- Opowiadanie: Krzysztof Kapibara - Kiedy Adam i Ewa weszli do Raju

Kiedy Adam i Ewa weszli do Raju

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Biblioteka:

beeeecki, Użytkownicy

Oceny

Kiedy Adam i Ewa weszli do Raju

Ewa pod­nio­sła się z kolan, od­stą­pi­ła od Adama. Śnieg coraz silniej sypał zewsząd, mróz kłuł jej skąpo ubra­ne ciało. Dawno temu zdą­ży­ła przy­wyk­nąć do tego ziąbu, ale teraz, gdy byli już tak bli­sko, po­now­nie stała się na niego po­dat­na. 

Adam leżał opar­ty ple­ca­mi przy za­spie. Długa i głę­bo­ka rana znaczyła jego tors. Nie lubił, gdy jej do­ty­ka­ła, ale też nie mogła się od tego nigdy po­wstrzy­mać. Do­ty­ka­ła, on ję­czał, od­ga­niał ją, ale we­wnętrz­nie czuła, że oka­zu­je mu w ten spo­sób bli­skość, nawet jeśli była ona bo­le­sna. W dło­niach trzy­mał owoc, ich naj­więk­szy skarb. 

Wspię­ła się ponad zaspę i spoj­rza­ła na ho­ry­zont, gdzie na noc­nym nie­bie lśni­ło po­je­dyn­cze świa­teł­ko. Małe, ukry­te na ab­so­lut­nej gra­ni­cy wzro­ku, ale było tam. 

– Ada­mie! Zna­leź­li­śmy go! – krzyk­nę­ła, nie kry­jąc eks­cy­ta­cji.

Adam jęk­nął nie otwie­ra­jąc oczu. Nie była pewna, ale mo­gła­by przy­siąc, że ką­ci­ki ust męża lekko się pod­nio­sły. Ener­gicz­nie zbli­ży­ła się do Adama, spró­bo­wa­ła go pod­nieść, lecz nie dała rady. Osła­bio­na i wy­głod­nia­ła – bez­sil­na, ale nie mogła sobie teraz po­zwo­lić na skru­chę, nie, gdy są tak bli­sko.

– Ada­mie… już pra­wie je­ste­śmy, pro­szę, jesz­cze tylko tro­chę – po­wie­dzia­ła.

Słowa spra­wi­ły, że męż­czy­zna roz­warł po­wie­ki. Przez chwi­lę mącił wzro­kiem po oko­li­cy, szu­ka­jąc wszyst­kie­go i ni­cze­go. 

– Ewo – wy­szep­tał z wy­raź­nym wy­sił­kiem. Mu­sia­ła nad­sta­wić ucha, by wszyst­ko do­brze zro­zu­mieć. – Wy­bacz, że tak ci ciąże, po­win­naś iść beze mnie.

– Nie mów ta­kich głupstw. Wsta­waj, jesz­cze tylko ka­wa­łek i znaj­dzie­my Pana.

– Tak my­śla­łem… co zro­bi­my, jeśli Pan nie przyj­mie na­sze­go daru?

– Nie myśl o tym – zbyła py­ta­nie, jakby sama była go świa­do­ma i nie chcia­ła o nim nawet sły­szeć. – Pan na pewno zgo­dzi się nas przy­jąć, a teraz wsta­waj.

Adam nie od­po­wie­dział, za­miast tego chwy­cił Ewę za dłoń i w akom­pa­nia­men­cie stukoczących kości pod­niósł się z ziemi. Zła­pa­li się ramię za ramię, po­czu­ła na skó­rze, jak biło jego serce; po­wo­li, słabo, ale naj­waż­niej­sze, że biło.

Wygodniej ujął trzymany owoc. Ewa przy­ła­pa­ła się, że od­pro­wa­dza skarb wzro­kiem, jakby był dla niej waż­niej­szy od męża. Nie – po­my­śla­ła, już dość razy ob­wi­nia­ła się, że niby jej nie za­le­ży. Czas, to skoń­czyć, a spo­tka­nie z Panem bę­dzie ku temu ide­al­ną oka­zją.

Nie wy­pusz­cza­jąc się z objęć, ru­szy­li, wy­szli z dołka i po­sta­wi­li pierw­sze kroki na szorst­kim śnie­gu. Ich ko­ści­ste stopy nie zo­sta­wia­ły na pod­ło­żu więk­szych śla­dów. Nic dziw­ne­go, li­czy­ło się bo­wiem za­cho­wa­nie jak naj­więk­szej ilo­ści ener­gii, rów­no­wa­ga i siła mu­sia­ły więc od­pu­ścić.

Wraz z tym, jak ma­sze­ro­wa­li, świa­teł­ko stawało się większe. Teraz zaj­mo­wa­ło już cały do­stęp­ny im ob­szar wi­dze­nia, a z wy­glą­du naj­bli­żej było mu do gwiaz­dy, która po­sta­no­wi­ła zejść na zie­mię. 

Wkrót­ce z bla­sku za­czę­ły wy­ła­niać się kształ­ty: mur, brama i po­stać stojąca na ich dro­dze do wej­ścia. Za­bu­do­wa była stwo­rzo­na ze złota i bieli, ca­łość opla­ta­ły licz­ne wi­no­ro­śla, za to po­stać oka­za­ła się mło­dym męż­czy­zną, w jed­nej z dłoni trzy­mał język ognia, a wokół dru­giej owi­jał się wąż. Pa­trzył na nich wrogo, jakby sta­no­wi­li za­gro­że­nie dla strze­żo­ne­go raju.

– Przy­by­wa­my do Pana – rze­kła Ewa. – Oto nasz po­da­ru­nek, wło­ży­li­śmy w niego naszą pracę, emo­cje i zdro­wie, li­czy­my, że okaże się wy­star­cza­ją­cy, by twój i nasz Pan ze­chciał go przy­jąć.

Adam wy­cią­gnął w stro­nę męż­czy­zny owoc, a on bez słowa wziął go do ręki i otak­so­wał uważ­nie. Ewa miała na­dzie­ję, że straż­nik wy­ka­że na tyle li­to­ści, by przy­jąć ich skrom­ny pre­zent.

– Lu­dzie, uwa­ża­cie, że ten owoc wystarczy, aby Stwór­ca ze­chciał was przy­jąć? – po­wie­dział groź­nie, nie spusz­cza­jąc z owocu wzro­ku.

– Wiemy, że wobec tego wszyst­kie­go, co stwo­rzył Pan, jest to nic, ale to też wszyst­ko, co mamy. 

– Przy­szli­ście we dwój­kę – za­ak­cen­to­wał moc­niej straż­nik, prze­su­wa­jąc wzrok z Ewy na nie do końca przy­tom­ne­go Adama. – Mam więc ro­zu­mieć, że ten owoc jest efek­tem wa­szej wspól­nej pracy, pół na pół, do­brze myślę?

– Oczy­wi­ście! – od­par­ła nie­mal na­tych­miast. – Mój mąż może nie jest obec­nie w pełni sił, ale pra­co­wał rów­nie cięż­ko, jak ja. – Za­pa­dła cisza, w któ­rej Ewa na­wią­za­ła ze straż­ni­kiem po­je­dy­nek spoj­rzeń. – Je­stem nawet skora po­wie­dzieć, że to on wy­ko­nał więk­szość pracy. Jeśli jest taka moż­li­wość, pro­szę,… wpuść­cie przy­naj­mniej jego, a mnie tu zo­staw­cie.

Spu­ści­ła wzrok na zie­mię. Naj­gor­sze myśli za­czę­ły zla­ty­wać jej do głowy. Za­wa­li­ła. Ale, może przy­naj­mniej zli­tu­ją się nad Ada­mem, tak dużo wy­cier­piał, sam po­mysł, że miał­by teraz zo­stać na tym mro­zie i umie­rać razem z nią, po­wo­do­wał, że czuła na skó­rze dreszcz. Nie za­słu­żył na to.

Nie­wy­ra­ża­ją­ca wcze­śniej żad­nych emo­cji twarz straż­ni­ka wy­szcze­rzy­ła się teraz szcze­rym jak słoń­ce uśmie­chem. 

– Wejdź­cie – mó­wiąc to, od­su­nął się, od­sła­nia­jąc parze drogę. 

Cały dreszcz znik­nął równo z tymi sło­wa­mi.

– Dzię­ku­je­my.

– To nie mnie dzię­kuj­cie – od­parł jesz­cze, zanim znik­nął za ich ple­ca­mi.

Prze­kro­czy­li bramę. Stopy sta­nę­ły na nowej po­wierzch­ni, gdzie tań­czą­ca trawa ła­sko­ta­ła nie­okry­te kost­ki. 

Ewa nagle po­czu­ła, jak po jej ciele roz­le­wa się cie­pło, zaj­mu­je ko­lej­ne kończyny, aż w końcu tra­fia do serca, które za­czy­na bić szyb­ciej. Pan był z nią, może go nie wi­dzia­ła, ale nie miała ku temu żad­nych wąt­pli­wo­ści. Po­dzię­ko­wa­ła w my­ślach, spo­glą­da­jąc przy tym w dzien­ne niebo. Ob­ró­ci­ła się do Adama i spo­strze­gła, że jego rana znik­nę­ła, a ciało wró­ci­ło do pełni sił. 

 

Koniec

Komentarze

Witaj. :)

 

Kwestie techniczne, które wpadły mi w oko przy czytaniu oraz sugestie i wątpliwości co do nich (zawsze – jedynie do przemyślenia):

Czy te (i inne) aliteracje są celowe:

Wspięła się ponad zaspę i spojrzała na horyzont, gdzie na nocnym niebie lśniło pojedyncze światełko.

Mój mąż może nie jest obecnie w pełni sił, ale pracował równie ciężko, co ja.

 

Nie była pewna, ale mogłaby poprzysiąc, że kąciki usta męża lekko się podniosły. – literówka?

 

Nie była pewna, ale mogłaby poprzysiąc, że kąciki usta męża lekko się podniosły. Energicznie zbliżyła się do Adama, spróbowała go podnieść, lecz nie dała rady. Była osłabiona i wygłodniała – bezsilna, ale nie mogła sobie teraz pozwolić na skruchę, nie, gdy tak blisko.

– Adamie… już prawie jesteśmy, proszę, jeszcze tylko trochę – powiedziała błagalnym tonem.

– powtórzenia (różnych form czasownika „być”)?

Pan był z nią, może go nie widziała, ale była tego pewna. Podziękowała w myślach, spoglądając przy tym w dzienne niebo. Obróciła się do Adama i spostrzegła, że jego rana zniknęła, a ciało nie było już wygłodzone. – tu to samo?

– Ewo – wyszeptał z wyraźnym wysiłkiem. Musiała nadstawić ucha, by wszystko wyraźnie zrozumieć. – powtórzenie/stylistyczny?

Adam nie odpowiedział, zamiast tego chwycił Ewę za dłoń i w akompaniamencie klikających kości podniósł się z ziemi. – styl? – jakoś kości skojarzyły mi się z kursorem myszki komputerowej… :))

– Ludzie, uważacie, że ten tutaj owoc to wystarczająco, aby stwórca zechciał was przyjąć? – składniowy?

– Ludzie, uważacie, że ten tutaj owoc to wystarczająco, aby stwórca zechciał was przyjąć? – czemu „Pan” pisałeś wielką literą, ale już „Stwórca” (czyli „Pan”) – małą? – orograficzny?

Mam więc rozumieć, że ten Owoc jest efektem waszej wspólnej pracy, pół na pół, dobrze myślę? – czemu strażnik nagle „mówi o owocu wielką literą, skoro wcześniej mówił małą”? – ortograficzny?

Jeśli jest taka możliwość, proszę… wpuśćcie przynajmniej go, a mnie tu zostawcie. – składniowy? – jego?

Niewyrażająca wcześniej żadnych emocji, twarz strażnika wyszczerzyła się teraz szczerym, jak słońce uśmiechem. – zbędne oba przecinki?

 

 

Opowieść interesująca, pomysłowa, moralizatorska; nasuwa się tylko pytanie: skąd ten owoc? Gdzie i kiedy byli w stanie go wyhodować? :)

Pozdrawiam serdecznie, klik za pomysł. :)

Pecunia non olet

Cześć, Bruce,

 

Dziękuje za komentarz i jak zwykle fachową prace, już biorę się za poprawki.

 

Pozdrawiam!

Kapibara

I ja dziękuję; to zawsze tylko sugestie, do przeanalizowania. :)

Pozdrawiam serdecznie. :) 

Pecunia non olet

Bruce,

 

jakoś kości skojarzyły mi się z kursorem myszki komputerowej… :))

Śmiechłem. Już tego nie odzobaczę XD

 

Jeszczę raz dzięki i pozdrawiam!

Kapibara

heart

Wzajemnie. :)

Pecunia non olet

Hej.

Przeczytałem bez żadnych zgrzytów i w kwestii technicznej wypowiadać się nie będę, bo jestem chyba ostatnią osobą, która powinna to robić. ;)

Jeśli dobrze odczytałem sens opowiadania, to strażnik nie wpuścił Adama i Ewy do raju ze względu na sam owoc – symbol ich trudu, znoju i wspólnej pracy – lecz dlatego, że Ewa w decydującym momencie potrafiła wyrzec się samej siebie dla męża. To właśnie ta bezinteresowna miłość i gotowość do poświęcenia okazały się prawdziwym „owocem” miłym sercu Pana.

Jeżeli taki był zamysł, to bardzo mi się podoba. Szczególnie dlatego, że wcześniej subtelnie pokazujesz, jak Ewa mimowolnie przywiązuje większą wagę do samego owocu niż do Adama, a w finale całkowicie odwraca tę perspektywę. Urzekło mnie:)

 

Tak przy okazji naszła mnie jeszcze jedna myśl. Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego Adam i Ewa po wygnaniu z raju postanowili podporządkować się wyrokowi Boga: uprawiać ziemię, zakładać rodzinę i zaludniać świat. Chyba moja przekorna natura podpowiada, że największym buntem byłoby po prostu odmówić udziału w tym planie. To oczywiście luźna refleksja przy lekturze, ale od dawna mnie intryguje.

 

Pozdrawiam :)

Cześć, NomadFromNowhere,

 

Tak, dobrze odczytałeś sens opowiadania – chodziło o tą bezinteresowność i gotowość poświęcenia się dla innych.

 

Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego Adam i Ewa po wygnaniu z raju postanowili podporządkować się wyrokowi Boga

Może byli świadomi swoich błędów i nie czuli żadnej potrzeby, żeby sprzeciwiać się swojemu Stwórcy? Z drugiej strony i tak nie mieli nic innego do roboty, niż właśnie:

uprawiać ziemię, zakładać rodzinę i zaludniać świat.

Dzięki za przeczytanie tekstu, bardzo mi miło, że taki ci się spodobał.

Pozdrawiam!

Kapibara

Może byli świadomi swoich błędów i nie czuli żadnej potrzeby, żeby sprzeciwiać się swojemu Stwórcy? Z drugiej strony i tak nie mieli nic innego do roboty, niż właśnie:uprawiać ziemię, zakładać rodzinę i zaludniać świat.

Ciekawa interpretacja. :) Mnie jednak nie do końca przekonuje, że Adam i Ewa od razu zrozumieli swój błąd i świadomie podporządkowali się wyrokowi Boga. Sam tekst biblijny pokazuje raczej, że ich pierwszą reakcją był strach, wstyd i przerzucanie odpowiedzialności, a nie głęboka skrucha czy moralna refleksja.

Bardziej zastanawia mnie coś innego. Po wygnaniu z raju zostają wrzuceni w świat biologii – głodu, bólu, pracy, rozmnażania i walki o przetrwanie. Być może nie tyle "zaakceptowali karę", co po prostu zaczęli funkcjonować zgodnie z nową, bardziej zwierzęcą naturą i silnym instynktem życia. W końcu chęć przetrwania jest jedną z najbardziej podstawowych cech wszystkich organizmów.

Oczywiście to tylko luźna refleksja. Lubię zadawać takie pytania, bo wydaje mi się, że biblijne historie są znacznie ciekawsze, gdy próbujemy spojrzeć na nie z różnych stron, zamiast od razu zakładać jedną oczywistą odpowiedź.

 

PS: Nie czuj się zmuszony do dyskusji w tym temacie, bo szanuję każdą wiarę i poglądy (prawie). Ot, po prostu taki ze mnie niewyrosły filozof.

Wszystkiego dobrego i pozdrawiam!

Być może nie tyle "zaakceptowali karę", co po prostu zaczęli funkcjonować zgodnie z nową, bardziej zwierzęcą naturą i silnym instynktem życia.

Podoba mi się ta interperetacja, napisałem, że 

i tak nie mieli nic innego do roboty

Więc można to jakoś połączyć – nie ma w końcu nic silniejszego, niż wola przetrwania i zawsze tak starałem się to tłumaczyć.

Nie czuj się zmuszony do dyskusji w tym temacie

Spoko, ja sam jestem wierzący, więc nie mam żadnych problemów, żeby “Porozmawiac o Bogu” (XD). Nie jestem żadnym teologiem, więc moja interpretacja może być jakoś wybrakowana, lub nie precyzyjna, bo temat jest dość grzęski: znam ludzi, którzy twierdzą, że ta historia z ogrodem i zakazanym owocem to tylko metafora, jak i osoby biorące ją jako dosłowną.

Fajnie, że moja praca wywołała taką dyskusje. 

 

Pozdrawiam!

Kapibara

Nietypowa kolej zdarzeń – najpierw Adam i Ewa, nie wiadomo gdzie, osobiście uprawiali drzewo, a kiedy urodziło owoc, ruszyli na poszukiwanie raju. Zdumiała mnie, Krzysztofie, Twoja interpretacja spraw, zdawałoby się, niezmiennych, no ale skoro tak to sobie wymyśliłeś…

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia.

 

Śnieg wzbie­rał z każ­dej stro­ny… → Obawiam się, że śnieg nie wzbiera.

Proponuję: Śnieg coraz silniej sypał zewsząd.

 

Długa i głę­bo­ka rana cią­gnę­ła się po jego klat­ce. → A może: Długa i głę­bo­ka rana znaczyła jego tors.

 

Nie była pewna, ale mo­gła­by po­przy­siąc… → Raczej: Nie była pewna, ale mo­gła­by ­przy­siąc

 

w akom­pa­nia­men­cie kli­ka­ją­cych kości pod­niósł się z ziemi. → Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: …ze stukotem kości pod­niósł się z ziemi.

 

Po­pra­wił jesz­cze uchwyt na owocu. → Czy dobrze rozumiem, że był to owoc wyposażony w uchwyt?

A może: Wygodniej ujął trzymany owoc.

 

Ewa przy­ła­pa­ła samą sie­bie, że od­pro­wa­dza skarb wzro­kiem… → A może: Ewa przy­ła­pa­ła się, że od­pro­wa­dza skarb wzro­kiem

 

Nie – po­my­śla­ła, już dość razy ob­wi­nia­ła się… → Nie – po­my­śla­ła, już tak wiele razy ob­wi­nia­ła się

 

Wraz z tym, jak ma­sze­ro­wa­li, świa­teł­ko za­czę­ło się dra­stycz­nie zwięk­szać. → Na czym polegała drastyczność zwiększania się światełka?

Proponuję: Z każdym krokiem światełko stawało się większe.

 

mur, brama i po­stać dzie­lą­ca ich na dro­dze do wej­ścia. → Czy dobrze rozumiem, że postać rozdzieliła Adama i Ewę na drodze do wejścia?

Proponuję: …mur, brama i po­stać stojąca na ich dro­dze do wej­ścia.

 

Za­bu­do­wa była stwo­rzo­na ze złota i bieli, ca­łość opla­ta­ły licz­ne wi­no­ro­śla… → Nie brzmi to najlepiej, zwłaszcza że nie ma zabudowy z koloru, a winorośl jest rodzaju żeńskiego.

Proponuję: Budowlę wykonano ze złota i alabastru/ kości słoniowej, a opla­ta­ła ją wi­no­ro­śl

Tu znajdziesz odmianę rzeczownika winorośl.

 

– Lu­dzie, uwa­ża­cie, że ten owoc to wy­star­cza­ją­co, aby Stwór­ca ze­chciał was przy­jąć? → – Lu­dzie, czy uwa­ża­cie, że ten owoc wy­star­czy, aby Stwór­ca ze­chciał was przy­jąć?

 

– Wiemy, że w ob­li­czu tego wszyst­kie­go, co stwo­rzył Pan, jest to nic… → – Wiemy, że wobec tego wszyst­kie­go, co stwo­rzył Pan, jest to nic

 

ale pra­co­wał rów­nie cięż­ko, co ja. → …ale pra­co­wał rów­nie cięż­ko jak ja.

 

Jeśli jest taka moż­li­wość, pro­szę wpuść­cie go przy­naj­mniej… → Jeśli jest taka moż­li­wość, pro­szę, wpuść­cie przy­naj­mniej jego

 

Ewa nagle po­czu­ła, jak po jej ciele roz­le­wa się cie­pło, zaj­mu­je ko­lej­ne czę­ści ciała, aż w końcu tra­fia do serca… → Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: Ewa nagle po­czu­ła jak rozlewające się po ciele ciepło dociera do serca

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej, Reg, miło cię widzieć.

 

no ale skoro tak to sobie wymyśliłeś…

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia.

Cóż, chyba trochę czasu minie zanim jakiś z moich tekstów ci się spodoba. Już biorę się za nakładanie poprawek, dziękuje za ciężką pracę redaktorską.

 

Pozdrawiam!

Kapibara

A mnie, Krzysztofie, miło było czytać i ufam, że z czasem będziesz pisać coraz lepiej, więc lektura Twoich opowiadań będzie niosła coraz więcej przyjemności. Powodzenia! :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

miło było czytać

Czyli jednak nie było, aż tak źle :P

A tak na serio, to jeszcze raz dzięki za uwagę.

 

Pozdrawiam!

Kapibara

To ja też całkiem poważnie – bardzo proszę raz jeszcze. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć, Krzysztof Kapibara

Otwierasz szorta bardzo odważnie, ekh, ekh. Czy tylko ja odebrałem początek, jako scenkę erotyczną?

Nie bardzo rozumiem, o co chodzi z tym owocem, ale szort mi się podobał.

Zwróć uwagę na:

Adamie… już prawie jesteśmy, proszę, jeszcze tylko trochę – powiedziała błagalnym tonem.

Czytelnik wie, że ona błaga. Dopowiedzenia sprawiają wybicie z rytmu.

Przykładowo:

Johnny sięgnął drżącą dłonią po broń i spojrzał w oczy szulera. Wiedział, że to koniec.

– Nigdy nikogo nie zabiłem – powiedział ze strachem.

Wystarczy: powiedział. Dopowiedzenie: ze strachem jest zbyteczne.

Pozdrawiam

 

Cześć, Hesket,

Czy tylko ja odebrałem początek, jako scenkę erotyczną?

Przyznam, że zaskoczyłeś mnie z tym, Heskecie, nawet przez głowę mi nie przeleciało, żeby zrobić z tekstu erotyk.

ale szort mi się podobał

Miło mi.

Czytelnik wie, że ona błaga. Dopowiedzenia sprawiają wybicie z rytmu.

Często słyszę, że za bardzo dopowiadam emocje w pracach – chyba nie ufam własnemu tekstowi i muszę używać takich dopowiedzeń ehh… będę miał to na uwadze w przyszłych pracach, tutaj też już poprawiłem.

 

Dziękuje za komentarz, cięszę się, że ci się podobało,

Pozdrawiam!

Kapibara

Czołem Krzysztofie!

Adam jęknął nie otwierając oczu. Nie była pewna, ale mogłaby przysiąc, że kąciki ust męża lekko się podniosły.

Raczej zmącenie podmiotowe od drugiego zdania.

Osłabiona i wygłodniała – bezsilna, ale nie mogła sobie teraz pozwolić na skruchę, nie, gdy są tak blisko.

Skruchę?

 

– Wybacz, że tak ci ciąże, powinnaś iść beze mnie.

ciążę

Nic dziwnego, liczyło się bowiem zachowanie jak największej ilości energii, równowaga i siła musiały więc odpuścić.

Tu przyznam, że nie rozumiem zdania.

 

Przyznam, że całkiem zgrabna miniaturka. Moralizatorska, ale o ładnym przesłaniu, ponadto ładna wizualnie. Troszeczkę można popracować nad artyzmem opisów, w takim tekście wypadłoby to szczególnie dobrze, jakieś zręczne metafory itp. Ale za to przesłanie wyraziste, ładne.

 

Klikam i pozdrawiam!

 

PS: a ja też początek zrozumiałem erotycznie, jak Hesket. Co my mamy w głowie Heskecie ;)

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Siema, Beeeecki,

 

Moralizatorska, ale o ładnym przesłaniu, ponadto ładna wizualnie.

Dzięki, dzięki.

ja też początek zrozumiałem erotycznie

hmm, wygląda na to, że napisałem przez przypadek erotyka.

Klikam i pozdrawiam!

Bóg zapłać (tematycznie), może w końcu przebiję barierę dwóch kliknięć xD.

 

Pozdrawiam!

Kapibara

Cześć, Krzysztofie!

Wydaje mi się, że tekst wymaga korekty. Oto kilka przykładów nieco dziwnych zdań:

Adam leżał oparty plecami przy zaspie.

Oparty o co? O zaspę? Jeśli o zaspę, to dlaczego przy?

Nie lubił, gdy jej dotykała, ale też nie mogła się od tego nigdy powstrzymać.

Ja dodałbym tu, że chodzi o Ewę, bo brzmi to dość dziwnie. Zważywszy, że dalej też piszesz o Ewie.

Wspięła się ponad zaspę i spojrzała na horyzont

Może po zaspie? A jeśli ponad zaspę, to po czym się wspięła?

ukryte na absolutnej granicy wzroku

Absolutna granica wzroku… Całkowita granica wzroku? Zupełna granica wzroku? Brzmi to dość dziwnie.

i w akompaniamencie stukoczących kości podniósł się z ziemi.

Jak dla mnie ten „akompaniament” oraz „stukoczące kości” wprowadzają do tekstu chyba niepożądany komizm.

Teraz zajmowało już cały dostępny im obszar widzenia,

Cały? Ale tak zupełnie cały? Zresztą ten obszar widzenia brzmi trochę zbyt ściśle? Poza tym, jeśli to coś jakby gwiazda, to jak oni na to patrzą? Moim zdaniem należałoby ten akapit zmienić.

Oto nasz podarunek, włożyliśmy w niego naszą pracę, emocje i zdrowie

Te emocje brzmią mało naturalnie. Może: całą naszą pracę, zdrowie i serce (lub miłość)?

 

To tak kilka przykładów, aby nie być gołosłownym.

 

Nie wiem, po co wprowadziłeś mróz i noc do tekstu, jeśli nie ma to żadnych konsekwencji dla bohaterów. Bo ci i tak nie czują zimna, pomimo skąpego ubrania, i widzą wszystko, co istotne. Nawet siebie nawzajem na tyle, aby zajmować się opatrywaniem ran.

 

Też zmieniłbym początek. Skojarzenia miałem podobne jak Hesket i właściwie miałem zamiar przestać czytać dalej.

 

Moim zdaniem opowiastka jest trochę naiwna. Przypuszczam, że po części wymusza to krótka forma tekstu. A po części fakt, że nieco inaczej widzę te sprawy. Ale to bez znaczenia, bo to twój tekst.

 

Pozdrawiam.

Nowa Fantastyka