Zeus grzał się w słońcu na samym szczycie Olimpu. Opity nektarem z brzuchem wypełnionym ambrozją był całkiem ukontentowany, jednak mimo to ogarniało go coraz większe znudzenie. Co prawda Dionizos zawitał z grupą satyrów do pałacu, ale nawet jego najlepsze sprośne dowcipy nie pomagały w walce ze zblazowaniem ojca bogów. Jedna z rzuconych anegdot o twardym jak kamień członku Priapa uruchomiła ciąg skojarzeń w głowie Zeusa prowadzący do Syzyfa.
Nie myślał o starym gadule od tysięcy lat, ponieważ zbyt był zajęty zdradzaniem Hery z niezliczonymi zastępami śmiertelniczek. I paroma innymi sprawami. Najwyższa pora zobaczyć jak mu idzie praca. Po tylu latach pewnie dopchał skałę na sam wierzchołek, więc trzeba będzie mu znaleźć inne zajęcie.
Zeus wymknął się do Sali Światów, gdzie znajdowało się magiczne lustro pozwalające zobaczyć każde miejsce na ziemi. Nawiązał połączenie i przed jego oczami ukazał się Syzyf, który wtaczał głaz bez najmniejszego wysiłku. Twarz miał wykrzywioną uśmiechem, a nie cierpieniem. Na jego ciele nie było ani jednej kropelki potu. Nucił jakąś wesołą piosenkę pod nosem. Równie dobrze mógł pchać wydmuszkę.
Zeus nie mógł uwierzyć własnym oczom.
– Tak nie może być! – zagrzmiał bóg piorunów. – Zaraz coś wymyślę…
Podrapał się po brodzie w zadumie, po czym pstryknął palcami.
W mgnieniu oka głaz powiększył się dwukrotnie. Zaskoczony Syzyf stanął jak wryty. Zaczął napinać mięśnie z całej mocy, by oprzeć się bezlitosnemu naporowi skały. Wyglądało na to, że siła ludzka oraz siła natury równoważyły się idealnie. Kara znowu stała się nieprzyjemna, więc wszystko było tak, jak powinno być. Zadowolony z siebie bóg miał już przerwać połączenie i wrócić do braku obowiązków, kiedy spostrzegł rzecz niebywałą. Powoli, milimetr po milimetrze, Syzyf znowu pchał głaz pod górę.
– Widzę, że uodporniłeś się na wysiłek – stwierdził ze swego rodzaju podziwem Zeus. – Ciekawe jak wygląda u ciebie tolerancja na ból.
Bóg wyczarował orła kaukaskiego, który podleciał do Syzyfa i zaczął gryźć go w ścięgno Achillesa. Były król Koryntu zawył, odskakując od gigantycznego kamienia. Z komicznym przerażeniem na twarzy zaczął od razu biec za szybko oddalającą się skałą.
Zeus śmiał się tak mocno, łzy pociekły mu po policzkach. Przetarł oczy złotą chusteczką utkaną z włosów nimf. Kiedy odzyskał ostrość widzenia, dobry humor minął mu bezpowrotnie.
Więzień dogonił głaz. Orzeł rzucił się do ponownego ataku, ale Syzyf złapał go wolną ręką za gardło, łamiąc kark z trzaskiem. Rzucił truchło na bok jak zużytą szmatę. Krew dosłownie zagotowała się w żyłach Zeusa.
– Miarka się przebrała – krzyknął w pustkę sali. – Pokażę ci, jak ma wyglądać prawdziwe cierpienie!
Klasnął w dłonie, po czym głaz pokrył się płaskorzeźbami przedstawiającymi bliskich Syzyfa. Żona, dzieci, przyjaciele, rodzice. Ludzie, których nie widział od tysięcy lat, których nie zobaczy już nigdy. Skazaniec odwrócił twarz, zaciskając powieki.
– Możesz zamykać oczy, ile chcesz – powiedział Zeus. – I tak poczujesz ich podobizny pod skórą.
Mściwy bóg czekał na kolejny ruch więźnia, kiedy Hermes zajrzał do sali. Poinformował go, że Dionizos ze swoją świtą szykują się do wyjścia, więc wypada, by gospodarz ich pożegnał. Ledwo kryjąc irytację, Zeus udał się do gości.
Gdy powrócił do lustra, głazu nigdzie nie było widać. Na zboczu góry leżało jedynie ciało Syzyfa. Tam gdzie była kiedyś jego głowa teraz znajdowała się krwawa miazga. Postanowił zakończyć udrękę, podkładając kark pod narzędzie tortur.
Mieszanka przykrych uczuć uderzyła Zeusa jak fala. Wstyd, poczucie winy, żal zalały mu umysł na moment, odbierając zdolność myślenia. Potrząsną głową z gniewem (jedyna emocja, na którą sobie pozwalał).
– Syzyf sam jest sobie winien – próbował się przekonać. – Powinien trzymać język za zębami…
Nie ma sensu płakać nad rozlanym nektarem.
Poza tym ma inne rzeczy do roboty.
Ciekawe, co robi teraz Tantal?
Hej!
Zacznę od tego, że opowiadanie wymaga bardzo dużej pracy nad interpunkcją.
Bardzo spodobało mi się zagrzmiał bóg piorunów – ładne! :)
Przykuło moją uwagę – i nie wiem, czy na plus – że Syzyf ma ścięgno Achillesa. Nieco wybiło to z lektury i uruchomiło myślenie o chronologii i wsobnej frazeologii. :D
Podobała mi się przewrotność tego, że utrudnianie życia syzyfowi stało się dla Zeusa, nomen omen, syzyfową pracą. I chyba przez to poczułem ukłucie żalu (zawodu?), że całość kończy się tak gwałtownie i jednoznacznie.
Hej!
Dziękuję za ciepłe słowa. Jeśli chodzi o ścięgno Achillesa to nie myślałem o chronologii. Użycie części ciała nazwanej po postaci z mitologii greckiej w stosunku do Syzyfa po prostu uznałem za zabawne. Achilles nie jest wspomniany w dialogach tylko w narracji, więc myślę, że nie będzie to wielką obelgą dla miłośników mitologii :)
Interpunkcja (mam nadzieję) została poprawiona.
Zeus w roli diabolicznego demona, cieszącego się cierpieniem. Zupełnie nieortodoksyjne podejście. Miejmy nadzieję, że nie ma żadnych praktykujących “Hellenów”, którzy mogliby to poczytać za obrazę majestatu!:)
Pozdrawiam!
Ta interpretacja Zeusa została zainspirowana Epic the Musical :)
Hej, MadPilgrim,
Widzę, że uodporniłeś się na wysiłek – stwierdził ze swego rodzaju podziwem Zeus. – Ciekawe jak wygląda u ciebie tolerancja na ból.
Brakuje tutaj półpauzy na początku.
Krew dosłownie zagotowała się żyłach Zeusa.
Chyba umknęło ci w.
Tekst mi się spodobał, ale po za tym nie mam nic do powiedzenia.
Pozdrawiam!
Kapibara
No proszę, nawet władcy piorunów, gdy znudzon śmiertelnie (choć nieśmiertelny), zwyczajnie i po ludzku przewraca się w boskiej głowie.
A u Tantala, jak mniemam, po staremu – nie je, nie pije, wciąż cierpi i żyje.
…spostrzegł rzecz niebywałą. Powoli, milimetr po milimetrze… → Czy Zeus na pewno widział milimetry???
Zeus śmiał się tak mocno, łzy pociekły mu po policzkach. → Czy tu aby nie miało być: Zeus śmiał się tak mocno, że łzy pociekły mu po policzkach.
Przetarł oczy złotą chusteczką zrobioną z włosów nimf. → A może: Przetarł oczy złotą chusteczką utkaną z włosów nimf.
Syzyf złapał go wolną ręką za gardło, łamiąc mu kark z trzaskiem. → Drugi zaimek jest zbędny.
…odbierając zdolność do myślenia. → …odbierając zdolność myślenia.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Dziękuje wszystkim za cenne uwagi. Zmieniłem “ponad tysiąc lat” na “tysiące lat” w ten sposób, mam nadzieję, usprawiedliwię milimetry i ścięgno Achillesa. Opowieść dzieje się bliżej naszych czasów niż czasów mitycznych.
Bardzo proszę, MadPilgrimie. Miło mi, że mogłam się przydać. :)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.