- Opowiadanie: Ramshiri - Odzyskam cię

Odzyskam cię

Cześć, dziękuję, że tu jesteś!

Ten tekst nie należy do wesołych. To jest coś zupełnie innego z mojej strony niż dotychczas.

Ojcostwo, rodzina, tragedia.

 

Dziękuję serdecznie betującym!

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

MichaelBullfinch

Oceny

Odzyskam cię

Śpię w dzień, w nocy obserwuję ścianę. Zanim stwierdzisz, że zwariowałem, przeczytaj to do końca.

Zacznę od samego początku. Od momentu, gdy dowiedziałem się o ciąży. Joasię poznałem na domówce u znajomych. Niewiele pamiętam z imprezy, ale między nami od razu zaiskrzyło. Skłamałbym, mówiąc, że zawsze chciałem być ojcem. Nie mogłem ogarnąć własnego życia, a miałbym zająć się dziewczyną i krzyczącym niemowlakiem? Spakowałem się więc i wyjechałem jeszcze przed narodzinami małej. Zostawiłem je.

Wróciłem zaraz po porodzie. Ostro mi się oberwało od Asi. Dopiero kilka miesięcy później ochłonęła – kiedy włożyłem jej pierścionek na palec. Zabrałem świeżo upieczoną narzeczoną od teściów i zaczęliśmy nowy rozdział w małym, wynajmowanym mieszkaniu. Czy dobrze zrobiłem, wracając?

Cholerne gdybanie.

Cieszyła mnie każda chwila spędzona z tym szkrabem. Wspólne pieczenie naleśników, herbata pita z pustych filiżanek i wypady na lody miętowe, o których jej matka nie musiała wiedzieć. Tak, zaangażowałem się dopiero wtedy, gdy Madzia zaczęła mówić. Obowiązki związane z niemowlakiem przerażały mnie, więc poczekałem, aż Asia ją trochę odchowa.

W moim sercu było miejsce tylko dla jednej kobiety i była nią Madzia.

Zostawiłbym ją jednak. Wyprowadziłbym się tego samego dnia, gdyby mogło to coś zmienić.

Żadnych gofrów, noszenia na barana, obserwowania uśmiechu małej i jej słodkiego seplenienia. Zrezygnowałbym z tego wszystkiego, aby tylko zachować jej przyszłość. Byłbym nieobecnym, znienawidzonym ojcem, ale dzięki temu ona wciąż by…

Nie pozostało mi nic innego, jak przejść przez te cholerne drzwi.

 

 

 

Wszystko posypało się tuż po czwartych urodzinach małej, choć psuło się już wcześniej. Zacementowaliśmy związek z Asią hipoteką, ale to nie poprawiło sytuacji. Ciężko jest zbudować cokolwiek z osobą, która z charakteru najpierw wydaje się ułożona, a później przypierdziela do wszystkiego, co robisz. Nie wyrzuciłeś skarpetek, źle porozkładałeś pranie, zapomniałeś o urodzinach, a na koniec – śmierdzi ci z pyska i ciężko z tobą wytrzymać. Już na tym etapie coraz więcej czasu spędzała u kochanej mamusi. Chwała Bogu!

Felerne urodziny zorganizowaliśmy w klimacie Bahamów. Salon zamieniliśmy w tropikalną wyspę, a za stołem dla mojego słodziaka zamontowałem dwie ogromne palmy. Na okna wleciały zasłony z wylegującymi się na piasku misiami w okularach przeciwsłonecznych. Moja kochana żonka przyjechała na gotowe, ale przywiozła kilka wielkich roślin od koleżanek. Nie wiem, co to były za krzaki. Muszę przyznać, dopełniły klimatu.

W trakcie imprezy obyło się bez kłótni między nami. Dzieci z przedszkola jeszcze przez długi czas opowiadałyby o tym spotkaniu, ale życie miało inne plany.

Joasia rozwoziła rośliny do właścicieli. Młoda błagała mnie, żebym nadmuchał wielką ogrodową palmę od Marysi. Ja natomiast miałem potworny ból głowy i plan na odpoczynek. Dałem córeczce naklejki z egzotycznymi zwierzętami i poprosiłem, żeby poszła bawić się na górze.

Tak, wypiłem piwo.

Moja wielce szanowna żona lubiła później opowiadać, że jej nic niewart mąż spuścił córeczkę z oka tylko na moment:

– … tylko na jedno piwo.

Rozniosło się, że jestem pijakiem.

 

 

Bardzo szybko zrozumiałem, że coś musiało się wydarzyć. Krzyki dziecka oznaczają, że wszystko jest w porządku.

Cisza mnie zaniepokoiła.

Popędziłem schodami na górę, prawie się przewróciłem. Pokój Madzi był pusty. Gabinet, łazienka, sypialnia dla gości – wszędzie pusto. Odetchnąłem z ulgą dopiero wtedy, gdy zobaczyłem naklejki ze zwierzętami w mojej sypialni – już wtedy spaliśmy z Joasią osobno. Skoro są zabawki, to i dziecko jest niedaleko, prawda?

Jednak szybko strach o małą przekułem we wściekłość. Jednej naklejki brakowało. Jak nic, zaczęła oklejać moją komodę albo, co gorsza, szafę z lustrzanymi drzwiami. Jak mogłem o tym wcześniej nie pomyśleć? Wysłać czteroletnie dziecko z naklejkami, żeby bawiło się samo. No nic, nie pomyślałem!

– Co robisz?! – warknąłem, przeciskając się przez drzwi.

Dopiero wtedy zauważyłem, że wciąż ściskam w dłoni to cholerne piwo. Od tamtego czasu nie wypiłem ani kropli alkoholu – wbrew temu, co mówi o mnie była.

Stałem tam dobrą chwilę, próbując dostrzec córeczkę. Nie było jej ani tu, ani w garderobie.

Gniew zamienił się w panikę – nawoływałem bez końca:

– Madzia! Córciu! Gdzie jesteś?

Kolejne pokoje otwierałem wściekłym kopniakiem. Piwo wylałem sobie na koszulkę, ale wtedy nawet tego nie zauważyłem. Musiałem ją znaleźć! Przeszukałem trzy razy cały dom. Dopiero po pół godziny zobaczył mnie sąsiad i zaangażował w poszukiwania. Oczywiście znalazł się ktoś, kto zadzwonił do Asi i powiedział jej o wszystkim. Wtedy jeszcze panowałem nad sytuacją.

Poszukiwania nabrały rozpędu, przyjechała policja, ale mnie nie zastali. Biegałem po okolicy, szukając małej. Czy jakikolwiek ojciec postąpiłby inaczej, traciłby czas na posterunkowego?

Dopiero następnego dnia pojawiłem się na przesłuchaniu. Policjanci patrzyli na mnie tak, jakby odpowiedź była oczywista.

Łatka pijaka przyklejona – ciekawe, kto mógł im podsunąć taki pomysł?

Mijały tygodnie. Rozwieszaliśmy zdjęcia małej na słupach, roznosiliśmy po restauracjach, pytaliśmy o nią ludzi na ulicach. Gazety pisały o zaginięciu. Joasia organizowała swoje poszukiwania, a ja swoje.

I nic. Mijały miesiące, a mnie zaczęło odbijać.

Asia wróciła do mamusi, a dom wystawiliśmy na sprzedaż, żeby spłacić kredyt. Cement nie okazał się wiążący.

 

 

Jak dotąd wszystko jest dla ciebie jasne? Mam nadzieję, że tak, bo dalej zaczyna być dziwnie.

Zastanów się, jak czteroletnie dziecko może zniknąć z domu, przy zamkniętych drzwiach i oknach. Nie mogła ich otworzyć – zamontowałem w nich zabezpieczenia. Mała musiałaby otworzyć okno, wyjść, zamknąć je za sobą od zewnątrz – co jest niemożliwe. Potem i tak nie dałaby rady sama opuścić podwórka.

Oczywiście powiedziałem o tym wszystkim policji, byłem na komendzie kilka razy. Co oni na to?

– Ma pan absolutną rację. Niemożliwe, żeby dziecko same uciekło. – Zazwyczaj w tym momencie spoglądali na mnie znacząco. – Gdybyśmy tylko mieli dowody, to winny siedziałby za kratami.

Podejrzewali porwanie. Zrobił to ojciec, ktoś inny z rodziny, a może nieznajomy? Obstawiali ojca, ale chyba było im to obojętne.

Mówię ci, to te drzwi!

Tkwiłem w sypialni godzinami, zastanawiając się, gdzie też moja słodka córeczka mogła pójść. Siedziałem na skraju łóżka i patrzyłem raz na okno, raz na ścianę z dwojgiem drzwi. Jedne prowadzą na korytarz, drugie do garderoby, która stała pusta, odkąd Joasia mnie zostawiła.

Po miesiącu gapienia się w ścianę wreszcie coś się wydarzyło.

Gdy wstałem do łazienki, poczułem, że robi mi się duszno. Cofnąłem się odruchowo, zamroczony nieco alkoholem, potknąłem i runąłem na łóżko.

Dobra, kłamałem. Dopiero od tego momentu przestałem pić.

To, co zobaczyłem, było jednak prawdziwe. Przeraziło mnie, mimo że samo w sobie nie było niczym strasznym. Jednak mówię ci, zupełnie jakby ktoś nagle pokazał mi fragment świata, którego nie powinienem zobaczyć.

Zapaliłem światło. Zniknęło.

Na ścianie przed sobą widziałem dwoje drzwi: po lewej prowadziły na korytarz, po prawej do garderoby. Dzieliło je najwyżej trzydzieści centymetrów białej ściany. 

A jednak chwilę wcześniej stały tam jeszcze jedne drzwi. Trzecie.

 

 

Od tamtego czasu widziałem je jeszcze kilka razy – tylko mignięcie. W głowie ciągle krąży mi pytanie: czy Madzia też je widziała?

Śpię w dzień, w nocy obserwuję ścianę. Możesz nazywać to obsesją, chorobą psychiczną – na tym etapie jest mi to obojętne.

Rzuciłem pracę i skutecznie sabotowałem sprzedaż domu. Bałagan w środku, zamykanie zainteresowanym drzwi tuż przed nosem i wydzieranie się na nich. Asia przyjechała zapytać, dlaczego utrudniam jej życie. Odrzekłem jedynie, że odzyskam naszą córeczkę.

– Znów piłeś? – rzuciła.

Nic nie odpowiedziałem.

Postanowiłem odzyskać córkę.

 

 

Na początku wzrok mi się rozmywał, głowa świdrowała z bólu, zupełnie jakby organizm ostrzegał, że nie tam powinienem szukać odpowiedzi. Dopiero po tygodniu na bezrobociu dostrzegłem kilka detali. Drzwi były drewniane, zwykłe, takie same jak wszystkie inne, szerokie na około siedemdziesiąt centymetrów. Na nich, tuż przy samej podłodze, widniała naklejka z czerwoną papugą przykładającą skrzydło do czoła, jakby salutowała.

To ta brakująca naklejka. Moja słodka córeczka musiała widzieć te drzwi!

Sam nie wiem, po co zacząłem to spisywać. Może psycholog kazał? Nie pamiętam. Teraz przynajmniej wiem, do kogo to kieruję.

Długo zastanawiałem się, czy mi palma nie odbiła – Madzia uwielbiała ten żarcik.

Ale do rzeczy – jak widzę to przejście, portal, czy cholera wie co – zawsze ogarnia mnie strach. Tak, strach. Gdybyś zobaczyła to na własne oczy, to byś mi uwierzyła! Nie miałabyś wyboru.

Tak sobie myślę – może to jakiś cholerny test?

Pokonaj siebie, bądź lepszym, udowodnij, że jesteś wart… czego? Wart wychowywania dziecka? Posiadania żony, która kochała cię mimo twoich wyskoków? 

Opiekowałaś się dzieckiem i zapijaczonym mężem. Rano pieluszki, wieczorem wymiociny z dywanu.

Spieprzyłem. O Boże, tak spieprzyłem.

Siedzenie i patrzenie w ścianę to jedyna terapia, jaka mi została.

W dniu, w którym zniknęła Madzia, ledwo co się wtoczyłem po schodach. Nie było mnie, gdy przyjechała policja, bałem się, że zobaczą, do jakiego stanu się doprowadziłem. Nie tylko wyglądałem na winnego – byłem winny.

Przejdę przez te drzwi. Zdam test i przyprowadzę córeczkę z powrotem do domu. Teraz jestem czysty. Tym razem naprawdę.

Dlaczego ci o tym mówię? Jeżeli drzwi nie będą chciały jej wypuścić, będę błagał, żeby zamienić się z Madzią miejscami.

Jest już wieczór, zaraz gaszę światło. Siedzę na brzegu łóżka, dokładnie tak jak wtedy, gdy zobaczyłem je po raz pierwszy. Dziś strach nie wygra.

Jeżeli to czytasz, Asiu, to znaczy, że nie udało mi się wrócić. Mam nadzieję, że nasza córeczka jest już w domu.

Przepraszam za ból, który ci sprawiłem. Kocham cię, potrzebowałem tylko czasu, aby to zrozumieć.

Koniec

Komentarze

Faktycznie niewesoły tekst. I piękny. Wciągający. Gratulacje.

 

Pozdrawiam serdecznie.

 

P.S. Mam nadzieję, że nie powstał na autentycznych wydarzeniach

Hej, Teo Max

Ekspresowo czytasz :o Dopiero co opublikowałem.

Dziękuję za miłe słowa, ciszą mnie bardzo.

 

P.S. Nic mi o tym nie wiadomo ;)

Siedzę nad tekstem, poleruję – patrzę, wrzuciłeś coś :) zrobiłam sobie przerwę, i nie żałuję :)

 

Pozdrawiam :)

Pobetowo:

Tekst jest piekielnie smutny na wielu płaszczyznach, a warstwa psychologiczna robi wrażenie. Przez większość tekstu nic wielkiego się nie dzieje, a jednak czyta się płynnie, potrafiłem się nawet wciągnąć od nowa, jak przeczytałem po czasie. Ale uderza najmocniej dopiero w końcówce, kiedy dowiadujemy się, że bohater kłamie. Genialne zdanie, że kłamał, że od teraz nie pije. Ale powiedziane tak lekko, jakby nie przywiązywał do tego wagi. Jakby nie widział w tym dalej problemu.

Ten lekki chaos w historii, wtrącanie z pozoru nieważnych uwag, jak to jaki żarcik lubi Madzia, czy, że chciała dmuchaną palmę – to tak dobrze pokazuje jego stan psychiczny i daje wrażenie rozmowy terapeutycznej, gdzie takie fakty z życia się przemyca, jednak zaraz wracając do wątku głównego. Tak jak mówiłem na becie, poświęciłeś troszkę poprawności, żeby wprowadzić troszkę chaosu – ale moim zdaniem naturalność w tym konkretnym tekście drastycznie rośnie. Ja to kupuję.

Jak pisałem wcześniej, jedyne na ten moment co mi nie gra, to od kiedy pisze, a kiedy mówi (sam do siebie, ewentualnie do terapeuty). Wydaje mi się, że ciągle pisze, a na końcu dopiero zdaje sobie sprawę do kogo, więc pasowałyby te kłamstwa stopniowo przechodzące w prawdę. Jak teraz o tym myślę, to może nawet to jest spoko.

Bardzo dobry tekst.

Dzięki za zaufanie na becie, pozdro!

You cannot petition the Lord with prayer!

Bardzo dobry tekst. 

Niezwykle podoba mi się konstrukcja narratora – świetnie podany jest ten okołonarcystyczny sposób opowiadania o sobie i bliskich, stawiający się w dobrym świetle i obwiniający innych o wszystko. Dopełniony przyznaniem, że w sumie to nas okłamał, bo jeszcze nie rzucił piwa, choć się zarzekał. Jestem pod wrażeniem.

Klik.

 

Teo Max

zrobiłam sobie przerwę, i nie żałuję :)

Dziękuję, najbardziej cieszy mnie ostatnia część tego zdania ;)

 

Hej, MichaelBullfinch

Dziękuję teraz za wyczerpujący komentarz oraz za komentarze podczas bety. Twoja obecność dużo zmieniła w tym tekście na plus. Polecam tego allegrowicza ;)

 

Ale uderza najmocniej dopiero w końcówce, kiedy dowiadujemy się, że bohater kłamie.

W ramach ciekawostki: plan na opowiadanie był inny, ale jak to zwykle bywa, coś pojawia się podczas pierwszych poprawek i zmienia zupełnie wydźwięk tekstu… z czego jestem bardzo zadowolony.

 

Jak pisałem wcześniej, jedyne na ten moment co mi nie gra, to od kiedy pisze, a kiedy mówi (sam do siebie, ewentualnie do terapeuty). Wydaje mi się, że ciągle pisze, a na końcu dopiero zdaje sobie sprawę do kogo, więc pasowałyby te kłamstwa stopniowo przechodzące w prawdę. Jak teraz o tym myślę, to może nawet to jest spoko.

Nad tym pewnie będę się jeszcze zastanawiał przez jakiś czas. Podczas bety przesunąłem ten moment uświadomienia sobie. Może to wpisuje się pozytywnie w ogólny chaos tekstu… sam nie wiem ;)

Dzięki za zaufanie na becie, pozdro!

To ja dziękuję ;) Pozdro!

 

Hej, barniusz

Miło mi bardzo, cieszę się, że tekst przypadł Ci do gustu. Jak czytam Twój komentarz, to tym bardziej podoba mi się ten bohater i cieszę się z tego, w jakim kierunku poszedł ten tekst.

 

Jeszcze raz dziękuję za przeczytanie, miłe słowa i za klik ;)

To jest ekstra. Przejmująco i niepokojąco. Nie powiem, że miło się czyta, ale… nie można przestać przed doczytaniem do końca. Do Biblioteki nominować jeszcze nie mogę, ale mam nadzieję że i tak znajdzie się w Bibliotece. Pozdrawiam!

Hej, Grzesiek_W

Łał… dziękuję serdecznie. Wydawało mi się, że tekst jest chyba-dobry, ale zaskakuje mnie ilość pozytywnych komentarzy. Cieszę się bardzo, że tak dobrze Ci się czytało :)

Nie powiem, że miło się czyta…

Hehe :P

 

Do Biblioteki nominować jeszcze nie mogę, ale

Gwiazdki są dla mnie również mega motywacją, a Ty mi dałeś maksymalną ich ilość – dziękuję serdecznie i pozdrawiam :)

Zapomniałam Cię zagwiazdkować :) tekst zasługuje na szóstkę :) gwiazdkuję :))

 

Pozdrawiam :)

Dziękuję! Miło mi bardzo! Pozdrawiam :)

Cześć! Ramshiri

Bardzo zgrabnie napisany tekst. :)

 

Najbardziej kupiły mnie emocje – przez całe opowiadanie czuć smutek, poczucie winy i rozpacz ojca. Wg. mnie, to właśnie one niosły tę historię, a nie sam motyw fantastyczny. Uwielbiam takie depresyjne klimaty. Może za dużo naczytałem się pana Hłasko, albo Bukowskiego?

Podobało mi się też, że narrator nie wybiela się. Najpierw poznajemy go jako człowieka pełnego wad, a dopiero z czasem zaczyna się z nich rozliczać. Szczególnie zapadł mi w pamięć moment, kiedy przyznaje się do wcześniejszego kłamstwa. Dzięki temu stał się dla mnie wiarygodny.

Warsztatowo również bardzo dobrze(pozazdrościć ;)). Tekst czyta się płynnie, dialogi brzmią naturalnie, a narracja jest ciekawa.

Końcówka zostawiła mnie z przyjemnym niedosytem. Nie przez sam motyw drzwi, ale przez emocjonalne domknięcie historii.

Dzięki za dobrą lekturę!

Cześć :)

Mam mieszane uczucia, ale wobec samej siebie. Kiedy z tekstu zaczęło wynikać, że to dziecku stanie się jakaś krzywda, chciałam przerwać czytanie. Mam galante jaja, ale na cierpienie dzieci jestem szczególnie wrażliwa. Niemniej czytałam dalej, a potem czułam niedosyt, że najgorszy scenariusz z mojej głowy się nie ziścił. I weź tu bądź mądry.

W każdym razie dobrze opisałeś rozterki bohatera, a chaos – zamierzony czy nie – jest jak najbardziej na miejscu. Czuć zdecydowanie poczucie winy, a jednocześnie w tym widać ogromny narcyzm. Bo to jest charakterystyczne dla uzależnionych – “może i spieprzyłem, ale zobaczcie, jaki jestem smutny, samotny i biedny”. Trudno mi uwierzyć, że gość tak naprawdę kocha żonę i rozumie, jaki ból spowodował. Ukryte drzwi są jak symbol jego tchórzostwa. Nakręcam się już :)

Gratuluję udanego tekstu. Wcale nie jest taki smutny, jak zapowiadałeś :)

Właśnie o takie teksty nic nie robiłem.

 

Narrator wiarygodny w swej niewiarygodności – pięknie odmalowany obraz psyche osoby uzależnionej – w jakże krótkim tekście.

Fajne są te sygnały, które od początku rozsiewasz (to się chyba foreshadowing nazywa czy jakoś tak?) – jak budujesz to, w co jeszcze nie dowierzamy. Cóż, przyznam się, że spodziewałem się, że to zmierza do czegoś dużo bardziej drastycznego (choć jest na tyle niedopowiedziane, że to drastyczne można sobie wciąż dopowiadać).

Dobrze odrobiona lekcja z psychologii. Ogólnie – utwór na poziomie, chciałbym tu więcej takich. Klikam.

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Cześć 

Przejmujący tekst. Widzę tutaj świetne oddanie charakterystyki postaci. Socjopatyczny bohater z lekkością okłamuje, przez całość historii czuć, że ma w nosie wszystkich. Myślałem, że pójdziesz bardziej w stronę wątku z drzwiami, ale widzę, że były tylko pretekstem do pokazania obsesji. 

Klik! 

Pozdrawiam 

Nowa Fantastyka