- Opowiadanie: Robert Raks - W niedalekiej przyszłości: Szkolenie

W niedalekiej przyszłości: Szkolenie

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

W niedalekiej przyszłości: Szkolenie

– Jeszcze raz. To naprawdę proste – powiedział instruktor, stukając palcem w blat stanowiska. – Gdy zapala się czerwona lampka, naciska pan czerwony przycisk. Gdy zielona – zielony. Rozumiemy się?

Nowy pracownik zmarszczył czoło z takim wysiłkiem, jakby próbował w pamięci pomnożyć siedemnaście przez trzy.

– Musimy to robić?

– Tak. Od jutra obejmuje pan posadę. Szkolenie jest obowiązkowe.

– A kto ustala, która lampka co oznacza?

– System.

– Jaki system?

– Ten.

Wskazał panel w blacie.

– Jak świeci czerwone światło, naciska pan czerwony przycisk. Jak zielone – zielony.

– Aha… czyli naciskam przycisk i wtedy zapala się lampka?

Instruktor przymknął oczy i policzył w myślach do trzech.

– Nie. Najpierw lampka. Potem przycisk.

– To bez sensu.

– Dlaczego?

– No bo skąd mam wiedzieć, że zapali się prawidłowa lampka?

Instruktor popatrzył na kursanta, szukając w sobie resztek cierpliwości.

– Od tego jest system. Tym proszę się nie kłopotać. Lampka sama się zapali. Wyborem koloru zajmuje się ktoś inny. Pan tylko naciska przycisk. To naprawdę bardzo proste.

– Dla pana może tak. Pan pewnie po jakiejś politechnice.

– Lampka. Przycisk. Ten sam kolor do tego samego koloru. – Instruktor wyraźnie tracił spokój. – Ma pan jeszcze jakieś pytania?

– A jak ktoś mnie o coś zapyta?

– To wtedy użyje pan tego. – Wyciągnął niewielki komunikator z logo państwowego programu cyfryzacji i napisem „Bielik, wersja 21.37”. – Posiada najnowszy krajowy model językowy. Odpowie na każde pytanie, wszystko napisze, wyjaśni. W zasadzie wykona całą pracę za pana. Proszę do niego mówić własnymi słowami, co chce pan przekazać, a system przygotuje oficjalną odpowiedź w stosownym stylu.

– Czyli jak?

– Proszę spróbować.

Nowy pracownik nachylił się do urządzenia.

– Jesteś głupi jak but. Lechia Gdańsk jest najlepsza. Odszczekaj to, bo cię zgnoję i zniszczę!

Urządzenie natychmiast zamrugało błękitną diodą i wyemitowało idealnie zmodulowany, profesjonalny głos:

Szanowny panie, pańska wypowiedź nosi znamiona daleko idącej nieroztropności i nieznajomości obecnej sytuacji. Uprzejmie proszę o wycofanie bezpodstawnych oskarżeń, w przeciwnym razie będę zmuszony skierować sprawę na drogę formalnoprawną.

Kursant pokiwał głową z uznaniem.

– Dobre to.

– Prawda? Szybko pan załapał.

– No okej, ale co z tymi… no… zamówieniami?

– Jakimi zamówieniami?

– No tymi, co mam mówić.

Instruktor westchnął, domyślając się, co tamten ma na myśli.

– Tym proszę się nie przejmować. Zdarzają się rzadko.

– Ale jednak będą? – W oczach mężczyzny błysnął autentyczny strach.

– Wtedy odczyta pan tekst z tabletu. Treść będzie napisana wcześniej. Na pewno da pan radę, nawet dziecko by dało.

– Hej! Tylko bez takich! Pamiętaj, że jestem twoim przełożonym.

– Tak. Oczywiście. Przepraszam. Choć formalnie to chyba ja jestem pana.

– Coś nie pasi? Chcesz w ryło?

– Czy ma pan jakieś obiekcje? Proszę nie mówić do mnie takim tonem – odezwał się automatyczny tłumacz z polskiego na nasze.

– O! To cały czas słucha? Co powiedziało? – zainteresował się nowy.

– Spytało w pana imieniu, czy mam obiekcje.

– Aha.

Przez chwilę milczał.

– Co to są obiekcje?

– Boże… – zirytował się instruktor. – Wszędzie na świecie podobne obowiązki przejęła sztuczna inteligencja. Jest mądrzejsza, tańsza, szybsza, sprawniejsza i bezstronna. Tylko u nas nadal z uporem trzymają się tradycji i zatrudniają ludzi. Co za średniowiecze.

– Jeszcze Polska nie zginęła – odśpiewał pompatycznie kursant, prostując się jak struna. – Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród, póki my żyjemy…

– Dobrze już, dobrze. Proszę nie śpiewać, mikrofony są aktywne.

– Nie mów mi, co mam robić! – krzyknął oburzony, po czym wrócił do patriotycznego zawodzenia: – Z ziemi polskiej do włoskiej…

Kiedyś, pomyślał instruktor, wdrażanie nowych posłów było jednak odrobinę łatwiejsze, a społeczeństwo jakby mądrzejsze. Ciekawe, gdzie popełniliśmy błąd.

Koniec

Komentarze

O matko, ale mnie końcówką zaskoczyłeś. Piękne. Tak bardzo dałem sobie wmówić, że to tekst przede wszystkim o zastępowaniu człowieka sztuczną inteligencją, że no… złapałeś mnie na wykroku. 

Bardzo udany szort, świetnie się bawiłem przy tej lekko absurdalnej lekturze. Jedyne, do czego miałbym zastrzeżenie, to ze posłowie mają jeszcze żółty przycisk – wstrzymania się od głosu.

Na początku trochę jak eksperymenty Pawłowa… Wydaje się być bardzo prawdziwe. Trudno znaleźć element fantastyki… ;). Może powinna być możliwość zaznaczenia “literatura faktu”? ;)

Bardzo fajny tekst i przerażająco prawdopodobny.

Pozdrawiam!

 

Szanowny RR-rze!

Noo tekst uczestniczący politycznie, inteligentny, satyryczny. Tą Lechią Gdańsk to po obu stronach sceny poleciałeś, bo jak wiadomo tym krajem rządzą jej kibice ;)

Choć nie potrafiłem się wyzbyć wrażenia, że uderzenie leci najmocniej w jedną osobę, która wcale nie jest posłem… Taką co często klika czerwony guzik o znacznej mocy…

Spodobało się, czasami pozostaje nam tylko śmiech z klasy politycznej.

 

Pozdroklik (na Twej licencji)!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Genialna satyra!

I jakże niepokojąca, ale kto mieszka w Polsce ten się w cyrku nie śmieje :D

 

odezwał się automatyczny tłumacz z polskiego na nasze. – Normalnie śmiechłem na ekran resztkami obiadu!

 

Dzięki za poprawę nastroju!

Hej, 

dobrze, że chłopaczyna nie musiał dodatkowo podnościć ręki, bo by się jeszcze między “prawą” a “lewą” pogubił. Świetna satyra z zawrotną końcówką. :D 

Pozdrawiam!

Podążaj za białym królikiem.

O kurczę, myślałem, że to jakaś fabryka albo coś w tym stylu i zakwiczałem na końcówkę. Super tekst, uśmiałem się przez łzy ale co poradzisz. Pomysł z translatorem ekstra.

Bardzo udany short, tak dużo zawrzeć w niewielkiej ilości tekstu. Brawo!

Dobre. Zakończenie niespodziewane, a zarazem wszystko wyjaśnia. Gratuluję!

Przypomniał mi się stary dowcip o szkoleniu robotnika. Majster mówi:

– Rano zawór odkręcasz w lewo, a na fajrant zakręcasz w prawo. Rozumiesz?

– Nie.

– To jeszcze raz. Odkręcasz w lewo, zakręcasz w prawo. Rozumiesz?

– Nie.

– No to jeszcze raz…

– Panie majster, czy pan głupi jest, czy co? Przecież mówię, że nie rozumiem.

Pozdrawiam!

I sorki za brodę przy żarcie, jest naprawdę wiekowy….

 

Serwus,

Dziękuję wszystkim za tak liczne wizyty oraz komentarze już w pierwszym dniu od publikacji.

 

Barniusz

Cieszę się, że szort Cię zaskoczył. Staram się budować teksty na twiście, więc tym większą mam satysfakcję, że tym razem się udało.

„Posłowie mają jeszcze żółty przycisk – wstrzymania się od głosu.” – Masz rację, na śmierć o tym zapomniałem. Skoro kompletnie wyleciało mi to z głowy, to teraz na szybko dopisuję do tego zmyśloną teorię: w czasach, w których dzieje się akcja, wycofano żółty przycisk, bo z trzema przyciskami żaden kursant nie dałby sobie rady.

Dzięki za klika.

 

Grzesiek_W

Dzięki za przeczytanie i miły komentarz.

 

Szanowny B 2(e+e) cki

Dzięki za tak miły komentarz. Tekst oczywiście jest satyrą na klasę polityczną z lekkim podtekstem dotyczącym AI. Oczywiście można mieć na myśli konkretną osobę, ale – jak zauważyłeś – Lechia Gdańsk ma znanych kibiców po obu stronach sceny politycznej.

Tak naprawdę w podtekście miałem na myśli cały szereg sytuacji, w których posłowie różnych opcji politycznych błędnie głosowali, tłumacząc się później między innymi: „W stresie nie zdążyłem poprawnie zagłosować, nacisnąłem zły przycisk”, „Byli przekonani, że posłowie głosują nad kwestią budżetu” czy „Ta instrukcja do głosowania, która do nas przyszła, była błędem”.

Dzięki za klika na licencji. wink

 

NomadFromNowhere

Dzięki za miłe słowa. Super, że tekst się spodobał.

„Normalnie śmiechłem na ekran resztkami obiadu!” – Cieszę się z tak entuzjastycznego odbioru. Mam nadzieję, że ekran nie ucierpiał. laugh

 

Marszawa

„Świetna satyra z zawrotną końcówką” – bardzo dziękuję za tak miłe słowa.

 

Narholt

Miło mi, że szort się spodobał.

„Bardzo udany short, tak dużo zawrzeć w niewielkiej ilości tekstu. Brawo!” – Dziękuję za tak miłą dla oka recenzję.

 

Mehiko

Również dziękuję za wizytę i jakże cieszące mnie słowa: „Zakończenie niespodziewane, a zarazem wszystko wyjaśnia. Gratuluję!”.

Dowcipu, który przytoczyłeś, nie znałem. Dobry i bardzo dobrze wpisuje się w przedstawioną sytuację.

 

Jeszcze raz dziękuję wszystkim za przeczytanie i miłe komentarze.

Pozdrawiam

rr

Przyjmuję wytłumaczenie o uproszczeniu. Kolejnym krokiem będzie jeden przycisk – “niech ktoś wybierze za mnie, ale da mi wypłatę”. :) 

Klasycznie skomentuje. Fajne.

Tymczasowy lakoński król

Robercie, wyrażam takie samo zaskoczenie i rozbawienie pointą, jak przedmówcy. Nawet ostrzejsza niż w Rodzinie. Świetny szorciak.

„Bielik, wersja 21.37”

Wybitny ukryty żart, milordzie. 

 

Pozdrawiam i życzę wszystkim tu zgromadzonym, by odwrócony efekt Flynna jednak nie postępował tak szybko. :p

ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz

Podoba mi się tekst! Co prawda, na początku nie mogę się wyzbyć pytania: skoro mają system który zaświeci lampkę, to po co człowiek do kliknięcia przycisku? Wystarczy połączyć czerwoną lampkę z czerwonym przyciskiem, a zieloną z zielonym, ale na końcu satyra na “prawdziwego patriotę” – znakomita :) 

OneTwo

Dzięki za przeczytanie oraz klasyczny komentarz. Miło mi, że tekst Ci się spodobał laugh

 

Gryzok_Półpospolity

Cieszę się, że tekst Cię rozbawił, i miło mi, że pamiętasz poprzedni szort z tej serii.

Cieszę się również, że zauważyłeś i doceniłeś żart z Bielikiem w wersji 21.37.

 

Jfrydr

Cieszę się, że tekst Ci się podobał. Miło czytać, że uważasz tę satyrę za „znakomitą”.

 

Marszawa

Dzięki za klika. smiley

 

Barniusz

„niech ktoś wybierze za mnie, ale da mi wypłatę” – w pewnym sensie już tak jest. Gdy podczas głosowania obowiązuje dyscyplina partyjna, posłowie głosują zgodnie z decyzją szefa partii.

A mimo to zdarza im się pomylić, o czym świadczą choćby autentyczne nagłówki artykułów: „W stresie nie zdążyłem poprawnie zagłosować, nacisnąłem zły przycisk”, „Byli przekonani, że posłowie głosują nad kwestią budżetu” czy „Ta instrukcja do głosowania, która do nas przyszła, była błędem”.

 

Pozdrawiam 

rr

Dobry, zabawny twist na koniec robi robotę. Zwłaszcza, że początek kieruje wyobraźnie na zupełnie inny tor. Pozdrawiam

„Bielik, wersja 21.37”

:]]]

 

Żeby napisać dobrą satyrę nie można wszystkiego wykładać na tacy. Tobie się udało, ostatnie zdanie zaskoczyło, a tekst nabrał sensu. Bardzo dobry twist. Fajnie, że kontynuujesz serię, a ten tekst chyba nawet bardziej mi się podobał od poprzedniego.

Polecam do biblioteki. Pozdro!

You cannot petition the Lord with prayer!

Lubię takie smaczki! Od pewnej chwili myślałem, że tekst dotyczy aktualnego prezydenta kraju i… w sumie niewiele się pomyliłem ;) Ale jedno mi nie pasuje, gdzie tu fantastyka? Pszeca to je czysty dokument! ;) 

Pozdrawiam :) 

"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill

 

Tyle smaczków w jednym miejscu! Moim zdaniem Robert twój zdecydowanie chyba najlepszy tekst jaki widziałem. Świetne metakomentarze do rzeczywistości. Beliki, Lechie Gdańsk, no miodzio :) Fajny twist.

 

Low SCI-Fi co prawda, near future, ale nadal pasuje.

 

Podwójny klik będzie.

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Zacny szorcik. Zakończenie należycie zaskoczyło. Instruktor to musi mieć anielską cierpliwość…

Babska logika rządzi!

Marcfry, Michael, LeśnyLutek, melendur88 i Finkla.

 

Dziękuję Wam za poświęcony czas na lekturę oraz za przemiłe komentarze. Bardzo się cieszę, że szort przypadł Wam do gustu.

 

Serdecznie dziękuję za kliki do biblioteki, a melendurowi także za nominację do piórka!

Przyznam, że ta nominacja była dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Szort powstał jako lekka, krótka forma, bez aspiracji do piórka, więc tym bardziej cieszy mnie, że dostrzegłeś w nim coś, co uznałeś za warte nominacji. To dla mnie naprawdę bardzo miłe.

 

Co do uśmiechów, że tekst jest bardziej dokumentem niż fantastyką, to macie rację. Pomysł powstał na kanwie prawdziwych wydarzeń z głosowań w Sejmie, kiedy posłowie (wszystkich stron) mylili przyciski albo nie wiedzieli, nad czym głosują.

 

Dzięki wszystkim i pozdrawiam!

rr

Przypomniało mi to bardzo dawne wydarzenie, którego byłem świadkiem (a wręcz w pewien sposób współuczestnikiem), gdy znalazłem się z przyczyn zawodowych w studiu telewizyjnym i widziałem jak przed nagraniem instruowano pewnego polityka (z nieistniejącej już partii, której skrót się kojarzył bardzo informatycznie, z komputerem osobistym, a skrót komitetu mógłby się kojarzyć z jeszcze innym pojęciem informatycznym, które możnaby przetłumaczyć – gdyby ktokolwiek to tłumaczył – jako Dowód Koncepcji – ale to szczegół, bo mógłby to pewnie być poseł dowolnej z istniejących wtedy a nieistniejących już teraz formacji).

Nagrywano wtedy konferencję “na żywo”, która nie była na żywo, bo była nagrana, ale to też szczegół.

Polityk miał odpowiadać na “niewygodne” pytania, przy czym te niewygodne pytania wcześniej ustalono (cóż, początki naszej demokracji były dość… kręte).

Szkolenie było jednak o wiele bardziej skomplikowane niż to opisane w opowiadaniu.

Bo dla lepszego efektu w przypadku jednego z pytań, polityk miał się zdenerwować, zmarszczyć brwi, odpowiedzieć gwałtownie i jeszcze dla efektu uderzyć pięścią w biurko.

 

Niestety pierwsze dwie próby się zupełnie nie udały, bo polityk uderzał w biurko za mocno – a na tym biurku stały mikrofony, do tego jakieś kable, szklanka z wodą i inne cuda – i to się aż prosiło o awarię (a przede wszystkim strasznie waliło po uszach).

 

Stąd szef całej tej szopki (nazwijmy go z braku lepszego określenia reżyserem, choć wcale reżyserem nie był) wpadł na taki pomysł – Niech pan nie uderza, niech pan tylko symuluje uderzenie.

Parę prób – no i ok, ręka wyhamowywała tuż nad biurkiem, żadnego buczenia w mikrofonach, żadnych porozłączanych kabelków, żadnej wylanej mineralnej.

Ale nie było też odgłosu uderzenia, co więc z tym zrobić, później domontować?

No niby możnaby, ale jak ktoś zapomni? Zresztą montaż dźwięku wtedy nie stał na zbyt wysokim poziomie.

No to kolejny “genialny” pomysł.

Ktoś z tyłu będzie musiał uderzyć pięścią w dłoń, odgłos powinien być podobny. Parę osób spróbowało, odgłos był za słaby lub zbyt przypominający klaśnięcie.

W końcu jednak znaleziono praktykanta, który tę sztuczkę robił wyśmienicie.

“Reżyser” i tak się obawiał, że w trakcie “prawdziwej” konferencji polityk przez przypadek jednak uderzy w to biurko i będą słyszalne dwa uderzenia – ale na szczęście nic się takiego nie stało.

 

Jak widać, kiedyś politycy byli jednak sprytniejsi od dzisiejszych i potrafili dużo bardziej złożone zachowania opanować.

 

 

Co do opowiadania: fajne (na licencji Anet) – wzbudziło wspomnienia, więc chyba ok, c’nie?

Choć rzeczywiście – gdzie fantastyka? ;-)

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Jim, chcę tylko powiedzieć, że to wyśmienita anegdota.

ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz

Robercie, ależ zacny szort! Jestem zachwycona! :D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jim

Miło, że wpadłeś na szorta. Dzięki!

Sytuacja, którą opisałeś w anegdocie, brzmi tak niedorzecznie, że aż musi być prawdziwa. Gdyby napisać ją jako szorta, mógłby brzmieć wręcz niewiarygodnie.

 

Regulatorzy

Również dziękuję za poświęcony czas.

„Ależ zacny szort! Jestem zachwycona!” – taka pochwała z Twojej klawiatury to niemal czysta poezja. Dziękuję! blush

Robercie i ja się cieszę, że Ty się cieszysz. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@Gryzok_Półpospolity

 

Dzięki :) bardzo chętnie zamieniłbym te wszystkie anegdoty na to, by znów mieć czternaście lat (choć gdy miałem lat czternaście niecierpiałem tego wieku – może dlatego, że zarówno wyglądałem jak i zachowywałem się jak osoba dużo starsza, a jak mój prawdziwy wiek wychodził potem – to jakieś takie rozczarowanie się pojawiało… no tak, tu znów bym musiał przytoczyć kolejną nierealistyczną anegdotę, z czasu gdy miałem lat czternaście, ale sobie daruję :) )

 

@Robert Raks

Sytuacja, którą opisałeś w anegdocie, brzmi tak niedorzecznie, że aż musi być prawdziwa.

 

Niestety tak to już jest, że życie pisze najbardziej absurdalne scenariusze. Przykładowo moja szefowa, którą poznałem jako stateczną panią w średnim wieku, wystąpiła kiedyś w teledysku zespołu Lady Punk, a jej mąż robił do tego teledysku rekwizyty – rzecz, w którą nie mogłem uwierzyć, gdy ją usłyszałem do tego stopnia, że postanowiłem ją sprawdzić i… rzeczywiście tak było.

 

W moim życiu wydarzyło się mnóstwo niedorzecznych i nieprawdopodobnych rzeczy. I pewnie w Waszych też, jeśli jeszcze się nie wydarzyło – na pewno się wydarzy.

W literaturze – wszystko musi mieć jakiś sens, w świecie realnym – niekoniecznie.

 

Lubię na dowód tego, że życie nie musi być prawdopodobne, a literatura jednak powinna, podawać takie zestawienie faktów:

W 1994 Tom Clancy napisał książkę “Debt of Honor”, gdzie pilot pasażerskiego Boeinga celowo rozbija maszynę o amerykański Kapitol. Książkę krytykowano jako zupełnie nierealistyczną.

Nieco później inny twórca tego typu thrillerów, Ken Follet przyszedł do swego wydawcy z podobnym pomysłem na powieść sensacyjną – fabuła zakładała, że terroryści poruszają się po USA, przechodzą kursy pilotażu na małych lotniskach, a następnie porywają duże samoloty pasażerskie, aby użyć ich jako żywych torped do zniszczenia wieżowców w Nowym Jorku.

Wydawca Folleta odrzucił pomysł, twierdząc, że to jest tak niedorzeczne i zbyt naciągane i żaden czytelnik przy zdrowych zmysłach w to nie uwierzy.

W 2001 roku wśród planów ćwiczeń NORAD pojawiła się propozycja by przećwiczyć przypadek, gdyby porwany samolot pasażerski miał uderzyć w Pentagon. Projekt ćwiczeń odrzucono, motywując to tym, że to zbyt nierealistyczne.

W tym samym roku nieco mniej znany pisarz – Joel C. Rosenberg, przyszedł do wydawcy z książką, która zaczynała się od porwania samolotu przez islamskich terrorystów (z Iraku) i rozbicia go o wieżowiec w amerykańskim mieście – wydawca książkę przyjął, ale proces wydawniczy się przeciągał, została wydana już po zamachach, a sam Rosenberg… był przesłuchiwany :)

Bo nagle dziewiątego września rzeczywistość wywinęła kozła i pokazała, że pomysły, które są zbyt nieprawdopodobne i za bardzo naciągane na literaturę, bez większego problemu mogą zdarzyć się w rzeczywistości.

 

Cóż, pewnie Bóg jest po prostu grafomanem ;-)

 

A tak bardziej serio – współczuję komuś, kto chciałby napisać moją biografię, bo zważywszy to, że jestem domatorem i osobą unikającą wszelkich ekstremów, liczba wydarzeń niewiarygodnych zdecydowanie przekracza wszelkie dopuszczalne limity. Czasem sobie myślę, że w moim życiu nie wydarzyło się nic śmiesznego… ale patrząc z zewnątrz to pewnie jest niezła komedia :)

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Oj, racja. W życiu zdarzają się rzeczy tak niewiarygodne, że w literaturze zostałyby uznane za nieprawdopodobne.

 

Innym znanym przykładem, o którym pewnie słyszałeś, jest książka opisująca katastrofę Titanica. Podobno (sam jej nie czytałem) książka, napisana przez Morgan Robertson 14 lat przed zatonięciem Titanica, zawiera niezwykle podobny scenariusz. W powieści statek o nazwie Titan również zderza się z górą lodową, uchodzi za niezatapialny, brakuje na nim szalup ratunkowych dla wszystkich pasażerów, a podobno nawet wymiary obu jednostek były zbliżone. Co za przypadek!

Tak, choć chyba najbardziej zdumiewającym zbieg okoliczności zafundował chyba Edgar Allan Poe.

Poe napisał powieść, która opisywała losy czterech rozbitków, którzy zmuszeni sytuacją, losują wśród siebie jednego, którego zjedzą, by pozostali przeżyli. Pół wieku później doszło do katastrofy jachtu, z którego uratowało się czterech rozbitków – najpierw zjedli żółwia, a jak już potem nie mieli co jeść – tak, zdecydowali, że zjedzą jednego z czwórki.

Historia prawie identyczna prawda?

Ale żeby było jeszcze ciekawiej, danie główne w książce Poego stanowił chłopiec okrętowy o nazwisku Richard Parker…

…i tak, pół wieku później zjadanym był też chłopiec okrętowy i też nazywał się Richard Parker.

 

 

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Witamże :]

 

No i co – zabawna, udana miniaturka. Podobało mi się zarówno podszyte humorem “ciało” tekstu, jak i twist na końcu. Naprawdę nie domyśliłem się, że chodzi o posła, ale po przeczytaniu, wydaje się to oczywiste – czyli dokładnie tak, jak twisty powinny działać.

 

Językowo też się jakichś problemów nie dopatrzyłem, jest ładnie i płynnie.

 

Klik i pozdro


Gdy zielona zielony. Rozumiemy się?

Ten pauz mógłby być przecinkiem, bo jest w dialogu. Podobnie niżej. Nie jest to błąd, ale szkoda mylić czytelnika.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Jim, jesteś już którąś osobą, która mówi mi, że chętnie zamieniłaby się ze mną z racji na wiek. Ja Was, ludzie, nie pojmuję. Czternaście lat? To Wam się marzy? Zrozumiałbym, gdybyście marzyli, nie wiem, o dziewiętnastu, dwudziestu, albo o byciu stricte dzieckiem. Ale Wy wybieracie właśnie wiek nastoletni, i to ten wczesny. Dlaczego? Dlaczego chcecie wylądować akurat pośrodku hormonalnej burzy? Jesteście szaleni, czy to dorosłość jest tak bardzo do dupy?! d:

ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz

Wiesz, Gryzoku, jak ma się czternaście lat, to można liczyć, że wkrótce będzie się miało osiemnaście, dwadzieścia i inne przyjemne numerki. Ino mignie. A jak ma się ileś tam krzyżyków na karku, to już dawno nie ma tej nadziei. Może się zdarzyć taka demencja, że człowieka cofnie do dzieciństwa, ale to zdecydowanie nie to samo.

Babska logika rządzi!

Finklo, ależ oczywiście. Zwyczajnie zastanawia mnie, co tak niezwykle atrakcyjnego jest dla Was, dorosłych, w okresie dorastania. Bo jeszcze trzy albo dwa lata temu nie słyszałem od kogokolwiek, że chciałby być w moim wieku. Ale po trzynastych urodzinach dorosłych twierdzących, że chcieliby być w moim wieku, pojawiło się zaskakująco wielu. I to mnie zastanawia.

ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz

Hmmm. Gdybym mogła, pewnie chciałabym mieć choćby i siedem lat. Może po prostu dorośli uznali, że już można z Tobą pogadać o takich rzeczach?

Babska logika rządzi!

Jest to pewna odpowiedź, chociaż wiesz… jak miałem dziesięć, albo może nawet dziewięć, lat, to z tatą oglądałem Człowieka z wysokiego zamku. :] Jak kogoś katowali, albo była publiczna egzekucja, to kazał mi zasłonić oczy, ale jednak słysząc serię z karabinu nietrudno było sobie dopowiedzieć resztę. Często też zapraszał mnie do siebie, bym popatrzył, jak gra w gry. Podobno byłem przy tym jak grał w Mafię, ale osobiście tego nie pamiętam. Najlepiej pamiętam, jak grał w Kerbal Space Program.

Ale mimo wszystko Twoje uzasadnienie brzmi dosyć sensownie,

ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz

Kolejne krótkie opowiadanie. To dobra wprawka w pisaniu. Początek przed czymś dłuższym, obszerniejszą fabułą.

Pracownik przechodzi szkolenie. Musi zapalać kolorowe lampki. Potem jego instruktor rozmawia o sztucznej inteligencji, która zastępuje ludzi.

My (w naszym kraju) jesteśmy zacofani technologicznie w porównaniu z nowocześniejszymi miejscami i nie rozumiemy postępu.

Mamy na szczęście rakietę “Bursztyn”.

Serdeczne pozdrowienia! Powodzenia!

 

Do końca nie łapałam o co chodzi. Finał wszystko wyjaśnił. To pytanie "Ale o co chodzi?" trzymało mnie przy lekturze. Napisałam jakiś czas temu tekst w podobnym tonie. Było mruganie do lunety prawym i lewym okiem. Wracając do Twojego tekstu, świetnie pokazane, jak ai mógłby ogłupiać nas ludzi. I jak mogłoby przejąć kontrolę nad światem polityki.

Nieśmiertelna namiestniczka i dowódca, który wrócił z wojny zbyt potężny, by go ignorować. Imperium zaczyna pękać. Zapraszam do uniwersum mojej powieści: https://linktr.ee/pamiecprzodkow

Nowa Fantastyka