Widzę ją. Wieża. Jest wysoka, piękna, majestatyczna. Okryta mgłą moich wyobrażeń, nadziei, tajemnicza i pozbawiona faktury. Przetrwała setki burz, huraganów, wojen. Idę. Świat pomiędzy mną a wieżą kurczy się. Za mną historia, którą pamiętam, ale do której już nie wrócę. A tam przyszłość, nieznane. Idę, ale zwalniam kroku coraz bardziej. W końcu zobaczę mury, dotknę splendoru. To będzie to. Widzę ją coraz wyraźniej. Świata pomiędzy nami już nie ma. Jest tylko ona i ja. Podchodzę i…
Widzę coś na horyzoncie. Wieża. Jest wysoka, piękna, majestatyczna. Okryta mgłą moich wyobrażeń, nadziei, tajemnicza i pozbawiona faktury. Przetrwała setki burz, huraganów, wojen. Idę.
Cóż za fraktalna opowieść!
Niestety nie zrozumiałem, dlaczego samo podejście “cofa” bohatera. Zabrakło mi jakiegoś istotnego elementu, w stylu przejścia przez drzwi, minięcia jakiegoś drzewa zasłaniającego widok, czegoś w tym guście, co wytłumaczy, dlaczego dystans nagle się zwiększa i scena się zapętla.
Poza tym napisane sprawnie, a drabble to zawsze coś, co warto docenić!
Ciekawa jestem, czy zrozumiałam przesłanie. Ładnie napisane.
Pozdrawiam serdecznie :)

pozbawiona faktury
Hmmm. Czyli gładka?
dotknę splendoru
Hmmm.

Ładne. Nie wiem, co ma z tego wyniknąć, ale ładne.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Nasze życie to ciągła podróż, a jako, że jest podróż, to musi być cel. Te wielkie cele to wieże, które majaczą na horyzoncie – wiecznie okryte mgłą przyszłości, niepewnej i podniecającej. Im bliżej wieży, tym większe emocje.
Ale może kojarzycie ten schemat, prawda? Chcecie coś zdobyć – telefon, samochód, partnerkę, wiedzę… A gdy to dostajemy, to tak, przynosi to radość, cieszymy się jeden dzień, miesiąc, rok. Ale potem pojawia się na horyzoncie kolejny cel. I kolejny…
I czasem, nim dotkniemy murów tej jednej, upragnionej wieży, widzimy kolejną, większą, ciekawszą… Jednak wieża wcale nie musi różnić się od poprzedniej. Ale świat, który je dzieli, to już nowość. Świat przed nami jest nowy, nieznany, tam są przygody – w podróży. Nie chcemy tego może przyznać, ale im więcej tych wypraw za nami, do tych osnutych mgłą marzeń wież, tym bardziej cieszymy się nie z celu, a z podróży.
0-3 WARSZTAT | 0-3 NARRACJA | 0-3 FABUŁA | 0-3 DIALOGI | 0-3 POSTACI | 0-3 KLIMAT
Dokładnie
Hej
No tak, działanie = cel. Ale też brak działania może być celem. Ucieczka od ciągłego stawiania sobie nowych wyzwań i akceptacja tu i teraz. Stagnacja = cel. Wtedy droga przestaje mieć znaczenie.
Fajnie wyszło.
Pozdrawiam :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Drabelek mocno obrazowy, tę wieżę wręcz się widzi i wyciąga do niej rękę. I to, że po chwili dążenie do niej pojawia się ponownie, może być odebrane na wiele sposobów, jako pętla, skok w czasie lub – jak to wyjaśniłeś dokładnie. Choć żałuję, że wyjaśniłeś aż tak dokładnie, wolałem swoją wersję z większą ilością niedopowiedzeń, choć w pełni z Twoją się zgadzam:) Bardzo udany tekścik. Pozdrawiam:)
"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill
No cóż, brakło mi dziś wrażliwości przy pierwszym czytaniu. ;)