Anonim zaprasza :)
Anonim zaprasza :)
Tak strasznie, tak strasznie żałuję, że dotarło to do mnie dopiero po śmierci.
Zaniedbałem cię synku. Ja naprawdę chciałem dobrze. Myślałem, że robię to dla ciebie. Byś ty nie musiał żyć tak jak ja. Ciągle chciałem być wyżej, mieć więcej. Posiadać. Dawać.
A może po prostu układać życie wszystkich po mojemu? Kontrolować? Mieć władzę?
Nie, gdzie tam. To z miłości.
Nie byłem nigdy na wywiadówce. Nie wiem, co lubisz. Czego się boisz. Co czujesz.
A ty nie wiesz, czy możesz mnie kochać. Czy możesz czuć się przy mnie bezpiecznie.
W nieskończoność teraz będę o tym myślał. Będę się o ciebie bał. To za karę. Za to, że mnie nie było.
Po śmierci nie pojawia się żaden tunel. Nie ma świętego Piotra.
Jest za to efekt.
Tego, kim byłeś i kogo kochałeś. Lub kogo skrzywdziłeś.
I tak właśnie skończyłem jako szklana rurka. Twoja ulubiona. Jestem teraz twoją szczęśliwą rurką do wciągania wszelkiej maści świństwa, którym się odczłowieczasz. A dlaczego szczęśliwą?
– To moja jedyna pamiątka po ojcu.
Tak lubiłeś opowiadać o tym, jak wyjąłeś ją z mojej marynarki i schowałeś.
Byłem niemy za życia i tak samo niemy pozostałem po śmierci. Patrzę tylko, jak bardzo cię skrzywdziłem i nic nie mogę zrobić. A przecież kiedy mogłem, nie zrobiłem nic. Dlaczego?
– Co o tym myślisz?
– Dzielna dusza. Zaczyna walczyć?
– Poobserwujmy trochę. Widzę potencjał, ale…
– Nie wierzy Siostra?
– Poobserwujmy.
Synuniu, wypadły ci zęby. Jesteś taki chudy. Chciałbym ci jakoś pomóc. Nie możesz tu spać, bo zamarzniesz. Jest mróz. Obudź się, proszę. Co zrobić, żeby mnie ktoś usłyszał?
– Skup się, Waldek. To jest ważne.
Nie myślę o tym, że jestem rurką. Jestem energią. Ognistą kulą, która czeka na rozbłysk. Widzę nad sobą niebo rozbłysków. Chcę tam dołączyć.
Igora zbudził nagły, lodowaty podmuch wiatru. Spał w Parku Śledzia. Leżał pod stolikiem do szachów. Całe ciało miał zdrętwiałe. Usłyszał czyjeś kroki. Próbował krzyczeć, ale nie mógł wydobyć z siebie głosu. Zebrał się w sobie. Krzyknął, a potem zaczął jęczeć.
Miał szczęście.
Kroki należały do Ali i Marka Strzeleckich. Ona codziennie wracała o tej porze z pracy. Jej mąż nie zasnąłby, nie wiedząc, czy ukochana jest bezpieczna. Dlatego co noc po nią wychodził na przystanek.
To Marek pierwszy usłyszał jęki Igora. Zaświecił latarką z telefonu. Zobaczył młodego mężczyznę leżącego pod stolikiem.
– Ala, dzwoń po karetkę. Tylko odsuń się w razie czego.
W czasie, kiedy ona wzywała pomoc, on powoli podchodził do nieznajomego.
– Proszę pana, czy nic mi pan nie zrobi?
Zawstydził się tym błahym pytaniem.
– Przepraszam. Karetka już jedzie. Proszę się… trzymać?
Igor widział tylko świecącą w niego latarkę.
To jest ten tunel?
– No i co, Siostry? Chyba mamy to?
W Auli zebrało się pięćdziesiąt Sióstr Przełożonych. Wszystkie w czerwonych mundurach. Klony Królowej Matki rozmieszczone w Dystryktach. Jej dzieci.
– Dał radę, nie ma co.
Słychać było pojedyncze oklaski.
– Zasłużył. Weźmy go.
Oklaski przybrały na sile.
Królowa Matka podniosła ręce, zachęcając zebrane Siostry do aplauzu.
Igor przebywał w licznych ośrodkach i szpitalach prawie trzy lata. Już nigdy więcej nie zażył narkotyków. Rurka nie była mu już potrzebna. Zgubił ją gdzieś w karetce.
Waldek długo leżał w ciemności. Czuł, że istnieje. Że jest jakąś istotą, czymś na pewno. Tylko nie wiedział, co z tym zrobić.
Nagle zobaczył tunel. Szedł w stronę światła. Czekały na niego dwie postaci. Anioły w białych szatach. Bez skrzydeł.
– Witaj, Waldemarze. Jesteś w Niebie.
– A co z Igorkiem?
– Dojdzie do siebie. Będzie zdrowy. Założy rodzinę. Da sobie radę.
– Będzie szczęśliwy?
– Tak.
– A co ze mną?
– Teraz powiedz, o czym marzysz? Co dałoby ci najwięcej radości?
– Być z rodziną. Wychować synunia.
– Więc będziesz to robił.
– Ale jak?
– Umieścimy cię w takiej wersji rzeczywistości, gdzie twoje marzenie będzie się spełniało w nieskończoność.
„Za dusze w Czyśćcu cierpiące” – Siostry zastanawiały się od wieków, jak kościół mógł zdobyć władzę, będąc tak daleko od prawdy.
Czyściec był po to, by odpocząć, przemyśleć błędy. Był szansą.
Cierpiało się tylko w Piekle. Tam trafiali ci, którzy zabrali godność, miłość i szczęście. Którzy sami nie dali uczucia i szacunku.
Do Piekła droga była taka jak i do Nieba – przez Czyściec. Stracone dusze to te, którym dano szansę na odkupienie, ale z niej nie skorzystały.
Dla Konrada kobiety były przede wszystkim dupami. Był jednym z niewolników warszawskiego Mordoru. Codziennie dogadywał plany sprzedażowe, wciągał kreski ze swojego biurka na dwudziestym piętrze, a potem na tym samym biurku pieprzył asystentkę. W weekendy spotykał się z Leną, której obiecywał dom z ogródkiem, ale jak tylko dopnie ostatnie kontrakty, bo tyle teraz na głowie… A ona za te ochłapy rzucone jej przez ukochanego robiła z nim takie rzeczy, za które w burdelu płaciłby tysiące złotych. Wolał za darmo.
Szczęście go jednak opuściło. Kierowca BMW nie spał od kilku dni, nos mu już krwawił. Do tego w trakcie zderzenia akurat finiszował, bo jego dupa robiła mu dobrze ręką.
Konrad nie miał szans.
Stał się pluszowym misiem Leny. Kojarzył go z jej mieszkania. Siedział więc na komodzie i mógł jedynie patrzeć.
Prowadziła małą domówkę. Miała zwykle trzech, czasem czterech klientów dziennie. Była zgrabna, drobna. Robili z nią, co chcieli. Wieczorami dzwoniła czasem do kogoś. Płakała.
On tylko siedział i obserwował. Zastanawiał się, jak mógł się spotykać z dziwką.
– Krótka piłka, Siostro.
– Do Piekła z chujem.
Piotr w swoim życiu kochał tylko jedną kobietę – matkę. Nigdy nie był w stałym związku. Żadna z kobiet nie mogła się równać z mamusią. Żadna nie robiła takiego rosołu, nie smarowała plecków, kiedy brało go przeziębienie. Najbardziej natomiast bał się tego, że zostanie kiedyś sam. Kto wówczas się nim zajmie? Dbał więc bardzo o mamusię. Nie przewidział jednak scenariusza, w którym to on pierwszy odejdzie. Zator załatwił go szybko. Poszedł do łazienki i już z niej nie wyszedł.
Bezkresny umysł Królowej Matki miał przy Piotrze nie lada zagadkę. Nie był to kandydat do Nieba, bo nie wyróżnił się niczym szczególnie dobrym. Na pewno nie zasługiwał na wieczne męki w Piekle. Nie wyrządził wszak nikomu żadnej krzywdy. Sprawa wydawała się prosta – Czyściec. Tylko co tam z nim zrobić? Przed jakim wyzwaniem go postawić, by mógł się wykazać? A może…
Miał to być długoterminowy projekt. Każda z pięćdziesięciu Sióstr otrzyma na jeden miesiąc zamkniętą w inkubatorze duszę Piotra i będzie mogła ją kształtować, jak tylko zechce. Cel będzie prosty – wycisnąć z niej jak największą wartość. Nagroda miała być kusząca – stanowisko przełożonej w Raju.
Waldek w swoim Niebie cieszył się spokojnym, rodzinnym życiem. Nauczył Igorka jeździć na rowerze. Chodził na wywiadówki. Był obecny. Dostał szansę i ją wykorzystał. Nie wiedział, że był obserwowany.
– Coś za łatwo mu to idzie.
Siostra Helena z Departamentu Róży stukała paznokciem w metalowy blat. Wierzyła, że szczęśliwe zakończenia zdarzają się tylko w baśniach opowiadanych przez ludzi dzieciom. Inne Siostry szeptały między sobą, że Helena tworzy Departament Męczenników. Lubiła rzucać swoim podopiecznym kłody pod nogi. Od jakiegoś czasu obserwowała jej poczynania Królowa Matka, której nie do końca przypadł do gustu wyraźny radykalizm. Z tego właśnie powodu u boku Heleny siedziała teraz Siostra Larysa z Departamentu Lilii. Pełniła funkcję audytora, doradcy, ale także informatora Królowej.
– Odpuść mu. Postarał się w Czyśćcu.
– Tam się wszyscy starają, bo znają stawkę. Co innego, kiedy jest im dobrze i wygodnie.
– Ale chyba o to chodzi, by tak im właśnie było. W końcu trafili do Nieba.
– Pytanie, czy na to zasłużyli.
– Co ci więc nie pasuje w tym tutaj?
Siostra Helena zmarszczyła brwi. Energicznie odwróciła się w strony Larysy.
– Za łatwo mu to przyszło. My tak prosto nie mamy.
Przerwała na chwilę. Podrapała się po czole.
– Nieważne zresztą. Dam mu wyzwanie, sama się przekonasz.
– Ale po co? I z czym nie mamy tak prosto?
– Zapomnij o tym. Masz rację, dajmy mu spokój. Zasłużył na Niebo.
Larysa została sama. Musiała tę rozmowę przekazać Królowej.
Siostry dwoiły się i troiły, by z jałowej duszy Piotry wycisnąć jak najwięcej. Był więc łagodnym chłopcem, który chętnie pomagał mamie w opiece nad młodszą siostrą. Obsadzony jako polityk zupełnie nie pasował do tej roli, bo brak charyzmy i osobowości sprawił, że pozostał niezauważony przez nikogo. Piotr w każdej formie był zupełnie nijaki. Królowa Matka ze smutkiem obserwowała eksperymenty swoich córek. Liczyła na więcej kreatywności. Podczas gdy ona stworzyła cały świat z jego wszystkimi strukturami, one obsadzały dojrzałą duszę w małym chłopcu i patrzyły, co z tego wyrośnie. Niepokoiło ją, co wymyśli Siostra Helena. Na pewno popisze się kreatywnością, ale jaki będzie tego efekt?
Tymczasem inkubator z duszą trafił do Departamentu Róży. Pierwsze godziny Helena spędziła na obserwowaniu pulsującej kuli energii. Zastanawiała się, jak ją uformować. Larysy tym razem przy niej nie było, więc mogła spokojnie pomyśleć.
Waldka zaczęły nawiedzać przedziwne sny. Widział w nich swojego ukochanego synka, ale już nie tak pięknego i zdrowego. Igor był dojrzałym mężczyzną, był przeraźliwie chudy, nie miał zębów. Co noc Waldek budził się zlany potem i szedł do pokoju syna. Upewniał się, że chłopiec jest bezpieczny. Z czasem sny się zmieniły. Nie było w nich nikogo, jedynie szara, zimna podłoga. Najpierw spadał. Długo. Potem, kiedy miał już roztrzaskać się na posadzce, nagle się zatrzymywał. W takiej pozycji, zawieszony kilka centymetrów nad podłogą, bez możliwości ruchu, słuchał. Słyszał najpierw ciche kroki, komendy wydawane dziwnym, gardłowym głosem. Obwąchiwanie. Przez pierwsze noce budził się już na tym etapie. Kolejne były gorsze. Istota, która wokół niego chodziła, zaczęła go dotykać. Najpierw nieśmiało. Potem zdarła z niego ubranie. Dotykała skóry na plecach i pośladkach. Po kilku nocach od delikatnych muśnięć dłonią przeszła do regularnego smagania biczem. Waldek cierpiał w ciszy. Nie mógł wydobyć z siebie głosu. Budził się co rano wystraszony i wycieńczony. Wieczorami odwlekał moment zaśnięcia, bo się bał. Niespodziewanie jednak nocne ataki ustały. Rankiem po pierwszej przespanej i spokojnej nocy Waldek popłakał się ze szczęścia.
Mniej szczęśliwa była Helena.
– Dałaś mi wolną rękę. Mogłam robić to, co chciałam z tą duszą.
Królowa Matka spoliczkowała córkę.
– Ale nie chodziło mi o znęcanie się.
– Ja tylko wydobyłam z niego to, co naprawdę w nim siedzi.
– Kosztem innego człowieka. To niedopuszczalne. Wiesz, gdzie jest miejsce dla tych, których raduje krzywda innych?
Helena pochyliła głowę w milczeniu. Żałowała, że wszystko się wydało. To przez wścibską Larysę. Jej rozmyślania przerwało kolejne uderzenie w policzek.
– Czy wiesz, gdzie tacy trafiają?
– Do Piekła.
Królowa nie chciała tego robić, ale wiedziała, że musi. Żałowała, że wcześniej nie zauważyła zgnilizny w sercu córki. Przed oczami wciąż miała obraz nagiego mężczyzny zalanego krwią, biczowanego przez innego, podczas gdy jej własna córka spokojnie siedziała w fotelu i jadła czereśnie. W Niebie nie było już miejsca dla Heleny.
Hej Anonimie,
Byś ty nie musiał żyć tak jak ja.
Brak przecinka.
Czuł, że istnieje. Że jest jakąś istotą,
Cierpiało się tylko w Piekle. Tam trafiali ci, którzy zabrali godność, miłość i szczęście. Którzy sami nie dali uczucia i szacunku.
Do Piekła droga była taka jak i do Nieba – przez Czyściec. Stracone dusze to te, którym dano szansę na odkupienie, ale z niej nie skorzystały.
Ładna idea, wolałbym tylko, żebyś mi to pokazał, a nie powiedział.
Nie jest to napisane najgorzej. Chaotyczne, poprzeplatane ze sobą historie. Ciekawy pomysł z siostrami. Dobry twist na końcu. Tekst dla mnie zbyt poszatkowany ze zbyt zmienną narracją bym mógł powiedzieć coś więcej.
Witaj. :)
Podziękowania za oznaczenie wulgaryzmów i erotyki. :)
Kwestie techniczne i sugestie oraz wątpliwości co do nich (do przemyślenia):
Zaniedbałem cię synku. – przecinek przy Wołaczu?
Patrzę tylko, jak bardzo cię skrzywdziłem i nic nie mogę zrobić. A przecież kiedy mogłem, nie zrobiłem nic. – powtórzenia?
A (przecinek?) przecież kiedy mogłem, nie zrobiłem nic.
Siostry dwoiły się i troiły, by z jałowej duszy Piotry wycisnąć jak najwięcej. Był więc łagodnym chłopcem, który chętnie pomagał mamie w opiece nad młodszą siostrą. – literówka?
Rankiem po pierwszej przespanej i spokojnej nocy Waldek popłakał się ze szczęścia. – czy aliteracja celowa?
Nie wiem, niestety, jak skomentować ten tekst… Znakomity pomysł na „życie po śmierci” tych mężczyzn został w moim odczuciu spłycony niepotrzebnie taką dawką erotyki… Zakończenie mocno przyspiesza i niczego w sumie nie wiadomo o dalszych losach zaprezentowanych bohaterów.
Pozdrawiam serdecznie, powodzenia w dalszej twórczości. :)
Podobał mi się pomysł na zarządzanie zaświatami przy pomocy zakonu żeńskiego – zahaczał o dystopię, bo siostry zakonne okazały się równie “ułomne” jak dusze, które miały sądzić.
Tylko kompozycja całości dość chaotyczna – niektóre wątki są naturalistyczne, inne ckliwe, na dodatek to zakończenie z chłostą i sadyzmem. Mam wrażenie, że miejscami, drogi Anonimie, rozmyślnie chciałeś nadać tekstowi ostrzejszy wydźwięk, więc pojawia się i brutalność języka, i brutalność fabuły. Tak jakbyś nie miał zaufania do tego, że bez tych “polepszaczy smaku” tekst zwróci uwagę. W dodatku nastrój poszczególnych fragmentów bardzo się zmienia, biega swobodnie od banału do patosu i grozy.
Więc, Anonimie, napiszę jak fizyk, że opowiadanie ma potencjał i nie jest to 0V, ale gdyby kompozycja i fabuła były bardziej spójne (a wątki zamknięte), to byłoby lepiej
Hejka!
Początek zapowiadał bardzo emocjonalną historię i naprawdę mnie zaciekawił. Niestety później opowiadanie zaczęło iść w tylu różnych kierunkach, że momentami się gubiłam. Mam wrażenie, że jest tu za dużo pomysłów jak na jeden tekst, każdy z nich jest ciekawy, ale razem trochę odbierają sobie nawzajem siłę. Sam pomysł na Czyściec i funkcjonowanie zaświatów jest ciekawy.
Pozdrawiam!
Chyba wplotłeś tu zbyt wiele krótkich wątków, skutkiem czego dość szybko zaczęłam się gubić co i o kim opowiadasz. Miałeś pomysł, Anonimie, ale tak chaotyczna forma mnie nie przekonała.
Hej, sposób prowadzenia narracji zniechęcił mnie do lektury. Ciężej było mi coś więcej poczuć podczas czytania tekstu czy wyobrazić sobie to, o czym jest. Przeszkadzała mi fragmentaryczność, przeskakiwanie między bohaterami, a także brakowało pokazywania świata przedstawionego (zgodnie z zasadą ‘show, not tell’).
Hej ho!
Niestety, mam podobne wrażenia jak poprzedni komentujący. Opowiadanie wydaje mi się zbyt poszatkowane. Początek był interesujący, ale wraz z pojawianiem się kolejnych wątków moja uwaga coraz bardziej się rozpraszała.
Pozdrawiam serdecznie!
Mi się podobał koncept, sposób narracji też był interesujący i mi osobiście dostarczył frajdy. Stylistycznie nie zauważyłem błędów, ale też brak fajerwerków.
Fabularnie nie bardzo rozumiem, co takiego niesamowitego zrobił Waldek-rurka, żeby zasłużyć na taki hura entuzjazm i akredytację do Nieba.

Najszczęśliwszy dzień życia to ten, w którym się z nim rozstajemy.
/Fryderyk II Wielki/
Hej,
nie powiem za wiele nowego – początek był obiecujący, jeżeli chodzi o historię, ale potem za dużo, za gęsto i zbyt chaotycznie. Nie mniej, na duży plus pomysły ogólny, czyli Siostry, które tym trzęsą i zostanie szklaną rurką do wciągania syfu. Zwłaszcza ten drugi mnie zmiótł (pozytywnie), bardzo niecodzienny. :)


Zaniedbałem cię synku.
Wołacz oddzielamy: Zaniedbałem cię, synku.
Byś ty nie musiał żyć tak jak ja.
Dość mocny patos, na razie nie wiem, czy o to nie chodzi. Ale przecinek potrzebny: tak, jak ja.
Nie, gdzie tam. To z miłości.
Proszę mi nie grzebać w biurku ><
Jest za to efekt.
Tego, kim byłeś i kogo kochałeś. Lub kogo skrzywdziłeś.
Hmmmmmmmmmmmmm. Dlaczego nie skutek? Skutki? Wyniki?
I tak właśnie skończyłem jako szklana rurka.
… wut. Nie ma to jak mocne kontrasty…
jak wyjąłeś ją z mojej marynarki
"Ją" nie powinno być akcentowane, a szklane rurki nie są elementami marynarki. Więc raczej: jak mi ją wyjąłeś z marynarki. I po co facet tę rurkę nosił przy sobie?
A przecież kiedy mogłem, nie zrobiłem nic. Dlaczego?
Bo Balcerowicz musi odejść, a następnego, co mi będzie grzebał w biurku, poszczuję kurzowym smokiem. Jak tylko będę go miała. :D
Nie myślę o tym, że jestem rurką. Jestem energią. Ognistą kulą, która czeka na rozbłysk
…? Spokojnie, spokojnie…
Igora zbudził nagły, lodowaty podmuch wiatru…
Cały akapit z krótkich zdań, które nie bardzo plastycznie wypadają. Może to i dobrze… Ale zdawało mi się, że syn narratora ma na imię Waldek – więc kim jest Igor?
Kroki należały do Ali i Marka Strzeleckich.
Kroki nie są przedmiotami ani własnościami (ani powinnościami) i nie nie mogą do nikogo należeć.
Jej mąż nie zasnąłby, nie wiedząc, czy ukochana jest bezpieczna.
Lepiej: Jej mąż nie mógłby zasnąć, nie wiedząc, czy ukochana jest bezpieczna.
Dlatego co noc po nią wychodził na przystanek.
Dlatego co noc wychodził po nią na przystanek.
Zaświecił latarką z telefonu.
Lepiej: poświecił.
Zawstydził się tym błahym pytaniem.
Niemądrym, może. Ale nie błahym: https://wsjp.pl/haslo/podglad/329/blahy
W czasie, kiedy ona wzywała pomoc, on powoli podchodził do nieznajomego.
A może lepiej tak: Kiedy ona wzywała pomoc, on wolno podchodził do nieznajomego.
Igor widział tylko świecącą w niego latarkę.
Może raczej: na niego?
– No i co, Siostry? Chyba mamy to?
Jeżeli Siostry są psychopompami, trybunałem niebieskim lub czymś w tym rodzaju, to zaszło tu poważne naruszenie decorum, którego nic nie zapowiada. Trochę tak, jakby sędzia wkroczył na salę sądową i znienacka zaczął rapować.
W Auli zebrało się pięćdziesiąt Sióstr Przełożonych. Wszystkie w czerwonych mundurach. Klony Królowej Matki rozmieszczone w Dystryktach. Jej dzieci.
?
Słychać było pojedyncze oklaski.
Pojedyncze raczej klaśnięcia. Oklaski są pluralis tantum. https://wsjp.pl/haslo/podglad/39747/oklaski
Królowa Matka podniosła ręce, zachęcając zebrane Siostry do aplauzu.
Jeżeli tu zachodzi zależność przyczynowa, to: Królowa Matka podniesieniem rąk zachęciła zebrane Siostry do aplauzu. Ale i tak brzmi to ciut dziwnie.
Igor przebywał w licznych ośrodkach i szpitalach prawie trzy lata.
Może lepiej: spędził? A w ogóle, to kto za to płacił? Co w nim załatało tę dziurę, którą zapychał narkotykami? I dlaczego cudów nie ma?
Waldek długo leżał w ciemności.
Aha, czyli Waldek to jednak narrator?
Że jest jakąś istotą, czymś na pewno
Hmmm.
Czekały na niego dwie postaci. Anioły w białych szatach. Bez skrzydeł.
Postacie. Aniołowie, bo traktujemy ich osobowo.
Wychować synunia.
Spieszczenia nie brzmią poważnie.
Umieścimy cię w takiej wersji rzeczywistości, gdzie twoje marzenie będzie się spełniało w nieskończoność.
Każdy sen zbyt długo śniony zmienia się w koszmar…
Siostry zastanawiały się od wieków, jak kościół mógł zdobyć władzę, będąc tak daleko od prawdy.
Ummmmmmmmmm… nie mam siły na dyskusje teologiczne, więc powiem tylko, że "Kościół" w sensie instytucji piszemy dużą literą.
Czyściec był po to
Tu i w następnych zdaniach mowa o prawdach ogólnych (przynajmniej w świecie przedstawionym), więc powinien być czas teraźniejszy.
Stracone dusze to te, którym dano szansę na odkupienie, ale z niej nie skorzystały.
Tak, ale to nie znaczy, że korzystanie z tej szansy nie boli. Ani, że nie powinno.
Dla Konrada kobiety były przede wszystkim…
Ale jak to się wiąże z Waldemarem i Igorem?
Zastanawiał się, jak mógł się spotykać z dziwką.
A robiło mu to różnicę?
Kto wówczas się nim zajmie?
Kto się nim wtedy zajmie?
Dbał więc bardzo o mamusię
Lepiej: Bardzo więc dbał o mamusię.
Nie przewidział jednak scenariusza, w którym to on pierwszy odejdzie.
Telewizyjne. Prościej: Nie przewidział tylko, że to on pierwszy odejdzie.
Zator załatwił
Z-z.
Nie był to kandydat do Nieba, bo nie wyróżnił się niczym szczególnie dobrym.
O ile wiem, nie jest to wymagane.
Nie wyrządził wszak nikomu żadnej krzywdy.
Dziwny szyk.
Przed jakim wyzwaniem go postawić, by mógł się wykazać?
Lepiej: Jakie zadanie przed nim postawić.
Miał to być długoterminowy projekt.
Angielskie to.
Każda z pięćdziesięciu Sióstr otrzyma na jeden miesiąc zamkniętą w inkubatorze duszę Piotra i będzie mogła ją kształtować, jak tylko zechce.
… dajcie mi pięćdziesiąt sierot i tonę sera… Ale bardziej serio – gdyby to tak działało, mielibyśmy przekichane.
Cel będzie prosty – wycisnąć z niej jak największą wartość. Nagroda miała być kusząca – stanowisko przełożonej w Raju.
Przekichane na całej linii. A o etycznych aspektach ambicji pogadamy sobie kiedyś ;)
Nie wiedział, że był obserwowany.
C.t.: jest obserwowany.
Od jakiegoś czasu obserwowała jej poczynania Królowa Matka, której nie do końca przypadł do gustu wyraźny radykalizm
Dziwny szyk.
Za łatwo mu to przyszło. My tak prosto nie mamy.
Mmmmm… Mateusz, 20, 1-16 https://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=263
Dam mu wyzwanie
Zadanie. "Wyzwanie" może być na pojedynek – nie kalkujmy angielskiego "challenge".
Zapomnij o tym. Masz rację, dajmy mu spokój. Zasłużył na Niebo.
Dobra, to ona właśnie upada, czy jednak nie?
z jałowej duszy Piotry
Literówka: Piotra.
Obsadzony jako polityk zupełnie nie pasował do tej roli, bo brak charyzmy i osobowości sprawił, że pozostał niezauważony przez nikogo.
W roli polityka zupełnie się nie sprawdził przez brak charyzmy. Kropka.
eksperymenty swoich córek
Zbędny zaimek.
one obsadzały dojrzałą duszę w małym chłopcu
? Chłopiec to nie długopis…
Na pewno popisze się kreatywnością, ale jaki będzie tego efekt?
Powtórzenie.
pulsującej kuli energii
Ech, ten materializm :D Serio, niematerialne nie jest "jakby materialne" – nie ma kształtu. (A Niebo nie jest jak Ziemia, ale ponieważ nie wiemy, jakie jest, więc trudno).
Potem, kiedy miał już roztrzaskać się na posadzce, nagle się zatrzymywał
Potem, kiedy już miał się roztrzaskać o posadzkę, nagle się zatrzymywał.
Przez pierwsze noce budził się już na tym etapie
Hmmm.
Po kilku nocach od delikatnych muśnięć dłonią
?
Mogłam robić to, co chciałam z tą duszą.
Mogłam robić z tą duszą to, co chciałam.
Ja tylko wydobyłam z niego to, co naprawdę w nim siedzi.
? Niby jak?
Czy wiesz, gdzie tacy trafiają?
Dokąd trafiają.

Ja te checheszki tak robię w ramach obrony własnej psychiki :) bo pierwsza część (z Waldemarem) jest dociśniętą do dechy wersją doświadczenia pokoleniowego. Aczkolwiek widzianą ze strony rodziców. Ale też bez analiz, więc może nie grzebiesz mi w papierach :D
Za to dalej robi się mniej spójnie – w sumie jest to historia nie tyle Waldemara, ile dopełnienia się upadku Heleny. Tylko co w niej robi reszta obsady? Trudno mi tu znaleźć nić przewodnią, i chyba nie tylko dzięki przeszkadzającym mi telefonom od ludzi, którym się kalendarz spóźnia ;) W każdym razie – jeśli próbowałeś coś powiedzieć o cierpieniu, to ja tego nie odczytałam.
Język jest dość prosty, trochę patetyczny, ale ogólnie mało obrazowy. W sumie mamy tu raczej notatkę, jeszcze nieopracowaną, jeszcze szukającą kierunku. Niestety (to boli…) trzeba się na coś zdecydować.
Tak jakbyś nie miał zaufania do tego, że bez tych “polepszaczy smaku” tekst zwróci uwagę. W dodatku nastrój poszczególnych fragmentów bardzo się zmienia, biega swobodnie od banału do patosu i grozy.
Owszem. I ostatecznie wypada dość słabo – właśnie przez tę chwiejność. Gdybyś się głębiej zajął jedną, wybraną postacią, może dwiema (skontrastowanymi albo paralelnymi), byłoby, no, głębiej.
Zwłaszcza ten drugi mnie zmiótł (pozytywnie), bardzo niecodzienny. :)
“Lamo niegodny! Małego serca! Czyżbyś chciał w przyszłym życiu zostać paczką amerykańskiej gumy balonowej marki "Siedząc na szczycie świata"?”
Pięć przygód detektywa Konopki, 1968, cytat z pamięci, bo w robocie jestem :D
Podobał mi się świetny i oryginalny pomysł na zmianę w przedmioty po śmierci. Taki motyw idealnie oddaje charakter Czyśćca, jako miejsca, w którym możesz biernie przyglądać się swojemu życiu i rozmyślać nad tym, co było dobre, a co złe.
Zabrakło mi trochę konsekwencji, trzymania się jednego konkretnego bohatera. Na początku wydawało mi się, że osią opowieści jest historia Waldka i Igora, potem wprowadzasz pozostałe postacie jako tło, a historia kończy się wątkiem Heleny i znęcania się nad biednym Waldkiem. Brakuje mi tu jakiegoś powiązania z Konradem i Piotrem, którzy są tu jakby na doczepkę.