładnie napisany, jest pointa, wszystko w nim gra.

Tylko w międzyczasie odwaliłaś za czytelnika całą robotę, więc pochwali, jak ładnie napisane, i prześlizgnie się po tekście. Podałaś mu wszytko na tacy, łącznie z interpretacją. 

Wiem, że sam jestem na drugiem biegunie, bo u mnie z początku nie wiadomo zupełnie, o co chodzi, i niektórych tekst odrzuci. Twój jest przystępny, ale nie zarzuca haczyków, tylko daje pyszną rybkę – czytelnik sobie zje i pójdzie. U mnie z kolei łowi, łowi,i tylko mętną wodę widzi ;)

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Jeszcze nie doszłam do Twojego, więc jak przeczytam, to pewnie bardziej zrozumiem ;) W sensie, że za mało zostawiłam domysłom czytelnika? Hm, pewnie masz rację. Może uda mi się poprawić :)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Holly – a to ja już nic na to nie poradzę:P Jesteś blisko, właściwie 50 na 50 ;)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Bardjaskier

między miskę z „Krówkami” a książką

Miskę a książkę, ale "krówki" to nie tytuł, ani nawet nie nazwa marki, więc piszemy je małą literą i bez cudzysłowu.

krzesła gamingowego

Wiesz, że dokładasz kolejną małą cegiełkę do mojej przemiany w Jokera? XD

miał wydrapany paznokciem rower

?

 nadając ruchom niedbałego tonu

Nadając ton, ale ruchy tonu nie mają. Tylko dźwięki.

jak jeden z szesnastu obrazów dzielących oba ekrany telewizorów, powoli się przesuwa.

Bez przecinka, ale – ?

nie przeszkadzam zaraz się zacznie

A tu ma być przecinek.

 

OK, nie wiem, kto to :D Klasyczny Ty :D

 

Hesket

Na ścianie portrety dziwne portrety.

Zniknął przecinek.

 

Grunt, żeby w domu była kobieca ręka :)

 

Grzesiek_W

Zamek Yeti 

:)

potężny, dwuręczny miecz

Tu może być bez przecinka, bo to nierównorzędne przydawki.

Na nasadzie ostrza, spod zaschniętego żółtka, przebija grawer

Tu też się obejdzie, bo w sumie to nie wtrącenie.

Na brzuchu rozcięta i związana sznurówką od trampka – znak, że właściciel potrzebował miejsca na jakieś czterdzieści dodatkowych kilogramów.

XD Pikne to jest :D

pokrywka nieszczelna.. 

Trzy są w wielokropku kropki :)

zębate oko

Chcę wiedzieć? :D

ostrze sobie powinno poradzić

Kapkę aliteracyjne.

wielką, czerwoną pieczęcią 

Nierównorzędne przydawki

 

Wiedźmin-emeryt to dobry wiedźmin :) A że emerytura niewysoka, to zawsze będzie chciał sobie dorobić :)

 

Teo Max

który jestem pół roku tutaj z tobą

Szyk się trochę połamał, lepiej: który już pół roku siedzę tutaj z tobą.

człowiek pracujący

Lepiej: człowiek, który pracował.

Pomyślałem, że gospodarz albo stary, albo głuchy. 

Tak, na to wskazuje trąbka – nie trzeba tego dopowiadać.

Człowiek mający do czynienia z urzędami cara nie powinien mieszkać w takiej norze, pomyślałem.

Człowiek, który ma do czynienia. Hmmm. Człowiek, który mieszka w takiej norze, na pewno woli nie mieć do czynienia z urzędami, ale czy ma jakiś wybór?

Jakby zajmowało pół mieszkania.

Dlaczego "jakby"? I dlaczego z zajmowania dużej przestrzeni wynika ogrom, a nie odwrotnie?

 Jakby właściciel prowadził kłótnię z autorem.

Hmmm.

Na rozłożonych kartkach rozpoznawałem mapy

Chyba jednak: w rozłożonych kartkach.

nie umiałem stwierdzić

Nie umiałem rozstrzygnąć. Stwierdza się fakt.

Wpatrywał się w ruch jej ust

Ruch można obserwować, ale wpatrywać się w niego – nie bardzo.

Przez kilka minut patrzyłem jak siedzi.

Przez kilka minut patrzyłem, jak siedzi.

 

Ładne. Nastrojowe. Nie wiem, kim jest wynalazca (chyba chodzi o konkretną postać – Ciołkowski?), ale chętnie poczytałabym o nim więcej.

Co prawda tekst miał naśladować mowę, ale po tych poprawkach wygląda lepiej :) 

Z tym naśladowaniem mowy nie należy przesadzać :)

 

marzan

stąpnięcia prześladowcy zachowały stały rytm, ani szybszy, ani wolniejszy.

Hmmm.

 Kopnął, lecz drewno tylko odpowiedziało głuchym łoskotem.

Jesteś pewien tego szyku?

ostatni oraz

Literówka.

Następne wrota

Wrota?

Dysząc ciężko, osunął się wzdłuż drzwi.

Osunął się po płycie drzwi. Trochę brakuje imienia bohatera…

Nie wiedział, jak długo siedział skulony pod progiem

Rym. A siedział bardziej na progu.

zarys zamku. Zbudowany z drewnianych klocków, wznosił się na samym środku pokoju.

Zarys był zbudowany? Czy nie zahaczasz tu o nominative absolute?

 jedynie wodził dłonią wzdłuż zarysu

Lepiej: wodził tylko dłonią wzdłuż konturów.

ciemniejsze gwiazdki naklejone na abażur zatańczyły na ścianach

Mmm, ich cienie tak, ale same gwiazdki nie bardzo.

Klocki, uporządkowane według wielkości i koloru piętrzyły się równymi rzędami

Klocki, uporządkowane według wielkości i koloru, stały równymi rzędami. Albo bez przecinków. https://wsjp.pl/haslo/podglad/55751/pietrzyc-sie/5168306/o-przedmiotach 

masywne, drewniane biurko

Przecinek zbędny.

orki

Może jednak orkowie? https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/mianownik-liczby-mnogiej-osobowych-nazw-wlasnych;12213.html 

Wydane na cienkim papierze i w miękkich okładkach, z pogiętymi rogami stron i złamanymi grzbietami nijak nie przypominały całej reszty księgozbioru, a jednak znalazły się na najważniejszym miejscu.

Dobry kontrast, ale czy leżenie na biurku świadczy o ważności książek, czy może raczej o tym, że ktoś je właśnie czyta?

utkwił spojrzenie gdzieś w przestrzeni

Hmm.

 

Nie mam pojęcia, kto tu mieszka, ale wyraźnie coś strasznego mu się przydarzyło. Albo przydarza… Brr.

 

TheGuru

jeśli każdy stopień na drugie piętro skrzypi jak zdrajca obudzę cały dom

Tu gdzieś powinien być przecinek – a gdzie, to zależy od tego, co próbujesz powiedzieć.

co drugi poziom

? Co drugi schodek? Stopień? Jak to zrobić, żeby się nie powtarzało, hmm.

szóste z klamką w kształcie A.

Ciekawa architektura…

Tę poznaję. Mapa naszego parku, a może nie, nasz nie ma tylu furtek.

Plan naszego parku. W naszym nie ma tylu furtek.

Czy to z nich powstają kropki?

?

Złota tabakierka z tęczowymi kropkami.

A, jasne, piegi.

Od razu nakleję sobie na twarz żeby ich nie zgubić. 

Od razu nakleję sobie na twarz, żeby ich nie zgubić. 

Jeszcze tylko muszę wrócić zanim ktoś mnie zauważy.

Jeszcze tylko muszę wrócić, zanim ktoś mnie zauważy.

Jedna wbija we mnie wzrok. 

Mało naturalne. Hmm. Przygważdża mnie spojrzeniem?

 

Dobra, kiedy pan Kleks się spiknął z Mistrzem? XD I czy to tak ładnie buszować po gabinecie dyrektora szkoły? Bo nie będzie paska na świadectwie :)

 

HollyHell91

Przeważają głównie

Masło maślane.

Już wiem, że właścicielka mieszkania feministką raczej nie jest.

A może jednak jest i te szpilki służą jako broń ofensywna? :)

 Znajdującej się pod oknem kanapy prawie nie widać, tak obficie jest zasypana ciuchami.

Ale co widać? Ciuchy. Więc to od nich lepiej zacząć opis.

Mebel wygląda, jakby wybuchła na niej

Mebel – na nim. "Mebel" jest rodzaju męskiego.

trudno dopatrzyć się jakiejkolwiek części garderoby pozbawionej tych ozdobników

Cokolwiek kancelaryjny styl, mało obrazowy. "Cekinowa bomba" sama by to uciągnęła, zdaje mi się.

Stojące obok biurko również zmieniło swoje przeznaczenie i przeistoczyło się w dodatkową szafę. 

Jak wyżej. Ponadto – proszę przestać skakać po moim PTSD…

Czarna lampka z IKEI została zapędzona w róg przez licznych intruzów w formie tuszu do rzęs, eyelinera, podkładu czy też biżuterii w postaci grubych, pozłacanych łańcuchów.

Hmmm. Intruzów, czyli nieproszonych gości – na pewno o to chodzi? "W formie", "w postaci" nie bardzo tu pasują.

 Byłoby łatwiej znaleźć mi coś

Byłoby mi łatwiej znaleźć coś. Ale można w ogóle wyciąć zaimek.

Spoglądam w lewą, niezbadaną jeszcze przeze mnie stronę 

A po co dopowiadać, że z lewej włamywaczka jeszcze nie buszowała, kiedy to jest widoczne z kontekstu?

idealnie wypełniający ścianę

? Szczelnie zasłaniający ścianę?

Oprócz uschniętych kwiatków i ramek ze zdjęciami, zostały wyeksponowane nawet jakieś książki.

Precz z przecinkiem! Czy ludzie, którzy coś "opychają" w lombardzie, używają słów typu "wyeksponować"?

 Podchodzę bliżej, by tylko utwierdzić się w pierwszym wrażeniu, jakie wyrobiłam sobie o właścicielce.

? Dlaczego akurat na tym jej zależy?

Skanuję wzrokiem

Angielskawe.

Otwieram pokrywę, by sprawdzić dla pewności, czy sprzęt w ogóle działa.

A po co się sprawdza? Tylko dla pewności: Otwieram pokrywę, żeby sprawdzić, czy sprzęt w ogóle działa.

Moim oczom ukazuje się dokument w formacie PDF.

Tak automatycznie się otwiera?

automatycznymi ruchami zasypuję z powrotem komputer pozostałościami po cekinowej bombie

Hmmm.

dziś się będziesz dobrze bawić

Może: dziś będziesz się dobrze bawić.

 

Czyżbyśmy tu mieli Flambeau w spódnicy? (Jakoś dotąd nie udało mi się przeczytać tego opowiadania, gdzie Flambeau się nawraca…) Poszłaś troszkę na skróty, ale też emocjonalny kop jest całkiem bolesny. heart

 

Generalnie w skracaniu nie chodzi o mniej tekstu ( choć też;)), bardziej o to by przekazać więcej przez mniej znaków – bo to się lepiej czyta :)

Otóż to :)

A drzwi ustępują, ale to akurat jest w przemyśleniu bohatera, więc może je personifikować.

To utarta metafora, drzwi mogą ustępować pod naciskiem.

choć w umysłach fantastów taki początek może sugerować równie dobrze steampunk, to ładnie buduje nastrój

Zdecydowanie tak. Ja myślałam o steampunku, na przykład. Ale czy to źle?

trudno było nie poczuć tego, co on – współczucia

Właśnie ^^

na miejscu złodziejaszka/szki z fantazją postąpiłbym jak u Teo Maxa – obrabowałbym kantor w innej dzielnicy i podrzucił prezent, niech się dziewczyna bawi

I niech na koniec życia trafi do ciupy za coś, czego nie zrobiła, jasne :P Kurczę, tragedia naszych czasów, a ten chce w to dalej brnąć, co za ludź… </marudzenie>

Tylko w międzyczasie odwaliłaś za czytelnika całą robotę, więc pochwali, jak ładnie napisane, i prześlizgnie się po tekście. Podałaś mu wszytko na tacy, łącznie z interpretacją. 

No, niestety. Podałaś. Inna rzecz, że interpretacja narratorki początkowo jest błędna, nacechowana jej nastawieniem do świata, a potem się zmienia po konfrontacji z rzeczywistością – i to chyba jest siłą tego fragmentu.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tarnina – dzięki :) Z gramatyką nie będę się kłócić :)) Poprawiam.

Ale – czytelnik wie (jeśli inteligentny), a narrator opowiada, przedstawiając TAKŻE swój stan ducha:

Pomyślałem, że gospodarz albo stary, albo głuchy. 

Tak, na to wskazuje trąbka – nie trzeba tego dopowiadać.

Człowiek mający do czynienia z urzędami cara nie powinien mieszkać w takiej norze, pomyślałem.

Człowiek, który ma do czynienia. Hmmm. Człowiek, który mieszka w takiej norze, na pewno woli nie mieć do czynienia z urzędami, ale czy ma jakiś wybór?

Jakby zajmowało pół mieszkania.

Dlaczego "jakby"? I dlaczego z zajmowania dużej przestrzeni wynika ogrom, a nie odwrotnie?

 Jakby właściciel prowadził kłótnię z autorem.” 

 

Chciałam pokazać, że narrator jest rozczarowany, może nawet zniesmaczony faktem, że człowiek, który pracuje (według plotki) dla cara, mieszka tak ubogo. Ogrom biurka ma raczej podkreślić ogrom pracy :)) , gdyby biureczko wyglądało niepozornie, praca przy nim wykonywana wyglądałaby niepozornie. A tak – mam kontrast między biedą a tytaniczną pracą naukowca. 

“Na rozłożonych kartkach rozpoznawałem mapy” – ja widzę mapy na kartkach, a nie w kartkach :)

 

Niesłyszący wpatrują się w ruch warg – z ogromnym natężeniem uwagi. Wyraz „obserwować ” nie oddaje tego wysiłku, moim zdaniem.nie oddaje tego wysiłku, moim zdaniem.

 

Pozostałe – poprawiałam. Z niektórymi uwagami nie zgadzam się, ale mogłam przemyśleć raz jeszcze. Dzięki. 

 

Ciołkowski był tak niesamowity, że też chętnie o nim poczytam. Geniusz, którego wynalazki aż tak wyprzedziły epokę.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Tarnino, dzięki, podłubię wieczorem tu i ówdzie, mam na myśli tekst oczywiście, nie zęby.

 

Co strasznego mu się przydarza… Hm, czy jeśli podpowiem, że włamał się do własnego mieszkania i niekoniecznie odróżnia przeszłość od teraźniejszości i wyobrażenia/sny/swoje książki od rzeczywistości, co jest typowe dla pewnej choroby, będzie łatwiej?

Rainman był dobrym trafieniem, opis pokoju dziecięcego wskazuje na to, że jest neuroatypowy. Nie, nie uważam neuroatypowości za chorobę (ale samo słówko za koszmarek swoją drogą). Gdyby był tylko taki, trzeci pokój wyglądałby inaczej. Neuroatypowość zwiększa jednak znacznie ryzyko zachorowania.

Jeśli ktoś z Was kiedykolwiek opiekował się osobą chorą, zgadnie od razu. Swoją drogą jestem zbudowany, że opieka społeczna zaczęła działać :P

 

Wiedźmin-emeryt to dobry wiedźmin :) A że emerytura niewysoka, to zawsze będzie chciał sobie dorobić :)

 

Ejże, albo coś źle zgadłem, albo to jednak smokobójca, nie wiedźmin, jest drobna różnica:

 

https://www.youtube.com/watch?v=WAvchbP2kXM

 

Choć ten z animacji zdecydował się w końcu na lepsze samozatrudnienie :)

 

P.S.

 

Kurczę, tragedia naszych czasów, a ten chce w to dalej brnąć, co za ludź… </marudzenie>

 

Tarnino, wprawiłaś mnie w chichot tym tekstem, a niechcący mam obite żebra, więc jednocześnie jestem Ci wdzięczny i przeklinam :P

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Moje strzały;

 

Bardjaskiier – seksualny predator.

Hesket – perwersyjny krasnal.

Grzesiek_W – wiedźmin-emeryt.

Teo Max – wynalazca-samouk, może przy tym schizofrenik. Swoją drogą, pachnie Pilipiukiem.

marzan – wizjoner z depresją, podświadomie czuję, że okultysta.

The Guru – Pan Kleks

HollyHell92 – zagadki niestety nam oszczędziłaś, umierająca. 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Ale – czytelnik wie (jeśli inteligentny), a narrator opowiada, przedstawiając TAKŻE swój stan ducha:

Hmmm, prawda, prawda… 

Chciałam pokazać, że narrator jest rozczarowany, może nawet zniesmaczony faktem, że człowiek, który pracuje (według plotki) dla cara, mieszka tak ubogo.

Rozczarowanie przebłyskuje, zniesmaczenie niekoniecznie :)

A tak – mam kontrast między biedą a tytaniczną pracą naukowca. 

To jest dobry kontrast, chociaż nie do końca go wyłapałam ^^

 ja widzę mapy na kartkach, a nie w kartkach :)

Ja też, ale nie o to chodzi XD Rozpoznawać można coś w czymś, ale nie na czymś ^^

 Wyraz „obserwować ” nie oddaje tego wysiłku, moim zdaniem

Hmm. Coś w tym jest. Ale z drugiej strony – czy można się wpatrywać w ruch?

czy jeśli podpowiem, że włamał się do własnego mieszkania i niekoniecznie odróżnia przeszłość od teraźniejszości i wyobrażenia/sny/swoje książki od rzeczywistości, co jest typowe dla pewnej choroby, będzie łatwiej?

… Philip Dick? :D (On raczej nie miał schizofrenii naprawdę…)

nie uważam neuroatypowości za chorobę (ale samo słówko za koszmarek swoją drogą)

Ano, zgoda.

Swoją drogą jestem zbudowany, że opieka społeczna zaczęła działać :P

Hę?

albo to jednak smokobójca, nie wiedźmin, jest drobna różnica

Fakt, że o gadach tam było XD 

Tarnino, wprawiłaś mnie w chichot tym tekstem, a niechcący mam obite żebra, więc jednocześnie jestem Ci wdzięczny i przeklinam :P

XD Sorki ^^ (A kto ma obite żebra chcący? Ten facet, co się rzuca pod ambulanse? :D)

Bardjaskiier – seksualny predator.

Ale równie dobrze może być alien :)

marzan – wizjoner z depresją, podświadomie czuję, że okultysta.

Nie wiem, co mu jest, ale okultyzm niewykluczony.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tarnina 

 

Miskę a książkę, ale "krówki" to nie tytuł, ani nawet nie nazwa marki, więc piszemy je małą literą i bez cudzysłowu.

Ok, zapamiętam:)

 

krzesła gamingowego

 

Wiesz, że dokładasz kolejną małą cegiełkę do mojej przemiany w Jokera? XD

A wiesz, że mnie też to bolało ale nie znalazłem dobrego zamiennika :(

 

miał wydrapany paznokciem rower

Glupie literowki, nie widzisz ich ale czujesz, że jakieś są– jak komary ;)

 

 nadając ruchom niedbałego tonu

 

Nadając ton, ale ruchy tonu nie mają. Tylko dźwięki.

Faktycznie, skopany szyk :/

 

 

OK, nie wiem, kto to :D Klasyczny Ty :D

Skąd wiesz :P. Nie chciałem się bawić w zgadywanki. Bardziej chciałem pokazać włamanie z innej strony – bez buszowania po mieszkaniu. Do tego odwróciłem rolę, bo poznajemy "włamywacz" przez jego mieszkanie, a nie jego ofiarę:P. 

 

 

 

Bartkowski.robert – w punkt :)

 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

A wiesz, że mnie też to bolało ale nie znalazłem dobrego zamiennika :(

Krzesła komputerowego. Fotela na kółkach. Wrrr…

Glupie literowki, nie widzisz ich ale czujesz, że jakieś są– jak komary ;)

… literówki?

Faktycznie, skopany szyk :/

To nie szyk… 

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tarninko

 

Nie wiem, co mu jest, ale okultyzm niewykluczony.

Spoooooky and scaaaary:D

 

Bardjaskier

 

Bartkowski.robert – w punkt :)

coolcoolcool

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Tarnina – cóż, nie wszystko udało mi się pokazać:) Popracuję nad warsztatem. A "rozpoznawanie" poprawię:))

 

Pozdrawiam serdecznie:)

Nigdy nie wychodzi zupełnie tak, jak byśmy chcieli, niestety heart

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nie wiem, co mu jest, ale okultyzm niewykluczony.

Spoooooky and scaaaary:D

 

A… A… kurczę, co to ja miałem napisać… Alzheimer :)

 

Więc robić mi tu wyzwania, bez cotygodniowych ćwiczeń Was też to czeka :P

 

A kto ma obite żebra chcący

 

Ten, kto nie zauważa, że taczka z ziemią jest nawiedzona, i zamiast od razu odprawić egzorcyzmy, próbuje ją wtoczyć po rampiecrying A jeśli do przewagi masy taczki dodać przewagę diabolicznego intelektu…

 

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Trzeba zakazać Tarninie wstępu na wyzwania :P – za dużo widzi i zaniża ludziom samoocenę – zróbmy to dla dobra ogółu;D

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Nie, trzeba tak podwyższyć poziom tekstów, żeby Tarnina musiała zadzierać głowę, żeby cokolwiek zauważyć. Tylko wtedy czeka nas terapia samooceny Tarniny. 

Tarnina jest księgową, zrozumie, że terapia jednej osoby jest tańsza niż kilku XD

 

Poza tym, Bardzie, OldGuard ostatnio rzadziej zagląda, a Ty jeszcze Tarniny chcesz się pozbyć :P Spieszmy się lubić piszące damy, póki jeszcze chcą pisać!

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

 

– Ja ci dam, łobuzie!

Gryszka w biegu z przestrachem obejrzał się za siebie. Baciuszka wygrażał mu kijem, ale zadyszany zostawał z tyłu. Chłopak kluczył między klasztornymi budynkami, dzwonnicami i drewutniami. Teren był rozległy, więc miał nadzieję zgubić prześladowcę. Nawet jednej bułki mu szkoda! – myślał rozgorączkowany.

Kątem oka zobaczył otwarte okno, wychodzące na przyjemny kawałek ogrodu, gdzie kwitł jaśmin, pąsowe róże i czarny bez. Nie namyślając się, rzucił się naprzód tratując kwitnące krzewy i wskoczył do pomieszczenia. Przez chwilę zamarł przyklejony do posadzki. Nadsłuchiwał w napięciu, jednak wszędzie panowała cisza. Pozwolił sobie na westchnienie ulgi.

Pokój był wysoki jak w zamku, a jego sufit ginął w mroku. Na środku stał pulpit wyłożony aksamitem, a na nim wielkich rozmiarów księga. Zaciekawiony podszedł bliżej.

Bytije – przeczytał. Niektóre zdania były podkreślone czerwonym atramentem. Gryszka wzruszył ramionami. Te mnichy nic nie robią, tylko czytają i modlą się! Odwrócił się z niechęcią.

Nagle powiał wiatr, przynosząc słodki zapach jaśminu, a w powietrzu zatańczyły świetliste refleksy i złote iskry. Podążył za nimi, próbując je schwytać, ale na próżno. Wymykały mu się, wodząc go to tu, to tam. W końcu znalazł się w dalekim kącie tej ogromnej sali, a przed sobą na stole ujrzał dużą szklaną kulę, która rzucała blask, niczym nieziemska latarnia. Wewnątrz widać było zamknięte w niej miasta i ludzi, wozy, konie i koguty, szewców, przekupki i stajennych. Byli nawet niewielcy mnisi, co dzwonili na jutrznię ciężkim dzwonem, który w kuli wyglądał jak mały dzwoneczek.

Cały świat! – Grysza był wstrząśnięty. A on, Gryszka? Czy jest tam? Zaczął szukać siebie w tym mikrokosmosie. Jakiś chłopak, do Gryszy bardzo podobny, ze skrzydłami wznosił się ku chmurom, a na twarzy miał uśmiech szczęścia.

A skąd u mnie skrzydła?

Rozejrzał się uważnie. Są. Oparte o piec, pewnie zostawione na chwilę przez właściciela tego mieszkania. Grysza przymierzył skrzydła. Leżały jak ulał.

Tylko raz – pomyślał – tylko raz polecę.

I uśmiechnął się.

Zaiste, boski to obraz.

 

Ale ładny. Miękko i plastycznie, jak zwykle u Ciebie – zawsze miałaś przyjemne opisy. I zagadka kuli zostaje w pamięci, a skrzydła są metaforyczne.

Cały czas martwiło mnie to, że Griszka formalnie chyba musi umrzeć, żeby polecieć – uznaję, że optymizm całości opisu do tego nie pasuje i chłopak potem odda skrzydła ;)

 

 

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Więc robić mi tu wyzwania, bez cotygodniowych ćwiczeń Was też to czeka :P

Nie zaczynaj…

Ten, kto nie zauważa, że taczka z ziemią jest nawiedzona, i zamiast od razu odprawić egzorcyzmy, próbuje ją wtoczyć po rampiecrying

Jak nie zauważa, to chyba jednak niechcący… XD

Trzeba zakazać Tarninie wstępu na wyzwania :P – za dużo widzi i zaniża ludziom samoocenę – zróbmy to dla dobra ogółu;D

I zabierzmy dzieciom lody? :P

Tylko wtedy czeka nas terapia samooceny Tarniny. 

Ta ocena i tak jest denna XD https://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/TheSnarkKnight 

Tarnina jest księgową

Ale tylko z przypadku :D

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Lody już zabrali https://youtu.be/hJj9deB9e4w?is=D8LvTLtj6_tA51Te i dobrze – ja jestem za tym by pozbyć się wszelkiej krytyki :D. Wtedy będziemy głupsi ale szczęśliwsi:)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

marzan

 

Gryszka oczywiście odda skrzydła, bo już wie, kto mieszka w tym pokoju i nie chce, broń Boże, narazić się na jego gniew :)

chalbarczyk

 

Sądząc po napisie na księdze, kuli, i skrzydłach, chodzi o kogoś biblijnego. Nie znam się zbytnio na mistyce i ikonografii prawosławnej, więc strzeliłbym po prostu w anioła, choć czuję, że strzał ten nie jest zbyt celny, a podane informacje pozwalają nieco bardziej konkretnie stypizować postać. Pozostawiam to znawcom.

 

Pozdrawiam serdecznie!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Dopiero teraz, bo rano nie chciałam robić na chybcika ^^

Teren był rozległy, więc miał nadzieję zgubić prześladowcę.

Troszkę nie ten rejestr.

 – myślał rozgorączkowany.

Zbędne, widać z kontekstu.

Kątem oka zobaczył otwarte okno, wychodzące na przyjemny kawałek ogrodu

Zaraz, przecież on jest na zewnątrz? Hmm?

Nie namyślając się, rzucił się naprzód tratując kwitnące krzewy i wskoczył do pomieszczenia.

No, właśnie – jest na zewnątrz. Więc jak może wyglądać przez okno? Styl: Bez namysłu rzucił się naprzód, tratując kwitnące krzewy i wskoczył do pomieszczenia.

Przez chwilę zamarł przyklejony do posadzki.

Na chwilę zamarł. Przyklejony?

Pokój był wysoki jak w zamku

Hmm.

Te mnichy nic nie robią, tylko czytają i modlą się!

Ale księga go zaciekawiła – niekonsekwentny chłopak :)

Wymykały mu się, wodząc go to tu

Hmm.

 

Hmmm. Ładne, ładne. Ale nie wiem, kto to może być.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Bartkowski.robert

smiley

Bytije w starocerkiewnym to księga Genesis, w której aniołowie i cheruby pojawiają się tu i ówdzie. Glob to atrybut archaniołów, więc dobrze zgadłeś :) Archanioł z nieskromnym zadowoleniem lubi czytać o sobie i jeszcze podkreśla co zgrabniejsze sformułowania.

Tarnina

Ale nie wiem, kto to może być.

laugh

Nie chciałam dawać zbyt dużo wskazówek :) Ale myślałam, że może skrzydła, Biblia i kula wystarczą :)

Hmmmm… nie mnie, ale może szukam nie tam, gdzie trzeba :D

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

chalabarczyk

 

Archanioł z nieskromnym zadowoleniem lubi czytać o sobie i jeszcze podkreśla co zgrabniejsze sformułowania.

O, a to ciekawy koncept! Pycha pasuje mi do archaniołów. Miło, że byłem blisko.

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Takie rzeczy jak Łzy Księżyca facet powinien trzymać, gdzie pracuje, prawda? O, to mi wygląda na gabinet. Na ścianie pergaminy z pieczęciami uniwersytetu, kolorowymi płomieniami i różnymi garnczkami. To muszą być te… no… Przecie Stiga mi mówił… Dyplomaty!

Półka z książkami. A ile tego! Więcej niż wójt miał krów. Szuflady biurka. Pełno papierów. Na co to komu? Dwa brązowe kamienie, dziwnie lekkie. Z jednego wystają jakieś kłaki. Fuj! A Łez Księżyca nigdzie nie ma.

Następne drzwi. Kuchnia. Piec jeszcze ledwo ciepły, ale mistrz Bulb już dzisiaj nie wróci do domu. Ani jego służąca. Stiga klął się na życie córki.

Rondle i talerze mnie nie interesują. Co w szafkach? Kawał kiełbasy… Mmmm. Zacna. Pachnie czosnkiem jak należy, pysznie doprawiona… Pół bochna chleba, ćwierć gomółki koziego sera, jakaś zupa w garncu, cały słoik z dziwnymi kamieniami. Nic szczególnego.

Stop! Kto chowałby Łzy w kuchni, żeby służba znalazła? Pora iść dalej. Jadalnia. Stół, krzesła, kredens. A co w nim? Obrusy czy inne prześcieradła. A tutaj? Sztućce, ale nie złote ani nawet nie srebrne – bez wartości. Przyprawy. Cynowe kubki i dzbanki. Jakaś zakorkowana flasza. Ooo! Pachnie nalewką na porzeczkach. Uch! Ależ zaraza mocna! Czuć rękę prawdziwego mistrza, w żadnej karczmie tak porządnego trunku nie uświadczysz. Szczęście, że zostało mi jeszcze trochę kiełbasy, bobym się w trymiga uchlał. Jeszcze jeden słoik z kamieniami? Co ten Bulb z nimi robi, w piecu pali czy zjada jak bułki?

Oho! Mamy zamkniętą szkatułkę. To musi być to! Dajmy chwilkę popracować moim ukochanym drucikom… Co za rozczarowanie! Jakiś kawałek gnata, rzeźbiony, pokręcony jak świder. Z grubszego końca oprawiony w metal, ale to tylko miedź. Gdzie Bulb mógł schować Łzy Księżyca?

Sypialnia. Pod pierzyną koszula nocna, falbaniasta i mocno z tyłu przybrudzona. Pod siennikiem nic ciekawego. W nocniku grzebać nie będę. Na stoliku obok łoża flaszka z winem, pucharek i jeszcze jeden kamień. Co w szufladzie? Ależ dziwactwa! Dyscyplina z jedwabnymi sznurkami? Toż nic chłostanego nie zaboli! Knebel, gdyby jednak bity chciał krzyczeć. I… Jakby kajdany, ale skórzane, nie metalowe, zapinane na maleńkie sprzączki, niby pasek od portek. A od środka wyłożone króliczym futerkiem i połączone łańcuszkiem tak cienkim, że chyba dziecko by go zerwało.

W szafie rozmaite stroje.

I koniec, cały dom przeszukany.

Stop! Bulb musi gdzieś warzyć swoje mikstury. W gabinecie tego nie robi, za czysto. Tam tylko sprzedaje bogatym damulkom eliksiry miłosne i maści na urodę. Więc gdzie?

Jeszcze jedna runda po domu. No i proszę! Schodki między kuchnią a jadalnią są ruchome. Otwierają się jak drzwi i robi się przejście do piwnicy. I co tutaj mamy? Zwyczajna spiżarnia; worek mąki, wędzone mięsiwo, beczułka piwa… Tym flaszkom wina będzie lepiej u mnie za pazuchą…

A za drzwiami prawdziwa pracownia mistrza. Niewielkie piece, misy, butle i wazony wszystkich kształtów, a w nich płyny o stu barwach. Ale żaden nie świeci jak Łzy.

Zaraz, zaraz, a co tu robi dywan? Toć starczy iskra, by ogień zaprószyć. Aha! Pod spodem wyryta w podłodze pięcioramienna gwiazda. Widać mistrz para się zakazaną magią. Na rogach ślady wosku w różnych kolorach, ale nie ma czarnego, więc tych najgorszych czarów Bulb nie tyka.

O! Jest i tajemna skrytka. Gdzie moje druciki?

No nareszcie! Na dnie leży trzosik i kilka fiolek, w tym ta z zawartością świecącą srebrzystym blaskiem. Łzy Księżyca, surowo zakazane, ale dają niezapomniane przeżycia. A więc warte są po trzykroć swojej wagi w złocie. Czas już na mnie. Jeszcze tylko poodstawiam sprzęty na miejsca i znikam.

 

Od czasu tego przeklętego włamania prześladuje mnie okropny pech. Stiga powiada, że to nie pech, tylko moja durnota. Śmieje się, żem w rzeźbionej kości rogu jednorożna nie rozpoznał, a przecie to skarb niesamowity, więcej wart niż cały dom Bulba.

Babska logika rządzi!

Finkla

 

Klasyczny alchemik szukający kamienia filozoficznego lub panaceum, ewentualnie okultystyczny bimbrownik przykładający się należycie do swojej pracy. No, ale na mój nos, jedno i drugie. 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Klasyczny alchemik. A że bimber? W końcu to alchemicy wyprodukowali spirytus…

Babska logika rządzi!

Holly

 

Już wiem, że właścicielka mieszkania feministką raczej nie jest.

 

Feministką nie chodzą na szpilkach :D

Stojące obok biurko również zmieniło swoje przeznaczenie i przeistoczyło się w dodatkową szafę. 

Ktoś tu bardzo dba o swój wygląd. 

 

Fajna prowokacja czytelnika :). Tylko czy jej nowotwór coś zmienia? W drugą stronę, nawet jeśli lubi świecące wampiry i się puszczać czy nowotwór to usprawiedliwia – na pewno nie wampiry ;P. Nie zostawiasz zbyt dużego pola do rozważeń – i to jest największy problem tekstu. Lepiej jest zostawić czytelnika z własnymi przemyśleniami niż narzucać swój punkt widzenia. 

 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Mam problem z tekstem Holly. Czytając go, spodziewałem się, że włamywaczka okaże się właścicielką mieszkania i w którymś momencie to odkryje. Przez cały czas była zbyt krytyczna na temat tego, co zastała. Jednak do końca nic konkretnie w tekście na to nie wskazuje. Jedynie jakimś tropem jest glejak, który, jak przeczytałem, może powodować zaburzenia świadomości. Po komentarzach widzę, że tu wielkiej zagadki nie ma. I teraz się zastanawiam, czy moje podejrzenia są dla wszystkich oczywiste, czy nadinterpretuję.

chalbarczyk 

 

Ładnie opisane. Ucieczka – lokacja – wprowadzenie czytelnika w tajemnicę mieszkania – i zakończenie, nienachalne z polem do interpretacji. 

Fajne.

 

Finkla

 

Głodny się zrobiłem od tej kiełbasy sera i innych specjałów. Sympatyczny rzezimieszek :) – polubiłem drania. Włamanie przyjemnie balansuje między opisami przedmiotów, a komentarzami złodzieja. I finała ładnie domyka całość:). 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

WIEM, POPŁYNĄŁEM TROCHĘ. 

 

Kuśtykając dobyłem wreszcie frontu domostwa. Lewą ręką dotknąłem szyny przytroczonej do nogi. Trzymała się. Już nawet nie bolało. Proszki z Pomocy działają cuda. Przetarłem czoło chusteczką, a zza pazuchy wyciągnąłem dozymetr. Milczał od dawna, skurczybyk. Potrząsnąłem, ostukałem, podmuchałem, nic. Padł na amen. Cisnąłem go w krzaki obok schodków wiatrołapu. I tak to ustrojstwo pełniło raczej rolę amuletu, niźli jakoś wielce przydatnego mi narzędzia. Nie ma tego złego, etanol zwalcza radiację. Sięgnąłem do cholewy buta, zręcznie wyciągając z niego wysoką piersiówkę. Metal trochę zmókł od przepoconej onucy, ale skarb w środku przyjemnie zabulgotał. Nic się nie wylało. Odkręciłem zakręteczkę na zawiasie, i przyłożyłem nozdrza. Z rozkoszą łapałem zapach spirytusu rozrobionego z wodą, którego zapas gwizdnąłem wcześniej z ambulatorium. Rany, jak on pachniał! Tak czysto, tak sterylnie, tak… dostojnie wręcz! Nieskalana, nieśmiertelna, działająca cuda ręka Boga na tym zagniłym świecie. Takiej materii nic nie ruszy. Upiłem kilka łyków, smakując każdą cząstkę chłodnej substancji, po czym schowałem mój eliksir życia, tym razem już do kurtki. Musiał być pod ręką, ale też starczyć na później. To dopiero paradoks i tragizm. Wspiąłem się po schodkach i oparłem o framugę frontowych drzwi. Miały z osiem zamków. Szyby wiatrołapu obito szczelnie potężnymi dechami, nie było sensu się z nimi certolić. Nie w moim stanie, jeszcze bym coś sobie zrobił. Machnąłem ręką i zlazłem na dół. Trzeba było znaleźć inne wejście. Ruszyłem wzdłuż elewacji wzmocnionej u dołu powiązanymi ze sobą kozłami z zaostrzonych palików, bacząc na każdy krok, by nie skończyć jako szaszłyk. Na lewo od frontu majaczyła brama do zabudowań, wzniesiona między domem, a jedną ze stodół. Przekroczyłem zardzewiałe odrzwia wiszące smętnie na zawiasach i wlazłem na podwórze. Od otwartych na oścież chlewów ciepły, nocny wiatr przywiał odór śmierci. Przesłoniłem twarz rękawem i poszedłem trochę w bok, za chałupę. Do rozbebeszonej, kamiennej studni, nawet nie chciało mi się zaglądać. Jeszcze by mi co głowę urwało. Znalazłem właz do piwnicy, wybity w niskiej podmurówce. Był otwarty, rozszarpane na drzazgi deski niegdyś go tworzące leżały na zaschłej trawie opodal. Zawahałem się. Czyżby ktoś przede mną obrobił już tę chawirę? Odszedłem parę kroków, by raz jeszcze zlustrować budynek. Patrzyło na mnie kilkanaście brudnych okien, niektóre zabezpieczone dechami, inne drutem kolczastym. Wszystkie szyby martwe, czarne. Ani jednego światełka, nawet księżyc się w nich nie odbijał. Nienawidzę martwych budynków w nocy, zwłaszcza mieszkalnych, wprost nienawidzę! Zdają się patrzeć na mnie zawsze z takim wyrzutem…

Nagle poczułem ten cholerny dreszcz. A przyznam, dawno go nie czułem, i jakoś mi to odpowiadało. Ale co, no, spokoju nie uświadczysz. Spojrzałem w stronę bramy, ale nic nie rzuciło mi się w oczy. Wiatr jedynie zawiał jakoś mocniej. Spirale czarnych chmur przewalały się na tle ciemnoszarego nieba, niezmąconego ani jedną gwiazdą. Odkąd stało się to wszystko, nigdy nie było do końca ciemno. Było szaro.

– Psia mać… – mruknąłem., „Są tu”, dodałem już w myślach, bo wolałem jednak nie zapeszać. Nogi same poprowadziły mnie w dół po zmurszałych stopniach. Ponoć niektórzy to czują, przewidują ich nadejście. Ja chyba mam tę zdolność. W każdym razie, jakoś nie miałem ochoty dalej się włóczyć po tej przeklętej gminie. Nawet, jeśli ktoś już przetrząsnął to gospodarstwo, to przekimam sobie gdzieś na strychu.

I wtedy ­– JEB. Walnąłem czołem w solidne dechy piwnicznych drzwiczek. Zdziwiło mnie to bardziej, niż zabolało, bo po wyrwanym włazie, spodziewałem się podobnego stanu rzeczy na dole. A jednak! Drzwi były całe. Zdjąłem plecak, położyłem go na ziemi, i zacząłem grzebać. Dobyłem z niego solidną, radziecką latarkę. Szkło wypuściło serię błysków, coś zapiszczało, ale po chwili promień stał się jednostajny. Działała, Bogu dzięki. Omiotłem drzwi światłem. Porządne, jeden zamek. Schyliłem się i obejrzałem go z bliska. Damy radę. Przejechałem dłonią po wytrychach przypiętych do paska, aż wreszcie trafiłem na mój ulubiony. Wąski, spreparowany nieco bagnet po wujaszku, o tak! On działał do tej pory istne cuda! Wetknąłem go w dziurkę od klucza. Zaparłem się nogami i przepchnąłem ostrze do środka. Wszedł jak w świńskie gardło. Okręciłem brzeszczot, patrosząc resztki przerdzewiałych bloczków. Jeszcze jedno umiejętne podważenie rygielka pod kątem, i byłem w domu. Dosłownie! Przekroczyłem próg i cichutko, jak myszka, zamknąłem drzwi za sobą. Nie miałem jak ich zabezpieczyć, ale nic to. Może na górze znajdzie się jakiś rygiel? Zdałem sobie bowiem sprawę, że to któryś z umarłych rozbebeszył właz, ale już by sforsować drzwi, mózgu mu nie starczyło. Teraz droga stała dla nich otworem. Horror. Na wszelki wypadek odpiąłem skórzany pasek trzymający od góry mojego Wanada w kaburze. Czułem, że w domu nikogo nie ma, ale takie czasy, lepiej dmuchać na zimne. Ruszyłem przez mrok, przyświecając sobie latarką.

Piwnica jak piwnica, poniemiecka, solidna. Wśród bielonych łuków i przedzielonych dechami komórek walały się jakieś graty, zupełnie mi w tej chwili nie potrzebne. Zardzewiałe skrzynie biegów, fragmenty karoserii, gliniane dzbany do ogórków z kamieniami wewnątrz, jakieś papierzyska. Pod ścianą stał romet, i to całkiem w niezłym stanie. Zamyśliłem się. Gdyby nie ta noga, byłbym na nim odjechał. Psia mać. Wtedy uznałem, że warto jednak zajrzeć do garażu. Może auto chociaż zostawili? Z tą szyną jakoś pedał wcisnę, a jak nawet wjadę w płot, to mandatu nikt mi nie wystawi. Na pamięć ruszyłem w stronę, gdzie od dworu biegł pod dom wjazd do zabezpieczonego workami z piaskiem garażu. Widać chcieli się stamtąd ostrzeliwać, optymiści. Znalazłem odpowiedni korytarzyk i wlazłem do obszernego warsztatu, bo chyba nazwanie tego pomieszczenia garażem, by mu ujmowało. Rozległa halka, pełna metalowych rusztowań i plastykowych przesłon. Przez podłogę biegły dwa kanały naprawcze. Wszędzie jakieś sprzęty, których przeznaczenia nie znałem. Na półkach kilka podłużnych kogutów z napisem „taxi”. No, ale do rzeczy. Auta były dwa. Przerdzewiały maluch w głębi, i jeszcze jedno, pod plandeką. Zbliżyłem się do tajemniczego wehikułu i podniosłem sparciały materiał. Wysłużony Borewicz w średnim stanie. W średnim, nie najgorszym, ale kierownicy jednak brakowało. Uśmiechnąłem się pod nosem. Dramat… Bliżej wrót garażu podłużny kształt na zakurzonych płytkach i zmięta w kącie plandeka wskazywały, że był jeszcze trzeci samochód, ale ktoś nim wybył. Wzruszyłem ramionami. Zdecydowałem, że zakręcę się tam jeszcze później, ale póki co, na górę.

Drewniane schody trzeszczały złowrogo, gdy z mozołem wspinałem się na parter. Modliłem się, by poręcz nie puściła. Już w połowie wspinaczki zauważyłem, że drzwi w górze są otwarte na oścież. Zły znak. Spocony wlazłem do przestronnej kuchni. Omiotłem latarą okolice, nic podejrzanego. Dopadłem jak pies do szafek, bo przyznaję, byłem trochę głodny. Prędkością błyskawicy przetrząsnąłem obszerne witryny, ale znalazłem w nich tylko dwie paczki sucharów i puszkę z groszkiem. Chlebki z żalem schowałem na później, ot, myślenie strategiczne, ale już puszkę rozprułem bagnetem i wlałem octowatą zawartość do gardła. Rozgotowanego do granic możliwości groszku nawet nie gryzłem. Lodówka pusta, jeśli nie liczyć niebieskiego grzyba i zaschniętych resztek na półeczkach. Na kuchni parę pustych garnków, zmięte puszki i zachodnia kawiarka. Też pusta. A szkoda, bo kawy to bym się napił. Ruszyłem dalej w głąb domu. Okazało się, że miał dość nietypowy dla tych stron układ. Przestronne pokoje i galeryjki, zbiegające się w sercu, przy obszernym i wysokim przedpokoju. W jego centrum zaś piękne, dębowe schody z fragmencikiem antresoli. Pomiędzy rzeźbami i uschniętymi palmami biegły rzędy powiązanych z pali kozłów. Widać drugą linię obrony przewidziano właśnie tutaj. Drut kolczasty i zaostrzone belki strzegły co bardziej strategicznych framug i odnóg korytarza. Zza drutów rozejrzałem się po wszystkich pokojach. Całkowicie puste, zero gratów. A więc pora na pięterko.

Dębowe schody były szerokie, niestrome, rzekłbym nieco nawet wytarte, bo lakier schodził na stopniach. Szło się dobrze, nawet z tą moją girą. Zgodnie z tradycją, najpierw na lewo. Co ja gadam?! Najpierw spiryllo. Odkręciłem piersióweczkę i wychluchałem trochę. Została jedna trzecia, robiło się groźnie. Nic to. Teraz można na lewo. Pierwszy pokój, chyba gościnny. Niezbyt duży, a pusty prawie tak, jak te na dole. Kolejne drzwi, schowek na miotły. Za trzecimi obszerna sypialnia, parę fajnych mebelków, wielgachna szafa, ale poza ogólnym rozgardiaszem i damskimi fatałaszkami straszącymi na wieszakach, nic ciekawego. Czwarty pokój, nieduży i zakurzony. Sądząc po bałaganie, butelkach wódki i plakatach Siekiery nad pordzewiałą pryczą, należał kiedyś do jakiegoś gówniarza. Widziałem to dziesiątki razy. Przyszedł czas na drugą stronę korytarza, i z miejsca zrobiło się interesująco. Pierwszy pokój – biblioteka. Dość powiedzieć, że ogromna. Ostatnio tak dużą, to chyba widziałem w Komitecie Wojewódzkim. A tak po prawdzie, to obydwie całkiem podobne. Nietanie meblościanki zapchane do granic możliwości książkami i makulaturą, zachodnie mebelki okalające stoliczek, lśniący sekretarzyk i antyczny zegar Gustav Becker między oknami. Cholera, może się tu wprowadzę? Zabezpieczy się mury, załata dziury, wywali truchła ze stodoły, postawi bramę do pionu. Będę sobie w bibliotece siedział. Dobra, do rzeczy, najpierw fanty. I co my tu mamy? Jakieś obrazy, kilka pejzaży i ułani imitujący Kossaka. Nuda. W wolnych miejscach na ścianach broń biała i napoleońskie pistolety przytroczone do wypolerowanych desek, podobnych do tych, na których mój stryj wieszał wypreparowane szczupaki. Na podłodze kilka zachodzących na siebie tureckich dywanów, na tym rozciągnięte jeszcze jakieś futro, chyba baranie. Podchodzę do regałów. Głównie książki historyczne oraz literatura podróżniczo-awanturnicza. Karol May, Juliusz Verne, Mark Twain, Stephenson, Szklarski, i inni. To wszystko poprzetykane literaturą polityczną i naukową, głównie klasycy socjalizmu i opracowania diamatu. Może ci z Pomocy coś za to dadzą? Spakowałem kilka woluminów do plecaka i wróciłem na korytarz. Drugi pokój, co za heca! Centrala powiatowa MSW, czy jak? Pod ścianami regały na akta i kilka pancernych szafek. Wszystkie otwarte, wewnątrz walało się jeszcze nieco pustych kartek i bezwartościowa waluta. Pokój był długi i wąski, pośrodku wciśnięto tapczan i przyległy do niego stolik. Na końcu wąskie okno i małe biureczko z maszyną do pisania Łucznik. Poznałem z daleka, mama miała podobną. Bacząc na kartony z papierzyskami zbliżyłem się do blatu. W wałek maszyny wpuszczono kartkę z wystukanym tylko jednym zdaniem: „niebo się pali”. Nie ma co, ktoś się napracował. Obok fajansowa popielniczka wypełniona po brzegi, chyba z Kujaw południowych, sądząc po niebiesko-białych kwiatkach. Znam się na tym, kiedyś byłem ludomanem. Co dalej? Słoiczek z lekami, cukierniczka i zaschnięte resztki herbacianego szczura w szklance. Za maszyną jeszcze dwie książki; Biblia i „Stan Wojenny. Dlaczego…” pióra generała Jaruzelskiego. Niezłe połączenie, nie ma co. Wziąłem do ręki ów zbiór wspominek Towarzysza Spawacza i zacząłem kartkować. Niektóre fragmenty zakreślono, inne wzięto w ramkę. Wróciłem na pierwszą stronę i omal nie poleciałem na dywany z moją złamaną kulachą. Była z autografem! Z nabożeństwem schowałem ją do plecaka między Marksów i Engelsów. Trafiłem na trop, już wiedziałem, co jest skarbem tego domu. Komusze memorabilia! Rozejrzałem się po okolicy miejsca pracy, i z miejsca poszedłem za ciosem. Za wielgachną szafą na akta ukryta była wąska, przeszklona witrynka, przylegająca tuż do parapetu. Wchodzący nie mógł jej zobaczyć. W środku kolekcja noży myśliwskich, składanych, drewnianych, słowem – wszelakich, kilka fikuśnych nalewek z Jugosławii, tomahawk, lornetka Wehrmachtu, i parę odznaczeń w futerałach, głownie z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

– Ja pieprzę… – szepnąłem szamocząc się z plecakiem. Wydobyłem z niego wreszcie obszerną parcianą torbę na sznurek. Otworzyłem gablotę i zgarnąłem wszystko ręką do środka. Wiedziałem, że na strychu znajdę jeszcze broń. Dużo broni. By uczcić zwycięstwo, dopiłem spirytus. Noga zatańczyła mi w szynie, gdy chowałem piersiówkę, ale jeszcze się trzymałem. Dobra, ostatni pokój na piętrze, potem strych. Wylazłem z resortowej jaskini na korytarz. Został ostatni pokój. Na chwiejnych nogach przekroczyłem próg pomieszczenia, które okazało się być górnym salonem. Typowe mebelki, komódka, skórzany zestaw kanapy z fotelami, przed nimi owalny stolik nakryty koronkowym obrusem. I wtedy poczułem to, ten lekki smrodek. Jakby trupi, ale nieprzesadnie tragiczny. Bardziej w sumie jak zjełczałe masło, niźli pełnoprawny umarlak. Przyświecając sobie latarką zacząłem szukać zwłok. Nie zajęło mi to dużo, facet siedział przy oknach. Wyjście na loggię od ogrodu było otwarte, firany falowały na wietrze. Większość z nich była zawiązana, więc za dnia musiało tu nieźle prażyć, do tego ten przeciąg. No i dlatego się zmumifikował. Zbliżyłem się do gościa. Leżał twarzą na blacie brzydkiego, nieheblowanego biurka, jakby z warsztatu. Nijak nie pasowało do wystroju, do tego ufajdane było strasznie, widać walnięto je tam później. Dziadek we flanelowej koszuli w lewej ręce trzymał pistolet, chyba czechosłowacką osiemdziesiątkę piątkę, ale mogę się mylić. Czarna, zaschnięta plama wokół jego białej głowy i wybita przez prawą skroń wielgachna dziura opowiedziały mi krótko i zwięźle o finale jego historii. Na biurku były, nie licząc dziadka-samobójcy: zapałki, popękany pasek od spodni, wymięte radomskie, dwie złote obrączki, których nie omieszkałem zabrać, spinacz do paznokci i album ze zdjęciami, którego już jednak nie otwierałem, bo obryzgany był strasznie kawałkami czaszki i granatową mazią, podejrzewam, że mózgiem. Przetrząsnąłem resztę mebli, ale niczego już nie znalazłem. Zamknąłem wszystkie okna i ten przeklęty balkon, oraz zasunąłem szczelnie zasłony. W ogóle trzeba będzie to wszystko później zabezpieczyć, bo jeszcze mi tu kiedyś wejdą po rynnach.

– Słodkich snów, gospodarzu! – zwróciłem się jeszcze do trupa stając w progu. – Dziękuję za gościnę. Jak będziesz grzeczny i nie wstaniesz w nocy mnie straszyć, to pochowam cię pod jabłonkami w ogródku. Bo widzisz, chyba się wprowadzę, więc… – urwałem, bo głupio mi się zrobiło przed samym sobą, że recital dla nieboszczyka daje. Co alkohol robi z człowiekiem? A może to przez samotność? Machnąłem ręką. Odnalazłem schodki na strych, by pobuszować jeszcze troszkę i przespać się wybornie. Pamiętajcie, w takich czasach i w takich domostwach, najlepiej jest na strychu.

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Finklo,

 

Jakiś kawałek gnata, rzeźbionego spiralnie

Początek pasuje do bohatera, końcówka słabiej – może np. “Kawał długiego gnata, rzeźbiony jak świder, gładki i błyszczący – ciekawe, gdzie stary zbereźnik tym wierci?” (wiem, że z końcówką pojechałem, ale te kajdanki z futerkiem jakoś zapadły mi w pamięć).

 

Schodki między kuchnią a jadalnią można podnieść, otwierając przejście do piwnicy. I co tutaj mamy?

Tutaj też się zatrzymałem. W porównaniu z resztą to zdanie jest długie, opisuje kilka czynności. Do reszty bardziej pasuje np:

 

Schodki między kuchnią a jadalnią można podnieść! Ciężkie toto okrutnie, że też Bulb ma tyle krzepy, a może służba pomaga? No, jest przejście do piwnicy. I co tutaj mamy?

 

Toć starczy iskra, by ogień zaprószyć. Otóż dywan skrywa wyrytą w podłodze pięcioramienną gwiazdę.

“Otóż” jakoś nie pasowało mi stylem do reszty. W tym miejscu widziałem “No proszę”, “Patrzcie państwo” itp. W dodatku jest powtarzany “dywan”, więc może zgrabniej byłoby “No i proszę, ktoś chciał ukryć wyrytą na podłodze pięcioramienną gwiazdę.

Zmieniłem w “na podłodze”, ponieważ “w” sugeruje głębokie rycie, a “na” powierzchniowy ornament. Przy “w” pewnie dałoby się wyczuć wzór przez dywan. Można to wykorzystać i np. wstawić jeszcze jedno zdanie po zaprószyć, np. “I czemuż tak nierówno pod spodem, nic tylko się potknąć i złapać zająca”

 

Całość wdzięczna i lekka w odbiorze, wędrówka po domu oprawiona zabawnymi komentarzami złodziejaszka jest opisana bardzo plastycznie, a przy tym czyta się ją jednym tchem. Łzy Księżyca na samym początku zaciekawiają, bardzo podobało mi się takie otwarcie fabuły. Czytelnik czeka potem niecierpliwie na znalezienie owych, a dodatkowo żyje nadzieją, że dowie się, co to jest i do czego służy. Przez taki prosty zabieg byłem skupiony na całym tekście. W dodatku złodziejaszek jest sympatyczny i czytelnik szybko zostaje jego kumplem w buszowaniu po mieszkaniu.

Motyw przewodni kamyków/kamieni, w tym jednego z włosiem dodaje tajemniczości. Alchemik, może nie tylko, bo kamień z włosiem kojarzył mi się ze zwierzątkiem zmienionym w kamień. Pachniało mocno czarną magią, nie tylko alchemią. Ciekawe, czy zabawia się ze służącą, czy ma swoją wersję Yennefer – jakiś element garderoby niewieściej zagubiony pod łóżkiem ułatwiłby rozwiązanie tej zagadki ;)

 

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Robercie

 

Ekspozycja całego uniwersum przez opis jednego domu – dobry pomysł, a wędrując przez opuszczone zabudowania wraz z bohaterem poznajemy rzeczywistość kawałek po kawałku. Apokalipsa zombie osadzona w czasach komunizmu to ciekawy pomysł.

Kim był właściciel – wysoko postawionym dygnitarzem, który utorował sobie drogę na szczyt różnymi, niekoniecznie czystymi metodami – takie odniosłem wrażenie. Trochę nie pasują do tego artefakty ze wcześniejszych epok, broń biała – czy był na tyle sprytny, że dogadał się z partią mimo nie-robotniczego pochodzenia, czy opisujemy kogoś, kto przejął majątek i przerobił go na swą modłę – tutaj trochę brakowało mi tropów.

Całość i długa i miała wolne tempo. To główna uwaga krytyczna: brakowało mi “iskry” która napędza czytelnika. Bohater jeszcze nie wie, czy się wprowadzi, czy nie, zombie gdzieś na horyzoncie, ale nie ma zagrożenia, odkrywamy tajemnice, ale ciekawość, co jest dalej, jest dawkowana dość oszczędnie.

Wyzwanie mówiło, że bohater ma dużo czasu, i rzeczywiście tutaj “snuje” się po domostwie.

W tekście jest trochę drobiazgów do wyłapania, na przykład powtórzenia – gdzieś mi zazgrzytały.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Marzanie, dzięki za piękną analizę.

Z większością uwag się zgadzam. Że też sama nie wpadłam na porównanie do świdra! Tylko wyryty pentagram bym zostawiła po swojemu – chodziło mi o rycie cienkie, a głębokie, jak między klepkami rozeschniętego parkietu. Nie wyczujesz trzymilimetrowej szczeliny, zwłaszcza w butach.

Kamienie. Chodziło mi o bezoary, powszechnie znaną odtrutkę, która pokaże, na jakim punkcie imć Bulb ma paranoję.

Z jakimś zagubionym fartuszkiem czy atłasową chusteczką z monogramem też fajny pomysł.

Babska logika rządzi!

marzan

 

Ekspozycja całego uniwersum przez opis jednego domu – dobry pomysł, a wędrując przez opuszczone zabudowania wraz z bohaterem poznajemy rzeczywistość kawałek po kawałku. Apokalipsa zombie osadzona w czasach komunizmu to ciekawy pomysł.

Ano! Przyjemnie się pisało, poniekąd sam przed sobą odkrywałem to domostwo! Jakbym tam był.

 

Kim był właściciel – wysoko postawionym dygnitarzem, który utorował sobie drogę na szczyt różnymi, niekoniecznie czystymi metodami – takie odniosłem wrażenie. Trochę nie pasują do tego artefakty ze wcześniejszych epok, broń biała – czy był na tyle sprytny, że dogadał się z partią mimo nie-robotniczego pochodzenia, czy opisujemy kogoś, kto przejął majątek i przerobił go na swą modłę – tutaj trochę brakowało mi tropów.

Z grubsza trafiłeś, ale nie powiem nic więcej, by ewentualnym przyszłym pokoleniom bawiącym się w zgadywanki nie popsuć hecy:D

Co do artefaktów. Ciekawy temat poruszyłeś, bo przyznam, że z tego, co badałem temat i co widziałem na własne oczy, partyjniacy lubowali się w historycznych zabawkach. Korzenie tego zjawiska? Różne. Oprócz tych, co wymieniłeś, dodałbym chęć “odchamienia się”, zwykłą fanaberię/pragnienie przepychu, lub fascynację wielką, dawną Polską wyprowadzaną z pozycji Moczarowo-Jaruzelskich.

 

Co do tego;

czy był na tyle sprytny, że dogadał się z partią mimo nie-robotniczego pochodzenia

to warto nadmienić, iż w historii polskiego komunizmu, sporo przewijających się nazwisk wywodzi się ze znamienitych rodów. 

 

Całość i długa i miała wolne tempo. To główna uwaga krytyczna: brakowało mi “iskry” która napędza czytelnika. Bohater jeszcze nie wie, czy się wprowadzi, czy nie, zombie gdzieś na horyzoncie, ale nie ma zagrożenia, odkrywamy tajemnice, ale ciekawość, co jest dalej, jest dawkowana dość oszczędnie.

Może racja z tą iskrą, ale wiesz co? Podszedłem do tego z lekkim sercem, improwizując, by przedstawić zwykłą, prozaiczną włóczęgę po opuszczonej chałupie w czasach apokalipsy. Doświadczenie w tym mam, i wiem jaki klimat temu towarzyszy, bo nagrałem się wprost niezdrowo w 7DaysToDiecheeky

Wiem, że fabularnie może się nie kleić wszystko, ale postawiłem wszystko na atmosferę. 

 

Wyzwanie mówiło, że bohater ma dużo czasu, i rzeczywiście tutaj “snuje” się po domostwie.

O! To żeś ładnie podsumował!

 

W tekście jest trochę drobiazgów do wyłapania, na przykład powtórzenia – gdzieś mi zazgrzytały.

Zajrzę później, może coś wyłapię jeszcze.

 

Dziękuję za opinię!!!heart

 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Finkla

Pół bochna chleba, ćwierć gomółki koziego sera, jakaś zupa w garncu, cały słoik z dziwnymi kamieniami.

XD Mam klienta, który cały się kurczy na słowo "remanent" (co ma niewiele wspólnego z tekstem, ale odczułam potrzebę napisania tego :D).

Kto chowałby Łzy w kuchni, na oczach służby? 

Hmmm, "na oczach"? https://wsjp.pl/haslo/podglad/80518/na-oczach 

Sztućce, ale nie złote ani nawet nie srebrne – bez wartości.

O ile alchemik nie wynalazł metody otrzymywania aluminium… XD (sorry, dzisiaj mam jakiś dziwny nastrój).

Dajmy chwilkę popracować moim ukochanym drucikom…

Wytrych, moja miłość :D

Jakiś kawałek gnata, rzeźbionego spiralnie.

Bardziej kawałek rzeźbiony…

A od środka wyłożone króliczym futerkiem i połączone łańcuszkiem tak cienkim, że chyba dziecko by go zerwało.

… seriously? XD

 Bulb musi mieć miejsce

Angielskawe.

Schodki między kuchnią a jadalnią można podnieść, otwierając przejście do piwnicy

Argh, imiesłowy, argh. https://academicon.pl/imieslowy/ Schodki między kuchnią a jadalnią można podnieść, żeby otworzyć przejście do piwnicy.

Tym flaszkom wina będzie lepiej u mnie za pazuchą…

Płaszcz większy w środku? :D

Niewielkie piece

Hmmm.

warte swoją trzykrotną wagę w złocie

Warte po trzykroć swojej wagi w złocie.

 jednorożna

Literówka.

 

I co, już? To wszystko? Alchemik jak alchemik. Zwyczajny :) Ten pech jakoś tak z sufitu zleciał, przecież róg jednorożca się nie obraził, że nie został ukradziony.

 

Bartkowski.robert

Kuśtykając dobyłem wreszcie frontu domostwa.

… wtf. https://wsjp.pl/haslo/podglad/48414/dobyc 

I tak to ustrojstwo pełniło raczej rolę amuletu, niźli jakoś wielce przydatnego mi narzędzia

Ciach: Ustrojstwo i tak pełniło raczej rolę amuletu.

Sięgnąłem do cholewy buta, zręcznie wyciągając z niego wysoką piersiówkę.

Czego nie robią imiesłowy?

Metal trochę zmókł od przepoconej onucy

… przemakający metal to coś nowego.

 Rany, jak on pachniał! Tak czysto, tak sterylnie, tak… dostojnie wręcz!

Przepraszam, czy bohater jest alkoholikiem? :D

zagniłym świecie

Zgniłym, przegniłym…

Musiał być pod ręką, ale też starczyć na później.

Trochę zeugma.

Szyby wiatrołapu obito szczelnie potężnymi dechami

Zabito raczej.

 brama do zabudowań

"Do" zbędne.

wzniesiona między domem, a jedną ze stodół

Precz z przecinkiem!

Przekroczyłem zardzewiałe odrzwia

Hmmm.

Od otwartych na oścież chlewów ciepły, nocny wiatr przywiał odór śmierci

To tylko gnojówka :P (Oj, zbliżasz się do melodramatu :D)

Do rozbebeszonej, kamiennej studni, nawet nie chciało mi się zaglądać.

Oba przecinki poślij do piachu. Jak "rozbebeszyć" studnię?

 Był otwarty, rozszarpane na drzazgi deski niegdyś go tworzące leżały na zaschłej trawie opodal.

Deski nie tworzą włazu, a najwyżej klapę, która go zamyka.

Wiatr jedynie zawiał jakoś mocniej.

Szyk: Jedynie wiatr zawiał…

 Na niebie przewalały się spirale czarnych chmur na tle ciemnoszarego nieba, niezmąconego ani jedną gwiazdą.

…? Zdecyduj się na coś z tą metaforą.

po wyrwanym włazie, spodziewałem się

Tu bez przecinka.

Szkło wypuściło serię błysków

?

 po chwili promień stał się jednostajny

?

spreparowany nieco bagnet

Nieco przerobiony. https://wsjp.pl/haslo/podglad/91160/spreparowac 

Zaparłem się nogami i przepchnąłem ostrze do środka.

… to tak nie działa. (Jakoś nie mogę się zebrać, żeby się rzeczy nauczyć…) https://people.csail.mit.edu/custo/MITLockGuide.pdf Tak to można najwyżej rozwalić zamek śrubokrętem.

Może na górze znajdzie się jakiś rygiel?

… rygiel w drzwiach jest częścią zamka…

Zdałem sobie bowiem sprawę, że to któryś z umarłych rozbebeszył właz, ale już by sforsować drzwi, mózgu mu nie starczyło.

Zdałem sobie sprawę, że to któryś z umarłych rozbebeszył właz, ale na sforsowanie drzwi mózgu mu już nie starczyło.

nie potrzebne

Łącznie.

Gdyby nie ta noga, byłbym na nim odjechał.

Czas zaprzeszły? Porqoui?

bo chyba nazwanie tego pomieszczenia garażem, by mu ujmowało

Bo nazwanie tego pomieszczenia garażem to chyba obelga.

Rozległa halka

… XD https://wsjp.pl/haslo/podglad/76627/halka 

plastykowych przesłon

Znaczy, takie wiszące, jak kiedy kosmoświnia biegała po londyńskim szpitalu?

drzwi w górze

Na górze.

Dopadłem jak pies do szafek

"Do" zbędne.

Prędkością błyskawicy przetrząsnąłem obszerne witryny

Znikło "z", witryny są przeszklone – ma być?

Okazało się, że miał

C.t.: ma.

Przestronne pokoje i galeryjki, zbiegające się w sercu, przy obszernym i wysokim przedpokoju.

…? TARDIS?

z fragmencikiem antresoli

Znaczy, reszta się urwała w trakcie apokalipsy zombie?

strzegły co bardziej strategicznych framug

?

niestrome, rzekłbym nieco nawet wytarte

A jak jedno drugie wyklucza?

obydwie całkiem podobne

Czy jedna rzecz może być podobna? Hmm? http://www.nowafantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842880 

Bacząc na kartony z papierzyskami zbliżyłem się do blatu

Bacząc na kartony z papierzyskami, zbliżyłem się do blatu.

Wziąłem do ręki ów zbiór wspominek

"Ów" zbędne, wiemy, o którą książkę chodzi.

przeszklona witrynka

Masło maślane.

Wchodzący nie mógł jej zobaczyć.

? Nie było jej widać od progu?

szepnąłem szamocząc

Brak przecinka.

torbę na sznurek

? Znaczy, taką z troczkami?

Wiedziałem, że na strychu znajdę jeszcze broń

Skąd?

okazało się być górnym salonem

"Być" zbędne.

Bardziej w sumie jak zjełczałe masło, niźli pełnoprawny umarlak

Co Ty z tym "niźli"?

Przyświecając sobie latarką zacząłem szukać zwłok

Brak przecinka.

Nie zajęło mi to dużo

Nie zajęło mi to dużo czasu; albo Nie zajęło mi to długo.

opowiedziały mi krótko i zwięźle o finale jego historii

Opowiedziały mi krótko i zwięźle finał jego historii.

Zamknąłem wszystkie okna i ten przeklęty balkon, oraz zasunąłem szczelnie zasłony.

A tu bez przecinka.

zwróciłem się jeszcze do trupa stając w progu

A tu z.

że recital dla nieboszczyka daje

?

w takich czasach i w takich domostwach, najlepiej jest na strychu.

Tu bez przecinka.

 

Niewiele miejsca na spekulacje co do tożsamości właściciela domu, za to ciekawe, skąd tu te zombiaki… czy cokolwiek to jest. Ale napisane z rozmachem.

 

Pycha pasuje mi do archaniołów.

… um… jak wpisałam w gugle "paradise lost" to wyszedł brytyjski zespół death metalowy. Czy zostały jeszcze jakieś angielskie słowa, które nie są nazwą zespołu? ><

A że bimber? W końcu to alchemicy wyprodukowali spirytus…

Ale arabscy :D (okazuje się, że dobrze dojrzałe daktyle to prawie gotowy zacier ^^) Oczywiście stosowali go tylko w celach naukowych i medycznych ;) (Awicenna kątem chlał wino).

W drugą stronę, nawet jeśli lubi świecące wampiry i się puszczać czy nowotwór to usprawiedliwia – na pewno nie wampiry ;P.

Słusznie prawisz. Choć niekoniecznie ma to tu usprawiedliwiać (ja zrozumiałam raczej, że włamywaczkę ruszyło sumienie dzięki współczuciu – właścicielka mieszkania może i jest niefajna, ale już i tak oberwała od losu).

wiem, że z końcówką pojechałem, ale te kajdanki z futerkiem jakoś zapadły mi w pamięć

Spójność grunt :D

Do reszty bardziej pasuje np:

Zdecydowanie!

 opisujemy kogoś, kto przejął majątek i przerobił go na swą modłę 

Byli tacy.

Chodziło mi o bezoary, powszechnie znaną odtrutkę, która pokaże, na jakim punkcie imć Bulb ma paranoję.

Aaaa, dobra myśl, ale nie odczytałam. Może gdyby dodać jeszcze jakąś wskazówkę… (tj. wskazówkę w kierunku odtrutek, nie bezoarów).

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tarnino, dzięki za uwagi. :-)

No, trochę na szybko pisałam, nie da się ukryć.

I co, już? To wszystko? Alchemik jak alchemik. Zwyczajny :)

Tak, zwyczajny alchemik. Teraz myślę, że trzeba było wysłać mojego łotra do Newtona… Ech, można było poszaleć – pokazać pryzmaty i jakiś rozpoczęty traktat, dorzucić niepasujące kolorystycznie czerwone elementy wystroju…

Ten pech jakoś tak z sufitu zleciał, przecież róg jednorożca się nie obraził, że nie został ukradziony.

Róg nie, ale skoro alchemik parał się zakazaną magią, to ani chybi parę zaklęć w chałupie zostawił.

Aaaa, dobra myśl, ale nie odczytałam. Może gdyby dodać jeszcze jakąś wskazówkę… (tj. wskazówkę w kierunku odtrutek, nie bezoarów).

No to dorzuciłam róg jednorożca. Niezupełnie odtrutka, ale w temacie.

Babska logika rządzi!

Bartkowski.robert

 

 

Tak, Marzan dobrze to napisał "iskry". Długość tekstu działa na jego niekorzyść. Przygotowania są ciekawe – poczułem zainteresowanie, co może być w domu, może przez ten przeciągający się wstęp. Ale w środku nie dostałem nagrody tylko dalsze przygotowania. To jak jeść pączka i czekać na marmoladę, której w nim nie ma. Ale opisy ładne, tylko za dużo. No i bohater można go poznać, a nawet pokubić więc postać na plus :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Tarninko

 

… wtf. https://wsjp.pl/haslo/podglad/48414/dobyc \

Właśnie nie wiem jakie słowo oddało by to, że się tam doczłapał. Dopadłem frontu domostwa? Dociągnąłem? 

 

Ciach: Ustrojstwo i tak pełniło raczej rolę amuletu.

Już poprawiam!

 

Czego nie robią imiesłowy?

Nie wiem:(

 

… przemakający metal to coś nowego.

ON ZMÓKŁ. NIE PRZEMÓKŁ.

 

Przepraszam, czy bohater jest alkoholikiem? :D

Perhaps, perhaps not. 

 

Trochę zeugma.

Ano. Czy to błąd?

 

Zabito raczej.

Obić dechami też można, ale fakt, w kontekście samych szyb, lepiej “zabić”. Zaraz poprawię.

 

"Do" zbędne.

wzniesiona między domem, a jedną ze stodół

Precz z przecinkiem!

Już poprawiam!

 

Oba przecinki poślij do piachu. Jak "rozbebeszyć" studnię?

ZOMBIAK POTRAFI

 

Deski nie tworzą włazu, a najwyżej klapę, która go zamyka.

Chodziło mi o taki pochyły, cały z drewna, jak w amerykańskich filmach. 

 

…? Zdecyduj się na coś z tą metaforą.

To znaczy?

 

Szyk: Jedynie wiatr zawiał…

Tu bez przecinka.

Poprawię!

 

Nieco przerobiony. https://wsjp.pl/haslo/podglad/91160/spreparowac 

Halo, też pasuje. Poza tym nadaje pazurka językowi bohatera.

 

… to tak nie działa. (Jakoś nie mogę się zebrać, żeby się rzeczy nauczyć…) https://people.csail.mit.edu/custo/MITLockGuide.pdf Tak to można najwyżej rozwalić zamek śrubokrętem.

TO JUŻ CZEPIALSTWO.

 

Zdałem sobie sprawę, że to któryś z umarłych rozbebeszył właz, ale na sforsowanie drzwi mózgu mu już nie starczyło.

nie potrzebne

Łącznie.

Poprawię!

 

Czas zaprzeszły? Porqoui?

Na pewno? A to nie tak że zdanie musiałoby mieć jeszcze “zanim” itp? A swoją drogą, niektóre formy z czasu zaprzeszłego używa się nadal przy zapisywaniu czasowników w czasie przyszłym. Kojarzę, że “byłbym” do tych wyjątków należy, ale mogę się mylić.

 

Bo nazwanie tego pomieszczenia garażem to chyba obelga.

WYBACZ, ALE TWOJA WERSJA BRZMI TRAGICZNIE. Do tego trochę się nie klei, jest subtelna różnica między obelgą, a ujmą. 

 

Rozległa halka

… XD https://wsjp.pl/haslo/podglad/76627/halka 

PROSZĘ SIĘ NIE ŚMIAĆ, ZARAZ ZMIENIĘ NA SALKA.

 

Znaczy, takie wiszące, jak kiedy kosmoświnia biegała po londyńskim szpitalu?

Tak!

 

drzwi w górze

Na górze.

Dopadłem jak pies do szafek

"Do" zbędne.

Prędkością błyskawicy przetrząsnąłem obszerne witryny

Znikło "z", witryny są przeszklone – ma być?

Okazało się, że miał

C.t.: ma.

Do poprawy!

 

Przestronne pokoje i galeryjki, zbiegające się w sercu, przy obszernym i wysokim przedpokoju.

…? TARDIS?

CO MA WSPÓLNEGO TARDIS Z POKOJAMI NA PARTERZE? DA HELL

 

Znaczy, reszta się urwała w trakcie apokalipsy zombie?

Hehe, nie no, chodziło o to, że wąziutka, w kontrze do takiej co biegnie wzdłuż korytarza, jak w pałacu. 

 

strzegły co bardziej strategicznych framug

?

Czepiasz się, to zdanie jest wspaniałe.angel

 

niestrome, rzekłbym nieco nawet wytarte

A jak jedno drugie wyklucza?

obydwie całkiem podobne

Czy jedna rzecz może być podobna? Hmm? http://www.nowafantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842880 

Bacząc na kartony z papierzyskami zbliżyłem się do blatu

Bacząc na kartony z papierzyskami, zbliżyłem się do blatu.

Wziąłem do ręki ów zbiór wspominek

"Ów" zbędne, wiemy, o którą książkę chodzi.

przeszklona witrynka

Masło maślane.

Racja, racja, racja.

 

Wchodzący nie mógł jej zobaczyć.

? Nie było jej widać od progu?

Yup.

 

torbę na sznurek

? Znaczy, taką z troczkami?

Wór taki, co u góry się ściąga sznurkiem by go zamknąć.

 

Wiedziałem, że na strychu znajdę jeszcze broń

Skąd?

Z OGÓLNEGO ANTURAŻU.

 

okazało się być górnym salonem

"Być" zbędne.

Bardziej w sumie jak zjełczałe masło, niźli pełnoprawny umarlak

Co Ty z tym "niźli"?

Przyświecając sobie latarką zacząłem szukać zwłok

Brak przecinka.

Nie zajęło mi to dużo

Nie zajęło mi to dużo czasu; albo Nie zajęło mi to długo.

opowiedziały mi krótko i zwięźle o finale jego historii

Opowiedziały mi krótko i zwięźle finał jego historii.

Zamknąłem wszystkie okna i ten przeklęty balkon, oraz zasunąłem szczelnie zasłony.

A tu bez przecinka.

zwróciłem się jeszcze do trupa stając w progu

A tu z.

że recital dla nieboszczyka daje

?

w takich czasach i w takich domostwach, najlepiej jest na strychu.

Tu bez przecinka.

Wszystko poprawię, tylko ten recital proszę zostawić. Tego słowa używam z znaczeniu wytworzonym przez Pana Woźnego Zbigniewa Huczko z Uniwersum Wronieckiej 9.

 

 

Niewiele miejsca na spekulacje co do tożsamości właściciela domu, za to ciekawe, skąd tu te zombiaki… czy cokolwiek to jest. Ale napisane z rozmachem.

Ojjj, nie wystarczy pomyśleć – UBEK, i fajrant. Pobaw się w teorie i teoryjki! Materiału jest sporo.

 

Czy zostały jeszcze jakieś angielskie słowa, które nie są nazwą zespołu? ><

Chyba nie XD

 

Dziękuje Ci za ofiarną i obszerną korektę. heartheartheart Będę poprawiał! ( TYLKO ODNIEŚ SIĘ DO POLEMIK, BO BEZ TEGO, ANI RUSZ)

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Bardjaskiej

 

Ale w środku nie dostałem nagrody tylko dalsze przygotowania. To jak jeść pączka i czekać na marmoladę, której w nim nie ma.

To żeś mi powiedział…

 

Ale opisy ładne, tylko za dużo.

Może racjafrown

 

No i bohater można go poznać, a nawet pokubić więc postać na plus :)

Chociaż tyle!

 

A gdzie jakieś zgadywanki, teorie, halo?

 

Dzięki za komentarz!!!

 

 

 

 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Ach jakoś mnie te zgadywanki nie kręcą, sam zrezygnowałem z niej w moim tekście, więc odpuszczam zgadywanie u innych ;P. Ale tekst jest spoko, moja uwaga bardziej dotyka tego, że gdyby to było 20tys to tekst by się strasznie ciągnął, przy takim prowadzeniu fabuły :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

No, trochę na szybko pisałam, nie da się ukryć.

Kurka, ludzie, jak Wy to robicie, że tak szybko piszecie? ><

Ech, można było poszaleć – pokazać pryzmaty i jakiś rozpoczęty traktat, dorzucić niepasujące kolorystycznie czerwone elementy wystroju…

Zawsze zostaną na następny raz :)

 skoro alchemik parał się zakazaną magią, to ani chybi parę zaklęć w chałupie zostawił

Hmm, prawda.

No to dorzuciłam róg jednorożca. Niezupełnie odtrutka, ale w temacie.

Fakt.

Właśnie nie wiem jakie słowo oddało by to, że się tam doczłapał. Dopadłem frontu domostwa? Dociągnąłem? 

"Dopadłem" może być. Dotelepałem się? Dobrnąłem?

Nie wiem:(

https://academicon.pl/imieslowy/ 

ON ZMÓKŁ. NIE PRZEMÓKŁ.

To może być śliski od wody, albo co, ale tak?

Ano. Czy to błąd?

A to zależy :D

ZOMBIAK POTRAFI

Zombiak to bardziej czaszki rozwala i mózgi wydłubuje :D

Chodziło mi o taki pochyły, cały z drewna, jak w amerykańskich filmach. 

Ale i tak – właz to bardziej dziura. Hmm. Obudowę włazu?

To znaczy?

Żeby wskazywała na coś jednego.

TO JUŻ CZEPIALSTWO.

A swoją drogą, niektóre formy z czasu zaprzeszłego używa się nadal przy zapisywaniu czasowników w czasie przyszłym.

… nie? https://pl.wikipedia.org/wiki/Czas_zaprzesz%C5%82y 

WYBACZ, ALE TWOJA WERSJA BRZMI TRAGICZNIE. 

 

:D

Do tego trochę się nie klei, jest subtelna różnica między obelgą, a ujmą. 

No, w sumie jest. Ale koncepcja obrażania garażu mnie zakręciła XD

PROSZĘ SIĘ NIE ŚMIAĆ, ZARAZ ZMIENIĘ NA SALKA.

ŻAŁUJESZ MI ROZRYWEK? XD

CO MA WSPÓLNEGO TARDIS Z POKOJAMI NA PARTERZE? 

No, bo tak wygląda trochę… :D

Hehe, nie no, chodziło o to, że wąziutka, w kontrze do takiej co biegnie wzdłuż korytarza, jak w pałacu. 

… fragment to odłamek…

Wór taki, co u góry się ściąga sznurkiem by go zamknąć.

No, to właśnie to.

Z OGÓLNEGO ANTURAŻU.

Tego słowa używam z znaczeniu wytworzonym przez Pana Woźnego Zbigniewa Huczko z Uniwersum Wronieckiej 9.

Sławnego wszem i wobec :D (Huczkę! Nazwiska odmieniamy! ><)

 Pobaw się w teorie i teoryjki! Materiału jest sporo.

A co ja jestem, Sherlock? :D

TYLKO ODNIEŚ SIĘ DO POLEMIK, BO BEZ TEGO, ANI RUSZ

Muahahahahaha XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Kurka, ludzie, jak Wy to robicie, że tak szybko piszecie? ><

Widzimy, że termin zza węgła szczerzy kły, to się sprężamy… ;-)

Babska logika rządzi!

 

XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tarninko

 

"Dopadłem" może być. Dotelepałem się? Dobrnąłem?

Będę myślał.

 

To może być śliski od wody, albo co, ale tak?

Metal był owszem śliski, ale dlatego, że ZMÓKŁ od potu. Czy jest czasownik od śliskości? Ześlimaczył się, jak szynka?cheeky

 

Ale i tak – właz to bardziej dziura. Hmm. Obudowę włazu?

Może przerobię to faktycznie.

 

https://pl.wikipedia.org/wiki/Czas_zaprzesz%C5%82y 

WIKIPEDIA PRZYZNAŁA MI RACJĘ. You have fallen into your own trapcool

 

… fragment to odłamek…

Fakt, poprawię.

 

Sławnego wszem i wobec :D

Hola hola, sama “platynowa kolekcja” z jego wybrykami i recitalami ma na YT ma w tej chwili przeszło 150 tysięcy wyświetleń!!! 

 

A SWOJĄ DROGĄ MÓWI SIĘ WSZEM WOBEC. Bez wałęsizmów mi tutaj!

 

A co ja jestem, Sherlock? :D

TAK.

 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Czy jest czasownik od śliskości? Ześlimaczył się, jak szynka?cheeky

… podoba mi się XD

WIKIPEDIA PRZYZNAŁA MI RACJĘ. You have fallen into your own trapcool

WTF. Czytałżeś to azali?

Konstrukcja spotykana w polszczyźnie, choć we współczesnym języku używana przede wszystkim do celów stylizacyjnych[1][2]. Tworzona jest przez dodanie do czasu przeszłego słowa „być” do postaci „-ł” danego czasownika. Np. „Obawiałem się tego tak dawno, w 1963 roku, jużem w to był wszedł i powypisywałem książki, które dzisiaj okazują się bardzo czytelne” (za Stanisławem Lemem) – najpierw jużem był wszedł, następnie powypisywałem[1].

Jednym z przykładów pozostałości czasu zaprzeszłego jest czasownik powinien był, a jego odmiana wygląda następująco[3]:

Gdzie tu jest o czasie przyszłym, bardzo Cię proszę?

A SWOJĄ DROGĄ MÓWI SIĘ WSZEM WOBEC. Bez wałęsizmów mi tutaj!

blush (Mieszkam w zasięgu spaceru od dwóch prezydentów XD)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

WTF. Czytałżeś to azali?

Tak, masz tam o tych pozostałościach wśród czasowników. 

 

Gdzie tu jest o czasie przyszłym

HALO, a czy byłbym to czas przyszły? 

 

blush (Mieszkam w zasięgu spaceru od dwóch prezydentów XD)

Warszawa czy Gdańsk? 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

masz tam o tych pozostałościach wśród czasowników

HALO, a czy byłbym to czas przyszły? 

… nie. To tryb przypuszczający ( https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/czas-zaprzeszly-a-tryb-przypuszczajacy;5419.html ), ale co to za czas? Czy w ogóle jest sens przypisywać czas czasownikowi w trybie przypuszczającym? W polszczyźnie mamy tryby https://zpe.gov.pl/a/aspekt-i-tryb-czasownika/D6rmPBCi4 :

 

* rozkazujący (zdejmij ciuchy i ich pilnuj)

* oznajmujący (zdjął ciuchy i będzie ich pilnował)

* przypuszczający (zdjąłby ciuchy i pilnowałby ich)

 

Nie mamy trybu łączącego, który występuje w łacinie i hiszpańskim i którego nie kumam (tutaj piszą, że tak, ale tego to już w ogóle nie kumam), w każdym razie tam on ma czasy. Ale czy jest sens sytuować w czasie rozkazy i przypuszczenia? Tak średnio jakby. Jakieś tam modalności są, ale chyba nie czasowe. Chyba. Wychodzi na to, że tryb oznajmujący odmienia się przez czasy, a tamte ni hu-hu.

 

Koniugacja. Pantofelki też to robią XD (To Sherlock Holmes, perukę włożył rudą! To Sherlock Holmes, mistrz wagi lekkiej w judo! XD)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tarninko

 

Dziękuje za wyjaśnienia!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

heart

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nowa Fantastyka