Bogdan Bąk powraca! Tym razem bierze się za system opieki zdrowotnej...
Bogdan Bąk powraca! Tym razem bierze się za system opieki zdrowotnej...
W Republice Zdrowego Rozsądku po wielkiej reformie opieki zdrowotnej nikt już nie płacił lekarzom za chorowanie.
Dawny system był prymitywny, nielogiczny i, jak podkreślano w podręcznikach ekonomii medycznej, „moralnie podejrzany”. Dawniej lekarz otrzymywał pieniądze wtedy, gdy pacjent przychodził chory. Im dłużej chorował, tym więcej badań, wizyt, skierowań, konsultacji i druków można było wygenerować. Obywatel cierpiał, lekarz pracował, system puchł, a wszyscy udawali, że to normalne.
Nowy system był lepszy.
Nazywał się Powszechna Opieka Motywacyjna.
Zasada była prosta: obywatel płacił lekarzowi, dopóki był zdrowy. Gdy zachorował, płatność natychmiast zawieszano. Lekarz, przychodnia, sieć diagnostyczna, aplikacja zdrowotna i regionalny koordynator dobrostanu tracili wtedy pieniądze. W interesie całego personelu medycznego leżało zatem, aby pacjent został szybko, skutecznie i najlepiej bezboleśnie przywrócony do stanu płatności.
Minister zdrowia, doktor habilitowany ekonomii empatycznej, tłumaczył to w telewizji słowami:
– Wreszcie lekarzom zależy na zdrowiu pacjenta.
Na co obecnie na widowni pacjenci odpowiedzieli chórem:
– A wcześniej?
Minister uznał pytanie za populistyczne i przekazał je do dalszych konsultacji.
System działał zaskakująco dobrze.
Lekarze dzwonili do pacjentów, zanim ci zdążyli źle się poczuć. Przychodnie wysyłały przypomnienia o badaniach, spacerach, nawodnieniu i niejedzeniu kiełbasy po dwudziestej drugiej. Stomatolodzy śnili po nocach o próchnicy, pediatrzy śledzili dzieci z marchewkami, a interniści potrafili wyskoczyć zza krzaka, jeśli ich pacjent trzeci dzień z rzędu mijał warzywniak bez zatrzymania.
Na każdym osiedlu wisiały plakaty:
ZDROWY PACJENT TO SZCZĘŚLIWY LEKARZ.
Pod spodem, mniejszym drukiem:
I odwrotnie, choć w mniejszym stopniu.
Bogdan Bąk o reformie systemu dowiedział się z lodówki.
Lodówka była inteligentna, choć Bogdan uważał, że przesadzano z tym określeniem. Jego zdaniem urządzenie, które nie rozumiało różnicy między „przekąską” a „kolacją techniczną”, nie miało prawa wypowiadać się o inteligencji.
Tego ranka, gdy otworzył drzwiczki, lodówka powiedziała:
– Dzień dobry, Bogdanie. Przypominam, że od dziś twoja opieka zdrowotna przechodzi do modelu motywacyjnego.
Bogdan spojrzał na półkę z parówkami.
– A konkretnie?
– Dopóki pozostajesz zdrowy, twój lekarz otrzymuje miesięczną opłatę dobrostanową. W razie choroby płatność zostaje wstrzymana.
– Czyli jak zachoruję, lekarzowi przestaną płacić?
– Tak.
Bogdan zamyślił się.
– To pierwszy system w historii, w którym mój katar może komuś zrobić przykrość finansową.
– Proszę nie traktować tego jako zachęty.
– Nie obiecuję.
Lodówka wyświetliła komunikat:
WYKRYTO IRONIĘ O POTENCJALE AUTODESTRUKCYJNYM.
CZY CHCE PAN POROZMAWIAĆ Z ASYSTENTEM PROFILAKTYKI?
– Nie. Chcę parówki.
– Parówki zwiększają ryzyko metaboliczne.
– Życie też.
– Życie jest obecnie rekomendowane przez Ministerstwo.
Bogdan zatrzasnął lodówkę dając jej tym samym jednoznacznie sygnał chwilowego zawieszenia konwersacji i zrobił sobie śniadanie, które aplikacja zdrowotna sklasyfikowała jako:
posiłek o charakterze emocjonalnym, z przewagą sodu i rezygnacji.
Tego samego dnia otrzymał pierwszą wiadomość od swojego lekarza prowadzącego.
Szanowny Panie Bogdanie,
nazywam się doktor Szczepan Żylak i mam przyjemność odpowiadać za pańskie zdrowie w ramach Powszechnej Opieki Motywacyjnej. Uprzejmie informuję, że pańskie dobre samopoczucie jest dla mnie priorytetem osobistym, zawodowym i kredytowym.
Z wyrazami troski,
dr n. med. Szczepan Żylak
Bogdan przeczytał wiadomość trzy razy.
Odpisał:
Panie doktorze,
na razie żyję.
B.B.
Po czterdziestu sekundach przyszła odpowiedź:
Bardzo się cieszę. Proszę kontynuować.
Doktor Szczepan Żylak prowadził przychodnię „VitaSaldo”, jedną z najlepszych placówek w dzielnicy. Na stronie internetowej reklamowała się hasłem:
Leczymy szybko, bo nam zależy.
A także dlatego, że przestają nam płacić.
Żylak był lekarzem nowoczesnym. Nosił zegarek medyczny, okulary diagnostyczne i minę człowieka, który potrafi rozpoznać stan przedzawałowy po sposobie, w jaki pacjent mówi „dzień dobry”. Miał też kredyt na dom pasywny, leasing na samochód autonomiczny i córkę w prywatnej szkole empatii rozszerzonej.
Dlatego każdy chory pacjent bolał go podwójnie. Najpierw jako lekarza. Potem jako człowieka z harmonogramem spłat.
Przez pierwsze dwa tygodnie Bogdan był pacjentem idealnym, ponieważ nie zgłaszał niczego. Nie odbierał wiadomości, nie wykonywał pomiarów, nie synchronizował kroków i nie wypełniał ankiety „Jak bardzo jest pan dziś zdrowy w skali od 1 do 10?”.
System uznawał brak danych za umiarkowanie pozytywny.
Dopiero piętnastego dnia Bogdan kliknął w aplikacji przycisk:
ZGŁOŚ OBJAW
Aplikacja spytała:
Jaki objaw pan zgłasza?
Bogdan wpisał:
Coś mnie ogólnie nie przekonuje.
Aplikacja zawahała się na dwie sekundy.
Proszę doprecyzować lokalizację objawu.
Bogdan wpisał:
Między człowiekiem a systemem.
Po czterech sekundach zadzwonił telefon.
– Pan Bogdan Bąk? – spytał napięty głos.
– Zależy kto pyta.
– Doktor Szczepan Żylak. Widzę, że zgłosił pan objaw.
– Nie tyle objaw, co wątpliwość.
– Czy wątpliwość jest ostra, tępa, pulsująca czy przewlekła?
Bogdan usiadł wygodniej.
– Raczej przewlekła. Mam ją od reformy.
W słuchawce zapadła cisza.
– Panie Bogdanie, czy odczuwa pan ból?
– Odczuwać odczuwam.
– Gdzie?
– W kraju.
– To nie jest rozpoznanie medyczne.
– Jeszcze nie. Dopiero się rozkręcam.
Doktor Żylak poprosił, żeby Bogdan natychmiast przyszedł do przychodni.
Bogdan przyszedł następnego dnia, bo „natychmiast” uznał za określenie nacechowane emocjonalnie i przemocowo.
W poczekalni „VitaSaldo” nie było krzeseł. Były stanowiska oczekiwania aktywnego: półsiedziska zmuszające pacjenta do napinania mięśni głębokich. Na ścianie wisiał ekran z rankingiem zdrowia pacjentów. Przy każdym nazwisku widniała buźka, tętno i przewidywana rentowność dobrostanowa.
Bogdan odnalazł swoje nazwisko.
BĄK, BOGDAN
status: niejasny
ryzyko: narracyjne
rentowność: obserwować
– Przepraszam – powiedział do rejestratorki. – Co to znaczy ryzyko narracyjne?
Rejestratorka spojrzała w system.
– Pacjent opisuje stan zdrowia metaforycznie, ironicznie lub społecznie.
– Czyli po ludzku?
– Nie mnie oceniać.
– To po co pani tu siedzi?
– Żeby nie oceniać w sposób zorganizowany.
Bogdan z uznaniem skinął głową.
– Uczciwie.
Gabinet doktora Żylaka pachniał dezynfekcją i strachem przed obniżeniem przychodu. Na biurku stały trzy monitory. Na jednym wyświetlała się dokumentacja Bogdana, na drugim wykres przychodów przychodni, na trzecim relaksujący obraz górskiego jeziora, prawdopodobnie dla lekarza.
Doktor Żylak wstał.
– Panie Bogdanie, proszę sobie wygodnie usiąść.
– A jak usiądę nieergonomicznie?
– Wtedy system to odnotuje.
– To postoję.
– Stanie też odnotuje.
Bogdan usiadł.
Doktor zaczął badanie.
Ciśnienie: lekko podwyższone.
Puls: w normie.
Osłuchowo: czysto.
Gardło: spokojne.
Brzuch: współpracujący.
Kolana: zaskakująco lojalne.
– Fizycznie jest pan zdrowy – powiedział lekarz.
– A ogólnie?
– Ogólnie?
– Panie doktorze, człowiek może być fizycznie zdrowy, a ogólnie w stanie przedawaryjnym.
Żylak wpisał coś do komputera.
– „Pacjent zgłasza stan przedawaryjny ogólny”.
System odpowiedział:
KATEGORIA NIEISTNIEJĄCA.
CZY UTWORZYĆ NOWĄ?
Lekarz zbladł.
– Nie, nie, nie.
– Czemu pan nie tworzy? – spytał Bogdan.
– Bo każda nowa kategoria objawowa uruchamia procedurę walidacji, konsultację ekspercką i wstrzymanie płatności do czasu ustalenia, czy pan jest zdrowy.
– Czyli według systemu jestem zdrowy tylko wtedy, gdy mieszczę się w istniejących rubrykach?
– Według systemu jest pan zdrowy, gdy system może bezpiecznie uznać pana za zdrowego.
– A pan?
Doktor zdjął okulary.
– Ja chciałbym uznać pana za zdrowego jeszcze dziś.
– Z powodów medycznych?
– Także.
Badanie zakończyło się wynikiem:
PACJENT ZDROWY, Z ZASTRZEŻENIEM DALSZEJ OBSERWACJI SAMOOPISOWEJ.
Niestety system zawiesił płatność.
Powód:
ZDROWIE NIEUSTALONE.
OBJAWY OPISANE POZA KLASYFIKACJĄ.
RYZYKO PRZEWLEKŁEJ RENTOWNOŚCI UJEMNEJ.
Doktor Żylak przeczytał komunikat i przez chwilę wyglądał jak człowiek, któremu właśnie odwołano wakacje w sanatorium bez dzieci.
– Panie Bogdanie – powiedział powoli – musimy pana skutecznie domknąć.
– Proszę mnie nie domykać. Ja mam klaustrofobię administracyjną.
Od tego dnia życie Bogdana zmieniło się zasadniczo.
Lekarz zaczął o niego dbać. Bardzo.
O siódmej rano aplikacja pytała:
Czy obudził się pan wypoczęty, czy tylko przestał pan leżeć?
O ósmej przychodził komunikat:
Doktor Żylak rekomenduje owsiankę.
Odmowa owsianki może wydłużyć proces ustalania zdrowia.
O dziesiątej dron profilaktyczny przynosił butelkę wody.
O dwunastej zegarek wibrował:
Od 47 minut nie wykonał pan świadomego ruchu.
Proszę przejść się dla siebie, społeczeństwa i płynności finansowej przychodni.
Bogdan najpierw próbował ignorować komunikaty. Potem zaczął odpisywać.
Na pytanie: Czy spożył pan warzywo?
Odpowiedział:
Widziałem ogórka. Kontakt wzrokowy.
Na pytanie: Czy odczuwa pan stres?
Odpowiedział:
Mniejszy, dopóki nie zapytaliście.
Na pytanie: Czy zgadza się pan z zaleceniem zwiększenia aktywności?
Odpowiedział:
Zgadzam się z ideą, nie z terminem.
System sklasyfikował jego odpowiedzi jako:
współpraca ironicznie ograniczona.
Doktor Żylak pojawił się osobiście pod blokiem trzeciego dnia.
Bogdan siedział na ławce z kubkiem kawy i bułką, która wyglądała na niewinną tylko z daleka.
Lekarz wyszedł zza żywopłotu z jabłkiem.
– Panie Bogdanie.
– Pan mnie śledzi?
– Monitoruję ciągłość dobrostanu.
– Czyli jednak śledzi.
– To słowo ma negatywne konotacje.
– Bo pasuje.
Żylak wyciągnął jabłko.
– Proszę.
– Nie zamawiałem.
– To dla pana.
– Jabłko bez pytania to nie profilaktyka. To agresja sadownicza.
Lekarz usiadł obok.
– Panie Bogdanie, przez pana moja przychodnia ma wstrzymane środki.
– Przeze mnie?
– Jest pan pacjentem niezamkniętym.
– Panie doktorze, człowiek całe życie jest niezamknięty. Dopiero na końcu go zamykają, i to też nie zawsze szczelnie. A ja się do tamtego zamknięcia na razie nie szykuję.
– Proszę nie mówić rzeczy egzystencjalnych przed południem.
– Sam pan przyszedł.
Lekarz westchnął.
– Musimy ustalić, czy jest pan zdrowy.
– A co, jeśli jestem zdrowy, tylko mam uzasadnione pretensje?
– Pretensje nie są chorobą.
– W tym kraju jeszcze nie.
Żylak spojrzał na bułkę.
– Co pan je?
– Bułkę.
– Z czym?
– Z intencją.
– Jaką intencją?
– Intencją zaspokojenia głodu.
– Panie Bogdanie!
– Okej, okej. Z pasztetem.
Lekarz zamknął oczy.
– Pasztet pogarsza pański profil lipidowy.
– Ale poprawia profil duchowy, a jeśli idzie o komunikatywność profili to znacznie bliżej mi do duchowego.
Zegarek lekarza zapiszczał.
WYKRYTO WZROST FRUSTRACJI PERSONELU.
ZALECANE: ODDECH 4–7–8.
Bogdan pochylił się.
– Panu też każą oddychać?
– Wszystkim każą.
– I co?
– Nie pomaga.
– Bo system nie rozumie, że człowiek nie oddycha po to, żeby realizować wskaźnik.
Doktor Żylak spojrzał na niego uważniej.
Przez chwilę nie wyglądał jak lekarz, tylko jak człowiek, który dawno nie siedział na ławce bez celu.
– Wie pan, panie Bogdanie – powiedział ciszej – ja kiedyś lubiłem leczyć.
– A teraz?
– Teraz głównie staram się, żeby pacjenci nie generowali mi strat.
– To prawie to samo, tylko bez sensu.
Lekarz nie zaprzeczył.
Następne dni były coraz dziwniejsze.
Przychodnia „VitaSaldo” wdrożyła wobec Bogdana Program Intensywnego Domykania Dobrostanu.
Najpierw przysłano mu dietetyczkę.
– Panie Bogdanie, musimy omówić pański jadłospis.
– Po co?
– Żeby zwiększyć szanse na jednoznaczne zdrowie.
– Ja nie chcę być jednoznaczny.
– Jednoznaczność skraca diagnostykę.
– Śmierć też.
Dietetyczka zanotowała:
pacjent przejawia opór filozoficzny wobec kaszy.
Potem przyszedł fizjoterapeuta.
– Zrobimy test mobilności.
– Ja jestem mobilny. Wczoraj byłem w sklepie.
– Ile kroków?
– Wystarczająco, żeby wrócić.
– System potrzebuje jakiejś liczby.
– Mogę wymyśleć jakiś wzór na obliczenie proporcjonalności niezadowolenia w stosunku do subiektywnego zamiaru podróżnego.
Fizjoterapeuta po dwudziestu minutach wpisał:
pacjent wykazuje sprawność wybiórczą, zależną od poziomu przekonania do celu.
Następnie połączono Bogdana z psychologiem zdrowia.
– Panie Bogdanie, co pan czuje, gdy słyszy słowo „profilaktyka”?
– Że ktoś zaraz zabierze mi kanapkę.
– A słowo „dobrostan”?
– Że kanapka już została zabrana i trwa uzasadnianie tego haniebnego czynu.
Psycholog przerwał sesję po dwunastu minutach, wpisując:
pacjent posiada wysoką odporność na język wspierający.
Na koniec przyjechał mobilny punkt diagnostyczny.
Zaparkował pod blokiem o siódmej rano i obudził pół osiedla melodyjką:
Zdrowie to wybór, wybór to nawyk, nawyk to oszczędność.
Bogdan otworzył okno.
– Kto to napisał?!
Z pojazdu wysunęła się pielęgniarka.
– Dzień dobry! Pobranie krwi!
– Ja śpię!
– Sen odnotowany. Proszę kontynuować po pobraniu.
Po tygodniu Bogdan był najlepiej przebadanym człowiekiem w dzielnicy.
Miał wyniki w normie, parametry w normie, skany w normie, wydolność lekko obrażoną, ale akceptowalną, i jedną anomalię, której system nie potrafił rozgryźć:
pacjent konsekwentnie zgłasza pogorszenie samopoczucia po kontakcie z procedurą poprawy samopoczucia.
Doktor Żylak zwołał konsylium.
Przy stole zasiedli: internista, psychiatra, kardiolog, specjalistka od medycyny stylu życia, analityk płatności, przedstawiciel aplikacji zdrowotnej oraz prawnik przychodni, który był potrzebny na wypadek, gdyby pacjent okazał się zdrowy niezgodnie z regulaminem.
Bogdan siedział naprzeciwko nich w dresie wyjściowym.
– Panie Bogdanie – zaczął doktor Żylak – medycznie nie stwierdzamy choroby.
– Gratuluję.
– Dziękuję, ale system nadal nie uznaje pana za zdrowego.
– To komu gratulować?
– Nikomu.
Analityk płatności wstał.
– Problem polega na tym, że pacjent pozostaje w stanie zdrowia ujemnego.
– To brzmi ciekawie – powiedział Bogdan. – Czy ja mogę to mieć na piśmie?
– Zdrowie ujemne to stan, w którym pacjent nie choruje, ale generuje koszty charakterystyczne dla choroby.
– Czyli jestem zdrowy, ale nieopłacalnie.
– W uproszczeniu tak.
– Panie doktorze, ja całe życie czułem, że jestem w czymś pionierem.
Psychiatra odchrząknął.
– Być może mamy do czynienia z oporem wobec systemu zdrowotnego.
– A to choroba?
– Nie.
– To proszę nie leczyć.
Specjalistka od stylu życia nachyliła się z troską.
– Panie Bogdanie, może pan po prostu boi się bycia zdrowym?
Bogdan spojrzał na nią długo.
– Proszę pani, ja się nie boję bycia zdrowym. Ja się boję, że jak już mnie uznacie za zdrowego, to natychmiast zaczniecie mi mówić, jak mam żyć, żeby tego nie zepsuć.
W sali zapadła cisza.
Przedstawiciel aplikacji wpisał coś nerwowo.
System przez chwilę analizował wypowiedź, po czym wyświetlił:
WYKRYTO NOWĄ KATEGORIĘ:
LĘK PRZED NADMIAROWĄ TROSKĄ INSTYTUCJONALNĄ.
Doktor Żylak jęknął.
– Nie. Błagam.
Ale było za późno.
Nowa kategoria uruchomiła procedurę ogólnokrajową.
W ciągu doby sprawa Bogdana trafiła do Centralnego Instytutu Dobrostanu. W mediach pojawiły się nagłówki:
PIERWSZY PACJENT O ZDROWIU UJEMNYM
CZY MOŻNA BYĆ ZDROWYM W SPOSÓB SZKODLIWY DLA SYSTEMU?
LEKARZE APELUJĄ: NIE ZGŁASZAJCIE OBJAWÓW METAFORYCZNYCH
Bogdan został zaproszony do programu „Na Żywo o Życiu”.
Prowadząca spytała:
– Panie Bogdanie, czego pan właściwie oczekuje od lekarza?
Bogdan poprawił swój wyjściowy dres.
– Żeby leczył, kiedy jestem chory, i dał mi spokój, kiedy jestem zdrowy.
Publiczność milczała przez sekundę, bo zdanie było podejrzanie proste.
Prowadząca zmarszczyła brwi.
– Ale skąd lekarz ma wiedzieć, że pan jest zdrowy, jeśli nie będzie pana stale monitorował?
– A skąd straż pożarna wie, że dom się nie pali, skoro nie mieszka w mojej kuchni?
To zdanie obiegło kraj.
Lekarze byli oburzeni. Pacjenci zachwyceni. Ministerstwo powołało zespół do spraw porównań pożarniczo-medycznych.
Doktor Żylak, który przez sprawę Bogdana spadł w rankingu przychodni z miejsca trzeciego na czterdzieste ósme, przyszedł do niego wieczorem.
Bez jabłka.
Bez drona.
Bez aplikacji.
Po prostu zapukał.
Bogdan otworzył.
– Panie doktorze, jeśli przyszedł pan z kaszą, to mam świadków.
– Przyszedłem porozmawiać.
– Prywatnie czy rozliczeniowo?
– Już sam nie wiem.
Usiedli w kuchni. Lodówka próbowała się włączyć, ale Bogdan spojrzał na nią ostrzegawczo.
– Cicho, bo cię zresetuję do chłodziarki.
Lodówka zgasła.
Doktor Żylak wyglądał na zmęczonego.
– Wie pan, że przez pana nie dostaliśmy płatności za cały miesiąc?
– Wiem.
– Wie pan, że zarząd chce mnie przenieść do oddziału chorób sezonowych u dzieci?
– To źle?
– Hmm, w sumie i tak pewnie lepiej niż wstępna obróbka ciał w prosektorium.
– No widzi pan? Zawsze może być gorzej!
Bogdan nalał doktorowi herbaty.
– Panie doktorze, ja nie chciałem panu zaszkodzić.
– Wiem.
– Tylko pan mnie próbował wyleczyć z bycia człowiekiem.
Żylak milczał.
– Człowiek czasem zje pasztet. Czasem źle śpi. Czasem ma wątpliwość, której nie da się przypisać do brzucha, gardła ani kolana. Jak mu wtedy wysyłacie pięć ankiet, drona z wodą i panią od kaszy, to on nie robi się zdrowszy. On robi się oblężony.
Lekarz pokiwał głową.
– My naprawdę mieliśmy dobre intencje.
– Najgorsze rzeczy w historii zaczynały się od dobrych intencji i formularza.
– A co pan proponuje?
Bogdan zamyślił się.
– Płacić lekarzom za zdrowych pacjentów, dobrze. Niech będzie. Ale niech zdrowie nie oznacza, że pacjent ma cały czas udowadniać, że żyje zgodnie z instrukcją obsługi.
– Czyli?
– Czyli lekarz dostaje pieniądze, jeśli pacjent jest zdrowy i nie czuje się ścigany.
– Jak to zmierzyć?
Bogdan uśmiechnął się.
– Panie doktorze, państwo mierzyło już satysfakcję z chodzenia po schodach, moralność drugiego śniadania i patriotyzm lokalnego ogórka. Zmierzycie i święty spokój.
Doktor Żylak po raz pierwszy od tygodni roześmiał się normalnie.
Następnego dnia zgłosił do ministerstwa poprawkę.
Nazwano ją roboczo:
Wskaźnik Nieosaczającej Opieki Zdrowotnej
Po konsultacjach międzyresortowych skrócono do:
WNOZ
Po protestach pacjentów, którzy twierdzili, że brzmi jak nazwa choroby racic, przyjęto nazwę:
Wskaźnik Świętego Spokoju
Zasada była jasna: przychodnia otrzymywała pełną płatność tylko wtedy, gdy pacjent pozostawał zdrowy oraz nie zgłaszał poczucia bycia nadmiernie monitorowanym, pouczanym, poganianym, zawstydzanym, dietetycznie szantażowanym ani śledzonym przez personel z jabłkiem.
W kraju zawrzało.
Aplikacje musiały ograniczyć komunikaty.
Drony profilaktyczne wycofano z balkonów.
W windach zniesiono automatyczne przypomnienia o schodach.
Lekarzom zakazano wyskakiwania zza żywopłotów, z wyjątkiem sytuacji ratowania życia lub udziału w zatwierdzonym happeningu edukacyjnym.
Na ekranach przychodni pojawił się nowy plakat:
DOBRY LEKARZ WIE, KIEDY POMÓC.
BARDZO DOBRY WIE, KIEDY NIE PRZESZKADZAĆ.
Bogdan został poproszony o udział w pilotażu jako konsultant społeczny.
Formalna nazwa funkcji brzmiała:
Zewnętrzny audytor odczucia nadmiarowości opieki
Bogdan zaprotestował.
– Nie będę audytorem odczucia. Brzmi jak ktoś, kto dotyka ankiet.
Po trzech dniach negocjacji wpisano:
Konsultant do spraw świętego spokoju pacjenta
To zaakceptował.
Pierwszego dnia pracy dostał identyfikator, biurko i dostęp do panelu zgłoszeń.
Nie zdążył usiąść, gdy system wyświetlił pierwszą sprawę:
Pacjent skarży się, że lekarz przysłał mu sms-a:
„Widzę, że kupił pan lody. Porozmawiajmy”.
Bogdan wpisał decyzję:
Naruszenie świętego spokoju.
Lody nie są wezwaniem do debaty.
Druga sprawa:
Pacjentka otrzymała od aplikacji komunikat:
„Pani tętno sugeruje emocje. Czy są one produktywne?”
Bogdan wpisał:
Zakazać. Emocje nie muszą mieć biznesplanu.
Trzecia sprawa:
Lekarz rodzinny pojawił się na weselu pacjenta, aby kontrolować spożycie tłuszczów.
Bogdan zastanowił się.
– A był zaproszony? – spytał.
System odpowiedział:
Nie.
Bogdan wpisał:
Naruszenie ciężkie. Lekarz na weselu bez zaproszenia może leczyć wyłącznie, jeśli ktoś mdleje, a nie jeśli ktoś bierze dokładkę.
Pod koniec miesiąca doktor Żylak odzyskał płatność. Przychodnia „VitaSaldo” wróciła do pierwszej dziesiątki rankingu, choć musiała zmienić hasło reklamowe.
Nowe brzmiało:
Dbamy o zdrowie.
Nie zaglądamy do kanapki bez powodu.
Bogdan uznał to za cywilizacyjny postęp.
Pewnego ranka znów otworzył lodówkę.
– Dzień dobry, Bogdanie – powiedziała ostrożnie. – Czy mogę zasugerować śniadanie?
– Możesz.
– Jajecznica?
– Może być.
– Z warzywami?
Bogdan spojrzał na nią.
– Uważaj.
– Przepraszam. Z możliwością warzyw.
– Lepiej.
Lodówka chwilę milczała.
– Czy czuje się pan zdrowy?
Bogdan wyjął jajka, masło i kawałek kiełbasy, która w nowym systemie opisywana była jako „wyrób mięsny wymagający dojrzałości obywatelskiej”.
– Czuję się wystarczająco.
– Czy mam to zgłosić doktorowi Żylakowi?
Bogdan zastanowił się.
– Nie. Niech się chłop dziś wyśpi.
Lodówka zapisała:
PACJENT ZDROWY.
LEKARZ NIEOSACZAJĄCY.
ŚWIĘTY SPOKÓJ ZACHOWANY.
A potem, już ciszej, jakby sama była z siebie dumna, dodała:
– Smacznego.
Bogdan spojrzał na patelnię.
– Noooo. I to jest medycyna!
To się może zdarzyć przy okazji kolejnej reformy opieki zdrowotnej. To co piszesz na początku mógłby bez problemu powiedzieć polityk w TV.
Świetny tekst. Pozdrawiam!
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam:)
LL
Świetne. Przeczytałem z przyjemnością, naruszając kolejkę, bo początek wciągnął, Nie szukałem baboli, Lubię taki absurd z humorem. IMO tekst powinien trafić do Biblioteki. Klik. :D
Dziękuję za komentarz, cieszę się, że Ci się podobało:)
LL
Fajne. Pod płaszczykiem lekkiej błazenady mądry tekst. Taki trochę od Stańczyka.
Lesnylutek
Dobrze napisane opowiadanie, w klimacie absurdu, utrzymanym do samego końca. Zastanawiam się, dlaczego wrzucasz kolejne zdania w nowe akapity. Szatkujesz tekst wizualnie i wydłużasz w pionie. Oczywiście można w ten sposób, tylko po co :-) Gdy akcja jest wartka ma to uzasadnienie, ale w innym przypadku nie widzę potrzeby.
Poza tym podobał mi się żart i lekkość pióra, dobry warsztat.
Klik!
Pozdrawiam
SPW – dziękuję i pozdrawiam:) Towarzystwo Stańczyka nobilituje, dziękuję!
Hesket – Dziękuję za komentarz:) Te nowe akapity i szatkowanie tekstu mają właśnie – w moim skromnym i być może nietrafnym założeniu – narzucać szybkie tempo przyswajania historyjki. Gdy wzrok podczas czytania nie biegnie przez cały wiersz, tylko przeskakuje w dół – przyspiesza. Dodatkowo tworzy to wizualny bigos i podkreśla absurd sytuacyjny. Tyle założenia:) Czy działa, to już pozostawiam Szanownym Czytelnikom:) Pozdrawia:)
LL
Bogdan Bąk staje się moim ulubionym bohaterem Twoich opowiadań, albowiem zadziwiająco dobrze umie znaleźć się w osobliwej rzeczywistości Republiki Zdrowego Rozsądku, a nawet zdołał obłaskawił lodówkę, że o zmianach w służbie zdrowia nie wspomnę. ;)
Mam nadzieję, że poprawisz usterki, bo chciałabym zgłosić opowiadanie do Biblioteki.
– Dzień dobry, Bogdanie. Przypominam, że od dziś Twoja opieka zdrowotna… → – Dzień dobry, Bogdanie. Przypominam, że od dziś twoja opieka zdrowotna…
Zaimki piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie, a lodówka nie pisze Bogdana, ona mówi.
– Dopóki pozostajesz zdrowy, Twój lekarz… -> – Dopóki pozostajesz zdrowy, twój lekarz…
– Czyli po ludzku?. → Zbędna kropka po pytajniku. Po pytajniku nie stawia się kropki.
Bogdan skinął z uznaniem. → Czym skinął Bogdan?
A może: Bogdan z uznaniem skinął/pokiwał głową.
Doktor Żylak wstał.. → Jeśli zdanie miała kończyć kropka, jest o jedną kropkę za dużo, a jeśli wielokropek, brakuje jednej kropki.
– Ok, ok. Z pasztetem. → – Okej, okej. Z pasztetem.
Nie używamy skrótów, zwłaszcza w dialogach.
– No widzi Pan? Zawsze może być gorzej! → – No widzi pan? Zawsze może być gorzej!
Zwroty grzecznościowe piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.
Pacjent skarży się, że lekarz przysłał mu SMS: → Pacjent skarży się, że lekarz przysłał mu SMS-a:
„Widzę, że kupił pan lody. Porozmawiajmy.” → „Widzę, że kupił pan lody. Porozmawiajmy”.
Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Bogdan Bąk melduje bohaterskie uporanie się ze zmasowanym atakiem literówek i innych baboli systemowo – językowych! Ku chwale literatury (nie)wielkiej! ;) Dziękuję za poprawki, ewidentne zaćmienie mózgu, bo wyjątkowo dużo śmietnika tym razem zostawiłem w tekście przed publikacją:/
p.s. wiewiórki donoszą, że Bogdan Bąk miał niedawno mały zatarg zakupowo – prawny w sklepiku osiedlowym i znów będzie dzielnie walczył z systemem;)
Pozdrawiam:)
LL
Lesnylutku, Twoje zwierzenie napawa mnie niekłamaną radością, cieszę się też, że mogłam się przydać i tak uskrzydlona pędzę do klikarni. ;)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Ja również nie ukrywam, że mnie to cieszy i z tym większym zapałem towarzyszę Bąkowi w zwalczaniu kolejnych absurdów Systemu:)
LL
Mam przeczucie graniczące z pewnością, że to będzie bardzo udane przedsięwzięcie. ;)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.