– Weronika! – zawołała Kasia zupełnie niespodziewanie, wyrywając mnie z odrętwienia. – Widziałaś to? Wracałyśmy z wesela znad morza. Wybrałam trasę przez małe miejscowości, bo nie lubiłam jeździć autostradami. Liczyłam na ładne widoki, ale wyjechałyśmy później niż planowałyśmy. Cienie wydłużały się coraz bardziej. Robiło się szaro, miałyśmy ponad połowę trasy przed sobą. Czułam się mocno znużona podróżą. Próbowałam bardziej się skupić na drodze. – Weronika! Widziałaś to? Co to było? – dopytywała gorączkowo, musiałam się zebrać, żeby w ogóle jej coś odpowiedzieć. – Co? – Nie widziałaś tego? Powiedz, że też to widziałaś! – Ale co? – Zatrzymaj się – nakazała, ale ja wcale nie czułam ochoty, żeby to zrobić. – Zatrzymaj się, do cholery! – zaczęła krzyczeć i wtedy stanęłam przy jakimś polu. Bardzo się już ściemniło, więc nie mogłam jej dojrzeć, ale słyszałam, że wymiotuje. Czułam się strasznie zmęczona i bardzo odrętwiała. Zrobiło mi się jej żal, ale brakło mi sił wysiąść i sprawdzić co z nią. Czytałam, że ludziom zdarza się tak bardzo zamyślić za kierownicą, że nie pamiętali jak dojechali do celu. Czułam teraz podobnie, straciłam poczucie czasu. Jak długo jechałyśmy? Spojrzałam na telefon. Pokazywał po 21.00. Powinnyśmy już powoli dojeżdżać do domu. Chwyciłam telefon, żeby zobaczyć, co pokazuje mapa. Czekały nas jeszcze dwie godziny drogi. Zamrugałam, bo w pierwszej chwili pomyślałam, że się przewidziałam. Niestety nie. Ogarniała mnie senność. Kasia wreszcie wróciła do samochodu i choć chciałam ją zapytać czy wszystko okej, to brakło sił na dodatkowy wysiłek poza prowadzeniem. Reszta podróży minęła nam w ciszy. Odwiozłem ją do domu i wróciłam do swojego mieszkania. Nie dałam rady się nawet wykąpać i przebrać w piżamę. Dosłownie padłam nieprzytomna na łóżko. Obudziłam się następnego dnia po trzeciej po południu. Zdziwiłam się, że przespałam całą noc i prawie cały dzień. To mi się nigdy nie zdarzało. Zrzuciłam brudne ciuchy. Jasnoszara bawełniana koszulka była przepocona. Gdy wkładałam dżinsy do kosza na pranie dostrzegłam, że nogawki są ubłocone. Nie kojarzyłam, żebym chodziła po błocie. Spojrzałam na trampki porzucone w przedpokoju. Oblepiała je ziemia i czarna maź. Chwyciłam za papierowy ręcznik i zaczęłam je przecierać, ale smolista substancja nie schodziła. Myślałam, że to smar, ale czułam tylko zapach ziemi i lekki zapach amoniaku. Wskoczyłam pod prysznic, gdy myłam kark wyczułam pod palcami dziwne zgrubienie. Pewnie wyskoczył mi pryszcz, albo coś mnie ugryzło – pomyślałam. Nie mogłam jednak przestać dotykać tego bolesnego miejsca. Wkurzała mnie dziwna gulka wyczuwalna pod palcami. Gdy wrzucałam brudne ciuchy do pralki przyjrzałam się koszulce. Z tyłu przy kołnierzu widniała plamka zaschniętej krwi. Podeszłam do lustra sprawdzić co miałam na karku, ale nie byłam się w stanie tak obrócić, żeby dojrzeć to wypukłe miejsce. Wstawiłam pranie i postanowiłam odpocząć skoro dostałam urlop. Wtedy przypomniało mi się, że Kaśka wymiotowała po drodze. Puściłam jej smsa z pytaniem jak się czuje, ale nic mi nie odpisała. W końcu zadzwoniłam do niej wieczorem, ale nie odbierała telefonu. Zadzwoniłam jeszcze dwa razy. Wreszcie odebrała. – Nic nie pamiętasz? – zapytała. – Wiem, że źle się poczułaś. Może cię tak zemdliło po alkoholu z wesela? Czy już ci lepiej? – Nie o to mi chodzi! – To co mam pamiętać? No trochę się upiłaś na smutno przez Mariusza. – Wera, naprawdę nic nie pamiętasz? – Nie wiem, o co ci chodzi. – Jak wracałyśmy do domu. Zauważyłaś, że jechałyśmy znacznie dłużej niż normalnie. – Byłam w domu dopiero po 23, ale byłam wykończona, pewnie po prostu powoli jechałam. – I nie pamiętasz co się wtedy stało? – Kaśce łamał się głos. – Poza tym, że zrobiło ci się niedobrze? – Przypomnij sobie – wybuchła płaczem – przypomnij sobie, dobrze? – załkała i się rozłączyła zanim zdążyłam zapytać, co takiego, do cholery, miałam sobie przypomnieć. Za to w nocy zjawiły się koszmary. Śniło mi się, że jechałyśmy przez las, ale nie mogłyśmy się z niego wydostać. Krążyłam autem po dzikich drogach. GPS w komórce nie działał, a ja próbowałam zapamiętać trasę, żeby uniknąć krążenia w kółko, ale nie potrafiłam. Wciąż trafiałam w to samo miejsce. Rano obudziłam się zlana potem. Ledwo zwlekłam się do pracy. Od tego dnia ten sen śnił mi się niemal codziennie. Każdego dnia budziłam się strasznie zmęczona i obolała. Pisałam o tym do Kaśki, ale mnie zbywała, telefonu nie odbierała i nie chciała się spotkać. Po kilku tygodniach koszmary zaczęły się zmieniać. Śniło mi się, że silnik samochodu gaśnie i nie mogę go odpalić i obie z Kaśką czujemy niewyobrażalny lęk, jakby coś strasznego czaiło się na nas w tym lesie. Innym razem widziałyśmy dziwne światło wśród drzew. Jakby ktoś świecił latarkami. Również na jawie czułam się coraz gorzej, nie potrafiłam się skupić w pracy i ciągle bolał mnie brzuch i kark. Zaczęłam się zastanawiać, czy coś złego nam się nie przytrafiło. Może ktoś nam czegoś dosypał do picia zanim wyjechałyśmy? Czy to możliwe, że ktoś nas skrzywdził? Napisałam do Kaśki, że mam straszne koszmary, ale nie mogę sobie przypomnieć, co się stało. I jeśli ona pamięta, to niech do mnie zadzwoni, bo czuję, że oszaleję. “Przypomnij sobie o jeleniu” – odpisała. Jak tylko przeczytałam wiadomość zebrało mi się na wymioty. Ledwo dobiegłam do łazienki. Najwyraźniej moje ciało pamiętało coś, czego mój umysł wciąż nie mógł sobie przypomnieć. Może skoro zapomniałam, to z jakiegoś ważnego powodu, może lepiej w tym nie grzebać. Czyżbym potrąciła jelenia i wyparła to z pamięci? Pobiegłam sprawdzić, ale nie znalazłam żadnych śladów na zderzaku. Koszmary jednak nie mijały. Doszedł w nich kolejny element. Gdy auto się zatrzymywało, wysiadałam i szłam w stronę świateł w lesie. Szłam przez pole, aż dochodziłam na skraj lasu. Na polanie dostrzegłam jelenia. Wtedy budziłam się w wrzaskiem. Nie chciałam dłużej tak żyć. Błagałam Kasię tak długo, żeby przyjechała, że wreszcie się zgodziła. Gdy usiadła w fotelu i zaczęłyśmy rozmawiać o tym wieczorze, brakujące elementy układanki zaczęły wskakiwać na swoje miejsce, aż w końcu wszystko sobie przypomniałam. Pakujemy się, jedziemy przez małe miejscowości, podziwiamy pola rzepaku, zaczyna się ściemniać, jedziemy przez las, mijamy puste pola. Samochód gaśnie, zupełnie jak w moim śnie. Nie odpala. Nie brakuje paliwa. Nie świeci się żadna kontrolka, zupełnie jakby akumulator nagle się całkiem rozładował. Wysiadam. Na zewnątrz jest już całkiem ciemno. Przede mną ścieli się puste pole. A za polem ściana lasu migocze. Idę w stronę świateł. Trampki zapadają się w świeżo zaoranej ziemi. Zapach amoniaku to zapach nawozu z saletry. Kasia stoi przy aucie i krzyczy żebym wracała, ale muszę zobaczyć, co tam jest. Przedzieramy się razem przez pole i dochodzimy do sosen. Snopy światła są dalej niż zdawało się z drogi. Nie wyglądają jak światła latarek, ale jakby promienie wyrastały z ziemi. Wchodzimy między drzewa. Igliwie chrzęści mi pod stopami, potykam się o korzenie. Powietrze jest rześkie i wilgotne. Pachnie żywicą i czymś jeszcze. Czymś metalicznym. Czuję, że na rękach wychodzi mi gęsia skórka, ale nie jest mi zimno. Wychodzimy na polanę. Światła przygasają, jakby to, co chciało nas tam zwabić, osiągnęło już swój cel. Kasia błaga, żebyśmy zawróciły, ale muszę sprawdzić, co tam jest. Na środku polany stoi coś wielkiego. Coś znajomego i obcego jednocześnie. Czekam aż moje oczy przyzwyczają się do mroku. Wiatr przegania chmury i księżyc oświetla polanę. Wtedy go widzę, jest ogromny. Jeleń z wielkim porożem i dużymi czarnymi oczami. Nie jestem w stanie oderwać wzroku od tych oczu. Widzę w nich swoje odbicie, ale mam wrażenie, że są martwe. Jakby to była kukła. Już wiem, że dzieje się coś bardzo złego, ale jeszcze nie wiem co. To nie jest jeleń! To jakaś postać. – To nie jest człowiek! – słyszę urwany wrzask Kasi. Nagle coś mnie wysysa. Nie mogę się ruszać, nie mogę wydobyć z siebie głosu. Nie mogę nawet mrugnąć. Zalewa mnie światło. Kasia leży obok, nie rusza się i nic nie mówi. Kurczę się w sobie coraz bardziej, ale nie umiem zniknąć. Ktoś nas obserwuje. Dotyka. Bada. Nakłuwa. Wsadza coś. Tak bardzo boli. Strużka krwi leci po moim karku. Tracę przytomność. Budzę się. A potem dzieje się coś dużo gorszego. Nie wolno tego robić. Czuję coś w sobie. Ból rozrywa mój brzuch i moje ciało. Marzę o śmierci. Nie! Nie! Nie! To ciało już nie należy do mnie. Coś rozrywa je na pół. Jak kawałek mięsa. Wiem, że to samo dzieje się z Kasią obok mnie. Widzę krew. Zrywam się z kanapy. Chciałabym wpełznąć do dziury i się schować, ale to nic nie da, znajdą mnie wszędzie. – To był tylko sen, tylko sen – powtarzam sobie, żeby nie oszaleć ze strachu. Zginam się w pół i obejmuję swój brzuch, bojąc się, że się rozpadnę. Tak bardzo boli, jakby coś mnie znowu rozrywało. – To się działo naprawdę – dobitnie stwierdza Kasia. – Mówiłam ci, żebyś tam nie szła, ale musiałaś to zobaczyć. Musiałaś! A teraz oni stale przychodzą po mnie. I po ciebie też przyjdą.
Witamy na forum!
Tutaj znajdziesz wątek powitalny:
https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/56842845
Co do tekstu, to warto go sformatować, obecnie to jeden zwarty blok. Trzeba wydzielić dialogi i akapity.
Sama opowieść grozy w porządku, czyli straszy, napięcie narasta, wracanie do wypartych z pamięci szczegółów to dobry zabieg – czytelnik jest ciekawy, co się naprawdę stało, na początku wzbudzasz niepokój, który intryguje. Pod tym względem jest dobrze.
Czytelnik obeznany z gatunkiem przewiduje fabułę i zakończenie, pod tym względem nie jest odkrywczo, ale nie jest również źle.Tzn. nie zjeżyłaś mi włosów na głowie, ale też się nie nudziłem. jak na pierwszą historię obiecująco. Pisz dalej. Tylko formatuj :)
It is not who I am underneath, but what I do that defines me
Pomysł fajny, klimat odpowiedni. Gratulacje.
Formatowanie do poprawy :)
Pozdrawiam serdecznie :)
Lubię historie o UFO. Odludna okolica, długa nocna podróż samochodem, światło w lesie, luka czasowa i implant. Elementy obowiązkowe odhaczone :).
Umiesz pisać o emocjach – to się dobrze czyta.
Rzeczywiście, przeszkadza brak akapitów, nie widać dialogów. Jasne, że nie ma to znaczenia jeśli ktoś czyta syntezatorem mowy, ale taki zwarty blok tekstu jest niewygodny do czytania oczami.
Często ci się zdarzają powtórzenia. np.
Ból rozrywa mój brzuch i moje ciało. Marzę o śmierci. Nie! Nie! Nie! To ciało już nie należy do mnie. Coś rozrywa je na pół.
Hmmm… czy brzuch to też ciało?
Takie potknięcia stylistyczne są normalne w “transie pisania”, ale pewnie dostaniesz tu wyliczankę usterek. Warto je poprawić, bo tekst jest całkiem przyzwoity jako osadzony mocno w najbardziej klasycznym gatunku “UFO”.
Oznacz tekst jako szort, bo szorty czyta z reguły więcej osób. Limit szorta to max. 10 tys znaków więc się mieścisz spokojnie.
Pozdrawiam!