- Opowiadanie: Ajzan - Żołnierz, Szachraj i Zjawa – rozdział 2

Żołnierz, Szachraj i Zjawa – rozdział 2

Na początek – bardzo dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednim rozdziałem. ^^ Zdaję sobie sprawę, że fragmenty nie cieszą się tu największą popularnością.

Ta część jest trochę krótsza od poprzedniej. Oryginalnie razem z następną stanowiły jeden rozdział, ale ponieważ tamten wyszedł mi z kolei za długi (chcę żeby każdy zawierał się w maksymalnie 2 000. słowach), musiałam go podzielić na dwa.

Przyznaję, ze z tego powodu, niewiele się dzieje w tym rozdziale. W zamian jest tu trochę światotwórstwa, głównie o historii Asgardu i walkiriach. Mam nadzieję, że nie wyszedł mi zbyt wielki infodump. Staram się wyjaśniać szczegóły, kiedy jest na to w tekście odpowiedni moment,  jak również stosować zasadę “show, not tell”.

Na koniec muszę zaznaczyć też, że choć moja historia czerpie pełnymi garściami z mitologii skandynawskiej,  na własne potrzeby wprowadziłam kilka zmian do oryginalnego lore. Głównie w relacjach rodzinnych niektórych postaci (spokojnie, u mnie Loki nie jest synem Odyna), co trzeba mieć na uwadze szczególnie w tym rozdziale.

Mimo wszystko życzę wam miłej lektury. ^^

Oceny

Żołnierz, Szachraj i Zjawa – rozdział 2

Rozdział 2: Zadanie walkirii

 

Dawno temu Asowie toczyli brutalną wojnę z Wanami. Oba klany zostały sprowokowane przez tyleż potężną, co podstępną boginię o imieniu Gullveig. Dążyła ona do tego, aby mieszkańcy dwóch światów wymordowali się nawzajem, dopóki jej manipulacje nie zostały ujawnione przez młodą księżniczkę Freję. Upadek i śmierć złej bogini zakończyły krwawe walki, a królowie Odyn i Njord wyciągnęli do siebie ręce na znak rozejmu, dając początek Unii Asów i Wanów.

Zarówno Asgardowi, jak i Wanaheimowi zależało na tym, aby pozostawić wojnę w przeszłości. Niestety, spokój nie trwał długo, bo wkrótce przypomniały o sobie klany bogów z Jotunheimu, pragnące zdominować pozostałe osiem światów, a do tego darzące Asów szczególną nienawiścią. Tyle dobrego, że z powodu konfliktów wewnętrznych ich ataki ąż do dziś nie były niczym więcej jak tylko zakusami. Doświadczony przez wcześniejsze wojny król Odyn pozostawał jednak czujny. Nie chcąc lekceważyć wroga zanim będzie za późno, ani tym bardziej narażać swe królestwo na kolejne straty, przezornie zaczął gromadzić armię złożoną z wojowników poległych na polach bitew w Midgardzie. Pomagały mu w tym walkirie, którym zdradził odkryte przez siebie sekrety przechwytywania odpowiednich dusz zanim powędrują one do świata umarłych.

W podzięce za zdemaskowanie Gullveig, Freja otrzymała we władanie dolinę Folkvang, skąd dbała o interesy Wanów w Asgardzie. Gdy tylko dowiedziała się o planach króla, poprosiła o możliwość stworzenia identycznych armii dla jej klanu. Jako obecnie największy sojusznik Asów, Wanaheim był nie mniej narażony na agresję Jotunheimu, gdyby tamtejsze królestwa kiedyś w końcu doszły do porozumienia. Ostatecznie władca Asgardu i jarla Folkvangu zgodzili się na równy podział wojowników i walkirii pomiędzy Walhallą, jedną z twierdz króla Odyna, a pałacem bogini w dolinie Folkvang.

W połowie drogi między obiema siedzibami stał zamek nazywany Łabędzim Gniazdem. To tam kandydatki na walkirie szkoliły się i przechodziły rytuał przemiany, po którym, jako nowicjuszki, uczyły się panować nad nowo nabytymi zdolnościami i cechami, takimi jak lot, czy wyostrzone zmysły. Najlepsze z nich mogły dołączyć do oddziałów króla Odyna, albo jarli Freji. jako szeregowe,

Szybując nad stołami, Erika odnajdywała wzrokiem znajome siostry z Gniazda. Tradycją podczas święta przesilenia zimowego było, że w przerwach między zadaniami walkirie, mogły bawić się razem z gośćmi, o ile nie brakowało rąk do roznoszenia miodu i pilnowania względnego porządku. Akurat w tym momencie niemal połowa dziewcząt z oddziałów króla Odyna i jarli Freji spędzała czas na rozmowach, ucztowaniu i tańczeniu z gośćmi. Zamiast tradycyjnych zbroi na ten wieczór przywdziały suknie. Przynależność do oddziałów władcy Asgardu lub księżniczki Wanów okazywały poprzez ozdoby: odpowiednio srebrne i złote.

Stawiająca obowiązki na pierwszym miejscu Erika nie zamierzała upominać sióstr. Naprawdę rozumiała, czemu wolały się zabawić, kiedy miały ku temu okazję, zamiast pracować. Dola szeregowej nigdy nie była lekka. Przeczesując pola bitwy, kiedy trwały walki, każda z nich musiała jak najszybciej dotrzeć do poległego wojownika zanim dusza opuści jego ciało. Rytuał pozwalający im pochwycić duchy wymagał szczególnej koncentracji. Najmniejszy błąd oznaczał niepowodzenie – w najgorszym wypadku dusza nie mogła zostać ponownie złapana ani nawet powędrować do krainy umarłych. Żywi wojownicy stanowili największy problem, bo w ferworze nie zauważali pracujących walkirii, albo umyślnie je atakowali, żeby nie dopuścić do tego, aby żaden z ludzi wroga nie otrzymał zaszczytu spędzenia wieczności w Walhalli. Z tego powodu szeregowe musiały być nie tylko niezwykle skupione, ale też nad wyraz czujne, żeby w razie czego odeprzeć atak.

Erika nie chciała przerywać zabawy siostrom ze swego oddziału także dlatego, że dobrze znała ich oficer. Kapitan Thrud nie mogła pozwolić, aby większość jej podwładnych zupełnie zapomniała, dlaczego w ogóle tu dzisiaj są. 

Jak walkiria się spodziewała, znalazła worek z węglem do lamp pod kolumną niedaleko palenisk, rzucony niedbale, do tego rozwiązany. Wylądowała i już miała przykucnąć, aby pozbierać czarne grudki z podłogi, kiedy usłyszała za sobą znajomy głos wołający jej imię. Bez wahania wstała, odwróciła się i stanęła na baczność.

Zebrani w pobliżu bogowie i elfy rozeszli się na boki, aby przepuścić dziewczynkę, która na pierwszy rzut oka nie mogła mieć więcej niż dziesięć lat. Nosiła szaroniebieską suknię ze lśniącego jedwabiu, o kroju spotykanym zwykle na starszych boginiach. Wyszyte w materiale wzory, przedstawiały kruki i wilki. W płomiennie rudych włosach pobłyskiwała srebrna tiara zdobiona onyksami, kiedy jej właścicielka szła dostojnie przez tłoczną salę. Mijani przez nią mężczyźni opuszczali głowy z szacunkiem, a kiedy stanęła przed Eriką, ta dygnęła. Dziewczynka uniosła głowę by przyjrzeć się walkirii stalowoszarymi oczami kogoś znacznie starszego.

– Powiedz mi, Eriko, proszę, co teraz robisz – nakazała.

Erika bez wahania odpowiedziała, ostrożnie dobierając słowa. Musiała być szczera przed dowódczynią swego oddziału, ale nie nie chciała przy okazji postawić Roskvy w złym świetle. Z tego powodu nie wspomniała nic o jej bracie.

Chyba jej się to udało, bo kapitan Thrud z aprobatą kiwnęła głową.

– Dobrze. Miło widzieć walkirie, które wiedzą, co przede wszystkim powinny robić. Owszem, mogą uczestniczyć w zabawach, kiedy nie mają nic do roboty, ale bez przesady. – Mała dama uniosła kąciki ust. – Na tobie jednak zawsze można polegać, Eriko.

– Dziękuję, moja kapitan. – Szeregowa walkiria dygnęła.

Już jako kandydatka pierwszego stopnia Erika odznaczała się nadzwyczajną skrupulatnością oraz ambicją, dzięki którym podczas ceremonii awansu z nowicjuszki na szeregową król Odyn osobiście zawołał ją pod swój sztandar i przydzielił do oddziału kapitan Thrud. Był to zaszczyt o tyle szczególny, że o przeznaczeniu walkirii zwykle decydowała loteria, gdzie wyciągnięty los wskazywał, czy będzie ona od tej pory służyła w oddziałach króla Asgardu, czy tych podległych córce władcy Wanaheimu.

– A kiedy rozpalisz te lampy, wróć do mnie po dalsze rozkazy.

– Oczywiście – odpowiedziała Erika.

Kapitan Thrud uśmiechnęła się szerzej. W jej oczach, zwykle patrzących na innych z powagą niespotykaną u dziewczynek jej postury, zamigotał znajomy, choć rzadko u niej spotykany, figlarny błysk. Sprawił on, że przez ułamek sekundy wyglądała jak prawdziwe dziecko.

– Jeszcze jedno.

– Tak, moja kapitan?

– Jeśli po drodze spotkasz Roskvę i Tialfiego, pozdrów ich ode mnie.

Erika z całych sił próbowała ukryć zaskoczenie. Chyba jej nie wyszło, bo kapitan parsknęła śmiechem.

– Nakryłam Roskvę, kiedy podleciała do brata na pogaduszki – wyjaśniła zaraz potem. – Od razu mi powiedziała o waszym układzie. Zanim ja jednak otworzyłam usta, Thor poprosił, abym jej dziś odpuściła. – Prychnęła. – Jakby mnie zupełnie nie znał. Sam na ten wieczór zwolnił Tialfiego z obowiązków huskarla i uważał, że będzie sprawiedliwie, jeśli oboje rodzeństwa nic nie będzie dziś zatrzymywać. – Wzruszyła ramionami. – Cóż, mojemu bratu nie można odmówić dobrych zamiarów, ale jakiś porządek musi tu być. Dlatego ty leć teraz rozpalić lampy, a ja pogonię nasze siostry do roboty… – Przeniosła wzrok z Eriki na stoły. – I przy okazji sprawdzę, czy jakiś szachraj nie robi za dużo zamieszania – dodała ciszej, jakby do siebie.

– Tak jest, moja kapitan! Wedle rozkazu! – Odparła Erika.

Ledwo udało się jej ukryć ulgę. Już się bała, że Roskva wpadła w tarapaty, bo chciała tylko porozmawiać z bratem. Kiedy opuściła pałac, by zostać walkirią, Tialfi pozostał w pałacu księcia Thora, z czasem zostając jego najważniejszym sługą i prawą ręką.

Księżniczka spojrzała ponownie na podwładną, tym razem łagodnie.

– Wesołych świąt, Eriko – powiedziała.

– Nawzajem, moja kapitan.

– Dziękuję. – Kapitan Thrud skinęła głową, po czym odwróciła się i odeszła.

Jak poprzednio, bogowie i elfy z szacunkiem ustępowali córce króla Odyna z drogi. Jak na ironię, każdy w jej obecności mógł zapomnieć, że ma przed sobą siostrę-bliźniaczkę księcia Thora, której nigdy nie było dane wyrosnąć na prawdziwą kobietę.

A skoro dostała od niej jasne rozkazy, Erika nie mogła sobie pozwolić na dalsze ociąganie. Wrzuciła porozsypywany węgiel z powrotem do worka. Trzymając go w jednej ręce, drugą zgarnęła jeszcze pozostawiony pod kolumną pogrzebacz.

Koniec
Nowa Fantastyka