Cześć
Wiem, że fragmenty nie cieszą się tutaj popularnością, ale myślę, że to nie jest aż tak istotne.
Dalsze losy Etoka i Rajko.
Zapraszam
Cześć
Wiem, że fragmenty nie cieszą się tutaj popularnością, ale myślę, że to nie jest aż tak istotne.
Dalsze losy Etoka i Rajko.
Zapraszam
Siedzieli przy stole w karczmie. Etok wgryzał się w nogę kurczaka, a Rajko dopijał wino, oblewając się przy tym jak dziecko.
– Ufff. Ale pojadłem – powiedział.
Etok tylko skinął
Gdy się posilili, wyszli w ciepłą noc. Usiedli na ławce pod ścianą, w srebrzystym świetle księżyca. Rajko wyciągnął fajkę i wpatrzony w najjaśniejszą z gwiazd zapytał:
– Wierzysz w to, że będziemy żyć po śmierci?
Nie widział zdziwienia na twarzy Etoka.
– Chcesz przez to powiedzieć, że nie ufasz kapłanom? Wiemy, w co mamy wierzyć.
– Gdy pomyślę, że Konko nie żyje, jakoś nieswojo się czuję. Tak łatwo przechodzisz przez tajemnicę zaświatów? Przecież nikt stamtąd nie wrócił.
– Nie myśl za dużo. Dość wrażeń na dziś.
Nie chcąc wydawać na nocleg, postanowili, że będą spać na wozie. Ułożyli się ciasno. Rajko chciał jeszcze o coś zapytać, ale usłyszał głośne chrapanie. Odwrócił się na drugi bok i zasnął.
Obudził go szelest. Spojrzał na Etoka, śpiącego, jak kamień. Coraz większy księżyc chował się za horyzont.
Po cichu zeskoczył z wozu i podszedł do zarośli.
– Jest tu kto?
Odpowiedziało mu cykanie świerszczy. Zbliżył się jeszcze, wytężając wzrok. Z ciemności wyłonił się kształt.
Przerażony, upadł. Cień zbliżał się w jego stronę. Zdawał się unosić nad ziemią. W końcu srebrne światło oblało postać wysokiego, łysego mężczyzny.
Nie do wiary! Na plecach miał potężne skrzydła.
Rajko upadł i czołgał się w stronę wozu. Z przerażenia nie mógł krzyczeć. Zakrztusił się prochem. Zaczął kaszleć.
Zjawa niczym nie różniła się od żywego człowieka. Słyszał jej kroki, a przez moment wydawało mu się, że również jej śmiech.
– Nie bój się – powiedziało widmo.
– Kim jesteś i czego ode mnie chcesz?
– Mam dla ciebie wiadomość i oczekuję współpracy. – Skrzydlaty rozłożył ręce, a pośrodku nich zapłonęła kula ognia.
Wystraszony Rajko nie mógł wydusić z siebie słowa, bał się, że lada moment, a przybysz spali go żywcem.
– Nie przedstawiłem się. Jestem Diomo.
– Nie zabijaj mnie, proszę!
– Ależ, co ci znowu przyszło do głowy?
Anioł przełożył ognik do lewej dłoni. Prawą wskazał nieszczęśnika.
– Wstań. Nie wypada, żebyś tak leżał. Musimy omówić ważną sprawę. Zapomniałbym… – Podniósł palec. – Obudźmy twojego przyjaciela. Nie chce mi się powtarzać.
Gdy Etok zobaczył wielkoluda z ogromnymi skrzydłami, sięgnął do schowka po miecz.
– Gadaj kim jesteś, albo giń! – krzyknął.
– Spokojnie, człowieku. Nie rozumiem, dlaczego wy, ludzie, jesteście tacy nerwowi. Czasami myślę, że coś w boskim planie poszło nie tak. Jakiś kawałek gliny został przylepiony w waszych głowach nie tam, gdzie trzeba.
Diomo kręcił dłonią, a ognik wraz z nią zataczał koła.
Etok rzucił się na obcego, chcąc przebić go mieczem, lecz spotkał się z powietrzem i runął jak długi wprost w pobliskie chaszcze. Rozbawiony Rajko zaczął się śmiać.
– Do diaska! Rajko! Dlaczego się śmiejesz?! Pomóż mi!
Rajko podszedł do zarośli i rozchylił gałęzie. Etok wygrzebywał się z plątaniny dzikich róż.
– Niech to szlag! – zaklął.
– Długo jeszcze będziecie się cackać? – zapytał Diomo.
Etok podniósł wzrok na skrzydlatego.
– Przebierańcu, jeśli znajdziesz dość dobre wytłumaczenie, puszczę cię wolno… jeśli nie, skończysz marnie.
– Dobrze już, dobrze. Strasznie się boję. A teraz przejdźmy do rzeczy.
Diomo usiadł na niewielkim kamieniu.
– Wasz przyjaciel jest w tarapatach – powiedział.
– W sensie, że kto? – zapytał Rajko.
– Mówię o Konko. On również był żołnierzem. I… powiedzmy sobie, zwątpił w bóstwa. Byłem świadkiem jego herezji. Dlatego miał dzisiaj zawisnąć. Mam rację? – Anioł zmierzył wzrokiem przyjaciół.
– Nas przy tym nie było – wypalił Etok.
– A kto mówi, że byliście. – Diomo pokręcił głową i skrzywił się. – Tylko wykonywaliśmy rozkazy, tak? Mam rację?
– Tak jest, jak mówisz, przebierańcu. – Etok schował miecz do pochwy.
– Jeszcze raz nazwij mnie przebierańcem, a poczujesz ogień na zadku.
– Spokojnie, to tylko jakieś sztuczki. – Rajko złapał za rękę kompana, który uniósł miecz.
– Sztuczki? Myślicie, że to magia?
Przyjaciele spojrzeli po sobie.
– Posłuchaj, przybyszu – zaczął spokojnie Etok. – Nie szukamy kłopotów. Mam nadzieję, że ty też. Dlatego idź w swoją stronę.
– Problem w tym, że nie mogę. Muszę wykonywać rozkazy, tak jak wy.
– Odkąd u władzy jest potomek króla Agnona, armia dogorywa, a ty mi chcesz powiedzieć, że wykonujesz rozkazy? Przecież to my, jako ostatni spełniamy wolę króla.
– Spełniacie? Łapiąc tych, którzy okazali się niewierni? Skoro król nie żyje, a panowanie objął jego syn, moglibyście sobie odpuścić. Kogo oszukujecie? Konko o mały włos, a umarłby przez was.
Diomo kręcił głową. Jego mina mówiła wszystko. Nie chciał tłumaczyć, ale najwidoczniej musiał.
– Rozumiem, że jesteście w wieku, który nie pozwala na zaciągnięcie się do wojsk… jakichkolwiek. Nie macie szans w walce z pierwszym lepszym wojakiem. Wasze miecze stały się zbyt ciężkie.
Twarz Etoka poczerwieniała. Doskoczył do obcego i zamachnął się ponownie. Anioł złapał miecz prawą ręką i trzymał dotąd, aż stal rozgrzana do białości, zaczęła się topić. Przerażony żołnierz, odsunął się i patrzył, jak stal najwyższej próby, kapie na ziemię.
Diomo rozłożył potężne skrzydła i uniósł się w powietrze. Wylądował tuż obok wozu. Rajko obserwował, jak anioł głaszcze konia po łbie. Dotyk skrzydlatego uspokajał wałacha.
– Musicie to odkręcić – powiedział Diomo. – Konko jeszcze żyje.
– Niby dlaczego mielibyśmy wykonywać twoje polecenia? – zapytał Rajko. – Widzimy, że masz moc i nie jesteś z tego świata, ale co nam przyjdzie z wyswobodzenia skazanego?
– Jeszcze niedawno mówiłeś, że współczułeś. Pytałeś Etoka o zdanie, a teraz nie chcesz pomóc? – Oczy Diomo powiększyły się.
Zawstydzony Rajko, schylił głowę i grzebał butem w ziemi.
– Ma rację. Cóż nam z tego? – Etok pozbawiony miecza, nie tracił zapału.
– Będziecie wynagrodzeni. W odpowiednim czasie.
– Czym?
Nastała chwila ciszy przerywana jedynie cykaniem świerszczy.
– Życiem.
– Strachem chcesz nas zmusić?
Wymiana spojrzeń przyjaciół niewiele mówiła. Anioł wyskoczył na wóz i usiadł.
– Zastanówcie się – powiedział.
Przyjaciele odeszli na bok, żeby się naradzić. Rajko machał rękoma i uderzał się raz za razem w głowę. Po chwili wrócili.
– Zgoda – orzekł Etok. A jeśli nie damy rady uratować Konko?
Diomo myślał przez moment, przyłożył palec do ucha, w końcu oznajmił:
– I tak dostaniecie to, o czym mówiłem.
Rajko uśmiechnął się, bo dotarło do niego, że przecież mogą nie podejmować próby uwolnienia Konko. Skąd obcy będzie wiedział o ocaleniu skazanego?
Anioł najwyraźniej czytał w jego myślach.
– Nie próbujcie oszukiwać. Widzę was nieustannie.
Etok zobaczył siebie, gdy korzysta z latryny.
Nim zdążyli się obejrzeć, przybysz zniknął. Etok wspiął się na wóz i zamyślony patrzył gdzieś w dal. Rajko złapał za kłonicę i zaczął dłubać w nosie.
– Możesz przy mnie tego nie robić?
– Aż tak ci to przeszkadza?
– Tak. Pozwól mi spokojnie pomyśleć.
Rajko wyciągnął z nosa gila i pstryknął palcami. Zaśmiał się.
– Gamoniu! Czy ty kiedykolwiek spoważniejesz? Gdybym miał miecz nie zawahałbym się go użyć.
Wydawało się, że Etok słucha koncertu świerszczy, ale skupienie na twarzy mówiło coś innego. W końcu przemówił.
– Długo będziesz tak stał? Wsiadaj. Przed południem musimy być w Merkot.
No, a jednak Konko przeżył egzekucję! Nie ukrywam, że się cieszę:)
A pojawienie się anioła oznacza, że Rojko dobrze kombinuje w sprawie życia pozagrobowego (a propos, mam nadzieję, że Konko nie takim właśnie życiem już się cieszy, ale tego dowiemy się z dalszej części).
Dzięki za kontynuowanie opowiadania, z przekonaniem, że to jeszcze nie koniec:)
Pozdrawiam!
Dzięki za dalszy ciąg :) Konko żyje? Diomo był u niego? A to by się zdziwił :))
Czekam na ciąg dalszy.
Pozdrawiam serdecznie :)
Cześć, Mehiko
Cieszę się, że Cię zaskoczyłem. Dzięki za odwiedziny.
Pozdrawiam
Cześć, Teo
Diomo, może być wszędzie i pod każdą postacią :-) Dzięki za czytanie.
Pozdrawiam