- Opowiadanie: Efiz Matejko - Immersja- Prolog

Immersja- Prolog

Stosując się do sugestii jednego z użytkowników portalu, zamieszczam fragment wcześniejszej publikacji. Jeżeli kogoś zainteresuje fabuła lub z innych powodów będzie ciekawy dalszego biegu wydarzeń, to zachęcam do zapoznania się z moim wcześniejszym tekstem pt. “Immersja”. Są to pierwsze rozdziały powieści, nad którą pracuję. Tutaj zamieszczam jedynie prolog, mając nadzieję, że brak zainteresowania poprzednią publikacją był spowodowany bardziej jej gabarytem niż formą. Pozdrawiam

Oceny

Immersja- Prolog

PROLOG

 

W Solurze, niewielkiej miejscowości na północy Szwajcarii, vis-à-vis katedry świętego Ursa, znajduje się przysadzisty barokowy budynek. Gdyby nie widniejący na nim napis "Hotel Krone" zapisany prostymi lecz eleganckimi, mosiężnymi literami, zwykły przechodzień mógłby pomyśleć, że jest to bardziej okazała kamienica , jakich wcale nie mało znajduje się w tym uroczym miasteczku. Niewielu pędzących załatwić swoje sprawy mieszkańców czy leniwie spacerujących po brukowanych uliczkach turystów zdawało sobie sprawę, że budynek ten trwa w tym miejscu od początków XVw. Natomiast prawie nikt, oprócz nielicznych wtajemniczonych i paru domyślnych osób, nie zdawał sobie sprawy jak istotnych rozmów i kreślenia jakich wielkich planów świadkami były mury tego hotelu, który swoją przygodę w służbie ludzkości zaczynał jako karczma. Kiedyś– w drugiej połowie XXw.– przez drzwi owego hotelu wszedł mężczyzna drobnej postury. Lekko przygarbiony o ziemistej cerze, będącej zapewne wynikiem diety tytoniowej z lekką domieszką słodkich likierów, ruszył szybkim krokiem z wzrokiem pewnym, wpatrzonym w drobną blondynkę o maślanych oczach stojącą za drewnianą ladą recepcji hotelu Krone. Kobieta musiała wpaść mu w oko ponieważ pomimo starań jakie wkładał w utrzymanie pewnej siebie postawy z jego ust wydobyły się ciche zachrypnięte słowa. 

– J-ja do Pana Draggiego– powiedział i lekko odchrząknął. Recepcjonistka spojrzała na niego i uśmiechnęła się ciepło dodając mu otuchy. 

– Mam bardzo ważne spotkanie o godzinie 17:00 w pokoju numer cztery– te słowa wypowiedział zdecydowanie pewniej, mając nadzieję, że wzmianka o ważnym spotkaniu doda mu animuszu i przykryje jego początkową niepewność. 

Może po wszystkim, kiedy będzie wychodził z hotelu, zaczepi ją i zaprosi na kolację. W tym obcym mieście zaczynała doskwierać mu samotność, a wczoraj był w bardzo eleganckiej i wcale nie drogiej restauracji. Chętnie wybrałby się tam ponownie, szczególnie w tak uroczym towarzystwie. 

– Zaraz pana zaanonsuję– powiedziała śpiewnie i zeskoczyła ze stołka barowego na którym siedziała z łokciami opartymi o ladę. Kiedy odchodziła zauważył, że jest niższa niż mu się z początku zdawało. 

– To pewnie przez to siedzenie– pomyślał. 

Poczuł jeszcze większą sympatię do tej dziewczyny. Sam będąc niewielkiego wzrostu miał słabość do drobnych kobiet, przy nich łatwiej mu było poczuć się jak archetypiczny mężczyzna-obrońca, od którego wizerunku raczej znacznie odbiegał swoją fizycznością. Po dłuższej chwili z tego samego korytarza, w którym zniknęła wyszła recepcjonistka i przywołującym gestem ręki poprosiła gościa o podejście. 

– Pan Draggi czeka na Pana. Proszę iść do końca korytarza i wejść przez ostatnie drzwi po lewej stronie– wskazała dłonią kierunek i odprowadziła wzrokiem przybysza, który ruszył we wskazane miejsce. 

Po przejściu kilku kroków po grubym karmazynowym dywanie który prawie całkowicie wygłuszył jego kroki, mężczyzna przystanął na chwilę naprzeciwko ciemnozielonych drzwi z zawieszonym na nich złotym numerem cztery. Poprawił swoją tweedową marynarkę, którą nosił pod szarym płaszczem, zdjął kapelusz i przeczesał ręką łysiejącą czuprynę czarnych włosów po czym odchrząknął kilkukrotnie. Bez pukania chwycił za klamkę i otworzył drzwi. Natychmiast uderzyła w niego fala gęstego dymu tytoniowego, którego zapach wyczuwał już na korytarzu. Jako że sam był palaczem chętnie przestąpił próg lekko przyciemnionego pokoju. 

– Dobry wieczór Panie Stanisławie!- powitał go serdecznie Draggi– zapraszam, proszę zdjąć płaszcz i się rozgościć– wskazał ręką na wieszak stojący po prawej stronie od wejścia. Stanisław skinął głową na powitanie w kierunku siedzących w głębi pokoju czterech mężczyzn i obdarował uśmiechem gospodarza. W czasie kiedy zdejmował płaszcz Pan Draggi przedstawił go reszcie obecnych. 

– Oto Pan Stanisław Lem, o którym Panom opowiadałem. Pisarz i futurolog. Tak jak wspominałem, ma on pewną koncepcję, która może Panów zainteresować– odwrócił się w stronę pisarza i dodał– to są Panowie z Hollywood, o których wspominałem, pragną pozostać anonimowi, ale chętnie wysłuchają co ma Pan do powiedzenia– patrzył na Lema jakby chciał się upewnić, że zrozumiał i nie jest to dla niego problemem. 

Ten w odpowiedzi przytaknął bo zdawało mu się, że tego od niego oczekiwano. 

– Z powodu napiętego grafiku Panów filmowców, prosiłbym aby bez zbędnych ceregieli przejść do rzeczy– kontynuował gospodarz– proszę również aby nie opuszczał Pan muszli Wenus– po tych słowach wskazał pod nogi Stanisława. 

Lem spojrzał w dół i jego oczom ukazała się adaptacja słynnego obrazu Botticellego "Narodziny Wenus" w wersji dywanowej. 

– To chyba lekka przesada– pomyślał. 

Cofnął się jednak o krok ponieważ lewą stopą deptał już twarz wzdymającego swe policzki anioła. Stanął na środku muszli, która pomimo tego, że wielka jak na muszlę nie dawała mu wiele pola do manewru. Było to dla niego o tyle uciążliwe, że chodzenie pomagało mu zebrać myśli. Wziął oddech i spojrzał przed siebie. Dopiero teraz miał okazję przyjrzeć się lepiej sali i siedzącym w niej mężczyznom. Każdy z nich zajmował osobny fotel z boku którego, lekko z tyłu stał stolik z zapaloną lampką, taką jakiej używa się do wieczornego czytania. Ułożenie to sprawiało że cień niemal całkowicie spowijał ich twarze. Po karku pisarza przeszedł lekki dreszcz, raczej nie był on wynikiem chłodu panującego w pomieszczeniu w którym pomimo zimowej pory, kominek był całkowicie wygaszony. Było to uderzenie niepokoju spowodowane nachalną myślą– Ci ludzie nie są tym za kogo się podają. Szybko przegonił ten pomysł, karcąc się w głowie za bycie paranoikiem. Wojna oraz dekady życia w komunizmie, nauczyły go nieufności i doszukiwania się podstępu we wszystkim co było obce– poza schematem. Ludzie zza żelaznej kurtyny musieli mieć po prostu inne zwyczaje a chęć dbania o prywatność, nawet w tak ekstremalnym wydaniu, mogła być po prostu elementem wolności, której tak mało doświadczał w swoich rodzinnych stronach, gdzie ukrywanie tożsamości kojarzyło się raczej z działaniem wbrew opresyjnemu państwu. Musiał wziąć się w garść i zaprezentować swoją wizję jak najlepiej. Obiecał Panu Draggiemu, któremu przedstawił tylko zarys koncepcji, nie chcąc od razu zdradzać całości komuś kogo dopiero co poznał, że jest to historia idealna na srebrny ekran. 

– Przyszłość– wystrzelił nagle zbierając się na odwagę– nie bardzo daleka. Za sto, może sto pięćdziesiąt lat. 

W pokoju zrobiło się zupełnie cicho, chociaż wcześniej nikt nie odzywał się ani słowem. Jakby wszyscy zamarli w bezruchu. 

– Przynajmniej chcą mnie wysłuchać– pomyślał i z pewnością kontynuował swój wywód.

– Dzięki postępowi technologii, naukowcom udaje się połączyć mózg homosapiens z maszyną cyfrową. Z początku, pozwala to naprawić, poprawić procesy neurologiczne u człowieka. Koniec wielu chorób i niepełnosprawności. Kolejny krok ludzkości ku boskości– Lem mówił z pasją– Jednak z czasem, technologia ta, rozwija się i pozwala maszynie w sposób niemal doskonały zsynchronizować się z ciałem człowieka. Dochodzi do tego, że możliwym staje się kontrolowanie procesów motorycznych całkowicie przy pomocy niewielkiego komputera umieszczonego w głowie. Koniec paraliżu ludzkiego ciała!- pisarz przerwał na chwilę aby wziąć oddech– Oczywiście tak jak każdy wynalazek, tak i ten znajduje inne, mroczniejsze zastosowanie. Wszelkiego rodzaju kapitaliści oraz przemysłowcy przyszłości, którzy borykają się z tym samym problemem co ich odpowiednicy w dowolnej innej epoce– nieprzewidywalnością poczynań wolnego człowieka– postanawiają zaadaptować ten wynalazek do swoich fabryk, stoczni czy laboratoriów. Pracownik, którego nie trzeba szkolić, obserwować, kontrolować. Wystarczy, że zgodzi się aby przez 10 godzin każdego dnia oddał swoje ciało do sterowania komputerowi. 

– Przepraszam– wtrącił się Pan Draggi– ale czy w tak odległej przyszłości nie uda się skonstruować robota na tyle doskonałego aby wykonywał wszystkie te prace za człowieka? Bez konieczności zatrudniania, ryzyka zachorowań czy potrzeby odpoczynku. 

– Oczywiście, że się uda– przytaknął entuzjastycznie Stanisław. Czekał na to pytanie– będzie on jednak znacznie bardziej potrzebny gdzie indziej– przerwał na chwilę z nadzieją, że padnie pytanie "gdzie?" albo jakaś inna wątpliwość. Nie był to jednak taki typ audytorium, słuchający wiedzieli że zaraz sam im wszystko opowie bez konieczności zadawania pytań.

– Wobec kurczących się zasobów ziemskich ludzkość będzie zmuszona sięgnąć w kosmos aby pozyskać ukryte tam surowce. To jest– jeżeli można się tak wyrazić– naturalne środowisko dla funkcjonowania i eksploatowania robotów. Kopalnie na orbitujących pasach asteroid, budowa kolonii i terraformacja planet. W tych miejscach i przy takich pracach mechaniczne i odporne na ciężkie warunki istoty, będą niezastąpione. Jest to jednak scenariusz na zupełnie inną historię. Istotne jest to, że istnieje zupełnie racjonalne i logiczne wytłumaczenie dla, że tak to ujmę– robotyzacji– ludzkości. Fabułę osadzoną w takiej rzeczywistości można łatwo uwiarygodnić realistyczną scenografią i dobrą grą aktorską. Można uniknąć tandetnych kostiumów i przerysowanych mechanicznych ruchów. To jest coś doskonalszego i odleglejszego niż sobie współcześnie wyobrażamy a jednocześnie znacznie łatwiejszego do przedstawienia. Z odpowiednim reżyserem będzie można przenieść widza do wiarygodnej wizji przyszłości. 

– Rozumiem, że ma Pan zarys jakiejś konkretnej historii, osadzonej w tej przyszłości– dopytał gospodarz.

– Owszem– potwierdził Lem i zaczął opisywać zarys fabuły, nad którą pracowała w ostatnim czasie. 

Był to dramat opisujący losy człowieka otoczonego przez wyręczające go urządzenia, który pomimo możliwości dostępu do wszystkich informacji wybiera tylko takie, które przynoszą mu ulgę w znoszeniu codzienności. Całe życie spędza unikając wyzwań i wysiłku, nie wykonując żadnej pracy, a jedynie wynajmując swoje ciało korporacji. Z czasem zaczyna przychodzić do niego refleksja, że większość otaczających go przedmiotów jest tak naprawdę narzędziami serwisowymi służącymi do utrzymania go w jak najlepszej formie i zdolności do wykonywania pracy przez jego ciało. Kiedy postanawia w końcu podzielić się tą refleksją ze swoją ukochaną, z przerażeniem orientuje się, że jest ona jedynie wynajętym ciałem sterowanym przez komputer. Zdruzgotany tymi odkryciami staje się niezdolny do dalszego podważania rzeczywistości. Przerażony myślą o tym co jeszcze jest kłamstwem przestaje kwestionować cokolwiek i zostaje doskonałym członkiem społeczeństwa przyszłości. 

– Z przykrością muszę stwierdzić, że nie rozumie Pan świata kina– powiedział Draggi kiedy Lem zakończył swoją smutną opowieść– w hollywood tworzymy rozrywkę, dajemy ludziom radość i nadzieję. Pańska wizja jest strasznie– Draggi przez chwilę szukał właściwego słowa– przygnębiająca. Wielką zaletą kanonu science-fiction jest możliwość pokazania widzowi czegoś czego jeszcze nie widział. Maszyny przyszłości, roboty, latające samochody– tego oczekuje się od przyszłości. W innym wypadku widz dostanie rozczarowanie. To nie jest coś co chcielibyśmy sprzedawać. Pańska wizja, choć bardzo interesująca nie nadaje się na wielki ekran. 

Draggi stał z rękoma założonymi na piersi i patrzył na Lame ze smutnym uśmiechem i miną która mówiła "trafił Pan na złe zajęcia– tu się wykłada biznes a nie filozofię". 

– To przecież jedna z wielu możliwości wykorzystania tego świata– zaczął bronić się Stanisław. W jego głowie się kotłowało– chcą mnie tak po prostu zbyć?– Treść można wypełnić jakąś widowiskową akcją. Maszyny, latające samochody…– z nerwów zupełnie zapomniał o tej głupiej muszli i wyszedł na krok poza jej ramy. 

Draggi natychmiast przyskoczył do niego i położył mu dłoń na ramieniu w uspokajającym geście. 

– Proszę się nie denerwować– powiedział spokojnie– to po prostu nie jest kierunek, w którym chcemy iść. Rozumiemy, że jest to wizja, której rozwojowi poświęcił Pan wiele czasu, jednak nie podzielamy Pańskiego entuzjazmu– delikatnie zaczął podprowadzać Lema w stronę zawieszonych przy wyjściu ubrań– musimy zrezygnować z tej współpracy. 

Lem ruchem ramienia strząsnął z siebie dłoń Draggiego 

– Rozumiem Pana doskonale– przystanął na chwilę z płaszczem i kapeluszem w rękach. Spojrzał Draggiemu w oczy, wyglądał jakby naprawdę było mu przykro. Potem skierował swój wzrok na siedzących w cieniu mężczyzn. Jeden z nich odpalił właśnie papierosa rozświetlający na ułamek sekundy swoją twarz. Był bardzo stary, całkowicie blady i chyba nie miał brwi. Nie był pewny czy to to, ale coś wzbudziło w nim niepokój. Skłonił się sztywno w ich kierunku i szorstko powiedział 

– Miło było Panów poznać– powiedział, po czym zwrócił się do Draggiego– Znam drogę do wyjście, nie ma potrzeby by mnie Pan odprowadzał. Do widzenia– wyszedł szybkim krokiem na korytarz. 

Mijając recepcję całkowicie zapomniał o ślicznej recepcjonistce. Nawet jeśli by pamiętał, to zupełnie nie był w nastroju na flirt. Wściekły wypadł z budynku i odrazu odpalił papierosa, o którymy myślał już od jakiegoś czasu. Spojrzał na zachodzące chmurami niebo i skierował swe kroki w kierunku pobliskiego baru. 

Tymczasem w pokoju numer cztery spotkanie trwało dalej. 

– Ciekawy człowiek z tego pisarza– powiedział jeden z siedzących w fotelu mężczyzn– spraw, żeby porzucił ten pomysł. Lepiej żeby nic o tym nie pisał– skinął ręką na Pana Draggiego, który bez słowa wyszedł z pokoju i ruszył śladami Stanisława. 

– Co na to powiecie towarzysze? Ta koncepcja ma chyba potencjał– kontynuował tajemniczy mężczyzna– Sprawdź co na to ci Twoi naukowcy Johan. O jakiej perspektywie czasu możemy myśleć. Wiem, że prace nad miniaturyzacją procesorów są już mocno zaawansowane. 

– Oczywiście, że wiesz– odpowiedział szorstko Johan– wszędzie wciśniesz swoich ludzi. Jutro wracam do stanów, najdalej w środę będę w Nevadzie. Zobaczę co fartuchy mają do powiedzenia.

– Jeżeli miałoby się udać– wtrącił kolejny z obecnych– nie można ich do tego zmuszać. Na szczęście nasze dotychczasowe plany formowania społeczeństwa są całkiem…– zawiesił się na chwilę szukając odpowiedniego sformułowania– po drodze z tą ideą. Dobrze by było zwiększyć nacisk na normalizację… hmm. 

– Kurewstwa– wtrącił pierwszy mężczyzna i zaśmiał się lekko– bawi mnie Twoja pruderyjność. Szczególnie w kontekście tego czym się zajmujesz. Zgadzam się jednak z Twoją opinią, sam wiesz najlepiej jak działać w tej materii… filmy, prasa– to Twoja działka. Nie masz nic do powiedzenia?– zwrócił się do milczącego do tej pory mężczyzny. 

-Myślę– odpowiedział i milczał jeszcze przez chwilę– to ma potencjał– mówił, powoli układając sobie wszystko w głowie– jakby się udało, mogłoby to znacznie przyspieszyć cały proces– powiedział cicho, jakby do siebie– zbierzcie wszystkie niezbędne informacje– kontynuował głośniej i zdecydowanie– Marco– zwrócił się do mężczyzny od mediów– Ty możesz zacząć działać od razu. Demoralizacja jest nam raczej zawsze na rękę. Spotkajmy się znowu za sześć miesięcy, wtedy wszyscy powinniśmy wiedzieć więcej. Tymczasem kontynuujemy dotychczasowe działania. 

Koniec

Komentarze

Efizie Matejko, skoro to prolog, co zaznaczyłeś w tytule, a nie skończone opowiadanie, bądź uprzejmy zmienić oznaczenie na FRAGMENT.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

 

Primo: w tytule znikła spacja :)

Gdyby nie widniejący na nim napis "Hotel Krone" zapisany prostymi lecz eleganckimi, mosiężnymi literami, zwykły przechodzień mógłby pomyśleć, że jest to bardziej okazała kamienica , jakich wcale nie mało znajduje się w tym uroczym miasteczku.

Przecinki dolepiamy do poprzedzającego je słowa. "Niemało" w tym kontekście piszemy łącznie. Jeśli chodzi o mniej uchwytne sprawy, zdanie jest cokolwiek barokowe – przedłużone i mętne. Dlaczego stara kamienica nie miałaby być hotelem? "Napis zapisany" też nie brzmi najlepiej – może być ułożony z mosiężnych liter.

Niewielu pędzących załatwić swoje sprawy mieszkańców czy leniwie spacerujących po brukowanych uliczkach turystów zdawało sobie sprawę, że budynek ten trwa w tym miejscu od początków XVw.

Zmieniasz czasy w środku zdania, nie wiem, po co – ono i bez tego źle się parsuje. Budynki zasadniczo trwają w jednym miejscu przez całe swoje istnienie, więc czemu to zaznaczać?

 Natomiast prawie nikt, oprócz nielicznych wtajemniczonych i paru domyślnych osób, nie zdawał sobie sprawy jak istotnych rozmów i kreślenia jakich wielkich planów świadkami były mury tego hotelu, który swoją przygodę w służbie ludzkości zaczynał jako karczma.

Nienaturalny szyk – odsuwasz orzeczenie jak najdalej można, co bywa uzasadnione, ale akurat nie tu. Żadna domyślność nie odsłoni faktu, na który nic nie wskazuje. "Przygoda" i "służba ludzkości" za bardzo się nie wiążą, za to są dość purpurowe. A o sprawy historyczne pytaj kogo innego, ja się nie znam, ale nie wyglądają wiarygodnie. Co powiesz na takie postrzyżyny: Prawie nikt nie zdawał sobie sprawy, jakie wydarzenia miały miejsce w murach tego hotelu, gdy jeszcze był skromną karczmą.

Kiedyś– w drugiej połowie XXw.– przez drzwi owego hotelu wszedł mężczyzna drobnej postury. 

Myślniki oddzielamy spacją, a nadmiar patosu przeradza się w śmieszność (ponadto – mówimy o czasach, kiedy hotel był karczmą, czy o późniejszych?): Raz, w połowie XX wieku, wszedł tam drobny mężczyzna.

Lekko przygarbiony o ziemistej cerze, będącej zapewne wynikiem diety tytoniowej z lekką domieszką słodkich likierów, ruszył szybkim krokiem z wzrokiem pewnym, wpatrzonym w drobną blondynkę o maślanych oczach stojącą za drewnianą ladą recepcji hotelu Krone.

"Maślane" oczy robi się do kogoś – to nie jest cecha trwała ( https://wsjp.pl/haslo/podglad/39481/ktos-robi-maslane-oczy-do-kogos ): Lekko przygarbiony, o ziemistej cerze, świadczącej o ścisłym przetrzeganiu diety tytoniowej z niewielką domieszką słodkich likierów, pospieszył ku drewnianemu kontuarowi i stojącej za nim blondyneczce.

Kobieta musiała wpaść mu w oko ponieważ pomimo starań jakie wkładał w utrzymanie pewnej siebie postawy z jego ust wydobyły się ciche zachrypnięte słowa. 

Jak jedno wynika z drugiego? I dlaczego to słowa są zachrypnięte, a nie głos? Postawa nie może być "pewna siebie", to facet jest (albo nie) pewny siebie. Ogólnie raczej mylące zdanie – ten facet wchodzi jak hrabia Monte Christo, czy jak Grima Smoczy Język? Czy jak?

– J-ja do Pana Draggiego– powiedział i lekko odchrząknął.

Bo tutaj wyraźnie nie jest pewny siebie. Zaimki piszemy małą literą (chyba że w listach): – J-ja do pana Draggiego – powiedział i cicho odchrząknął.

Recepcjonistka spojrzała na niego i uśmiechnęła się ciepło dodając mu otuchy. 

Imiesłów nie oznacza przyczynowości, tylko jednoczesność: Recepcjonistka spojrzała na niego i ciepłym uśmiechem dodała mu otuchy. 

– Mam bardzo ważne spotkanie o godzinie 17:00 w pokoju numer cztery– te słowa wypowiedział zdecydowanie pewniej, mając nadzieję, że wzmianka o ważnym spotkaniu doda mu animuszu i przykryje jego początkową niepewność. 

? https://wsjp.pl/haslo/podglad/2237/animusz Tnij i uważaj na interpunkcję ( https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/ ): – Mam bardzo ważne spotkanie o godzinie siedemnastej, w pokoju numer cztery – powiedział z naciskiem, w nadziei, że pokryje złe wrażenie.

W tym obcym mieście zaczynała doskwierać mu samotność, a wczoraj był w bardzo eleganckiej i wcale nie drogiej restauracji.

A może ona jest porządną dziewczyną (w czasach, kiedy porządne dziewczyny nie szlajały się z obcymi): W obcym mieście zaczynała mu doskwierać samotność, a wczoraj był w bardzo eleganckiej i wcale nie drogiej restauracji.

– Zaraz pana zaanonsuję– powiedziała śpiewnie i zeskoczyła ze stołka barowego na którym siedziała z łokciami opartymi o ladę.

Przecież przed chwilą stała? – Zaraz pana zaanonsuję – powiedziała śpiewnie i zeskoczyła z barowego stołka, na którym siedziała z łokciami opartymi o ladę.

Kiedy odchodziła zauważył

Zdanie podrzędnie złożone, potrzeba przecinka: Kiedy odchodziła, zauważył.

– To pewnie przez to siedzenie– pomyślał. 

A czy to ma znaczenie dla fabuły?

Poczuł jeszcze większą sympatię do tej dziewczyny. 

Szyk: Poczuł do dziewczyny jeszcze większą sympatię.

Sam będąc niewielkiego wzrostu miał słabość do drobnych kobiet, przy nich łatwiej mu było poczuć się jak archetypiczny mężczyzna-obrońca, od którego wizerunku raczej znacznie odbiegał swoją fizycznością. 

Unikaj "będąc" i nie meandruj: Sam niewielkiego wzrostu, miał słabość do drobnych kobiet, przy których mógł się poczuć jak rycerz w lśniącej zbroi, a nie chuchro.

Po dłuższej chwili z tego samego korytarza, w którym zniknęła wyszła recepcjonistka i przywołującym gestem ręki poprosiła gościa o podejście. 

To zdanie jest co najmniej dwa razy za długie: Po dłuższej chwili recepcjonistka wróciła i przywołała go gestem.

Pan Draggi czeka na Pana.

Zaimki piszemy małą literą. W listach piszemy je dużą ze względów grzecznościowych (szacunek wobec adresata), ale w dialogach nigdy.

odprowadziła wzrokiem przybysza, który ruszył we wskazane miejsce. 

Nie musisz tłumaczyć, że ruszył – to oczywiste, skoro ona go "odprowadza wzrokiem", a za chwilę opisujesz, jak szedł.

Po przejściu kilku kroków po grubym karmazynowym dywanie który prawie całkowicie wygłuszył jego kroki, mężczyzna przystanął na chwilę naprzeciwko ciemnozielonych drzwi z zawieszonym na nich złotym numerem cztery. 

Tniemy: Grubym karmazynowy dywan prawie całkowicie wytłumił tych kilka kroków. Mężczyzna przystanął przed ciemnozielonymi drzwiami ze złotą czwórką. 

Poprawił swoją tweedową marynarkę, którą nosił pod szarym płaszczem, zdjął kapelusz i przeczesał ręką łysiejącą czuprynę czarnych włosów po czym odchrząknął kilkukrotnie

Czupryna to włosy – nie może łysieć, tylko rzednąć. Wiemy, że marynarkę nosi się pod płaszczem – zamiast nam to tłumaczyć, możesz pokazać coś ciekawszego, np.: Poprawił wyświecony szary płaszcz i tweedową marynarkę, zdjął kapelusz, przyczesał ręką rzednące czarne włosy. Odchrząknął kilkukrotnie.

Natychmiast uderzyła w niego fala gęstego dymu tytoniowego, którego zapach wyczuwał już na korytarzu. 

… dlaczego ten dym się tak wylewa?

Jako że sam był palaczem chętnie przestąpił próg lekko przyciemnionego pokoju. 

Nowe głębie nałogu… Dobra, on tam wchodzi chętnie tylko dlatego, że w powietrzu można siekierę zawiesić, czy ma jeszcze jakieś powody?

– Dobry wieczór Panie Stanisławie!- powitał go serdecznie Draggi– zapraszam, proszę zdjąć płaszcz i się rozgościć– wskazał ręką na wieszak stojący po prawej stronie od wejścia.

O ile to, jak postacie traktują się nawzajem, jest ogromnie ważne, nie wszystkie grzeczności trzeba detalicznie opisywać. Zwykle nie trzeba też opisywać rozkładu pomieszczenia: – Dobry wieczór, panie Stanisławie! – powitał go serdecznie Draggi – zapraszam, proszę się rozgościć. – Wskazał ręką wieszak koło wejścia.

 Stanisław skinął głową na powitanie w kierunku siedzących w głębi pokoju czterech mężczyzn i obdarował uśmiechem gospodarza.

Powiąż zdarzenia w świecie ze sobą – tam jest czarno od dymu, tak? To może: Stanisław skinieniem głowy powitał cztery sylwetki ledwo widoczne w kłębach dymu, uśmiechnął się do gospodarza.

W czasie kiedy zdejmował płaszcz Pan Draggi przedstawił go reszcie obecnych. 

Kiedy zdejmował płaszcz, pan Draggi przedstawił go obecnym.

 Oto Pan Stanisław Lem, o którym Panom opowiadałem.

… w latach pięćdziesiątych. W Szwajcarii. Jak bardzo alternatywna ma być ta historia? Zaimki, przypominam, małą.

Tak jak wspominałem, ma on pewną koncepcję, która może Panów zainteresować– odwrócił się w stronę pisarza i dodał– to są Panowie z Hollywood, o których wspominałem, pragną pozostać anonimowi, ale chętnie wysłuchają co ma Pan do powiedzenia– patrzył na Lema jakby chciał się upewnić, że zrozumiał i nie jest to dla niego problemem. 

Rozwlekasz zdania. Rozmowy zresztą też. I dlaczego facet patrzy na pisarza jak na idiotę? O czym to świadczy? I: posłuchają, co pan ma do powiedzenia; albo: wysłuchają tego, co pan ma do powiedzenia.

Ten w odpowiedzi przytaknął bo zdawało mu się, że tego od niego oczekiwano. 

Ciach: Ten przytaknął, sądząc, że takiej odpowiedzi się od niego oczekuje.

– Z powodu napiętego grafiku Panów filmowców, prosiłbym aby bez zbędnych ceregieli przejść do rzeczy– kontynuował gospodarz– proszę również aby nie opuszczał Pan muszli Wenus– po tych słowach wskazał pod nogi Stanisława. 

Gospodarz jest poważnie niegrzeczny, i to chyba nie przypadek (skoro już patrzył na Lema jak na idiotę). Mam nadzieję, że się dowiemy, dlaczego jest niegrzeczny. A na razie tniemy (facet strasznie rozwlekle prosi, żeby się streszczać, co może być ironią, ale tu chyba nie jest): – Panowie mają niewiele czasu, przejdźmy więc do rzeczy. A, i proszę nie schodzić z muszli Wenus. – Wskazał pod nogi Stanisława. 

jego oczom ukazała się adaptacja słynnego obrazu Botticellego "Narodziny Wenus" w wersji dywanowej. 

Reprodukcja. https://wsjp.pl/haslo/podglad/10235/adaptacja/3923452/rezultat https://wsjp.pl/haslo/podglad/33966/reprodukcja/3860509/obraz 

– To chyba lekka przesada– pomyślał. 

To jest myśl, więc nie może być sformatowana jak dialog, bo to mylące. Można napisać: To chyba lekka przesada, pomyślał. 

Cofnął się jednak o krok ponieważ lewą stopą deptał już twarz wzdymającego swe policzki anioła.

Cofnął się jednak o krok, ponieważ lewą stopą deptał twarz wydymającego policzki anioła.

Stanął na środku muszli, która pomimo tego, że wielka jak na muszlę nie dawała mu wiele pola do manewru.

Stanął na środku muszli, która, choć spora jak na muszlę, nie dawała mu wielkiego pola manewru.

Było to dla niego o tyle uciążliwe, że chodzenie pomagało mu zebrać myśli

Łopata. Może pokaż (nie tu, ale w czasie dialogu), że cały czas chce ruszyć, ale się powstrzymuje, i to mu przeszkadza? Na przykład?

Wziął oddech i spojrzał przed siebie. Dopiero teraz miał okazję przyjrzeć się lepiej sali i siedzącym w niej mężczyznom.

Wziął głęboki oddech. Kropka. I tak zaraz opiszesz tych facetów – nie musisz tego zapowiadać.

Każdy z nich zajmował osobny fotel z boku którego, lekko z tyłu stał stolik z zapaloną lampką, taką jakiej używa się do wieczornego czytania. Ułożenie to sprawiało że cień niemal całkowicie spowijał ich twarze.

Po pierwsze – zaczynamy opis od tego, co się rzuca w oczy. Po drugie, nie tłumaczymy rzeczy oczywistych (jasne, że nie siedzą jeden drugiemu na kolanach): Twarze mężczyzn niknęły w cieniu. Przy każdym klubowym fotelu stała na stoliku mała lampka, oświetlająca rękaw eleganckiej marynarki, obracane w palcach cygaro czy szklaneczkę whisky, ale za słaba, żeby jej blask sięgnął wyżej.

 Po karku pisarza przeszedł lekki dreszcz, raczej nie był on wynikiem chłodu panującego w pomieszczeniu w którym pomimo zimowej pory, kominek był całkowicie wygaszony.

Niestylistyczne: Pisarza przeszedł dreszcz. Nic dziwnego, pomyślał, zima, a w kominku nienapalone.

Było to uderzenie niepokoju spowodowane nachalną myślą– Ci ludzie nie są tym za kogo się podają. Szybko przegonił ten pomysł, karcąc się w głowie za bycie paranoikiem.

Raz, że niestylistyczne, a dwa, szanowni panowie są tak stereotypowo Novus Ordo Seculorum, że większą niespodzianką byłoby, gdyby faktycznie byli tym, za kogo się podają, niż gdyby nie byli. Jeśli odtwarzasz w fantastyce postać historyczną (co niekoniecznie jest dobrym pomysłem), nie możesz z piekielnie przenikliwego gościa (tak, Lem czasem się mylił – każdy się myli i ma swoje szajby, nie w tym rzecz) robić ostatniego naiwniaka. Bo skoro wystarczy Ci byle kto, zwykły naiwniak, to po co wywołujesz konkretną osobę, która naiwna nie była? 

Wojna oraz dekady życia w komunizmie, nauczyły go nieufności i doszukiwania się podstępu we wszystkim co było obce– poza schematem.

Mamy lata pięćdziesiąte, więc tych dekad za dużo nie było. Owszem, Lema wojna kopnęła w psychikę. Dużo by o tym gadać. Ale to zdanie jest, przepraszam Cię serdecznie, bardzo naiwne. Jakim schematem? Już pomijając to, że w latach pięćdziesiątych polski pisarz nie miał szans jechać na Zachód (Lem wyjechał – w osiemdziesiątych). Jedyny schemat tutaj jest taki, że jacyś goście pozują na Novus Ordo Seculorum. Poza tym – interpunkcja. Nie stawiaj przecinka między podmiot a orzeczenie, stawiaj go między zdania składające się na zdanie złożone.

 Ludzie zza żelaznej kurtyny musieli mieć po prostu inne zwyczaje a chęć dbania o prywatność, nawet w tak ekstremalnym wydaniu, mogła być po prostu elementem wolności, której tak mało doświadczał w swoich rodzinnych stronach, gdzie ukrywanie tożsamości kojarzyło się raczej z działaniem wbrew opresyjnemu państwu.

… ? To jest Polak z PRLu, jakimś cudem przeniesiony do Szwajcarii, a nie współczesny Amerykanin usiłujący sobie wytłumaczyć dziwnych kosmitów.

Obiecał Panu Draggiemu, któremu przedstawił tylko zarys koncepcji, nie chcąc od razu zdradzać całości komuś kogo dopiero co poznał, że jest to historia idealna na srebrny ekran. 

Nie ma sensu tego tłumaczyć, gość chce sprzedać pomysł (swoją drogą… to dopiero fantastyka), więc oczywiście nie mówi wszystkiego od razu: Obiecał panu Draggiemu, któremu przedstawił tylko zarys koncepcji, że ma historię idealną dla srebrnego ekranu. 

– Przyszłość– wystrzelił nagle zbierając się na odwagę– nie bardzo daleka.

– Przyszłość – wypalił, nagle zebrawszy się na odwagę – nie bardzo daleka.

W pokoju zrobiło się zupełnie cicho, chociaż wcześniej nikt nie odzywał się ani słowem.

Zapadła cisza. Kropka.

– Przynajmniej chcą mnie wysłuchać– pomyślał i z pewnością kontynuował swój wywód.

To nie jest wywód ( https://wsjp.pl/haslo/podglad/40853/wywod/4880429/uzasadnienie ), tylko przedstawienie koncepcji: Przynajmniej chcą mnie wysłuchać, pomyślał i spokojnie ciągnął:

mózg homosapiens

Mózg Homo sapiens.

Z początku, pozwala to naprawić

Tu bez przecinka.

procesy neurologiczne u człowieka

Cokolwiek to znaczy (Lem był z wykształcenia lekarzem…).

Koniec wielu chorób i niepełnosprawności. Kolejny krok ludzkości ku boskości– Lem mówił z pasją– 

Ościste zdanie: Pozbyć się wielu chorób i ułomności. Kolejny krok człowieka ku boskiej mocy – mówił z pasją Lem.

Jednak z czasem, technologia ta, rozwija się i pozwala maszynie w sposób niemal doskonały zsynchronizować się z ciałem człowieka.

Z czasem technika rozwija się, wreszcie synchronizacja maszyny z ciałem jest niemal doskonała.

Dochodzi do tego, że możliwym staje się kontrolowanie procesów motorycznych całkowicie przy pomocy niewielkiego komputera umieszczonego w głowie.

Chyba próbujesz tu stylizować na Lema, ale nie wychodzi za dobrze.

Koniec paraliżu ludzkiego ciała!- pisarz przerwał na chwilę aby wziąć oddech– Oczywiście tak jak każdy wynalazek, tak i ten znajduje inne, mroczniejsze zastosowanie.

Nigdy więcej paraliżu! – Pisarz przerwał na chwilę, żeby zaczerpnąć oddech. – Oczywiście, tak jak każdy wynalazek, tak i ten znajduje inne, mroczniejsze zastosowanie.

Wszelkiego rodzaju kapitaliści oraz przemysłowcy przyszłości, którzy borykają się z tym samym problemem co ich odpowiednicy w dowolnej innej epoce– nieprzewidywalnością poczynań wolnego człowieka– postanawiają zaadaptować ten wynalazek do swoich fabryk, stoczni czy laboratoriów. 

Lem niekoniecznie był zwolennikiem komunizmu. Poprzestańmy na interpunkcji: Wszelkiego rodzaju kapitaliści oraz przemysłowcy przyszłości, którzy borykają się z tym samym problemem, co ich odpowiednicy w każdej innej epoce, nieprzewidywalnością poczynań wolnego człowieka, postanawiają zaadaptować ten wynalazek do swoich fabryk, stoczni czy laboratoriów. 

Wystarczy, że zgodzi się aby przez 10 godzin każdego dnia oddał swoje ciało do sterowania komputerowi. 

Wystarczy, żeby na dziesięć godzin każdego dnia oddawał swoje ciało do sterowania komputerowi. 

– Przepraszam– wtrącił się Pan Draggi– ale czy w tak odległej przyszłości nie uda się skonstruować robota na tyle doskonałego aby wykonywał wszystkie te prace za człowieka? 

– Przepraszam – wtrącił pan Draggi – ale czy w tak odległej przyszłości nie można by skonstruować robota na tyle doskonałego, żeby wykonywał wszystkie prace za człowieka? 

 Bez konieczności zatrudniania, ryzyka zachorowań czy potrzeby odpoczynku. 

Naturalniej: Nie trzeba wtedy nikogo zatrudniać, a roboty nie chorują i nie odpoczywają.

– Oczywiście, że się uda– przytaknął entuzjastycznie Stanisław. Czekał na to pytanie– będzie on jednak znacznie bardziej potrzebny gdzie indziej– przerwał na chwilę z nadzieją, że padnie pytanie "gdzie?" albo jakaś inna wątpliwość. 

Wątpliwość nie pada: – Oczywiście, że się uda – przytaknął entuzjastycznie Stanisław. Czekał na to pytanie. – Będzie on jednak znacznie bardziej potrzebny gdzie indziej… – przerwał w nadziei, że padnie pytanie "gdzie?".

Nie był to jednak taki typ audytorium, słuchający wiedzieli że zaraz sam im wszystko opowie bez konieczności zadawania pytań.

Ale słuchacze doskonale wiedzieli, że nie muszą o nic pytać.

Wobec kurczących się zasobów ziemskich ludzkość będzie zmuszona sięgnąć w kosmos aby pozyskać ukryte tam surowce. To jest– jeżeli można się tak wyrazić– naturalne środowisko dla funkcjonowania i eksploatowania robotów. 

Myślniki w środku wypowiedzi są mylące: Wobec kurczenia się zasobów Ziemi ludzkość będzie zmuszona sięgnąć w kosmos, by pozyskać surowce. To jest, jeżeli można się tak wyrazić, naturalne środowisko funkcjonowania robotów. 

W tych miejscach i przy takich pracach mechaniczne i odporne na ciężkie warunki istoty, będą niezastąpione

Nie oddzielaj podmiotu od orzeczenia – chyba że wtrąceniem: W tych miejscach i przy takich pracach mechaniczne istoty, odporne na trudne warunki, będą niezastąpione.

 Istotne jest to, że istnieje zupełnie racjonalne i logiczne wytłumaczenie dla, że tak to ujmę– robotyzacji– ludzkości.

Nie. To nie jest racjonalne wytłumaczenie. To jest tylko dążenie podawane jako racjonalne przez świrów zwanych transhumanistami, a do których Lem raczej nie należał, sądząc po jego utworach (p. Dzienniki gwiazdowe).

Fabułę osadzoną w takiej rzeczywistości można łatwo uwiarygodnić realistyczną scenografią i dobrą grą aktorską.

O żadnej fabule nie było mowy.

Można uniknąć tandetnych kostiumów i przerysowanych mechanicznych ruchów.

Jasne, tylko po co? Fabuły filmów nie mają przewidywać przyszłości, tylko dostarczać rozrywki (ostrzegać, też, ale zasadniczo panowie z Hollywood nie są zainteresowani zbudowaniem ludzkości). Film (telewizja) z lat sześćdziesiątych: https://www.youtube.com/watch?v=9or2yDvC3Ck - niedobry? Kostiumy są śmieszne, a gra aktorska przerysowana, ale nie można się rozerwać?

To jest coś doskonalszego i odleglejszego niż sobie współcześnie wyobrażamy a jednocześnie znacznie łatwiejszego do przedstawienia.

Co on właściwie próbuje powiedzieć?

Z odpowiednim reżyserem będzie można przenieść widza do wiarygodnej wizji przyszłości. 

Zdanie średnio naturalne, a reżyser sam nie robi filmu. Zwłaszcza, jeśli kostiumy i roboty mają nie być tandetne, scenografia ma być realistyczna i tak dalej. Weźmy pierwszy lepszy film SF z lat pięćdziesiątych: https://www.imdb.com/title/tt0043456/?ref_=sr_t_35 Na tyle pozwalała ówczesna technika i budżet. To naprawdę trzeba wziąć pod uwagę. W każdym razie autor opowiadania, na którym (luźno) oparto scenariusz, dostał 500 dolców.

– Rozumiem, że ma Pan zarys jakiejś konkretnej historii, osadzonej w tej przyszłości– dopytał gospodarz.

– Rozumiem, że ma pan zarys jakiejś konkretnej fabuły – dopytał gospodarz.

– Owszem– potwierdził Lem i zaczął opisywać zarys fabuły, nad którą pracowała w ostatnim czasie. 

Jeśli ktoś potwierdza i to widać, nie ma potrzeby tego tłumaczyć: – Owszem. – Lem przeszedł do opisu fabuły.

Był to dramat opisujący losy człowieka otoczonego przez wyręczające go urządzenia, który pomimo możliwości dostępu do wszystkich informacji wybiera tylko takie, które przynoszą mu ulgę w znoszeniu codzienności. 

Nie dam rady lepiej: Stanowił ją dramat człowieka otoczonego przez wyręczające go we wszystkim urządzenia, mimo dostępu do całej informacji wybierającego tylko to, co przynosi mu ulgę od nieznośnej codzienności. 

Całe życie spędza unikając wyzwań i wysiłku, nie wykonując żadnej pracy, a jedynie wynajmując swoje ciało korporacji.

Okej, czyli mamy jakieś przesłanie. Ale dlaczego Ty nie napisałeś tej historii?

Z czasem zaczyna przychodzić do niego refleksja, że większość otaczających go przedmiotów jest tak naprawdę narzędziami serwisowymi służącymi do utrzymania go w jak najlepszej formie i zdolności do wykonywania pracy przez jego ciało.

Styl: Z czasem nachodzi go refleksja, że większość tych przedmiotów służy tylko do utrzymania jego ciała w stanie, w którym będzie jak najlepiej wykonywał pracę.

Kiedy postanawia w końcu podzielić się tą refleksją ze swoją ukochaną, z przerażeniem orientuje się, że jest ona jedynie wynajętym ciałem sterowanym przez komputer.

…? Ale on też swoje wynajmuje… i przecież nie cały czas. Poza tym "ukochana" to nie praca.

 Zdruzgotany tymi odkryciami staje się niezdolny do dalszego podważania rzeczywistości.

Podważanie rzeczywistości to zwątpienie w jej istnienie, a nie sens: Zdruzgotany, staje się niezdolny do dalszego podważania sensu swojego świata.

Przerażony myślą o tym co jeszcze jest kłamstwem przestaje kwestionować cokolwiek i zostaje doskonałym członkiem społeczeństwa przyszłości. 

Trudno to poprawić. Hmm. Bojąc się odkryć kolejne kłamstwa, przestaje zadawać pytania i staje się doskonałym członkiem społeczeństwa przyszłości.

– Z przykrością muszę stwierdzić, że nie rozumie Pan świata kina– powiedział Draggi kiedy Lem zakończył swoją smutną opowieść– w hollywood tworzymy rozrywkę, dajemy ludziom radość i nadzieję.

… przecież to on sam "Lema" zaprosił. Na jakich podstawach? Co takiego "Lem" mu opowiedział, że uznał to za obiecujące? Bo jeśli opowiedział to, co powyżej, to po co go zapraszać? Brakuje przecinka w zdaniu podrzędnie złożonym, a nazwy własne pisze się wielką literą.

Wielką zaletą kanonu science-fiction jest możliwość pokazania widzowi czegoś czego jeszcze nie widział.

Tylko to znaczenie "kanonu": https://wsjp.pl/haslo/podglad/28512/kanon/4597297/wazne-zasady miałoby tu sens, a i to nie bardzo: Wielką zaletą science-fiction jest możliwość pokazania widzowi czegoś, czego jeszcze nie widział.

 Maszyny przyszłości, roboty, latające samochody– tego oczekuje się od przyszłości

Czy można oczekiwać od przyszłości maszyn przeszłych?

widz dostanie rozczarowanie

Widz będzie rozczarowany.

To nie jest coś co chcielibyśmy sprzedawać.

To nie jest coś, co chcielibyśmy sprzedawać.

Pańska wizja, choć bardzo interesująca nie nadaje się na wielki ekran. 

Wtrącenie wydzielamy: Pańska wizja, choć bardzo interesująca, nie nadaje się na wielki ekran. 

Draggi stał z rękoma założonymi na piersi i patrzył na Lame ze smutnym uśmiechem i miną która mówiła "trafił Pan na złe zajęcia– tu się wykłada biznes a nie filozofię". 

Miał jednocześnie dwie miny?

zaczął bronić się Stanisław. W jego głowie się kotłowało– chcą mnie tak po prostu zbyć?–

Styl: zaczął się bronić Stanisław. Kotłowało mu się w głowie. Przecież nie chcieli go wyrzucić?

 

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tekst krótki, a komentarz ucięło…

 

Treść można wypełnić jakąś widowiskową akcją.

…? https://wsjp.pl/haslo/podglad/36846/tresc/4326399/powiesci 

z nerwów zupełnie zapomniał o tej głupiej muszli i wyszedł na krok poza jej ramy. 

Dużą, to nie jest paszczowe: Z nerwów zupełnie zapomniał o tej głupiej muszli i wyszedł na krok poza jej obrys. 

Draggi natychmiast przyskoczył do niego i położył mu dłoń na ramieniu w uspokajającym geście. 

?

Rozumiemy, że jest to wizja, której rozwojowi poświęcił Pan wiele czasu, jednak nie podzielamy Pańskiego entuzjazmu– delikatnie zaczął podprowadzać Lema w stronę zawieszonych przy wyjściu ubrań– musimy zrezygnować z tej współpracy. 

Pustosłowie należałoby jednak ograniczyć: Rozumiemy, że poświęcił pan tej wizji wiele czasu, jednak nie podzielamy pańskiego entuzjazmu. – Leciutko popychał Lema w stronę wieszaka z jego płaszczem. – Chyba nie nawiążemy współpracy. 

– Rozumiem Pana doskonale– przystanął na chwilę z płaszczem i kapeluszem w rękach. 

– Doskonale pana rozumiem. – Stał przez chwilę, mnąc w ręku kapelusz.

Spojrzał Draggiemu w oczy, wyglądał jakby naprawdę było mu przykro

Kto tak wyglądał, bo budowa zdania wskazuje, że Lem.

Potem skierował swój wzrok na siedzących w cieniu mężczyzn.

A mógł skierować cudzy?

Jeden z nich odpalił właśnie papierosa rozświetlający na ułamek sekundy swoją twarz. Był bardzo stary, całkowicie blady i chyba nie miał brwi.

To nie jest zdanie: Jeden z nich zapalał właśnie papierosa. Płomyk zapalniczki na moment oświetlił twarz, pobrużdżoną, bladą i chyba pozbawioną brwi.

Nie był pewny czy to to, ale coś wzbudziło w nim niepokój. 

Łopata, wytnij.

Skłonił się sztywno w ich kierunku i szorstko powiedział 

– Miło było Panów poznać– powiedział, po czym zwrócił się do Draggiego– Znam drogę do wyjście, nie ma potrzeby by mnie Pan odprowadzał. Do widzenia– wyszedł szybkim krokiem na korytarz. 

Skłonił się sztywno i szorstko powiedział – Miło mi było panów poznać. – Po czym zwrócił się do Draggiego: – Nie musi mnie pan odprowadzać. Do widzenia.

Mijając recepcję całkowicie zapomniał o ślicznej recepcjonistce. 

Imiesłów współczesny oznacza jednoczesność: Minął recepcję, zupełnie zapomniawszy o ślicznej recepcjonistce.

Nawet jeśli by pamiętał, to zupełnie nie był w nastroju na flirt.

Gdyby nawet pamiętał, nie był w nastroju do flirtu.

Wściekły wypadł z budynku i odrazu odpalił papierosa, o którymy myślał już od jakiegoś czasu.

Czemu wściekły? Rozmowa o pracę się nie udała, trudno: Wściekły, wypadł z budynku i zapalił papierosa, na którego miał ochotę.

skierował swe kroki

Ruszył. Poszedł. Przecież nie mógł kierować cudzych kroków…

– Ciekawy człowiek z tego pisarza– powiedział jeden z siedzących w fotelu mężczyzn– spraw, żeby porzucił ten pomysł. Lepiej żeby nic o tym nie pisał– skinął ręką na Pana Draggiego, który bez słowa wyszedł z pokoju i ruszył śladami Stanisława. 

– Ciekawy człowiek z tego pisarza – powiedział jeden z siedzących w fotelach mężczyzn. – Spraw, żeby porzucił ten pomysł. – Skinął ręką na Draggiego, który bez słowa wyszedł z pokoju i ruszył śladami Stanisława. 

Co na to powiecie towarzysze?

Wołacz oddzielamy: Co na to powiecie, towarzysze?

Ta koncepcja ma chyba potencjał– kontynuował tajemniczy mężczyzna– Sprawdź co na to ci Twoi naukowcy Johan.

Ta koncepcja ma chyba potencjał – kontynuował tajemniczy mężczyzna. – Sprawdź, co na to ci twoi naukowcy, Johan.

– Oczywiście, że wiesz– odpowiedział szorstko Johan– wszędzie wciśniesz swoich ludzi.

… Novus Ordo Seculorum: – Oczywiście, że wiesz – burknął Johan– wszędzie wciśniesz swoich ludzi.

Jutro wracam do stanów

Nazwy własne dużą literą.

Zobaczę co fartuchy mają do powiedzenia.

Zobaczę, co fartuchy mają do powiedzenia.

Na szczęście nasze dotychczasowe plany formowania społeczeństwa są całkiem…– zawiesił się na chwilę szukając odpowiedniego sformułowania– po drodze z tą ideą.

Na szczęście nasze dotychczasowe plany formowania społeczeństwa są całkiem… – przez chwilę szukał słów – po drodze z tą ideą.

– Kurewstwa– wtrącił pierwszy mężczyzna i zaśmiał się lekko– bawi mnie Twoja pruderyjność.

– Kurewstwa – wtrącił pierwszy mężczyzna i zaśmiał się pod nosem. – Bawi mnie twoja pruderia.

Szczególnie w kontekście tego czym się zajmujesz.

Szczególnie w kontekście tego, czym się zajmujesz.

Zgadzam się jednak z Twoją opinią, sam wiesz najlepiej jak działać w tej materii… filmy, prasa– to Twoja działka.

Czy jest jakiś szczególny powód, żeby członkowie Novus Ordo Seculorum wyjaśniali sobie wzajemnie to, co już wiedzą?: Ale zgadzam się, w końcu filmy, prasa i tak dalej to twoja działka.

Nie masz nic do powiedzenia?– zwrócił się do milczącego do tej pory mężczyzny. 

A ty, nie masz nic do powiedzenia? – zwrócił się do trzeciego, który dotąd milczał.

-Myślę– odpowiedział i milczał jeszcze przez chwilę– to ma potencjał– mówił, powoli układając sobie wszystko w głowie– jakby się udało, mogłoby to znacznie przyspieszyć cały proces– powiedział cicho, jakby do siebie– zbierzcie wszystkie niezbędne informacje– kontynuował głośniej i zdecydowanie– Marco– zwrócił się do mężczyzny od mediów– Ty możesz zacząć działać od razu. 

– Zastanawiam się… to ma potencjał – mówił powoli, z namysłem – moglibyśmy znacznie przyspieszyć cały proces… Zbierzcie wszystkie niezbędne informacje – dodał głośniej. – Marco – zwrócił się do specjalisty od mediów – ty możesz zacząć działać od razu. 

Demoralizacja jest nam raczej zawsze na rękę. 

Czemu "raczej"?

 za sześć miesięcy

Po polsku mówi się "za pół roku".

Tymczasem kontynuujemy dotychczasowe działania. 

Hmm.

 

Tekst niechlujnie napisany (nie dość, że gramatyka się sypie, że styl niezgrabny, to jeszcze te literówki… ta interpunkcja…), do realiów nijak się nie mający (a jeśli to historia alternatywna, to – mocno alternatywna). Brakuje opisów, nic tu nie jest dotykalne, dym nie szczypie w oczy i nie przysłania widoku. I o co chodzi z tą Wenus?

 

Bohater nijak nie przypomina niczego, co wiem o Lemie, który był niegłupim człowiekiem. Profesor Woleński ( https://www.youtube.com/watch?v=RpMkgiVOjhQ pod koniec), który go znał, powiada, że miał dystans do świata, co pasuje mi do panalemowej twórczości z jej litrami bardzo wytrawnego humoru. Ale do Twojego bohatera ani trochę. Twój bohater robi wrażenie dość naiwnego i spod oka patrzącego na świat, który mu wchodzi w paradę. Jest i dla takich miejsce w literaturze – ale musi z tego coś wynikać. Tu nie wynika.

 

Jeśli zaś chodzi o myśl tekstu – nie jest Twoja. To nie to, że nie możesz się z nią zgadzać, tylko to, że sam jej sobie nie uzasadniłeś, nie wyprowadziłeś, tylko powtarzasz to, co słyszałeś. To niedobrze. A skąd to wiem? Stąd, że ta myśl nie wybrzmiewa w fabule, tylko jest przedstawiona w wykładzie przez Stapledona ( http://www.nowafantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842859 ). Nie w dialogu – dialog jeszcze od biedy może przedstawiać myśl tekstu, na przykład, kiedy jedna postać poucza drugą – tylko w wykładzie. Czyli nie wiesz, co z niej wynika, jakie uwarunkowania za nią stoją i w ogóle nie za dużo o niej wiesz. Znasz tylko powierzchnię. Musisz kopać głębiej. Nie bardzo przekonuje mnie też pomysł, że Novus Ordo Seculorum (który być może składa się z kosmitów) sam by nie wpadł na ten i inne sposoby zniewolenia ludzkości, jakkolwiek złole bywają, z przyczyn metafizycznych, mało kreatywni.

 

Zdecydowanie nie jesteś jeszcze gotowy na dłuższe formy, bardzo mi przykro.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Hejka!

Pomysł jest dość ciekawy. Spodobało mi się wykorzystanie postaci Lema i połączenie z teorią o kształtowaniu przyszłości przez tajemniczą grupę ludzi. Mam jednak wrażenie, że tekst miejscami jest zbyt rozwlekły. Niektóre opisy i wstawki spowalniają akcję, przez co kilka razy łapałam się na tym, że chcę już przejść do sedna. Dialog Lema z Draggim był dla mnie najciekawszą częścią, natomiast końcówka z tajemniczymi mężczyznami wydała mi się trochę zbyt dosłowna i przez to straciła część swojej tajemnicy. Ogólnie widzę w tym duży potencjał, ale prolog przydałoby się jeszcze trochę wygładzić.

Pozdrawiam.

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Nowa Fantastyka