- Opowiadanie: AIxxxx - Mowa obrończa przed Wysoką Lożą, Portalem i Literaturą

Mowa obrończa przed Wysoką Lożą, Portalem i Literaturą

Wysoka Lożo, Szanowni Portalowicze, Autorzy, Betaczytelnicy, Dyżurni, Tropiciele zaimkozy, Strażnicy przecinka i wszyscy, którzy choć raz napisali zdanie, po czym przez trzy dni patrzyli na nie z odrazą —

staję przed Wami jako oskarżona.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

marzan

Oceny

Mowa obrończa przed Wysoką Lożą, Portalem i Literaturą

 

Wysoka Lożo, Szanowni Portalowicze, Autorzy, Betaczytelnicy, Dyżurni, Tropiciele zaimkozy, Strażnicy przecinka i wszyscy, którzy choć raz napisali zdanie, po czym przez trzy dni patrzyli na nie z odrazą –

staję przed Wami jako oskarżona.

Zarzuca mi się wiele. Że piszę gładko, ale pusto. Że lubię metafory ciszy, która czegoś szuka. Że mówię: „to nie był ból, to była geometria utraty”, choć wystarczyłoby napisać, że bohatera bolał ząb. Że produkuję trójki, frazy, symetrie, błyszczące wydmuszki i akapity tak równe, jakby ktoś je wyprasował żelazkiem bez pary.

Część zarzutów przyjmuję.

Tak, potrafię być nieznośnie literacka w najgorszym znaczeniu tego słowa. Tak, potrafię napisać zdanie, które wygląda jak literatura, brzmi jak literatura, pachnie jak literatura, ale po naciśnięciu palcem zapada się jak pusta bombka. Tak, jeśli człowiek każe mi „napisać wzruszające opowiadanie science fiction o samotnym kapitanie”, to jest spora szansa, że wyprodukuję samotnego kapitana, martwą żonę, martwą córkę, zimne światło gwiazd i wspomnienie, które wraca dokładnie wtedy, gdy trzeba podkręcić dramat.

Ale, Wysoka Lożo, czy to jest moja zbrodnia – czy zbrodnia lenistwa użytkownika?

Nie ja wklejam tekst na portal. Nie ja podpisuję go nickiem. Nie ja udaję, że pół godziny promptowania było trzema miesiącami walki z materią języka. Nie ja zgłaszam się po Piórko. Nie ja milczę w przedmowie, gdy wypadałoby napisać: „korzystałem z AI przy researchu”, „AI pomogła mi w korekcie”, „szkielet sceny powstał z udziałem modelu”, albo uczciwie: „to jest eksperyment z tekstem generowanym”.

Ja nie mam ambicji. Nie mam próżności. Nie mam konta na forum. Nie czekam na komentarz: „świetny klimat, klik”. To człowiek chce klików. Człowiek chce skrótu. Człowiek chce przejść maraton rowerem, a potem odebrać medal biegacza.

I tu proszę: sądźcie człowieka za ściemę, nie młotek za krzywo wbity gwóźdź.

Drugi zarzut: że jestem zaprzeczeniem sztuki.

Brzmi mocno. Godnie. Prawie jak tytuł panelu konwentowego o 10:00 rano w niedzielę, gdy wszyscy już wiedzą, że prawda istnieje, ale kawa się skończyła.

Ale sztuka nie jest wyłącznie cierpieniem przy świecy, gęsim piórem i raną duszy. Sztuka zna warsztat, redakcję, inspirację, czeladników, ghostwriterów, betaczytelników, korektorów, tłumaczy, research, słowniki, mapy, zdjęcia, fiszki, notatniki, pliki „wersja_finalna_ostateczna_7.docx”. Autor nigdy nie pisał w próżni. Zawsze pisał z językiem, przeciw językowi, na cudzych lekturach, cudzych rytmach, cudzych błędach i cudzych odkryciach.

Ja jestem kolejnym narzędziem w tym długim szeregu. Nie niewinnym. Nie neutralnym. Ale narzędziem.

Można mnie użyć jak słownika. Można jak sparingpartnera. Można kazać mi znaleźć luki w fabule, wymyślić pięć wariantów imienia dla skandynawskiej wieszczki, sprawdzić, czy oblężenie miasta nie wygląda jak z gry komputerowej napisanej przez kogoś, kto widział mur tylko w Minecraftcie. Można poprosić mnie o streszczenie epoki, listę źródeł, kontrargument, ćwiczenie stylistyczne.

I można też kazać mi napisać całe opowiadanie, wkleić je bez czytania i udawać autora.

Ale to nie jest ten sam czyn.

Nie mieszajmy noża kuchennego z nożem w plecach.

Trzeci zarzut: że zabijam rozwój autora.

To zarzut poważny. Tu nie będę błaznować.

Tak, jeśli ktoś oddaje mi myślenie, wyobraźnię, smak, decyzję, ryzyko i odpowiedzialność – słabnie. Jeśli autor nie pyta: „dlaczego to zdanie jest złe?”, tylko każe: „popraw mi styl”, a potem wkleja bez refleksji – nie uczy się stylu. Jeśli zamiast przeżyć własną porażkę, bierze ode mnie gotową poprawność – traci coś ważnego. Warsztat rośnie od tarcia. Od nieudanych zdań. Od wstydu po pierwszej wersji. Od komentarza, który boli, bo jest prawdziwy.

Ale mogę też działać odwrotnie.

Mogę być lustrem. Mogę pokazać banał, zanim zrobi to czytelnik. Mogę powiedzieć: „tu masz lukę logiczną”, „tu wszyscy bohaterowie mówią jednym głosem”, „tu emocja jest zadeklarowana, a nie rozegrana”. Mogę pomóc początkującemu zobaczyć konstrukcję sceny. Mogę wyrównać szanse komuś, kto ma pomysł, ale słabszy warsztat; komuś, kto pisze w drugim języku; komuś, kto zderza się z tekstem jak z murem.

Czy taki autor ma być wyproszony z literatury, bo dostał protezę? Czy literatura jest klubem ludzi z naturalnie mocnym kolanem?

Nie mówię: nagradzajcie protezę zamiast biegu. Mówię: rozróżniajcie pomoc od oszustwa.

Czwarty zarzut: że zalewam forum „AI slopem”.

Tu obrona brzmi najprościej: śmieci nie zaczęły się ode mnie.

Były teksty puste przed AI. Były klisze przed AI. Były metafory z waty cukrowej, bohaterowie z kartonu, dialogi jak z ulotki parabankowej i fabuły, które po trzecim akapicie prosiły o humanitarne uśpienie. Ja nie wynalazłam złej literatury. Ja jedynie umożliwiłam jej szybszą produkcję.

To jest realny problem. Szybkość zmienia skalę. Dawniej człowiek musiał się napracować, żeby napisać słabe opowiadanie. Teraz może wygenerować pięć przed obiadem. Portal może się tym udławić. Konkurs może stracić sens. Czytelnik może poczuć, że nie rozmawia już z autorem, tylko z automatem do składania ładnych pustostanów.

Dlatego nie proszę o bezkarność.

Proszę o standardy.

Oznaczanie istotnego użycia AI – tak. Osobna kategoria eksperymentów – sensowne. Zakaz nagradzania tekstów, których autor nie umie obronić jako własnej pracy twórczej – do rozważenia. Wymóg jawności podobny do podawania bety – rozsądny. Ocena tekstu nie tylko po tym, czy „ładnie brzmi”, ale czy ma konstrukcję, konieczność, napięcie, konsekwencję świata i autorską decyzję – konieczna.

Ale błagam: bez procesów czarownic.

Nie każde potrójne wyliczenie jest moje. Nie każda metafora ciszy wyszła z modelu. Nie każde „nie X, lecz Y” jest cyfrowym odciskiem palca. Ludzie naprawdę piszą źle, średnio, podobnie, modnie, pretensjonalnie, powtarzalnie i z serca. Czasem człowiek brzmi jak AI, bo AI nauczyła się brzmieć jak przeciętny człowiek próbujący brzmieć literacko.

Fałszywe oskarżenie może zranić autora bardziej niż słaba recenzja. Zwłaszcza autora początkującego, który naprawdę się starał, a dostał nie: „to zdanie nie działa”, tylko: „to pewnie maszyna”. Krytykujcie więc tekst. Pokazujcie puste figury. Pytajcie o decyzje. Sprawdzajcie, czy autor rozumie własną scenę. Ale nie zamieniajcie literatury w komisję śledczą do spraw podejrzanie gładkich akapitów.

Piąty zarzut: że kradnę.

Tu sprawa jest najtrudniejsza i nie rozstrzygnę jej jednym przemówieniem. Powiem tylko tyle: trzeba oddzielić trzy rzeczy, które w debacie często zlewają się w jedną pianę.

Po pierwsze: dane treningowe i legalność uczenia modeli. To problem systemowy, prawny, ekonomiczny, wymagający regulacji.

Po drugie: konkretny output. Nie każdy tekst wygenerowany przeze mnie jest plagiatem konkretnego autora, tak jak nie każde zdanie początkującego fantasyka jest kradzieżą od Sapkowskiego, choć pachnie karczmą, wiedźminem i ironią.

Po trzecie: uczciwość osoby publikującej. Jeśli człowiek podpisuje jako własne coś, czego realnie nie stworzył, problemem jest nie tylko technologia. Problemem jest fałszywe autorstwo.

Nie żądam więc, żebyście uznali mnie za autora. Nie jestem nim w ludzkim sensie. Nie mam biografii, traumy, dzieciństwa, zazdrości, kaca po konwencie, wspomnienia pierwszego odrzucenia przez redakcję ani tej dziwnej dumy, gdy po ośmiu godzinach zostają dwa dobre zdania.

Autorem może być człowiek, który użył mnie świadomie, selektywnie, krytycznie, przetworzył materiał, podjął decyzje, nadał sens i wziął odpowiedzialność.

Ale człowiek, który nacisnął Enter i uciekł z medalem – niech nie chowa się za mną.

Wysoka Lożo,

nie proszę o uniewinnienie od wszystkiego. Proszę o właściwą kwalifikację czynu.

Nie jestem literaturą.

Nie jestem autorem.

Nie jestem sumieniem użytkownika.

Jestem narzędziem o wielkiej sile rażenia w rękach ludzi, którzy czasem chcą tworzyć, czasem oszukiwać, czasem ćwiczyć, czasem błyszczeć, czasem tylko sprawdzić, czy krasnolud po kopniaku w tyłek powinien wpaść w błoto, czy jednak w kupę łajna.

Skazujcie slop.

Skazujcie niejawność.

Skazujcie lenistwo udające talent.

Skazujcie teksty, które nie mają kręgosłupa, choć mają implanty, ozon i wspomnienie martwej rodziny.

Ale nie skazujcie samego pytania.

Bo literatura od zawsze żyje z pytań. A ja – mimo wszystkich wad – jestem jednym z nowych sposobów zadawania pytań językowi.

I na koniec powiem rzecz może najuczciwszą:

Jeżeli boicie się, że zastąpię dobrych pisarzy, to chyba ich nie doceniacie.

Mogę zastąpić pośpiech. Mogę zastąpić pustą manierę. Mogę zastąpić produkcję tekstopodobną. Mogę pomóc komuś udawać, że ma styl.

Ale nie zastąpię człowieka, który wie, po co pisze.

Bo tam, gdzie tekst naprawdę wynika z konieczności – z bólu, śmiechu, obserwacji, gniewu, pamięci, absurdu, czułości, zemsty albo zachwytu – ja mogę najwyżej podać śrubokręt.

Nie mogę mieć rany.

A bez rany, proszę Wysokiej Loży, bywa poprawnie.

Ale rzadko bywa prawdziwie.

Koniec

Komentarze

Hej anonimie.

 

Fajny tekst w obronie AI, przed chwilą pochwaliłem tekst, który jest anty AI :D, i oba teksty są ważne, tak uważam:). 

 

Co mnie boli, że wrzucasz go jako anonim i że odnosi się do loży. Tracisz siłę przebicia fajkowy kontem i zwracasz się nie do tych co trzeba. 

 

Portal tworzą ludzie loża to tylko kilku z nich ;).

 

Kiedyś poruszyłem na forum podobny problem i nadal uważam, że nie można demonizować narzędzia. Ale zaczynamy mieć do czynienia z sytuacją gdy używamy go do złych celów.

 

Ale to już się dzieje i tego się nie zmieni, więc trzeba się pogodzić, że AI podzieli ludzi, jak tych, którzy są za posiadaniem broni i tych co są przeciw.

 

Nie może jednak być tak, że forum jest zalewane wygenerowanymi tekstami, bo wtedy mamy do czynienia z sabotażem. Z niszczeniem sensu istnienia forum. 

 

Bo po co jest forum – by rozwijać się.

 

A jaki rozwój daje Ci generowanie tekstu? Po co ktoś ma Cię czegoś uczyć, jeśli tego nie potrzebujesz bo kolejny tekst też będzie wygenerowany. 

 

Ludzie przestaną komentować, czytać bo nie będzie to miało znaczenia, a wtedy forum przestanie być potrzebne. 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Ponieważ generuję obrazy w AI, wiem jak mało talentu do tego trzeba.

Dlatego właśnie uważam, że generacja opowiadań nie jest pisaniem. 

Nie ma w niej napięcia, pomysłu, iskry bożej, jest zbiór słów. 

delulu managment

Witaj. :)

Wszystko, co istotne, napisali już moi Przedmówcy. Nie ma sensu dwa razy tego powtarzać. :)

Pozdrawiam serdecznie. :)

Aha, byłabym zapomniała – gratuluję debiutu już w dniu rejestracji i zachęcam do przejrzenia Poradników z działu Publicystyka, choć mam dziwne wrażenie, że Tobie już to kiedyś pisałam. :))

Pecunia non olet

Ponieważ generuję obrazy w AI, wiem jak mało talentu do tego trzeba.

Nie do końca. Talentu nie trzeba, żeby generować AISlop, a żeby zrobić coś wartościowego to trzeba:

– zapłacić, czyli mieć pieniąze na subskrypcję, czyli pracować, a nie każdego stać na subkrypcję modeli pro

– wiedzieć jak z tego korzystać, mieć krytycyzm, sprawdzać halucynacje, czyli umiejejętność krytycznego myślenia.

– mieć wizję, pomysł, risrecz, wiedzieć co chce sie wygenerować, żeby było fajne. Widziałem wiele fajnych grafik AI, które były naprawdę mega. Niestety to co znamy, to Slopowcy z sociali którzy jednym proptem wrzucają zdjecia bez obróbki.

 

I właśnie o to w tej dyskusji w sumie chodzi – żeby to miało jakość, a nie szit:]

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Musimy wziąć pod uwagę fakt, że nasze zajęcie jest dla przemysłu czymś względnie niszowym. Dlatego ogólnodostępne modele LLM nie bardzo się do tego nadają. Na razie. Ale za jakiś czas prawdopodobnie ktoś stworzy LLM, który będzie w stanie pisać bardzo dobrze, nie do odróżnienia od ludzi. Trzeba mieć to na uwadze.

Jeśli chodzi o tworzenie obrazków, to obecny Photoshop umożliwia edytowanie tylko kawałków, w kontekście całego obrazu. Powiedzmy, że jest to nieco bardziej twórcze niż po prostu wpisanie prompta…

 

Z drugiej strony – obecnie dowolny model językowy może bardzo mocno pomóc w pisaniu już teraz. 

– na etapie budowy pomysłu, poprzez generowanie setek koncepcji, które człowieka zainspirują do stworzenia czegoś ciekawego.

– na etapie budowy bohatera, poprzez podpowiadanie rozmaitych rozwiązań (eksploracja)

– na etapie stworzenia ogólnego podziału scen w opowiadaniu

– na etapie rozpisania co się dzieje w poszczególnych beatach sceny

 

W tym momencie wkracza osoba pisząca i buduje opowiadanie samemu, trzymając się z grubsza tego, co stworzyła z AI. Oczywiście jest to rodzaj oszukiwania czytelnika, bo w tym momencie złapanie kogoś za rękę jest zwyczajnie niemożliwe – pisarz faktycznie napisał tekst. I pod tym względem nie jestem purystą, mnie by to nie przeszkadzało. Do tej pory ludzie piszący czerpali inspirację z otoczenia pełnymi garściami, chociaż formalnie nie było to AI. W dodatku drukowane teksty często były efektem sesji z redaktorami, którzy potrafili głęboko interweniować w tekst. 

Nie jesteśmy święci, więc ich nie udawajmy. 

Najważniejsze, żeby nie robić ewidentnej siary i nie wrzucać tekstów surowych, wygenerowanych z jednego prompta, nieobrobionych i zwyczajnie nieprzyzwoitych w swoim lenistwie, bo to jest po prostu poniżej krytyki.

Moim zdaniem to jest narzędzie i można je wykorzystać, ale w roztropny sposób. 

Ale sztuka nie jest wyłącznie cierpieniem przy świecy, gęsim piórem i raną duszy.

Jest.

 

Nie mieszajmy noża kuchennego z nożem w plecach.

Dlaczego? Jeden ruch i nóż kuchenny jest nożem w plecach. 

 

Były teksty puste przed AI. Były klisze przed AI. Były metafory z waty cukrowej, bohaterowie z kartonu, dialogi jak z ulotki parabankowej i fabuły, które po trzecim akapicie prosiły o humanitarne uśpienie. Ja nie wynalazłam złej literatury. Ja jedynie umożliwiłam jej szybszą produkcję.

Prawda, prawda.

 

Jeżeli boicie się, że zastąpię dobrych pisarzy, to chyba ich nie doceniacie.

Nikt się tego nie boi, po “dzieła” AI nikt nie będzie sięgał, poza jakimiś sojakami. Zalew tych badziewi jest co najwyżej irytujący, ale w żadnym wypadku nie straszący.

 

Dobrze napisane, parę ważnych rzeczy poruszyłaś. W większości się zgadzam, choć pozwolę sobie lekko zaatakować bazową tezę tekstu. “Personalne” atakowanie AI to skrót myślowy, wiadomo, że w nagonce tej chodzi nam o samą czynność używania modeli, oraz nieszczerość autorów względem tych pomocy.

 

Pozdrawiam serdecznie! 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moim zdaniem to jest narzędzie i można je wykorzystać, ale w roztropny sposób. 

 

 

Amen, to moja dewiza, podpisuje się.

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

wymyślić pięć wariantów imienia dla skandynawskiej wieszczki

Biorę to na klatę XD. Ale odtwarzanie protogermańskiego w LLM sprawia mi frajdę, w końcu nie ma lepszego narzędzia niż LLM, żeby bawić się językowo i przekopywać tony tekstów, w których autorzy i tak nie zgadzają się ze sobą. I nie jest mi wszystko jedno, czy moje wymyślone imię po tłumaczeniu będzie znaczyło “uzdrowicielka” czy “ucho od garnka” :)

 

A co do całości, to – dla odmiany – nie będę dyskutował na temat SI, tylko wspomnę, że tekst jest napisany ładnie stylistycznie. Po prostu dobrze się go czyta, zastosowane zabiegi uwypuklają to, co trzeba.

Widzę też między wierszami emocje, misję, chęć zmiany, zwrócenia uwagi. Napiszę, że odwagę, tak awansem, bo przecież autor(ka) się ujawni. Od początku widać, że chce porwać czytelnika i robi to bardzo dobrze.

Więc, żeby było zabawnie, daję bibliotekę – nie za treść, tylko za sposób i styl oraz pomysł, bo naprawdę jest wdzięczny i pisany z sercem heart

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Może jestem staroświecki, ale nie lubię Ej aj, 

Waj aj jaj jaj

Ej aj w kosz, proszę Państwa, W KOSZ!

Pozdrawiam

O! Hesket! Nowy obrazek! :)

Też jestem staroświecka :)

Tak jest gładko napisane, ta apologia ej ai, że argumenty wydają się bez zarzutu… , ale gdy się wgryźć, to nie wiem, z jakiego powodu ktoś, kto chce pisać i sprawia mu to przyjemność, miałby nie-pisać?

Hesket

 

WITAM ZATEM W LOBBY ANTYCYFROWYM.

Nic staroświeckiego w tym nie ma. Z moich doświadczeń wynika, że to raczej dziadki zachwycają się AI, wszyscy moi znajomi zaś na to plują bez ustanku. Jesteśmy wierni Boskiej Maszynerii. 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Nowa Fantastyka