- Opowiadanie: marzan - Charon i Nila: Rzeka Lamentu

Charon i Nila: Rzeka Lamentu

Opowiadanie jest kolejnym z cyklu o Charonie i Nili.

Wcześniejsze części (nie licząc szortów):

Rzeka https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/34398

Rzeka Mieczy https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/34635

Akcja, choć fantastyczna, ma konkretne tło historyczne – V wiek p.n.e. Z tego względu opisana mitologia grecka jest mniej więcej taka, jaką pamiętacie, a skandynawska trochę inna od tej z książek. Prawdopodobnie w tym okresie głównym bogiem był Tyr (Tywiz), a Odyn i Thor pełnili funkcję poboczną. 

Sam koncept podziemi ewoluował, podobnie jak personifikacja w osobie Hel – można o tym poczytać tutaj:

https://spokenpast.com/articles/hel-norse-mythology/

i tu: https://norse-mythology.org/cosmology/the-nine-worlds/helheim/

Ze źródeł wynika, że to, z czym obecnie kojarzymy skandynawskie zaświaty, czyli Walhalla jest konceptem późniejszym i średniowiecznym. Stąd pomysł, żeby w opowiadaniu podziemia Północy były miejscem, gdzie wszystkie dusze są równe i zachowują pamięć.

W wyszukiwaniu informacji i rekonstrukcji protogermańskiego imienia bohaterki pomagała SI. Rekonstrukcje językowe szły jej dobrze, grzebanie tak sobie (bo wyszukiwała tendencyjnie, żeby jej pasowało do widzimiSIę), więc w zasadzie za to pierwsze nie powinienem dziękować, ale cóż – próbowała :) W każdym razie dzięki wyszukiwaniu mam linki do oryginałów i mogłem sam wyrobić sobie zdanie.

Nie polecam Tacyta – Germania, zbyt wiele rzymskich naleciałości, nie weszłoby do Biblioteki XD

 

Opowiadanie miałem dać na konkurs “Ze śmiercią im do twarzy”. Pisałem dość szybko (body tekstu w jeden dzień, uzupełnienia w drugi), i nie doczytałem o anonimowej publikacji – więc w końcu sam zdecydowałem, że napiszę na konkurs zupełnie coś innego, bo Nila i Charon są zbyt charakterystyczni i nie moglibyście zgadywać – a po co dawać na konkurs coś, co nie w pełni gra z zasadami?

Dzięki temu prawie upchnąłem całość w limicie 30k znaków – bez konkursu bym tego nie robił :)

 

Dajcie znać, czy przygody tej dwójki już Wam się oczytały, i czy kwestia utraty przez Nilę/Hel połowy siebie oraz jej relacja z Lokim jest warta kolejnego opowiadania. Na razie i tak zabieram się za coś innego!

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

HollyHell91

Oceny

Charon i Nila: Rzeka Lamentu

You wonder why I'm all out of tears to cry

Today I'm not, not afraid to die

 

Afterlife, Evanescence

 

Skandynawia, V w. p.n.e.

 

– Eir, jesteś moją przyjaciółką?

Nie zaczęła od powitania. Nie sprawdziła, czy kobieta jest w domu. Czuła to.

– Usiądź. Napij się ziół.

Ostatni raz przestąpiła próg cztery lata temu. Wszystko wyglądało podobnie, nawet puste posłanie obok paleniska. Spojrzała na szamankę. Gdzieniegdzie przybyło zmarszczek, lecz twarz wciąż miała piękną.

– Powiedz, skąd zawsze wiedziałaś, kiedy przyjdę?

– Przepłynęłaś siedem mórz, żeby spytać?

– Droczysz się, Eir.

– A ty błądzisz, Nilo.

– Nie.

Spoważniała. Usiadła, wzięła drewnianą czarkę w dłonie.

– To… jesteś przyjaciółką?

Zawsze to Nila nie wytrzymywała świdrującego spojrzenia szamanki, ale tym razem Eir pierwsza spuściła głowę i ukradkiem przetarła kącik oka.

– Miałam nadzieję, że będzie inaczej. Że będziesz jak te, które tańczyły w słońcu, a teraz noszą pyzate dzieci w chustach.

– Ale wiedziałaś, prawda?

Eir zadrżała broda.

– Wierzyłam, że jest w tym sens. Że otarłaś się o śmierć, żeby dać świadectwo, powiedzieć wszystkim, że jest coś więcej. A ty zrobiłaś dużo więcej. Pomyśl o żywych, którym dałaś ukojenie. Mówiłaś słowa, których sami bali się wypowiedzieć.

– Pamiętasz, jak mnie nazwali? Halbadaudo. Mówczyni umarłych.

– Nilo…

– Widziałam świat, Eir. Popłynęłam na południe, do kraju mego ojca, i jeszcze dalej. Widziałam gaje oliwne, świątynie, pustynie i piramidy, lecz i tak słyszałam przez ramię głosy. Te same, które nawoływały, kiedy siedziałam nad brzegiem Styksu. Ja miałam kogoś, kto mnie uratował, przywrócił do żywych. Ten jeden raz Przewoźnik nagiął zasady. One nie…

– Twoje ciało było zamrożone, nie umarłe, Nilo!

– Daj skończyć! Nie mają nikogo, kto weźmie je za rękę. Nicość wyżera z nich uczucia, drąży myśli jak wielki, tłusty robak. Setki tysięcy dusz, które uwierzyły, lecz nie zostały dopuszczone, przez jedną marną monetę. Błąkają się nad Kokytos, rzeką bez początku i końca. Błagają, póki obłęd nie odbierze im słów. Potem tylko wyją. Słyszę to. W każdej chwili, rozumiesz? Więc jesteś moją przyjaciółką?

Eir drżącą dłonią sięgnęła do woreczka, zawieszonego pod dachem. Kiedy rozsupływała rzemyk, zawiniątko wypadło jej z rąk, a wysuszone, pomarszczone jagody rozsypały się po klepisku. Szamanka podniosła jedną z nich.

– Nie płacz, Eir. Moneta. Włóż mi ją pod język.

 

* * *

Przewoźnik nie powinien nikogo faworyzować. Pomimo to Spartanie zawsze wzbudzali w nim sympatię: wiedzieli, jak wiosłować i nie lamentowali. Kobiety wprawdzie narzekały, że kuzynka źle wychowa im dziatwę, a mężczyźni bywali rozgoryczeni, że do Podziemi zabrali ze sobą niewielu wrogów, lecz podróż zwykle mijała spokojnie.

Grupę wojowników zauważył jeszcze z rzeki. Wprawdzie pewne szczegóły budziły w nim niepokój, na przykład dźwięki młotów i szczęk łańcuchów, lecz niezrażony tym wykonał kilka zamaszystych pociągnięć drągiem i z gracją wylądował na plaży.

Jego przybycie zostało zauważone, ten czy ów uśmiechnął się i pomachał, lecz Przewoźnik przywykł do innych powitań. Dusze czekały w niepewności, czy dla wszystkich znajdzie się miejsce na łodzi i przeważnie traktowały go z powagą.

– Sporo was, będzie z dziesięć kursów – mruknął. – Ci, którzy płyną pierwsi, w szeregu i naszykować monety! Trzydzieści dusz! – zakrzyknął.

– Nigdzie nie płyniemy. – Muskularny dowódca wyszedł mu naprzeciw i wziął się pod boki.

Przewoźnik potrzebował chwili, by odzyskać rezon.

– To skończcie ten cyrk i zróbcie miejsce dla innych!

Wojownik cmoknął z zażenowaniem.

– A mówiła, żeś równy chłop.

– Kto mówił?

– Kobieta. Przypłynęła łodzią taką jak twoja. Smok na dziobie, orzeł na rufie, wiewiórki na burtach.

Przewoźnik przełknął ślinę. Poprzednią łódź roztrzaskał w podziemiach Północy, kiedy wyruszył na ratunek Nili – dziewczynce, która kiedyś trafiła nad Styks, bez obola, zawieszona między życiem a śmiercią. Zwrócił ją wtedy światu żywych, naraziwszy się na gniew Hadesa.

Z Północy wrócił nową łodzią i od tej pory nią przewoził dusze. Była szybka i zwinna, lecz Boga Podziemi sam widok doprowadzał do furii. Dobrze, że nieczęsto opuszczał mury królestwa.

– Jak wyglądała? Kobieta, nie łódź.

– Długie złote włosy. Szczupła i piękna, tylko blada.

– Oczy?

– Zielone jak szmaragd.

– Jak ją zwali?

Spartanin podrapał się po wygolonej głowie.

– Habla… Hadba…

– Co z nią? – spytał rozgorączkowany Przewoźnik i bezwiednie chwycił dowódcę tak mocno, że ten przez chwilę zadyndał w powietrzu. Zapadła cisza, a reszta wojowników odwróciła się ku nim.

– Odpłynęła – wycharczał dowódca.

Przewoźnik postawił go na ziemi.

– Zanim nas opuściła, rozmawialiśmy o tym, co zrobili Ateńczycy. Walczyliśmy po ich stronie, a oni zostawili ciała naszych braci na polu bitwy, nie dopełniwszy pochówku. Ateński dowódca pożałował oboli, by uśmierzyć bunt i wypłacić swoim. Kobiety słyszą teraz po nocy głosy synów i mężów, nawet psy wyją do rana! Nie mogliśmy wyryć ich imion w kamieniu, obyczaj nie pozwala. Jakby nigdy nie istnieli, zostali wymazani!

Mężczyzna cedził słowa, przed każdą kwestią wziąwszy głęboki oddech.

– Powiedziała nam o zabłąkanych duszach nad Rzeką Lamentu. O tych, którzy cierpią tylko dlatego, że tak postanowili bogowie. Bóg – poprawił się – Hades! – Splunął.  – Dlatego tu jesteśmy.

– Ale jak… – zaczął Przewoźnik.

– Widzisz łańcuchy? Ciężkie, prawda? Weszliśmy do morza w szeregu jak podczas bitwy. Nikt się nie wyłamał. I nie wycofamy się teraz. Odtąd ani jedna dusza nie przejdzie. Jest nas tylko trzystu, ale żadna armia, nawet boska, nie ruszy Spartan z miejsca. Mam monetę. Za rejs. Przekaż Hadesowi, że nie musi szykować miejsc w Tartarze, bo Tartar przyjdzie do niego!

Przewoźnik westchnął.

– Nie będzie się z wami siłował. Walczy strachem, nie tylko dwuzębem. Zagrozi tym, których zostawiliście.

– Na to właśnie liczymy! – Spartanin zmrużył oczy, a na ustach dotąd wykrzywionych pogardą wykwitł uśmieszek.

 

Grecja, Zatoka Lakońska

 

Bryza od morza ucichła, a słońce zmierzało już ku pobliskim wzgórzom. Labirynt wąskich, rozgrzanych uliczek wypełniała woń ryb i małży. Wieczorem zwykle budziły się do życia warsztaty, przeganiano kozy, myto umorusane dzieci.

Tym razem miasto wydawało się opustoszałe. Kiedy powiew poruszył źdźbła słomy, leżący na progu stary pies leniwie uniósł ucho. Zdawało mu się, że coś przebiegło obok, ale ani wzrok, ani słuch nie zdołały tego uchwycić. Tylko węch mówił coś innego: zapach przypomniał mu szczenięce harce na wypalonych słońcem wzgórzach, gałązki mirtu drapiące po łapach i cieniste gaje.

Warknął, przekrzywił łeb, powęszył jeszcze i już miał usnąć, kiedy dotarł do niego jeszcze jeden zapach: pieczonego mięsa, tak kuszący, że mimowolnie pociekła mu ślina z pyska.

– Czemu przenikasz przez ściany, niczym szpieg, nie skorzystawszy z drzwi?

Kapłanka uniosła głowę. Hermes zatrzymał się wpół kroku, co dla boga przyzwyczajonego do biegu wcale nie było łatwe.

– Gdzie są pozostali? – spytał.

– A więc jednak szpieg.

Staruszka cmoknęła z udawanym niezadowoleniem, a następnie niby od niechcenia trąciła pokrywę glinianego garnka, który stał na żarze. Zapach mięsa, przypraw i miodu rozszedł się po wnętrzu pomieszczenia.

– Mawiają, że za młodu ukradłeś stado bydła, a potem upiekłeś dwie jałówki w ofierze. Czy jednej porcji nie przeznaczyłeś dla siebie? Pamiętasz jeszcze?

– Prowadziłem je tylko ku soczystym łąkom! I cóż znaczą dwie sztuki wobec całego stada?

Starał się zachować powagę, jednak uwadze staruszki nie uszły ukradkowe spojrzenia na garnek i przełykanie śliny.

– Dla nas znaczą, bo to jedyna jałówka w okolicy. – Wskazała garnek. – Ludzie są tu ubodzy, lecz hardzi.

– Przybyłem właśnie w sprawie tej hardości.

– Sam, czy Hades cię wysłał? Zresztą nieważne, skoro jesteś, rozsiądź się. Nie wypada rozmawiać o pustym żołądku. Nie zbrzydła ci już ambrozja?

– Nie wolno mi tknąć potraw śmiertelników. – Kolejny raz przełknął ślinę. Kobieta powolnym gestem uniosła pokrywę garnka.

– Rozumiem, byłeś ledwie dzieckiem, chciałeś zyskać łaskę bogów… Lecz czy teraz nie stanowisz o swym losie? Nie jesteś chyba tylko chłopcem na posyłki? Wiedz również, że wszystko, co dzieje się wewnątrz świątyni, zostaje w niej. To moje małe królestwo.

Wzięła długą, drewnianą łyżkę i zamieszała w garnku.

– Czy miód i nektar to nie to samo? Czy pszczoły nie wzlatują ku niebu? Są pracowite jak lud tej krainy, lecz w tym, jak nektar zamienia się w słodycz, jest boska tajemnica. Nie przyjmiesz ofiary, którą chcę ci złożyć, Hermesie? Na dobry początek udanych rozmów?

Nałożyła potrawę na gliniany talerz. Bóg próbował oderwać od niego spojrzenie i przybrać surowy wyraz twarzy, lecz jak mógł się złościć na starowinkę?

– Usiądź. Obmyj dłonie i stopy, jak każe obyczaj.

– Ha! Chcesz podejść boga złodziei? – żachnął się Hermes. – I jak na Lakonkę dużo gadasz!

– Co czyni cię bogiem, sandały? Czy tam jest twa istota, czy może jednak w niezrównanym umyśle? A może powinnam mówić do sandałów? – Kobieta pochyliła się ku stopom Hermesa. – Czemu boisz się staruszki, któr za chwilę i tak przyjdzie nad Styks? A sandały, czy nie rozerwałyby śmiertelnika na strzępy, gdyby tylko ich tknął?

– Nie boję się. – Hermes jeszcze raz przełknął ślinę. Szybkim ruchem zdjął obuwie, potem umył ręce, stopy i chwycił talerz, jakby znów był małym złodziejaszkiem. Kobieta się uśmiechnęła i sięgnęła po amforę z winem.

– Nie mogę otworzyć… To na siły Spartan, nie staruszki. Mógłbyś użyczyć boskiej mocy?

– A może najpierw… bo stygnie… – ruchem głowy wskazał talerz.

– Oczywiście, częstuj się, przebyłeś długą drogę…

Bóg łapczywie wepchnął do ust kawałek mięsa. Aż przymknął oczy, kiedy poczuł zakazany smak i zapach. Uśmiechnął się szelmowsko.

– Wiesz, gdzie popełniłeś błąd, Hermesie?

Ton głosu staruszki sprawił, że ciarki przebiegły mu po plecach. Sięgnął po sandały, lecz już ich nie znalazł.

– Sprawdziłeś chociaż, czyja to świątynia? Powiem ci: Afrodyty, której ukradłeś sandał, by spędzić z nią noc. Myślisz, że zapomniała? Wiesz, jak ucieszyła się z takiego pomysłu na zemstę? Cóż za ironia, prawda? Z chęcią użyczyła mym stopom cząstkę boskiej mocy.

Wściekły bóg cisnął amforę w kąt. Pękła na kawałki, a wino obryzgało podłogę.

– Miarkuj się, Hermesie! W chwili, kiedy wziąłeś kęs do ust, stałeś się gościem. Nawet bogowie podlegają temu prawu. Nie możesz uczynić mi krzywdy.

Staruszka dopięła rzemyki. Spokojnym krokiem podeszła do grubej ściany i przez moment bawiła się zdolnością przenikania przez kamienie.

– Gdybyś próbował wejść przez drzwi, zauważyłbyś, że są zamurowane, a kamienie spaja moc bogini. Wolałeś jednak wślizgnąć się jak złodziej. Przekonaj się zatem, jaki los czeka złodziei. Wołowinę zjedz do końca, szkoda marnować poświęcenie biedaków!

 

* * *

– Po to cię ratowałem, żebyś się zabiła? Jesteś szalona, Nilo!

– Też tęskniłam, Przewoźniku.

Bez ceregieli podeszła i się przytuliła. Najpierw zaklął tak szpetnie, że nawet Spartan zmroziło, a potem odrzucił drąg i objął kobietę.

– Byłaś małą dziewczynką. Teraz nie wypada – mruknął. – Wiesz, co sobie pomyślą.

– Nie umarłam po to, żeby się zastanawiać, co ktoś pomyśli. Albo nie – pokręciła głową – umarłam właśnie dlatego, że świat tak działa. Liczy się porządek, a najlepiej boski porządek.

Wśród Spartan rozległ się pomruk aplauzu, jakby już słyszeli podobne słowa.

– Nie wywrócisz świata do góry nogami! Hades cię zniszczy.

– Niech sobie wepchnie zasady do gardła i się nimi udławi! To, co nazywa dbałością o porządek, jest sianiem strachu.

– Tak ci miły Tartar? Stamtąd cię nie uratuję.

– Nie ratuj mnie. Bądź moim przyjacielem.

– Kto potrzebuje wrogów, kiedy ma takich przyjaciół? – wymamrotał Przewoźnik.

– Na humor przyjdzie czas. Teraz przewieź mnie przez Styks – Wręczyła mu monetę.

– Do Hadesa?!

– Nie ma go tam. Co byś zrobił, gdyby najszybszy posłaniec świata za długo nie wracał?

– Hades nie jest głupi.

– Ktokolwiek zakosztował nienawiści, jest. Skoro zawiedli słudzy, sam zaprowadzi porządek.

– A co z Cerberem?

– Przecież nam pomógł, wtedy, w podziemiach Północy?

– Hades go złamał. Teraz to pusta skorupa, bestia, która zna tylko ból tresury. Resztę wymazał wodą z Lete.

– I pozwoliłeś na to? Był twoim przyjacielem, prawda?

– Nie miałem wyboru. Boskie prawa…

– No właśnie, boskie, lecz nie dobre! – Stuknęła go palcem w pierś. – A Garm? Szczeniak, którego odnaleźliśmy na Północy?

– Zdziczał. Ukrywam go w jaskini. Hades próbował…

– Hades, wszędzie Hades. Wsłuchaj się w głosy znad Rzeki Lamentu. Ile głosów usłyszysz, jeden czy tysiące?

– Nie dam się w to wciągnąć.

– Już się dałeś. Jesteś dobry, Przewoźniku. Szorstki, ale dobry. Tutaj! – Przytuliła głowę do jego piersi.

 

* * *

Pies o siwym pysku znów podniósł uszy. Tym razem zaniepokoiła go nienaturalna cisza. Nie słyszał ani szumu morza, ani wieczornego koncertu cykad zza miejskich murów, nawet myszy przemykających przez uliczki. Na wszelki wypadek podrapał się w ucho – czyżby głuchnął na starość?

Niespodziewanie przeszedł go dreszcz. Powietrze było jeszcze ciepłe, ziemia i ceglane ściany domu tym bardziej. Dlaczego więc czuł przemożny chłód, który stopniowo paraliżował mięśnie? Zaskamlał i w tej samej chwili obok pyska zmaterializował się dwuząb z czarnego, chropowatego żelaza.

– Cicho bądź, ścierwo!

Hades zadał pchnięcie, otarł ostrza o ziemię i ruszył w stronę świątyni. Wyczuwał zarówno obecność Hermesa, jak i śmiertelniczki. Splunął z pogardą: czas pokazać, że z bogów się nie żartuje. Śmierć prędzej czy później znajdzie buntowników, lecz nigdzie nie zapisano, że powinna być łagodna i krótka.

Szarpnął za wrota z czerwonego cedru, tylko po to, by natknąć się na kamienną ścianę. Zamachnął się i uderzył. Mur stawił opór, choć odłupane kawałki budulca potoczyły się po schodach.

– Afrodyto, sprytnie, ale jak myślisz, kto jest władcą kamieni?

Walił raz za razem, aż w końcu wyłupał przejście na tyle szerokie, by się w nie zmieścić. Już miał wejść do wnętrza, kiedy zatrzymał się w pół kroku: on, Hades, miałby schylać głowę? Ze wściekłością uniósł broń i uderzył jeszcze raz.

– Hermesie, dałeś się złapać jak królik! Gdzie sandały? I co to za smród, przypaliło się coś?

– Wiem, że zawiodłem, ale…

– Witamy szanownego gościa – odezwał się głos staruszki, która przeniknęła przez ścianę.

– Zdajesz sobie sprawę z konsekwencji, jakie poniesiecie? Całe wasze miasto, cała kraina! – wycedził Hades, a potem ruszył w kierunku kapłanki. Ta jednak przezornie zniknęła w ścianie, by po chwili wychynąć w innym miejscu.

– Żadne cierpienie nie będzie gorsze od tego, które spotyka dusze naszych wnuków, synów i mężów. Walczyli w imię bogów, lecz umarli gorzej niż psy!

Bóg się zamachnął, ale kapłanka znów zniknęła.

– Nie zostało mi wiele życia. Uderzaj śmiało!

Tym razem staruszka stanęła przy ołtarzu. Nawet nie drgnęła, kiedy Hades się do niej zbliżał.

– Takie są wasze święte prawa, trzymać nas na postronku strachu! – powiedziała wyzywająco.

Hadesowi pokręcił głową z niesmakiem i zadał cios. Kobieta uderzyła plecami o ścianę, po czym upadła na podłogę. Wypuściła z dłoni długi sznur. Wzrok boga powędrował wzdłuż niego aż do sufitu. Coś czarnego runęło na nich z góry.

– Sieć utkana z chust wdów i matek. Wypłakały w nie wszystkie łzy. Zobaczymy, co jest mocniejsze! – wyszeptała kapłanka.

 

* * *

– Kim jesteś, że śmiesz burzyć porządek Podziemi?

Wilczur, który towarzyszył Nili, wyszczerzył kły i zjeżył włosy na karku. Wielkością przewyższał byki, a szczęki miał na tyle szerokie, by jednym kłapnięciem zgruchotać kark.

– Nie przyszłam burzyć. Upominam się o sprawiedliwość. Wy, sędziowie, zrozumiecie to najlepiej.

– Ze wściekłym psem? – Radamantys skrzywił się z niesmakiem. – Tak do nas przychodzisz?

– Przyszłabym z jedną z zagubionych dusz, których chcę bronić, ale odebraliście im głos, a liczą się dla was mniej niż psy!

– Liczy się prawo, nie gładkie słówka. – Król pokręcił głową.

– Więc jakim prawem ci, którzy służyli bogom całe życie, błąkają się nad Rzeką Lamentu? Jakie prawo czyni ich gorszymi od tych, którym wciśnięto do ust monetę? Bezimienni żołnierze, żebracy, ułomni, których wyrzucono poza mury miast? Żeglarze, których pochłonęło morze? Kupcy zmarli w obcych krajach? Czy w ostatniej chwili nie wznosili modłów? A ci, którzy zginęli z ręki morderców, a ich ciała zgniły w zaroślach? Ofiary, którym nie dano prawa głosu? Czy to jest prawo?

Radamantys na chwilę otworzył usta, lecz w końcu tylko wypuścił powietrze i spojrzał na Eaka. Kobieta również zwróciła się do drugiego sędziego.

– Ojciec opowiadał mi o tobie. Byłeś dobrym władcą i dbałeś o słabszych. Czemu teraz tego nie robisz?

– Nawet biedak może wyprawić pochówek.

– Sędzio, może zadbać o ciało, lecz o przyjęciu do Podziemi i tak decyduje moneta! Dla bogacza jest niczym, dla biednego jest strawą dla dzieci. Ma zagłodzić jednych, by wyprawić w zaświaty drugich? W czym gorsi są ci, którzy nie dostali monety?

– Przybyłaś, by siać zamęt! – wtrącił gniewnie Minos. – Znam takich jak ty. Posyłam ich do Tartaru. Tam będziesz mogła przemawiać do woli.

Sędzia sięgnął po berło. Wilczur naprężył łapy do skoku. Kobieta zrobiła krok do przodu i stanęła między nimi.

– Gdzie jest teraz Hades? Czy sądzi sprawiedliwie, czy może po prostu wymierza karę? Skoro miałeś być sędzią, dlaczego nie masz prawa głosu? Bo ci, którzy mogą mówić, zostali z drugiej strony rzeki? Nie widzisz, że Hades dawno się pogubił? Ty bronisz prawa, on broni tylko władzy. Słyszałeś o mnie, prawda? Tak, jestem ziarenkiem piasku w oku boga. A jednak przyszłam do Podziemi, nie w swej sprawie, tylko dla zagubionych dusz. Stań na murze, Minosie i posłuchaj ich jęku!

Król pokiwał głową. Kiedy Nila uśmiechnęła się zwycięsko, Minos niespodziewanie uderzył berłem. Spod tronu wypełzł cień – długie, wężowe cielsko. Owinął kobietę ciasnymi splotami.

– Garm, nie! – Ostatkiem tchu powstrzymała wilczura przed atakiem. Cień zaciskał się jej na szyi, gniótł żebra i brzuch, pętał dłonie.

Ni stąd, ni zowąd na placu pojawiła się siwa kapłanka. Podniosła dłoń na znak, że chce coś powiedzieć, lecz zaniosła się kaszlem. Niezręczna chwila pewnie trwałaby dłużej, gdyby nie Eak, który zeskoczył z tronu i klepnął ją w plecy. Po placu potoczyła się moneta.

– Żebyście nie narzekali, że nie zapłaciłam – wyjaśniła staruszka. – Na łódź nie miałam czasu. A teraz już lakonicznie: jestem kapłanką Afrodyty, a to uczyniono mi w świątyni patronki.

Odwróciła się do Minosa i pokazała strój, w którym widniały dwa otwory po ostrzach broni.

– Jak myślisz, królu, kto to zrobił? Czy aby nie ustanowiciel praw, których tak żarliwie bronisz? A może chcesz mu dorównać? Być wreszcie jak bóg?

Minos zadrżał. Przez moment szukał pomocy w twarzach dwóch pozostałych sędziów, lecz ci zrobili właśnie to, do czego ich wybrano – wysłuchali i podjęli decyzję. Teraz obaj patrzyli na niego znacząco.

Wężowy cień zniknął. Nila upadła na kolana.

– Czego chcesz? – wymamrotał Minos.

– Chcę być wysłuchana. Na Polach Asfodelowych.

– Nie możesz tu sprowadzić dusz znad Kokytos!

– Znam dla nich lepsze miejsce. Podziemia, gdzie wszyscy są równi, gdzie nikt nie wymaga monety. Tam chcę je zabrać. Na północ.

– Czemu więc chcesz przemawiać?

– Bo ci, których powiodę ze sobą, już nie słuchają. Obłęd pomieszał im myśli. Potrzebuję pomocy innych dusz. Najpierw Asfodel. Potem Elizjum. Do Tartaru nie pójdę. Ufam, że sądziłeś sprawiedliwie, poza jednym błędem.

– Jeśli Hades wróci…

– Zagadajcie go – Rozłożyła ręce. – Chyba to umiecie robić?

 

* * *

Kiedy Nila kroczyła przez łany kwiatów asfodelu, nie wiedziała, czy ktokolwiek jej posłucha. Od słodkawego zapachu miała zawroty głowy, a kolana drżały z niepewności. Zmarli mieli przecież zakątek wiecznego istnienia. Nikt już nie mógł ich skrzywdzić, nie czuli głodu i pragnienia. Hades pozbawił ich trosk i wspomnień: trwali więc w tu i teraz, pozbawieni przeszłości nie potrzebowali przyszłości.

Nila zastanawiała się nawet, co odróżnia dusze zamknięte wewnątrz murów od tych zabłąkanych nad Kokytos: wędrowcy tracili siebie stopniowo, być może długo walczyli z pustką i obłędem. Ci, którzy weszli na Pola Asfodelowe, oddawali pamięć dobrowolnie, w jednej chwili.

Co zostałoby z niej samej, gdyby straciła pamięć? Gdyby odebrano jej wspomnienia o rodzicach, Przewoźniku, Eir, o wszystkich ludziach, którzy ją wspierali i o tych, którym ona pomogła? Czy teraz, kiedy odeszła ze świata, nie liczyło się jedynie wspomnienie tego, co nawzajem sobie dali?

Właśnie o tym powiedziała duszom. Szarawe kwiaty prześwitywały przez blade istoty, które początkowo tylko stały, bezwolne, jakby słuchały szelestu liści albo bębnienia deszczu o dachówki. Potem zaczęły się ku niej odwracać i podchodzić, aż w końcu tłum zgęstniał tak, że znalazła się na środku wielkiego morza dusz. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że to jedyne słowa, jakie kiedykolwiek tu usłyszeli. Poczuła się jak oszustka: może wcale nie rozumieli treści, a łaknęli samego kontaktu? Zebrali się wokół niej ciasną gromadą, bo po raz pierwszy ktoś dał im pretekst, żeby się zbliżyć?

Nie była pewna, co zrobią, kiedy skończy przemawiać. Ruszyła w dalszą drogę i tylko raz obejrzała się za siebie. Wszystkie dusze poszły za nią, a na polach pozostały jedynie mokre kwiaty.

Domyślała się, że w Elizjum nie pójdzie jej tak łatwo. Wybrańcy mieli wszystko, czego pragnęli, zatem czemu mieliby opuścić wygodne lokum i pójść ramię w ramię z cieniami? W dodatku musiała tam wejść sama – czy dla herosów i mędrców nie będzie jedynie zagubioną duszą?

Zaczęła mówić o tych, którzy czekają na ratunek, lecz nie mają bohaterów, szukają przewodników, lecz zew pustki wiedzie ich głębiej w krainę obłędu. Z początku mieszkańcy Elizjum byli zajęci swymi sprawami i zerkali na nią jak na szaloną. Potem młody dowódca podszedł, uśmiechnął się, nadstawił tarczę i zaprosił ją gestem. Podniósł wysoko nad głowę i tak trwał, niczym żywy postument.

Reszta zaczęła uważniej słuchać: jedni tylko się śmieli i kręcili głowami, inni podchodzili bliżej. Generałowie, których znudziły ćwiczenia, bo i tak byli pewni wygranej, wojownicy, którzy od lat siłowali się z tymi samymi przeciwnikami, filozofowie, którzy w stuletnich dysputach dotarli do granic poznania. Wszyscy ci, którym w wiecznym dostatku brakowało niepokoju i wyzwań. Bez żalu pożegnali się ze swymi druhami i poszli za młodą kobietą.

Nila wystraszyła się, kiedy tuż za bramą Elizjum drogę zastąpił jej Minos. Czyżby surowy sędzia zmienił zdanie? Zaszła zbyt daleko, by się poddać, była gotowa znów walczyć o swoje.

– Jaki los czeka na Północy dusze śmiertelników z Tartaru? – zagadnął bez ogródek.

– Zbrodniarzy? W pieśniach słyszałam, że rozszarpie ich smok.

– Więc przestaną istnieć?

Skinęła.

– Ci, których wtrąciłem do Tartaru, zasłużyli na karę, lecz ból powtarzany przez wieki zobojętnia. Niektórzy nie wycierpią więcej.

– Czy mam…

– Sam przemówię. Gdzie ich wysłać?

– Zdążamy do przędzalni Mojr.

Sędzia uniósł brwi, lecz nie pytał dalej.

– Dziękuję! – Ukłoniła mu się i ruszyła w stronę wejścia do jaskiń. Warsztat prządek odnalazła bez trudu: wielkie, wykute w skale pomieszczenia pełne były zużytych nici. Przeważały białe, lecz zdarzały się również złote i czerwone. Cieniutkie niczym włosy, zalegały grubą warstwą na podłodze – porzucone przed wieloma laty, lecz nadal mocne.

Starczyło dla wszystkich dusz, a niektóre wzięły nawet po dwie: za tych, którzy nadal błąkali się nad Kokytos i za tych, którzy zdecydowali się pozostać w Elizjum. Nila przemówiła jeszcze raz: jeśli każda dusza złapie końce dwóch nici, nawet pustka i obłęd znad Kokytos nie zdołają rozerwać pochodu. Wywiodą wszystkich zagubionych do podziemi Północy – miejsca, gdzie już nikt nie odbierze im pamięci, a duszom z Asfodelu wrócą wspomnienia. Powiedziała im również o cierpieniu, którego dusze uniknęły, napiwszy się wody z Lete. O żalu utraty ziemskiego życia i tęsknocie za tymi, których kochali. Mimo to nikt się nie wycofał.

 

* * *

– Cerber, przepuść nas. Musisz pamiętać! Przecież kiedyś mi pomogłeś. Byłeś dobry!

Z trzech gardeł wydobywał się głuchy, niski pomruk. Spomiędzy obnażonych zębów kapały krople spienionej śliny. Próbowała zajrzeć w ślepia, lecz te wyglądały, jakby ktoś przyszył mu szklane guziki.

– Tym chciał, żebyś był, prawda? Warczącą, głupią bestią. Taki ma być porządek jego świata…

Garm trącił kobietę wilgotnym nosem. Był gotów walczyć. Nila westchnęła i nerwowo zacisnęła dłonie. Czemu dwa magiczne stworzenia obdarzone boską mocą mają się kotłować przed bramą jak wiejskie kundle?

– Miałaś rację – odezwał się nagle chrapliwy głos. Od strony Styksu nadchodził Przewoźnik. W ręku dzierżył flisacki drąg.

– Może podarł mi płaszcz i kiedyś zżarł cały sandał, ale pomógł, kiedy był potrzebny. A ja go zostawiłem na pastwę Hadesa. Dałem sobie wmówić, że jest boską własnością. Czas to zmienić. Idźcie! – Krzyknął do niej, po czym ujął mocno drąg w obie dłonie.

Skoczył w kierunku Cerbera. Trzy pyski niemal jednocześnie zacisnęły się na drzewcu. Przewoźnik napiął kark i wbił mocno sandały w ziemię. On i Cerber wyglądali jak dziwaczna rzeźba: ciało każdego naprężone do granic, lecz mimo to nieruchome.

Potok dusz, który wylał się przez bramę Podziemnego Królestwa, oddzielił ją od walczących. Przewoźnik miał rację: musiała iść dalej, inaczej jego poświęcenie nie miało sensu. W oddali majaczyły czarne rozlewiska Styksu.

Była już tuż, tuż, kiedy kilka istot nagle ją wyprzedziło, pognawszy na oślep w kierunku wody. Inne padały na ziemię i zwijały się w kłębek, jakby chciały zniknąć.

Spojrzała przez ramię. Hades zmaterializował się w samym środku pochodu: parł w jej kierunku z pochylonym czołem i dwuzębem odwiedzionym od boku, jakby już brał zamach do ciosu. Zobaczywszy go, dusze zapomniały o niciach i rozbiegły się w panice: więźniowie Tartaru wrzeszczeli przeraźliwie, dusze z Elizjum wstydliwie chowały twarze, a przybyli z Pól Asfodelowych początkowo biegali bezładnie, lecz już po chwili przystawali lub kręcili się w kółko.

Wydawało się, że tylko Garm będzie obrońcą kobiety. Wtem młody dowódca, ten sam, który podniósł ją w Elizjum, oparł tarczę o ziemię i naszykował miecz do ciosu.

– Brakowało mi tego, spojrzenia w oczy śmierci! – Puścił do niej oko.

Brudny drab, pokryty piętnami wypalonymi za przestępstwa stanął obok dowódcy, owinął mocniej nić wokół nadgarstka i podał towarzyszowi koniec.

– Drugi raz do Tartaru nie pójdę!

Dołączył do nich brodaty starzec. Sięgnął pomiędzy siwe włosy i wysupłał ukrytą w nich nić.

– Czymże jest sto lat próżnego gadania wobec takiej chwili?

Mur dusz zaczął gęstnieć. Kiedy Hades dotarł w pobliże Nili, liczył już ponad dwadzieścia rzędów, wszystkie wzmocnione nićmi Mojr. Bóg spojrzał na nich, splunął z niesmakiem i zamachnął się dwuzębem.

Nie wiadomo, skąd dusza małego chłopca znalazła się przy boku Hadesa. Rozzłoszczony bóg pewnie nawet jej nie zauważył. Dwuząb ledwie drasnął istotę, lecz to wystarczyło, by wyblakła, a potem zaczęła się rozpadać na pojedyncze strużki cienia.

Przez cały pochód przeszedł pomruk. Zaczęli go ci z Elizjum i Tartaru, lecz wkrótce dołączyły również dusze z Asfodelu. Odwykli od ludzkiej mowy, wydawali z siebie przeciągły, wysoki pisk. Po chwili stał się tak przeraźliwy, że Hades wbił broń w ziemię i zakrył uszy dłońmi.

Wśród dusz znów zapanowało poruszenie. Rozstępowały się przed Nilą, a ogromny wilczur podążał krok w krok za nią. Kiedy dotarła do ostatniego rzędu, bez lęku wyszła przed zgromadzonych, a potem przyklękła przy resztkach duszy – pasemkach czerni i szarości, które powoli wsiąkały w ziemię. Nadstawiła dłonie, jakby chciała uratować choć trochę, lecz smugi cienia przesączyły się jej przez palce. Westchnęła, a potem wstała i spojrzała Hadesowi w oczy. Ten znów chwycił dwuząb.

– Ojciec opowiadał mi o tobie. Z trójcy władców świata ty jeden byłeś porządny. Co się stało?

– Złamałaś odwieczny porządek, śmiertelniczko!

– Nie należałam do twego królestwa. To nie o mnie ci chodzi, lecz o Przewoźnika, prawda? Przyzwyczaiłeś się, że nie ma pragnień ani bliskich. Bałeś się, że utracisz władzę, jeśli on się zmieni. To zmian się lękałeś, Hadesie.

– Milcz, przeklęta duszo! Jak śmiesz mówić tak o bogu?

– Lęk, to na nim chcesz budować władzę, prawda? Spójrz dookoła. One nie chcą więcej strachu.

– Dusze należą do mnie!

– Wybrały lepsze miejsce. Gdybyś o nie dbał, nie uczyniłyby tego. I co stworzyłeś w imię zasad? Trzy piekła: cierpienia, zapomnienia i obłędu, do tego iluzję szczęścia dla wybrańców w Elizjum.

– Myślisz, że możesz się równać z bogiem, Nilo?!

Hades ścisnął broń i wycelował ostrza w pierś kobiety.

– Nie zwą mnie już Nila, tylko Halbadaudo. Zmieniłam się, lecz ty nie potrafisz, Hadesie. Szkoda, bo tu, na Południu, możecie wybierać. On – wskazała wilczura za sobą – nie może. Ludzie go okaleczyli i porzucili. Bali się jego przeznaczenia. Wiesz, jakie jest?

Niespodziewanie ominęła wysuniętą broń i podeszła tak blisko Hadesa, że mogła szepnąć mu do ucha.

– Zabije boga.

Władca Podziemi się wzdrygnął. Wilczur obniżył łeb i położył uszy po sobie. Zalśniły śnieżnobiałe kły.

– Przyjdą nowe dusze, Hadesie. Nie będą pamiętały krzywd. Możesz być dla nich dobrym królem. Każdy popełnia błędy.

Bóg powiódł spojrzeniem po twarzach zgromadzonych. Nie dostrzegał już odrazy, w półprzymkniętych oczach krył się co najwyżej smutek. Nila po prostu odwróciła się do niego plecami i poszła w kierunku Styksu. Kiedy trafiła nad brzeg, bóg nadal stał w tym samym miejscu – zgarbiony i zamyślony.

– Garm, zrób to, czego ludzie się bali: zawyj!

Nila usłyszała wibrujący skowyt, a potem poczuła drżenie ziemi. Dusze spoglądały na nią, zaniepokojone, lecz ona odwróciła się ku północy i bacznie wypatrywała tego, co nadciągało. Wkrótce pod skalnym sklepieniem Podziemi zamajaczył kontur wielkiego węża. Olbrzymie sploty pokryte srebrnymi łuskami przewinęły się im nad głowami. Gad rozprostował swe ciało: łeb położył na jednym brzegu Styksu, ogon na drugim. Nila śmiało ruszyła w kierunku żywego mostu.

Podbiegła do niej dusza dziewczynki. Musiała być w podobnym wieku, co ona sama, kiedy trafiła do Podziemi. Nie przypominała tych z Asfodelu: czym zasłużyła sobie na Elizjum? A może pozory myliły? Zresztą, jakie to miało znaczenie?

– Dziękuję, Habla… Helba…

– Hm, rzeczywiście za długie to imię. Co powiesz na Hel? Ładne?

 

Koniec

Komentarze

Musiałam zorganizować sobie czas, żeby poczytać wcześniejsze odsłony tego Uniwersum. No, żeby uczynić z Charona głównego bohatera, a Styks główną areną wydarzeń, to trzeba było mieć naprawdę dobry oryginalny pomysł. 

Przy okazji – masz tak (brakuje mi odpowiednich słów, a te są najbliżej :)) liryczny styl w tych opowiadaniach, że muszę pogratulować. OK., nie muszę, chcę :)

 

Pozdrawiam serdecznie :)

 

 

Dzień dobry marzanie,

 

– Eir, jesteś moją przyjaciółką?

Nie zaczęła od powitania. Nie sprawdziła, czy kobieta jest w domu.

Nie rozumiem. Zadała jej pytanie, nie wiedząc, czy kobieta jest w domu? Poza tym chyba już jest w środku, więc… no nie wiem, chyba zaszedł tu jakiś skrót myślowy.

 

– Czemu boisz się staruszki, któr za chwilę i tak przyjdzie nad Styks?

Literówka, a raczej jej brak.

 

Hadesowi pokręcił głową z niesmakiem

Hm?

 

Hadesowi pokręcił głową z niesmakiem

Radamantys skrzywił się z niesmakiem.

Dużo tych niesmaków w dość krótkim czasie.

 

Nila zastanawiała się nawet, co odróżnia dusze zamknięte wewnątrz murów od tych zabłąkanych nad Kokytos: wędrowcy tracili siebie stopniowo, być może długo walczyli z pustką i obłędem. Ci, którzy weszli na Pola Asfodelowe, oddawali pamięć dobrowolnie, w jednej chwili.

Super, że to zostało wyjaśnione.

 

Właśnie o tym powiedziała duszom. Szarawe kwiaty prześwitywały przez blade istoty, które początkowo tylko stały, bezwolne, jakby słuchały szelestu liści albo bębnienia deszczu o dachówki. Potem zaczęły się ku niej odwracać i podchodzić, aż w końcu tłum zgęstniał tak, że znalazła się na środku wielkiego morza dusz. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że to jedyne słowa, jakie kiedykolwiek tu usłyszeli. Poczuła się jak oszustka: może wcale nie rozumieli treści, a łaknęli samego kontaktu? Zebrali się wokół niej ciasną gromadą, bo po raz pierwszy ktoś dał im pretekst, żeby się zbliżyć?

O i to też jest fantastyczne. Już miałam w głowie: co ona, taka krasomówczyni zdolna, że wszystkich tylko kilkoma zdaniami przekonuje? Ale rozwiałeś moje wątpliwości bardzo szybko, kończąc akapit. Brawo!

 

Potem młody dowódca podszedł, uśmiechnął się, nadstawił tarczę i zaprosił ją gestem. Podniósł wysoko nad głowę i tak trwał, niczym żywy postument.

Eee, ale co lub kogo podniósł?

 

jedni tylko się śmieli i kręcili głowami

Chyba śmiali?

 

 

Uuu, a ten twist na końcu z Helą, wow! Bardzo satysfakcjonujące zakończenie laugh

 

 

 

Zdaje się, że nie zrozumiałam, jak ważną postacią jest Nila, skoro może sobie tak o przyjść do Króla i najwyższych sędziów, bez wsparcia żadnego boga czy glejtu i z nią jeszcze w ogóle rozmawiają.

Zrozumiały za to jest jej motyw i jest solidny: dobrze wie, jak to jest się błąkać w zaświatach bez obola przy sobie.

 

 

Jak zwykle mistrzowsko budujesz świat, jest on wiarygodny, można się w nim bez przeszkód zanurzyć. Takie niepozorne zdania jak:

Labirynt wąskich, rozgrzanych uliczek wypełniała woń ryb i małży.

Kiedy powiew poruszył źdźbła słomy, leżący na progu stary pies leniwie uniósł ucho.

Zapach mięsa, przypraw i miodu rozszedł się po wnętrzu pomieszczenia.

świetnie budują klimat. Nie zauważyłam nic, co by wybiło mnie z imersji.

 

 

Podoba mi się też ten crossover, jakby to nazwał jakiś młodzieniaszek, mitologii nordyckiej z grecką. Wyszło bardzo zgrabnie i przekonująco.

 

Jestem zachwycona też tym, jak przekonująco wytłumaczyłeś motywacje wszystkich postaci: Nili, by pomóc innym duszom, samych dusz z każdego zaświata, czy kapłanki Afrodyty.

 

Zakończę swój wywód standardowym w takich sytuacjach: cóż mam rzec, jestem zachwycona.

 

Pozdrawiam.

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Teo, dzięki. Piszę dla czytelników, nie ku swojemu zadowoleniu, więc cieszę się, że ma to sens.

Z liryką jest trudno, bo łatwo jest wjechać w purpurę. A wtedy Tarnina wcale nie głaszcze po łebku :P

 

 

Holly, dziękuję za uwagi – będę wprowadzał!

 

Rzeczywiście tego niesmaku jest za dużo. Ech, te moje maniery pisarskie. W dodatku jak się skrzywił, to wiadomo, że nie z radości :)

 

Dobrze, że nie lamentujesz nad opowiadaniem :P Cieszę, się, że się w miarę podobało, a wątpliwości będę rozwiewał dokładając słówka tam, gdzie zwróciłaś uwagę. Jak nie jest w konkursie, jest łatwiej.

 

Jedna uwaga co do sędziów: królowie Radamantys, Eak i Minos musieli wysłuchać każdą duszę, tak to działało. Jak znajdowali na to czas – nie mam pojęcia, bo po takim wybuchu wulkanu musieli mieć wielką kolejkę, prawda? 

Nie, wcale nie, bo nieszczęśnicy pogrzebani przez katastrofy naturalne też nie mieli oboli! W ogóle nie trafiali pod sąd, tylko na dzień dobry Hades fundował im “ścieżkę zdrowia” nad Kokytos. I to jest niesprawiedliwość, która boli Nilę, bo dusze bez obola miały się błąkać i cierpieć, zanim łaskawie trafiły po stu latach pod sąd.

W mojej wersji byłem jeszcze bardziej okrutny, bo w “Rzece” Charon sugeruje, że to bujda dla uspokojenia śmiertelników i błąkają się wiecznie.

 

Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że tak zrozumiałaś tekst – bo Ty najszybciej znajdujesz u mnie dziury logiczne! Trochę się bałem składając te mitologiczne puzzle, że będzie zawikłane.

 

Dodam, że ten wątek zawdzięczam uwadze Ślimaka Zagłady do pierwszego opowiadania na temat chrześcijańskiego limbo, które powiela ten nieszczęsny schemat.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Nowa Fantastyka