- Opowiadanie: marzan - Wyzwanie #54 Strach się bać [18+]
Wyzwanie #54 Strach się bać [18+]
Wiem, że wielu z Was już przygotowuje się do “śmiertelnego” konkursu – zatem czy wezwanie kreatywne nie wydaje się szalone?
Nie, bo pewnie macie sporo nie wykorzystanych pomysłów. A jeśli nie macie, może to wyzwanie Wam podpowie?
Nie ograniczajcie się oczywiście do śmierci i nie sugerujcie zbytnio obrazkiem!
Pomysłodawczynią jest OldGuard.
Limit 6000 znaków, jeśli komuś wyjdzie więcej będziemy jęczeć i jakoś przeczytamy (w mękach oczywiście). Więcej nie oznacza straszniej – twórcy drabbli też są mile widziani (w końcu drabbla da się wykrzyczeć, a spróbujcie 6000 znaków, zapalenie gardła murowane).
Termin: do niedzieli 28 czerwca włącznie.
Oceny
Wyzwanie #54 Strach się bać [18+]
Wszyscy (a przynajmniej prawie wszyscy) znają najsłynniejszy mikrohorror świata: “Ostatni człowiek na Ziemi siedział samotnie w pokoju. Rozległo się pukanie do drzwi”.
A że dobry horror jest jak dobrze opowiedziany żart – wymaga wyczucia, precyzji i odpowiedniego momentu – to czas na nowe wyzwanie. Tym razem mierzymy się z krótką formą grozy. Ma być strasznie, ma być gęsto od napięcia i ma być… krótko.
Potwory? Duchy? Zło w ludzkiej postaci? A może jakieś niewypowiedziane zagrożenie?
Zróbmy tak, żeby nocne przeglądanie komentarzy było naprawdę strasznym pomysłem ;)
Koniec
Komentarze
Czerwone światło nie razi. Za to zniekształca mieszkanie. Meble zlewają się z cieniami. Dlatego zawsze idę środkiem pomieszczenia, by ominąć ciemne zakamarki. Chodzę głównie do drzwi sypialni. Uchylam je i patrzę – nadal tam jest. Sterczy. Nieruchoma, ale tylko pozornie. Wczoraj kościste palce wskazywały na okno. Dziś skierowane są ku sufitowi. Długie paznokcie mają rdzawą barwę od gliny. Między keratynową powierzchnią a naskórkiem zalega czarna ziemia. Wał paznokcia – eponychium – jest czerwono-zielony przy każdym palcu, kostki sine, prawie bordowe. Nadgarstek wychodzi spod podłogi, a szara i napuchnięta skóra odchodzi coraz bardziej, za każdym razem, gdy dłoń się obraca.
Chyba wie, że siedzę w sypialni. Wczoraj obserwowałem poczerniałe kłykcie, gdy palec wskazujący zgiął się i wyprostował – wiedziała, że patrzę. Przywarł do środkowego, następnie serdeczny, a do niego mały. Gdy już wszystkie sterczały w rzędzie, wyprostowane niczym gwardziści, kciuk opadł na podłogę, a wtedy dłoń zaczęła powoli się obracać. Stałem oniemiały, nie mogłem oderwać oczu od gościa, który przybył nieproszony z… no skąd? Z dołu. A dłoń patrzyła, nie oczami, ale brudnymi paluchami o długich, połamanych paznokciach… Każdy z pięciu przybyszy wyrastających z jednego ciała widział, jak czaję się w ciemności, między drzwiami a framugą sypialni.
Dzwonek. Tak długo oczekiwany. Wyszedłem z ukrycia, jak gdyby nigdy nic. Ruszyłem przy ścianie. Zerkałem, dławiony ciekawością – a ona obracała się pomału. Odebrałem paczkę i pożegnałem kuriera, którego mina była pełna dezaprobaty dla mieszkania tonącego w czerwonym świetle. Drżałem z podniecenia, niosąc pakunek do kuchni, ale trzymałem fason do chwili, gdy nóż rozciął taśmę. Wtedy palce zabębniły o podłogę. Niecierpliwiła się. Wyciągnąłem czarną, aksamitną rękawiczkę i wsunąłem w nią dłoń. Byłem gotowy uścisnąć gościowi rękę.
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
(OK, ale ten ZUS… to już przesada, trzeba dać napis, że dozwolone od lat 18, bo się młodzież straumatyzuje XD)
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Ostrzegam, jest ostro.
– Xello, kochana, a jak te twoje dwunogi? Wiesz, wciąż nie mogę uwierzyć, że ktoś porzucił tak pocieszne zwierzątka, wsadził do metalowej puszki i rzucił w przestrzeń. Bestialstwo!
– One są po prostu rozkoszne! Wiesz, wczoraj robiły liny z kory drzew, które im posadziłam na wybiegu. A teraz obwiązały się nimi w tym przewężeniu pod kulką, i dyndają sobie na gałęziach, uwierzysz? Zupełnie jak my w święto Arbnaka, wtedy, jak skończyłyśmy szkołę! No i znów zmieniły kolor, teraz są sine, mają nawet takie marmurkowe wzorki. Wysyłam ci zdjęcie!
– Oo, cudne! I widzę, że już je trochę podtuczyłaś! Jak je znalazłaś, były takie chudziutkie! Dobrze o nie dbasz!
– Wiesz, przyznam, że w zeszłym ephiku miałam chwilę zwątpienia. Ten mniejszy dwunóg złapał pasożyta.
– No co ty?
– Na początku byłam zadowolona, że mu brzuszek rośnie. Ale potem zrobił się za wielki, aż się biedne stworzonko chwiało na tych dwóch nóżkach. No i oba były jakieś takie pobudzone… pamiętasz, jak przykładałyśmy macki do szyby, żeby poczuć drgania powietrza, które one wytwarzają?
– Tak, to było niesamowite, jak koncert…
– Też je uwielbiałam, a nagle zrobiły się jakieś takie gwałtowne, mocne, ale bez rytmu. Przeczuwałam, że coś jest nie tak. I wyobraź sobie, ledwie przedwczoraj, patrzę na tego z wybrzuszeniem, a mu się coś w środku rusza. I wtedy wszystko zrozumiałam: musiał się zarazić już dawno, bo przecież nie na wybiegu. Larwa często zmienia zachowanie żywiciela, zanim go rozerwie od środka, nieraz to oglądałyśmy…
– Kochana, nie przypominaj mi tego, niby projekcje przyrodnicze, a prawdziwy horror! I co zrobiłaś, poleciałaś do weterynarza?
– Wiesz, one kiepsko znoszą podróże, a bałam się, że to draństwo z niego wyjdzie. Odłowiłam dwunoga i sama wyjęłam macką.
– No co ty, nie brzydziłaś się?
– Żebyś wiedziała jak! To coś przyrosło do żywiciela taką długą wicią, czerpało z niego pokarm… okropne. Od razu spuściłam do kanalizacji. A dwunóg jeszcze trochę chorował, ale potem oba się uspokoiły, znów zaczęły ten swój koncert. A teraz sprawiły mi taką radość ze zmianą barw!
– Gdzie je znalazłaś? Zaraz pod mgławicą? Wiesz, może sama się tam wybiorę?
It is not who I am underneath, but what I do that defines me
trzeba dać napis, że dozwolone od lat 18
Dałem, ale z innych powodów, a do ZUS-u nawet nie doszliśmy. Aż strach zaglądać do wątku :P
Bardzie, twist z rękawiczką jest naprawdę satysfakcjonujący. Dawno nie czytałem tak wdzięcznego horroru, który wciąga czytelnika, a nie tylko go straszy. Jest tajemniczo, uroczo i klimatycznie!
It is not who I am underneath, but what I do that defines me
Marzan
Dobre. Rozmowa koleżanek uroczo kontrastuje z cierpiącym czlowiekiem sprowadzonym do roli chomika:). Grozy nie było ale w body horror możesz uderzajać:). W mojej ocenie groza lepiej wypada jak jest blisko i nie jest abstrakcyjna. U ciebie nie ma do tego warunków – co nie zmienia faktu, że mamy tu horror. No i szorcik wyszedł bardzo dobrze :)
U Ciebie uroczo u mnie uroczo – mogę zatem uścisnąć Ci mackę, tylko skoczę po rękawiczkę;)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Wracam do uniwersum.
Chyba wcisnę to opowiadanie w usta Jagny w jakiś zimowy wieczór.
NIEDOLA
Bogdanowi zawsze było mało.
Pod strzechą wisiały pęta wędzonego mięsa, w komorze piętrzyły się worki żyta, w oborze stało tyle bydła, że jego oddechy topiły śnieg. Miał więcej niż wszyscy razem.
Bogdan nie mówił „dość”.
Od świtu do zmroku był przy robocie. Synów budził, zanim kogut zapiał. Córkom nie pozwalał siadać przy ogniu, dopóki krosna nie wypełniły się suknem. Bogumiła słyszała częściej zgrzyt żaren niż własne myśli.
– Kropla potu w polu wraca w łyżce sadła – mawiał.
Zimą śnieg leżał wysoko nad płotami, mróz rozsadzał pnie z głośnym trzaskiem.
Zasiedli do wieczerzy.
Bogumiła postawiła miskę kaszy okraszonej skwarkami. Obok bochen i pieczone mięso.
Jedli długo. Bez pośpiechu. Zadowolenie było w mlaskaniu, w cieple izby, w ciężkości brzuchów.
Ktoś zapukał.
Cicho. Jakby nie chciał wejść.
Jedli dalej.
Pukanie powtórzyło się. Mocniejsze.
Bogdan skinął na syna.
Otworzył drzwi.
Do izby wpadł mróz. Wicher nawiał śnieg.
W progu stała niewielka postać. Zgarbiona, w łachmanach ciężkich od śniegu. Twarz zasłaniał kaptur.
– Dajcie strawy – powiedziała. – Kęs chleba. Miejsce przy ogniu.
Bogdan spojrzał na stół. Potem na nią.
– Dwie ręce masz – powiedział. – Kto zimą po świecie się tuła, ten sam niech się karmi.
Nie ruszyła się. Nie odpowiedziała. Stała. Mróz zaczął osiadać na odrzwiach.
Bogdan wstał. Podszedł. Trzasnął drzwiami. Śnieg spadł ze strzechy, zasypując wejście.
Wieczerza dobiegła końca.
Misy były puste. Nie czuli sytości. Najmłodszy ssał łyżkę.
– Jeszcze – uśmiechnął się Bogdan. – Coś mało dziś naszykowałaś.
Bogumiła wstała. Przyniosła chleb, mięso.
Zjedli wszystko. Czekali. Głód nie odszedł.
Nie spali spokojnie. Budziło ich ciche mlaskanie, burczenie w trzewiach.
Bydło ryczało wcześniej niż zwykle.
Bogdan poszedł do obory. Narzucił siana w żłoby.
Jadły łapczywie. Wszystko, co było pod pyskiem. Nie przestawały ryczeć.
Dosypywał paszy. Z dnia na dzień siana szybko ubywało, a bydło chudło.
Nikt już nie mówił o sytości. Jedli i byli głodni. Pracowali, byli słabi.
Bogumiła mełła ziarno od świtu do nocy.
Synowie rąbali drewno, coraz częściej stawali w pół ruchu. Patrzyli w stronę komory. Nie mówili nic.
Zwierzęta jadły bez końca.
Bogdan zastał krowę stojącą nad cielęciem. Żuła jego krwawe ucho. Słabe cielę patrzyło tępo.
Dojrzał ślady bosych stóp w obejściu.
Padało, a one nie znikały.
Dzieci coraz częściej patrzyły w stronę lasu.
– Jest tam – powiedział najmłodszy.
Mięso nie syciło. Kasza nie miała smaku. Gumno szybko pustoszało.
Bogumiła zaczęła chować jedzenie. Dzieci nie pracowały, szukały i znajdowały niedojedzone resztki.
Zaczęli wydzierać sobie z rąk. Najmłodszy ukradł siostrze kawałek chleba. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, wgryzł się w jej rękę. Jak w jedzenie.
Bogdan uderzył go. Bez przekonania.
Podniósł z klepiska kawałek chleba.
Zjadł go powoli, żując razem z piaskiem
Ręce miał słabe. Przestał nosić siano.
– Niech same w gumnie jedzą – powiedział.
Otworzył wrota. Zwierzęta wyszły. Niepewnie. Potem szybciej, biegiem. Śnieg był głęboki. Zniknęły w nim. Nie poszedł za nimi. Wiatr przyniósł z lasu wycie wilków.
Dzieci zaczęły mówić o szukaniu jedzenia w opolu. Nie patrzyły na Bogdana. Wyszły.
Nie zatrzymał ich.
Bogumiła została chwilę dłużej. – Nie jesteś już gospodarzem – powiedziała i wyszła.
Został sam.
Nie wychodził. Nie było po co. Ogień gasł wolno. Czas nie miał znaczenia. Głód został. Stały, tępy.
Znalazł na dnie dzieży garść mąki. Upiekł podpłomyk.
Mały.
Cienki.
Ktoś zapukał. Jak wcześniej.
Wstał.
Otworzył drzwi.
W progu stała niewielka postać. Zgarbiona, w łachmanach ciężkich od śniegu. Twarz zasłaniał kaptur.
– Daj strawy – powiedziała. – Kęs chleba. Miejsce przy ogniu.
Spojrzał na pustą izbę. Na siebie.
Cofnął rękę od ust.
Oddał jej nadgryziony podpłomyk.
Weszła. Usiadła przy ogniu.
Rano jej nie było. Na ławie leżały łachmany.
Wstał.
Założył je.
Narzucił kaptur.
Otworzył drzwi.
Wyszedł.
Noc w ośrodku wczasowym „Domki na Plaży” w Jastarni pachniała sosnowym igliwiem i wilgocią. W lipcu nawet nie dało się zamknąć okien – było za gorąco, za duszno. Za domkami łagodnie szumiała zatoka, a księżyc blado oświetlał całą okolicę.
Wieczory miały tu swój ustalony porządek.
Najpierw dzieciom kazano iść spać. Potem gasły rozmowy i światła w domkach. Jeszcze przez chwilę słychać było szczęk naczyń, zamykanie drzwi i pojedyncze śmiechy.
O dwudziestej drugiej zaczynała się cisza nocna.
Tylko mieszkańcy domku stojącego w centrum mieli regulamin za nic i bawili się głośno i radośnie do późnej nocy.
Pierwszej nocy myślałam, że to jednorazowy wybryk. Może ktoś świętował urodziny. Może spotykali się raz w roku podczas urlopu – starzy znajomi, którzy mieli sobie dużo do opowiedzienia.
Drugiej nocy irytacja dała się zauważyć w całym ośrodku. Nasz sąsiad z domku po lewej stanął przed ich oknem ,i kilka razy głośno chrząknął. Widzieliśmy to z ganeczku. Ktoś zatrzasnął okno z przesadnym stuknięciem. Jakaś kobieta powiedziała głośno, że to skandal. Nic to nie dało.
Trzeciej nocy byliśmy już tak zmęczeni, że nawet nie próbowaliśmy zasnąć. Graliśmy w naszym domku w jakąś grę karcianą. Chyba w makao.
Przez cienką ścianę i otwarte okno dobiegała radosna rozmowa okraszona głośnym śmiechem. Dowiedzieliśmy się z niej, co sądzić o politykach. Poznaliśmy imiona dzieci i wnuków oraz okoliczności ich przyjścia na świat. Wysłuchaliśmy analizy meczów podczas Mundialu, historii o szefie, jego kochance i miłosnych perypetiach.
Zrobiliśmy sobie ziołowej herbatki.
Nagle na kilka sekund ucichło. Spojrzałam na zegarek – 23:30. Już mieliśmy nadzieję, że to koniec imprezy. Że wreszcie dotarło do nich, że ludzie na urlopie chcą się czasem wyspać.
Wtedy rozległo się pukanie. Takie dostojne pukanie. Trzy głośne uderzenia, przerwa i znowu trzy.
W tamtym domku ktoś parsknął śmiechem. Ktoś rozbawiony zapytał:
– Kto tam?
Przez chwilę nie było odpowiedzi. Potem usłyszeliśmy chłodny, głęboki bas.
– Seryjny Morderca.
Zapadła cisza. Taka, powiedziałabym, teatralna cisza. Nawet wiatr zamiast szeleścić liśćmi zaczął nasłuchiwać. Gdzieś zaszczekał pies. Krótko, ostrzegawczo.
Zamarliśmy w bezruchu.
W imprezowym domku wreszcie ktoś zebrał się na odwagę i odpowiedział, cicho i bez przekonania.
– Dobra, dobra… bardzo śmieszne.
W tej ciszy usłyszeliśmy szczęk zamka u drzwi.
Nikt więcej nie zakłócał nocnej ciszy.
Guru,
Pierwsze, co zauważyłem, to eksperyment z formą – bardzo krótkie linie. Mam spostrzeżenie, że nadawało to tempo czytaniu, wymagało jednak oswojenia się ze sposobem zapisu. Zapewne niektórzy czytelnicy, którzy widzieli już niejedną zabawę w literaturze zupełnie się tym nie przejmą, a nawet ucieszą z odmiany. Można natomiast nie trafić w czyjeś gusta – więc od razu wycinamy część odbiorców, tylko ze względu na formę. Czy warto? Hm, przewrotnie napiszę, że czasem warto, by pisanie było różnorodne.
Podobał mi się końcowy twist, w którym bohater staje się “wysłannikiem” głodu. Napięcie narastało stopniowo, co wciągało mnie w opowieść.
Wybijały mnie niektóre słówka, i to jest chyba ważne spostrzeżenie – przy takim rozbiciu tekstu na linie również wszystko dobrze widać, więc wszelkie niezgrabności stylistyczne od razu wypływają na wierzch.
Miał więcej niż wszyscy razem
Miał więcej, niż wszyscy we wsi razem wzięci
Bogumiła słyszała częściej zgrzyt żaren niż własne myśli.
To kobieta, ma rozdzielną uwagę. Mielenie zboża nie przeszkadza chyba aż tak bardzo w myśleniu.
Zadowolenie było w mlaskaniu, w cieple izby, w ciężkości brzuchów.
Takie poetyckie, ale niektórzy czytelnicy się pogubią
– Jeszcze – uśmiechnął się Bogdan.
Albo przerobić na “gębowe”, albo wielką literą i zmienić szyk, albo jako wtrącenie dialogowe i bez kropki
Śnieg był głęboki. Zniknęły w nim. Nie poszedł za nimi.
Powtórzenie “nim”, poza tym “zniknęły” sugeruje, że zapadły się w śnieg całkowicie. Bydło by po prostu nie chciało wtedy iść. Chyba że wyżarły sobie tunel, ale to raczej komiczny efekt.
Teo
Miłe to, ale nie bałem się ani trochę. To chyba wersja dla rezydentów domu spokojnej starości, gdzie połowa jest już po zawale i serduszko nie może szybciej zabić :)
Rozkręca się bardzo powoli, w zasadzie czytelnik rozumie to, że zakłócali ciszę już na początku, ale potem dowiaduje się wszystkiego ze szczegółami. Po tak długim wstępie, który w zasadzie prezentuje stałą wartość “napięcia fabularnego” oczekiwałem czegoś bardzo mocnego, a dostałem coś, co tylko potencjalnie wieje grozą – jak woda po gotowaniu parówek :P
Gdybym miał napisać w skrócie, to, eee, ma potencjał :)
Widzę, że sięgasz do wspomnień. Dzieciństwo to kopalnia horrorów. Wystarczy je ożywić :)
It is not who I am underneath, but what I do that defines me
Tak, to ze wspomnień:)) jeszcze nie umiem pisać grozy:( chciałam spróbować. Wiem, odstaje od klimatu:(( i w ogóle:(( Pozdrawiam serdecznie:)
i w ogóle:(
W ogóle ani trochę nie odstajesz, ale od klimatu tak. Ale właśnie od tego są wyzwania, żeby próbować i szybko mieć odpowiedź.
No i wyzwania są od tego, że jak się spadnie z konia… czy mam kontynuować? :P
Przecież nie jest nigdzie napisane, że ma się jedną próbę!
It is not who I am underneath, but what I do that defines me
Dzięki :)
Spróbowałam tu, żeby przećwiczyć przed konkursem. Tam też nie powinno być landrynkowo słodko :)) Może się nauczę, może nie :)) a dobra wiadomość jest taka – moi przyjaciele w realu są niezmiernie wdzięczni wszystkim Użytkownikom Portalu , którzy dobrowolnie czytają, co napiszę, i nawet komentują :) taki Portal to skarb :)
A przy okazji uczę się komentować. To osobna sztuka.
Pozdrawiam :)
Skoro to Wyzwanie, to teraz to najtrudniejsze – komentarz cudzych tekstów :)
Bardjaskier – przeczytałam. Tuż przed końcem Twojego tekstu doszło do mnie, że coś przeoczyłam. Przeczytałam po raz drugi :( i pożałowałam, że nie mam rękawiczek (na wszelki wypadek, no, gdyby ta ręka wylazła z monitora :)) albo chociaż w przyciemnionych okularach (ze względu na szczegóły :))
gratulacje!
Marzan – polubiłam narratorów, poważnie. Aż do momentu, kiedy zorientowałam się, o kim rozmawiają :(( chociaż od razu ustawiłeś (dwunogi) ; obrzydliwe.:((
gratulacje!
TheGuru – co prawda Twoje uniwersum to nie moja bajka, ale Twój tekst zmusił mnie do niewesołych rozmyślań o naturze ludzkiej itp.
gratulacje :)
Jeden z tych tekstów odczułam jako tekst grozy: strach się bać.
Pozdrawiam serdecznie :)
Teo :)
Może ktoś świętował swoje urodziny
Graliśmy w naszymdomku w jakąś grę karcianą. Chyba w Makao.
Masz dobre wyczucie – budujesz sceny od ogółu do szczegółu, to dobrze. Najpierw poznajemy tło, potem mieszkańców, a na koniec przechodzisz do puenty. To tworzy nastrój i pozwala wyobrazić sobie otoczenie, wczuć się w historię.
Całość to trochę historia z dreszczykiem niż typowy horror.
Ale to nic, bo działa dobrze w tym czym jest :)
Pozdrawiam :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Marzan
Pierwsze, co zauważyłem, to eksperyment z formą
najgorsze jest to, że taki styl coraz bardziej mi się podoba.
Można natomiast nie trafić w czyjeś gusta – więc od razu wycinamy część odbiorców, tylko ze względu na formę
pytanie czy trafianie w gusta to dobry cel… obserwuję, że mój styl dopiero się kształtuje. W Cuiavii piszę trochę bardziej rozwlekle…
cytując mojego mechanika: pisać i obserwować
Napięcie narastało stopniowo, co wciągało mnie w opowieść.
taki był cel. cieszę się, że się udało.
przepiszę niektóre linie by nie trąciły magią. Wrzucę poprawioną wersję do głównego wątku by mieć ją dostępną w profilu.
dzięki
Teo Max
co prawda Twoje uniwersum to nie moja bajka
żyjesz w tym uniwersum
Twój tekst zmusił mnie do niewesołych rozmyślań o naturze ludzkiej itp.
dzieki
Jeden z tych tekstów odczułam jako tekst grozy: strach się bać.
dzięki.
Napisałem tekst na Wyzwanie Tygodnia. Zajebisty.
Bluescreen. Tekst przepadł.
koniec
Barniuszu, toż to horror! Będzie mnie prześladował kilka tygodni!
It is not who I am underneath, but what I do that defines me
Przeczytałem dwa pierwsze teksty. Rękawiczka początkowo mi się nie podobała, bo dopóki nie zrozumiałem, że to o dłoni, miałem wrażenie, że czytam 3 oderwane od siebie sceny. Potem przeczytałem całość drugi raz i doceniłem.
Ludzie-chomiki byli obrzydliwi. W pozytywnym (!) tego słowa znaczeniu. Ohyda, obrazki zostaną ze mną na jakiś czas. Bardzo dobry tekst
W międzyczasie, świadom, że nie potrafię pisać horrorów, spróbowałem nadrobić formą i zamknąć tekst w równo 50 słowach.
Moja córka od kilku nocy rozmawiała przez telefon w swoim pokoju. Zapytana, odpowiadała, że mi się przesłyszało.
Dziś zamiast rozmowy usłyszałem płacz. Zajrzałem do niej. Słuchawka bujała się na kablu, a córka trzęsła się pod kołdrą.
– Dlaczego płaczesz? Dziś nie rozmawiacie? – zapytałem.
– Nie przez telefon – padła odpowiedź zza moich pleców.
Creepypasta – ale z pomysłem, spoko :). Aż się prosi by rozwinąć scenę.
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Tak na szybko kilka oddzielnych historyjek. Wrzucam, bo przy tej pogodzie chyba nic więcej nie wymyślę.
Życie kobiet jest do dupy. Bez ciąży żyje się przeraźliwie krótko, bo po trzydziestce zegar przyspiesza jak szalony. A w ciąży i potem trzeba żyć w bólu tak strasznym, że wiele pań dostaje wścieku dupy, a nie innej części ciała.
***
Życie mężczyzn jest do dupy. Tylko hormony uzyskane od pań dają szansę na przeżycie. Więc albo trzeba gwałcić, albo płacić pieniądze paniom lekkich obyczajów albo zgadzać się na wszystko co dyktują wściekłe kobiety.
***
Bóg ma osobliwe poczucie humoru. Właśnie umarłem i trafiłem na świat jako oczko kamery w laptopie mojej byłej. Pozostaje sie cieszyć, że nie jestem częścią jej zasranych gaci.
***
Albowiem tak Bóg umiłował świat, że syna jednorodzonego dał, żeby każdy, kto w niego wierzy, nie zginął, ale życie wieczne miał. Na przykład ze swoją teściową i jej mamusią, które są tam dłużej. I już nastawiły wszystkich na swoją stronę. I kto wie czy nie wepchają się do jednego łóżka. Bo piekło i niebo nie są z gumy i gdzieś przecież trzeba się pomieścić.
***
Do nieba idą małe aniołki, które urodziły się i od razu umarły. A co jeżeli trzeba je tam w nieskończoność lulać i przewijac? Albo co jak musimy co dzień spotykać tych, którzy tutaj ulegli nagłemu spaleniu przy swojej śmierci?
Bardjaskier
Długie paznokcie mają rdzawą barwę od gliny.
Szyk: Mają barwę rdzawą od gliny, albo po prostu: rdzawe od gliny.
keratynową powierzchnią
? Ciekawy sposób napisania: miała piekielnie brudne paznokcie :D
Wał paznokcia – eponychium
Narrator jest studentem medycyny? :)
szara i napuchnięta skóra
Przecinek, nie "i".
przybyszy wyrastających z jednego ciała
…?
Ruszyłem przy ścianie.
Czyli? On dynamicznie rusza czy się kryje przy ścianie?
którego mina była pełna dezaprobaty dla mieszkania
Hmm. Z dezaprobatą zerkającego na mieszkanie?
Drżałem z podniecenia, niosąc pakunek do kuchni, ale trzymałem fason do chwili, gdy nóż rozciął taśmę.
Imiesłów nie oznacza powiązania przyczynowego: Śnieg spadł ze strzechy i zasypał wejście.
Budziło ich ciche mlaskanie
Hmm?
Z dnia na dzień siana szybko ubywało
Hmm.
Żuła jego krwawe ucho
Angielskawe.
Słabe cielę patrzyło tępo.
Hmm.
Brrr. Nawet te krótkie zdania jakoś… podtrzymują efekt. Może wyszła Ci bardziej baśń z morałem niż horror, ale w sumie – brr. (Co prawda nie jest stuprocentowo jasne, czy nie potępiasz tutaj pracowitości, ale chyba jednak nieżyczliwość).
Teo Max
W lipcu nawet nie dało się zamknąć okien – powietrze było za ciężkie.
Hmmm. To można dwojako zinterpretować.
Może ktoś świętował swoje urodziny.
"Swoje" można wyciąć.
Może spotykali się raz w roku podczas urlopu – starzy znajomi, którzy mieli sobie dużo do opowiedzienia.
Naturalniej: Może spotykali się raz w roku, na urlopie – starzy znajomi, którzy mieli sobie dużo do opowiedzenia. A swoją drogą, czy wtedy by hałasowali? Aż tak?
irytacja zaczęła jednak krążyć po całym ośrodku
Ale dlaczego taka ożywiona? :D
Ktoś kilka razy chrząknął znacząco
Jeśli nie w tym samym domku, co narratorka, to skąd ona o tym wie?
Ktoś zamknął okno z przesadnym stuknięciem.
A może: Ktoś zatrzasnął okno.
Chyba w Makao.
Mała literą, to nie miasto, tylko gra.
Zrobiliśmy sobie ziołowe herbatki.
Zrobiliśmy sobie ziołowej herbatki. Albo ziołową herbatkę. Substancje są singularis tantum.
Rozbawiony głos zapytał:
Lepiej unikać antropomorfizacji głosów i napisać np: Ktoś wesoło zapytał.
Od tego wydarzenia cisza nocna nie była już zakłócana.
Trochę nienaturalne zdanie.
Seryjni też chcą odpocząć :D
barniusz
Krótko i na temat :D Drugie też niezłe :D
tomaszg
Dałem, ale z innych powodów, a do ZUS-u nawet nie doszliśmy. Aż strach zaglądać do wątku :P
Tylko dla odważnych ;)
To kobieta, ma rozdzielną uwagę. Mielenie zboża nie przeszkadza chyba aż tak bardzo w myśleniu.
:P Tkanie i dzierganie nie przeszkadzają, przędzenie też nie wytwarza hałasu, ale żarna? Trochę na pewno.
Albo przerobić na “gębowe”, albo wielką literą i zmienić szyk, albo jako wtrącenie dialogowe i bez kropki
A, tak, prawda.
Tam też nie powinno być landrynkowo słodko :))
Landrynkowo nie jest XD
najgorsze jest to, że taki styl coraz bardziej mi się podoba
A czemu najgorsze?
obserwuję, że mój styl dopiero się kształtuje
Jak mawiała babunia Weatherwax, codziennie zaczynam od nowa ;)
cytując mojego mechanika: pisać i obserwować
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Tomaszu,
Hm, wiele strzałów i chyba niewiele trafień w moje poczucie tego, co w wyzwaniu miało być – ale może inni się wypowiedzą :)
W sumie ostatnie ma potencjał:
Do nieba idą małe aniołki, które urodziły się i od razu umarły. A co jeżeli trzeba je tam w nieskończoność lulać i przewijac? Albo co jak musimy co dzień spotykać tych, którzy tutaj ulegli nagłemu spaleniu przy swojej śmierci?
Gdyby nie to, że dla niektórych lulanie i przewijanie jest rajem. A dla pisarza horrorów taki spacer wśród nadpalonych znajomych jest inspiracją!
It is not who I am underneath, but what I do that defines me
Tarnino odpowiem zbiorczo – masz racje :).
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Każdy ma jakieś racje, ale to nie znaczy, że ma rację :D
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Ja mam rację – żywności, taaaaadam ;). Przepraszam, za dużo nocek :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
To dzionka dzisiaj za dużo XD
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Noce są chłodne, rozumiem nocną aktywność.
Nie wszyscy siedzą, jak ja, w miejscu nazywanym przez miejscowych “Zimna dziura” (oficjalna nazwa pobliskiego przystanku autobusowego XD) i bimbają sobie na upały
It is not who I am underneath, but what I do that defines me
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Tarnina - dzięki za wskazanie usterek. Poprawiłam wszystkie od razu oprócz jednej, która okazała się niezwykle trudna. Ostatnie zdanie poprawiałam na różne sposoby. Nie wiem, czy teraz brzmi zręczniej, ale nie mam już siły (i pomysłu) do niego :( Może teraz jest lepiej, może nie.
Pozdrawiam :)
Jak powiedział jeden bohater Lewisa, “zrobię lepsze kiedy indziej” – w końcu trzeba iść dalej, niestety. Albo i stety.