- Opowiadanie: Anonimowy bajkoholik - Po śmierci czeka mnie biurokracja

Po śmierci czeka mnie biurokracja

Nie chcia­łxm dawać wię­cej tagów, bo pew­nie byłby to wtedy spo­iler do opo­wia­da­nia. 

 

Mi­łe­go czy­ta­nia.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Biblioteka:

Użytkownicy, Użytkownicy II

Oceny

Po śmierci czeka mnie biurokracja

Po śmier­ci na­sta­ła ciem­ność. Na­stęp­nie roz­nie­cił się biały pło­mień, rósł i ja­śniał, aż w końcu za­czął kłuć jego spo­jów­ki.

Grze­gorz z po­cząt­ku nie wie­dział, co się dzie­je. Otwo­rzył oczy, przy­wi­tał go za­pach stę­chli­zny i świe­żo za­dru­ko­wa­ne­go pa­pie­ru. Mru­gnął kilka razy, bo mrocz­ki przed jego ocza­mi były wy­jąt­ko­wo upar­te.

Do­tknął ręki, do­tknął brzu­cha, nie mógł się przy tym na­dzi­wić. Czyli jed­nak jest coś jesz­cze.

Chrząk­nię­cie zwró­ci­ło jego uwagę. Wtem spo­strzegł, gdzie i z kim się znaj­du­je – szare, jak ce­ment po­miesz­cze­nie mie­ści­ło w sobie po­je­dyn­cze biur­ko i dwa drew­nia­ne krze­sła. Do bólu przy­po­mi­na­ło urząd, za­uwa­żył. Ko­bie­ta sie­dzia­ła za biur­kiem, lu­stro­wa­ła i po­na­gla­ła go, jakby li­czy­ła się dla niej każda se­kun­da.

– pan po­dej­dzie i usią­dzie.

Otwo­rzył usta, chciał coś po­wie­dzieć, ale nic z sie­bie nie wy­du­sił. 

– Pod­pi­sze to pan – mó­wiąc przy­su­nę­ła mu do­ku­ment i po­da­ła dłu­go­pis.

– Co to?

– pan prze­czy­ta, a nie mnie pyta.

Przyj­rzał się ar­ku­szo­wi – imię, na­zwi­sko, wiek… wiara? Prze­łknię­ta ślina wy­da­ła się gło­śniej­sza, niż zwy­kle.

– Ja je­stem… ate­istą. 

Krę­go­słup mu ze­sztyw­niał, po­my­ślał o kon­se­kwen­cjach, które może nieść ta od­po­wiedź. Ko­bie­ta na­chy­li­ła się i spoj­rza­ła na niego znad oku­la­rów. 

– Czyli pan z tych. – Za­bra­ła do­ku­ment i otak­so­wa­ła go wzro­kiem. – Niech pan się uda do dzia­łu porad w spra­wie rze­czy­wi­sto­ści po­śmiert­nych, mają tam takie fajne bro­szur­ki, wszyst­ko panu wy­ja­śnią. – Wzro­kiem ucie­kła w stro­nę ze­ga­ra. – Niech pan wróci za trzy, albo czte­ry go­dzi­ny, gdy już się zde­cy­du­je.

– Na co mam się zde­cy­do­wać?

– Na to, gdzie spę­dzi pan resz­tę wiecz­no­ści. A teraz prze­pra­szam, ale za­czy­na się moja prze­rwa.

Ko­bie­ta kla­snę­ła dwa razy. Nagle para drzwi po­ja­wi­ła się na jed­nej ze ścian i otwo­rzy­ła ze zgrzy­tem. Do­pie­ro teraz spo­strzegł, że po­miesz­cze­niu bra­ko­wa­ło wcze­śniej drzwi, okien, czy ja­kie­go­kol­wiek na­tu­ral­ne­go źró­dła świa­tła.

– Lewo, potem prawo i znaj­dzie pan dział porad w spra­wie wy­bo­ru rze­czy­wi­sto­ści po­śmiert­nych. – Znów kla­snę­ła, pięć razy. Ko­bie­ta znik­nę­ła nie po­zo­sta­wia­jąc żad­ne­go śladu. 

Przy­po­mniał sobie, jak za dzie­cia­ka oglą­dał w cyrku wy­stę­py ma­gi­ków, tam lu­dzie też zni­ka­li na kla­śnię­cie dłoni. Tutaj jed­nak nie miał do czy­nie­nia z ilu­zją.

Chwi­lę mu za­ję­ło prze­tra­wie­nie sy­tu­acji. Nie zo­sta­nie po­tę­pio­ny? Może wy­brać, gdzie chce spę­dzić po­śmiert­ne życie? Naj­pierw się uśmiech­nął, po chwi­li wró­cił jed­nak do mę­tli­ku myśli; każde py­ta­nie ge­ne­ro­wa­ło ko­lej­ne, a od­po­wie­dzi nie po­sia­dał pra­wie żad­nych.

A prze­cież miał tutaj wró­cić za trzy go­dzi­ny.

Teraz, gdy po­zo­stał sam, at­mos­fe­ra zdała się na­brać na masie, wil­goć za­czę­ła wzbie­rać się na jego czole.

Po­czuł, jak bar­dzo to miej­sce go nie chce.

***

Za drzwia­mi przy­wi­ta­ła go chłod­na bryza i brzęk ja­rze­nió­wek. Ko­ry­tarz nie pre­zen­to­wał się le­piej od biura, ra­czej sto­no­wa­ny, je­dy­nie mo­men­ta­mi uroz­ma­ico­ny kwiat­kiem lub do­zow­ni­kiem wody. Wy­obra­ził sobie szpi­tal­ny ko­ry­tarz, gdzie wy­star­czy­ło­by tylko do­tknąć pod­ło­gi, a mróz dźgnął­by jego nerwy.

Szedł przed sie­bie, nie bro­nił się przy tym przed na­tręt­ny­mi my­śla­mi; jesz­cze chwi­lę temu ucie­kał z domu, był prze­ko­na­ny, że nic wię­cej go nie czeka. Ile to wszyst­ko jest teraz warte? Za­ci­snął dłoń, przy czym ta chrup­nę­ła. Za­czął lu­stro­wać ko­ry­tarz, który zda­wał cią­gnąć się w nie­skoń­czo­ność. Chciał się jakoś wy­ła­do­wać, szko­da tylko, że nie miał jak.

Minął kilka osób. Z po­cząt­ku pod­bie­gał, pró­bo­wał roz­ma­wiać, żadna nie była jed­nak skora do dia­lo­gu, zby­wa­li go pół­słów­ka­mi, lub w ogóle nie re­ago­wa­li. Prze­stał więc pytać, za­miast tego prze­kli­nał każ­de­go w my­ślach, nie szczę­dząc przy tym obelg. Jego chód stał się przez to bar­dziej spię­ty, me­cha­nicz­ny i ner­wo­wy.

W końcu tra­fił na ścia­nę. Zła­pał się za kark, ro­zej­rzał bez­rad­nie, nie było ni­cze­go, co mo­gło­by mu pomóc. 

Cof­nął się więc, pierw­sze co zna­lazł to “Grupa wspar­cia dla ate­istów i ludzi w kry­zy­sie wiary”. Kaszl­nął, aż fleg­ma sta­nę­ła mu w gar­dle. Prze­ła­ma­nie się za­ję­ło chwi­lę, ale w końcu za­pu­kał i de­li­kat­nie po­cią­gnął klam­kę. 

Grupa ludzi sie­dzia­ła na uło­żo­nych w kręgu krze­słach, mieli w więk­szo­ści przy­kre twa­rze, cho­ciaż zna­la­zło się też paru szczę­śliw­szych. Jeden z nich – męż­czy­zna w po­de­szłym wieku – krył oczy w chu­s­tecz­ce, łkał, osoba obok trzy­ma­ła rękę na ra­mie­niu star­ca. 

Wszy­scy mo­men­tal­nie od­wró­ci­li się w stro­nę Grze­go­rza.

– Dzień dobry – za­czął nie­zgrab­nie. – Wie­cie może, gdzie znaj­dę dział porad o życiu po­śmiert­nym, czy jakoś tak?

– Niech pan idzie w lewo i przy pierw­szym za­krę­cie skrę­ci znowu w lewo – od­rzekł ktoś z grupy.

Po­dzię­ko­wał i już chy­lił się ku wyj­ściu.

– Nie chciał­by pan do nas do­łą­czyć? 

Chwy­cił dło­nią za nad­gar­stek, jakby ten go za­piekł.

– Ra­czej nie.

Trza­snął drzwia­mi nie cze­ka­jąc na od­po­wiedź.

***

Przed wej­ściem trzy razy upew­nił się, że stoi przed od­po­wied­ni­mi dzia­łem. Mimo to nie mógł po­wstrzy­mać się od za­ci­ska­nia dłoni do stop­nia, gdzie pa­zno­kieć wbi­jał mu się w skórę.

Pokój, jaki zo­ba­czył, nie róż­nił się ni­czym od tego, w któ­rym po­ja­wił się tutaj po raz pierw­szy.

– Dzień dobry, w czym mogę słu­żyć? – przy­wi­ta­ła go pra­cow­ni­ca. Ton, któ­rym wy­po­wie­dzia­ła for­muł­kę, sko­ja­rzył mu się z na­krę­ca­ną za­baw­ką.

Kim jest per­so­nel tego miej­sca, po­my­ślał. Utkwił w ko­bie­cie wzrok – tak, że można by to uznać za nie­sto­sow­ne – i spró­bo­wał zna­leźć co­kol­wiek, wska­zu­ją­ce­go na jej moż­li­wie nie­ludz­kie po­cho­dze­nie. Nie zna­lazł jed­nak nic poza pla­kiet­ką z na­pi­sem “He­le­na”.

– Prze­pra­szam? – do­da­ła po chwi­li.

– A tak, prze­pra­szam. Przy­sze­dłem na kon­sul­ta­cję o wy­bie­ra­niu za­świa­tów, czy jakoś tak.

– Do­brze. – Prze­je­cha­ła wzro­kiem po znaj­du­ją­cych się na biur­ku pa­pie­rach. – Obec­nie wolny jest pan Wal­de­mar Gowin, pokój numer sie­dem.

Nie mi­nę­ła chwi­la, a He­le­na, tak jak jej ko­le­żan­ka z pracy za­kla­ska­ła, drzwi po­ja­wi­ły się na ścia­nie za jej ple­ca­mi.

– Dzię­ku­ję – pu­ścił jesz­cze, gdy mijał ko­bie­tę. 

Nie od­po­wie­dzia­ła. 

Czy pra­cow­ni­cy to dusze, które wy­bie­ra­ły za długo? Albo zo­sta­li stwo­rze­ni spe­cjal­nie do zaj­mo­wa­nia tych ról?

Po przej­ściu progu przy­wi­ta­ło go, tak dziw­ne w tym miej­scu cie­pło, aż po­czuł na­miast­kę kom­for­tu. 

– Dzień dobry – przy­wi­tał go pra­cow­nik tonem, który dość jasno wska­zy­wał na lek­ko­dusz­ny cha­rak­ter. – Przy­szedł pan na kon­sul­ta­cję, mam ro­zu­mieć? Pro­szę usiąść. 

Przy­tak­nął głową. Od­su­nął fotel, usiadł i przy­su­nął się nieco, po­pra­wia­jąc jesz­cze po­zy­cję na końcu. Jak widać przy­naj­mniej tutaj po­my­śle­li o kom­for­cie. 

– A więc nie wie pan, które za­świa­ty wy­brać. Spo­koj­na głowa, za­pew­niam, że nie mógł pan le­piej tra­fić.

– Cie­szę się.

– Za­cznij­my może od tego; jest pan ate­istą, tak? Mam tutaj tak za­pi­sa­ne. – Pal­cem wska­zał na jedną z trzy­ma­nych pod ręką kar­tek. – Ate­iści zwy­kle mają sporo pytań, nic dziw­ne­go w sumie. Ogar­nij­my temat bez owi­ja­nia w ba­weł­nę, bo pew­nie to pana naj­bar­dziej in­te­re­su­je; mamy kil­ka­set rze­czy­wi­sto­ści po­śmiert­nych, z czego wiele zna pan już z mi­to­lo­gii, czy wiar. Od razu dodam, nie, nie wiem, jak to jest moż­li­we, że te wszyst­kie świa­ty, bó­stwa i inne du­pe­re­le eg­zy­stu­ją jed­no­cze­śnie. Ponoć lu­dziom z dzia­łu badań nad teo­lo­gią uni­wer­sal­ną coś udało się usta­lić, ale nie wiem, czy to praw­da. Z nimi nigdy nie wia­do­mo. Ostat­nio pró­bo­wa­li stwo­rzyć mapę wszyst­kich re­li­gii, ale z tego, co wi­dzia­łem, to za­trzy­ma­li się gdzieś na bud­dy­zmie. Dziw­ni lu­dzie. Cho­ciaż, oczy­wi­ście nie wszy­scy. Ostat­nio byłem od­wie­dzić kum­pla z tego dzia­łu i muszę po­wie­dzieć, że…

Wal­de­mar stra­cił wątek, po czym oddał się pew­ne­go ro­dza­ju gło­śnej in­tro­spek­cji. Grze­go­rzo­wi nie prze­szka­dza­ło to jed­nak. “Lu­dziom z dzia­łu badań…”, “lu­dziom”. Zmarsz­czył brew. Wró­cił do po­przed­niej teo­rii i po­czuł, jak za­czy­na­ją łą­czyć się krop­ki.

Za­py­ta go. Nie, może uznać to za nie­tak­tow­ne. Co cię ob­cho­dzi teraz takt, pytaj!

– Prze­pra­szam, mam jedno py­ta­nie.

Wal­de­mar za­marł na chwi­lę.

– Niech pan mi wy­ba­czy, pro­szę, cza­sa­mi gadam za dużo.

– Jasne. Mam takie py­ta­nie…

– Ma pan tutaj ka­ta­log – prze­rwał i wci­snął Grze­go­rzo­wi w dło­nie pa­pier. – Po­zy­cje są usta­wio­ne od naj­po­pu­lar­niej­szych, do tych, któ­rych pra­wie nikt nie wy­bie­ra. Pierw­sze jest niebo, te chrze­ści­jań­skie, żeby było jasne, Pust­ka, ostat­nia. Wszyst­ko jak zwy­kle.

Ka­ta­log przy­po­mi­nał bar­dziej menu ja­kiejś re­stau­ra­cji, gdzie przy każ­dej po­zy­cji wid­nia­ły pięk­ne zdję­cia, szcze­gó­ło­we opisy i wy­punk­to­wa­ne za­le­ty. Jego uwagę szcze­gól­nie przy­kuł napis “po­le­ca­ne przez eme­ry­tów”, przy świe­cie o dum­nej na­zwie “Czy­sta Kra­ina”. Par­sk­nął od­ru­cho­wo, cho­ciaż nie wie­dział, czy roz­ba­wił go napis, lub jego zda­niem zbyt pro­sta nazwa.

Stro­ny za­sze­lesz­cza­ły. Te naj­po­pu­lar­niej­sze znał; “niebo”, “hades”, “wal­hal­la”. Im dalej jed­nak czy­tał, tym mniej ko­ja­rzył, ostat­nich po­zy­cji nie po­tra­fił w więk­szo­ści pojąć – nazwy ko­śla­we, a tak zwane za­le­ty co naj­mniej oso­bli­we. 

– Naj­lep­sze chyba bę­dzie niebo, do­brze myślę? 

– Ach tak, niebo, na­praw­dę dobra po­zy­cja. Jak pan pew­nie prze­czy­tał, mają tam świetną służ­bę zdro­wia. Tak mię­dzy nami to sły­sza­łem, że Ar­cha­nioł Ga­briel robi w tę nie­dzie­lę gril­la dla no­wo­zba­wio­nych.

– Brzmi do­brze.

– Mam więc ro­zu­mieć, że de­cy­du­je się pan na tę po­zy­cję?

Grze­gorz za­trzy­mał się. Nadal nie do­wie­dział się, kim jest ob­słu­ga. Co go to ob­cho­dzi z dru­giej stro­ny? I tak nie bę­dzie to miało zna­cze­nia, bo, jeśli coś wy­niósł ze wszyst­kich ka­te­chez, to że nie ma lep­sze­go miej­sca niż niebo. 

– Chyba tak… tak, de­cy­du­ję się na niebo.

– Świet­nie! Na­praw­dę dobry wybór. Pod­pi­sze pan tro­chę do­ku­men­tów i może wra­cać do dzia­łu przy­dzie­leń.

Wal­de­mar eks­pre­so­wo wy­cią­gnął parę pa­pier­ków, po­ma­chał nimi i wrę­czył Grze­go­rzo­wi. Po­dzie­lił się też dłu­go­pi­sem z wy­ście­ła­ny­mi na swo­jej po­wierzch­ni mi­nia­tu­ra­mi psów i kotów, tro­chę in­fan­tyl­ne, cho­ciaż z dru­giej stro­ny pa­so­wa­ło mu do kon­sul­tan­ta.

Pa­pie­ro­lo­gia skła­da­ła się głów­nie z praw­ni­cze­go beł­ko­tu, który w nor­mal­nych wa­run­kach mu­snął­by tylko wzro­kiem.

Pod­pi­su­jąc to oświad­czam, iż je­stem świa­dom, że moja dusza może zo­stać ze­sła­na do Pie­kła/czyść­ca (w razie za­in­te­re­so­wa­nia pro­szę udać się do dzia­łu Badań nad teo­lo­gią uni­wer­sal­ną) na okre­ślo­ny, lub nie­okre­ślo­ny okres czasu, w ra­mach tzw “po­ku­ty” i odbyć w tym miej­scu fi­zycz­ne/psy­chicz­ne tor­tu­ry (w razie za­in­te­re­so­wa­nia za­le­ca­my tak jak po­przed­nio, udać się do dzia­łu Badań nad teo­lo­gią uni­wer­sal­ną).

***

– Jak to – mogę tra­fić do pie­kła?!

– No – za­czął prze­cią­gle Wal­de­mar. – Widzi pan, od­po­wia­da­my za wy­sy­ła­nie dusz do od­po­wied­nich za­świa­tów, ale to nie od nas za­le­ży, co wład­cy tam­tych świa­tów zro­bią z nimi.

– I nie po­my­śla­łeś, żeby po­wie­dzieć mi o tym wcze­śniej?! Jesz­cze tro­chę i bym to pod­pi­sał.

– Pro­szę pana, za­pew­niam, że nie ma się co stre­so­wać. Z do­stęp­nych mi in­for­ma­cji mogę po­świad­czyć, że do­sta­nie się do nieba jest na­praw­dę pro­ste, a po­przecz­ka wy­jąt­ko­wo niska. Bycie ate­istą też nie prze­kre­śla pan­skich szans, jeśli o to cho­dzi.

– A jeśli się nie do­sta­nę, to co? Będę się sma­żył w pie­kle?

– Jeśli tak bar­dzo to pana mar­twi, to mo­że­my za­sta­no­wić się też nad in­ny­mi opcja­mi.

Na kilka chwil za­pa­dła cisza, pod­czas któ­rej je­dy­nym co Grze­gorz sły­szał, był stu­kot serca. Uciekł wzro­kiem do ka­ta­lo­gu, druga po­zy­cja. 

– Może hades?

– Dobry wybór. Lo­ka­to­rzy bar­dzo chwa­lą sobie to­wa­rzy­stwo bogów i he­ro­sów.

Grze­gorz pod­niósł lekko brew. 

– Dawaj ten pa­pier.

– Do­brze, do­brze.

Nowy do­ku­ment wy­lą­do­wał przed rę­ko­ma Grze­go­rza. Tym razem prze­czy­tał go uważ­nie, wy­czu­lo­ny na cho­ciaż­by naj­mniej­sze nie­ści­sło­ści.

Pod­pi­su­jąc to oświad­czam, iż je­stem świa­dom, że w wy­pad­ku nie­po­sia­da­nia prze­ze mnie środ­ków o mi­ni­mal­nej war­to­ści jed­ne­go obola (w razie za­in­te­re­so­wa­nia obec­ny­mi kur­sa­mi an­tycz­nych walut, za­le­ca­my zgło­sić się do dzia­łu badań nad eko­no­mią i ryn­kiem za­świa­tów), moja dusza może nie zo­stać do­pusz­czo­na na drugi ko­niec Rzeki Styks™.

Wpa­try­wał się w ten jeden punkt z in­ten­syw­no­ścią ade­kwat­ną, co naj­mniej do spo­tka­nia z mor­der­cą wła­snych ro­dzi­ców.

Ręką się­gnął do kie­sze­ni, cho­ciaż nic w niej nie miał. Uświa­do­mił sobie, że o ile po­ja­wił się tutaj w ubra­niach, tak resz­ta jego rze­czy znik­nę­ła.

– Nie mam przy sobie pie­nię­dzy.

– To fak­tycz­nie może utrud­nić sy­tu­ację.

– Nie dacie mi tego obola, czy innej mo­ne­ty?

– Pro­szę pana, biura nie stać na takie wy­dat­ki.

– Co? Jakim cudem zaj­mu­je to niby dru­gie miej­sce? Mój port­fel i te­le­fon znik­nę­ły, więc za­kła­dam, że z tymi ludź­mi było po­dob­nie. Co z nimi, sie­dzą wszy­scy przed tą rzeką? 

Wal­de­mar nie od­po­wie­dział, wbił wzrok w sufit nie ukry­wa­jąc za­my­śle­nia.

– Wie pan, w sumie to jakoś nigdy o tym wcze­śniej nie po­my­śla­łem. Nie­któ­rzy śmia­li się, że Cha­ron na­rze­ka na nad­miar ludzi bez monet, ale my­śla­łem, że to tylko żarty…

Roz­go­to­wa­ny Grze­gorz już otwie­rał usta. Ocza­mi wy­obraź­ni zo­ba­czył, jak opie­ra­jąc się o blat krzy­czy, drze się na kon­sul­tan­ta, wy­plu­wa­jąc przy tym li­ta­nię bluzg i umniej­szeń. Za­trzy­mał się jed­nak, za­cho­wał na tyle trzeź­wo­ści. Raz, dwa, trzy… po­li­czył wde­chy. Roz­siadł się na fo­te­lu, po wcze­śniej­szym kom­for­cie nie po­zo­sta­ło śladu.

– Co by kon­sul­tant jesz­cze po­le­cił? – za­py­tał stłu­mio­nym gło­sem.

– Co pan powie na Wal­hal­lę?

– Ta kra­ina od wi­kin­gów?

– W rze­czy samej. Dusze bar­dzo chwa­lą sobie uczty gril­lo­we i re­ge­ne­ra­cję ran. 

– Czy tam cza­sa­mi nie tra­fia­li tylko wo­jow­ni­cy? 

– Kto jest wo­jow­ni­kiem, a kto nie, to kwe­stia su­biek­tyw­na. Zwłasz­cza teraz, który macie tam teraz wiek? Dwu­dzie­sty drugi?

– Dwu­dzie­sty pierw­szy.

– O, cie­ka­wie. Wie pan, mo­men­ta­mi strasz­nie dłuży się tutaj czas.

– Mo­że­my wró­cić do te­ma­tu? 

– Oczy­wi­ście. To jak pan umarł?

I my­śla­łeś coś o nie­tak­cie.

Grze­gorz od­su­nął się w głąb fo­te­la i na­piął mię­śnie. Wzrok wbił w pod­ło­gę.

Ciem­no, noc. Je­chał przez las, kro­ple desz­czu roz­bi­ja­ły się o ka­ro­se­rię. Lampy oświe­tli­ły na­cie­ra­jącą na niego fi­gu­rę. Klak­son. Mokry ślizg, trzask i łomot.

– …Wy­pa­dek sa­mo­cho­do­wy.

– Myślę, że gdyby za­ga­dać do do­brej Wal­ki­rii, bez pro­ble­mu zo­sta­ło­by to uzna­ne za wo­jow­ni­czą śmierć.

– A jeśli nie?

– Cóż, są też inne…

Grze­gorz wstał od biur­ka.

– Mo­że­my zro­bić sobie prze­rwę?

– Oczy­wi­ście, nie ma pro­ble­mu.

– Niech pan otwo­rzy wyj­ście.

– Już się robi.

Wal­de­mar kla­snął kilka razy, po­ja­wi­ły się drzwi.

– Nie te! – Krzyk­nął. Prze­pra­szam, za dużo razy kla­sną­łem.

Kla­snął znowu, Grze­gorz nie my­ślał nawet by li­czyć ile razy. W końcu wy­szedł na ko­ry­tarz, gdzie chłód przy­wi­tał go jak stary przy­ja­ciel.

***

Usiadł na ławce, która razem z do­zow­ni­kiem wody, jako je­dy­ne wy­stra­ja­ły długi ko­ry­tarz. Głową oparł się o ścia­nę, spoj­rzał na sufit, gdzie jedna z ża­ró­wek świe­ci­ła sła­biej, niż resz­ta.

Wi­dzisz? Ni­g­dzie nie znaj­dziesz spo­ko­ju.

– Nie – szep­nął pod nosem.

Do­zow­nik za­bul­go­tał. Spoj­rzał na niego, na swoje od­bi­cie w po­wierzch­ni wody, twarz miał znie­kształ­co­ną – szer­szą po bo­kach, ale bar­dziej ści­śnię­tą od góry.

Wszy­scy mó­wi­li, że wy­glą­da jak ona. Jak dwie kro­ple wody. Na tę myśl chwy­cił się nad­garst­ka, gdzie jesz­cze kilka go­dzin temu jej po­ma­lo­wa­ne, sztucz­ne pa­zu­ry wbiły mu się pod skórę. 

Nigdy od niej nie uciek­niesz, ani tu, ani tam.

– Cicho.

Od chwi­li gdy was zo­sta­wił, nie zro­bi­łeś nic. Dałeś jej mio­tać sobą wedle uzna­nia, i co teraz? Mor­der­co.

– CICHO!

Krzyk kil­ku­krot­nie odbił się od ścian i roz­niósł echem po ko­ry­ta­rzu. Po­czuł, jak wzbie­ra się w nim gniew, warzy, go­tu­je. Dłoń za­ci­snął na do­zow­ni­ku, chciał go zła­pać, szarp­nąć, rzu­cić nim. Wy­obra­ził sobie, jak ma­szy­na ude­rza z im­pe­tem o ścia­nę, metal ło­mo­cze, a woda wy­le­wa się na zie­mię, two­rząc przy tym taflę, taflę, w któ­rej od­bi­ciu widzi wła­sną twarz.

Za­słu­gu­jesz na pie­kło.

Śluz utrud­nił mu od­dech, oczy za­szkli­ły, a po chwi­li za­pła­ka­ły. Pła­kał tak Bóg wie ile, nikt nie przy­szedł. 

Zła­pał się za skroń, nos dalej miał za­tka­ny, ledwo wi­dział, pul­su­ją­ce łu­pa­nie nie było więc wiel­kim do­dat­kiem. Spo­strzegł, że ten doj­mu­ją­cy wcze­śniej za­pach stę­chli­zny i mróz znik­nę­ły, za­kry­ły je inne rze­czy. Jesz­cze bar­dziej nie chciał pa­trzeć na swoją twarz, wy­obra­żał sobie, jak ża­ło­śnie teraz wy­glą­da, cho­ciaż po chwi­li na­my­słu przy­po­mi­nał sobie, że prze­cież za­wsze tak wy­glą­dał – ża­ło­śnie. Sku­lił się, nie­chęt­nie się­gnął w stro­nę ka­ta­lo­gu.

Prze­wra­cał kart­ki. Otwo­rzył ostat­nie stro­ny, za­ty­tu­ło­wa­ne “Me­to­dy al­ter­na­tyw­ne”.

Chcesz spró­bo­wać jesz­cze raz?

37 spo­so­bów na re­in­kar­na­cję!

Po­my­ślał, że w nor­mal­nych wa­run­kach po­świę­cił­by hasłu wię­cej uwagi. 

Na dole stro­ny zna­lazł coś, co wy­jąt­ko­wo przy­ku­ło jego uwagę. Umiesz­czo­na na samym końcu, po­zba­wio­na ja­kich­kol­wiek zdjęć, pięk­nych opi­sów, wci­śnię­ta w naj­ciem­niej­szy kąt, byle tylko nikt na nią nie wpadł. Tak przy­naj­mniej to zin­ter­pre­to­wał.

Ab­so­lut­na Pust­ka.

Prze­czy­tał opis. Krót­ki, jedno zda­nie. Miej­sce, gdzie dusza ulega ani­hi­la­cji.

To je­dy­ne wyj­ście. 

Nic nie po­wie­dział, ani nie po­my­ślał, wsłu­chał się tylko w brzę­cze­nie ja­rze­nió­wek, które w tej chwi­li spra­wia­ło mu wra­że­nie ko­ją­cej me­lo­dii. 

– Wiem.

Kości klik­nę­ły, wstał z ławki, w ręku dalej trzy­mał ka­ta­log. Wie­dział już, gdzie jego miej­sce.

***

– Wró­cił pan – za­uwa­żył Wal­de­mar, gdy Grze­gorz prze­kro­czył próg po­ko­ju.

– Tak, po­trze­bo­wa­łem chwi­li.

– Ro­zu­miem. Mo­że­my wra­cać do kon­sul­ta­cji? Zna­la­złem coś, co może się panu spodo­bać.

Grze­gorz nie ode­zwał się, otwo­rzył tylko ostat­nią stro­nę ka­ta­lo­gu, od­wró­cił i wska­zał pal­cem in­te­re­su­ją­cą po­zy­cję.

– Wy­bie­ram to.

Wal­de­mar na­chy­lił się nad kartą, Zmru­żył oczy, jakby chciał się upew­nić, czy do­brze widzi.

– Pust­ka? – za­py­tał cicho.

Kon­sul­tant po­bladł. Cho­ciaż Grze­gorz tego nie oka­zy­wał, to widok przy­spo­rzył mu nie lada sa­tys­fak­cji. 

– Jest pan pe­wien? Mo­że­my przej­rzeć jesz­cze inne opcje, nie ma co się śpie­szyć.

– Je­stem pe­wien. Pro­szę tego nie prze­cią­gać i dać mi pa­pie­ry, wszyst­ko pod­pi­szę.

Wal­de­mar za­milkł. Spró­bo­wał zer­k­nąć Grze­go­rzo­wi w oczy, ale szyb­ko prze­grał po­je­dy­nek spoj­rzeń.

– Jest pan, ab­so­lut­nie, pewny?

– Tak. 

Cisza po­wró­ci­ła po raz ko­lej­ny. Miał na­dzie­ję, że ostat­ni. Wal­de­mar się­gnął do szafy i za­czął w niej grze­bać, prze­wra­ca­jąc przy tym stosy pa­pie­rów. 

Grze­gorz stu­kał nogą w pod­ło­gę. Raz, dwa, trzy, trzy, dwa, jeden – me­lo­dia, któ­rej na­uczył go oj­ciec przed swoim odej­ściem. Po­my­ślał, że zwy­kle bu­dzi­ła w nim obrzy­dze­nie i grozę, teraz jed­nak nie czuł nic ta­kie­go, nawet mu się po­do­ba­ła.

Wal­de­mar po­sta­wił do­ku­ment przed Grze­go­rzem. Dłu­go­pis za­wie­sił w po­wie­trzu, tak, że ten nie mógł go do­się­gnąć. 

– Na­praw­dę pan tego chce? Mamy tutaj grupę wspar­cia dla ludzi w po­dob­nej sy­tu­acji.

– To je­dy­ne wyj­ście.

Wstał z krze­sła i się­gnął po dłu­go­pis. Pi­sa­dło opa­dło na kart­kę zo­sta­wia­jąc przy tym czar­ny kleks, zbli­ży­ło się do linii pod­pi­su. 

Pod­pi­su­jąc to oświad­czam, iż je­stem świa­dom, że wy­bra­na prze­ze mnie opcja po­le­ga na cał­ko­wi­tym i nie­od­wra­cal­nym znisz­cze­niu mojej duszy, wspo­mnień oraz oso­bo­wo­ści.

Grze­gorz Ta­sar­czyk

Pod­pi­sał. Zwi­nął pa­pier i w ciszy zbli­żył się do drzwi. Ostat­ni raz spoj­rzał na Wal­de­ma­ra i ma­lu­ją­ce się na jego twa­rzy zwąt­pie­nie. Na­wią­za­li kon­takt wzro­ko­wy, nic nie mó­wi­li.

W końcu nie do­wie­dział się, kim jest per­so­nel tego biura.

Otwo­rzył usta, chciał po­wie­dzieć “do wi­dze­nia”, ale prze­cież nie miało to sensu.

– Że­gnam.

– Z po­wa­ża­niem.

Drzwi za­skrzy­pia­ły, wy­szedł na ko­ry­tarz. Dział przy­dzia­łu. Prawo, potem lewo.

Koniec

Komentarze

Witaj. :)

Z technikaliów wpadły mi w oko przy czytaniu następujące fragmenty (te sugestie i wątpliwości – zawsze tylko do przemyślenia):

Grzegorz z początku nie wiedział (przecinek?) co się dzieje.

Wtem spostrzegł (i tu?) gdzie i z kim się znajduje – szare, jak cement pomieszczenie mieściło w sobie pojedyncze biurko i dwa drewniane krzesła.

– Podpisze to Pan – mówiąc przysunęła mu dokument i podała długopis. – czemu wielką literą (dalej jest więcej takich przykładów)?

Kobieta zniknęła nie pozostawiając po sobie żadnego śladu. Przypomniał sobie, jak za dzieciaka oglądał w cyrku występy magików, tam ludzie też znikali na klaśnięcie dłoni. – powtórzenie?

Najpierw się uśmiechnął, po chwili wrócił jednak do mętliku myśli; każde pytanie generowało kolejne, a odpowiedzi nie miał prawie żadnych. A przecież, miał tutaj wrócić za trzy godziny. – i tu?

A przecież, miał tutaj wrócić za trzy godziny. – zbędny przecinek?

Zaczął rozglądać się po korytarzu, który zdawał ciągnąć się w nieskończoność. Chciał się jakoś wyładować, szkoda tylko, że nie miał jak. – powtórzenia?

Z początku podbiegał, próbował rozmawiać, żadna nie była jednak skora do dialogu, zbywali go półsłówkami, lub w ogóle nie reagowali. – czy ta (oraz inne, np.: Po przejściu progu przywitało go, tak dziwne w tym miejscu ciepło, aż poczuł namiastkę komfortu; Jak Pan pewnie przeczytał, mają tam naprawdę dobrą służbę zdrowia; Umieszczona na samym końcu, pozbawiona jakichkolwiek zdjęć, pięknych opisów, wciśnięta w najciemniejszy kąt, byle tylko nikt na nią nie wpadł) aliteracja jest celowa?

Trzasnął drzwiami nie czekając na odpowiedź. Przed wejściem trzy razy upewnił się, że stoi przed odpowiednimi drzwiami. Mimo to nie mógł powstrzymać się od zaciskania dłoni do stopnia, gdzie paznokieć wbijał mu się w skórę. Drzwi zaskrzypiały. – powtórzenia?

Pokój, który zobaczył (przecinek?) nie różnił się niczym od tego, w którym pojawił się tutaj po raz pierwszy. – powtórzenie?

Ton, którym wypowiedziała formułkę (przecinek?) skojarzył mu się z nakręcaną zabawką.

Kim jest personel tego miejsca? Pomyślał. – błędny zapis myśli?

– Dziękuję – puścił jeszcze (przecinek?) gdy mijał kobietę. 

Ogarnijmy to bez owijania w bawełnę, bo pewnie to Pana najbardziej interesuje; mamy wiele rzeczywistości pośmiertnych, z czego wiele zna Pan pewnie już z mitologii, czy wiar. Od razu dodam, nie, nie wiem, jak to jest możliwe, że te wszystkie światy, bóstwa i inne duperele egzystują jednocześnie. Ponoć ludziom z działu badań nad teologią uniwersalną coś udało się ustalić, ale nie wiem, czy to prawda. Z nimi nigdy nie wiadomo. Ostatnio próbowali stworzyć mapę wszystkich religii, ale z tego co widziałem, to zatrzymali się gdzieś na Buddyzmie. Nie wiem, dziwni ludzie. Chociaż, oczywiście nie wszyscy. Ostatnio byłem odwiedzić kumpla z tego działu, i muszę powiedzieć, że… – powtórzenia?

Ostatnio próbowali stworzyć mapę wszystkich religii, ale z tego (przecinek?) co widziałem, to zatrzymali się gdzieś na Buddyzmie. – ortograficzny? – czemu wielką literą?

Chociaż, oczywiście (przecinek?) nie wszyscy.

Ostatnio byłem odwiedzić kumpla z tego działu, i muszę powiedzieć, że… – zbędny przecinek?

– Ma Pan tutaj katalog – Przerwał i wcisnął Grzegorzowi w dłonie papier. – Pozycje są ustawione od najpopularniejszych, do tych, których prawie nikt nie wybiera. Pierwsze jest Niebo, te Chrześcijańskie żeby było jasne, Pustka, ostatnia. – błędny zapis dialogu?

Pierwsze jest Niebo, te Chrześcijańskie (przecinek?) żeby było jasne, Pustka, ostatnia. – hmm, gramatyczny rażący?

 

Przy tak różnorodnym zapisie, w tym samym katalogu i – tego samego słowa, oznaczającego to samo, są to błędy ortograficzne i zarazem rzeczowe; w sumie jest ich siedem, np.:

Pierwsze jest Niebo, te Chrześcijańskie żeby było jasne, Pustka, ostatnia.

– Najlepsze chyba będzie niebo, dobrze myślę? 

– Ach tak, niebo, naprawdę dobra pozycja.

 

To samo dotyczy wyrazu: „p/Piekło” (występuje pięć razy):

– Jak to mogę trafić do piekła?!

Podpisując to oświadczam, iż jestem świadom, że moja dusza może zostać zesłana do Piekła/czyśćca (…)

 

– Ach tak, niebo, naprawdę dobra pozycja. Jak Pan pewnie przeczytał, mają tam naprawdę dobrą służbę zdrowia. – powtórzenia?

Nadal nie dowiedział się, kim jest obsługa tego miejsca. Co go to obchodzi z drugiej strony? I tak nie będzie to miało znaczenia, bo jeśli coś wyniósł z wszystkich katechez, to że nie ma lepszego miejsca niż niebo. – i tu?

I tak nie będzie to miało znaczenia, bo (przecinek?) jeśli coś wyniósł z wszystkich katechez, to (przecinek lub myślnik?) że nie ma lepszego miejsca niż niebo. – ze?

– chyba tak… tak, decyduję się na niebo. – znowu błędny zapis dialogu?

– Świetnie! Naprawdę dobry wybór. Podpiszę Pan trochę dokumentów i może wracać do działu przydzieleń. – w tym kontekście – literówka?

Podpisując to oświadczam, iż jestem świadom, że moja dusza może zostać zesłana do Piekła/czyśćca (w razie zainteresowania proszę udać się do działu Badań nad teologią uniwersalną) na określony, lub nieokreślony okres czasu, w ramach tzw “pokuty” i odbyć w tym miejscu fizyczne/psychiczne tortury (w razie zainteresowania zalecamy (przecinek?) tak jak poprzednio, udać się do działu Badań nad teologią uniwersalną).

 

– Jak to (dwukropek lub myślnik?) mogę trafić do piekła?!

Z dostępnych mi informacji mogę poświadczyć, że dostanie się do nieba jest naprawdę proste, a poprzeczka jest wyjątkowo niska. – powtórzenie?

Na kilka chwil zapadła cisza, podczas której jedynym co Grzegorz słyszał, był stukot serca. – logiczny?; sjp podaje: „stukot – odgłos powstający przy uderzaniu twardymi przedmiotami”

Lokatorzy bardzo chwalą sobie towarzystwo Bogów i herosów. – ortograficzny? – czemu wielką literą?

Podpisując to oświadczam, iż jestem świadom, że w wypadku nieposiadania przeze mnie środków o minimalnej wartości jednego obola (w razie zainteresowania obecnymi kursami antycznych walut, zalecamy zgłosić się do działu badań nad ekonomią i rynkiem zaświatów), moja dusza może nie zostać dopuszczona na drugi koniec Rzeki Styks™. – tu podobnie (potem piszesz małą: „Co z nimi, siedzą wszyscy przed tą rzeką?)”?

– Kto jest wojownikiem, a kto nie (przecinek?) to kwestia subiektywna.

Ciemno, noc. Jechał przez las, krople deszczu rozbijały się o karoserię. Lampy oświetliły nacierając na niego figurę. Klakson. Mokry ślizg, trzask i łomot. – czy w tym kontekście nie ma tu litrówki?

– Myślę, że gdyby zagadać do dobrej walkirii, bez problemu zostałoby to uznane za wojowniczą śmierć. – czy tu nie powinno być wielką literą?

– Nie te! – Krzyknął. Przepraszam, za dużo razy klasnąłem. – kolejny raz błędny zapis dialogu?

Klasnął znowu, Grzegorz nie myślał nawet (przecinek?) by liczyć (i tu?) ile razy.

Jeszcze bardziej nie chciał patrzeć na swoją twarz, wyobrażał sobie, jak żałośnie teraz wygląda, chociaż po chwili namysłu przypominał sobie, że przecież zawsze tak wyglądał – żałośnie. – powtórzenie?

Chcesz spróbować jeszcze raz? 37 Sposobów na reinkarnację! – czemu wielka litera? – ort.?

 

Pomyślał, że w normalnych warunkach poświęciłby haśle więcej uwagi. – składniowy i gramatyczny rażący? – czemu tu dałeś Miejscownik, zamiast Celownika?

Na samym dole strony znalazł coś, co wyjątkowo przykuło jego uwagę. Umieszczona na samym końcu, pozbawiona jakichkolwiek zdjęć, pięknych opisów, wciśnięta w najciemniejszy kąt, byle tylko nikt na nią nie wpadł. – powtórzenie?

– Wrócił Pan. – Zauważył Waldemar, gdy Grzegorz przekroczył próg pokoju. – błędny zapis dialogu?

– Jest Pan, absolutnie, pewny? – zbędny przecinki?

 

Zauważyłam też sporo powtórzeń zaimków, zwłaszcza: „jego”, „go”, „to”.

 

 

Kwestie językowe są liczne i trzeba je koniecznie podszlifować.

Opowiadanie jest jednak tak dobre, trzyma do końca w napięciu, ma znakomity humor oraz nieoczekiwane zwroty akcji, że – po głębszym namyśle – bibliotecznie klikam. :)

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :) 

Hej!

Potknięcia językowe pozostawię innym. Najbardziej zgrzytało mi konsekwentne używanie “te” w miejscu “to”, a raz zatrzymałem się na dłużej przy “haśle” użytym w miejscu celownika (”hasłu”). 

Jeżeli chodzi o pomysł, to byłem zaskoczony. Z początku spodziewałem się, że przez całą opowieść będziesz prowadzić nas przez humorystyczną wizję biurokratycznych zaświatów, w których bohater błąka się od okienka do okienka, znajdując kolejne kruczki prawne i popadając w coraz większe wątpliwości.

Zmiana tonu przyszła dość nagle (choć były znaki – nadgarstek) i skutecznie wybiła mnie z tej lekkiej, zabawnej historyjki. Zastanawiam się jedynie, czy ta nagłość nie była aż nazbyt nagła i czy rozciągnięcie drogi prowadzącej do finalnej decyzji na nieco więcej drobnych etapów nie wyszłoby tekstowi na lepsze.

Nie mniej – przyjemna lektura, dzięki za ten tekst!

Pomysł mi się bardzo spodobał i jest ciekawy. Interesująca koncepcja, że jako ateista wybieramy sobie dokąd trafimy po śmierci jednak przy okazji nasza cierpliwość zostanie wystawiona na próbę niczym w rasowym urzędzie (z piekła rodem). 

Zaznaczę na wstępie – jestem tutaj nowy więc śmiało możesz spojrzeć na moją opinię przez ten pryzmat – żadna ze mnie wyrocznia czy też nawet weteran forum :)

Jak napisałem – pomysł ciekawy i mi się podobał, no ale. Wykonanie niestety trochę osłabiło mój zapał i było trochę zgrzytów czytając. Jest trochę zdan na którymi dobrze by było popracować, poniżej jest kilka przykładów. Były też pewne wtrącenia – jak te o chrupaniu dłoni – które były dezorientujące i nie widziałem o co z nimi chodzi. Bohater z tego co się zorientowałem szkieletem nie był. Miałem wrażenie, że jako czytelnikowi było mi coś sugerowane ale nie miałem pojęcia co.

Przyznam, że nie rozumiem motywacji bohatera do wybrania Pustki. Jest coś zasugerowe ale według mnie brakuje nakreślenia sytuacji, która mogła popchnąć Grzegorza do tak ekstremalnego wyboru. Rozumiem, że nie chciał żadnej wersji piekła – dowiadujemy się jednak, że reinkarnacja jest także opcją. Stąd wybór i zakończenie wydaje się trochę arbitrarnie “bo tak” raczej niż uzasadnione tym, co wiemy o bohaterze. Sam zainteresowany twierdzi, że zginął w wypadku samochodowy i o ile jest to opisanie nie do końca jasno nie mam powodu aby sądzić, że było inaczej. Zrozumiałbym taki wybór, gdyby był samobójcą na co może próbowałeś/aś naprowadzić pisząć coś o nadgarstkach ale jak dla mnie nie jest to wystarczającą poszlaką.

 

atmosfera zdała się nabrać na masie

 Nigdy nie spotkałem się z takim wyrażeniem, atmosfera stała się ciężka? Przytłaczająca?

 

Za drzwiami przywitała go chłodna bryza

W korytarzu wieje? Rozumiem, że chodziło o chłodne powietrze ale bryza implikuje rodzaj wiatru.

 

Korytarz nie prezentował się lepiej od biura,

Biuro nie prezentowało się źle, było po prostu puste i surowe. Korytarz nie sprawiał milszego wrażenia?

 

Zacisnął dłoń, przy czym ta chrupnęła.

Jak wspomniałem wyżej, nie wiem o co chodzi i jaki jest cel tego wtrącenia.

 

delikatnie pociągnął klamkę. 

 

Nacisnął klamkę? Pociągnąć można uchwyt albo gałkę.

 

 

Grupa ludzi siedziała na ułożonych w kręgu krzesłach, mieli w większości przykre twarze, chociaż znalazło się też paru szczęśliwszych. Jeden z nich – mężczyzna w podeszłym wieku – krył oczy w chusteczce, łkał, osoba obok trzymała rękę na ramieniu starca. 

Siedziała na ustawionych w kręgu krzesłach, ich twarze wyrażały smutek (były smutne).

 

Ułożone by były, gdyby leżały na boku. Jeśli stoją, to są ustawione. Lub zorganizowane. Przykre twarze – z kontekstu wynika, że byli smutni. Przykre jest coś dla kogoś

 

Mimo to nie mógł powstrzymać się od zaciskania dłoni do stopnia, gdzie paznokieć wbijał mu się w skórę.

Do przepisania bo trochę brzmi niezręcznie. Plus mówimy o paznokciach wbijających się w skórę, nie pojedyńczym paznokciu.

Mimo to, nie mógł się powstrzymać od zaciskania dłoni tak mocno, że paznokcie wbijały mu się boleśnie w skrórę.

 

– Dziękuję – puścił jeszcze gdy mijał kobietę. 

Rzucił? Na pewno nie “puścił”.

 

Podzielił się też długopisem z wyściełanymi na swojej powierzchni miniaturami

Chodzi o inkrustację? Wyściełanymi tutaj nie pasuje i to zdanie troszeczkę gubi sens aczkolwiek wiem o co chodziło.

 

I myślałeś coś o nietakcie.

Wiem o co chodzi, brzmi niezręcznie.

 

Usiadł na ławce, która razem z dozownikiem wody, jako jedyne wystrajały długi korytarz.

Usiadł na ławce, która razem z dozownikiem wody, były jedynym wystrojem długiego korytarza.

Zastanowiłbym się nad zamianą dozownika na dystrybutor.

 

Dłoń zacisnął na dozowniku, chciał go złapać, szarpnąć, rzucić nim.

 Maszyna jest zbyt duża, żeby zacisnąć na niej dłoń.

 

 

Pisadło opadło na kartkę zostawiając przy tym czarny kleks, zbliżyło się do linii podpisu. 

Długopisy nie zostawiają kleksów, to raczej domena piór :) Nie wiem czy nawet w kontekscie żelowca, który może zrobić jakieś ups, kleks brzmiałby naturalnie.

 

Rozbicie na nowy oddzielony paragraf podczas rozmowy z konsultatem, miedzy częścią pierwszą a drugą, gdzie pojawia się na początku pytanie o trafienie do piekła, według mnie zbędne i sztuczne. Dałbym to jako jeden dłuższy fragment.

 

Oprócz tego widzę przypadłość dobrze mi znaną z autopsji – miejscami zdania są przydługie i można by je rozbić na dwa dając kropkę zamiast przecinka. Trochę przecinków by się tez przydało dosypać.

 

Przepraszam, jeśli wyszło surowo. Mam nadzieję wszędzie byłem konstruktywny a uwagi będą przydatne teraz i w przyszłości :) Pozdrawiam i pisz dalej! :)

Na razie bez łapanki językowej – na którą przyjdzie czas, bo miejscami było “szorstko”.

 

Koncepcja mi się spodobała – zabawnie, ale miejscami pojawiała się i groza.

Moment, w którym bohater przypomina sobie, że jest mordercą, wydawał mi nieco zagmatwany:

 

Na tę myśl chwycił się nadgarstka, gdzie jeszcze kilka godzin temu jej pomalowane, sztuczne pazury wbiły mu się pod skórę. 

Nigdy od niej nie uciekniesz, ani tu, ani tam.

– Cicho.

Od chwili gdy was zostawił, nie zrobiłeś nic. Dałeś jej miotać sobą wedle uznania, i co teraz? Morderco.

– CICHO!

 

To kulminacja całości, więc moim zdaniem nie powinno być tutaj wieloznaczności, jak we fragmencie, który wyróżniłem. Czytelnik na podstawie tego zdania ma się domyślić, co się stało, ale ja się gubiłem. Powinno być mocno i wyraźnie.

 

Z uwag technicznych:

 

Brakowało mi islamu – drugiej religii świata:

https://www.infoans.org/pl/dzialy/warto-wiedziec/item/25574-religie-na-swiecie

Tam też są odpowiedniki nieba i piekła – Sura 56, można sprawdzić na:

https://mzr.pl/koran/

 

I chińskich zaświatów, przez które muszą przebrnąć wszystkie dusze, żeby się oczyścić:

https://china-underground.com/2011/04/27/the-eighteen-layers-of-chinese-hell/

 

No dobra, uznajmy, że przecież to fikcja, miało być śmiesznie, więc zostaje nam Niebo, podziemia greckie i skandynawskie.

 

W wersji greckiej bohater bez monety będzie się błąkał 100 lat nad Kokytos, co samo w sobie jest rodzajem piekła, bo to rzeka lamentu. Potem trafi pod sąd – w tym przypadku przed oblicze Eaka, bo on odpowiada za Europę. Nie wiemy, za co zabił, czy kogoś bronił, czy jest po prostu psychopatą. Psychopata trafiłby do Tartaru i tam wiecznie cierpiał.

 

W wersji nordyckiej w opowiadaniu zupełnie pominięta jest w opowiadaniu struktura zaświatów – pojawia się tylko Walhalla. Nordyckie zaświaty miały również Folkvangr – Pole Dusz, do którego trafiałą polowa “bohaterów”. Miejscem rządziła Freja. 

Neutralna dusza po prostu wiodłaby nudne życie pod czujnym okiem Hel.

Morderca – zależnie od wersji mitologii – zostałby od razu pożarty przez Nidhogga i unicestwiony, albo (w późniejszych wersjach) cierpiał męki w piekle. Trzeba pamiętać, że okresie, kiedy została spisana, mitologia nordycka była już pod wpływem chrześcijaństwa, ale również wcześniejszych naleciałości rzymskich.

Z Eddy Poetyckiej, tłumaczenie Apolonii Załuskiej:

„Widziała salę od słońca daleką,

Na trupim brzegu, drzwi na północ patrzą;

Jadu krople padają otworami dachu,

Z grzbietów wężowych pleciona ta sala.

Widziała tam brodzących w nurtach rzek bystrych

Mężów krzywoprzysiężnych i morderców wilczych

I tych, co żonę cudzą ułudą uwiedli;

Tam Nidhögg wysysał ciała zmarłych…”

 

Witam wszystkich i serdecznie dziękuje za poświęcony czas.

Komentarz zbiorowy.

 

Bruce,

Dzięki za korektę i uwagi, jak zawsze super robota! Za chwilę naniosę poprawki.

 

Narholt,

Zaznaczę na wstępie – jestem tutaj nowy więc śmiało możesz spojrzeć na moją opinię przez ten pryzmat – żadna ze mnie wyrocznia czy też nawet weteran forum :)

Nie umniejszaj sobie, każda uwaga i porada jest wartościowa, nawet jeśli np z czymś się nie zgadzam. Tak jak napisałxm Bruce – dziękuje za pracę redaktorską, biorę się za nanoszenie poprawek.

 

(Widzę, że Reg jest w kolejce, chyba muszę się pośpieszyć z poprawkami XD)

 

barniusz​,

Zastanawiam się jedynie, czy ta nagłość nie była aż nazbyt nagła i czy rozciągnięcie drogi prowadzącej do finalnej decyzji na nieco więcej drobnych etapów

Zamysł był taki, żeby to załamanie spadło na czytelnika z nienacka, kiedy będzie rozluźniony po wcześniejszej ironii i chumorze. Muszę jednak przyznać, że faktycznie wszystko dzieje się tutaj za szybko i gdybym miałx pisać to opowiadanie od nowa, to pewnie nieco bardziej rozciągnxłbym zakończenie.

 

 

marzan,

Przyznam, że czekałxm na twój komentarz. 

No dobra, uznajmy, że przecież to fikcja, miało być śmiesznie, więc zostaje nam Niebo, podziemia greckie i skandynawskie.

Spokojnie, mitologia i wierzenia są ważnym elementem ludzkości, nie ważne, czy jest się wierzącym, czy nie. Masz prawo, wytykać mi błędy i nieściłości.

Brakowało mi islamu

I chińskich zaświatów,

Gdy pisałxm opowiadanie, chciałxm wrzucić do niego więcej wierzeń; m.in, Diyu, ale… pomyślałxm, że o ile o Niebie, Hadesie i Walhalli słyszał w jakimś stopniu każdy, to z resztą wiar nie będzie już tak dobrze i czytelnicy mogą się zgubić.

Dziękuje za podesłane materiały i wyjaśnienia, zajrzę do nich w wolnej chwili. 

 

Dziękuję jeszcze raz wszystkim za komentarze i uwagi.

 

Pozdrawiam!

Po przeczytaniu tytułu myślałem, że będzie samo Diyu, bo tam dusza była dokładnie “trzepana” za wszystkie grzeszki – i było chyba dość biurokratycznie :)

Z racji serii o Nili muszę być na bieżąco w temacie zaświatów XD

Hm, można było dorzucić Easter Eggi – np,. wzmiankę, że któraś z urzędniczek znika na szkolenie w Diyu, i już zorientowany czytelnik by się uradował, a niezorientowany może zainteresował słówkiem. To, że zakładamy, że czytelnik jest na poziomie Disney+ nie znaczy, że musimy się zawsze ograniczać. Można to napisać tak, że dla Disneyowca jest to po prostu jakiś ozdobnik, tak zwany “abażur”, który nie przeszkadza mu rozumieć fabuły, a taki co przekopuje mitologie będzie miał przyjemność.

Rzeczywiście wszystkich wątków nie da się wrzucić w opowiadanie, które ma bawić czytelnika i jego cel jest zupełnie inny. Nie chodzi przecież o to, żeby opowiadanie się zgadzało dokładnie z mitologią, tylko o zabawę dla czytelnika – ale z drugiej strony ważne, żeby ten nie poczuł, że porusza się wśród dekoracji z kartonu ;)

I ja dziękuję, pozdrawiam. :)

marzan,

 

Z racji serii o Nili muszę być na bieżąco w temacie zaświatów XD

No właśnie czekałxm na twoją opinię głównie ze względu na serię, którą prowadzisz.

 

To, że zakładamy, że czytelnik jest na poziomie Disney+ nie znaczy, że musimy się zawsze ograniczać. Można to napisać tak, że dla Disneyowca jest to po prostu jakiś ozdobnik, tak zwany “abażur”, który nie przeszkadza mu rozumieć fabuły, a taki co przekopuje mitologie będzie miał przyjemność.

Jest to w sumie dobry pomysł. Przy wzmiance o czystej krainie zrobiłxm taki mały easter egg do buddyzmu i myślę, że mxgłxbym pójść z tym troszkę dalej. Cóż, po za poprawkami nie będę ingerować w treść, bo z tego co kojarzę, to niedozwolone, ale może za jakiś napiszę spin off z innymi zaświatami. Zobaczymy, co pokaże przyszłość.

 

Pozdrawiam!

bruce,

Muszę przyznać, że złapałaś mnie z tymi małymi literami, od zawsze mnie uczono, że nazwy religii zapisujemy wielką literą, cóż, chyba muszę zaktualizować swoją wiedzę.

 

Pozdrawiam!

bruce,

Muszę przyznać, że złapałaś mnie z tymi małymi literami, od zawsze mnie uczono, że nazwy religii zapisujemy wielką literą, cóż, chyba muszę zaktualizować swoją wiedzę.

Pozdrawiam!

Szanowny Anonimie, niestety sama nigdy nie mam pewności, przepraszam; mnie dawniej uczono, że każda wojna światowa, powstanie czy rewolucja – także wielkimi literami, to samo epoka literacka czy historyczna. A teraz – odwrotnie. :)

Pozdrawiam i bardzo dziękuję, powodzenia. heart

Cóż, po za poprawkami nie będę ingerować w treść, bo z tego co kojarzę, to niedozwolone,

 

Moim zdaniem trzeba (w dozwolonych ramach) uwypuklić to, że bohater jest mordercą. To jest zasadniczy problem, nie dekoracje w postaci Hadesu czy Helheim.

Z komentarzy wynika, że część czytelników tego nie łapie – dlaczego bohater chce odejść w pustkę.

 

W moim odbiorze jest to najważniejszy element tekstu, który odróżnia go od czystych zabaw słowem – tutaj kryje się przesłanie. To dobry efekt – zaczynamy śmiesznie, kończymy w zadumie. Tylko trzeba go uwypuklić.

Więc na Twoim miejscu, Anonimie, skupiłbym się na tym – żeby wybrzmiało przesłanie, bez zbytniej zmiany akcji. 

Nie odpowiadam za Jury, ale przebudowanie zdań o morderstwie tak, żeby wybrzmiały, nie jest chyba ingerencją w treść – bo treść już tam jest, tylko słabo widoczna.

Marzanie… Przekonałeś mnie. Zajme się tym, tylko przejdę deltarune do końca, żeby nikt mi nie zaspoilerował XD

 

Pozdrawiam!

Ciekawy pomysł, spodobał mi się.

Gorzej z wykonaniem. Zgadzam się z Marzanem, że za mało dowiedziałam się o przeszłości bohatera. Jedno “Morderco” może znaczyć wszystko – od nieudzielenia pomocy późniejszemu samobójcy, przez namawianie do aborcji, spowodowanie wypadku, błąd chirurga, skazywanie lub wykonywanie wyroków śmierci do bycia mafiozem albo dyktatorem.

Technicznie też szału nie ma.

 znajdzie Pan dział porad

Pan, ty, twój itp. w dialogach małą literą. W listach dużą.

Cześć, Finkla,

 

Dziękuje za przeczytanie mojej pracy.

Zgadzam się z Marzanem, że za mało dowiedziałam się o przeszłości bohatera

Okej, skoro tyle osób o tym pisze, to faktycznie będzie trzeba poprawić ten element tekstu.

 

Pozdrawiam i dziękuje za poświęcony czas.

Ciekawy pomysł, acz nie odkrywczy (patrz chocby: "Światy Darwina"). Nie przekonuje mnie tez postawa osoby posmiertnej. Więcej optymizmu!:). Choc napisane wcale zgrabnie, czytalo się płynnie.

 

Najszczęśliwszy dzień życia to ten, w którym się z nim rozstajemy.

/Fryderyk II Wielki/

Hejka!

Wciągające i pomysłowe, lekko absurdalne, ale działa naprawdę dobrze. Podoba mi się pomysł na zwyczajne urzędowe procedury zderzające się ze śmiercią i zaświatami, bardzo fajny klimat dzięki temu powstał. Fajnie, że nie idziesz tylko w żart, ale stopniowo wprowadzasz cięższy, bardziej psychologiczny ton, co dodaje nutki niepokoju. Zgodzę się z poprzednimi czytelnikami, że brakuje mi trochę wyjaśnień odnośnie przeszłości bohatera, historia na tym trochę traci. 

Pozdrawiam!

Anonimie, może i miałeś niezły pomysł, ale zmasakrowałeś go koszmarnym wykonaniem. Opowiadanie jest napisane tak źle, że po drugich gwiazdkach zrezygnowałam z łapanki, bo chyba musiałabym napisać Twoje opowiadanie, a tego nie mogę zrobić.

Przeczytałam, ale cóż… Bardzo trudno mówić o satysfakcji, kiedy niemal co zdanie trzeba przerywać lekturę i wskazywać tak liczne usterki.

 

Mru­gnął kilka razy, bo mrocz­ki przed jego ocza­mi były wy­jąt­ko­wo upar­te. → Zbędny zaimek.

 

po­miesz­cze­nie mie­ści­ło w sobie po­je­dyn­cze biur­ko… → Czy są biurka podwójne?

A może: …w pomieszczeniu stało jedno biurko

 

pan po­dej­dzie i usią­dzie. → Pan po­dej­dzie i usią­dzie.

Nowe zdanie rozpoczynamy wielką literą.

 

pan prze­czy­ta, a nie mnie pyta. → Pan prze­czy­ta, a nie mnie pyta.

 

Prze­łknię­ta ślina wy­da­ła się gło­śniej­sza, niż zwy­kle. → Ślina nie bywa ani głośna, ani cicha.

Proponuję: Prze­łkną ślinę gło­śniej­ niż zwy­kle.

 

Nagle para drzwi po­ja­wi­ła się na jed­nej ze ścian i otwo­rzy­ła ze zgrzy­tem. → Czy na ścianie pojawiło się dwoje drzwi?

A może miało być: Nagle na jed­nej ze ścian pojawiły się drzwi i otwo­rzy­ły ze zgrzy­tem.

 

każde py­ta­nie ge­ne­ro­wa­ło ko­lej­ne a od­po­wie­dzi nie po­sia­dał pra­wie żad­nych. → Odpowiedź nie jest czymś, co można posiadać. Powtórzenie.

Proponuję zwyczajnie: …każde py­ta­nie stwarzało ko­lej­ne, a od­po­wie­dzi prawie żad­nych.

 

at­mos­fe­ra zdała się na­brać na masie… → Co zdawała się robić atmosfera???!!!

Proponuję: …at­mos­fe­ra zdała się gęstnieć

 

wil­goć za­czę­ła wzbie­rać się na jego czole. → Wzbierać mogą rzeki w czasie powodzi.

Proponuję: …czoło pokrył pot.

 

Za drzwia­mi przy­wi­ta­ła go chłod­na bryza i brzęk ja­rze­nió­wek. → Skąd na korytarzu bryza???

 

Wy­obra­ził sobie szpi­tal­ny ko­ry­tarz, gdzie wy­star­czy­ło­by tylko do­tknąć pod­ło­gi, a mróz dźgnął­by jego nerwy. → Czy dobrze rozumiem, że szpitalne korytarze są unerwione, a dotknięcie ich podłogi mogłoby spowodować gwałtowny spadek temperatury i wywołać wstrząs rzeczonych ciągów komunikacyjnych???

 

Minął kilka osób. Z po­cząt­ku pod­bie­gał, pró­bo­wał roz­ma­wiać, żadna nie była jed­nak skora do dia­lo­gu, zby­wa­li go pół­słów­ka­mi, lub w ogóle nie re­ago­wa­li. → Piszesz o osobach, a te są rodzaju żeńskiego, więc końcówka zdania winna brzmieć: …zby­wa­ły go pół­słów­ka­mi lub w ogóle nie re­ago­wa­ły.

 

Prze­stał więc pytać, za­miast tego prze­kli­nał każ­de­go w my­ślach, nie szczę­dząc przy tym obelg. → Zbędne dookreślenie – przekleństwa są obelżywe z definicji.

 

Cof­nął się więc, pierw­sze co zna­lazł to “Grupa wspar­cia dla ate­istów i ludzi w kry­zy­sie wiary”. → Gdzie znalazł tę grupę?

 

mieli w więk­szo­ści przy­kre twa­rze… → Na czym polega przykrość twarzy?

Następnie rozniecił się biały płomień, rósł i jaśniał, aż w końcu zaczął kłuć jego spojówki.

Jak już, to: Następnie biały płomień rozbłysł, by rosnąć i jaśnieć, aż zaczął kłuć spojówki.

 Otworzył oczy, przywitał go zapach stęchlizny

Dałabym kropkę zamiast przecinka.

Mrugnął kilka razy, bo mroczki przed jego oczami były wyjątkowo uparte.

"Jego" zbędne.

nie mógł się przy tym nadziwić

Hmm?

szare, jak cement

Zbędny przecinek.

Do bólu przypominało urząd, zauważył. 

Angielskawa składnia, ale jak już, to niech myśl będzie faktycznie myślą: Do bólu przypomina urząd, zauważył. 

Kobieta siedziała za biurkiem, lustrowała i ponaglała go, jakby liczyła się dla niej każda sekunda.

Hmmm.

– pan podejdzie i usiądzie.

A co to "p" takie małe?

mówiąc przysunęła

Brak przecinka: mówiąc, przysunęła.

– pan przeczyta, a nie mnie pyta.

Znowu mała litera na początku zdania.

Przełknięta ślina wydała się głośniejsza, niż zwykle.

Przecinek zbędny, a ślina nie jest głośna – głośne jest jej przełykanie. Przy okazji – lepiej unikać myślników poza dialogami, bo mylą.

Kręgosłup mu zesztywniał, pomyślał o konsekwencjach, które może nieść ta odpowiedź

Kręgosłup pomyślał? Odpowiedź niczego nie niesie. Ktoś może ponieść konsekwencje udzielenia odpowiedzi.

rzeczywistości pośmiertnych

Pośmiertnej, rzeczywistość jest zasadniczo jedna.

Wzrokiem uciekła w stronę zegara.

Spojrzeniem.

Nagle para drzwi pojawiła się na jednej ze ścian i otworzyła ze zgrzytem.

? Para, czyli dwoje drzwi. Ki czort?

Dopiero teraz spostrzegł, że pomieszczeniu brakowało wcześniej drzwi, okien, czy jakiegokolwiek naturalnego źródła światła.

Naturalnym źródłem światła jest słońce…

Znów klasnęła, pięć razy. Kobieta zniknęła nie pozostawiając żadnego śladu. 

Przyda się połączyć: Znów klasnęła, pięć razy, i zniknęła, nie pozostawiając śladu. 

Chwilę mu zajęło przetrawienie sytuacji.

Hmm.

po chwili wrócił jednak do mętliku myśli;

?

odpowiedzi nie posiadał prawie żadnych

Odpowiedzi nie są tego rodzaju, żeby można je było posiadać. https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/posiadac-czy-miec;22952.html 

atmosfera zdała się nabrać na masie

Frazeologiczny: atmosfera zdała się nabrać masy; przybrać na wadze. Ale czy atmosfera może utyć? XD

wilgoć zaczęła wzbierać się na jego czole

Wzbierać może rzeka, wilgoć może się tylko zbierać.

Poczuł, jak bardzo to miejsce go nie chce.

Angielska kategoryzacja świata. Już pomijając to, czy facet nie znalazł się aby poza czasoprzestrzenią, czyli poza miejscem w ogóle.

Korytarz nie prezentował się lepiej od biura, raczej stonowany, jedynie momentami urozmaicony kwiatkiem lub dozownikiem wody.

https://wsjp.pl/haslo/podglad/75624/stonowac/5191368/barwy Korytarz prezentował się nie lepiej od biura, raczej nudny, tu i ówdzie urozmaicony kwiatkiem lub dozownikiem wody.

Wyobraził sobie szpitalny korytarz, gdzie wystarczyłoby tylko dotknąć podłogi, a mróz dźgnąłby jego nerwy.

Powtórzony korytarz, a poza tym – ? Ten dźgający mróz nawet niezły, tylko co ma do szpitala? I kto dotyka podłogi w szpitalu?

jeszcze chwilę temu uciekał z domu

Jeszcze przed chwilą.

Zacisnął dłoń, przy czym ta chrupnęła.

Sztucznie przedłużone: Zacisnął dłoń, aż chrupnęła.

który zdawał ciągnąć się w nieskończoność

Akcent: który zdawał się ciągnąć w nieskończoność.

początku podbiegał

Aliteracja.

żadna nie była jednak skora do dialogu, zbywali go półsłówkami, lub w ogóle nie reagowali

Zmieniasz rodzaj dopełnienia w środku zdania – nie: ale nikt nie był skory do rozmowy. Zbywano go półsłówkami albo omijano.

przeklinał każdego w myślach, nie szczędząc przy tym obelg

Dwa razy ta sama informacja.

Jego chód stał się przez to bardziej spięty, mechaniczny i nerwowy.

? Chód nie może być "spięty" (nie jest osobą). Zresztą to niewiele mówi.

Złapał się za kark

?

nie było niczego, co mogłoby mu pomóc

Angielskawe.

Cofnął się więc, pierwsze co znalazł to “Grupa wsparcia dla ateistów i ludzi w kryzysie wiary”.

? Znaczy, był tam napis? A przed chwilą nie było niczego? Przecinki: Cofnął się więc. Pierwsze, co znalazł, to…

Kaszlnął, aż flegma stanęła mu w gardle.

Zwykle odkasłuje się właśnie flegmę.

Przełamanie się zajęło chwilę, ale w końcu zapukał i delikatnie pociągnął klamkę. 

? Ostrożnie pociągnął klamkę.

Grupa ludzi siedziała na ułożonych w kręgu krzesłach, mieli w większości przykre twarze, chociaż znalazło się też paru szczęśliwszych.

Grupa ludzi siedziała na ustawionych w kręgu krzesłach. W większości mieli smętne miny, chociaż znalazło się też paru uśmiechniętych.

Jeden z nich – mężczyzna w podeszłym wieku – krył oczy w chusteczce, łkał, osoba obok trzymała rękę na ramieniu starca. 

To ten szczęśliwszy? "Osoba" nie mówi nic – może sąsiadka? Albo sąsiad?

Wszyscy momentalnie odwrócili się w stronę Grzegorza.

Momentalnie?

chylił się ku wyjściu

? Odwrócił się do wyjścia?

Chwycił dłonią za nadgarstek, jakby ten go zapiekł.

To zapiekł, czy nie?

Trzasnął drzwiami nie czekając na odpowiedź.

Trzasnął drzwiami, nie czekając na odpowiedź.

Mimo to nie mógł powstrzymać się od zaciskania dłoni do stopnia, gdzie paznokieć wbijał mu się w skórę.

Nie po polsku: Mimo to nie mógł powstrzymać zaciskania dłoni, aż paznokcie wbijały się w skórę.

Pokój, jaki zobaczył

KTÓRY. https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/ktory-czy-jaki;22864.html 

Ton, którym wypowiedziała formułkę, skojarzył mu się z nakręcaną zabawką.

Hmm. W jaki sposób?

Kim jest personel tego miejsca, pomyślał. 

Nienaturalne. Może: Kto tu pracuje? pomyślał.

Utkwił w kobiecie wzrok – tak, że można by to uznać za niestosowne – i spróbował znaleźć cokolwiek, wskazującego na jej możliwie nieludzkie pochodzenie.

Gapiąc się na kobietę, i to wręcz bezczelnie, próbował znaleźć cokolwiek, co wskazywałoby na nieludzką naturę.

Przejechała wzrokiem po znajdujących się na biurku papierach.

Hmmm. Przydałby się konkretniejszy czasownik, ale… hmmm.

Nie minęła chwila, a Helena, tak jak jej koleżanka z pracy zaklaskała, drzwi pojawiły się na ścianie za jej plecami.

Nie minęła chwila, a na klaskanie Heleny za jej plecami pojawiły się drzwi.

– Dziękuję – puścił jeszcze

… od kiedy "puścić" jest verbum dicendi?

Albo zostali stworzeni specjalnie do zajmowania tych ról?

Akurat tu "stworzeni" może mieć sens, ale całe zdanie mało zgrabne.

Po przejściu progu przywitało go, tak dziwne w tym miejscu ciepło, aż poczuł namiastkę komfortu. 

Za progiem przywitało go ciepło, po raz pierwszy w tym miejscu. Anglicyzmy i "namiastki" (moda jakaś…) tniemy.

przywitał go pracownik tonem, który dość jasno wskazywał na lekkoduszny charakter

To mi nic nie mówi. I nie "lekkoduszny" (?) tylko na przykład "beztroski".

Przyszedł pan na konsultację, mam rozumieć?

Hmm?

Przytaknął głową.

A czym innym? 

 przysunął się nieco, poprawiając jeszcze pozycję na końcu

? Rozsiadł się wygodnie, proste.

Jak widać przynajmniej tutaj pomyśleli o komforcie. 

Prosimy bez reklamy: Jak widać, przynajmniej tutaj pomyśleli o komforcie. 

Palcem wskazał na jedną z trzymanych pod ręką kartek.

Wskazał jedną z kartek, ale gdzie on je ma, tego nie wiem. Na biurku?

z czego wiele zna pan już z mitologii, czy wiar

Bez przecinka.

nie wiem, jak to jest możliwe, że te wszystkie światy, bóstwa i inne duperele egzystują jednocześnie

Nie mam czasu na wykłady :P

stworzyć mapę wszystkich religii

Nakreślić mapę, o ile można mówić o mapie czegoś niematerialnego.

 po czym oddał się pewnego rodzaju głośnej introspekcji

Znaczy, gadał dalej? To nie można tak?

Grzegorzowi nie przeszkadzało to jednak.

"Jednak" to nie jest dobre słowo do podkreślenia szykiem.

Wrócił do poprzedniej teorii i poczuł, jak zaczynają łączyć się kropki.

? Poczuł, jak kropki zaczynają się łączyć, ale – ?

Nie, może uznać to za nietaktowne. Co cię obchodzi teraz takt, pytaj!

Naturalniej: Nie, może to uznać za nietakt. Co cię teraz obchodzi uprzejmość, pytaj!

przerwał i wcisnął Grzegorzowi w dłonie papier.

Katalog – to jeden kawałek papieru? Może: przerwał Grzegorzowi i wcisnął mu w ręce folder.

od najpopularniejszych, do tych

Tu bez przecinka.

Pierwsze jest niebo, te chrześcijańskie, żeby było jasne, Pustka, ostatnia

TO Niebo: Pierwsze jest Niebo, to chrześcijańskie, żeby było jasne, Pustka ostatnia.

gdzie przy każdej pozycji widniały piękne zdjęcia

Widnieją, prawda ogólna.

o dumnej nazwie “Czysta Kraina”

Czy takiej dumnej…

czy rozbawił go napis, lub jego zdaniem zbyt prosta nazwa.

Konstrukcja: czy…, czy…; ale nie musisz zaznaczać, że zdanie bohatera jest zdaniem bohatera.

Strony zaszeleszczały.

Zaszeleściły. Edytor strony podkreśla…

Te najpopularniejsze znał; “niebo”, “hades”, “walhalla”.

Nazwy własne dużą: Najpopularniejsze nazwy znał: Niebo, Hades, Walhalla.

Im dalej jednak czytał, tym mniej kojarzył, ostatnich pozycji nie potrafił w większości pojąć – nazwy koślawe, a tak zwane zalety co najmniej osobliwe. 

Pojmuje się pojęcia, a on po prostu nie wie, o czym czyta: Im dalej jednak czytał, tym mniej kojarzył, ostatnich pozycji już w ogóle. Nazwy koślawe, a tak zwane zalety co najmniej osobliwe. 

Tak między nami to słyszałem

Tak między nami, to słyszałem.

Co go to obchodzi z drugiej strony?

Mylący szyk: Z drugiej strony, co go to obchodzi?

działu przydzieleń

Dziwnie to brzmi, takie powtórzenie.

Podzielił się też długopisem z wyściełanymi na swojej powierzchni miniaturami psów i kotów, trochę infantylne, chociaż z drugiej strony pasowało mu do konsultanta.

…? https://wsjp.pl/haslo/podglad/89841/wyscielany Podzielił się też długopisem ozdobionym aksamitnymi nalepkami z pieskami i kotkami, trochę infantylne, chociaż pasowało do osobowości konsultanta.

Papierologia składała się głównie z prawniczego bełkotu, który w normalnych warunkach musnąłby tylko wzrokiem.

To zdanie też nie jest za ładne :P

Piekła/czyśćca

Nazwy własne dużą literą. Wszystkie.

w razie zainteresowania

Zainteresowania czym?

na określony, lub nieokreślony okres czasu

Tu bez przecinka.

zaczął przeciągle

https://wsjp.pl/haslo/podglad/94951/przeciagle ?

Z dostępnych mi informacji 

Na podstawie dostępnych mi informacji.

Na kilka chwil zapadła cisza, podczas której jedynym co Grzegorz słyszał, był stukot serca.

Czyli nie cisza: Przez kilka chwil zapadła cisza Grzegorz słyszał tylko stukot własnego serca.

Uciekł wzrokiem do katalogu, druga pozycja. 

Hmm.

Lokatorzy bardzo chwalą sobie towarzystwo bogów i herosów.

Bardzo sobie chwalą.

Grzegorz podniósł lekko brew. 

Lepiej: Grzegorz nieznacznie uniósł brew. 

Nowy dokument wylądował przed rękoma Grzegorza.

Hmmm?

Tym razem przeczytał go uważnie, wyczulony na chociażby najmniejsze nieścisłości.

Wyżej żadnych nieścisłości nie było… po prostu drogi Grzesio nie był gotowy na brak darmowych obiadów :P

działu badań nad ekonomią i rynkiem zaświatów

A czemu ten dział badań jest pisany małą literą?

dopuszczona na drugi koniec Rzeki Styks

Przeprawiamy się na drugą stronę rzeki. Charon nie urządza spływów kajakowych :D

Wpatrywał się w ten jeden punkt z intensywnością adekwatną, co najmniej do spotkania z mordercą własnych rodziców.

??? Wpatrywał się w ten jeden punkt tak intensywnie, jakby papier zamordował mu rodziców.

Ręką sięgnął do kieszeni, chociaż nic w niej nie miał. 

Ciach: Sięgnął do kieszeni, pustej.

Uświadomił sobie, że o ile pojawił się tutaj w ubraniach, tak reszta jego rzeczy zniknęła.

Błędna konstrukcja, ale można ją w ogóle wyrzucić: Uświadomił sobie, że, chociaż pojawił się tutaj w ubraniu, to reszta jego rzeczy zniknęła.

Jakim cudem zajmuje to niby drugie miejsce? 

Dziwna składnia, chociaż facet jest wzburzony, więc niech tam.

siedzą wszyscy przed tą rzeką?

A nie: nad rzeką?

wbił wzrok w sufit nie ukrywając zamyślenia

A czemu miałby ukrywać? Wbił spojrzenie w sufit, nie ukrywając zamyślenia.

Niektórzy śmiali się, że Charon narzeka na nadmiar ludzi bez monet

Niektórzy się śmiali, że Charon narzeka na nadmiar ludzi bez monet.

Rozgotowany Grzegorz

…? do Piekła jeszcze nie trafił XD

wypluwając przy tym litanię bluzg i umniejszeń

? Litanię bluzgów (chociaż czy litanię można wypluwać?). https://wsjp.pl/haslo/podglad/73546/umniejszac to nie to samo, co "ubliżać".

Zatrzymał się jednak, zachował na tyle trzeźwości.

Tniemy: Powstrzymał się jednak.

Rozsiadł się na fotelu, po wcześniejszym komforcie nie pozostało śladu

Niezbyt zgrabne. Usiadł w fotelu, który przestał już być wygodny.

Ta kraina od wikingów?

Ta kraina Wikingów?

Kto jest wojownikiem, a kto nie, to kwestia subiektywna.

… nie. https://wsjp.pl/haslo/podglad/56929/subiektywny/5162910/byt (Jasne, sprzedawca używanych zaświatów może tak mówić, ale zaznaczam).

Wie pan, momentami strasznie dłuży się tutaj czas.

Naturalniej: Wie pan, tutaj momentami strasznie dłuży się czas.

I myślałeś coś o nietakcie.

"Coś" tylko psuje rytm.

odsunął się w głąb fotela

? Zapadł się w fotel?

bez problemu zostałoby to uznane za wojowniczą śmierć.

"Wojownicza" to może być księżniczka: bez problemu zaliczyłaby panu śmierć wojownika.

Grzegorz wstał od biurka.

Ale nie siedział przy biurku.

Możemy zrobić sobie przerwę?

Możemy sobie zrobić przerwę?

– Nie te! – Krzyknął. Przepraszam, za dużo razy klasnąłem.

– Nie te! – krzyknął – Przepraszam, za dużo razy klasnąłem.

nie myślał nawet by liczyć ile razy

Grzegorz nawet nie próbował liczyć, ile razy.

Usiadł na ławce, która razem z dozownikiem wody, jako jedyne wystrajały długi korytarz.

Nie po polsku: Usiadł na ławce, która, wraz z dozownikiem wody, stanowiła jedyne wyposażenie długiego korytarza.

Głową oparł się o ścianę, spojrzał na sufit, gdzie jedna z żarówek świeciła słabiej, niż reszta.

Głowę oparł o ścianę, spojrzał na sufit, na żarówkę świecącą słabiej od reszty.

Dozownik zabulgotał. Spojrzał na niego

Nie jest jasne, czy Grzegorz patrzy na dozownik (to się na pewno tak nazywa?) czy dozownik na Grzegorza.

bardziej ściśniętą od góry

?

Na tę myśl chwycił się nadgarstka

Chwycił się za nadgarstek, w miejsce…

Od chwili gdy was zostawił

Od chwili, gdy was zostawił.

Dałeś jej miotać sobą wedle uznania

Krócej i intensywniej: Dałeś jej sobą miotać.

Krzyk kilkukrotnie odbił się od ścian i rozniósł echem po korytarzu.

Echo to właśnie odbijanie się od ścian.

Poczuł, jak wzbiera się w nim gniew, warzy, gotuje.

Krzyk poczuł? Gniew może wzbierać (bez "się"!), ale warzyć?

woda wylewa się na ziemię, tworząc przy tym taflę, taflę, w której odbiciu widzi własną twarz.

Woda rozlewa się w taflę, w której Grzegorz widzi odbicie własnej twarzy.

Śluz utrudnił mu oddech

? Można utrudnić oddychanie, ale nie oddech.

oczy zaszkliły, a po chwili zapłakały

Oczy się zaszkliły, ale on tego nie widzi, bo to jego oczy. I to Grzegorz płacze, a nie jego oczy.

 pulsujące łupanie nie było więc wielkim dodatkiem

?

Spostrzegł, że ten dojmujący wcześniej zapach stęchlizny i mróz zniknęły, zakryły je inne rzeczy.

Czy w takim stanie emocjonalnym zwraca się uwagę na zapachy? Jeszcze z zatkanym nosem?

sięgnął w stronę katalogu

Sięgnął po katalog.

Na dole strony znalazł coś, co wyjątkowo przykuło jego uwagę.

"Wyjątkowo" to nie to samo, co "bardzo" – zresztą jeśli uwaga (powtórzenie!) jest przykuta, to już mocniej się nie da: Linijka u dołu strony przykuła jego uwagę.

Tak przynajmniej to zinterpretował.

Hmm.

Miejsce, gdzie dusza ulega anihilacji.

Teologicznie wątpliwe :P

które w tej chwili sprawiało mu wrażenie kojącej melodii

Tu naprawdę nie może być "mu".

otworzył tylko ostatnią stronę katalogu, odwrócił

Otworzył tylko katalog na ostatniej stronie.

interesującą pozycję

Interesującą go pozycję. Bo to konkretna pozycja.

Chociaż Grzegorz tego nie okazywał, to widok przysporzył mu nie lada satysfakcji. 

Hmmm.

szybko przegrał pojedynek spojrzeń.

To spróbował – czy spojrzał?

– Jest pan, absolutnie, pewny?

Dlaczego to jest wtrącenie?

 przewracając przy tym stosy papierów

"Przy tym" zbędne, imiesłów już oddaje jednoczesność.

Pomyślał, że zwykle budziła w nim obrzydzenie i grozę, teraz jednak nie czuł nic takiego, nawet mu się podobała.

…?

Waldemar postawił dokument przed Grzegorzem. Długopis zawiesił w powietrzu, tak, że ten nie mógł go dosięgnąć. 

Postawić dokument można tylko dzięki sztuce origami: Waldemar położył przed Grzegorzem dokument. Długopis zawiesił w powietrzu, tak, żeby petent nie mógł go dosięgnąć. 

 Pisadło opadło na kartkę zostawiając przy tym czarny kleks, zbliżyło się do linii podpisu. 

Rym. Końcówka dotknęła kartki, zostawiła czarny kleks, a potem przesunęła się ku miejscu na podpis.

Ostatni raz spojrzał na Waldemara i malujące się na jego twarzy zwątpienie. 

Czemu nikt nie pisze "po raz ostatni"?

Nawiązali kontakt wzrokowy, nic nie mówili.

Mało naturalne.

kim jest personel tego biura

Jak wyżej.

ale przecież nie miało to sensu

Szyk: ale to przecież nie miało sensu.

 

Dobra, grupa wsparcia na pewno by się przydała… bo Grzegorz zdecydowanie ma problem. Ale w sumie nie wiemy jaki – możemy się tylko domyślać, że popełnił samobójstwo za pomocą samochodu (chyba…), może też kogoś zabił przy okazji (albo i wcześniej), i nie bez powodu. A może po prostu jest wygodnicki. Po prostu nic konkretnego o Grzegorzu nie wiem. To, że jest ateistą, to też niewiele.

 

Tytuł obiecywał fajną satyrę. Szkoda, że to nie wyszło… Bo w sumie nie wiem, o co chodzi w tekście – że świat jest be? Że nie ma darmowych obiadów? Że jak masz doła, to nikogo to nie obchodzi?

 

Język cokolwiek niezręczny, choć rokujący. Widzę, że częściowo został już poprawiony, dobrze. Rób tak dalej.

Z początku spodziewałem się, że przez całą opowieść będziesz prowadzić nas przez humorystyczną wizję biurokratycznych zaświatów, w których bohater błąka się od okienka do okienka, znajdując kolejne kruczki prawne i popadając w coraz większe wątpliwości.

Właśnie, ja tak samo.

Interesująca koncepcja, że jako ateista wybieramy sobie dokąd trafimy po śmierci

Pratchett.

Miałem wrażenie, że jako czytelnikowi było mi coś sugerowane ale nie miałem pojęcia co.

Kości chrupią przy mocnym skręceniu – ale on sobie nie wykręca rąk, tylko tak mocno zaciska, co może coś oznaczać.

Przyznam, że nie rozumiem motywacji bohatera do wybrania Pustki.

Za inne opcje trzeba było płacić… pokutą, obolem.

 Stąd wybór i zakończenie wydaje się trochę arbitrarnie “bo tak” raczej niż uzasadnione tym, co wiemy o bohaterze

Tak, tylko niewiele o nim wiemy.

Rozumiem, że chodziło o chłodne powietrze ale bryza implikuje rodzaj wiatru.

Nie implikuje, tylko nim jest. Ale może mają taką dobrą klimatyzację ;)

Nacisnął klamkę? Pociągnąć można uchwyt albo gałkę.

Racja.

Ułożone by były, gdyby leżały na boku. Jeśli stoją, to są ustawione. Lub zorganizowane. Przykre twarze – z kontekstu wynika, że byli smutni. Przykre jest coś dla kogoś

Tak. 

Zastanowiłbym się nad zamianą dozownika na dystrybutor.

Można by, chociaż naprawdę nie wiem, jak to się nazywa.

przecież to fikcja, miało być śmiesznie, więc zostaje nam Niebo, podziemia greckie i skandynawskie.

Chyba nie miało być śmiesznie… ale ograniczenie wymienionych (bo nie wszystkich) opcji do tych znajomych czytelnikowi ma sens.

Psychopata trafiłby do Tartaru i tam wiecznie cierpiał.

Nie, Grecy nie znali w zasadzie koncepcji grzechu. Z tego, co pamiętam, na Pola Elizejskie trafiało się za zasługi, trzeba było być sławnym – po Hadesie po prostu się błąkali zwykli szaraczkowie. Ale jest też idea platońska, a i Plotyn miał swoją eschatologię, tak, że opcje greckie są :)

Nie umniejszaj sobie

Skąd się wzięła ta konstrukcja, ostatnio ją widuję, a nie ma zupełnie sensu. Co Wy sobie umniejszacie? O co chodzi?

to pewnie nieco bardziej rozciągnxłbym zakończenie

Nie, nie dzieje się za szybko, ale jakoś za kulisami. To nie zakończenia brakuje, tylko uzasadnienia decyzji.

z resztą wiar nie będzie już tak dobrze i czytelnicy mogą się zgubić

Tak, mogliby.

zakładamy, że czytelnik jest na poziomie Disney+

A kto to zakłada?

od zawsze mnie uczono, że nazwy religii zapisujemy wielką literą, cóż, chyba muszę zaktualizować swoją wiedzę.

Nazwy religii zapisujemy małą literą – ale nazwy własne (bóstw, krain mitycznych) dużą: https://sjp.pwn.pl/zasady/18-a-wielk%C4%85-liter%C4%85-piszemy;629375.html https://sjp.pwn.pl/zasady/20-u%C5%BCycie-ma%C5%82ej-litery;629421.html 

uwypuklić to, że bohater jest mordercą

A przynajmniej popełnił coś, co uważa za niewybaczalne.

To dobry efekt – zaczynamy śmiesznie, kończymy w zadumie. Tylko trzeba go uwypuklić.

Czy aż tak śmiesznie…

Jedno “Morderco” może znaczyć wszystko

Wszystko i jeszcze więcej. Bo może naprawdę nikogo nie zabił ani nie przyłożył ręki do niczyjej śmierci, tylko czuje się winny, chociażby, cudzej autodestrukcji, jak Grubas z VALIS.

Nie przekonuje mnie tez postawa osoby posmiertnej. Więcej optymizmu!:).

Nowe zdanie rozpoczynamy wielką literą.

I jest to reguła nadrzędna nad tą, która nakazuje pisanie zaimków osobowych małą. Tak, reguły istnieją w hierarchii.

Nowa Fantastyka