Nie chciałxm dawać więcej tagów, bo pewnie byłby to wtedy spoiler do opowiadania.
Miłego czytania.
Nie chciałxm dawać więcej tagów, bo pewnie byłby to wtedy spoiler do opowiadania.
Miłego czytania.
Po śmierci nastała ciemność. Następnie rozniecił się biały płomień, rósł i jaśniał, aż w końcu zaczął kłuć jego spojówki.
Grzegorz z początku nie wiedział co się dzieje. Otworzył oczy, przywitał go zapach stęchlizny i świeżo zadrukowanego papieru. Mrugnął kilka razy, bo mroczki przed jego oczami były wyjątkowo uparte.
Dotknął ręki, dotknął brzucha, nie mógł się przy tym nadziwić. Czyli jednak jest coś jeszcze.
Chrząknięcie zwróciło jego uwagę. Wtem spostrzegł gdzie i z kim się znajduje – szare, jak cement pomieszczenie mieściło w sobie pojedyncze biurko i dwa drewniane krzesła. Do bólu przypominało urząd, zauważył. Kobieta siedziała za biurkiem, lustrowała i ponaglała go, jakby liczyła się dla niej każda sekunda.
– Pan podejdzie i usiądzie.
Otworzył usta, chciał coś powiedzieć, ale nic z siebie nie wydusił.
– Podpisze to Pan – mówiąc przysunęła mu dokument i podała długopis.
– Co to?
– Pan przeczyta, a nie mnie pyta.
Przyjrzał się arkuszowi – imię, nazwisko, wiek… wiara? Przełknięta ślina wydała się głośniejsza, niż zwykle.
– Ja jestem… ateistą.
Kręgosłup mu zesztywniał, pomyślał o konsekwencjach, które może nieść ta odpowiedź. Kobieta nachyliła się i spojrzała na niego znad okularów.
– Czyli Pan z tych. – Zabrała dokument i otaksowała go wzrokiem. – Niech Pan się uda do działu porad w sprawie rzeczywistości pośmiertnych, mają tam takie fajne broszurki, wszystko Panu wyjaśnią. – Wzrokiem uciekła w stronę zegara. – Niech Pan wróci za trzy, albo cztery godziny, gdy już się zdecyduje.
– Na co mam się zdecydować?
– Na to, gdzie spędzi Pan resztę wieczności. A teraz przepraszam, ale zaczyna się moja przerwa.
Kobieta klasnęła dwa razy. Nagle para drzwi pojawiła się na jednej ze ścian i otworzyła ze zgrzytem. Dopiero teraz spostrzegł, że pomieszczeniu brakowało wcześniej drzwi, okien, czy jakiegokolwiek naturalnego źródła światła.
– Lewo, potem prawo i znajdzie Pan dział porad w sprawie wyboru rzeczywistości pośmiertnych. – Znów klasnęła, pięć razy. Kobieta zniknęła nie pozostawiając po sobie żadnego śladu.
Przypomniał sobie, jak za dzieciaka oglądał w cyrku występy magików, tam ludzie też znikali na klaśnięcie dłoni. Tutaj jednak nie miał do czynienia z iluzją.
Chwilę mu zajęło przetrawienie sytuacji. Nie zostanie potępiony? Może wybrać, gdzie chce spędzić pośmiertne życie? Najpierw się uśmiechnął, po chwili wrócił jednak do mętliku myśli; każde pytanie generowało kolejne, a odpowiedzi nie miał prawie żadnych.
A przecież, miał tutaj wrócić za trzy godziny.
Teraz, gdy pozostał sam, atmosfera zdała się nabrać na masie, wilgoć zaczęła wzbierać się na jego czole.
Poczuł, jak bardzo to miejsce go nie chce.
***
Za drzwiami przywitała go chłodna bryza i brzęk jarzeniówek. Korytarz nie prezentował się lepiej od biura, raczej stonowany, jedynie momentami urozmaicony kwiatkiem lub dozownikiem wody. Wyobraził sobie szpitalny korytarz, gdzie wystarczyłoby tylko dotknąć podłogi, a mróz dźgnąłby jego nerwy.
Szedł przed siebie, nie bronił się przy tym przed natrętnymi myślami; jeszcze chwilę temu uciekał z domu, był przekonany, że nic więcej go nie czeka. Ile to wszystko jest teraz warte? Zacisnął dłoń, przy czym ta chrupnęła. Zaczął rozglądać się po korytarzu, który zdawał ciągnąć się w nieskończoność. Chciał się jakoś wyładować, szkoda tylko, że nie miał jak.
Minął kilka osób. Z początku podbiegał, próbował rozmawiać, żadna nie była jednak skora do dialogu, zbywali go półsłówkami, lub w ogóle nie reagowali. Przestał więc pytać, zamiast tego przeklinał każdego w myślach, nie szczędząc przy tym obelg. Jego chód stał się przez to bardziej spięty, mechaniczny i nerwowy.
W końcu trafił na ścianę. Złapał się za kark, rozejrzał bezradnie, nie było niczego, co mogłoby mu pomóc.
Cofnął się więc, pierwsze co znalazł to “Grupa wsparcia dla ateistów i ludzi w kryzysie wiary”. Kaszlnął, aż flegma stanęła mu w gardle. Przełamanie się zajęło chwilę, ale w końcu zapukał i delikatnie pociągnął klamkę.
Grupa ludzi siedziała na ułożonych w kręgu krzesłach, mieli w większości przykre twarze, chociaż znalazło się też paru szczęśliwszych. Jeden z nich – mężczyzna w podeszłym wieku – krył oczy w chusteczce, łkał, osoba obok trzymała rękę na ramieniu starca.
Wszyscy momentalnie odwrócili się w stronę Grzegorza.
– Dzień dobry – zaczął niezgrabnie. – Wiecie może, gdzie znajdę dział porad o życiu pośmiertnym, czy jakoś tak?
– Niech Pan idzie w lewo i przy pierwszym zakręcie skręci znowu w lewo – odrzekł ktoś z grupy.
Podziękował i już chylił się ku wyjściu.
– Nie chciałby Pan do nas dołączyć?
Chwycił dłonią za nadgarstek, jakby ten go zapiekł.
– Raczej nie.
Trzasnął drzwiami nie czekając na odpowiedź.
***
Przed wejściem trzy razy upewnił się, że stoi przed odpowiednimi drzwiami. Mimo to nie mógł powstrzymać się od zaciskania dłoni do stopnia, gdzie paznokieć wbijał mu się w skórę.
Drzwi zaskrzypiały. Pokój, który zobaczył nie różnił się niczym od tego, w którym pojawił się tutaj po raz pierwszy.
– Dzień dobry, w czym mogę służyć? – przywitała go pracownica. Ton, którym wypowiedziała formułkę skojarzył mu się z nakręcaną zabawką.
Kim jest personel tego miejsca? Pomyślał. Utkwił w kobiecie wzrok – tak, że można by to uznać za niestosowne – i spróbował znaleźć cokolwiek, wskazującego na jej możliwie nieludzkie pochodzenie. Nie znalazł jednak nic poza plakietką z napisem “Helena”.
– Przepraszam? – dodała po chwili.
– A tak, przepraszam. Przyszedłem na konsultację o wybieraniu zaświatów, czy jakoś tak.
– Dobrze. – Przejechała wzrokiem po znajdujących się na biurku papierach. – Obecnie wolny jest Pan Waldemar Gowin, pokój numer siedem.
Nie minęła chwila, a Helena, tak jak jej koleżanka z pracy zaklaskała, drzwi pojawiły się na ścianie za jej plecami.
– Dziękuję – puścił jeszcze gdy mijał kobietę.
Nie odpowiedziała.
Czy pracownicy to dusze, które wybierały za długo? Albo zostali stworzeni specjalnie do zajmowania tych ról?
Po przejściu progu przywitało go, tak dziwne w tym miejscu ciepło, aż poczuł namiastkę komfortu.
– Dzień dobry – przywitał go pracownik tonem, który dość jasno wskazywał na lekkoduszny charakter. – Przyszedł Pan na konsultację, mam rozumieć? Proszę usiąść.
Przytaknął głową. Odsunął fotel, usiadł i przysunął się nieco, poprawiając jeszcze pozycję na końcu. Jak widać przynajmniej tutaj pomyśleli o komforcie.
– A więc nie wie Pan, które zaświaty wybrać. Spokojna głowa, zapewniam, że nie mógł Pan lepiej trafić.
– Cieszę się.
– Zacznijmy może od tego; jest Pan ateistą, tak? Mam tutaj tak zapisane. – Palcem wskazał na jedną z trzymanych pod ręką kartek. – Ateiści zwykle mają sporo pytań, nic dziwnego w sumie. Ogarnijmy to bez owijania w bawełnę, bo pewnie to Pana najbardziej interesuje; mamy wiele rzeczywistości pośmiertnych, z czego wiele zna Pan pewnie już z mitologii, czy wiar. Od razu dodam, nie, nie wiem, jak to jest możliwe, że te wszystkie światy, bóstwa i inne duperele egzystują jednocześnie. Ponoć ludziom z działu badań nad teologią uniwersalną coś udało się ustalić, ale nie wiem, czy to prawda. Z nimi nigdy nie wiadomo. Ostatnio próbowali stworzyć mapę wszystkich religii, ale z tego co widziałem, to zatrzymali się gdzieś na Buddyzmie. Nie wiem, dziwni ludzie. Chociaż, oczywiście nie wszyscy. Ostatnio byłem odwiedzić kumpla z tego działu, i muszę powiedzieć, że…
Waldemar stracił wątek, po czym oddał się pewnego rodzaju głośnej introspekcji. Grzegorzowi nie przeszkadzało to jednak. “Ludziom z działu badań…”, “ludziom”. Zmarszczył brew. Wrócił do poprzedniej teorii i poczuł, jak zaczynają łączyć się kropki.
Zapyta go. Nie, może uznać to za nietaktowne. Co cię obchodzi teraz takt, pytaj!
– Przepraszam, mam jedno pytanie.
Waldemar zamarł na chwilę.
– Niech Pan mi wybaczy, proszę, czasami gadam za dużo.
– Jasne. Mam takie pytanie…
– Ma Pan tutaj katalog – Przerwał i wcisnął Grzegorzowi w dłonie papier. – Pozycje są ustawione od najpopularniejszych, do tych, których prawie nikt nie wybiera. Pierwsze jest Niebo, te Chrześcijańskie żeby było jasne, Pustka, ostatnia. Wszystko jak zwykle.
Katalog przypominał bardziej menu jakiejś restauracji, gdzie przy każdej pozycji widniały piękne zdjęcia, szczegółowe opisy i wypunktowane zalety. Jego uwagę szczególnie przykuł napis “polecane przez emerytów”, przy świecie o dumnej nazwie “Czysta Kraina”. Parsknął odruchowo, chociaż nie wiedział, czy rozbawił go napis, lub jego zdaniem zbyt prosta nazwa.
Strony zaszeleszczały. Te najpopularniejsze znał; “Niebo”, “Hades”, “Walhalla”. Im dalej jednak czytał, tym mniej kojarzył, ostatnich pozycji nie potrafił w większości pojąć – nazwy koślawe, a tak zwane zalety co najmniej osobliwe.
– Najlepsze chyba będzie niebo, dobrze myślę?
– Ach tak, niebo, naprawdę dobra pozycja. Jak Pan pewnie przeczytał, mają tam naprawdę dobrą służbę zdrowia. Tak między nami to słyszałem, że Archanioł Gabriel robi w tę niedzielę grilla dla nowozbawionych.
– Brzmi dobrze.
– Mam więc rozumieć, że decyduje się Pan na tę pozycję?
Grzegorz zatrzymał się. Nadal nie dowiedział się, kim jest obsługa tego miejsca. Co go to obchodzi z drugiej strony? I tak nie będzie to miało znaczenia, bo jeśli coś wyniósł z wszystkich katechez, to że nie ma lepszego miejsca niż niebo.
– chyba tak… tak, decyduję się na niebo.
– Świetnie! Naprawdę dobry wybór. Podpiszę Pan trochę dokumentów i może wracać do działu przydzieleń.
Waldemar ekspresowo wyciągnął parę papierków, pomachał nimi i wręczył Grzegorzowi. Podzielił się też długopisem z wyściełanymi na swojej powierzchni miniaturami psów i kotów, trochę infantylne, chociaż z drugiej strony pasowało mu do konsultanta.
Papierologia składała się głównie z prawniczego bełkotu, który w normalnych warunkach musnąłby tylko wzrokiem.
Podpisując to oświadczam, iż jestem świadom, że moja dusza może zostać zesłana do Piekła/czyśćca (w razie zainteresowania proszę udać się do działu Badań nad teologią uniwersalną) na określony, lub nieokreślony okres czasu, w ramach tzw “pokuty” i odbyć w tym miejscu fizyczne/psychiczne tortury (w razie zainteresowania zalecamy tak jak poprzednio, udać się do działu Badań nad teologią uniwersalną).
***
– Jak to mogę trafić do piekła?!
– No – zaczął przeciągle Waldemar. – Widzi Pan, odpowiadamy za wysyłanie dusz do odpowiednich zaświatów, ale to nie od nas zależy, co władcy tamtych światów zrobią z nimi.
– I nie pomyślałeś, żeby powiedzieć mi o tym wcześniej?! Jeszcze trochę i bym to podpisał.
– Proszę Pana, zapewniam, że nie ma się co stresować. Z dostępnych mi informacji mogę poświadczyć, że dostanie się do nieba jest naprawdę proste, a poprzeczka jest wyjątkowo niska. Bycie ateistą też nie przekreśla Pańskich szans, jeśli o to chodzi.
– A jeśli się nie dostanę, to co? Będę się smażył w piekle?
– Jeśli tak bardzo to Pana martwi, to możemy zastanowić się też nad innymi opcjami.
Na kilka chwil zapadła cisza, podczas której jedynym co Grzegorz słyszał, był stukot serca. Uciekł wzrokiem do katalogu, druga pozycja.
– Może Hades?
– Dobry wybór. Lokatorzy bardzo chwalą sobie towarzystwo Bogów i herosów.
Grzegorz podniósł lekko brew.
– Dawaj ten papier.
– Dobrze, dobrze.
Nowy dokument wylądował przed rękoma Grzegorza. Tym razem przeczytał go uważnie, wyczulony na chociażby najmniejsze nieścisłości.
Podpisując to oświadczam, iż jestem świadom, że w wypadku nieposiadania przeze mnie środków o minimalnej wartości jednego obola (w razie zainteresowania obecnymi kursami antycznych walut, zalecamy zgłosić się do działu badań nad ekonomią i rynkiem zaświatów), moja dusza może nie zostać dopuszczona na drugi koniec Rzeki Styks™.
Wpatrywał się w ten jeden punkt z intensywnością adekwatną, co najmniej do spotkania z mordercą własnych rodziców.
Ręką sięgnął do kieszeni, chociaż nic w niej nie miał. Uświadomił sobie, że o ile pojawił się tutaj w ubraniach, tak reszta jego rzeczy zniknęła.
– Nie mam przy sobie pieniędzy.
– To faktycznie może utrudnić sytuację.
– Nie dacie mi tego obola, czy innej monety?
– Proszę Pana, biura nie stać na takie wydatki.
– Co? Jakim cudem zajmuje to niby drugie miejsce? Mój portfel i telefon zniknęły, więc zakładam, że z tymi ludźmi było podobnie. Co z nimi, siedzą wszyscy przed tą rzeką?
Waldemar nie odpowiedział, wbił wzrok w sufit nie ukrywając zamyślenia.
– Wie Pan, w sumie to jakoś nigdy o tym wcześniej nie pomyślałem. Niektórzy śmiali się, że Charon narzeka na nadmiar ludzi bez monet, ale myślałem, że to tylko żarty…
Rozgotowany Grzegorz już otwierał usta. Oczami wyobraźni zobaczył, jak opierając się o blat krzyczy, drze się na konsultanta, wypluwając przy tym litanię bluzg i umniejszeń. Zatrzymał się jednak, zachował na tyle trzeźwości. Raz, dwa, trzy… policzył wdechy. Rozsiadł się na fotelu, po wcześniejszym komforcie nie pozostało śladu.
– Co by konsultant jeszcze polecił? – zapytał stłumionym głosem.
– Co Pan powie na Walhallę?
– Ta kraina od wikingów?
– W rzeczy samej. Dusze bardzo chwalą sobie uczty grillowe i regenerację ran.
– Czy tam czasami nie trafiali tylko wojownicy?
– Kto jest wojownikiem, a kto nie to kwestia subiektywna. Zwłaszcza teraz, który macie tam teraz wiek? Dwudziesty drugi?
– Dwudziesty pierwszy.
– O, ciekawie. Wie Pan, momentami strasznie dłuży się tutaj czas.
– Możemy wrócić do tematu?
– Oczywiście. To jak Pan umarł?
I myślałeś coś o nietakcie.
Grzegorz odsunął się w głąb fotela i napiął mięśnie. Wzrok wbił w podłogę.
Ciemno, noc. Jechał przez las, krople deszczu rozbijały się o karoserię. Lampy oświetliły nacierając na niego figurę. Klakson. Mokry ślizg, trzask i łomot.
– …Wypadek samochodowy.
– Myślę, że gdyby zagadać do dobrej walkirii, bez problemu zostałoby to uznane za wojowniczą śmierć.
– A jeśli nie?
– Cóż, są też inne…
Grzegorz wstał od biurka.
– Możemy zrobić sobie przerwę?
– Oczywiście, nie ma problemu.
– Niech Pan otworzy wyjście.
– Już się robi.
Waldemar klasnął kilka razy, pojawiły się drzwi.
– Nie te! – Krzyknął. Przepraszam, za dużo razy klasnąłem.
Klasnął znowu, Grzegorz nie myślał nawet by liczyć ile razy. W końcu wyszedł na korytarz, gdzie chłód przywitał go jak stary przyjaciel.
***
Usiadł na ławce, która razem z dozownikiem wody, jako jedyne wystrajały długi korytarz. Głową oparł się o ścianę, spojrzał na sufit, gdzie jedna z żarówek świeciła słabiej, niż reszta.
Widzisz? Nigdzie nie znajdziesz spokoju.
– Nie – szepnął pod nosem.
Dozownik zabulgotał. Spojrzał na niego, na swoje odbicie w powierzchni wody, twarz miał zniekształconą – szerszą po bokach, ale bardziej ściśniętą od góry.
Wszyscy mówili, że wygląda jak ona. Jak dwie krople wody. Na tę myśl chwycił się nadgarstka, gdzie jeszcze kilka godzin temu jej pomalowane, sztuczne pazury wbiły mu się pod skórę.
Nigdy od niej nie uciekniesz, ani tu, ani tam.
– Cicho.
Od chwili gdy was zostawił, nie zrobiłeś nic. Dałeś jej miotać sobą wedle uznania, i co teraz? Morderco.
– CICHO!
Krzyk kilkukrotnie odbił się od ścian i rozniósł echem po korytarzu. Poczuł, jak wzbiera się w nim gniew, warzy, gotuje. Dłoń zacisnął na dozowniku, chciał go złapać, szarpnąć, rzucić nim. Wyobraził sobie, jak maszyna uderza z impetem o ścianę, metal łomocze, a woda wylewa się na ziemię, tworząc przy tym taflę, taflę, w której odbiciu widzi własną twarz.
Zasługujesz na piekło.
Śluz utrudnił mu oddech, oczy zaszkliły, a po chwili zapłakały. Płakał tak Bóg wie ile, nikt nie przyszedł.
Złapał się za skroń, nos dalej miał zatkany, ledwo widział, pulsujące łupanie nie było więc wielkim dodatkiem. Spostrzegł, że ten dojmujący wcześniej zapach stęchlizny i mróz zniknęły, zakryły je inne rzeczy. Jeszcze bardziej nie chciał patrzeć na swoją twarz, wyobrażał sobie, jak żałośnie teraz wygląda, chociaż po chwili namysłu przypominał sobie, że przecież zawsze tak wyglądał – żałośnie. Skulił się, niechętnie sięgnął w stronę katalogu.
Przewracał kartki. Otworzył ostatnie strony, zatytułowane “Metody alternatywne”.
Chcesz spróbować jeszcze raz?
37 Sposobów na reinkarnację!
Pomyślał, że w normalnych warunkach poświęciłby haśle więcej uwagi.
Na samym dole strony znalazł coś, co wyjątkowo przykuło jego uwagę. Umieszczona na samym końcu, pozbawiona jakichkolwiek zdjęć, pięknych opisów, wciśnięta w najciemniejszy kąt, byle tylko nikt na nią nie wpadł. Tak przynajmniej to zinterpretował.
Absolutna Pustka.
Przeczytał opis. Krótki, jedno zdanie. Miejsce, gdzie dusza ulega anihilacji.
To jedyne wyjście.
Nic nie powiedział, ani nie pomyślał, wsłuchał się tylko w brzęczenie jarzeniówek, które w tej chwili sprawiało mu wrażenie kojącej melodii.
– Wiem.
Kości kliknęły, wstał z ławki, w ręku dalej trzymał katalog. Wiedział już, gdzie jego miejsce.
***
– Wrócił Pan. – Zauważył Waldemar, gdy Grzegorz przekroczył próg pokoju.
– Tak, potrzebowałem chwili.
– Rozumiem. Możemy wracać do konsultacji? Znalazłem coś, co może się Panu spodobać.
Grzegorz nie odezwał się, otworzył tylko ostatnią stronę katalogu, odwrócił i wskazał palcem interesującą pozycję.
– Wybieram to.
Waldemar nachylił się nad kartą, Zmrużył oczy, jakby chciał się upewnić, czy dobrze widzi.
– Pustka? – zapytał cicho.
Konsultant pobladł. Chociaż Grzegorz tego nie okazywał, to widok przysporzył mu nie lada satysfakcji.
– Jest Pan pewien? Możemy przejrzeć jeszcze inne opcje, nie ma co się śpieszyć.
– Jestem pewien. Proszę tego nie przeciągać i dać mi papiery, wszystko podpiszę.
Waldemar zamilkł. Spróbował zerknąć Grzegorzowi w oczy, ale szybko przegrał pojedynek spojrzeń.
– Jest Pan, absolutnie, pewny?
– Tak.
Cisza powróciła po raz kolejny. Miał nadzieję, że ostatni. Waldemar sięgnął do szafy i zaczął w niej grzebać, przewracając przy tym stosy papierów.
Grzegorz stukał nogą w podłogę. Raz, dwa, trzy, trzy, dwa, jeden – melodia, której nauczył go ojciec przed swoim odejściem. Pomyślał, że zwykle budziła w nim obrzydzenie i grozę, teraz jednak nie czuł nic takiego, nawet mu się podobała.
Waldemar postawił dokument przed Grzegorzem. Długopis zawiesił w powietrzu, tak, że ten nie mógł go dosięgnąć.
– Naprawdę Pan tego chce? Mamy tutaj grupę wsparcia dla ludzi w podobnej sytuacji.
– To jedyne wyjście.
Wstał z krzesła i sięgnął po długopis. Pisadło opadło na kartkę zostawiając przy tym czarny kleks, zbliżyło się do linii podpisu.
Podpisując to oświadczam, iż jestem świadom, że wybrana przeze mnie opcja polega na całkowitym i nieodwracalnym zniszczeniu mojej duszy, wspomnień oraz osobowości.
Grzegorz Tasarczyk
Podpisał. Zwinął papier i w ciszy zbliżył się do drzwi. Ostatni raz spojrzał na Waldemara i malujące się na jego twarzy zwątpienie. Nawiązali kontakt wzrokowy, nic nie mówili.
W końcu nie dowiedział się, kim jest personel tego biura.
Otworzył usta, chciał powiedzieć “do widzenia”, ale przecież nie miało to sensu.
– Żegnam.
– Z poważaniem.
Drzwi zaskrzypiały, wyszedł na korytarz. Dział przydziału. Prawo, potem lewo.
Witaj. :)
Z technikaliów wpadły mi w oko przy czytaniu następujące fragmenty (te sugestie i wątpliwości – zawsze tylko do przemyślenia):
Grzegorz z początku nie wiedział (przecinek?) co się dzieje.
Wtem spostrzegł (i tu?) gdzie i z kim się znajduje – szare, jak cement pomieszczenie mieściło w sobie pojedyncze biurko i dwa drewniane krzesła.
– Podpisze to Pan – mówiąc przysunęła mu dokument i podała długopis. – czemu wielką literą (dalej jest więcej takich przykładów)?
Kobieta zniknęła nie pozostawiając po sobie żadnego śladu. Przypomniał sobie, jak za dzieciaka oglądał w cyrku występy magików, tam ludzie też znikali na klaśnięcie dłoni. – powtórzenie?
Najpierw się uśmiechnął, po chwili wrócił jednak do mętliku myśli; każde pytanie generowało kolejne, a odpowiedzi nie miał prawie żadnych. A przecież, miał tutaj wrócić za trzy godziny. – i tu?
A przecież, miał tutaj wrócić za trzy godziny. – zbędny przecinek?
Zaczął rozglądać się po korytarzu, który zdawał ciągnąć się w nieskończoność. Chciał się jakoś wyładować, szkoda tylko, że nie miał jak. – powtórzenia?
Z początku podbiegał, próbował rozmawiać, żadna nie była jednak skora do dialogu, zbywali go półsłówkami, lub w ogóle nie reagowali. – czy ta (oraz inne, np.: Po przejściu progu przywitało go, tak dziwne w tym miejscu ciepło, aż poczuł namiastkę komfortu; Jak Pan pewnie przeczytał, mają tam naprawdę dobrą służbę zdrowia; Umieszczona na samym końcu, pozbawiona jakichkolwiek zdjęć, pięknych opisów, wciśnięta w najciemniejszy kąt, byle tylko nikt na nią nie wpadł) aliteracja jest celowa?
Trzasnął drzwiami nie czekając na odpowiedź. Przed wejściem trzy razy upewnił się, że stoi przed odpowiednimi drzwiami. Mimo to nie mógł powstrzymać się od zaciskania dłoni do stopnia, gdzie paznokieć wbijał mu się w skórę. Drzwi zaskrzypiały. – powtórzenia?
Pokój, który zobaczył (przecinek?) nie różnił się niczym od tego, w którym pojawił się tutaj po raz pierwszy. – powtórzenie?
Ton, którym wypowiedziała formułkę (przecinek?) skojarzył mu się z nakręcaną zabawką.
Kim jest personel tego miejsca? Pomyślał. – błędny zapis myśli?
– Dziękuję – puścił jeszcze (przecinek?) gdy mijał kobietę.
Ogarnijmy to bez owijania w bawełnę, bo pewnie to Pana najbardziej interesuje; mamy wiele rzeczywistości pośmiertnych, z czego wiele zna Pan pewnie już z mitologii, czy wiar. Od razu dodam, nie, nie wiem, jak to jest możliwe, że te wszystkie światy, bóstwa i inne duperele egzystują jednocześnie. Ponoć ludziom z działu badań nad teologią uniwersalną coś udało się ustalić, ale nie wiem, czy to prawda. Z nimi nigdy nie wiadomo. Ostatnio próbowali stworzyć mapę wszystkich religii, ale z tego co widziałem, to zatrzymali się gdzieś na Buddyzmie. Nie wiem, dziwni ludzie. Chociaż, oczywiście nie wszyscy. Ostatnio byłem odwiedzić kumpla z tego działu, i muszę powiedzieć, że… – powtórzenia?
Ostatnio próbowali stworzyć mapę wszystkich religii, ale z tego (przecinek?) co widziałem, to zatrzymali się gdzieś na Buddyzmie. – ortograficzny? – czemu wielką literą?
Chociaż, oczywiście (przecinek?) nie wszyscy.
Ostatnio byłem odwiedzić kumpla z tego działu, i muszę powiedzieć, że… – zbędny przecinek?
– Ma Pan tutaj katalog – Przerwał i wcisnął Grzegorzowi w dłonie papier. – Pozycje są ustawione od najpopularniejszych, do tych, których prawie nikt nie wybiera. Pierwsze jest Niebo, te Chrześcijańskie żeby było jasne, Pustka, ostatnia. – błędny zapis dialogu?
Pierwsze jest Niebo, te Chrześcijańskie (przecinek?) żeby było jasne, Pustka, ostatnia. – hmm, gramatyczny rażący?
Przy tak różnorodnym zapisie, w tym samym katalogu i – tego samego słowa, oznaczającego to samo, są to błędy ortograficzne i zarazem rzeczowe; w sumie jest ich siedem, np.:
Pierwsze jest Niebo, te Chrześcijańskie żeby było jasne, Pustka, ostatnia.
– Najlepsze chyba będzie niebo, dobrze myślę?
– Ach tak, niebo, naprawdę dobra pozycja.
To samo dotyczy wyrazu: „p/Piekło” (występuje pięć razy):
– Jak to mogę trafić do piekła?!
Podpisując to oświadczam, iż jestem świadom, że moja dusza może zostać zesłana do Piekła/czyśćca (…)
– Ach tak, niebo, naprawdę dobra pozycja. Jak Pan pewnie przeczytał, mają tam naprawdę dobrą służbę zdrowia. – powtórzenia?
Nadal nie dowiedział się, kim jest obsługa tego miejsca. Co go to obchodzi z drugiej strony? I tak nie będzie to miało znaczenia, bo jeśli coś wyniósł z wszystkich katechez, to że nie ma lepszego miejsca niż niebo. – i tu?
I tak nie będzie to miało znaczenia, bo (przecinek?) jeśli coś wyniósł z wszystkich katechez, to (przecinek lub myślnik?) że nie ma lepszego miejsca niż niebo. – ze?
– chyba tak… tak, decyduję się na niebo. – znowu błędny zapis dialogu?
– Świetnie! Naprawdę dobry wybór. Podpiszę Pan trochę dokumentów i może wracać do działu przydzieleń. – w tym kontekście – literówka?
Podpisując to oświadczam, iż jestem świadom, że moja dusza może zostać zesłana do Piekła/czyśćca (w razie zainteresowania proszę udać się do działu Badań nad teologią uniwersalną) na określony, lub nieokreślony okres czasu, w ramach tzw “pokuty” i odbyć w tym miejscu fizyczne/psychiczne tortury (w razie zainteresowania zalecamy (przecinek?) tak jak poprzednio, udać się do działu Badań nad teologią uniwersalną).
– Jak to (dwukropek lub myślnik?) mogę trafić do piekła?!
Z dostępnych mi informacji mogę poświadczyć, że dostanie się do nieba jest naprawdę proste, a poprzeczka jest wyjątkowo niska. – powtórzenie?
Na kilka chwil zapadła cisza, podczas której jedynym co Grzegorz słyszał, był stukot serca. – logiczny?; sjp podaje: „stukot – odgłos powstający przy uderzaniu twardymi przedmiotami”
Lokatorzy bardzo chwalą sobie towarzystwo Bogów i herosów. – ortograficzny? – czemu wielką literą?
Podpisując to oświadczam, iż jestem świadom, że w wypadku nieposiadania przeze mnie środków o minimalnej wartości jednego obola (w razie zainteresowania obecnymi kursami antycznych walut, zalecamy zgłosić się do działu badań nad ekonomią i rynkiem zaświatów), moja dusza może nie zostać dopuszczona na drugi koniec Rzeki Styks™. – tu podobnie (potem piszesz małą: „Co z nimi, siedzą wszyscy przed tą rzeką?)”?
– Kto jest wojownikiem, a kto nie (przecinek?) to kwestia subiektywna.
Ciemno, noc. Jechał przez las, krople deszczu rozbijały się o karoserię. Lampy oświetliły nacierając na niego figurę. Klakson. Mokry ślizg, trzask i łomot. – czy w tym kontekście nie ma tu litrówki?
– Myślę, że gdyby zagadać do dobrej walkirii, bez problemu zostałoby to uznane za wojowniczą śmierć. – czy tu nie powinno być wielką literą?
– Nie te! – Krzyknął. Przepraszam, za dużo razy klasnąłem. – kolejny raz błędny zapis dialogu?
Klasnął znowu, Grzegorz nie myślał nawet (przecinek?) by liczyć (i tu?) ile razy.
Jeszcze bardziej nie chciał patrzeć na swoją twarz, wyobrażał sobie, jak żałośnie teraz wygląda, chociaż po chwili namysłu przypominał sobie, że przecież zawsze tak wyglądał – żałośnie. – powtórzenie?
Chcesz spróbować jeszcze raz? 37 Sposobów na reinkarnację! – czemu wielka litera? – ort.?
Pomyślał, że w normalnych warunkach poświęciłby haśle więcej uwagi. – składniowy i gramatyczny rażący? – czemu tu dałeś Miejscownik, zamiast Celownika?
Na samym dole strony znalazł coś, co wyjątkowo przykuło jego uwagę. Umieszczona na samym końcu, pozbawiona jakichkolwiek zdjęć, pięknych opisów, wciśnięta w najciemniejszy kąt, byle tylko nikt na nią nie wpadł. – powtórzenie?
– Wrócił Pan. – Zauważył Waldemar, gdy Grzegorz przekroczył próg pokoju. – błędny zapis dialogu?
– Jest Pan, absolutnie, pewny? – zbędny przecinki?
Zauważyłam też sporo powtórzeń zaimków, zwłaszcza: „jego”, „go”, „to”.
Kwestie językowe są liczne i trzeba je koniecznie podszlifować.
Opowiadanie jest jednak tak dobre, trzyma do końca w napięciu, ma znakomity humor oraz nieoczekiwane zwroty akcji, że – po głębszym namyśle – bibliotecznie klikam. :)
Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :)
Hej!
Potknięcia językowe pozostawię innym. Najbardziej zgrzytało mi konsekwentne używanie “te” w miejscu “to”, a raz zatrzymałem się na dłużej przy “haśle” użytym w miejscu celownika (”hasłu”).
Jeżeli chodzi o pomysł, to byłem zaskoczony. Z początku spodziewałem się, że przez całą opowieść będziesz prowadzić nas przez humorystyczną wizję biurokratycznych zaświatów, w których bohater błąka się od okienka do okienka, znajdując kolejne kruczki prawne i popadając w coraz większe wątpliwości.
Zmiana tonu przyszła dość nagle (choć były znaki – nadgarstek) i skutecznie wybiła mnie z tej lekkiej, zabawnej historyjki. Zastanawiam się jedynie, czy ta nagłość nie była aż nazbyt nagła i czy rozciągnięcie drogi prowadzącej do finalnej decyzji na nieco więcej drobnych etapów nie wyszłoby tekstowi na lepsze.
Nie mniej – przyjemna lektura, dzięki za ten tekst!
Pomysł mi się bardzo spodobał i jest ciekawy. Interesująca koncepcja, że jako ateista wybieramy sobie dokąd trafimy po śmierci jednak przy okazji nasza cierpliwość zostanie wystawiona na próbę niczym w rasowym urzędzie (z piekła rodem).
Zaznaczę na wstępie – jestem tutaj nowy więc śmiało możesz spojrzeć na moją opinię przez ten pryzmat – żadna ze mnie wyrocznia czy też nawet weteran forum :)
Jak napisałem – pomysł ciekawy i mi się podobał, no ale. Wykonanie niestety trochę osłabiło mój zapał i było trochę zgrzytów czytając. Jest trochę zdan na którymi dobrze by było popracować, poniżej jest kilka przykładów. Były też pewne wtrącenia – jak te o chrupaniu dłoni – które były dezorientujące i nie widziałem o co z nimi chodzi. Bohater z tego co się zorientowałem szkieletem nie był. Miałem wrażenie, że jako czytelnikowi było mi coś sugerowane ale nie miałem pojęcia co.
Przyznam, że nie rozumiem motywacji bohatera do wybrania Pustki. Jest coś zasugerowe ale według mnie brakuje nakreślenia sytuacji, która mogła popchnąć Grzegorza do tak ekstremalnego wyboru. Rozumiem, że nie chciał żadnej wersji piekła – dowiadujemy się jednak, że reinkarnacja jest także opcją. Stąd wybór i zakończenie wydaje się trochę arbitrarnie “bo tak” raczej niż uzasadnione tym, co wiemy o bohaterze. Sam zainteresowany twierdzi, że zginął w wypadku samochodowy i o ile jest to opisanie nie do końca jasno nie mam powodu aby sądzić, że było inaczej. Zrozumiałbym taki wybór, gdyby był samobójcą na co może próbowałeś/aś naprowadzić pisząć coś o nadgarstkach ale jak dla mnie nie jest to wystarczającą poszlaką.
atmosfera zdała się nabrać na masie
Nigdy nie spotkałem się z takim wyrażeniem, atmosfera stała się ciężka? Przytłaczająca?
Za drzwiami przywitała go chłodna bryza
W korytarzu wieje? Rozumiem, że chodziło o chłodne powietrze ale bryza implikuje rodzaj wiatru.
Korytarz nie prezentował się lepiej od biura,
Biuro nie prezentowało się źle, było po prostu puste i surowe. Korytarz nie sprawiał milszego wrażenia?
Zacisnął dłoń, przy czym ta chrupnęła.
Jak wspomniałem wyżej, nie wiem o co chodzi i jaki jest cel tego wtrącenia.
delikatnie pociągnął klamkę.
Nacisnął klamkę? Pociągnąć można uchwyt albo gałkę.
Grupa ludzi siedziała na ułożonych w kręgu krzesłach, mieli w większości przykre twarze, chociaż znalazło się też paru szczęśliwszych. Jeden z nich – mężczyzna w podeszłym wieku – krył oczy w chusteczce, łkał, osoba obok trzymała rękę na ramieniu starca.
Siedziała na ustawionych w kręgu krzesłach, ich twarze wyrażały smutek (były smutne).
Ułożone by były, gdyby leżały na boku. Jeśli stoją, to są ustawione. Lub zorganizowane. Przykre twarze – z kontekstu wynika, że byli smutni. Przykre jest coś dla kogoś
Mimo to nie mógł powstrzymać się od zaciskania dłoni do stopnia, gdzie paznokieć wbijał mu się w skórę.
Do przepisania bo trochę brzmi niezręcznie. Plus mówimy o paznokciach wbijających się w skórę, nie pojedyńczym paznokciu.
Mimo to, nie mógł się powstrzymać od zaciskania dłoni tak mocno, że paznokcie wbijały mu się boleśnie w skrórę.
– Dziękuję – puścił jeszcze gdy mijał kobietę.
Rzucił? Na pewno nie “puścił”.
Podzielił się też długopisem z wyściełanymi na swojej powierzchni miniaturami
Chodzi o inkrustację? Wyściełanymi tutaj nie pasuje i to zdanie troszeczkę gubi sens aczkolwiek wiem o co chodziło.
I myślałeś coś o nietakcie.
Wiem o co chodzi, brzmi niezręcznie.
Usiadł na ławce, która razem z dozownikiem wody, jako jedyne wystrajały długi korytarz.
Usiadł na ławce, która razem z dozownikiem wody, były jedynym wystrojem długiego korytarza.
Zastanowiłbym się nad zamianą dozownika na dystrybutor.
Dłoń zacisnął na dozowniku, chciał go złapać, szarpnąć, rzucić nim.
Maszyna jest zbyt duża, żeby zacisnąć na niej dłoń.
Pisadło opadło na kartkę zostawiając przy tym czarny kleks, zbliżyło się do linii podpisu.
Długopisy nie zostawiają kleksów, to raczej domena piór :) Nie wiem czy nawet w kontekscie żelowca, który może zrobić jakieś ups, kleks brzmiałby naturalnie.
Rozbicie na nowy oddzielony paragraf podczas rozmowy z konsultatem, miedzy częścią pierwszą a drugą, gdzie pojawia się na początku pytanie o trafienie do piekła, według mnie zbędne i sztuczne. Dałbym to jako jeden dłuższy fragment.
Oprócz tego widzę przypadłość dobrze mi znaną z autopsji – miejscami zdania są przydługie i można by je rozbić na dwa dając kropkę zamiast przecinka. Trochę przecinków by się tez przydało dosypać.
Przepraszam, jeśli wyszło surowo. Mam nadzieję wszędzie byłem konstruktywny a uwagi będą przydatne teraz i w przyszłości :) Pozdrawiam i pisz dalej! :)