- Opowiadanie: Prestidigitator - Mino, Zabójca

Mino, Zabójca

Opowiadanie osadzone w świecie Verdis.

Tym razem to pierwszy wymyślony akapit skłonił mnie do rozważenia losów zabójcy, który nienawidzi zabijać, ale to jedyne co zna. Czy to nie synonim wszystkich tych, którzy pracują, chociaż nienawidzą tego co robią? Ale nie mają alternatyw. 

 

EDIT: ooo, dzisiaj stałem się ‘pełnoletni’ na portalu! Równo 3 miesiące, równo 50 komentarzy. Happy Joinday to me! 

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Mino, Zabójca

 

Prolog

 

Znowu to zrobił, znowu był zmuszony. Stojąc nad martwym ciałem, Mino płakał. Łzy kapały na podłogę, a on, nie mogąc ich powstrzymać, po prostu oddał się chwili żałości.

Gdy trochę ochłonął, otarł nos skrajem czerwonego rękawa. Musiał otworzyć sejf. A potem oczyścić wszelkie dowody, że kiedykolwiek tu był. Lista zadań go trochę uspokoiła. Stękając, podniósł ciało z ziemi i zaciągnął je do gabinetu. Szybko uchylił powiekę byłego, tymczasowego przyjaciela i bez przeszkód dostał się do tajnego pomieszczenia.

Miał jasne instrukcje, czego potrzebuje, więc od razu zrobił parę kroków w głąb skrytki. Były tu przede wszystkim dokumenty, dobrze posortowane. Widać, że ofiara dbała o porządek. Szybko znalazł interesujące go papiery i wyszedł.

Usadził ciało mężczyzny przy biurku, przez przypadek dotykając odsłoniętego brzucha nieboszczyka. Mózg Mino otrzymał natychmiast sygnał. Wysyłając odpowiedni impuls, jeszcze mógłby pomóc, ponownie aktywować serce ofiary.

Niestety, miał odbierać życie.

Nalał whisky z karafki do zdobionej szklanki i postawił obok trupa, który teraz leżał z rozłożonymi rękami, głową na blacie. Cmoknął niezadowolony, odlał trochę płynu z powrotem do naczynia i przewrócił szklankę obok dłoni zmarłego.

Brunatna ciecz popłynęła na wszystkie strony, wsiąkając w papiery dookoła.

Tak. To było to.

Mino rozejrzał się jeszcze i ruszył sprzątać miejsce, gdzie uścisnęli sobie dłonie. Najpierw oczywistości. Wygładzić dywan, zebrać pojedyncze włosy, ślady butów. Lista w głowie ułatwiała postawienie następnego kroku. Dopóki miał listę, nie podda się.

Na szczęście nie musiał się przejmować odciskami palców, zawsze nosił rękawiczki. Poza najważniejszymi dla misji trzydziestoma sekundami, pomyślał z goryczą.

Przeniósł się do kuchni i zmył jeden z dwóch kompletów stołowych, których użyli podczas kolacji. Rozejrzał się mimochodem i coś przykuło jego uwagę. Nie był pewien co.

Zamknął oczy, wizualizując pomieszczenie.

Zapach.

Czuł własny pot, efekt spędzenia całego dnia w podróży.

Ruszył do gabinetu i zaczął szperać w szufladach. Natrafił w końcu na drewnianą skrzyneczkę, obok której leżał pistolet. Odruchowo cofnął rękę i się skrzywił. Broń była wyborem zabójców. On był inny. On nie miał wyboru.

Sięgnął po cygaro ze szkatułki i je zapalił. Chodził po pokojach, metodycznie wydmuchując dym na fotele i w stronę miejsc, w których przebywał.

W końcu stanął przy drzwiach frontowych, gotów do wyjścia. Tak, teraz pomyślał o wszystkim.

W tacy na klucze, przy wejściu położył małe pudełko zapałek, które można dostać tylko w klubie nocnym. Tam nie ma kamer, będą mieli wyjaśnienie, czemu nie mogli go znaleźć na nagraniach cały dzień.

Zawahał się, wpatrzony w ciemność. To był dobry człowiek. Nie pasował do opisu burzyciela porządku, ale zabrane dokumenty opowiadały inną historię. Tak mu powiedziano. A Mino miał zabijać, nie zadawać pytań.

W końcu ściągnął przez głowę czerwony sweter, odsłaniając szarość podkoszulka. Spod rdzawo-brązowych spodni wyłoniła się druga, szara para. Nacisnął cicho klamkę i wymknął się na ulicę.

1. Sprawozdanie

 

Twarz człowieka, przed którym stał Mino, była całkowicie czerwona. Wyróżniały się tylko białe wąsy, które kontrastowały z kolorem skóry i hipnotyzowały sposobem, w jaki pozostawały nieruchome nad ciągle otwierającą się dolną szczęką.

– …i on nigdy by sobie nie pozwolił na picie przy biurku? Czy ty w ogóle czytałeś akta?

Po chwili Mino zdał sobie sprawę, że pytanie nie było retoryczne. Zmusił się, żeby odwrócić wzrok i z powrotem skupić się na bieżącej chwili. Zalała go fala ciepła, spływająca mu po policzkach na kark i resztę ciała. Wstyd, który do tej pory skutecznie tłumił.

– Tak jest! – odparł tylko. Wiedział, że to pytanie pułapka.

– Co ‘tak jest’! – wrzasnął. – Jesteś jakiś niepełnosprytny? Upadłeś na głowę w dzieciństwie?

– Nie, sir!

– Jeszcze raz mi odpowiesz jedną sylabą, a ześlę cię na Wyspę, tam, gdzie powinieneś gnić już od dawna. Rozumiemy się?

– Tak jest, mamy pełne zrozumienie, sir! – odkrzyknął Mino, chociaż miał ochotę wreszcie wygarnąć napuszonemu urzędasowi. To nie był nawet nikt ważny, tylko rodzaj ucznia lub sekretarki.

Wąsacz zaczął rozchylać usta, szykując zapewne następną tyradę, ale przez drzwi gabinetu wychylił się Chris.

– Bitram, wystarczy. Mino, pozwól do mnie.

– Tak jest! – Bitram naprężył się i przyłożył dłoń do czoła. Zaraz potem wrócił do pisania w dokumentach, jakby nigdy nie przerwał. Jego twarz momentalnie wróciła do naturalnych kolorów.

Mino przyglądał się natychmiastowej transformacji z uniesionymi brwiami, powstrzymał się jednak od komentarzy.

– Twoja ostatnia misja miała wady w egzekucji – oświadczył Chris, gdy już usiedli. – Co się stało?

– Sir, nie mogę się zgodzić, że posadzenie go na fotelu miało znaczenie. Zdążyłem go poznać, musiałem go poznać, żeby się zbliżyć – głos mu zadrżał. Przełknął głośno ślinę, zanim kontynuował: – Biurko było racjonalniejszym wyborem, rzadko używał fotela, bo przypominał mu żonę.

Przełożony popatrzył na niego uważnie, zimno i bez wyrazu, jakby był niezadowolony z usłyszanych słów. Mino unikał kontaktu wzrokowego. Czuł, że za każdym razem, gdy patrzył prosto w oczy Chrisa, traci część siebie.

– Dobrze, spodziewam się szczegółowego raportu. W tym przebieg twojego rozumowania – rzekł w końcu, wyciągając z szuflady teczkę. – Mamy następną misję.

– Czy…

Mino się zawahał. Nie powinien tego robić, nie powinien okazywać uczuć, zwłaszcza przed tym człowiekiem. Ale z drugiej strony, nie miał nikogo innego. Wszyscy, których poznawał, musieli umrzeć. Poczuł ściśnięcie w żołądku na tę myśl.

– Mów, Zabójco – ponaglił przełożony.

– Błagam, sir, nie nazywaj mnie tak – wypalił i natychmiast skurczył się w sobie.

To była błahostka, zwłaszcza przy tym, o co chciał prosić. Po co rujnować mu jeszcze bardziej humor? Zauważył lekki grymas na twarzy rozmówcy, ale postanowił kontynuować.

– Nie mogę już zabijać, nie chcę. Proszę, pozwólcie mi iść na emeryturę. Będę grzeczny, będę raportować, będę stawiać się w punktach kontrolnych, cokolwiek. Tylko pozwólcie mi już nie zabijać – wyrecytował na jednym tchu, zgodnie z ćwiczeniami z ostatnich paru dni.

Udało mu się zaskoczyć Chrisa, bo patrzył na niego z kamienną twarzą i się nie odzywał.

Cisza przedłużała się, a z każdą sekundą Mino czuł pot spływający mu po czole i plecach. W końcu postanowił, że powinien się jednak uspokoić. Zaczął analizować dłonie szefa. Długie palce, zadbane paznokcie, brak odcisków. Gdyby nie to, że siedzą w urzędzie wojskowym, to te ręce z całą pewnością powiedziałyby, że człowiek przed nim nie para się pracą fizyczną. Poczuł, że bicie jego serca wraca do normalnego rytmu. Dobrze.

– Zobaczymy, co da się zrobić – odpowiedział w końcu Chris, gdy cisza ciągnęła się dłuższy czas. Schował przy tym teczkę, którą wyciągnął wcześniej i położył na blacie inną, wybraną z szuflady na samym dole biurka. – A teraz misja. Ta będzie nietypowa, chociaż to kolejny opozycjonista do wyeliminowania.

Zabójcy chciało się skakać z radości. Z ust Chrisa takie proste słowa oznaczały obietnicę, że porozmawia z przełożonymi o jego emeryturze.

Przynajmniej tak się wydawało.

Mino się tego nie spodziewał, poddanie się bez prób zatrzymania go? Ścisnął krawędzie krzesła, powstrzymał cisnący się na twarz uśmiech i całą siłą woli skupił się na trwającej właśnie odprawie.

 

2. Opozycjonistka

 

Eva zerknęła za siebie. Na ulicy nie było nikogo, ale wydawało się, że cienie podążają, gdziekolwiek się udała. Potrząsnęła głową i ruszyła dalej, w nieuczęszczaną część miasta.

Sama zgotowała sobie taki los, upominała się w duchu. Chciała dołączyć do opozycji, zrobić coś dobrego dla świata. Dawniej była po prostu agentką, jedną z osób, które musiały wysłuchiwać raportów i nie zdradzać się, że czyta tak naprawdę między zdaniami. A potem donosić swoim przełożonym na wszelkie oznaki niesubordynacji. Nienawidziła tego. Niestety, albo donosiła, albo sama zostałaby zabita.

Teraz oficjalnie przechodzi załamanie nerwowe, a nieoficjalnie skrada się i ma kogoś śledzić, być może nawet wyeliminować.

Stanęła przed zacienionymi drzwiami klubu nocnego, do którego zmierzała. Zapukała i zaraz otworzyła się zasuwa. W szparze pokazały się oczy.

– Tak? – zapytał męski głos, zaskakując uprzejmością.

– Mandragora – rzuciła hasło, rozglądając się dookoła.

Skrzypnęły zawiasy i drzwi się uchyliły. Przekroczyła próg i skinęła głową ochroniarzowi.

– Pierwszy raz u nas, słoneczko? – zapytał miękkim głosem.

Uważnie przyjrzała się mężczyźnie. Duży, umięśniony. Biała koszulka z krótkim rękawkiem odkrywała owłosione ramiona a kremowe, eleganckie spodnie, opinały muskularne uda. Uśmiechał się do niej nonszalancko, jednak bez pewnej prostackiej energii, którą Eva aż za dobrze znała z innych miejsc.

Biorąc pod uwagę, w jakim klubie się znalazła, była skłonna uwierzyć, że pytanie było szczere. Nieśmiało uniosła kąciki ust i pokiwała głową.

– O! To wspaniale! Emil, pozwól no!

W głębi korytarza pojawił się drobny, bardzo chudy nastolatek. Również miał na sobie białą koszulkę i kremowe spodnie. Eva zanotowała w pamięci, że taki strój najprawdopodobniej oznacza kogoś z obsługi. Zdała sobie też sprawę, że nie słyszy muzyki. Poczuła ukłucie strachu, ale zanim zdążyła zapytać, Emil wziął ją pod rękę i zaczął opowiadać:

– Cudownie, że do nas trafiłaś. Nic się nie bój, tutaj będziesz mogła potańczyć, poszaleć, być sobą, z dala od złego oka agentów naszego kochanego państwa. Ostatnio…

Kobieta z trudem zachowała kamienną twarz. Słuchając ciągłego słowotoku, nie mogła oprzeć się wrażeniu, że chłopak nie zdaje sobie sprawy ze skali zagrożenia, mówiąc tak swobodnie o tajemnicach klubu. Rząd oficjalnie potępiał wszelką indywidualność, w tym nieheteronormatywność. Ale z drugiej strony nigdy z tym nic nie robił, tak długo, jak wszystko działo się nieoficjalnie.

– …własne?

Pytanie Emila zawisło w powietrzu, wyraźnie oczekiwał odpowiedzi. Eva nie miała pojęcia, o co właściwie została zapytana. Czuła rumieniec, wypływający na policzki.

– Przepraszam, zamyśliłam się, trochę się stresuję – wybąkała.

– Ależ nic się nie martw, nic się nie stało! Pytałem tylko, czy chcesz wypożyczyć stroje, czy masz własne?

– Własne.

– Cudownie! Tam jest szatnia, a jak będziesz gotowa, to tędy wejdziesz prosto na parkiet.

Zastukał w duże, dębowe drzwi, przy których właśnie stanęli. Z tego miejsca słychać już było przytłumioną muzykę, dobiegającą zza przeszkody.

Podziękowała za odprowadzenie i ruszyła ku szatni, gdzie ściągnęła szare ubranie, wrzuciła je do jednej z szafek i ubrała się w kolorowy strój. Czuła się przy tym jak klaun, nigdy nie nosiła oficjalnie nic innego niż szarości. Lub granat, gdy była na służbie.

Poprawiając ciągle turkusowy t-shirt, wciśnięty w sztruksowe, lawendowe spodnie, otworzyła wreszcie drzwi prowadzące na główny parkiet.

 

3. Cel

 

Evę zalała fala muzyki. Dziwnej, elektronicznej. Kojarzyła, że chyba nazywa się rave, albo techno. Zatkała uszy, nie mogąc zebrać myśli. Nie tego się spodziewała, przy pierwszej wizycie w klubie. Nie wiedziała czego się spodziewać, ale na pewno nie tego.

Zamknęła drzwi i z dłońmi nadal przyłożonymi do uszu, ruszyła do baru. Sufit był dosyć niski, natomiast przestrzeń samego klubu ogromna. Minęła właśnie wystający fragment cegieł w ścianie i zdała sobie sprawę, że to musiały być niezależne mieszkania, które ktoś połączył w jedno, tworząc parkiet.

Od razu zrobiło jej się duszno. Wyobraźnia pokazywała obrazy zawalającego się sklepienia. Brak podpór w kluczowych miejscach, zniszczone zapewne też ściany nośne. Jak mogli być tak nieodpowiedzialni? Przecież to zagrożenie dla życia! Czemu nikt z tym nic nie robił?

Gdy ostatnia myśl pojawiła się w głowie, aż się zatrzymała. Przecież to jest nieoficjalne. Nielegalne. Muszą sobie radzić, jak mogą. A rząd by się ucieszył na taką katastrofę. Rozejrzała się ze wstydem, upewniając się, że nikt nie usłyszał czasem jej myśli i skarciła się za urzędnicze podejście, po czym ruszyła dalej do baru.

Po pewnym czasie, gdy zdążyła wypić drinka i odrzucić parę zalotów adoratorek, nadal nie dostrzegała celu wizyty. Patrzyła na kolorowy tłum i nie dowierzała, że istnieje aż tyle barw. Na powierzchni robotnicy nosili zwykle szarość, bo ten kolor materiału był najtańszy, dotowany. Bogatsi pozwalali sobie na ekstrawagancje kolorów, ale ukrywali się w wydzielonych dzielnicach, byle tylko nie dotykać biedoty.

Podczas gdy się zamyśliła, na skraju parkietu pojawiła się nowa para tańczących. W jednym z nich rozpoznała cel. Niski mężczyzna z bujną, brązową czupryną. Dosyć umięśniony i chyba można było go nazwać przystojnym, chociaż nie podobał się Evie. Prawdopodobnie przez oczy, wąskie, nierówno rozstawione, zbyt głęboko osadzone w czaszce.

Obaj mężczyźni byli spoceni. Gdy minęła piosenka, skierowali się w stronę baru i usiedli nieopodal. Najbardziej nonszalancko, jak tylko potrafiła, zerknęła w ich stronę. Gdy zauważyła, że byli zapatrzeni w siebie nawzajem, przyglądała się już bez dalszego skrępowania.

To był on. Mino, Zabójca. Miała go obserwować. Wiedzieli, że zabija z bliska, dotykając drugiej osoby. Mógł sterować sygnałem serca. Straszna modyfikacja genetyczna, zwłaszcza dla osób, które tego doświadczały.

Po paru minutach odpoczynku mężczyźni ruszyli z powrotem na parkiet. Przytulali się, mimo iż żywa muzyka do tego raczej nie skłaniała.

Nagle towarzysz Mino osunął się na podłogę, cały czas trzymany za dłoń. Skóra do skóry.

Eva odstawiła gwałtownie drinka, rozlewając napój po ladzie i wstała. Niestety, tylko obserwacja, skarciła się w duchu. To, co widziała, było spektaklem, a ludzie dookoła rozstąpili się i patrzyli tępo na scenę, nie chcąc zrozumieć przekazu.

Zabójca krzyczał, prosząc o pomoc. Eva wiedziała, że gdyby chciał pomóc, puściłby trzymaną dłoń, przerwałby kontakt. Zacisnęła zęby, zmuszając się do bezruchu.

Będzie musiała powiedzieć dowództwu, że powinni zabić tego człowieka. Albo sama spróbuje to zrobić. To nie moc, która może pozostać w zasięgu rządu.

Tylko dlaczego tym razem nie wybrał prywatniejszego miejsca? Może wtedy mogłaby uratować, zrobić cokolwiek. Tutaj ryzykowała zbyt wiele.

W końcu, po jakiejś minucie, Mino wypuścił dłoń byłej randki i usiadł, gorzko płacząc i obejmując rękami kolana. Nikt obecny nawet się nie schylił, żeby pomóc w reanimacji. Ktoś wyłączył muzykę, a w tłumie rozległy się pomruki i szepty.

Eva wiedziała, że to, co się tutaj stało, jest perfekcyjną wymówką dla Zabójcy. A jednak jego łzy wydawały się szczere. Widziała z daleka, że wręcz się trzęsie przez kolejne spazmy. Jego twarz wyrażała tylko ból i żałość, zmarszczki na czole, ściskanie powiek, czerwone ślady na policzkach.

Kobiecie zrobiło się go wręcz żal. Mimo to nie mogła długo rozpamiętywać wydarzeń. Do tłumu zaczęło docierać, co się właśnie wydarzyło i ludzie tłoczyli się przy wyjściu. Zginął człowiek. Niedługo wpadnie agentura i będą przepytywać, kogo się da.

Próbując dopchać się do drzwi, Eva obejrzała się ostatni raz przez ramię.

Zabójca dalej siedział, z głową na kolanach, nie poruszając się.

 

4. Pętla

 

„Muszę z tym skończyć, muszą pozwolić, błagam”.

Ciało zabitego leżało obok Mino. Siedział skulony przy denacie i gładził wnętrze swojej dłoni. Wiedział, że gdzieś tam, tuż pod powierzchnią skóry, mikroboty tworzą siatkę, która przetwarza sygnał umysłu na impuls sterujący cudzymi sercami. Dosłownie. Moc, o którą nigdy nie prosił. Mógł ratować życia, ale los, i przede wszystkim rząd, chcieli inaczej.

Otępienie nie pozwalało myśleć jasno, aż do świadomości przebiły się pierwsze krzyki. Czas uciekać.

Wkroczyć do pokoju ochrony i zabrać nagrania.

Przebrać się w normalne ciuchy.

Uciec do bezpiecznego domu.

Złożyć raport.

Lista zadań. Stara, dobra przyjaciółka.

Zabójca pociągnął nosem i wstał. Ruszył w stronę ochrony. Tym razem nie miał zacierać śladów, więc zostawił w spokoju ciało byłego towarzysza tańca.

„Dziwna misja”, pomyślał. Zwykle miesiącami miał zdobywać zaufanie oraz informacje i dopiero na sam koniec zabijał. Bez śladów, bez jakiegokolwiek wskazania, że ktoś z zewnątrz miał styczność z ofiarami. Teraz miał to zrobić jawnie, przy świadkach. Może chcieli go wyeliminować?

Ale nie dostał rozkazu pozostawienia nagrań. Przeoczenie, czy celowa gra?

Pokręcił do siebie głową i rozpoczął realizację planu.

 

***

 

Znowu siedział przy biurku Bitrama. Wysłuchiwał tyrady, jak to misje są serią porażek i że Mino jest nic niewart. Znowu Chris lekko przytemperował zapędy niższego rangą urzędnika, delikatnie, jakby nie chciał urazić.

„Czy wszystko zawsze będzie takie samo? Czy jestem skazany?”, rozmyślał mimowolnie Zabójca.

– Nie przejmuj się nim – rzucił szef, gdy siadali już w zamkniętym gabinecie. – Musi trochę pogadać.

Pokręcił lekko głową i wyciągnął karafkę z brunatną cieczą.

– Myślałem o tym, o co mnie poprosiłeś – kontynuował, nalewając whisky do szklanek. – To nie będzie łatwe. Pojawiła się następna misja, do której nadajesz się idealnie.

– Następna misja – odpowiedział głucho Mino. – Ale…

– Robiłem, co mogłem, naprawdę – wszedł w słowo Chris. – Ludzie wyżej w hierarchii. Oni widzą aktywo, nie ciebie. Na razie nie mogę nic zagwarantować, będę dalej rozmawiać.

– Ja już nie mogę – wyszeptał w odpowiedzi. – Już nie mogę. Nie mogę. Nie mogę – dodał, za każdym razem coraz głośniej, czując, że wzbierają w nim emocje, które w przeszłości potrafiły doprowadzić do ataku paniki.

– Żołnierzu! – wykrzyknął Chris. – Jakie kroki podejmiesz przed kolejną misją!

– Sir! Zdam raport z tej, przeczytam teczkę, przygotuję historię mojego alter ego, zacznę realizować misję! – odkrzyknął Mino, zaskoczony, ale też wdzięczny. Chris wiedział, jak mu pomóc, na niego mógł do tej pory zawsze liczyć. – Dziękuję sir. Jestem gotów zdać sprawozdanie.

– Dobrze, słucham – odpowiedział i oparł się w fotelu.

Opowieść Mino nie zajęła wiele czasu. Wiedział, na co zwrócić uwagę, a co może pominąć, robił to wielokrotnie, a wyjątkowo misja nie zawierała wielu informacji o celu.

– …i jeszcze jedno, kobieta. Obserwowała mnie. Myślała, że nie widzę, patrzyła prosto na nas.

Chris zamarł ze szklanką w połowie drogi do ust. Odstawił naczynie i podrapał się po brodzie.

– Opisz ją – rzucił.

Zabójca, z półprzymkniętymi powiekami, dyktował kolejne detale, pojawiające się w jego umyśle. Ciągłe poprawianie kolorowych ubrań. Czarne włosy sięgające do ramion i niemal niewidoczne znamię tuż pod wargą. Zadarty, mały nos. Blada cera. To, jak bezczelnie się w niego wpatrywała, myśląc, że nie widzi.

– Amatorka. Nikt istotny – spostrzegł w zamyśleniu Chris, gdy sprawozdanie się skończyło. Stukał przy tym rytmicznie paznokciami w biurko. – Nikt na kogo warto poświęcić czas, ale luźnych nitek się nie zostawia. Trzeba się nią zająć – zakończył i spojrzał prosto na Zabójcę.

– Ja?! – krzyknął Mino, zrywając się z siedziska. – Ja zabijam zbyt wolno, wyślijcie kogoś, kto się na tym zna, zabójcę!

– Zapominasz się – odrzekł chłodno Chris, pociągając długi łyk whisky. – Tylko ty znasz wygląd. Jak sobie to wyobrażasz, podyktujesz listę cech?

– Mam nagrania…

– Masz też rozkaz.

Słowa przełożonego sprawiły, że oklapł na krzesło i się skulił. Ten człowiek, Chris, był wszystkim, co zna. Nie może sobie pozwolić, aby zrobić z niego wroga.

– Oczywiście – poinformował Mino, głosem bez wyrazu.

 

5. Zawsze jest kolejna misja

 

Widok za oknem nie napawał Evy optymizmem. Smutno było przyglądać się szarym robotnikom, przepływającym tłumnie w drodze do pracy, zwykle w jakiś sposób na rzecz rządu.

Właśnie świtało. Widziała zarys, projekcję sztucznego słońca na horyzoncie. Zawsze o tej samej godzinie. Ich kopuła nie zawodziła.

Pokręciła głową i usiadła w fotelu. Paręnaście godzin temu widziała śmierć niewinnej osoby. Śmierć, której nie mogła zapomnieć i przez którą nie mogła spać. Eva czuła, że się oszukiwała. Nie będzie w stanie kogokolwiek zabić, skoro taki widok przyprawiał ją o mdłości. Będzie musiała oddać zlecenie.

Cichy szelest w mieszkaniu przykuł uwagę kobiety. Odwróciła się gwałtownie i zastygła z ręką na oparciu fotela.

– Czemu mnie obserwowałaś? – wyszeptał Zabójca, podnosząc porcelanową figurkę z komody i przyglądając się przedmiotowi z uwagą.

– Ja… – zaschnięte usta nie pozwalały kobiecie na swobodną wypowiedź. Nie wiedziała zresztą co powiedzieć, myśli pędziły od paniki do próby wymyślenia wymijającej odpowiedzi. – Miałam cię obserwować dla opozycji. Jesteś na liście osób niebezpiecznych, Mino. Boimy się ciebie.

Mężczyzna zamarł z porcelaną w dłoni. Uniósł brwi, jakby próbował domyślić się podstępu w tak otwartym przyznaniu się do działania na rzecz przeciwników rządu. Odstawił powoli przedmiot i wpatrywał się w nią ciemnymi oczami, które w tym świetle wydawały się całkowicie puste.

– Przyszedłem cię zabić – oznajmił beznamiętnie, jakby mówił o pogodzie. – Słusznie się boicie.

– Domyśliłam się – odpowiedziała, starając się opanować piskliwy głos. – Porozmawiasz ze mną, skoro i tak mnie zabijesz? Jestem Eva.

– Nie. Mam zadanie i…

– Nie lubisz zabijać – weszła mu w słowo. – Widziałam w klubie. Czemu to robisz?

– Nie twój interes – burknął, zbliżając się do niej. – Co cię to obchodzi? Zaraz zginiesz, po co tracić czas?

– Bo możesz powiedzieć wszystko, a ja nie mogę tego stąd wynieść.

Zatrzymał się i spojrzał, niby wprost na nią, ale jakby nie widząc. Po chwili wahania skierował się w stronę kanapy przy fotelu.

Eva lekko odetchnęła. Zdała sobie też sprawę, że być może dla niego poznawanie ofiary było naturalną koleją rzeczy i to nie jest sukces. Zadrżała.

– Dobrze – odpowiedział, siadając na skraju mebla. Wpatrywał się w niezidentyfikowany punkt na przeciwległej ścianie. – O czym chcesz pogadać?

– Czemu wybierasz te osoby, a nie inne?

– Ja ich nie wybieram, zostają mi wybrane. Ja spełniam misję, wykonuję listę.

– Nie lubisz tego – powtórzyła. Ciągła beznamiętność w głosie Zabójcy sprawiała, że czuła jakby połknęła zimne kamienie, które teraz ciążą w żołądku. Z trudem powstrzymywała wymioty. – Ta jedna noc w klubie powiedziała mi o tobie więcej, niż miesiące rozmów. Momentami wyglądałeś, że się świetnie bawisz, a zaraz potem na twoją twarz wracał cień, jakbyś sobie przypominał, dlaczego się poznaliście.

– Moje uczucia nie mają znaczenia. Nie znam nic innego – bąknął. – Teraz moja kolej, gdzie w domu trzymasz komunikację z opozycją?

Zerknęła szybko w stronę komody i skarciła się w myślach. Na pewno to zauważył.

– Tam, środkowa szuflada, podwójne dno – powiedziała z rezygnacją w głosie. Straciła potencjalną kartę przetargową. – Mino, będę z tobą szczera, całkowicie, obiecuję. Ale pozwól mi lepiej zrozumieć, dlaczego to robisz, skoro tego nienawidzisz. Dlaczego nie odejdziesz?

Wstał jeszcze w trakcie pytania i podszedł do mebla. Wyrzucił zawartość szuflady i zaczął skrobać po niej paznokciami, próbując podważyć dno.

– Nie mam wyboru. Albo służę, albo ześlą mnie na Wyspę. Albo zabiją. Takie mam opcje.

– Mógłbyś też do nas dołączyć. Zapewnilibyśmy azyl.

Mino zamarł. Eva zauważyła, że na dotychczas beznamiętnej twarzy Zabójcy pojawiło się zmarszczone czoło. Wreszcie udało jej się przebić. Poczuła gęsią skórkę na plecach, dreszcz ekscytacji, wydający się tak bardzo nie na miejscu, w obecnej sytuacji.

– Zmienię tylko właściciela. Nadal będę psem na posyłki, tylko innej osoby – warknął ostatnie słowa, próbując otworzyć skrytkę siłą.

– Nie, Mino, jeżeli nie będziesz chciał, już nigdy nie odbierzesz życia. Trafisz do jednej z naszych enklaw. Nie wiem, gdzie są, ale są! – dodała szybko, unosząc palec wskazujący, gdy gwałtownie spojrzał w jej stronę na wspomnienie o nieznanych rządowi informacjach. – Za nisko jestem w hierarchii, żeby wiedzieć. Kto jest twoim przełożonym? Może go znam, pracowałam jako agentka.

– Pracowałaś jako agentka i działasz w opozycji? – zapytał, znowu przerywając pracę i unosząc brwi. – I nie próbowali cię wyeliminować?

– Nie, nie wiedzą. Nie są wszechwiedzący. Opozycja działa od dekad, a rząd nie odniósł większych sukcesów w eliminacji. A wiesz, kogo zabijałeś?

– Opozycja, ludzi zbyt aktywnych politycznie i innych burzycieli porządku – wyrecytował bezwiednie, jakby został zapytany o tabliczkę mnożenia.

– Nie Mino, wśród twoich celów byli opozycjoniści, to prawda, ale w większości miałeś zabijać osoby, które były przychylne rządowi i z jakiegoś powodu podpadły – objaśniła z pasją. – W tym byli inni z twojego fachu. Rząd nie liczy się z nikim. Jesteśmy – podkreśliła słowo, uderzając pięścią w otwartą dłoń – pionkami, które wyrzucają, jak tylko im się znudzimy. Dlatego odeszłam. Dlatego wierzę, że ty też możesz.

Mężczyzna stał teraz, nadal z szufladą w dłoni, przy boku. Wpatrywał się w ziemię i ewidentnie toczył wewnętrzną walkę.

Eva podniosła się z fotela i powoli podeszła. Drgnął nerwowo, gdy próbowała zabrać mu fragment mebla, ale ustąpił. Wcisnęła ukryty przycisk i podwójne dno odskoczyło. Wyjęła i przeglądała listy, a Mino nie przeszkadzał, wpatrując się w jej poczynania.

– Mój mąż, też nie wierzył, został. Zabili go – wyszeptała. – Na środku ulicy, strzał i straciłam wszystko.

W końcu znalazła kopertę, której szukała. Uśmiechnęła się pomimo załzawionych oczu i przeczytała na głos:

– „Nowe zlecenie”, bla bla bla, „Mino, zwany też Zabójcą”, bla bla bla, „Obserwuj z bezpiecznej odległości”, „Znajdź słabe strony”, „co powstrzymuje go przed odejściem z rządu”, o, „Z dotychczasowych informacji wiemy, że nienawidzi zabijać, ale z jakiegoś powodu dalej to robi”.

Przerwała czytanie i spojrzała na Mino, który zamknął teraz oczy i po prostu stał, niczym zagubione dziecko. Wyglądał, jakby nie wiedział, co dalej zrobić.

Drżącymi dłońmi ujęła go za łokieć, a on podskoczył i zerknął zdziwiony, ale dał poprowadzić się z powrotem na kanapę. Wręczyła mu stos listów i wróciła do komody, szukając w niej paczki słodkości. Wiedziała też, że pod stosem skarpet i bielizny znajduje się pistolet.

– Obiecałam ci całkowitą szczerość, więc nie denerwuj się na mnie, proszę – rzuciła po chwili ciszy, starając się brzmieć swobodnie, mimo szalejącej w jej wnętrzu burzy. – Jest jeszcze dalsza część, niestety już mniej przyjemna.

Poderwał gwałtownie głowę i zerwał się z siedziska. Podszedł do niej dwoma dużymi krokami i złapał za ręce. Eva czuła jego przyspieszony oddech na karku oraz napięte mięśnie.

– Zabić mnie – warknął, zaglądając przez ramię kobiety. Wyraz zdziwienia pojawił się na jego twarzy, gdy zauważył ciastka. I nic poza tym.

– Tylko w ostateczności. Tylko, gdyby wszelkie informacje o twojej nienawiści do zabijania, okazałyby się fałszywe. – Delikatnie wyswobodziła się z uścisku, postawiła słodkości na stoliku, wzięła jedno i usiadła na fotelu. – Proszę, częstuj się.

Mężczyzna stał z niezbyt mądrym wyrazem twarzy nadal przy komodzie. Przypominał drapieżnika, napięty jak struna, w każdej chwili gotów dopaść ofiarę. Eva czuła spływający po plecach pot, ale mimo wszechogarniającego strachu, grała dalej. Widziała, że obrona Zabójcy pęka. On chciał uwierzyć. Chciał dać się przekonać. Postanowiła zaryzykować, oddać ostatni atut.

– A jeżeli chodzi o broń, to jest pod skarpetami, z prawej strony. Mogłam próbować – podkreśliła, patrząc prosto w oczy oprawcy i nachylając się do przodu. – Wszyscy mamy wybór. Zawsze. Ja wybieram wiarę w ciebie. Twój osąd.

Mino szybko przeszperał szufladę i wyciągnął pistolet. Sprawdził magazynek, przeładował, a następnie wycelował.

– Moje życie jest… Ja… ja nie wiem… Co… – jąkał się, tracąc przy tym całą aurę tajemniczości, która go do tej pory otaczała.

Teraz wyglądał po prostu na skrzywdzonego człowieka, który uważał, że nie ma wyboru.

 

***

 

Wszystko w Mino buzowało od nadmiaru emocji, a pistolet, narzędzie zabójców, ciążył w wyciągniętej dłoni. Celował w kobietę przed sobą i nie wiedział, co dalej zrobić. Miał ochotę coś zniszczyć, albo biec, przed siebie, bez celu. Nie był przyzwyczajony do takiej ilości uczuć.

– Dlaczego chcesz mi niby pomóc. Co z tego masz! – wrzasnął nagle i poczuł, że jego słowa przeradzają się w pisk. Zacisnął usta i wpatrywał się wrogo w Evę.

Drgnęła na dźwięk głosu, ale dalej siedziała, lekko pochylona. Mimo panującego półmroku jej niebieskie oczy świeciły się od niedawnych łez, a na twarzy gościł uśmiech. Nie kpiący, bardziej pokrzepiający, dobrotliwy. Czy to była gra? Jak ktoś mógł patrzeć w lufę broni i się tak zachowywać?

Tylko przecież musiała zdawać sobie sprawę, że mógł ją zabić od początku, wiedziała, kim jest. A mimo to wydawała się chcieć pomóc. To mogły być pozory, sztuczki szczura przypartego do ściany, nie mógł ufać.

Ale oddała broń. A miała okazję.

Poczuł ukłucie nienawiści. Dlaczego to zrobiła. Dlaczego tak utrudniała zadanie?

– Nic. Spokój ducha? Przeżyję? Nie ukrywam, że to też jest trochę mój cel – zaśmiała się, niespodziewanie, sprawiając, że leżący na spuście palec Zabójcy zadrżał.

Przeklęta istota, pomyślał i otarł pot z czoła.

– Ja miałem tylko przejrzeć nagrania, zidentyfikować, wyśledzić, wyciągnąć informacje, zabić, złożyć raport. Nic więcej, to moja rola. Nagrania, zidentyfikować, wyśledzić, wyciągnąć informacje, zabić, złożyć raport. Nagrania, zidentyfikować…

Zaczął w kółko powtarzać listę, niczym mantrę. Chwiał się przy tym delikatnie w przód i w tył, cały czas celując w kobietę, która wpatrywała się w pistolet niczym zahipnotyzowana. Nie potrafił się powstrzymać przed recytacją.

To go uspokajało.

Pozwalało myśleć.

Musiał porozmawiać z Chrisem, zweryfikować informacje, zanim podejmie dalsze decyzje.

Chciał też zobaczyć teczkę z poprzedniej misji. Jego cel nie był złym człowiekiem. Poznał go zbyt dobrze. Ani razu nie powiedział nic, co czyniło go złą osobą. Kochał żonę, działał na rzecz różnych fundacji. Omijał politykę szerokim łukiem. Co takiego mogło się tam kryć, że rząd postanowił go wyeliminować?

„Jeżeli zabijałem osoby tylko dla czyjegoś kaprysu. Jeżeli działałem bez powodu, to naprawdę jestem… tym słowem, którym mnie określają”, pomyślał z przerażeniem.

– …informacje, raport, zabić. – Przerwał mantrę i gwałtownie opuścił pistolet, co spowodowało, że Eva aż podskoczyła.

– Jaką mam gwarancję, że mną nie manipulujesz? Że faktycznie będę mógł dołączyć i nigdy już nikogo nie zabić? – zapytał, teraz całkowicie spokojnym głosem.

– Tylko moje słowo – odparła. – Ale obiecałam, że nigdy cię nie okłamię.

Cisza.

Nie uwierzył. A ona zapewne o tym wiedziała. Ale nie oddała strzału, gdy miała okazję.

Skinął głową.

– Czekaj na mnie, ja muszę zweryfikować pewne informacje – stwierdził Mino, po czym wyciągnął pustą, odsłoniętą dłoń na pożegnanie.

Eva podała z wahaniem rękę.

Wyczuł, że jej serce pulsuje nienaturalnie szybko. Uniósł kącik ust i puścił delikatny impuls. Nic groźnego. Ledwie ostrzeżenie. Ona poczuje tylko ukłucie. Niech nie próbuje pogrywać.

 

6. Zabójca

 

– Zabójca. Tak mnie nazywają. Ta, Eva, twierdziła, że mogę żyć inaczej. Mogę nie zabijać, nie być… nie być tym słowem. Nie chcę być tym słowem, nie chcę, nie chcę, nie chcę.

Szedł bocznymi uliczkami ku siedzibie głównej. Mówił do siebie przez całą drogę, próbując się uspokoić. Nie może pokazać się taki roztrzęsiony u Chrisa. Może szkolenie pozwalało mu wyglądać na pewnego siebie, idąc ulicami miasta, niezależnie od sytuacji. Jednak szef go znał, lepiej niż ktokolwiek. Od razu go odczyta.

A musi poznać odpowiedzi. Zapytać, czy to, co mówiła ta szalona kobieta, było prawdą. Tylko tak będzie mógł zaufać.

Poprawił torbę na ramieniu. Ciążyła przez zawartość. Dawno nie miał przy sobie pistoletu, mimo iż wiedział, jak się nim posługiwać. Przyspieszył i wkrótce dotarł do wysokiego budynku administracyjnego. Szybko wjechał na odpowiednie piętro i zatrzymał się w wejściu, zastając tam Chrisa, robiącego samemu kawę.

– O, Mino, dobrze cię widzieć.

Zarumienił się, jak gdyby przyłapał przełożonego na robieniu czegoś nieprzyzwoitego. Do tej pory nawet sobie nie uzmysławiał, że szef może potrzebować kawy czy wody. Zawsze widział go w gabinecie, zawsze spokojnego, opanowanego, rozkazującego. Bitrama najwyraźniej jeszcze nie było, a Chris był zwykłym człowiekiem. O dziwo.

– Chcesz kawy, herbaty? – zagadnął.

Mino pokręcił głową i tylko patrzył. W końcu ruszyli razem w kierunku standardowego miejsca ich rozmów.

– To, co cię do mnie sprowadza, mój chłopcze, czyżbyś wytropił kobietę? – zapytał Chris, gdy już siedzieli, łącząc przy tym opuszki palców na wysokości brody.

– T-aak – zająknął się w odpowiedzi Mino. – Ona powiedziała mi dużo rzeczy.

– O, doprawdy? – zadumał się Chris. – A cóż takiego ci powiedziała?

– Kogo zabijałem? Kim były osoby, moje cele?

– Przecież doskonale wiesz – odparł i oparł się łokciami o biurko. – Ludzie z opozycji, zbyt aktywni politycznie i inni burzyciele porządku. Po co ci znać szczegóły, mój chłopcze?

– Muszę wiedzieć, błagam. Czy jest szansa na to, że przejdę na emeryturę? Tak naprawdę.

– Mino, mój drogi. – Ton Chrisa się zmienił. Przemawiał teraz ciepłym, rodzicielskim w brzmieniu głosem, a jego gesty stały się zachęcające. Rozłożył szeroko ramiona, jak do przytulania i przywołał na twarz uśmiech. Kąciki powiek pozostawały jednak gładkie, a sam błysk na tęczówce dawał wrażenie bardziej… niebezpiecznego?

– Masz do wykonania listę zadań – kontynuował. – Powiedz, udało ci się ją zrealizować? Czy możemy przejść do następnego elementu? Jesteś naszym najlepszym agentem. Bardzo cię doceniamy.

– Ale emerytura…

– Teraz to musi poczekać – przerwał. – Pracuję nad tym, obiecuję. Zadanie. Wykonane? Nie zawiodłeś mnie?

– Proszę. Powiedz, chociaż kogo zabijałem. Co było w teczce z mojej przedostatniej misji.

– O czym wy, do kurwy nędzy, rozmawialiście? – ryknął nagle Chris, uderzając pięścią w stół tak, że kubek z kawą rozlał część płynu.

Mino podskoczył na krześle i skulił ramiona, patrząc na swoje buty.

– Sir! Ja… ja… ja nie wiem… Ona mówiła rzeczy… Ona była… Ja…

– Raport! Co się wydarzyło!

Zabójcy kręciło się w głowie. Nie rozumiał, dlaczego Chris nie chciał odpowiedzieć na żadne pytanie. Przecież z tego, co mówi, to nie miał nic do ukrycia.

– Czy chcecie się mnie pozbyć? – słowa wyszły z ust mimowolnie. Mino nie panował nad nimi. Wypowiadając pytanie, wiedział, że musi jednak paść, musi znać odpowiedź, niezależnie od własnego strachu. Pierwszy raz od dawna odważył się skrzyżować wzrok z przełożonym. – Czy po to miałem jawną misję?

Zobaczył to! Na ułamek sekundy, na twarzy Chrisa pojawiło się przerażenie. Natychmiast zamaskowane pogardą, ale Mino to dostrzegł. Nie mylił się, musiał oglądać przerażenie na twarzach umierających osób za każdym razem, gdy był zmuszony zabić.

Ręce Chrisa zaczęły powoli wędrować w stronę szuflady biurka. Mino wyciągnął pistolet z torby i wycelował w pierś przełożonego. Ten zatrzymał się w połowie ruchu.

– I co mi zrobisz, zabijesz mnie? – zakpił. – Jestem wszystkim, co masz, Mino.

– Oni mnie przyjmą. Nie będę musiał zabijać.

– Tak ci mówią, a przy pierwszej okazji o to poproszą – przekonywał Chris, unosząc kącik ust w drwiącym geście. Widać było jednak, że pobladł. – Niby zrobią to miło, ale nie będziesz mógł odmówić.

– To ucieknę. Będę wolny.

– Nie bądź głupcem, będą cię ścigać.

– A wy nie chcieliście mnie wyeliminować? – zadrwił Mino.

– Chłopcze, zawsze cię broniłem przed Bitramem, zawsze mówiłem mu „nie krzycz tak na niego, to dobre dziecko”. Broniłem cię przed wszystkimi, którzy się obawiali!

– Jesteś szefem Bitrama, mogłeś mu nakazać być milszym – zasmucił się Mino i opuścił na chwilę pistolet. – Jaki ja jestem ślepy!

Gdy tylko lufa przestała celować Chrisowi w klatkę piersiową, ten otworzył gwałtownie szufladę i próbował zerwać się z krzesła.

Mino był szybszy. Pociągnął za spust, a huk wystrzału rozbrzmiał mu w uszach. Poczuł zapach prochu i niczym w zwolnionym tempie zobaczył, jak ciało przełożonego opada z powrotem na mebel.

Na twarzy Chrisa malowało się zaskoczenie. Złapał się za bok i trzymał ranę. Jego oddech stał się rzężący, a z twarzy odpłynęła reszta krwi.

– Ja… nie doceniałem cię… – wypowiedział z trudem, nabierając co chwila powietrza. – Nie wierzyłem… że jesteś do tego zdolny.

– Co było w teczce? – wycedził Mino.

Szef uniósł powoli dłoń, wskazując otwartą szafkę z dokumentami w rogu pokoju.

– Tam są… odpowiedzi i… bandaże.

– Zobaczymy, czy odpowiedzi wystarczą – odrzekł chłodno.

Podszedł do przełożonego i odsunął go z krzesłem od biurka, zabierając jednocześnie broń z szuflady. Dopiero wtedy skierował się ku dokumentom, cały czas mając oko na środek gabinetu.

Przemykał wzrokiem po grzbietach teczek. Większość sygnatur nic mu nie mówiła, ale trafił w końcu na znajomą kombinację.

– Pomóż mi… najpierw.

Spojrzał na Chrisa i nie odezwał się. Zaczął przeglądać dokumenty, posegregowane tematycznie w koszulkach, w cienkim segregatorze.

– Odprawa, opis na potrzeby wykonawcy – czytał na głos spis treści. – Opis szczegółowy, cel. O, podsumowanie postmisyjne.

Otworzył odpowiednią stronę i dotknął palcami plastikowej koszulki. Kartka przed nim była praktycznie pusta. Zawierała parę odręcznie napisanych zdań, w których rozpoznał charakter pisma Chrisa.

„Cel sprzątnięty. Zabójca ma wątpliwości. Potrzebna kolejna misja przetrzymująca, aby nie mógł za dużo myśleć”.

Dalej znalazł swój szczegółowy raport z przebiegu zadania. A na samym końcu samotny przedmiot, teczkę z sejfu sprzed paru dni.

Czuł, jak serce wali mu nienaturalnie szybko. Mimowolnie pomyślał, że dotykając teraz czyjejś skóry, pewnie pomyliłby rytmy. Otarł spocone dłonie o spodnie i otworzył znalezisko.

Zamarł, kolejny raz tego dnia. W środku były liczby, głównie zera. Dokument datowany na sprzed dwunastu lat. Przerzucał strony. Darowizny, zera. Koszty administracyjne, zera. Wertował strony coraz szybciej. Wszystkie zawierały te same, zerowe przepływy pieniężne, zmieniała się tylko data.

Sprawdzał marginesy, wyjmował pojedyncze kartki i prześwietlał je pod światło, szukał drugiego dna, złapał nawet zapalniczkę z biurka i próbował ujawnić niewidzialny druk.

Nic.

Sprawozdania nieczynnej fundacji. Nic, z czego można wyczytać cokolwiek.

– To nie ma sensu. Dlaczego miałem… Dlaczego akurat to? – wyjąknął bardziej do siebie, cały czas szarpiąc i przewracając koszulki w segregatorze.

Chris zaczął się śmiać, przerywając co chwila, aby zaczerpnąć powietrza.

– Nasze życia… to kłamstwo… – wycharczał i splunął na bok, uśmiechem pokazując zakrwawione dziąsła. – Uciekaj… póki… możesz…

Nie zaszczycił przełożonego reakcją, ale wiedział, że ma rację. Musi znikać, zanim Bitram dotrze do pracy i wszcznie alarm.

Natrafił na notatkę przy jednym z opisów, napisaną odręcznie, bokiem na marginesie, znowu charakter pisma Chrisa.

„Nie znaleźliśmy haczyków. Zlecam sprzątnięcie, Zabójca za bardzo się przywiązuje”.

Wpatrywał się w drobne litery, próbując ogarnąć umysłem, to, czego się dowiedział.

Słyszał coraz głośniejszy pisk w uszach, wwiercający się w czaszkę, jakby znów wystrzelił, tylko tym razem z armaty, tuż przy uchu. Musiał się podeprzeć, aby nie upaść.

Przed oczami przelatywały mu twarze zabitych.

Jego ostatni towarzysz-tancerz, o którym nie wiedział prawie nic, oprócz tego, że bardzo się pocił. Czy jego jedyną zbrodnią była indywidualność?

Właściciel wielu fundacji, którego teczkę właśnie przeglądał. Przypomniał sobie, jak parę minut przed śmiercią zwierzał się, że żałuje, że nie może zrobić więcej, bo boi się aparatu państwowego.

Prawie wszystkich musiał poznać, zbliżyć się. Żadna z tych osób nie zasługiwała na śmierć tylko na podstawie znajomości, ale zawsze ufał rozkazom, ufał ocenie Chrisa i dalszych przełożonych. Każdy z celów miał wady i zalety. A on był żołnierzem, agentem Verdis, narzędziem niewidzącym szerszego obrazka.

Pionkiem.

Czy za każdą z tych osób stała nic nieznacząca teczka z nic nieznaczącymi dowodami?

– Jestem Zabójcą – wyszeptał, zaciskając powieki i starając się stłumić w sobie buzujące emocje. Nie mógł się rozpłakać. Nie tu, nie przy nim. – Jak ci wszyscy z bronią.

Zbliżył się do Chrisa i chwycił go za rękę, dużo gwałtowniej, niż planował. Od razu w jego umyśle pojawił się aktualny rytm serca przełożonego. Bardzo słaby, niemal na granicy.

– Zabij… mnie… – Spojrzał mu w oczy wyzywająco. – Pokaż… że mieliśmy rację.

Mino odłożył trzymaną dłoń na oparcie krzesła. Popatrzył na komodę z raportami, potem z powrotem na bladą twarz przed sobą. Podszedł do mebla, zgarnął leżącą apteczkę i wrócił, kładąc ją na kolanach Chrisa.

– Zwalniam się – odpowiedział, już bez emocji.

Szybkim krokiem wyszedł na korytarz, nie oglądając się za siebie.

 

Epilog

 

Mino siedział skulony na krześle, w małym pomieszczeniu. Niewielka strużka światła wlewała się przez zasłonięte rolety, oświetlając zarys staroświeckiej kanapy i podkreślając unoszący się kurz. Wstał rozprostować kości i usłyszał serię strzyknięć. Położył dłoń na biodrach i próbował się trochę rozciągnąć.

Odkąd odszedł ze służby, ponad pół roku temu, miał mało okazji do treningów. Czasu pewnie by wystarczyło, ale odwiedzanie poligonów czy nawet siłowni było traumatyczne. Przywodziło na myśl te wszystkie dni, w których był zmuszony zabijać.

A tego nigdy więcej.

– Mino! Jesteś potrzebny! – Pielęgniarka otworzyła gwałtownie drzwi dyżurki i przyglądała się wnętrzu ciemnego pokoju. – Sala dwunasta, pacjent, resuscytacja od dziesięciu minut.

Pomarszczona twarz kobiety nie wyrażała emocji, ale z doświadczenia wiedział, że pod maską kryje się więcej empatii, niż jest to rozsądne w zawodzie.

– Biegnę, dziękuję Tissi – odpowiedział, złapał swój biały kitel i wyszedł w jasne światło, mrużąc powieki. Ruszył szybkim krokiem, oglądając się na pielęgniarkę.

– Proszę, proszę, zostanę z tyłu, gnaty już nie te – stwierdziła Tissi, stojąc dalej w drzwiach i masując dół pleców.

Od jakiegoś czasu narzekała na zdrowie i Mino zaczynał się martwić. Z jakiegoś nieznanego powodu lubiła go. Odkrył, że on ją też. Zwłaszcza że jeszcze nigdy, nikt go tak po prostu nie lubił.

Wpadł do sali numer dwanaście i ściągnął cienkie, płócienne rękawiczki. Na stole zastał mężczyznę, z rozdartym ubraniem, intubowany, w średnim wieku. Obok lekarz i grupa pielęgniarek przygotowywali się do użycia defibrylatora.

– Jednak jesteś. – Lekarz zrobił grymas w jego kierunku i odłożył urządzenie z powrotem na miejsce. – Karetka dopiero co go przywiozła. Małe szanse na powodzenie, chcieli już zapisywać datę zgonu – dodał bardziej profesjonalnie.

Mino podszedł do stołu. Gdy miał dotknąć skóry, zawahał się. Na sekundę. A potem zamknął oczy i przyłożył obie dłonie płasko do klatki poszkodowanego.

Od razu wyczuł bardzo słabe sygnały ciała, którego dotykał. Co oznaczało, że nie jest za późno. Pacjent walczył.

Nie wiedząc dokładnie, jak to robi, skupił się na mentalnym obrazie prawidłowo bijącego serca i poczuł, że udało mu się wysłać pierwszy impuls.

Systematycznie, zgodnie ze swoim pulsem, wysyłał kolejne fale. Wiedział, że proces zajmuje trochę czasu.

Poczuł, że rozbolała go głowa.

Nic nieznaczący skutek uboczny, wobec uratowanego życia.

Jeszcze chwilę. Już prawie. Mniej więcej za sekundy mężczyzna powinien się ocknąć.

Jego dłonie zaczęły lekko piec, niewidzialna siatka mikrobotów nagrzewała się. To sygnał, teraz pacjent powinien się obudzić.

Mino otworzył oczy i zerknął na postać na stole. Zmarszczył brwi, coś było nie tak. Coraz bardziej piekły go palce i poczuł, jak z nosa skapuje mu kropla krwi. Jedna z pielęgniarek, z przerażeniem wymalowanym na twarzy, podbiegła i chciała go otrzeć. Warknął tylko i zacisnął powtórnie powieki.

Głośny, świszczący wdech przebił nagle ciszę.

To pacjent próbował nabrać powietrza przez rurę w gardle i w panice rozglądał się dookoła.

Dopiero teraz były Zabójca poczuł, jak bardzo się zmęczył. Zawsze były skutki uboczne, ale to zdecydowanie trudniejsza wersja procesu. Skierował wzrok na dłonie, czerwonawe, jak po gorącej kąpieli. Otarł czoło z potu i opadł na krzesło, które podsunęła pielęgniarka.

A potem spojrzał na uratowanego i uśmiechnął się.

W jego piersi zapłonęła iskierka czegoś, co dopiero ostatnio nauczył się nazywać.

Duma.

 

***

 

Zegarek pokazywał, że prawie czas. Zaparzył kawę, a zapach ciemnego naparu rozszedł się po małym pokoju. Równo o umówionej godzinie rozległo się pukanie do drzwi dyżurki.

– Wchodź, śmiało – rzucił Mino.

– Jak tu masz ciemno, boisz się światła? – rzuciła wesoło Eva na wejściu.

– Możesz zapalić, zapomniałem, stare przyzwyczajenia – odpowiedział i uściskał kobietę. – Cieszę się, że cię widzę!

– Noo, to już miesiąc, nie? Wybacz, że nie wpadam częściej, działania w dużym-O pochłaniają.

– Nie musisz przejmować się podsłuchami, sprawdzam wszystko za każdym razem, gdy wchodzę.

Zaczęła śmiać się w głos, co spowodowało, że i Mino nieśmiało zachichotał. Wskazał krzesło przy stoliku i położył na nim dwie szklanki oraz dzbanek z kawą.

– Stare nawyki, ha? – powiedziała w końcu, gdy się trochę uspokoiła. Otarła kąciki oczu skrajem szarego rękawa.

Pokiwał głową, ale nie odezwał się. Zdawał sobie sprawę, że nie nalegałaby na spotkanie, gdyby nie to, że czegoś potrzebowała. Widział w gestach pewne zdenerwowanie i samemu też się napiął. Czyżby nadszedł dzień, w którym okaże się, że Chris miał rację?

– Widzę, że nie masz ochoty na wspominki, co? – zagadała, gdy nie odpowiadał.

– Jestem człowiekiem zadaniowym, mówiąc szczerze – odpowiedział poważnie, cały czas patrząc kobiecie prosto w oczy.

– Rozumiem. Pewnie domyślasz się, że chcę cię o coś poprosić. I nie będzie to łatwe, zwłaszcza dla ciebie, zwłaszcza teraz, gdy ratujesz życia.

Wzruszył ramionami i pociągnął łyk kawy. Starał się, by jego twarz nie drgnęła, nie zdradziła, jak bardzo jest spięty.

– Wiem, że rzadko jest ktoś do ratowania i przez większość czasu się nudzisz, a list gończy uniemożliwia wychodzenie. Co powiedziałbyś na urozmaicenie?

– Dotychczasowe życie dało mi dostatecznie dużo urozmaiceń – wyszeptał, pochylając głowę nad parującym płynem. – Teraz pragnę spokoju.

Kobietę wyraźnie poruszyły słowa, pochyliła się nad stolikiem i objęła jego dłonie, zaciskające się wokół szklanki.

– Hej, to tylko propozycja. Jeżeli powiesz, że nie, nic się nie dzieje!

Wzięła głęboki wdech i unikając kontaktu wzrokowego, kontynuowała:

– Chcemy, żebyś nauczał jak być szpiegiem. Masz doświadczenie, a w opozycji nie zawsze mamy umiejętności, sam wspomniałeś, jak słabo cię śledziłam.

Mino zesztywniał. Przyglądał się twarzy Evy, szukał śladów oszustwa, czekał na prośbę odebrania czyjegoś życia. Widział tylko smutek. I chyba troskę?

Nie takiej propozycji się spodziewał.

Czy mógł uratować więcej żyć, nauczając nowicjuszy jak nie zginąć?

Poczuł rosnącą emocję, której nie potrafił zidentyfikować. Chciał wstać i spacerować po pokoju. Chciał śpiewać, wyściskać wszystkich napotkanych ludzi, krzyczeć z radości. Ale dalej siedział i przyglądał się kobiecie.

– Muszę to przemyśleć – rzucił sucho i był zły na siebie, że nie zaakceptował od razu, że nie planuje już, czego może nauczyć.

– Dobrze! – Klasnęła przy tym wesoło. – A wiesz, że od twojego przeniesienia tutaj nie możemy…

Słuchał słów Evy, ale nie rozumiał. Siedział wpatrzony i rozmyślał nad nowym życiem, które malowało się w coraz jaśniejszych barwach.

Nie mogąc się dłużej powstrzymywać, wstał od stołu i zaczął zaparzać następną kawę.

Stojąc plecami do kobiety, pozwolił sobie, by na jego twarz wypłynął szeroki, radosny uśmiech.

Koniec

Komentarze

Hej, 

tekścik poprawny, ale nic ponadto. 

 

Jedna uwaga prawniczo-kryminalistyczna: A potem oczyścić wszelkie dowody, że kiedykolwiek tu był – jak można oczyścić dowody? można usunąć ślady z rzeczy ruchomych/nieruchomych (czyli oczyścić te rzeczy), likwidując tym samym dowody. Ale nie można oczyścić dowodu – rzecz ruchoma po usunięciu z niej śladów (np linii papilarnych) przestaje mieć status dowodu. 

 

Pozdr.

"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill

Hej, dzięki za komentarz. Racja, powinno być zniszczyć dowody, dzięki za wylapanie ;)

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Nowa Fantastyka