- Opowiadanie: L.M. - Remont

Remont

 Cześć wszystkim, niniejszym ogłaszam swój debiut na portalu :). Krótka i (mam nadzieję) humorystyczna wizja drogi studentki na egzamin. Inspirowane prawdziwymi wydarzeniami w pewnym polskim mieście.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Remont

Wstając z łóżka, uderzam głową o niklowany budzik. W nocy spadł z półki i wbił się w ścianę tuż nad moją twarzą, otoczony wianuszkiem z igieł i noża kuchennego. Dobrze że nie trafił w okno.

Za ocalałą tym razem szybą wiszą żółto-fioletowe chmury. Fatalnie. Przy takiej pogodzie portal akademicki może szwankować. Jeszcze wyteleportuje mnie gdzieś w Hucie.

Tramwaje nie jeżdżą w całym mieście od początku czerwca. Po ostatnim przesunięciu bieguna magnetycznego Ziemi stare magnesy przestały wystarczać. Tramwaje potrafiły nagle opaść na szyny i zakleszczyć się na amen. MPK zalewały pozwy od poturbowanych pasażerów.

Najbezpieczniej będzie pójść pieszo. Ostatecznie do Instytutu nie jest daleko. Starannie usuwam z ubrania wszystkie metalowe elementy. Z ciężkim sercem rezygnuję też z moich szczęśliwych kolczyków. Tego tylko brakuje, żebym utknęła gdzieś w parku z uchem przyklejonym do ziemi! Nie teraz, kiedy do uzyskania dyplomu brakuje mi jednej oceny. Nie po to znowu uczyłam się podstaw Unikania Ferromagnetycznych Obszarów (dla nauczycieli szkół podstawowych) i kułam genealogię rektorów Uniwersytetu, żeby musieć to wszystko powtarzać przez jeden prosty egzamin u profesora… Stonogi? Staronogi? Widziałam go może cztery razy w życiu i nie zapamiętałam nazwiska. Wykłady przesyłał po staroświecku, w niepodpisanych plikach mp4.

 

Przy budynku dawnego teatru kłębi się tłum. Przeciskam się do samej jezdni. Widzę potężne zapory i izolowane od ziemi siatki o zmiennym namagnesowaniu, które mają odpychać co bardziej zdeterminowanych. Mało kogo stać na enefery, implanty z metali nieferromagnetycznych. Oczywiście siatki nie pomagają na młodych, którzy nie zdążyli jeszcze wstawić części zamiennych. Dlatego wszystkie przejścia są zamknięte i obstawione policją. Po rozkopanej ulicy, pozbawionej osłony kompensacyjnej, jeżdżą autonomiczne koparki. Ziemia drży od huku młotów pneumatycznych.

Obok mnie stoi młody facet w świecącej srebrnym blaskiem koszuli. Materiał przelewa się na nim jak prawdziwa syntetyczna rtęć! Uśmiecha się nonszalancko i z rękami w kieszeniach obserwuje plac budowy. Nachylam się do niego i krzyczę najgłośniej jak potrafię:

ー Na Planty nie puszczają?!

ー Co ty! ー Facet obcina mnie spojrzeniem. ー Wczoraj przyjechałaś?! Tydzień temu zaczęli kopać! Myślisz, że będą kłaść tymczasową kompensację tylko po to, żeby ludzie mogli przejść?!

ー Ale…! ー protestuję nieśmiało, ale głośno. ー Mieli tylko tory…!

Nad naszymi głowami śmiga smukły poduszkowiec. Bogaci pasażerowie patrzą na tłum z zaciekawieniem. Ludzie mruczą pod nosem niepochlebne komentarze pod adresem takich, których na wszystko stać, ten i ów schyla się po obluzowaną kostkę z chodnika, ale obecność policji studzi nastroje.

ー Zaczęli od torów! ー Facet wzrusza ramionami. ー Tylko że Nadkonserwator wstrzymał!

ー Jak to wstrzymał?! Zabytkowe czy co?! ー Denerwuję się coraz bardziej. Jak spóźnię się na egzamin, będę musiała powtarzać całe studia! To efekt ostatnich zmian w ustawie o szkolnictwie wyższym.

ー No… tory to nie! To co pod nimi! Bruk znaleźli!

ー Jaki bruk?!

ー Kij wie! Mówią że aż z początku XXI wieku! Podobno po cichu liczą na to, że znajdą bilety! Jeszcze te stare, dwudziestominutówki po dwa złote! Wyobrażasz sobie?! ー Oczy mu się zaświeciły. ー Na rynku kolekcjonerskim chodzą po czterysta! ー Tu zreflektował się, że może właśnie hoduje sobie konkurencję, i szybko zmienił temat: ー No, w każdym razie tutaj już kopać nie mogą a tramwaj trzeba przywrócić zanim wrócą studenci!

ー I co zrobią?!

ー Puszczą tymczasową nitkę po Plantach! Tam już wszystko zbadane, a poza tym te nowe tory płytko kładą! Same się trzymają! ー podkreślił z dumą.

ー To nie można ułożyć na innych ulicach?! ー pytam naiwnie i od razu widzę w oczach faceta błysk oburzenia.

ー No jak to innych?! A tradycja?!

ー Przecież ta trasa jest stosunkowo niedawna…!

ー Ba, ludzie się już przyzwyczaili! ー ucina wyraźnie zdegustowany i szybko odchodzi w tłum.

 

Rozglądam się bezradnie. Między domami biegną, krzyżując się w powietrzu, druty bezużytecznej chwilowo trakcji. Co bardziej wysportowani zaczynają oddzielać się od tłumu i piąć na fasady budynków. Pierwszy śmiałek, trzymając się jedną ręką gipsowego występu, zawisa nad ulicą. Trakcja wytrzymuje, więc zwiesza się na niej i czepiając się drutu jak małpa, centymetr za centymetrem zaczyna sunąć na drugą stronę ulicy. Ludzie wstrzymują oddech. Wąski przewód wrzyna mu się w dłonie, ale za każdym razem sięga coraz dalej i coraz szybciej zbliża się do pierwszych drzew na Plantach. Wreszcie zeskakuje na klomb po przeciwnej stronie. Tłum klaszcze.

Następny nie chce ryzykować utraty palców. Obłamuje maszt od parasola, kurzącego się w ogródku nieczynnej kawiarni. Stawia pierwszy, niepewny krok i chwieje się. Wszyscy w napięciu obserwujemy jego podróż. Dociera szczęśliwie do połowy ulicy i wtedy z plastikowej osłonki wysuwa się zdradziecko stalowy trzpień. Maszt przekrzywia się w drżących dłoniach i ciągnie go w dół, między pracujące koparki. W ogólnym hałasie nie słychać łoskotu upadającego ciała. Co wrażliwsi zakrywają oczy. Pod fasadami robi się luźniej.

 

Nie mogę dłużej czekać. Egzamin zaczyna się za pięć minut. Podchodzę do kolumny teatru. Ludzie skwapliwie ustępują mi z drogi. Co mnie podkusiło, żeby dziś założyć sukienkę? W spodniach egzaminy zdaje się równie wygodnie a są bardziej praktyczne, gdy trzeba przechodzić przez ulicę nad cudzymi głowami. Waham się przez chwilę, ale decyduję poświęcić pasek. Nie utrzymam równowagi na drucie a ręce mogą mi się jeszcze przydać.

Zakładam pasek na trakcję, zamykam oczy i skaczę. Tłum wiwatuje, chociaż może to tylko świst powietrza w uszach. Za późno orientuję się, że nie zaszkodziłoby coś widzieć. Uderzam w drzewo. Pasek pęka i ląduję na plecach w klombie.

Zrywam się. Nie mam czasu sprawdzać czy jestem cała. Kulejąc, pędzę na jednym obcasie (drugi but zgubiłam). Kolano zgina mi się tylko odrobinę, słońce jakby przygasło, ale dopadam drzwi na trzy minuty przed dwunastą. Winda zepsuta. Trzeba biec na trzecie piętro. Niezgrabnie przeskakuję po dwa stopnie naraz. Tutaj utrzymują namagnesowanie w normie, według wytycznych Unii. Na ostatnim półpiętrze potykam się o długą wyniosłość, okrytą czarnym aksamitem, która, falując z cichym chrzęstem, niknie pod drzwiami najbliższego gabinetu. Łapię równowagę i wpadam do sali równo z wybiciem dwunastej.

Pusto. W smugach słońca unoszą się barwne drobiny pyłu. Mrugam, bo z brwi do wewnętrznego kącika oka spływa mi gęsta kropla.

ー Czym mogę służyć?

Odwracam się. Przede mną, kołysząc się miarowo, stoi profesor… profesor Saratoga, jak zwykle we włochatej, brązowej marynarce, narzuconej na aksamitną togę, i ze starannie przyciętą bródką. Z jego lśniącej łysiny sterczą jak antenki dwa sztywne siwe warkoczyki. Podnosi do oczu okulary, zwisające mu na sznurku na piersi.

ー Ja… Na egzamin ー dyszę. ー Na dwunastą.

ー Pani…

Podaję nazwisko.

ー Ach, tak, tak! ー pociera czoło w roztargnieniu. ー Ale przecież egzaminy odwołane! Dopiero w październiku…

ー Jak to?!

ー No… Przez ten remont. Przecież nikt teraz nie przejdzie!

ー Nie było informacji! ー ręce opadają mi z głośnym chrupnięciem. 

ー Władze uznały, że to się rozumie samo przez się.

Kiwam głową bez słowa. Już chcę wyjść, kiedy przypominam coś sobie.

ー A pan?

ー Ja?

ー Pan tu jakoś dotarł!

Obdarza mnie łagodnym, nieobecnym uśmiechem.

ー Proszę pani, przecież ja tu mieszkam.

I wysznurował z sali, chrzęszcząc nóżkami pod profesorską togą.

 

Koniec

Komentarze

Hej! Całkiem udany debiucik! Pozdrawiam:) 

"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill

Gratuluję debiutu, przyjemny i dobrze napisany tekst :)

Cześć L.M.

Gratuluję tak udanego debiutu!

Jeśli piszesz tak dobrze wszystko, to świetlista droga przed Tobą. Widać konkret.

Wysznurował… Gdzie tak mówią? Pierwsze słyszę takie określenie :-)

Pozdrawiam

Lesnylutek, Melancholia, Hesket, dziękuję :) Cieszę się, że tekst się Wam spodobał. Hesket, oficjalnie w gwarze myśliwskiej sznurują np. lisy i wilki (chodzi o wzór tropów na ziemi), ale jakoś mi się to słowo skojarzyło z szybkim przebieraniem szeregami nóżek – też przecież stawianych w linii prostej :)

“ー Nie było informacji! ー ręce opadają mi z głośnym chrupnięciem. 

ー Władze uznały, że to się rozumie samo przez się.” – po prostu zostanie ze mną :))

Świetnie się czytało. 

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Szczególna wizja utrudnień, które mocno komplikują życie w przyszłości.

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia.

 

Co ty! facet ob­ci­na mnie spoj­rze­niem Wczo­raj przy­je­cha­łaś?! Ty­dzień temu za­czę­li kopać! My­ślisz że będą kłaść tym­cza­so­wą kom­pen­sa­cję tylko po to, żeby lu­dzie mogli przejść?! → Didaskalia wielką literą. Brak kropki po didaskaliach. Brak przecinka. Winno być:

Co ty! Facet ob­ci­na mnie spoj­rze­niem. Wczo­raj przy­je­cha­łaś?! Ty­dzień temu za­czę­li kopać! My­ślisz, że będą kłaść tym­cza­so­wą kom­pen­sa­cję tylko po to, żeby lu­dzie mogli przejść?!

Tu znajdziesz wskazówki jak zapisywać dialogi.

 

Ale…! pro­te­stu­ję nie­śmia­ło, ale gło­śno. → Brak spacji po wykrzykniku.

 

Za­czę­li od torów! wzru­sza ra­mio­na­mi facet. → Raczej: Za­czę­li od torów! Facet wzru­sza ra­mio­na­mi.

 

będę mu­sia­ła po­wta­rzać całe stu­dia! to efekt ostat­nich zmian w usta­wie o szkol­nic­twie wyż­szym. → …będę mu­sia­ła po­wta­rzać całe stu­dia! To efekt ostat­nich zmian w usta­wie o szkol­nic­twie wyż­szym.

Unikaj dodatkowych myślników w dialogach; sprawiają, że zapis staje się mniej czytelny.

 

Kij wie! Mówią że aż z po­cząt­ku XXI wieku! Po­dob­no po cichu liczą na to, że znaj­dą bi­le­ty! Jesz­cze te stare, dwu­dzie­sto­mi­nu­tów­ki po dwa złote! Wy­obra­żasz sobie?! oczy mu się za­świe­ci­ły. Kij wie! Mówią, że aż z po­cząt­ku XXI wieku! Po­dob­no po cichu liczą na to, że znaj­dą bi­le­ty! Jesz­cze te stare, dwu­dzie­sto­mi­nu­tów­ki po dwa złote! Wy­obra­żasz sobie?! Oczy mu się za­świe­ci­ły.

 

To nie można ułożyć na innych ulicach?! pytam naiwnie i od razu widzę w oczach faceta błysk oburzenia. No jak to innych?! A tradycja?! → Nową wypowiedź dialogową zapisujemy w nowym wierszu. Winno być:

To nie można ułożyć na innych ulicach?! pytam naiwnie i od razu widzę w oczach faceta błysk oburzenia.

No jak to innych?! A tradycja?!

 

 Maszt prze­krzy­wia mu się w dło­niach i cią­gnie go w dół… → Czy pierwszy zaimek jest konieczny?

 

Nie­zgrab­nie prze­ska­ku­ję po dwa stop­nie na raz. → Nie­zgrab­nie prze­ska­ku­ję po dwa stop­nie naraz.

 

Uśmie­cha się ła­god­nym uśmie­chem krót­ko­wi­dza. → Czym charakteryzuje się uśmiech krótkowidza?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Teo Max, dziękuję i pozdrawiam również :)

 

Nie wiem czy to jest miejsce na takie pytanie, ale czy jest jakiś sposób na włączenie czegoś w rodzaju powiadomień o nowych komentarzach pod opowiadaniem i odpowiedziach innych użytkowników na moje komentarze? Chciałabym odpowiadać w miarę możliwości, ale wydaje mi się, że przy większej liczbie opublikowanych mogę zacząć się w tym gubić.

 

regulatorzy, dziekuję za wskazówki :) Poradnik pisania dialogów wrzucam do ważnych linków.

 

będę musiała powtarzać całe studia! to efekt ostatnich zmian w ustawie o szkolnictwie wyższym. → to nie miał być dialog tylko monolog wewnętrzny bohaterki, ale zgadzam się, że użycie półpauzy może być nieczytelne.

 

To nie można ułożyć na innych ulicach?! pytam naiwnie i od razu widzę w oczach faceta błysk oburzenia. No jak to innych?! A tradycja?! → przeoczyłam, poprawię.

 

Maszt przekrzywia mu się w dłoniach i ciągnie go w dół… → Czy pierwszy zaimek jest konieczny? → zastanawiałam się nad tym i uznałam, że w obecnej formie zdania brak zaimka by mi zgrzytał (intuicja), ale poprawię tak, żeby wilk był syty i owca cała :)

 

Uśmiecha się łagodnym uśmiechem krótkowidza. → Czym charakteryzuje się uśmiech krótkowidza? → pewnym roztargnieniem, bo właściciel zamiast się skupić na uśmiechu próbuje zobaczyć twarz rozmówcy ;) A poważnie to padłam ofiarą kliszy językowej, poprawię.

 

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia. → rozwinęłabyś chociaż w kilku punktach? Byłoby mi łatwiej konstruować kolejne

L.M., ujęłam w łapance to, co skaleczyło mi oczy i na moment wstrzymało lekturę, więc nie bardzo wiem, co masz na myśli, prosząc o rozwinięcie.

Ilość usterek w tak krótkim tekście uznałam za „sporą” i napisałam to w komentarzu.

Mam nadzieję, że Twoje przyszłe opowiadania będą ciekawe i lepiej napisane. Powodzenia! :) 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy, zrozumiałam uwagę o wykonaniu tak, że jest tak dużo rzeczy do poprawienia, że skupisz się tylko na redakcji językowej, i byłam ciekawa komentarzy do treści i konstrukcji świata :) Dzięki za wyjaśnienie

…byłam ciekawa komentarzy do treści i konstrukcji świata :) Dzięki za wyjaśnienie

Bardzo proszę, L.M. Nie piszę długich komentarzy, więc swoje odczucia po lekturze zawarłam w jednym zdaniu, zwłaszcza że skupiam się głównie na błędach i usterkach językowych. 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka