Wiedźmin, Oddział Niebieskich Pasów i przemytnik, który zawsze gra va banaue. W tle? Jak zawsze wojna. Brzmi jak przepis na epicką opowieść, nieprawdaż? Cóż i tak i nie. Na pewno jest to przepis na opowieść pełną żalu i goryczy. Na opowieść o braterstwie, uporze i przebiegłości. Na opowieść o potworach, także tych w ludzkiej skórze. Opowieść o wielkiej polityce i ludzkich dramatach, przeplatanych co i rusz pasemkami nadziei. Wreszcie opowieść o tym, jaką postawę przybiera człowiek przyparty do muru. Czy okazuje człowieczeństwo? Czy jest w stanie wybrać pomiędzy jednym złem a drugim? Czy w ogóle powinien? A może to wszystko to tylko takie elfie gadanie i powinien zawsze skupiać się na czubku własnego nosa. "Pan Wojny" nie daje na te pytania bezpośredniej odpowiedzi, daje perspektywę. Wiele perspektyw, po których przeczytaniu TY drogi Czytelniku, będziesz mógł dokonać własnego, jak wiadomo najbardziej słusznego wyboru. To TY trzymasz w swoich dłoniach farby, którymi możesz pokolorować ten świat. Spojrzysz na niego oczyma zdrajców, szubrawców i całkiem niewinnych ludzi, którzy znaleźli się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. Kiedy już to zrobisz, wyrobisz sobie opinię. Opinię na temat tych wszystkich ludzi, których łączy tylko jedno. Wojna, nad którą każdy chce zapanować choćby w jak najmniejszym stopniu.
W pomieszczeniu panował mistyczny nastrój. Półmrok przecinały promienie coraz prędzej zachodzącego słońca. Liczne drobinki kurzu unosiły się w lichym, coraz bardziej pomarańczowym świetle, kontrastując z wilgocią ścian i porastającą ściany pleśnią.
Arabella pchnęła skrzypiące drzwi do opuszczonej biblioteki. W nozdrza uderzył ją intensywny zapach starych mebli i mokrego papieru. Zaraza" Mruknęła pod nosem. "Czyżby Elian przez ten czas nie zrobił nic z tą wilgocią?". Kręcąc głową z niedowierzaniem weszła głębiej do pomieszczenia i mrużąc oczy otworzyła na oścież dziurawe okiennice.
Światło było ciepłe i przyjemne. Rzeźniczka z Białego mostu przymknęła oczy i uśmiechnęła się sama do siebie. "Od razu lepiej". Po chwili odwróciła się z wolna i omiotła wzrokiem wynędzniałe rzędy regałów. Od razu dostrzegła ziejącą w dachu dziurę znajdującą się w rogu pomieszczenia oraz porośnięte mchem ściany. Stare, wiekowe choć solidne drewniane półki uginały się od przesiąkniętych wilgocią książek.
Arabella lekko się skrzywiła i z powątpiewaniem wyjęła zwinięty pergamin z kieszeni futrzanej kurtki. Z uwagą ustawiła się tak, by złapać resztki światła i po raz kolejny przeczytała pozostawione przez maga wskazówki.
Drogi Erazmie
Zgodnie z twoimi wskazówkami udało mi się w końcu skompletować wydarzenia, mające miejsce przed dziewięcioma laty. Wciąż do końca nie wiem, jak dokładne mają nam one pomóc w naszej sprawie, lecz po ich analizie zaczynam podzielać twój niepokój. Niestety, mam przeczucie, że zostało mi coraz mniej czasu. Popełniłem straszny błąd Erazmie, zaufanie wiedźminom szkoły kota, okazało się błędem. Rudwin mnie sprzedał, nie ma co do tego cienia wątpliwości. Nie wiem, gdzie teraz się podziewa, lecz muszę pozostać czujny. Póki co księga pozostaje ukryta na terenie starej biblioteki. Poza tobą, powiadomiłem o tym jedynie kilku najdyskretniejszych towarzyszy z kapituły oraz niejakiego wiedźmina Kastora. Liczni wrogowie na mnie czyhają, postaram się zaszyć w najbliższych tygodniach. Jeżeli się nie mylisz, to niebawem zrobi się wokół tej sprawy niezwykle gorąco. PS Ostatnio udało mi się nawiązać współpracę z Krzesimirem Zarębą. Powiedz mi Przyjacielu, skąd wiedziałeś, żeby to właśnie do niego zgłosić się wtedy z tą sprawą?
Elian
"W starej bibliotece" Wyszeptała bezgłośnie Arabella i przygryzła ze złości wargę. "Zwariował, czy co? Przecież to wszystko rozpadnie się przy pierwszym dotyku". Niemniej z wolna ruszyła między wiekowe regały czujnie wypatrując nietypowych okładek. Przeskakiwała wzrokiem przez stare, obszerne tomiszcza na tematy alchemiczne, cieniutkie prace studentów a Ban Aard, oraz zbiory pozornie niepowiązanych ze sobą luźno spiętych kartek. Wszystkie wilgotne, wszystkie trzymające się na słowo honoru i niejako "wrośnięte" w struktury regałów.
W pewnej chwili but Arabelli natrafił na niewielki twardy przedmiot. Pokonując obrzydzenie, schyliła się z wolna i wymacała dłonią pośród zmieszanej papierowo-wodnistej brei drewnianą tabliczkę. Sprawnym ruchem strzepała z niej wodę i przystawiwszy do światła ledwo odczytała pojedynczą, wyrytą przed laty literę "D".
"D? Pseudonim artystyczny, czy jakie licho?" Pomyślała Arabella, po czym z rozmachem palnęła się drugą dłonią w czoło. "Głupiaś, przecież to biblioteka". Momentalnie zawróciła do zatęchłej alejki i po chwili znalazła oczyma to, czego szukała. "Bajki i Klechoty, autorstwa Flourensa Dellanoy-a". Uśmiechnęła się szelmowsko pod nosem, kiedy do głowy przyszedł jej genialny pomysł. "Jak miał na nazwisko Elian?" Zamyśliła się Rzeźniczka. "Szlag by to, nie pamiętam. Może Krzesimir, on na pewno…" Ponownie wyciągnęła niewysłany przez maga list i przeczytała Post Scriptum. "Krzesimir Zaręba! "
Niewiele myśląc ruszyła dalej wypatrując kolejnych drewnianych tabliczek. Bardzo szybko jej oczom ukazała się litera "F". Chwilę później wypatrzyła na regale "Krew Elfów" autorstwa Hen Gedymdeitha, nieco dalej "Historię świata" pióra niejakiego Rodericka de Novembre, oraz "Monstrum, albo wiedźmina opisanie" Anonimowe tomiszcze, nie pozostawiające na wiedźminach suchej nitki. "Chociaż, może i mają trochę racji" Wyszeptała Rzeźniczka i wzdrygnęła się na myśl o Rudwinie, o którym Elian pisał w liście.
W końcu udało jej się wypatrzeć nadszarpniętą czasem tabliczkę z literą "Z". Niestety, większość ksiąg była już w takim stopniu rozkładu, iż niemożliwym było przeczytanie choćby inicjałów autora. Arabella bardzo uważnie przestudiowała cały regał, w poszukiwaniu choć trochę lepiej zachowanej książki. Bezskutecznie, w pewnej chwili w przypływie gniewu złapała rozpadające się lektury i zaczęła ciskać nimi o ziemię.
Książki spadały na wilgotną posadzkę z cichymi plaśnięciami. "Źle, źle, źle!" Klęła pod nosem Rzeźniczka, czując podskórnie, że cel jej poszukiwań zdaje się jej wymykać. W pewnej chwili jej palce natrafiły na dziwnie twardą i zwartą oprawkę, pozornie tylko ukrytą za rozpadającą się publikacją botanistyczną."Mam cię!" Zakrzyknęła triumfalnie, po czym pośpiesznie zabrała ją do światła.
Książka była wykonana solidnie. Wręcz zbyt solidnie, okuta metalem oprawka, pokryta warstwą dziwnego, tłustego oleju prawdopodobnie zapobiegającemu dostawaniu się rdzy. Na okładce o dziwo namalowany był rysunek. Przestawiał… Krzesimira. Młodszego i wyjątkowo elegancko wystrojonego. Arabella zdziwiona zamrugała parę razy, po czym ujrzała przed nim jakiś żołnierzy, zaszytą między drzewami chatę oraz liczne ślepia spoglądające na nich spomiędzy chaszczy.
"Pan Wojny" Przeczytała tytuł. "Autorstwa Krzesimira Zaręby. No no, nie chwalił mi się" Mruknęła pod nosem uważnie notując sobie ten fakt w głowie. "Tylko o czym do cholery może być ta księga?
-Sprawdź, jeżeli masz odwagę. Nic cię nie powstrzymuje, prawda?
Arabella drgnęła gwałtownie wypuszczając książkę z dłoni. Błyskawicznie wyciągnęła z rękawa niewielki nożyk i cisnęła nim w stronę obcego, niskiego głosu.
Kiedy uniosła oczy, ujrzała przeraźliwie kraczącego kruka, który podrywając się pospiesznie, o milimetry uniknął śmiertelnego ostrza. "Durne ptaszysko" Pomyślała Rzeźniczka, lecz mając z tyłu głowy stosunkowo niedawne spotkanie z demonem Morrigan, przełknęła tylko głośniej ślinę, podniosła książkę z podłogi i czym prędzej opuściła pomieszczenie.
"Co nagle to po diable" Przypomniała sobie jedno z powiedzeń swojego dziadka. "Nigdzie mi nie uciekniesz Moja Droga" Powiedziała czule do księgi, zostawiając za sobą okrytą warstwą kurzu bibliotekę. "Chociaż…"
Koniec
Komentarze
Harpagonie_the_Dragonie, sześć tysięcy siedemset pięćdziesiąt jeden znaków to jeszcze nie opowiadanie. Bądź uprzejmy zmienić oznaczenie ma SZORT.
Na tym portalu opowiadania zaczynają się od dziesięciu tysięcy znaków.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
kontrastując z wilgocią ścian i porastającą ściany pleśnią.
Ściany Ci się zdublowały, co psuje otwarcie. Może tak:
kontrastując z wilgocią ścian i smugami szarozielonej pleśni?
Niepotrzebnie dodajesz akapity, one mogłyby rozdzielać podrozdziały, sceny, ale nie kolejne wersy.
Arabella pchnęła skrzypiące drzwi do opuszczonej biblioteki.
Opisujesz pomieszczenie, a potem ona pcha drzwi – to wchodzi (wtedy trochę za wcześnie te opisy), czy wychodzi, wtedy po co one?
Zaraza" Mruknęła pod nosem. "Czyżby Elian przez ten czas nie zrobił nic z tą wilgocią?". Kręcąc głową z niedowierzaniem weszła głębiej do pomieszczenia i mrużąc oczy otworzyła na oścież dziurawe okiennice.
Błędny zapis dialogu. Powinno być tak:
– Zaraza – mruknęła pod nosem. – Czyżby Elian przez ten czas nie zrobił nic z tą wilgocią?.
Kręcąc głową z niedowierzaniem weszła głębiej do pomieszczenia i mrużąc oczy otworzyła na oścież dziurawe okiennice.
Po chwili odwróciła się z wolna i omiotła wzrokiem wynędzniałe rzędy regałów. Od razu dostrzegła ziejącą w dachu dziurę znajdującą się w rogu pomieszczenia oraz porośnięte mchem ściany. Stare, wiekowe choć solidne drewniane półki uginały się od przesiąkniętych wilgocią książek.
Dałabym do kolejne akapitu.
Jakie to są wynędzniałe regały? ;) Trzeba by napisać, co to oznacza.
Dalszy komentarz powoduje, że jeszcze mniej wiem, czemu niby wynędzniałe.
O mchu już było.
Czemu z powątpiewaniem wyjęła?
List przeczy temu co napisałaś. To nie są wskazówki maga, to list do maga, jako komentarz wskazówek.
Zgodnie z twoimi wskazówkami udało mi się w końcu skompletować wydarzenia, mające miejsce przed dziewięcioma laty.
Wydarzeń się nie kompletuje.
Wciąż do końca nie wiem, jak dokładne mają nam one pomóc w naszej sprawie, lecz po ich analizie zaczynam podzielać twój niepokój.
Czemu niepokój, skoro mają pomóc. Akurat w liście twój z dużej.
Liczni wrogowie na mnie czyhają, postaram się zaszyć w najbliższych tygodniach.
Czyhają na mnie liczni wrogowie, dlatego…
Powiedz mi Przyjacielu, skąd wiedziałeś, żeby to właśnie do niego zgłosić się wtedy z tą sprawą?
Niezgrabne zdanie.
"W starej bibliotece" Wyszeptała bezgłośnie Arabella i przygryzła ze złości wargę. "Zwariował, czy co? Przecież to wszystko rozpadnie się przy pierwszym dotyku".
Błędnie zapisujesz dialogi, popatrz na poradnik: https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794
Niemniej z wolna ruszyła między wiekowe regały[,] czujnie wypatrując nietypowych okładek. Przeskakiwała wzrokiem przez stare, obszerne tomiszcza na tematy alchemiczne, cieniutkie prace studentów a Ban Aard, oraz zbiory pozornie niepowiązanych ze sobą luźno spiętych kartek.
Książki nie są na tematy.
Skąd wiadomo, że strony było powiązane?
i przystawiwszy do światła ledwo odczytała pojedynczą, wyrytą przed laty literę "D".
Do jakiego światła?
Momentalnie zawróciła do zatęchłej alejki i po chwili znalazła oczyma to, czego szukała.
Czemu oczami, błagam, wystarczy znalazła!
"Bajki i Klechoty, autorstwa Flourensa Dellanoy-a".
A nie klechdy?
Czemu anonimowe z dużej?
"Chociaż, może i mają trochę racji" Wyszeptała Rzeźniczka i wzdrygnęła się na myśl o Rudwinie, o którym Elian pisał w liście.
Błędny zapis dialogu, a raczej wypowiedzi.
"Mam cię!" Zakrzyknęła triumfalnie, po czym pośpiesznie zabrała ją do światła.
Błędni zapis dialogu.
Wręcz zbyt solidnie, okuta metalem oprawka, pokryta warstwą dziwnego, tłustego oleju prawdopodobnie zapobiegającemu dostawaniu się rdzy.
Prawdopodobnie mającemu zapobiec…
Na okładce o dziwo namalowany był rysunek.
Szokująca historia, taka książka z rysunkiem na okładce ;)
Arabella zdziwiona zamrugała parę razy, po czym ujrzała przed nim jakiś żołnierzy, zaszytą między drzewami chatę oraz liczne ślepia spoglądające na nich spomiędzy chaszczy.
Jakiś żołnierz, jakichś żołnierzy.
Chata zaszyta brzmi źle.
Przy takiej liczbie rzeczowników nie wiadomo już na kogo spoglądały oczy.
"Pan Wojny" Przeczytała tytuł. "Autorstwa Krzesimira Zaręby. No no, nie chwalił mi się" Mruknęła pod nosem uważnie notując sobie ten fakt w głowie. "Tylko o czym do cholery może być ta księga?
-Sprawdź, jeżeli masz odwagę. Nic cię nie powstrzymuje, prawda?
Arabella drgnęła gwałtownie wypuszczając książkę z dłoni. Błyskawicznie wyciągnęła z rękawa niewielki nożyk i cisnęła nim w stronę obcego, niskiego głosu.
Błędny zapis dialogu. Nie da się cisnąć w stronę głosu, raczej w stronę z której dobiega głos.
Zaprezentowałeś nam wyrwaną z szerszego kontekstu, źle napisaną scenkę. Powinieneś oznaczyć to jako fragment, bo nie ma tu żadnego zakończenia opowieści. Mam nadzieję, że poprawisz błędy i napiszesz jakieś kompletne opowiadanie. Powodzenia.
delulu managment
Drogi Autorze,
Przedmowa zapowiada szumnie dobrą historię, a w treści znajduje się nudna scenka poszukiwania księgi, która zabrała Ci 6700 znaków.
Jest to oszukiwanie czytelnika, więc nie zamierzam marnować czasu na kolejne komentarze Twoich dzieł. To nie jest Temu, jeśli reklamujesz odkurzacz, a wysyłasz czytelnikowi zmiotkę do podłogi, reakcja będzie tylko jedna.
Najpierw naucz się szczerości, to będzie można komentować pisanie.
It is not who I am underneath, but what I do that defines me