Anonim zaprasza :)
Anonim zaprasza :)
Tak strasznie, tak strasznie żałuję, że dotarło to do mnie dopiero po śmierci.
Zaniedbałem cię synku. Ja naprawdę chciałem dobrze. Myślałem, że robię to dla ciebie. Byś ty nie musiał żyć tak jak ja. Ciągle chciałem być wyżej, mieć więcej. Posiadać. Dawać.
A może po prostu układać życie wszystkich po mojemu? Kontrolować? Mieć władzę?
Nie, gdzie tam. To z miłości.
Nie byłem nigdy na wywiadówce. Nie wiem, co lubisz. Czego się boisz. Co czujesz.
A ty nie wiesz, czy możesz mnie kochać. Czy możesz czuć się przy mnie bezpiecznie.
W nieskończoność teraz będę o tym myślał. Będę się o ciebie bał. To za karę. Za to, że mnie nie było.
Po śmierci nie pojawia się żaden tunel. Nie ma świętego Piotra.
Jest za to efekt.
Tego, kim byłeś i kogo kochałeś. Lub kogo skrzywdziłeś.
I tak właśnie skończyłem jako szklana rurka. Twoja ulubiona. Jestem teraz twoją szczęśliwą rurką do wciągania wszelkiej maści świństwa, którym się odczłowieczasz. A dlaczego szczęśliwą?
– To moja jedyna pamiątka po ojcu.
Tak lubiłeś opowiadać o tym, jak wyjąłeś ją z mojej marynarki i schowałeś.
Byłem niemy za życia i tak samo niemy pozostałem po śmierci. Patrzę tylko, jak bardzo cię skrzywdziłem i nic nie mogę zrobić. A przecież kiedy mogłem, nie zrobiłem nic. Dlaczego?
– Co o tym myślisz?
– Dzielna dusza. Zaczyna walczyć?
– Poobserwujmy trochę. Widzę potencjał, ale…
– Nie wierzy Siostra?
– Poobserwujmy.
Synuniu, wypadły ci zęby. Jesteś taki chudy. Chciałbym ci jakoś pomóc. Nie możesz tu spać, bo zamarzniesz. Jest mróz. Obudź się, proszę. Co zrobić, żeby mnie ktoś usłyszał?
– Skup się, Waldek. To jest ważne.
Nie myślę o tym, że jestem rurką. Jestem energią. Ognistą kulą, która czeka na rozbłysk. Widzę nad sobą niebo rozbłysków. Chcę tam dołączyć.
Igora zbudził nagły, lodowaty podmuch wiatru. Spał w Parku Śledzia. Leżał pod stolikiem do szachów. Całe ciało miał zdrętwiałe. Usłyszał czyjeś kroki. Próbował krzyczeć, ale nie mógł wydobyć z siebie głosu. Zebrał się w sobie. Krzyknął, a potem zaczął jęczeć.
Miał szczęście.
Kroki należały do Ali i Marka Strzeleckich. Ona codziennie wracała o tej porze z pracy. Jej mąż nie zasnąłby, nie wiedząc, czy ukochana jest bezpieczna. Dlatego co noc po nią wychodził na przystanek.
To Marek pierwszy usłyszał jęki Igora. Zaświecił latarką z telefonu. Zobaczył młodego mężczyznę leżącego pod stolikiem.
– Ala, dzwoń po karetkę. Tylko odsuń się w razie czego.
W czasie, kiedy ona wzywała pomoc, on powoli podchodził do nieznajomego.
– Proszę pana, czy nic mi pan nie zrobi?
Zawstydził się tym błahym pytaniem.
– Przepraszam. Karetka już jedzie. Proszę się… trzymać?
Igor widział tylko świecącą w niego latarkę.
To jest ten tunel?
– No i co, Siostry? Chyba mamy to?
W Auli zebrało się pięćdziesiąt Sióstr Przełożonych. Wszystkie w czerwonych mundurach. Klony Królowej Matki rozmieszczone w Dystryktach. Jej dzieci.
– Dał radę, nie ma co.
Słychać było pojedyncze oklaski.
– Zasłużył. Weźmy go.
Oklaski przybrały na sile.
Królowa Matka podniosła ręce, zachęcając zebrane Siostry do aplauzu.
Igor przebywał w licznych ośrodkach i szpitalach prawie trzy lata. Już nigdy więcej nie zażył narkotyków. Rurka nie była mu już potrzebna. Zgubił ją gdzieś w karetce.
Waldek długo leżał w ciemności. Czuł, że istnieje. Że jest jakąś istotą, czymś na pewno. Tylko nie wiedział, co z tym zrobić.
Nagle zobaczył tunel. Szedł w stronę światła. Czekały na niego dwie postaci. Anioły w białych szatach. Bez skrzydeł.
– Witaj, Waldemarze. Jesteś w Niebie.
– A co z Igorkiem?
– Dojdzie do siebie. Będzie zdrowy. Założy rodzinę. Da sobie radę.
– Będzie szczęśliwy?
– Tak.
– A co ze mną?
– Teraz powiedz, o czym marzysz? Co dałoby ci najwięcej radości?
– Być z rodziną. Wychować synunia.
– Więc będziesz to robił.
– Ale jak?
– Umieścimy cię w takiej wersji rzeczywistości, gdzie twoje marzenie będzie się spełniało w nieskończoność.
„Za dusze w Czyśćcu cierpiące” – Siostry zastanawiały się od wieków, jak kościół mógł zdobyć władzę, będąc tak daleko od prawdy.
Czyściec był po to, by odpocząć, przemyśleć błędy. Był szansą.
Cierpiało się tylko w Piekle. Tam trafiali ci, którzy zabrali godność, miłość i szczęście. Którzy sami nie dali uczucia i szacunku.
Do Piekła droga była taka jak i do Nieba – przez Czyściec. Stracone dusze to te, którym dano szansę na odkupienie, ale z niej nie skorzystały.
Dla Konrada kobiety były przede wszystkim dupami. Był jednym z niewolników warszawskiego Mordoru. Codziennie dogadywał plany sprzedażowe, wciągał kreski ze swojego biurka na dwudziestym piętrze, a potem na tym samym biurku pieprzył asystentkę. W weekendy spotykał się z Leną, której obiecywał dom z ogródkiem, ale jak tylko dopnie ostatnie kontrakty, bo tyle teraz na głowie… A ona za te ochłapy rzucone jej przez ukochanego robiła z nim takie rzeczy, za które w burdelu płaciłby tysiące złotych. Wolał za darmo.
Szczęście go jednak opuściło. Kierowca BMW nie spał od kilku dni, nos mu już krwawił. Do tego w trakcie zderzenia akurat finiszował, bo jego dupa robiła mu dobrze ręką.
Konrad nie miał szans.
Stał się pluszowym misiem Leny. Kojarzył go z jej mieszkania. Siedział więc na komodzie i mógł jedynie patrzeć.
Prowadziła małą domówkę. Miała zwykle trzech, czasem czterech klientów dziennie. Była zgrabna, drobna. Robili z nią, co chcieli. Wieczorami dzwoniła czasem do kogoś. Płakała.
On tylko siedział i obserwował. Zastanawiał się, jak mógł się spotykać z dziwką.
– Krótka piłka, Siostro.
– Do Piekła z chujem.
Piotr w swoim życiu kochał tylko jedną kobietę – matkę. Nigdy nie był w stałym związku. Żadna z kobiet nie mogła się równać z mamusią. Żadna nie robiła takiego rosołu, nie smarowała plecków, kiedy brało go przeziębienie. Najbardziej natomiast bał się tego, że zostanie kiedyś sam. Kto wówczas się nim zajmie? Dbał więc bardzo o mamusię. Nie przewidział jednak scenariusza, w którym to on pierwszy odejdzie. Zator załatwił go szybko. Poszedł do łazienki i już z niej nie wyszedł.
Bezkresny umysł Królowej Matki miał przy Piotrze nie lada zagadkę. Nie był to kandydat do Nieba, bo nie wyróżnił się niczym szczególnie dobrym. Na pewno nie zasługiwał na wieczne męki w Piekle. Nie wyrządził wszak nikomu żadnej krzywdy. Sprawa wydawała się prosta – Czyściec. Tylko co tam z nim zrobić? Przed jakim wyzwaniem go postawić, by mógł się wykazać? A może…
Miał to być długoterminowy projekt. Każda z pięćdziesięciu Sióstr otrzyma na jeden miesiąc zamkniętą w inkubatorze duszę Piotra i będzie mogła ją kształtować, jak tylko zechce. Cel będzie prosty – wycisnąć z niej jak największą wartość. Nagroda miała być kusząca – stanowisko przełożonej w Raju.
Waldek w swoim Niebie cieszył się spokojnym, rodzinnym życiem. Nauczył Igorka jeździć na rowerze. Chodził na wywiadówki. Był obecny. Dostał szansę i ją wykorzystał. Nie wiedział, że był obserwowany.
– Coś za łatwo mu to idzie.
Siostra Helena z Departamentu Róży stukała paznokciem w metalowy blat. Wierzyła, że szczęśliwe zakończenia zdarzają się tylko w baśniach opowiadanych przez ludzi dzieciom. Inne Siostry szeptały między sobą, że Helena tworzy Departament Męczenników. Lubiła rzucać swoim podopiecznym kłody pod nogi. Od jakiegoś czasu obserwowała jej poczynania Królowa Matka, której nie do końca przypadł do gustu wyraźny radykalizm. Z tego właśnie powodu u boku Heleny siedziała teraz Siostra Larysa z Departamentu Lilii. Pełniła funkcję audytora, doradcy, ale także informatora Królowej.
– Odpuść mu. Postarał się w Czyśćcu.
– Tam się wszyscy starają, bo znają stawkę. Co innego, kiedy jest im dobrze i wygodnie.
– Ale chyba o to chodzi, by tak im właśnie było. W końcu trafili do Nieba.
– Pytanie, czy na to zasłużyli.
– Co ci więc nie pasuje w tym tutaj?
Siostra Helena zmarszczyła brwi. Energicznie odwróciła się w strony Larysy.
– Za łatwo mu to przyszło. My tak prosto nie mamy.
Przerwała na chwilę. Podrapała się po czole.
– Nieważne zresztą. Dam mu wyzwanie, sama się przekonasz.
– Ale po co? I z czym nie mamy tak prosto?
– Zapomnij o tym. Masz rację, dajmy mu spokój. Zasłużył na Niebo.
Larysa została sama. Musiała tę rozmowę przekazać Królowej.
Siostry dwoiły się i troiły, by z jałowej duszy Piotry wycisnąć jak najwięcej. Był więc łagodnym chłopcem, który chętnie pomagał mamie w opiece nad młodszą siostrą. Obsadzony jako polityk zupełnie nie pasował do tej roli, bo brak charyzmy i osobowości sprawił, że pozostał niezauważony przez nikogo. Piotr w każdej formie był zupełnie nijaki. Królowa Matka ze smutkiem obserwowała eksperymenty swoich córek. Liczyła na więcej kreatywności. Podczas gdy ona stworzyła cały świat z jego wszystkimi strukturami, one obsadzały dojrzałą duszę w małym chłopcu i patrzyły, co z tego wyrośnie. Niepokoiło ją, co wymyśli Siostra Helena. Na pewno popisze się kreatywnością, ale jaki będzie tego efekt?
Tymczasem inkubator z duszą trafił do Departamentu Róży. Pierwsze godziny Helena spędziła na obserwowaniu pulsującej kuli energii. Zastanawiała się, jak ją uformować. Larysy tym razem przy niej nie było, więc mogła spokojnie pomyśleć.
Waldka zaczęły nawiedzać przedziwne sny. Widział w nich swojego ukochanego synka, ale już nie tak pięknego i zdrowego. Igor był dojrzałym mężczyzną, był przeraźliwie chudy, nie miał zębów. Co noc Waldek budził się zlany potem i szedł do pokoju syna. Upewniał się, że chłopiec jest bezpieczny. Z czasem sny się zmieniły. Nie było w nich nikogo, jedynie szara, zimna podłoga. Najpierw spadał. Długo. Potem, kiedy miał już roztrzaskać się na posadzce, nagle się zatrzymywał. W takiej pozycji, zawieszony kilka centymetrów nad podłogą, bez możliwości ruchu, słuchał. Słyszał najpierw ciche kroki, komendy wydawane dziwnym, gardłowym głosem. Obwąchiwanie. Przez pierwsze noce budził się już na tym etapie. Kolejne były gorsze. Istota, która wokół niego chodziła, zaczęła go dotykać. Najpierw nieśmiało. Potem zdarła z niego ubranie. Dotykała skóry na plecach i pośladkach. Po kilku nocach od delikatnych muśnięć dłonią przeszła do regularnego smagania biczem. Waldek cierpiał w ciszy. Nie mógł wydobyć z siebie głosu. Budził się co rano wystraszony i wycieńczony. Wieczorami odwlekał moment zaśnięcia, bo się bał. Niespodziewanie jednak nocne ataki ustały. Rankiem po pierwszej przespanej i spokojnej nocy Waldek popłakał się ze szczęścia.
Mniej szczęśliwa była Helena.
– Dałaś mi wolną rękę. Mogłam robić to, co chciałam z tą duszą.
Królowa Matka spoliczkowała córkę.
– Ale nie chodziło mi o znęcanie się.
– Ja tylko wydobyłam z niego to, co naprawdę w nim siedzi.
– Kosztem innego człowieka. To niedopuszczalne. Wiesz, gdzie jest miejsce dla tych, których raduje krzywda innych?
Helena pochyliła głowę w milczeniu. Żałowała, że wszystko się wydało. To przez wścibską Larysę. Jej rozmyślania przerwało kolejne uderzenie w policzek.
– Czy wiesz, gdzie tacy trafiają?
– Do Piekła.
Królowa nie chciała tego robić, ale wiedziała, że musi. Żałowała, że wcześniej nie zauważyła zgnilizny w sercu córki. Przed oczami wciąż miała obraz nagiego mężczyzny zalanego krwią, biczowanego przez innego, podczas gdy jej własna córka spokojnie siedziała w fotelu i jadła czereśnie. W Niebie nie było już miejsca dla Heleny.
Hej Anonimie,
Byś ty nie musiał żyć tak jak ja.
Brak przecinka.
Czuł, że istnieje. Że jest jakąś istotą,
Cierpiało się tylko w Piekle. Tam trafiali ci, którzy zabrali godność, miłość i szczęście. Którzy sami nie dali uczucia i szacunku.
Do Piekła droga była taka jak i do Nieba – przez Czyściec. Stracone dusze to te, którym dano szansę na odkupienie, ale z niej nie skorzystały.
Ładna idea, wolałbym tylko, żebyś mi to pokazał, a nie powiedział.
Nie jest to napisane najgorzej. Chaotyczne, poprzeplatane ze sobą historie. Ciekawy pomysł z siostrami. Dobry twist na końcu. Tekst dla mnie zbyt poszatkowany ze zbyt zmienną narracją bym mógł powiedzieć coś więcej.
Witaj. :)
Podziękowania za oznaczenie wulgaryzmów i erotyki. :)
Kwestie techniczne i sugestie oraz wątpliwości co do nich (do przemyślenia):
Zaniedbałem cię synku. – przecinek przy Wołaczu?
Patrzę tylko, jak bardzo cię skrzywdziłem i nic nie mogę zrobić. A przecież kiedy mogłem, nie zrobiłem nic. – powtórzenia?
A (przecinek?) przecież kiedy mogłem, nie zrobiłem nic.
Siostry dwoiły się i troiły, by z jałowej duszy Piotry wycisnąć jak najwięcej. Był więc łagodnym chłopcem, który chętnie pomagał mamie w opiece nad młodszą siostrą. – literówka?
Rankiem po pierwszej przespanej i spokojnej nocy Waldek popłakał się ze szczęścia. – czy aliteracja celowa?
Nie wiem, niestety, jak skomentować ten tekst… Znakomity pomysł na „życie po śmierci” tych mężczyzn został w moim odczuciu spłycony niepotrzebnie taką dawką erotyki… Zakończenie mocno przyspiesza i niczego w sumie nie wiadomo o dalszych losach zaprezentowanych bohaterów.
Pozdrawiam serdecznie, powodzenia w dalszej twórczości. :)