- Opowiadanie: Grzesiek12 - Pomnik

Pomnik

   To moje kolejne krótkie opowiadanie (po angielsku short story). Zabawa konwencją science-fiction. W co będą wierzyli ludzie w odległej przyszłości? Czy religia będzie wtedy jeszcze istniała? Czy też staniemy się zupełnie racjonalni i praktyczni? 

 

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Pomnik

 

 

 Alex spacerował z córeczką po parku miejskim. Trzymali się za ręce. W końcu zmęczeni usiedli na ławce nad stawem, po którym pływały dostojnie dwa złocistopióre łabędzie. Obok stał pomnik z brązu. Przedstawiał człowieka w mundurze. 

– Kto to jest? – spytała mała Lidka. 

– To wielki Jurij Gagarin. Nasz święty. To on, dawno temu, był pierwszym człowiekiem, narodowości radzieckiej, który poleciał w kosmos. Związek Radziecki to wielkie mocarstwo na dawnej Ziemi. Od startu statku Gagarina liczymy lata Ery Kosmicznej. Wcześniej na Ziemi trwała Era Prehistoryczna. 

Obecnie mamy już 12.230 rok Ery Kosmicznej.

– To było dawno temu. Trudno to sobie nawet wyobrazić! 

– Tak, bardzo dawno. Na długo przed twoim i moim urodzeniem – wyjaśniał cierpliwie tata. – Wszyscy ludzie w kosmosie pochodzą z Ziemi. Ziemia i Układ Słoneczny znajdują się bardzo daleko stąd – ojciec wskazał na niebo, po którym wędrowały białe obłoki. – Od kiedy ludzie zaczęli podróżować w kosmos, najpierw zdobywać planety Układu Słonecznego, a potem latać do gwiazd coraz nowocześniejszymi statkami, skolonizowaliśmy wiele planet w całej Galaktyce. Mieszkamy na jednej z nich: Euforii, która krąży wokół naszego słońca, mało znaczącej gwiazdy, należącej na ziemskim niebie do Konstelacji Oriona. 

– Jak długo istnieje nasza kolonia? 

– Ponad trzysta lat. Tysiąc pierwszych kolonistów przybyło do tego układu na wielkim statku Exodus i zdołali przeżyć na dziewiczej planecie, mimo trudnych początków. Obecnie kolonia Euforia liczy ponad pięć milionów mieszkańców. 

Na Ziemi żyło zbyt dużo ludzi u początków gwałtownego rozwoju techniki w XX i XXI wieku. Zapanowało na niej przeludnienie. Dlatego musieliśmy się przenieść na inne planety. Takie jak nasza. Mniej lub bardziej odległe.

W Galaktyce powstały już tysiące mniejszych i większych kolonii ludzkich. Jedne są bardzo stare. Inne rozwijają się dopiero od niedawna. Mieszkańcy niektórych z nich przenosili się jeszcze dalej, tworząc następne, na sprzyjających życiu planetach. 

I tak ludzie zaludniają Drogę Mleczną aż po jej granice. A przecież wszechświat jest dużo większy! 

 Po Gagarinie polecieli w kosmos następni dzielni ludzie. Bogowie nowej ery. Święty Neil Armstrong, który jako pierwszy postawił stopę na księżycu Ziemi. Święty Liu Kang, który wylądował na Marsie, sąsiedniej planecie. Święty Aaron Brahmapatmha, który dotarł jako pierwszy do Proximy Centaurii, gwiazdy znajdującej się najbliżej Słońca. I wielu innych. Ich portrety wiszą w naszej świątyni Kościoła Galaktycznego, a imiona i nazwiska są wymienione w naszym Piśmie Świętym. Jego Księgi opisują podbój kosmosu. 

– A jaka religia panowała kiedyś na Ziemi? 

– Tego już nikt nie pamięta. To zresztą mało istotne. Gdyby ci wspaniali ludzie, u zarania Ery Kosmicznej, nie odważyli się ryzykować życia, nie byłoby nas tutaj. 

– Czy, jeśli poproszę Świętego Gagarina, sprawi, że nasza kolonia zostanie przyjęta do Federacji? 

– Z pewnością. Jeśli będziesz się szczerze modliła o dobrą przyszłość dla naszego świata. Wszyscy tego chcemy. Rada Euforii wkrótce przegłosuje petycję o wstąpienie do Federacji, którą prześlemy nadajnikiem międzygwiezdnym na główną planetę. Tylko zbuntowane kolonie wyłamują się z przymierza, ale ich bunt jest surowo tłumiony przez wojenną flotę Federacji. My chcemy pokoju, wymiany handlowej i kulturalnej z sąsiednimi światami. 

Na razie pomodlimy się o to, byś skończyła szkołę i została pożyteczną członkinią naszego społeczeństwa. 

Lidka podniosła z ziemi brązowy kasztan i rzuciła daleko, do wody, wzbudzając koliste fale. Z gałęzi na gałąź przeskoczyła błękitna wiewiórka z Euforii. Trzymała w łapkach euforiański orzech. Zbliżała się jesień, więc robiła zapasy na zimę. 

 Ich świat jest przecież zwyczajny, nadal podobny do dawnej Ziemi. Dawniej ludzie wierzyli w jedność całej Ziemi, a teraz wierzą w zjednoczenie wszystkich planet, w międzyplanetarną wspólnotę ludzi i innych inteligentnych istot zamieszkujących wspaniałą Drogę Mleczną. Ludzie opanowują coraz większe przestrzenie kosmosu. 

Lidka przyrzekła sobie w myślach, że kiedyś, gdy dorośnie, też wyruszy w kosmos zdobywać nowe światy i zostanie świętą jak Jurij Gagarin z brązu. 

Co jest prawdą? To nieistotne. Ważne są: rozwój i ekspansja. 

Koniec

Komentarze

Witaj. :)

Kwestie językowe i sugestie oraz wątpliwości co do nich (zawsze – tylko do przemyślenia):

– To wielki Jurij Gagarin. Nasz święty. To on, dawno temu, był pierwszym człowiekiem, który poleciał w kosmos, narodowości radzieckiej. Związek Radziecki to wielkie mocarstwo na dawnej Ziemi. Od startu statku Gagarina liczymy lata Ery Kosmicznej. Wcześniej na Ziemi trwała Era Prehistoryczna. 

Obecnie mamy już 12.230 rok Ery Kosmicznej.

– To było dawno temu. Trudno to sobie nawet wyobrazić! – czy wytłuszczone zdanie z tego fragmentu nie jest częścią wypowiedzi?; liczebniki w dialogach zapisujemy słownie

 

Mieszkamy na jednej z nich: Euforii, która krąży wokół naszego słońca, mało znaczącej gwiazdy, która należała na ziemskim niebie do Konstelacji Oriona. – powtórzenie?

 

Tu znowu fragment, znacznie dłuższy, gdzie z niejasnych przyczyn część wypowiedzi bohatera zapisałeś jako narrację:

– Ponad trzysta lat. Tysiąc pierwszych kolonistów przybyło do tego układu na wielkim statku Exodus i zdołali przeżyć na dziewiczej planecie, mimo trudnych początków. Obecnie kolonia Euforia liczy ponad pięć milionów mieszkańców. 

Na Ziemi żyło zbyt dużo ludzi u początków gwałtownego rozwoju techniki w XX i XXI wieku. Zapanowało na niej przeludnienie. Dlatego musieliśmy się przenieść na inne planety. Takie jak nasza. Mniej lub bardziej odległe.

W naszej galaktyce powstało już tysiące mniejszych i większych kolonii ludzkich.(itd.) – takich fragmentów jest więcej

 

Takie jak nasza. Mniej lub bardziej odległe. W naszej galaktyce powstało już tysiące mniejszych i większych kolonii ludzkich.– powtórzenie?

W naszej galaktyce powstało już tysiące mniejszych i większych kolonii ludzkich. – powstały?

 

 

Wyraz „g/Galaktyka” zapisujesz dwojako, co niepotrzebnie tworzy błędy ortograficzne i rzeczowe, bo Czytelnicy nie wiedzą, jak w końcu chcesz go zapisać:

Od kiedy ludzie zaczęli podróżować w kosmos, najpierw zdobywać planety Układu Słonecznego, a potem latać do gwiazd coraz nowocześniejszymi statkami, skolonizowaliśmy wiele planet w całej galaktyce.

W naszej galaktyce powstało już tysiące mniejszych i większych kolonii ludzkich.

I tak ludzie zaludniają Galaktykę aż po jej granice.

 

Ich portrety wiszą w naszej świątyni Kościoła Galaktycznego, a ich imiona i nazwiska są wymienione w naszym Piśmie Świętym. – powtórzenie?

 

Gdyby nie ci wspaniali ludzie u zarania Ery Kosmicznej nie odważyli się ryzykować życia, nie byłoby nas tutaj. – składniowy i interpunkcyjny?

– Czy (przecinek?) jeśli poproszę Świętego Gagarina, sprawi, że nasza kolonia zostanie przyjęta do Federacji? 

Rada Euforii wkrótce przegłosuje petycję o wstąpienie do Federacji, która prześlemy nadajnikiem międzygwiezdnym na główną planetę. – literówka?

 

Całość skojarzyła mi się z pewnego rodzaju streszczeniem dłuższego opowiadania lub nawet powieści. Dialog ojca i córki, opisujący zaistniałe wydarzenia SF, wydaje mi się mało – hmm… – ambitny, oryginalny i pomysłowy. :) Trzeba zaprezentować to wszystko z dynamizmem, z zaskakującą fabułą, ze zwrotami akcji, z ciekawostkami. A tak? – mamy zwyczajnie „podane na tacy” to, co zaszło. :) Nie angażujemy się w Twoją opowieść, bo to tyko opowieść ojca dla córki. :) Za mało, jak na tak epokowe w dziejach przemiany. :)

Wielka szkoda, bo potencjał jest. :) 

 

 

Pozdrawiam serdecznie. ;)

Pecunia non olet

Witaj :]

 

Sam pomysł ok, bo koncept, w którym pionierzy kosmosu pokroju Gagarina stają się po tysiącleciach świętymi z brązu, to po prostu bajka. Aż prosi się, żeby zrobić z tego zaawansowaną historię ze skomplikowaną fabułą, która choć rozwija się powoli, to jednak ma sens. Niestety, zamiast płynnej dostaliśmy jeden potężny, infodump i znowu niestety trochę łopatologicznie.

 

W szotach jest zasada prosta: uderzasz szybko i celnie, a nie próbujesz opchnąć fabuły godnej ogromnej powieści w zaledwie paru akapitach. Zabrakło tu totalnie dyscypliny czasem, z czystej przekory, warto w półsłowie coś zostawić, bo przecież tam, gdzie autor milknie, czytelnik zaczyna myśleć. Niektóre dialogi dość łopatologiczne.

Doceniam wyobraźnię i sam pomysł założenia, ale trochę słabiej z wykonaniem.

 

Masz jednak bardzo fajne pomysły, filmową i książkową wyobraźnię i tego ci odmówić nie wolno :)

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Słodki i miły obrazek z dalekiej przyszłości bardzo podobnej do dnia dzisiejszego, właściwie tylko daty i lokalizacja są różnicą. Nawet wiewiórka z grubsza podobna. Ale na to wszystko niepokojące ostatnia część o tym siłowym tłumieniu buntów.

I też ciekawe spostrzeżenie że nauka, historia staje się religią… A może to pomysły władzy z centralnego układu, żeby łatwiej było rządzić? W każdym razie pobudza do myślenia o tym.

Pozdrawiam! 

Cześć, Grzesiek12 

 

To on, dawno temu, był pierwszym człowiekiem, który poleciał w kosmos, narodowości radzieckiej. ---> Rozumiem, że chodziło o to, że człowiek był narodowości radzieckiej, a nie kosmos :-) 

 

Sam pomysł może ok, ale bardzo karkołomny.

Ostatnio oglądałem odcinek na kanale prof. Krzysztofa A. Meissnera o podróżach międzygwiezdnych, który serdecznie polecam. Okazuje się, że przy obecnych zdobyczach techniki, jak również w dalekiej przyszłości, takowe wojaże będą mało prawdopodobne, zważywszy na ilość energii oraz czasu potrzebną na przedsięwzięcie. Są jeszcze inne czynniki, ale mniejsza o to. Przecież to science fiction a nie rozważania naukowe. 

Widzę tego szorta jako rozwinięcie na coś dłuższego. Dostrzegam inwencję i zachęcam do rozwinięcia :-) 

Pozdrawiam

Serwus

Zgadzam się z Melendurem (może nie aż po czterykroć, ale przynajmniej raz), że „sam pomysł ok, bo koncept, w którym pionierzy kosmosu pokroju Gagarina stają się po tysiącleciach świętymi z brązu, to po prostu bajka”. Koncept jest przedni, ale w tekście zabrakło mi albo dobrej fabuły, albo jakiegoś mocnego zakończenia. Mimo ciekawego pomysłu niewiele się tu wydarzyło.

pozdrawiam

rr

Koncept mi się podoba. Mam do Gagarina “osobisty stosunek”. Mama mojej koleżanki wychodziła za mąż 12 kwietnia 1961 roku wychodziła za mąż. W piękny poranek tego dnia siedziała w wałkach pod taką wielką suszarką, aż wpadł mąż fryzjerki z okrzykiem “Ruskie w kosmosie” :)) zupełnie jak w dowcipie, ale to akurat autentyczna historia (bo znasz dalszy ciąg dialogu, prawda?). Słyszałam ją tyle razy, że na dzwięk słowa Gagarin od razu mam radochę :))

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Dziękuję za szybką lekturę i wszystkie niedzielne wpisy.

Nie uniknąłem pomyłek i błędów. Staram się je poprawiać. Czasem lektura po dłuższym czasie wszystko zmienia. Czasem też cudze opinie i rady.

Opowiadanie jest krótkie. Nie chcę, by pomysł wymknął mi się spod kontroli. Jest to rodzaj spontanicznego natchnienia, kojarzący się raczej z poezją. Wolę zaczynać aktywność od krótkich, prostszych tekstów.

Nie przepadam też za dłużyznami, szczególnie w utworach fantasy. Pełno w nich nudy i wtórności. Choć, nie kryję, że nie próbowałem tego rodzaju twórczości, szczególnie dawniej. Hard SF wydaje mi się zazwyczaj trochę solidniejsza i poważniejsza literacko. Bardziej pożyteczna? Może dlatego, ze jestem coraz starszy?

Co nie znaczy, że nie czytam dłuższych rzeczy. Np. ostatnio pożyczyłem z biblioteki “Cichy Don” Michaiła Szołochowa w nowszym wydaniu. To są cztery tomy, pełne fabuły i historii, z opisami przyrody.

Do fantastyki mam nieuleczalny sentyment.

Do Teo Max: ciekawy wpis. Ja urodziłem się po locie Gagarina w kosmos. Mój tata często opowiada jak oglądał w odbiorniku telewizyjnym, w naszej, wiejskiej szkole relację na żywo z lądowania człowieka na Księżycu. Było to 20 lipca 1969 roku. Też przed moim urodzeniem.

Na początku, gdy byłem mały, mieliśmy lampowy, czarno – biały telewizor, który szybko się przegrzewał i często psuł. To groziło nawet pożarem w domu.

Lubiłem oglądać program “Sonda”. Do dzisiaj szukam jego odcinków w Internecie. To jak podróż w przeszłość.

Czasem warto czerpać literacko ze swoich życiowych doświadczeń.

 

Grzesiek,

trochę kultem jednostki zalatuje:)

Wszak Sojuz nieruszymyj pozbywszy się religii, stanął wobec takiego problemu i zaczął tworzyć jej parodię – mauzoleum “wiecznie żywego Lenina”, pieśni na cześć i ku czci; słynne obchody setnej rocznicy urodzin wodza rewolucji z obowiązkowym medalikiem z wizerunkiem “dzieciątka Lenin” w klapie itd. irp. 

Jednym słowem, Twoja wizja jest bardzo prawdopodobna:)

I zgadzam się, że to dobry zadatek na coś większego.

Pozdrawiam!

Nowa Fantastyka