W studiu telewizyjnym przy dużym, okrągłym, szklanym stole siedziało sześć osób nie licząc dziennikarki prowadzącej program. Wszystko było gotowe do rozpoczęcia dyskusji prowadzonej na żywo.
Już za chwilę miał rozpocząć się dawno zapowiadany i bardzo oczekiwany wywiad z osobami, które pamiętały swoje poprzednie wcielenia. Zaproszono też dwóch duchownych bowiem temat nie był obojętny instytucji kościoła.
Kamerzyści dali znak i Grażyna Konieczka zaczęła.
– Witam państwa przed telewizorami. Mam przyjemność poprowadzić niezwykły program, w którym porozmawiamy z osobami, które twierdzą, że doznały reinkarnacji. Szukaliśmy ich ponad trzy tygodnie po całej planecie. Zaprosiłam także dwóch mnichów, którzy, jak państwo zaraz usłyszycie, sprzeciwiają się rozgłaszaniu takich rewelacji…
Grażyna mówiła jeszcze chwilę, a potem przedstawiła swoich gości. Gdy formalności zostały wykonane można było rozpocząć wywiad.
– Panie Władysławie – dziennikarka zwróciła się do mężczyzny siedzącego najbliżej niej – pamięta pan swoje poprzednie życie. Proszę o tym opowiedzieć.
Potężnie zbudowany, wysoki jegomość, w wieku około czterdziestki jeszcze raz się przywitał i zaczął spokojnie powoli mówić:
– Zacznijmy od tego, że pamiętam nie jedno, a dwa poprzednie wcielenia. Obydwa prowadziłem na innej planecie, która nazywała się Ziemia. Nie mam pojęcia jak dawno to było. Natomiast mam w głowie mnóstwo szczegółów. Pamiętam to tak jak na przykład pamięta się swoje dzieciństwo. Mógłbym opowiedzieć wszystko, ale wtedy program trwałby bardzo długo. Przejdę więc do konkretów, bo chyba tego oczekuje pani i telewidzowie. A więc w pierwszej swojej egzystencji byłem pomocnikiem rycerza, człowieka który walczył w bitwach. Nazywano takich giermkami. Wywodziłem się ze stanu szlacheckiego, to znaczy z ludności uprzywilejowanej i w przyszłości sam miałem być pasowanym na rycerza. Wtedy poruszano się na czworonożnych zwierzętach zwanych końmi, nie było jeżdżących ani latających maszyn. Walczyło się mieczami, a nie laserowymi karabinami. Zabiła mnie choroba zwana gruźlicą, bakterie zniszczyły mi płuca, a wtedy na tą chorobę nie było lekarstwa. Umarłem w wieku dwudziestu lat.
Po śmierci, mój duch zaczął się unosić, widziałem z góry bliskich, którzy płakali przy moim ciele, lecz po chwili wszystko zniknęło. Otoczyła mnie nicość. Ten stan nie trwał długo. Zjawił się bowiem blisko mnie człowiek. Miał białą szatę i długie włosy, a także wielką brodę w kolorze szaty. Powiedział do mnie tylko: „Dobrze przeżyłeś swoje pierwsze życie, czeka cię teraz etap przejściowy zanim zostanie przygotowana twoja następna droga”.
I zniknął, a ja zostałem przeniesiony do ciasnego pomieszczenia, w którym żyłem przez jakiś czas. Trudno mi określić ile dokładnie to trwało. Potem ciasnota zaczęła mi bardzo przeszkadzać. Aż nagle ściany pomieszczenia pękły, a ja wydostałem się na zewnątrz. Ujrzałem plażę i morze. Instynkt podpowiedział mi abym pospiesznie udał się do wody. Zrobiłem to, w innym przypadku zostałbym zjedzony przez jednego z ptaków, które żerowały na takich jak ja. Tu mogę zakończyć i dać się wypowiedzieć innym. Dodam jeszcze, że jak się domyślacie, w drugim życiu byłem jakimś wodnym zwierzęciem, prawdopodobnie czymś na kształt żółwia. Moja egzystencja wolna była od trosk. Pływałem sobie między ławicami kolorowych ryb i koralowcami. Trudno mi określić dokładnie ile trwało to życie, lecz z pewnością dłużej niż wcześniejsze.
– Doprawdy niezwykła historia – podsumowała prowadząca – tym bardziej teraz ja, jak i z pewnością telewidzowie jesteśmy niezwykle ciekawi następnej opowieści. Dodam tylko, że w późniejszej części programu będzie czas na pytania moje i telewidzów.
Następny w kolejności był znacznie starszy od poprzedniego osobnik. Miał siwe włosy i był zgarbiony. Bujał się też cały czas do przodu i do tyłu, jak ludzie mający chorobę sierocą. W czasie swojej opowieści nie przestawał tego robić. Całkiem fajnie się to łączyło z dziwnością jego opowieści.
– Urodziłem się, tak samo jak mój przedmówca, na Ziemi, z tą różnicą, że z pewnością jeszcze we wcześniejszych czasach. Żyłem w liczącej kilkadziesiąt osób grupie. Mieszkaliśmy w jaskiniach, a zamiast mieczy mieliśmy zaostrzone kije i maczugi. Gdy miałem zaledwie kilka lat, nasz obóz zaatakował niedźwiedź, nie ocalałem.
Moje pośmiertne przeżycia były identyczne jak przedmówcy. Starzec o białych włosach i długiej brodzie powiedział mi natomiast, że żyłem za krótko i narodzę się na nowo. Tak też się stało. To były czasy kiedy ludzie na Ziemi dopiero co wynaleźli silnik na parę. Urodziłem się socjopatą, zabijałem i gwałciłem kobiety. Gdy nadeszła śmierć miałem pięćdziesiąt sześć lat. Zamiast starca ujrzałem przerażającego demona niepodobnego do żadnej istoty, które znałem, o spojrzeniu tak strasznym, że człowiek mógłby umrzeć ze strachu, gdyby je ujrzał. W tych czarnych oczach było tyle niepojętego zła i agresji. Nie dam rady tego opisać. „Zapraszam do piekła” powiedział lakonicznie.
I stało się coś niezwykle dziwnego, co bardzo trudno zrozumieć. Zacząłem żyć zamiast jednym życiem, miliardem żyć. Każde odczuwając jakby oddzielnie. Byłem jednocześnie w miliardach ciał. Mało powiedzieć, że odczuwałem wielki ból, gdyż okazało się, że jestem jakimś latającym insektem. Jednocześnie odczuwając jak jestem złapany w pajęczynę, zjedzony żywcem przez żabę, zabity kapciem, czy torturowany przez jakieś dziecko, które wyrywało mi skrzydełka.
Trwało to może miesiąc, ale trzeba by ten czas pomnożyć o miliard. I to cała moja historia.
– Doprawdy niezwykłe – prowadząca program była zdumiona, tak samo jak wszyscy w studiu, oprócz zaproszonych gości.
Następną historię miała opowiedzieć kobieta. Ładna brunetka w wieku trzydziestukilku lat.
– Moje dawne życie było podobnie osobliwe, jak nas wszystkich tutaj, którzy opowiadają o reinkarnacji i tak samo działo się ono na Ziemi. Byłam żoną bossa narkotykowego w czasach, kiedy zaczęto budować komputery osobiste. Opływałam w luksusy i folgowałam sobie sadystycznym rozkoszom, które wtedy posiadałam w swoim charakterze. Przynoszono mi młodych mężczyzn… ale to nie jest program o dewiacjach, więc powiem tylko, że umarłam ze starości w wieku osiemdziesięciu dwóch lat.
Pamiętam jak mój duch unosił się coraz wyżej, tak, że w pewnym momencie widziałam całą rezydencję moją i mojego męża. I podobnie jak u przedmówcy, wszystko po chwili zniknęło, a pojawił się taki sam demon, który powiedział „Zasłużyłaś sobie na wielkie męczarnie. Zapraszam do piekła.” Pamiętam te wielkie czarne oczy i przerażający uśmiech.
I nagle powróciłam do świata. Leżałam na brzegu jakiegoś jeziora. Widziałam otoczenie w odległości zaledwie dwóch, trzech metrów. Nie mogłam się poruszać ani mówić. Także nic nie odczuwałam fizycznie. Lecz moją koszmarną sytuację zrozumiałam dopiero po kilku godzinach. Niemożność zrobienia czegokolwiek doprowadzała mnie do szaleństwa. Potem zrobiło się to tak nieznośne, że nie sposób tego opowiedzieć.
Byłam uwięziona w kamyku leżącym nad jakimś zbiornikiem wodnym. Czas ciągnął się bardzo, bardzo powoli. Po kilku latach jednak zdarzyło się coś, co na jakiś czas choć trochę ukoiło mój ból. Nad jezioro przybyły jakieś dzieciaki. Zaczęły się kąpać, a później „puszczali kaczki”. Jedno dziecko wzięło kamień, którym byłam, do ręki i rzuciło w wodę. Odczułam to zdarzenie jak wybawienie z mąk. Moje otoczenie zmieniło się, od tego czasu za towarzyszy miałam małe rybki i wodorosty.
Kobieta skończyła, a prowadząca program podniecona powiedziała:
– Mogę szczerze powiedzieć, że ten program jest najciekawszym, który kiedykolwiek prowadziłam. No i został nam jeszcze pan Rafał. Czym pan nas zszokuje?
Ostatni mężczyzna był znanym graczem koszykówki charakteryzował go bardzo wysoki wzrost. Miał włosy przefarbowane na niebiesko-czerwono i związane w kucyk.
– Moja opowieść jest tylko trochę podobna. – zaczął – Za życia byłem kobietą, która prowadziła organizację humanitarną na ogromną skalę. Po śmierci na raka spotkałem wymienionego już starca o długich siwych włosach. Zapewnił mnie o szczęściu, którego zaznam przez całą moją wieczną przyszłą drogę. Potem stało się coś niezwykłego i mogę powiedzieć, że teraz o tym wiem, ale nie pamiętam żadnych szczegółów. Ujrzałem Boga takiego jakim on jest w swojej normalnej postaci. To było tak cudowne, że nie sposób mi tego opisać. Nie pamiętam też ile to trwało. To wszystko co jestem w stanie powiedzieć.
Prowadząca pani Grażyna podziękowała wszystkim i zaczęła swój kolejny punkt programu.
– Mam teraz niezwykłą wiadomość – zwróciła się do telewidzów – to co teraz powiem trzymaliśmy w tajemnicy. A świadczy to o prawdziwości przedstawionych tu opowieści. Otóż trzy tygodnie temu odkryto w odległym układzie planetę, która na pewno jest wymienianą przez naszych gości w studiu, Ziemią. Znaleziono tam wymarłą cywilizację, a nasi naukowcy badają już zostawione ogromne ilości informacji zapisane nie tylko w formie elektronicznej ale także na papierze. Już rozszyfrowano nazwę tej planety i jest to „Ziemia” – teraz pozwolę się wypowiedzieć duchownym, którzy nie pochwalają rozmów o reinkarnacji.
Obydwaj zakonnicy ubrani byli w brązowe habity i mieli podobny wiek. Jednak znacznie się różnili. Pierwszy był szpakowaty, krótko obcięty i gładko ogolony, a drugi łysy z średniej wielkości brodą. Obydwaj panowie mieli lekką nadwagę.
– Oddaję braciom głos!
Szpakowaty zaczął pierwszy.
– Od razu chcę powiedzieć, że coś takiego jak reinkarnacja nie istnieje. Opowiedziane historie są wytworem umysłów o wielkiej wyobraźni i niczym więcej. Robicie takie sensacje tylko po to, żeby podnieść sobie oglądalność. Odstawiacie bardzo złą robotę. Ilu pobożnych ludzi może przez was uwierzyć w te brednie? Ile dzieci zgorszycie? Osobiście jestem bardzo zbulwersowany i mogę zapewnić, że tak tego nie zostawimy.
– No dobrze – powiedziała bez żadnych emocji prowadząca – co jeszcze doda pański kolega?
Ten gdy został wywołany sięgnął do wielkiej torby, którą ze sobą przyniósł. Wyjął z niej grubą księgę.
– To święta księga – powiedział – i zacytuję co w niej zapisano. Jedynie fragmenty, bo tekst jest rozległy. „… każdy ma jedno życie, po którym następuje sąd…, …będzie wielu fałszywych proroków, którzy zostaną w szybkim tempie ukarani…, …ziemia i żywioły zbuntują się i ukarzą wszystkich, którzy mówią nieprawdę…
Miał czytać dalej, kiedy nagle studio się zatrzęsło. Szklane ściany i podłoga popękały. Ludzi w pomieszczeniu ogarnęła panika. Telewizyjne studio mieszczące się na dziesiątym piętrze dwunastopiętrowego wieżowca zawaliło się uśmiercając wiele osób.
Kilka godzin później w wiadomościach podano informację:
– Nigdy na tym obszarze nie zanotowano trzęsienia ziemi! Czy to kara boska? W takim razie należy podziwiać ludzi, którzy mają taką wielką wyobraźnię, by wymyślać te wszystkie niezwykłe historie o reinkarnacji.
Czytałam z prawdziwą przyjemnością. Bardzo sugestywne. Szkoda tylko, że kiedy zapowiedziałeś mnichów, przemknęła mi myśli, jak to się zakończy :((
Życie po śmierci jest fascynujące. Pięknie o tym piszesz.
Pozdrawiam serdecznie :)
Witaj. :)
Opowieść interesująca, natomiast trzeba jeszcze poprawić w zdaniach pewne technikalia, jak np. interpunkcję, powtórzenia/styl (np. bardzo często powtarzasz formy czasownika: “(od)powiedzieć”) i połączyć w jedno wypowiedzi poszczególnych bohaterów, bo bez tego istnieje chaos.
Pozdrawiam serdecznie, powodzenia w Konkursie. :)