Belzebub powraca, w weselszym wydaniu. Pojawia się JEDNO przekleństwo, całkowicie uzasadnione.
Belzebub powraca, w weselszym wydaniu. Pojawia się JEDNO przekleństwo, całkowicie uzasadnione.
Mroczny sen Belzebuba zakłóciły krzyki z drugiej strony ulicy. Leniwie otworzył oczy i spojrzał w tamtym kierunku. Ziewnął, podniósł czarny łebek, a potem usiadł nie dowierzając.
Sąsiad przeszedł przez ogrodzenie, by wsadzić łysą głowę w tuje i zaraz ją wyciągnął. Zrobił może kilka kroków i czynność powtórzył wykrzykując do kogoś po drugiej stronie gęsto splecionych pnączy.
Kocur wskoczył na drewniany stół i dopiero z jego wysokości zobaczył panią Agatę czołgającą się po ziemi, w tym samym kierunku co mężczyzna.
Z daleka dobiegała do Belzebuba rozmowa.
– Widzisz?!
– Nie!
– Jak nie widzisz, jak jest przed tobą! Patrz się kurwa, uważniej!
– Przecież patrzę!
Belzebub pokręcił głową z niedowierzaniem, widząc jak mała Marysia targa za sobą miśka za ucho, cała zapłakana. Z jej płaczu wyłowił tylko:
– Moja Krysia.
– A to mnie nazywają wariatem – mruknął, przymykając oczy.
Nie dane mu było zasnąć. Poderwał się na dźwięk trzaskających gałęzi i przekleństw.
Sąsiad wpadł w tuje.
Do góry uniósł się srebrny kurz, a w dół posypały kleszcze.
– Łap ją!
– Nie widzę! – odkrzyknęła kobieta.
– Przed tobą!
– Nie widzę!
Belzebub obrócił się na bok, wygładził futerko na brzuchu, rozprostował nogi i przyglądał się jak mężczyzna skacze z wściekłości i rzuca czapkę o ziemię.
Marysia wyła wniebogłosy.
Po chwili, kiedy emocje opadły jak gałązki z tui, cały proceder się powtórzył.
Belzebub przeciągnął się i ruszył w kierunku siatki. Przecisnął się przez dziurę i chyłkiem przebiegł na drugą stronę ulicy. Nie żeby był ciekawy co się dzieje, ale po prostu szedł na spacer w tamtym kierunku.
Wcisnął się w tuje. Było ciemno, zeschnięte liście szeleściły pod łapkami. Gęste zarośla od wewnątrz wyglądały na martwe, nie licząc oczywiście pająków bacznie obserwujących kocura.
Czarno-rudą kulkę wypatrzył pod jedną z grubych gałęzi. Siedziała tam i cała się trzęsła.
– Krystyna? – zapytał cicho kot, żeby nie przestraszyć świnki morskiej. Skulone w kulkę zwierzątko łypnęło na niego paciorkowatym okiem. – Jestem Belzebub, książę piekieł – przedstawił się.
Kawia domowa spojrzała na niego, a mimo strachu na pyszczku miała permanentny uśmiech.
– Pip, pip – pisnęła świnka.
– Caryca Katarzyna – mruknął Belzebub. – Znalem jedną. Straszna wariatka. Co tu robisz?
– Pi, pi.
– Ale nie możesz tu zostać, bo w nocy będzie zimno. Poza tym szukają cię. Mogę cię do nich wynieść.
– Pip, pi.
– A słyszałaś o tym powiedzeniu: Jesteś tym co jesz. Nie chciałbym być świnką, w końcu jestem księciem piekieł. – Delikatnie wziął Katarzynę w ząbki i wyniósł poza tuje, do ogródka.
– Mamo! – Wrzask niemal ogłuszył Belzebuba. – Kotecek, chce zjeść Krysię.
Kobieta zerwała się i w kilku długich susach dopadła Belzebuba, który z wrażenia upuścił zwierzątko. Świnka zaczęła uciekać, tak jak i Belzebub. Agata szczupakiem złapała świnkę, rycząc kiedy ostre ząbki wbiły się w palec. Belzebub zrobił unik przed lecącym zza tuj gumiakiem. Nie czekając na dalszy rozwój wypadków, kocur poszedł w długą. Przeczołgał się pod siatką i padł obok Balbiny.
– Ludzie to niewdzięcznicy. Diabeł przynosi im świnie, a oni w niego gumiakiem.
Pies westchnął i polizał Belzebuba po czole.
– Ty to rozumiesz? – zapytał Balbinę. Ta westchnęła i zamknęła oczy.
Sąsiad wpadł w tuje.
Znałem takiego… A raczej – znał kolega, który mi to opowiadał. Delikwent, postanowił przy dróżce prowadzącej do drzwi jego posesji przyciąć tuje. Jak wiadomo, osiągają spore rozmiary, a te akurat były już dośc wiekowe. Dróżka też zrobiona była z płyt chodnikowych – a jakże – z PRL, które chyba projektowano z zasady, żeby było krzywe i też krzywo jest specjalnie układano (wówczas podkład robiono na odpieprz się). No i tak przycinał te tuje na taborecie, że wziął, spadł, walnał głową i rozbił głowę. Opatrzył sobie głowę no i potem upadł zmarł.
Krwiak i po chłopie.
Taka smutna dygresja.
Wracając do tematu, no znowu Belzebub has back, demoniczny kot chcący kontrolować wszystko ii wsszystkich.
– Caryca Katarzyna – mruknął Belzebub. – Znalem jedną. Straszna wariatka. Co tu robisz?
Pewien poseł, tzw. Prawy i Sprawiedliwy, też ponoć takową znał :)
Feat. Nie widzę wielu błędów, fajnie :)
MIły i zacna historyjka i zasłużony kliczek :)
Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"
Z autopsji znam te PRLowskie sztuki tworzenia, pod hasłem: złam babo obcasa. Teraz na szczęście, a może i nie poszliśmy w drugą stronę. Bardzo dziękuję, za komentarz i kliczek. Dodam jeszcze, że sytuacja z życia wzięta.
Siema,
tekst mi bardzo siadł. Zabawny, logiczny ( o ile to możliwe przy piekielnym kocie :D). Muszę również Ciebie pochwalić, bo mam nieodparte wrażenie, że piszesz znacznie lepiej, aniżeli kilka miesięcy temu :D
Jak nie widzisz, jak jest przed tobą! Patrz się kurwa, uważniej!
To mnie nad wyraz rozbawiło ^^
Króciutko tutaj jestem, więc pewnie nie jest to jakaś niewiadomo jaka opinia. W moim wieku, po przeczytaniu ton literatury różnorakiej różnie bywa. Z tych literackich różności, które do tej pory tutaj w mój umysł zapadły, ten tekst czytał mi się sam. Piękne, lekkie, miau :)
Witaj. :)
Ha, ha, ha! :) Faktycznie, niewdzięcznicy. :) Nie docenili jego poświęcenia. :)
Mignęły mi jakieś przecinki oraz to:
Po za tym szukają cię. – razem
Świetny żarcik i przezabawna scenka. ;)
Pozdrawiam serdecznie. :)
Pecunia non olet
Jak mawiała Bożena Dykiel w jednym filmie: “Podłość ludzka nie zna granic”! Zaczynam się wciągać w opowieści Belzebuba:) Pozdrawiam:)
"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill
lugosi, staram się poprawiać w pisaniu, choć to nie łatwa sztuka. Póki co, raz wychodzi lepiej, a raz wychodzi lepiej.
Eledhil, każda opinia jest ważna, a komentarz mile widziany. Fajnie, że zajrzałeś.
bruce, miło cię znowu widzieć. No właśnie, jak można rzucać w niewinnego koteczka
gumiakami.
Lesnylutek, Belzebub ma swój klimat i charakterek.
No właśnie, jak można rzucać w niewinnego koteczka
gumiakami.


Pecunia non olet
Kolejny dzień Belzebuba i kolejne zacne opowiadanko. Czytało się samo i z wielką przyjemnością. :)
Delikatnie wziął Katarzynę w ząbki i wyniósł poza tuje, na ogródek. -> Delikatnie wziął Katarzynę w ząbki i wyniósł poza tuje, do ogródka.
https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/ogrodek;1350.html#google_vignette
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Hej! Nie czytałem wcześniejszych Belzebubów, ale ta scena jest bardzo przyjemna – lekka od pomysłu, po sposób podania.
Nie jestem tylko przekonany, czy tuje można nazwać pnączami – wydaje mi się, że to inny rodzaj roślinności.
Hej,
Ziewnął, podniósł czarny łebek, a potem usiadł nie dowierzając.
Całość jest zrozumiała i zabawna, ale końcówka niezgrabna językowo.
rozprostował nogi i przyglądał się jak mężczyzna skacze z wściekłości, przed tujami i rzuca czapkę o ziemię.
Wtrącenie “przed tujami” wprawdzie uściśla, gdzie rozgrywa się scenka, ale wydłuża i tak już długie zdanie. Po usunięciu będzie płynniejsze w czytaniu.
Drzewa od środka, wyglądały na martwe, nie licząc oczywiście pająków bacznie obserwujących kocura.
Lepiej: Gęste zarośla od wewnątrz wyglądały na suche i martwe, nie licząc oczywiście pająków bacznie obserwujących kocura.
przestraszyć świnki morskiej. Wystraszone zwierzątko
Skulone/zwinięte w kulkę zwierzątko – unikniesz powtórzenia.
Agata szczupakiem złapała świnkę w rękę, rycząc kiedy ostre ząbki wbiły się w palec
Można usunąć, ponieważ z końca zdania i tak dowiadujemy się, że złapała ją dłonią, nie zębami :)
Całość zabawna i lekka, jest wartka akcja i szczypta humoru!
It is not who I am underneath, but what I do that defines me
Reg, marzan poprawki naniesione.
Belzebuba będzie jeszcze sporo i muszę się przyznać, że sporo już tego mam, więc lekturki nie zabraknie. Ba nawet końcówkę mam 
barniusz cieszę się, że zajrzałeś.
Cieszę si, Czarna2, cieszę się, że będzie jeszcze sporo Belzebuba. :)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
I bądź tu człowieku (czy kocie) uczynny!
Dobry, śmieszny kawałek! Dziękuję i gratuluję!:)
Reg No w końcu to 364 dni, a nawet w polowie nie jesteśmy. Jeszcze dni trzeba będzie uzupełnić :), więc pewnie znudzi się.
Mehiko, Bezlzebub to diabeł. Cieszę się, że podszedł ci.
Jeszcze dni trzeba będzie uzupełnić :), więc pewnie znudzi się.
Czarna2, historie z Kotami nie nudzą się nigdy! :)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Dobrze wiedzieć
Podobno przez oczy kotów patrzą Bogowie, dlatego tylko koty wśród ssaków maja wężowe źrenice. Coś w tym jest. To moje pierwsze spotkanie z Belzebubem, ale myślę, że nie ostatnie. Fajnie się czytało, a i historia niebanalna. Pozdrawiam i uruchamiam klikarnię.
Nie istnieje ani dobro, ani zło. Są tylko czyny i ich konsekwencje.
Bardzo przyjemny tekst, lekko się czytało. Spodobało mi się, chętnie poznam więcej przygód Belzebuba :)
Scenka z życia zwierząt, ale o ludziach, dlatego postawiłbym w tym ezopowym tekście jednak na mocniejszą puentę, to znaczy gruntowniej przygotowaną, że jednak ludzie niewdzięczni, kiedy podkłada im się świnię.
Rzeczka nieduża i niegłęboka, choć przebyć ją łatwo, bo tu wszędzie same płycizny, to most na niej. A na moście mytnik z kilkoma zbrojnymi pomocnikami.
Siema, CZARNA,
Śmiechłem w jednym momencie. Fajnie, że Belzebub powraca.
Pozdrawiam!
Kapibara