- Opowiadanie: marzan - Wyzwanie #55 Kłopotliwe imieniny

Wyzwanie #55 Kłopotliwe imieniny

W wyzwaniach dawno nie gościły zabawy językowe. A ponieważ jest baaardzo gorąco i nawet wena woli chlupać się w rzece niż ślęczeć nad fabułą, mam dla Was coś w sam raz na jazdę pociągiem, długi spacer (tylko uwaga na korzenie) albo hamak w cieniu.

Kończymy w niedzielę 5 lipca. Wyjątkowo NIE MA LIMITU ZNAKÓW (zobaczycie, dlaczego)

Oceny

Wyzwanie #55 Kłopotliwe imieniny

 

Kuzynka króla Alergiusza mieszka w odległej pustelni. Świętożyźń nie została wcale tak nazwana ze względu na uwielbienie bogów – ma silnie uczulenie na literę “a”. Król, który ze względów oczywistych nie może osobiście pojawić się na imieninach, poprosił Cię o napisanie historyjki, która rozbawi lub zachwyci znużoną samotnością solenizantkę. Nie może zawierać ani jednej literki “a” i “A”.

Koniec

Komentarze

Ooooo kurde! Zważywszy na moją debiutancką na forum “Sowę”, czuję się nominowany! :D 

Tyle że tym razem poziom trudności podkręcony jest do maksimum. 

 

Spróbujmy (rozgrzewkowo, bo pewnie jeszcze coś do końca tygodnia stworzę z mózgiem działającym lepiej niż przed północą. :D)

 

 

Świt. 

Dzień dobry, mówi kruk.

Cześć, mówi drugi.

 

Przedpołudnie.

Co robisz, chce wiedzieć kruk.

Myślę, informuje drugi.

 

Południe

Wymyśliłeś, dopytuje kruk.

Jestem już blisko, obiecuje drugi.

 

Popołudnie

Nudzę się, irytuje się kruk.

Cierpliwości, mityguje go drugi.

 

Wieczór

Wymyśliłem, chełpi się drugi.

Pierwszy jest już przy innym drzewie.

Zupełnie jakbym czytał o swoim życiu. Fajne i nie widzę w teksie A, więc fajne podwójnie.

 

 

 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Wisi trupek, szumi buk – zwłoki w pląs.

Kruk znudzony widzi ruch.

Myśli sobie:

„Skoro kusi, idę w to.”

Dziobem bije, wydłubuje – tłuste czerwie.

Wniosek:

Sukinsyn może być użyteczny, gdy w nim coś dojrzeje.

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

O łał, mocny tekst. Podziwiam, jak obrazową wizję zbudowałeś w kilku bardzo krótkich zdaniach.

 

Jedyny problem to „a” w morale. Moze wniosek? :)

A dziękuję:) I dzięki za wyłapanie morału – poprawione na wniosek. 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

O Kruku Zenonie, łowcy smoków

Część I

 

– Zenonie, zerknijże, coś do kory w nocy przybili!

Kruk przeciągnął się i łypnął groźnie, lecz w końcu sfrunął i przycupnął przy pniu.

„Kto bestię ubije, ten rękę księżniczki zdobędzie”

– Bujdy i gryzmoły! – zezłościł się Zenon. – Bo co to jest, niby smok?

– Smok, nie smok, ręki księżniczki żem jeszcze nie przeżuł – rzekł szczur Grzegorz.

– Przecież ledwie tydzień temu żeśmy w książęcym brzuchu ucztę mieli, nie pomnisz? Z bitwy chyżo uszedł, lecz w pień głową huknął, pechowiec.

– Książę księżniczce nie równy!

– We łbie ci się przewróciło. Ze smokiem się chcesz bić?

– Szczurze życie krótsze niż twoje, kruku. O czymże wnukom powiem? Przeżyć i przeżuć w pełni, oto me motto!

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Zainspirowaliście mnie krukiem. Aliteracje zamierzone XD. Może będą kolejne części.

 

P.S. Jak ktoś dopisze kolejną część Zenona, też się nie obrażę. Byle nie powstały dwie jednocześnie, bo będzie bifurkacja opowieści :)

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Jedno jest pewne kolejne też musi mieć kruka:) – na razie ptaszysko stało się cichym bohaterem tekstów. 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Pozostanie nim, aż ktoś zakrzyknie nevermore! ;)

Łuuu, krucabomba, niezłe zadanie XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

O Kruku Zenonie, łowcy smoków

Część II

 

– Ciężkie twe brzuszysko niezmiernie, Grzegorzu!

– Nie jęcz, Zenonie, tylko leć wyżej! Kto rzekł, że koźlę w młodości bez trudu unosił?

– Będziesz zrzędził po próżnicy, to wnet ze szponów wypuszczę! Szczęście, że otwór w ziemi ogromny już widzę, niechybnie to smocze legowisko.

– Ktoś ku niemu lezie, zerknijże!

– Nie ktoś, tylko Wyrwiząb, królewski egzekutor i inkwizytor!

– Czyżbyś mówił o źródle jeszcze ciepłych posiłków, Zenonie?

– Mógłby wreszcie spostrzec, że nie liczy się ilość, lecz gust. Tłuczone żywcem gorzknieje.

– Co, jeśli pierwszy dorwie bestię? Lądujmy i rozmówmy się z nim!

Kruk obniżył lot, niby niechcący trzepnął szczurem o dorodne głogi, po czym z impetem wrył się w błocko u stóp Wyrwizęba.

– Dokądże to, dobroczyńco? – rzekł szczur, wypluwszy uprzednio błoto.

– Przejść się, bo co? – mruknął Wyrwiząb.

– Z toporem?

– Codzienne ćwiczenie czyni mistrzem!

– Nie idziesz przypadkiem do bestii?

– Może idę, i co z tego?

– To, że możemy ci pomóc, dobroczyńco.

– Sprytny jesteś, szczurze, lecz król tylko jednemu rękę oferuje.

– Wyrwizębie, pozwól, że się wtrącę – rzekł kruk – księżniczki zwykle są dwurękie. Chodzi ci specyficznie o rękę, czy może o inne wdzięki? Mógłbyś więc cieszyć się urodą jednorękiej księżniczki, kiedy my chętnie przytulimy drugą rękę. I czy nie jesteś mistrzem w dzieleniu członków?

Wyrwiząb prychnął, westchnął i skrobnął się toporem po łysinie.

– Spróbujcie tylko mnie okpić, to oskóruję i obiorę z piórek!

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Współczuję Tarninie, kiedy będzie poprawiać nasze wypociny bez “a” – czasem tak nagięte, że aż trzeszczy XD

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

devil

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

O Kruku Zenonie, łowcy smoków

Część III

 

U wylotu dziury kręciło się już kilku rycerzy, i to dosłownie. Chodzili w kółko, porzuciwszy oręż, niektórzy również zbroje. Dwóch zdążyło już zdjąć bieliznę i włóczyli się przed wejściem zupełnie nagusieńcy. Otwór co chwilę lśnił na różowo.

Wyrwiząb śledził spojrzeniem odczyty dozymetru.

– To cholerstwo promienieje subtelnym kobiecym pięknem – orzekł. – Rycerze mutują w smoczą wyżerkę. Szczęście, że jestem już odporny, co wtorek grilluję młode wiedźmy.

– I nic o tym nie wiemy? – zrzędził Grzegorz.

– Hm, wy się nie boicie? – wątpił Wyrwiząb.

– Wykłułem już tyle pięknych oczu, nie bierze mnie – stwierdził Zenon.

– O żesz w mordę, te łuski tęczkowe, brzuszek rozkoszny, szpony purpurowe… – Szczur już kroczył w stronę otworu.

– Stój, Grzegorzu! – krzyknął Zenon, lecz było zbyt późno. – Unieś topór, Wyrwizębie! Grzegorz nie może skończyć w smoczym brzuszysku!

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Nowa Fantastyka