Nie katuje się leżącego,
bo nogi masz bliżej niż ręce.
Wystarczy drobny gest i silne ramię – nic więcej…
Nie związuje się psa w gęstwinie,
gdy lato atrakcją cię kusi.
Wyrazu tych oczu w pamięci nigdy nie zdusisz…
Nie porzuca się ukochanej,
kiedy inni wciąż drwią i szydzą.
Uroda mija, a oni jej duszy nie widzą…
Nie zostawia się starej matki,
gdyż ciąży i niszczy ci plany.
Przez lata to ona jedna koiła twe rany…
Nie bije się dziecka dlatego,
że czujesz przewagę i siłę.
Nie strać sumienia ani serca nawet na chwilę…
Nie marnuje się człowieczeństwa,
wszak po coś zostało nam dane.
Nie warto, by życie głupotą zmienić w przegrane.
Ładne przesłanie. Najsmutniejsze, że powinno być oczywiste, a jednak trzeba o tym pisać.
Zgrzyta mi nieco styl. Z jednej strony są kumple, a z drugiej twe rany. Trochę jakbyś, Anonimie, nie zdecydował, w jakim rejestrze chcesz się poruszać i oddał decyzję rytmice i rymom. :)
Nie jestem specem z liryki i poezji, ale ładne przesłanie.
Co do stylu sie nie wypowiem, moze ktoś mądrzejszy w tej kwestii się trafi.
Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"
Najsmutniejsze, że powinno być oczywiste, a jednak trzeba o tym pisać.
Ano…
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Co do wyrażonych wartości etycznych i moralnych w pełni zgoda, co do walorów poetyckich – pojęcia o wierszach nie mam zielonego, więc zamilknę tutaj, Kolego;)
"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill
@Barniusz, @Melendur88, @Tarnina, @Lesnylutek – dzięki.
Pecunia non olet
Cześć!
Przyznam szczerze, że nie jestem wielkim znawcą poezji, na co dzień siedzę i tworzę w zupełnie innych, fantastycznych klimatach, ale Twój tekst bardzo mi się podoba.
Ujmuje właśnie tą swoją zwyczajnością i prostotą formy.
@DreadyVibe, podziękowania.
Pecunia non olet
Ładne. Dobre, obrazowe porównania, działają na wyobraźnię, bez zbytnich udziwnień
Zamiana goiła twe rany na goiła ci rany może usunąć problem, o którym wspominał barniusz, do tego szyk będzie bardziej swojski. Ale w poezji każde słówko ma znaczenie, więc sam zdecyduj.
It is not who I am underneath, but what I do that defines me
Serwus,
Ładny wiersz, moralistyczny w przekazie.
Fajnie, Anonimie, że utrzymałeś/aś powtórzenie „Nie” na początku każdej zwrotki – dzięki temu tekst jest bardziej rytmiczny. Podoba mi się też regularność sylabiczna 9/9/14. Zastanawiam się tylko nad średniówką, bo wydaje mi się miejscami nieregularna, a przy tak krótkim wierszu chyba dałoby się ją jeszcze dopracować, bo nie wiele zabrakło.
Niemniej i tak mi się podoba. Dobry wierszyk.
Pozdrawiam i klikam.
@Marzan, @Robert Raks, dzięki.
Decyzja: zmieniam, lecz “kumpli”, bo “ci” to powtórzenie.
Pecunia non olet
O! Dobrze, że usunąłeś słowo „kumpli”, bo moim zdaniem wyraźnie zgrzytało. Cały wiersz ma raczej podniosły charakter, a to określenie było zbyt potoczne.
Ładne, a i przesłanie fajne. Wszyscy o tym powinni wiedzieć, a jednak…
Dobra robota, klikam.
You cannot petition the Lord with prayer!
Niby tysiace razy powtarzane truizmy, a dociera gdzie trzeba. Niezłe, calkiem niezłe.
Już tylko spokój może nas uratować
@Robert Raks, @MichaelBullfinch, @Rybak3 – dziękuję.
Pecunia non olet
Kilka pięknie podanych prostych prawd. Mimo tytułu przekaz bardzo pozytywny.
Pozdrawiam!
@AP – podziękowania.
Pecunia non olet
Cześć!
Na pewno warto było się tym podzielić, w trudny do opisania sposób łączy stanowczość i miękkość, pełne czułości, cechy – zdaje się – Tobie właściwej. Rytmika oryginalna, Robert oczywiście słusznie doliczył się 9/9/14, ale brak średniówek w jakimś stopniu rekompensują tutaj cechy toniczne, warto by zapytać o zdanie kogoś wprawniejszego ode mnie, na ile dobrze to brzmi. Z drugiej strony nie jestem pewien, jaka jest zamierzona grupa docelowa, czy ten ładunek surowej prostoty i dosłownej dydaktyki nie okaże się zbyt ciężki dla większości czytelników. Niektóre frazy wydały mi się niezgrabne (zwłaszcza “związuje w gęstwinie” i “głupotą zmienić w przegrane”, zastanawiam się też, czy nie miało być “koiła rany”).
Pozdrawiam serdecznie,
Ślimak
@Ślimak Zagłady, dziękuję, zmienię.
Pecunia non olet
No, dosyć oczywiste te zakazy.
Babska logika rządzi!
Dziękuję, @Finkla.
Pecunia non olet
No, dosyć oczywiste te zakazy.
Problem w tym, że jakby nie dla każdego.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Tak, to jest problem. Zastanawiam się, jaki jest odsetek tych absolutnie nieogarniętych moralnie/psychopatów.
Babska logika rządzi!
Właściwie to żal tylko jednego – że ludzie mówiący podobne rzeczy tak często są ignorowani lub wyśmiewani.
Sposobał mi się dobór sytuacji i styl.
Pozdrawiam.
Zastanawiam się, jaki jest odsetek tych absolutnie nieogarniętych moralnie/psychopatów.
Mmmm, etyka, a tym bardziej etologia, to nie moja specjalność (mam o niej takie pojęcie, jak przeciętny absolwent filozofii, co prawda ludzie niebędący absolwentami filozofii przeważnie nie mają żadnego pojęcia o etyce – przypominam, etyka jest jak medycyna, moralność jest jak zdrowie: możesz być zdrowa jak ryba i nie mieć pojęcia o medycynie, a możesz być wybitnym lekarzem i ledwo dychać).
W każdym razie nie mam czasu, energii ani przygotowania na długi, nudny wykład o zmyśle moralnym, synderesis i takich tam. Ale mądrzy ludzie powiadają, że granica między dobrem a złem przebiega przez środek ludzkiego serca. To nie to, że ktoś nie wie, że robi źle (chociaż przeważnie wmawia sobie z całej siły, że wcale nie – bo nie lubimy być źli). To raczej kwestia uszeregowania wartości, które bez ogródek nazwę błędnym, szykując się na wielkie oburzenie z powodu mojego sztywnego dogmatyzmu (już naprawdę przestało mnie to oburzenie ruszać).
Bo jeśli komuś przez całe życie się wmawia, że najważniejsze na świecie jest, żeby było mu wygodnie i przyjemnie, i on w to wierzy, to nie przyjmie do wiadomości, że nie ma racji. A ludzie działają zgodnie z tym, co myślą, a nie z tym, co faktycznie jest. Na tym, między innymi, polega wolność.
Ale polega również na tym, że można zmienić zdanie.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
@Finkla, @Tarnina, @TomaszG – dziękuję za dyskusję.
Ale polega również na tym, że można zmienić zdanie.
![]()
Pecunia non olet
Ale uwaga – nie przypadkowo. Zaznaczam, bo ludziom się chyba naprawdę wydaje, że albo determinizm, albo losowość, więcej nic. A potem się dziwią…
ETA: A, i etologia to nauka o tym, jak ludzie się faktycznie zachowują, opisowa, znaczy. Jakby co.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Słusznie.
Pecunia non olet
Nie znam się na wierszach, ale ten mnie wzruszył i zasmucił, a jednocześnie zmusił do refleksji.
Podoba mi się ten wiersz. To naprawdę ładny wiersz.
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
No, Bruce, jesteś pełna niespodzianek. Ładny to twór
Those who don't believe in magic will never find it
HollyHell91, niczym kultowy: “to naprawdę ładny głaz”. :)) Cieszę się. :)
OldGuard, miło mi. :)
Bardzo Wam dziękuję. 

Pecunia non olet
@bruce poezja silna w Tobie jest ;-)
Na wierszach rymowanych się nie znam… więc się wypowiem ;-)
Pierwsze zwrotki moim zdaniem wpadają w ucho i dałoby się pewnie je nawet zaśpiewać – i w takiej formie, w formie piosenki (czy wręcz protest songu) – to by mogło być dużo lepsze.
Problem mam z dwoma ostatnimi zwrotkami, które po prostu mi nie brzmią, może to jest kwestia rymów, może coś w tym rytmie mi zaczyna przeszkadzać, może o długość wyrazów chodzi – nie jestem pewien, coś mi zgrzyta, a musiałbym się dłużej zastanowić nad tym – co właściwie.
Może – ponownie – jakby do tego dodać parę akordów na gitarze – byłoby lepsze.
Przesłanie dość proste, wręcz oczywiste, stąd w komentarzach pojawia się rozpoczęty pierwszym wątek “Najsmutniejsze, że powinno być oczywiste, a jednak trzeba o tym pisać.“
Dla mnie samego o wiele ciekawsze od utworu okazały się jednak te komentarze, które wskazują, że tutejsi autorzy mają bardzo prostą wizję ludzkiej psychiki – a nie powinni, skoro chcą pisać o ludziach a nie o robotach. No chyba, że jednak wolą o robotach :)
Ponieważ mnie osobiście tak wkurza płycizna psychologiczna współczesnej literatury, może kiedyś zrobię o tym artykuł, jak takich, nieprzystojących pisarzom uproszczeń unikać (oczywiście wszyscy ludzie takich uproszczeń dokonują, bo człek to istota bardzo leniwa poznawczo).
Nie jest to przytyk do Ciebie, @bruce. Bo Twój “protest-song” miał walić mocno i nie można go osłabiać.
Recepcja tekstów, szczególnie protest-songów to temat na osobny felieton.
Najlepiej to widać na przykład z tekstami Kaczmarskiego – które są głębokie i nieoczywiste, a różne formacje z nich korzystają, zupełnie ich nie rozumiejąc (lub rozumiejąc błędnie) – chyba największym wypaczeniem sensu było śpiewanie Murów, jako piosenki rewolucyjnej – owszem, ona zarówno rytmem, jak i początkiem tekstu się do tego świetnie nadaje (dlatego tylko te początkowe wersy były z reguły śpiewane) – ale twierdzić, że Mury to utwór rewolucyjny może tylko ktoś, kto nie zna całego tekstu (lub go zupełnie nie rozumie).
Pisarz powinień patrzeć i głębiej i szerzej, zaglądać nie tylko do dusz dobrych i oczywistych, ale również do złych i pokręconych, odnajdując nieoczywiste powody tego pokręcenia, zamiast zadowalać się łatwymi etykietkami tak jak Obi-Wan Kenobi:
He’s more machine now than man, twisted and evil
Bo ludzie z natury są dobrzy, a na dnie każdej, największej ciemności znaleźć można iskrę światła.
Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, indioto Ty, nadal chyba nie rozumiesz
Wiersz-prawda – zgadzam w zupełności z każdą strofą. Trochę smutne, że są i tacy, którzy nie zwracają uwagi na takie rzeczy, jak człowieczeństwo chociażby ;)
Jimie, wywołany do tablicy, zapytam – w jaki sposób wyrażenie smutku, że ludzkość funkcjonuje tak a nie inaczej, oznacza według Ciebie równoczesny brak zainteresowania złożonymi powodami tego typu zachowań? :)
Bo… ludzkość tak nie funkcjonuje. To uproszczenie tak daleko idące, że przekraczające granicę błędu.
Ludzie robią złe rzeczy nie dlatego, że nie wiedzą co jest dobre a co złe – te oczywiste rzeczy są rzeczywiście oczywiste dla ogromnej większości ludzi, z wyjątkiem osób, które mają jakieś bardzo poważne problemy psychiczne (lub uległy głębokiej indoktrynacji).
Naprawdę smutne jest to, że złe rzeczy robią dobrzy ludzie i to, że każdy z nas może się znaleźć (i wcześniej czy później znajdzie, lub już znalazł) w sytuacji, w której wyrządzi komuś zło. Nie da się przejść przez życie nikogo nie krzywdząc, nawet, gdybyś był świętym.
Wiersz pięknie mówi o tym, żeby ze wszystkich sił starać się minimalizować cierpienie wszystkich istot.
I tak się go nie wyeliminuje – ale to nie znaczy, że nie warto próbować.
Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, indioto Ty, nadal chyba nie rozumiesz
Dzięki. :)
Jimie, Finn Katero, Barniuszu, dziękuję za dyskusję. :)
Jimie, wiem, strofy nie są zbyt dopracowane i nie mają dobrego rytmu, Robert i Ślimak już o tym wspomnieli, przepraszam za to; jednak ja chciałam właśnie taki “protest-song” stworzyć jak najszybciej, bo od lat boli mnie pewna kwestia.
Piszesz tak:
Ludzie robią złe rzeczy nie dlatego, że nie wiedzą co jest dobre a co złe – te oczywiste rzeczy są rzeczywiście oczywiste dla ogromnej większości ludzi, z wyjątkiem osób, które mają jakieś bardzo poważne problemy psychiczne (lub uległy głębokiej indoktrynacji).
I fajnie, że tak myślisz, bo to znaczy, że masz serducho i czujesz nim oraz masz wrażliwość i przez jej pryzmat postrzegasz świat. :) Super, że jest na świecie jeszcze wiele osób takich, jak Komentatorzy. 
Nie mogę sią jednak zgodzić do końca z Twoim stwierdzeniem.
Są ludzie, którzy serio nie dostrzegają wyrządzanego zła. Uważają, że to, co robią, to i tak szczyt łaski oraz dobroduszności, okazany drugiej osobie, zwierzęciu, grupie ludzi itp. Byliby szczerze zdumieni, że taka rymowanka może ich dotyczyć. Oddanie zwierzęcia do schroniska? – “nic trudnego, wszyscy tak robią!”. Wzięcie go i porzucenie po pewnym czasie? – “ok, przecież trochę sobie pożyło w dobrych warunkach”. Ciągłe bicie dziecka? – “to dla jego dobra, mnie też bito!”. Zostawienie matki? – “a co mam z nią zrobić? – dobrze, że i tak odwiozłem ją do domu starców!”. Przykłady takich lub podobnych prób usprawiedliwiania się można mnożyć w nieskończoność.
I wreszcie kwestia, która nakazała mi tę rymowankę napisać…
Spoglądam na moją znajomą z netu, chwalącą się co pewien czas nowymi ukochanymi. Całusy, sielanka, cała oś czasu na profilu społecznościowym przepełniona podobnymi fotkami ich obojga, a powiadomienia o tym wysyłane są celowo do grona znajomych przez uszczęśliwioną dziewczynę. Masa serc dookoła, informacja o nowym związku, mnóstwo zdań, podkreślających, jacy oboje są szczęśliwi i zakochani. Te wiadomości przeplatają się czasem z innymi zdjęciami: ona i zwierzęta, ona i jacyś krewni, ona i dzieci krewnych oraz przyjaciół. Widać, że to ciepła, dobra, wrażliwa osoba. Marzy o własnej rodzinie, rodzicielstwie i pewnym, stałym związku, sama zresztą o tym często pisze. A jednak po kilku miesiącach romantyczne fotografie oraz wszelkie wpisy o nich przepadają. Ona sama wspomina nagle jakieś samotne wycieczki, upieczone ciasta, zdjęcia rodzinne sprzed lat. Czuje się wręcz potworny ból i zawód, jaki przeżywa; czasem jakiś post to dodatkowo potwierdza. Dziewczyna latami szuka prawdziwej, szczerej i bezinteresownej miłości, ciągle samotna i ciągle porzucana przez kolejnych “ukochanych”. Sytuacja powtarza się non stop. Oni pewnie uważają, że zrobili jej mega łaskę, pozwalając się sfotografować co jakiś czas podczas pocałunków, nie bardzo chyba rozumiejąc, jak wielkie znaczenie miały one dla niej… I – co to znaczy – kiedy tak nagle porzucili ją, jak – cytując “Cudowne lata” – “zgniłe jajo”. A takich osób jest mnóstwo. Nie tylko dziewczyn, mężczyzn także. To mega dołuje. To pokazuje, że granica między czynieniem dobra a wyrządzaniem zła w wielu ludziach po prostu zaginęła, bo oni nie dostrzegają żadnej różnicy.
Mam tu w pamięci choćby kultowy horror “Carrie” – kumple zrobili sobie ubaw kosztem zamkniętej w sobie koleżanki, robiąc idiotyczne zakłady i zapraszając ją potem na szkolny bal. Ileż dziewczyn przeżywa to samo? 
Pozdrawiam Was serdecznie. :)
Pecunia non olet
Rozumiem, @bruce ale nie rób ze mnie Anioła, którym sama jesteś.
Ja staram się być egoistycznym skurczybykiem, nie zawsze mi wychodzi, ale przynajmniej próbuję.
Pewna dawka egoizmu jest człowiekowi po prostu potrzebna – niektórzy mają ją przesuniętą bardziej w jedną, inni w drugą stronę – ale czasem jest tak (wiem z własnego niechlubnego doświadczenia), że pozorny altruizm czy wręcz heroizm zmienia się w cierpiętnictwo bez żadnego uzasadnienia.
Owszem, można lubić cierpienie i się w nim pławić, ale czasem się lepiej od niego spróbować odciąć – co bywa trudniejsze niż “pozostanie na posterunku” – Ty natomiast piszesz trochę tak, jakby to były zerojedynkowe sprawy.
Przykładowo – nie znam tej Twojej koleżanki – ale czy jesteś pewna, że wszyscy jej ukochani tak właśnie myśleli? A może próbowali, a jednak z jakichś powodów (nie twierdzę, że w niej, może w jej otoczeniu, środowisku, lub całkiem zewnętrznych, w stylu: odległość, choroba itp.) – nie wyszło?
Całkiem niedawno próbowałem sobie ułożyć życie z pewną dziewczyną – i mimo tego, że wydawało się, że pasujemy do siebie pod każdym względem i sobie odpowiadamy, to podjęliśmy wspólnie decyzję o rozstaniu, bo doszliśmy do wniosku, że jej środowisko (ściślej matka i brat) – nigdy mnie nie zaakceptują.
I czasem też tak bywa.
Nie tylko nie można nikogo zmusić do miłości, ale też nie da się magicznie usunąć wszystkich przeszkód na drodze tejże.
Tak czy siak, cieszę się, że Twymi rymami się podzieliłaś, bo skłoniłaś nas do bardzo ciekawej dyskusji / wspomnień / refleksji – a na tym przecież właśnie polega rola poezji, prawda? To co, że rymy krzywe, czy rytm nietęgi?
Wiersz ma trafiać, jak strzała prosto w serce.
Twój to robi.
Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, indioto Ty, nadal chyba nie rozumiesz
Jimie, fakt, nie znam tej dużo młodszej ode mnie koleżanki bliżej, bynajmniej nie chcę jej usprawiedliwiać, niemniej schemat jest zawsze ten sam: u niej na osi czasu, jak wspomniałam, zawsze masa info o związku, podany – z imienia i nazwiska – ukochany, jest zatem odnośnik do jego profilu, sporo zdjęć, serduszek, zdań o miłości i o nim. Posty wstawiane kilka razy dziennie. Pełna euforia! Zdawałoby się – uczucie i związek idealny. U niego na osi – głucha cisza. Nawet jednego zdjęcia, nic. I tak jest za każdym razem. A – im dłużej to trwa – tym więcej owa znajoma dziewczyna umieszcza zdjęć, stworzonych przez AI, które sztucznie upiększają jej portrety. Wygląda na nich tak nienaturalnie, że z trudem rozpoznaję rysy twarzy… I potem wszystkie te wymienione elementy znikają. A kolejne posty znajomej toną we łzach. Ona na pewno nie podjęła decyzji, którą Wy podjęliście wspólnie, bo oczywiście takie rzeczy się zdarzają i są ok, to normalne. Ona stuprocentowo rozpacza. Dosłownie serce się kraje. 
Nasuwa mi się i inna kwestia, o której zdecydowałam się stworzyć pierwszą zwrotkę rymowanki. Córka często opowiada mi po powrocie ze studiów, że mało nie spóźniła się na zajęcia bądź egzamin, choć zawsze wyjeżdża ze sporym zapasem czasu, bo wiadomo, jak to jest przy przesiadkach i korkach w Katowicach. Powód niby błahy: w drodze na przystanek zobaczyła leżącego na chodniku człowieka i starała się mu pomóc. Tyle, że była JEDYNA. Wokół tłumy, poranek lub środek dnia, a jednak każdy, kto w ogóle chciał zwrócić uwagę (bo przeważnie nie zwracano), kwitował tylko krótkim: “A, to ten/pewnie pijak!/To najpewniej pijany!”. Jak w serialu “Jan Serce”, gdzie bohater tytułowy miał zawał i upadł na schody. Skąd oni to wiedzą? Może ma zawał albo udar? A – nawet gdyby leżał pijany, to tak ma leżeć, aż umrze? Pijak, to już nie człowiek?
Czasem Córka dzwoni z trasy, abym zawiadomiła pogotowie, bo np. ktoś wysiadł z autobusu, którym odjechała i miała wrażenie, że upadł na chodnik, a nikt mu nie pomógł. I staram się objaśnić, wybierając alarmowy, jak mogę najdokładniej, gdzie i kiedy to było. Wysiadła cała grupa pasażerów, z upadającym nie został nikt.
Ci ludzie nie rozumieją, że rymowanka jest o nich. Oni niczego złego nie robią. Nie mają sobie nic do zarzucenia. Po prostu chcą mieć “sielskie, anielskie życie”. :) Ty piszesz o ludziach, którzy rozumieją, że to złe. Oni jeszcze mają jakieś cząstki sumienia, choć niewiele to daje. Ja – o “ogólnoludzkiej znieczulicy”, a więc o tych, którzy takie zachowania traktują jako całkiem normalne i stuprocentowo wybaczalne. ;)
I nie, absolutnie nie jestem – jak piszesz – aniołem, popełniam masę błędów i – celowo przejaskrawioną bardzo mocno – rymowankę traktuję także jako upomnienie dla mnie samej, by zawsze o tym pamiętać. :)
Pozdrawiam ciepło. 
Pecunia non olet
Wypowiem się tylko w dwóch kwestiach, które mnie zainteresowały i w sumie mnie samej dotyczą.
Jeśli chodzi o social media, to ja nie wierzę, że zdjęcia i relacje, które ludzie tam wrzucają, są odbiciem ich rzeczywistości. Ludzie wrzucają tylko piękne obrazki, piękne chwile. Nie pokazują złych momentów. Może ta dziewczyna wcale nie była dla tych partnerów taka dobra? Może ich nie szanowała, może nawet wyzywała? Nie mówię, że tak musiało być, nie znam jej, ale różnie bywa. Też to, że faceci nic nie pokazywali w swoich social mediach, nie znaczy, że nic do niej nie czuli. Ja jestem od dziesięciu lat szczęśliwa z moim partnerem, a na moich socialach (czyli w sumie moim ubogim instagramie, na który wrzucam raz na rok zdjęcie z wakacji, bo nawet facebooka nie mam) nie uświadczysz nawet jednego zdjęcia przedstawiającego nas razem, więc pewnie moi byli koledzy i koleżanki ze szkoły lub studiów myślą, że jestem sama.
Jeśli chodzi o pomaganie obcym ludziom na ulicy, to… nie pomagam. Chyba że jestem z kimś, to wtedy lecę. Ale gdy jestem sama, to nie pomagam. Nie dlatego, że jestem złą osobą, przeciwnie. Jestem bardzo empatyczna, gdy się ktoś przewróci, to mam wręcz odruch, że się pochylam nad osobą. Nie pomagam w takich sytuacjach, bo się boję. Wielokrotnie słyszałam o takich podstępach robionych przez mężczyzn, że podstawiają jakąś kobietę bądź mężczyznę, którzy niby słabo się czują, a gdy dziewczyna chce chce pomóc, oni nagle wyskakują zza winkla w kilka osób i można się domyślić, co dalej jej robią. Zresztą Ted Bundy też tak robił: pozorował, że potrzebuje pomocy i porywał te biedne dziewczyny.
Przytoczę pewną sytuację, która mogła skończyć się przykro, mam nadzieję, że się ostatecznie nie skończyła. Byłam kiedyś z moim partnerem i jego kolegą na festiwalu piwa i zobaczyliśmy w pewnym momencie sytuację, która nas zaalarmowała: dwóch facetów prowadziło dziewczynę, która się szamotała i coś krzyczała. Mój pierwszy odruch był taki, że zaczęłam tam iść. Ale po kilku sekundach się zatrzymałam, bo pomyślałam: a jak mi też będą chcieli zrobić krzywdę? Ich jest dwóch? To ciekawe, że zapomniałam w tamtej chwili całkowicie o moim partnerze i koledze, którzy na szczęście szybko wkroczyli do akcji. Okazało się, że to było takie dziwne droczenie się, rozmawiałam też z tą dziewczyną, która zaczęła mnie obmacywać podczas rozmowy XD więc chyba bawiła się dobrze. Upewnialiśmy się kilkakrotnie, że nic jej nie grozi, sama dziewczyna nawet zaczęła nam grozić, więc w końcu odpuściliśmy.
Po co to wszystko piszę? Bo mam wrażenie, że jak bym była facetem, to chyba bym częściej pomagała, mniej bym się bała. A tak przez moje lęki i bujną wyobraźnię nie jestem w stanie pomóc obcym ludziom na ulicy, bo zwyczajnie się boję o swoje bezpieczeństwo.
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
HollyHell91, ok, rozumiem, co masz na myśli; wspominana dziewczyna może nie jest do końca święta i to jej nieodpowiednie, czy wręcz – jak sugerujesz – chamskie zachowanie może ich zniechęcać (nie uważam, że tak jest, lecz – przecież nie mam tu pewności, wnioskuję jedynie z tego, co widzę i czego mogę się domyślać, być może błędnie). Przesadną wręcz ilość pełnych euforii postów o każdym nowym znajomym odbieram jako chęć udowodnienia (swoim byłym, krewnym, znajomym), że jednak komuś może się ona podobać, choć być może i tu się mylę. Sporo tego “może”, ale, cóż, to jedynie przypuszczenia… :)
Jednak rymowanka nie dotyczy tej konkretnej dziewczyny. Napisałam, co mnie skłoniło do jej stworzenia. Są dziewczyny czy chłopcy porzucani przez “ukochanych” w sposób bezczelny, chamski i nieludzki. I to jest fakt. Znam niestety wiele takich przypadków. Nieraz kończyły się tragicznie. Wspomniałam o horrorze “Carie”. Moja strofa rymowanki o porzucaniu dziewczyny, jak przedmiotu, który znudził się po zabawie nim, dotyczy takiej właśnie sytuacji. Nie wolno bawić się uczuciami innych.
Natomiast co do (nie)udzielania pomocy, też Cię rozumiem, szanuję Twoje stanowisko, choć uważam inaczej. Skoro jest obawa (możliwe, że uzasadniona), zawsze można odejść na bezpieczną odległość i zadzwonić, powiadomić kogoś, zgłosić odpowiednim służbom. Takie jest moje zdanie. :) Z pewnością mężczyznom jest łatwiej, zgadzam się z Tobą, ale moim zdaniem to nie znaczy, że my, kobiety, powinnyśmy przechodzić obojętnie i udawać, że nie widzimy tego, co się dzieje. Bo stawka jest zbyt wysoka: czyjeś życie. Powie ktoś: “A moje życie? Nie jest ważne?”. Ok, jasne, to nie podlega żadnym wątpliwościom – każde życie jest ważne; dlatego, skoro mamy obawy, nie podchodźmy, ale pomóżmy w inny sposób. Nie twierdzę, że się nie mylę, ale tak to czuję. Noga z rymowanki, czyli nasza obojętność, jest łatwiejsza do “użycia” przy leżącym. Wygodniejsza. Tylko – czy ludzka? Ręka/pomoc znajduje się wyżej. Trzeba się schylić/wykonać telefon, aby mu pomóc. Naprawdę nie warto?
Pozdrawiam i dziękuję za wpis. 

Edit, dopiszę jeszcze jedną rzecz, ponieważ także mnie nurtuje:
Całkiem inaczej spojrzymy na omawiany problem, jeśli postawimy się w miejscu osoby potrzebującej, a nie tej, która ma nieść pomoc. Jeżeli ktoś z naszych bliskich bądź my sami nagle upadniemy, będziemy tak leżeć, jęcząc i nie potrafiąc się ruszyć, widząc obojętnych ludzi obok, i nit z nich nie poda ręki – co wówczas poczujemy?
Pecunia non olet
Bruce, zwykle nie czytam wierszy, bo się nie znam i nie czuję się upoważniony do komentowania. Do Twojego zajrzałem, bo Twój. Nie zawiodłem się, przeczytałem cały i komentarze. Przesłanie oczywiste, ale należy je powtarzać, bo łatwo się takie odpycha, kryje głęboko. Twój wiersz porusza. Świadczą o tym komentarze o treści, nie o technikaliach. Dziękuję.
Świadczą o tym komentarze o treści, nie o technikaliach.
O takie mi chodziło. ![]()
Dziękuję.
To raczej ja. I doceniam. 

Pecunia non olet
Jednak rymowanka nie dotyczy tej konkretnej dziewczyny. Napisałam, co mnie skłoniło do jej stworzenia. Są dziewczyny czy chłopcy porzucani przez “ukochanych” w sposób bezczelny, chamski i nieludzki. I to jest fakt. Znam niestety wiele takich przypadków. Nieraz kończyły się tragicznie. Wspomniałam o horrorze “Carie”. Moja strofa rymowanki o porzucaniu dziewczyny, jak przedmiotu, który znudził się po zabawie nim, dotyczy takiej właśnie sytuacji. Nie wolno bawić się uczuciami innych.
Oczywiście się zgadzam, tamten wpis dotyczył tylko social mediów.
Natomiast co do (nie)udzielania pomocy, też Cię rozumiem, szanuję Twoje stanowisko, choć uważam inaczej. Skoro jest obawa (możliwe, że uzasadniona), zawsze można odejść na bezpieczną odległość i zadzwonić, powiadomić kogoś, zgłosić odpowiednim służbom. Takie jest moje zdanie. :) Z pewnością mężczyznom jest łatwiej, zgadzam się z Tobą, ale moim zdaniem to nie znaczy, że my, kobiety, powinnyśmy przechodzić obojętnie i udawać, że nie widzimy tego, co się dzieje. Bo stawka jest zbyt wysoka: czyjeś życie. Powie ktoś: “A moje życie? Nie jest ważne?”. Ok, jasne, to nie podlega żadnym wątpliwościom – każde życie jest ważne; dlatego, skoro mamy obawy, nie podchodźmy, ale pomóżmy w inny sposób. Nie twierdzę, że się nie mylę, ale tak to czuję. Noga z rymowanki, czyli nasza obojętność, jest łatwiejsza do “użycia” przy leżącym. Wygodniejsza. Tylko – czy ludzka? Ręka/pomoc znajduje się wyżej. Trzeba się schylić/wykonać telefon, aby mu pomóc. Naprawdę nie warto?
Myślę o tej sytuacji na festiwalu piwa i jestem pewna, że gdybym była sama, to bym jakiejś grupce osób powiedziała, co się dzieje i z kolei ich poprosiła o pomoc. Bo znając siebie, nie dawałaby mi spać ta myśl, że może tej dziewczynie dzieje się teraz krzywda.
Także znając siebie to wiem, że w takiej sytuacji robiłabym wszystko, żeby pomóc, ale tak jak mówisz, nie w pojedynkę (chyba że sytuacja i warunki na to pozwalają). Schować się w bezpiecznym miejscu, zadzwonić chociażby.
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
(…) gdybym była sama, to bym jakiejś grupce osób powiedziała, co się dzieje i z kolei ich poprosiła o pomoc. Bo znając siebie, nie dawałaby mi spać ta myśl, że może tej dziewczynie dzieje się teraz krzywda.
Także znając siebie to wiem, że w takiej sytuacji robiłabym wszystko, żeby pomóc (…).


Pecunia non olet
Trudno polemizować z przesłaniem i widać, że masz w sobie wrażliwość, którą warto pielęgnować. Poruszasz tematy, które są ważne i niech tak zostanie :). Nie przepadam jednak za dosłownością i moralizatorskim tonem w utworach a tutaj jest tego sporo. Zgrzyta mi też logika w niektórych miejscach. Ludzie, którzy nie znoszą widoku porzucanego psa nie porzucają. Robią to ci inni i może warto pogrzebać w ich psyche. Co z nimi jest nie tak? Podobnie z porzucaniem dziewczyny. Nie zawsze porzuca się dziewczynę z powodu [braku] urody. Jest cała masa innych pokręconych powodów.
Nieśmiertelna namiestniczka i dowódca, który wrócił z wojny zbyt potężny, by go ignorować. Imperium zaczyna pękać. Zapraszam do uniwersum mojej powieści: https://linktr.ee/pamiecprzodkow
Melyo, dziękuję za wpis. :)
Nie zawsze porzuca się dziewczynę z powodu [braku] urody. Jest cała masa innych pokręconych powodów.
Tak, to prawda. Celowo podałam błahy. Skoro już z takiego można porzucić (a porzuca się, niestety, zatem można), tym bardziej robi się to z innego/innych.
Ludzie, którzy nie znoszą widoku porzucanego psa nie porzucają. Robią to ci inni i może warto pogrzebać w ich psyche.
Przysłowiowy diabeł tkwi w szczegółach: czy porzucenie, to w tym wypadku oddanie do schroniska, przywiązanie do drzewa w lesie, wyrzucenie przez okno samochodu, zostawienie na pastwę w niebezpiecznym miejscu, zamknięcie bez picia i jedzenia na jakimś odosobnionym placu? Itp., itd. Każdy z tych katów powie, że on niczego złego nie zrobił, że postąpił w zgodzie z własnym sumieniem. Grzebać w ich psyche? Pewnie trzeba, pełna zgoda. To zostawiam specjalistom.
Pozdrawiam serdecznie. 
Pecunia non olet
Są ludzie, którzy serio nie dostrzegają wyrządzanego zła. Uważają, że to, co robią, to i tak szczyt łaski oraz dobroduszności, okazany drugiej osobie, zwierzęciu, grupie ludzi itp. Byliby szczerze zdumieni, że taka rymowanka może ich dotyczyć.
Wiesz, tak sobie nieśmiało myślę, że jeśli o tym chciałaś pisać, taka miała być grupa docelowa utworu, to może rzeczywiście nie dobrałaś optymalnej konstrukcji i przykładów. Pisząc o etyce minimalnej, trudno kogokolwiek przekonać do idealnej. Być może – tak się głośno zastanawiam, bo moja zdolność wczuwania się w czyjeś położenie nie jest duża – takim ludziom Twój tekst właśnie uspokoi sumienie, powiedzą sobie, że skoro nie robią tych okropnych rzeczy, to na pewno są dobrzy, choć dopuszczają się wielu drobniejszych podłości i zaniedbań. Znając Twoje ogromne pokłady empatii, przypuszczam zresztą, że niektóre z moich zachowań także uznałabyś za niedopuszczalne, ale wiersz w tej formie nie skłonił mnie, żebym się nad sobą zastanowił.
Melyo, witam na Portalu po dłuższej przerwie! Jak zawsze w takich przypadkach polecam wspaniały poradnik Drakainy, pomoże Ci się zorientować, jakie są tutaj zwyczaje i czym się można zajmować. Pewnie warto też przejrzeć Zasady zamieszczania treści. Twój komentarz jest jak najbardziej przydatny, mam nadzieję, że będziesz miała ochotę się więcej udzielać.
Pozdrawiam Was serdecznie!
Możliwe, Ślimaku Zagłady. :)
Pozdrawiam także i bardzo dziękuję. :)
Pecunia non olet
Pisząc o etyce minimalnej, trudno kogokolwiek przekonać do idealnej.
Hmmm? Co dokładnie masz na myśli?
takim ludziom Twój tekst właśnie uspokoi sumienie, powiedzą sobie, że skoro nie robią tych okropnych rzeczy, to na pewno są dobrzy, choć dopuszczają się wielu drobniejszych podłości i zaniedbań
Prawdopodobnie nawet tekstu do tego nie potrzeba. Ludzie nie są (etycznie) dobrzy ani źli. Są wolni. Owszem, jest mi bliska etyka cnót, która zakłada stałość (ale nie skostnienie!) charakteru moralnego, ale charakter moralny to też dyspozycje, tendencje wpływające na wybory (i z nich wynikające), a nie same wybory. Klimat, nie pogoda.
Holly też trafnie zauważyła, że czasami “potrzebujący” jest oszustem. Ja dodam, że czasami potrzebujący wcale nie potrzebuje (albo nie chce) pomocy. A czasami nie umiemy jej udzielić.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Ja dodam, że czasami potrzebujący wcale nie potrzebuje (albo nie chce) pomocy.
Wiesz, Tarnino, już przy wypowiedzi Holly miałam skojarzenie z “Ferdydurke”, gdzie głowny bohater stara się pomóc bitej przez męża kobiecie i – niespodziewanie – oboje go atakują za to, że… [przepraszam, nigdy nie wiem, gdzie ma stać ta spacja…
] wtrąca się w nieswoje sprawy. ;)
A czasami nie umiemy jej udzielić.
I to jest chyba najtrudniejsze… 
Pozdrawiam ciepło. 
Pecunia non olet
Pisuje wiersze, ale nie umieszczam ich na stronie “Nowej Fantastyki”. Istnieją portale dla poetów.
Tytuł bardzo krótki. To tylko zaprzeczenie. Drugi wiersz mógłby nosić tytuł “Tak”. Może byłby nawet ładniejszy?
Zwrotki regularnie trzywersowe, rymowane. Rzadko używam rymów, ale zdarza mi się to.
“Wyrazu tych oczu w pamięci nigdy nie zdusisz…” Części ciała: usta – mówią, oczy – patrzą a zdusić można szyję.
“Nie strać sumienia ani serca…”. Ja bym napisał: “Nie bądź bez sumienia ani serca…”
Ostatnia zwrotka: “w przegrane” czy “w przegraną”?
Pozdrowienia!
“Nie strać sumienia ani serca…”. Ja bym napisał: “Nie bądź bez sumienia ani serca…”
Wchodzimy na teren widzimisiów, ale mnie się tracenie bardziej podoba, bo jest o bardziej o tym, że to codzienna walka, codzienne pielęgnowanie takiej, a nie innej postawy. Bycie odczuwam jako zbyt stateczne i jednoznaczne.
Grzesiek 12:
Pisuje wiersze, ale nie umieszczam ich na stronie “Nowej Fantastyki”. Istnieją portale dla poetów.
Pełna zgoda co do obu stwierdzeń (domyślna, ale zawsze). :)
Czy coś z tego wynika? Jest kategoria, to znaczy, że dozwolona. :)
Tytuł bardzo krótki. To tylko zaprzeczenie. Drugi wiersz mógłby nosić tytuł “Tak”. Może byłby nawet ładniejszy?
Może. :)
A krótkie tytuły lubię. Są treściwsze niż długie. :)
Zwrotki regularnie trzywersowe, rymowane. Rzadko używam rymów, ale zdarza mi się to.
Pełna zgoda co do obu tych stwierdzeń (przypuszczalna, ale zawsze). :)
“Wyrazu tych oczu w pamięci nigdy nie zdusisz…” Części ciała: usta – mówią, oczy – patrzą a zdusić można szyję.
Hm, znaczenie wyrazu “zdusić” według netowego słownika PWN:
“1. o ogniu, świecy itp.: zgasić, zgniatając lub szczelnie przykrywając to, co się pali
2. zahamować rozwój czegoś
3. powstrzymać jakąś spontaniczną reakcję
(dodatkowo:) zduszony – o głosie, dźwięku: cichy, przytłumiony”.
Zero mowy o szyi. Szyi “zdusić” nie można.
W rymowance jest użyta metafora.
“Nie strać sumienia ani serca…”. Ja bym napisał: “Nie bądź bez sumienia ani serca…”
Przecież wtedy jest więcej sylab.
Ostatnia zwrotka: “w przegrane” czy “w przegraną”?
Skoro mowa o “życiu” w rodzaju nijakim?
Pozdrawiam i dziękuję. :)
Barniuszu, także dziękuję i pozdrawiam. :)
Pecunia non olet
Pisząc o etyce minimalnej, trudno kogokolwiek przekonać do idealnej.
Hmmm? Co dokładnie masz na myśli?
To, co rozwijam w dalszej części komentarza – jeżeli dobrze zrozumiałem cytowany wpis Autorki
Są ludzie, którzy serio nie dostrzegają wyrządzanego zła. Uważają, że to, co robią, to i tak szczyt łaski oraz dobroduszności, okazany drugiej osobie, zwierzęciu, grupie ludzi itp. Byliby szczerze zdumieni, że taka rymowanka może ich dotyczyć,
to wiersz w zamierzeniu miał dać do myślenia każdemu odbiorcy, czy sam nie przeocza zła, które wyrządza, czy wkłada dostateczny wysiłek, żeby zachowywać się przyzwoicie. Tymczasem typowy czytelnik, który nigdy nie zostawił psa przywiązanego do drzewa, nie pobił dziecka ani ofiary wypadku, rzeczywiście ma prawo “być szczerze zdumiony, że taka rymowanka może go dotyczyć”.
Ślimaku Zagłady, skierowałam tę rymowankę do KAŻDEGO. Ona opowiada wprawdzie o skrajnych przypadkach nieodpowiedniego zachowania się konkretnych ludzi, lecz każdy z nas ma wpływ na to, aby takich ludzi i takich zachowań nie było: przykładem, wychowaniem, poradą, wskazaniem, oceną itp. :)
Potraktowałam przekaz w jak najszerszym znaczeniu. :)
Ja nie muszę Córce mówić, że ma pomóc leżącemu. Ona to wie, bo widziała to wielokrotnie, kiedy ja pomagałam. A mnie nie musiała tego mówić moja Mama, ani Jej – moja Babcia. :)
Taki miałam cel. :)
Piszesz prawdę, ze:
typowy czytelnik, który nigdy nie zostawił psa przywiązanego do drzewa, nie pobił dziecka ani ofiary wypadku, rzeczywiście ma prawo “być szczerze zdumiony, że taka rymowanka może go dotyczyć”.
Lecz – czy ma taką pewność, że to go na pewno nie dotyczy, biorąc pod uwagę tych, na których mógł wpłynąć, lecz być może tego nie zrobił? :)
Czy moja Córka wiedziałaby, że trzeba pomóc, gdybym nigdy przy Niej nie pomogła potrzebującemu? Oczywiście! :) Tu jest moja rola. Ja nigdy nie kopnęłam, zatem rymowanka mnie teoretycznie nie dotyczy, ale – co mogę zrobić, abym miała czyste sumienie, że zapobiegłam kopaniu przez innych, na których wpływam? :)
Pecunia non olet
Tymczasem typowy czytelnik, który nigdy nie zostawił psa przywiązanego do drzewa, nie pobił dziecka ani ofiary wypadku, rzeczywiście ma prawo “być szczerze zdumiony, że taka rymowanka może go dotyczyć”.
Hmmm. I może to zdumienie jest właśnie cenne. Bo daje do myślenia? (A może nie daje…)
co mogę zrobić, abym miała czyste sumienie, że zapobiegłam kopaniu przez innych, na których wpływam? :)
Ale ci inni też mają własne sumienie – nie przesadzaj 
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Opowiem pewne zdarzenie sprzed wielu lat. To nieprzyjemne/obrzydliwe. Jeśli ktoś nie chce, przepraszam, ale wolę uprzedzić – niech nie czyta. :)
Wracałam późnym popołudniem autobusem z pracy. Wykończona marzyłam tylko o domu. Przede mną była perspektywa co najmniej godzinnej podróży na stojąco. Zauważyłam z tyłu młodych ludzi. Kilkoro. Śmiali się zbyt głośno i przesadnie zaczepnie, jakby byli na jakichś środkach. Szybko zorientowałam się, o co chodziło. Wybuchy ich podejrzanej radości zdarzały się, kiedy ktoś zajął miejsce siedzące przy drzwiach środkowych. Odór szybko wypełnił całe wnętrze. Okazało się, że to miejsce, obite kolorową tapicerką, jak wszystkie, było zalane moczem. Młodzież miała totalny ubaw, że nowi pasażerowie, nieświadomi tego zagrożenia, brudzili ubrania, siadając tam.
Ja zawsze wsiadałam na drugim przystanku od dworca, nie wiem zatem, czy było tak już kilka minut wcześniej, przed zakończeniem kursu na dworcu, bo moje autobusy od razu wjeżdżały tam na przystanki, nie czekając zbyt długo (tzw. “trasa okrężna”), czy ktoś – prawdopodobnie jakiś pijak – ubrudził to siedzenie, wsiadając na dworcu. Fakt faktem jednak, ze w wozie cuchnęło, a nowi pasażerowie z przerażeniem stwierdzali, że i oni są czymś mokrym i paskudnym ubrudzeni…
Stanęłam obok i zaczęłam kolejnym wsiadającym odradzać zajmowania tego miejsca, zwróciłam też uwagę kierowcy (na próżno), wreszcie położyłam na siedzeniu wielką stronę wyrwaną z jakiejś, cudem kupionej w kiosku na przystanku tuż przed wsiadaniem, gazety (bo, jak na złość, akurat w tym dniu nie miałam w torebce żadnej kartki papieru!) i wielkimi, drukowanymi literami napisałam: “UWAGA MOCZ!!!”.
Rozbawiona dotąd grupa, wyraźnie niezadowolona z takiego obrotu spraw, wysiadła od razu, spoglądając na mnie spode łba. Przerwałam im taką świetną zabawę.
Po powrocie do domu powiadomiłam telefonicznie o zdarzeniu i konieczności starannego wyprania siedzeń nasz lokalny związek komunikacyjny.
A potem przez cały tydzień lekcjach wosu w każdej klasie LO omawiałam bardzo szczegółowo zagadnienie moralności oraz prawa i obowiązki obywatela w oparciu nie tyko o Konstytucję, ale także – o ten przykład. Uczniowie początkowo byli zdumieni, co mnie tak mogło poruszyć. Kiedy jednak uświadomiłam Im, że to mogli być Oni (Ich znajomi czy krewni) i jechać w galowym ubraniu: na studniówkę, na maturę, na pogrzeb, na randkę, obojętne zresztą, dokąd – spojrzeli na problem z innej strony. Nikt prócz mnie nie ostrzegał wsiadających pasażerów o ubrudzonym siedzeniu. Każdy patrzył z ciekawością lub ubawem. Jakby nagle wszystkim odjęto wyobraźnię. I sumienie. :)
Pewnie i tak nie będę zrozumiana. A rymowanka skojarzona z tym zdarzeniem. :) Bo tu nie ma psa, ani matki, ani bitego dziecka, nie ma bezdomnego czy porzuconej dziewczyny. Tu po prostu był ubaw z czyjegoś nieszczęścia. :) Z ludzkiego nieszczęścia. :)
Pecunia non olet
Bruce, w wierszu przedstawiasz bardzo radykalne sceny (przywiązany pies, kopany bezbronny), podczas gdy w komentarzu mówisz o rzeczy dużo bardziej przyziemnej – nie znam kawałów o porzucaniu psa, ale znam kilka o podpuszczaniu innych do siadania na świeżo malowanej ławce.
Myślę, że w komentarzach ta dyskusja skręca w ciekawszą stronę. Na nie kop psa większość z nas tutaj zareagowała stwierdzeniem, że no pewnie, w życiu. Natomiast zastanawiam się, jak wyglądałyby te reakcje, przy wymienionych w wierszu rzeczach mniej radykalnych, ale wciąż obiektywnie “dobrych/złych”, jak np.
Nie pozwól pasażerowi,
by usiadł na miejscu obszczanym,
może jedzie na randkę lub do chorującej mamy?
Swoją drogą – nawet ten fragmencik ma zupełnie inny wydźwięk, gdy są w nim wszystkie 3 wersy, a zupełnie inny, gdyby trzeci wers ściąć (to jest to, o czym mówiłaś uczniom na lekcji).
I przyznaję – ja bym chyba, nomen omen, olał temat tego fotela w autobusie.
Edit:
W sumie, żeby lepiej oddać formę Twojego wiersza, to powinno być:
Nie śmieje się w busie gdy człowiek
usiądzie na miejscu obszczanym
może jedzie na randkę lub do chorującej mamy…
Tu po prostu był ubaw z czyjegoś nieszczęścia. :) Z ludzkiego nieszczęścia. :)
Ano tak. Choć trochę dziwne, że ludzie nie zauważali, na czym siadają… Co prawda mnie cudze nieszczęście rzadko bawi, ale też nie będę się podawała za geniusza empatii (czasami nie mam zielonego pojęcia, o co ludziom chodzi, a przeważnie muszę to sobie zwerbalizować).
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Barniuszu, niezłe rymy. 
![]()
Ja wierzę, że można już nawet to – nomen, omen – “olać”. :) Wierzę, to oczywiście nie znaczy, że rozumiem. :)
Ale – żeby specjalnie czekać, by mieć z tego ubaw? 
Po prostu na świecie powoli zaciera się granica, poza którą nie powinno się nigdy przechodzić, której nie powinno się nigdy przekraczać. ;)
Pozdrawiam. :)
Edit:
Nie żartuje się, gdy poszczany
bus/wóz wciąż brudzi jadącym odzież.
Nieraz w życiu tak samo olany wszak być możesz.

Pecunia non olet
No, właśnie – ja też nie kumam.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Tak Tarnino, też początkowo byłam zdumiona nienaturalnym zachowaniem tamtej paczki młodych ludzi, lecz do głowy by mi nie przyszedł taki powód. Co w tym zabawnego? 
Pecunia non olet
Może jesteśmy dziwne 
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Lecz – czy ma taką pewność, że to go na pewno nie dotyczy, biorąc pod uwagę tych, na których mógł wpłynąć, lecz być może tego nie zrobił? :)
Hmmm. I może to zdumienie jest właśnie cenne. Bo daje do myślenia? (A może nie daje…)
O to mi właśnie chodzi – że utwór być może lepiej realizowałby swój zamysł, gdyby suflował czytelnikowi to cenne zdumienie, jakoś zarysowywał analogię między podanymi w kolejnych zwrotkach jaskrawymi przykładami zła a tymi błahszymi słabostkami i zaniechaniami, żeby pokazać, że temat może dotyczyć każdego. Na razie tę dającą do myślenia kwestię powziąłem tylko z komentarzy, na podstawie samej lektury wiersza nie miałem poczucia, by mógł się w istotnym zakresie tyczyć mojego życia.
Bruce, chciałbym podkreślić, że w tej rozmowie nie krytykuję Twojego utworu literacko czy artystycznie, staram się tylko podzielić perspektywą odbiorcy, który nie dysponuje Twoimi pokładami wrażliwości i empatii.
Co prawda mnie cudze nieszczęście rzadko bawi, ale też nie będę się podawała za geniusza empatii (czasami nie mam zielonego pojęcia, o co ludziom chodzi, a przeważnie muszę to sobie zwerbalizować).
Tak, ja także mam ogromne trudności z wczuwaniem się w czyjeś położenie, co oczywiście ogranicza mnie również literacko. To się spina z naszą dawną fascynującą rozmową pod Rodzicami chrzestnymi, trudno się dyskutuje o tym, co kogo bawi i dlaczego.
utwór być może lepiej realizowałby swój zamysł, gdyby suflował czytelnikowi to cenne zdumienie, jakoś zarysowywał analogię między podanymi w kolejnych zwrotkach jaskrawymi przykładami zła a tymi błahszymi słabostkami i zaniechaniami, żeby pokazać, że temat może dotyczyć każdego
Aaaa. Tak. Tylko jak to zrobić, u licha…
To się spina z naszą dawną fascynującą rozmową pod Rodzicami chrzestnymi, trudno się dyskutuje o tym, co kogo bawi i dlaczego.
To spokrewnione zagadnienia, i to blisko.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Może jesteśmy dziwne
Ja na pewno. 

Macie rację, problem jest złożony i trudno dotrzeć z przesłaniem do każdego. :)
Pozdrawiam Was, Tarnino i Ślimaku Zagłady. 
Pecunia non olet

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

+ brakująca tu emotka: “przytul”
Pecunia non olet
I dlatego musimy sobie radzić gifami:

:)
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
@Ślimak Zagłady. Do mnie trzeba prosto z mostu. Czy naruszyłam jakieś zasady swoim komentarzem? Po tym co napisałeś – nie mam pojęcia. :(
Nieśmiertelna namiestniczka i dowódca, który wrócił z wojny zbyt potężny, by go ignorować. Imperium zaczyna pękać. Zapraszam do uniwersum mojej powieści: https://linktr.ee/pamiecprzodkow

Pecunia non olet
Melyo, absolutnie nie, chciałem Ci podesłać przydatne linki, żebyś poczuła się ugoszczona i komfortowo odnalazła w naszej społeczności. Nawet nie pomyślałem, że mogłabyś tak to odebrać, przepraszam za nieporozumienie!
Wypada jedynie powiedzieć Amen!
Miejmy nadzieję, że ludzie zmienią się na lepsze, choć póki co nie wygląda.
teksty generowane komentuję z AI
Miejmy nadzieję, że ludzie zmienią się na lepsze, choć póki co nie wygląda.
… na to można tylko wkleić mem o Rousseau XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
W takim razie dziękuję i doceniam :). Zaczęłam się obawiać, że może mój komentarz został uznany za zbyt mało empatyczny / konstruktywny itp.
Nieśmiertelna namiestniczka i dowódca, który wrócił z wojny zbyt potężny, by go ignorować. Imperium zaczyna pękać. Zapraszam do uniwersum mojej powieści: https://linktr.ee/pamiecprzodkow
Tarnino, nader wymowne gify i memy. 
Ambush, o to mi chodziło. ![]()
Melyo, odebrałam słowa Ślimaka Zagłady, skierowane do Ciebie, wyłącznie jako serdeczne powitanie na Portalu. 
Pozdrawiam Was i dziękuję za dyskusję. 
Pecunia non olet
Rousseau to chyba jedyny filozof, co do którego zachodzą bardzo poważne podejrzenia, że jaja se robił 
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.


Pecunia non olet
Życie jest pełne wyborów, ale nie zawsze są to wybory właściwe…
Pozdrawiam
Nie istnieje ani dobro, ani zło. Są tylko czyny i ich konsekwencje.
George Hornwoodzie, oto kwintesencja. ![]()
Dziękuję, kłaniam, pozdrawiam. 
Pecunia non olet
Ha, ale bez możliwości niewłaściwego wyboru – nie ma wyboru 
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Otóż to, Tarnino! 
Pecunia non olet
I co tu dużo mówić 
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Rousseau po prostu umiał w targetowanie. Najpierw jako człek leniwy a inteligentny sprawdził, kogo w Europie stać na sponsoring osoby tak wybitnej i majacej tak znaczne potrzeby jak on sam. Potem stworzył kontent pasujacy próżnym europejskim dyktatorom, czyli bogatym władcom absolutnym. A potem juz tylko po prostu – konsekwentnie do bólu – realizował swój model biznesowy, często gęsto po trupach. W tym po trupach własnych niepoliczalnych dzieci. Gardzę nim.
Już tylko spokój może nas uratować
Marks miał tak samo. A z nowszych ten globalistyczno neworderowy ideolog i słuzka Harari.
Już tylko spokój może nas uratować
Najdziwniejsze jest to, że Rousseau (choć nie pod nazwiskiem) pozostaje modny…
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Nawet jeśli udawał, że carycę i władcę Prus ma w nosie, kasą , wktem i opierunkiem ich podwładnych nie gardził. Ale kluczowe dla mnie jest to, jak w praktyce zabił piątkę swoich dzieci, dla wygody i z egoizmu. Masz rację, Tarnino, znów jest taka hipokryzja modna.
Już tylko spokój może nas uratować
Zastanawiam się, czy fantastyczność wiersza tkwi w tym, że opisuje zakazy tak powszechnie łamane, że mogą być odebrane jako “nie z tego świata”?
Oczywiście przesłanie pozytywne – dziękuję i gratuluję!
Fantastyki tu brak, Mehiko, stąd oznaczenie “inne”. :)
Dziękuję i pozdrawiam serdecznie. 
Pecunia non olet