Nie chciałxm dawać więcej tagów, bo pewnie byłby to wtedy spoiler do opowiadania.
Miłego czytania.
Nie chciałxm dawać więcej tagów, bo pewnie byłby to wtedy spoiler do opowiadania.
Miłego czytania.
Po śmierci nastała ciemność. Następnie rozniecił się biały płomień, rósł i jaśniał, aż w końcu zaczął kłuć jego spojówki.
Grzegorz z początku nie wiedział, co się dzieje. Otworzył oczy, przywitał go zapach stęchlizny i świeżo zadrukowanego papieru. Mrugnął kilka razy, bo mroczki przed jego oczami były wyjątkowo uparte.
Dotknął ręki, dotknął brzucha, nie mógł się przy tym nadziwić. Czyli jednak jest coś jeszcze.
Chrząknięcie zwróciło jego uwagę. Wtem spostrzegł, gdzie i z kim się znajduje – szare, jak cement pomieszczenie mieściło w sobie pojedyncze biurko i dwa drewniane krzesła. Do bólu przypominało urząd, zauważył. Kobieta siedziała za biurkiem, lustrowała i ponaglała go, jakby liczyła się dla niej każda sekunda.
– pan podejdzie i usiądzie.
Otworzył usta, chciał coś powiedzieć, ale nic z siebie nie wydusił.
– Podpisze to pan – mówiąc przysunęła mu dokument i podała długopis.
– Co to?
– pan przeczyta, a nie mnie pyta.
Przyjrzał się arkuszowi – imię, nazwisko, wiek… wiara? Przełknięta ślina wydała się głośniejsza, niż zwykle.
– Ja jestem… ateistą.
Kręgosłup mu zesztywniał, pomyślał o konsekwencjach, które może nieść ta odpowiedź. Kobieta nachyliła się i spojrzała na niego znad okularów.
– Czyli pan z tych. – Zabrała dokument i otaksowała go wzrokiem. – Niech pan się uda do działu porad w sprawie rzeczywistości pośmiertnych, mają tam takie fajne broszurki, wszystko panu wyjaśnią. – Wzrokiem uciekła w stronę zegara. – Niech pan wróci za trzy, albo cztery godziny, gdy już się zdecyduje.
– Na co mam się zdecydować?
– Na to, gdzie spędzi pan resztę wieczności. A teraz przepraszam, ale zaczyna się moja przerwa.
Kobieta klasnęła dwa razy. Nagle para drzwi pojawiła się na jednej ze ścian i otworzyła ze zgrzytem. Dopiero teraz spostrzegł, że pomieszczeniu brakowało wcześniej drzwi, okien, czy jakiegokolwiek naturalnego źródła światła.
– Lewo, potem prawo i znajdzie pan dział porad w sprawie wyboru rzeczywistości pośmiertnych. – Znów klasnęła, pięć razy. Kobieta zniknęła nie pozostawiając żadnego śladu.
Przypomniał sobie, jak za dzieciaka oglądał w cyrku występy magików, tam ludzie też znikali na klaśnięcie dłoni. Tutaj jednak nie miał do czynienia z iluzją.
Chwilę mu zajęło przetrawienie sytuacji. Nie zostanie potępiony? Może wybrać, gdzie chce spędzić pośmiertne życie? Najpierw się uśmiechnął, po chwili wrócił jednak do mętliku myśli; każde pytanie generowało kolejne, a odpowiedzi nie posiadał prawie żadnych.
A przecież miał tutaj wrócić za trzy godziny.
Teraz, gdy pozostał sam, atmosfera zdała się nabrać na masie, wilgoć zaczęła wzbierać się na jego czole.
Poczuł, jak bardzo to miejsce go nie chce.
***
Za drzwiami przywitała go chłodna bryza i brzęk jarzeniówek. Korytarz nie prezentował się lepiej od biura, raczej stonowany, jedynie momentami urozmaicony kwiatkiem lub dozownikiem wody. Wyobraził sobie szpitalny korytarz, gdzie wystarczyłoby tylko dotknąć podłogi, a mróz dźgnąłby jego nerwy.
Szedł przed siebie, nie bronił się przy tym przed natrętnymi myślami; jeszcze chwilę temu uciekał z domu, był przekonany, że nic więcej go nie czeka. Ile to wszystko jest teraz warte? Zacisnął dłoń, przy czym ta chrupnęła. Zaczął lustrować korytarz, który zdawał ciągnąć się w nieskończoność. Chciał się jakoś wyładować, szkoda tylko, że nie miał jak.
Minął kilka osób. Z początku podbiegał, próbował rozmawiać, żadna nie była jednak skora do dialogu, zbywali go półsłówkami, lub w ogóle nie reagowali. Przestał więc pytać, zamiast tego przeklinał każdego w myślach, nie szczędząc przy tym obelg. Jego chód stał się przez to bardziej spięty, mechaniczny i nerwowy.
W końcu trafił na ścianę. Złapał się za kark, rozejrzał bezradnie, nie było niczego, co mogłoby mu pomóc.
Cofnął się więc, pierwsze co znalazł to “Grupa wsparcia dla ateistów i ludzi w kryzysie wiary”. Kaszlnął, aż flegma stanęła mu w gardle. Przełamanie się zajęło chwilę, ale w końcu zapukał i delikatnie pociągnął klamkę.
Grupa ludzi siedziała na ułożonych w kręgu krzesłach, mieli w większości przykre twarze, chociaż znalazło się też paru szczęśliwszych. Jeden z nich – mężczyzna w podeszłym wieku – krył oczy w chusteczce, łkał, osoba obok trzymała rękę na ramieniu starca.
Wszyscy momentalnie odwrócili się w stronę Grzegorza.
– Dzień dobry – zaczął niezgrabnie. – Wiecie może, gdzie znajdę dział porad o życiu pośmiertnym, czy jakoś tak?
– Niech pan idzie w lewo i przy pierwszym zakręcie skręci znowu w lewo – odrzekł ktoś z grupy.
Podziękował i już chylił się ku wyjściu.
– Nie chciałby pan do nas dołączyć?
Chwycił dłonią za nadgarstek, jakby ten go zapiekł.
– Raczej nie.
Trzasnął drzwiami nie czekając na odpowiedź.
***
Przed wejściem trzy razy upewnił się, że stoi przed odpowiednimi działem. Mimo to nie mógł powstrzymać się od zaciskania dłoni do stopnia, gdzie paznokieć wbijał mu się w skórę.
Pokój, jaki zobaczył, nie różnił się niczym od tego, w którym pojawił się tutaj po raz pierwszy.
– Dzień dobry, w czym mogę służyć? – przywitała go pracownica. Ton, którym wypowiedziała formułkę, skojarzył mu się z nakręcaną zabawką.
Kim jest personel tego miejsca, pomyślał. Utkwił w kobiecie wzrok – tak, że można by to uznać za niestosowne – i spróbował znaleźć cokolwiek, wskazującego na jej możliwie nieludzkie pochodzenie. Nie znalazł jednak nic poza plakietką z napisem “Helena”.
– Przepraszam? – dodała po chwili.
– A tak, przepraszam. Przyszedłem na konsultację o wybieraniu zaświatów, czy jakoś tak.
– Dobrze. – Przejechała wzrokiem po znajdujących się na biurku papierach. – Obecnie wolny jest pan Waldemar Gowin, pokój numer siedem.
Nie minęła chwila, a Helena, tak jak jej koleżanka z pracy zaklaskała, drzwi pojawiły się na ścianie za jej plecami.
– Dziękuję – puścił jeszcze, gdy mijał kobietę.
Nie odpowiedziała.
Czy pracownicy to dusze, które wybierały za długo? Albo zostali stworzeni specjalnie do zajmowania tych ról?
Po przejściu progu przywitało go, tak dziwne w tym miejscu ciepło, aż poczuł namiastkę komfortu.
– Dzień dobry – przywitał go pracownik tonem, który dość jasno wskazywał na lekkoduszny charakter. – Przyszedł pan na konsultację, mam rozumieć? Proszę usiąść.
Przytaknął głową. Odsunął fotel, usiadł i przysunął się nieco, poprawiając jeszcze pozycję na końcu. Jak widać przynajmniej tutaj pomyśleli o komforcie.
– A więc nie wie pan, które zaświaty wybrać. Spokojna głowa, zapewniam, że nie mógł pan lepiej trafić.
– Cieszę się.
– Zacznijmy może od tego; jest pan ateistą, tak? Mam tutaj tak zapisane. – Palcem wskazał na jedną z trzymanych pod ręką kartek. – Ateiści zwykle mają sporo pytań, nic dziwnego w sumie. Ogarnijmy temat bez owijania w bawełnę, bo pewnie to pana najbardziej interesuje; mamy kilkaset rzeczywistości pośmiertnych, z czego wiele zna pan już z mitologii, czy wiar. Od razu dodam, nie, nie wiem, jak to jest możliwe, że te wszystkie światy, bóstwa i inne duperele egzystują jednocześnie. Ponoć ludziom z działu badań nad teologią uniwersalną coś udało się ustalić, ale nie wiem, czy to prawda. Z nimi nigdy nie wiadomo. Ostatnio próbowali stworzyć mapę wszystkich religii, ale z tego, co widziałem, to zatrzymali się gdzieś na buddyzmie. Dziwni ludzie. Chociaż, oczywiście nie wszyscy. Ostatnio byłem odwiedzić kumpla z tego działu i muszę powiedzieć, że…
Waldemar stracił wątek, po czym oddał się pewnego rodzaju głośnej introspekcji. Grzegorzowi nie przeszkadzało to jednak. “Ludziom z działu badań…”, “ludziom”. Zmarszczył brew. Wrócił do poprzedniej teorii i poczuł, jak zaczynają łączyć się kropki.
Zapyta go. Nie, może uznać to za nietaktowne. Co cię obchodzi teraz takt, pytaj!
– Przepraszam, mam jedno pytanie.
Waldemar zamarł na chwilę.
– Niech pan mi wybaczy, proszę, czasami gadam za dużo.
– Jasne. Mam takie pytanie…
– Ma pan tutaj katalog – przerwał i wcisnął Grzegorzowi w dłonie papier. – Pozycje są ustawione od najpopularniejszych, do tych, których prawie nikt nie wybiera. Pierwsze jest niebo, te chrześcijańskie, żeby było jasne, Pustka, ostatnia. Wszystko jak zwykle.
Katalog przypominał bardziej menu jakiejś restauracji, gdzie przy każdej pozycji widniały piękne zdjęcia, szczegółowe opisy i wypunktowane zalety. Jego uwagę szczególnie przykuł napis “polecane przez emerytów”, przy świecie o dumnej nazwie “Czysta Kraina”. Parsknął odruchowo, chociaż nie wiedział, czy rozbawił go napis, lub jego zdaniem zbyt prosta nazwa.
Strony zaszeleszczały. Te najpopularniejsze znał; “niebo”, “hades”, “walhalla”. Im dalej jednak czytał, tym mniej kojarzył, ostatnich pozycji nie potrafił w większości pojąć – nazwy koślawe, a tak zwane zalety co najmniej osobliwe.
– Najlepsze chyba będzie niebo, dobrze myślę?
– Ach tak, niebo, naprawdę dobra pozycja. Jak pan pewnie przeczytał, mają tam świetną służbę zdrowia. Tak między nami to słyszałem, że Archanioł Gabriel robi w tę niedzielę grilla dla nowozbawionych.
– Brzmi dobrze.
– Mam więc rozumieć, że decyduje się pan na tę pozycję?
Grzegorz zatrzymał się. Nadal nie dowiedział się, kim jest obsługa. Co go to obchodzi z drugiej strony? I tak nie będzie to miało znaczenia, bo, jeśli coś wyniósł ze wszystkich katechez, to że nie ma lepszego miejsca niż niebo.
– Chyba tak… tak, decyduję się na niebo.
– Świetnie! Naprawdę dobry wybór. Podpisze pan trochę dokumentów i może wracać do działu przydzieleń.
Waldemar ekspresowo wyciągnął parę papierków, pomachał nimi i wręczył Grzegorzowi. Podzielił się też długopisem z wyściełanymi na swojej powierzchni miniaturami psów i kotów, trochę infantylne, chociaż z drugiej strony pasowało mu do konsultanta.
Papierologia składała się głównie z prawniczego bełkotu, który w normalnych warunkach musnąłby tylko wzrokiem.
Podpisując to oświadczam, iż jestem świadom, że moja dusza może zostać zesłana do Piekła/czyśćca (w razie zainteresowania proszę udać się do działu Badań nad teologią uniwersalną) na określony, lub nieokreślony okres czasu, w ramach tzw “pokuty” i odbyć w tym miejscu fizyczne/psychiczne tortury (w razie zainteresowania zalecamy tak jak poprzednio, udać się do działu Badań nad teologią uniwersalną).
***
– Jak to – mogę trafić do piekła?!
– No – zaczął przeciągle Waldemar. – Widzi pan, odpowiadamy za wysyłanie dusz do odpowiednich zaświatów, ale to nie od nas zależy, co władcy tamtych światów zrobią z nimi.
– I nie pomyślałeś, żeby powiedzieć mi o tym wcześniej?! Jeszcze trochę i bym to podpisał.
– Proszę pana, zapewniam, że nie ma się co stresować. Z dostępnych mi informacji mogę poświadczyć, że dostanie się do nieba jest naprawdę proste, a poprzeczka wyjątkowo niska. Bycie ateistą też nie przekreśla panskich szans, jeśli o to chodzi.
– A jeśli się nie dostanę, to co? Będę się smażył w piekle?
– Jeśli tak bardzo to pana martwi, to możemy zastanowić się też nad innymi opcjami.
Na kilka chwil zapadła cisza, podczas której jedynym co Grzegorz słyszał, był stukot serca. Uciekł wzrokiem do katalogu, druga pozycja.
– Może hades?
– Dobry wybór. Lokatorzy bardzo chwalą sobie towarzystwo bogów i herosów.
Grzegorz podniósł lekko brew.
– Dawaj ten papier.
– Dobrze, dobrze.
Nowy dokument wylądował przed rękoma Grzegorza. Tym razem przeczytał go uważnie, wyczulony na chociażby najmniejsze nieścisłości.
Podpisując to oświadczam, iż jestem świadom, że w wypadku nieposiadania przeze mnie środków o minimalnej wartości jednego obola (w razie zainteresowania obecnymi kursami antycznych walut, zalecamy zgłosić się do działu badań nad ekonomią i rynkiem zaświatów), moja dusza może nie zostać dopuszczona na drugi koniec Rzeki Styks™.
Wpatrywał się w ten jeden punkt z intensywnością adekwatną, co najmniej do spotkania z mordercą własnych rodziców.
Ręką sięgnął do kieszeni, chociaż nic w niej nie miał. Uświadomił sobie, że o ile pojawił się tutaj w ubraniach, tak reszta jego rzeczy zniknęła.
– Nie mam przy sobie pieniędzy.
– To faktycznie może utrudnić sytuację.
– Nie dacie mi tego obola, czy innej monety?
– Proszę pana, biura nie stać na takie wydatki.
– Co? Jakim cudem zajmuje to niby drugie miejsce? Mój portfel i telefon zniknęły, więc zakładam, że z tymi ludźmi było podobnie. Co z nimi, siedzą wszyscy przed tą rzeką?
Waldemar nie odpowiedział, wbił wzrok w sufit nie ukrywając zamyślenia.
– Wie pan, w sumie to jakoś nigdy o tym wcześniej nie pomyślałem. Niektórzy śmiali się, że Charon narzeka na nadmiar ludzi bez monet, ale myślałem, że to tylko żarty…
Rozgotowany Grzegorz już otwierał usta. Oczami wyobraźni zobaczył, jak opierając się o blat krzyczy, drze się na konsultanta, wypluwając przy tym litanię bluzg i umniejszeń. Zatrzymał się jednak, zachował na tyle trzeźwości. Raz, dwa, trzy… policzył wdechy. Rozsiadł się na fotelu, po wcześniejszym komforcie nie pozostało śladu.
– Co by konsultant jeszcze polecił? – zapytał stłumionym głosem.
– Co pan powie na Walhallę?
– Ta kraina od wikingów?
– W rzeczy samej. Dusze bardzo chwalą sobie uczty grillowe i regenerację ran.
– Czy tam czasami nie trafiali tylko wojownicy?
– Kto jest wojownikiem, a kto nie, to kwestia subiektywna. Zwłaszcza teraz, który macie tam teraz wiek? Dwudziesty drugi?
– Dwudziesty pierwszy.
– O, ciekawie. Wie pan, momentami strasznie dłuży się tutaj czas.
– Możemy wrócić do tematu?
– Oczywiście. To jak pan umarł?
I myślałeś coś o nietakcie.
Grzegorz odsunął się w głąb fotela i napiął mięśnie. Wzrok wbił w podłogę.
Ciemno, noc. Jechał przez las, krople deszczu rozbijały się o karoserię. Lampy oświetliły nacierającą na niego figurę. Klakson. Mokry ślizg, trzask i łomot.
– …Wypadek samochodowy.
– Myślę, że gdyby zagadać do dobrej Walkirii, bez problemu zostałoby to uznane za wojowniczą śmierć.
– A jeśli nie?
– Cóż, są też inne…
Grzegorz wstał od biurka.
– Możemy zrobić sobie przerwę?
– Oczywiście, nie ma problemu.
– Niech pan otworzy wyjście.
– Już się robi.
Waldemar klasnął kilka razy, pojawiły się drzwi.
– Nie te! – Krzyknął. Przepraszam, za dużo razy klasnąłem.
Klasnął znowu, Grzegorz nie myślał nawet by liczyć ile razy. W końcu wyszedł na korytarz, gdzie chłód przywitał go jak stary przyjaciel.
***
Usiadł na ławce, która razem z dozownikiem wody, jako jedyne wystrajały długi korytarz. Głową oparł się o ścianę, spojrzał na sufit, gdzie jedna z żarówek świeciła słabiej, niż reszta.
Widzisz? Nigdzie nie znajdziesz spokoju.
– Nie – szepnął pod nosem.
Dozownik zabulgotał. Spojrzał na niego, na swoje odbicie w powierzchni wody, twarz miał zniekształconą – szerszą po bokach, ale bardziej ściśniętą od góry.
Wszyscy mówili, że wygląda jak ona. Jak dwie krople wody. Na tę myśl chwycił się nadgarstka, gdzie jeszcze kilka godzin temu jej pomalowane, sztuczne pazury wbiły mu się pod skórę.
Nigdy od niej nie uciekniesz, ani tu, ani tam.
– Cicho.
Od chwili gdy was zostawił, nie zrobiłeś nic. Dałeś jej miotać sobą wedle uznania, i co teraz? Morderco.
– CICHO!
Krzyk kilkukrotnie odbił się od ścian i rozniósł echem po korytarzu. Poczuł, jak wzbiera się w nim gniew, warzy, gotuje. Dłoń zacisnął na dozowniku, chciał go złapać, szarpnąć, rzucić nim. Wyobraził sobie, jak maszyna uderza z impetem o ścianę, metal łomocze, a woda wylewa się na ziemię, tworząc przy tym taflę, taflę, w której odbiciu widzi własną twarz.
Zasługujesz na piekło.
Śluz utrudnił mu oddech, oczy zaszkliły, a po chwili zapłakały. Płakał tak Bóg wie ile, nikt nie przyszedł.
Złapał się za skroń, nos dalej miał zatkany, ledwo widział, pulsujące łupanie nie było więc wielkim dodatkiem. Spostrzegł, że ten dojmujący wcześniej zapach stęchlizny i mróz zniknęły, zakryły je inne rzeczy. Jeszcze bardziej nie chciał patrzeć na swoją twarz, wyobrażał sobie, jak żałośnie teraz wygląda, chociaż po chwili namysłu przypominał sobie, że przecież zawsze tak wyglądał – żałośnie. Skulił się, niechętnie sięgnął w stronę katalogu.
Przewracał kartki. Otworzył ostatnie strony, zatytułowane “Metody alternatywne”.
Chcesz spróbować jeszcze raz?
37 sposobów na reinkarnację!
Pomyślał, że w normalnych warunkach poświęciłby hasłu więcej uwagi.
Na dole strony znalazł coś, co wyjątkowo przykuło jego uwagę. Umieszczona na samym końcu, pozbawiona jakichkolwiek zdjęć, pięknych opisów, wciśnięta w najciemniejszy kąt, byle tylko nikt na nią nie wpadł. Tak przynajmniej to zinterpretował.
Absolutna Pustka.
Przeczytał opis. Krótki, jedno zdanie. Miejsce, gdzie dusza ulega anihilacji.
To jedyne wyjście.
Nic nie powiedział, ani nie pomyślał, wsłuchał się tylko w brzęczenie jarzeniówek, które w tej chwili sprawiało mu wrażenie kojącej melodii.
– Wiem.
Kości kliknęły, wstał z ławki, w ręku dalej trzymał katalog. Wiedział już, gdzie jego miejsce.
***
– Wrócił pan – zauważył Waldemar, gdy Grzegorz przekroczył próg pokoju.
– Tak, potrzebowałem chwili.
– Rozumiem. Możemy wracać do konsultacji? Znalazłem coś, co może się panu spodobać.
Grzegorz nie odezwał się, otworzył tylko ostatnią stronę katalogu, odwrócił i wskazał palcem interesującą pozycję.
– Wybieram to.
Waldemar nachylił się nad kartą, Zmrużył oczy, jakby chciał się upewnić, czy dobrze widzi.
– Pustka? – zapytał cicho.
Konsultant pobladł. Chociaż Grzegorz tego nie okazywał, to widok przysporzył mu nie lada satysfakcji.
– Jest pan pewien? Możemy przejrzeć jeszcze inne opcje, nie ma co się śpieszyć.
– Jestem pewien. Proszę tego nie przeciągać i dać mi papiery, wszystko podpiszę.
Waldemar zamilkł. Spróbował zerknąć Grzegorzowi w oczy, ale szybko przegrał pojedynek spojrzeń.
– Jest pan, absolutnie, pewny?
– Tak.
Cisza powróciła po raz kolejny. Miał nadzieję, że ostatni. Waldemar sięgnął do szafy i zaczął w niej grzebać, przewracając przy tym stosy papierów.
Grzegorz stukał nogą w podłogę. Raz, dwa, trzy, trzy, dwa, jeden – melodia, której nauczył go ojciec przed swoim odejściem. Pomyślał, że zwykle budziła w nim obrzydzenie i grozę, teraz jednak nie czuł nic takiego, nawet mu się podobała.
Waldemar postawił dokument przed Grzegorzem. Długopis zawiesił w powietrzu, tak, że ten nie mógł go dosięgnąć.
– Naprawdę pan tego chce? Mamy tutaj grupę wsparcia dla ludzi w podobnej sytuacji.
– To jedyne wyjście.
Wstał z krzesła i sięgnął po długopis. Pisadło opadło na kartkę zostawiając przy tym czarny kleks, zbliżyło się do linii podpisu.
Podpisując to oświadczam, iż jestem świadom, że wybrana przeze mnie opcja polega na całkowitym i nieodwracalnym zniszczeniu mojej duszy, wspomnień oraz osobowości.
Grzegorz Tasarczyk
Podpisał. Zwinął papier i w ciszy zbliżył się do drzwi. Ostatni raz spojrzał na Waldemara i malujące się na jego twarzy zwątpienie. Nawiązali kontakt wzrokowy, nic nie mówili.
W końcu nie dowiedział się, kim jest personel tego biura.
Otworzył usta, chciał powiedzieć “do widzenia”, ale przecież nie miało to sensu.
– Żegnam.
– Z poważaniem.
Drzwi zaskrzypiały, wyszedł na korytarz. Dział przydziału. Prawo, potem lewo.
Witaj. :)
Z technikaliów wpadły mi w oko przy czytaniu następujące fragmenty (te sugestie i wątpliwości – zawsze tylko do przemyślenia):
Grzegorz z początku nie wiedział (przecinek?) co się dzieje.
Wtem spostrzegł (i tu?) gdzie i z kim się znajduje – szare, jak cement pomieszczenie mieściło w sobie pojedyncze biurko i dwa drewniane krzesła.
– Podpisze to Pan – mówiąc przysunęła mu dokument i podała długopis. – czemu wielką literą (dalej jest więcej takich przykładów)?
Kobieta zniknęła nie pozostawiając po sobie żadnego śladu. Przypomniał sobie, jak za dzieciaka oglądał w cyrku występy magików, tam ludzie też znikali na klaśnięcie dłoni. – powtórzenie?
Najpierw się uśmiechnął, po chwili wrócił jednak do mętliku myśli; każde pytanie generowało kolejne, a odpowiedzi nie miał prawie żadnych. A przecież, miał tutaj wrócić za trzy godziny. – i tu?
A przecież, miał tutaj wrócić za trzy godziny. – zbędny przecinek?
Zaczął rozglądać się po korytarzu, który zdawał ciągnąć się w nieskończoność. Chciał się jakoś wyładować, szkoda tylko, że nie miał jak. – powtórzenia?
Z początku podbiegał, próbował rozmawiać, żadna nie była jednak skora do dialogu, zbywali go półsłówkami, lub w ogóle nie reagowali. – czy ta (oraz inne, np.: Po przejściu progu przywitało go, tak dziwne w tym miejscu ciepło, aż poczuł namiastkę komfortu; Jak Pan pewnie przeczytał, mają tam naprawdę dobrą służbę zdrowia; Umieszczona na samym końcu, pozbawiona jakichkolwiek zdjęć, pięknych opisów, wciśnięta w najciemniejszy kąt, byle tylko nikt na nią nie wpadł) aliteracja jest celowa?
Trzasnął drzwiami nie czekając na odpowiedź. Przed wejściem trzy razy upewnił się, że stoi przed odpowiednimi drzwiami. Mimo to nie mógł powstrzymać się od zaciskania dłoni do stopnia, gdzie paznokieć wbijał mu się w skórę. Drzwi zaskrzypiały. – powtórzenia?
Pokój, który zobaczył (przecinek?) nie różnił się niczym od tego, w którym pojawił się tutaj po raz pierwszy. – powtórzenie?
Ton, którym wypowiedziała formułkę (przecinek?) skojarzył mu się z nakręcaną zabawką.
Kim jest personel tego miejsca? Pomyślał. – błędny zapis myśli?
– Dziękuję – puścił jeszcze (przecinek?) gdy mijał kobietę.
Ogarnijmy to bez owijania w bawełnę, bo pewnie to Pana najbardziej interesuje; mamy wiele rzeczywistości pośmiertnych, z czego wiele zna Pan pewnie już z mitologii, czy wiar. Od razu dodam, nie, nie wiem, jak to jest możliwe, że te wszystkie światy, bóstwa i inne duperele egzystują jednocześnie. Ponoć ludziom z działu badań nad teologią uniwersalną coś udało się ustalić, ale nie wiem, czy to prawda. Z nimi nigdy nie wiadomo. Ostatnio próbowali stworzyć mapę wszystkich religii, ale z tego co widziałem, to zatrzymali się gdzieś na Buddyzmie. Nie wiem, dziwni ludzie. Chociaż, oczywiście nie wszyscy. Ostatnio byłem odwiedzić kumpla z tego działu, i muszę powiedzieć, że… – powtórzenia?
Ostatnio próbowali stworzyć mapę wszystkich religii, ale z tego (przecinek?) co widziałem, to zatrzymali się gdzieś na Buddyzmie. – ortograficzny? – czemu wielką literą?
Chociaż, oczywiście (przecinek?) nie wszyscy.
Ostatnio byłem odwiedzić kumpla z tego działu, i muszę powiedzieć, że… – zbędny przecinek?
– Ma Pan tutaj katalog – Przerwał i wcisnął Grzegorzowi w dłonie papier. – Pozycje są ustawione od najpopularniejszych, do tych, których prawie nikt nie wybiera. Pierwsze jest Niebo, te Chrześcijańskie żeby było jasne, Pustka, ostatnia. – błędny zapis dialogu?
Pierwsze jest Niebo, te Chrześcijańskie (przecinek?) żeby było jasne, Pustka, ostatnia. – hmm, gramatyczny rażący?
Przy tak różnorodnym zapisie, w tym samym katalogu i – tego samego słowa, oznaczającego to samo, są to błędy ortograficzne i zarazem rzeczowe; w sumie jest ich siedem, np.:
Pierwsze jest Niebo, te Chrześcijańskie żeby było jasne, Pustka, ostatnia.
– Najlepsze chyba będzie niebo, dobrze myślę?
– Ach tak, niebo, naprawdę dobra pozycja.
To samo dotyczy wyrazu: „p/Piekło” (występuje pięć razy):
– Jak to mogę trafić do piekła?!
Podpisując to oświadczam, iż jestem świadom, że moja dusza może zostać zesłana do Piekła/czyśćca (…)
– Ach tak, niebo, naprawdę dobra pozycja. Jak Pan pewnie przeczytał, mają tam naprawdę dobrą służbę zdrowia. – powtórzenia?
Nadal nie dowiedział się, kim jest obsługa tego miejsca. Co go to obchodzi z drugiej strony? I tak nie będzie to miało znaczenia, bo jeśli coś wyniósł z wszystkich katechez, to że nie ma lepszego miejsca niż niebo. – i tu?
I tak nie będzie to miało znaczenia, bo (przecinek?) jeśli coś wyniósł z wszystkich katechez, to (przecinek lub myślnik?) że nie ma lepszego miejsca niż niebo. – ze?
– chyba tak… tak, decyduję się na niebo. – znowu błędny zapis dialogu?
– Świetnie! Naprawdę dobry wybór. Podpiszę Pan trochę dokumentów i może wracać do działu przydzieleń. – w tym kontekście – literówka?
Podpisując to oświadczam, iż jestem świadom, że moja dusza może zostać zesłana do Piekła/czyśćca (w razie zainteresowania proszę udać się do działu Badań nad teologią uniwersalną) na określony, lub nieokreślony okres czasu, w ramach tzw “pokuty” i odbyć w tym miejscu fizyczne/psychiczne tortury (w razie zainteresowania zalecamy (przecinek?) tak jak poprzednio, udać się do działu Badań nad teologią uniwersalną).
– Jak to (dwukropek lub myślnik?) mogę trafić do piekła?!
Z dostępnych mi informacji mogę poświadczyć, że dostanie się do nieba jest naprawdę proste, a poprzeczka jest wyjątkowo niska. – powtórzenie?
Na kilka chwil zapadła cisza, podczas której jedynym co Grzegorz słyszał, był stukot serca. – logiczny?; sjp podaje: „stukot – odgłos powstający przy uderzaniu twardymi przedmiotami”
Lokatorzy bardzo chwalą sobie towarzystwo Bogów i herosów. – ortograficzny? – czemu wielką literą?
Podpisując to oświadczam, iż jestem świadom, że w wypadku nieposiadania przeze mnie środków o minimalnej wartości jednego obola (w razie zainteresowania obecnymi kursami antycznych walut, zalecamy zgłosić się do działu badań nad ekonomią i rynkiem zaświatów), moja dusza może nie zostać dopuszczona na drugi koniec Rzeki Styks™. – tu podobnie (potem piszesz małą: „Co z nimi, siedzą wszyscy przed tą rzeką?)”?
– Kto jest wojownikiem, a kto nie (przecinek?) to kwestia subiektywna.
Ciemno, noc. Jechał przez las, krople deszczu rozbijały się o karoserię. Lampy oświetliły nacierając na niego figurę. Klakson. Mokry ślizg, trzask i łomot. – czy w tym kontekście nie ma tu litrówki?
– Myślę, że gdyby zagadać do dobrej walkirii, bez problemu zostałoby to uznane za wojowniczą śmierć. – czy tu nie powinno być wielką literą?
– Nie te! – Krzyknął. Przepraszam, za dużo razy klasnąłem. – kolejny raz błędny zapis dialogu?
Klasnął znowu, Grzegorz nie myślał nawet (przecinek?) by liczyć (i tu?) ile razy.
Jeszcze bardziej nie chciał patrzeć na swoją twarz, wyobrażał sobie, jak żałośnie teraz wygląda, chociaż po chwili namysłu przypominał sobie, że przecież zawsze tak wyglądał – żałośnie. – powtórzenie?
Chcesz spróbować jeszcze raz? 37 Sposobów na reinkarnację! – czemu wielka litera? – ort.?
Pomyślał, że w normalnych warunkach poświęciłby haśle więcej uwagi. – składniowy i gramatyczny rażący? – czemu tu dałeś Miejscownik, zamiast Celownika?
Na samym dole strony znalazł coś, co wyjątkowo przykuło jego uwagę. Umieszczona na samym końcu, pozbawiona jakichkolwiek zdjęć, pięknych opisów, wciśnięta w najciemniejszy kąt, byle tylko nikt na nią nie wpadł. – powtórzenie?
– Wrócił Pan. – Zauważył Waldemar, gdy Grzegorz przekroczył próg pokoju. – błędny zapis dialogu?
– Jest Pan, absolutnie, pewny? – zbędny przecinki?
Zauważyłam też sporo powtórzeń zaimków, zwłaszcza: „jego”, „go”, „to”.
Kwestie językowe są liczne i trzeba je koniecznie podszlifować.
Opowiadanie jest jednak tak dobre, trzyma do końca w napięciu, ma znakomity humor oraz nieoczekiwane zwroty akcji, że – po głębszym namyśle – bibliotecznie klikam. :)
Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :)
Hej!
Potknięcia językowe pozostawię innym. Najbardziej zgrzytało mi konsekwentne używanie “te” w miejscu “to”, a raz zatrzymałem się na dłużej przy “haśle” użytym w miejscu celownika (”hasłu”).
Jeżeli chodzi o pomysł, to byłem zaskoczony. Z początku spodziewałem się, że przez całą opowieść będziesz prowadzić nas przez humorystyczną wizję biurokratycznych zaświatów, w których bohater błąka się od okienka do okienka, znajdując kolejne kruczki prawne i popadając w coraz większe wątpliwości.
Zmiana tonu przyszła dość nagle (choć były znaki – nadgarstek) i skutecznie wybiła mnie z tej lekkiej, zabawnej historyjki. Zastanawiam się jedynie, czy ta nagłość nie była aż nazbyt nagła i czy rozciągnięcie drogi prowadzącej do finalnej decyzji na nieco więcej drobnych etapów nie wyszłoby tekstowi na lepsze.
Nie mniej – przyjemna lektura, dzięki za ten tekst!
Pomysł mi się bardzo spodobał i jest ciekawy. Interesująca koncepcja, że jako ateista wybieramy sobie dokąd trafimy po śmierci jednak przy okazji nasza cierpliwość zostanie wystawiona na próbę niczym w rasowym urzędzie (z piekła rodem).
Zaznaczę na wstępie – jestem tutaj nowy więc śmiało możesz spojrzeć na moją opinię przez ten pryzmat – żadna ze mnie wyrocznia czy też nawet weteran forum :)
Jak napisałem – pomysł ciekawy i mi się podobał, no ale. Wykonanie niestety trochę osłabiło mój zapał i było trochę zgrzytów czytając. Jest trochę zdan na którymi dobrze by było popracować, poniżej jest kilka przykładów. Były też pewne wtrącenia – jak te o chrupaniu dłoni – które były dezorientujące i nie widziałem o co z nimi chodzi. Bohater z tego co się zorientowałem szkieletem nie był. Miałem wrażenie, że jako czytelnikowi było mi coś sugerowane ale nie miałem pojęcia co.
Przyznam, że nie rozumiem motywacji bohatera do wybrania Pustki. Jest coś zasugerowe ale według mnie brakuje nakreślenia sytuacji, która mogła popchnąć Grzegorza do tak ekstremalnego wyboru. Rozumiem, że nie chciał żadnej wersji piekła – dowiadujemy się jednak, że reinkarnacja jest także opcją. Stąd wybór i zakończenie wydaje się trochę arbitrarnie “bo tak” raczej niż uzasadnione tym, co wiemy o bohaterze. Sam zainteresowany twierdzi, że zginął w wypadku samochodowy i o ile jest to opisanie nie do końca jasno nie mam powodu aby sądzić, że było inaczej. Zrozumiałbym taki wybór, gdyby był samobójcą na co może próbowałeś/aś naprowadzić pisząć coś o nadgarstkach ale jak dla mnie nie jest to wystarczającą poszlaką.
atmosfera zdała się nabrać na masie
Nigdy nie spotkałem się z takim wyrażeniem, atmosfera stała się ciężka? Przytłaczająca?
Za drzwiami przywitała go chłodna bryza
W korytarzu wieje? Rozumiem, że chodziło o chłodne powietrze ale bryza implikuje rodzaj wiatru.
Korytarz nie prezentował się lepiej od biura,
Biuro nie prezentowało się źle, było po prostu puste i surowe. Korytarz nie sprawiał milszego wrażenia?
Zacisnął dłoń, przy czym ta chrupnęła.
Jak wspomniałem wyżej, nie wiem o co chodzi i jaki jest cel tego wtrącenia.
delikatnie pociągnął klamkę.
Nacisnął klamkę? Pociągnąć można uchwyt albo gałkę.
Grupa ludzi siedziała na ułożonych w kręgu krzesłach, mieli w większości przykre twarze, chociaż znalazło się też paru szczęśliwszych. Jeden z nich – mężczyzna w podeszłym wieku – krył oczy w chusteczce, łkał, osoba obok trzymała rękę na ramieniu starca.
Siedziała na ustawionych w kręgu krzesłach, ich twarze wyrażały smutek (były smutne).
Ułożone by były, gdyby leżały na boku. Jeśli stoją, to są ustawione. Lub zorganizowane. Przykre twarze – z kontekstu wynika, że byli smutni. Przykre jest coś dla kogoś
Mimo to nie mógł powstrzymać się od zaciskania dłoni do stopnia, gdzie paznokieć wbijał mu się w skórę.
Do przepisania bo trochę brzmi niezręcznie. Plus mówimy o paznokciach wbijających się w skórę, nie pojedyńczym paznokciu.
Mimo to, nie mógł się powstrzymać od zaciskania dłoni tak mocno, że paznokcie wbijały mu się boleśnie w skrórę.
– Dziękuję – puścił jeszcze gdy mijał kobietę.
Rzucił? Na pewno nie “puścił”.
Podzielił się też długopisem z wyściełanymi na swojej powierzchni miniaturami
Chodzi o inkrustację? Wyściełanymi tutaj nie pasuje i to zdanie troszeczkę gubi sens aczkolwiek wiem o co chodziło.
I myślałeś coś o nietakcie.
Wiem o co chodzi, brzmi niezręcznie.
Usiadł na ławce, która razem z dozownikiem wody, jako jedyne wystrajały długi korytarz.
Usiadł na ławce, która razem z dozownikiem wody, były jedynym wystrojem długiego korytarza.
Zastanowiłbym się nad zamianą dozownika na dystrybutor.
Dłoń zacisnął na dozowniku, chciał go złapać, szarpnąć, rzucić nim.
Maszyna jest zbyt duża, żeby zacisnąć na niej dłoń.
Pisadło opadło na kartkę zostawiając przy tym czarny kleks, zbliżyło się do linii podpisu.
Długopisy nie zostawiają kleksów, to raczej domena piór :) Nie wiem czy nawet w kontekscie żelowca, który może zrobić jakieś ups, kleks brzmiałby naturalnie.
Rozbicie na nowy oddzielony paragraf podczas rozmowy z konsultatem, miedzy częścią pierwszą a drugą, gdzie pojawia się na początku pytanie o trafienie do piekła, według mnie zbędne i sztuczne. Dałbym to jako jeden dłuższy fragment.
Oprócz tego widzę przypadłość dobrze mi znaną z autopsji – miejscami zdania są przydługie i można by je rozbić na dwa dając kropkę zamiast przecinka. Trochę przecinków by się tez przydało dosypać.
Przepraszam, jeśli wyszło surowo. Mam nadzieję wszędzie byłem konstruktywny a uwagi będą przydatne teraz i w przyszłości :) Pozdrawiam i pisz dalej! :)
Na razie bez łapanki językowej – na którą przyjdzie czas, bo miejscami było “szorstko”.
Koncepcja mi się spodobała – zabawnie, ale miejscami pojawiała się i groza.
Moment, w którym bohater przypomina sobie, że jest mordercą, wydawał mi nieco zagmatwany:
Na tę myśl chwycił się nadgarstka, gdzie jeszcze kilka godzin temu jej pomalowane, sztuczne pazury wbiły mu się pod skórę.
Nigdy od niej nie uciekniesz, ani tu, ani tam.
– Cicho.
Od chwili gdy was zostawił, nie zrobiłeś nic. Dałeś jej miotać sobą wedle uznania, i co teraz? Morderco.
– CICHO!
To kulminacja całości, więc moim zdaniem nie powinno być tutaj wieloznaczności, jak we fragmencie, który wyróżniłem. Czytelnik na podstawie tego zdania ma się domyślić, co się stało, ale ja się gubiłem. Powinno być mocno i wyraźnie.
Z uwag technicznych:
Brakowało mi islamu – drugiej religii świata:
https://www.infoans.org/pl/dzialy/warto-wiedziec/item/25574-religie-na-swiecie
Tam też są odpowiedniki nieba i piekła – Sura 56, można sprawdzić na:
I chińskich zaświatów, przez które muszą przebrnąć wszystkie dusze, żeby się oczyścić:
https://china-underground.com/2011/04/27/the-eighteen-layers-of-chinese-hell/
No dobra, uznajmy, że przecież to fikcja, miało być śmiesznie, więc zostaje nam Niebo, podziemia greckie i skandynawskie.
W wersji greckiej bohater bez monety będzie się błąkał 100 lat nad Kokytos, co samo w sobie jest rodzajem piekła, bo to rzeka lamentu. Potem trafi pod sąd – w tym przypadku przed oblicze Eaka, bo on odpowiada za Europę. Nie wiemy, za co zabił, czy kogoś bronił, czy jest po prostu psychopatą. Psychopata trafiłby do Tartaru i tam wiecznie cierpiał.
W wersji nordyckiej w opowiadaniu zupełnie pominięta jest w opowiadaniu struktura zaświatów – pojawia się tylko Walhalla. Nordyckie zaświaty miały również Folkvangr – Pole Dusz, do którego trafiałą polowa “bohaterów”. Miejscem rządziła Freja.
Neutralna dusza po prostu wiodłaby nudne życie pod czujnym okiem Hel.
Morderca – zależnie od wersji mitologii – zostałby od razu pożarty przez Nidhogga i unicestwiony, albo (w późniejszych wersjach) cierpiał męki w piekle. Trzeba pamiętać, że okresie, kiedy została spisana, mitologia nordycka była już pod wpływem chrześcijaństwa, ale również wcześniejszych naleciałości rzymskich.
Z Eddy Poetyckiej, tłumaczenie Apolonii Załuskiej:
„Widziała salę od słońca daleką,
Na trupim brzegu, drzwi na północ patrzą;
Jadu krople padają otworami dachu,
Z grzbietów wężowych pleciona ta sala.
Widziała tam brodzących w nurtach rzek bystrych
Mężów krzywoprzysiężnych i morderców wilczych
I tych, co żonę cudzą ułudą uwiedli;
Tam Nidhögg wysysał ciała zmarłych…”
Witam wszystkich i serdecznie dziękuje za poświęcony czas.
Komentarz zbiorowy.
Bruce,
Dzięki za korektę i uwagi, jak zawsze super robota! Za chwilę naniosę poprawki.
Narholt,
Zaznaczę na wstępie – jestem tutaj nowy więc śmiało możesz spojrzeć na moją opinię przez ten pryzmat – żadna ze mnie wyrocznia czy też nawet weteran forum :)
Nie umniejszaj sobie, każda uwaga i porada jest wartościowa, nawet jeśli np z czymś się nie zgadzam. Tak jak napisałxm Bruce – dziękuje za pracę redaktorską, biorę się za nanoszenie poprawek.
(Widzę, że Reg jest w kolejce, chyba muszę się pośpieszyć z poprawkami XD)
barniusz,
Zastanawiam się jedynie, czy ta nagłość nie była aż nazbyt nagła i czy rozciągnięcie drogi prowadzącej do finalnej decyzji na nieco więcej drobnych etapów
Zamysł był taki, żeby to załamanie spadło na czytelnika z nienacka, kiedy będzie rozluźniony po wcześniejszej ironii i chumorze. Muszę jednak przyznać, że faktycznie wszystko dzieje się tutaj za szybko i gdybym miałx pisać to opowiadanie od nowa, to pewnie nieco bardziej rozciągnxłbym zakończenie.
marzan,
Przyznam, że czekałxm na twój komentarz.
No dobra, uznajmy, że przecież to fikcja, miało być śmiesznie, więc zostaje nam Niebo, podziemia greckie i skandynawskie.
Spokojnie, mitologia i wierzenia są ważnym elementem ludzkości, nie ważne, czy jest się wierzącym, czy nie. Masz prawo, wytykać mi błędy i nieściłości.
Brakowało mi islamu
I chińskich zaświatów,
Gdy pisałxm opowiadanie, chciałxm wrzucić do niego więcej wierzeń; m.in, Diyu, ale… pomyślałxm, że o ile o Niebie, Hadesie i Walhalli słyszał w jakimś stopniu każdy, to z resztą wiar nie będzie już tak dobrze i czytelnicy mogą się zgubić.
Dziękuje za podesłane materiały i wyjaśnienia, zajrzę do nich w wolnej chwili.
Dziękuję jeszcze raz wszystkim za komentarze i uwagi.
Pozdrawiam!
Po przeczytaniu tytułu myślałem, że będzie samo Diyu, bo tam dusza była dokładnie “trzepana” za wszystkie grzeszki – i było chyba dość biurokratycznie :)
Z racji serii o Nili muszę być na bieżąco w temacie zaświatów XD
Hm, można było dorzucić Easter Eggi – np,. wzmiankę, że któraś z urzędniczek znika na szkolenie w Diyu, i już zorientowany czytelnik by się uradował, a niezorientowany może zainteresował słówkiem. To, że zakładamy, że czytelnik jest na poziomie Disney+ nie znaczy, że musimy się zawsze ograniczać. Można to napisać tak, że dla Disneyowca jest to po prostu jakiś ozdobnik, tak zwany “abażur”, który nie przeszkadza mu rozumieć fabuły, a taki co przekopuje mitologie będzie miał przyjemność.
Rzeczywiście wszystkich wątków nie da się wrzucić w opowiadanie, które ma bawić czytelnika i jego cel jest zupełnie inny. Nie chodzi przecież o to, żeby opowiadanie się zgadzało dokładnie z mitologią, tylko o zabawę dla czytelnika – ale z drugiej strony ważne, żeby ten nie poczuł, że porusza się wśród dekoracji z kartonu ;)
I ja dziękuję, pozdrawiam. :)
marzan,
Z racji serii o Nili muszę być na bieżąco w temacie zaświatów XD
No właśnie czekałxm na twoją opinię głównie ze względu na serię, którą prowadzisz.
To, że zakładamy, że czytelnik jest na poziomie Disney+ nie znaczy, że musimy się zawsze ograniczać. Można to napisać tak, że dla Disneyowca jest to po prostu jakiś ozdobnik, tak zwany “abażur”, który nie przeszkadza mu rozumieć fabuły, a taki co przekopuje mitologie będzie miał przyjemność.
Jest to w sumie dobry pomysł. Przy wzmiance o czystej krainie zrobiłxm taki mały easter egg do buddyzmu i myślę, że mxgłxbym pójść z tym troszkę dalej. Cóż, po za poprawkami nie będę ingerować w treść, bo z tego co kojarzę, to niedozwolone, ale może za jakiś napiszę spin off z innymi zaświatami. Zobaczymy, co pokaże przyszłość.
Pozdrawiam!
bruce,
Muszę przyznać, że złapałaś mnie z tymi małymi literami, od zawsze mnie uczono, że nazwy religii zapisujemy wielką literą, cóż, chyba muszę zaktualizować swoją wiedzę.
Pozdrawiam!
bruce,
Muszę przyznać, że złapałaś mnie z tymi małymi literami, od zawsze mnie uczono, że nazwy religii zapisujemy wielką literą, cóż, chyba muszę zaktualizować swoją wiedzę.
Pozdrawiam!
Szanowny Anonimie, niestety sama nigdy nie mam pewności, przepraszam; mnie dawniej uczono, że każda wojna światowa, powstanie czy rewolucja – także wielkimi literami, to samo epoka literacka czy historyczna. A teraz – odwrotnie. :)
Pozdrawiam i bardzo dziękuję, powodzenia. 
Cóż, po za poprawkami nie będę ingerować w treść, bo z tego co kojarzę, to niedozwolone,
Moim zdaniem trzeba (w dozwolonych ramach) uwypuklić to, że bohater jest mordercą. To jest zasadniczy problem, nie dekoracje w postaci Hadesu czy Helheim.
Z komentarzy wynika, że część czytelników tego nie łapie – dlaczego bohater chce odejść w pustkę.
W moim odbiorze jest to najważniejszy element tekstu, który odróżnia go od czystych zabaw słowem – tutaj kryje się przesłanie. To dobry efekt – zaczynamy śmiesznie, kończymy w zadumie. Tylko trzeba go uwypuklić.
Więc na Twoim miejscu, Anonimie, skupiłbym się na tym – żeby wybrzmiało przesłanie, bez zbytniej zmiany akcji.
Nie odpowiadam za Jury, ale przebudowanie zdań o morderstwie tak, żeby wybrzmiały, nie jest chyba ingerencją w treść – bo treść już tam jest, tylko słabo widoczna.
Marzanie… Przekonałeś mnie. Zajme się tym, tylko przejdę deltarune do końca, żeby nikt mi nie zaspoilerował XD
Pozdrawiam!
Ciekawy pomysł, spodobał mi się.
Gorzej z wykonaniem. Zgadzam się z Marzanem, że za mało dowiedziałam się o przeszłości bohatera. Jedno “Morderco” może znaczyć wszystko – od nieudzielenia pomocy późniejszemu samobójcy, przez namawianie do aborcji, spowodowanie wypadku, błąd chirurga, skazywanie lub wykonywanie wyroków śmierci do bycia mafiozem albo dyktatorem.
Technicznie też szału nie ma.
znajdzie Pan dział porad
Pan, ty, twój itp. w dialogach małą literą. W listach dużą.
Cześć, Finkla,
Dziękuje za przeczytanie mojej pracy.
Zgadzam się z Marzanem, że za mało dowiedziałam się o przeszłości bohatera
Okej, skoro tyle osób o tym pisze, to faktycznie będzie trzeba poprawić ten element tekstu.
Pozdrawiam i dziękuje za poświęcony czas.

Ciekawy pomysł, acz nie odkrywczy (patrz chocby: "Światy Darwina"). Nie przekonuje mnie tez postawa osoby posmiertnej. Więcej optymizmu!:). Choc napisane wcale zgrabnie, czytalo się płynnie.

Najszczęśliwszy dzień życia to ten, w którym się z nim rozstajemy.
/Fryderyk II Wielki/
Hejka!
Wciągające i pomysłowe, lekko absurdalne, ale działa naprawdę dobrze. Podoba mi się pomysł na zwyczajne urzędowe procedury zderzające się ze śmiercią i zaświatami, bardzo fajny klimat dzięki temu powstał. Fajnie, że nie idziesz tylko w żart, ale stopniowo wprowadzasz cięższy, bardziej psychologiczny ton, co dodaje nutki niepokoju. Zgodzę się z poprzednimi czytelnikami, że brakuje mi trochę wyjaśnień odnośnie przeszłości bohatera, historia na tym trochę traci.
Pozdrawiam!
Anonimie, może i miałeś niezły pomysł, ale zmasakrowałeś go koszmarnym wykonaniem. Opowiadanie jest napisane tak źle, że po drugich gwiazdkach zrezygnowałam z łapanki, bo chyba musiałabym napisać Twoje opowiadanie, a tego nie mogę zrobić.
Przeczytałam, ale cóż… Bardzo trudno mówić o satysfakcji, kiedy niemal co zdanie trzeba przerywać lekturę i wskazywać tak liczne usterki.
Mrugnął kilka razy, bo mroczki przed jego oczami były wyjątkowo uparte. → Zbędny zaimek.
…pomieszczenie mieściło w sobie pojedyncze biurko… → Czy są biurka podwójne?
A może: …w pomieszczeniu stało jedno biurko…
– pan podejdzie i usiądzie. → – Pan podejdzie i usiądzie.
Nowe zdanie rozpoczynamy wielką literą.
– pan przeczyta, a nie mnie pyta. → – Pan przeczyta, a nie mnie pyta.
Przełknięta ślina wydała się głośniejsza, niż zwykle. → Ślina nie bywa ani głośna, ani cicha.
Proponuję: Przełkną ślinę głośniej niż zwykle.
Nagle para drzwi pojawiła się na jednej ze ścian i otworzyła ze zgrzytem. → Czy na ścianie pojawiło się dwoje drzwi?
A może miało być: Nagle na jednej ze ścian pojawiły się drzwi i otworzyły ze zgrzytem.
…każde pytanie generowało kolejne a odpowiedzi nie posiadał prawie żadnych. → Odpowiedź nie jest czymś, co można posiadać. Powtórzenie.
Proponuję zwyczajnie: …każde pytanie stwarzało kolejne, a odpowiedzi prawie żadnych.
…atmosfera zdała się nabrać na masie… → Co zdawała się robić atmosfera???!!!
Proponuję: …atmosfera zdała się gęstnieć…
…wilgoć zaczęła wzbierać się na jego czole. → Wzbierać mogą rzeki w czasie powodzi.
Proponuję: …czoło pokrył pot.
Za drzwiami przywitała go chłodna bryza i brzęk jarzeniówek. → Skąd na korytarzu bryza???
Wyobraził sobie szpitalny korytarz, gdzie wystarczyłoby tylko dotknąć podłogi, a mróz dźgnąłby jego nerwy. → Czy dobrze rozumiem, że szpitalne korytarze są unerwione, a dotknięcie ich podłogi mogłoby spowodować gwałtowny spadek temperatury i wywołać wstrząs rzeczonych ciągów komunikacyjnych???
Minął kilka osób. Z początku podbiegał, próbował rozmawiać, żadna nie była jednak skora do dialogu, zbywali go półsłówkami, lub w ogóle nie reagowali. → Piszesz o osobach, a te są rodzaju żeńskiego, więc końcówka zdania winna brzmieć: …zbywały go półsłówkami lub w ogóle nie reagowały.
Przestał więc pytać, zamiast tego przeklinał każdego w myślach, nie szczędząc przy tym obelg. → Zbędne dookreślenie – przekleństwa są obelżywe z definicji.
Cofnął się więc, pierwsze co znalazł to “Grupa wsparcia dla ateistów i ludzi w kryzysie wiary”. → Gdzie znalazł tę grupę?
…mieli w większości przykre twarze… → Na czym polega przykrość twarzy?

Następnie rozniecił się biały płomień, rósł i jaśniał, aż w końcu zaczął kłuć jego spojówki.
Jak już, to: Następnie biały płomień rozbłysł, by rosnąć i jaśnieć, aż zaczął kłuć spojówki.
Otworzył oczy, przywitał go zapach stęchlizny
Dałabym kropkę zamiast przecinka.
Mrugnął kilka razy, bo mroczki przed jego oczami były wyjątkowo uparte.
"Jego" zbędne.
nie mógł się przy tym nadziwić
Hmm?
szare, jak cement
Zbędny przecinek.
Do bólu przypominało urząd, zauważył.
Angielskawa składnia, ale jak już, to niech myśl będzie faktycznie myślą: Do bólu przypomina urząd, zauważył.
Kobieta siedziała za biurkiem, lustrowała i ponaglała go, jakby liczyła się dla niej każda sekunda.
Hmmm.
– pan podejdzie i usiądzie.
A co to "p" takie małe?
mówiąc przysunęła
Brak przecinka: mówiąc, przysunęła.
– pan przeczyta, a nie mnie pyta.
Znowu mała litera na początku zdania.
Przełknięta ślina wydała się głośniejsza, niż zwykle.
Przecinek zbędny, a ślina nie jest głośna – głośne jest jej przełykanie. Przy okazji – lepiej unikać myślników poza dialogami, bo mylą.
Kręgosłup mu zesztywniał, pomyślał o konsekwencjach, które może nieść ta odpowiedź
Kręgosłup pomyślał? Odpowiedź niczego nie niesie. Ktoś może ponieść konsekwencje udzielenia odpowiedzi.
rzeczywistości pośmiertnych
Pośmiertnej, rzeczywistość jest zasadniczo jedna.
Wzrokiem uciekła w stronę zegara.
Spojrzeniem.
Nagle para drzwi pojawiła się na jednej ze ścian i otworzyła ze zgrzytem.
? Para, czyli dwoje drzwi. Ki czort?
Dopiero teraz spostrzegł, że pomieszczeniu brakowało wcześniej drzwi, okien, czy jakiegokolwiek naturalnego źródła światła.
Naturalnym źródłem światła jest słońce…
Znów klasnęła, pięć razy. Kobieta zniknęła nie pozostawiając żadnego śladu.
Przyda się połączyć: Znów klasnęła, pięć razy, i zniknęła, nie pozostawiając śladu.
Chwilę mu zajęło przetrawienie sytuacji.
Hmm.
po chwili wrócił jednak do mętliku myśli;
?
odpowiedzi nie posiadał prawie żadnych
Odpowiedzi nie są tego rodzaju, żeby można je było posiadać. https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/posiadac-czy-miec;22952.html
atmosfera zdała się nabrać na masie
Frazeologiczny: atmosfera zdała się nabrać masy; przybrać na wadze. Ale czy atmosfera może utyć? XD
wilgoć zaczęła wzbierać się na jego czole
Wzbierać może rzeka, wilgoć może się tylko zbierać.
Poczuł, jak bardzo to miejsce go nie chce.
Angielska kategoryzacja świata. Już pomijając to, czy facet nie znalazł się aby poza czasoprzestrzenią, czyli poza miejscem w ogóle.
Korytarz nie prezentował się lepiej od biura, raczej stonowany, jedynie momentami urozmaicony kwiatkiem lub dozownikiem wody.
https://wsjp.pl/haslo/podglad/75624/stonowac/5191368/barwy Korytarz prezentował się nie lepiej od biura, raczej nudny, tu i ówdzie urozmaicony kwiatkiem lub dozownikiem wody.
Wyobraził sobie szpitalny korytarz, gdzie wystarczyłoby tylko dotknąć podłogi, a mróz dźgnąłby jego nerwy.
Powtórzony korytarz, a poza tym – ? Ten dźgający mróz nawet niezły, tylko co ma do szpitala? I kto dotyka podłogi w szpitalu?
jeszcze chwilę temu uciekał z domu
Jeszcze przed chwilą.
Zacisnął dłoń, przy czym ta chrupnęła.
Sztucznie przedłużone: Zacisnął dłoń, aż chrupnęła.
który zdawał ciągnąć się w nieskończoność
Akcent: który zdawał się ciągnąć w nieskończoność.
początku podbiegał
Aliteracja.
żadna nie była jednak skora do dialogu, zbywali go półsłówkami, lub w ogóle nie reagowali
Zmieniasz rodzaj dopełnienia w środku zdania – nie: ale nikt nie był skory do rozmowy. Zbywano go półsłówkami albo omijano.
przeklinał każdego w myślach, nie szczędząc przy tym obelg
Dwa razy ta sama informacja.
Jego chód stał się przez to bardziej spięty, mechaniczny i nerwowy.
? Chód nie może być "spięty" (nie jest osobą). Zresztą to niewiele mówi.
Złapał się za kark
?
nie było niczego, co mogłoby mu pomóc
Angielskawe.
Cofnął się więc, pierwsze co znalazł to “Grupa wsparcia dla ateistów i ludzi w kryzysie wiary”.
? Znaczy, był tam napis? A przed chwilą nie było niczego? Przecinki: Cofnął się więc. Pierwsze, co znalazł, to…
Kaszlnął, aż flegma stanęła mu w gardle.
Zwykle odkasłuje się właśnie flegmę.
Przełamanie się zajęło chwilę, ale w końcu zapukał i delikatnie pociągnął klamkę.
? Ostrożnie pociągnął klamkę.
Grupa ludzi siedziała na ułożonych w kręgu krzesłach, mieli w większości przykre twarze, chociaż znalazło się też paru szczęśliwszych.
Grupa ludzi siedziała na ustawionych w kręgu krzesłach. W większości mieli smętne miny, chociaż znalazło się też paru uśmiechniętych.
Jeden z nich – mężczyzna w podeszłym wieku – krył oczy w chusteczce, łkał, osoba obok trzymała rękę na ramieniu starca.
To ten szczęśliwszy? "Osoba" nie mówi nic – może sąsiadka? Albo sąsiad?
Wszyscy momentalnie odwrócili się w stronę Grzegorza.
Momentalnie?
chylił się ku wyjściu
? Odwrócił się do wyjścia?
Chwycił dłonią za nadgarstek, jakby ten go zapiekł.
To zapiekł, czy nie?
Trzasnął drzwiami nie czekając na odpowiedź.
Trzasnął drzwiami, nie czekając na odpowiedź.
Mimo to nie mógł powstrzymać się od zaciskania dłoni do stopnia, gdzie paznokieć wbijał mu się w skórę.
Nie po polsku: Mimo to nie mógł powstrzymać zaciskania dłoni, aż paznokcie wbijały się w skórę.
Pokój, jaki zobaczył
KTÓRY. https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/ktory-czy-jaki;22864.html
Ton, którym wypowiedziała formułkę, skojarzył mu się z nakręcaną zabawką.
Hmm. W jaki sposób?
Kim jest personel tego miejsca, pomyślał.
Nienaturalne. Może: Kto tu pracuje? pomyślał.
Utkwił w kobiecie wzrok – tak, że można by to uznać za niestosowne – i spróbował znaleźć cokolwiek, wskazującego na jej możliwie nieludzkie pochodzenie.
Gapiąc się na kobietę, i to wręcz bezczelnie, próbował znaleźć cokolwiek, co wskazywałoby na nieludzką naturę.
Przejechała wzrokiem po znajdujących się na biurku papierach.
Hmmm. Przydałby się konkretniejszy czasownik, ale… hmmm.
Nie minęła chwila, a Helena, tak jak jej koleżanka z pracy zaklaskała, drzwi pojawiły się na ścianie za jej plecami.
Nie minęła chwila, a na klaskanie Heleny za jej plecami pojawiły się drzwi.
– Dziękuję – puścił jeszcze
… od kiedy "puścić" jest verbum dicendi?
Albo zostali stworzeni specjalnie do zajmowania tych ról?
Akurat tu "stworzeni" może mieć sens, ale całe zdanie mało zgrabne.

Po przejściu progu przywitało go, tak dziwne w tym miejscu ciepło, aż poczuł namiastkę komfortu.
Za progiem przywitało go ciepło, po raz pierwszy w tym miejscu. Anglicyzmy i "namiastki" (moda jakaś…) tniemy.
przywitał go pracownik tonem, który dość jasno wskazywał na lekkoduszny charakter
To mi nic nie mówi. I nie "lekkoduszny" (?) tylko na przykład "beztroski".
Przyszedł pan na konsultację, mam rozumieć?
Hmm?
Przytaknął głową.
A czym innym?
przysunął się nieco, poprawiając jeszcze pozycję na końcu
? Rozsiadł się wygodnie, proste.
Jak widać przynajmniej tutaj pomyśleli o komforcie.
Prosimy bez reklamy: Jak widać, przynajmniej tutaj pomyśleli o komforcie.
Palcem wskazał na jedną z trzymanych pod ręką kartek.
Wskazał jedną z kartek, ale gdzie on je ma, tego nie wiem. Na biurku?
z czego wiele zna pan już z mitologii, czy wiar
Bez przecinka.
nie wiem, jak to jest możliwe, że te wszystkie światy, bóstwa i inne duperele egzystują jednocześnie
Nie mam czasu na wykłady :P
stworzyć mapę wszystkich religii
Nakreślić mapę, o ile można mówić o mapie czegoś niematerialnego.
po czym oddał się pewnego rodzaju głośnej introspekcji
Znaczy, gadał dalej? To nie można tak?
Grzegorzowi nie przeszkadzało to jednak.
"Jednak" to nie jest dobre słowo do podkreślenia szykiem.
Wrócił do poprzedniej teorii i poczuł, jak zaczynają łączyć się kropki.
? Poczuł, jak kropki zaczynają się łączyć, ale – ?
Nie, może uznać to za nietaktowne. Co cię obchodzi teraz takt, pytaj!
Naturalniej: Nie, może to uznać za nietakt. Co cię teraz obchodzi uprzejmość, pytaj!
przerwał i wcisnął Grzegorzowi w dłonie papier.
Katalog – to jeden kawałek papieru? Może: przerwał Grzegorzowi i wcisnął mu w ręce folder.
od najpopularniejszych, do tych
Tu bez przecinka.
Pierwsze jest niebo, te chrześcijańskie, żeby było jasne, Pustka, ostatnia
TO Niebo: Pierwsze jest Niebo, to chrześcijańskie, żeby było jasne, Pustka ostatnia.
gdzie przy każdej pozycji widniały piękne zdjęcia
Widnieją, prawda ogólna.
o dumnej nazwie “Czysta Kraina”
Czy takiej dumnej…
czy rozbawił go napis, lub jego zdaniem zbyt prosta nazwa.
Konstrukcja: czy…, czy…; ale nie musisz zaznaczać, że zdanie bohatera jest zdaniem bohatera.
Strony zaszeleszczały.
Zaszeleściły. Edytor strony podkreśla…
Te najpopularniejsze znał; “niebo”, “hades”, “walhalla”.
Nazwy własne dużą: Najpopularniejsze nazwy znał: Niebo, Hades, Walhalla.
Im dalej jednak czytał, tym mniej kojarzył, ostatnich pozycji nie potrafił w większości pojąć – nazwy koślawe, a tak zwane zalety co najmniej osobliwe.
Pojmuje się pojęcia, a on po prostu nie wie, o czym czyta: Im dalej jednak czytał, tym mniej kojarzył, ostatnich pozycji już w ogóle. Nazwy koślawe, a tak zwane zalety co najmniej osobliwe.
Tak między nami to słyszałem
Tak między nami, to słyszałem.
Co go to obchodzi z drugiej strony?
Mylący szyk: Z drugiej strony, co go to obchodzi?
działu przydzieleń
Dziwnie to brzmi, takie powtórzenie.
Podzielił się też długopisem z wyściełanymi na swojej powierzchni miniaturami psów i kotów, trochę infantylne, chociaż z drugiej strony pasowało mu do konsultanta.
…? https://wsjp.pl/haslo/podglad/89841/wyscielany Podzielił się też długopisem ozdobionym aksamitnymi nalepkami z pieskami i kotkami, trochę infantylne, chociaż pasowało do osobowości konsultanta.
Papierologia składała się głównie z prawniczego bełkotu, który w normalnych warunkach musnąłby tylko wzrokiem.
To zdanie też nie jest za ładne :P
Piekła/czyśćca
Nazwy własne dużą literą. Wszystkie.
w razie zainteresowania
Zainteresowania czym?
na określony, lub nieokreślony okres czasu
Tu bez przecinka.
zaczął przeciągle
https://wsjp.pl/haslo/podglad/94951/przeciagle ?
Z dostępnych mi informacji
Na podstawie dostępnych mi informacji.
Na kilka chwil zapadła cisza, podczas której jedynym co Grzegorz słyszał, był stukot serca.
Czyli nie cisza: Przez kilka chwil zapadła cisza Grzegorz słyszał tylko stukot własnego serca.
Uciekł wzrokiem do katalogu, druga pozycja.
Hmm.
Lokatorzy bardzo chwalą sobie towarzystwo bogów i herosów.
Bardzo sobie chwalą.
Grzegorz podniósł lekko brew.
Lepiej: Grzegorz nieznacznie uniósł brew.
Nowy dokument wylądował przed rękoma Grzegorza.
Hmmm?
Tym razem przeczytał go uważnie, wyczulony na chociażby najmniejsze nieścisłości.
Wyżej żadnych nieścisłości nie było… po prostu drogi Grzesio nie był gotowy na brak darmowych obiadów :P
działu badań nad ekonomią i rynkiem zaświatów
A czemu ten dział badań jest pisany małą literą?
dopuszczona na drugi koniec Rzeki Styks
Przeprawiamy się na drugą stronę rzeki. Charon nie urządza spływów kajakowych :D
Wpatrywał się w ten jeden punkt z intensywnością adekwatną, co najmniej do spotkania z mordercą własnych rodziców.
??? Wpatrywał się w ten jeden punkt tak intensywnie, jakby papier zamordował mu rodziców.
Ręką sięgnął do kieszeni, chociaż nic w niej nie miał.
Ciach: Sięgnął do kieszeni, pustej.
Uświadomił sobie, że o ile pojawił się tutaj w ubraniach, tak reszta jego rzeczy zniknęła.
Błędna konstrukcja, ale można ją w ogóle wyrzucić: Uświadomił sobie, że, chociaż pojawił się tutaj w ubraniu, to reszta jego rzeczy zniknęła.
Jakim cudem zajmuje to niby drugie miejsce?
Dziwna składnia, chociaż facet jest wzburzony, więc niech tam.
siedzą wszyscy przed tą rzeką?
A nie: nad rzeką?
wbił wzrok w sufit nie ukrywając zamyślenia
A czemu miałby ukrywać? Wbił spojrzenie w sufit, nie ukrywając zamyślenia.
Niektórzy śmiali się, że Charon narzeka na nadmiar ludzi bez monet
Niektórzy się śmiali, że Charon narzeka na nadmiar ludzi bez monet.
Rozgotowany Grzegorz
…? do Piekła jeszcze nie trafił XD
wypluwając przy tym litanię bluzg i umniejszeń
? Litanię bluzgów (chociaż czy litanię można wypluwać?). https://wsjp.pl/haslo/podglad/73546/umniejszac to nie to samo, co "ubliżać".
Zatrzymał się jednak, zachował na tyle trzeźwości.
Tniemy: Powstrzymał się jednak.
Rozsiadł się na fotelu, po wcześniejszym komforcie nie pozostało śladu
Niezbyt zgrabne. Usiadł w fotelu, który przestał już być wygodny.
Ta kraina od wikingów?
Ta kraina Wikingów?
Kto jest wojownikiem, a kto nie, to kwestia subiektywna.
… nie. https://wsjp.pl/haslo/podglad/56929/subiektywny/5162910/byt (Jasne, sprzedawca używanych zaświatów może tak mówić, ale zaznaczam).
Wie pan, momentami strasznie dłuży się tutaj czas.
Naturalniej: Wie pan, tutaj momentami strasznie dłuży się czas.
I myślałeś coś o nietakcie.
"Coś" tylko psuje rytm.
odsunął się w głąb fotela
? Zapadł się w fotel?
bez problemu zostałoby to uznane za wojowniczą śmierć.
"Wojownicza" to może być księżniczka: bez problemu zaliczyłaby panu śmierć wojownika.
Grzegorz wstał od biurka.
Ale nie siedział przy biurku.
Możemy zrobić sobie przerwę?
Możemy sobie zrobić przerwę?
– Nie te! – Krzyknął. Przepraszam, za dużo razy klasnąłem.
– Nie te! – krzyknął – Przepraszam, za dużo razy klasnąłem.
nie myślał nawet by liczyć ile razy
Grzegorz nawet nie próbował liczyć, ile razy.
Usiadł na ławce, która razem z dozownikiem wody, jako jedyne wystrajały długi korytarz.
Nie po polsku: Usiadł na ławce, która, wraz z dozownikiem wody, stanowiła jedyne wyposażenie długiego korytarza.
Głową oparł się o ścianę, spojrzał na sufit, gdzie jedna z żarówek świeciła słabiej, niż reszta.
Głowę oparł o ścianę, spojrzał na sufit, na żarówkę świecącą słabiej od reszty.
Dozownik zabulgotał. Spojrzał na niego
Nie jest jasne, czy Grzegorz patrzy na dozownik (to się na pewno tak nazywa?) czy dozownik na Grzegorza.
bardziej ściśniętą od góry
?
Na tę myśl chwycił się nadgarstka
Chwycił się za nadgarstek, w miejsce…
Od chwili gdy was zostawił
Od chwili, gdy was zostawił.
Dałeś jej miotać sobą wedle uznania
Krócej i intensywniej: Dałeś jej sobą miotać.
Krzyk kilkukrotnie odbił się od ścian i rozniósł echem po korytarzu.
Echo to właśnie odbijanie się od ścian.
Poczuł, jak wzbiera się w nim gniew, warzy, gotuje.
Krzyk poczuł? Gniew może wzbierać (bez "się"!), ale warzyć?
woda wylewa się na ziemię, tworząc przy tym taflę, taflę, w której odbiciu widzi własną twarz.
Woda rozlewa się w taflę, w której Grzegorz widzi odbicie własnej twarzy.
Śluz utrudnił mu oddech
? Można utrudnić oddychanie, ale nie oddech.
oczy zaszkliły, a po chwili zapłakały
Oczy się zaszkliły, ale on tego nie widzi, bo to jego oczy. I to Grzegorz płacze, a nie jego oczy.
pulsujące łupanie nie było więc wielkim dodatkiem
?
Spostrzegł, że ten dojmujący wcześniej zapach stęchlizny i mróz zniknęły, zakryły je inne rzeczy.
Czy w takim stanie emocjonalnym zwraca się uwagę na zapachy? Jeszcze z zatkanym nosem?
sięgnął w stronę katalogu
Sięgnął po katalog.
Na dole strony znalazł coś, co wyjątkowo przykuło jego uwagę.
"Wyjątkowo" to nie to samo, co "bardzo" – zresztą jeśli uwaga (powtórzenie!) jest przykuta, to już mocniej się nie da: Linijka u dołu strony przykuła jego uwagę.
Tak przynajmniej to zinterpretował.
Hmm.
Miejsce, gdzie dusza ulega anihilacji.
Teologicznie wątpliwe :P
które w tej chwili sprawiało mu wrażenie kojącej melodii
Tu naprawdę nie może być "mu".
otworzył tylko ostatnią stronę katalogu, odwrócił
Otworzył tylko katalog na ostatniej stronie.
interesującą pozycję
Interesującą go pozycję. Bo to konkretna pozycja.
Chociaż Grzegorz tego nie okazywał, to widok przysporzył mu nie lada satysfakcji.
Hmmm.
szybko przegrał pojedynek spojrzeń.
To spróbował – czy spojrzał?
– Jest pan, absolutnie, pewny?
Dlaczego to jest wtrącenie?
przewracając przy tym stosy papierów
"Przy tym" zbędne, imiesłów już oddaje jednoczesność.
Pomyślał, że zwykle budziła w nim obrzydzenie i grozę, teraz jednak nie czuł nic takiego, nawet mu się podobała.
…?
Waldemar postawił dokument przed Grzegorzem. Długopis zawiesił w powietrzu, tak, że ten nie mógł go dosięgnąć.
Postawić dokument można tylko dzięki sztuce origami: Waldemar położył przed Grzegorzem dokument. Długopis zawiesił w powietrzu, tak, żeby petent nie mógł go dosięgnąć.
Pisadło opadło na kartkę zostawiając przy tym czarny kleks, zbliżyło się do linii podpisu.
Rym. Końcówka dotknęła kartki, zostawiła czarny kleks, a potem przesunęła się ku miejscu na podpis.
Ostatni raz spojrzał na Waldemara i malujące się na jego twarzy zwątpienie.
Czemu nikt nie pisze "po raz ostatni"?
Nawiązali kontakt wzrokowy, nic nie mówili.
Mało naturalne.
kim jest personel tego biura
Jak wyżej.
ale przecież nie miało to sensu
Szyk: ale to przecież nie miało sensu.

Dobra, grupa wsparcia na pewno by się przydała… bo Grzegorz zdecydowanie ma problem. Ale w sumie nie wiemy jaki – możemy się tylko domyślać, że popełnił samobójstwo za pomocą samochodu (chyba…), może też kogoś zabił przy okazji (albo i wcześniej), i nie bez powodu. A może po prostu jest wygodnicki. Po prostu nic konkretnego o Grzegorzu nie wiem. To, że jest ateistą, to też niewiele.
Tytuł obiecywał fajną satyrę. Szkoda, że to nie wyszło… Bo w sumie nie wiem, o co chodzi w tekście – że świat jest be? Że nie ma darmowych obiadów? Że jak masz doła, to nikogo to nie obchodzi?
Język cokolwiek niezręczny, choć rokujący. Widzę, że częściowo został już poprawiony, dobrze. Rób tak dalej.

Z początku spodziewałem się, że przez całą opowieść będziesz prowadzić nas przez humorystyczną wizję biurokratycznych zaświatów, w których bohater błąka się od okienka do okienka, znajdując kolejne kruczki prawne i popadając w coraz większe wątpliwości.
Właśnie, ja tak samo.
Interesująca koncepcja, że jako ateista wybieramy sobie dokąd trafimy po śmierci
Pratchett.
Miałem wrażenie, że jako czytelnikowi było mi coś sugerowane ale nie miałem pojęcia co.
Kości chrupią przy mocnym skręceniu – ale on sobie nie wykręca rąk, tylko tak mocno zaciska, co może coś oznaczać.
Przyznam, że nie rozumiem motywacji bohatera do wybrania Pustki.
Za inne opcje trzeba było płacić… pokutą, obolem.
Stąd wybór i zakończenie wydaje się trochę arbitrarnie “bo tak” raczej niż uzasadnione tym, co wiemy o bohaterze
Tak, tylko niewiele o nim wiemy.
Rozumiem, że chodziło o chłodne powietrze ale bryza implikuje rodzaj wiatru.
Nie implikuje, tylko nim jest. Ale może mają taką dobrą klimatyzację ;)
Nacisnął klamkę? Pociągnąć można uchwyt albo gałkę.
Racja.
Ułożone by były, gdyby leżały na boku. Jeśli stoją, to są ustawione. Lub zorganizowane. Przykre twarze – z kontekstu wynika, że byli smutni. Przykre jest coś dla kogoś
Tak.
Zastanowiłbym się nad zamianą dozownika na dystrybutor.
Można by, chociaż naprawdę nie wiem, jak to się nazywa.
przecież to fikcja, miało być śmiesznie, więc zostaje nam Niebo, podziemia greckie i skandynawskie.
Chyba nie miało być śmiesznie… ale ograniczenie wymienionych (bo nie wszystkich) opcji do tych znajomych czytelnikowi ma sens.
Psychopata trafiłby do Tartaru i tam wiecznie cierpiał.
Nie, Grecy nie znali w zasadzie koncepcji grzechu. Z tego, co pamiętam, na Pola Elizejskie trafiało się za zasługi, trzeba było być sławnym – po Hadesie po prostu się błąkali zwykli szaraczkowie. Ale jest też idea platońska, a i Plotyn miał swoją eschatologię, tak, że opcje greckie są :)
Nie umniejszaj sobie
Skąd się wzięła ta konstrukcja, ostatnio ją widuję, a nie ma zupełnie sensu. Co Wy sobie umniejszacie? O co chodzi?
to pewnie nieco bardziej rozciągnxłbym zakończenie
Nie, nie dzieje się za szybko, ale jakoś za kulisami. To nie zakończenia brakuje, tylko uzasadnienia decyzji.
z resztą wiar nie będzie już tak dobrze i czytelnicy mogą się zgubić
Tak, mogliby.
zakładamy, że czytelnik jest na poziomie Disney+
A kto to zakłada?

od zawsze mnie uczono, że nazwy religii zapisujemy wielką literą, cóż, chyba muszę zaktualizować swoją wiedzę.
Nazwy religii zapisujemy małą literą – ale nazwy własne (bóstw, krain mitycznych) dużą: https://sjp.pwn.pl/zasady/18-a-wielk%C4%85-liter%C4%85-piszemy;629375.html https://sjp.pwn.pl/zasady/20-u%C5%BCycie-ma%C5%82ej-litery;629421.html
uwypuklić to, że bohater jest mordercą
A przynajmniej popełnił coś, co uważa za niewybaczalne.
To dobry efekt – zaczynamy śmiesznie, kończymy w zadumie. Tylko trzeba go uwypuklić.
Czy aż tak śmiesznie…
Jedno “Morderco” może znaczyć wszystko
Wszystko i jeszcze więcej. Bo może naprawdę nikogo nie zabił ani nie przyłożył ręki do niczyjej śmierci, tylko czuje się winny, chociażby, cudzej autodestrukcji, jak Grubas z VALIS.
Nie przekonuje mnie tez postawa osoby posmiertnej. Więcej optymizmu!:).

Nowe zdanie rozpoczynamy wielką literą.
I jest to reguła nadrzędna nad tą, która nakazuje pisanie zaimków osobowych małą. Tak, reguły istnieją w hierarchii.
