- Opowiadanie: CZARNA2 - 364 dni Belzebuba - Dzień 64

364 dni Belzebuba - Dzień 64

Bel­ze­bub po­wra­ca, w we­sel­szym wy­da­niu. Po­ja­wia się JEDNO prze­kleń­stwo, cał­ko­wi­cie uza­sad­nio­ne.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

Użytkownicy

Oceny

364 dni Belzebuba - Dzień 64

 

 

Mrocz­ny sen Bel­ze­bu­ba za­kłó­ci­ły krzy­ki z dru­giej stro­ny ulicy. Le­ni­wie otwo­rzył oczy i spoj­rzał w tam­tym kie­run­ku. Ziew­nął, pod­niósł czar­ny łebek, a potem usiadł nie do­wie­rza­jąc.

Są­siad prze­szedł przez ogro­dze­nie, by wsa­dzić łysą głowę w tuje i zaraz ją wy­cią­gnął. Zro­bił może kilka kro­ków i czyn­ność po­wtó­rzył wy­krzy­ku­jąc do kogoś po dru­giej stro­nie gęsto sple­cio­nych pną­czy.

Kocur wsko­czył na drew­nia­ny stół i do­pie­ro z jego wy­so­ko­ści zo­ba­czył panią Agatę czoł­ga­ją­cą się po ziemi, w tym samym kie­run­ku co męż­czy­zna.

Z da­le­ka do­bie­ga­ła do Bel­ze­bu­ba roz­mo­wa.

– Wi­dzisz?!

– Nie!

– Jak nie wi­dzisz, jak jest przed tobą! Patrz się kurwa, uważ­niej!

– Prze­cież pa­trzę!

Bel­ze­bub po­krę­cił głową z nie­do­wie­rza­niem, wi­dząc jak mała Ma­ry­sia targa za sobą miśka za ucho, cała za­pła­ka­na. Z jej pła­czu wy­ło­wił tylko:

– Moja Kry­sia.

– A to mnie na­zy­wa­ją wa­ria­tem – mruk­nął, przy­my­ka­jąc oczy.

Nie dane mu było za­snąć. Po­de­rwał się na dźwięk trza­ska­ją­cych ga­łę­zi i prze­kleństw.

Są­siad wpadł w tuje.

Do góry uniósł się srebr­ny kurz, a w dół po­sy­pa­ły klesz­cze.

– Łap ją!

– Nie widzę! – od­krzyk­nę­ła ko­bie­ta.

– Przed tobą!

– Nie widzę!

Bel­ze­bub ob­ró­cił się na bok, wy­gła­dził fu­ter­ko na brzu­chu, roz­pro­sto­wał nogi i przy­glą­dał się jak męż­czy­zna ska­cze z wście­kło­ści, przed tu­ja­mi i rzuca czap­kę o zie­mię.

Ma­ry­sia wyła wnie­bo­gło­sy.

Po chwi­li, kiedy emo­cje opa­dły jak ga­łąz­ki z tui, cały pro­ce­der się po­wtó­rzył.

Bel­ze­bub prze­cią­gnął się i ru­szył w kie­run­ku siat­ki. Prze­ci­snął się przez dziu­rę i chył­kiem prze­biegł na drugą stro­nę ulicy. Nie żeby był cie­ka­wy co się dzie­je, ale po pro­stu szedł na spa­cer w tam­tym kie­run­ku.

Wci­snął się w tuje. Było ciem­no, ze­schnię­te li­ście sze­le­ści­ły pod łap­ka­mi. Drze­wa od środ­ka, wy­glą­da­ły na mar­twe, nie li­cząc oczy­wi­ście pa­ją­ków bacz­nie ob­ser­wu­ją­cych ko­cu­ra.

Czar­no-ru­dą kulkę wy­pa­trzył pod jedną z gru­bych ga­łę­zi. Sie­dzia­ła tam i cała się trzę­sła.

– Kry­sty­na? – za­py­tał cicho kot, żeby nie prze­stra­szyć świn­ki mor­skiej. Wy­stra­szo­ne zwie­rząt­ko łyp­nę­ło na niego pa­cior­ko­wa­tym okiem. – Je­stem Bel­ze­bub, ksią­żę pie­kieł – przed­sta­wił się.

Kawia do­mo­wa spoj­rza­ła na niego, a mimo stra­chu na pyszcz­ku miała per­ma­nent­ny uśmiech.

– Pip, pip – pi­snę­ła świn­ka.

– Ca­ry­ca Ka­ta­rzy­na – mruk­nął Bel­ze­bub. – Zna­lem jedną. Strasz­na wa­riat­ka. Co tu ro­bisz?

– Pi, pi.

– Ale nie mo­żesz tu zo­stać, bo w nocy bę­dzie zimno. Poza tym szu­ka­ją cię. Mogę cię do nich wy­nieść.

– Pip, pi.

– A sły­sza­łaś o tym po­wie­dze­niu: Je­steś tym co jesz. Nie chciał­bym być świn­ką, w końcu je­stem księ­ciem pie­kieł. – De­li­kat­nie wziął Ka­ta­rzy­nę w ząbki i wy­niósł poza tuje, na ogró­dek.

– Mamo! – Wrzask nie­mal ogłu­szył Bel­ze­bu­ba. – Ko­te­cek, chce zjeść Kry­się.

Ko­bie­ta ze­rwa­ła się i w kilku dłu­gich su­sach do­pa­dła Bel­ze­bu­ba, który z wra­że­nia upu­ścił zwie­rząt­ko. Świn­ka za­czę­ła ucie­kać, tak jak i Bel­ze­bub. Agata szczu­pa­kiem zła­pa­ła świn­kę w rękę, ry­cząc kiedy ostre ząbki wbiły się w palec. Bel­ze­bub zro­bił unik przed le­cą­cym zza tuj gu­mia­kiem. Nie cze­ka­jąc na dal­szy roz­wój wy­pad­ków, kocur po­szedł w długą. Prze­czoł­gał się pod siat­ką i padł obok Bal­bi­ny.

– Lu­dzie to nie­wdzięcz­ni­cy. Dia­beł przy­no­si im świ­nie, a oni w niego gu­mia­kiem.

Pies wes­tchnął i po­li­zał Bel­ze­bu­ba po czole.

– Ty to ro­zu­miesz? – za­py­tał Bal­bi­nę. Ta wes­tchnę­ła i za­mknę­ła oczy.

 

Koniec

Komentarze

Sąsiad wpadł w tuje.

Znałem takiego… A raczej – znał kolega, który mi to opowiadał. Delikwent, postanowił przy dróżce prowadzącej do drzwi jego posesji przyciąć tuje. Jak wiadomo, osiągają spore rozmiary, a te akurat były już dośc wiekowe. Dróżka też zrobiona była z płyt chodnikowych – a jakże – z PRL, które chyba projektowano z zasady, żeby było krzywe i też krzywo jest specjalnie układano (wówczas podkład robiono na odpieprz się). No i tak przycinał te tuje na taborecie, że wziął, spadł, walnał głową i rozbił głowę. Opatrzył sobie głowę no i potem upadł zmarł.

Krwiak i po chłopie.

 

Taka smutna dygresja.

 

Wracając do tematu, no znowu Belzebub has back, demoniczny kot chcący kontrolować wszystko ii wsszystkich.

– Caryca Katarzyna – mruknął Belzebub. – Znalem jedną. Straszna wariatka. Co tu robisz?

Pewien poseł, tzw. Prawy i Sprawiedliwy, też ponoć takową znał :)

 

 

Feat. Nie widzę wielu błędów, fajnie :)

 

MIły i zacna historyjka i zasłużony kliczek :)

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Z autopsji znam te PRLowskie sztuki tworzenia, pod hasłem: złam babo obcasa. Teraz na szczęście, a może i nie poszliśmy w drugą stronę. Bardzo dziękuję, za komentarz i kliczek. Dodam jeszcze, że sytuacja z życia wzięta.

Siema,

tekst mi bardzo siadł. Zabawny, logiczny ( o ile to możliwe przy piekielnym kocie :D). Muszę również Ciebie pochwalić, bo mam nieodparte wrażenie, że piszesz znacznie lepiej, aniżeli kilka miesięcy temu :D 

Jak nie widzisz, jak jest przed tobą! Patrz się kurwa, uważniej!

To mnie nad wyraz rozbawiło ^^

 

Króciutko tutaj jestem, więc pewnie nie jest to jakaś niewiadomo jaka opinia. W moim wieku, po przeczytaniu ton literatury różnorakiej różnie bywa. Z tych literackich różności, które do tej pory tutaj w mój umysł zapadły, ten tekst czytał mi się sam. Piękne, lekkie, miau :)

Witaj. :)

Ha, ha, ha! :) Faktycznie, niewdzięcznicy. :) Nie docenili jego poświęcenia. :)

Mignęły mi jakieś przecinki oraz to:

Po za tym szukają cię. – razem

 

Świetny żarcik i przezabawna scenka. ;) 

Pozdrawiam serdecznie. :) 

Pecunia non olet

Jak mawiała Bożena Dykiel w jednym filmie: “Podłość ludzka nie zna granic”! Zaczynam się wciągać w opowieści Belzebuba:) Pozdrawiam:) 

"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill

lugosi, staram się poprawiać w pisaniu, choć to nie łatwa sztuka. Póki co, raz wychodzi lepiej, a raz wychodzi lepiej.

 

Eledhil, każda opinia jest ważna, a komentarz mile widziany. Fajnie, że zajrzałeś.

 

bruce, miło cię znowu widzieć. No właśnie, jak można rzucać w niewinnego koteczka laughgumiakami.

 

Lesnylutek, Belzebub ma swój klimat i charakterek.

No właśnie, jak można rzucać w niewinnego koteczka laughgumiakami.

laughheart

Pecunia non olet

Kolejny dzień Belzebuba i kolejne zacne opowiadanko. Czytało się samo i z wielką przyjemnością. :)

 

De­li­kat­nie wziął Ka­ta­rzy­nę w ząbki i wy­niósł poza tuje, na ogró­dek. -> De­li­kat­nie wziął Ka­ta­rzy­nę w ząbki i wy­niósł poza tuje, do ogródka.

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/ogrodek;1350.html#google_vignette

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej! Nie czytałem wcześniejszych Belzebubów, ale ta scena jest bardzo przyjemna – lekka od pomysłu, po sposób podania. 

Nie jestem tylko przekonany, czy tuje można nazwać pnączami – wydaje mi się, że to inny rodzaj roślinności.

Nowa Fantastyka