– Jeszcze raz. To naprawdę proste – powiedział instruktor, stukając palcem w blat stanowiska. – Gdy zapala się czerwona lampka, naciska pan czerwony przycisk. Gdy zielona – zielony. Rozumiemy się?
Nowy pracownik zmarszczył czoło z takim wysiłkiem, jakby próbował w pamięci pomnożyć siedemnaście przez trzy.
– Musimy to robić?
– Tak. Od jutra obejmuje pan posadę. Szkolenie jest obowiązkowe.
– A kto ustala, która lampka co oznacza?
– System.
– Jaki system?
– Ten.
Wskazał panel w blacie.
– Jak świeci czerwone światło, naciska pan czerwony przycisk. Jak zielone – zielony.
– Aha… czyli naciskam przycisk i wtedy zapala się lampka?
Instruktor przymknął oczy i policzył w myślach do trzech.
– Nie. Najpierw lampka. Potem przycisk.
– To bez sensu.
– Dlaczego?
– No bo skąd mam wiedzieć, że zapali się prawidłowa lampka?
Instruktor popatrzył na kursanta, szukając w sobie resztek cierpliwości.
– Od tego jest system. Tym proszę się nie kłopotać. Lampka sama się zapali. Wyborem koloru zajmuje się ktoś inny. Pan tylko naciska przycisk. To naprawdę bardzo proste.
– Dla pana może tak. Pan pewnie po jakiejś politechnice.
– Lampka. Przycisk. Ten sam kolor do tego samego koloru. – Instruktor wyraźnie tracił spokój. – Ma pan jeszcze jakieś pytania?
– A jak ktoś mnie o coś zapyta?
– To wtedy użyje pan tego. – Wyciągnął niewielki komunikator z logo państwowego programu cyfryzacji i napisem „Bielik, wersja 21.37”. – Posiada najnowszy krajowy model językowy. Odpowie na każde pytanie, wszystko napisze, wyjaśni. W zasadzie wykona całą pracę za pana. Proszę do niego mówić własnymi słowami, co chce pan przekazać, a system przygotuje oficjalną odpowiedź w stosownym stylu.
– Czyli jak?
– Proszę spróbować.
Nowy pracownik nachylił się do urządzenia.
– Jesteś głupi jak but. Lechia Gdańsk jest najlepsza. Odszczekaj to, bo cię zgnoję i zniszczę!
Urządzenie natychmiast zamrugało błękitną diodą i wyemitowało idealnie zmodulowany, profesjonalny głos:
– Szanowny panie, pańska wypowiedź nosi znamiona daleko idącej nieroztropności i nieznajomości obecnej sytuacji. Uprzejmie proszę o wycofanie bezpodstawnych oskarżeń, w przeciwnym razie będę zmuszony skierować sprawę na drogę formalnoprawną.
Kursant pokiwał głową z uznaniem.
– Dobre to.
– Prawda? Szybko pan załapał.
– No okej, ale co z tymi… no… zamówieniami?
– Jakimi zamówieniami?
– No tymi, co mam mówić.
Instruktor westchnął, domyślając się, co tamten ma na myśli.
– Tym proszę się nie przejmować. Zdarzają się rzadko.
– Ale jednak będą? – W oczach mężczyzny błysnął autentyczny strach.
– Wtedy odczyta pan tekst z tabletu. Treść będzie napisana wcześniej. Na pewno da pan radę, nawet dziecko by dało.
– Hej! Tylko bez takich! Pamiętaj, że jestem twoim przełożonym.
– Tak. Oczywiście. Przepraszam. Choć formalnie to chyba ja jestem pana.
– Coś nie pasi? Chcesz w ryło?
– Czy ma pan jakieś obiekcje? Proszę nie mówić do mnie takim tonem – odezwał się automatyczny tłumacz z polskiego na nasze.
– O! To cały czas słucha? Co powiedziało? – zainteresował się nowy.
– Spytało w pana imieniu, czy mam obiekcje.
– Aha.
Przez chwilę milczał.
– Co to są obiekcje?
– Boże… – zirytował się instruktor. – Wszędzie na świecie podobne obowiązki przejęła sztuczna inteligencja. Jest mądrzejsza, tańsza, szybsza, sprawniejsza i bezstronna. Tylko u nas nadal z uporem trzymają się tradycji i zatrudniają ludzi. Co za średniowiecze.
– Jeszcze Polska nie zginęła – odśpiewał pompatycznie kursant, prostując się jak struna. – Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród, póki my żyjemy…
– Dobrze już, dobrze. Proszę nie śpiewać, mikrofony są aktywne.
– Nie mów mi, co mam robić! – krzyknął oburzony, po czym wrócił do patriotycznego zawodzenia: – Z ziemi polskiej do włoskiej…
Kiedyś, pomyślał instruktor, wdrażanie nowych posłów było jednak odrobinę łatwiejsze, a społeczeństwo jakby mądrzejsze. Ciekawe, gdzie popełniliśmy błąd.
O matko, ale mnie końcówką zaskoczyłeś. Piękne. Tak bardzo dałem sobie wmówić, że to tekst przede wszystkim o zastępowaniu człowieka sztuczną inteligencją, że no… złapałeś mnie na wykroku.
Bardzo udany szort, świetnie się bawiłem przy tej lekko absurdalnej lekturze. Jedyne, do czego miałbym zastrzeżenie, to ze posłowie mają jeszcze żółty przycisk – wstrzymania się od głosu.
Na początku trochę jak eksperymenty Pawłowa… Wydaje się być bardzo prawdziwe. Trudno znaleźć element fantastyki… ;). Może powinna być możliwość zaznaczenia “literatura faktu”? ;)
Bardzo fajny tekst i przerażająco prawdopodobny.
Pozdrawiam!
Szanowny RR-rze!
Noo tekst uczestniczący politycznie, inteligentny, satyryczny. Tą Lechią Gdańsk to po obu stronach sceny poleciałeś, bo jak wiadomo tym krajem rządzą jej kibice ;)
Choć nie potrafiłem się wyzbyć wrażenia, że uderzenie leci najmocniej w jedną osobę, która wcale nie jest posłem… Taką co często klika czerwony guzik o znacznej mocy…
Spodobało się, czasami pozostaje nam tylko śmiech z klasy politycznej.
Pozdroklik (na Twej licencji)!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Genialna satyra!
I jakże niepokojąca, ale kto mieszka w Polsce ten się w cyrku nie śmieje :D
odezwał się automatyczny tłumacz z polskiego na nasze. – Normalnie śmiechłem na ekran resztkami obiadu!
Dzięki za poprawę nastroju!
Hej,
dobrze, że chłopaczyna nie musiał dodatkowo podnościć ręki, bo by się jeszcze między “prawą” a “lewą” pogubił. Świetna satyra z zawrotną końcówką. :D
Pozdrawiam!
Podążaj za białym królikiem.
O kurczę, myślałem, że to jakaś fabryka albo coś w tym stylu i zakwiczałem na końcówkę. Super tekst, uśmiałem się przez łzy ale co poradzisz. Pomysł z translatorem ekstra.
Bardzo udany short, tak dużo zawrzeć w niewielkiej ilości tekstu. Brawo!
Dobre. Zakończenie niespodziewane, a zarazem wszystko wyjaśnia. Gratuluję!
Przypomniał mi się stary dowcip o szkoleniu robotnika. Majster mówi:
– Rano zawór odkręcasz w lewo, a na fajrant zakręcasz w prawo. Rozumiesz?
– Nie.
– To jeszcze raz. Odkręcasz w lewo, zakręcasz w prawo. Rozumiesz?
– Nie.
– No to jeszcze raz…
– Panie majster, czy pan głupi jest, czy co? Przecież mówię, że nie rozumiem.
Pozdrawiam!
I sorki za brodę przy żarcie, jest naprawdę wiekowy….