- Opowiadanie: Anonimowy bajkoholik - Myślę, śnię… więc jestem?

Myślę, śnię… więc jestem?

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

Użytkownicy, Finkla

Oceny

Myślę, śnię… więc jestem?

Kula świeciła wyjątkowo jasno, gdy setki włochatych odnóży rozpoczęły swój codzienny przemarsz.

Kula. Pojedyncza, idealnie okrągła. Po prostu przedmiot zawieszony w próżni, krwawiący światłem na mieszkańców, którzy dawno przywykli do tej dziwnej, samotnej wartowniczki.

Matyr – Krwista Matka. Tak ją nazywali.

Dumnie rozlewała swój blask, malując wszystko odcieniami karmazynu. 

*

Białe futerko porastające odnóża i odwłok falowały w rytm wiatru, który śpiewał melodię tej krainy. Nieustanny świst, przypominający syk setek węży, wprawiał w ruch dzwoneczki zawieszone na cienkich pajęczych sieciach.

Pajęcze sieci – o ile w ogóle można było je tak nazwać. Wyobraźcie sobie grube włókna emanujące niebieskim światłem. 

Sieć oplatała każdy zakamarek jaskini, tworząc niezwykle rozgałęzioną strukturę.

Drobne, przypominające pająki stworzenia występowały tu milionami. Wszystkie wyglądały identycznie. Włochate insekty – tak bym je opisał.

Pełzały po całym obszarze, pochłonięte pracą. Mimo pozornego chaosu było w tym coś uporządkowanego. Każde wykonywało własne zadanie w mechaniczny, wręcz matematycznie wyliczony sposób.

Pająk zrobił parę kroków naprzód, po czym spuścił się na pajęczynie, docierając do ogromnej sieci, w której było kilka kokonów. Coś poruszało się w środku jednego z nich. Tym czymś byłem ja. 

Ludzkie, nagie ciało zaplątane w nici.

Nie pamiętam, ile już tak leżałem. W zasadzie moja pamięć przypominała podziurawiony szwajcarski ser – pełen dziur. Jedyne, co mogłem robić, to leżeć i wpatrywać się w to, co działo się nade mną.

Widziałem wiele kokonów podobnych do mojego. Niektóre poruszały się delikatnie, inne pozostawały nieruchome, zastygłe w bezruchu.

Straciłem rachubę już po kilku dniach. Godziny mijały jak sekundy, a dni jak minuty. Czas zaczynał się rozmywać, a ja, by nie oszaleć, skupiałem się na liczeniu i jedynych wspomnieniach, jakie mi pozostały.

*

Pozyskanie energii. Praca. Przędzenie. Składanie jaj. Asymilacja rozumnych.

Nieustanny ciąg feromonowych rozkazów Matki Matyr rozbrzmiewał bez końca. Wciąż taki sam, wymagający natychmiastowego wykonania przez Robotnice pozyskujące soki i energię potrzebną do podtrzymania wszystkich procesów Roju.

Choć Robotnice były niezwykle ważne dla funkcjonowania tego ustRoju, nie stanowiły jedynej grupy odgrywającej kluczową rolę w tym złożonym ekosystemie.

Byli także Tkacze, którzy za pomocą nici tworzyli wizje dla rozumnych. W splatanych włóknach zapisywali obrazy, później przekazywane odbiorcom wiecznego snu.

Byli również Wojownicy uczestniczący w procesach asymilacji. Teraz spali, oczekując na nowych rozumnych, którzy zostaną obdarowani wiecznym życiem – snem ponad snami.

Ponad wszystkimi stała ona.

Królowa.

Karmazynowa Matka wydająca rozkazy.

Tego dnia, przez czysty przypadek, do programu prostych feromonowych poleceń wkradł się błąd. Jedno krótkie słowo, które obudziło dziwny, dawno uśpiony instynkt.

Pozyskanie energii. Praca. Przędzenie. Składanie jaj. Asymilacja rozumnych.

Życie?

Instynkt Matki zaczął krążyć wokół tego słowa, próbując zrozumieć jego znaczenie.

Czy ona żyła?

Działała jak maszyna. Liczyło się wyłącznie przetrwanie rodu, wzrost jego siły i nieustanna rozbudowa imperium.

Była dwudziestą z kolei Matką. Odziedziczyła wiedzę poprzez traumę transgresyjną. Wspomnienia wszystkich poprzedniczek spoczywały w jednym umyśle. Tak jak ona otrzymała ten dar, tak samo otrzyma go następna królowa.

A jednak wszystkie te poprzednie żywoty wydawały się jedynie zlepkiem tych samych wydarzeń.

Każde życie wyglądało identycznie.

Te same rozkazy.

Te same obowiązki.

Każda kolejna doba była tylko odbiciem poprzedniej.

Czy to było właściwe?

Matyr poczuła odrazę do własnych myśli. Kimże była, by kwestionować sposoby przetrwania doskonalone przez całe wieki istnienia?

A jednak niepokój nie ustępował.

Wciąż czuła coś dziwnego, coś niewygodnego.

Może chociaż raz mogłaby zrobić coś dla siebie.

Nie dla społeczności.

Nie dla Roju.

Dla jednostki.

Dla siebie.

Matka wyłączyła procesy myślowe. Przez wieki doświadczeń nauczyła się, że rozumność nie gwarantuje przetrwania. W wielu przypadkach wręcz je utrudnia.

*

Co jakiś czas odwiedzały mnie te dziwne pająki, czułem uczucie straty, jakby ktoś mi coś zabrał, jakbym był niekompletny. Usłyszałem tupot odnóży. Jeden z pająków wszedł na kokon i zanurzył kły w moim ciele. Nie poczułem bólu. Powieki stały się ciężkie i zasnąłem.

*

Stałem na środku biura. Ciało było dziwnie przezroczyste – nikt z obecnych mnie nie widział, a ja byłem niemym obserwatorem.

– Robert, skończyłeś pisać raport? – usłyszałem głos kobiety.

Stała przy biurku i patrzyła na mężczyznę za nim dziwnym wzrokiem, jakby od niechcenia.

Miał kanciaste rysy twarzy, lekki zarost na szczęce, a na głowie znajdowały się zakola. Krótkie włosy były rzadkie i choć wyglądał na młodego, na jego skroniach widniały oznaki siwizny. Podkrążone oczy wskazywały zmęczenie, a piwny brzuch wystający spod koszuli świadczył o braku ruchu. Zdawał się dziwnie znajomy… Coś w mojej głowie mówiło, że jest mi bliski. Przez umysł przepłynęły skrawki wspomnień i zdałem sobie sprawę, że tym mężczyzną za biurkiem byłem ja… a przynajmniej kiedyś nim byłem.

Koło biurka przechodził inny pracownik i uśmiechnął się do mężczyzny za biurkiem. Ten odwzajemnił uśmiech, a jego oczy lekko się rozpromieniły. Kobieta spojrzała na mnie wściekle, a wizja się rozmyła.

Obudziłem się znów w kokonie. Odwłok pająka, który właśnie wyciągnął ze mnie kły, pulsował dziwnym światłem, a w jego wnętrzu poruszały się linie energii. Poczułem, że coś utraciłem i nie pamiętałem, o czym śniłem… 

*

Zręczne, owadzie odnóża tkały poszczególne włókna sieci, pulsujące, błękitną energią. Tego dnia Tkaczka tkała nowy koncept – rozumni nazwali go miłością.

Szczypta mrowienia w brzuchu, subtelnego ruchu motyla. Lekkie podwyższenie temperatury oraz libido zostało zamknięte w pojedynczym włóknie. Tkaczka musiała dobrze to przemyśleć.

Dodała lekki błysk w oku na widok wybranej jednostki. Zwolniony oddech i rytmiczne bicie serca, subtelne łaskotanie w okolicach policzków oraz chęć bycia przy wybranej istocie. Zwolnienie czasu, jakby każda krótka chwila trwała wieczność w akompaniamencie wybitego rytmu serca.

Włókno było już gotowe. Tkaczka przeszła do następnej pracy – miała właśnie zesłać iskrę, natchnąć rozumnych do działania, stworzyć nowy koncept. W nowym świecie właśnie teraz ktoś miał wpaść na pomysł opisania miłości.

Musiała uważać, być precyzyjna. Byłaby to myśl zbędna, gdyby trafiła na przykład w drzewo, które nie wiedziałoby, co zrobić z tą myślą.

*

 Poczułem dziwne ukłucie, a potem cały świat wokół się zmienił.

Zobaczyłem dwoje młodych ludzi – mężczyznę i kobietę, którzy wciąż się kłócili. Kobieta płakała, po czym zdjęła obrączkę z palca i rzuciła ją o ziemię.

– Chyba nigdy was nie zrozumiem. – Usłyszałem dziwny, chropowaty głos. Obok mnie stała sylwetka odziana w czarny płaszcz.

– Kim jesteś?

– Mam wiele imion. Większość określa mnie mianem Matyr, wy z kolei lubicie nazywać mnie śmiercią.

– Więc nie żyję?

– Nic nie umiera. Twój mózg po prostu osiągnął swój pułap. Nagromadził wiele danych, a ja zamierzam go opróżnić.

Matyr, milcząc, stała i obserwowała wizję. Mężczyzna po kłótni popadł w konsternację, po czym wybuchł gniewem, wrzeszcząc coś niezrozumiale.

– Czy to ja? – spytałem, modląc się w duchu o negującą odpowiedź. Mężczyzna zdawał się być zagubiony, mały… wyglądał jak ktoś, kto przeszedł już wiele, targany życiem, dla którego przyszłość nie gwarantowała poprawy.

– Raczej to, czym byłeś. Ludzie się zmieniają, a ty nie jesteś już nim. Nigdy nie rozumiałam waszych miłosnych zawiłości. Powiedz – jakie to uczucie, kochać?

– Nie wiem… Myślę, że nie kochałem tej kobiety.

– A jednak z jakichś niewyjaśnionych przyczyn spędziłeś z nią życie.

– Dwanaście lat… Bo tak trzeba było. Tak powinien postępować prawdziwy mężczyzna.

– A więc odniosłeś zwycięstwo. Zostałeś tym, czym chciałeś być – czymkolwiek jest to całe wasze bycie „mężczyzną”.

– Tak… zwyciężyłem, ale to było pyrrusowe zwycięstwo…

*

Robotnik zabierał się właśnie za swoje obowiązki. Odnóża porośnięte białym futerkiem, a w nich ośmioro czerwonych oczu, zmierzały do celu. Wspiął się na kokon i, wbijając kły w ciało, zaczął zbierać soki, bez których działanie Roju byłoby uniemożliwione.

Choć był przedstawicielem najbardziej licznej kasty Roju, bez niego ten system szybko by upadł. Nie wiedział, co czuły jego nieruchome ofiary – zadanie było proste: pozyskać energię.

Przez jego ciało przebiegł cykl nieznanych mu znaków i cyfr, które sukcesywnie wysysał z ciała rozumnego. Na tym polegał każdy dzień jego krótkiego życia…

*

Zobaczyłem zapuszczonego mężczyznę na kanapie – siedział z puszką piwa, wpatrzony pustym wzrokiem w ścianę.

– Nie za ekscytujące to życie – powiedziała znudzona Matyr.

– Na początku byłem pełen marzeń i planów, jednak życie potoczyło się inaczej. Tak bardzo chciałem je zmienić, a jednak nie potrafiłem zrobić pierwszego kroku. Czasami myślałem, czy nie lepiej je skończyć…

– Być albo nie być, oto jest pytanie…

– Śmierć lubiąca Szekspira? – spytałem z ciekawością.

– Niektóre wasze wynalazki mają sens. Przez długi czas szukałam odpowiedzi w różnych zakamarkach waszej egzystencji.

– Dziwi mnie fakt, że Kostucha może czegoś nie wiedzieć – odpowiedziałem z lekką drwiną w głosie.

– Długie życie rodzi więcej pytań niż odpowiedzi.

– Mógłbym żyć inaczej – powiedziałem, patrząc na wizję. – Gdybym tylko miał więcej czasu, jakiś wrodzony talent…

– A gdyby świnie miały skrzydła, to by szybowały w przestworzach – przerwał głos Matyr.

– Oburzający komentarz.

– Ależ jakże trafny…

*

Karmicielka wędrowała po sieci, poszukując swojego celu. Rozkaz był prosty – dostarczać pożywienie Rozumnym.

Stanęła na kokonie i wpatrywała się w wychudzoną, nagą ludzką postać. Z jej żuwaczki powoli wysunęła się długa rurka, którą po chwili wsunęła do gardła Rozumnego. Po krótkiej serii konwulsji pokarm zaczął spływać w głąb jego ciała.

Człowiek łapczywie połykał ofiarowany mu dar, a na jego twarzy malował się nienaturalny, szeroki uśmiech. Nektar był pełen składników odżywczych i posiadał niezwykłą właściwość – zapewniał wieczne życie. Jednak miał swoją cenę. Powodował potężne uzależnienie, któremu niemal nikt nie potrafił się oprzeć.

*

Ujrzałem, jak mężczyznę potrąca samochód. Nie był już zapuszczonym człowiekiem. Wyglądał na pogodnego, promieniującego życiem.

– A wyglądało to tak dobrze. Terapia, tyle pracy nad sobą. W końcu wyszedłem na prostą… To niesprawiedliwe. Myślę, że gdybym wcześniej zaczął zmieniać swoje życie, potoczyłoby się inaczej.

– Stało się i nic już się nie odstanie. – Matyr była dziwnie zamyślona. Obserwowała, jak dwóch mężczyzn pakuje zwłoki do worka.

– Gdybym miał więcej czasu, gdybym tylko miał pieniądze, talent… postąpiłbym inaczej. Nie potrzebowałem przecież tak wiele…

– Może się założymy?

*

Opancerzone owady leżały w stanie uśpienia, czekając na swoją kolej. Rój przemierzający wielki wszechświat już dawno nie natrafił na ślady rozumnego życia. By zaoszczędzić energię, wojownicy dostali tylko jeden feromonowy rozkaz : zapaść w sen.

Byli potrzebni w tym systemie, jednak łatwo było ich zastąpić – złożyć nowe jaja. Cykl życia tych stworzeń był krótki. Rodzili się bez aparatów rozrodczych czy też gębowych służących do pozyskiwania pokarmu.

Łatwo wymienialne narzędzie, które miało służyć wyłącznie jednemu celowi – asymilacji nowych światów…

*

Mężczyzna siedział w fotelu, w pięknym, bogatym mieszkaniu. Wokół krzątał się inny mężczyzna.

– Kochanie? Może zjemy na mieście?

Siedząc w fotelu, zamyślony i zagubiony w meandrach własnych myśli, miałem dziwne poczucie, że czegoś nie pamiętam. Posiadałem wszystko, co mogłem sobie zażyczyć: piękny dom, partnera, z którym byłem już wiele lat, dobrą pracę. A jednak wciąż czułem niedosyt… Chciałem więcej…

Usłyszałem dziwny odgłos westchnięcia, w którym pobrzmiewała dezaprobata. Powietrze przesycone było goryczą…

*

Zaczęło się niewinnie – od małej, zielonej planety. Od Roju, który ją spotkał. Od dziwnych, włochatych, dwunożnych stworzeń zwanych małpami. Na początku była asymilacja, sieć i splątanie – dar wiecznego snu. I marzenia małp o lepszym życiu.

Zbiorowy sen zaczął zmieniać świat i małpy pozbyły się sierści. Zaczęło się od iskry myśli i rozbudzonej wyobraźni. Zaczęło się od pytania:

Co, jeśli małpa mogłaby mieć więcej?

*

Kasta Rolnicza zajmowała się uprawą tego, co w Roju nazywano Wiecznym Nektarem.

Rozległe pola usłane były kośćmi przedstawicieli niezliczonych ras i gatunków. Z ich szczątków wyrastały karmazynowe kwiaty, których ciężkie od słodyczy płatki wydzielały odurzający narkotyczny zapach. 

Kości nie należały do przypadkowych istot. Spoczywali tu ci, którzy odważyli się zadawać pytania. Myśleć. Kwestionować. Łańcuch pytań i odpowiedzi wyrywał ich z wiecznego snu, odsłaniając prawdę, której żaden rozumny umysł nie powinien poznać.

Leżeli tu ci, których niegdyś podziwiano za mądrość – Sokrates, Seneka, Konfucjusz i wielu innych. Każdy z nich zadał właściwe pytanie. Każdy zbliżył się zbyt blisko prawdy. I każdy zapłacił za to własnym życiem.

Rój nie obawiał się tych, którzy bezrefleksyjnie podążali za tłumem. Ich umiejętności myślenia były jak mordercze skłonności kapibary. Najcenniejszym zasobem byli posłuszni, syci i szczęśliwi. Najgroźniejszy był człowiek, który zatrzymał się choć na chwilę i zadał sobie pytanie : „Dlaczego?”.

Myślenie było największym zagrożeniem dla Roju.

*

Znów rozbrzmiał ciąg feromonowych rozkazów. Matyr wyzbyła się myślenia. Działała instynktownie w obawie przed chorobą zwaną „filozofowaniem”. Bała się, że wciąż mnożące się pytania bez odpowiedzi przeciążą jej umysł, że zastygnie na wieki w bezruchu, próbując uzyskać odpowiedź na pytanie: życie?

 

Koniec

Komentarze

Bardzo oryginalny pomysł. I bez odpowiedzi :) Dobrze mi się czytało.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Dziękuję za komentarz. Pozdrawiam.

Bardzo dobrze się to czyta – masz styl, który pozwala płynąć wartko płynąć przez tekst.

Postać śmierci jest świetna. Polubiłem ją za to, że jest bardzo ludzka w swoich komentarzach i obserwacjach. Aż szkoda, że nie chce więcej filozofować. ;)

Witaj. :)

 

Sprawy językowe i wątpliwości oraz sugestie (tylko do przemyślenia):

Nieustanny świst, przypominający syk setek węży, wprawiał w ruch dzwoneczki zawieszone na cienkich pajęczych sieciach. – czy celowa aliteracja?

W zasadzie moja pamięć przypominała podziurawiony szwajcarski ser – pełen luk. – i ta?

 

Tu mam zapytanie, bo dostrzegam niejasność – czy narrator wisiał, czy leżał?:

Pająk zrobił parę kroków naprzód, po czym spuścił się na pajęczynie, docierając do ogromnej sieci, w której wisiało kilka kokonów. Coś poruszało się w środku jednego z nich. Tym czymś byłem ja. Tak, ja.

Ludzkie, nagie ciało zaplątane w plątaninę nici.

Nie pamiętam, ile już tak leżałem.

 

 

Niektóre poruszały się delikatnie, inne pozostawały nieruchome, zastygłe w bezruchu. – styl/powtórzenie?

Przez wieki doświadczeń zrozumiała, że rozumność nie gwarantuje przetrwania. – i tu?

Czas zaczynał się rozmywać, a ja, by nie oszaleć, skupiałem się na liczeniu i jedynych wspomnieniach, jakie mi pozostały. – dość nienaturalnie to brzmi – on jest związany w kokon przez łażącego obok pająka/pająki i… zajmuje się liczeniem oraz wspomnieniami? – czemu nie wrzeszczy, nie wyrywa się, nie zagaduje do innych obserwowanych nieszczęśników np. o planach ucieczki?

Choć Robotnice były niezwykle ważne dla funkcjonowania tego ustroju, nie stanowiły jedynej grupy odgrywającej kluczową rolę w tym złożonym ekosystemie. – powtórzenie?

Tkaczka przeszła do następnej pracy – miała właśnie zesłać iskrę, natchnąć rozumnych do działania, stworzyć nowy koncept. W nowym świecie właśnie teraz ktoś miał wpaść na pomysł opisania miłości. – i tutaj?

– Mam wiele imion. Większość określa mnie mianem Matyr (zbędna spacja?) , wy z kolei lubicie nazywać mnie śmiercią.

Tak powinien postępować prawdziwy mężczyzna. – czy ta aliteracja celowa?

Powodował potężne uzależnienie, któremu niemal nikt nie potrafił się oprzeć. – a ta?

Choć był przedstawicielem najbardziej licznej kasty roju, bez niego ten system szybko by upadł. Nie wiedział, co czuły jego nieruchome ofiary – zadanie było proste: pozyskać energię. Przez jego ciało przebiegł cykl nieznanych mu znaków i cyfr, które sukcesywnie wysysał z ciała rozumnego. – powtórzenia?

– Nie zawsze takie było. Na początku byłem pełen marzeń i planów, jednak życie potoczyło się inaczej. – i tu?

Byli potrzebni w tym systemie, jednak łatwo było ich zastąpić – złożyć nowe jaja. Cykl życia tych stworzeń był krótki. – i tutaj?

Usłyszałem dziwny odgłos westchnięcia, w którym pełno było dezaprobaty. Powietrze przesycone było goryczą… – znowu „byłoza”?

Zaczęło się niewinnie – od małej (przecinek?) zielonej planety.

Co (przecinek?) jeśli małpa mogłaby mieć więcej?

Z ich szczątków wyrastały karmazynowe kwiaty, których ciężkie od słodyczy płatki wydzielały odurzający narkotyczny zapach. 

 

 

 

Kwestia pojęcia: „r/Rój”– pada ono kilkakrotnie, ale piszesz je dwojako, co powoduje błędy rzeczowe i ortograficzne, bo Czytelnicy nie mają pojęcia, jak ostatecznie zamierzałeś je napisać; np.:

Kasta Rolnicza zajmowała się uprawą tego, co w Roju nazywano Wiecznym Nektarem.

Wciąż taki sam, wymagający natychmiastowego wykonania przez Robotnice pozyskujące soki i energię potrzebną do podtrzymania wszystkich procesów roju.

Nie dla roju.

Myślenie było największym zagrożeniem dla Roju.

 

Opisywany tak szczegółowo rój i zasady nim rządzące skojarzyły mi się z komuną. :)) W owym „jedynym słusznym ustroju” też nie lubiano tych, który myślą i zadają pytania. :) Zwłaszcza – niewygodne pytania. :)

Oryginalne podejście do tematyki konkursowej to moim zdaniem największy atut Twojego opowiadania. :)

Klik, pozdrawiam serdecznie powodzenia. :)

Wszystkie wyglądały dla mnie identycznie.

w której wisiało kilka kokonów. Coś poruszało się w środku jednego z nich. Tym czymś byłem ja. Tak, ja.

Ludzkie, nagie ciało zaplątaneplątaninę nici.

Nie pamiętam, ile już tak leżałem. W zasadzie moja pamięć przypominała podziurawiony szwajcarski ser – pełen luk. Jedyne, co mogłem robić, to leżeć i wpatrywać się w to, co działo się nade mną.

No już pomijając powtórzenia, to w końcu wisi, czy leży? Do tego ser nie ma luk, tylko dziury, więc nadmiernym tłumaczeniem popełniasz błędy logiczne, a metafora ma być na tyle dobra, żeby nie musieć jej tłumaczyć.

Nie pamiętam, ile już tak leżałem. W zasadzie moja pamięć przypominała podziurawiony szwajcarski ser – pełen luk. Jedyne, co mogłem robić, to leżeć i wpatrywać się w to, co działo się nade mną.

Widziałem wiele kokonów podobnych do mojego. Niektóre poruszały się delikatnie, inne pozostawały nieruchome, zastygłe w bezruchu.

Straciłem rachubę już po kilku dniach. Godziny mijały jak sekundy, a dni jak minuty.

Trochę nielogiczne. To wie ile dni minęło, czy jednak czas leciał tak szybko, że zupełnie nie ma pojęcia? Dużo podobnych zdań, które nic nie wnoszą, a mącą. 

Tego dnia, przez czysty przypadek, do programu prostych feromonowych poleceń wkradł się błąd.

A jeszcze przed chwilą było zapewnianie, że wszystko jest idealnie zorganizowane.

Życie?

Dlaczego jest to pogrubione? Kto tak kazał?

Poza tym skoro sygnał jest feromonowy i prosty to skąd wzięło się “słowo”?

Odziedziczyła wiedzę poprzez traumę transgresyjną.

Bardzo dużo nazewnictwa i “mądrych słówek” jak na tak krótki tekst. Co nam daje to stwierdzenie względem reszty tekstu?

Każde życie wyglądało identycznie.

Te same rozkazy.

Te same obowiązki.

Każdy dzień taki sam jak poprzedni.

Ctrl+c → Ctrl+v?

A jednak niepokój nie ustępował.

Wciąż czuła coś dziwnego, coś niewygodnego.

Może chociaż raz mogłaby zrobić coś dla siebie.

Nie dla społeczności.

Nie dla roju.

Dla jednostki.

Dla siebie.

Ctrl+c → Ctrl+v? x2

Ech. 

Nie wiem, ile leżałem spętany w kokonie utkanym z sieci.

Wiemy, że nie wie. Aż za dobrze.

Co jakiś czas odwiedzały mnie te dziwne pająki, czułem uczucie straty, jakby ktoś mi coś zabrał, jakbym był niekompletny. Usłyszałem tupot odnóży. Jeden z pająków wszedł na kokon i zanurzył kły w moim ciele.

– Robert, skończyłeś pisać raport?– usłyszałem głos kobiety. Stała przy biurku i patrzyła na mężczyznę za nim dziwnym wzrokiem, jakby od niechcenia.

Spacja uciekła po pytajniku. Didaskalia bardzo niezgrabne.

Miał kanciaste rysy twarzy, lekki zarost na szczęce, a na głowie znajdowały się zakola.

I patrz: Miał kanciaste rysy twarzy, kilkudniowy zarost i wyraźnie cofającą się linię włosów.

Nie idealnie, ale już jakoś to wygląda. Rozumiesz o co mi chodzi?

mężczyzną za biurkiem byłem ja… a przynajmniej kiedyś nim byłem.

Koło biurka przechodził inny pracownik i uśmiechnął się do mężczyzny za biurkiem.

Bardzo dużo powtórzeń. W całym tekście jest też masa odmian “być”, “mieć”, “moje” i nudnych, prostych czasowników.

Odwłok pająka, który właśnie wyciągnął ze mnie kły, pulsował dziwnym światłem, a w jego wnętrzu poruszały się linie energii. Poczułem dziwne wrażenie, że coś utraciłem i nie pamiętałem, o czym śniłem… 

*

Zręczne, owadzie odnóża tkały poszczególne włókna sieci, pulsujące dziwną, błękitną energią.

No o tym właśnie mówię.

Tego dnia Tkaczka tkała

Potężna aliteracja.

rozumni nazwali go miłością.

Rozumni już na tym etapie mieli nazwę na to?

Szczypta dziwnego mrowienia w brzuchu, subtelnego ruchu motyla.

Dosłownie kolejne zdanie. Którego swoją drogą nie rozumiem względem reszty.

Lekkie podwyższenie temperatury oraz libido zostało zamknięte w pojedynczym włóknie.

Zamknięcie podwyższenia temperatury? Ctrlc-ctrv?

Dodała lekki błysk w oku na widok wybranej jednostki. Zwolniony oddech i rytmiczne bicie serca, subtelne łaskotanie w okolicach policzków oraz chęć bycia przy wybranej istocie. Zwolnienie czasu, jakby każda krótka chwila trwała wieczność w akompaniamencie wybitego rytmu serca.

Rozumiem co chcesz przekazać, ale to jest napisane po prostu nielogicznie. Pomieszanie emocji z reakcją organizmu, z dodatkiem wpływu świata.

Włókno było już gotowe. Tkaczka przeszła do następnej pracy – miała właśnie zesłać iskrę, natchnąć rozumnych do działania, stworzyć nowy koncept. W nowym świecie właśnie teraz ktoś miał wpaść na pomysł opisania miłości.

Musiała uważać, być precyzyjna. Byłaby to myśl zbędna, gdyby trafiła na przykład w drzewo, które nie wiedziałoby, co zrobić z tą myślą.

Znęcam się, okej. Ale połowa tych słów jest niepotrzebna. Rozwadnianie, bo brakło do limitu znaków?

– Raczej to, czym byłeś. Ludzie się zmieniają, a ty nie jesteś już nim.

Co? Oczywiście, że nim jest. Może nie być już tą wersją siebie. Chociaż kolejne fragmenty nie świadczą, żeby nawet tą wersją nie był. Zmieniło się tylko to, że teraz porwały go jakieś pająki, bo przemyślenia ma dość podobne do tych, jakie mógł mieć za czasów porwania. Jest wyjątkowo świadomy.

Robotnik zabierał się właśnie za swoje obowiązki.

Robotnice były wcześniej.

wbijając kły w ciało, zaczął zbierać soki,

Wbił i zbierał. Podczas wbijania nic nie zbierał.

– Nie zawsze takie było. Na początku byłem pełen marzeń

– Oburzający komentarz.

– Ależ jakże trafny…

Poklepywanie się samemu po plecach. 

Jednak miał swoją cenę. Powodował potężne uzależnienie, któremu niemal nikt nie potrafił się oprzeć.

Niestety, wszystko ma swoją cenę…

Zrozumieliśmy za pierwszym razem, zapewniam.

zamyślony i zagubiony w meandrach własnych myśli

Masło maślane.

partnera

partnerkę. Chyba, że ta zmiana była spora.

Zaczęło się niewinnie – od małej zielonej planety. Od roju, który ją spotkał. Od dziwnych, włochatych, dwunożnych stworzeń zwanych małpami. Na początku była asymilacja, sieć i splątanie – dar wiecznego snu. I marzenia małp o lepszym życiu.

Zbiorowy sen zaczął zmieniać świat i małpy pozbyły się sierści. Zaczęło się od iskry myśli i rozbudzonej wyobraźni. Zaczęło się od pytania:

Co jeśli małpa mogłaby mieć więcej?

Ctrl+c → Ctrl+v?

Po co to wyboldowanie? Czy Anonim zapomniał usunąć?

 

Szkoda. Fajny pomysł, a tak zawalony brakiem logiki i napisany po prostu słabo, mechanicznie. Powodów tego machinalnego stylu nie chcę na głos zarzucać, ale wypadałoby przynajmniej usunąć pogrubienia i niektóre konstrukcje. 

Ma to jakąś polityczną symbolikę, całkiem ciekawą. Chociaż nie wiem czy nasz bohater jest szczególnie “rozumny”. Uwierz w siebie i pracuj dalej, bo sam pomysł tu naprawdę nie był zły.

Witam!

 

Po prostu przedmiot zawieszony w próżni

Próżnia jednak kojarzy mi się z brakiem atmosfery i przestrzenią międzyplanetarną, nie krainą pająków.

 

stworzenia występowały tu milionami.

Niezgrabne stylistycznie.

 

Wszystkie wyglądały identycznie. Włochate insekty – tak bym je opisał.

Pająk to nie insekt, choć to zdanie bohatera, więc może być subiektywne.

 

przypominała podziurawiony szwajcarski ser – pełen dziur.

Nie tylko ser, ale i masło maślane.

 

Matka wyłączyła procesy myślowe. Przez wieki doświadczeń nauczyła się, że rozumność nie gwarantuje przetrwania

Hm, a jak je później włączy, skoro nie myśli? Czyli najważniejsza istota w tym świecie popełniła egzystencjalne sepuku, a my dowiadujemy się tego ot, tak, przy okazji? No i całość systemu nadal działa, hm, to po co była ta zabawa?

 

Ciało było dziwnie przezroczyste

Skoro jeszcze nie wiemy, że wypowiada się bohater, czytelnik nie wie również, o czyje ciało chodzi.

 

Zobaczyłem dwoje młodych ludzi – mężczyznę i kobietę (…) Mężczyzna zdawał się być zagubiony, mały… wyglądał jak ktoś, kto przeszedł już wiele, targany życiem, dla którego przyszłość nie gwarantowała poprawy.

To taki młody-sterany życiem, czy w średnim wieku? Końcówka zdania to (wybacz, Anonimie) pustosłowie. Nie potrafię przypisać konkretnych znaczeń ani wyobrażeń ani do jednej, ani do drugiej frazy.

 

– A gdyby świnie miały skrzydła, to by szybowały w przestworzach – przerwał głos Matyr.

– Oburzający komentarz.

Nie tak oburzający, a to oburzenie nakładane łopatą czytelnikowi do łebka.

 

Mężczyzna siedział w fotelu, w pięknym, bogatym mieszkaniu. Wokół krzątał się inny mężczyzna.

– Kochanie? Może zjemy na mieście?

Siedząc w fotelu, zamyślony i zagubiony w meandrach własnych myśli, miałem dziwne poczucie, że czegoś nie pamiętam. Posiadałem wszystko, co mogłem sobie zażyczyć: piękny dom, partnera, z którym byłem już wiele lat, dobrą pracę. A jednak wciąż czułem niedosyt… Chciałem więcej…

Usłyszałem dziwny odgłos westchnięcia, w którym pobrzmiewała dezaprobata. Powietrze przesycone było goryczą…

Ten fragment nie pasuje do innych – co najwyżej do pierwszego, kiedy inny mężczyzna uśmiecha się do bohatera. Czy jest to zatem alternatywna wersja jego życia?

Na końcu znów pustosłowie, chyba że ktoś wpuścił tam gaz musztardowy ;)

 

Usterek jest troszkę więcej. Co do “wrażeń ogólnych”:

Kojarzyło się z filmem “Matrix”. Bardzo podobny koncept, tylko biologiczny. Sam opis roju jest interesujący i uważam, że sprawnie zrealizowany mógłby przebić pierwowzór – mamy kasty ustRoju, każda ze swoją funkcją. System jest otwarty i pozyskuje energię (poprzez nowych zmarłych), więc nie stoi w sprzeczności z zasadami termodynamiki. 

Pomysł więc ciekawy, ale nie innowacyjny, więc wczytywałem się w szczegóły, ale nie czułem zaskoczenia.

Do tego dyskusje o życiu, myśleniu, świadomej egzystencji i filozofii – moim zdaniem doklejone nieco na siłę. Aż prosiło się o to, żeby czytelnikowi właśnie takie pytania rodziły się w głowie – niestety, tutaj Anonim robi całą pracę za czytelnika, albo właśnie nie robi – tylko wskazuje, i to wytłuszczoną czcionką: tutaj, czytelniku, masz sens życia, a tutaj, że istotą człowieczeństwa jest wieczne zdziwienie.

Czułem się jak zawinięty w kokon i karmiony przez rurkę.

 

Przeczytałem bez większych problemów, ale czy coś z tego zapamiętam? Koncepcję pajęczego roju pewnie tak, ale przemyślenia o życiu już chyba nie, ponieważ nie powstały w mojej głowie, tylko zostały podane. Trochę to wszystko udziwnione. Powinienem się utożsamić z bohaterem, bo trochę się przeżyło, ale jakoś nie potrafiłem i dość obojętnie śledziłem jego losy. Podobnie jak bohater na końcu mam poczucie, że czegoś zabrakło :/

 

 

 

Ciekawa koncepcja.

Nie spodobał mi się pomysł, że powstaliśmy w wyniku eksperymentów jakichś obcych istot na małpach. Zalatuje Danikenem. Wolę te ewolucyjne opowieści o wypchnięciu z lasu na sawannę, poszukiwaniu sposobów, żeby uniknąć przegrzania ciała, łączeniu się w grupy, wzajemnym iskaniu, rozwoju języka, wzroście mózgu, a utraceniu prawie całego futra, opanowaniu ognia…

Za to przypadło mi do gustu pozyskiwanie nektaru. Zawsze ceniłam zalety intelektualne, więc tutaj plusy. Traktuję to metaforycznie i dostrzegam głębszy sens.

Dziękuję wszystkim komentującym. Pozdrawiam.

Nowa Fantastyka